Karczma Shagīhikigaeru

Jedna z pięciu wielkich krain zwana Krajem Ognia. Charakteryzuje się umiarkowanym klimatem i bardzo lekkimi zimami. Tereny Kraju Ognia to w dużej mierze wielkie lasy, których roślinność niejednokrotnie osiąga olbrzymie rozmiary. Ukryta wioska tego kraju to Konohagakure no Sato pod wodzą Hokage. Shinobi tej wioski charakteryzują się dużą różnorodnością zdolności. Podkreśla to duża ilość klanów specjalizujących się w zdolnościach Limitów Krwi lub Hijutsu. Z powodu tych pierwszych Konohagakure no Sato często bywała powodem lokalnych wojen mających na celu przejęcie potężnych zdolności.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Lokacja » 23 mar 2016, o 23:30

Na końcu głównego, północnego traktu biegnącego od Konohagakure no sato, w miejscu w którym droga dzieli się, podążając zarówno na wschód, jak i na zachód, znajduje się pojedynczy budynek. Sporej wielkości, dwupiętrowa karczma o drewnianych, sosnowych ścianach i tak typowym, tradycyjny, strzelistym zadaszeniu. Poza głównym przybytkiem, można tam dostrzec również przybudówkę, która pełni rolę stajni. Tuż nad drzwiami wisi zaś szyld z wygrawerowaną w drewnie owłosioną ropuchą.


Wchodząc do głównej izby, dostrzeże się dosyć sporą izbę - i nic w tym dziwnego, w końcu do Shagīhikigaeru przychodziło wielu wędrowców - shinobi, samurajów, Oni no kuni, czy też zwykłych, strudzonych podróżnych. Drzwi były otwarte dla wszystkich. No... Przynajmniej kiedyś. Teraz bowiem, w czasach shōgunatu, ruch tutaj nie był tak duży, jak zażyczyłby oberżysta. Jeśli zaś chodzi o samo pomieszczenie, było ono wyposażone w co najmniej kilkanaście stołów, by po ich obu stronach ustawić ławy, gdzie każda z nich mogła pomieścić trzech rosłych mężczyzn. Na ścianach, na których niegdyś wisiały symbole popierające Wioskę Liścia, wisiały aktualnie jedynie pojedyncze katany, oraz symbole shōguna. Za długą ladą stoi zaś zawsze uśmiechnięta oberżystka - Hayami Koken, trzydziestoletnia, emerytowana kunoichi, która przejęła interes ojca po jego śmierci. Zwykle wita nowych gości ofertą specjalności zakładu - duszonej cielęciny z warzywami, lub też proponując im jeden z pokojów, których w karczmie było aż osiem.

Administrator
 
Posty: 549
Dołączył(a): 5 kwi 2014, o 14:45

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Hyūga Natarī » 26 mar 2016, o 13:16

Był już późny wieczór, gdy czarnowłosa dziewczyna przekroczyła próg karczmy. Uważnym, śledzącym wszystko spojrzeniem, rozejrzała się po głównej izbie, by usiąść następnie w samym rogu, jak najdalej od pozostałych gości. Nie widziała jeszcze na miejscu Oroshiego - pewnie miał przybyć nieco później. Co ważniejsze, Natarī miała na głowie kaptur, a ubrana była w ciemną, smolistą szatę. Była to zasługa Henge, którego użyła nieco wcześniej, by nie rzucać się zbytnio w oczy. Miejsce to było bowiem doskonałym miejscem spotkań nie tylko dla shinobi, ale i sługów shōguna - co też poniekąd napawało ją niepokojem co do wyboru miejsca, które było przecież poza wpływami wioski. Właściwie, to aktualnie nic nie było pod jej wpływem.


Starając nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, siedziała więc na swoim miejscu, zamawiając sobie jedynie szklankę wody. Nie była głodna, a pozostawanie tak bez niczego, byłoby co najmniej podejrzane. Gdy jednak przeszła obok niej karczmarka, białooka machnęła do niej dłonią, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- Czy był tutaj taki bladolicy chłopak, nastolatek o długich, czarnych włosach i zielonych oczach? - spytała cicho, na co tamta pokręciła głową.
- Nie było tutaj nikogo takiego - odpowiedziała jej, by ruszyć dalej. Tak więc Natarī musiała czekać cierpliwie na resztę, wpatrując się w drewniany blat stołu przed którym siedziała, by od czasu do czasu zwrócić uwagę na wchodzące lub wychodzące z izby osoby. Splotła dłonie, myśląc o rozmowie, która miała nadejść. Nadal nie wiedziała, czy postępowała właściwie pakując się w to wszystko, być może narażając życie rodziny. Miała jednak nadzieję, że jej umiejętności miały wystarczyć, musiała wierzyć w to, że była wystarczająco dobra, by shōgun nie mógł jej z tym wszystkim powiązać. W jej domu już leżały szkice z płaszczem, który Oroshi otrzymał od Orochimaru - właściwie, to schowała to pod jedną z desek podłogi. Nie wiedziała bowiem czego spodziewać się po Meiri, której nie znała, a co za tym idzie, jej nie ufała. Wzięła kolejny łyk wody. Zresztą, co ona mogła? Niska, drobna dziewczynka z dobrego klanu, która chciała bawić się w zbawianie świata z innymi nastolatkami. Idiotyzm.


Spoiler:
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1265
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Rindou Arashi » 27 mar 2016, o 19:33

Po zakupach i treningu w końcu nastał wieczór. Tak więc przyszedł czas na jedną z najważniejszych rozmów w życiu młodego marionetkarza, to teraz wszystko miało się wyjaśnić. Wraz ze swoim ciemnowłosym przyjacielem, powoli zmierzali w kierunku Karczmy gdzie miało się wszystko zacząć. Arashi był pewny siebie, trochę nie podobało mu się, że to nie on wybrał miejsce spotkania, ale po mimo to, czuł, że wszystko pójdzie dobrze. Widział, że nie ma teraz czasu na pomyłki i zawahania, za dużo będzie zależało od tego co zrobią.
Kiedy obaj byli już blisko, chłopak złożył pieczęć sensora i dokładnie przeskanował budynek. Poza jednym shinobi i Natari siedzącą w środku nie wyczuł nikogo innego, więc wydawało się ok. Oczywiście, mogli tam byś samuraje, albo ukrywający się ludzie, ale na to nie miał zbytniego wpływu. Podszedł do drzwi i wziął głęboki oddech. Spojrzał na Kirito, po czym otworzył duże, drewniane drzwi. Pierwsze co go uderzyło to zapach, typowy dla takich miejsc. Piwo, jedzenie i palenisko mieszały się w coś cudownego, dlatego też Zielony uwielbiał takie miejsca, były jakby wyjęte z całego świata i zamknięte same w sobie.
Chwilę później obaj weszli do środka. Arashi, wiedział z której strony siedzi białooka, więc od razu tam się skierował. Dziwne było to, że nie było jeszcze Oroshiego, ale być może miał coś do zrobienia i się spóźni. A jak nie... to będą musieli działać bez niego, tak jak mu kiedyś powiedział, ta sprawa jest dużo ważniejsza od ich żyć... Nie to, żeby marionetkarz spisał swoje życie na straty, doskonale wiedział, że nie może umrzeć bo ma dla kogo żyć, ale to właśnie dla nich musi uwolnić świat z żelaznych rąk Shoguna. Idiota ?? być może... Idealista ?? Na pewno...
Zielony podszedł do stolika, przy którym siedziała Natari i delikatnie skłonił się głową na przywitanie. Chwilę później ściągnął kapelusz i usiadł po jej drugiej stronie. Rozpiął płaszcz, tak żeby spokojnie mógł ruszać rękoma, po czym położył kapelusz na ławie przed sobą. Spojrzał na dziewczynę, która ewidentnie już się nudziła tym czekaniem. Jak zacząć rozmowę... Przejść od razu do rzeczy ?? Nie.. tak nie wypada. Może zacznijmy od ustalenia podstawowych faktów. - Natari, wiesz gdzie jest Oroshi ?? Nie wyczuwam go w okolicy... czyżby on... Przestał mówić, gdyż kelnerka przechodziła obok. Zamówił sobie coś do picia, po czym poczekał aż reszta też coś poprosi a kobieta sobie pójdzie. - No cóż, miejmy nadzieję, że się spóźni... Spojrzał na swojego przyjaciela, po czym znowu na Natari. - Od czego zaczynamy ??
Obrazek
Jego twarz i rysy delikatnie się zmieniły, oczy zrobiły wyraźniejsze, a głos trochę obniżył. Mało kto widział go w takim stanie, ale Kirito dobrze wiedział co to oznacza. Chłopak zaczął myśleć i analizować wszystko co się w koło niego dzieje. w tym momencie w jego głowie walczyło ze sobą wiele planów i możliwości, co we 3 mogą zrobić aby pozbyć się Shoguna. To był dobry znak...
 
Posty: 3039
Dołączył(a): 4 sie 2015, o 00:10
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Hai Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Kosuke Kirito » 27 mar 2016, o 21:34

Zbliżał się już wieczór. Był to znak, że trzeba udać się na umówione spotkanie z Natari i niejakim Oroshim. Chłopak naprawdę nie za bardzo wiedział czego się spodziewać na tym spotkaniu. Kiedy opuszczali polanę, on też założył swój płaszcz. W prawdzie jego płaszcz nie miał kaptura, ale miał bardzo wysoki, postawiony kołnierz co w połączeniu z niedawno otrzymanym, słomianym kapeluszem w pełni ukrywało jego tożsamość. Na wszelki wypadek zdjął swoją opaskę shinobi i zawiązał ją przy pasie.


Kiedy byli już blisko, Arashi zaczął skanować teren sensorem. Skąd Kirito to wiedział? Stąd, że Arashi przybrał charakterystyczną ku temu pozę. Kiedy wszystko wydawało się w porządku, udali się do wejścia do karczmy. Zanim otworzyli drzwi, Arashi spojrzał na czarnowłosego. Ten tylko kiwnął mu głową w geście zachęty. Kosuke naprawdę nie wiedział za bardzo o co w tym wszystkim chodzi. W tej całej sytuacji. Wiedział tyle, ile jego przyjaciel mu przekazał. Czyli niewiele. Miał nadzieję wszystkiego się dowiedzieć właśnie teraz. Postanowił jednak zachować należytą powagę, chociaż było to ciężkie. Kiriciak nie należał do osób nader poważnych. Wolał być wesoły, uśmiechnięty, radosny i rzucać żartami. Jednak jak mus to mus.


Udali się do stolika, przy którym siedziała zakapturzona postać. Był to nie kto inny jak sama Natari. Chłopak od razu ją poznał po jej chakrze. Był pewien, że Arashi także a jego reakcja tylko utwierdziła czarnowłosego. Podobnie jak Arashi usiadł przy tym stole. Także lekko rozpiął płaszcz aby lepiej mu się siedziało. Nie zdjął jednak kapelusza a lekko go uchylił i kiwnął głową w geście przywitania z Natari. Nie wiedział kim byli ludzie znajdujący się w tej gospodzie. Było więc lepiej zachować anonimowość. Kiedy ktoś przyszedł po zamówienie, Kirito poprosił tylko o herbatę z cytryną. Nic tak dobrze nie orzeźwia i smakuje jak dobra herbatka z cytrynką. Uśmiechnął się pod nosem jak usłyszał, że Arashi pyta o swojego znajomego. Też był ciekaw tej kwestii dlatego też chętnie wysłucha odpowiedzi. W pewnym momencie Kosuke spostrzegł minę Arashiego. Wiedział co się za tym kryje i ucieszyło go to. Jego przyjaciel traktował sprawę poważnie. Chłopak jednak nie wytrzymał i powiedział:


Czy ktoś mi w końcu wytłumaczy o co tutaj chodzi? Jak dotąd wiem same ogólniki, które nie mówią mi za wiele.- powiedział poirytowany.

 
Posty: 966
Dołączył(a): 14 mar 2015, o 18:12
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Hyūga Natarī » 29 mar 2016, o 12:57

Usłyszawszy po raz kolejny otwierające się drzwi, Natarī uniosła do góry głowę, spodziewając się, iż ujrzy w nich Oroshiego. Nie miała rzecz jasna aktywowanego Byakugan - nie w takim miejscu, nie w takim czasie. Jednakże również i tym razem nie ujrzała w nich bladolicego chłopaka, choć osoby które wkroczyły do środka również były przez nią oczekiwane. Byli to bowiem Kirito oraz Arashi, również ubrani w płaszcze, choć niekoniecznie z kapturami, a słomianymi kapeluszami. Prawdę mówiąc, to przekonała się co do ich tożsamości dopiero w momencie, w którym podeszli do jej stolika. Zarówno na powitanie zielonowłosego, jak i czarnowłosego zareagowała jednakowo - odwzajemniła je prostym skinieniem głowy.


Nie odpowiedziała od razu na pytanie Arashiego. W milczeniu obserwowała, jak obaj rówieśnicy składają zamówienie u przechodzącej obok karczmarki, by odezwać się dopiero w chwili, w której tamta odeszła. Sama nadal miała przed sobą w połowie wypełnioną szklankę wody.
- Nie mam pojęcia gdzie on jest - odpowiedziała cicho, zdawkowo - Zapewne dołączy do nas niedługo, zapewne coś mu wypadło - dodała, choć w jej głosie również można było wyczuć nutkę wątpliwości. Po Oroshim można było spodziewać się wielu rzeczy, sama kompletnie go nie rozumiała, choć zrobiła ku temu krok po wcześniejszej rozmowie - Powiedział mi jedynie, że spotkamy się tutaj, sam chciał iść do jakiejś groty z której miał zabrać swoje rzeczy - dodała, ściskając mocniej szklankę - Nawet jeśli ktoś mu w tym przeszkodził, powinien sobie bez problemu poradzić z kilkoma samurajami - uśmiechnęła się lekko, spoglądając następnie na wyraźnie poirytowanego Kirito. Rozumiała jego reakcję - najwyraźniej Arashi niczego mu nie wytłumaczył, albo również zbyt wiele nie wiedział. Tak więc najwyraźniej to ona miała im wszystko wytłumaczyć, dopóki nie pojawi się w tym miejscu Oroshi. Rozejrzała się uważnie po izbie, sprawdzając, czy nie podchodzi do nich aby właścicielka oberży z zamówieniami. Gdy uznała, iż mogła sobie na to pozwolić, przemówiła cichym głosem, przez co obaj panowie musieli się poniekąd wysilić, by ją usłyszeć.
- Chcę... To znaczymy chcemy, założyć ruch oporu, ugrupowanie, które będzie walczyć z ludźmi shōguna, które będzie dążyć do jego obalenia - zaczęła, mówiąc to poważnym głosem - Zacznę może od początku - wzięła kolejny łyczek wody - Gdy wczoraj wieczorem opuściłam wioskę, spotkałam na swojej drodze Oroshiego. Nawiązała się pomiędzy nami rozmowa, rozmawialiśmy o shōgunie, o jego zniewoleniu. Wspomniałam wtedy o tym, że chciałabym z nim walczyć, dążyć do tego, by znów zaprowadzić na świecie porządek. On zaś wspominał mi o tym, że zakłada takie ugrupowanie, że rozmawiał z tobą - spojrzała znacząco na Arashiego - Mówił, że czekasz na niego z jakimś przyjacielem - uśmiechnęła się lekko, tym razem zwracając swój wzrok na Kirito - Teraz już wiem, że mówił o tobie - doskonale pamiętała list od niego, a także tamtą rozmowę na placu treningowym - Potem Oroshi chciał mi kogoś przedstawić, kogoś kto według niego powinnam poznać. Nadal nie wiem, czy to był najlepszy pomysł - zadrżała, na samo wspomnienie o Orochimaru, mistrzu chłopaka z Otogakure - Poszliśmy więc na polanę. Do tego momentu nadążacie? - urwała na moment, spoglądając na obu towarzyszy, by następnie kontynuować swój wywód - Tam też został do nas przyzwany jego mistrz, w towarzystwie największego węża, jakiego moglibyście kiedykolwiek ujrzeć na tym świecie. No... Nie największego - skrzywiła się na wspomnienie Mandy. Tak się on chyba nazywał, dobrze pamiętała? - Mężczyzna ten wyglądał prawie tak samo jak Oroshi, z kilkoma różnicami. Był jego mistrzem, który żył podobno w czasach siódmego Hokage, a może i przed nim. Nie wiem jak tego dokonał, ale jestem skłonna mu uwierzyć. Oroshi mu wierzy. Nawiązała się pomiędzy nami rozmowa. Jego mistrz nie zgadzał się z naszymi poglądami, według niego walka z shōgunem jest bezsensowna, nie chciał do tego przykładać ręki. Wyśmiewał nas, wyśmiewał Oroshiego z powodu jego głupoty, wyśmiewał mnie z powodu moich wyidealizowanych poglądów. W końcu powołał się na grupę, która istniała w jego czasach. Kilkadziesiąt, jeśli nie sto lat temu - nie była pewna co do daty, nie miała zamiaru również wyjmować swoich zapisków z biblioteki w takim miejscu - Porównał nas do tego ugrupowania, wyśmiewał to, że chcemy walczyć o pokój siłą, powodując jeszcze więcej przemocy. To ugrupowanie to było Akatsuki - zrobiła pauzę, znów biorąc łyk chłodnej wody - To była Druga Wielka Wojna. Wyobrażacie sobie więc, że musiało minąć od tego dużo czasu. Wszystko zaczęło się w Ame no kuni. Kraj ten pochłonięty był wojną, znajdował się bezpośrednio pomiędzy wielkimi krajami. Wtedy właśnie, będąc na terenie tego kraju, mistrz Oroshiego spotkał wraz ze swoim przyjacielem trójkę młodych sierot, sierot które utraciły rodziny w wyniku wrogich działań. Zostały one przygarnięte przez owego przyjaciela, który nie chcąc zostawić ich na pastwę losu, nauczył ninjutsu. Yahiko, Konan i Nagato. Tak mieli na imię. Kilka lat później, gdy dorośli, a ich nauczyciel ich prawdopodobnie opuścił, chcieli wykorzystać te umiejętności w celach pokojowych. Chcieli rozwiązywać wszystko negocjacjami - uśmiechnęła się - Według mnie to głupota. Z shōgunem można walczyć tylko siłą. Potem jednak... Yahiko, przyjaciel Nagato oraz Konan zginął w walce. Władzę przejął Nagato, który od tego momentu nazywał siebie samego Painem. Zakończyły się negocjacje, rozpoczęła zaś przemoc. Akatsuki, bo tak nazywali się od samego początku, zaczynało zrzeszać w swoich szeregach shinobi z różnych wiosek. Kirigakure, Sunagakure, Konohagakure. Ich celem nadal był pokój, lecz nie byli lepsi od shōguna. Chcieli zapanować nad całym światem, by rządzić strachem, terrorem. W tym celu wykorzystywali chakrę ogoniastych bestii. Organizacja została jednak zniszczona, a ich lider, Nagato zwany Painem, nawrócony na dobrą ścieżkę przez Naruto Uzumaki, siódmego Hokage, zaraz po tym, jak tamten zniszczył całą wioskę. Podobno wskrzesił wszystkie ofiary, oddając za to własne życie - uśmiechnęła się głupio - Wiem jak absurdalnie to wszystko brzmi. Mimo wszystko, mogę potwierdzić prawdziwość tych informacji. Byłam w bibliotece, w przedziale dostępnym tylko dla jōninów oraz tokubetsu jōninów, by się upewnić - w końcu nastała chwilowa cisza, podczas której nadeszło najpewniej zamówienie obojga chłopaków. Gdy karczmarka odeszła, dziewczyna po raz kolejny się odezwała - Wraz z Oroshim postanowiliśmy, że odtworzymy Akatsuki, a ja obejmę nad nim przywództwo.

Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1265
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Rindou Arashi » 29 mar 2016, o 21:39

Zielonowłosy wysłuchał uwagi swojego przyjaciela. Niestety nie był mu w stanie udzielić odpowiedzi, gdyż sam nie wiedział za dużo, jedyne co miał, to swój plan, który ułożył w czasie nocnych rozmyślań, a przed chwilą uwzględnił kilka poprawek. Wtedy głos przejęła Natari. Zaczęła opowiadać historię wczorajszego dnia. Arashi wpatrywał się prosto w jej oczy, potakując wtedy, kiedy tego wymagała. Dziwny, pradawny mistrz Oroshiego, to całe "Akatsuki" i wiele innych wątków. Wszystko wywarło na nim spore wrażenie. Właśnie czegoś takiego brakowało w jego planie. Jakieś symbolu z przeszłości, który mógł by ich prowadzić... Nie widział on za dużo o 7 Hokage ani innych postaciach, które pojawiły się w historii, ale musiały one coś znaczyć, gdyż inaczej nie wspomniała by o nich. Jednak nie to było teraz ważne.
Kiedy Natari skończyła, Arashi postanowił przejąć głos. Odchrząknął i napił się tego co mu przyniesiono. - Popieram pomysł odtworzenia tej grupy, to dobry symbol. Co do twojego dowodzenia też nie mam nic przeciwko. Nie znamy się zbyt dobrze, ale liczę, że nie będzie nam to przeszkadzało. Uśmiechnął się, szczerze, tak jak to przeważnie robił, po czym wyjął jeden ze zwojów ze swojej torby i rozłożył go na stole. - Jeśli pozwolisz, chciałbym przedstawić swój plan, który opracowuję od spotkania z Oroshim... To był śmiały ruch, w końcu nie on miał objąć dowodzenie, ale liczył, że Natari nie będzie miała tego za złe. W końcu to tylko sugestia, a raczej prezent...
Na zwoju widniała pieczęć, zwykła, taka do trzymania przedmiotów. Zielony przyłożył 2 palce, zmieszał chakrę i odpieczętował planszę do Shogi, która pojawiła się na stole. Niby była zwykła, ale czegoś w niej brakowało, gdyż po jednej stronie był pełen zestaw figur a po drugiej stronie tylko 3, marionetkarz dołożył jeszcze jednego, tak żeby były 4 po czym się uśmiechnął. Jego oczy znowu się zmieniły.. To znowu się zaczęło..

Obrazek
Notka Naukowa:

- No cóż, mam nadzieję, że każdy z naszej trójki chociaż raz grał, albo widział jak się gra w Shogi. Jeśli nie to szybko wprowadzam.... Po szybkim wyjaśnieniu zasad, Arashi przeszedł do sedna. - Jak się domyślacie, ta 4 pionów to nasza mała brygada. Na razie nie mamy przewagi liczebnej ale to się niedługo zmieni... Wykonał kilka ruchów, po czym zbił jednego piona i dołożył go obok pozostałej czwórki. - Będziemy działać po cichu... powoli zbierając finanse, ludzi, trochę broni. Szkodzić Shogunowi zgarniając jego karawany, atakując małe posterunki, oswabadzając małe wioski. Rozejdzie się słuch, że są ludzie, którzy chcą walczyć. Wziął łyka, po czym wskazał początek planszy. -Naszą bazą może być Sunagakure, byłem tam niedawno z Oroshim, jest w dobrym stanie, a przez plotki o duchach nikt się tam nie zapuszcza, na początek powinno wystarczyć. Spojrzał na swoich towarzyszy, sprawdzając, czy dalej śledzą jego słowa i czy gdzieś się nie zgubili. -W końcu, kiedy będziemy gotowi, przyjdzie czas na zakończenie fazy pierwszej... Na jego twarzy pojawił się uśmiech, ale nie taki jak wcześniej, ten raczej należał do tych szyderczych. -Zaatakujemy jedno z więzień Shoguna, w którym przetrzymuje byłych bojowników. To będzie test, jeżeli nam się uda, to zyskamy sporo. Dodatkowo wtedy oficjalnie ogłosimy światu naszą działalność. "Sprzymierzeńcy Sprawiedliwości", tak się określimy, powiemy, że walczymy w imię lepszego jutra i każdy kto się nie godzi z obecnym porządkiem jest u nas mile widziany. Wtedy powinno do nas dołączyć sporo mniejszych grup, wystarczy im pokazać, że ktoś jest w stanie to zrobić... Zabić Shoguna.
Po tłumaczeniu plansza zmieniła się diametralnie. Każde słowo było odwzorowywane na polach, przez co, kiedy skończył po jego stronie nie było już tylko 4 pionków, a spora zwarta grupa. Arashi spojrzał na Natari a potem na Kirito oczekując jakiegoś komentarza. Sam zastanawiał się, czy o czymś nie zapomniał.. Nastała chwila ciszy... Chyba wspomniałem o wszystkim, taka była by nasza faza pierwsza.. Reszta będzie zależeć od tego, jak na nas zareagują inni. Nie ma co aż tak wybiegać w przyszłość. Tak, to był jego plan, z którego był dumny. Nie okazywał tego, ale wiedział, że to jest chyba najlepsze co mogą teraz zrobić. Chyba, że o czymś zapomniał i nie uwzględnił, ale to się bardzo rzadko zdarzało, nie w tak ważnych sprawach...
 
Posty: 3039
Dołączył(a): 4 sie 2015, o 00:10
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Hai Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Kosuke Kirito » 30 mar 2016, o 06:00

Kirito bardzo był ciekaw co jego przyjaciele mają do powiedzenia. Odnosił wrażenie, że jest punktem łączącym tą dwójkę. Czy to była prawda? Może. Czy był o tym przekonany? Na pewno. Chciał jednak dokładnie wiedzieć o co tutaj w ogóle chodzi a ku temu musiał wysłuchać co Natari ma mu do powiedzenia. O dziwo Natari mówiła bardzo podobne rzeczy co Arashi. Jednakowoż dużo bardziej szczegółowo co pozwoliło na łatwiejsze zrozumienie sytuacji przez czarnowłosego. A więc wszystko sprowadzało się do założenia organizacji czy też ugrupowanie, które miałoby mieć na celu walkę z Shogunem. Kiriciakowi spodobała się ta myśl. Wiedział, że trzeba coś zrobić z jego tyranią a to był na to sposób. Kiedy słuchał Natari przytakiwał kiwnięciem głowy na znak, że póki co wszystko łapie. Wysłuchał także opowieści o niejakim "Akatsuki". Organizacji, która czyniła podobne, wielkie rzeczy. Jak wynikało później z opowieści, później przeszła na nieco bardziej radykalne metody, ale intencje nawet w tedy przyświetlały im jak najlepsze. Chłopak miał nadzieję, że jeśli zdecydują się odtworzyć tą organizację to historia nie zatoczy koła. Bardzo go to martwiło. No i w końcu w opowieści pojawił się bohater młodego Kosuke jakim był siódmy Hokage Uzumaki Naruto. Kirito nie spodziewał się go w tej opowieści, ale zawsze to było coś nowego dla niego. Jakaś nowa informacja na temat jego osobistego bohatera. Słysząc, że to właśnie Natari miałaby być głową tej organizacji, chłopak lekko się uśmiechnął.


Mi tam to nie przeszkadza.- powiedział niemalże kopiując słowa Arashiego wypowiedziane chwilę wcześniej.


Następnie z zaciekawieniem wysłuchał planu Arashiego. Kiedy tylko wyciągnął planszę do Shogi, Kosuke już wiedział co się kroi. Kolejny ambitny plan jego przyjaciela. Jednak jak go coraz bardziej słuchał, to ten plan wydawał mu się z minuty na minutę coraz lepszy. Nie dostrzegał jakiś szczególnych luk w rozumowaniu zielonowłosego. Plan był przemyślany i podobał się Kiriciakowi. Oczywiście dał przyjacielowi skończyć zanim cokolwiek powiedział. W dużym skrócie. Plan zakładał przejmowanie broni, zdobywanie pieniędzy oraz zwolenników do pewnego momentu między innymi poprzez atakowanie posterunków czy karawan. Kiedy byliby gotowi, zgodnie z planem mieliby zaatakować jedno z więzień Shoguna gdzie trzyma tych co mu się sprzeciwili jednoznacznie obwieszczając swoją obecność i stanowisko w tym konflikcie. Plan był dobry, ale co potem? Nad tym czarnowłosy się zastanawiał.


Plan jest dobry. Nawet bardzo. Nie dostrzegam jakiś szczególnych luk w rozumowaniu. Jak jednak ma wyglądać ten atak na więzienie? Masz już jakiś pomysł na to czy poczeka to na zakończenie fazy pierwszej? No i najważniejsze... Załóżmy, że ten atak zakończy się pomyślnie. Co potem? Jaki jest ogólny plan na działanie. Osobiście wolę znać ogólny plan całości aniżeli szczegółowy, ale tylko fragmentu tej "walki".- powiedział chłopak. Nie omieszkał podzielić się swoimi obawami i przemyśleniami z przyjaciółmi.

 
Posty: 966
Dołączył(a): 14 mar 2015, o 18:12
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Hyūga Natarī » 31 mar 2016, o 00:28

Gdy tylko głos zabrał Arashi, Natarī uniosła wtenczas dłoń, by przywołać do siebie karczmarkę. Dopijając do końca wodę, złożyła kolejne, identyczne zamówienie - jej krótka przemowa zdecydowanie pobudziła u niej pragnienie. Uśmiechnęła się jedynie słysząc od niego słowa aprobaty, oraz te, które wypowiedział Kirito, a które również mogła odebrać pozytywnie. Wyglądało na to, że obaj byli gotowi zaakceptować jej przywództwo. Obserwowała następnie, jak zielonowłosy chłopak wyjmuje z torby zwój, by odpieczętować następnie z niego planszę shōgi. Nie skomentowała tego w żaden sposób, czekając cierpliwie na dalszy przebieg wydarzeń. Doskonale znała tę grę, tak więc niemal natychmiast po raz kolejny skinęła głową, gdy tylko Arashi o tym wspomniał - oczywistym tutaj było chyba to, że w tak tradycyjnym rodzie jak jej własny, nie ominęłaby jej równie tradycyjna gra. Fakt, że to właśnie shōgi zostało przez niego wybrane do ukazania jego planu ani trochę jej nie zdziwiło - wbrew pozorom, pionki na planszy nie różniły się przecież zbytnio od shinobi na polu bitwy. No... Teoretycznie.


Wysłuchała uważnie kolejnych słów Sunijczyka, patrząc mu na ręce przy każdym ruchu, który nimi wykonywał. Nie komentowała tego w żaden sposób, popijając wodę z dopiero co przyniesionej szklanki. Postanowiła się odezwać dopiero wtedy, gdy usłyszała wypowiedź Kirito.
- Masz rację - powiedziała, zwracając się do zielonowłosego - To chyba oczywiste, że nie będziemy działać jawnie, najpierw musimy zająć się finansami, osiedleniem się w jakimś miejscu poza wioskami - spojrzała na obydwojga młodych mężczyzn - Nie możemy przecież narazić ich mieszkańców na niebezpieczeństwo z naszego powodu. Sunagakure odpada - dodała, już pewnym siebie głosem - Mieszkają w tamtym miejscu potężni shinobi, w tym Kazekage Sunagakure no sato. Byłam tam na misji z Oroshim, przegonił nas stamtąd i byłam pewna, że nas zabije - doskonale pamiętała przecież tamtą misję rangi A - Będziemy więc musieli odnaleźć inne miejsce, moje psy zajmą się poszukiwaniami - w tym momencie, dziewczyna kompletnie zapomniała, że żaden z jej towarzyszy nie wiedział, że zawarła jakiś pakt. No i raczej nie miała w najbliższym czasie sobie tego uzmysłowić - Nazwiemy się Akatsuki, tak jak nasz pierwowzór, będziemy też nosili szaty, które były ich symbolem. Długie, czarne płaszcze z czerwonymi chmurami - wytłumaczyła, nie wdając się zbytnio w szczegóły - W moim pokoju mam szkice, które będziemy musieli dyskretnie przekazać krawcowi - spojrzała teraz na Kirito - Nie ma najmniejszego sensu planować w tym momencie ataku na posterunek, jest nas zbyt mało, nie ma z nami nadal Oroshiego - rzuciła krótkie spojrzenie na drzwi, jakby spodziewając się, że w nich go ujrzy - Chyba na początku najlepszymi działaniami, będą działania partyzanckie. Nie posterunki, a konwoje shōguna, zwłaszcza dostawy broni. Po pewnym czasie, po krajach zaczną krążyć pogłoski o ludziach w czarnych płaszczach, z czerwonymi chmurami. Musimy budować naszą reputację bardzo powoli i rozważnie - rozejrzała się po izbie - Wygląda na to, że Oroshi do nas nie dołączy.

Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1265
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Rindou Arashi » 31 mar 2016, o 02:34

Arashi po tym jak wyjaśnił swój plan, wypił duszkiem herbatkę, która była już delikatnie chłodna. Spojrzał po towarzyszach, był uradowany w środku, że to co wymyślił zostało tak ciepło przyjęte. Trochę zdziwiły go słowa Natari o Sunie i mieszkającym tam Kage, w końcu nie spotkał tam nikogo, tym bardziej mistrza. No ale może specjalnie się przed nim ukrył czy coś...
Chwilę później znowu przejęła głos białooka. Wyjaśniła jeszcze kilka spraw, które należało skorygować. W tym czasie marionetkarz jednym ruchem schował planszę. Słuchał uważnie każdego słowa, przy okazji zastanawiając się czy może uda mu się namówić Kazekage-Sama do pomocy w ich sprawie. Pamiętał, że był to silny i sprawiedliwy człowiek, więc może mu się spodobać ten pomysł. Kiedy Natari skończyła, postanowił on dorzucić kolejne 3 grosze. - Skoro nie Suna, to i tak będę chciał się tam udać. Jak mamy walczyć, będę potrzebował warsztatu, a tam jest sporo niepotrzebnych narzędzi w dobrym stanie. Spojrzał na drzwi, licząc, ze to może Oroshi wszedł, ale to było tylko kolejnych dwóch wędrowców. No chyba nie... Skwitował słowa dziewczyny o nieobecnym prowodyrze tego całego zamieszania, po czym odchylił głowę i spojrzał w sufit. Zaczął rozmyślać, czy aby na pewno dobrze robią, w końcu mogą spowodować wiele zła. Wtedy przed jego oczami widział wszystkich, na których mu zależy, to dla nich robił to wszystko. Tak, to wszytko jest słuszne !! Powiedział do siebie w głowie, po czym wrócił do rzeczywistości. - Dobra... czekamy jeszcze, czy może... Masz już jakieś rozkazy ?? Spojrzał pewnym wzrokiem na Konoszankę. Dobrze wiedziała, w co się pakuje biorąc na siebie całe brzemię... Musiała zacząć wydawać polecenia, nawet jeśli było to dla niej trudne...
 
Posty: 3039
Dołączył(a): 4 sie 2015, o 00:10
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Hai Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Kosuke Kirito » 31 mar 2016, o 23:43

Kirito słuchaj swoich przyjaciół z wielkim zaciekawieniem przy jednoczesnym analizowaniu ich planów. W jego głowie zaczął się rodzić pewien koncept. Nie wiedział jak przyjaciele na niego zareagują. Chciał jednak podzielić się z nimi swoim pomysłem. Postanowił jednak poczekać z tym na bardziej odpowiedni moment rozmowy. Nie pomylił się z tym postanowieniem. Oboje bowiem właśnie dyskutowali nad tym gdzie powinna znajdować się siedziba ich przyszłego ugrupowania. Kosuke było to z grubsza obojętne gdzie się będzie ta siedziba znajdować. I tak znając życie nie za często by w niej bywał. Był jednak ciekaw co chodzi jego rozmówcom po głowie. Podniósł lekko słomiany kapelusz aby było widać jego oczy. Spojrzenie z początku powędrowało na Arashiego. Potem jednak zatrzymało się na białookiej przyjaciółce.


Skoro nie Suna tak jak zaproponował Arashi, to jak myślisz Natari, gdzie byłoby najlepsze miejsce na nią?- zapytał młodej Hyugi z nadzieją, że ma już jakiś koncept na to. Usłyszawszy odpowiedź ciągnął dalej.-Ok. Jednak niezależnie od tego gdzie będzie znajdować się siedziba, naszym najwyższym priorytetem powinna być rekrutacja. Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, że po pierwsze, jest nas raptem trójka a im więcej osób do nas dołączy tym więcej będziemy gromadzić funduszy i tym więcej zdziałamy jako grupa. Po drugie uważam, że powinniśmy działać w kilkuosobowych zespołach. Minimum w parach. Odosobnione działania narażają pojedynczo działających członków na porażkę, a co gorsza na złapanie. To drugie jest gorsze o tyle, że póki co planujemy zachować anonimowość czyż nie? Dlatego rekrutacja jest dla mnie tak istotna.- powiedział pewnym siebie tonem chłopak. Naprawdę przemyślał to co chciał powiedzieć. W jego odczuciu jak najbardziej miało to sens. Ciekaw był czy rozmówcy podzielą jego zdanie.


Słysząc Arashiego pytającego Natari o rozkazy Kiriciak lekko się zaśmiał. W sumie to było zabawne. Do tej pory cały czas mówił do niej po imieniu i byli przyjaciółmi. Byli na równi. Teraz siłą rzeczy Natari miała być poniekąd jego przełożoną a on jej podwładnym. Cóż za ciekawy i zabawny obrót spraw.


Właśnie!- powiedział chłopak lekko się śmiejąc. Jak powinienem się do Ciebie teraz zwracać? Kapitanie? Pani dowódco? Szefowo?- zażartował delikatnie chłopak. Wiedział, że sprawa jest nader poważna. Trzeba było jednak rozluźnić nieco atmosferę aby wyciągnąć wszystkim ten przysłowiowy kij z tyłka. Były chwile kiedy trzeba było się spinać w powadze. Ale były także momenty gdy trzeba było zrobić coś aby to spięcie zniknęło. To był właśnie taki moment.

 
Posty: 966
Dołączył(a): 14 mar 2015, o 18:12
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Hyūga Natarī » 1 kwi 2016, o 22:32

Białooka skinęła głową na słowa zielonowłosego. Zabawne było to, że już w tym momencie chłopak jakby oczekiwał od niej przyzwolenia na to, by gdzieś się udać - tak jakby miała na to jakiś wpływ! No... W sumie, to powinna mieć. Naprawdę dziwnie się czuła z tym, że miała dowodzić grupą ruchu oporu, grupą która miała sprzeciwiać się rządom shōguna. Wyszła z tą inicjatywą, gdyż po prostu chciała udowodnić coś sobie oraz innym, pragnęła zmiany. Do tej pory była tylko małą, płaczliwą, szarą myszką. Obejmując dowodzenie nad Akatsuki, chciała jednak to zmienić. Miała zamiar pokazać Kage oraz wszystkim tym, którzy przez tyle miesięcy siedzieli bezczynnie, że uzurpatora da się pokonać - jeśli nie armią, to działaniami partyzanckimi, by powoli kroczyć do celu i sabotować jego siły. Zanim odpowiedziała jednak na pytanie Arashiego, wysłuchała najpierw słów Kirito.
- Tak jak mówiłam, jak najdalej od ukrytych wiosek. Myślę, że nawet ruiny Kumogakure nie byłyby dla nas bezpieczne - odpowiedziała mu, upijając łyk wody - To miejsce nie może być zbyt oczywiste, dlatego będziemy musieli rozpocząć poszukiwania. Wyślę w tym celu moje psy, chyba, że macie jeszcze jakieś propozycje? - spytała, spoglądając na obojga chłopaków. Mimo wszystko nie chciała zacząć od tego, by być autorytarną "panią kapitan", chciała się liczyć z ich zdaniem... Gdy tylko była taka okazja - Tak, rekrutacja... - przyznała rację czarnowłosemu, znów kiwając głową - Masz całkowitą rację, że w trójkę nic nie zdziałamy, ale nawet jeśli jest nas tutaj tylko trójka... - znów spojrzała na drzwi - To mimo wszystko, jest z nami jeszcze Oroshi, więc jest nas już czworo. O ile dobrze zrozumiałam, już wcześniej zajmował się on rekrutacją. Spróbuję się z nim w jakiś sposób skontaktować - nie wiedziała jeszcze jak chciała to zrobić. Może po prostu przywołać Guruko, by poszedł jego śladami? Nie wiedziała tylko, czy trop nadal był świeży. Gdy zaś usłyszała wzmiankę o parach, wróciła myślami do zapisków z biblioteki... O ile dobrze pamiętała, to w pierwotnym Akatsuki również jej członkowie poruszali się właśnie w ten sposób - Tak, to również jest dobry pomysł. O tym samym pomyśleli nasi poprzednicy - uśmiechnęła się do Kirito, choć być może nie zauważył on tego grymasu na jej twarzy. W końcu wciąż na głowie miała kaptur.
- Myślę, że w tym momencie powinniśmy się rozejść - spojrzała kolejno na swoich towarzyszy, odpowiadając tym samym na pytanie zielonowłosego - Wnioskuję, że od tej pory będziecie partnerami? - spytała, posyłając im uśmiech - Chciałabym mieć z wami jakiś kontakt. Myślę, że tak naprawdę w tym momencie będziemy wszyscy mieli ostatnie chwile wytchnienia przed prawdziwym działaniem - dodała, już całkowicie poważnym tonem. Sama chciała załatwić najpierw kilka spraw, spróbować skontaktować się z Oroshim, a także złożyć zamówienia na stroje i odnaleźć siedzibę. Tak naprawdę, to najprawdopodobniej tylko siedzący przed nią młodzieńcy mieli mieć chwilę wytchnienia - ona nie.
- Myślę, że nadal możesz mi mówić po imieniu - zaśmiała się, słysząc pytanie zadane przez Kirito, po czym dopiła resztki wody - To co, chyba możemy się już zbierać? Myślę, że Oroshiemu po prostu coś wypadło - sama powiedziała to jednak bez przekonania w głosie. Mógł ich chociaż poinformować. A tak to co? Znów zeskoczy z jakiegoś drzewa i ją przestraszy? Któregoś dnia umrze przez niego na zawał. Jeśli żaden z nich nie miał nic do dodania, Natarī miała zamiar wstać, by następnie dotrzeć do lady i zapłacić za obie szklanki wody, by zaraz po tym, jakby nigdy nic, opuścić budynek. Oczywiście ówcześnie żegnając się z chłopakami.

Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1265
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Rindou Arashi » 2 kwi 2016, o 00:37

Jak widać, spotkanie powoli dochodziło do końca. Wszystko co miało być ustalone zostało już wypowiedziane, pozostało tylko kilka drobiazgów. Na pytanie Natari o miejsce, zielony jedynie pokręcił głową. Poza Suną nie przchodziło mu nic innego do głowy, więc liczył, że to jej "pieski" odnajdą to miejsce, kimkolwiek są wspomniane istoty. Arashi na razie postanowił nie wnikać, gdyż nie widział w tym sensu. Kiedy będzie trzeba, pewnie sama o tym wspomni.
Chwilę później przemówił Kirito wspominając o bardzo ważnej sprawie. Wydawało się, że wspomniał on o tym opisując swój plan, a może mu to umknęło... Nieważne, dobrze, że zapytał. Wtedy przez myśl przeszło mu coś bardzo szalonego. Natari wspomniała o Kazekage mieszkającym w Sunie.. Tak.. To może być bardzo dobry pomysł, tylko czy taki człowiek będzie chciał ich wesprzeć ?? Trzeba się przekonać. Spojrzał na Kirito, który chyba naturalnie został jego partnerem, po czym się uśmiechnął. - W takim razie udamy się do Suny. A później się zobaczy. Kirito zna dobrą technikę komunikacyjną, więc będziemy mogli rozmawiać. Proponuję tylko ustalić konkretną godzinę na kanał komunikacyjny, żeby nie rozmawiać w niekontrolowanych miejscach. Powiedzmy 20:39 - 21:00, co wy na to ?? Szturchnął Kirito łokciem pod brzuch, po czym się delikatnie zaśmiał. W sumie to rzadko chwalił swojego przyjaciela, może trzeba by to zmienić...
- Natari, dziękuję za spotkanie, nie do końca rozumiem twoje pobudki, ale wiedz, że masz moje zaufanie. Arashi wstał, po czym skłonił się dziewczynie, uśmiechnął i zaczął zapinać płaszcz. - W takim razie rozpocznijmy naszą podróż ku lepszej przyszłości. Poszedł zapłacić karczmarce, po czym założył na głowę kapelusz i wyszedł, czekając na Kirito przed wejściem. Znali się dłużej, więc może chcieli jeszcze porozmawiać na osobności...

[z/t]
 
Posty: 3039
Dołączył(a): 4 sie 2015, o 00:10
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Hai Jōnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Kosuke Kirito » 2 kwi 2016, o 17:38

Spotkanie w karczmie dobiegało już powoli końca. Wszystko co miało, zostało już wyjaśnione. Przynajmniej dla niego. Nie potrzebował więcej informacji. No, może poza jedną. Zamierzał o to zapytać Natari w momencie kiedy Arashi się pożegnał i postanowił zaczekać przed wejściem. Kiriciak lubił Arashiego i cieszył się, że będzie jego partnerem. Jednak wstyd było przyznać, że wolałby partnerować Natari. Głównie ze względu na swoją obietnicę, której cały czas miał zamiar dotrzymać.


Godzinę mamy już ustaloną. Potrzebuję tylko znać miejsce naszych kontaktów. Póki co, może to być u Ciebie w domu? Nie pytaj po co mi to. Przy pierwszym kontakcie zrozumiesz.- powiedział chłopak. Szczerze mówiąc po prostu nie chciało mu się tłumaczyć jak działa ta technika. Wiedząc co może ich wszystkich spotkać przez wkroczenie na ścieżkę jaką właśnie obrali, powiedział tylko jedno.- Mam nadzieję, że wszystko się dobrze potoczy. Musimy pamiętać dlaczego to robimy.- powiedział i położył przyjaciółce rękę na ramieniu.- Uważaj na siebie Natari.- poprosił i wyszedł spokojnym krokiem z karczmy. Tam czekał na niego Arashi.


Skoro jesteśmy jeszcze w granicach Konohy, muszę coś załatwić Arashi. Muszę wysłać list do wiesz kogo aby znowu nie uznano mnie za zbiega.- powiedział chłopak po czym się roześmiał.- Dobra chodźmy do mnie. Potem od razu wyruszymy do Suny.- obiecał przyjacielowi.


Z/T
 
Posty: 966
Dołączył(a): 14 mar 2015, o 18:12
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Haru Yoshi » 24 kwi 2019, o 12:55

No i tak się udało przekonać miłego podróżnika, że do wiózł młodego shinobi pod samą granicę Kraju Drzew i Hi no Kuni. Minęły dwa dni, woźnica okazał się całkiem dobrze przygotowany jeśli chodzi o podróże długodystansowe nie brakło jedzenia i wody, a jak czegoś było mało Haru mógł nazbierać. Gadatliwy mężczyzna przez ten czas podzielił się historią życia na granicy z legendami. Pasowało to Yoshiemu, to jak czytanie tylko w drugą stronę, Haru szykował się do snu, a w głowie słyszał opowieści. Przewędrowali tak Kraj Ognia przy północnej granicy, aż w końcu znaleźli się w karczmie, teraz wystarczyło udać się dalej na północ ale o to Haru wolał dopytać już mniej tajemniczego dobrodzieja. - A więc tu kończy się nasza wspólna przygoda, rozumiem, że dalej na północ i będę już w Kraju Drzew? - dostał, po czym czekał na odpowiedź, jeśli ją uzyskał popędził w odpowiednim kierunku zostawiając woźnicę w tyle, uśmiehnął się do niego na pożegnanie i dodał szczere [/b]- Dziękuję -[/b]
 
Posty: 355
Dołączył(a): 18 lip 2017, o 02:53
Ranga: Chūnin

Re: Karczma Shagīhikigaeru

Postprzez Inuzuka Mihye » 24 kwi 2019, o 17:42

Panowie jak widać spędzili czas dobrze i nie tylko jednostronnie, bo najwyraźniej Yoshi także polubił sympatycznego brodacza. Dojechali do karczmy, gdzie zjedli obiad przed dalszą podróżą.
- Ta, niestety, miło miało cię mieć za kompana - siorbnął ostatnie łyżki zupy z tofu i wygrzebał resztki makaronu. - Mam nadzieję, że dalej twoja podróż potoczy się pomyślnie - uśmiechnął się mimowolnie rudy mężczyzna. On sam planował zostać w zajeździe na noc biorąc pod uwagę, że szło się już ściemniać i szarzeć na zewnątrz. Złapał za kufel z piwem i pociągnął obficie lustrując z nostalgią okolice. Droga z tego przybytku na różne strony szła, teraz już kwestią Haru było to jaką wybrać i począć dalej.

B- Haru Yoshi 6/--
나 말이야
못다 핀 꽃 한 송이야


Obrazek

"Trust nature then trust yourself"


BANK
PZ
Prowadzę misje z zakresu D-B
Moderuje dział Kart Postaci
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 21 gru 2016, o 01:51
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Następna strona

Powrót do Hi no Kuni - Kraj Ognia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników