Akademia

Obrazek
W tym miejscu zwykłe dzieciaki szkolone są na przyszłych obrońców swojej wioski. Uzyskują tu podstawową wiedzę na temat zasad panujących wśród shinobi, zdolności wykorzystywania chakry czy walki wręcz. Wiedza ta pozwala im w przyszłości na dalszy rozwój, szkolenie zaś kończy się awansem na Genina - najniższy poziom shinobi.

Akademia na tym forum jest samodzielna. Wystarczy napisać post w odpowiednim temacie, wg poniższych zasad, by awansować na rangę Genina.
•W temacie można napisać maksymalnie jeden post.
•Wymagane minimum, by ukończyć akademię należy wybrać co najmniej trzy techniki ninjutsu rangi E.


Uwaga! Za opanowane techniki dla zachowania zgodności w temacie PN gracz otrzymuje wymaganą do opanowania jutsu ilość punktów nauki, automatycznie wydaną na szkolenie jakie opisał gracz w tym dziale. Gracz musi w swoim temacie PN opisać przychód punktów nauki a następnie oznaczyć ich wydanie na opanowaną zdolność. Analogicznie postępujemy w przypadku PD - gracz po otwarciu dziedziny w dōjō musi w swoim temacie punktów doświadczenia napisać ich przychód a następnie wydać je na otwarcie określonej dziedziny.


Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Akademia

Postprzez Kōseki Luesi » 8 kwi 2018, o 14:39

Kolejny ciepły poranek. Wyciągnięta ze snów dziewczyna, powoli przewróciła się na drugi bok. Przenikliwe promyki czule ogrzały jej niewielki pokoik, sięgając aż do samego łóżka, umieszczonego w rogu pokoju. Statyczność sytuacji przerwał ruch zakładanych, puchatych kapci. Lekki zarys postaci zmierzał już tylko w kierunku wpuszczającego oświetlenie okna. Wyjrzawszy przez nie, na otaczające wokół sąsiedztwo, Lu powiedziała sobie w duchu tylko jedno… - Obym dała radę… - Ze zgromadzoną na zapas energią i pozytywnym nastawieniem, zajęła się przygotowaniami do wyjścia. Gdy stwierdziła, że wszystko zostało zrobione, pomachała rodzince a następnie ruszyła w stronę swojej powinności. Istnieje taki stereotyp, że najtrudniej zrobić pierwszy krok. Najwidoczniej nie dla naszej bohaterki, która nawet nie zauważyła, kiedy wtopiła się w nowe grono. A sama akademia dostała miano nowego domu, gdyż to tu będzie przez najbliższy czas, rozwijał się potencjał przyszłej kunoichi. Z takim startem, pierwsze progresy stanowiły już tylko kwestię czasu.

Z każdym porankiem, po raz kolejny nogi przekraczały próg akademii. I nadal towarzyszyło temu niezmienne uczucie ciekawości i skumulowanej energii. Scenariusz każdego dnia jakby przez kogoś innego pisany. Nawet najprostszy trening zapewniał masę niezapomnianej zabawy. - Dzisiejszego dnia poćwiczymy mały element, potrzebny do osiągnięcia współpracy. - Z entuzjazmem oznajmił sensei, próbując choć trochę ożywić przygnębiająca aurę, owego deszczowego dnia. - Wspaniale… - sarkastycznie mruknęła pod nosem nieliczna część klasy. Luesi z reguły emanująca niewyobrażalną ilością sympatii i witalności, jakby przygasła gdzieś w tłumie. Powodem tego nie była ciężka aura pogody, tylko dziwne przeczucie wiszącej nad znajomymi burzowej chmury. Rozpoczęto zajęcia. Obecne ćwiczenia polegały na działaniach w parach. Jedna z osób, miała za zadanie wcielić się w rolę supportu dla partnera, będącego w charakterze ofensywnym. I oczywiście po wykonanej poprawnie, pierwszej turze uzgodniona zamiennością. Jakże banalne zadanie, nieproste jednak dla wszystkich. Nie potrzeba było wiele czasu, aby usłyszeć kąśliwe hasła, zarzucanych sobie w jednej z grup osób: - Ha! Myślisz, że jestem ślepy? Od razu widać, że specjalnie podajesz mi wszystko na odwal… - Wypowiedział Dorian, klasowy indywidualista, o jasnych brązowych włosach i piwnych oczach. Wzbudzając tym samym, zainteresowanie pozostałych uczestników zajęć. - Jakbyś choć trochę był uzdolniony, bez żadnego problemu złapałbyś to. - Od razu odparł Kisute, z wyczuwalną w głosie wyższością. Drugi klasowy odludek, liczący tylko na własne umiejętności. Już chyba nie było osoby, która nie śledziła całej rozgrywanej akcji. Wymiana zdań nabierała tempa. Wyczekiwano już tylko punktu kulminacyjnego w formie rękoczynów. - Eh… - westchnęła Lu, przewracając oczami. Dziewczyna z opuszczoną głową ruszyła w stronę sporu. Nie zawaha wszy się, zatrzymała się w samym epicentrum nienawiści, rozdzielając tym samym dwa wrogie obozy. Podniosła głowę delikatnie ku górze, równocześnie wyciągając w bok swoje, dość chude ręce. Przed oczami chłopców mignęły już tylko dwa, bolesne pstryczki w nos. Oczywiście kimże czułaby się nasza postać, gdyby nie skorzystała z pierwszej, lepszej sposobności zostania mediatorem klasy. A że do uroczych koleżanek aż wstyd jakąkolwiek nienawiścią pałać, nieporozumienie obyło się bez ingerencji ze strony nauczyciela.
Warto też spojrzeć na bardziej techniczną stronę owej placówki. Wyznaczony plan treningowy obejmował poszczególne dni oraz godziny, uwzględniając także czas na przerwy. Młodzi uczniowie z niesamowitą precyzją przestrzegali swoich luźnych chwil. Jak to w każdej szkole, zaraza lenistwa zawsze gdzieś się rozprzestrzeniła. Choć nie zdążyła dotrzeć do Lu. Nieliczni wiedzieli jak wykorzystywała wolny czas. W zacisznym zakątku zaraz za budynkiem znajdował się niewielki, porośnięty młodą trawą placyk. Za sprawą otaczających go pojedynczych, liściastych drzew, pełnił rolę pewnego rodzaju samotni. Miejsca, które idealnie nadawało się do treningu wewnętrznego, jak i również ćwiczeń wymagających sporej koncentracji. - Jeszcze raz! - powtarzały się cały czas na nowo słowa, wypowiedziane w duchu przez jasną istotkę. W końcu to tylko jej obecność, wypełniała całe to samotne miejsce. Luesi wykombinowała swój własny sposób na trenowanie, skupiający się na umiejętnym gromadzeniu chakry w stopach. Stanowiło to przygotowanie do techniki, na której dziewczynie najbardziej zależało. Trik miał zostać przedstawiony na przyszykowanej wcześniej misce z wodą. A taki obszar zapewniał już, wystarczające warunki do prób Suimen Hokō no Gyō. Ściągnięte buty symbolizowały jeszcze długą drogę do osiągnięcia perfekcji. Chwila skupienia, naprężenie wszystkich mięśni i bezszelestny ruch drobnej stopki. Lu wykonywała kolejną próbę. Przeniosła natężenie siły do czubków palców, w międzyczasie ostrożnie opuszczając piętę ku błękitnej powłoce wody. Satysfakcjonujący impuls przebiegł całe jej ciało. W całkowitym skupieniu wyprostowała kolano, powoli dokładając w ten sam sposób drugą nogę. Analogicznie począwszy od przedniej części, kończąc na drugiej. - Tak blisko! - westchnęła, trzymając już pierwszą nogę w wodzie.

Stojąc już w cieniu, poprzedzającego akademię drzewa, Lu wymownie spojrzała na swoją wewnętrzna część dłoni. Jej przemyślenia przerwał przyjacielski uścisk ręki, obejmujący wokół szyję. - Już wszystkiego zdołaliśmy się tutaj nauczyć - wypowiedział Dorian, po czym pstryknął palcami w metalową tabliczkę na opasce dziewczyny, rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości. Luesi opuściła powieki i wróciła wspomnieniami ostatnich wydarzeń. Ogarnęło ją miłe uczucie. Przypomniała sobie na nowo fakt: poznania i zaprzyjaźnienia się z obcymi wcześniej osobami. Przebytymi z nimi śmiesznymi i niespodziewanymi akcjami. Wyrozumiałego nauczyciela, pod którego okiem dzielnie walczyła o nową wiedzę i umiejętności. Niezliczonych emocji towarzyszących jej i odpowiednio budujących lub nie. Na jej twarzy rozpromienił szeroki uśmiech i pewnie przytaknęła - Yop!

Opanowane techniki: Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Sakki, Manji no Jin, Kihon Iryō no Kenmei
Rozwinięte atrybuty: Siła na D, Wytrzymałość na D, Szybkość na D, Kontrola Chakry na D, Siła Chakry na D
Zdobyta wiedza: Geografia ośmiu krain - Geografia Tsuchi no Kuni, Bijū - Nibino Matatabi
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 8
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 16
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
 
Posty: 4
Dołączył(a): 24 mar 2018, o 23:38
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hyūga Aya » 15 kwi 2018, o 11:11

- *Yawn*
Dokładnie taki to ruch z pokemonów wykonała właśnie leżąca sobie pod drzewem świeżo upieczona nastolatka, odpoczywając po treningu wytrzymałościowym. Od razu było po niej widać, iż dała z siebie wszystko, cała cuchnęła potem, była zdyszana a mięśnie odmawiały jej jakiejkolwiek współpracy. Zdecydowanie nie był to widok, który wytworzył by się w czyjejś głowie po usłyszeniu o jakiejś młodej panience z rodu Hyūga. Co też takiego robiła właśnie Aya? To samo co przez większość wolnego czasu - trenowała. Wysiłek - to jedyny sposób by takie beztalencie jak ta dziewczyna mogła nadążyć na rówieśnikami. W akademii wszyscy uznawali ją za jakiegoś geniusza, albo gorzej - panienkę jeżdżącą na pieniądzach i sławie rodzinki. Nikt z nich nie wiedział, nikt nie widział codziennego wysiłku jaki młoda wkłada Hyūga aby ten tytuł geniusza, pomimo wszelkich przeciwności uzyskała.
- *Yawn*
Ziewnęła po raz drugi, wreszcie podnosząc tyłek z ziemi i rozpoczynając drobną gimnastykę by rozluźnić mięśnie. Już za dwa dni w akademii miał odbyć się drobny międzyklasowy turniej, związany z sparingami i Aya nie mogła sobie pozwolić na ośmieszenie swego szlachetnego nazwiska, dlatego dzisiejszego wieczora, pomimo sporego zmęczenia zamierzała jeszcze poprosić ojca o wspólny trening Jūken. Ah, właśnie - Jūken, specjalny styl walki, klanu Hyūga, dla postronnego, niewyedukowanego widza ów sposób walki mógłby wydawać się czymś łatwym, wszak to co głównie widać to stosunkowo delikatne i zdawałoby się losowe ruchy, nic bardziej mylnego. Dziewczyna zaczęła trenować ten styl walki gdy miała zaledwie pięć, czy sześć lat, a teraz mając dwanaście dalej nie mogła powiedzieć by opanowała go w znaczącym stopniu. Tu nawet nie chodziło jedynie o jej brak talentu a samo skomplikowanie ów sztuki. Treningi ojczulka nie należały do lekkich, mężczyzna był dość szorstki w obyciu i szczególnie wiele wymagał od swej córki - nie żeby Aya miała mu to za złe, wiedziała, że jej ojciec na swój sposób o nią dba, ba mało tego - czasem nawet zdawało jej się, że przy sparingach z nią jest nieco mniej brutalny niż w innych przypadkach. Przez cały wieczór, na podwórzu można było usłyszeć tylko jedno słowo a między nimi istniały tylko dźwięki powodowane przez wymianę ciosów. Raz za razem odstęp przed powtórzeniem ów słowa stawał się krótszy.
- Wstawaj.
Wstawaj, wstawaj, wstawaj - to było to jedyne słyszalne słowo, po każdym upadku dziewczyny ojczulek wypowiadał to właśnie słowo. Tej nocy, gdy Aya wreszcie wgramoliła się do łóżka zasnęła niemal od razu, nawet pomimo tych wszystkich obić i siniaków.

Dwa dni minęły niezwykle szybko, obecnie młoda Hyūga siedziała wraz z resztą dzieciaków w jednej linii, turniej miał zaraz się zacząć, wiele spojrzenie było skierowanych właśnie na nią, wszak była jedną z najpewniejszych kandydatów, pozostałą dwójką była dwójka chłopaków, jeden wyższy niż ktokolwiek inny w ich klasie, miał prawdziwą smykałkę do taijutsu, jednak Aya się go nie obawiała - przyglądała się jego schematom walki już niejednokrotnie, wiedziała czego ma się spodziewać. Zawodnicy do poszczególnych sparingów dobierani byli losowo, jedna porażka oznaczała odpadnięcie z turnieju, a same walki miały się odbywać, aż nie wyłoniony zostanie jeden zwycięzca. Pierwszą przeciwniczką Ayi była dość nie wyróżniająca się dziewuszka - ich walka nie trwała zbyt długo, nawet nie perfekcyjny styl Jūken, stanowił wystarczającą broń by poradzić sobie z sporą częścią uczniów akademi. Podczas drugiej potyczki, Hyūga doznała pierwszych obrażeń, jej przeciwnik nie grał zbyt czysto, jednak cóż… była to potyczka shinobi więc dziewczyna nie bardzo mogła narzekać a ostatecznie, dzięki swemu naturalnemu uporowi i tą potyczkę udało jej się wygrać. Dwie następne walki były stosunkowo łatwe - większość uczniów miało problem z staminą, wytrwałością a tak wiele sparingów jeden po drugim, były najprostszym testem wytrzymałościowym - czymś co Aya ćwiczyła niemal codziennie. W końcu, przy swej piątej walce, gdy w “grze” zostały ledwie cztery osoby, dziewczyna natrafiła na wspomnianego specjalistę od taijutsu. Walka była zażarta. Unik, Cios, Unik, Unik Cios, Unik, Cios, Cios - i powtórka. Sparing zmienił się w pojedynek na wytrzymałość, za każdy udany cios sama również obrywała. Gdzie większość pojedynków trwała maksymalnie kilka minut, tak ten trwał z dwadzieścia. Aya ledwo trzymała się na nogach, zmęczenie również i jej zaczęło doskwierać, nie sądziła by miała szansę wygrać i w ten ...jej przeciwnik padł na plecy - sparing dobiegł końca Tłum oszalał, posypały się różne typowe komentarze.. Został już tylko finał, jednak dziewczyna widziała, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo - drugi finalista, miał jeszcze sporo energii, przez wszystkie swoje walki przebiegł niezwykle szybko - cziterski Uchiha…

- *Yawn*
Ziewneła, siedziała w kuchni wysłuchując monologu ojca jak to powinna postarać się bardziej, jak to powinna zająć pierwsze miejsce oraz, że zaraz po kolacji wybierają się na czterogodzinny trening. Aya nie bardzo się tym przejmowała - było to coś czego się spodziewała, toteż nic nie mówiąc a jedynie przytakując, siorbała sobie kawę z majonezem...

Spoiler:
Multi: Fuka Afuro
 
Posty: 7
Dołączył(a): 10 kwi 2018, o 00:11
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Gashi Honki » 22 kwi 2018, o 13:35

Spoiler:

Czy można odczuwać strach przez całe swoje życie? Czy podczas robienia kroku w stronę drzwi, odbijania się o próg, czy chociażby spotkania nikomu nic winnego kota można tak potwornie krzyczeć? Do dwunastego roku życia, a raczej prawie tego roku (brakowało zaledwie dwóch miesięcy) była spokojnym, niesprawiającym kłopotów dzieckiem. Posłusznie uczęszczała do Akademii, przynosząc raz pozytywne, a raz negatywne stopnie. Zawsze uchodziła za przeciętniaka, który większość swojego czasu trwonił nad zwojami. Po powrocie ze szkoły wracała, siadała w kącie swojego pokoju i rysowała. Zgrabnie prowadziła pędzel, by jej kunszt mógł być później uwieczniony na ścianie. Tak zbierała miliony małych obrazków: Tu z góry patrzył na Ciebie tygrys, gdzieś koło okna zbijał się do lotu niewielki koliber, stado koni biegło przez całą długość pokoju, uciekając przed nieznanym. To tylko pojedyncze przykłady. Tego było mnóstwo, a żeby móc sobie to wyobrazić to dodam, iż każda ściana w jej pokoju nie była naga. Ubierała się postaciami, zwierzętami, a nawet bujną roślinnością. Czemu o tym wspominam? Powód jest tylko jeden - młoda Gashi zabrała swoją pasję do murów Akademii. Odtąd na jej ławkach pojawiały się niewielkie rysunki, na testach dodawała jakiś charakterystyczny dla siebie symbol, często też zamiast być na lekcji błądziła gdzieś dalej, tak oto zdobywała słabe stopnie. Pomimo, że uchodziła za inteligentną oraz mądrą, to brak odpoczynku i niewyspanie dawało po sobie znać niemal codziennie.
- Musisz przestać, to robi się chore - rzekł kiedyś jej ojciec, gdy z tostem w buzi wychodziła na zajęcia. Dziś był wielki dzień, zaczynała treningi technik ze względu na to, iż jakimś cudem zaliczyła całą teorię. Poszła spokojnym krokiem, powoli śledząc swoich rówieśników. Jak zwykle szła za nimi, nawet zwalniała kroku, byleby móc ich poobserwować. Dostrzegała w ten sposób drobne szczegóły, których zwykle nie da się wyłapać poprzez pierwszy rzut oka. Dopiero później, gdy zobaczyła swoich ukochanych chłopaków, nagle przyspieszała, by móc później ich cmokać w policzki.
- Afeeeee, przestań! To wcale nie jest zabawne - krzyczał jeden, czochrając ją po czuprynie - Hon, Hon! Mi też daj! - śmiał się drugi.
Niektóre dni wyglądały właśnie jak te, a wszystko dlatego, że kunoichi była również romantyczką, która wolała sparingi z facetami. Dzięki temu mogła próbować im dać całusa, a nawet wykorzystać ich brak koncentracji, by móc powalić na ziemię. -
- Ej, ej! Oszukałaś mnie! - patrzył na nią ze złością - [b]Nie, nie, to ty się nie skoncentrowałeś. Jeszcze raz[/b] - uśmiechnęła się do niego i kontynuowała.
Bywały dni, kiedy nic nie mówiła. Czasami tylko pojękiwała, gdy dane jutsu jej nie wychodziło. Ciągle pamięta dzień, kiedy ostrożnie stąpała po wodzie, powoli przelewając czakrę do swoich stóp, aż nagle klapa. Pierwsza lepsza fala ją zmyła, a biedna Gashi cała mokra wracała na kolejne lekcje. Z drugiej strony, zdecydowanie lepiej jej szło z chodzeniem po ścianie. Nawet przemoczona do suchej nitki, potrafiła wbiec i po prostu stać, patrząc jak inni cały czas spadają w dół. W chwilach przygnębienia przystawała na wielkiej ściance, obserwując z jej szczytu inne dzieciaki. Zatracała się przez to w swoich myślach, przypominając sobie swoich rodziców.
Teraz, Karai nie widziała. Powtarzała każdą czynność w dzień w dzień, a mimo to czuła jakby zaraz miała się spotkać z wielką ścianą. Chodziła od tej pory ze swoim ulubionym kolegą. Odprowadzał ją co dzień na zajęcia i tak samo z nich odprowadzał.
- Wszystko w porządku? - pytał, co ranka, widząc przygnębienie i smutek na jej buzi - Wszystko się ułoży, to... nie było nic wielkiego. Sama wiesz, nie? Wielu ma gorzej, nie ma tak ślicznej buzi jak ty.
- Kłamiesz... - wyszeptała, schylając niżej głowę. Ręce poczęły jej drżeć, zaś stopy powoli przesuwały się w to w jedną, w to drugą.
- Tak właściwie, to nie, mówię poważnie, zależy mi na Tobie mimo Twojego młodego wieku. W sumie to naszego – poczochrał się po głowie, po czym westchnął – Słuchaj, nie możesz tak żyć. Potrzebujesz się wziąć za siebie, bo inaczej po co miałabyś zostać kunoichi?
- Kunoichi… - wyszeptała, powoli ubierając japonki. Najpierw jeden, później drugi, a wszystko jakby w zwolnionym tempie. Ruszyła, o mało przy tym nie taranując innych osób. Złapała go pod rękę i tak później na nowo poznawała świat.
Dni w Akademii upływały coraz wolniej. Słyszała każdy szmer - szuranie krzeseł, trzaskanie gałęzi, a nawet ruch stóp na piaszczystym podłożu. Starała się powoli wychwytywać, z którego kierunku dochodzą do niej różne dźwięki. To znajduje się na lewo, to na prawo, zaś ten i ten znajduje się tu i tu. Z każdym dniem ta rutyna stawała się coraz bardziej prosta. Trzymanie kija już nie doprowadzało do konwulsji, ale nowe rzeczy wciąż wywoływały w niej panikę. Również była bardziej nieufna, ostrożnie dobierała osoby, którymi się otaczała. W wyniku tego paringowała się tylko ze znajomymi. Z pomocą Kai uwalniała ludzi, których wielkość czakry nie przekraczała dla niej przysłowiowej normy.
Tak też, z lekką obawą, ale i determinacją przystąpiła do egzaminu na Genina. Chcąc udowodnić sobie, że bycie ślepym nie zamyka jej dróg, które sobie… Otworzyła.
Spoiler:
 
Posty: 11
Dołączył(a): 14 kwi 2018, o 17:20
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yonohara » 22 kwi 2018, o 20:07

Deszcz dudnił, uderzając kroplami o szklane okna domu. Młodzian nieprzytomnie nasunął kołdrę na swoją twarz, jakby chciał uchronić się przed tym, monotonnym dźwiękiem. Nic jednak nie pomagało. Wciąż nie był całkowicie rozbudzony, gdy to nagle rozbrzmiał głośny dźwięk budzika. Yono miał szczerą chęć zignorować alarm, który zwiastował tylko kolejny dzień w akademii, w końcu jednak przemógł się i sięgnął leniwie ręką, aby wyłączyć dzwoniącą maszynkę, prawie zrzucając ją przy okazji z szafki. Wyczołgał się z pod kołdry i rzucił okiem na zegarek. Siódma rano. Po chwili opadł ponownie na miękką pościel, zerkając na drewnianą kukłę, która oparta była o szafkę.
-Co się tak na mnie patrzysz? Dobra, dobra, już wstaję. - Mruknął lekko naburmuszony, zwracając się do nieżyjącej lalki, po czym podniósł się na dobre.

To nie tak, że nie lubił zajęć w akademii, były dosyć ciekawe, jeśli w grę wchodziła nauka technik. Nigdy nie miał też dojść tamtejszego towarzystwa, z którym całkiem nieźle się dogadywał... powiedzmy. Yono po prostu nie był zbyt dobry w porannym wstawaniu i dałby wszystko, aby tylko te lekcje odbywały się choćby godzinę później. Ale nie. Życie nie jest takie cudne.
-Do zobaczenia - Szczerze uśmiechnięty pożegnał się ze swoją matką, która jak zwykle życzyła mu powodzenia.
Narzucił na siebie płaszczyk, który powinien ochronić go przed deszczem, a szyję przewiązał puchatym szaliczkiem, który ubrałby niezależnie od sytuacji. Wiedział, że jest ogromna szansa, że znowu złapie przeziębienie przez taką pogodę, więc do szkoły podążał bardzo szybkim krokiem, jakby to miało czemuś zapobiec. Po dotarciu na miejsce natychmiast zrzucił z siebie przemoczony strój, odwieszając w odpowiednie miejsce, aby zaraz dołączyć do swoich rówieśników. Atmosfera nie była zbyt żywa, co prawdopodobnie spowodowane było przez tą ulewę, szalejącą na zewnątrz. W takie dni moralne idą u większości osób w dół. Młodzieniec nie zdążył nawet rozpocząć jakiejkolwiek konwersacji, gdyż zaraz rozpoczęły się lekcje. Tak to jest, gdy przybywasz na styk.
Mina natychmiast naszemu bohaterowi zrzedła, gdy tylko usłyszał, że dziś sparing, który miał przetestować ich umiejętności w walce wręcz. Nie bez przyczyny młodzian był uważany za worek treningowy. Był słaby... najsłabszy w klasie. Z jednej strony była to wina jego chorobliwego ciała, a z drugiej prawdopodobnie niedostatku odpowiedniego treningu. Na szczęście swoją słabość fizyczną nadrabiał zwinnością, dlatego, aby go pokonać, trzeba było go najpierw dostać, a to było trudne zadanie. Wygrywał tylko, gdy udawało mu się wykończyć wszelkie siły przeciwnika, po czym zaczynał atakować... a to zdarzało się to bardzo rzadko. Musiał trafić na ucznia o słabszej kondycji. Ale to lepsza taktyka niż żadna.
Gdy tylko przydzielili im przeciwników, młodzian spojrzał przed siebie, aby tam ujrzeć czarnowłosego młodziana. Toki Rokunin nie był specjalnie bliskim znajomym Yono, wciąż znany był na całą klasę ze swojej siły. Perfekcyjnie.... Wzrok ciemnowłosego mówił tylko jedno - całkowitą pewność swojej wygranej. Nie dziwne jednak było to założenie. Walka rozpoczęła się i wyglądała tak, jak każdy prawdopodobnie zakładał. Z jednej strony Toki próbował różnego rodzaju ataków, aby dosięgnąć białowłosego młodzieńca, który przez długi czas wymykał się z jego zasięgu. Trzeba przyznać, że troszkę go to bawiło. Wtedy wpadł na "genialny" pomysł i, omijając uderzenie, złapał rękę przeciwnika i próbował go przerzucić, jednakże... no nie wyszło. Okazało się, że jego siła nie była wystarczająca i Yono przez to upadł boleśnie na ziemię, praktycznie ciągnąć ze sobą swojego przeciwnika. Ten szybko zdołał wykorzystać sytuację i walka skończyła się krótko potem przegraną bohatera. Młodzian był jednak usatysfakcjonowany dzisiejszym wynikiem. Zawsze warto spróbować czegoś nowego.

-Niedługo egzaminy, prawda? - Blond-włosa dziewczyna o imieniu Rima oparła się zrezygnowana o ławkę, wzdychając cicho. Ten temat coraz częściej poruszany był wśród uczniów, podczas przerw między lekcjami.
-A co, denerwujesz się? - Spytał rozbawiony Yono, który siedział obok, włączając się do konwersacji grona znajomych. -Nie martw się, nie martw się, oblanie ich to nie jest koniec świata.
-Nie pomagasz. - Mruknęła zdenerwowana blondynka, na co młodzian zaśmiał się cicho. Sam również nie miał aż na tyle pewności siebie, aby zupełnie nie przejmować się egzaminem, jednakże nie miał zamiaru pokazywać tego po sobie. Po chwili rozmowa oddaliła się od tego tematu i przeszła na ulubione techniki, o których kiedyś słyszeli, jakby wszyscy chcieli jak najszybciej odwrócić swoją uwagę od wcześniejszych zagadnień.

Następna lekcja była poświęcona czystej teorii. Yono miał tendencję do przysypiania na tych zajęciach, wiedział jednak, że nauczyciel jest naprawdę straszny, gdy przyłapie jakiegokolwiek ucznia na tego typu zachowaniach. A przekonał się o tym na własnej skórze. Nie miał zamiaru powtarzać więc swojego błędu. Pod koniec lekcji zaczynał już lekko pokasływać. Doskonale wiedział, że to oznacza wspaniały wpływ chłodnej pogody i deszczu na jego ciało. No trudno. Nie żeby był nieprzyzwyczajony.
Następna powtórka technik dała się zaprezentować młodzianowi zdecydowanie lepiej, niźli podczas sparingu, albowiem udało mu się wykonać zadane Ninjutsu już za trzecim podejściem (I po bardzo ostrych komentarzach nauczyciela, który jak zwykle uważał, że wszyscy za mało się starają). Minęło trochę czasu, nim w końcu puścili ich wszystkich do domu. Yono nie był zbyt szczęśliwy na myśl o wracaniu przez deszcz, który wciąż nie miał zamiaru się zatrzymać, nawet po tym całym czasie spędzonym w akademii. No trudno. Narzucił na siebie ponownie swój płaszczyk, pożegnał się z przyjaciółmi i jak najszybciej wrócił do domu. A tam cisza. Gdy padał deszcz to zawsze łapała go nuda. Nienawidził tego. Nie miał jednak zamiaru siedzieć bezczynnie i zaraz wciął się do szukania dziwnych zajęć w domu....

Opanowane techniki: Ki Nobori no Shugyō, Suimen Hokō no Gyō, Sakki, Kihon Iryō no Kenmei, Kai, Kawarimi no Jutsu, Nawanuke no Jutsu
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Dziedziny shinobi: Ninjutsu, Uzbrojenie shinobi, Pakty
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 14
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
Obrazek
Obrazek
 
Posty: 8
Dołączył(a): 20 kwi 2018, o 16:17
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yamanaka Ryouji » dzisiaj, o 00:25

Obudziwszy się późną nocą pośród grubych warstw literatury oraz zwojów w jednym z pokojów domostwa klanu, Ryouji zastanawiał się nad nieuchronnie nadciągającym wschodem słońca, który bez wątpienia miał otworzyć nowy rozdział w jego księdze życia. W tamtym momencie miotały tą młodą istotą niesamowicie mieszane uczucia – od przeraźliwego strachu na zachłannej ekscytacji kończąc. Odosobniony młokos pośród kołatających się myśli próbował rozwikłać najważniejsze punkty, na które należy zwrócić uwagę podczas pierwszego dnia pobytu w Akademii. Nie odczuwał dotychczasowych ambicji oraz pewności siebie, gdy te nie tak dawno temu bardzo silnie razem z nim maszerowały przez każde trudności codziennego żywota. - Wielki Smok? O co tutaj chodzi?... – zapytał sam siebie przyciszonym głosem, przeglądając w międzyczasie jeden z wybranych tomów bestiariusza, a wtedy do pokoju zawitała jego matka Omatsu, niewątpliwie zaniepokojona zaburzeniami snu swego potomka. - Kładź się spać, młody człowieku. Jutro przed tobą niezwykle męczący dzień. - spojrzał na nią wybałuszonymi oczami, jakoby doświadczył obrazu jednego z legendarnych demonów. - Nie dam sobie rady, jeżeli nie będę przygotowany do wstępnego testu. – nastoletni Yamanaka zaznaczył tę wypowiedź niebywale twardo, lecz nie wywarło to wrażenia na jego rodzicielce. - Udowodnisz jeszcze potęgę naszej rodziny, zaręczam ci. Musisz jednak wypoczywać. Niech bóstwa ześlą na ciebie całe swe błogosławieństwo. – z takim oto oznajmieniem, starsza kobieta opuściła izbę, a przygaszając światło w pomieszczeniu jeszcze puściła oczko w kierunku potomka. Wyczerpany nieustanną nauką, miedzianowłosy podlotek powtórnie pogrążył się w krainie snów.

Prędko też nastał poranek, chłodnym powietrzem bijąc w okiennice przestronnych czterech ścian. Na szczęście było jeszcze bardzo widno, a do uroczystego rozpoczęcia nauki pozostało bez wątpienia około kilka godzin. Nasz aspirujący shinobi jednakże zerwał się nader prędko, ruszając z zaspanymi oczętami w kierunku pobliskiej rzeki, ażeby dodatkowo orzeźwić własne ciało, ale tym samym również roztargniony umysł. W ten sposób zainicjował klasyczny trening wytrzymałościowy, co też przeżył z wielkim szokiem z powodu zdradliwej temperatury otoczenia. Po jakimś odstępie minutowym liczonym w stopniu dziesiętnym od pobudki, powrócił do swej „jaskini”, ażeby dalej przestudiować pozostawione przez niego na podłodze materiały naukowe. Tutaj chwila przerodziła się w niekończące spektrum bitwy z własnymi słabościami. Najcięższe miało co dopiero nadejść, a zjawiło się nagle z piekielną prędkością. Jeden z najmłodszych członków klanu zdał sobie sprawę, że już musi ruszać, co też uczynił bez nawet pojedynczego stęknięcia. Załadował podstawowy prowiant łącznie z niezbędnym odzieniem zamiennym, toteż zaraz po tej czynności pożegnał się z rodzicami oraz kuzynostwem, nie konsumując zbyt wielkiej ilości pierwszego posiłku.

Ryouji nie biegł do bram szkoły, aczkolwiek bardziej żwawym krokiem pokonywał kolejne metry, aż w końcu stanął przed pokaźną bramą przed którą stało wielu innych rówieśników. Kontynuował obserwację tłumu, a zarazem szerokiego stołu za którym znajdował się jeden ze starszych rangą ninja w zielonej kamizelce. Wywoływał kolejno nowe nazwiska, aż w pewnym momencie padło na naszego bohatera. - Ryouji Yamanaka! – wyrwał się do przodu chłoptaś z czerwonymi włosami, które były co najmniej roztrzepane. - Jestem tutaj! – odkrzyknął, aby następnie otrzymać swój numer rejestracyjny wraz z opaską. Wtedy się zaczął okres przeklętej mordęgi, przez co student zmienił całkowicie światopogląd oraz pewne osobiste, subiektywne spojrzenie na przeróżne tematy dotyczące postrzegania rzeczywistości. Trening dawał mu w kość, a zdołał poznać bariery swych możliwości, jak i techniki których nie potrafił wykorzystać w pełni poprawnie. Poświęcał dnie oraz noce na szlifowaniu przyszłego rzemiosła do takiego stopnia, że jego ojciec chciał go zwolnić z zajęć prowadzonych przez doświadczonych joninów w obawie o zdrowie syna. Opanowanie niektórych technik na poziomie wystarczającym do ich wykorzystania zajęło mu tygodnie (jak chociażby te ze ścieżki Iryojutsu), ale w dalszym ciągu się nie poddawał. Uczęszczał na każde zajęcia, poznając przy okazji mnóstwo wspaniałych dzieciaków, a w tym swoją pierwszą miłość. Zaabsorbowany samodoskonaleniem się, dotarł bez większych przeszkód do końca edukacji jako 13-letni maniak treningowy. Otrzymawszy swój dyplom wyszedł ze łzami w oczach, których nie sposób było ukryć przed widokiem przechodniów. Osiągnął swój cel. Klęknął na nierównej ścieżce przy dziedzińcu, składając pokłon w kierunku statuy. Nie powiedział nic. Milczał jak zawsze, choć teraz dziękował wszystkim, którzy jego wspierali. - Podnieś się, bo to dopiero początek. – przyuważył Yamanakę instruktor, podnosząc jego za rękę. - Wiesz co masz z tym zrobić. – a potem pozostawił ucznia w dziwnej stagnacji tak ucieszonego, choć zamarłego z przyczyny szoku. Lis nie wrócił do domu, a wręcz udał się pod wielki dąb, tuż zaraz za wschodnią częścią wioski. Musiał pobyć sam ze sobą, aby odgadnąć zagadki przyszłości.

Spoiler:
 
Posty: 8
Dołączył(a): 7 gru 2017, o 00:34
Ranga: Genin

Poprzednia strona

Powrót do Akademia Shinobi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników