Akademia

Obrazek
W tym miejscu zwykłe dzieciaki szkolone są na przyszłych obrońców swojej wioski. Uzyskują tu podstawową wiedzę na temat zasad panujących wśród shinobi, zdolności wykorzystywania chakry czy walki wręcz. Wiedza ta pozwala im w przyszłości na dalszy rozwój, szkolenie zaś kończy się awansem na Genina - najniższy poziom shinobi.

Akademia na tym forum jest samodzielna. Wystarczy napisać post w odpowiednim temacie, wg poniższych zasad, by awansować na rangę Genina.
•W temacie można napisać maksymalnie jeden post.
•Wymagane minimum, by ukończyć akademię należy wybrać co najmniej trzy techniki ninjutsu rangi E.


Uwaga! Za opanowane techniki dla zachowania zgodności w temacie PN gracz otrzymuje wymaganą do opanowania jutsu ilość punktów nauki, automatycznie wydaną na szkolenie jakie opisał gracz w tym dziale. Gracz musi w swoim temacie PN opisać przychód punktów nauki a następnie oznaczyć ich wydanie na opanowaną zdolność. Analogicznie postępujemy w przypadku PD - gracz po otwarciu dziedziny w dōjō musi w swoim temacie punktów doświadczenia napisać ich przychód a następnie wydać je na otwarcie określonej dziedziny.


Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Akademia

Postprzez Kōseki Luesi » 8 kwi 2018, o 14:39

Kolejny ciepły poranek. Wyciągnięta ze snów dziewczyna, powoli przewróciła się na drugi bok. Przenikliwe promyki czule ogrzały jej niewielki pokoik, sięgając aż do samego łóżka, umieszczonego w rogu pokoju. Statyczność sytuacji przerwał ruch zakładanych, puchatych kapci. Lekki zarys postaci zmierzał już tylko w kierunku wpuszczającego oświetlenie okna. Wyjrzawszy przez nie, na otaczające wokół sąsiedztwo, Lu powiedziała sobie w duchu tylko jedno… - Obym dała radę… - Ze zgromadzoną na zapas energią i pozytywnym nastawieniem, zajęła się przygotowaniami do wyjścia. Gdy stwierdziła, że wszystko zostało zrobione, pomachała rodzince a następnie ruszyła w stronę swojej powinności. Istnieje taki stereotyp, że najtrudniej zrobić pierwszy krok. Najwidoczniej nie dla naszej bohaterki, która nawet nie zauważyła, kiedy wtopiła się w nowe grono. A sama akademia dostała miano nowego domu, gdyż to tu będzie przez najbliższy czas, rozwijał się potencjał przyszłej kunoichi. Z takim startem, pierwsze progresy stanowiły już tylko kwestię czasu.

Z każdym porankiem, po raz kolejny nogi przekraczały próg akademii. I nadal towarzyszyło temu niezmienne uczucie ciekawości i skumulowanej energii. Scenariusz każdego dnia jakby przez kogoś innego pisany. Nawet najprostszy trening zapewniał masę niezapomnianej zabawy. - Dzisiejszego dnia poćwiczymy mały element, potrzebny do osiągnięcia współpracy. - Z entuzjazmem oznajmił sensei, próbując choć trochę ożywić przygnębiająca aurę, owego deszczowego dnia. - Wspaniale… - sarkastycznie mruknęła pod nosem nieliczna część klasy. Luesi z reguły emanująca niewyobrażalną ilością sympatii i witalności, jakby przygasła gdzieś w tłumie. Powodem tego nie była ciężka aura pogody, tylko dziwne przeczucie wiszącej nad znajomymi burzowej chmury. Rozpoczęto zajęcia. Obecne ćwiczenia polegały na działaniach w parach. Jedna z osób, miała za zadanie wcielić się w rolę supportu dla partnera, będącego w charakterze ofensywnym. I oczywiście po wykonanej poprawnie, pierwszej turze uzgodniona zamiennością. Jakże banalne zadanie, nieproste jednak dla wszystkich. Nie potrzeba było wiele czasu, aby usłyszeć kąśliwe hasła, zarzucanych sobie w jednej z grup osób: - Ha! Myślisz, że jestem ślepy? Od razu widać, że specjalnie podajesz mi wszystko na odwal… - Wypowiedział Dorian, klasowy indywidualista, o jasnych brązowych włosach i piwnych oczach. Wzbudzając tym samym, zainteresowanie pozostałych uczestników zajęć. - Jakbyś choć trochę był uzdolniony, bez żadnego problemu złapałbyś to. - Od razu odparł Kisute, z wyczuwalną w głosie wyższością. Drugi klasowy odludek, liczący tylko na własne umiejętności. Już chyba nie było osoby, która nie śledziła całej rozgrywanej akcji. Wymiana zdań nabierała tempa. Wyczekiwano już tylko punktu kulminacyjnego w formie rękoczynów. - Eh… - westchnęła Lu, przewracając oczami. Dziewczyna z opuszczoną głową ruszyła w stronę sporu. Nie zawaha wszy się, zatrzymała się w samym epicentrum nienawiści, rozdzielając tym samym dwa wrogie obozy. Podniosła głowę delikatnie ku górze, równocześnie wyciągając w bok swoje, dość chude ręce. Przed oczami chłopców mignęły już tylko dwa, bolesne pstryczki w nos. Oczywiście kimże czułaby się nasza postać, gdyby nie skorzystała z pierwszej, lepszej sposobności zostania mediatorem klasy. A że do uroczych koleżanek aż wstyd jakąkolwiek nienawiścią pałać, nieporozumienie obyło się bez ingerencji ze strony nauczyciela.
Warto też spojrzeć na bardziej techniczną stronę owej placówki. Wyznaczony plan treningowy obejmował poszczególne dni oraz godziny, uwzględniając także czas na przerwy. Młodzi uczniowie z niesamowitą precyzją przestrzegali swoich luźnych chwil. Jak to w każdej szkole, zaraza lenistwa zawsze gdzieś się rozprzestrzeniła. Choć nie zdążyła dotrzeć do Lu. Nieliczni wiedzieli jak wykorzystywała wolny czas. W zacisznym zakątku zaraz za budynkiem znajdował się niewielki, porośnięty młodą trawą placyk. Za sprawą otaczających go pojedynczych, liściastych drzew, pełnił rolę pewnego rodzaju samotni. Miejsca, które idealnie nadawało się do treningu wewnętrznego, jak i również ćwiczeń wymagających sporej koncentracji. - Jeszcze raz! - powtarzały się cały czas na nowo słowa, wypowiedziane w duchu przez jasną istotkę. W końcu to tylko jej obecność, wypełniała całe to samotne miejsce. Luesi wykombinowała swój własny sposób na trenowanie, skupiający się na umiejętnym gromadzeniu chakry w stopach. Stanowiło to przygotowanie do techniki, na której dziewczynie najbardziej zależało. Trik miał zostać przedstawiony na przyszykowanej wcześniej misce z wodą. A taki obszar zapewniał już, wystarczające warunki do prób Suimen Hokō no Gyō. Ściągnięte buty symbolizowały jeszcze długą drogę do osiągnięcia perfekcji. Chwila skupienia, naprężenie wszystkich mięśni i bezszelestny ruch drobnej stopki. Lu wykonywała kolejną próbę. Przeniosła natężenie siły do czubków palców, w międzyczasie ostrożnie opuszczając piętę ku błękitnej powłoce wody. Satysfakcjonujący impuls przebiegł całe jej ciało. W całkowitym skupieniu wyprostowała kolano, powoli dokładając w ten sam sposób drugą nogę. Analogicznie począwszy od przedniej części, kończąc na drugiej. - Tak blisko! - westchnęła, trzymając już pierwszą nogę w wodzie.

Stojąc już w cieniu, poprzedzającego akademię drzewa, Lu wymownie spojrzała na swoją wewnętrzna część dłoni. Jej przemyślenia przerwał przyjacielski uścisk ręki, obejmujący wokół szyję. - Już wszystkiego zdołaliśmy się tutaj nauczyć - wypowiedział Dorian, po czym pstryknął palcami w metalową tabliczkę na opasce dziewczyny, rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości. Luesi opuściła powieki i wróciła wspomnieniami ostatnich wydarzeń. Ogarnęło ją miłe uczucie. Przypomniała sobie na nowo fakt: poznania i zaprzyjaźnienia się z obcymi wcześniej osobami. Przebytymi z nimi śmiesznymi i niespodziewanymi akcjami. Wyrozumiałego nauczyciela, pod którego okiem dzielnie walczyła o nową wiedzę i umiejętności. Niezliczonych emocji towarzyszących jej i odpowiednio budujących lub nie. Na jej twarzy rozpromienił szeroki uśmiech i pewnie przytaknęła - Yop!

Opanowane techniki: Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Sakki, Manji no Jin, Kihon Iryō no Kenmei
Rozwinięte atrybuty: Siła na D, Wytrzymałość na D, Szybkość na D, Kontrola Chakry na D, Siła Chakry na D
Zdobyta wiedza: Geografia ośmiu krain - Geografia Tsuchi no Kuni, Bijū - Nibino Matatabi
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 8
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 16
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
 
Posty: 4
Dołączył(a): 24 mar 2018, o 23:38
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hyūga Aya » 15 kwi 2018, o 11:11

- *Yawn*
Dokładnie taki to ruch z pokemonów wykonała właśnie leżąca sobie pod drzewem świeżo upieczona nastolatka, odpoczywając po treningu wytrzymałościowym. Od razu było po niej widać, iż dała z siebie wszystko, cała cuchnęła potem, była zdyszana a mięśnie odmawiały jej jakiejkolwiek współpracy. Zdecydowanie nie był to widok, który wytworzył by się w czyjejś głowie po usłyszeniu o jakiejś młodej panience z rodu Hyūga. Co też takiego robiła właśnie Aya? To samo co przez większość wolnego czasu - trenowała. Wysiłek - to jedyny sposób by takie beztalencie jak ta dziewczyna mogła nadążyć na rówieśnikami. W akademii wszyscy uznawali ją za jakiegoś geniusza, albo gorzej - panienkę jeżdżącą na pieniądzach i sławie rodzinki. Nikt z nich nie wiedział, nikt nie widział codziennego wysiłku jaki młoda wkłada Hyūga aby ten tytuł geniusza, pomimo wszelkich przeciwności uzyskała.
- *Yawn*
Ziewnęła po raz drugi, wreszcie podnosząc tyłek z ziemi i rozpoczynając drobną gimnastykę by rozluźnić mięśnie. Już za dwa dni w akademii miał odbyć się drobny międzyklasowy turniej, związany z sparingami i Aya nie mogła sobie pozwolić na ośmieszenie swego szlachetnego nazwiska, dlatego dzisiejszego wieczora, pomimo sporego zmęczenia zamierzała jeszcze poprosić ojca o wspólny trening Jūken. Ah, właśnie - Jūken, specjalny styl walki, klanu Hyūga, dla postronnego, niewyedukowanego widza ów sposób walki mógłby wydawać się czymś łatwym, wszak to co głównie widać to stosunkowo delikatne i zdawałoby się losowe ruchy, nic bardziej mylnego. Dziewczyna zaczęła trenować ten styl walki gdy miała zaledwie pięć, czy sześć lat, a teraz mając dwanaście dalej nie mogła powiedzieć by opanowała go w znaczącym stopniu. Tu nawet nie chodziło jedynie o jej brak talentu a samo skomplikowanie ów sztuki. Treningi ojczulka nie należały do lekkich, mężczyzna był dość szorstki w obyciu i szczególnie wiele wymagał od swej córki - nie żeby Aya miała mu to za złe, wiedziała, że jej ojciec na swój sposób o nią dba, ba mało tego - czasem nawet zdawało jej się, że przy sparingach z nią jest nieco mniej brutalny niż w innych przypadkach. Przez cały wieczór, na podwórzu można było usłyszeć tylko jedno słowo a między nimi istniały tylko dźwięki powodowane przez wymianę ciosów. Raz za razem odstęp przed powtórzeniem ów słowa stawał się krótszy.
- Wstawaj.
Wstawaj, wstawaj, wstawaj - to było to jedyne słyszalne słowo, po każdym upadku dziewczyny ojczulek wypowiadał to właśnie słowo. Tej nocy, gdy Aya wreszcie wgramoliła się do łóżka zasnęła niemal od razu, nawet pomimo tych wszystkich obić i siniaków.

Dwa dni minęły niezwykle szybko, obecnie młoda Hyūga siedziała wraz z resztą dzieciaków w jednej linii, turniej miał zaraz się zacząć, wiele spojrzenie było skierowanych właśnie na nią, wszak była jedną z najpewniejszych kandydatów, pozostałą dwójką była dwójka chłopaków, jeden wyższy niż ktokolwiek inny w ich klasie, miał prawdziwą smykałkę do taijutsu, jednak Aya się go nie obawiała - przyglądała się jego schematom walki już niejednokrotnie, wiedziała czego ma się spodziewać. Zawodnicy do poszczególnych sparingów dobierani byli losowo, jedna porażka oznaczała odpadnięcie z turnieju, a same walki miały się odbywać, aż nie wyłoniony zostanie jeden zwycięzca. Pierwszą przeciwniczką Ayi była dość nie wyróżniająca się dziewuszka - ich walka nie trwała zbyt długo, nawet nie perfekcyjny styl Jūken, stanowił wystarczającą broń by poradzić sobie z sporą częścią uczniów akademi. Podczas drugiej potyczki, Hyūga doznała pierwszych obrażeń, jej przeciwnik nie grał zbyt czysto, jednak cóż… była to potyczka shinobi więc dziewczyna nie bardzo mogła narzekać a ostatecznie, dzięki swemu naturalnemu uporowi i tą potyczkę udało jej się wygrać. Dwie następne walki były stosunkowo łatwe - większość uczniów miało problem z staminą, wytrwałością a tak wiele sparingów jeden po drugim, były najprostszym testem wytrzymałościowym - czymś co Aya ćwiczyła niemal codziennie. W końcu, przy swej piątej walce, gdy w “grze” zostały ledwie cztery osoby, dziewczyna natrafiła na wspomnianego specjalistę od taijutsu. Walka była zażarta. Unik, Cios, Unik, Unik Cios, Unik, Cios, Cios - i powtórka. Sparing zmienił się w pojedynek na wytrzymałość, za każdy udany cios sama również obrywała. Gdzie większość pojedynków trwała maksymalnie kilka minut, tak ten trwał z dwadzieścia. Aya ledwo trzymała się na nogach, zmęczenie również i jej zaczęło doskwierać, nie sądziła by miała szansę wygrać i w ten ...jej przeciwnik padł na plecy - sparing dobiegł końca Tłum oszalał, posypały się różne typowe komentarze.. Został już tylko finał, jednak dziewczyna widziała, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo - drugi finalista, miał jeszcze sporo energii, przez wszystkie swoje walki przebiegł niezwykle szybko - cziterski Uchiha…

- *Yawn*
Ziewneła, siedziała w kuchni wysłuchując monologu ojca jak to powinna postarać się bardziej, jak to powinna zająć pierwsze miejsce oraz, że zaraz po kolacji wybierają się na czterogodzinny trening. Aya nie bardzo się tym przejmowała - było to coś czego się spodziewała, toteż nic nie mówiąc a jedynie przytakując, siorbała sobie kawę z majonezem...

Spoiler:
Multi: Fuka Afuro
 
Posty: 18
Dołączył(a): 10 kwi 2018, o 00:11
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Gashi Honki » 22 kwi 2018, o 13:35

Spoiler:

Czy można odczuwać strach przez całe swoje życie? Czy podczas robienia kroku w stronę drzwi, odbijania się o próg, czy chociażby spotkania nikomu nic winnego kota można tak potwornie krzyczeć? Do dwunastego roku życia, a raczej prawie tego roku (brakowało zaledwie dwóch miesięcy) była spokojnym, niesprawiającym kłopotów dzieckiem. Posłusznie uczęszczała do Akademii, przynosząc raz pozytywne, a raz negatywne stopnie. Zawsze uchodziła za przeciętniaka, który większość swojego czasu trwonił nad zwojami. Po powrocie ze szkoły wracała, siadała w kącie swojego pokoju i rysowała. Zgrabnie prowadziła pędzel, by jej kunszt mógł być później uwieczniony na ścianie. Tak zbierała miliony małych obrazków: Tu z góry patrzył na Ciebie tygrys, gdzieś koło okna zbijał się do lotu niewielki koliber, stado koni biegło przez całą długość pokoju, uciekając przed nieznanym. To tylko pojedyncze przykłady. Tego było mnóstwo, a żeby móc sobie to wyobrazić to dodam, iż każda ściana w jej pokoju nie była naga. Ubierała się postaciami, zwierzętami, a nawet bujną roślinnością. Czemu o tym wspominam? Powód jest tylko jeden - młoda Gashi zabrała swoją pasję do murów Akademii. Odtąd na jej ławkach pojawiały się niewielkie rysunki, na testach dodawała jakiś charakterystyczny dla siebie symbol, często też zamiast być na lekcji błądziła gdzieś dalej, tak oto zdobywała słabe stopnie. Pomimo, że uchodziła za inteligentną oraz mądrą, to brak odpoczynku i niewyspanie dawało po sobie znać niemal codziennie.
- Musisz przestać, to robi się chore - rzekł kiedyś jej ojciec, gdy z tostem w buzi wychodziła na zajęcia. Dziś był wielki dzień, zaczynała treningi technik ze względu na to, iż jakimś cudem zaliczyła całą teorię. Poszła spokojnym krokiem, powoli śledząc swoich rówieśników. Jak zwykle szła za nimi, nawet zwalniała kroku, byleby móc ich poobserwować. Dostrzegała w ten sposób drobne szczegóły, których zwykle nie da się wyłapać poprzez pierwszy rzut oka. Dopiero później, gdy zobaczyła swoich ukochanych chłopaków, nagle przyspieszała, by móc później ich cmokać w policzki.
- Afeeeee, przestań! To wcale nie jest zabawne - krzyczał jeden, czochrając ją po czuprynie - Hon, Hon! Mi też daj! - śmiał się drugi.
Niektóre dni wyglądały właśnie jak te, a wszystko dlatego, że kunoichi była również romantyczką, która wolała sparingi z facetami. Dzięki temu mogła próbować im dać całusa, a nawet wykorzystać ich brak koncentracji, by móc powalić na ziemię. -
- Ej, ej! Oszukałaś mnie! - patrzył na nią ze złością - [b]Nie, nie, to ty się nie skoncentrowałeś. Jeszcze raz[/b] - uśmiechnęła się do niego i kontynuowała.
Bywały dni, kiedy nic nie mówiła. Czasami tylko pojękiwała, gdy dane jutsu jej nie wychodziło. Ciągle pamięta dzień, kiedy ostrożnie stąpała po wodzie, powoli przelewając czakrę do swoich stóp, aż nagle klapa. Pierwsza lepsza fala ją zmyła, a biedna Gashi cała mokra wracała na kolejne lekcje. Z drugiej strony, zdecydowanie lepiej jej szło z chodzeniem po ścianie. Nawet przemoczona do suchej nitki, potrafiła wbiec i po prostu stać, patrząc jak inni cały czas spadają w dół. W chwilach przygnębienia przystawała na wielkiej ściance, obserwując z jej szczytu inne dzieciaki. Zatracała się przez to w swoich myślach, przypominając sobie swoich rodziców.
Teraz, Karai nie widziała. Powtarzała każdą czynność w dzień w dzień, a mimo to czuła jakby zaraz miała się spotkać z wielką ścianą. Chodziła od tej pory ze swoim ulubionym kolegą. Odprowadzał ją co dzień na zajęcia i tak samo z nich odprowadzał.
- Wszystko w porządku? - pytał, co ranka, widząc przygnębienie i smutek na jej buzi - Wszystko się ułoży, to... nie było nic wielkiego. Sama wiesz, nie? Wielu ma gorzej, nie ma tak ślicznej buzi jak ty.
- Kłamiesz... - wyszeptała, schylając niżej głowę. Ręce poczęły jej drżeć, zaś stopy powoli przesuwały się w to w jedną, w to drugą.
- Tak właściwie, to nie, mówię poważnie, zależy mi na Tobie mimo Twojego młodego wieku. W sumie to naszego – poczochrał się po głowie, po czym westchnął – Słuchaj, nie możesz tak żyć. Potrzebujesz się wziąć za siebie, bo inaczej po co miałabyś zostać kunoichi?
- Kunoichi… - wyszeptała, powoli ubierając japonki. Najpierw jeden, później drugi, a wszystko jakby w zwolnionym tempie. Ruszyła, o mało przy tym nie taranując innych osób. Złapała go pod rękę i tak później na nowo poznawała świat.
Dni w Akademii upływały coraz wolniej. Słyszała każdy szmer - szuranie krzeseł, trzaskanie gałęzi, a nawet ruch stóp na piaszczystym podłożu. Starała się powoli wychwytywać, z którego kierunku dochodzą do niej różne dźwięki. To znajduje się na lewo, to na prawo, zaś ten i ten znajduje się tu i tu. Z każdym dniem ta rutyna stawała się coraz bardziej prosta. Trzymanie kija już nie doprowadzało do konwulsji, ale nowe rzeczy wciąż wywoływały w niej panikę. Również była bardziej nieufna, ostrożnie dobierała osoby, którymi się otaczała. W wyniku tego paringowała się tylko ze znajomymi. Z pomocą Kai uwalniała ludzi, których wielkość czakry nie przekraczała dla niej przysłowiowej normy.
Tak też, z lekką obawą, ale i determinacją przystąpiła do egzaminu na Genina. Chcąc udowodnić sobie, że bycie ślepym nie zamyka jej dróg, które sobie… Otworzyła.
Spoiler:
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 kwi 2018, o 17:20
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yonohara » 22 kwi 2018, o 20:07

Deszcz dudnił, uderzając kroplami o szklane okna domu. Młodzian nieprzytomnie nasunął kołdrę na swoją twarz, jakby chciał uchronić się przed tym, monotonnym dźwiękiem. Nic jednak nie pomagało. Wciąż nie był całkowicie rozbudzony, gdy to nagle rozbrzmiał głośny dźwięk budzika. Yono miał szczerą chęć zignorować alarm, który zwiastował tylko kolejny dzień w akademii, w końcu jednak przemógł się i sięgnął leniwie ręką, aby wyłączyć dzwoniącą maszynkę, prawie zrzucając ją przy okazji z szafki. Wyczołgał się z pod kołdry i rzucił okiem na zegarek. Siódma rano. Po chwili opadł ponownie na miękką pościel, zerkając na drewnianą kukłę, która oparta była o szafkę.
-Co się tak na mnie patrzysz? Dobra, dobra, już wstaję. - Mruknął lekko naburmuszony, zwracając się do nieżyjącej lalki, po czym podniósł się na dobre.

To nie tak, że nie lubił zajęć w akademii, były dosyć ciekawe, jeśli w grę wchodziła nauka technik. Nigdy nie miał też dojść tamtejszego towarzystwa, z którym całkiem nieźle się dogadywał... powiedzmy. Yono po prostu nie był zbyt dobry w porannym wstawaniu i dałby wszystko, aby tylko te lekcje odbywały się choćby godzinę później. Ale nie. Życie nie jest takie cudne.
-Do zobaczenia - Szczerze uśmiechnięty pożegnał się ze swoją matką, która jak zwykle życzyła mu powodzenia.
Narzucił na siebie płaszczyk, który powinien ochronić go przed deszczem, a szyję przewiązał puchatym szaliczkiem, który ubrałby niezależnie od sytuacji. Wiedział, że jest ogromna szansa, że znowu złapie przeziębienie przez taką pogodę, więc do szkoły podążał bardzo szybkim krokiem, jakby to miało czemuś zapobiec. Po dotarciu na miejsce natychmiast zrzucił z siebie przemoczony strój, odwieszając w odpowiednie miejsce, aby zaraz dołączyć do swoich rówieśników. Atmosfera nie była zbyt żywa, co prawdopodobnie spowodowane było przez tą ulewę, szalejącą na zewnątrz. W takie dni moralne idą u większości osób w dół. Młodzieniec nie zdążył nawet rozpocząć jakiejkolwiek konwersacji, gdyż zaraz rozpoczęły się lekcje. Tak to jest, gdy przybywasz na styk.
Mina natychmiast naszemu bohaterowi zrzedła, gdy tylko usłyszał, że dziś sparing, który miał przetestować ich umiejętności w walce wręcz. Nie bez przyczyny młodzian był uważany za worek treningowy. Był słaby... najsłabszy w klasie. Z jednej strony była to wina jego chorobliwego ciała, a z drugiej prawdopodobnie niedostatku odpowiedniego treningu. Na szczęście swoją słabość fizyczną nadrabiał zwinnością, dlatego, aby go pokonać, trzeba było go najpierw dostać, a to było trudne zadanie. Wygrywał tylko, gdy udawało mu się wykończyć wszelkie siły przeciwnika, po czym zaczynał atakować... a to zdarzało się to bardzo rzadko. Musiał trafić na ucznia o słabszej kondycji. Ale to lepsza taktyka niż żadna.
Gdy tylko przydzielili im przeciwników, młodzian spojrzał przed siebie, aby tam ujrzeć czarnowłosego młodziana. Toki Rokunin nie był specjalnie bliskim znajomym Yono, wciąż znany był na całą klasę ze swojej siły. Perfekcyjnie.... Wzrok ciemnowłosego mówił tylko jedno - całkowitą pewność swojej wygranej. Nie dziwne jednak było to założenie. Walka rozpoczęła się i wyglądała tak, jak każdy prawdopodobnie zakładał. Z jednej strony Toki próbował różnego rodzaju ataków, aby dosięgnąć białowłosego młodzieńca, który przez długi czas wymykał się z jego zasięgu. Trzeba przyznać, że troszkę go to bawiło. Wtedy wpadł na "genialny" pomysł i, omijając uderzenie, złapał rękę przeciwnika i próbował go przerzucić, jednakże... no nie wyszło. Okazało się, że jego siła nie była wystarczająca i Yono przez to upadł boleśnie na ziemię, praktycznie ciągnąć ze sobą swojego przeciwnika. Ten szybko zdołał wykorzystać sytuację i walka skończyła się krótko potem przegraną bohatera. Młodzian był jednak usatysfakcjonowany dzisiejszym wynikiem. Zawsze warto spróbować czegoś nowego.

-Niedługo egzaminy, prawda? - Blond-włosa dziewczyna o imieniu Rima oparła się zrezygnowana o ławkę, wzdychając cicho. Ten temat coraz częściej poruszany był wśród uczniów, podczas przerw między lekcjami.
-A co, denerwujesz się? - Spytał rozbawiony Yono, który siedział obok, włączając się do konwersacji grona znajomych. -Nie martw się, nie martw się, oblanie ich to nie jest koniec świata.
-Nie pomagasz. - Mruknęła zdenerwowana blondynka, na co młodzian zaśmiał się cicho. Sam również nie miał aż na tyle pewności siebie, aby zupełnie nie przejmować się egzaminem, jednakże nie miał zamiaru pokazywać tego po sobie. Po chwili rozmowa oddaliła się od tego tematu i przeszła na ulubione techniki, o których kiedyś słyszeli, jakby wszyscy chcieli jak najszybciej odwrócić swoją uwagę od wcześniejszych zagadnień.

Następna lekcja była poświęcona czystej teorii. Yono miał tendencję do przysypiania na tych zajęciach, wiedział jednak, że nauczyciel jest naprawdę straszny, gdy przyłapie jakiegokolwiek ucznia na tego typu zachowaniach. A przekonał się o tym na własnej skórze. Nie miał zamiaru powtarzać więc swojego błędu. Pod koniec lekcji zaczynał już lekko pokasływać. Doskonale wiedział, że to oznacza wspaniały wpływ chłodnej pogody i deszczu na jego ciało. No trudno. Nie żeby był nieprzyzwyczajony.
Następna powtórka technik dała się zaprezentować młodzianowi zdecydowanie lepiej, niźli podczas sparingu, albowiem udało mu się wykonać zadane Ninjutsu już za trzecim podejściem (I po bardzo ostrych komentarzach nauczyciela, który jak zwykle uważał, że wszyscy za mało się starają). Minęło trochę czasu, nim w końcu puścili ich wszystkich do domu. Yono nie był zbyt szczęśliwy na myśl o wracaniu przez deszcz, który wciąż nie miał zamiaru się zatrzymać, nawet po tym całym czasie spędzonym w akademii. No trudno. Narzucił na siebie ponownie swój płaszczyk, pożegnał się z przyjaciółmi i jak najszybciej wrócił do domu. A tam cisza. Gdy padał deszcz to zawsze łapała go nuda. Nienawidził tego. Nie miał jednak zamiaru siedzieć bezczynnie i zaraz wciął się do szukania dziwnych zajęć w domu....

Opanowane techniki: Ki Nobori no Shugyō, Suimen Hokō no Gyō, Sakki, Kihon Iryō no Kenmei, Kai, Kawarimi no Jutsu, Nawanuke no Jutsu
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Dziedziny shinobi: Ninjutsu, Uzbrojenie shinobi, Pakty
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 14
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
Obrazek
Obrazek
 
Posty: 8
Dołączył(a): 20 kwi 2018, o 16:17
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yamanaka Ryouji » 27 kwi 2018, o 00:25

Obudziwszy się późną nocą pośród grubych warstw literatury oraz zwojów w jednym z pokojów domostwa klanu, Ryouji zastanawiał się nad nieuchronnie nadciągającym wschodem słońca, który bez wątpienia miał otworzyć nowy rozdział w jego księdze życia. W tamtym momencie miotały tą młodą istotą niesamowicie mieszane uczucia – od przeraźliwego strachu na zachłannej ekscytacji kończąc. Odosobniony młokos pośród kołatających się myśli próbował rozwikłać najważniejsze punkty, na które należy zwrócić uwagę podczas pierwszego dnia pobytu w Akademii. Nie odczuwał dotychczasowych ambicji oraz pewności siebie, gdy te nie tak dawno temu bardzo silnie razem z nim maszerowały przez każde trudności codziennego żywota. - Wielki Smok? O co tutaj chodzi?... – zapytał sam siebie przyciszonym głosem, przeglądając w międzyczasie jeden z wybranych tomów bestiariusza, a wtedy do pokoju zawitała jego matka Omatsu, niewątpliwie zaniepokojona zaburzeniami snu swego potomka. - Kładź się spać, młody człowieku. Jutro przed tobą niezwykle męczący dzień. - spojrzał na nią wybałuszonymi oczami, jakoby doświadczył obrazu jednego z legendarnych demonów. - Nie dam sobie rady, jeżeli nie będę przygotowany do wstępnego testu. – nastoletni Yamanaka zaznaczył tę wypowiedź niebywale twardo, lecz nie wywarło to wrażenia na jego rodzicielce. - Udowodnisz jeszcze potęgę naszej rodziny, zaręczam ci. Musisz jednak wypoczywać. Niech bóstwa ześlą na ciebie całe swe błogosławieństwo. – z takim oto oznajmieniem, starsza kobieta opuściła izbę, a przygaszając światło w pomieszczeniu jeszcze puściła oczko w kierunku potomka. Wyczerpany nieustanną nauką, miedzianowłosy podlotek powtórnie pogrążył się w krainie snów.

Prędko też nastał poranek, chłodnym powietrzem bijąc w okiennice przestronnych czterech ścian. Na szczęście było jeszcze bardzo widno, a do uroczystego rozpoczęcia nauki pozostało bez wątpienia około kilka godzin. Nasz aspirujący shinobi jednakże zerwał się nader prędko, ruszając z zaspanymi oczętami w kierunku pobliskiej rzeki, ażeby dodatkowo orzeźwić własne ciało, ale tym samym również roztargniony umysł. W ten sposób zainicjował klasyczny trening wytrzymałościowy, co też przeżył z wielkim szokiem z powodu zdradliwej temperatury otoczenia. Po jakimś odstępie minutowym liczonym w stopniu dziesiętnym od pobudki, powrócił do swej „jaskini”, ażeby dalej przestudiować pozostawione przez niego na podłodze materiały naukowe. Tutaj chwila przerodziła się w niekończące spektrum bitwy z własnymi słabościami. Najcięższe miało co dopiero nadejść, a zjawiło się nagle z piekielną prędkością. Jeden z najmłodszych członków klanu zdał sobie sprawę, że już musi ruszać, co też uczynił bez nawet pojedynczego stęknięcia. Załadował podstawowy prowiant łącznie z niezbędnym odzieniem zamiennym, toteż zaraz po tej czynności pożegnał się z rodzicami oraz kuzynostwem, nie konsumując zbyt wielkiej ilości pierwszego posiłku.

Ryouji nie biegł do bram szkoły, aczkolwiek bardziej żwawym krokiem pokonywał kolejne metry, aż w końcu stanął przed pokaźną bramą przed którą stało wielu innych rówieśników. Kontynuował obserwację tłumu, a zarazem szerokiego stołu za którym znajdował się jeden ze starszych rangą ninja w zielonej kamizelce. Wywoływał kolejno nowe nazwiska, aż w pewnym momencie padło na naszego bohatera. - Ryouji Yamanaka! – wyrwał się do przodu chłoptaś z czerwonymi włosami, które były co najmniej roztrzepane. - Jestem tutaj! – odkrzyknął, aby następnie otrzymać swój numer rejestracyjny wraz z opaską. Wtedy się zaczął okres przeklętej mordęgi, przez co student zmienił całkowicie światopogląd oraz pewne osobiste, subiektywne spojrzenie na przeróżne tematy dotyczące postrzegania rzeczywistości. Trening dawał mu w kość, a zdołał poznać bariery swych możliwości, jak i techniki których nie potrafił wykorzystać w pełni poprawnie. Poświęcał dnie oraz noce na szlifowaniu przyszłego rzemiosła do takiego stopnia, że jego ojciec chciał go zwolnić z zajęć prowadzonych przez doświadczonych joninów w obawie o zdrowie syna. Opanowanie niektórych technik na poziomie wystarczającym do ich wykorzystania zajęło mu tygodnie (jak chociażby te ze ścieżki Iryojutsu), ale w dalszym ciągu się nie poddawał. Uczęszczał na każde zajęcia, poznając przy okazji mnóstwo wspaniałych dzieciaków, a w tym swoją pierwszą miłość. Zaabsorbowany samodoskonaleniem się, dotarł bez większych przeszkód do końca edukacji jako 13-letni maniak treningowy. Otrzymawszy swój dyplom wyszedł ze łzami w oczach, których nie sposób było ukryć przed widokiem przechodniów. Osiągnął swój cel. Klęknął na nierównej ścieżce przy dziedzińcu, składając pokłon w kierunku statuy. Nie powiedział nic. Milczał jak zawsze, choć teraz dziękował wszystkim, którzy jego wspierali. - Podnieś się, bo to dopiero początek. – przyuważył Yamanakę instruktor, podnosząc jego za rękę. - Wiesz co masz z tym zrobić. – a potem pozostawił ucznia w dziwnej stagnacji tak ucieszonego, choć zamarłego z przyczyny szoku. Lis nie wrócił do domu, a wręcz udał się pod wielki dąb, tuż zaraz za wschodnią częścią wioski. Musiał pobyć sam ze sobą, aby odgadnąć zagadki przyszłości.

Spoiler:
 
Posty: 10
Dołączył(a): 7 gru 2017, o 00:34
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Kaguya Kaito » 25 maja 2018, o 09:44

Kaito przyszedł pierwszego dnia do akademii na pierwsze zajęcia. Nie czuł się wyjątkowo dobrze wśród tłumu małych dzieci. O tyle o ile on kiedyś nie czuł się gdzieś dobrze. Zawsze pozostawało mu udawać, przybrać kolejną maskę. Tak postanowił zrobić. Nie za często pokazywał swoje prawdziwe oblicze. Jakby jego osobowość była czymś szczególnym... Frajdę czerpał z udawania.
- Dzień dobry wszystkim. Miło mi was poznać. Jestem Eiji - powiedział z uśmiechem na twarzy. Nie przedstawił się swoim prawdziwym imieniem, a jakimś wymyślonym. Krzywda się nikomu nie stała, a on nie musiał się chwalić swoim nazwiskiem. W takiej sytuacji nawet pomimo swojego przeciętnego wyglądu wyróżniał się na tle samych kilkunastolatków. Znalazł jednak też kilku znajomych w swoim wieku. Nie każdy był tak inteligenty, żeby zdać za pierwszym razem egzaminy. Kaito wiedział, że dobrze będzie mu w gronie takich osób. Ci nigdy nie zadawali niewygodnych pytań. Od razu zajął miejsce obok kogoś jego wzrostu. Inni studenci wypytywali go, czemu tak nagle wzięło go akademię. Opowiedział im o tym, jak zmarli jego rodzice i musiał jakoś zarobić pieniądze. Zyskał tym samym szacunek bachorów. Niektórzy się jednak z niego wyśmiewali. Ale tak było zawsze. Żeby wszystko było jasne, jego rodzice spokojnie sobie żyli po drugiej stronie wioski, ale rzadko się tym chwalił. Nawet kiedy już mówił o rodzicach, to nie odnosił się do nich. Wszystko robił, żeby pasowało do jego ogólnej opowieści. W oku kręciły mu się nawet łezki, kiedy opowiadał o śmiertelnym wypadku. Nauczyciele wiedzieli o nim więcej, niż pozostali studenci, ale nie demontowali plotek na jego temat. Wiedzieli, jak ważny był dla wioski. A przynajmniej miał być, gdy już się trochę podszkoli. Na razie był dobrze rokującym ninją. W trakcie roku szkolnego nie rozmawiał zbyt dużo z innymi dziećmi. Trzymał się bardziej tych wyrośniętych, co nie zdali już kilka razy. Sam udawał przygłupa i z czasem wszyscy przestali go zauważać. W takiej sytuacji czuł się jak ryba w wodzie.
Pewnego razu cała klasa udała się na wycieczkę na ścianę wspinaczkową. Była to część ich treningu siłowego i wytrzymałościowego. Kaito był zachwycony. Uwielbiał treningi siłowe. Nigdy w życiu nie zaznał ich tak wielu, jak podczas tego roku. Wiadomo, aktor musi być wysportowany i w stanie odebrać kilka razy całą sztukę w ciągu dnia, ale to nijak się miało do tego, jaki wycisk im dawali w akademii. Kaito wspinał się pod górę i dawał z siebie wszystko. Pot spływał mu z czoła, ale nie chciał się poddawać. I wtedy jeden z jego kolegów zleciał w dół. Kaito spróbował go złapać, żeby złagodzić jego upadek, ale nie miał wystarczająco dużej siły, żeby przytrzymać się do ścianki, co poskutkowało tym, że obaj upadli na ziemię. Siniaki pojawiły się momentalnie na ich ciałach i zostali opatrzeni przez personel medyczny.
- Nie musiałeś mnie ratować. Czemu to zrobiłeś? - zapytał grubasek. Najgorze było to, że Kaito nie znał odpowiedzi na to pytanie. Życie studenta nawet nie było zagrożone. Coś się w nim uaktywiło, z czego nie zdawał sobie wcześniej sprawy. Nie czuł się z tą myślą zbyt komfortowo.
- Nie wiem - odpowiedział krótko i odetchnął z ulgą, gdy medyk przyłożył coś zimnego do jego obolałej miednicy. No i pogadane. Tego dnia Kaguya już nie wrócił na ściankę wspinaczkową i minęło długo czasu zanim doszedł do siebie. Ale pamięć o tym wydarzeniu zapadła mu w pamięci. Wyglądało na to, że był zdolny do niesienia dobra. Nie przyznał się nigdy do tego. Nie żeby zbyt dużo mówił o swoim prawdziwym życiu. Nawet wśród znajomych nie przedstawiał się swoim prawdziwym imieniem, jakby miało to coś zmienić. Tak więc rozmawianie o uczuciach było daleko poza limetem naszego bohatera. Potrafił mówić o uczuciach, jakie odczuwała postać, którą aktualnie odgrywał, ale prawdy tam zbyt wiele nie było.
Pewnego razu przyszedł etap na naukę techniki Sakki. Kaito był bardzo zmotywowany, ale za nic mu nie wychodziło. Przybierał różne dziwne miny, ale nigdy nie przestraszył nikogo. Wyobrażał sobie jakim to strasznym przeciwnikiem jest i jak inni się go boją. Robił wszystko, czego nauczył się podczas lekcji teatralnych. Niektóre dzieci nawet już zaczęły się go bać, ale wciąż czegoś brakowało w jego przedstawieniu. Realizmu. Tak to było to. Całe życie odgrywał różne role, tak teraz nie mógł się zebrać w sobie, żeby rzeczywiście życzyć sobie czyjeś śmierci. Tego jednego testu nie zdał - nie nauczył się tej techniki. Próbował, ile tylko miał sił, ale nie był w stanie się tego nauczyć.
Kiedy przyszedł dzień egzaminu, Kaito trochę się zestresował. Cały rok odgrywał leniwego studenta, więc obawiał się, że nauczyciele tak go zapamiętali i nie pozwolą mu teraz awansować. Ludzie lubili szufladkować kogoś, kogo znali już od dłuższego czasu. Na szczęście tym razem się to nie sprawdziło i wszyscy byli pod wrażeniem, jakiego przełomu dokonał ich najgorszy uczeń. Prawda była taka, że każdego dnia ostro ćwiczył, żeby teraz pochwalić się takimi wynikami, ale o tym to już nie każdy wiedział. Nic nie jest takim, jakim się wydaje. Opuścił tego dnia akademię, szczęśliwy ze swojego rozwoju, jaki tam zdobył. Mógł teraz spokojnie udać się na zasłużony odpoczynek. Kto wie? Może już jakaś misja czekała w jego skrzynce.

Opanowane techniki:
Kai (Ninjutsu)
Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
Henge no Jutsu (Ninjutsu)
Kihon Iryō no Kenmei (Iryojutsu)
Kanningu no Jutsu (Shurikenjutsu)
Rozwinięte atrybuty:
Siła na D (Atrybut)
Wytrzymałość na D (Atrybut)
Szybkość na D (Atrybut)
Kontrola Chakry na D (Atrybut)
Siła Chakry na D (Atrybut)
Zdobyta wiedza:
Pierwsza wiedza - Geografia Hi no Kuni
Druga wiedza - Bijū Kyuubi
Trzecia wiedza - Historia krainy Hi no Kuni
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 6
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 1
Potrzebne PN: 15 PN
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5 PD
 
Posty: 47
Dołączył(a): 23 maja 2018, o 00:28
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hijame » 25 maja 2018, o 18:10

Akademia ahh... miejsce w którym uczy się dzieciaki by kiedyś mogli zostać shinobi. Tak, również Hijame tu uczęszczał choć nie wspomina jej jakoś specjalnie. Ot, kolejny przystanek na jego drodze życia. Wróćmy jednak do tamtych czasów...

Płaszcz Hijame powiewał na wietrze gdy znalazł się przed budynkiem. Dzień nie zapowiadał się ciekawie, wstał i po ogarnięciu się na tyle by móc pokazać się na zewnątrz i pożegnaniu z rodzicami wyszedł z domu. Kilka dni temu może się nawet ekscytował ale teraz? Czuł niepewność, wszyscy już weszli do środka, on był ostatni.
Nie okazywuj uczuć, nie pokazuj im niczego co będą mogli przeciw tobie wykorzystać
Powtarzał sobie to w głowie jak jakąś mantrę. Głowa w górę, pięści zaciśnięte a chwilę później rozluźnione, dumny wyraz na twarzy niczym maska. Pchnął drzwi wejściowe a chwilę później był już ze swoimi "nowymi kolegami". Niektórzy próbowali do niego zagadać jednak on gasił ich zapał spojrzeniem swoich oczu. Na dzień dobry urządzili im lekcję zapoznawczą i omówienie tego, czego przyjdzie im się tu nauczyć. Nauczyciel przypomniał także obowiązki jakie spadną na barki uczniów po zakończeniu akademii.

Był to już kolejny dzień nauki w Akademii, Hijame robił spore postępy w lekcjach ale ze stosunkami z rówieśnikami było... znacznie gorzej. Ale jemu to nie przeszkadzało, zabawnie się czasem nawet oglądało gdy rozgadane klasowe młotki milkły gdy przechodził. Ostatnio nauczyciel pokazywał im Ki Nobori no Shugyō, czyli innymi słowy jak chodzić po drzewach bez używania rąk i łamania karku. Niestety tylko dwie osoby załapały tą technikę po kilku podejściach, klasowy "kujon" Daiki i Hijame właśnie. O ile do tego drugiego co silniejsi woleli nie podchodzić to Daiki miał z nimi... nieprzyjemne sytuacje. W końcu jak inaczej nazwać fakt gdy ktoś prześladuje cię za to, że jesteś od niego lepszy? Jeśli chodziło o walkę kolega Hijame był... na nieco wyższym poziomie niż zero, dlatego Yōgan postanowił włączyć się do zabawy. Pojawił się za napastnikami niczym cień i złapał ich za szyje po czym obrócił do siebie po czym obdarzył takim spojrzeniem, że prawie zeszli na zawał. Odrzucił ich za siebie co wymagało od niego sporo siły jednak nie dał po sobie tego pokazać.
-Precz
Ukucnął i pomógł koledze pozbierać rzeczy po czym podniósł się i kiwnął w stronę Daikiego głową by zniknąć na korytarzu. Podobne sytuacje miały jeszcze miejsce ale ten dzieciak miał już z nimi spokój... a i w innych Yōgan często reagował. Jedni się go przez to bali, inni mogli podziwiać. Dla niego się to nie liczyło, postępował zgodnie ze swoim sumieniem.

Poza lekcjami w Akademii Hijame często ćwiczył, zarówno swoją kondycję jak i techniki które opanował co dawało mu przewagę nad rówieśnikami, przynajmniej nad częścią. Musiał się rozwijać i doskonalić, choć robił niewielkie kroki, to jak na młodzika były one spore. Właśnie kończyła się lekcja o broni której używali shinobi. Hijame, bardzo zainteresowany lekcją zadawał nauczycielowi różne pytania odnośnie uzbrojenia, odpowiedzi mogły okazać się pomocne gdy już opuści mury tego miejsca. Pytał o zasięg, siłę i celność broni, szukając czegoś co mogłoby zainteresować, porównywał i eliminował kolejne pozycje ze spisu. Wreszcie miał, to czego chciał. Broń która powinna mu przypaść do gustu.

Jak już mówiłem Hijame rozwijał się szybko, jednak pilnował by nie przesadzić. Nie chciał przedwcześnie zdać Akademi, dopóki mógł się tutaj czegoś nauczyć. Wreszcie nadszedł czas egzaminu który miał podsumować to czego się nauczył. Jak by to podsumować jednym zdaniem by nie przedłużać... Wszedł bez opaski a wyszedł z symbolem swojej wioski na czole i pochwałą egzaminującego. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech gdy dowiedział się, że dwóch pajaców których dawno temu przegnał nie zdało... A Daiki dał sobie radę z testem.


Opanowane techniki: Bunshin no Jutsu, Kai, Henge no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Ki Nobori no Shugyo, Suimen Hoko no Gyo, Manji no Jin
Rozwinięte atrybuty: Siła na D,Wytrzymałość na D,Szybkość na D,Kontrola Chakry na D, Siła Chakry na D
Zdobyta wiedza: Uzbrojenie shinobi, Pakty
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 5
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 3
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 11
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 15
 
Posty: 3
Dołączył(a): 20 maja 2018, o 13:39
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Makvesh » 11 cze 2018, o 00:32

Dojadała śniadanie w ciszy, sama, żując kolejne kęsy bez większego entuzjazmu. Jej rodzice krzątali się po mieszkaniu. Ojciec szukał czerwonej teczki z dokumentami, a matka pomagała mu w przegrzebywaniu się przez sterty papierów ułożonych na jego biurku. Wołali coś do siebie, ale ona nie specjalnie zwracała na nich uwagi. Podnosząc głowę znad miski, kątem oka, uchwyciła czerwony róg teczki wystającej spod kupki ubrań. Gapiąc się na ubrania i ukrytą pod nimi zgubę zastanawiała się co ją dzisiaj czeka w akademii.
- I czemu nic nie mówisz? - warknęła matka - Przecież wiesz, że ojciec się spieszy do pracy.
Jej matka, przysadzista, śniada kobieta wyrwała spod ubrań dokumenty i podała je ojcu, który w biegu pocałował ją w policzek i wybiegł z mieszkania. Na odchodne rzucił dziewczynie smutne spojrzenie, którego ona tak starała się uniknąć.
- Wiesz, że twój ojciec bardzo się stara, a ty go tak traktujesz. Po tym, co się stało jemu również jest trudno...
- Jest zwykłym tchórzem - mruknęła dziewczyna przeczesując swoje ciemne włosy i spinając je w koński ogon.
- Mahashii! - ryknęła matka. Jej twarz zrobiła się czerwona, ale po chwili odetchnęła i ze spojrzeniem pełnym troski usiadła na krześle tuż przy córce. Powoli wyciągnęła do niej rękę, ale Makashii podniosła się energicznie, dokończyła wiązanie włosów, po czym ruszyła żwawo w stronę wyjścia.
- Muszę iść, bo spóźnię się do akademii.
- Makashii...wiesz, że nie musisz tego robić. Nie musisz być shinobii. Możemy opuścić wioskę i zająć się czymś innym.
Makashii zatrzymała się na progu. Przez dłuższą chwilę stała tam, nabierając powietrza. Nie mówiąc nic wyszła z mieszkania zmierzając ku Akademii.
-----------------------------------------------------

Akademia jak zwykle wyglądała niepozornie. Budynek absolutnie niczym nie wyróżniał się na tle innych w całej architekturze wioski. Również jej wnętrze było zwyczajne, wręcz przytłaczająco mdłe.
Kiedy Makashii weszła do klasy, kilku jej rówieśników wygłupiało się i ganiało między ławkami, próbują wyrwać sobie jakiś przedmiot. Dziewczyna, zażenowania zachowaniem klasy, usiadła w swojej ławce, wyciągnęła podręcznik i zaczęła czytać ostatnio omawiane zagadnienie. Nikt nie zwracał na nią większej uwagi, dopóki jeden z chłopców nie wpadł na nią, wywracając ją z krzesła i zrzucając książki na podłogę. Zanim zdążył się podnieść Makashii stała już nad nim wrzeszcząc i tłukąc go pięściami po głowie.
- Idioto! - ryknęła biorąc kolejny zamach.
- Przestań, Makashii! - krzyknęła jedna z dziewczyn ruszając na pomoc.
Przepychanka trwała chwilę, ale klasie udało się rozdzielić dwójkę. Zlana potem, czerwona ze złości Makashii rwała jeszcze jeszcze przez chwilę, lecz czując opór ustąpiła. Jej ciało rozluźniło się.
- Nie wiecie gdzie jesteście? - zapytała w końcu poważnie. W jej oczach pojawiły się pierwsze, powstrzymywane łzy - Myślicie, że to zabawa? Już za chwilę mamy zostać geninami. Będziemy shinobi!
Znów lekko poczerwieniała, ale nie ruszyła się z miejsca. Teraz już wszyscy patrzyli tylko na nią. Chłopak, który przed chwilą na nią wpadł miał otwarte usta i był blady jak ściana.
- Myślicie, że jak wyślą was na misję to dalej będziecie robić sobie żarty? Za niedługo każdy z nas będzie mógł zginąć, wtedy nadal będziecie się wygłupiać i śmiać?!
- Makashii... - wycedziła dziewczyna, próbując ją powstrzymać, ale sama nie potrafiła odnaleźć odpowiednich słów.
Makvesh chciała kontynuować, ale do sali wszedł nauczyciel i ktoś wysokim głosem oznajmił im, że pora stanąć na baczność i powitać belfra.
Klasa wróciła na swoje miejsca, ale Makashii nadal stała, z zaciśniętymi pięściami, wpatrzona w swój podręcznik, który rozmazywał jej przez łzy w oczach.


Nauczyciel był starszym shinobi o dokładnie przystrzyżonym zaroście i okularach na nosie o cienkich, drucianych oprawkach. Klasa nie wiedziała o nim zbyt wiele, oprócz tego, że odznaczył się w wojnie i był bardzo poważany wśród innych shinobii. Wprawdzie nie należał do żadnej elitarnej jednostki, ale był przykładem tego jak dokładnie wypełnione rozkazy mogą przynieść korzyści dla całej wioski. Teraz, wolny od zadań w terenie, dzielił się swoimi doświadczeniami, wiedzą i przykładem by uczyć innych. Choć surowy, zawsze był sprawiedliwy i cierpliwy wobec uczniów, za co wszyscy go szanowali.
Pan Mitsuki dzisiaj wydawał się wyjątkowo ponury. Jego zachowanie rzadko zdradzało emocje, lecz tego dnia wszyscy wyczuwali w nim jakąś nerwowość, która zresztą szybko udzieliła się klasie.
- Uwaga wszyscy - odezwał się nagle, przerywając wykonywanie zadań matematycznych - w dniu dzisiejszym rozpoczynamy pierwsze testy na genina.
W klasie zawrzało. Uczniowie zaczęli rozmawiać między sobą, wymieniać zdziwione spojrzenia. Część z nich była podekscytowana, część zmieszana lub zwyczajnie przestraszona. Zazwyczaj testy na genina były ogłaszane wcześniej, był czas by się na nie przygotować i już dawno nikt nie organizował wieloetapowej ewaluacji tego typu.
Dla Makashii była to pierwsza dobra informacja tego dnia. Czekała na to od dawna.

Pan Mitsuki wysunął przygotowaną wcześniej tablicę. Gdy tylko ją obrócił uczniowie zobaczyli swoje nazwiska wypisane w dwóch kolumnach oznaczonych literami A i B.
- Uwaga wszyscy! Zostaliście podzieleni na grupy. W pierwszym teście grupa A będzie walczyła z grupą B o przejęcie zwoju.
- Zwoju...? - ktoś zamruczał w ostatniej ławce.
- Walczyć z innymi? - wymamrotał ktoś nieco bliżej tablicy.
Klasa znów zawrzała.
- Podzielcie się na grupy według powyższej rozpiski. Za dziesięć minut ruszamy do sali sparingowej.
______
Została ich już tylko trójka. Makvesh, choć posiadająca niezwykły dar szybkiej regeneracji chakry, nie była w stanie wykonać już więcej technik. Była zbyt zmęczona, zbyt spięta by odpowiednio się zregenerować. Zwój był w zasięgu ich wzroku, ale dobrze wiedziała, że przeciwnik, zdecydowanie bardziej liczny obserwuje cel i gdy tylko spróbują go zdobyć, natychmiast zostaną schwytani w pułapkę.
- Co robimy, Makashii? - zapytał jej kolega z klasy, zaciskając dłoń na kunaiu.
- Zwój jest tam, widać go już. Jeśli ruszymy w trójkę, na pewno uda nam się go przejąć.
Makvesh oceniła odległość. Zwój leżał na cokole niecałe pięćdziesiąt metrów od nich.
- Macie rację - w końcu się odezwała, zwracając uwagę obydwu towarzyszy - mamy szansę. Na komendę ruszamy wszyscy, na pewno nam się uda!
Widząc jej zaangażowanie obydwoje uczniów poczuło przypływ motywacji i wiary w siebie. Przygotowali się do biegu. Makvesh spojrzała na obydwu. Byli gotowi.
Dała znak.
Ruszyli natychmiast. Po pokonaniu niecałych dziesięciu metrów ktoś wpadł na chłopaka, przewrócił go i obezwładnił w chmurze kurzu. Dziewczyna spojrzała za siebie, nie zwalniając biegu. Ku jej zaskoczeniu...Makvesh nie było obok. Jeszcze przed chwilą ruszyła wraz z nią, a teraz ona została sama, na środku placu prowadzącego do zwoju. Zwolniła nieco, ale trzy shurikeny lądujące tuż przy jej nogach zmusiły ją do pełnego biegu. Cała czwórka przeciwników ruszyła w jej stronę. Wiedzieli, że został jeszcze ktoś, ale w końcu mieli przewagę i nie było sensu ryzykować. Dziewczyna zawahała się, rzuciła bez pewności kunai i zmieniła kierunek biegu. Trzech uczniów z grupy A ruszyło za nim, a ostatni z nich zatrzymał się przy cokole by pilnować zwoju. Kiedy jego towarzysze dorwali dziewczynę i powalili ją na ziemię, pełen euforii niemal podskoczył w miejscu... I właśnie w tym momencie pięść Makvesh trzasnęła go w policzek, posyłając na ziemię. Skołowany, nim zdążył się obejrzeć, Makvesh stała ze zwojem w dłoni, dumna ze swojego sukcesu.
- KONIEC! - ryknął pan Mitsuki oznajmiając zakończone ćwiczenie.

Część grupy B zaczęła świętować, ale znaczna większość pobiegła na pomoc chłopakowi i dziewczynie, obrzucając Makvesh wrogimi spojrzeniami. Ktoś poklepał ją po plecach gratulując wygranej, lecz nim zdążyła nawiązać z tym kimś kontakt, już wmieszał się w tłum. Stała tam sama, ściskając zwój. Jedyną osobą, która pojawiła się bok był pan Mitsuki.
- Gratulacje Makashii - mruknął - świetnie ci poszło.
- Dziękuję, sensei - wybełkotała, cały czas wpatrzona w zdobyte trofeum - Ale dlaczego oni...?
- Świetnie ci poszło, ale żeby wygrać poświęciłaś swoją drużynę.
- Ale przecież...taki był cel, prawda? Żeby zdobyć zwój? - próbowała się wytłumaczyć, choć z jakiegoś powodu, sama nie wiedząc dlaczego, odczuwała wstyd.
- Tak, to prawda. Ale oni uważali cię za liderkę. Wykonywali twoje rozkazy bo byłaś najlepsza, podejmowałaś trudne, ale właściwe decyzje. Ale nikt nie spodziewał się, że po prostu ich poświęcisz.
- Ja...
Pan Mitsuki położył dłoń na jej ramieniu, spojrzał na nią krótko i z wyrazem współczucia. Nie powiedział już nic więcej. Spokojnym krokiem ruszył w stronę większej grupy, powoli notując punktację w zeszycie.
____________
Spoiler:
 
Posty: 3
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 15:28
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hotaru Yoshiko » 18 lip 2018, o 21:41

Pierwszego dnia Yoshiko przekroczyła progi konoszańskiej Akademii pełna obaw. Nie wiedziała, jak zostanie przyjęta w klasie, w której nie znała kompletnie nikogo, nie była również pewna, czy podoła ciężkim treningom. Co prawda rodzice powtarzali jej, że na pewno wszystko będzie dobrze, jednak dziewczynkę wciąż dręczyły wątpliwości. Była bardzo nieśmiałym dzieckiem, niełatwo przychodziło jej nawiązywanie kontaktu z rówieśnikami, zwłaszcza od czasu niedawnej przeprowadzki klanu Hotaru do Konohy. Yoshiko bardzo przeżywała zniszczenie rodzinnej wioski, tęskniła za utraconym domem i koleżankami z sąsiedztwa. Najchętniej wróciłaby bohatersko rzucić się do odbudowy zrujnowanych budynków, wiedziała jednak, że była zbyt słaba, by cokolwiek zdziałać, zbyt mała, by mieć jakiekolwiek znaczenie. Czuła się jak drobinka piasku, wiatrem zmian przygnana w zupełnie obce, niebezpieczne miejsce, przed którym nie była w stanie się obronić.
Na szczęście już pierwszego dnia pobytu w Akademii okazało się, że Yoshiko niepotrzebnie się martwiła. Koledzy z klasy okazali się całkiem sympatyczni, a choć wielu z nich przyjaźniło się na długo przed wstąpieniem w szkolne mury, żaden z nich nie okazywał wrogości wobec nowych towarzyszy. Wszystkie lekcje przebiegły w miłej atmosferze, dzięki czemu Yoshiko, chociaż przybyła do Akademii z duszą na ramieniu, po pierwszym dniu zajęć wracała do domu uspokojona, z nadzieją w oczach i lekkim uśmiechem na twarzy.

Nauka w Akademii Shinobi upływała dziewczynie dość spokojnie, bez większych kłopotów czy spektakularnych osiągnięć. Yoshiko była przeciętną uczennicą – z teorią radziła sobie całkiem dobrze, jednak praktyka stanowiła dla niej duże wyzwanie. Do ulubionych lekcji młodej Hotaru należały zajęcia, na których nauczyciel pokazywał im najpopularniejsze bronie shinobi, a także omawiał ich właściwości i zastosowanie. Yoshiko z wielkim zainteresowaniem czytała w podręczniku na temat uzbrojenia ninja, starannie wynotowując najważniejsze informacje w zeszycie, który potem krążył po klasie jako solidny materiał powtórkowy do testu. Dziewczynie nie przeszkadzało, że inni mieli korzystać z efektów jej pracy; była wręcz zadowolona, iż mogła w ten sposób pomóc kolegom w nauce na sprawdzian. Za każdym razem, gdy radziła sobie z nowym tematem lepiej niż pozostali, czuła się zobowiązana udzielić słabszym uczniom wszelkiego możliwego wsparcia: pożyczyć notatki, objaśnić wzory, wskazać najistotniejsze fragmenty w podręczniku, omówić na przerwie między lekcjami co trudniejsze zagadnienia. Z kolei kiedy ona miała kłopoty na zajęciach, głównie podczas treningów fizycznych oraz ćwiczeń ninjutsu, starała się nie zwracać na siebie uwagi i nikomu swym brakiem umiejętności nie przeszkadzać. Niestety czasem okazywało się to po prostu niewykonalne.
Yoshiko, odsuń się trochę! – krzyczał zdenerwowany kolega, którego próba chodzenia po powierzchni wody po raz kolejny zakończyła się w chłodnym nurcie rzeki. – Muszę się skupić, a ty ciągle pryskasz mi wodą na twarz!
Już mnie tu nie ma – odpowiedziała dziewczyna, oddalając się jak najbardziej od innych uczniów ćwiczących technikę. Nie dziwiła ją złość kolegi, w końcu z całej grupy w chodzeniu po wodzie to ona radziła sobie najgorzej. Nieczęsto w życiu miała okazję przebywać nad wodą, nie mówiąc już o trenowaniu technik shinobi na środku rzeki. Każda próba postawienia stopy na falującej powierzchni kończyła się dla Yoshiko natychmiastowym i nader spektakularnym wpadnięciem do rzeki, a dla najbliżej stojących uczniów – nieoczekiwanym prysznicem. Niektórzy z nich w takim momencie tracili koncentrację i również z głośnym pluskiem lądowali w wodzie. Nic dziwnego, że nie podobało im się takie towarzystwo.
Młoda Hotaru stanęła nad brzegiem rzeki w miejscu, w którym żadna z jej nieudanych prób nie miałaby już prawa przeszkodzić kolegom z klasy. Muszę się skupić – pomyślała Yoshiko, niepewnie stawiając stopę na powierzchni wody. Teraz trochę więcej chakry, o, tyle powinno wystarczyć... Dziewczyna spojrzała niepewnie na drugą stopę, wciąż bezpiecznie postawioną na brzegu. Aby opanować technikę chodzenia po wodzie, należało najpierw poradzić sobie ze zwykłym staniem na jej powierzchni, a to mimo licznych prób ciągle okazywało się bardzo trudne. Nie uda mi się, nie ma mowy – przemknęło Yoshiko przez głowę. Ale co tam, najwyżej znowu się wykąpię. Trudno. Kunoichi przymknęła oczy i ostrożnie postawiła obie stopy na wodzie...
Spodziewała się głośnego plusku i uderzenia chłodnej fali na twarzy, jednak nic takiego nie nastąpiło. Kiedy otworzyła oczy, dotarło do niej, że wreszcie zdołała poprawnie wykonać pierwszą część zadania. Dziewczyna spojrzała uradowana na falującą pod jej stopami wodę, kiedy nagle straciła kontrolę nad poziomem chakry i z głośnym pluskiem wylądowała w samym środku rzeki. Po chwili wyszła na brzeg, przemoczona do suchej nitki, lecz mimo to szczęśliwa, ponieważ dowiedziała się, dlaczego wszystkie jej poprzednie próby spaliły na panewce. Yoshiko zbytnio skupiała się na samej wodzie oraz perspektywie nieuchronnej kąpieli, a zbyt mało uwagi poświęciła poziomowi chakry, przez co w decydującym momencie stawał się zbyt niski i nie pozwalał utrzymać stóp na powierzchni. Odtąd każde kolejne podejście dziewczyna wykonywała z zamkniętymi oczami, by lepiej skoncentrować się na chakrze. W ten sposób szło jej znacznie lepiej, a pod koniec przewidzianego zajęciami treningu była już w stanie swobodnie przechadzać się po powierzchni rzeki. Kiedy nauczyciel wpisywał oceny za ćwiczenia, Yoshiko ze zdumieniem zauważyła, że ze swoim wynikiem znalazła mniej więcej w połowie grupy, wyprzedzając wielu jej zdaniem zdolniejszych uczniów.
Nieźle ci poszło, Yoshiko – zwrócił się do niej sensei, podnosząc wzrok znad wypełnianej skrupulatnie listy ocen. Na widok zdziwionej miny młodej kunoichi uśmiechnął się szeroko. – Ale pamiętaj, że musisz umieć wykonać tę technikę również z otwartymi oczami.
Nie zapomnę o tym, Koji-sensei – odpowiedziała radośnie Yoshiko.

Dzień egzaminów końcowych nadszedł znacznie szybciej, niż spodziewała się tego młoda Hotaru. Tak bardzo skupiała się na doskonaleniu technik shinobi, że nawet nie zauważyła, kiedy minął ostatni, czwarty rok nauki. Tego dnia wraz z całą klasą miała pojawić się w szkolnych murach po raz ostatni i podejść do końcowego testu, którego wynik miał zadecydować, kto spośród uczniów nadaje się na genina. Kiedy Yoshiko pojawiła się pod salą egzaminacyjną, ujrzała niewielką grupkę zestresowanych uczniów, powtarzających w ostatniej chwili zasady wykonywania rozmaitych technik ninjutsu. Reszta klasy zgromadziła się po drugiej stronie korytarza, czekając cierpliwie na swoją kolej. Nie chcąc mącić niczyjego spokoju, Yoshiko stanęła na uboczu, przypatrując się obu grupom z oddali. Nagle usłyszała głos nauczyciela:
Następna osoba, Hotaru Yoshiko! Zapraszam do sali.
Dziewczyna weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Na przeciwko drzwi zasiadała komisja egzaminacyjna, zaś po prawej stronie sali ktoś ustawił wypełniony wodą zbiornik, zajmujący niemal połowę sali. W tym momencie Yoshiko wiedziała już, co ją czeka.
Po przetestowaniu umiejętności tworzenia niematerialnych klonów i przemiany w jednego z nauczycieli nadszedł czas na ostatnią technikę, którą miało być chodzenie po wodzie. Kiedy dziewczyna podchodziła do zbiornika, zauważyła, że zasiadający w komisji Koji-sensei bacznie ją obserwuje. Młoda kunoichi wiedziała, iż nie może zawieść w takiej chwili. Niektórych uczniów pojawienie się tej techniki na egzaminie z pewnością wytrąciło z równowagi, jednak Yoshiko dobrze pamiętała tamten trudny trening nad rzeką. Dziewczyna spokojnie stanęła na powierzchni wody i przespacerowała się kilka razy w obie strony, nie odrywając wzroku od jednego z egzaminatorów.
Pamiętałaś – powiedział obserwowany nauczyciel, wręczając szczęśliwej kunoichi świadectwo ukończenia Akademii i opaskę shinobi Konohy, symbol awansu na genina. – Dobra robota, Yoshiko.
Dziękuję, Koji-sensei – odpowiedziała, czując jednocześnie wielką radość ze zdania egzaminu i odrobinę smutku, że oto dobiegł końca pewien niezwykły etap jej życia. Oby kolejne były równie piękne – pomyślała, opuszczając ostatecznie mury Akademii Shinobi.


Opanowane techniki: Kakuremino no Jutsu, Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Manji no Jin
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Siła Chakry, Kontrola Chakry
Zdobyta wiedza: Uzbrojenie shinobi
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 9
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 18
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 15
Dołączył(a): 15 lip 2018, o 12:44
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Shouta » 13 lut 2019, o 00:12

Wspomnienia których się nie pamięta. Jakie to piękne, poetyckie stwierdzenie które nie ma żadnego wiekszęgo sensu. Podstawowe techniki i przebłyski wiedzy, to było coś o czym Shouta wiedział że istnieje. Miał strzępki wspomnień z tego, jakże wczesnego okresu jego życia jakim była akademia ninja. Pamiętał, że ktos go odprowadzał do szkoły, że ktoś zawsze na niego czekał. Jednak nie miał pojęcia kto to był. Nie pamiętał imion swoich rodziców, nie wiedział do jakiego rodu należał. Jednak wiedział, że był kochany, nie był sam.
Życie w akademii wydawało mu się spokojne, chyba był całkiem dobrym uczniem… jednak co się w takim razie stało że został tym kim jest? Wściekłym wojownikiem bez przyszłosci, tego nie wiadomo i nie jest to pewnie związane z życiem w szkole, którego nie potrafił, jak już to było wcześniej wspomniane, jakkolwiek sobie przypomnieć. Choć czasem jak tak o tym myślał, to wydawało mu się że siedzi w ławce, patrząc na swoje już niestety dorosłe ręce, ponieważ innych nie pamięta,. Następnie podnosi głowę i widzi, jak człowiek z twarzą która była skrajnie zamazana i nie do rozpoznania, wskazuje na niego palcem. Widzi też oklaski cieni, którzy podziwiają jego zdolności, cieni którzy powinni być pewnie jego znajomymi. Tak, był pewien że był tym jednym ze zdolniejszych uczniów. Uspokajało go to, czuł że kiedyś był kimś wielkim…lecz opadł z sił i stracił wszystko co miał. Musiał być kimś wielkim po skończeniu akademii tak wiele lat temu.
Sznurowanie butów, dziwne wspomnienie, które jednak utkwiło w jego pamięci. Niekończące się ilosci sznura, który przeplatał się po wiecznosć przez palce, tworząc okazjonalnie kokardki, motylki i supły, które były oznakiem początkiem kolejnego dnia, kolejnego wejścia do szkoły. Miejsca, w tkórym każde dziecko musi spędzić lwią część swojego czasu, w którym tego nie chce robić.
Koszulki też były ciekawym motywem, gdy nasz bohater bez pamięci o tym pomyśli, to widzi niekończący się tunel z powtarzającymi się wzorami i otworami po bokach. Ale dlaczego on ciągle widzi wiecznie powtarzajace się motywy? Bo tylko tyle jego pamięć jest w stanie wykrzesać z siebie. Jednak, pomimo tego iż nie są to miłe wspomnienia dla normalnej osoby, Shouta dobrze wnioskuje dzięki temu, że jego zycie było monotonne, co powoduje, iż można było nazwac to życie miłym i spokojnym, nie zważając na to w jaki sposó zostało „zapamiętane” te dni. Przecież ludzie właśnie po to się uczą, aby dojśc do momentu w którym życie staje się proste i monotonne. Kiedy zawsze wstają o szóstej rano i chodzą spać o dzisiatej w nocy. Jednak u shinobi, ten szczęśliwy moment może być tylko zaznany za młodu lub ludzi, którzy przestają być shinobi a zostają politykami udającymi wojowników.
Spokojne życie studenta musiało kiedyś się kończyć, jednym ze wspomnień z ludźmi bez twarzy w roli głównej, jest coś, co chłopak nazywa egzaminem. Czuł wtedy wielką presję, wspomnienie wypaczone amnezją zamienia się w mięsny, czarny amalgamat wypełniony ustami i oczami. Byli to egzaminatorzy i widzowie. Dla wspomnień Shouty, było to wszystko i to samo, wszyscy liczyli na to że popełni błąd, każdy liczy na to że ktoś, kto jest utalentowany, pokaże swoją gorszą stronę, każdy liczy na zobaczenie tego gorszego dnia, który wtedy nie nadszedł. Tłum po pokazie paru technik, które były stricte podstawą dla kazdego, który chciał być shinobi, oszalał z wrażenia. Ludzie krzyczeli i wiwatowali, twarze przelewały się jedna w drugą ukazując radość i zdziwienie. Shouta jednak nadal, nawet po ogłsozeniu wyników czuł niepokój że ktoś go wyśmieje,wiedząc że nic takiego się nie stanie, w jego wspomnieniach czym były one bliższe dalszemu życiu, tym bardziej były wypaczone, tym bardziej zamieniały się w odczuwanie niepokoju, do tego stopnia, że chłopak nie był pewien, czy to aby na pewno jego wspomnienia, czy tylko wyobraźnia człowieka, którego widzi w lustrze. Bo tak na prawde, to kim on był?
Czy tak powinny wyglądać wspomnienia z czegoś tak miłego i spokojnego jak okres bycia studentem? Przecież to istna sielanka w porównaniu do życia wojownika, życia kogoś kto żyje dla życia innych. Jednak zawsze kiedy chłopak siegał do swoich wspomnień, mógł tylko sobie przytoczyc te fragmenty, reszta…była tylko złudzeniem i mieszanką teraźniejszych fobii i zapomnienia, które ogarnęło…10 lat jego życia. Najgorsze w tym wszystkim jest własnie to, że widział ile miał lat, wiedział w którym roku się urodził, jak? Amnezja działa na własnych zasadach,nikt nie wybiera sobie tego co chce pamiętać. Mózg, który jest uszkodzony do tego stopnia, a działą nadal, jest tylko dowodem na istnienie cudów.
Na tym się kończy wątpliwej wierności i o wielkiej chaotyczności historia o tym jak wyglądało dzieciństwo Shouty w akademii, więcej słów było by zbędnych, przecież nie można nieskończoną ilość czasu opowiadać o tym jak sielankowe życie, przez choroby psychiczne i amnezję zostało zamienione we wspomnieniach w amalgamatyczny koszmar niskich lotów. Tu trzeba zakończyć i postawić kropkę, która oddziela ciemność, od jsnej przyszłości, wypełnionej równie wielkimi sprzecznościami, czyli uśmiechem na twarzy i strachem wymieszanym z gniewem w sercu.


Opanowane techniki:
Kai (Ninjutsu)
Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
Bunshin no Jutsu (Ninjutsu)
Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
Henge no Jutsu (Ninjutsu)
Kihon Iryō no Kenmei (Iryojutsu)
Sakki (Taijutsu)
Rozwinięte atrybuty:SIła D, Szybkość D, Wytrzymałosć D, Kontrola chakry D, Siła chakry D,
Zdobyta wiedza:Wiedza o Jūbi no Datara poz. 1, Wielkie wojny poz. 1,
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN:1+14 +0 = 15
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 192
Dołączył(a): 21 wrz 2016, o 22:53
Ranga: Nukenin

Re: Akademia

Postprzez Hyuuga Shirayuki » 3 mar 2019, o 13:39

To był kolejny spokojny dzień z życia młodocianej kunoichi. Wstawanie nigdy nie należało do jej ulubionych czynności i zdecydowanie podniesienie dziewczyny z łóżka to codzienne wyzwanie dla rodziców. Niekiedy zwykłe łaskotki w gołe stopy wystarczyło, a kiedy indziej potrzebne było wiadro zimnej wody. Tego dnia jednak udało się to bez większych problemów. Być może spowodowane nauką pierwszych użytecznych technik związanych z chakrą o której już tyle czasu się uczyła. Ale o tym może opowiemy zaraz.



"Zaraz"

Dziewczyna siedziała już spokojnie w klasie. Gdzieś w środkowym rzędzie,przy oknie. Lubiła wygląd na zewnątrz gdy zajęcia zaczynały ją nudzić. Jak już było mówione wcześniej, Dzisiejszy dzień miał nauczyć ich praktyki a nie teorii z której mogłaby napisać książkę. A nie, już dużo wcześniej ktoś tego dokonał i nie było sensu robić tego po raz drugi. Shira zniecierpliwiona spoglądała na nauczyciela przechadzającego się to w jedną to w drugą stronę mówiąc o tym jaki to przełom czeka całą ich klasę o ile przyłożą się do właśnie tych zająć. Niby wszyscy mieli już przygotowany plan na wykonanie dwóch podstawowych umiejętności jakimi jest: Ki Nobori no Shugyo i Suimen Hoko no Gyo. Nadszedł ten moment wzywania każdego pod ścianę. Wyczytywanie osób z listy dokonywana była alfabetycznie. Trochę to trwało nim dotarło do niej. Została jednak wezwana i nie było odwrotu. Palcem wskazującym poprawiła okulary na nosie i wstała z krzesła. Ustawiła się pod ścianą i niepewnie spojrzała na nauczyciela z niepewnością. Ten jedynie uspokajająco z uśmiechem skinął głową. Zbliżyła się do ściany i ułożyła dłonią pieczęć do kumulowania chakry. Początek nie należał do najlepszych. Już po drugim kroku straciła równowagę i grzmotneła tyłkiem o podłogę. Kolejna próba poszła dziewczynie dużo lepiej. Udało się przejść połowę wysokości i zejść. Nauczyciel był zadowolony z tego co zobaczył pomimo upadku. To nie był koniec. Teraz musiała poczekać aż reszta skończy a później mieli pójść nad pobliskie jeziorko.



"Później"

Wszyscy skończyli pierwszą część treningu, dlatego stali już nad przejrzystą taflą wody. Standardowo otrzymali tylko porady które miały przypomnieć im to co już wcześniej wiedzieli z lekcji. Dziewczyna przykucnęła czekając na swoją kolej, bacznie obserwując jak z zadaniem radzi sobie reszta klasy. W pewnym momencie, kolega klepną ją w ramie dając do zrozumienia, że teraz jej kolej. Uniosła się żwawo, delikatnie się rumieniąc, z zażenowania. Udała się do tafli wody nad którą wykonała dokładnie ten sam gest co pod ścianą. Tym razem jednak bardzo powoli i pewnie stawiała kroki. Ostatnią rzeczą jaką chciałaby teraz, to kąpiel w lodowatej wodzie. Z tą techniką jednak obyło się bez problemów. Kiedy wszyscy skończyli dowiedzieli się o dniu sportu który zbliżał się wielkimi krokami.



"Dzień Sportu"

Na dzień sportu kazano przywdziać wszystkim wygodne ubrania nie krępujące ruchów. Shira postanowiła ubrać strój przygotowany przez mamę już na czasy gdy zostanie geninem. Trochę się krępowała ale, szybko się przyzwyczaiła. Wracając do dnia sportu. Był to dzień którego zadanie polegało na kompletnym wypompowaniu z nich siły, tłumacząc się testem sprawności fizycznej. Pierwsze wyzwanie wymagało dobrania się w pary. Tak przygotowany duet, stawał przeciwko sobie i zmuszał do walki. Oczywiście nie na śmierć i życie, ale w ich przypadku można było liczyć tylko na własne pięści i nogi. Dziewczyna zawsze średnio radziła sobie w walce więc skończyła z kilkoma siniakami, nic niebezpiecznego. Drugie wyzwanie to biegi na czas. Tak, to był jedyny dobry sposób by sprawdzić ich szybkość, wiadomo że nie każdy jest tak samo sprawny. Shira w tym przypadku wylądowała gdzieś w połowie stawki, co nie było tak słabym wynikiem jaki przewidywała. Ostatnia sprawność miała zmusić ich organizm do kompletnego wypompowania i przekroczenia ich własnego limitu. Tak, były to również biegi, ale zupełnie inne niż w poprzednim przypadku. Tutaj mieli biegać tyle ile zniosą ich młode ciała. Tutaj również był pewien dysonans pomiędzy wytrzymałością każdej pojedynczej osoby. Ciężko powiedzieć ile to zajęło różowłosej. Najważniejsze, że nie padła ostatnia. Musiała się jakoś zebrać i obolała wrócić do domu. Tam w spokoju wyspać by rozpocząć nowy, zwykły dzień.



"Nowy, zwykły dzień"

Tego dnia, a może właśnie tego dnia, dziewczyna czuła ból we wszystkich mięśniach i najchętniej nie opuszczała by dzisiaj łóżka. Na domiar złego nauczyciel postanowił zrobić dzisiaj test z podstaw medycyny którą przerabiali w ostatnim tygodniu. Może nie wyglądało to tak źle, w końcu Shira akurat lubiła zagadnienia medyczne i to jedyna dziedzina w której czuje się naprawdę mocna. Otrzymali karteczki z różnymi grupami by zapobiegać ściąganiu. Każdy jednak dobrze wiedział, że grupa oznaczała jedynie zmienione kolejności pytań. Tak więc młodociani bardzo kreatywnie podeszli do sprawdzania wiedzy innych kolegów i koleżanek z klasy. Hyuuga może przypominała kujonicę ale też nie omieszkała upewnić się co do jednego z pytań, a lusterko bardzo jej w tym pomogło. Po teście zaś przyszedł czas na powtórkę kontroli chakry. Polegało to używaniu chakry aby przesuwać mały listek po ławce. Tu były dwa powody tego ćwiczenia. Jeśli ktoś będzie planować iść w stronę iryo-nina to kontrola chakry będzie należeć do priorytetów takiej osoby. Wyczerpywanie chakry do granic możliwość zaś, pomogą jej w powiększaniu maksymalnych zasobów z jakich będzie w stanie korzystać w przyszłości. Po dzisiejszym dniu, dziewczyna nie dość, że będzie obolała i wyczerpana fizycznie to teraz dojdzie do tego wyczerpanie psychiczne, mogła się tylko modlić o jakiś lżejszy dzień.



"Lżejszy dzień"

Zmęczenie po dniu sportu powoli ustępowało a zregenerowana chakra poprawiła zdecydowanie samopoczucie młodej kunochi. Dobrze zorientowana w systemie oświaty wiedziała, że nie uczyli się jeszcze niczego co mogło by pomóc im w obronie podczas pochwycenia na różne sposoby. Najpierw otrzymali blankiety z dwiema różnymi technikami z których podstawami musieli się zaznajomić. Następnie jedna osoba miała związać drugą, a po uwolnieniu na odwrót. Dziewczyna dziwnie czuła się, gdy lina wrzynała się w młodą skórę. W końcu jednak nie była w stanie już nic zrobić, siedziała bezradnie na podłodze. W głowie starała się przypomnieć jak wykonać poprawnie jutsu. I tu niestety skończyła jako ostatnia. Musiała się jeszcze bardziej przyłożyć do nauki. Druga technika była bardziej nieprzyjemna. Nauczyciel ostrzegł całą klasę, że wszystko co zobaczą to iluzja i nie muszą się obawiać. Uczyli się teraz kai, czyli techniki umożliwiającej bezpieczne rozproszenie przeciwnego genjutsu. Kai należało do tego grona jutsu które Shira ogarnęła bardzo szybko bo bazowało na kontroli chakry. Zdała sobie sprawę, że nauka powili chyli się ku końcowi i niedługo przyjdzie czas na egzamin końcowy.



"Egzamin końcowy"

Dziewczyna stała na środku sali przed grupką kompletnie obcych osób które miały ocenić jej obecne postępy i czy nadaje się na opuszczenie bezpiecznych murów akademii i stanie się pełnoprawną kunoichi z rangą genina. Test składał się z pokazu trzech wybranych przez komisję jutsu. Na pierwszy rzut poszło henge. Musiała wybrać jedną z zebranych osób i przemienić się w nią. Na papierze brzmiało to prosto ale liczył się w tym przypadku nawet najmniejszy szczegół, nie było mowy o błędzie. Rozejrzała się po sali i wybrała swojego nauczyciela. W końcu jego wygląd po tak długim czasie miała niemal wyryty w mózgu, więc etap z wizualizacją nie powinien stanowić problemu. I tak też się rzeczywiście stało. Po złożeniu odpowiedniej pieczęci buchnął dym przysłaniając tym samym testowaną. Gdy ten jednak opad, na miejscu Shirayuki stała idealna kopia nauczyciela. Egzaminatorzy kiwnęli bez słowa głowami i zanotowali coś na kartach. Nim zdążyła się przemienić, do sali weszła jedna osoba z drewnianym pieńkiem, rozmiarowo zbliżonym do Hyuugi. Od razu wiedziała co będzie musiała zrobić. Nie przepadała za techniką kawarimi. Swojego czasu miała z nią dużo problemów i nie chciałaby przez nią oblać swojej szansy. Tak też się nie stało, chyba. Skupiła się najmocniej jak potrafiła. Pieniek, to słowo ciągle błądziło w myślach. Zamknęła oczy, skumulowała odpowiednią ilość chakry, a gdy otworzyła białe oczęta, znajdowała się w miejscu gdzie wcześniej stało drewno. Ucieszyła się w duchu, ale nie chciała tego okazywać. Nie mogła sobie na to jeszcze pozwolić. Nie znała wyników, i w sercu wciąż kiełkowała niepewność. Ostatnim testem okazała się technika podziału. Z tych trzech jutsu to było chyba najłatwiejsza. Może dlatego, że uczyli się jej na praktycznie samym początku swojej przygody w akademii. Bardzo dobrze wspominała treningu tej techniki. Żeby zaliczyć musiała jedynie podzielić się na dwie postacie, co też uczyniła bez żadnego problemu. Klon radośnie pomachał egzaminatorom i zniknął w kłębie dymu po tym jak, ci dokładnie go obejrzeli. Teraz jednak musiała opuścić salę i czekać na wynik końcowy.



Opanowane techniki: Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Kihon Iryō no Kenmei, Kanningu no Jutsu,
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza:
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 8
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 17
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
 
Posty: 31
Dołączył(a): 14 lis 2018, o 21:23
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Kurogane Anaki » 11 mar 2019, o 00:17

Słońce powoli wznosiło się nad horyzontem, długie poranne cienie padały na ulicę, bezchmurne niebo koiło oczy swym błękitem, czy w takich warunkach mogło stać się coś złego? Wszystko zależy od ludzi, ich podejścia do życia, charakteru i innych cech, dla młodej Anaki właśnie nadejść miał najgorszy moment poranka. Głośny dźwięk budzika uderzył niczym dźwięk gromu przeszywając czaszkę dziewczyny bólem. To nie tak, że młoda Kurogane nie lubiła poranków, czy gardziła czasem spędzanym w akademii, najzwyczajniej w świecie nie lubiła wstawać rano, gdyby mogła wybierać wolałaby przesypiać dnie i żyć nocą, no ale tak się nie dało. Z trudem podniosła ciężkie powieki i jednym celnym ciosem uciszyła ten nieszczęsny budzik w myślach błogosławiąc tego, który wymyślił opcje drzemki. Obróciła się na drugi bok i postanowiła skorzystać z dodatkowych dziesięciu minut tak potrzebnego do funkcjonowania snu. Czas minął szybko, wystarczyło by dziewczyna na chwilę zamknęła oczy, a piekielny ryk rozległ się po raz kolejny. Bezsilna wobec czasu Anaki musiała ewakuować się z miękkiego łóżka, po raz kolejny uciszyła potworne urządzenie i usiadła na łóżku. Krótkie spojrzenie w znajdujące się na przeciwległej do jej twarzy ścianie było jedyną rzeczą, której potrzebowała, aby dojść do wniosku, że powinna kłaść się wcześniej, podkrążone oczy były jej znakiem charakterystycznym w tym okresie życia. Nie myśląc wiele dziewczyna ubrała się, zjadła, wzięła to co potrzebne i skierowała w kierunku akademii, miejsca które powinna opuścić już rok wcześniej.


Na całe szczęście mieszkała na tyle blisko, by podczas przemierzania krętych uliczek osady nie naszła jej myśl o zrobieniu sobie wolnego, no może ją nachodziła, ale zwykle była już na miejscu nim zdążyła się zdecydować na wykonanie taktycznego odwrotu. Dzień zapowiadał się zwyczajnie i taki też miał być, po przekroczeniu bram od razu udałą się pod drzwi klasy, by wraz z innymi w większości młodszymi od siebie uczniami czekać na przybycie sensei'a. Tak jak co dnia przywitała wszystkich i zajęła swoje miejsce siadając pod ścianą. Nie myślała o właściwie o niczym, patrzyła przed siebie, a w jej oczach widać było jedynie odbijającą się pustkę. Młoda Kurogane nie lubiła czekać, traktowała to jak stratę czasu, gdyby została w domu nieco dłużej przynajmniej wykorzystałaby go na odpoczynek, a tak pozostawało jej jedynie beznamiętne czekanie. Po krótkiej, choć zdającej się trwać wieczność chwili pod salą pojawił się mężczyzna w wieku przynajmniej czterdziestu lat, wyglądał jak typowy shinobi, chociaż z tego czego dziewczyna zdołała się dowiedzieć zdążył on porzucić fach wojownika, by w pełni oddać się nauczaniu nowych pokoleń, mających w przyszłości stać się podstawą trwania osady. Zbieranina kolorowych postaci jaką było grono uczniów, wlała się do pomieszczenia i szybko rozsiadła w ławkach, Anaki tak jak zawsze zajęła miejsce w ostatniej ławce. Ten dzień mieli zacząć od wykładu o uzbrojeniu, chociaż temat wydawał się ciekawy, to mężczyzna prowadzący zajęcia, miał głos równie monotonny co charakter. Z każdym kolejnym słowem, głowa kunoichi opadała coraz niżej i niżej, powieki stawały się coraz cięższe, dziewczyna starała się walczyć, ale przeciwnik okazał się zbyt silny, a ciemność pochłonęła jej świadomość. -Prawda Anaki?- Głos sensei'a, w połączeniu ze szturchnięciem przez kolegę z ławki były wystarczającymi bodźcami, by dziewczyna otworzyła oczy i odruchowo przytaknęła. Czasem zapominała, że niektórzy zadają pytania, tylko po to, by sprawdzić czy ktoś słucha, czasem trochę szczęścia nie zaszkodzi. Po krótkiej, przynajmniej z perspektywy młodej Kurogane drzemce lekcja dobiegła końca. Te i podobne skupione wokół teoretycznej części skrytobójczego fachu wykłady mijały jej w podobny sposób, drzemka, robienie notatek niczym automat, czasem przeplatane z tępym patrzeniem w pustkę, wypełniały jej czas. Może i nie dała sobie rady podczas poprzedniego egzaminu, ale już raz uważała na tych zajęciach i niezbyt jej to pomogło, tak więc pozostało jedynie czekać na to co lubiła najbardziej.


Gdzieś w okolicach południa stagnacja została zakończona, a zaczęły się zajęcia fizyczne, nie była pewna co zadecydowało o przeprowadzeniu ich w pełnej krasie pustynnego słońca, może był to sadyzm nauczycieli, a może ich chęć, by przystosować uczniów do działania w ekstremalnych warunkach, z resztą jakie to miało znaczenie? Mimo, że dziewczyna swoją posturą nie wyróżniała się z tłumu, już rok wcześniej osiągała jedne z lepszych wyników wśród rówieśników, teraz zyskując dodatkowy atut w postaci wspomnianego dodatkowego czasu na ćwiczenia, uważała się za prawdopodobnie najlepszą, chociaż wyniki nie zawsze to potwierdzały. Właściwie jeśli chodziło o szybkość, zręczność czy umiejętności walki wręcz nie musiała się przejmować, nie dawała z siebie wszystkiego, a mimo to wygrywała, jedynie część lepiej przystosowanych do ćwiczeń siłowych chłopców zmuszała ją do dawania z siebie wszystkiego. Ten jeden dzień zapamiętała tylko z jednego względu, słów które sensei wypowiedział, gdy już wszyscy opuszczali pole treningowe, słów które wydawały się bezpośrednio skierowane do niej.


"Bycie silniejszym, niż inni nie jest żadnym osiągnięciem, zawsze musicie starać się przewyższyć samych siebie, tak długo jak oglądacie się za słabszymi, nikt z was nie pozna prawdziwego sensu słowa shinobi...


Opanowane techniki:
Kihon Iryō no Kenmei (Iryojutsu)
Kai (Ninjutsu)
Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
Bunshin no Jutsu (Ninjutsu)
Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu)
Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
Henge no Jutsu (Ninjutsu)

Rozwinięte atrybuty:
Siła na D
Wytrzymałość na D
Szybkość na D
Kontrola Chakry na D
Siła Chakry na D

Zdobyta wiedza:
Uzbrojenie shinobi - 1
Krainy podległe Tsuchi no kuni - 1
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 1
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 7
Potrzebne PN: 23
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 7
Dołączył(a): 8 mar 2019, o 00:46
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Tanaka Agil » 11 mar 2019, o 19:49

Pierwszy dzień szkoły przypadł na poniedziałek. Był to ładny dzień - nie było za ciepło, a chmury nie przysłaniały błękitnego nieba. Agil wstał wcześnie rano - na tyle, by móc spokojnie wziąć prysznic, zjeść pożywne śniadanie, a nawet zamienić z ojcem kilka zdań. Oboje byli bardzo podekscytowani: pierwszy, ponieważ spełnia swoje największe marzenie, drugi, ponieważ rozpiera go duma. Mężczyzna był zwykłym kowalem, a wojownik w rodzinie zawsze był wdzięcznym tematem do rozmów. Co prawda nie znał jego potencjału, a tym bardziej umiejętności i możliwości... Jak to się mówi - czas pokaże.

Dzieciaki z pierwszej klasy były młodsze od Agila. Chłopak zmarnował kilka dobrych lat przez chorobę - problem z krwią to bardzo rzadka dolegliwość z którą niewielu medyków na świecie potrafiło sobie poradzić. Agil przezwyciężył chorobę przy pomocy nieznajomego, zakapturzonego mężczyzny, który w tajemniczy sposób go uzdrowił. Lata mijały, jednakże nikt nadal nie wie w jaki sposób to wszystko się wydarzyło. Były to czasy bardzo nieprzyjemne i ogromnie samotne, takie o których nie chce się pamiętać... gdyby nie pewna osoba: dziewczyna, która bardzo często odwiedzała kogoś z rodziny. Szpital nie był wielki, więc każdy znał każdego. Nigdy nie zamienili ze sobą zdania, jednakże jej widok sprawiał, że Agil czuł nadzieję. Nadzieję, że jego życie może się odmienić... I się odmieniło.

Dziewczyna zaczęła naukę w tym samym roku, a młody Tanaka od razu ją dostrzegł. Nie wiedział, czy go poznaje, jednakże on był pewien. Nie widział jej od kilku lat, a jednak nie bardzo się zmieniła. Gdyby tak głębiej o tym pomyśleć nastolatek nie wiedział nawet, czy ona kiedykolwiek zwróciła na niego swoją uwagę. Zdecydował, że chciałby bezsprzecznie ją poznać. Domyślał się, że Akademia to może być bardzo przyjemny czas... gdy tylko znajdą się obok odpowiednie osoby.

Wokół było naprawdę wiele ludzi - nowych, którzy wraz z rodzicami czekali na pierwsze chwile. To oni byli najbardziej zdezorientowani i zagubieni. Wszyscy tak naprawdę nie wiedzieli czego się spodziewać. Agil, mimo, że był starszy, również nie wiedział co będzie się działo w trakcie najbliższego roku. Obserwował nowych kolegów z klasy. Dostrzegł małą grupkę chłopców, którzy nie wyglądali na zbłąkanych - znał ich. Na osiedlu denerwują wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób odróżniali się od reszty. Stali blisko tej dziewczyny i obserwowali ją niezwykle uważnie. Jej długie, szare włosy, były niespotykane w tych okolicach i to najwidoczniej wzbudzało w nich skryty śmiech. I oni byli w podobnym wieku co Agil. Do rozpoczęcia pierwszego apelu zostało jeszcze kilkanaście minut. Zanim chłopaki zaczęli dokuczać już i tak niepewnie czującej się dziewczynie, Tanaka nie miał zamiaru czekać. Schylił się by wziąć do ręki niewielki kamyk - dobrze wyważony, by doleciał tam gdzie miał dotrzeć i jednocześnie można było poczuć uderzenie. Wykonał szybki ruch... by w następnej chwili już uciekać przed bandą rozwścieczonych dzieciaków. Agil znał ich doskonale, bowiem nie raz już zdarzyło się, iż musiał przed nimi wiać. Tym razem było podobnie. Czwórka, niekiedy piątka... to raczej nie sprawiało wielkiej różnicy. Może mocni byli i czyste uderzenie mogłoby sprawić jakieś tam problemy, ale szybkością, czy też intelektem żaden z nich nie grzeszył.

Został jeden z całej grupki. Reszcie się odechciało, albo nie miała siły dalej biec. Ten z limem pod okiem patrzył na czarnowłosego ze szczerą furią. Nie raz już udawało mu się uciec, ale tym razem do tego nie dojdzie! Podniósł dłonie na wysokość policzków i zacisnął je w pięści. Lewy prosty był zaskoczeniem - ukryć się nie da. Dzieciak ledwo go uniknął. Jednakże prawdziwą niespodzianką był natychmiastowo wyprowadzony drugi cios - już prawą ręką. Podbródkowy. On już trafił. Agilowi udało się nie przewrócić, jednakże było blisko. Nie spodziewał się takiego oporu. Przyjrzał się jeszcze raz temu chłopakowi. Na dobrą sprawę jego akurat nigdy wcześniej nie widział. Był nowy? Nie wiedział. Szybko się otrząsnął. Odczuł uderzenie na swojej brodzie.

Uśmiech. To pojawiło się na jego twarzy. Walka jest czymś, co Tanaka kochał. Często wdawał się w pojedynki z dzieciakami, którzy nabijali się z jego byłej choroby. Przygryzł walki. Mogło być, iż będzie to jego najtrudniejszy rywal. Już widział, jak blondynek leży na ziemi. Jak błaga o pomoc... Jak nie może się podnieść bez czyjejś pomocy. I wtedy właśnie dostrzegł coś niespodziewanego czemu towarzyszył wybuch obłoku dymu. A zanim zrozumiał, już dostał zaciśniętą ręką w twarz. Zachwiał się, złapał za lewy policzek. I dostrzegł sławetnego nauczyciela pierwszej klasy Akademii Ninja. To on był twarzą tego przedsięwzięcia.
- Rok się nie zaczął, a już walczycie? Nie traćcie sił. Uwierzcie mi - niedługo będziecie ich potrzebowali. A tymczasem marsz na apel! Zaraz będzie mówił nasz Czcigodny Hokage. Chyba nie chcecie nie okazać mu należytego szacunku? Oj, uwierzcie, że nie chcecie! - twarz mężczyzny była na tyle groźna, że ani Agil, ani blondynek, nie mieli w głowie czegoś wbrew tym wszystkim słowom. Zgodnie pobiegli w wyznaczone miejsce. A pojedynek dokończyli następnego dnia: walcząc dwóch na dziesięciu. Kara musi być! O karze się nie zapomina!

Opanowane techniki:
  • Kai
  • Bunshin no Jutsu
  • Kawarimi no Jutsu
  • Henge no Jutsu
  • Ki Nobori no Shugyō
  • Nawanuke no Jutsu
  • Suimen Hokō no Gyō
  • Manji no Jin
  • Kanningu no Jutsu
Rozwinięte atrybuty:
  • Siła D
  • Szybkość D
  • Wytrzymałość D
  • Siła chakry D
  • Kontrola Chakry D
Zdobyta wiedza:
  • Wiedza o istnieniu zwierząt paktowych
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 7
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 2
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 11
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Myśli
Mowa
 
Posty: 117
Dołączył(a): 8 mar 2019, o 12:01
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Chinoike Rai » 13 mar 2019, o 17:35

— Dzisiaj jest rocznica. — Odezwał się chłopiec o śnieżnych włosach do starszego od siebie chłopaka z podobnym kolorem. Sam wyglądał jak jego mniejsza karykatura, a gdyby podstawić ich obok siebie, zdecydowanie każdy by ich określił prawie idealnymi kopiami. Któż mógłby powiedzieć więcej, gdy zobaczył rodzeństwo. Shinra był starszy, bardziej doświadczony o czym świadczyła zresztą jego ranga. Był Jouninem i starał się zawsze być poważny wobec Raigi. Który zresztą nie chciał też zawieść swojego brata. Mogli w większości liczyć na siebie z racji, że dziadek był zawsze tym, który ich stawiał naprzeciw siebie, aby stali się “twardsi niż kamień”, jak to mawiał. Nie na tym jednak to polegało. Zwłaszcza nie na tym.
— I co z tego? To, że odwiedzimy ich dzisiaj nie sprawi, że zmartwychwstaną. Zacznij lepiej interesować się akademią. Jeszcze będziesz miał okazji do płakania nad nimi. — Płakania? On nie płakał, nigdy tego nie robił, bo dziadek mówił, że płacz jest dla słabych, a oni nie są. A kiedy mówił, że to nic złego, został spoliczkowany. “Płacz jest dla słabych”.
***
Siedział w szkolnej ławce, przyglądając się jedynie widokowi zza okna. Wiatr przesuwał chmury po niebie, a one sunęły pod jego komendą. Czasami mu się zdawało, że sam był taką chmurą, a jego dziadek to wiatr, który go popychał go w przód. Zastanawiał się czy to właśnie tak to miało wyglądać. Z tego rozmyślania przerwał mu głos nauczyciela, który zwrócił się jego pełnym imieniem. Tak bardzo nie lubił, kiedy ktoś go tak nazywał. Wolał swoją skróconą formę.
— Raiga, powiedz wszystkim różnicę między ninjutsu a fuuinjutsu. — Nauczyciel zerkał na niego srogim spojrzeniem, chociaż i tak wiedział, że białowłosy zna odpowiedź. Chciał tylko pokazać autorytet wobec innych uczniów. Dzieciak odwrócił na niego wzrok i powiedział. — Jedno manipuluje formą czakry, drugie przelewa ją na zwoje. — Krótkie zdanie, nie chciał za dużo mówić, bo nie będzie popisywał się tym, że wie więcej od innych. Bo wiedział, ale nie miał potrzeby udowadniania tego przed wszystkimi innymi. Jakby to wszystko miało sens. Zwłaszcza, że nic z tego potem nie dostanie w zamian od innych. Nie liczył na to. Mazał jedynie tuszem po kartce na lekcjach kaligrafii. Niby mieli pisać szybko, ale zawsze wolał być czytelny. W końcu czytelność i szybkość wejdzie mu w nawyk. Przyda się to w późniejszym czasie, gdy będzie trzeba zdawać raporty z misji.
***
— Trzymaj lewą nogę, gdy chcesz zrobić zamach prawą ręką. Przeniesiesz ciężar na niedominującą stronę. — Chinoike Ryuugo swoim twardym głosem udzielał wskazówek wnukowi jak ma robić zamachy rękawicą łańcuchową. W przeszłości sam jej zresztą używał, więc wiedział w jaki sposób ma pouczać krew swojej krwi, która w przyszłości ma być godnym przedstawicielem ich klanu. Białowłosy nie chciał się sprzeczać, bo wiedział, że to nic tak naprawdę nie da, a jego brat przechodził przez to samo piekło. To nie rodzice zajmowali się ich treningiem, a właśnie dziadek. Oni byli zajęci wykonywaniem ważnych misji. Do momentu tragedii, kiedy jedno zadanie zniszczyło ogniwo ich rodziny. Od tamtej pory Ryuugo narzucał wnukom większy reżim treningu, aby i właśnie ich los nie zabrał tak szybko. Sam zresztą mówił, że wcześniejsze pokolenia były twardsze niż to teraz. Więc chciał, aby jego wnuk narzucał nowe metody. Męczył się, ale miało być to późniejszym owocem w postaci dobrze zbudowanego shinobi. Budulca, który miał stworzyć wioskę silniejszą. Krył się w tym jakiś głębszy sens…
***
— Shinra, nie idź. Mam złe przeczucie. — Białowłosy przemówił cicho do brata, kiedy ten zakładał swoje uzbrojenie shinobi. Widział jak ostatnie pasy jego pancerza zostały już przez niego zaciśnięte, a na twarzy chowała się maska, która skrywała jego tożsamość. Działał dla dobra wioski, a musiał kryć swoją twarz. Czyli była to sprawa państwowa. Młodziak nie wiedział na ile nie będzie brata. Starszy brat jednak położył mu na głowie rękę i uśmiechnął się, przez chwilę nic nie mówiąc. — Zaraz wrócę, zaopiekuj się dziadkiem. — Zawsze tak mówił, chociaż wiedział, że nie wróci za godzinę czy dwie, a może za kilka tygodni. A dziadek też nie potrzebował opieki. Shinra po prostu chciał, aby Rai zajął się samym sobą. Widać zmartwienia brata były tylko jego własną sprawą, a nikt inny nie powinien się do nich mieszać. Jedyne co pamięta następnie to właśnie jego kroki, wychodzące z ich posiadłości. Białowłosy pobiegł jeszcze zanim, aby zobaczyć w którą stronę idzie. Brama wioski, więc raczej z kimś. Większe prawdopodobieństwo, że przeżyje.
***
— Cześć, mamo i tato. Właśnie zdałem egzamin, będę mógł robić to samo co wy. Dziadek nadal się wścieka, że za mało trenuję, ale chyba już trochę po tych latach zmiękł. Sam narzucam już sobie tempo treningów i chyba niedługo będę miał swoją pierwszą misję. Chyba sam sobie radę… Wybaczcie, śpieszę się. Muszę jeszcze odwiedzić Shinrę. — Rai wymienił zwiędłe kwiaty białych lilii i zalał świeże wodą, którą zakupił jeszcze w sklepie. Zapalił kadzidełko i zaraz złączył dłonie. Po chwilowej ciszy podniósł się z klęczek i ruszył z kwiatami. Szedł przez nagrobki, kiedy stanął przy jednym z nich. To był grób Shinry. Przysięgał, że wróci. Nie mówił jednak jak. Czy więc opieka nad dziadkiem nie znaczyła wtedy czegoś innego. Nie chciał o tym myśleć, zapalając kadzidło i składając dłonie. W głowie miał tylko myśli, że przysięgał mu powrót… Ale jednak nie zawsze trzeba było mu ufać. Zwłaszcza, że tyle razy mówił, aby zadbać o własną przyszłość. A teraz został tak naprawdę sam, nie mając z kim wymienić prawdziwie rodzinnych myśli. Stał się kolejną, przeciętną osobą. Tyle, że dziadek nadal chciał go wytrenować na prawdziwego potwora. Czy się nim stanie? Tego sam nie wiedział.

Spoiler:
 
Posty: 3
Dołączył(a): 6 mar 2019, o 05:52
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Yuki Rynenn » 18 mar 2019, o 00:38

Pierwszy dzień w Akademii a Ja jak zwykle Jestem już spóźniony. Wykładowca Taijutsu patrzy na mnie z rozczarowaniem.
-Ehhh twoi rodzice wspominali że nie będziesz najłatwiejszym uczniem. Dobrze , zajmij miejsce. - Mówi spokojnie
Nie mówiąc nic spokojnie siadam na miejsce obok czarnowłosego chłopaka w ostatnim rzędzie. "Będę musiał tu przychodzić przez kolejne kilka lat... Masakra"
***
Po paru miesiącach nudnych jak flaki z olejem nauk teorii podstaw Ninjutsu, Taijutsu, Genjutsu i jakże przeze mnie znienawidzonego Iryōjutsu z którym mam totalne problemy oraz pozostałych mniej lub bardziej przydatnych technik nadszedł czas na praktykę. Jedyny problem w tym, że nie chciało mi się wstawać i po raz kolejny jestem totalnie spóźniony. Gdy widzę już miejsce docelowe pozostali uczniowie już ćwiczą.
-Rynenn! Czy ty kiedykolwiek zjawisz się u mnie na lekcji punktualnie?! -Zaczął pokrzykiwać Sensei - Uczyłem już nie jednego z klanu Yuki ale ty jesteś pierwszym tak leniwym... zresztą i tak to do ciebie nie trafi więc choć tutaj. Będziesz następny.
- Przepraszam Sensei ale czy nie byłoby uczciwie aby reszta klasy która czeka na swoją kolej już dostatecznie długo nie zaczęła szybciej? - odpowiadam z udawaną troską.
Sensei spogląda na mnie takim spojrzeniem że aż ciarki przechodzą mi po plecach. Nic więcej nie mówiąc wychodzę na środek i spoglądam na oponenta. -No, po prostu genialnie...fantastycznie... dla czego moim przeciwnikiem musi być Iryu z klanu Uchiha- Nim się spostrzegłem przystąpił do ataku. Staram się blokować ataki, jednak różnica w sile jest zbyt wielka i muszę ratować się unikami. -Przecież to jest bez sensu- Myślę po czym daje przeciwnikowi wyprowadzić cios który powala mnie na ziemię, jeszcze tylko odrobina gry aktorskiej i Sensei przerywa ten bezsensowny sparing.
***
Jakiś czas później wybrałem się z Iryu na ramen.
-Nie rozumiem cię Rynenn. Dla czego za każdym razem gdy trenujemy dajesz mi wygrać nawet bez walki. Nigdy nie uwierzę w to że nie umiesz zastosować w praktyce nauk.- z wyrzutem zaczyna Iryu szykując się do zjedzenia dopiero podanego dania.
-Iryu... to nie tak że nie umiem zastosować tej techniki w praktyce. Ja... ehhh przecież takie treningi są po prostu nudne. -Po tym jak rodzice zaczęli ze mną trening zajęcia w szkole wydawały się nie do zniesienia. - Zresztą chciałbym tylko zaznaczyć że na treningach z użyciem czakry jeszcze nigdy mnie nie pokonałeś. - Uśmiecham się do niego z dumą
-Wiesz co Ryn? Zamknij się i jedz to ramen - Iryu ostentacyjnie obrócił się i kończył jeść swoje Ramen.
***
I tak mijał czas w Akademii. To na nudnych wykładach, to na treningach , a popołudniami na Ramen z Iryu czy resztą klasy. Wieczorami natomiast rodzice , a w szczególności Ojciec. Pokazywali mi wiele ciekawych technik. Jednak zawsze byłem zachwycony widząc nasze klanowe Hyōtonu. Często widywałem latające po terenie Klanu ptaki Hyōton: Tsubame Fubuki które ludzie wykorzystywali jako pocztę, wysyłając je z listami do domów sąsiadów. Raz jeden miałem okazję zobaczyć nawet Ice Release: Black Dragon Blizzard. Użył go głowa naszego rodu podczas jakiejś sprzeczki starszych klanowiczów aby nie doszło do zniszczeń. Wszyscy tak się wystraszyli , że zapomnieli o wcześniejszych problemach. Wtedy właśnie poprzysiągłem nauczyć się tej potężnej techniki i zostać tym samym dumą mojego klanu.
***
Dzień Egzaminu:
W końcu nadszedł. Dzień na który wszyscy czekaliśmy. Dzień w którym wszyscy skończymy pewien etap i zaczniemy zupełnie nowe życie. Dzień w którym nie spóźniłem się na zajęcia.Na środek sali wychodzi Sensei który przez ostatnie lata był dla nas jak Ojciec.
-Dziś jest dla was ważny dzień. Większość z was pilnie się do tego dnia przygotowywała. Choć są i tacy którzy nie specjalnie się tym przejmowali. - spogląda znacząco w moją stronę, choć wyraźnie ucieszony z mojej punktualności - Niemniej jednak pragnę życzyć wszystkim jak najlepszych wyników i rozpoczęcia nowej drogi życia. - to powiedziawszy kłania się i wychodzi z sali, pozostawiając nas z dwoma egzaminatorami pisemnej części egzaminu.
Nie jest to coś co chciałbym robić w ten dzień, jednak staram się jak mogę aby jak najlepiej napisać test. Po pierwszych kilku pytaniach sądzę że nie będzie trudny, jednak odwracając kartkę widzę pytanie z Iryōjutsu. "Jest najlepiej punktowane z całego testu muszę je jakoś napisać" Rozglądam się po sali. Na szczęście Iryu siedzi niedaleko i widzi moją poważną minę. Dyskretnie chowa kartkę i podaje przez siedzących między nami uczniów. Przepełniony szczęściem rozwijam ją i pośród jakichś bazgrołów widzę napisane
-Ryn trzeba było chodzić na zajęcia ;P - Załamałem się i gniotę otrzymaną kartkę mocno zaciskając pięść ze zdenerwowania.
Kątem oka zauważam że te dziwne "bazgroły" które były wokół napisu, zaczynają układać się w spójną całość. Jeszcze chwile zajmuje mi ułożenie tej układanki, jednak to właśnie dzięki niej udaje mi się odpowiedzieć na to nieszczęsne pytanie.
Chwile po egzaminie widzę Iryu podchodzę do niego i delikatnie uderzam go w brzuch
-Myślałem że mnie coś trafi po przeczytaniu wiadomości Iryu. Chłopie nigdy więcej mi tak nie rób.
-Rynenn proszę cię. To ty co chwile przez ostatnie lata robiłeś sobie ze mnie żarty, więc nie dziw się że nie mogłem przepuścić takiej okazji choć na drobny rewanż.
-Tak czy siak, na prawdę wielkie dzięki stary. - Tym razem już przyjacielsko poklepałem go po ramieniu i odszedłem kawałek aby przygotować się do części praktycznej.
***
Ta nie była tak trudna jak zapowiadał ją Sensei. Choć może to dzięki treningowi odbytemu z rodziną. Jedyne z czym miałem
problem to elementy siłowe ze względu na moją drobną budowę. Na szczęście zostałem przydzielony do jednej grupy z Iryu który te braki nadrabiał z nawiązką.
Tak wiec pod koniec ciężkiego dnia okazało się, że wszyscy z naszej klasy zdali egzamin i już rozpoczęli marzyć o przyszłości.




Opanowane techniki: Kakuremino no Jutsu (Ninjutsu)
Opanowane techniki: Kai (Ninjutsu)
Opanowane techniki: Suimen Hokō no Gyō(Ninjutsu)
Opanowane techniki: Ki Nobori no Shugyō(Ninjutsu)
Opanowane techniki: Bunshin no Jutsu(Ninjutsu)
Opanowane techniki: Kawarimi no Jutsu(Ninjutsu)
Opanowane techniki: Nawanuke no Jutsu(Ninjutsu)
Opanowane techniki: Henge no Jutsu(Ninjutsu)
Opanowane techniki: Sennen Goroshi (Taijutsu)
Opanowane techniki: Manji no Jin (Shurikenjutsu)

Rozwinięte atrybuty:Siła na D
Rozwinięte atrybuty:Wytrzymałość na D
Rozwinięte atrybuty:Szybkość na D
Rozwinięte atrybuty:Kontrola Chakry na D
Rozwinięte atrybuty:Siła Chakry na D

Zdobyta wiedza:---
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji:10
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 20 PN
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5/5 PD
Ostatnio edytowano 18 mar 2019, o 17:30 przez Yuki Rynenn, łącznie edytowano 1 raz
 
Posty: 17
Dołączył(a): 13 mar 2019, o 23:04
Ranga: Genin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Akademia Shinobi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron