Akademia

Obrazek
W tym miejscu zwykłe dzieciaki szkolone są na przyszłych obrońców swojej wioski. Uzyskują tu podstawową wiedzę na temat zasad panujących wśród shinobi, zdolności wykorzystywania chakry czy walki wręcz. Wiedza ta pozwala im w przyszłości na dalszy rozwój, szkolenie zaś kończy się awansem na Genina - najniższy poziom shinobi.

Akademia na tym forum jest samodzielna. Wystarczy napisać post w odpowiednim temacie, wg poniższych zasad, by awansować na rangę Genina.
•W temacie można napisać maksymalnie jeden post.
•Wymagane minimum, by ukończyć akademię należy wybrać co najmniej trzy techniki ninjutsu rangi E.


Uwaga! Za opanowane techniki dla zachowania zgodności w temacie PN gracz otrzymuje wymaganą do opanowania jutsu ilość punktów nauki, automatycznie wydaną na szkolenie jakie opisał gracz w tym dziale. Gracz musi w swoim temacie PN opisać przychód punktów nauki a następnie oznaczyć ich wydanie na opanowaną zdolność. Analogicznie postępujemy w przypadku PD - gracz po otwarciu dziedziny w dōjō musi w swoim temacie punktów doświadczenia napisać ich przychód a następnie wydać je na otwarcie określonej dziedziny.


Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Akademia

Postprzez Yōgan Hyakuzawa » 18 mar 2019, o 04:32

Słońce wbiło się przez uchylone okno do pokoju nadając mu troche światła. Oznaczało to jedno, nastał nowy dzień lecz miał być on inny niż wszystkie do tej pory. To był dzień, w którym mały Hyakuzawa miał udać się pierwszy raz do akademii. Chłopak jeszcze nie wiedział co go czeka, spał sobie smacznie mając to wszystko gdzieś i mając nadzieje, że to jeszcze nie jest ten moment. Ciszę i spokój młodego chłopaka zagłuszył jednak potężny trzask drzwi od jego pokoju po którym Hyakuzawa natychmiastowo wyskoczył z łóżka nie wiedząc co się dzieje. W progu zobaczył jedynie swojego ojca, który bez słowa wyszedł. No cóż, pobudka podziałała i nie musiał dodawać nic więcej. Hyakuzawa spokojnie ubrał się i zszedł na dół jednak przed tym usłyszał trzask drzwi głównych od domu. Jego ojciec już wyszedł do pracy a matka gdzieś wcześniej wyszła także młody zjadł sobie jakieś tam śniadanie, którego skład nie jest ważny i ruszył na pierwszy dzień w akademii.

Pierwsze kilka dni w akademii minęło mu całkiem przyjemnie, dużo się nie działo przez szał organizacyjny jaki to dopadł wszystkich począwszy od nauczycieli aż po samego dyrektora placówki tak więc Hyakuzawa spał w najlepsze na lekcjach i w sumie to przez ten okres czasu nikt na niego zbytnio nie zwracał uwagii. Niestety wszystko się kiedyś kończy i szał organizacyjny ucichł tak więc skończyło się aż tak swobodne spanie na lekcjach a zaczęła się nauka. Nauka sama w sobie nie była zła o ile trzeba było tylko siedzieć i słuchać jak nauczyciel rozprawia o najróżniejszych sprawach a i można było też trochę przysnąć. Problemy natomiast zaczynały się w czasie kiedy trzeba było poćwiczyć technikę bądź samą pracę zespołową. Hyakuzawa nikogo nie znał na tyle dobrze aby sie z kimś zaprzyjaźnić także nie był też w żadnej grupie znajomych. On po prostu tam był, to że były też inne dzieciaki, które jak to dzieci były różne specjalnie go nie obchodziło.

Także z racji na brak zainteresowania jakimkolwiek przedmiotem Hyakuzawie zdarzało się nie przyjść do akademii przez co po pewnym czasie zaczął mieć kłopoty z nadrobieniem materiału. Czas mijał aż w końcu wychowawca poprosił matkę młodego chłopaka o przyjście z synem na rozmowę. -Dzień dobry.- Przywitał wychowawca mamę Hyakuzawy jak i jego samego wchodzących do sali, w której to większość czasu szkolnego spędzał chłopak.
-Dzień dobry.- Odpowiedzieli wspólnie na powitanie nauczyciela. -Jak już pewnie pani wie, pani syn opuścił się w nauce jak i obecnościach w szkole. Jeżeli nie będzie tego pilnował i nie poprawi ocen to nie zda tego roku w akademii.- Wytłumaczył nauczyciel, matka spoglądnęła na biednego w tym momencie chłopaka i zaczęła się na niego wydzierać, że kto go tak wychował? Skąd takie zachowanie? Co on teraz zrobi? Że zaraz dostanie kopa w dupe z domu a nie będzie siedział leń czyli coś co każdy kto się źle uczył w szkole i sobie ją olewał słyszał od matki. A to, że chłopak miał jakieś 10 lat to ją wcale nie obchodziło. Tak więc chłopak popłakał obiecał poprawę i dalej sobie nic z tego nie robił. No cóż, to był jego wybór. Jak zrobił? Zlewał sobie to dalej aż w końcu nie zdał roku w akademii. Jedynym plusem tego było to, że częściowo znał materiał z poprzedniego roku i był najstarszy z klasy.

Z racji na to co przeżył w domu po tym jak zawalił rok w akademii stwierdził iż nie warto aż tak mieć wszystkiego gdzieś... a przynajmniej nie akademie gdyż rodzice są upierdliwi i męczą mu o tym cały czas głowę tak więc postanowił troszkę bardziej przyłożyć się do nauki. Nie oznacza to iż zakończył spanie na lekcjach, jednak dzieki temu, że coś tam mu w głowie zostało z poprzedniego roku. Mijały dni, tygodnie, miesiące aż w końcu udało mu się zaliczyć tą klasę i przejsć do następnej, już ostatniej w akademii. Test ostateczny zbliżał się coraz bliżej ale miał przecież na to prawie rok czasu, więc czym tu się przejmować?

Tak więc w końcu to... ostatnia klasa i dalej już tylko ruszanie na misje... no i tak do śmierci. Trzeba było jednak zdać tą klase jak i sam test końcowy. Nie różniło się to od poprzednich lat w akademii. Sam Hyakuzawa nic się nie zmienił przez ten czas, dalej ma wszystko gdzieś a czas płynął nieubłaganie. Z racji iż to była ostatnia klasa to już niestety musiał przychodzić codziennie aby móc się przygotować i trochę przychylić do siebie nauczycieli. Techniki? Jakiś tam się nauczył jednakże z racji iż to jest akademia a on nie jest geniuszem to nie nauczył się bóg wie czego. Tak czy owak, dni mijały a w jego życiu nie działo się nic ciekawego.

Pewnego dnia po przekroczeniu progu klasy zauważył dyrektora akademii oraz swojego wychowawce i jakis dziwny karton z dziurą na górze. Nic na to nie mówił tylko zajął swoje miejsce i obserwował sytuację. Minęła chwila czasu, dzwonek zadzwonił, dzieciaki ucichły a dyrektor przywitał wszystkich i rozpoczął paplanine o tym, że egzamin się zbliża oraz, że musi dojść do losowania numerów na egzamin. Tak więc dzieciaki po kolei ruszyły do kartoniku i wylosowały swój numer. To samo oczywiście zrobił Hyakuzawa. Otrzymał swój numer i wrócił na miejsce nie wiedząc za bardzo o co chodzi. Następnie dyrektor opuścił salę bez słowa a wychowawca spisał numery od każdego z uczniów. Minęło kilka tygodni aż w końcu doszło do egzaminu końcowego. Zadanie było proste. Wykonać Henge no Jutsu przed komisją, takie oczywiście otrzymał Hyakuzawa, jakie otrzymali inni? O to nie pytał chociaż niektórzy nie zdali swojego zadania co byłoby pewnie smutne, gdyby nie to, że nie za bardzo go to obchodziło gdyż nie znał tych ludzi tak na prawdę. Po skończonym egzaminie otrzymał jedynie swoją opaskę i wyszedł z akademii żegnając się z komisją.



Opanowane techniki: Kai
Kawarimi No Jutsu
Henge no Jutsu
Suimen Hoko no Gyo
Ki Nobori no Shugyo
Bunshin no jutsu
Kihon Iryo no Kenmei
Rozwinięte atrybuty:
Siła D
Szybkość D
Wytrzymałość D
Kontrola Chakry D
Siła Chakry D
Zdobyta wiedza: Uzbrojenie shinobi
Pakty
Wielkie wojny
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 6
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 1
Potrzebne PN: (techniki zgodnie z predyspozycjami kosztują 1PN, bez predyspozycji 2PN a zgodnie z wadą 3PN) 15
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 161
Dołączył(a): 14 mar 2019, o 19:24
Ranga: Chūnin

Re: Akademia

Postprzez Shingeki » 20 mar 2019, o 18:34

Wpadające do pokoju promienie słoneczne, skupiły się niczym przez soczewkę na jednej z powiek Shingekiego, sprawiając, że ten leniwie obrócił się na drugi bok, chcąc nieco przedłużyć swój sen. Jednakże ów sytuacja zbiegła się z donośnym, kobiecym głosem, który był mu aż nadto znany. Tożsamość kryjąca się pod tym głosem, to nikt inny jak jego matka, która każdego dnia musiała na niego nawrzeszczeć, z resztą on sam dawaj jej ku temu liczne powody.- Ile razy mam Cię wołać abyś przyszedł na śniadanie, zaraz wszystko Ci ostygnie i dodatkowo znowu spóźnisz się na zajęcia - Chłopak, który zarówno na skutek słońca jak i jego rodzicielki, został gwałtownie wyrwany z objęć Morfeusza. Będąc lekko nieprzytomnym, miał problem aby poukładać myśli w jedną, zgrabną całość. - Jakie śniadanie ?.. I o jakie to znowu zajęcia jej chodzi..? Próbując ustalić o co dokładnie chodzi, niezgrabnie podrapał się po głowie, rozczochrał i tak już potargane włosy. Po chwili, gdy jego mózg zaczął kontaktować, a ten zaczął układać myśli w zgrabną całość, zdał sobie sprawę, że zaspał i znowu się spóźni na zajęcia w akademii, co z całą pewnością nie umknie jego nauczycielowi, który raczej nie słynie z wyrozumiałości.

Dokończywszy swoje przemyślenia, które nad wyraz szybko ułożyły mu pewien obraz konsekwencji swojego zaniechania, zaczął w trybie natychmiastowym szykować się do wyjścia. Gdy już skompletował całą garderobę i ją przywdział, otworzył okiennice w jego pokoju i wyskoczył na podwórze ignorując wołającą matulę i zaczął gnać ile sił w nogach w kierunku szkoły. Mimo iż zaspał, to jednak miał jeszcze chwilę aby zdążyć na styk, o ile na jego drodze nie wydarzy się nic nieoczekiwanego. Podczas gdy żwawo przybierał nogami, zauważył jak dwójka nieco starszych chłopaków dokucza jednemu, z jego kolegów. Nie mógł tego zignorować i zmieniając kierunek biegu, ruszył w ich stronę. Gdy tylko zbliżył się do jednego z nich, wykonał kopnięcie prosto w cztery litery oponenta, który zaskoczony całym zajściem, poleciał prosto przed siebie, wpadając niezdarnie w kałużę. Drugi z chuliganów, który mu towarzyszył ruszył z pięściami w jego kierunku, łapiąc go za szalik i powodując upadek. Gdy runął na tyłek, obrócił się na bok i kopnięciem w przeciwstawną nogę spowodował upadek tego drugiego. W czasie, gdy młodziki bili się między sobą, ktoś zaalarmował jeden z patroli, a Ci nie zwlekając przybiegli na miejsce zdarzenia i obezwładnili towarzystwo. Jako, że Shingeki jako jedyny z czwórki tam obecnych chłopaków szkolił się na przyszłego shinobi, został doprowadzony do akademii przez jednego z chuuninów. Gdy dotarli do jego klasy, jego rozjemca natychmiast poinformował nauczyciela o całym zajściu. W ramach kary, chłopak przez cały dzień musiał siedzieć na podłodze, nieopodal pulpitu nauczyciela. Na domiar złego, nie zjedzone śniadanie zaczynało mu się dawać w znaki..
Lekcja na którą oczywiście się spóźnił, dotyczyła podstawowych pojęć dotyczących rozwiniętych technik ninjutsu, służących do pieczętowania i przywoływania różnych rzeczy. Jako, że niecodziennie tego typu lekcje są prowadzone, to nauczyciel postanowił zaprosić jednego, ze znanych i szanowanych Jouninów wioski Oto Gakure, który specjalizował się w tego typu sztukach shinobi. Podczas swojego wykładu, skupił się on na przyzywaniu zwierząt, które w różnoraki sposób, mogły pomóc shinobiemu podczas wykonywania obowiązków, pośredniej lub bezpośredniej konfrontacji. Mimo iż Shingeki nie należał do tych, których teoretyzowanie jakoś szczególnie pociągało, to jednak ów zajęcia przykuły jego uwagę..

Gdy skończyły się zajęcia teoretyczne, grupa uczniów, razem z Shingekim ruszyła na podwórze, gdzie wcześniej został przygotowany specjalny tor przeszkód, który miał za zadanie sprawdzić postępy w aspekcie fizycznym każdego z uczniów. Tor został zaprojektowany w taki sposób, aby mógł sprawdzić w jakim stopniu rozwinęli się poszczególni uczniowie, które z aspektów są przynajmniej poprawne a nad którymi muszą jeszcze popracować, aby być gotowymi do egzaminów końcowych. Poszczególne stacje i kombinacje przeszkód sprawdzały wytrzymałość, siłę, szybkość, zręczność ale również szybkość podejmowanych decyzji i ogólną orientację, które są niezbędne dla każdego shinobi.
Gdy nadeszła kolej Shingekiego, ten ruszył zdecydowanym krokiem do pierwszej z przeszkód, którymi były drabinki, na których trzeba było się wspinać, aby uniknąć pola, porośniętego pokrzywami. Jako, że chłopak dość często podczas zabaw i treningów wspinał się i skakał po drzewach, to ów przeszkoda nie stanowiła dla niego dużego wyzwania, chociaż musiał być cały czas skupionym, aby mocno i stabilnie chwytać się kolejnych szczebelków. Następnym etapem było pokonanie rozplątanie liny, którą następnie trzeba było przerzucić przez ściankę i przy jej pomocy pokonać pionowo stojącą przeszkodę. Mimo początkowych trudności, chłopak poradził sobie i z tą przeszkodą, podobnie jak z etapem, który polegał na szybkim przebiegnięciu małego bajorka, na wąskiej belce. Niestety, ostatnia z przeszkód nieco przerosła jego możliwości, bowiem opierała się na podniesieniu ciężkiego kartonu i wrzucenia go na wysoki blat stołu. Siła niestety od zawsze była piętą achillesową młodego adepta, co starał się zamaskować swoim sprytem i pomysłowością. Mimo wszystko uzyskał całkiem satysfakcjonującą ocenę końcową, bowiem pozostałe aspekty były zadowalające..

Upłynęło trochę czasu od ostatniego testu sprawnościowego, Shingeki jak co dzień, kierował swoje kroki w stronę akademii. Gdy tylko dotarł do klasy, zauważył, że wszyscy ustawieni są w kolejce, na przeciw której siedziała komisja, składająca się z ich nauczyciela oraz dwóch niezależnych shinobi. - Jak mogłem zapomnieć, że dzisiaj jest wcześniejszy termin egzaminu na Genina dla chętnych ?! Nieco spanikowany chłopak, natychmiast zaczął dopytywać się rówieśników, jakież to zadanie ich czeka aby zdobyć rekomendację. Okazało się, że muszą wykonać technikę transformacji, co nie było ani słabą ani mocną stroną zapominalskiego kandydata. Kolejka topniała z każdą minutą a nieprzygotowany chłopak starał się uspokoić i dobrze zaprezentować przed komisją. Gdy nadeszła jego kolej, stanął z pewną siebie miną, która była nieco wymuszona, ale jednak.. Złożył ręce w odpowiednią pieczęć, zmieszał pokłady energii duchowej i fizycznej, zwane chakrą i przemienił swój wygląd na obraz i podobieństwo swojego nauczyciela. Na jego szczęście technika była na tyle poprawna, że zyskał on aprobatę całej trójki shinobi, którzy mieli za zadanie zweryfikować kwalifikacje uczniów i wręczyli mu opaskę z charakterystyczną ósemką, która była symbolem jego wioski.

Opanowane techniki: Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Kai, Ki Nobori no Shugyō, Suimen Hokō no Gyō, Kan'ningu no Jutsu
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Siła Chakry, Kontrola Chakry.
Zdobyta wiedza: Pakty, Dziedziny Shinobi: Ninjutsu.
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 7
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 1
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 9
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5PD
 
Posty: 3
Dołączył(a): 19 mar 2019, o 23:49
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Kurogane Souei » 26 mar 2019, o 17:14

Pobyt Soueia w akademii ninja był niezwykle zabawnym doznaniem. W skład słowa zabawne wchodziły nie tylko liczne pomyłki ze strony dzieciaków oraz ich rodziców, którzy myśleli że jest on członkiem personelu placówki, ale także liczne kary, które ten otrzymywał za częste spóźnienia i spore braki w wiedzy. Nie znaczy to oczywiście że Souei jest głupi, ma on po prostu słabą pamięć. Tak więc śmiało można powiedzieć że liczba okrążeń, które ten zrobił dookoła akademii sięgała liczby czterocyfrowej. Spory problem sprawiało mu też zapamiętywanie listy pieczęci, które ten musiał wykonywać przed użyciem poszczególnych technik. Zapewne do tej pory miałby z tym problem gdyby nie jeden z nauczycieli, który pokazał mu technikę szybkiego zapamiętywania. Souei miał układać w głowie krótkie historyjki, w których po kolei ukazywały się nazwy znaków. które ten miał złożyć. Po jakimś czasie ten nie musiał już pamiętać o historiach bo pamięć mięśniowa zrobiła swoje. Pominę w tej historii wszelkie wzmianki o zajęciach teoretycznych bo mijały się one z celem. Gdyby spytać staruszka, o którąkolwiek z formułek, które musieli wykuć na blachę to ten prawdopodobnie grał by na zwłokę mówiąc coś w stylu "to świetnie pytanie". Nie mówię oczywiście że niczego go to nie nauczyło. Ściąganie wszakże też jest przydatną umiejętnością. Jak by tak pomyśleć to może o to właśnie w tym wszystkim chodziło. Staruszek miał zostać ninja, a ninja pozyskują niepostrzeżenie informacje... o proszę.

Warto wiedzieć o tym że mimo iż pomiędzy nim, a innymi uczniami widoczna była spora różnica wieku to dzieci w pewien sposób go zaakceptowały. Nieraz zdarzyło się że siedziały i słuchały jak zaczarowane, opowieści o miłosnych podbojach staruszka. Wydarzył się nawet pewien incydent, w którym to Souei odegrał ważną rolę. Gdy jedna z dziewczynek złamała serce przyszłemu shinobi ten stwierdził iż nie ma po co żyć i postanowił odebrać sobie życie. Brzmi dramatycznie nieprawdaż? Pamiętajmy że dzieci to debile i patrzą bardzo krótkowzrocznie. Wystarczyło staruszkowi jednak zaledwie parę minut by chłopak ten zapomniał o swojej wybrance serca. Zapytacie pewnie jak to zrobił, a jak z uśmiechem na ustach odpowiem wam na to pytanie.... to sekret.

Z praktycznych zajęć najbardziej spodobały mu się te dotyczące ninjutsu. To na nich zrozumiał że to co wydawało mu się najtrudniejszym aspektem bycia shinobi, nie do końca nim jest. Zrozumiał tam również to że ninjutsu to coś więcej niż ogniste kule i chodzenie po drzewach. Największe wrażenie wywarło na nim Henge no Jutsu. Choć wiedział że z nie jest to doskonała technika to jednak świadomość tego iż może przybrać wygląd dowolnej osoby była naprawdę podniecająca. Henge no Jutsu było też zresztą pierwszą techniką, której ten się nauczył. Jego siłą napędową był niecny plan, który miał na celu naciąganie mężczyzn na stawianie mu drinków. Zapytacie niby dlaczego ktoś miałby postawić zniedołężniałemu starcowi chociażby piwo? Dajcie sobie chwilę, sprawdźcie jak działa Henge no Jutsu, a potem wyobraźcie sobie najpiękniejszą kobietę jaką w życiu widzieliście. Dobry pomysł nie?

Największym problemem były sparingi, ale tylko na początku. Souei nie mógł przekonać się do tego by uderzyć dziecko. Wszystko oczywiście zmieniło się gdy tylko gówniarz uderzył go pierwszy. Potem zazwyczaj rozpętywało się piekło, po którym nie dało się ustalić zwycięzcy bo to rzucenie piachem w oczy lub powiedzenie dzieciakowi że rodzice go nie kochają, nie należało do celów tego ćwiczenia. Souei oczywiście próbował się usprawiedliwiać tym, że chciał osłabić morale przeciwnika ale najwidoczniej nauczyciel nie potrafił docenić jego kunsztu strategicznego.

Warto również zaznaczyć iż nie wszyscy byli przekonani do tego iż osoba w jego wieku chce rozpocząć swoją drogę jako Shinobi. Wielu doradzało mu żeby odpuścił i zajął się czymś nieco bardziej przyziemnym. Mówili żeby został piekarze albo farmerem jednak staruszek nic sobie z tego nie robił. Było to dla niego dodatkową motywacją żeby pracować jeszcze ciężej. Trenował tyle że był najsilniejszy w całej akademii. I choć może zabrzmieć to głupio iż pięćdziesięcioletni mężczyzna jest silniejszy niż dzieciaki to trzeba pamiętać o tym iż te dzieci szkolone są do tego by stały się narzędziami w rękach swojej wioski. I choć wielu o tym zapomina to są miejsca, w których kończą się ideały, a zaczyna obowiązek wypełnienia rozkazu. Souei był tego w pełni świadomy i troszkę bolało go to kiedy widział te wszystkie uśmiechnięte twarze. Nie wierzył w to że choćby połowa z nich była w stanie kogoś zabić, by splamić swoje niewinne dziecięce ręce krwią.

Staruszek nieco stresował się egzaminem końcowym. Cholera, mniej się stresowałem przed swoim ślubem - pomyślał czując po chwili mrowienie w zatokach, któremu towarzyszył smutek na jego twarzy/ Nie ma co się smucić, życie jest na to zbyt krótkie - powiedział cicho wchodząc do sali.
Souei Kurogane? - spytał egzaminator.
Zgadza się - odpowiedział przyszły shinobi.
Dobrze, proszę nam zaprezentować technikę Henge no Jutsu - oznajmił mężczyzna.
Już się robi - odpowiedział Souei szczerząc się jak głupi do sera.


Opanowane techniki:
Kai
Kawarimi No Jutsu
Henge no Jutsu
Suimen Hoko no Gyo
Ki Nobori no Shugyo
Bunshin no jutsu
Sakki
Nawanuke no Jutsu

Rozwinięte atrybuty:
Siła D
Szybkość D
Wytrzymałość D
Kontrola Chakry D
Siła Chakry D

Zdobyta wiedza:
Uzbrojenie shinobi
Pakty

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 8
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 16
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
 
Posty: 22
Dołączył(a): 26 mar 2019, o 13:20
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hyūga Hitoshi » 31 mar 2019, o 17:18

Godzina 7 rano, dzwoni budzik. Przeciągam się w łóżku i sprawnym ruchem dłoni uciszam ustrojstwo. Nie jestem typem osoby, która lubi wylegiwać się do późnych godzin, choć nie ukrywam, że odrobina dłuższego snu by mi nie zaszkodziła. Tym razem jest jednak inaczej, bowiem zdaję sobie sprawę z tego, że czeka mnie ciężki dzień w akademii shinobi. To właśnie dziś mieliśmy odbyć zaliczeniowe sparingi, po wielu dniach przygotowań zarówno teoretycznych, jak i praktycznych. Partnera do walki mam poznać na miejscu, więc nie wiedziałem nawet, jak przygotować się do walki. Zresztą, będąc szczerym i obiektywnym, w mojej grupie nie ma zbyt wielu wybitnych jednostek. Powinienem poradzić sobie bez problemu.

- Dobra, czas wstawać - pomyślałem, przeciągając się po raz ostatni i zeskakując z łóżka. Pierwsze kroki skierowałem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic, najwięcej czasu poświęcając na układanie włosów. Później prosto do kuchni, gdzie zasiadłem przy stole i przygotowanego już śniadania. Uśmiechem powitałem moją matkę Emiko i ojca Harukiego, którzy pochłonięci codziennymi obowiązkami dawno zjedli to, co mieli przygotowane i kończyli pić herbatę. Ja równie szybko zjadłem śniadanie, postanawiając się przebrać i nieco wcześniej wyjść do szkoły. Nie chcę się spóźnić.

- Do zobaczenia - krzyknąłem na odchodne, słysząc w odpowiedzi krótkie powodzenia. Rodzice wiedzą, że dziś mam jeden z najważniejszych sparingów w mojej akademickiej karierze. Wiedzą też, że szczęście nie jest mi potrzebne, znają doskonale moje umiejętności. Nie zamierzam oczywiście lekceważyć swojego przeciwnika, niezależnie od tego, kto zostanie mi przydzielony. Muszę mieć na uwadze, że przecież nauka podstawowych technik klanu Hyūga tak naprawdę wciąż jest przede mną, więc nie powalę przeciwnika kilkoma ciosami. To będzie nieco bardziej skomplikowane.

Po opuszczeniu miejsca zamieszkania, od razu ruszyłem w stronę akademii. Pogoda była piękna: ptaszki śpiewały, słońce mocno grzało. Przynajmniej nie musiałem zastanawiać się, co ciepłego narzucić na swój strój codzienny, bo ten w zupełności mi wystarczał. Czuję w kościach, że to będzie dobry dzień. Gong. To pierwsze, co usłyszałem po znalezieniu się na terenie treningowym przynależnym do akademii shinobi. Choć mieliśmy jeszcze trochę czasu, sensei postanowił rozpocząć zajęcia wcześniej, gdyż widział, że wszyscy z mojej klasy znaleźli się już na miejscu. Nic dziwnego, nikt tego dnia nie chciał się spóźnić i być tym, na którego reszta musi czekać. Nauczyciel rozpoczął losowanie, dobierając nas w pary.

- Będzie ciekawie - pomyślałem błyskawicznie, słysząc i widząc, z kim będę walczył. Kyasupa, młodzieniec, który nie przynależy do żadnego z wielkich, szanowanych klanów Konohagakure no Sato. Jego umiejętności w zasadzie są jedną wielką niewiadomą, rzadko pokazuje na co go stać - w przeciwieństwie do mnie. Można by pomyśleć, że z uwagi na to jestem na przegranej pozycji, ale zamierzam szybko odzyskać przewagę. Tym bardziej, że będę musiał się śpieszyć, ponieważ nasza walka jest pierwsza. Cóż, najlepsze na sam początek. Niech będzie.

- Pokaż, co potrafisz - powiedziałem do przeciwnika nieco prowokująco, stając w lekkim rozkroku i wypychając przed siebie prawą dłoń w pozycji otwartej, lewą zaś ustawiając na wysokości moich bioder. Standardowa pozycja, charakterystyczna dla stylu walki mojego klanu, choć sam nie pojąłem jeszcze w pełni tej sztuki. Mój rywal nie musi jednak o tym wiedzieć. Chłopak lekko się uśmiechnął, sięgając do kabury na kunaie i wyciągając jeden z nich. Zakręcił nim na palcu, by później szybko chwycić go mocno w dłoń. Start, walka się rozpoczyna.

Kyasupa błyskawicznie ruszył wprost na mnie, trzymając przed sobą kunai w taki sposób, jakby próbował mnie nim przebić na wylot. Uniosłem nieznacznie kąciki ust, wiedząc już, co się święci. Chłopak mnie nie docenia. Prędki unik w lewo, z pełnym wychyleniem bioder wystarczył, by przeciwnik spudłował i się odsłonił. To była świetna okazja do tego, by wyprowadzić atak. Zaparłem się prawą nogą o podłoże i nasadą prawej dłoni pchnąłem Kyasupę w brzuch, powodując, że ten od razu się zachwiał i syknął z bólu. Równie prędko odskoczył, a na jego twarzy malował się wyraz gniewu. Zaczyna tracić panowanie.

- Nie denerwuj się tak, bo ci żyłka pęknie - westchnąłem, znów ustawiając się w pozycji klanu Hyūga. Moje słowa jeszcze bardziej rozwścieczyły Kyasupę, taki zresztą był mój cel. Ponownie ruszył wprost na mnie, przepełniony złością. To była moja szansa. Uniknąłem kolejnego ciosu, jednym uderzeniem dłoni wypychając broń z rąk przeciwnika, a drugi cios wymierzając prosto w jego szczękę. Zaraz po tym przykucnąłem, obracając się na pięcie i wyprowadzając z dołu kopnięcie w jego brzuch. Gdy ten stracił równowagę, złączyłem obiec dłonie i nasadami wymierzyłem cios w klatkę piersiową. Kyasupa padł, odlatując ode mnie na kilka metrów. Nie mógł się podnieść, więc sensie natychmiast zarządził zakończenie sparingu.

Wygrałem. Osłupienie w oczach moich kolegów dawało mi sporą satysfakcję, choć ja sam nigdy nie byłem tak bezlitosny, jak niektórym mogłoby się wydawać. Jeszcze większe zdziwienie wywołał więc fakt, że szybko podszedłem do Kyasupy i pomogłem mu wstać. On sam zgodził się podać mi rękę i podniósł się, choć mam wrażenie, że zrobił to, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co się stało. Uśmiechnąłem się, klepiąc go po ramieniu.

- To była dobra walka, dzięki - powiedziałem, sprawiając, że na ustach mojego nauczyciela rozbłysł szeroki uśmiech. Był ze mnie dumny. Ja chyba sam z siebie również. Niby spodziewałem się, że dam radę zwyciężyć, znając możliwości i poziom moich kolegów, ale nigdy nie lekceważę wroga, więc nutka niepewności gdzieś tam się pojawiła. Na szczęście tym razem niepotrzebnie. Nie ma sensu robić sobie wrogów, tym bardziej z własnej wioski. Kto wie, być może kiedyś będę potrzebował ich pomocy, a wtedy współpraca - bez urazów z przeszłości - będzie układać się jeszcze lepiej. Tak myślę.

    Opanowane techniki:
  • Kai (Ninjutsu)
  • Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
  • Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
  • Bunshin no Jutsu (Ninjutsu)
  • Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
  • Henge no Jutsu (Ninjutsu)

    Rozwinięte atrybuty:
  • Siła na D (Atrybut)
  • Wytrzymałość na D (Atrybut)
  • Szybkość na D (Atrybut)
  • Kontrola Chakry na D (Atrybut)
  • Siła Chakry na D (Atrybut)

    Zdobyta wiedza:
  • Wielcy shinobi Hi no Kuni: Poziom 1 i 2
  • Historia Hi no Kuni: Poziom 1

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 7
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 0
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 7
Ilość rozwiniętych atrybutów / Potrzebne PD: 5 / 5
 
Posty: 38
Dołączył(a): 28 mar 2019, o 20:38
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Uchiha Seigen » 9 kwi 2019, o 20:14

Dla Seigena ta noc należała do bezsennych, podczas której większość czasu spędził przyglądając się jeszcze nieprzebudzonemu miastu z balkonu rezydencji rodu Uchiha. Nie czuł się śpiący, wręcz przeciwnie – myśl o rozpoczęciu nauki w Akademii utrzymywała go na nogach. „Nadciągają wielkie zmiany w moim życiu… od jutra nie będę zwykłym cywilem. Rozpoczyna się nowy rozdział, a Akademia będzie kamieniem węgielnym w mojej karierze jako shinobi.” – myślał. Miał 16 lat, dosyć dużo jak na osobę, która dopiero ma wkroczyć na drogę ninja, lecz to była jego dobrowolna decyzja. Wcześniej nie miał ochoty brać na siebie tak dużej odpowiedzialności, a jego rodzice byli na tyle wyrozumiali, że pozwolili mu odłożyć tę inicjatywę. Lecz teraz, gdy powoli wkraczał w dorosłość, czuł wewnętrzną potrzebę rozwinięcia swoich talentów, w szczególności, że mówi się, jakoby wojownicy z klanu Uchiha mieli wielki potencjał…

Tego typu rozważania pochłonęły go na całą noc. Zauważywszy wschodzące słońce, Seigen postanowił wyruszyć pod budynek Akademii. Wczesna pora nie była dla niego wyjątkowa – po ulicach miasta starał się przemieszczać w godzinach, w których większość ludzi nie wychodzi z domów. Ten nietypowy zwyczaj był spowodowany awersją Seigena do społeczeństwa – w szczególności do dużych nagromadzeń ludzi, w których czuł się wyjątkowo nieswojo. Gdy już dotarł pod odpowiedni adres okazało się, że budynek był jeszcze zamknięty, musiał więc poczekać, aż nadejdzie godzina otwarcia. „Przynajmniej jestem pierwszy w kolejce…” – pomyślał, uśmiechając się lekko. Gdy w końcu doczekał się otwarcia, wkroczył do sekretariatu, podpisał się na różnego rodzaju papierzyskach i tym sposobem oficjalnie został uczniem w szkole ninja. Resztę dnia zajęły sprawy organizacyjne – nauczyciele opowiadali, czego i w jaki sposób przyszli genini będą nauczeni.

I tak mijała nauka w Akademii: Wykłady w salach, ćwiczenia fizyczne na polu, wszystko to, by ze zgromadzonej młodzieży wyszkolić dobrych wojowników. Ze wszystkich zajęć Seigenowi najbardziej przypadły do gustu lekcje o wielkich shinobi. Z łatwością przyszło mu zapamiętanie imion i osiągnięć takich ludzi jak Jiraya, Orochimaru, Hashirama, Madara. Ten ostatni w szczególności zapadł mu w pamięci, z resztą nie bez powodu…

Z innych ćwiczeń ciekawa wydawała się nauka chodzenia po ścianach. Kluczem do jej opanowania miała być odpowiednia kontrola czakry płynącej w stopach, przy jednoczesnym utrzymaniu odpowiedniej ilości czakry. Chłopak początkowo próbował osiągnąć te wymagania, stojąc normalnie, na podłodze. Chciał mieć pewność, że zanim podejdzie do próby, zna podstawy i mniej więcej wie, czego się spodziewać. Gdy przyszło mu zademonstrować tę technikę przed egzaminatorem, udało mu się przejść wymagany dystans po pionowej ścianie. Dla pewności powtarzał potem to ćwiczenie, aby w przyszłości, gdy przyjdzie mu je wykorzystać, stało się rutyną.

Po opanowaniu chodzenia po ścianach nadeszła pora na chodzenie po wodzie. W założeniu te techniki były podobne – należało opanować czakrę w stopach. W tym przypadku nacisk był jednak położony na uzyskanie i utrzymanie jednolitej ilości czakry. Dzięki dobremu opanowaniu poprzedniej techniki, dla Seigena to zadanie wydawało się łatwiejsze do zrealizowania. Po paru próbach „na suchym lądzie” przystąpił do ćwiczenia na wodzie. Wstąpił na taflę wody i starał się, by jak najdłużej utrzymać stopy na jej powierzchni.

Przyszli shinobi uczyli się technik nie tylko na polu treningowym, lecz także i w budynku akademii. Na zajęciach jedną z pierwszych technik, jakich planowano nauczyć, było Genjutsu Kai – uwolnienie z iluzji. Umiejętność ta zawiera się w opanowaniu kontroli czakry w całym ciele – aby wyjść z iluzji, należy przerwać jej przepływ, po czym ponownie przywrócić jej bieg tak, by do mózgu dotarł duży impuls czakry. Dodatkowo była to pierwsza technika, do której wykonania trzeba było składać pieczęci, konkretnie jedną. Chłopak musiał powtórzyć to ćwiczenie parę razy, by wykonać je poprawnie. „Warto jest dobrze nauczyć się podstaw, wtedy bardziej zaawansowane techniki nie będą wydawać się aż tak trudne” – myślał. Potem przyszła kolej na technikę podmiany ciała. Była to bardzo intrygująca technika, która w doskonały sposób ukazuje charakter starć między shinobi: liczy się przebiegłość i taktyka, a nie czysta siła. By wykonać tą technikę, należało złożyć pięć pieczęci i wybrać przedmiot, z którym ma nastąpić podmiana. W tym wypadku nauka wyglądała podobnie, jak w poprzednich: kilkukrotna powtórka, przyswojenie techniki, zapamiętanie jej. W taki sam sposób wyglądała nauka innych technik, lecz Seigen przykuł największą uwagę do tych wcześniejszych, wydawały mu się najpraktyczniejsze spośród wszystkich.

Zanim się obejrzał, a naukę w Akademii miał już za sobą. Oficjalnie został Geninem – Shinobi z Wioski Liścia. Wręczono mu opaskę ninja, którą przywiązał do pasa i od tego momentu nosił ją ze sobą w ten sposób. Po tym wszystkim jedyne, na co miał ochotę to uciąć sobie drzemkę. Do domu wracał bocznymi ścieżkami, nie miał ochoty przebijać się przez tłumy ludzi na głównych ulicach Konohy. Gdy był już na miejscu, od razu skierował się do swojego pokoju. Słońce jeszcze nie zaszło, lecz on czuł się na tyle śpiący, że zasłonił okna i wyłożył się na swoim łóżku.

Opanowane techniki:
Genjutsu Kai
Henge no Jutsu
Kawarimi no Jutsu
Ki Nobori no Shugyō
Suimen Hokō no Gyō
Nawanuke no Jutsu
Kihon Iryō no Kenmei
Sakki

Rozwinięte atrybuty:
Siła na D
Wytrzymałość na D
Szybkość na D
Kontrola Chakry na D
Siła Chakry na D

Zdobyta wiedza:
Historia: Wielcy shinobi Hi no Kuni 1, Dziedziny shinobi: Genjutsu

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami:0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji:7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji:1
Potrzebne PN: 17
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD:5
 
Posty: 17
Dołączył(a): 8 kwi 2019, o 15:30
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Shiin Yukio » 10 kwi 2019, o 21:26

Dwa tygodnie, tydzień. Pięć dni, trzy dni, dwa dni. Za każdym razem Yukio skreślał liczbę na swoim kalendarzu, by w końcu dotrzeć do daty, która była zaznaczona kółkiem. Nadszedł ten dzień. Nadszedł czas egzaminu. Shinryu wstał trochę wcześniej niż zwykle, by przygotować się mentalnie. Mimo wszystko lekki stres mu towarzyszył, w końcu to będzie ocena jego dotychczasowej nauki. Dodatkowo uniknie też możliwości zaspania. Na wszelki wypadek także nic nie jadł, by nie kusić losu. Przezorny zawsze ubezpieczony! Do budynku przyszedł jakieś 30 minut wcześniej, by posłuchać o ewentualnych przypuszczeniach i przeciekach od innych uczniów. Te drugie zwykle się nie sprawdzały, więc traktował to raczej jako ciekawostkę. Przed wejściem do specjalnej sali, wyznaczonej na egzamin, przywitał go jego przyjaciel, Hideki. Właściwie to jedyny przyjaciel, gdyż ze względu na cięty język Shinryu nie był zbytnio popularny w klasie. Rozmawiali między sobą na różne tematy - zarówno związane z egzaminem, jak i plotki i żarty, by przyśpieszyć upływ czasu i trochę się odstresować, aż w końcu wybiła odpowiednia godzina.
Jeżeli chodziło o teorię, to miał wrażenie, że nie poszło mu za dobrze. Z pewnością wystarczy, żeby zaliczyć, aczkolwiek Yukio wiedział, że stać go było na więcej. Co więcej, jak się można było spodziewać, było także wplecione co nieco o religii Jashina. Tyle razy miał te informacje wpajane, że nawet przez sen byłby w stanie wyrecytować niektóre wartości.
Praktyka poszła mu o wiele lepiej, z czego chłopak się ucieszył. Ot, pokazanie kilku technik i tyle. Dzięki natychmiastowym ocenom nie tylko wiedział, jak wypadł, ale także mógł się porównać z resztą. Znalazł się w ⅓ najlepszych, a więc całkiem nieźle.
To jednak nie był koniec jego zmagań w tamtejszym dniu. Jego ostateczny egzamin dopiero się rozkręcał. Po zakończeniu części praktycznej zebrano całą grupę aspirujących na geninów dzieciaków, a następnie jeden z nauczycieli ogłosił ostatni, najważniejszy etap, czyli pojedynek na śmierć i życie. Każdy z dzieciaków, nawet Shiin, z początku nie wierzył w usłyszane słowa. Z kolejną sekundą zaczęło wszystko powoli docierać do głowy Shinryu. -No tak... To przecież ma sens… Czemu, czemu wcześniej na to nie wpadłem?! To było oczywiste, że na samych naukach nie przestaną! - Karcił się w głowie, choć wiedział, że nic nie mógł na to poradzić, nawet gdyby wiedział wcześniej. Zwyczajnie więc męczył sobie tym głowę, by jego kolej w końcu nadeszła.
Jego para, Yukio & Hideki, była ostatnia. Z jednej strony, oglądał rozpacz swoich kolegów z klasy, którzy zmagali się między sobą, by przetrwać. Z drugiej zaś, każda walka powoli go przyzwyczajała. Każda śmierć nie była już taka bolesna i przerażająca. Z każdą chwilą jego lęk malał, a także w jego głowie zaczęły pojawiać się inne myśli. Chłopak doszedł do wniosku, że przecież takie jest życie shinobi. To nie zabawa, ludzie umierają na prawo i lewo. Taki przesiew nie jest nienormalny, pewnie połowa z nich i tak umarłaby przy pierwszej takiej sytuacji, gdyż nie poradziłaby sobie w niej. Z takim nastawieniem w głowie ruszył na arenę, gdyż nadeszła i jego kolej.
Shiin determinacją na twarzy stanął naprzeciwko swojego przyjaciela. Niebieskowłosy zauważył, że Hideki wciąż był nieswój. Nie miał zamiaru tego wykorzystywać. Zamiast tego, rzucił coś od siebie na początek walki. -Nie próbuj okazywać mi litości, litość jest cechą słabych. - rzucił zgodnie z religijną ideologią. -Jeśli faktycznie uważasz się za mego przyjaciela, to mnie zabij. - dodał z pewnym siebie uśmieszkiem na twarzy, po czym kontynuował. -Jeśli potrafisz, zabij mnie i pokaż, że jesteś silniejszy. Ku chwale Jashina! - krzyknął na koniec. Miało to na celu nie tylko wspomożenie Hidekiego, ale także i samego siebie. Myśli, a czyny to dwie różne rzeczy. Sam do końca nie wiedział, czy będzie w stanie to zrobić, dlatego też ta mowa była skierowana także i do Yukio.
Walka trwała zaledwie dwie minuty, jednakże dla niego ciągnęła się niesłychanie. Pojedynek był wyrównany, aż do momentu, w którym Yukio został powalony na ziemię, jednocześnie upuszczając swoją broń. Hideki rzucił się na niego z zamiarem zabicia, jednakże… zawahał się. Jego ręka zatrzymała się przed gardłem Shinryu. Tym razem niebieskowłosy nie miał zamiaru nie wykorzystać takiej okazji. Wyrwał mu kunaia z ręki i dźgnął go w brzuch. Gdy tenże upadł, wykonał atak jeszcze raz. I jeszcze raz, by mieć pewność.
Udało mu się, przeżył. Jednakże tylko dlatego, a może aż dlatego, że był w stanie to zrobić. Po powrocie do domu pierwsze co zrobił, to... poszedł spać. Jego organizm musiał solidnie wypocząć, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Obudził się po kilkunastu godzinach w trochę lepszym stanie. Shiin przez cały czas starał się nie myśleć o tym, co go spotkało, aż do momentu pogrzebu, który odbył się kilka dni później. Pogrzebu dla tych, którzy przegrali, w tym także dla Hidekiego. Przez cały czas niebieskowłosy miał przebłyski z tamtego wydarzenia. Głównie dotyczyły jego walki, ale innych również. Widział krew i więcej krwi. Widział śmierć swoich kolegów z klasy. Widział moment, w którym Hideki się zawahał. Widział moment, w którym Yukio się nie zawahał. Z początku chłopak nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Stał jedynie nad grobem w milczeniu. Pięć minut. Dziesięć. Piętnaście. Nie było widać zmiany. Shinryu potrzebował czasu, by to wszystko przetrawić i pogodzić. Po trzydziestu minutach znikąd odwrócił się i ruszył w swoją stronę. Nie ronił jednak łez, a na jego twarzy nie było złości, czy smutku. Nie takie emocje towarzyszyły mu w tamtym momencie. To było coś... innego. Co? Sam nie wiedział.

Opanowane techniki: Kihon Iryō no Kenmei (Iryōjutsu), Henge no Jutsu (Ninjutsu), Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu), Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu), Bunshin no Jutsu (Ninjutsu), Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu), Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu), Genjutsu Kai (Ninjutsu)
Rozwinięte atrybuty: Siła, wytrzymałość, szybkość, kontrola czakry, siła czakry
Zdobyta wiedza: Wielcy shinobi z Oto no Kuni - 1; Uzbrojenie shinobi - 1
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 15
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
.

Obrazek
 
Posty: 91
Dołączył(a): 9 kwi 2019, o 00:14
Ranga: Chūnin

Re: Akademia

Postprzez Uchiha Kurome » 19 kwi 2019, o 21:55

Kurome w końcu dotarła do bram akademii. Jaki to był dla niej wstyd iść tam w wieku siedemnastu lat! Ale co mogła poradzić? Jej choroba, którą miała przez ponad dziesięć lat, nie pozwalała na używanie chakry, a nawet gdy dziewczyna została w końcu wyleczona to jej zdolności w używaniu ninjutsu i fuinjutsu zostały upośledzone i nie było wiadomo czy nie będzie nawrotów choroby. Na szczęście jej rodzice dzięki wpływom jakie mieli na wioskę przez hokage, dziewczyna nie miała pewności w jaki sposób, załatwili jej bardzo przyspieszony i indywidualny kurs w zostaniu geninem. Ah co potrafią zrobić wpływy i pieniądze, nie żeby dziewczyna z klanu Uchiha narzekała na taki obrót spraw, nie była pewna czy jej sadyzm nie sprawiłby, że ta zrobiłaby coś tym bachorom jakie by miała w normalnej klasie i normalnie cieszyłaby się z takiej okazji w końcu kto nie chciałby stać się koszmarem dzieci no ale nie mogła się ponieść emocjom miała wizerunek, który chciała zachować jak najdłużej mogła. Teraz tylko musiała się pilnować przez rok i będzie mogła służyć wiosce dla niej zabijać i może kiedyś dla niej zginąć. To ostatnie interesowało ją średnio jednak myśl o tym pierwszym sprawiła, że na jej twarzy pojawił się błogi wyraz twarzy. Szybko się otrząsnęła, nikt nie mógł zobaczyć ją takiej. Nim jednak uda się na zajęcia musiała zapalić, weszła na teren akademii, udała się w miejsce gdzie mało kto mógł ją widzieć, wyjęła swoją fajkę zza kimona, nabiła ją tytoniem i zaczęła palić. Jeszcze tylko rok, rok i będzie mogła normalnie palić. Po chwili wypaliła co miała wypalić i udała się do środka budynku by zacząć swoje szkolenie.
Lekcje były nudniejsze niż mogła sobie to wyobrazić, większość czego się uczyła była teorią, a jej nauczyciel nie miał najbardziej ciekawego głosu ani tonu jaki istniał na świecie, lecz było widać, że zna się na rzeczy, myśl co mogła mu jak i innym ludziom zrobić z jej nową wiedzą i umiejętnościami nadawała jej otuchy i wyrywała z nudów. Jak się okazało miała talent do technik medycznych jak i iluzji, te pierwsze ją interesowały tak średnio, fakt były przydatne i na pewno się ich nauczy bo były praktycznie wymagane w tym zawodzie ale pomaganie innym było ostatnim o czym chciała myśleć. Natomiast genjutsu! O jakie to dawało jej możliwości! Już widziała siebie jak torturuje jej przeciwników jak sprawia by sojusznicy widzieli, że dziewczyna zachowuje się lub robi rzeczy inne niż robiła w rzeczywistości! Możliwości były gigantyczne, a myśl o każdej z nich sprawiała, że sadystyczny uśmiech na twarzy dziewczyny stawał się co raz bardziej widoczny, na szczęście jej sensei albo tego nie widział, albo udawał, że go nie widzi, albo chciał go widzieć. Kurome miała nadzieje, że ta ostatnia opcja jest prawidłową odpowiedzią, czy była? Dziewczyna tego nie wiedziała i prawdopodobnie nigdy się nie dowie.
Oczywiście iryojutsu i genjutsu nie było wszystkim czego się ona uczyła, jej sensei kładł też bardzo duży nacisk na poprawę zdolności jej ciała takich jak siła, szybkość i wytrzymałość, a także zwiększał pokłady jej chakry jak i zdolność kontroli nad jej energią. Mimo trudności nauczył ją też prostych technik rangi E takich jak klony, zmiana, podmiana czy wyzwalanie się więzów. Ani dziewczyna, ani jej instruktor nigdy jednak nie brali pod uwagę potrzeby nauki tej dziwnej techniki kamuflażu, której uczyli się uczniowie, nie była ona zbyt przydatna w opini ich dwojga. Oczywiście prócz lekcji tego typu dziewczyna uczyła się też o obecnym jak i dawnych hokage. Dziewczyna miała też kilka lekcji na świeżym powietrzu i widząc zabawę bachorów w wieku koło dziesięciu lat poprzysięgła, że nigdy nie nauczy się techniki, która wywodziła się z tej zabawy, ta technika nie jest godna by członkini klanu Uchiha się jej nauczyła. Trenowała tam głównie rzucanie shurikenami do celu, podstawowe zdolności taijutsu jak i formowanie formacji obronnej z przypadkowymi innymi uczniami akademii, którzy mieli w tym samym momencie zajęcia na świeżym powietrzu, na szczęście nikt nie zapytał o to czemu, ktoś w takim wieku trenuje w akademii, a jak zaczynał pytać to żądza mordu i krwi ze strony dziewczyny sprawiała, że szybko zamykał usta, na szczęście nikt nie zginął ani nie został ranny podczas tych praktyk.
W końcu po roku przyszedł czas na egzamin, już niedługo dziewczyna zostanie geninem i będzie mogła, a nawet musiała, służyć w armii wioski. Będzie mogła zabijać jak i sprawiać ból wrogom jej wioski i jeszcze będą jej za to płacić! Dziewczyna nie mogła sobie wymarzyć lepszej kariery zawodowej. Oczywiście nikt nie brał pod uwagę tego, że może się dziewczynie nie udać, nikt tego nie robił bo nie było takiej możliwości i tu nawet nie chodziło o to, że dziewczyna posiadała odpowiednie umiejętności. Rodzice kurome pociągnęli za odpowiednie sznurki i ta miała zapewnione zdobycie rangi genina, w końcu kto odmawia rodzinie hokage? Sam egzamin był tylko i wyłącznie formalnością.
Chwilę potem formalność się wypełniła, dziewczyna pokazała swoje zdolności, które były wymagane do zdania i dostała swoją opaskę, którą od razu założyła na czoło i wyszła w końcu z akademii. Gdy tylko postawiła stopę za bramą wyjęła fajkę, nabiła ją i zaczęła palić. Ciekawe, że tak właśnie zaczęła swoją przygodę w tym miejscu jednak wtedy musiała się ukrywać, dzisiaj miała już skończone osiemnaście lat i była też geninem była dorosła i jeśli chciała kupić ten cholerny tytoń to nie miała już z tym problemu. Wypaliła co chciała i ruszyła w stronę domu


Opanowane techniki:
  • Manji no Jin
  • Kai
  • Suimen Hokō no Gyō
  • Ki Nobori no Shugyō
  • Bunshin no Jutsu
  • Nawanuke no Jutsu
  • Kawarimi no Jutsu
  • Henge no Jutsu
  • Sakki
Rozwinięte atrybuty:
  • Siła
  • Szybkość
  • Wytrzymałość
  • Siła Chakry
  • Kontrola Chakry
Zdobyta wiedza:
  • Wielcy Shinobi: Hi no Kuni

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 2
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 7
Potrzebne PN: 25
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
MK Nary Rin
 
Posty: 93
Dołączył(a): 19 kwi 2019, o 16:25
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yamanaka Haruki » 19 kwi 2019, o 22:12

Budzik. Charakterystyczny sygnał alarmowy dochodzący z tego małego ustrojstwa wyrywa mnie brutalnie z błogiego snu. Jest około godziny siódmej rano, gdy otwieram od niechcenia oczy i spoglądam na zegarek. Dzisiaj w Akademii Shinobi mają odbyć się, jak zapowiadał sensei, niezwykle interesujące zajęcia. Cokolwiek to znaczy. Oczywiście nie zważając na tajemniczą zapowiedź tychże lekcji, trzeba przyznać, że tym razem wstaje mi się jakoś lepiej niż zwykle. Może ta nutka niepewności sprawiła, że jestem bardziej zmotywowany? O ile jeszcze bardziej można, bo nie należę do tych studentów, którzy się ociągają i brak im motywacji. Wręcz przeciwnie, jestem jednym z najlepszych w grupie, o ile nie najlepszy.

- To będzie dobry dzień - powtarzam sobie w głowie, kiedy podnoszę się z łóżka, a później je ścielę. Pierwsze kroki kieruję do łazienki, gdzie wykonuję wszelkie poranne czynności, z pominięciem mycia zębów, ponieważ to zrobię, gdy tylko zjem śniadanie. A skoro o jedzeniu mowa, chyba nietrudno się domyślić, że następne pomieszczenie, do którego trafiam to właśnie kuchnia. Płatki z mlekiem, raz-dwa. Jedno z moich ulubionych śniadań. Rodzice jeszcze śpią, ale nie zamierzam ich budzić. Niech odpoczną, zasłużyli. Zresztą, nic dziwnego, że śpią, kto normalny wstaje z własnej woli tak wcześnie? Ciężki żywot początkującego shinobi. A im dalej, tym pewnie będzie trudniej. Jakież to ekscytujące!

- Miasto powoli budzi się do życia... - stwierdzam pod nosem w drodze prowadzającej do Akademii Shinobi. Rozglądam się wokół, obserwując ludzi wychodzących ze swoich mieszkań, zapełniające się powoli uliczki Konohagakure no Sato, a także innych studentów maszerujących do szkoły. Moja ciekawość, co do tematyki dzisiejszych zajęć rośnie wprost proporcjonalnie do odległości, jaka dzieli mnie od akademii. Jestem. Nawet nie zdążyłem zauważyć, kiedy dotarłem na miejsce, tak się zagłębiłem w przemyśleniach. Poza tym moje miejsce zamieszkania nie znajduje się wcale tak daleko.

- Cześć wszystkim - mówię radośnie, dochodząc do wniosku, że ewentualne zmęczenie czy zaspanie spowodowane wczesną pobudką już minęło. Teraz, jak zwykle, jestem pozytywnie nastawiony do tego dnia. Przybyłem trochę przed czasem, więc musiałem nieco poczekać na naszego nauczyciela, który jednak - na szczęście - również pojawił się wcześniej. Od razu, właściwie bez uprzedzenia, zaprosił nas na zewnątrz. Posłusznie powędrowaliśmy za nim, do czasu, aż kazał nam się zatrzymać. Staliśmy właśnie przed ogromnym drzewem z szerokim pniem, które znajdowało się na akademickim placu. Zacząłem zastanawiać się, po co sensei nas tutaj zaprowadził, ale ten prędko rozpoczął wyjaśnienia.

Technika. Dziś nauczymy się sztuki Ki Nobori no Shugyō, czyli ninjutsu rangi E, które pozwala wojownikowi na chodzenie po drzewach, nawet do góry nogami. Wystarczy odpowiednia kontrola chakry i przesłanie jej do stóp. Wydaje się proste, choć oczywiście takie nie jest, czego błyskawicznie na własnej skórze doświadczają moi towarzysze, którzy wystrzelili do przodu na ochotników. Spadali jeden po drugim, nie potrafiąc właściwie kontrolować chakry. Ja postanowiłem podejść do zadania z nieco innej strony. Najpierw złożyłem pieczęć tygrysa i zamknąłem oczy. Skupienie. Koncentracja. Przesłanie odpowiedniej ilości chakry do stóp to bardzo ważne zadanie i choć może nie wydaje się nadzwyczajnie trudne, to jednak utrzymanie właściwego poziomu energii już nie jest takie proste. Kiedy jestem pewien, że uzyskuję odpowiednią kumulację chakry, zbliżam się do drzewa. Jeszcze chwila zastanowienia i koncentracji, a później, otwierając wcześniej oczy, wchodzę.

- Sukces - myślę sobie, uśmiechając się sam do siebie. Jeden krok, później drugi i trzeci. Kosztuje mnie to sporo energii, czuję to, ale na szczęście mam wrodzoną zdolność do prędkiej regeneracji chakry, więc szybko mogę wracać do kolejnych prób. Widzę zazdrość i podziw w oczach moich kolegów, choć niektórzy z nich silnie próbują ukryć swoje emocje. Pochwała od sensei'a tylko motywuje mnie do dalszej pracy, a ta - jak się okazuje - z minuty na minutę coraz bardziej popłaca. Do tego stopnia, że po kilku godzinach treningu sięgam szczytu drzewa, podczas gdy moi rówieśnicy dotarli dopiero do połowy. Kolejny dzień, kolejny sukces w akademii. Rodzice zapewne będą pękać z dumy, gdy im o tym opowiem.

    Opanowane techniki:
  • Kai (Ninjutsu)
  • Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
  • Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
  • Bunshin no Jutsu (Ninjutsu)
  • Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
  • Henge no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kihon Iryō no Kenmei (Iryōjutsu)

    Rozwinięte atrybuty:
  • Siła na D (Atrybut)
  • Wytrzymałość na D (Atrybut)
  • Szybkość na D (Atrybut)
  • Kontrola Chakry na D (Atrybut)
  • Siła Chakry na D (Atrybut)

    Zdobyta wiedza:
  • Wielcy shinobi Hi no Kuni: Poziom 1
  • Historia Hi no Kuni: Poziom 1

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 15
Ilość rozwiniętych atrybutów / Potrzebne PD: 5 / 5
 
Posty: 82
Dołączył(a): 19 kwi 2019, o 15:12
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Senju Izanagi » 21 kwi 2019, o 14:57

Nastał pierwszy dzień w akademii, dość późno, ale nie robiłem sobie nic z tego gdyż byłem tutaj głównie po to aby nauczyć wreszcie ochraniać siebie oraz swoich bliskich. Trochę dziwnie na początku się czułem z myślą że jestem w takim wieku, ale jak rozejrzałem się dookoła zauważyłem że jest nas nieco więcej, może po prostu w czasach względnego pokoju ludzie nie potrzebowali zostawać ninja we wczesnym wieku. Stojąc przed budynkiem akademii czekałem na dzwonek, który szybko wybrzmiał, co oznaczało że pierwszy dzień moich lekcji nadchodzi.
Po dzwonku usiadłem w ławce na samym końcu i czekałem spokojnie na to co się wydarzy, do klasy wszedł ninja, przedstawił się i po opowiedział nam jak będzie wyglądała nasza nauka, czym będziemy się zajmować, co będzie potrzebne na poszczególne zajęcia. Po krótkim przedstawieniu się każdego z klasy i poznaniu, dzień pierwszy się zakończył. Od tego momentu zostałem pełnoprawnym studentem akademii ninja, z czego byłem bardzo zadowolony.
Kolejne dni, tygodnie i miesiące mijały nam na przyswajaniu różnego rodzaju wiedzy, treningach fizycznych, paleniu papierosów przed nauczycielami oraz śmieszkowanie z innymi kolegami oraz koleżankami z klasy. Na jednych zajęciach na przykład nas wiązali gdzie musieliśmy się uwolnić za pomocą nowo poznanej techniki Nawanuke no Jutsu, było to zabawne doświadczenie, czasem widząc jak nie którzy z klasy próbowali pojąć o co tutaj chodzi i nie mogli się wyswobodzić turlając się po podłodze, sam za pierwszym razem nie mogłem się wydostać zresztą jak reszta klasy, dopiero starając się ogarniać podstawy. Z kolei na innych zajęciach była nauka Znajomość podstaw anatomii ludzkiego ciała, umiejętność trafienia w podstawowe organy (serce, krtań, kręgosłup itp). Shinobi, który chce być skuteczny musi się przygotować i zdobyć ten zakres wiedzy. Dużo było zajęć fizycznych takich na przykład jak walki jeden na jednego, dzięki czemu rozwinąłem się fizycznie, czułem się szybszy, silniejszy. Nie które zajęcia były wyjątkowo nudne, mianowicie z pozyskiwania wiedzy na różne nie do końca ciekawe tematy. Jedną z najfajniejszych lekcji któregoś dnia, była lekcja techniki Henge która głównie polegała na zmianie kształtu swojego ciała, gdzie możliwe jest to tylko wtedy, gdy wykonujący zna dokładnie wygląd obiektu w jaki chce się zmienić. Możliwa jest transformacja w innych ludzi, zwierzęta czy przedmioty zmniejszające nawet wymiary ciała. Po kilku dniach nauki tej techniki nastał czas sprawdzianu, w którym wszyscy po kolei demonstrowali swoje postępy. Parę osób podeszło do tego na luzie przez co szybko oblali i musieli czekać na kolejną szansę w późniejszym terminie, zamiast próbować normalnie przemienić się w jakiś wybrany przedmiot, robili sobie jaja przemieniając się w jakieś głupie wulgarne rzeczy, mi też za pierwszym razem nie wyszło ale dostałem szybko szanse poprawy gdyż wykonałem małe niedociągnięcie w technice przez co źle była kabura na shurikeny umiejscowiona. Tak naprawdę w akademii czas mijał fajnie, mimo iż czasami było nudno, to i bywało wręcz odwrotnie. Mój nauczyciel nie był osobą która zapadała w pamieć, po prostu robił dobrze swoją robotę. Suimen Hokō no Gyō nauka tej techniki zajęła mi osobiście najdłużej, przez co miałem wrażenie że chyba pokocham wodę, przez to ile w tej wodzie spędziłem, przez to że nie potrafiłem przez kilka dobrych miesięcy opanować tej techniki, do momentu nasz sensei zabrał nas w gorące źródła gdzie nauczyłem się tego momentalnie. Raz że już miałem dość długi okres treningu za sobą tego elementu, ale bardzo dobrze działało na mnie wpadnięcie do gorącej wody, parę razy. To zmotywowało mnie bardziej do nauki, dzięki czemu, nauczyłem się chodzenia po wodzie zaraz po trzecim zanużeniu w tej wodzie.
Rok nauki w akademii minął szybko, nie mogłem się już doczekać momentu w którym okaże się czy zostałem geninem i mogę zacząć swoją przygodę. Słońce tego dnia świeciło strasznie mocno po oczach przez okno, przez co się obudziłem spojrzałem w kalendarz i pomyślałem że to "ten dzień". Szybko poderwałem się z łóżka spojrzałem na zegarek by widzieć ile czasu jeszcze mi zostało do ostatniego dnia w akademii. Koło dwóch godzin zostało, dzięki czemu spokojnie ruszyłem do łazienki by tam spokojnie załatwić swoje potrzeby, zapalić papierosa, umyć zęby i wziąć prysznic. Ubrałem się w eleganckie ciuchy i byłem już gotów do ruszenia pod akademie. Szybko znalazłem się na miejscu gdzie były tłumy ludzi, czy to sami, czy to z rodzinami. Dla każdego była to wyjątkowa chwila zostania ninja i dla mnie tak było. Prędko ujrzałem znajomych z klasy, z którymi szybko się zgrupowaliśmy rozmawiając i żartując sobie na różne nasze wspólne tematy, nie którzy wybiegali marzeniami co będą robić zaraz po staniu się geninem. Wyszedł przed akademię dyrektor z całą masą opasek i po kolei zaczął czytać kolejne nazwiska, wśród nich było także Senju Izanagi. Byłem ogromnie szczęśliwy, ale zdając w tym wieku widziałem że to raczej jakiś wielki wyczyn nie jest. Przywiązałem sobie opaskę do pasa i mogłem spokojnie wreszcie odejść i zacząć kolejny etap mojej edukacji.







Opanowane techniki:
  • Kai (Ninjutsu)
  • Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
  • Bunshin no Jutsu (Ninjutsu)
  • Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
  • Henge no Jutsu (Ninjutsu)
  • Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
  • Manji no Jin (Shurikenjutsu)
  • Kihon Iryō no Kenmei (Iryojutsu)
Rozwinięte atrybuty:
  • Siła na D (Atrybut)
  • Wytrzymałość na D (Atrybut)
  • Szybkość na D (Atrybut)
  • Kontrola Chakry na D (Atrybut)
  • Siła Chakry na D (Atrybut)
Zdobyta wiedza:
  • Dziedziny Shinobi: Genjutsu
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: -
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 8
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 1
Potrzebne PN: 19
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5/5
Regeneracja chakry = 50Cha na turę (D)
Kenkō no Taisha = regeneracja ran co 5 tur (D)

Bank
 
Posty: 22
Dołączył(a): 20 kwi 2019, o 16:21
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Komugi » 21 kwi 2019, o 16:32

Czesząc swoje długie kudły przed lustrem, ziewając najgłośniej jak się dało. Komugi z jeszcze zaspanymi oczkami, spoglądała sobie w podłogę łazienki. Nie była przyzwyczajona do wstawania tak wcześnie, zwłaszcza że jej naprawdę się nie chciało iść do jakiejś akademii ninja. Wolała został w łóżku i zostać ukrytą pod kocem kunoichi, to byłby idealny zawód. Niestety rodzina, tradycja i wymogi. Nie każdemu można dogodzić, a tym bardziej kiedy jest się jeszcze dzieckiem.
Śniadanie czekało na stole, były to jedynie dwie grzanki i masełko. Dodatkowo kilka innych dodatków na stole, które zostały pominięte z powodu niewyspania. Ojciec jak zwykle z rana w pracy, jako chuunin miał swoje obowiązki. Był on średniego wzrostu mężczyzną, do tego młodym. Matka natomiast była wielka, miała ponad dwa metry wzrostu. Jest ona dość umięśniona i obecnie na poziomie Jonina. Dość zwariowana rodzinka, jeżeli można być szczerym. Jednak nie była pora na opowieści z domu.
Dziewczyna wyruszyła dość spokojnie do akademii, nie stresowała się pierwszym dniem. Nawet nie miała zamiaru, ponieważ był to tylko kolejny dzień z dawką wrażeń. Nauka to tylko kolejny obowiązek, który trzeba spełnić w swoim życiu. Bez tego ani rusz, zwłaszcza jeżeli chodzi o nauki ninja. Komugi jednak za młodu nie bawiły takie rzeczy jak bycie kunoichi, był to jak wcześniej wspomniała wybór jej rodziców. A jakoż iż nie chciała ich zawieść, postanowiła zrobić to co sobie zażyczyli. Bez żadnego ale, ani buntu nastoletniego. Z resztą jakby chciała się zbuntować, to pewnie matka by ją złamała jak zapałkę. Tak więc wyboru zbytnio nie było, sam przymus.

Po dotarciu do akademii, Kumogi dość szybko zdążyła znaleźć się w centrum uwagi. Mianowicie przez jej wzrost oraz dekolt, który już w młodym wieku dawał do wiwatu. No ale były to mało znaczące cechy, bo bardziej dawała do wiwatu innym. Zwłaszcza tym, którzy przekraczali jej przestrzeń osobistą. Wtedy po prostu częstowała pięścią, albo kolanem. A było na pierwszym dniu wiele osób, którym się oberwało. Tak więc i podpadła trochę nauczycielom, ale to tylko wybryki młodzieży. Tak więc nikt zbytnio się tym nie przejmował, do czasu oczywiście.
Początki nauki były dość nudne, wręcz usypiające. Teorie, dużo czytania i tłumaczenia przez nauczyciela. Można powiedzieć, że było to najgorsze na pierwszy raz przeżycie. Jednak z czasem i do tego się przywykło. Dalsza część, czyli praktyka. Była już o wiele ciekawsza, był chociaż jakiś ruch i prawdziwa nauka w terenie. Nie tam jakieś czytanie i spanie na lekcji, to całkiem inna bajka. Jednak nie samymi technikami ninja żyje, było też wiele innych przedmiotów. Takich jak poprawianie swojej kondycji, siły i tak dalej. Żeby nie być grubym ninja, który stoi za drzewem i strzela błyskawicami. Trzeba było pokazać się z każdej strony. Jak i z ninjutsu oraz sprawności fizycznej, był to dość pamiętliwy czas spędzony w akademii.

Kumogi miała nawet kilku znajomych, których zaliczała po części do swojej małej grupki przyjaciół. A należał do nich Monaka, mol książkowy. Typowy kujon, który miał najlepsze oceny ze wszystkiego. Po za nauką, nie widział życia. Cóż za tragedia.
Drugą towarzyszką była Sakura, która pragnęła zostać najlepszą kunoichi w wiosce. Jednak jej ambicje kończyły się na podglądaniu chłopaków w łazience, cóż za los. Ostatnią osobą, był Wazumi. Cichy zamknięty w sobie osobnik, który jedynie odzywał się kiedy potrzebował informacji na temat końca przerwy. No cóż, nie byli może oni wspaniałymi ludźmi. Jednak byli to jej znajomi, których nawet lubiła. Jedyny czas jaki ze sobą spędzali, to była szkoła i nic po za tym.

Z wiekiem Kumogi zaczęła doceniać akademię i powoli odnajdywała się w świecie ninja, która tak bardzo ją bolał. Zaczęła doceniać wartość towarzyszy, umiejętności i oczywiście pieniędzy, które były dla niej celem do zdobycia. Nie potrzebowała pieniędzy żeby zyskać władze, czy też żeby przekupywać innych. Nie potrzebowała kupować sobie drogich rzeczy, ani nic w tym przypadku. Miała wręcz zachciankę, żeby odkładać pieniądze na swoją przyszłą emeryturę. Dość dziwne marzenie, ale kto jej zabroni?
Wracając jednak do akademii, która z upływem czasu zbliżała się do końca. Dziewczyna nie była prymusem, ani też kimś kto nie dawał sobie rady. Brnęła powoli do przodu, bez żadnego potykania się o kłody, które czasami rodzice rzucali jej pod nogi. Uczyła się dość normalnie, zdawała wszystkie testy i oczywiście nie poddawała się na popełnionych błędach. Z czasem w końcu udało się jej dobrnąć do ostatnich egzaminów, które miały zadecydować o tym czy zostanie geninem. Nie mogła się doczekać, żeby móc już robić coś na własną rękę. Zarabiać pieniądze i wieść dorosłe życie.

- Ryuuzaki Komugi, proszę zaprezentować nam technikę bunshin no jutsu.
Poprosił nauczyciel, po czym przyglądał się młodej uczennicy. Ona natomiast powolnym, wręcz ślamazarnym ruchem. Ułożyła pieczęci i wykonała poprawnie technikę. Wyglądała na dość zmęczoną i bardzo niewyspaną, było to po niej bardzo widać.
- Wszystko w porządku Komugi?
Spytał nauczyciel, lecz dziewczyna nie odpowiedziała. Jedynie podeszła do ściany, następnie przelewając chakre w nogi, wspięła się na sufit. Tam zaczęła ponawiać technikę bunshin no jutsu, przez co po chwili powstał deszcz Komugi'ów. Klony dziewczyny spadały co chwila na ziemie i po prostu znikały.
- Uspokój się, wystarczy.
Dodał sensei, który nie wiedział zbytnio o co chodzi dziewczynie. Jednak to wystarczyło, żeby dziewczyna zdała. Co u dziwu, nie wymagali zbytnio tłumaczenie dlaczego jest w takim stanie zmęczenia. A było to spowodowane przez trening, który przeszła ostatniej nocy z matką. Ona rzucała kłodami i rozbijała pieńki drewna gołymi łapami, natomiast biedna Komugi musiała robić to samo. Jednak padła z wycieńczenia, bo nawet nie potrafiła podnieść kłody. Dlatego też, jej ciałko jest zmasakrowane i niezdatne do pracy. Jednak gdy już otrzymała swoją opaskę, trochę życia do niej wróciło. Mogła spokojnie wrócić do domu i pochwalić się rodzicom, że udało się jej zdać akademię.


    Opanowane techniki:
  • Kai (Ninjutsu)
  • Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
  • Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
  • Bunshin no Jutsu (Ninjutsu)
  • Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
  • Henge no Jutsu (Ninjutsu)

    Rozwinięte atrybuty:
  • Siła na D (Atrybut)
  • Wytrzymałość na D (Atrybut)
  • Szybkość na D (Atrybut)
  • Kontrola Chakry na D (Atrybut)
  • Siła Chakry na D (Atrybut)

    Zdobyta wiedza:
  • Uzbrojenie poziom 1
  • Wielkie Wojny poziom 1

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 7
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 0
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 7
Ilość rozwiniętych atrybutów / Potrzebne PD: 5 / 5
[/quote]
 
Posty: 28
Dołączył(a): 21 kwi 2019, o 12:30
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Maji Sora » 21 kwi 2019, o 23:55

Jako jedna z niewielu, Sora naprawdę chciała rozpocząć naukę w Akademii Ninja. Sytuacja w Sunagakure od lat była bardzo napięta, a sama dziewczyna, pomimo młodego wieku, zdążyła już doświadczyć sporej dozy okrucieństwa. Ojciec oficjalnie został zabity w trakcie jednej z misji, jednak w całej rodzinie mówiło się potajemnie o zabójstwie zleconym przez radnych wioski. Matka Sory, Yui, nie chciała, by jej jedyna córka została ninja i narażała życie dla dobra wioski, zaś ojciec – wybitny shinobi – był dokładnie odwrotnego zdania, widząc w córce drzemiący potencjał. Dlatego po jego śmierci, młoda Maji doznała psychicznej traumy i na długi czas zamknęła się w sobie. Była z ojcem bardzo związana, przez wiele nocy po jego zaginięciu czuwała przy oknie w kuchni, mając nadzieję, że jednak wróci. Wieści o znalezieniu jego ciała wstrząsnęły dziewczyną na tyle, by pomimo sprzeciwu matki rozpoczęła naukę w Akademii, by wypełnić wolę ojca.

Pierwsze dwa lata szkoliła się w Sunagakure, wykazując ogromną determinację i potencjał. Nauka była niejako osobistą terapią Sory, pozwalającą chociaż na chwilę zapomnieć o stracie, która z każdym miesiącem stawała się bardziej znośna. Szybko zauważyła, że nie miała predyspozycji do walki wręcz, a treningi sprawności i siły zabierały jej parokrotnie więcej energii niż inne dziedziny. Fizycznie była słabsza od swoich kolegów z grupy – na szczęście w naturze zazwyczaj istnieje balans, chociaż nie zawsze jest to wiadome od samego początku. W tym czasie nie miała dużej styczności z Ninjutsu, bardziej z historią świata – szczególnie zainteresowała się Wielkimi Wojnami, starając się znaleźć sens w tak ogromnych rozlewach krwi. Jej znajomi z grupy byli zazwyczaj kilka lat młodsi od niej, dlatego ciężko jej było zawiązać głębsze przyjaźnie. Tym bardziej, że Sora miała niemałe kompleksy, gdy młodsze dzieciaki wykazywały się lepszą wytrzymałością i siłą od niej. Długo nie wiedziała, czemu tak jest – mogła być najepsza z wiedzy teoretycznej, ale co to za ninja, który jest jedynie teoretykiem i nie potrafi obronić nawet siebie, nie wspominając o innych?

Po dwóch latach nauki, Sunagakure została zniszczona przez kataklizm, w trakcie którego zginęło wielu wybitnych shinobi, w tym ninja z klanu Maji. Sora wraz z matką osiadły w Iwagakure, tracąc cały życiowy dobytek. Były zdane głównie na siebie, dlatego Yui postanowiła powrócić do kariery medycznego ninja, całe dnie spędzając w szpitalu. Pomagała też córce w zrozumieniu podstaw ludzkiej anatomii, mając nadzieję, że w przyszłości zostanie ona medykiem. Zdobywanie tej wiedzy niekoniecznie było dla Sory przyjemnością – kolejny raz okazało się, że pomimo usilnych starań, w tej dziedzinie również nie jest wybitna. Starała się nie przejmować kolejnymi niepowodzeniami, lecz coraz częściej zaczynała wątpić w swoje przeznaczenie.

Sora kontynuowała naukę w Akademii Iwagakure. W tym miejscu znalazła wielu kompanów w swoim wieku, którzy inspirowali ją w wielu dziedzinach. Kilku z nich oferowało jej swoją pomoc, a Maji w zamian oferowała pomoc w teoretycznej wiedzy, w której dalej przodowała w całej klasie. Nie mogła się doczekać, by spróbować czegoś innego, dlatego wyczekiwała pierwszych poważniejszych lekcji z dziedziny, która była jej ostatnią szansą na odnalezienie właściwej ścieżki. Z biegiem lat okazało się, że im częściej dziewczyna miała styczność z Ninjutsu, tym bardziej niskie umiejętności Taijutsu przestawały mieć znaczenie. Początkowo miała spore problemy z kontrolowaniem Chakry, która była bardziej chaotyczna i nieprzewidywalna od Chakry jej rówieśników. W całej tej historii ogromną rolę odegrał nauczyciel, który dość szybko zauważył tę dziwną zależność. Mógł stwierdzić, że dziewczyna jest po prostu tragicznym przypadkiem, który nie ma talentu do niczego – jednak on bacznie przyglądał się poczynaniom Maji. Na początku nie mógł zrozumieć, w jaki sposób Sora potrafiła niezmordowanie ćwiczyć jedno jutsu całymi dniami, powtarzając je w kółko i przy tym niespecjalnie się męcząc. W międzyczasie Sora pochłaniała ogromne ilości jedzenia, co całkowicie nie pasowało do jej drobnej budowy. Jej metabolizm z jakiegoś powodu pracował jak wściekły. Po kilku testach, młody sensei doszedł do wniosku, że Maji posiada w sobie ogromne pokłady Chakry, która dodatkowo bardzo szybko się regeneruje – odkryciem tym podzielił się Sorą i jej matką na jednym z umówionych spotkań. Obiecał, że nauczy dziewczynę kontrolować drzemiący w niej żywioł.
- To trochę tak, jak z kielichem pełnym wody. I to dodatkowo z meniskiem wypukłym. Jeden zły ruch i rozlewasz wodę naokoło, a resztki, które w nim zostają, są na tyle niestabilne, że nie możesz ich wykorzystać, żeby wykonać poprawnie nawet najprostsze jutsu. Myślę, że stać Cię na bardzo wiele, Maji.

W tej chwili te słowa były Sorze potrzebne bardziej niż cokolwiek innego. Techniki Ninjutsu prawdziwie ją fascynowały, ale po tak wielu niepowodzeniach w stworzeniu przykładowo najprostszego klona, była psychicznie wyczerpana. Kilka miesięcy zajęło Maji opanowanie kontroli nad Chakrą. Chaotyczne, młodociane usposobienie i determinacja musiały zostać zmienione na równowagę i wewnętrzny spokój, które pozwoliły Sorze na zrozumienie natury jej Chakry. Dzięki temu mogła ukończyć Akademię z całkiem zadowalającymi wynikami. Nie przejmowała się już brakiem talentu do Taijutsu, wiedząc, że swoją drogę będzie wiązać z technikami klanowymi i Ninjutsu. W międzyczasie zdobyła też wielu przyjaciół, z którymi, miała nadzieję, będzie mogła wiązać przyszłe życie, a znajomości te nie rozpadną się po kilku miesiącach od ukończenia Akademii. Cały czas liczyła na to, że kiedyś jeszcze wróci do Sunagakure i razem z innymi pomoże w odbudowie ich wspólnego domu.

Spoiler:
 
Posty: 19
Dołączył(a): 20 kwi 2019, o 00:44
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Reiwa » 4 maja 2019, o 01:03

No i nadszedł ten wspaniały dzień, w którym to kroki ku akademii miał skierować młody, bo szesnastoletni, Reiwa. Blondwłosy, uśmiechnięty chłopak w podniszczonym ubraniu szedł dziarskim krokiem ku odremontowanemu budynkowi, by rozpocząć w nim pierwszy dzień nauki. Był nad wyraz zadowolony, wiedząc, że dzięki tej opcji otwiera mu się szansa na jakąś świetlaną przyszłość. Dlaczego akurat akademia ninja? Reiwa przybył do Sunagakure półtora roku temu, wraz z rzeszą innych osób na czele z Yami Saiko, dzięki której Suna ponownie się zaludniła. Przez prawie pięć długich lat blondyn ze swoją nieliczną rodziną pędzili biedny żywot na pustyni, gdzie musieli sobie radzić na każdy możliwy sposób, żeby tylko przeżyć. Powrót do Piasku był darem od losu, od Saiko, a Reiwa poczuł obowiązek, by prędzej czy później założyć charakterystyczną opaskę z blaszką i przez to dołożyć jedną, małą cegiełkę do budowli, która nazywa się właśnie Sunagakure no Sato. To był jeden z powodów, bo do tego bowiem dochodziła jeszcze chęć utrzymania własnej, biednej rodziny. Ojciec garncarz, matka przedszkolanka i dwojga młodszego rodzeństwa; siostrzyczki Emiko i Madiko Zarobki nie były wystarczające, by zapewnić minimum dobrobytu, temu też Reiwa postanowił wstąpić na ścieżkę ninja pomimo twardego oporu ze strony rodziców. Nic dziwnego, przez decyzję swojego syna mogli go prędzej czy później bezpowrotnie stracić.

Chłopak ledwo przekroczył próg budynku i już został obrzucony licznymi spojrzeniami zazdrośników, którzy w każdym upatrywali swojego rywala, kogoś, kto zechce ich wyeliminować, przekreślić szanse i marzenia. Reiwa był za to w pełni spokojny, nie obawiał się konkurencji, po prostu zamierzał dać z siebie wszystko, nie chcąc wchodzić w drogę komukolwiek. Życie na pustyni nauczyło go, że w świecie nie ma miejsca na indywidualizm tam, gdzie potrzebna jest współpraca. Dlatego szukał wzrokiem kogoś, kto byłby podobny do niego, a inny niż cała zawistna reszta. Tym sposobem znalazł niejaką Itami, nieśmiałą, ale pozytywną dziewczynę, z którą dzięki swojej asertywności zdołał nawiązać bliższą relację niż z kimkolwiek innym. Ich przyjaźń ciągnęła się przez całą naukę w akademii, od pewnego momentu można było nawet mówić o relacji na dobre i na złe, a wreszcie nawet o nieodwzajemnionej miłości. Oczywiście to Reiwa był tą stroną ,,poszkodowaną’’. Relacja koniec końców runęła, gdyż Itami była dużo bardziej formalną osobą od blondyna i nie rajcowały ją nawet szczeniackie związki. Czy w wyniku tego Reiwa zamknął się w sobie, spochmurniał czy zdziadział? Nie, nic z tych rzeczy. Uznał, że życie toczy się dalej i jeśli nie ta to inna. Życie jest za krótkie, żeby się smucić, a ponadto nie zamierzał się pogarszać w nauce przez małą traumę po dziewczynie.

No ale właśnie, co z jego nauką, jak mu szło? Dość przeciętnie, nie wybijał się za bardzo spośród rzeszy osób, po prostu było wielu ponad nim, tak samo jak wielu poniżej jego poziomu. Mimo to był traktowany gorzej od innych, głównie przez wzgląd na pochodzenie i majętność. Większość wywodziła się od rodzin, które szybko zaadaptowały się w nowej Sunie, rozwinęły swój biznes i zdobyły trochę wpływów. Rodzina Reiwy natomiast nie tylko się nie wyróżniała na tle innych, ale też nie była zbyt majętna. Chłopak często chodził w ubraniach, które były wyraźnie znoszone, podarte i to wystarczyło, by być obiektem kpin.
- Hej, Srejwa, kup sobie szmaty, co?! – odezwał się jeden z chłopaków, typowy szkolny dręczyciel. Rzucił pod nogi blondyna pół złamanego Ryo, dosłownie. Niebieskooki zatrzymał się, spojrzał na monetę i ostatecznie podniósł ją, co tylko spowodowało jeszcze większe salwy śmiechu. Shinkigen z kamienną twarzą minął bandę śmieszków, choć wewnętrznie się w nim gotowało, miał ochotę się trochę rozpłakać, ale jednak zachował rezon.
- Głupi chuj. Żaden skarb świata nie sprawi, że stanie się mądrzejszy. Może być bogaty, ale nadal będzie idiotą. Bogatym idiotą.

Reiwa w akademii miał niezłą smykałkę do nauki o technikach opartych na formowaniu tworów z czystej chakry i żywiołach. Miał też niejakie pojęcie w czysto teoretycznym zakresie materiału, natomiast słabo mu szły jakiekolwiek iluzje, a walki wręcz zazwyczaj przegrywał. Nie każdy musiał być najlepszy we wszystkim, nie każdy też był geniuszem. Geniusze nie rodzą się od tak, jest masa rzeczy, które mają wpływ na predyspozycje danej osoby. Najwyraźniej Reiwa był świadomy swoich predyspozycji i zmierzał w ich kierunku, choć nie wykluczał, że w przyszłości uzna, że wyszkolenie się w co poniektórych umiejętnościach, które nie szły mu za dobrze, również przyniosą mu wymierne korzyści. Wszystko dało się załatwić ciężką pracą, a on, przyszły genin z nieznanego kompletnie klanu, musiał się przyłożyć, bo i łatwego startu nie miał praktycznie żadnego.
Wreszcie jednak przyszedł czas na egzaminy na genina. Każdy musiał zaprezentować techniki, których nauczył się podczas całej nauki w akademii. Był przekonany, że przygotował się najlepiej jak tylko umiał i nic go nie zaskoczy, nic go nie pokona. Po prostu wyszedł na salę egzaminacyjną i pokazał co potrafi. Skutek? Potrafił dosłownie wszystko, co mu wpojono. Opanował wszystkie techniki jak należy bez żadnego wysiłku i zaprezentował je doskonale. Wtedy też dostał nominację, dyplom i opaskę ninja, po czym zniknął ta szybko jak się pojawił, by czym prędzej pochwalić się swojej rodzinie. Był zadowolony ze swojego sukcesu, ba, szczęśliwy. I kto wie, może teraz otworzyło mu się wiele obiecujących furtek? Należało to sprawdzić, wyruszając w surowy świat shinobi.




Spoiler:
 
Posty: 85
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 20:20
Ranga: Chūnin

Re: Akademia

Postprzez Takara » 4 maja 2019, o 02:30

Upał. To było słowo które Takara przypisał swojemu pierwszemu dniu w akademii. Idąc ulicami wioski, której odbudowy jeszcze w 100% się nie zakończyły, blondyn nie mógł przestać narzekać na gorąc panujący wokół. A to coś znaczyło o temperaturze, biorąc pod uwagę że całe życie spędził on w Kaze no Kuni. Do niedawna, nie miał on nawet miejsca które mógł nazwać domem. Stracił je 6 lat temu. Odmieniło się to dopiero w momencie, w którym Yami Saiko odbudowała Sunogakurę i przywróciła do niej status wielkiej wioski. Takara był jej za to wielce wdzięczny i stwierdził że ma jej względem dług, którego nigdy nie spłaci. Podróżowanie z czwórką młodszego rodzeństwa było męczące dla jego rodziców, a teraz jego rodzina dostała szansę na pozbieranie się w całość i normalne funkcjonowanie. To był jeden z dwóch powodów dla których blondyn postanowił zostać shinobi. Chęć odwdzięczenia się Kazekage i obrony tego co jego rodzina otrzymała. Drugi powód był dużo bardziej personalny. Takara odkąd pamiętał był zaciekawiony umiejętnościami shinobi. Jakie były ich granice? Czy one w ogóle istniały? Czy z ich siłą byłby w stanie zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie i lepiej poznać świat? Te pytania były tym drugim powodem.

Dni spędzone w akademii pokazały chłopakowi w jaki sposób będą wyglądały jego kolejne miesiące, nim zda egzamin na genina. Nauczyciele o poranku mieli w nawyku przeprowadzanie zajęć teoretycznych przeważnie obejmujących tematy, takie jak historia Kaze no Kuni, bohaterzy wioski, a także uzbrojenie i dziedziny shinobi. Do tego dochodziła tona tematów bardziej sprecyzowanych, ale Takara bez bicia był w stanie się przyznać że większość z nich zapomniał. Pomimo pracowitości jaką wykazywał na co dzień i szczerych chęci uważania na lekcjach, zajęcia zazwyczaj były tak nudne że przysypiał. Nie raz podpadł nauczycielom za niekontaktowanie w trakcie wykładów. On zazwyczaj odwdzięczał się im poprzez przygotowywanie na nich pułapek razem z buntowniczą częścią klasy. Niektórzy nauczyciele nie byli w stanie wytrzymać ich żartów i po wpadnięciu w “stary, dobry kubeł z wodą nad drzwiami” wyganiali ich z klas. Takara zazwyczaj wracał wtedy do domu by pilnować swojego młodszego rodzeństwa lub by trochę potrenować taijutsu i ninjutsu. Rzadko kiedy tracił on czas na lenienie się. Na szczęście jego wyniki z innych przedmiotów były wystarczająco dobre bo nie wywalili go za brak obecności na zajęciach i przysypianie.

Południem zazwyczaj zaczynały się zajęcia praktyczne, który były miłością dużego grona uczniów, a zmorą nielicznych. Takara zaliczał się do tej pierwszej grupy. Trenowanie celności poprzez rzucanie kunaimi, wypróbowywanie ninjutsu w praktyce a także sparingi między innymi osobami z klasy były dla niego znacznie przyjemniejsze niż lekcje teoretyczne - szczególnie gdy nawet te ciekawe tematy zaczęły się nudzić po wielokrotnym ich wałkowaniu. Blondynowi spośród tych wszystkich zajęć praktycznych najbardziej przypadły do gustu sparingi. Jak się okazało, chłopak miał tendencje do bycia szybszym w działaniu i reagowaniu od większej części jego klasy. W dodatku zawsze nim rozpoczynała się walka miał już w głowie ułożony plan w przeciwieństwie do reszty studentów która wolała improwizować. Te dwa czynniki pozwoliły mu zwyciężać co drugi sparing z innymi studentami. Jego taktyki nie działały jedynie na osoby, które faktycznie znały się na Taijutsu i potrafiły skontrować każde jego działanie bez wielkich starań. Te porażki jednak zachęcały chłopaka do nauki. Odczuwał także dziwną satysfakcję kiedy jego plan działania był niszczony i zmuszano go do większego wysiłku. Upartość która w zajęciach teoretycznych nie pomogła specjalnie chłopakowi, tu działała już pełną parą. Pomimo bardzo słabego początku z shurikenjutsu - a mianowicie bycia najgorszym w klasie - udało mu się nadrobić zaległości na tyle by dumnie mógł się nazwać przeciętniakiem. Z tego wszystkiego tylko do ninjutsu miał prawdziwe predyspozycje, a przynajmniej tak mu powiedzieli nauczyciele widząc jak chłopak wsiąka techniki jak jakaś gąbka. Takara nie umiał wyjaśnić tego zjawiska, więc słowo predyspozycja pasowało idealnie.

Oczywiście, akademia shinobi to nie sama nauka jak mogło by się wydawać. Dużą częścią życia studenta byli rówieśnicy. Blondyn zauważył że większa ich część była starsza od niego - pewnie dlatego że wioska została przywrócona do życia względnie niedawno. Mimo to, Takara dostrzegł parę osób będących mu bliżej wiekowo, chociaż dalej był najmłodszą osobą w klasie. Udało mu się jednak znaleźć dwóch przyjaciół - Ikkiego i Sayę, bliźniaków o rok od niego starszych. Ich znajomość miała dość nudny a zarazem typowy początek. Siedzieli w tej samej ławce… no i łączyli się w bólu z powodu nudnych lekcji - z wyjątkiem Sayi, która była istnie wzorową uczennicą. Reszta klasy miała do niego mieszane podejścia. Część go lubiła a większość go zwyczajnie ignorowała, ale trafiali się też tacy co kochali nabijać się z jego wieku i sugerowali że podlizywał się do nauczycieli. Skąd to drugie wynikło, Takara nie wiedział i nigdy go to nie interesowało. Podejrzewał że gadali tak tylko by sobie ego podreperować po niezaliczonych testach, który on zaliczył na 100%.

I tak wyglądał pobyt chłopaka w akademii, aż nadszedł dzień egzaminu na genina. Z każdego egzaminu uzyskał wynik wyższy od średniej klasowej, jednak nie na tyle by być w czołówce studentów. Nie miało to znaczenia. To był tylko początek jego przygody. Z tym nastawieniem, chłopiec dumnie wyszedł z akademii razem z opaską na czole...



Spoiler:
 
Posty: 138
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Akademia

Postprzez Tori » 4 maja 2019, o 12:52

Właśnie tutaj miał rozpocząć się nowy rozdział w życiu Tori jako kunoichi wioski Iwa gakure no sato. To był ten dzień w którym miała pójść swój pierwszy raz do akademii ninja gdzie odbywała szkolenie na genina. Co ją tam czekało? Tego nikt nie mógł przewidzieć. Pewien był tylko pot, łzy i zmęczenie nauką. Tori nie zamierzała się oszczędzać w końcu takie właśnie życie sobie wybrała, wbrew temu co widzieli dla niej rodzice. Swój trening w akademii rozpoczęli od wzmacniania własnego ciała by przystosować je do warunków jakie ich czekać będzie podczas życia shinobi i kunoichi. Musieli zacząć dzień od wzmocnienia tężyzny poprzez wspólny sparing. Dziewczyna nigdy nie czuła się dobrze w walce w zwarciu, chyba preferowała mniej kontaktowe wyzwanie. W sumie nie może jeszcze tego definitywnie stwierdzić, w końcu jeszcze nigdy nie stawała do walki. Do pary przydzielono jej uroczą koleżankę. Stanęli naprzeciwko siebie i grzecznie ukłoniły, przed rozpoczęciem. I zaczął się szybki sparing, a raczej najprostsza wymiana uderzeń. Rzutowało to również po części na trening wytrzymałości. Kilkanaście właśnie tych prostych uderzeń przyjętych na "klatę" obrażeń przyzwyczajało ich młode ciała na przyjmowanie obrażeń. Szybkość to natomiast zupełnie inna para kaloszy. Trochę umorusanych w błocie ale cały czas kaloszy. tutaj trening rozgrywał się na boisku akademii. Był to nie tyle wyścig co po prostu wykonanie pięćdziesięciu okrążeń w jak najkrótszym czasie. Takie ćwiczenia zdecydowanie musiały ich w końcu wystarczająco wymęczyć i ich sensei mógł spokojnie puścić wszystkich do domu z sumieniem dobrze spełnionego nauczycielskiego obowiązku.Następnego dnia na pewno mogli trochę odetchnąć z ulgą gdyż ich dzisiejsze zajęcia miały na celu zwiększyć użyteczność ich wewnętrznej chakry. Najpierw musieli oczywiście poznać metody na kontrolowanie tego zasobu. W tym celu otrzymali niewielkie listki, a ich zadanie polegało na ich przemieszczeniu. Wydawało się to śmieszne ale od czegoś młode głąby musiały zacząć a to było idealne ćwiczenie. Z początku szło im bardzo opornie ale z każdą kolejną chwilą studenci i studentki wykonywali polecenie. Drugą częścią tego zacnego treningu była siła chakry. To miało polegać na przecięciu już i tak napsutego poprzednim zadaniem liścia. Zmuszało to ich do wytężonego skupienia na kawałku zieleniny. Wydawało się to proste ale stanowczo takie nie było z której strony by na to nie spojrzeć. Dziewczynie udało się to po prawie trzydzieści minutach po pierwszej próbie. Tego dnia mieli jeszcze dwie techniki wykorzystujące chakrę do nauki. Zaczęli od kompletnej podstawy podstaw. Suimen Hoko no Gyo i Ki Nobori no Shugyo, były to dwie pokrewne umiejętności polegającym na z grubsza na tym samym. Odpowiednie wypuszczanie chakry przy pomocy stóp oraz jej utrzymaniu prowadziło do tego, że: po pierwsze można było pionowo poruszać się po powierzchniach. Druga zaś tyczyła się chodzenia po cieczach takich jak tafla wody. Na papierze brzmiało to prosto, niestety życie zweryfikowało i szybko obiło młodziakom tyłki. Oj tak, Tori do domu wróciła bardziej posiniaczona niż po jakiejkolwiek bójce w którą udało się jej wplątać. Może był to przypadek ale dnia następnego na zajęciach tym razem teoretycznych uczyli się o postawach medycyny. To zagadnienie bardzo interesowało dziewczynę, więc ciężko się nie dało zauważyć pasji w jej żółtych oczach. Bardziej zastanawiało ją dlaczego od razu po przeprowadzeniu zajęć zlecono im test z tego czego właśnie się nauczyli. To zaś było tylko przykrywką do przebadania ich zdolności podkradania informacji. To natomiast słabo wychodziło młodej kunochi, dlatego nie była zadowolona z swoich wyników. Chociaż medycyna i tak należała do jej najmocniejszych stron więc obstawiała, że dużo osób na tym skorzystała. Podczas dalszego treningu przedstawili im kilka jutsu do wykorzystania w walce. To było nic innego jak Bushin no jutsu, które polegało na stworzeniu swojej kopii która miała za zadanie zdezorientować przeciwników. Nie można było powiedzieć, że nie było to przydatne jutsu. Druga technika to kawarimi, technika stworzona z myślą o ucieczce z nieciekawej sytuacji. To była dla niej największa zagadka. W końcu jak łatwo da się wytłumaczyć zamianę ciała z na ten przykład drewnianym pieńkiem. Inna technika kamuflująca której chcieli nauczyć swoją klasę nauczyciele, było proste jutsu henge pozwalające wcielić się osobie w wygląd zupełnie kogo innego. Oczywiście jakoś przemiany była ściśle powiązana z umiejętnościami shinobi bądź kunoichi. TO była jedna z tych technik nad którą Tori nie musiała na szczęście zarywać nocy i dzięki dobrej kontroli chakry, wykonanie jej przyszło dziewczynie całkiem sprawnie. Pozostało coraz mniej czasu do ostatecznego testu który miał sprawdzić ich umiejętności i wyłonić tych którzy są już gotowi by pójść o krok dalej i stać się geninemi z krwi i kości. Zanim to się jednak stanie pozostały jeszcze trzy rzeczy które musieli zrobić. Nauczyć się podstawowej obrony przed genjustu jakimi było Kai. Proste jutsu które potrafiło namieszać w przepływie chakry do tego stopnia, że kiedy utknie się w prostym genjusu użytkownik Kai mógł spokojnie z niego wyjść. Niestety działało to tylko na te mniej ofensywne techniki iluzji.Druga technika pozwoliła na wykaraskanie się z więzów. To się na pewno mogło przydać, prędzej czy później. To już druga technika której działanie było kompletną zagadką dla Tori. Było, bo przyszedł czas, że jego tajemnica otworzyła przed nią drzwi na oścież. Ostatnią rzeczą której musieli się nauczyć była formacja powiązana z pracą zespołową. Na pierwszy rzut oka stawanie do siebie plecami było banalne. Jak się jednak okazało, dokładne pokrycie luk w obronie nie było tak oczywiste zarówno dla Tori jak i niektórych innych uczniów. I nastał ten ostateczny dzień w który był zwieńczeniem lat poświęconym na nauki. Czy się jej uda i zdobędzie rangę która zapoczątkuje nowe wyzwania? Tego dowiemy się w następnym odcinku.


Spoiler:
Ostatnio edytowano 6 maja 2019, o 20:09 przez Tori, łącznie edytowano 1 raz
#00BFBF
 
Posty: 26
Dołączył(a): 1 maja 2019, o 15:53
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Yamanaka Miyashi » 6 maja 2019, o 19:14

Theme

Piękny dzień, jeden z najlepszych w historii naszego młodzieńca. Ostatni dzień akademii. O tak to co tygryski lubią najbardziej. Miyashi siedział jeszcze w domu. Stał przed lustrem starając się zobaczyć czy wygląda idealnie, wprost perfekcyjnie na ten dzień.
- Ujdzie - powiedział spokojnie, po czym poprawił kołnierzyk. Nie lubił chodzić w tego typu strojach. Klasyczne kimono na co dzień jest o wiele wygodniejsze Jednak ten jeden dzień można przeboleć.
Tym razem jednak miał na sobie eleganckie buty, wypastowane. Świeciły się wręcz jak oczy chłopca na widok jego miłości. Spodnie koloru czarnego,w kant. Strój nieco krępujący ruchy, jednak "raz kozie wio". Następna jest biała koszula, bez krawata, bez muchy, rozpięta przy samej szyi. Na tym czarna marynarka, pasująca do butów oraz spodni.
Obrazek Obrazek
Wyjście z domu nie zajęło Yamanace zbyt długo. Zjadł na szybko kromkę chleba, bo nie miał ochoty na nic innego. Byleby tylko w brzuchu nie burczało. Droga zazwyczaj zajmowała mu 10 minut. Jednak tym razem podróż musi trwać dłużej. Z powodu swojego stroju Miyashi wolał iść drogą niż przeskakiwać przez płoty.

Dotarcie zajęło Yamanace nie więcej niż te magiczne piętnaście minut. Spokojnym tempem podszedł przed drzwi budynku widzianego przez ostatnich parę lat. Spojrzał na nią spokojnie. Wydawała się inna. Kiedyś niesamowicie nie lubił tam wchodzić. Jednak teraz, jakby lekki sentyment? Rozumiał, ze szybko tam nie wróci. Jego droga życia pcha go dalej, a tutaj zostawił parę miłych wspomnień.
***************
Drugi rok akademii, wchodził jak to często bywało spóźniony. Podczas biegu szukał po kieszeni rozkładu zajęć i numeru sali.
*Jak zwykle zapomniałem.* Pomyślał biegnąć przed siebie, spoglądając tylko na numery sali. *Gdzie to jest?!* Zdenerwowany zaczynał czuć coraz większą irytację swoją sytuacją.
I nagle, jest ona. Sala której szukał. Miyashi stanął przed drzwiami, wziął głęboki oddech, pomyślał nad wymówką. W końcu to niemożliwe żeby starsza pani potrzebowała pomocy trzeci raz w tym tygodniu, skoro jest dopiero środa.
Po naciśnięciu na klamkę stało się. Ujrzał przed sobą wykładowczynię, salę. Jednak to nie ta sala. W tej znajdowała się tylko grupa dziewczyn, które właśnie stały prawie nagie na środku. Co tu się dzieje?
Nie zdążył nawet do końca przemyśleć tego co zrobił, gdy pierwszy raz oberwał. Następnie w jego stronę poleciało wszystko co było pod ich rękami. Po oberwaniu dwukrotnie zamknął drzwi przy okazji biorąc nogi za pas. Dopiero potem sobie przypomniał. No tak, tam grupa dziewczyn ma basen.
***************
Wrócił myślami do ostatniego dnia. Tyle wspomnień, można powiedzieć że łezka kręci się w oku. Jednak z drugiej strony od następnego dnia zaczyna się prawdziwe życie. Życie jako genin, jako najmniejsza jednostka bojowa konohagakure.
- Siemasz. - Powiedział głos obok. Miyashi spojrzał na niego. To jeden z kolegów, mający dopiero 14 lat. W sumie to dziwne, że Yamanaka jako taki stary koń dopiero kończy akademię.
- No Siema.- Odpowiedział spokojnie spoglądając na kolegę. - Gotowy na zakończenie tego przybytku? - Dodał wskazując ręką na akademię. - Jasne.

Po przekroczeniu progu obydwaj ujrzeli przygotowania, krzątanie się, nerwówkę studentów którzy chcieli zakończyć ten dzień i podziękować swoim nauczycielom.
-Dosyć to ironiczne, sami tworzą przedstawienia dla siebie. - Powiedział Miyashi pokazując dyrektorkę, która osobiście prowadziła przygotowania do tego dnia. - Ciekawe czy powiedzą chociaż jedno dobre słowo o nas. - Dodał, spoglądając na swoją klasę. To dziwne ale przekrój był okropny. Od niego, już 17 nasto latka który niedługo będzie mógł wypić legalnie do dzieci poniżej dziesięciu lat, z którymi nie potrafił nigdy złapać kontaktu. Jednak mimo całej tej dziwnej sytuacji czuł lekki żal, że to już koniec.

Uroczystości nie trwały zbyt długo. Typowa akademia na koniec, nauczyciele czują radość że uczniowie ich opuszczają i idą dalej. Druga opcją o której Miyashi myśli to też po prostu nauczyciele mają ich dosyć. Niektóre sytuacje nie powinny mieć miejsca nigdy, a nauczyciele pewnie posiwieli przez jego klasę o ładnych parę lat.

W końcu stało się, koniec. Podszedł do nich nauczyciel żegnając się po kolei. Uczniowie żegnali się w zależności od wieku. Najmłodsi przytulali się, zachowując się jak rozwrzeszczane gówniaki, starsi po prostu się żegnali. Natomiast Miyashi spokojnie czekał na koniec. Wolał pożegnać się jako ostatni. Jakoś nigdy nie miał parcia na szkło, wolał zrobić to na spokojnie.
- Powodzenia sensei. - Rzucił spokojnie, w sumie więcej nie trzeba było. Uściśnięcie dłoni znaczyło o wiele więcej.

Po rozdaniu dyplomów, opasek oraz ogólnym pożegnaniu ze wszystkimi Miyashi spokojnie wyszedł przed budynek. Wszyscy opuszczali akademię żegnając się, a niektórzy nawet płakali. Miyashi uśmiechnął się w duchu. Spojrzał, zabrał swoją opaskę.
*W końcu.* Złapał ją z całej siły, schował ją. Póki co nie chciał jej zakładać do paska. Jednak to nie ten strój.
Ostatni raz podszedł do swojej klasy, pożegnał się z nimi. Z częścią właściwie nigdy nie rozmawiał. Jednak nie przeszkadzało mu to pożegnać się i życzyć szczęścia w doroślejszym życiu, życiu shinobi. Mordercy na zlecenie...



Opanowane techniki:
Bunshin no jutsu
Kai
Henge no Jutsu
Kawarimi No Jutsu
Suimen Hoko no Gyo
Ki Nobori no Shugyo
Nawanuke no Jutsu

Rozwinięte atrybuty:
Siła D
Szybkość D
Wytrzymałość D
Kontrola Chakry D
Siła Chakry D

Zdobyta wiedza:
Pakty;
Bijuu: Kyuubi;
Historia krain: Hi no kuni;

Opanowane techniki: 7;
Rozwinięte atrybuty: Siła, Szybkość, wytrzymałość, kontrola chakry, siła chakry;
Zdobyta wiedza: Pakty, Geografia hi no kuni, historia hi no kuni;
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 7;
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji:
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji:
Potrzebne PN: 7pn;
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5pd
- Mowa.-
*Myśli*
Dzban-kun
 
Posty: 93
Dołączył(a): 2 lut 2016, o 22:06
Ranga: Genin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Akademia Shinobi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron