Akademia

Obrazek
W tym miejscu zwykłe dzieciaki szkolone są na przyszłych obrońców swojej wioski. Uzyskują tu podstawową wiedzę na temat zasad panujących wśród shinobi, zdolności wykorzystywania chakry czy walki wręcz. Wiedza ta pozwala im w przyszłości na dalszy rozwój, szkolenie zaś kończy się awansem na Genina - najniższy poziom shinobi.

Akademia na tym forum jest samodzielna. Wystarczy napisać post w odpowiednim temacie, wg poniższych zasad, by awansować na rangę Genina.
•W temacie można napisać maksymalnie jeden post.
•Wymagane minimum, by ukończyć akademię należy wybrać co najmniej trzy techniki ninjutsu rangi E.


Uwaga! Za opanowane techniki dla zachowania zgodności w temacie PN gracz otrzymuje wymaganą do opanowania jutsu ilość punktów nauki, automatycznie wydaną na szkolenie jakie opisał gracz w tym dziale. Gracz musi w swoim temacie PN opisać przychód punktów nauki a następnie oznaczyć ich wydanie na opanowaną zdolność. Analogicznie postępujemy w przypadku PD - gracz po otwarciu dziedziny w dōjō musi w swoim temacie punktów doświadczenia napisać ich przychód a następnie wydać je na otwarcie określonej dziedziny.


Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Akademia

Postprzez Uchiha Hiro » 16 maja 2019, o 13:09

Hiro obudził sie jak każdego ranka, wyspany, przygotowany na cały dzień pracy. Ubrał sie w swoje zwyczajowe ubranie, pożegnał z rodzicami i wybiegł z domu w stronę Akademii Ninja. Wszedł do swojej klasy, usiadł w ławce, przywitał sie z kolegami.
-Ej pamiętasz że jutro jest egzamin? Zapytał go kolega z ławki. Chłopak wziął głębszy oddech i opdowiedział:-Jak mógłbym zapomnieć, w tym roku na pewno zdam, ciężko się przygotowywałem na ten dzien.
I zobaczył, jak drugi shinobi skinął głową i uśmiechnął się na tą odpowiedź. Do sali wszedł nauczyciel, uciszył resztę uczniów którzy krzatali się w gwarze dnia. Poczekał chwilę, aż dzieciaki się uspokoją i powiedział głośnym, ale miłym głosem:-No dobrze, już dobrze dzieci. Skoro macie tyle energii, zapraszam was wszystkich na pole treningowe. Tam rozładujecie ją w try miga! Reakcje były różne, jedni sie ucieszyli, jedni zaczeli wzdychać, a nawet narzekać pod nosem, ale każdy zgodnie z rozkazem wyszedł na zewnątrz.

Pole treningowe składało się z kilku pieńków z przyczepionymi tarczami do treningu rzucania shurikenami, kolistej areny o śrenicy pięciu metrów, kilkoma drzewkami rozmieszczonych poza areną ale za to przy ławkach, by zasłaniały słońce i pozwalały odpocząć w cieniu. Klasa ustawiła sie w szeregu, i sensei wybierał po trzy osoby do treningu shurikenami, oraz po dwie osoby do sparingów na arenie.-Hiro, Akemichi, i Shinji. Wy jako pierwsi porzucacie sobie do tarcz. Chyba nie musze wam już przypominać żebyscie uważali, co nie?

Trójka uczniów skinęła głowa i ruszyła w stronę pieńków. Hiro zajął miejsce najbardziej wysunięte po lewej stronie, wyciągnął pare shurikenów, zamachnął się i wypuscił, rzucając jednym w sam środek. Następnie wziął następny i spróbował podkręcić rzut tak, żeby leciał po łuku. Trafić wtrafił, ale niestety pare centymetrów od środka tarczy. Akemichi odrwóciła się w jego stronę i spytała:Wy uchiha to macie do tego dryg co? Jak ty to robisz, że rzucasz z taką precyzją? Hiro odwrócił głowę i udzielił rady:Cała sztuczka polega na nadgarstku, musisz go rozluźnić dopiero w ostatnim momencie, jeżeli zrobisz to za późno lub za wcześnie, stanie się to. I rzucił shurikenem ktory ledwo co wbił się w pień. Potem skinął głową porozumiewawczo i rzucił następnego już poprawnie, trafiając w sam środek. -M, zrozumiałam. Dziekuję za poradę.
Trening trwał jeszcze jakies pięć minut po czym, wyruszyli w stronę ławek by trochę odpocząć przed sparingami.

Po dłuższej chwili, Hiro usłyszał głos sensei'a.- Hiro twoja kolej, zmierzysz sie z Hideo. Młodzieniec wstał, podszedł do areny, ukłonił sie swojemu rówieśnikowi, i czekał na start od mistrza.-Hajime! Na ten dźwięk Hiro przyjął postawę bojową, przypomniał sobie treningi z ojcem. Lewa noga do przodu, prosto, prawa lekko z tyłu pod kątem. Ręce na zgiętych łokciach ustawione odwrotnie. Przeciwnik postąpił do przodu wykonując cios lewą ręką, Hiro jednak będący szybszy od swojego przeciwnika, zrobil unik i zaatakował prawą ręką w stronę żołądka przeciwnika. Ten przyjął cios, lekko zaskoczony sytuacją. Zatoczył sie przez sekundę ale nie upadł. Tym razem to młody Uchiha przejął inicjatywę. Ostrożnie podszedł i wykonał kopnięcie wymierzone w głowę. Przeciwnik złapał ją przed twarzą, na co Hiro odpowiedział obrotem w powietrzu i uderzeniem drugiej nogi prosto w nos. Rozszedł się cichy trzask pękanej kości. Adwersarz upadł puszczając nogę.-Dość! Krzyknął sensei.
Hideo trzymał sie za twarz, z ktorej leciały małe strużki krwi. - Wiesz, nie musiałeś tak mocno. Hiro tylko wzruszył ramionami, wyczyścił buty i poszedł na swoje miejsce.-Na dziś to koniec, zabiorę go do medyków, wy macie do konca dnia wolne, widzimy się jutro na egzaminach.Dzieciaki rozeszły się do domów, Hiro również. Do konca dnia odpoczywał, by mieć siły na jutrzejszy dzień. Zasnął bez problemów, nastepnego ranka po porannej rutynie wyszedł do akademii.

Czekając na swoją kolej. Widział niektórych szczęsliwych, wychodzących z opaskami na czole, ramieniach czy gdzie według nich najlepiej pasowała. Widział też posmutniałych, wychodzących bez niczego. Nie chciał skończyć tak jak oni. Musiał dać z siebie wszystko. Gdy nadeszła jego pora, wszedł do sali i usłyszał:- Uchiha Hiro tak? Zadanie będzie proste, Henge no jutsu. Masz trzy próby by idealnia odwzorować mój wygląd. Hiro skinął głową wykonał niezbędne pieczęci wział oddech, sięgnął do zasobów swojej chakry i wypowiedział:-Henge! Wyleciał mały kłębek dymu, lecz gdy opadł shinobi wyglądał dokładnie tak, jak egzaminator. No no, za pierwszym razem, widać ciężko trenowałeś. Gratuluję osiągnięcia rangi genina. Oto twoja opaska, noś ją z dumą i przynieś chlubę naszej wiosce! Hiro skinął lekko głową, założył opaskę na szyję i zawiązał na karku. Podziękował i opuścił salę w doskonałym humorze. Skierował się prosto do domu, by pochwalić się swoim rodzicom tym osiągnięciem. Wiedział że będą z niego dumni. Przywitał go ojciec, ktory zauważając opaskę, przytulił syna i powiedział:-Gratuluje, ale to dopiero początek twojej drogi, nie zapominaj o tym. Od jutra zaczniesz trening ze mną, i nie będzie tak łatwo. Hiro na te słowa tylko pokiwał głową.

Opanowane techniki: Kakuremino no Jutsu, Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Kihon Iryō no Kenmei, Sakki
Rozwinięte atrybuty: Siła na D, Wytrzymałość na D, Szybkość na D, Kontrola Chakry na D,Siła Chakry na D.
Zdobyta wiedza:Brak
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami:1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji:9
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji:0
Potrzebne PN: 19
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 2
Dołączył(a): 14 maja 2019, o 00:29
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Uchiha Arōyi » 18 maja 2019, o 00:22

Bezchmurne niebo w chłodny wieczór. O takiej porze Arōyi najczęściej lubił się relaksować, na dachu swojego domu, po treningu Ninjutsu z przyjaciółmi. Wielkimi krokami zbliżał się egzamin z Taijutsu, z którego nie był jeszcze zbyt dobry – praktycznie go nie trenował. Nie przykładał szczególnej uwagi do treningu, wolał zajmować się czymś innym, bardziej pożytecznym a samym egzaminem w ogóle się nie przejmował. Jego rodzice zginęli gdy chłopak miał za ledwie kilka lat więc nie miał z kogo brać przykładu na to jak wartościowy jest trening. Uczył się I ćwiczył pod okiem swojej babci, która mimo swojego sędziwego wieku, tak jak za dawnych lat, była wybitną Kunoichi.

W trakcie wieczornych gier w Shougi, na świeżym powietrzu, wraz z Babunią – ta często lubiła wypytywać o jego postępy w akademii, rozmawiać o tym jak ciężko młody pracuje i o czym się aktualnie uczy. W tym momencie nie zdając sobie sprawy z tego kim była jego opiekunka w przeszłości rzekł iż za mniej więcej pięć tygodni odbędzie się egzamin z Taijutsu, którym się nie przejmuje —Zbliża się egzamin, jesteś aż tak pewny siebie że nie musisz do niego trenować? Z nutką ironii a także odrobiną pogardy zapytała go na co beztroskim tonem odpowiedział —Spokojnie Babciu, jestem dobry w te klocki. Na pewno sobie poradzę. Kończąc wypowiedź uśmiechem wstał rozciągając się i dodał że już czas kłaść się spać. Jednak zamiast tego stara babka kazała mu założyć buty i wyjść do ogrodu. Kompletnie zszokowany poważnym tonem starszej, posłuchał się w oczekiwaniu odpowiedzi na pytanie „Dlaczego właśnie o tej porze ma wyjść do ogrodu?" . Po paru minutach w drzwiach wyjściowych stanęła kobieta w dziwnym stroju. Jak się okazało, była to jego babcia – Ayino podchodząc do Arōyi'ego kazała mu się zaatakować by sprawdzić poziom jego walki, dodała również że sama będzie walczyć na poważnie. Arōyi tylko przytakną lekkim kiwnięciem głowy i niechętnie przyjął postawę. To nie trwało zbyt długo. W zaledwie kilka sekund uczeń leżał na ziemi. —Nazywasz to walką? W taki sposób zginiesz przy pierwszej okazji... Chłopiec nie odezwał się słowem, zaciskając pięści i zęby. Staruszka dodała tylko, że wnuczek powinien ciężej trenować by każdego dnia stawać się silniejszym.

Arōyi postanowił każdego dnia oprócz kilku prostych ćwiczeń Ninjutsu, zabrać się ostro za swoje Taijutsu. Po na mówieniu przyjaciół na nowy rodzaj treningu wspólnie zaczęli naprawdę ciężko trenować. Zdarzały się dni gdy nie mogli się ruszać z wyczerpania a leżąc na trawie pod pogodnym niebem śmiali się i wspominali swoje pełne szczęścia i śmiechu wspólnie spędzone chwilę. Czasem komuś zdarzyło się zemdleć, jednak nie był to większy problem, wszyscy znali swoje adresy, często się odwiedzali więc zanosili się do swoich domów – Najgorzej było wtedy kiedy zemdlały dwie osoby lub wszyscy.

Mijały kolejne tygodnie, do egzaminu nie zostało już zbyt wiele czasu.
Arōyi wraz z Re i Temą nie odpuszczali nawet chwili, którą mogli poświęcić na to aby potrenować. Odnaleźli wspaniałą przyjemność w zwiększaniu swoich sił i wspólnej rywalizacji. Każde z nich bez wątpienia było na wysokim poziomie i za każdym razem dawało z siebie co raz to więcej. Od treningu nie odpędziło by ich nic – z resztą tak jak było w często wspomniane przez nich popołudnie. Deszcz bardzo mocno padał, czasem zagrzmiało ale nie zbyt mocno a my w najlepsze trenowaliśmy jak by to była jakaś zabawa. W pewnym momencie patrząc na Re zdałem sobie sprawę z tego że jest dużo silniejsza od Temy, zaś on – dużo szybszy ode mnie. Do pewnego momentu zupełnie nie przeszkadzało mi to że któreś z nich było ode mnie czy od drugiego lepsze, a potem naszła mnie nie zbyt ciekawa myśl – co jeśli przyjdzie nam zmierzyć się przeciwko sobie na egzaminie? Nie dawało mi to spokoju przez co prawie nie mogłem zasnąć.

Kilka dni później tuż po treningu z przyjaciółmi jak to zawsze bywało – czekała go gra wraz z Babcią w Shougi. Jego ruchy stały się nie przewidywalne nawet dla kogoś tak dobrego w te grę jak Ayino. Chwilę później zaś Chłopiec wyznał iż ciężko trenuje wraz ze swoimi przyjaciółmi aby stać się jeszcze silniejszymi Shinobi, a także że zrobił spore postępy w swoim stylu walki. Jego nieprzewidywalność była efektem długiego treningu. Za raz po jego wyznaniu usłyszał słowa —Czas na drugą rundę wnuczku... Nim się obejrzeli, stali już na dworze. Mimo tego że walka była nie równa, pojedynek był całkiem wyrównany. Prawdopodobnie młody dostał fory. Ta niecodzienna rywalizacja zakończyła się po blisko pół godziny a zdarzyło się w niej naprawdę wiele interesujących rzeczy które szkoda opisywać. Tuż po walce Arōyi padł przed swoją opiekunką na kolana prosząc o to by go trenowała. Wiedział jednak ze to będzie nie fair w stosunku do jego przyjaciół którzy trenowali razem, bez pomocy dorosłych, jednak nie chciał przegrać ani z Temą, ani z Re, czy też z kimś innym.

Minęły kolejne dwa tygodnie w których każdy dzień przebiegał rutynowo. Najpierw ciężki trening po powrocie z akademii wraz z przyjaciółmi a później drugi trening wraz z Babcią Ayino. Egzamin miał się zacząć za dwa dni więc w ciągu tych dwóch dni przyjaciele postanowili uczcić swoje znakomite postępy i zrobić coś czego do tej pory nie mieli okazji zbyt często robić. Umówili się we troje do pyszne Dango, za raz po którym zaszło jeszcze na porcje smażonego mięska. W trakcie tego jednego dnia stwierdzili że to był najlepszy czas jaki razem mogli spędzić. Wszyscy zgodnie stwierdzili że trzeba częściej uczcić ich ciężkie postępy więc w każdy wolny od akademii dzień od razu po treningu zwiedzali restauracje jedną po drugiej, by dodać wisienkę na torcie do ich wspólnie spędzonych chwil. Drugi dzień, każde z nich poświęciło czas na odpoczynek we własnym zakresie. Re oznajmiła przy wspólnym śniadaniu że za mierze dobrze wypocząć przed jutrzejszym egzaminem więc wybiera się do gorących źródeł z Matką, Tema z kolei powiedział że odwiedzi wujka w szpitalu – ponoć został ranny na ostatniej misji ale mało kto znał szczegóły poza jego rodziną i lekarzami. Ja oznajmiłem że przez cały dzień będę próbował ograć Babcie w Shougi... Była naprawdę dobra a jej strategie ciężkie do rozgryzienia.

Dzień bez ich towarzystwa zleciał nudno, strasznie się przedłużało z godziny na godzinę. Koniec końców nadszedł ten dzień – egzamin z Taijutsu. Każdy bał się że trafi na kogoś lepszego od siebie jednak nikt nie mógł przewidzieć tego co zadecyduje nasz Sensei. —Arōyi zmierzy się z... Serce na moment zatrzymało się żeby usłyszeć z kim mam się zmierzyć aż w końcu to usłyszałem —... Zmierzy się z Temą. Czułem że powinienem nie chcieć tej walki jednak przepełniło mnie dziwne uczucie którego do dziś nie potrafię dokładnie opisać... Miałem zmierzyć się z przyjacielem! Zaraz sprawdzimy który z nas jest lepszy! Trzymajcie kciuki!

Opanowane techniki: Kai, Sumen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Sakki
Rozwinięte atrybuty:
Siła na D
Wytrzymałość na D
Szybkość na D
Kontrola chakry na D
Siła chakry na D
Zdobyta wiedza: Pakty 1, Wielkie Wojny 1
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 1
Potrzebne PN: 17 PN
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5PD
 
Posty: 12
Dołączył(a): 14 maja 2019, o 20:09
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Kōseki Dākukirā » 5 cze 2019, o 22:00

Przez okno dobijały się promyki słońca które zapowiadały kolejny dzień, nie był to zwykły dzień, Dākukirā rozpoczynał naukę w akademii, dla większości takie wydarzenie to coś specjalnego, nowy krok w życiu, jednak nie dla niego. Młodzieniec już dawno nie spał, dla niego był to dzień jak inny, rozpoczął go od porannego treningu, wiedział że jeżeli chce coś osiągnąć musi stawać się coraz silniejszy. Po porannym treningu przygotował się aby opuścić dom i udać się do akademii, przedtem jednak poszedł zjeść śniadanie wraz ze swoją starszą siostrą. Utrzymywał z nią bardzo dobry kontakt, widać było że była dla niego ważna. Była to jego jedyna osoba z rodziny którą znał. Matki nigdy nie poznał, natomiast jego ojciec zginął podczas misji kiedy ten był jeszcze chłopcem. -Jak się czujesz przed pierwszym dniem w nowym miejscu?- spytała go -Normalnie, nie czuję jakiejś ekscytacji, jest to kolejny krok który muszę przejść, odpowiedział, w jego głosie było słychać spokój. Skończywszy śniadanie ubrał swój płaszcz i powolnym krokiem zmierzał w kierunku drzwi. -Powodzenia.- usłyszał życzliwy głos swojej siostry. -Do później.- mówiąc to lekko się do niej uśmiechnął po czym wyszedł.

Kōseki bardzo często rozmyślał, więc spokojna droga do akademii go nie nużyła, wręcz przeciwnie, nikt mu nie przeszkadzał, można powiedzieć że rozmyślanie bardzo go uspokajało, a do akademii miał kawałek drogi. Gdy dotarł do akademii, znalazł swoją klasę i usiadł w wolnej ławce na tyle klasy i czekał. -Cześć. - usłyszał cichy głosik dziewczyny skierowany do niego. -Cześć. - odpowiedział jej. Dziewczyna zajmując miejsce obok niego powiedziała -Wygląda na to że będziemy sąsiadami.- powiedziała już nieco pewniej. -Na to wygląda. - mówiąc to uśmiechnął się lekko do niej. Przedstawili się i rozmawiali do czasu pojawienia się nauczyciela w klasie szybko złapał z nią kontakt, była to jedyna osoba z którą rozmawiał w tym czasie. W pierwszym dniu nauczyciel nie mówił o niczym szczególnym, był to czas organizacji, a więc Dākukirā nie skupiał się bardzo na jego słowach, zamiast tego zaczął obserwować swoich kolegów z klasy, dzięki temu poznał zachowania niektórych z nich. -To wszystko na dziś, jesteście wolni. - usłyszawszy słowa nauczyciela uczniowie zajeli się sobą. Kōseki postanowił udać się do domu, ku jego zaskoczeniu jego koleżanka z ławki zrobiła to samo podczas gdy reszta klasy postanowiła poznać swoich nowych kolegów. Podczas krótkiej rozmowie z dziewczyną odniósł wrażenie że jest osobą która chce przebywać z ludźmi, jednak po jej zachowaniu przeszła po głowie mu myśl że może być podobna do niego. Wychodząc z akademii ta dwójka pożegnała się ze sobą i udali się do swoich domów. Resztę dnia spędził na rzeczach nie wartych uwagi.

Po kilku dniach w akademii, obserwując resztę klasy zaczął poznawać ich zachowanie. Zauważył że niektóre dziewczyny z klasy przyglądały się mu, wydawało mu się też że o nim rozmawiają. Nie mylił się, był przystojny i u niektórych dziewczyn budził zachwyt. Ze swoją klasą rozmawiał bardzo rzadko, nie uważał że rozmowa z nimi jest mu potrzebna, wyjątkiem była Honoka, tak się nazywała jego koleżanka z ławki. Bardzo dobrze się dogadywali co jest zaskoczeniem z racji na podejście Dākukirā. Przez te kilka dni w akademii nadal trwała organizacja, więc lekcje były mało wymagające. W akademii nie działo się wiele rzeczy, widać było po nim że czuje znużenie, nie przyszedł do akademii zbijać bąki, jednak wiedział że niedługo się to zmieni i będzie mógł nauczyć się wielu nowych rzeczy. Niedługo potem miejsce nauki zaczęło funkcjonować jak powinno, na samym początku było bardzo dużo zajęć teoretycznych, ta wiedza przychodziła mu łatwo, nigdy nie miał z tym problemu, jednak dla niego było to bardzo nudzące zajęcie, lecz nie narzekał i czerpał z wiedzy. W ostateczności był jednym z lepszych uczniów ze swojej klasy. Nie miał też problemów z zajęciami praktycznymi, walkę wręcz opanował na bardzo dobrym poziomie przez co był uważany za silnego z tej dziedziny. Potrafił walczyć i to mu wystarczało. Bardzo ambitnie podchodził do zajęć z Ninjutsu ponieważ te nie szły mu za dobrze, wiedział że to podstawa dlatego wkładał w nie najwięcej pracy. Co z czasem przynosiło duże efekty.

Dākukirā przez cały pobyt w akademii nie zmienił się ani trochę, z czasem coraz więcej osób zaczęło się nim interesować jednak ten nie odwzajemniał tego, tak samo jak jego przyjaciółka, Honoka podobnie jak on nie interesowała się klasą, przez to w klasie uważali ich za samotników, jednak niektórzy nadal próbowali lecz bezskutecznie. Do zakończenia akademii Kōseki nie miał problemów w niej, czas w akademii minął mu bardzo szybko że ni stąd ni zowąd zaczęły się egzaminy końcowe. Podczas tych egzaminów po Honoce było widać że się bardzo stresuje. W akademii bardzo dobrze sobie radziła, jednak przez stres w każdej chwili mogła oblać swój egzamin. -Nie masz się czego bać, zawsze dobrze wykonywałaś tą technikę, więc i tym razem ci się uda- powiedział do niej Dākukirā z lekkim uśmiechem na twarzy aby podnieść ją na duchu. Spojrzała się na niego wzięła głęboki wdech i uśmiechnęła się -Masz rację dam radę.- Mówiąc to ruszyła do Sali, w tym samym czasie Kōseki wyszedł na zewnątrz. Podczas jego egzaminu musiał użyć techniki Ki Nobori no Shugyō, bardzo ciężko ją trenował więc podchodził bardzo pewnie do tego egzaminu. Bez większych problemów przywołał klona tym samym zdając swój egzamin. Po zakończeniu otrzymał swoją opaskę i żegnając się z komisją ruszył do akademii aby spotkać sie z Honoką. Spotkali się przed salą, była bardzo szczęśliwa ponieważ udało jej się zdać egzamin, nie było tego widać po Kōsekim. Po krótkiej rozmowie wyszli z akademii razem z wiedzą że kolejne wyzwania przed nimi.


Opanowane techniki:
Kai
Ki Nobori no Shugyō
Suimen Hokō no Gyō
Kawarimi no Jutsu
Sakki
Nawanuke no Jutsu


Rozwinięte atrybuty:
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Kontrola Chakry
Siła Chakry

Zdobyta wiedza:
Dziedziny shinobi ninjutsu
Pakty

Wielkie wojny

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami:1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji:5
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji:0
Potrzebne PN:11
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD:5
 
Posty: 46
Dołączył(a): 4 cze 2019, o 19:46
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Sabaku no Kumari » 14 cze 2019, o 05:47

- Akademia -

Dzień jak co dzień, nie wyróżniał się niczym szczególnym, jedyną cechą wartą zapamiętania była niezwykle gorąca pogoda - było słonecznie, duszno i okropnie sucho. Czas w akademii Kumari powoli zbliżał się ku końcowi, został jej zaledwie miesiąc nauki, o ile oczywiście faktycznie zda egzamin. Zdanie akademii w wieku jedenastu lat zdecydowanie było by czymś godnym pochwały ...szkoda tylko, że dziewczyna nie miała z kim się tym wszystkim ekscytować. Pomimo tego, iż właśnie była przerwa i większość dzieciaków spędzała właśnie czas na dworze, to nasza bohaterka pozostała w sali lekcyjnej wpatrując się w otwarty zwój. Lektura opowiadała o rodzimej krainie przyszłej kunoichi, zawarte w zwoju informacje dotyczyły zarówno historii Kraju Wiatru jak i jej geografii - znalazło się nawet miejsce na całkiem sporą mapę! Sabaku no Kumari wpatrywała się w wspomnianą mapę z sporym zaciekawieniem, niemal można było zobaczyć gwiazdki w jej oczach. Skąd to zainteresowanie mapą zapytacie? Otóż dziewczynka chciała odnaleźć trasę prowadzącą z Sunagakure no Sato do Iwagakure no Sato jaką przebyła po upadku Suny. Na mapie trasa ta wydawała się taka prosta, mała i niewiele znacząca - zupełnie jakby Kumari patrzyła w lustro, tymczasem w rzeczywistości podróż ta była największym wyzwaniem z jakim dziewczyna kiedykolwiek miała do czynienia. Burza piaskowa, zdradzieckie podłoże i groźne zwierzęta tylko czekające na chwilę nie uwagi - droga jaką trzeba było przebyć zdecydowanie do lekkich nie należała. Blondyna wzięła głęboki oddech po czym skierowała wzrok na swą prawa rękę, poruszenie palcami, dłonią czy też podniesienie całej ręki wymagało niesamowicie dużo wysiłku i skupienia, które szybko wykańczało Kumari. Nie zawsze tak było, kiedy jeszcze Sunagakure no Sato prosperowało a młoda kunoichi była jej częścią z prawą ręką nie było żadnych problemów. Podczas podróży do Iwagakury, niemal na samym krańcu pustyni jakiś przebrzydły wąż ugryzł dziewczę w ramie, kiedy ta zrobiła sobie ledwie krótką przerwę na złapanie oddechu. Od tamtego czasu z prawą ręką młodocianej władczyni piasku było coraz gorzej. Na pustyni ciężko o lekarza, toteż nim Sabaku dostała pomoc medyczną w Iwie, większość nerwów została już bezpowrotnie uszkodzona. Kara. Oto czym było cało to wydarzenie. Kumari była pewna, iż to los ją ukarał. Zważywszy na swe pochodzenie dziewczyna znalazła schronienie w Iwagakure no Sato, jednak duża cześć Suny w dalszym ciągu błąkała się gdzieś... tak właściwie to sama blondyneczka właściwie nie wiedziała gdzie. Z tego też powodu los zapewne ukarał ją za jej szczęście. Samotna łza spłynęła po policzku dziewczyny, spadając następnie na środek mapy, widząc to Kumari postanowiła, że póki co wystarczy wspominek. Studentka akademi przetarła oczy zdrową ręką po czym zwinęła zwój i położyła go na ławce obok. Dziewuszka siedziała bezczynie w ciszy jeszcze przez kilka minut starając się uspokoić swoje emocje a gdy wreszcie tego dokonała, wstała i opuściła pomieszczenie wychodząc na tyły budynku gdzie właśnie bawiła się reszta uczniów akademii. Dziedziczka mocy Sabaku rzadko kiedy uczestniczyła w zabawach z resztą dzieciaków, zważywszy na problemy z komunikacją oraz sam fakt, iż Kumari zawsze wyróżniała się z tłumu, mało który student chciał mieć z nią do czynienia. Nasza bohaterka zwykle bawiła się całkiem sama, gdzieś z boku gdzie nikomu nie przeszkadzała, zwykle jej zabawy nie należały jednak do typowych dla osób w jej wieku. Otóż Sabaku lubi rysować w... piasku. Tak, zgada się - rysuje zarówno portrety osób których pamięta jak i pejzaże. Czasem wykorzystuje kij a jeszcze kiedy indziej ćwiczy swój naturalny talent do kontroli piasku - twory wykonane tą drugą metodą są zwykle dużo bardziej widowiskowe, niektóre z nich pewnie znalazły by nawet miejsce wśród dzieł w galeriach sztuki. Oczywiście obrazy te nie należą do zbyt trwałych - wystarczy wiatr, bądź deszcz aby pozbyć się dzieła dziewczynki, to znaczy ...tak by było gdyby nie fakt, iż zwykle niszczy je sama kiedy już się nimi nacieszy. Dziś jednak Kumari nie miała ochoty na rysowanie, toteż po prostu przechadzała się po placu obserwując bawiących się i trenujących studentów akademii. Każdy człowiek się od siebie różnił, jedni byli utalentowani w przeróżnych dziedzinach shinobi, inni wykazywali totalny brak jakichkolwiek umiejętności jednak może po prostu jeszcze się nie odnaleźli? Jedni mieli długie włosy, inni krótkie kolorów było tyle, że aż ciężko było by je wszystkie wymienić. A jednak pomimo tych różnic znajdujący się tu uczniowie potrafili jakoś z sobą żyć, dlaczego więc była to rzecz tak trudna dla dorosłych? Ci sami dorośli, którzy mieli się nimi opiekować co chwilę wywoływali kolejne wojny, które tworzyły na świecie jeszcze więcej bólu i cierpienia. Doprawdy, Sabaku nie mogła pojąc skąd na świecie było tak wiele przemocy, bólu czy cierpienia. Oczywiście zdawała sobie sprawę, iż znajduje się w miejscu, którego zdaniem jest wyszkoleniem kolejnych wojowników a ci pewnie przysłużą się do szerzenia kolejnych wojen - czy naprawdę nie ma sposobu any jakoś zatrzymać te koło przemocy? Ciężko było to wszystko zrozumieć, szczególnie jeśli miało się jedenaście lat i niewiele wiedziało o funkcjonowaniu świata, niemniej dziewczynka spędziła nie raz całe dnie próbując to wszystko zrozumieć - na tym również, minęła jej reszta dzisiejszego dnia.

Opanowane techniki:
Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu)
Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
Kakuremino no Jutsu (Ninjutsu)
Sakki (Taijutsu)
Kihon Iryō no Kenmei (Iryojutsu)
Manji no Jin (Shurikenjutsu)
Kanningu no Jutsu (Shurikenjutsu)

Rozwinięte atrybuty:
Siła na D (Atrybut)
Wytrzymałość na D (Atrybut)
Szybkość na D (Atrybut)
Kontrola Chakry na D (Atrybut)
Siła Chakry na D (Atrybut)

Zdobyta wiedza:
Pierwsza wiedza: Historia Kaze no Kuni - Kraj Wiatru
Druga wiedza: Bijū - Ichibi no Shukaku
Trzecia wiedza: Geografia ośmiu krain: Kaze no Kuni - Kraj Wiatru

Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 4
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 4
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 12
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
"Bezczynność to największa zbrodnia!"
Obrazek

-Wcześniejsza postać-
 
Posty: 86
Dołączył(a): 9 cze 2019, o 19:33
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Uchiha Miyuki » 16 cze 2019, o 01:53

Typowa jesień na południowej części Kraju Ognia. Żółć, pomarańcz, czerwień, brąz. A właściwie szafran, złoto, cynober, karmin, ochra, rdza, cynamon, miedź, herbaciany brąz, tycjanowy pomarańcz i dziesiątki odcieni tychże kolorów wybijały z każdego centymetra Konohagakure no Sato. Leśne zbiorowisko okalające mury miasta uginało się wraz z kierunkiem porywistego wiatru. Całe dziedzictwo Senju Hashiramy pnęło się ku coraz lepszemu rozwojowi. Głównie za sprawą nowego pokolenia.

Nie sprawdziły się więc mroczne proroctwa wąskiej grupki chiliastów z wybujałą wyobraźnią, przepowiadających nadejście bratobójczej wojny dość precyzyjnie — na rok pięćdziesiąty ósmy, miesiąc czwarty, dziewiąty dzień po rozpoczęciu kwietnia, znanego również pod nazwą "śmierć". Ale cóż, minął poniedziałek, przyszedł wtorek, po nim środa — i nic. Nie nastąpiły żadne kataklizmy, nie przybyli jeźdźcy bez głowy, żadne szatanisko nie opuściło gorących bram piekieł, by nawiedzić stroskanych wydarzeniami poprzednich lat ludzi. Nie zginęli również wszyscy oponujący interlokutorzy ani od miecza, ani od ognia, jadu jaszczurczego, żądeł skorpionów, głodu czy innej klęski wywołanej rękoma wywróżonego z fusów antagonisty. Nie stało się zupełnie nic. Koniec świata nie nastąpił. Świat nie zniknął, nie pogrążył się w chaosie czy wirze walki i nie spłonął. Przynajmniej nie cały.

Natomiast stało się coś innego. Na ułamek sekundy zapadła wszechogarniająca ciemność, jakby oko cyklonu mrugnęło porozumiewawczo. Rozmyty blask srebrnego globu odbijał się w tafli źródeł. Potem nastąpiła cisza, zaskakująco głucha pośród ryku wichury. Burza wciąż jednak szalała wokół. Wyrywała krzewy i trawy, przewracała rozmieszczone na prymitywnych podwórzach przedmioty i zrywała wściekłymi podmuchami całe kawały powilgociałych desek z wątpliwej konstrukcji domów. Przeddzień przystąpienia do nauki zapowiadał się co najmniej źle.

Gorąca kąpiel i względnie wygodne łóżko mają swoje uroki, ale kiedy jesteś sam jak palec, bo czym nazwać towarzystwo ojca pogrążonego w niezrozumiałej rozpaczy, szybko przestają ci wystarczać. A gdy okażesz się jedyną odpowiedzialną i zdolną do jakichkolwiek ruchów osobą w rodzinie, możesz czuć się nieco sfrustrowany. A sfrustrowane nastoletnie owoce miłości dwojga ludzi, to ostoja wszelkich niebezpieczeństw i nieprzewidywalności. Można się choćby spodziewać sprzecznych decyzji, nagłych zmian zachowania, gwałtownych spadów, a nawet szaleństw i dziwactw. I spodziewania te byłyby trafne.

Dlatego Miyuki od kilku godzin leżała rozciągnięta na materacu, gapiła się na łuszczący się sufit i intensywnie myślała nad przyszłością własnego jestestwa. Tymczasem dziwaczny staruszek krzątał się po mieszkaniu wielkości chusteczki do nosa, wciśniętym między rząd podobnym mu domów, w równie przerażającym stanie, porośniętymi jakimiś dziwnymi odmianami grzybów.

Yūichi w przypływie niezrozumiałej chęci do świata, choć i to można by z łatwością obalić, mył miski i rozsypywał wokół siebie chrupki. Za nim ciągnął orszak kilkunastu kotów z ogonami wzniesionymi w górę jak lance. Uśmiechał się niemrawo, choć przypominało to bardziej grymas, znad sterty rybich głów i skrawków mięsa. W akompaniamencie następujących po sobie miauknięć rzucał powyższe na przemian z popijaniem somy. Kotom było wszystko jedno kto je karmi, po co, na co. W końcu były tylko kotami, a fakt posiadania ciepłego kąta z jakimiś pakami, drewnianymi skrzyniami, kocykami porozrzucanymi w każdym kącie i wyściełanymi, filcowym materiałem koszykami, sprawiał, że wracały w coraz liczniejszym gronie. Fajnie, nie? Tak fajnie, że tylko siąść i płakać.

Sytuacja nędzarza, który nie ma za co żyć i jeszcze w dodatku przyjmuje balast w postaci ojca przeprowadzającego wegetację, bywa nacechowana romantycznym tragizmem tylko w głupich powieściach. Miyuki natomiast czuła się jak brudna ścierka, którą ktoś przetarł podłogę rzeźni. Rany na ciele znowu zaczęły broczyć krwią, nieznacznie, ale wystarczająco, by upaprać ubranie. W dodatku koszmarnie przemarzła w nocy. Okropnej i długiej jak wędrówka Ludu Wybranego. Jeśli nie nazwać tego upadkiem, to chyba z powodu cisnących się na usta bardziej dosadnych określeń.

Wstała z trudem, rozpostarła ścierpnięte, obolałe ramiona. Cały ten świat wydawał jej się grubo przereklamowany. Od dawna zastanawiała się ile czasu przyjdzie jej tu spędzić; dni, tygodnie? Stąd już tylko krok do szaleństwa. Do eksplozji bólu, żalu i tak cholernej rozpaczy, że nie będzie miało znaczenia, czy życie jest darem, czy samobójstwo spowoduje przeklęcie cię przez jakieś bóstwo. Dziewczyna wyjrzała przez okno tylko po to, by zobaczyć przygnębiający, surowy świat. Ulice wydawały jej się nieznośnie hałaśliwie i brudne. I summa summarum, takie były. Obraz opatrzony tym wszystkim, czego wolałaby nie widzieć, a niestety, świat w dupie miał jej gust.

To piekło. Jesteś w piekle Uchiho. W samym środku rozprażonego jądra wulkanu zwanego życie. Świat od dawna miał dla niej tylko jeden kolor. Czarny. Dusiła się. To trujące powietrze piekło ją w płuca przy każdym oddechu. Tkwiła w bezruchu orientalnego, ognistego lewiatana, powoli roztapiając się w żarze. Była tam, a jednocześnie znajdowała się gdzieś obok, za matową, przybrudzoną szybą i patrzyła z boku na własne ciało.

Znowu przeszedł ją dreszcz. Nie czuła się dobrze. W głowie kolebało jej się jak pod podkładem w czasie sztormu. Ucisk w klatce przemienił się w regularne, ostre rwanie, a nogi wydawały się ulepione z gliny i waty. Wszystko to razem wyglądało kiepsko. Jak katastrofa, prawdę mówiąc. Ale w tle, oddalonym na setki kilometrów tunelu tliło się niemrawe światło nadziei. Coś na podobieństwo pochodni wbitej w róg jaskini. Ledwie zauważalne, przywołujące na myśl pustynny miraż. Akademia. Wizja wolności i realizowania własnej, niepohamowanej ambicji z dala od smutnego płótna zwanego "dom".

Ruszyła przed siebie, tym razem ostrożniej, barkiem pchając poluzowane z zawiasów drzwi. Wyłoniła się zza kawałka drewna, brocząc krwią na dywan. Sylwetka dziewczyny nie umknęła mętnemu wzrokowi ojca. Wciąż jednak milczała, a w koło królowała cisza. Nawet puchate stwory zaprzestały mruczeć, wpatrując się na całą sytuację z zaciekawieniem. Przeszła obojętnie. Zupełnie tak, jakby realny świat był tylko projekcją.

W pomieszczeniu z oliwkowymi kafelkami, przywołującemu na myśl bardzo brudne akwarium, obmyła wątłe ciało. Wygląd zarzynanej świni mógłby nie zostać dobrze odebrany. Choć nie to definiowało jej pokrętne zachowanie. Możliwość rozpoczęcia nowego etapu, bez irytujących spojrzeń wierzycieli co księżyc, była tym, czego potrzebowała. W tym też momencie przestała sprzeczać się ze zdrowym rozsądkiem, sercem jak dzwon i cierpliwością samego zegarmistrza. Wątpliwość, która wdała się w momencie chwytania za klamkę drzwi wejściowych, wytworzyła serię pytań. Zostawić ojca? Ojca, który popadł w depresję, stwórca tylko wie dlaczego, który pozostawiony na parę godzin być może popadnie w otchłań?

Tak. Zostawić. Odejść.

Klamka ugięła się pod naciskiem chuderlawej, malutkiej dłoni. Przekroczywszy próg mruknęła niezrozumiałe pożegnanie, nawet nie patrząc w jego twarz. Chyba głównie z uwagi na własną psychikę. Przywdziany płaszcz unosił się na wietrze wraz z kosmykami włosów, idealnie wpasowującymi się w porę roku. Miyu przyśpieszyła kroku opuszczając odruchowo głowę, w nadziei, że nikt ani nic jej nie zatrzyma. Szła więc spiesznie, nie rozglądając się na boki, ze wzrokiem wbitym we własne buty, modląc się o to, żeby jak najszybciej opuścić jedną z ulic w dzielnicy i trafić do wyimaginowanego raju.

Odnalazłszy klasę przyłączyła się do szeregu, który zmierzał ku wyznaczonej wcześniej sali. Nie wyróżniała się na tle innych dzieciaków ani zaskakującą urodą, ani też umiejętnościami. W oczach rówieśników jawiła się raczej jako osoba spokojna i arbitralnie wycofana. Permanentnie stroniła od znajomości, bowiem podtrzymywanie jakichkolwiek relacji sprawiało jej trud. Mogło być to warunkowane indywidualistyczną naturą tudzież problemami w rodzinie. Jedno było pewne, cholerne pragnęła jakiejkolwiek namiastki uwagi. Każde zadanie i ćwiczenie traktowała nader personalnie. Sukcesy przyjmowała z pokorą, wciąż dążąc do nieistniejącego ideału. Natomiast porażki... W tym miejscu można by pokusić się o litanię godną samego wieszcza, bowiem trapiły ją niemiłosiernie, spędzały sen z powiek i napawały obrzydzeniem do własnego jestestwa.Ten mały ułamek życia, niczym medalion po zmarłej matce, ratował całą jej głowę od smutnych jak śmierć małych kotków obrazów.

Jeśli mowa o Miyuki, to możliwe było tylko niemożliwe. Paradoksalnie do wbitego młotkiem realizmu czasami trącała o zachwianą psychikę. Zwłaszcza wtedy, gdy zdarzyło jej się być gorszą od kogoś, kto uparcie zarzekał się, że sama wygrana trafiła mu się jak ślepej kurze ziarno. Naturalnie, w odróżnieniu od Uchihy, dla której ucieczką od nędznego staruszka były karczemne treningi trwające nieraz do zmroku. Takie sytuacje wzbudzały w niej chęć złapania takiego osobnika za łeb i przywarcie jej do podłogi. A potem? Potem tylko słodko rozbijająca się krew o posadzkę. Wizje te pozostawały jednak na ogół tam, gdzie winny pozostawać.

Początki bywają trudne; a tak przynajmniej mówią ludzie. Osoby z umiejętnością adaptacji mają zdecydowanie łatwiej, zwłaszcza tacy pokroju czarnookiej. Kameleony wśród towarzystwa; będzie to będzie, nie będzie też dobrze. Nie oczekiwała cudów; paru idiotów, kilku zbyt-mądrych, pełno zagubionych. Odrzut z gniazda wprost na twardą ziemię bywa dołujący. Wszyscy ludzie byli jej względnie obojętni. Póki nie wykażą odpowiednich cech byli jedynie kolejnymi pionkami na planszy. Nauczyciel wydawał się miły. Tak po prostu po ludzku - z sercem, zaangażowaniem. Nie musiał być przyjacielem, wystarczy by był przekaźnikiem wiedzy. Celem było pozyskanie kolejnych wyspecjalizowanych ninja. Oczekiwanie fajerwerk, cudnych i sielankowych lat życia było zwykłą naiwnością.

Choć na tamten czas dziewczyna zdawała się być zawiedziona samym procesem mającym na celu ukształtowanie przyszłych, to im starsza była, tym bardziej doceniała to, że w ogóle istnieją. Ważnym aspektem całego nauczania było skrzętne powtarzanie powyższego każdego poranka. Po czasie zapał nauki gasnął. Uchiha coraz mniej przykładała się do nauki. Zamiast godzinnych treningów wybierała możliwość zarobku. Być może właśnie to rzutowało na jej późniejsze życie.

Dni, a nawet lata upływały pod znakiem spokojnego przystosowania do przyszłego zawodu. Termin zakończenia kształcenia był długo wyczekiwany. Zwłaszcza w perspektywie ledwie naciągniętych zaliczeń. Chciała się wyrwać tak, jak zrobiła to z sytuacją w domu. Szkolne ławki wydawały jej się podobne zimnym łańcuchom. Ciężkie i nader irytujące.




Opanowane techniki: Kai, Sakki, Kihon Iryō no Kenmei, Kawarimi, Henge, Ki Nobori no Shugyō, Nawanuke no Jutsu, Suimen Hokō no Gyō,
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Wiedza o dziedzinach Shinobi: Genjutsu, Historia Hi no Kuni
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 5
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 1
Potrzebne PN: 1+10+3=13 HIROKI MISTRZ
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
это просто иллюзия
 
Posty: 35
Dołączył(a): 5 cze 2019, o 04:42
Ranga: Genin

Poprzednia strona

Powrót do Akademia Shinobi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników