Brama

Wioska Ukryta w Deszczu to niewielka ale zarazem mocno uprzemysłowiona osada shinobi. To co najbardziej rzuca się w oczy to charakterystyczna architektura – ogromne, stalowe wieżowce, między którymi widać linie wysokiego napięcia, anteny, rury i masę innego, bliżej niezidentyfikowanego żelastwa. Do kompletu dołóżmy jeszcze często padający deszcz i mamy idealny obraz ponurości.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Brama

Postprzez Kusabana Jiyuu » 27 lis 2015, o 07:38


Rok 48. Retrospekcja - o chłopaku, który chciał zostać shinobi


Od czasu, gdy młody Jiyuu awansował na rangę genina i został pełnoprawnym shinobi, minął dokładnie rok. Początkowo chłopak cieszył się z obranej przez siebie ścieżki życiowej. Wykonywanie drobnych, nie obarczonych żadnym ryzykiem misji, spodobało się nastolatkowi, który wiedział, że nie może porywać się z motyką na słońce bez wcześniejszego udoskonalenia swoich zdolności. Jednakże ileż można wykonywać zwykłe, proste zadania? Nawet największemu entuzjaście znudzić się w końcu musi monotonna oraz mało ambitna praca. Nie inaczej było z młodym Kusabaną, który po roku wykonywania niezliczonych misji rangi D, spragniony był wielkich przygód. Przygód, które na zawsze pozostaną w jego pamięci. Bogatszy o bagaż doświadczeń zdobyty przez dwanaście miesięcy, chłopak postanowił udać się do siedziby Rokage, by tam poprosić radnych o trudniejszy przydział zadań. Argumentując swoje stanowisko pochodzeniem z elitarnego klanu oraz zaliczeniem wszystkich dotychczasowych wyzwań, dwunastoletni Jiyuu dostał zgodę na udział w misji rangi C pod opieką starszego jounina. Dla młodego Kusabany miał to być dzień, w którym stanie się prawdziwym shinobi, wykonując swoje pierwsze, trudne zadanie. Niestety nie wszystko poszło po myśli chłopaka, a feralna misja okazała się ostatnią w życiu nastoletniego genina.



Dwunastolatek od zawsze był bardzo chorowitym dzieckiem, któremu trudno było normalnie funkcjonować w społeczeństwie bez przyjmowania odpowiedniej dawki leków. Niestety łagodzenie objawów było zazwyczaj tylko chwilowe, a stan chłopaka z roku na rok coraz bardziej się pogarszał. Wszelakiej maści wirusy oraz bakterie powoli zaczęły dominować nad aparatem organicznym chłopaka, całkowicie obnażając jego mankamenty. Kontrolowanie odruchów stało się niezwykle trudne, aż w końcu doszło do momentu, w którym nastolatek całkowicie utracił zdolność do zarządzania własnym ciałem.
Pomimo żmudnej walki z wyniszczającym się organizmem, Jiyuu nie poddawał się i dążył do osiągnięcia marzeń, które sobie wyznaczył. Chciał zostać najlepszym użytkownikiem tajemniczej sztuki kontrolującej płatki kwiatów, a do tego potrzebne mu było doświadczenie, które zdobyć mógł jedynie na wyższych rangą misjach.



I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień, w którym chłopak miał się wykazać i pokazać wszystkim, iż zasługuje na miano genina jednej z największych osad zachodniego sojuszu. Misją nastolatka była eskorta tajemniczego towaru do podległej krainy, leżącej na zachód od AmeGakure no Sato - Na no Kuni. Wszystko wskazywało na to, iż będzie to szybkie oraz proste zadanie, które tylko ze względów bezpieczeństwa przydzielono do rangi C pod nadzorem jounina. Jiyuu nie wiedział nawet jak bardzo się pomylił oraz jak katastroficzne skutki nieść za sobą będzie z pozoru łatwa misja. Trójka geninów wraz z liderem grupy ruszyła do odległego o zaledwie kilka godzin kraju warzyw, gdy nagle w połowie drogi zostali zatrzymani przez dwójkę nieznajomych. Jak się po chwili okazało, byli to nukenini z AmeGakure no Sato, których bardzo interesował skryty pod szarą płachtą pakunek. Młody Kusabana, mimo iż był całkowicie przerażony, próbował pertraktować z przybyszami, którzy ku jego zdziwieniu, nie okazali się wrogo nastawieni do wykonujących misję shinobich. Chcieli tylko eskortowany towar, nic więcej. Niestety, jounin opiekujący się grupą zabronił jakichkolwiek rozmów z nieznajomymi, jednocześnie każąc wszystkim uciekać w stronę wioski. Zachowanie lidera grupy bardzo zdziwiło nastolatka, który jednak nie próbował dyskutować i oddalił się wraz z pozostałą dwójką w stronę osady. Los jednak chciał, by Jiyuu nie opuścił tak szybko przyszłego pola walki. W jednej chwili, chłopak zaczął mocno kasłać krwią, przez co musiał się zatrzymać. Pozostała dwójka geninów, w przerażeniu, nie zwróciła uwagi na chorego nastolatka, uciekając ile tylko mieli sił w nogach. Atak nie ustępował, a zawroty głowy stały się coraz silniejsze. Dwunastolatek powoli zaczął słabnąć. W międzyczasie, w niedalekiej odległości od chłopaka, bowiem około 30 metrów dalej, krótka dyskusja przerodziła się w krwawe starcie pomiędzy jouninem, a dwoma przybyszami. Lider rozbitej grupy, gdy zauważył mdlejącego Jiyuu, opuścił gardę, przez co został poważnie ranny. Nukenini mieli teraz niepowtarzalną okazję, by wykończyć sprawiającego kłopoty staruszka. Jednak tego nie zrobili. Rozładowali tylko pakunek, a następnie zniknęli bez żadnego słowa. Dwunastolatek kątem oka zobaczył uciekając rzezimieszków, po czym zemdlał. Zakrwawiony amejczyk zbliżył się do chłopaka i resztkami sił zabrał go do osady.



Młody Kusabana obudził się po dwóch dniach w szpitalu. Pierwsza myśl, która pojawiła się w jego głowie, to wspomnienie z ostatniej walki. Jiyuu próbował wstać i udać się po informację na temat rannego jounina, lecz nie miał siły, by opuścić łóżko. Chłopak leżał tak przez cały dzień, rozmyślając o misji, która przez niego okazała się fiaskiem. Łzy nieprzerwanie otulały policzki chłopaka. Żałował, że wyruszył na misję rangi wyższej niż D. Wiedział przecież doskonale, że w każdej chwili organizm może odmówić mu posłuszeństwa. Teraz przez niego ktoś może być ranny, a nawet i martwy. Chłopak z przerażeniem, a w szczególności ze złością, wspominał tamtejszą misję. Jednakże to nie wszystko. Jeszcze jedna myśl nie dawała chłopakowi spokoju. Była to napotkana przez grupę dwójka oponentów. Zachowanie nukeninów wydało się chłopakowi nadzwyczaj ludzkie, a przecież wielokrotnie tłuczono mieszkańcom wioski, iż wszyscy uciekinierzy, bez żadnego wyjątku, są zwykłymi bandziorami, którzy zagrażają życiu osady. Jiyuu przypomniał sobie teraz ze szczegółami lekcję, która w całości poświęcona była zbiegłym shinobi. Zauważył coś, co wydawało mu się dziwne, gdy za pierwszym słuchał wykładowcy. Pomimo nagonki medialnej dotyczącej uciekinierów, nauczyciel rzeczywiście odnosił się do większości z nich z należytym szacunkiem, a nie odrazą, którą karmieni są zwykli mieszkańcy. Chłopak w końcu zrozumiał dlaczego.
Każdy z nich ma własną historię, problemy, ambicje, marzenia, które nim kierują oraz kształtują przez całe życie. Nie wszyscy są bezlitosnymi mordercami, których jedynym zainteresowaniem jest kolor oraz gęstość krwi przeciwnika. Czasami niektórzy więcej wspólnego mają z szeroko rozumianym pokojem niż obecni Kage - taka opinia ułożyła się w głowie dwunastolatka. Cieszył się, że to właśnie zbiegli nukenini stanęli na ich drodze, a nie shinobi z obcego sojuszu, którzy ślepo wierzą w ideały swojego przywódcy. Tego dnia, światopogląd chłopaka powoli zaczął się ukształtowywać.



Dzień po przebudzeniu, młody Kusabana mógł opuścić szpital i powrócić do normalnego życia. Jednakże nic już nie było takie same jak wcześniej. Chłopak szukał w klinice osoby, która go uratowała, lecz nie mógł nigdzie znaleźć jounina, z którym odbył pamiętną misję. Zmartwiony Jiyuu udał się zatem do gabinetu Rokage, by tam wyjaśniono mu ze szczegółami, co się wydarzyło po powrocie do wioski. Starszyzna jednak nie ucieszyła się na widok dwunastolatka, zabraniając mu spotkania z przywódcą wioski deszczu. Precz stąd. Wynoś się i nigdy tu nie wracaj! Nawet nie wiesz, co narobiłeś, głupi dzieciaku. - krzyczeli radni, którzy na widok genina, stali się bardzo agresywni. Młodemu, wrażliwemu nastolatkowi zrobiło się bardzo przykro, gdy usłyszał od osób, które zwykle witały go z uśmiechem na twarzy, tak bolesne słowa. Nie wiedział dlaczego wszyscy traktują go w tak nieprzyjemny dla niego sposób. Czyżby pozornie nic nie znacząca misja, okazała się niezwykle ważnym zadaniem? A może.. Nie, na pewno nie!Chłopak nie chcąc prowokować kolejnych nieprzyjemnych sytuacji, opuścił budynek i udał się do domu, gdzie porozmawiać chciał z rodziną o wydarzeniach sprzed kilku dni. Gdy Kusabana dotarł do dzielnicy klanowej, został tam gorąco przywitany przez mamę oraz młodszą siostrę, które niezmiernie ucieszyły się na widok jedynego mężczyzny w domu. Łzy ponownie zaczęły otulać delikatne policzki dwunastolatka, który nerwowo przecierał oczy, by ukryć swoje wzruszenie. Przytulił się mocno do dziewczyn i podziękował im za to, że są obecne w jego życiu. Gdy cała trójka przekroczyła próg domu, matka chłopaka wyjaśniła mu wszystko, co miało miejsce po przybyciu do wioski dwójki rannych shinobi. Opowiedziała mu również o zawartości pakunku, który mieli przetransportować. Okazało się, iż Jiyuu został wyznaczony do eskortowania sporej ilości broni dla mieszkańców kraju warzyw, którzy muszą się bronić przed ciągłymi atakami nieprzyjaciela. Dwunastolatek dowiedział się również, iż jounin, który prowadził grupę geninów, jest w stanie stabilnym i jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Młody Kusabana ucieszył się bardzo na wieść o zdrowiu staruszka. Postanowił, iż w końcu go odwiedzi i podziękuje mu za ratunek.
Kilka dni później chłopak udał się do mieszkania, w którym zameldowany był jounin. Niestety spotkała go tutaj kolejna nieprzyjemność. Starszy pan nie chciał w ogóle słuchać chłopaka i kazał mu jak najszybciej spadać i nigdy nie pojawiać się w jego okolicy. Jiyuu nie miał nawet czasu na wypowiedzenie krótkiego - dziękuje, gdyż właściciel domu strasznie nerwowo podszedł do nastolatka, gwałtownie zamykając mu drzwi przed nosem. Wkurzony, choć bardziej trafnym określeniem byłoby zdołowany, nastolatek wrócił do domu, gdzie zamknął się w swoim pokoju, nie opuszczając go przez najbliższych kilka dni. Młody Kusabana rozmyślał dużo nad ostatnimi sprawami, które dotknęły go osobiście. Doskonale rozumiał, że to przez niego misja zakończyła się niepowodzeniem, a jeden z najsilniejszych wojowników AmeGakure no Sato, omal nie stracił życia. Chłopak w końcu zdecydował, że zrezygnuje z bycia shinobi, gdyż postępująca choroba nie pozwala mu na normalne funkcjonowanie.




Rok 57. Kapitulacja AmeGakure no Sato

Uwaga. Przeskok czasowy.

Przez kilka kolejnych lat, Jiyuu nie przystąpił do żadnej misji, nawet tych oznaczonych najmniejszą możliwą rangą. Nie uczestnicząc w życiu shinobi, chłopak zainteresował się zielarstwem oraz alchemią, chcąc znaleźć lekarstwo, które całkowicie ukoi nieustający ból. Eksperymentując na sobie, nastolatek powoli zaczął uzależniać się od przyjmowanych substancji. Faszerowanie się lekami stało się codzienną, rutynową czynnością, która pozwala chłopakowi nie oszaleć. Dzięki szkodliwym dla zdrowia medykamentom, ex-genin potrafi kontrolować przez określony czas swoje odruchy, lecz po przewidzianym upływie, konsekwencje nie spożycia farmaceutyków są niezwykle bolesne. Powolna utrata świadomości, wzmożona agresja, napady złości oraz szału, to tylko niektóre ze skutków ubocznych uzależnienia od leków.



Życie dwudziestolatka kontrastuje dosyć mocno z sielanką panującą w wiosce deszczu, lecz to, co miało niebawem spotkać AmeGakure no Sato, diametralnie odmieni losy wszystkich mieszkańców osady.
Do wioski deszczu doszły wieści o przejęciu przez niejakiego Yūte Soru władzy w siedzibie Daimyō, gdzie ogłosił się władcą absolutnym obecnego świata shinobi. Niedługo potem, jedna z największych osad wschodniego sojuszu - KumoGakure no Sato uległa zniszczeniu. Informacja o kryzysie dotarła do uszu każdego obywatela skąpanej w deszczu osady. Oczywistym było, że następnym celem Shoguna będzie jedna z pozostałych wielkich wiosek. Mieszkańcy spanikowali. Nikt nie wiedział jak powstrzymać wzrastającego w siłę tyrana. Rokage, nie chcąc doprowadzić do rozlewu krwi, skapitulował, zabierając ze sobą wszystkich chętnych mieszkańców wioski. Tego dnia, 13 grudnia, przestał istnieć niegdyś jeden z największych bastionów shinobi - Wioska Ukryta w Deszczu.



Chłopak, który przez ponad 9 lat nie miał prawie w ogóle styczności z elementami życia shinobi, znów został wplątany w wir walki. Tym razem walki o przetrwanie. Mimo iż nastolatek zrezygnował z obranej w dzieciństwie ścieżki, to jego marzenia wciąż były aktualne. Miał cel, który chciał osiągnąć, oraz osoby, na których mu zależało. W końcu, po długim okresie rekonwalescencji, dwudziestolatek postanowił powrócić do świata shinobi, by spełnić wyznaczone przez siebie marzenia. Obecna sytuacja polityczna była najlepszym momentem, by wreszcie rozwinąć skrzydła. Jiyuu nauczył się również w pewien sposób radzić z wyniszczonym organizmem, co było niezwykle istotnym elementem podczas decyzji o powrocie. Jedyne, co pozostało młodemu Kusabanie, to poinformowanie rodziny o jego planach. Tak jak przypuszczał, pomysł, który przedstawił dwójce najbliższych mu osób, spotkał się z krytyką. Mama chłopaka wiedziała, iż to tylko kwestia czasu zanim wojska Shoguna wkroczą do stolicy Ame no Kuni. Zatroskana siostra popierała zdanie rodzicielki, próbując na siłę zatrzymać przy sobie braciszka. Dwudziestolatek był jednak niezłomny w swoich przekonaniach i zdecydował, iż pozostanie w wiosce deszczu.



Soundtrack

W tym miejscu nasze drogi się rozchodzą. Ty będziesz żyła spokojnie w nowej wiosce, a ja będę pałętał się po świecie, próbując spełnić swoje marzenie. Od teraz będę traktowany jako zbiegły shinobi - nukenin, lecz nie traktuj mnie jako zwykłego barbarzyńcy. Nie zamierzam nim zostać. Fakt, że od teraz będziemy stać po przeciwnych stronach barykady, nie oznacza, że będziemy sobie obcy. Od zawsze zajmowałaś najwięcej miejsca w moim serduszku i to się nigdy nie zmieni. Dlatego proszę, kochana siostro, nie odrzucaj mnie.




Rok 59. Czy jesteś w stanie dostrzec promyk nadziei?


Tak jak większość obywateli AmeGakure przypuszczała, po kapitulacji wioski deszczu, upadły kolejne wielkie osady shinobi. Świat został pogrążony w chaosie, w którym nie było wizji jutra. Shogun dostał to, czego chciał. Został okrzyknięty absolutnym władcą świata. Nikt nie był w stanie mu się przeciwstawić. Ci, którzy wybrali życie pod kloszem jednej z trzech wielkich wiosek, starają się powoli powrócić do smutnej, szarej rzeczywistości, szukając promyku słońca w ciemnych chmurach otulających nieboskłon życia. Natomiast nieliczni, którzy postanowili zostać w rodzimych osadach, wegetują z dnia na dzień, mając nadzieję na przybycie mesjasza, kogoś, kto przywróci dawny porządek świata.
A nasz bohater? Cóż.. po opuszczeniu pełnego miłych wspomnień domu, udał się na północ Ame no Kuni, do miejsca, o którym wspominał mu nauczyciel w akademii. Do kraju, gdzie prawie cały krajobraz zajmują lasy oraz rzeki - TakiGakure no Sato. Szukając schronienia, chłopak powoli realizuje swoje marzenia.



z/t Droga do TakiGakure
Ostatnio edytowano 14 gru 2016, o 04:27 przez Kusabana Jiyuu, łącznie edytowano 12 razy
 
Posty: 179
Dołączył(a): 9 lis 2015, o 16:05
Ranga: Jiyūjin

Re: Brama

Postprzez Juuzou » 30 lis 2015, o 11:02

Kiedy tylko chłopak uzupełnił niewielkie zapasy oraz zakupił to co według niego było najbardziej istotne, postanowił opuścić cień jaki został po dawnym Amegakure no Sato i udać się w dalszą podróż. W obecnych czasach wioska ta nawet w najmniejszym stopniu nie kwalifikowała się do miejsc,w których chłopak chciałby kiedykolwiek zagrzać miejsce na dłużej. Nie chcąc tracić więcej czasu chociaż i tak znajdował się tu bardzo krótko, oddalił się do bramy po czym kiedy upewnił się, że nikt go już nie zobaczy, zwolnił zaczepy Hitsugi i za pomocą skrzydeł z żelaznego piasku wzleciał na pierwszy wyższy punkt orientacyjny aby obrać dalszy kierunek.

z/t Takigakure
Juuzou
 

Re: Brama

Postprzez Kurogane Azayaka » 10 gru 2015, o 13:53

Po tym wszystkim trafiłem do Amegakure. Nigdy tu nie chciałem trafić, choć niewiele różni się to miejsce od wilgotnych terenów kraju wody, to jest tu mimo wszystko jakoś ciemniej. Ciągłe burze i niepokoje tego miejsca dawały mi się we znaki podczas podróży.
Szogunat Tetsugakure podniósł swój łeb i poprzewracał wiele wiosek shinobi do góry nogami. Te klęski żywiołowe, które wzięły się nie wiadomo skąd. Wszystko teraz zamienia się w chaos. Ludzie potracili domy, a nacja shinobi nic nie chce zrobić, by powstrzymać to powstrzymać. Ja sam stoję w tym bagnie. Powinienem ratować swoją wioskę? Ratować jej honor? Ratować idee shinobi? Dlaczego jeszcze się nie zjednoczyliśmy? To jest ból, wielki ból. Wszystko samo pozbawia się sensu. Jak zwykle przez odgórne działania i czyjś krótkowzroczny interes.
Udałem się wgłąb miasta, zastanawiając się co zrobić w tym świecie, mierząc własną siłę i możliwości.
Obrazek
 
Posty: 631
Dołączył(a): 17 lip 2015, o 09:38
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Brama

Postprzez Nieaktywny MG » 9 lut 2016, o 21:00


Obrazek
Poszukiwania wśród deszczu
Poprzedni wątek: Polana w okolicznym lesie (Hi no kuni)

Przewodniczka Asami nie zmniejszała tempa, wciąż uparcie prąc do przodu, chcąc najwyraźniej jak najszybciej znaleźć się w pobliżu Haniko. Wyglądało na to, że bardzo dobrze ją znała i wzięła sobie za punkt honoru to, by ją odnaleźć.
- Tak, mam bardzo wyczulony węch - odpowiedziała na pytanie, pocierając dłonią skórę pod swoim nosem.
- Jest wystarczająco blisko, by jej zapach się nie ulotnił, ale niewystarczająco, byśmy mogły ją dogonić. Będzie w wiosce przed nami - dodała, odpowiadając tym samym na drugie pytanie kunoichi. Większa część podróży przebiegła jednak bez większych dyskusji. Kobieta z Konohagakure nie była osobą specjalnie rozmowną i nie chciała wyjawiać przed kimś, kogo całkowicie nie znała swoich tajemnic. Obie ninja musiały również zatrzymać się kilkukrotnie na odpoczynek - przebycie całego Kraju Ognia oraz części Ame no kuni miało bowiem potrwać aż dwa dni.


Po ponad dniu wędrówki, krajobraz zaczął się zmieniać. Zielonym lasom ustępowały bardziej ponure, górzyste tereny o brązowej, odsłoniętej glebie. Gdy przechodziły one po klifie, mogły one dostrzec zapierającą dech w piersiach panoramę - spore połacie gołej ziemi, ruiny starych miast, czy oświetlone, niewielkie osady. Przewodniczka nie wybrała żadnego z głównych traktów, powołując się bardziej na instynkt i na węch, niż na znajomość terenu - w końcu cały czas podążała za zapachem. Kolejną istotną rzeczą, która wskazywała na to, że zbliżały się do Wioski Deszczu, był właśnie sam deszcz, który towarzyszył im nieustannie od momentu przekroczenia granicy, tak jakby nigdy nie opuszczał tej krainy.


W końcu jednak podróż dobiegła końca i był już wieczór, gdy przed Asami oraz jej towarzyszką zaczynały rysować się zza zasłony deszczu kontury wysokich, imponujących swymi rozmiarami wieżowców. Ciemne kształty dawały tej osadzie swoistą aurę tajemniczości, jedynie gdzieniegdzie rozbłyskiwały światła, niczym kolorofony świadczące o tym, że ktoś w tej wiosce żył. Było to bowiem miasto nukeninów, miejsce, w którym od dawna nie obowiązywało już jakiekolwiek wioskowe prawo. Jeśli wierzyć plotkom, było to jedyne miejsce, w którym shōgun nie miał absolutnie żadnej władzy. Obie kobiety podążały ku otoczonej rurami bramie, która dzieliła je od wejścia. Światło palące się za jedną z szyb, oraz czerwony, opuszczony szlaban wskazywały na to, że ktoś strzegł wejścia do środka.


I tak właśnie było. Z lewej części bramy wyszedł im na spotkanie jakiś mężczyzna. Oparł się on o bramę, trzymając w prawej dłoni papierosa, którym leniwie się zaciągnął. Gdy Asami oraz jej przewodniczka się do niego zbliżyły, mogły zobaczyć, że miał on na oko ponad trzydzieści lat. Miał krótkie, niezdarnie obcięte (najpewniej kunaiem), czarne włosy, oraz twarz pokrytą licznymi bruzdami. Na sobie miał czerwoną, rozpinaną kamizelkę, oraz czarne spodnie - wyglądałby bardziej niż magazynier, niż shinobi, gdyby nie wyposażenie ninja, które ewidentnie posiadał. Zdawał się kompletnie nie zwracać uwagi na deszcz - w końcu mieszkał tu pewnie od lat.
- Cóż to sprowadza takie lasencje w nasze skromne progi? - spytał ochrypłym głosem palacza, wydmuchując z ust dym. Jedno krótkie spojrzenie na przewodniczkę wystarczyło Asami, by mogła zdać sobie sprawę, że tamta nie miała zamiaru odpowiadać strażnikowi.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 12:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shogun
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Brama

Postprzez Shiin Asami » 9 lut 2016, o 21:54

Już sama nie wiedziała czego ta kobieta od niej chce. Najpierw próbuje zagadać, później się z tego wycofuje a na każde pytanie odpowiada półsłówkami. Skoro była olewana to nie miała zamiaru się odzywać bez potrzeby... i tak kolejne godziny minęły w milczeniu. Przemierzały z początku całkiem zieloną krainę, która prawdopodobnie przynależała terytorialnie do wioski liścia. Dopiero po dłuższej podróży dotarły do nieco mniej przyjaznych krain. Ziemia była tu uboższa w zieleń a pogoda najwidoczniej niezmienna od... zawsze?
W końcu dotarły do dość dziwnej bramy wioski. Nigdy nie widziała tak cudacznych konstrukcji, których zastosowania nie mogła przypisać do znanych jej sposobów użytkowania. Masywne rury otaczające bramę musiały przecież czemuś służyć.
Gdy dotarły do bramy zobaczyły strażnika, co wcale nie było specjalnie dziwne. Dziwne natomiast dopiero miało nadejść bo czarnowłosy facet koło trzydziestki palił papierosa co przy tej pogodzie musiało być nie lada wyzwaniem. Asami uznała, że mężczyzna mieszka tu długi czas, w końcu kto normalny potrafi trzymać w ustach papierosa w taką ulewę!
Na pytanie mężczyzny spojrzała na swojego nowego "sojusznika" i niemal w niej zawrzało. Prowadzi ją pod jakąś brudną bramę kompletnie nic nie mówiąc jej o polityce wioski, jej znaczenia i procedur przejścia przez bramę a teraz? A teraz stała jak wryta i oczekiwała cudu.
Musiała zareagować. Musiała improwizować.
Bardziej damskim niż dotychczas krokiem podeszła do mężczyzny i oparła się delikatnie o szlaban.
- Chcemy pograć w karty.
Powiedziała znacznie wolniej niż zwykle i uśmiechnęła się od ucha do ucha. Dopiero wtedy nachyliła się nieco bardziej w kierunku strażnika.
- Bo widzisz... Moja dziewczyna mówi, że macie tu najlepszych graczy w tej części kontynentu...
Mruknęła niemal szeptem. Miała nadzieję, że wielka Pani rebeliant ma tylko zbyt duży nos a uszy są w normie. Nie za bardzo miała ochotę by słyszała to wszystko.
- Po za tym... Jesteśmy bardzo mokre i potrzebujemy suchego łóżka...
Puściła w stronę strażnika zalotne "oczko" i pogłębiła niewinny uśmiech.
W sumie nie miała bladego pojęcia czy kogokolwiek będą tu obchodziły karty, ale co miała zrobić? Jej informacje były niemal zerowe (niemal, bo przecież wiedziała, że w wiosce nie będzie bardziej mokro niż tutaj). Nie miała innych pomysłów, a na oko trzydziestoletni, czarnowłosy palacz wydawał się zainteresowany nie tyle celem wizyty w wiosce, co bardziej faktem, że przed szlabanem ma dwie ładne "lasencje".
No cóż, kto nie ryzykuje, ten nie ma.
 
Posty: 1092
Dołączył(a): 16 sty 2016, o 20:18
Ranga: Nukenin

Re: Brama

Postprzez Nieaktywny MG » 9 lut 2016, o 23:11

Rozwiązaniem tajemnicy niezgaszonego papierosa było to, iż strażnik znajdował się pod niedużym zadaszeniem, które dawało mu wystarczające schronienie. Gdy młoda kobieta podeszła do niego swoim damskim chodem, mężczyzna wyglądał, jakby nie robiło to na nim większego wrażenia - podobnie jak słowa, które ona wypowiedziała. Zaciągnął się po prostu papierosem, wydmuchując dym do góry, lekko unosząc brodę.
- Hę, co to się w tych czasach dzieje. Coraz mniej bab pcha się do mojego łóżka, bo wolą się mizdrzyć między sobą - odparł, wyrzucając na ziemię papierosa - Haniko powiedziała mi o was - wyszczerzył zęby, wpatrując się w Asami, a także jej towarzyszkę, która również podeszła bliżej - Wiem kogo mam tutaj wpuścić. Tylko Shiin Asami, cytuję - odchrząknął znacząco - Ma kruczoczarne, długie włosy, błękitne oczy i duże cycki - znów wyszczerzył zęby - Suki mam nie wpuszczać - dodał, wskazując na kobietę z wyczulonym węchem, na co tamta warknęła głośno, niczym zwierzę.
- Nazwij mnie jeszcze raz suką, a wypruję ci flaki - wyciągnęła przy tym wakizashi, którym wycelowała prosto w mężczyznę. Nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia, włożył jedynie dwa palce do ust, po czym gwizdnął przenikliwie.


Jak na wezwanie, z budynku będącym bramą wyszła kolejna dwójka shinobi, w czarnych, długich płaszczach, z ochraniaczami na czoło ukazującymi przekreślone w poprzek, cztery kreski. Najpewniej symbol jakiejś wioski. Przechylali głowę z zaciekawieniem, jakby wpatrując się w wyjątkowe okazy zwierząt. Oboje byli do siebie kropka w kropkę podobni, gdyby nie to, że jedna z tych osób była niewątpliwie kobietą, a druga osoba była mężczyzną - wskazywała na to długa, kozia bródka. Mieli długie, mysie włosy związane w kucyk.
- Nie martwcie się, przyszli tutaj tylko poobserwować to widowisko. Odłóż tę broń, to może zastanowię się nad tym, czy zagrzejesz moje łóżko. A ty będziesz mogła sobie pograć w karty z Haniko - odparł beztroskim tonem, patrząc na Asami. Niewątpliwie, był tym typem mężczyzn, który myślał tylko i wyłącznie o stosunkach płciowych z kobietami. Kobieta, której imienia Asami nadal nie poznała i być może nigdy nie miała poznać, schowała krótki miecz do pochwy na plecach, nadal wpatrując się wrogo w strażnika.
- Chyba nie mamy wyboru - powiedziała jedynie do Otonki - W coś ty się wpakowała, Haniko... - dodała jakby do siebie.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 12:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shogun
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Brama

Postprzez Shiin Asami » 9 lut 2016, o 23:29

Po pierwszym zdaniu, nadal miała zamiar grać. Usłyszała raz jeszcze te znienawidzone imię i aż przeszły ją ciarki. Ta cholerna baba miała to wszystko zaplanowane, od A do Z... Tak wiele słów nasuwało się na język jednak nie odezwała się słowem. Milczała i czekała na rozwój wydarzeń. Wyprostowała się a wielki uśmiech momentalnie wyparował z jej pięknej buźki.
- Ja mam. Dziękuję za pomoc, do następnego razu.
Odpowiedziała najgrzeczniej jak potrafiła, chociaż ledwo potrafiła poskromić złość. Cały czas miała wrażenie, że nawet kobieta która ją tu przyprowadziła była ustawiona. Wszystko wydawało jej się iluzją mocno nie różniącą się od tych które ma w zwyczaju używać. Tutaj jednak wszystko działo się na jawie...
- Kto mnie oprowadzi?
Rzuciła sucho w stronę bramy, nie kierując słów do konkretnej osoby a do każdego zebranego.
- Miejmy to już za sobą...
Dodała po chwili, tym razem cicho, do siebie.
Nie za bardzo wiedziała co strażnik miał na myśli mówiąc widowisko, ale wiedziała, że jeżeli rzeczywiście będą grać w karty... nie będzie to łatwy pojedynek. Dodatkowo duża ilość gapiów wyklucza oszustwo. Była zdana na los i postanowiła mu zaufać. W końcu czy może być jeszcze gorzej?
Nie była przygotowana do walki a już w szczególności otoczona przez strażników którzy pewnie byli dobrze przekupieni przez tą całą Haniko. Musiała to rozegrać w miarę dyplomatycznie, mimo złości która sprawiała, że miała ochotę oderwać jej głowę i powiesić na bramie jako znak ostrzegawczy.

~Jaskółka:
Z/t: Ulice Amegakure (Amegakure no sato)
 
Posty: 1092
Dołączył(a): 16 sty 2016, o 20:18
Ranga: Nukenin

Re: Brama

Postprzez Madarao » 12 mar 2016, o 16:05

z/t z http://shinobinomono.pl/viewtopic.php?f=136&p=64841#p64841


W tych czasach Amegakure, które było cieniem dawnej wioski było znacznie bardziej otwarte na przybyszy. Kontrola przy samej bramie praktycznie nie istniała a każdy wędrowny wiedział, że jeśli chce gdzieś zbiec i się zaszyć tak aby nikt o niego nie pytał to to miejsce będzie wręcz idealne. W tej właśnie niestrzeżonej bramie zjawił się Takawa Soh przyjmując postać przeciętnego mężczyzny o niezbyt rozgarniętym wyrazie twarzy. Było to bezpieczne rozwiązanie jednak jego dalsze cele było już jak najbardziej obarczone ryzykiem. Wchodząc do wioski, zastał deszczową pogodę, która nie była niczym nadzwyczajnym lecz to czym się stało owe miejsce, potęgowało tylko uczucie przygnębienia. Dla Soha musiało to być nad wyraz trudne, wrócić do miejsca nad, którym sprawował pieczę i był najważniejsza osobą w wiosce. Dziś wraca pod postacią szczura, który pełza ciemnymi zakamarkami i nie chce być zauważony. Najwidoczniej natura tego gryzonia weszła naszemu bohaterowi w krew po tym jak pod ta samą postacią opuścił swój przybytek zostawiając go na pastwę losu. Bieg zdarzeń jdnak zdecydował o tym, ze nie przybył on dzisiaj zmieniać sytuacji Ame a przybył w poszukiwaniu tych, którzy przywłaszczyli sobie to miejsce i tych, którzy mieli stać się jednymz ostrzy w arsenale Takawy do oswobodzenia Iwy.

Przekraczając bramę nasz bohater mógł natknąć się na kilka nieprzychylnych spojrzeń lecz nic ponad to. To od jego kolejnych działań zależało to czy uda mu się cokolwiek wskórać w tym miejscu. Na uwadze jednak trzeba było mieć również czas bo ten nieubłaganie gonił Soha a w wypadku spóźnienia na umówione spotkanie z radnym, można było liczyć się z kolejno narastającymi trudnościami.

Techniczne Konto: zbieram wyceny PZ za fabułę od oceniających anonimowo i upubliczniam wycenę. Nie decyduję o wartościach, nie negocjuję. Na to konto proszę nie wysyłać wiadomości prywatnych, to skutkuje natychmiastowym Warnem.
Osoba odpowiedzialna: Cheshire
Temat próśb: Tu gracze argumentują swoje osiągnięcia fabularne.
Temat wynagrodzeń: Tutaj odpisuje tylko Madarao, to lista wynagrodzeń za fabułę.
Administrator
 
Posty: 534
Dołączył(a): 11 maja 2015, o 20:17
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Brama

Postprzez Takawa Soh » 13 mar 2016, o 13:55

W końcu się tu pojawiłem. Amegakure, wiosko Deszczu, witaj. Krople zaczęły uderzać o moje ciało, a ja poczułem, że naprawdę brakowało mi tego miejsca. Delikatny uśmiech wkroczył na moją twarz. Zniknął pn jednak w momencie, gdy pod nową postacią minąłem bramy wioski - nikt ich nie strzegł. Skoro byli oni tak słabo zabezpieczeni, to jakim sposobem udaje im się sukcesywnie powstrzymywać ataki Shoguna? A może sobie odpuścił i wioska nie jest już tak nękana? Poczułem nadwyraz silną chęć powrotu do swojego prawdziwego wyglądu i wyrwanie wioski z rąk Yohei, przywrócenie starego ładu. Nie mogłem jednak tak po prostu wszystkiego rzucić, choć mój plan z Iwagakure nie jest wcale taki bezmyślny, każde moje działanie ma za zadanie doprowadzić mnie w ostateczności do odbicia wioski Deszczu. Ponownie się uśmiechnąłem i ruszyłem dalej. Nastała pora na odnalezienie jakiegoś z przedstawicieli tej organizacji, przez to też zacząłem krążyć uliczkami i zaglądać do barów. Już kiedyś miałem styczność z tą organizacją, wiedziałem jak ich rozpoznać. Gdyby udało mi się natrafić na szeregowego członka tej organizacji, to proszę go do doprowadzenia mnie przed oblicze kogoś wyżej postawionego, krążą plotki, że mają swoich zwierzchników. Jestem obecnie na terenie ich obecnej siedziby, więc to nie powinien być problem.
- Rozumiem, że wasza natura się nie, zmieniła i nadal przy odpowiedniej kwocie jesteście w stanie spełnić moje zlecenie? Tymi właśnie słowami zamierzam rozpocząć rozmowę, a także dopytać, czy pogłoski o ich profesjonalizmie są prawdziwe i potrafią zachować dla siebie treść rozmowy, bez względu na to, czy uda nam się dogadać. Także, zamierzam zwierzchnikowi przedstawić swoją prawdziwą tożsamość i zapewnić, że nie przybywam ze złymi manierami - nie dam się też podejść, uniki i szybki Hiraishin w bezpieczne miejsce stale chodził mi po głowie. Muszę na siebie uważać.
Ostatnio edytowano 14 mar 2016, o 22:21 przez Takawa Soh, łącznie edytowano 1 raz
 
Posty: 131
Dołączył(a): 30 lis 2015, o 23:21
Ranga: Jōnin

Re: Brama

Postprzez Madarao » 14 mar 2016, o 21:48

Soh był niewątpliwie osobą z bogatym doświadczeniem i wiedza a jego może niezbyt długi żywot obfitował w wiele godnych uwagi jak i tych niegodnych wspomnienia znajomości. Jednym z takich doświadczeń było spotkanie w swojej zamierzchłej przeszłości członków Yohei i kontakt z nimi. Nasz bohater doskonale wiedział gdzie ich szukać oraz co tak na prawdę zadziała niczym marchew na osła. Tak w tym wypadku mowa była o tym co w coraz większym stopniu rządziło światem czyli o pieniądzach. Mając odpowiednio gruby portfel można było się zaopatrzyć w ten najbardziej istotny czynnik jakim jest siła. To właśnie ten cel przywiódł tu naszego bohatera ale czy mimo upływu czasu nie zapomniał umiejętności twardych lecz zarazem ostrożnych negocjacji. Miał się o tym niebawem przekonać kiedy w jednym z pobliskich barów spotkał mężczyznę w średnim wieku w charakterystycznym stroju. Soh miał niemal pewność z kim rozmawia a nieprzyjemny wyraz twarzy okalanej licznymi bliznami, dodał odrobinę kolejnych przekonań, że trafił pod właściwy adres.
Kiedy były Rokage zwrócił się bezpośrednio do osobnika ten obrzucił go wrogim spojrzeniem po czym odpowiedział zachrypniętym głosem:

- Hola Hola człowieku! Nie wiesz właściwie z kim chcesz rozmawiać nie mówisz z czym przychodzisz więc tylko żądasz aby widzieć się z jakimś „zwierzchnikiem”. Skoro tak dobrze „nas” znasz to to udowodnij, że gra jest warta świeczki. Tak właściwie to póki c, nie widzę powodu abym miał ruszyć swoje dupsko gdziekolwiek i w jakiejkolwiek sprawie.

Najwidoczniej trzeba było topornie przebrnąć i przez ten etap rozmów. Soh do końca nie wiedział z kim przyszło mu rozmawiać więc jak już tyle czasu poświęcił aby kogoś znaleźć to głupio byłoby teraz zmitrężyć ten trud. Czy pieniądz to nadal główny czynnik dla, którego Yohei było w stanie bez pytania mordować nawet kobiety i dzieci. To już musiał rozwiać nasz bohater i wykazać się odrobiną subtelności lub tez postawić na srogą postawę. Jedno z tych rozwiązań najpewniej będzie skuteczne drugie zaś tylko oddali go do swego celu.

Techniczne Konto: zbieram wyceny PZ za fabułę od oceniających anonimowo i upubliczniam wycenę. Nie decyduję o wartościach, nie negocjuję. Na to konto proszę nie wysyłać wiadomości prywatnych, to skutkuje natychmiastowym Warnem.
Osoba odpowiedzialna: Cheshire
Temat próśb: Tu gracze argumentują swoje osiągnięcia fabularne.
Temat wynagrodzeń: Tutaj odpisuje tylko Madarao, to lista wynagrodzeń za fabułę.
Administrator
 
Posty: 534
Dołączył(a): 11 maja 2015, o 20:17
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Brama

Postprzez Takawa Soh » 14 mar 2016, o 22:21

Problemy, problemy, problemy. Czego jednak mogłem się spodziewać. Jak zwykle ktoś tutaj nie potrafi pogodzić się z faktem iż jest tylko pionkiem w grze, a próbuje ukazać się w świetle Boga, którego nie powinno się lekceważyć. Na słowa zwykłego reprezentanta organizacji Yohei jedynie się delikatnie uśmiechnąłem. Zapewne wystarczyłoby, gdybym ukazał mu swoją prawdziwą tożsamość, lub wspomniał o moim planie, jednak nie jest to miejsce i pora na to. Rzecz jasna nie olałem go i w miarę poważnie odpowiedziałem na jego słowa.
- Wybacz moją niegrzeczność, nie chciałem, by zostało to odebrane jako rozkaz, czy też brak zaufania do szeregowych członków waszej jakże potężnej i owianej sławą organizacji. Gdyby nie lata pełnienia ważnych funkcji i walczenia przy tym z moim charakterem, to nigdy bym nie potrafił wymówić takich słów bez cienia ironii. Jednak jak to mówią - praktyka czyni mistrza. Słowa te powinny liznąć ego mojego rozmówcy, co jedynie może przybliżyć mnie do głównego celu.
- Sprawa jest jednak bardzo poważna. Zlecenie z którym przychodzę nie jest jednym z tych, które wymagają zatrudnienia jednej, czy dwóch osób, a wynagrodzenie jakie dla was przewiduję nie sięga kilkuset, czy też kilku tysiącom ryo. Dlatego też wolałbym odbyć rozmowę z kimś, kto może sprawnie zebrać całą grupę ludzi. Chyba, że kimś takim jesteś Ty? Szkoda jednak marnować Twojego czasu, jeżeli i tak ostatecznie będę musiał odbyć rozmowę z kimś innym. Mówiłem powoli i spokojnie. Mimo, że widziałem gościa po raz pierwszy w życiu na oczy, to już zrobił na mnie negatywne wrażenie i działał mi na nerwach. Powinien zostać skrócony o głowę. Ludzie powinni znać swoje miejsce, jeżeli są najemnikami, to powinni dbać i szanować klienta, a jego zachowanie raczej należy do tych, które odtrącają potencjalnych klientów. Mam tylko nadzieję, że natura organizacji nie uległa zmianie, byłoby niedobrze, mogłem najpierw zrobić jakiś wywiad. Mówi się jednak trudno. Pozostałem więc czujny i spokojny. Chcę mieć jak najszybciej za sobą sprawę z Yohei, a doskonale zdaję sobie sprawę, że czekają mnie prawdopodobnie długie i żmudne rozmowy z przedstawicielami najemników. Gdy w grę wchodzą duże pieniądze, to nigdy nie jest łatwo.
 
Posty: 131
Dołączył(a): 30 lis 2015, o 23:21
Ranga: Jōnin

Re: Brama

Postprzez Madarao » 15 mar 2016, o 23:09

Soh diametralnie zmienił podejście i teraz postawa narwańca, któremu się strasznie spieszy, znacznie zelżała i wykazał się pewnego rodzaju szacunkiem do swego rozmówcy. Tylko on sam wiedział jak bardzo sztuczna jest ta relacja lecz ten, którego miał naprzeciw siebie zdawał się być zupełnie tego nieświadomy. Słowa Takawy przyjął z pewnym głupkowatym uśmieszkiem i po tym jak zakasłał kilka razy a jego na jego gębie ponownie pojawił się niesmaczny grymas, przemówił:
- Hrghrgrhh *splunięcie*
- W końcu zaczynamy się dogadywać chłopie. Tacy jak Ty zazwyczaj zaliczają się do jednej z grup. Tych, którzy czegoś chcą lecz ich na to nie stać lub tych, którzy czegoś chcą i mają aż za nadto pieniędzy.
Teraz wlepił w niego swe zaropiałe gały i pociągnął nosem co skutkowało nieprzyjemnym dźwiękiem flegmy przedzierającej się przez jego nozdrza. Teraz dłuższa chwile kluczył palcem wokół butelki z trunkiem jakim się raczył i z tym samym przekąsem co na początku, kontynuował:
- Skoro Ci tak zależy to pewnie będziesz miał ochotę na małe ryzyko… Zrobimy tak. Ja zaprowadzę Cię do kogoś kto chętnie rozpatrzy Twoją propozycję lecz jeśli nie będzie Cię stać na naszą usługę to po prostu skrócimy Cię o głowę.
W tym momencie dało się usłyszeć skrzekliwy chichot ze strony mężczyzny, który poprzez ten właśnie śmiech dodał:
- Wybacz lecz musisz być pewien tego czego żądasz a jeszcze pewniejszym swego portfela.. No chyba, że się rozmyśliłeś?
Sprawa przybrała takich obrotów, że jeżeli teraz Soh zdecydowałby się na skorzystanie z oferty Yohei to już nie będzie odwrotu. Czy przemyślał na tyle swoją decyzje aby teraz pewnym głosem przystać na ten drobny zakład? Czy jest świadom, że organizacja do, której się zgłosił za pieniądze jest w stanie zabić każdego bez względu na status czy też na powiązania nawet z samymi jej członkami. Najpewniej historia zna przypadki gdzie ktoś porwał się z ostrzem na swego niedoszłego towarzysza czy tez na członka rodziny. To czy swe działania chce sparować z tymi właśnie ludźmi, pozostało już tylko i wyłącznie w rękach samego Takawy Soh’a


W zależności od decyzji będzie odpowiedni z/t

Techniczne Konto: zbieram wyceny PZ za fabułę od oceniających anonimowo i upubliczniam wycenę. Nie decyduję o wartościach, nie negocjuję. Na to konto proszę nie wysyłać wiadomości prywatnych, to skutkuje natychmiastowym Warnem.
Osoba odpowiedzialna: Cheshire
Temat próśb: Tu gracze argumentują swoje osiągnięcia fabularne.
Temat wynagrodzeń: Tutaj odpisuje tylko Madarao, to lista wynagrodzeń za fabułę.
Administrator
 
Posty: 534
Dołączył(a): 11 maja 2015, o 20:17
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Brama

Postprzez Takawa Soh » 16 mar 2016, o 08:54

Kupił to. Jednak codzienne użeranie się z masą ludzi sprawia, że człowiek zaczyna naprawdę dobrze i sprawnie posługiwać się językiem, który to bez problemu trafia do ludu. Delikatny zarys uśmiechu pojawił się na mojej twarzy i jedynie poszerzył, gdy mężczyzna, którego chętnie skróciłbym o głowę powiedział, że jednak jest w stanie mi pomóc. Nie przywiązywałem większej uwagi do jego słów, byłem pewien, że w razie jakiegoś konfliktu, powinienem sobie odpowiednio poradzić, co jednak nie znaczy, że nie doceniam osobników, z którymi chcę wejść w spółkę. Gdybym uważał ich za słabą grupę, to bym nie chciał wynająć ich usług.
- Niech będzie, postawmy na szali moją głowę, prowadź. I to właściwie tyle, jeśli chodzi o rzeczy, które miałem mu do przekazania. Dalej zachowując należytą ostrożność - ruszyłem za mężczyzną, który miał mnie doprowadzić do kogoś, z kim będę mógł ubić interes. Interes, który może naprawdę namieszać w świecie.


Z/t.
 
Posty: 131
Dołączył(a): 30 lis 2015, o 23:21
Ranga: Jōnin

Re: Brama

Postprzez Madarao » 16 mar 2016, o 23:50

Techniczne Konto: zbieram wyceny PZ za fabułę od oceniających anonimowo i upubliczniam wycenę. Nie decyduję o wartościach, nie negocjuję. Na to konto proszę nie wysyłać wiadomości prywatnych, to skutkuje natychmiastowym Warnem.
Osoba odpowiedzialna: Cheshire
Temat próśb: Tu gracze argumentują swoje osiągnięcia fabularne.
Temat wynagrodzeń: Tutaj odpisuje tylko Madarao, to lista wynagrodzeń za fabułę.
Administrator
 
Posty: 534
Dołączył(a): 11 maja 2015, o 20:17
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Brama

Postprzez Yuki Orinoko » 24 lis 2016, o 23:49

Obrazek

Ori stanęła na wielkim moście prowadzącym do Amegakure. Deszcz padał od samej granicy kraju. W końcu nie bez powodu nazywało się to Krajem Deszczu. Przeważnie nazwę nadawano z powodu klimatu, który panował na tych terenach. Ulewa jednak absolutnie nie przeszkadzała dziewczynie. W końcu ta pochodziła z Kiri. Tam panował podobny klimat choć częściej zalegała tam mgła aniżeli padał deszcz.
Dziewczyna szybkim krokiem zbliżyła się do bramy. Co ją zdziwiło to fakt iż mieszkańcy ubrani byli tutaj zupełnie inaczej (wnioskując po tym iż większość zmuszona została do przystąpienia do Yohei zapewne noszą czarne płaszcze). Młodej czlonkini klanu Yuki to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Pewnie podeszła do strażników.
- Hokori Isana, najemnik i łowca nagród. - powiedziała po czym czekała aż Ci wszystko zanotują. Nie miała ze sobą opaski toteż z góry nie posądzą ją o przynależność do wioski. Planowała zostać w tym miejscu zdecydowanie dłużej, zbadać wioskę i sprawdzić czy mogłaby tu ułożyć swoje życie na nowo.
Ruszyła od razu do centrum wioski w poszukiwaniu hotelu dla podróżujących. Z daleka wioska wyglądała dośc niezwykle. Drapacze chmur chyba nie występują w żadnym innym miejscu. To nadawało temu miejscu swoisty charakter.

z/t
Obrazek
 
Posty: 252
Dołączył(a): 5 maja 2015, o 16:21
Ranga: Chūnin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Amegakure no Sato

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników