Ruiny Kumogakure

Obrazek
Kumogakure no Sato dla Kraju Błyskawic jest ważniejsze nawet od stolicy. Jedna z pięciu najstarszych wiosek shinobi, stanowi o potędze krainy. Zbudowana na szczytach górskich, leży wystarczająco wysoko by z okien rozpościerał się widok ponad chmurami. Uważana za jedną z najniebezpieczniejszych Ukrytych Wiosek, dowodzona jest przez Raikage.
Obrazek
Obrazek

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 12 wrz 2020, o 19:28

No i w końcu dowiedział się co potrafi Shuten. A potem przypomniał sobie że razem żyją w wiosce. I że razem podróżowali statkiem. I w ogóle... Schował się za Onimaru, przybierając rozczarowaną minę.-Nie wiem jak się mówi na zboczeńca kobietę, ale chyba się nie odmienia więc - zboczeniec-Zawyrokował wskazując ją oskarżycielsko palcem. Kto wie, na co patrzyła tymi swoimi oczami! Może jak się z żoną zabierał do zrobienia kolejnego berbecia!? A może na to jak się Coto z Renatą zabierali!? A może na Kamila z którąś jego wielu dziewczyn!? HA!?-Musimy poważnie porozmawiać o ich używaniu, młoda damo-Pogroził jej palcem. On był po prostu pewien, że Shuten używała ich w niewskazany sposób. W każdym razie szybko wyszedł zza pleców Onimaru i ruszył razem z towarzyszami w dół urwiska, co zajęło im wiele czasu...

Z powrotem na statku, spotkali swych przyjaciół. Wszyscy żyli i byli bezpieczni, co wielce radowało duszę Kamaboko. Jednak nikomu się na szyje w radości nie rzucił albowiem ciążył mu brak weny. Ale troszeczkę poprawiło to jego nastrój. Zaraz potem okazało się że Kichiwa leci na Gluten. DOSŁOWNIE. Kamaboko patrzył na tą scenę w osłupiniu, po czym powiedział do wszystkich-Awww... kochają się. Jak uroczo-I uśmiechnął się patrząc na słodką parę. Widząc jednak ich nieporadność, musiał wkroczyć do akcji. Swatka numer jeden. Mąż. Ojciec. Wielki po- chlip.-Pocałuj go ty ruda idiotko-powiedział cicho, klękając obok ich głów i w zniecierpliwieniu czekając na pokaz. Szybko jednak wstał i odwrócił się do reszty.-Towarzysze. Przyjaciele. Dzisiaj Kichiwa i Gluten potrzebują własnego pokoju. Trochę prywatności... by wypalić ognie namiętności-HA. WIERSZYK. UCZUCIA CZYNIĄ CUDA. Ale to wciąż było nieco za mało. Podszedł do niego jeszcze Coto. Załkał. I Kamaboko bardzo chciał go pocieszyć. Bardzo. Ale... ale... jak opowie wiersz, który nie wyjdzie, to się popłacze. A teraz była kolej Coto na płacz. Przytulił więc brata swego i w męskim uścisku poklepał go mocno po plecach.-BIesiada! Biesiada na cześć tego wspaniałego instrumentu i naszego przetrwania-Zakrzyknął jeszcze. Miał tylko nadzieję że ktoś miał alkohol i kiełbaski. Bo on nie miał. A słabo tak, krzyknąć biesiada, żeby nie było sposobów na biesiadę. No i miał nadzieję że ich biesiada nie będzie przeszkadzała nocnym igraszkom Gluten. Ah, jego przyjaciółeczka, w końcu dorastała! Aż się łza w oku kręciła!
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 13 wrz 2020, o 01:36

- Zapomniane dzieje: Final Act -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja A
132/?


Żyli, żyli, wszyscy żyli! Póki co, przynajmniej w paru przypadkach bo taka spadająca kula i orszak shinobi raczej zbyt bezpiecznymi miejscami nie były. A co do spadającej kuli... umysł Shuten nie był trochę w stanie nadążyć za myślami o Saki i Raiko razem. Jak? Kiedy? Nie spodziewała się tego kobitka, jednak tak jak pomyślała, dalej było to normalniejsze od Gonpachiro których to już tutaj fanów i zakochanych w nich ludków poznajdywał. Pozostała trójka... no, u nich nic nie było wiadomo i nasza bohaterka mogła tylko się domyślać że mają jakiś plan, a nie lecą sobie tak o. Albo przynajmniej, myślą nad jakimś planem. Rudowłosa już nad nim nie myślała, bardziej skupiając się na wyzywaniu w myślach tego cholernego nukenina co ją mało o zawał nie przyprowadził. Ah te kobiety. Najpierw winiła siebie, potem go, może jeszcze zaraz biedny Uma padnie jej ofiarą? Strach się bać.
Na słowa Kamaboko, Onimaru rozszerzył oczy i spojrzał na ich rudowłosą kompankę krzywym wzrokiem.
- Spodziewałem się po Tobie lepiej Shuten... żeby cudzą prywatność naruszać. Co by Ichiwa pomyślał? - powiedział i pokręcił głową załamany. Halo? HALO? Czemu ktoś jej narzucał jakąś totalną nieprawdę? Tego nasza kunoichi nie wiedziała, jednak mogła się domyślać że to zwyczajnie Kamaboko things.

Dotarli wszyscy z powrotem do Wieloryba. Szczęśliwi że żyją, i chyba więcej im aktualnie nie było potrzebne. Shuten dojrzała leżących Raiko z Moto, zdrowego Karuia, Omona i Suroia, a także szczęśliwego Ichiwę który to wręcz skakał z radości na ich widok. Westchnęła, no nic nie mogła na to poradzić. W końcu ten głupiec był całkowicie zakochany w Kamaboko, a Onimaru był dla niego jak wuj. Nic dziwnego że tak się cieszył. Moment jednak, w którym celem latającego Ichiwy stała się ona, mózg Shuten wręcz powiedział "see ya later" i sobie poszedł na spacer, a ona została pozostawiona z tą przedziwną sytuacją na którą ledwo jej ciało zareagowało. Uderzyli o deski, i pewno trochę zabolało, jednak były inne rzeczy na których się teraz nasza Sabataya skupiała. Mianowicie, na niesamowicie niewielkim dystansie między jej oczami a ładnymi oczkami Ichiwy. Ładne? No, przynajmniej to było pierwsze słowo jaka nasza ognista kunoichi pomyślała. Uniosła nawet dłoń chcąc przeczesać jego włosy, jednak zastygła kiedy tylko je musnęła. Ten w sumie też to zrobił, a jego zaczerwieniona twarz jeszcze bardziej zmieniła się w buraka. Podobnie jak twarz Shuten która to uświadomiła sobie jak to wszystko wygląda z perspektywy osób trzecich. Tylko wtedy jej umysł generalnie przestał funkcjonować i nie miała pojęcia co powiedzieć. Nie mogła zebrać myśli na ten epicki komentarz który zapewne to by rzuciła w normalnych warunkach, a potem by sobie pluła w brodę za niego. No zwyczajnie nie mogła, przez ten łomot serca który zapewne pierwszy raz jej w życiu towarzyszył. Gdzieś cicho z tyłu głowy mogła usłyszeć słowa Onimaru, jak to te zakochanie nie ma sensu, jednak był to bardzo cichy głos.
-O-okaeri... - powiedział niepewnie, jednak dalej się ze swojej czerwoności nie ruszył. Pierwszy komentarz Kamaboko przeleciał mu nad głową, jednak kiedy ten klęknął obok nich i wyszeptał wręcz by go Shuten pocałowała, Ichiwa momentalnie odskoczył jak poparzony - dokładnie jak Sabataya się spodziewała. Już po jego odskoku godnym wytrenowanego Shinobi dzieliło ich co najmniej 5 metrów. Na kolejne przemówienie Gonpachiro, stał się bardziej czerwony a po pokładzie rozniósł się śmiech. Od tego bassowego ze strony Onimaru, który zgiął się w pół i miał łzy w oczach, do tych bardziej normalnych ze strony Omona, Suroia i Karuia. Tylko Raiko się nie śmiała, chociaż patrzyła na parę z rozbawieniem, a Saki był zbyt rozpaczony lutnią by się z nich śmiać. Ten dostał jednak męski uścisk od swojego brata, który to musiał znać jego ból doskonale. Zakrzyknął że czas na biesiadę, a wszyscy wyglądali dość pozytywnie nastawienie do tej propozycji.
-Kojarzę że było jakieś żarcie niżej. Suroi, chodź ze mną szukać. - powiedział do niego Karui i udali się pod pokład. Ichiwa z zasłoniętą trochę twarzą odwrócił się do nich i skierował się w stronę steru, w mileczeniu z dalej zaczerwienioną całą twarzą.
- Ahh... trzeba odpocząć przed biesiadą. Wam też radzę. Saki, chodź tu. - powiedziała już dość oczywista partnerka ich barda, który dalej był załamany utratą lutni i zaprowadziła gdzieś pod pokład. Może lepiej było tym razem nie sprawdzać oczkami tego co robili. Ruko sobie siedział i patrzył na leżącą Shuten, chyba czekając na swoją nagrodę. Zbliżyli się do niej Onimaru i wyciągnął w jej stronę rękę, zeby to wstała. Kiedy już to powiedziała, z szerokim demonicznym uśmiechem wyszeptał jej do ucha.
- Ahh... uczucia Ichiwy być może są bardziej skomplikowane niż myślałem. - klepnął ją po plecach, śmiejąc się z całej sprawy. - Idę znaleźć jakiś alkohol, jak coś to chodźcie ze mną!

3 godziny później, po odpoczynku...

Niech nikt nigdy nie powie, że załoga Jaglanki/Wieloryba nie potrafiła się dobrze bawić. Nadszedł moment biesiady zakrzykniętej to przez ich druha-poetę Kamaboko. Znaleźli kiełbaski, karkówki, kurczaka a nawet ziemniaki! Alkoholu też nie brakowało, bo doszukali się aż 4 pełnych beczek rumu! Z jakichś kamyków ułożyli okrąg i stosunkowo bezpiecznie rozpalili ognisko na drewnianym statku, czego żadna normalna osoba by nie zrobiła. Wokół ogniska rozrzucili ławy na których to wszyscy sobie przykicneli w wolnym czasie... a to nie był ten czas. Saki Moto znalazł zastępstwo swojej dzielnej lutni pod pokładem.
- I SMAK WASZYCH UST...!!! - zakrzyknął Onimaru z kuflem w ręku, unosząc go od góry. Wszyscy za nim podążyli. Tak, to był ten czas. Czas, biesiady. Czas, szantów. Nie było osoby która nie piła podczas tej ich imprezy, więc nie było też osoby która by nie krzyknęła tego (poza wami, wy macie wolną rękę). Kamaboko wraz z Shuten siedzieli na jednej z ław, a pomiędzy nimi był Onimaru. Po drugiej stronie ognia znajdował się Omon, który śpiewał nawet głośniej od Onimaru. Ahh... to tak po pijaku się zachowywał. Obok niego siedział Karui przypiekający sobie kiełbaskę na ognisku. Saki Moto grając nutkę tańczył sam po pokładzie z szerokim uśmiechem na twarzy, a Raiko i Suroi postanowili zatańczyć razem póki była okazja. Znaleźli się też reszta załogi wieloryba, która to pozwolała w ogóle temu statku na funkcjonowanie. Ichiwa siedział na ławie po prawicy Shuten i aktualnie brał porządny łyk rumu z kufla, po czym wstał. Wystawił rękę w stronę Shuten, z zaczerwienioną twarzą.
- Chcesz zatańczyć? - zapytał się cichym głosem, dość nieśmiało. Onimaru widząc to zaśmiał się i poklepał Kamaboko po plecach.
- Czyż to nie świetna załoga, Kamaboko!? - zakrzyknął po chwili wracając do szantów, co by każdy wiedział co śpiewać. To Onimaru tutaj był liderem.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 13 wrz 2020, o 12:54

Wait, what? Nie spodziewała się żadnej większej reakcji, żadnych pochwał jej zdolności czy czegokolwiek podobnego, jednak słowa Gonpachiro były... Były typowe dla niego. Zupełnie nie rozumiała, jakim sposobem właśnie dostała łatkę zboczeńca. Przecież nic złego nie zrobiła! A o tym, że jej się przed oczy Raiko z Moto nawinęli to na pewno nie wiedział, i to był zupełnie czysty przypadek i zostawiła ich samych sobie. Sumienie czyste. Jak łza.
- Nie jestem. - odparła od razu nawet nie odwracając głowy do kompana. Z każdym jego kolejnym słowem jej twarz wyrażała co raz większe niezrozumienie. Dlaczego ma z nim rozmawiać o używaniu jej oczu? Najlepiej wiedziała, jak z nich korzystać. Nie potrzebowała, żeby poeta od siedmiu boleści dawał jej w tej kwestii wskazówki. Sytuacja jednak wymykała się co raz bardziej spod jakiejkolwiek kontroli. Czy... Czy Onimaru NA PRAWDĘ mu uwierzył? Nie, na pewno nie. Była w zupełności przekonana, że zgrywa się i robi to celowo. Ale jednak! Jednak rzucił kolejne oskarżenia, a słysząc jego ostatnie słowa poczuła się jak rugany pies. Za niewinność!
- ...że próbujecie wrobić mnie w coś, czego nie zrobiłam? - odparła niepewnie patrząc na nich z wyrzutem. W sumie... Nie. Ichiwa by jeszcze rad do nich dołączył, a wtedy to już w ogóle mogłaby tylko usiąść w kącie i poczekać, aż im przejdzie. A było im niczego nie mówić, to teraz ma za swoje.

Gdyby tak uderzyć kilka razy pięścią w klawiaturę, to co by z tego wyszło dość dobrze obrazowałoby stan umysłu czerwonowłosej. Czysty chaos. Wszystko, co się w tej chwili działo kłóciło się z tym, co sama wiedziała i co święcie uważała za prawdziwe. Przez całą tę podróż wpatrywał się w Gonpachiro jak w obrazek, więc czemu to ona tutaj leżała? Chociaż... Może to zwyczajnie kolejna z tych bezsensownych rzeczy, o których wspominał Onimaru, a których nie sposób zrozumieć w żaden sposób. Coś pozbawionego większego sensu i logiki. Thing are as they are, and that's all. Nie był to co prawda jedyny element, który w tym momencie pozostawał dla niej zagadką. W zasadzie było ich za dużo. Dużo za dużo, a o większości z nich nawet nie była w stanie myśleć skupiając się na obrazie przed nią. W pewien sposób była świadoma ludzi wokół nich, tak samo jak astronauta jest świadom zjawisk pogodowych pod sobą: wiedziała o nich, najpewniej gdyby ruszyła nieco głową to byliby też dość dobrze widoczni... I całkiem oderwani od jej obecnej rzeczywistości. Przez ten krótki moment stali się zupełnie bez znaczenia odsuwając ich w świadomości na jeden z dalszych planów. Jej cała uwaga przypadła jakże niepewnej odpowiedzi Ichiwy, przez którą kącik jej ust mimowolnie uniósł się nieznacznie i bez większej wiedzy Sabatayi. Z tego wszystkiego aż jakiś prawdziwy szatan, diabeł wcielony siedzący na jej ramieniu zaczął szeptać jakieś dzikie pomy... A, nie, to tylko Kamaboko. Kamaboko, który kucał przy nich, a o którym zupełnie zapomniała. Jeny, jak mogła zapomnieć o Gonpachiro? Matko jedyna, niech jej jeszcze tę sytuację do końca życia teraz wypomina. Chyba czas zmienić wioskę, czy coś. Nie była nawet pewna, czy mogłaby wyglądać na jeszcze bardziej skonsternowaną, ale jeśli mogła, to najpewniej to zrobiła. Kapitan w rzeczy samej nagle znalazł się dość spory kawałek od niej, co sama wykorzystała by podnieść się do siadu. Ruda idiotko? Co? Czemu? Z resztą... Whatever? Dalej było i tak co raz to gorzej, a każde kolejne zdanie wypowiedziane przez lalkarza wprawiało ją w co raz większe zażenowanie. Słychać było jedyny cichy plask, kiedy jej dłoń uderzyła we własną twarz.
- Gonpachiro, przestań. - rzuciła do przyjaciela pomimo salwy śmiechu, która rozbrzmiała na statku. Tylko śmiali się z czego? Z sytuacji? Z nich? Z Kamaboko? - Przypomnij mi ktoś, proszę, dlaczego ja się w ogóle z nim zadaję... - mruknęła do siebie zerkając spomiędzy palców na postać Kapitana, którego w tym momencie najbardziej było jej żal. Bo z niej to tam się niech śmieją, na zdrowie, kiedyś ich najwyżej podusi za to w nocy poduszką. Ale on... Hej, to na pewno był zwykły przypadek, że stało się jak się stało. Nie próbowała nawet doszukiwać się w tym czegokolwiek więcej, no potknął się no. Miała z resztą wyłączność na gnębienie Ichiwy. Tak od... W sumie nie wiedziała. Pewnie od momentu, kiedy stwierdziła, że to całkiem zabawne zajęcie. Spojrzała na Ruko odrywając rękę od własnej twarzy i nadstawiając dłoń, co by szczurek mógł sobie na nią bez problemu wejść jeśli tylko zechce. Uhh... Chyba wiedziała, czego chce.
- Jak wrócimy do wioski. Dostaniesz tyle sera ile chcesz, tutaj go nie mam... - stwierdziła patrząc nieco smutno na mysze. - Chyba, że póki nie wrócimy weźmiesz sobie coś spośród prowiantu, który mam ze sobą. Jako zaliczkę? - to i tak więcej niż obiecała, ale coś czuła, że pozostawienie Ruko ze zwykłym "nie teraz" może skończyć się z jego niezbyt przyjemną reakcją. Temat szczęśliwie szybko szedł w stronę biesiady, a ludzie nie czekając szczególnie na nic zaczęli się rozchodzić - czy to by odpocząć, czy przygotować wszystko na ucztę. Finally! - Albo może chcesz jakąś kiełbaskę czy karkówkę....? - rzuciła do małego towarzysza mając nadzieję, że to rozwiąże problem. Wszelakie emocje mogły sobie zacząć spokojnie opadać. Skorzystała rzecz jasna z pomocy Onimaru wstając na nogi. Ten jednak nie postanowił tak po prostu zostawić wątku, który tak bardzo poruszył załogę rzucając ostatnim komentarzem i pozostawiając ją dodatkowo strapioną na deskach pokładu. To... To nie do końca tak miało być - i to była jedyna rzecz, jakiej czerwonowłosa była w tym momencie pewna. Coś poszło mocno nie tak. I cokolwiek poszło mocno nie tak, nie było czymś, z czym mogła już cokolwiek zrobić.

Dano im co prawda czas na odpoczynek, ale nie potrafiła zwyczajnie przeleżeć tych kilku godzin. Właściwie to w ogóle nie odpoczywała. Zamiast tego postanowiła chociaż przemyć twarz i kark z pyłu i krwi. Wątpiła, by za pierwszym razem starła ją w całości z twarzy, a znając jej szczęście nie zdziwiłaby się, gdyby skleiła jej część włosów. Poszukała w zwoju zapasowych ubrań i wyciągnęła część zapasów jedzenia z myślą o Ruko, po czym po kilkunastu minutach walczenia ze swoim własnym mózgiem żonglującym jej przed oczami przez cały czas trzema tymi samymi obrazami poddała się i sama ruszyła pod pokład. Alkohol alkoholem, a ona co będzie pić? Nie alkohol. Nawet nie dlatego, że wiekowo to chyba jeszcze nie mogła, bo właśnie byli na statku pirackim i tutaj mogła technicznie wszystko, ale dlatego, że... Nie mogła. Z innych, niezależnych od niej przyczyn. Shuten wiedziała, czym jest odpowiedzialność, i jako super odpowiedzialna osoba postanowiła wygrzebać na czas biesiady jakiś ekwiwalent. Choćby to miała być zwykła woda. Gorzej, jak nie będzie... Całą resztę czasu albo spędziła na wycenie strat materialnych całej tej wyprawy, które opiewały na "dużo", albo na krążeniu między własną kajutą a pokładem, gdzie zwłaszcza podczas szykowania ogniska dało się usłyszeć od przyglądającej się całej sytuacji dziewczyny komentarze typu "Oni chcą rozpalać ognisko na statku... Drewnianym statku. Oni go spalą. To jeszcze będzie płonąć" czy "Dlaczego ten statek jeszcze nie świeci jak choinka w Boże Narodzenie? Halo, co to za magia?". Ciche i rzucane raczej do siebie niż do kogokolwiek innego, ale jednak. Nie próbowała nawet zrozumieć, jak to działało. Zamiast tego uznała, że w przeciągu ostatnich dwóch dni widziała już wszystko i chyba tylko zabłąkane Bijuu gdzieś na horyzoncie chyba mogłoby to zmienić. But that's not some sort of a challenge, y'know. Niewiele trzeba było czekać, aż wszystko było gotowe, a na statku zaczęły rozbrzmiewać szanty. Wszystko pięknie, ładnie... Tylko tak jakoś zaczęło do Sabatayi docierać, że ona to tak nie bardzo umie w porządne biesiadowanie. Może rzeczywiście, gdyby wypicie czegokolwiek procentowego nie wiązało się z ryzykiem dość szybkiego zakończenia zabawy, to może i łatwiej byłoby jej dołączyć do śpiewania tradycyjnych pieśni morskich. Zwłaszcza, że nawet Omon co ciekawe brał w tym udział przekrzykując samego Onimaru. Wolała jednak poczekać, aż spiją się jeszcze nieco bardziej i wszelakie jej niecne próby dołączenia nie zostaną ostatecznie przez nikogo odnotowane. Całe szczęście oglądanie wszystkich rozśpiewanych i tańczących było dobre same w sobie i chociaż nie czuła się szczególnie czynnym uczestnikiem biesiady, to nie mogła powiedzieć, że bawi się źle. Wzrokiem koniec końców powędrowała ku Raiko i Suroia przez chwilę ich obserwując, jednak niewiele było trzeba, by jej myśli zawędrowały gdzieś indziej, a ich dwójka zwyczajnie wchodziła w kadr, na który skierowała swój wzrok zamiast stanowić obiektu większych obserwacji. Wróciła jednak do rzeczywistości po dostrzeżeniu większego ruchu po swojej prawej stronie i ostatecznie to tam, na Kapitana, powędrowała spojrzeniem. Po ostatnim jakoś nie bardzo wiedziała, jak powinna się wokół niego zachować. Kusiło ją co prawda wrócić do teasowania biednego Ichiwy, jednak miała wrażenie, że byłoby to już bezduszne znęcanie się. Przynajmniej póki co. Mrugnęła kilka razy patrząc na jego dalej czerwoną twarz. Czy chce zatańczyć? W sumie... Dlaczego miałaby chcieć? Nie miała większego powodu, by pchać się na parkiet. Kiedykolwiek. Oczywiście więc, że nie bardzo chciało jej się tego robić teraz. Ale zatańczyć z Ichiwą? Cóż... To w pewien sposób zmieniało postać rzeczy. Uśmiechnęła się ciepło mając wrażenie, że jakakolwiek werbalna odpowiedź mogłaby go spłoszyć jeszcze bardziej, a już teraz wyglądało na to, jakby to pytanie nie przyszło mu szczególnie łatwo. Ujęła go za dłoń wstając z ławy po czym po odejściu kilku kroków jej ciepły uśmiech zamienił się w uśmiech osoby, która knuje coś niedobrego. Once again. Damn it.
- Nie wolałbyś zaprosić Kamaboko? - zapytała z przekorą chwytając go mocniej za dłoń, co by jej teraz czasem nigdzie nie uciekł. No i miała nie dokuczać no. I prawie się udało. Tak... Tak prawie! Ale nie mogła inaczej. Były rzeczy, które mogła zrobić i były rzeczy naturalnie silniejsze od niej. Can't be helped jak kiedyś pewien mądry filozof rzekł.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 13 wrz 2020, o 17:45

Dokładnie, co by Ichiwa pomyślał! To nie był żaden podstęp z ich strony, ale czysta obawa w zetknięciu z takimi diabolicznymi zdolnościami! Kamaboko nie mógł po prostu zrobić nic innego niż zauważenie tego drobnego faktu i jak widać Onimaru się z nim całkowicie zgadzał, co tylko wszystko potwierdzało. Shuten była winna jeszcze niepopełnionych zbrodni i zostaje skazana na wysłuchanie lekcji moralności i etyki użytkowania nieetycznych zdolności, przez wielkiego poetę i etyka, Kamaboko Gonpachiro.

Potem sprawy zaczęły się toczyć całkiem szybko. Wpierw oczywiście fantastyczny pokaz zawstydzenia ze strony Ichiwy i Shuten, a oczywiście Kamaboko, planował jak najbardziej kopać leżącego. Wskazał więc wszystkim na Ichiwę oraz Shuten.-A teraz moi drodzy, pytanie konkursowe! Znajdźcie jedną różnicę między kolorem skóry naszych gołąbeczków, a włosów Gluten-A niech się pośmieją z nich jeszcze trochę. Na zdrowie. Ale już ich bardziej w zakłopotanie postanowił nie wprawiać, mówiąc o tym jak to teraz powinni zabrać się za robienie rudego miniIchiwy. Zamiast tego odprowadził wzrokiem Raiko i Coto i powiedział na tyle głośno by go usłyszała Shuten i Onimaru-Jak spojrzysz tam-Wskazał palcem na miejsce gdzie powinni być Raiko i Coto, mówiąc do Shuten-Powinnaś dostrzec za co się wziąć z Ichiwą. Tylko oczy odpal-Zaśmiał się i odszedł, potuptać sobie samotnie. Dopiero będąc samemu przestał się uśmiechać i smutnym wzrokiem spojrzał w fale rozbijające się o pokład. Weno, weno, gdzie jesteś...

Nadszedł wieczór, impreza hulała, alkohol się lał, szanty były śpiewane. Kamaboko nie miał słabej głowy, mocnej też nie, ale swoje dawał radę wypić. I tak teraz leciał z drugim kuflem Rumu, obserwując spokojnie całą grupkę ze stojącym obok Onimaru. Wtedy też Ichiwa zaprosił do tańca Shuten i na szczęście ta się zgodziła.-głupiutkie te dzieciaki-Mruknął bardziej do siebie, ale pewnie Onimaru też go usłyszał.-Świetna. Niczym prawdziwa rodzina-W jego głosie zadrgała dziwna nuta, której sam się po sobie nie spodziewał. Uczucie, którego nie był w pełni pewien. Jakaś taka... gorycz.-Mam nadzieję że odwiedzicie nas w Iwie-Powiedział odwracając się od bawiącego tłumu i patrząc w morze oraz na księżyc wysoko na niebie. Spojrzał na gwiazdy na niebie. Wyglądały jak by były na wyciągnięcie ręki, a jednak były tak odległe. Zupełnie jak *^$&W@*. Ogromny ciężar spadł na jego barki a tęsknota i żal wypełniły serce. Nie potrafił jednak w żaden sposób ulokować źródła tych uczuć. Cholerna wena. I cholerny alkohol. Osunął się lekko, siadając na ziemi i rzucając kuflem za siebie. Nie przejmując się tym czy w połowie opróżnione naczynko przeleci przez balustradę czy odbije się od niej i wyleje na Kamaboko.-Życie. Im sercu bliższe, tym nieszczęśliwsze-Zarymował pod nosem i na czworakach zaczął iść w jakieś ustronne miejsce gdzie nikogo nie było, co by się pierdolnąć i zasnąć. Był już silniejszy niż kiedyś. Dostatecznie silny. Gdy wróci do Iwy chyba nadejdzie czas by odnaleźć tego który zabrał mu największy skarb. I właśnie w ręce wpadło mu narzędzie które pomoże mu osiągnąć ten cel. Pobladl i zwymiotował na deski pokładu.-Zapomnij o tym skurwysynu-Wycedził sam do siebie, nieco przerażony myślą, która pojawiła się w jego głowie. Zdecydowanie potrzebował odpoczynku. Ta misja zmęczyła go dużo bardziej, niż przypuszczał.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 13 wrz 2020, o 22:26

- Zapomniane dzieje: Final Act -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja A
135/135


Biedna Shuten. Taka bezbronna wobec zarzutów Kamaboko który połączył siły z Onimaru. Mogła nie być zboczeńcem, jednak w oczach swoich towarzyszy definitywnie już zostanie tak zapamiętana, a Ichiwa z pewnością z chęcią dołączy do nazywania jej tak. Czy pomyśli tak jak powiedziała, to już była inna sprawa. Chętnie jednak będzie jej dokuczał, bo już jakoś tak to wyszło że Shuten dokuczała Ichiwie a on jej. Taka koegzystencja. Tak jak kwiatki potrzebowały wody, a woda potrzebowała... kwiatków?... Może...

Uderzenia w klawiaturę definitywnie byłyby dobrym opisem stanu emocjonalnego pary gołąbeczków. Mniej lub bardziej próbowali przetworzyć swoje procesy myślowe i zadecydować co to teraz powinni zrobić. W sumie... to nie wiedzieli. Trafili do innych wymiarów które musiały być wypełnione pytajnikami utrudniającymi im jakiekolwiek działanie. Straszny to był los. Na niepewną odpowiedź Shuten jednak nie mogła nieodpowiedzieć drobnym podniesieniem kącików ust. Aż jej szatan zwany Kamaboko zaczął podszeptywać złe, złe, bardzo złe rzeczy... i wystrzaszył Ichiwę. Hmm... to może jednak nie był on wcale aż taki zły, a dobry skoro zmotywował go do podniesienia? Chyba że Sabataya tego nie chciała, ale to już był kompletnie inny kawałek chleba którego lepiej było nie gryźć bo jeszcze ktoś zacznie wbijać w ciebie mordercze spojrzenie. Tak, taki to był znakomity kawałek chleba. Poeta definitywnie prędko nie zamierzał dać naszej drogiej Shuten zapomnieć o całej sytuacji, co po chwili zresztą powiedział, mimo jej plaska załamania na jego słowa.
- Włosy Shuten nie są aż tak czerwone jak ich twarze, hahaha! - dorzucił śmieszek Onimaru, który w sumie był definitywnie jednym z top 3 śmieszków tego statku. Znaczy, Kamaboko, Ichiwy i Onimaru. To były te top śmieszki, reszta nie miała do nich nawet startu tak długo jak nie liczyło się dokuczania Shuten na biednym Ichiwie. Nasza droga rudowłosa rzecz jasna nic sobie nie robiła z zachowania kapitana. W końcu się potknął, było to totalnie naturalne zdarzenie i niezbyt miło byłoby go obwiniać o takie coś. Nawet jej się mogło zdażyć, a jak by się tak zastanowić to Shuten spotkało wiele komicznych sytuacji podczas ataku. Oberwanie prawie własnym shurikenem. Zniszczenie dachu. Zrobienie wodospadu z budynku. Nagle wyrastający kawałek ziemii pod jej nogami który spowodował że w ciekawy sposób spadała. Rozczłapanie szyi biednego nastolatka... dobra, może bez tego ostatniego.
Uwaga przeszła jednak wtedy na szczurka, który istnie był oburzony na natychmiastowy brak nagrody w postaci sera. Nadąsał się w pełni i nawet jej oferta nie była w stanie go spławić. Dopiero upomnienie o potencjalnej karkówce i kiełbasce zatrzymało szczurka przez zaatakowaniem buta Shuten w celu zemsty. Zastanawiał się przez chwilę, po czym kiwnął ostatecznie głową w zgodzie. Ahh ta Sabataya... oferować takie rzeczy a nie umiała dotrzymać swojego słowa. Już chyba Kamaboko był bardziej profesjonalny od niej. Z drugiej strony, kazał jej właśnie podglądać Saki i Raiko którzy to raczej na prywatność zasługiwali. Więc... no. Reszta załogi jednak żartu do końca nie zrozumiała, z wyjątkiem Onimaru.
- Lepiej tego nie rób, Twe niewinne oczy mogą nie wytrzymać tego typu poezji. - rzucił jeszcze w jej stronę, patrząc na odchodzącą od nich parę i Kamaboko, który to też udał się... gdzieś... szukać weny chyba. A kunoichi, przez te cholerne słowa o uczuciach Ichiwy, była w jeszcze większym zakłopotaniu.

Biesiada, biesiada, ahh... biesiada. Piękny moment podróży, równie piękne co multum jakie im się przytrafiło. Shuten w oczekiwaniu na ten moment nawet buźkę umyła... a potem popadła w depresję, z racji że alkoholu pić nie mogła bo była "odpowiedzialna". Każdy tak gadał. A potem jeszcze bardziej deprecha ją złapała, jednak tym razem ze względu na ognisko na drewnianym statku. No... NO... no... no i co tu powiedzieć na tych szaleńców?! Cud że Kumo nie zawaliło się kiedy tylko weszli do wioski. Nikt jednak nie odpowiedział na jej obawy, poza wujaszkiem Onimaru których machnął ręką na znak "Wszystko będzie dobrze, zostaw to ekspertom". Sama mogła iść wypatrywać bijuu i... udało jej się. Za burtą, mogła właśnie zobaczyć w wodzie pędzącą w nich stronę... ośmiorniczkę. Nie taką zmutowaną, taką zwykłą co przywalając w ich statek pewnie by się zabiła. Do tego jednak nie doszło, więc życie zwierzątka było bezpieczne.

Podczas samej biesiady, Shuten nie śpiewała zbytnio. Wstydziła się, nasza rudowłosa dziewuszka o nie małych uszkach. Wolała nie dawać im jeszcze więcej materiału do śmiania się z niej, także musiała się powstrzymywać przynajmniej dopóki bardziej się nie spiją. Skoro jednak była w stanie cieszyć się samych ich widokiem, to nie było wcale źle. A w momencie kiedy kapitan ją zaprosił do tańca, postanowiła rozwalić swój proces myśleniowy ponownie. Dlaczego chciał z nią zatańczyć? Dlaczego nie z Kamaboko? Dlaczego ona miałaby chcieć?... Nie wiedziała, jednak ostatecznie się zgodziła. Chyba tylko po to żeby się z nim droczyć, bo już na jej pierwsze słowa, spalił się jak burak. Zacisnął jednak zęby i poważnym wzrokiem spotkał jej wzrok.
- Z tobą też chcę zatańczyć, okej?... - odpowiedział z czerwonymi policzkami, wyglądając trochę jak nadąsany nastolatek... tylko że nim nie był. Chociaż stary też nie był. W momencie kiedy tylko zaczęli tańczyć, muzyka zmieniła nastrój na bardziej... taneczną? Patrząc w stronę Sakiego można było dojrzeć jak ten puszcza im oczko, i wtedy to kapitan postanowił ją porwać do tańców jedną ręką dalej trzymając jej dłoń, a drugą kładąc na jej biodrze. Kurde, brakowało mu tylko różyczki w ustach. No generalnie, jeżeli się dała, to ją porwał do tańca którego zapewne nie ogarniała i kroki pewnie opornie wychodziły i generalnie... nie było tak źle. Znaczy katastroficznie, ale Ichiwa się uśmiechał więc chyba nie było źle.

W między czasie, nasz drogi Gonpachiro pił Rum i wraz z Onimaru obserwował te "dzieciaki" co postanowił się zabawić. Onimaru faktycznie usłyszał go, bo zaśmiał się kiwając głową. Zgodził się też ze świetnością całej tej ekipy, jednak w jego głosie... gorycz. Wujaszek nie dostrzegł jej, zabawnie przez cały hałas, śmiechy, już mniej szantów ze względu na nową nutkę i przede wszystkim... alkohol.
- Z pewnością odwiedzimy. - odpowiedział bo zwykłe słowa jednak w stanie był zrozumieć, lecz Gonpachiro swym wzrokiem był już gdzieś indziej. Wysoko w gwiazdach na niebie się kryjących, które to były tak na wyciągnięcie ręki a tak daleko... jak osoby mu najdroższe. W momencie kiedy ta myśl się pojawiła, na barkach Gonpachiro pojawił się ciężar i tęsknota, która wraz z żalem wypełniała jego serce. Wszystko wina tego alkoholu. W chwili kufel poleciał gdzieś za niego, a po plusku jaki po chwili dało się usłyszeć łatwo było wywnioskować że wpadł do ocenu. Czy ktoś go widział jak to robił? Pewno tak. Saki patrzył na niego niepewnym wzrokiem, jednak nie podchodził dając się mu oddalić i nie słysząc jego rymów pod nosem. Gonpachiro glebnął się gdzieś w kącie na ziemi. Leżał. Myślał. To już był czas. Czas miecza i topora. Cza odnalezienie tego drania, co to mu *%&%^$^ odebrał. Zwymiotował na podłogi. Wycedził sam do siebie, jednak jego słowa nie był wystarczające aby powstrzymać uczucia jakie nim targały. Misja go zmęczyła i odpoczynek naszemu poecie się należał. Nawet nie wiedział że był obserwowany przez szczurka co karkówkę akurat zajadał. Szczurek po zjedzeniu rozejrzał się po pokładzie i ostatecznie doszedł do prostych wniosków.
Głupi ludzie... Lepiej uciekam nim mnie nią zarażą.
I pufnął w mini kłębku dymu.

Nie był to rzecz jasna koniec naszej wielkiej biesiady, oj nie. Zabawy trwały dalej. Ichiwa zatańczył parę razy z Shuten (jeżeli ta nie stwierdziła dość) i trochę ją wymęczył, szanty były dalej śpiewane, alkohol się lał, w pewnym momencie nawet statek im się zajarał jednak szybkie Suitony w rozprzestrzeniający ogień go uratowały. To w tym momencie, po zabawie od wieczora do 4 nad ranem, wszyscy postanowili udać się na spoczynek (no, wy mogliście robić co chcieliście przez ten czas, śmiało opisywać). Jakoś w nocy obok Kamaboko pojawił się Saki Moto, który leżąc jakiś metr od niego poszedł spać - swoją drogą, plama rzygów zniknęła to ktoś posprzątać musiał. Raiko kij wie gdzie była, jednak bard postanowił pozostać przy swoim bracie poecie niż do niej się udać. Shuten natomiast została jeszcze wyzwana przez Onimaru na zmaganie rękami i był to zacięty pojedynek. Nawet po pijaku, stawił on dla niej wyzwaniem, a ostateczny wynik pozostał nierozstrzygnięty, gdyż Omon nadepnął przypadkowo na wujaszka. Bitka która zaczęła się w tamtym momencie między nimi przerwała zmagania dwóch shinobi mających krzepę i Sabataya pewnie żyła w smutku nie znając ostatecznego wyniku. Niektórzy po imprezie poszli spać na pokładzie, inni doczłapali się do materaców... a jeszcze inni... nie no, innych nie było. I tak, wrócili do swojej podróży.

Kolejny bliżej nieokreślony czas później...
- Dziękujemy wam za pomoc. - powiedział w ich stronę Omon, razem z całą ferajną z Kumo za nim. Raiko, Suroi, Karui i paru normików którzy na statku pomagali. Przed nimi natomiast, na czele stała Shuten z Kamaboko, z resztą ekipy Jaglanki za nimi. Znaczy, Ichiwą, Onimaru i Saki Moto. Nagle w stronę pary zostały wyciągnięte 2 zwoje i sakiewka. - Obiecaliśmy was jakoś wynagrodzić. Udało nam się to znaleźć w archiwach. Niech wam dobrze służy. Mamy też nadzieję, że jeszcze kiedyś nas odwiedzicie, bohaterzy Jaglanki.
Ahh... tak, to był moment pożegnania. Wszyscy stali na wybrzeżu tajnej siedziby nukeninów z Kumo. Ichiwa dostał w prezencie Wieloryba nawet, co było dość szokującym dla wszystkich zajściem. Raiko nie zostawała też na statku z Saki Moto, a Saki Moto nie zostawał w kryjówce z Raiko. I generalnie... no trzeba było się pożegnać. Chyba. Wypadało.

Chimu Takara otrzymuje:
+ 8 PZ
+ 3 PD
+ 40 PN
+ 2500 Ryō


Gracz Kamaboko Gonpachiro otrzymuje:
+ 1 Misja A
+ 8 PD
+ 40 PN
+ 2500 Ryō
Inne wynagrodzenie: za długość misji + trudność bonusowe: 8 PD i 40 PN. Nagroda za misję: zwój z Kage Bunshin no Jutsu


Gracz Sabataya Shuten otrzymuje:
+ 1 Misja A
+ 8 PD
+ 40 PN
+ 2500 Ryō
Inne wynagrodzenie: za długość misji + trudność bonusowe: 8 PD i 40 PN. Nagroda za misję: zwój z Hahonryū


Wiem że wy tego nie zrobicie, ale z racji formalności, jak macie ochotę możecie zostawić ocenkę w mym temaciku który na pewno widzicie w podpisie lub dać mi znać co mógłbym poprawić na PW. Czy coś. Wiadomka. Jeszcze jednak nie uciekacie, misja zakończona ale epilogu kawałek został i go będę prowadził ofc.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 13 wrz 2020, o 23:25

No i co robił Kamaboko przez resztę imprezy? Spał. Przespał to, jak go szczur obrażał, przespał fakt że Coto położył się obok, przespał również to że Shuten siłowała się na rękę z Onimaru. Następnego dnia obudził się nieco obolały, ale w zdecydowanie lżejszym mentalnie nastroju. Co prawda wciąż był nieco przybity, ale przynajmniej większość negatywnych uczuć, zasnęła głęboko w jego sercu. Widząc zbliżającą się postać, uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic, znów przywdziewając rolę wesołego poety.-Ale impreza była!-Powiedział do marynarza A, rozpoczynając nowy dzień na statku...

A raczej odpłynięcie na statku. I Kamaboko jak to Kamaboko, rozpłakał się, bo nie lubił rozstań. Gdzieś tam jednak w środku pojawiło się zwątpienie. Czy to były prawdziwe łzy?-Aaaaagwahfkfwww smark siorb uhuuuu. Sniff. Kamil, dbaj o kochanki. Ogon dbaj o kolegów. Renata dbaj o dziecko-I pomachał jej brzuszkowi.-Będę tęsknił. Wpadajcie kiedy chcecie. Ciao-Pomachał im po czym otarł twarz rekawem.-Wiem już jak odzyskać wenę. Nie zdziwcie się jak spotkamy się następnym razem. Będę zupełnie nowym Kamaboko... Kamaboko 2.0!-Dokładnie tak będzie. Cały plan miał już w głowie. Teraz tylko wprowadzić go w życie... do tego jednak, musieli wpierw powrócić do Iwy. Dopiero teraz dostrzegł zwój który dostał. Odwinął go, popatrzył, pomrugał, zamlaskał. A że był potwornie inteligentnym ninja to w mig pojął o co chodzi. Machnął kilka pieczęci i obok niego, pojawił się drugi Kamaboko.-AAAA-Zakrzyknął pierwszy z nich-AAAA-Zakrzyknął drugi.-JESTEŚ MNĄ-Krzyknęli oboje, odwracając się w swoją stronę i wskazując na siebie palcem.-ALE DZIWNIE-Znów krzyknęli oboje.-Gluten patrz! Jest mnie dwóch i można go dotknąć-Powiedzieli oboje, dotykając tego drugiego w polik. Dwóch Kamaboko spojrzał na siebie w gniewie.-Nie powtarzaj po mnie-Powiedzieli równocześnie.-Jak to do cholery działa-Zakrzyknęli i zaczęli szarpać zwój, bo oboje chcieli zobaczyć.-Przemsań!-Przejęzyczyli się razem a potem we dwóch odrzucili zwój w Shuten.-Chcesz się bić?-Powiedzieli do siebie eskalując konflikt. I wtedy oboje kopnęli się w piszczele. Co spowodowało zniknięcie klona.-Ha!-Zwycięstwo sprawiedliwości!
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 14 wrz 2020, o 01:16

Mówiąc "Gonpachiro, przestań" miała na myśli to, by przestał. Przestał nabijać się z nich bardziej już to zrobił, jednak najwidoczniej był za głupi na coś takiego jak przyzwoitość. A co gorsza - Onimaru również świetnie się bawił. Pomimo dziwnych docinek na temat swoich włosów - gdzie chyba pierwszy raz żałowała faktu bycia rudzielcem - musiała jeszcze słuchać dziwnych, żałosnych komentarzy. Paradoksalnie jej twarz zaczęła nabierać w końcu pierwotnego kolorytu w miarę jak rósł jej niesmak związany z całą sytuacją.
- Twoja relacja z żoną musi być całkiem płytka. - rzuciła do niego głośno, acz spokojnie. Nie kryła jednak zawodu, bowiem po Wielkim Poecie Tysiąca Wierszy spodziewałaby się czegoś więcej. Czegoś... bardziej wzniosłego, bardziej wyszukanego niż sprowadzenie czegokolwiek, co było pomiędzy nią i Ichiwą do kwestii łóżkowych. Tak jakby była to najważniejsza rzecz w tym cholernym życiu. Tsk... To był jeden z tych momentów, w których szczerze żałowała jego obecności. Wychodziła jednak z założenia, że na dłuższą metę jest wystarczająco przydatny, by znosić jego fanaberie.
I w sumie kto tutaj wychodził tak na prawdę na zboczeńca? A Kamaboko pierwszy krzyczał i wytykał palcami kunoichi Iwy!

Ciężko było mówić o depresji. Raczej fakt ten jej jakoś specjalnie nie bolał. Bolałoby ją zapewne jednak to, jakby podczas całej tej biesiady dość nagle straciła nad sobą panowanie. Marne szanse, że zrobi komuś krzywdę... Ale opcja zawsze była, po co ryzykować? Po co dawać reszcie kolejne powody do śmieszkowania z niej? Do czasu biesiady pozostało jedynie podziwiać genialną myśl inżynierską jej przyjaciół rozpalających ognisko jakimiś szamańskimi metodami na środku drewnianego pokładu. Szczęśliwie wszystko jakoś działało, biesiada trwała sobie w najlepsze, a jej po raz kolejny dane jej było oglądać Ichiwę speszonego jej słowami. Przez chwilę miała wrażenie, że nie powinna tego mówić, jednak koniec końców omal nie parsknęła.
- To urocze jak łatwo sprawić, byś zaczął przypominać dorodnego buraczka. - stwierdziła rozbawiona, jednak nie mówiła tego dla pośmieszkowania. That's was just a fact, nothing else. Coś czuła, że kiedyś za to droczenie się wyląduje sobie gdzieś za burtą, jednak to chyba nie miał być ten moment. Z resztą... Czy nie mówiła mu już dzisiaj czegoś podobnego? Oh well, kto by o tym pamiętał. Nie spodziewała się nagłej zmiany melodii, jednak nie zamierzała oglądać się za Moto w tej kwestii. Bo i po co? Zamiast tego położyła drugą dłoń na ramieniu Kapitana dając mu prowadzić. Not gonna lie, łatwiej jej przychodziło wykręcenie komuś ręki niż taniec, z którym stała dość niepewnie i jej starania z nadążeniem nie były najwyższej próby. Ale równowagi nie straciła! Nikogo nie stratowała i jednak starała się nie być workiem kartofli, który co najwyżej trzeba za sobą ciągnąć po parkiecie. Aaale kusiło, jak kusiło użyć Tsūjtegana i po oszukiwać nim nieco... Jednak zrezygnowała, dość szybko z resztą. To nie były zawody, a dodatkowo bawiła się całkiem dobrze tak jak teraz. Ichiwa chyba też... So what's the point?

Kwestią dumy było, by nie odpaść przed Ichiwą, to też nie zamierzała zrezygnować z możliwości dłuższego potańczenia z nim dopóki miała siły. I dopóki ten miał do tego chęci. Kto wie, może od tego skill jej na przyszłość urośnie? Gdzieś w tym wszystkim okazało się, że Shuten rzecz jasna MIAŁA RACJĘ, i statek zaczął sobie wesoło płonąć. Nie jakoś bardzo, ale zaczął. Sytuacja opanowana na tyle szybko, by nie żegnali kolejnej łajby ale... No miała rację. Po wszystkim mogła jedynie spojrzeć na Onimaru z "I told ya" wypisanym na twarzy, jednak nie miała zamiaru bardziej komentować wydarzenia. Godziny mijały, przyszedł nawet czas na Legendarny Pojedynek Legend, Shuten vs Onimaru. Zacięta walka na to, czy więcej pary w rączkach ma doświadczony życiem wilk morski czy niepozorna dziewczyna z jakimś śmiesznym znaczkiem wyrytym na blaszce. I... Cóż, nie był to ten dzień, w którym dane im było poznać wynik tego starcia. Przez... Omona. Człowieka, który przy pierwszym spotkaniu wyglądał na najbardziej porządnego, jednak jego pijana wersja była całkiem ciekawa do oglądania. Zalety bycia trzeźwym, to na pewno to. Ale w sumie ten wynik i tak by się pewnie nie liczył. Co za sens wygrać z nie do końca trzeźwym przeciwnikiem? Co prawda była nieco zawiedziona takim obrotem spraw, ale nie mogła nic na to poradzić. Jedynie wierzyć, że następnym razem będzie lepiej, a ci się przy okazji nie pozabijają.

Powoli zbliżała się godzina, gdzie albo ci najmniej szczęśliwi ludzie musieli wstawać, by wyrobić się do pracy, a ci bardziej dopiero szukali własnego łóżka. Bez wątpienia była zmęczona i z pewnym trudem utrzymywała się na bolących nogach, jednak prawdopodobnie był to jeden z nielicznych momentów, gdzie na pokładzie zrobiło się dużo ciszej. Szkoda jej było jeszcze kłaść się spać, to też wdrapała się po schodkach bliżej steru, po czym podeszła bliżej balustrady. To... To zdecydowanie był dziwny dzień. Podobnie jak sama podróż, pełna różnych - mniej lub bardziej śmiesznych - sytuacji, ale ten dzień... Cóż, wysadzili w powietrze wioskę. To akurat wolała pamiętać trochę mniej. Ale wrócili i dobrze się bawili, co już chciała pamiętać bardziej. Chociaż... Może właśnie w tym problem. Bawiła się tu zbyt dobrze. A od tego momentu cała podróż miała już sukcesywnie zbliżać się ku końcowi. Była w pewien sposób świadoma tego, że pożegnanie się ze wszystkimi nie będzie łatwe. Nie lubiła z resztą pożegnań dzieląc chyba tę jedną z nielicznych rzeczy z Kamaboko. Po dzisiejszym jednak sama myśl o tym, że koniec końców będą musieli się wszyscy się rozstać napełniał ją żalem i smutkiem. Jakoś tak nieco straszne było to, jak coś takiego może fizycznie sprawiać ból. Wbiła wzrok w morze próbując nie myśleć o tym, że gdzieś tam znajduje się brzeg Kraju Ziemi. Bycie ninja jest zbyt upierdliwe. Z drugiej strony biedny Hyakuzawa, bo w sumie teraz nie tylko Kamaboko będzie mu truł o awans, to jeszcze Shuten będzie męczyć o dostawanie zleceń w miejscach, gdzie będzie sobie można popłynąć. Statek mieli, więc czemu nie?

Z pierwszą grupą, to jest z ninja Kumo rozstanie akurat miało mieć miejsce dość szybko. Koniec końców ich baza była "tuż za rogiem", więc moment odstawienia ich na ląd właściwie równał się z oglądaniem ich po raz ostatni... Póki co. Widok wręczanych ich zwojów był dla dziewczyny drobnym zaskoczeniem. Zupełnie o nich nie pamiętała. Chyba nawet nie zwróciła na nie uwagi, kiedy Raiko o nich wspominała myśląc o czymś zupełnie innym. Wzięła go niepewnie do ręki wraz z sakiewką.
- Jak tylko znajdzie się okazja. A do tego czasu chyba nie zostaje nam nic innego jak życzyć powodzenia w przywracaniu Kumogakure do życia... Bez względu na to, ile czasu będzie to musiało zająć. - odparła spokojnie obserwując Omona. Podobnie w sumie jak Gonpachro rozwinęła go i rzuciła wzrokiem - bardziej celem zobaczenia, czego dotyczy niż próbując się go uczyć tak "już". To nie była do tego pora. Z resztą... Co do cholery robił... DLACZEGO TUTAJ BYŁO DWÓCH GONPACHIRO? Ledwie znosiła jednego, a teraz musiała oglądać dwóch drących się na siebie i budzące jakieś mordercze instynkty czerwonowłosej. Schowała sakwę, schowała własny zwój i oglądała ten fenomenalny pokaz autyzmu do momentu, aż zwój z tajemniczą techniką nie poleciał w jej stronę. Chwyciła go rzucając okiem... Moment, to w sumie chyba wyglądało jak coś, czego mógł używać Czwarty. Ale co najważniejsze...
- Jak bardzo musicie mnie nienawidzić, żeby dać mu w ręce podobną technikę... - rzuciła cicho zerkając jeszcze na Kamaboko. Czym ona zawiniła? Czym? Jemu chyba wersja papierowa i tak już nie będzie potrzebna, to też pozwoliła go sobie pożyczyć na pewien czas. Ale odda. Ona aż tak światła w kwestiach technik nie była, by ją wykonać za pierwszym razem. Jej twarz nieco się ożywiła, tak nagle, jakby nad głową właśnie zapaliła się taka ładna lampka. Z powrotem spojrzała na shinnobi Kumo.
- Swoją drogą skoro i tak będziemy musieli zdać raport naszemu Kage, to nie wiem... Mamy coś przekazać? Skoro prędzej czy później Kumo znowu wróci na mapy... Sama nie wiem. - miała pewną wizję w głowie, ale jakieś takie ubranie tego w słowa było ciężkie. Te nigdy nie wyrażały dokładnie myśli. Było to nieco frustrujące, ale miała nadzieję, że w razie czego Omon zrozumie. Albo nie zrozumie. Właściwie to sama nie wiedziała już, czego i od kogo oczekiwała, to i wzruszyła ramionami. - W każdym razie dajcie znać, jeśli kiedykolwiek byłaby jeszcze potrzebna nasza pomoc. - dodała, co by jej wypowiedź nie była w całości bez większego ładu i składu. I w sumie... To tyle? Zerknęła niepewnie za siebie. Chyba mogli ruszać? Nie mogli? Nie, żeby chciała, ale nawet nie wiedziała w tym momencie, co dalej. Uścisnąć mu rękę i do domu? Zostać jakiś czas i dopiero? Zabrać ich ze sobą? No ciężko, ciężko.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 14 wrz 2020, o 15:18

- Zapomniane dzieje: Rozstania czas -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya)


Uff... ostre słowa poleciały w stronę biednego Kamaboko, które definitywnie wjeżdżały na jego ambitne relacje z żoną. Była nim zawiedziona. Innymi śmieszkami może też, ale to jednak on był jej najdłuższym kompanem i nim była najbardziej zawiedziona. Spodziewała się większego poetyzmu po nim, ale to bezwenie musiało być bardzo poważną sprawą skoro aż tak go poezja opuściła. To był taki krytyk, że nawet Shuten w serduszko zabolał. Mogła być jednak zadowolona z tego, że w sumie to właśnie marionetkarz okazał się większym zboczeńcem przez te swoje porady kiedy niewinna Shuten myślała tylko o Ich... znaczy, o czymś. O sprawach które definitywnie nie były takimi sprawami z których to by sobie żartować mogli i w ogóle.

Genialna myśl inżynierska wcale nie dawała Shuten żyć w spokoju. Czekała tylko aż wszystko pochłonie płomień a świat zostanie spowity w czerwieni. A słowa skierowane do Ichiwy i jego reakcja? Rudowłosa praktycznie parsknęła. Znaczy niby nie powinna, i w sumie tego nie zrobiła, ale prawie to zrobiła. Jej kolejne słowa jednak sprawiły że się wyprostował i dumnie wypiął pierś.
- Śmiej się śmiej, ale jeszcze zobaczysz że wilk morski taki uroczy nie jest! - odpowiedział jej energicznie, nie zgadzając się na bycie nazywanym uroczym. No po prostu jego duma jako kapitana na to nie pozwalała i nie zamierzał nawet się ugiąć przed taką demonicą jak Shuten która to jego tym tym się sprzeciwiała. Tym tym. Dała się jednak grzecznie prowadzić, a nawet nie używała swoich paczałek do oszukiwania i podgłąd... znaczy, przewidywania jego ruchów w celu bycia bardziej efektywną tancerką. I tak nie szło jej źle. Nie żeby umiała bardzo tańczyć, ale jednak nie wpadanie na innych ludzi ważną kwestią było. Taką, podstawą można by powiedzieć. Udało jej się więc nie być ciągniętym przez Ichiwę workiem kartofli i to było całkiem spoczko. I nawet się dobrze bawili! Toczyli jednak bitwę o to, kto pierwszy z nich odpadnie. Duma Shuten na to nie pozwalała, a Ichiwie na to nie pozwalało... coś. Może też duma. W sumie to nie wiedziała, bo nie spytała, ale wynik był taki że ostatecznie oboje się zmęczyli a statek zaczął płonąć. Tylko troszkę, ale jednak. Posłała spojrzenie Onimaru, a ten tylko uśmiechną się szeroko i pijańsko w jej stronę.
- Nie bój żaby demonico, nie pierwszy statek podpalilim, HAHAHA! - zaśmiał się łykając jeszcze z kufla rumu. Skubany, wytrzymały był całkiem co do alko. Znaczy, był pijany, ale jeszcze nie zaliczył żadnego zgona. BA, nawet stać go było na legendarny pojedynek. Wilk Morski kontra niepozorny Szczur Lądowy. Wynik jednak jak już było wiadome, pozostał nieznany przez to bardzo nietypowego Omona. Definitywnie było ciekawym oglądanie jego pijanej wersji, kiedy ta taka normalna była mega poważna i nie żartowała specjalnie. Co najwyżej wzdychała po przybiciu samemu sobie facepalm'a. Nie dało się nie być zawiedzioną takim obrotem spraw, szczególnie że jeszcze wszyscy wokół byli i ich dopingowali w tym pojedynku. Będą musieli to na trzeźwo powtórzyć.

Reszta się rozeszła. To już była to godzina, kiedy impreza się kończyła, a Shuten o obolałych noga powędrowała po schodkach bliżej steru. Wyjrzała sobie tam na morze jak i na pokład statku, gdzie to ludzie leżeli lub się czołgali. Definitywnie był to dziwny dzień, a cała podróż jeszcze dziwniejsza. Zbyt dobrze się tutaj bawiła. Do takiego wniosku doszła. Nie to co w Iwie. Co gorsza jednak, ich podróż zbliżała się ku końcowi. Może nie do końca, bo jeszcze musieli wrócić, ale definitywnie byli bliżej zakończenia wspólnej przygody z tymi wszystkimi zacnymi ludźmi. Sprawiało to normalnie ból w jej serduszku. Ciekawe co o tym myśleli Ichiwa, Onimaru i Saki Moto... czy ich też serduszko bolało na myśl o rozstaniu? Na pewno. W końcu Kamaboko był dla jednego jak brat, dla drugiego miłością. Bardziej jego odejście zaboli zapewne od odejścia Shuten, przynajmniej tak to kunoichi mogła widzieć. Już jednak planowała łapać jak najwięcej zleceń związanych z pływaniem. Skoro mieli statek... to czemu by nie. Z drugiej strony, to nie tak że ten statek zamierzał stać przy brzegu i na nich czekać wieczność. Ah te rozstania...

Rozstań jednak nadszedł czas, a Kamaboko jak dziecko płakać zaczął. Karui słysząc o kochankach, kiwnął głową i poklepał go po plecach.
- Nie martw się. Zawsze o nie dbam, teraz się to nie zmieni. Ty dbaj o rodzinę. - odpowiedział mu na to. Omon, zwany Ogonem, totalnie zignorował jego słowa chyba nie do końca ogarniając że to o niego chodziło. "Renata" natomiast... zacisnęła pięść i pogroziła nią Kamboko.
- Nie ma żadnego dziecka, cholera jasna! - zakrzyknęła zirytowana, jednak jej policzki były rozpłomienione od wstydu. Szybko jednak uciekła wzrokiem od Kamaboko na Sakiego i uśmiechnęła się delikatnie. Wtedy Kamaboko zaczął coś mówić o byciu Kamaboko 2.0. Wszyscy przeszli na niego wzrokiem i przypatrywali się przez chwilę. Mewy... wydały dźwięk jaki mewy wydawały. Wszyscy następnie wrócili do tego co wcześniej robili, chyba nie starając się analizować zbytnio jego słów.
- Nie martw się bracie drogi, jestem pewien że twe piękne rogi, w nowej wersji złote rozwieją odnogi! - powiedział dobrze wiadomo kto, bo tylko jeden na tym statku był na tyle dobry, aby Kamaboko na jego wiersze odpowiadać pięknie. Shutenka w między czasie żegnała się najbardziej z Omonem, który jako tako był liderem drużyny Kumo, a ona była liderem Jaglanki. Kinda. Omon na jej słowa uśmiechnął się lekko rozbawiony.
- Przywrócenie Kumo do życia prostą sprawą nie będzie. Na razie sobie darujemy. Potrzebny jest ktoś, kto będzie w stanie zdobyć potrzebną do odbudowy pomoc. Na ten moment skupimy się na dbaniu o kraj Błyskawic. Zobaczymy co czas przyniesie. - odpowiedział rudowłosej mężczyzna, wyciągając w jej stronę rękę na pożegnanie. Pożegnania to były jednak okropne chwile.

Wtedy też inteligenty Kamaboko nauczył się inteligentnie klonów i w momencie jego inteligencja została podzielona na pół, co dało się zauważyć po jego chwilowym zachowaniu wraz ze swoim klonem. Onimaru parsknął na ten widok.
- Mógłbyś teraz cyrk otworzyć bez pomocy nikogo. - zaśmiał się wujaszek Jaglanki, a Gonpachiro wtedy to właśnie pokonał swojego klona. Shuten... była zwyczajnie załamana. Już nie jeden Kamaboko pozostał. A 2. 2!!!. To o 2 za dużo dla naszej bezbronnej przed potęgą Gonpachiro kunoichi. Na jej słowa, Suroi się zaśmiał przypominając wszystkim że dalej tu jest.
- Nie martw się kociaku, nie będzie aż tak źle! Nie będziecie się nudzić! - powiedział, nie znając prawie wcale Kamaboko. W sumie, to jedynie drogę powrotną spędzili razem a to było zbyt mało. Zbyt mało czasu żeby wiedzieć, jak bardzo Sabataya miała w tym momencie przechlapane. Taki plus że chociaż lampeczka jej się zapaliła i odwróciła uwagę od tego co się działo z Kamaboko. Na jej słowa, Omon pokręcił głową.
- Nic nie przekazujcie. Jeżeli będziemy kiedyś potrzebować pomocy, sami się odezwiemy. Wiedzcie jednak że jesteście u nas mile widziani. Nie cała Iwy, ale wy, bohaterzy z Jaglanki. - odpowiedział prosto bez specjalnego zastanowienia. Nie mieli żadnych wieści dla Tsuchikage... no cóż... tak też mogło być.

Pożegnania choć wiecznie trwać też mogły, w pewnym momencie zakończyć się musiał. Dla nich był to moment, kiedy Ichiwa ich zawołał że czas odbijać, bo znowu wpadną na sztorm taki jak poprzednio. A tego chyba nikt nie chciał, więc ci którzy na Wielorybie zostawali, popędzili na nią czym prędzej. A odbijając od brzegu, rzecz jasna wszyscy machali. Najmocniej chyba Saki Moto, a w jego męskim oku, łezka się zakręciła. W końcu zostawiał swoją kochankę... Ah, jak świat okrutny potrafił być.

4 dni później...

Podróż im mijała spokojnie. Przynajmniej, na tyle na ile mogła mijać. Wszyscy dalej starali się być w pozytywnych nastrojach, mimo że wiedzieli iż ich wspólnej przygody koniec się zbliża. Chyba najbardziej załamany był Ichiwa, który to dość cicho zaczął kierować statekiem. Onimaru przejął jego pałeczkę jako nadwornego śmieszka, a reszta załogi kochała jego żarty. Saki Moto dalej działa swoim bardzim talentem i marynarze na jego melodie kufle unosili. Nie spotkali jednak tym razem żadnych problemów na drodze, chociaż... śnieg zaczął padać. Co było dość niesamowitym widokiem na statku, kiedy to ocena się przed nimi rozprzestrzeniał bez kresu. Najbardziej na pierwszy śnieżek chyba ucieszył się Ichiwa, bo nagle jakiś taki zadowolony uśmiech na jego twarzy się pojawił.

Przybili do brzegu. Zeszli ze statku do portu, który wyjątkowo nie był jakoś bardzo zaludniony i stali. Onimaru, Ichiwa i Saki Moto, a przed nimi Shuten i Kamaboko. Niewidzialna linia tutaj rozdzielała ich losy i przyszedł czas najgorszych pożegnań chyba dla wszystkich. Po chwilowej ciszy, Onimaru odezwał się pierwszy. Wziął głęboki oddech i wyprostował się.
- To był zaszczyt z wami pływać. Shuten. Kamaboko. Nigdy nie natrafiliśmy na świetniejszych kompanów od was, i zaprosiłbym was na statek jednak znam waszą odpowiedź. Trzymajcie się zdrów więc. - i tutaj zrobił krok do przodu, po czym jak duży wujaszek niedźwiadek objął dwójkę i uścisnął ich mocno. Tak że trochę oddechu mogło im zacząć brakować. Po tym, zrobił krok w tył. Saki Moto zagrał parę nutek na lutni, dość smutnych.
- Bracie drogi, boginio jego. Kiedy się tutaj spotkaliśmy, wiedziałem że przeznaczenie do losu mego się tu uśmiechnęło. Brata spotkałem, znacznie lepszego, niż wymarzyć marzyłem. Podróż nasza, szczęścia i smutku pełna, lecz na zawsze w mym sercu pełna. Napiszę. Historię naszą. Książkę, wyślę, co by to w pamięci nigdy nie zaginęło. - powiedział uśmiechnięty bard, zagrywając jeszcze parę smutnych nutek. Ostatni został Ichiwa, który to patrzył aktualnie w ziemię i... chyba miał trochę oczy zaszklone. Wziął głęboki, chwiejny oddech i je przetarł. Wyprostował się i spojrzał na nich poważnym wzrokiem. Wyciągnął zza siebie buteleczkę sake i niewielkie tacki do niej.
- W naszych rejonach, wypicie razem sake z tej samej tacki oznacza bycie rodziną. - powiedział nalewając sake na tackę. - Tym dla mnie jesteście. Rodziną najukochańszą. Oboje. Mianuję was, honorowymi członkami Jaglanki którzy zawsze będą u nas mile widziani i zawsze w potrzebie do was przybędziemy.
To mówiąc, puścił tackę do okoła. Onimaru z niej upił, nalali znowu. Dostała Shuten, potem zapewne Kamaboko, a potem Saki Moto. On też by łyknął, a na sam koniec Ichiwa. To było to. To był koniec.

Zajęli nam miasto portowe, so fuck zmianę tematu :3
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 14 wrz 2020, o 18:15

Widziała dość jeden, poważny problem z zapewnieniami Ichiwy - no nie kupowała tego. To tak, jakby ktoś próbował jej jawnie wmówić, że czarne jest białe chociaż definitywnie jest czarne. Był uroczy. Tyle. W oczach Shuten tak właśnie wyglądał osobnik przed nią, płoszący się na jej co drugie słowo. Nie wiedziała, co ten by musiał teraz uczynić, by zmieniła zdanie... I w sumie to miała nadzieję, że jeżeli było nawet coś takiego, to jednak ten tego nie zrobi. W takiej wersji był dużo ciekawszy i zabawniejszy. Nawet teraz widząc go nagle wyprostowanego nie mogła się nie uśmiechnąć - tak po prostu, już bez knucia niedobrych rzeczy na boku. Jak dalsza część biesiady minęła, to i tak zapewne wszyscy wiedzieli. Po tym nastała ta gorsza część. Pewnie gdyby nie widziała wcześniej pijanego Omona wzięłaby jego rozbawienie za jakiś zły omen.
- Oby co najlepsze. - odparła, po czym uścisnęła jego dłoń. O, zaczynało się. Z całą tą trójką spędzili mniej czasu, ale szkoda było ich zostawiać. Takie wspólne zabawy i narażanie życia chyba jednak trochę zbliżały ludzi. Kto wie, może kiedyś się znudzą całą tą odbudową wioski i przyjdą do Iwy? Nie zamierzała jednak im tego sugerować. Mieli swój własny cel. I determinację, skoro siedem lat minęło, a ci dalej robili, co mogą. Zostało im jedynie życzyć szczęścia starając się ignorować nieprzyjemne uczucie w żołądku. Absolutnie nie wiedziała, o co chodzi Kamaboko i uznała ten cały dialog o jakiejś jego nowej wersji za jakiś typowy dla niego poetycki bełkot i właściwie dopiero na komentarz Onimaru na jej dość standardowo wyglądającej twarzy pojawił się niewielki wyraz rozbawienia.
- Jest całym cyrkiem i bez tego. - rzuciła w odpowiedzi próbując odepchnąć od siebie myśl rzucenia Kamaboko na środek morza. BĘDZIE ŹLE. Będzie TRAGICZNIE. Suroi nie miał najmniejszego pojęcia, o czym mówi. Spojrzała na niego z wyraźnym "You coudn't be more wrong" nie mówiąc nic więcej. Matko... Czemu nazywa ludzi "kociakami"? A z resztą... I tak już odpływali. Jej pomysł, a raczej jakiś taki jego cień nie spotkał się z większym uznaniem. No cóż, nic na to nie mogła poradzić. Z resztą to może cokolwiek urodziło się w jej umyśle wcale nie było takie dobre, to i nie zamierzała jakkolwiek drążyć tematu. Nie miała jak, nie miała po co i w końcu - nie miała czym. Miło jednak było wiedzieć, że są w tych stronach mile widziani. Byli tacy... Specjalni, ale w takim dobrym tego słowa znaczeniu. Znaczy prócz Gonpachiro, on był specjalny na wszystkie możliwe sposoby. Tego mu odebrać nie mogła. Nadszedł w końcu czas, by ruszać. Weszła z powrotem na statek patrząc z dozą współczucia na Moto. Przez chwilę zastanawiała się, czemu zwyczajnie nie zabierze Raiko ze sobą, ale dość szybko pokręciła głową. To było kretyńskie pytanie. I nie musiała przecież szukać na nie nawet odpowiedzi.

Płynęli. Cztery dni płynięcia do domu, podczas których miała nadzieję na jakiegoś Krakena, sztorm tysiąclecia, rozbicie na bezludnej wyspie czy... W sumie to nie wiedziała, co jeszcze. Jakby miała powiedzieć, jak bardzo nie podobał jej się powrót do wioski w tym momencie to powiedziałaby że no... BARDZO. Przez duże B. Nic jednak nie mogła na to poradzić, zostawało jedynie płynąć z powrotem. Podobnie jak na Jaglance, znalazła sobie jakiś kąt w okolicach steru. Poniekąd z tych samych powodów, dla których zadomowiła się w tamtejszych rejonach na poprzednim statku chociaż... Może teraz miała jeden więcej. Nie była jednak bardziej rozmowna niż na początku całej tej szalonej przygody. Wiedza o tym, ile czasu im zostało na pokładzie była dość przygnębiająca. Była to też jedna z tych rzeczy, których nie szło po niej stwierdzić o ile za objawy takowego nie brać braku większych prób dalszego dogryzania Kapitanowi. Zostało jej w tym wszystkim obserwowanie morza znikającego za okrętem, okazjonalne ignorowanie Gonpachiro i wystukiwanie od czasu do czasu nieświadomie melodii, która jakoś ta bardziej utkwiła jej po biesiadzie w pamięci.

Normalni ludzie pewnie by się cieszyli na widok domu, jednak czerwonowłosą stać było jedynie na zaciśnięcie zębów. Zerknęła może raz czy dwa w stronę zbliżającego się portu, jednak wolała obserwować scenerię po przeciwnej stronie statku. To już nie była złość czy gniew czy takie naturalne dla niej niezadowolenie. To było bycie kompletnie salty Shuten, której wewnętrzne rozterki przypominały te dziecka, co nie chce wracać jeszcze z placu zabaw do domu. Bo co ona tam będzie robić? Znowu pewnie pójdzie do gabinetu Kage tiltując się tym, jakim... Specyficznym człowiekiem jest Czwarty. I znowu dostanie jakąś misję z typu Bandit Slayer Simulator. Znowu to samo. Znowu obowiązki, których wypełnianie miało niby prowadzić do jakiegoś jej celu, którego obecnie zupełnie nie czuła. Można by się nawet zastanawiać, po co siedzi dalej w wiosce, ale jednak swego rodzaju lojalność i poczucie obowiązku robiły swoje. Obie te rzeczy z chęcią by gdzieś teraz sprzedała. Zeszła na ląd nie mając większego pomysłu na to, co dalej. Może porwać ich? Tak do Iwy? Jakoś się to wytłumaczy, wiadoma sprawa tylko... To nie był dobry pomysł. Już tak jakoś same jego fundamenty były złe, a dalej już pewnie byłoby co raz gorzej. Pierwszy ciszę przerwał Onimaru, na słowa którego coś ją ścisnęło za gardło. Tak tak, zaszczyt... Nie wątpiła w to, jednak jakoś ciężko jej się tego słuchało. Może gdyby nie fakt, ze rzeczywiście - nie będą stali w porcie czekając na to, aż ci znowu będą potrzebować przejażdżki. Nikt nie dawał im gwarancji, że kiedykolwiek jeszcze się spotkają. Świat nie był aż tak mały. Kiwnęła jedynie w odpowiedzi głową uznając to za wystarczające. Chociaż nie, nie było. Na nic innego nie było jej stać. Nagły uścisk od starszego shinnobi nie poprawiał sytuacji, jednak rzecz jasna odwzajemniła go, ignorując drobne trudności w złapaniu powietrza. Splotła po tym przed sobą ręce przenosząc wzrok spod na wpół przymkniętych powiek na Moto, chociaż miała wrażenie, że ten w większej mierze zwraca się do Gonpachiro. Zupełnie jej to nie dziwiło.
- Też chcę kopię. - rzuciła od niechcenia starając się brzmieć jak najbardziej jak... No, Shuten. A to teraz było całkiem ciężkie. I chyba ostatecznie nie brzmiała jak należy, ale nie było też niczego, co mogła na to poradzić. Ostatni w kolejności był Ichiwa, który raczej też nie był szczególnie rad z tego pożegnania. W sumie pożegnania generalnie były słabe. Nim jednak cokolwiek dodał od siebie, wyciągnął zza siebie alkohol, na który spojrzała nieco podejrzliwie. Ah... Tradycje. Dlaczego nie mogła uwzględniać picia herbaty? Podchodziła do zaprezentowanych wyrobów jak pies do jeża nie bez przyczyny, jednak nie mogła zwyczajnie nie wziąć w dłonie podanej tacki. Damn it. No i co teraz? Patrzyła przez chwilę na naczynie, po czym po krótkiej chwili namysłu westchnęła cicho.
- Oby znaki dymne wystarczyły by was ściągnąć, bo nic lepszego raczej nie mamy. - odparła cicho, nim przytknęła tackę do ust i upiła to, co miała. Mogła jedynie mieć nadzieję, że taka ilość krzywdy nikomu nie zrobi. Głupio było odmówić. Nie w takim momencie. W najgorszym wypadku dostanie od kogoś w głowę i może zaoszczędzi jej to dalszych męczarni. Podała je dalej, w stronę Kamaboko.
- W razie czego nasze zaproszenie jest dalej aktualne - zaczęła niepewnie, patrząc na całą trójkę - i... Wiecie, gdzie nas szukać. Uważajcie na siebie. - i tyle. Może było coś jeszcze, co chciałaby powiedzieć, ale cała reszta kotłowała jej się w głowie nie dając nawet szans na jakieś ubranie w słowa. Zatrzymała jeszcze na moment wzrok na Ichiwie, jednak ostatecznie odwróciła się ruszając przodem. Chyba szukając jakiejś dorożki do Iwy czy coś. Nie miała jednak zamiaru zostawiać Kamaboko w tyle, to też jeśli sam jeszcze miał coś do dodania, to nie widziała problemu by zatrzymać się te kilka kroków za nim i poczekać. Tylko może niezbyt długo. Im więcej będą tu stali, tym ciężej będzie pójść swoją drogą.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 15 wrz 2020, o 19:39

No właśnie... mógł teraz pierdolnąć cyrk, teat, filharmonie... co tylko chciał! Był jak jednoosobowa armia artystów! Kiedy Gonpachiro Original prawił poezję, to Gonpachiro B mógł napierdalać posągi, Gonpachiro C rysować portrety, Gonpachiro D grać na pianinie a Gonpachiro E napisać biografię! Ah, całe nowe spektrum możliwości się teraz na niego otwierało i szczerze mówiąc to Gonpachiro nie był w 100% pewien w jaki sposób wykorzysta nowo pozyskane możliwości. Jednak jedno było w tym wszystkim pewne - będzie się działo! Już on Kamaboko Gonpachiro, tego dopilnuje. I tak też wsiadł na statek, gdzie po trzech dniach, zaprezentował wszystkim nową sztuczkę. Patrzcie i podziwiajcie, Kamaboko Gonpachiro! Stworzył doładnie 7 klonów, A następnie wszystkie ustawiły się jeden obok drugiego. Ten najbardziej na lewo leżał na brzuszku i każdy kolejny podnosił się troszeczkę bardziej, tak że ósmy Kamaboko już stał. Ktory był prawdziwy? Cholera wiedziała. I tak zaczęli występ.
-Do-Zaczął Pierwszy
-Re-Wtórował mu drugi
-Mi-Zawył trzeci
-Fa-Odparł na to czwarty
-So-Zaintonował piąty
-La-Pięknie dodał szósty
-Si-Stwierdził siódmy
-Do!-Zakończył ósmy
I wszystkie klony puffnęły w obłokach dymu, z których wyszedł Kamaboko, do końca przedstawienia nie zdradzając, którym z całej ósemki był! No, przedstawienie było trzeba jeszcze podrasować, ale ta pomysłowość! Ten talent! To fantastyczne i życiowe zastosowanie techniki! Na pewno nikt przed nim nie wpadł na tak dobre zastosowanie dla cienistych klonów. Był... jak... odkrywca. Prekursor! TATUŚ. W sumie był tatusiem.
W końcu jednak sielanki na wielorybie nadszedł kres. Dotarli do kraju żelaza i tutaj z Shuten musieli pożegnać resztę towarzyszy co znowu wywołało płacz Kamaboko.-Ty też się trzymaj Benimaru. Niech ci gwiazda na niebie świeci. I pamiętaj, jedz śniadania bo smaczne są i zdrowe.-Nie przejmował się brakiem tchu. I tak mu brakowało od tego całego płaczu.-Wierszem ją spisz! trzynastozgłoskowcem! W formie pieśni! Byś ją potem mógł po karczmach grać! Żegnaj bracie drogi, niech cię zawieje kiedyś w me progi. Dbaj o Renatę!-Na taki malutki rymik się zdobył nawet o. Potem wypił z Ichiwą no i jego też uściskał.-Kichiwa stary durniu, Shuten ci tu zmarnieje, osiądź w wiosce jak się zmęczysz i ją za żonę weź. W umizgach cię wesprę! I pamiętaj, po kupie podcieraj się ręką lewą bądź prawą. Jak ci wygodnie-I pomachał im na pożegnanie. I kiedy tak tuptali z Shuten, to otarł twarz jej rękawem.-To była wspaniała przygoda. Ale komu w drogę temu ser w panierce-I takim oto sposobem, zakończyli(Chyba) swoją przygodę.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 16 wrz 2020, o 15:30

- Zapomniane dzieje: Rozstania czas -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya)


No tak to już było, że zapewnienia Ichiwy i wiara w nie Shuten to nie do końca były dwie współpracujące ze sobą rzeczy. Tak, doprawdy nie były współpracujące i w sumie nie udało mu się przekonać jej że nie jest uroczy. Generalnie rzecz biorąc, to trochu lipna w jego oczach. Dla naszej kunoichi jednak było wszystko pięknie, bo nie chciała zmieniać swojego zdania o nim. Jej aktualna opinia na jego temat była zdecydowanie wystarczająca. W końcu nie mogła się powstrzymać od uśmiechania patrząc na niego, a niektórzy to by im zarzucili że ich amor postrzelił.

Shuten uścisnęła dłoń jegomościa Omona, życząc mu zarazem tego co było najlepsze. Nie spędzili z nimi tak wiele czasu, jednak no... ciut spędzili. Nie było to jednak pożegnanie tak nieprzyjemne jak te które na nich czekało za parę dni. A Kamaboko? No, był całym cyrkiem według rudowłosej. I w sumie, to nikt nie zaprzeczył, więc wszyscy się chyba w tej kwestii zgadzali. Ciężko było się nie zgadzać, bo przy nim to pewnie cyrk nawet słabo wypadał. Shuten była nawet gotowa wyrzucić go za burtę i tak zostawić na środku morza... no, może nie zostawić, ale przynajmniej wyrzucić. Czemu ktoś jeszcze tego nie zrobił? To mogło być zaprawdę dobre pytanie, na które odpowiedzi nie mieli. Zwyczajnie, chyba, z "grzeczności".
Ostatecznie, nie zostało im nic innego poza opuszczeniem to wybrzeży Kaminari no Kuni. Nie miała już co zastanawiać się dlaczego wszystkich kociakami Suroi nazywał. Nie było co drążyć czy jej sugestia była okej czy nie, z racji że nie znała nawet ich dokładniejszych planów. Mogli się jednak cieszyć, że byli od tego momentu specjalnymi gośćmi w kraju błyskawicy. Mogli też współczuć Moto, który to zostawiał Raiko na miejscu. Sabataya zastanawiała się czemu jej razem nie zabierze, jednak szybko uświadomiła sobie jak głupie to pytanie było.

O dziwo, jak podczas podróży w stronę Kumo nie chcieli żadnych przeszkód, tak kiedy już wracali rudowłosa nie mogła się powstrzymać od nadziei. Na Krakena, na sztorm tysiąclecia, na bezludną wyspę czy cokolwiek innego, co by uczyniło ich przygodę dłuższą. Dużo dłuższą. Kto to by pomyślał, że powrót do swojej wioski mógł być taki... nieprzyjemny. Zazwyczaj kiedy shinobi wracali to się cieszyli, jednak w tym przypadku... relacje jakie zawiązali były wręcz smutne do stracenia. Szczególnie, że w Iwie to w sumie wielu takich relacji nie mieli - no, z wyjątkiem Kamaboko, który to żonę i dzieciaka miał. Dawniej miała jeden powód do siedzenie przy sterze, teraz może dwa. I ten być może drugi, zerkał co jakiś czas w jej stronę podczas podróży, i pomimo swego smutku, uśmiechał się w jej stronę nim wracał do roboty. Ehh... czemu to wszystko musiało być takie przygnębiające?
Nie dla wszystkich co prawda, bo był taki oto Kamaboko który jak najbardziej potrafił wykorzystywał swoją technikę robienia klonów do usprawniania swojej filharmonii. Ustawił się razem z 7 klonami, które tworzyły swoiste schodki. Nikt nie wiedział który to był on, jednak każdy widział czy usłyszał jego przedstawienie. Niektórzy zatkali uszy, niektórzy bili prawda a najbardziej chętnie to robił to oczywiście Saki Moto. Tylko on tak bardzo szanował TATUSIA!

Dom. No, powiedzmy. Dokładniej to miasto portowe, z którego do ich domu to już nie daleko. A może, to Wieloryb stał się ich nowym domem tylko jeszcze o tym w sercu nie wiedzieli? Lub starali się nie akceptować. Na takie dylematy Iwijczycy sami sobie mogli odpowiedzieć, bowiem nawet najmroczniejszy nie znał ich przemyśleń wewnętrznych co do joty. Shuten była jednak salty, to mogło być pewne po tym jak bardzo focha strzeliła na port i zaczęła preferować oglądać morzę. Czyżby się w nim zakochała jak pewien kapitan? Kto wie. Nie chciała jednak wracać ze swojego placu zabaw. Bo po co? Jedynie ze względu na lojalność i poczucie obowiązku nie została na tym statku.

Płacz Kamaboko był chyba pierwszym większym elementem pożegniania. No, i uścisk Onimaru. Tak jak poeta otwarcie swe uczucia okazywał, tak Shuten trochę bardziej skrycie to robiła. Ściskało ją na myśl, że to może być ich ostatnie spotkanie jeżeli los tak zadecyduje. Odwzajemniła uścisk Onimaru, kiedy to poeta mu doradzał żeby pamiętał o swoim śniadanku. Saki Moto, kiedy to Shuten zwróciła że też chce kopie, spojrzał na nią urażony.
- Ależ oczywiście, demonico diablica. Nawet nie było wątpliwości co do tego. - nie zareagował jednak na fakt że jakoś tak trochę inaczej niż zazwyczaj brzmiała. - Wierszem pisane będzie, bracie drogi! Śpiewane, aż po twego domu progi! Przeznaczeniem lecz nie uciekniem, spotkanie kiedyś odbędziem!
Napiciu się ostatecznie nikt nie odmówił, chociaż Shuten trochę ubolewała z racji że to nie była herbata tylko alkohol. Co prawda, bardzo niewielka jego dawka, jednak zapewne nie chciała stracić nad sobą panowania i zaatakować nagle swoich towarzyszy... nie no, aż tak źle nie byłoby... chyba. Trochę skrzywiła się jednak na smak alkoholu, chociaż Kamaboko nie miał tego problemu. Co do znaków dymnych nikt nie odpowiedział, chyba martwiąc się że mogą one w rzeczywistości nie wystarczyć. Poeta uściskał Ichiwę, mówiąc mu jak to Shuten mu zmarnieje i żeby wbijał i ją za żonę brał. Kapitan Jaglankowego Wieloryba uśmiechnął się tylko i też go uściskał.
- A może Ciebie odbić z rąk Twej żony przybędę? - zapytał żartując sobie trochę na koniec, chociaż w jego głosie który w trakcie wypowiedzi pękł dało się wyczuć, że wcale nie czuł się w humorze na takie igraszki. Nie teraz. Słysząc że zaproszenie dalej jest aktualne, kapitan Wieloryba i Jaglanki pokręcił głową. - Kiedyś was odwiedzimy. Zostać jednak nie możemy. Ocean ogromny, kto będzie na nim bohaterował i potwory mordował?
Udało mu się posłać im delikatny uśmieszek na koniec. Czy Shuten powiedziała wszystko co chciała? Nie, ale nie potrafiła tego w słowa ubrać co jeszcze chciała. Zatrzymała wzrok na Ichiwie, a ten się z nią spotkał swymi - jak to ujęła - pięknymi oczkami. Uśmiechnął się. Kunoichi się odwróciła i wraz z Kamaboko, poszli szukać dorożki. Nie mogą tu stać, bo jeszcze ona sama się by rozpłakała. Poeta pomachał im na pożegnanie, a ci odmachali.

Onimaru POV
I już po chwili, para z Iwy zniknęła z oczu załogi Jaglanki. Ichiwa, Onimaru i Saki Moto patrzyli przez chwilę jak to para znikała za budynkiem w poszukiwaniu dorożki.
- To? Czemu jej nie powiedziałeś co czujesz? - zapytał się Onimaru zerkając na Ichiwę. Iwijczycy rzecz jasna już nie byli w stanie tego usłyszeć. Kapitan westchnął i odwrócił się, aby to wrócić na statek.
- Żeby rozstanie było jeszcze bardziej bolesne? My mamy nasze życie, oni swoje. Co bym nie czuł, nie ma to znaczenia. Wsiadajcie. Nasz nowy cel, to kraj Wody. - powiedział znikając już na pokładzie, a Onimaru nie był w stanie go zobaczyć. Westchnął tylko i pokręcił głową.
- ...to dlaczego płaczesz skoro to nie ma znaczenia? - zaszeptał sobie pod nosem widząc jak gdy kapitan odchodził łezka z jego oczu się uroniła. I to nie jedna. Ktoś nagle poklepał go po plecach. Zerkając obok, mógł dojrzeć Saki Moto z uśmiechem na twarzy.
- Nie martw się. Przejdzie mu i jestem pewien że jeszcze się z nimi spotkamy. Tymczasem, drogi czas, podróży kolejnej start! Świat wielki jest, zatrzymać się strach! - zakrzyknął Saki Moto ze swoją lutnią wbiegając na pokład, a Onimaru westchnął ponownie i powoli z uśmiechem na twarzy podążył za nim. Może jedna przygoda została zakończona, jednak nikt nie powiedział że była ona ostatnią. Świat jeszcze kiedyś usłyszy o załodze Jaglanki, w całym swoim komplecie.

Jesteście oficjalnie wolni! Możecie się insta pojawiać w bramach Iwy jak chcecie. Możecie też jednak sami tutaj napisać i dać z/t jeszcze, jeżeli chcecie sobie odpowiedzieć na słowa i czyny NPC którzy już wam nie odpowiedzą :3
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Poprzednia strona

Powrót do Kumogakure no Sato

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników