Ruiny Kumogakure

Obrazek
Kumogakure no Sato dla Kraju Błyskawic jest ważniejsze nawet od stolicy. Jedna z pięciu najstarszych wiosek shinobi, stanowi o potędze krainy. Zbudowana na szczytach górskich, leży wystarczająco wysoko by z okien rozpościerał się widok ponad chmurami. Uważana za jedną z najniebezpieczniejszych Ukrytych Wiosek, dowodzona jest przez Raikage.
Obrazek
Obrazek

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 18 sie 2020, o 13:53

Wioska Kumogakure, która to po katakliźmie naturalnym jaki ją spotkał, została praktycznie ruinami. Co niektóre budynki dalej stały, jednak każdy był w jakiejś części zawalony. Niektóre dawne szczyty na których stały budynki zwyczajnie się odłamały i upadły do rzeki, płynącej u podłoży gór. Ciężko wierzyć że ktokolwiek były w stanie żyć w tej wiosce i że nawet coś w niej przetrwało. Sama siedziba Raikage była rozwalona w połowie i kto wie jak wiele rzeczy zostało z tego powodu straconych. Od upadku wioski nie jest ona specjalnie uczęszczana, jedynie przez pojedyncze jednostki chcące to dowiedzieć się co się tutaj właściwie stało. Odbudowanie tak potężnej wioski położonej na szczytach gór z pewnością było cholernie trudne, a co dopiero przywrócenie jej świetności, więc póki nikt tego nie zrobił, mogli się kręcić tylko po jej ruinach.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 18 sie 2020, o 15:37

Więc bierki. Mogły być bierki. Karui z resztą miał wszystko, co potrzebne do rozegrania najbardziej emocjonującej partii w dziejach ninja, więc tym bardziej nie miała nic przeciw. Właściwie w tym momencie zgodziłaby się na większość rzeczy jakie zaproponowałby Gonpachiro. Może nawet mogłaby się z nim na wiersze bić. Nie umiejąc w wiersze. W każdym razie po jakże wesołej podróży statkiem przyszła pora na mniej wesołą część. Część, w której mieli robić to, co ninja umieją najlepiej: jedynie na większą skalę, bardziej "poważnie" i z większym przytupem. Nie codziennie odbija się wioskę. Ale jeśli się uda, jeśli odbiją Kumo... Oh damn, co to wtedy będzie! Obawy mieszały się z ekscytacją, przez co nie była pewna co powinna do końca myśleć o całym przedsięwzięciu. Powoli też zaczęła oswajać się z faktem, że ich duet na ten czas zostanie rozdzielony. Ufała Kamaboko tyle czasu ciągając go po misjach, więc mogła zaufać mu i teraz. Nie sprawiało to nagle że wszystkie jej problemy w związku z tym zniknęły, ale cały jego plan stawał się nieco bardziej znośny.
Przyjęła płaszcz odziewając go zaraz po wejściu z powrotem na statek. Miała swój, pamiętała o nim, jednak nie widziała powodu by go wyciągać, skoro dostała darmowy. Krótkofalówka znalazła się w rękach Omona. Shuten z góry założyła, że to on będzie dowodzić grupą. Ważniejsze od tego w tym momencie była nowa twarz na Wielorybie. Spojrzała na rudzielca splatając przed sobą ramiona i obserwując go z pewną dozą niepewności. "Kociaki"...? Czy nie mogli dostać kogoś normalnego? CHOCIAŻ RAZ? Znaczy mają Omona, który CHYBA jest normalny. W każdym razie nic mu nie odpowiedziała powstrzymując się przed facepalmem. Zamiast tego zaczęła błądzić wzrokiem pomiędzy resztą załogi. To była całkiem ciekawa podróż. Wyglądało na to, że dobiegała ona powoli końca o ile nie zechcą zabrać ich z powrotem do Iwy. Ale nawet jeśli to miała wrażenie, że ta najbardziej przyjemna część była już za nimi.
A przed nimi góra, tunel w górze i siedziba Raikage na jej szczycie, ku której uniosła wzrok. Odkopywanie przejścia zostawiła ninja Kumo. Z jej umiejętnościami bardziej by przeszkadzała niż pomagała, to też zostało jej cierpliwie poczekać odwracając głowę w stronę duetu z Jaglanki. Obserwowała kapitana myśląc dość intensywnie o tym, czy może powinna mu przed całą tą wędrówka w nieznane coś powiedzieć czy przekazać. Może przeprosić za to dogryzanie mu, chociaż nie wyglądało na to by się gniewał? Też mu kazać uważać? Życzyć powodzenia w... W czymkolwiek, co będzie robił przez ten czas? Albo może zawczasu odmówić picia sake? Jakby mieli iść co najmniej na rzeź i nigdy więcej nie spotkać się w tak zacnym gronie. To było głupie. Głupi sposób myślenia. Durny. Tak durny, że nie dowierzając ściągnęła brwi.
- Czy my wyglądamy na kogoś, kogo kilku nukeninów byłoby w stanie ot tak o zabić? - odparła spokojnie nie wiedząc do końca, czy miało to pocieszyć Ichiwe czy bardziej podbudować jej własne morale. Może oba? Przynajmniej Onimaru wyglądał na dość spokojnego, ale cóż... Może to kwestia doświadczenia? Albo nie dawał po sobie poznać pewnych rzeczy.
- Oczywiście, że tak. - odpowiedziała starszemu shinnobi bez większej werwy. Zignorowała przy tym stres ściskający ją za żołądek. Skąd miała wiedzieć, czy jest gotowa do odbijania wioski? Nigdy tego nie robiła. Nie wiedziała, co oznacza "bycie gotowym" na coś takiego. Także może była, może nie była. Bez względu na to, nie było szans by się teraz wycofać - chociażby przez fakt, że miała zamiar odbić Kumo. A właściwie - odbić Kumo nie tracąc przy tym nikogo ze "swoich", co zdecydowanie było bardziej problematyczne niż samo zdobycie wioski. Lub jej ruin. Nie miała jednak zamiaru zaakceptować wyniku, w którym wracaliby do Kraju Ziemi w innym składzie. Przymknęła na moment oczy włączając Tsūjtegana, a następnie obejrzała się w stronę jaskini. Zerknąć, jaka jej część jest zawalona jeśli tylko będzie to możliwe i czy może w zasięgu nie znajduje się ktoś nieproszony. Kwestia upewnienia się, że póki co nie ma żadnych problemów na horyzoncie by zaraz po tym wrócić oczy do swojego domyślnego stanu.

( ͡° ͜ʖ ͡°) 6 980:
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 18 sie 2020, o 16:11

Pamiętał o tym że Coto i Raikiri wyszli razem z sali, oj pamiętał, bo nie grali z nim w bierki, zdrada! I Gonpachiro świetnie wiedział co się działo. Dlatego ze stoickim spokojem spojrzał na dwóch z trzech towarzyszy i położył im ręce na ramionach.-Już dłużej nie musicie udawać. Już wszystko wiem. Od jak dawna to trwa?-Zapytał patrząc im prosto w oczy-Rozumiem że nie chcecie by inni wiedzieli o waszym związku. Ale nie martwcie się, ja was wspieram-I zostawiając ich ze swoimi mądrymi słowami, pozwolił im chwilę porozmawiać ruszając przodem ze swoim przyjacielem Kukurim.-Biedaku. Coto sypia z Raikiri, ja z moją żoną, a co na tym świecie zostało dla ciebie? Gluten, o. Dobra partia, mówię ci. Zwinna, silna, wytrzymała. Co prawda trochę narwana i z zerowym poczuciem sztuki, ale dobra żona by z niej była. Pomyśl o tym-Powiedział koledze, no i tak sobie szli, aż nadszedł moment postoju. Rzecz jasna cały czas Kamaboko się dzielnie rozglądał i uważał co by ich przypadkiem nic nie zaatakowało. Zapytany o plan podrapał się po brodzie, bo prawdą było że nie specjalnie się nad tym zastanawiał.-Podejdę normalnie machając dłonią, z wami za plecami. Nie strzelą od razu. Powinienem zdążyć się odezwać, wyjaśniając cel mojego przybycia. Gdy tylko na nas spojrzą rzucę na nich Magen: Kokoni Arazu no Jutsu. Podsunę im wizję w której stoicie w miejscu. Zwłaszcza że to ja będę mówił i tak długo jak będziecie w zasięgu wzroku, to na mnie powinni zwracać uwagę. W międzyczasie prawdziwych was, wymażę z ich pola widzenia. Zakradniecie się do wieży i znajdziecie wejście do niej, jednak jeszcze bez wchodzenia do środka.Kiedy dostaniemy tylko informacje że różowi są w siedzibie, powiem "Kurczaczki" i to będzie znak dla was żebyście weszli do wieży i obezwładnili straż. No, to w najgorszym wypadku bo niemal na pewno po prostu się do nas przyłączą. Plan prosty ale skuteczny. Renata odpowiada za użycie Dotonu do potencjalnego chronienia reszty, Kamil ty obezwładniasz a Czarek, ty bierzesz i zapamiętujesz wszystko żeby potem napisać na ten temat Balladę. No-No.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 23 sie 2020, o 12:27

- Zapomniane dzieje: Final Act -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
75/?


Team Black: Kamaboko Gonpachiro, Saki Moto, Karui, Raiko

Młody już nie taki młody poeta nie mógł nie zwrócić uwagi jego kompanom na to, że sobie razem od nich poszli i w bierki nie grali. Zdrada, zdrada zaiste! Ich reakcje na jego słowa otuchy spotkały się z różnymi reakcjami. Saki Moto dumnie wypiął swą pierś jak paw, zadowolony widocznie z tego że jego brat zauważył co się święci. Otwierał już nawet usta, co by mu tu pewnie piękny wierszyk rzucić i w ogóle, powiedzieć od jak dawna. Dłoń zaczerwienionej Raiko która znalazła się na jego ustach powstrzymała go od wypaplania prawdy.
- NIC MIĘDZY NAMI NIE MA. - powiedziała naciskając na każde słowo, jednak pisk jaki wyszedł z jej pękającego głosu w środku zdania mówił jedno. Tak się dziewuszka przejęła że aż jej mutacja się cofnęła. Ah, parszywy los, parszywy. Zaraza. Gonpachiro jednak zostawił ich sobie, a odchodząc mógł zobaczyć jak kunoichi zaczynać łokciami obijać Sakiego Moto po żebrach, chyba za to że chciał się wygadać. Już wiadomo kto był inicjatorem sekretu. Podchodząc do swojego kolejnego towarzysza, Karui'a się zwącego, zaczął jej opowiadać jak to Gluten dobrą żoną by była. On miał, Saki już z kimś sypiał, jeszcze tylko na niego pora przyszła.
- Ahh... nie martw się o to. Już niejedną mam w naszej bazie wypadowej, Shuten raczej niechętna do otwartego związku by była. Nie mniej jednak, prawdę mówisz. Dobra z niej partia. - odpowiedział dalej dość stoickim głosem, jakby zwyczajnie stwierdzał oczywistość czyli... z pewnością było tak jak powiedział. Skubany, wszyscy myśleli że on nie ten tego, a on jednak ten tego bardziej od nich wszystkich.
Szli sobie, z takimi śmiesznymi moralami wywołanymi przez słowa naszego nadwornego poety, aż to padło te pytanie co zamierzają. I Kamaboko im powiedział. Czy ktoś jego plany kwestionował? No nie. Renata zmieszana na jej nowy pseudonim kiwnęła głową, Kamil uniósł jedną brew i kiwnął głową także, a Czarek... Czarek złapał swoją lutnie i zagrał na niej jakieś parę luźnych nutek, które to chyba miały znaczyć okej. Może. W sumie to pewnie nikt nie był pewien, dopóki Renata go nie strzeliła z tyłu głowy i ten powiedział "Okej".

Nie czekając z całą akcją na ich różowiutki team, szli dalej przed siebie. Jak już mineło te 30 minut które to podobno mieli iść żeby na miejsce już dotrzeć, znajdowali się przy wyjściu z tunelu. Przed nimi mogli zobaczyć dawniej szeroką ścieżkę, która teraz to była w połowie zawalona i kupcy by już przez nią się nie przedostali. Nasza epicka drużyna była jednak w stanie, uprzednio sprawdzając czy trasa jest wystarczająco stabilna. Nie była, ale przeszli, bo co to nie oni. Zbliżając się do wieży, nie widzieli nikogo na niej, jednak mogli być pewni że ktoś definitywnie tam siedzi. Tylko pewnie patrzyli na nich z ukrycia. W końcu, w innym wypadku, ich cały plan mógłby równie dobrze zostać wyrzucony gdzieś za drzwi. Przed nimi jednak, wychodząc na powitanie, pojawiły się 3 postacie. Wszystkie w kłębku dymu. Jedna z nich stała na czele w... zbroi? Nosił również przy sobie jakieś zwykłe tsurugi, czyli był chyba takim bardziej wojownikiem w zwarciu. Dobry przeciwnik dla Shuten.
- Nie jesteście tu mile widziani. Odejdźcie. - takie były jego męskie słowa, kiedy to Kamaboko pomachał dłonią. Huh... taki plus że przynajmniej nie byli barbarzyńcami którzy natychmiastowo atakowali. Dzieliło ich jakieś 20 metrów. Pewnie byli też jacyś ludzie na wieży, do której to podnóża mieli 30 metrów. Ona sama miała pewnie na oko wysokość 45 metrów. No, to wszystko fajnie i wiadome, chyba czas był działać.

Team Pink: Sabataya Shuten, Onimaru, Omon, Suroi, Ichiwa

W tym samym czasie, u Shuten działy się śmieszne rozmowy motywacyjno jakieś tam. Myślała jaki to respekt będzie odbić Kumo, nawet jak zamiast armii shinobi która normalnie tam przebywała było tylko 30 wrogów. To dalej jednak 30 shinobi, chociaż ich koledzy z kraju błyskawic raczej pomogą. Oby pomogli. Bo inaczej, to będzie ciut ciężko. Przyjęła otrzymany płaszcz, krótkofalówki biedaczka nie dostała bo liderką to nie była jednak... nowego towarzysza dostali! Normalnego? Nie no, nie szalejmy tak. Kto w ich grupie mógłby być normalny? Pewnie rudowłosa czuła się jakby otaczali ją jedynie wariaci i właściwie... lepiej było sobie nie odpowiadać na takie przemyślenia. Ich nowy towarzysz został przez nią olany, a rezsta jakoś tam normalnie się z nim przywitała. Nie na tym trzeba było jednak się skupiać! Ich podróż dobiegała końca, a to były ich ostatnie przygotowania do wyprawy! Wszyscy zaczęli płakać na tą myśl... tylko że tego nie zrobili, i w sumie to nastrój był taki ponurawo-śmieszkowo-poważny. Dziwne połączenie, ale dziwniejsze rzeczy już działy się podczas tej przygody.
Ninja Kumo już zaczęli odkopywać powoli tunel, kiedy to koledzy z Jaglanki mieszkającej teraz na Wielorybie sobie rozmawiali. Shuten myślała co by tu powiedzieć kapitanowi. Będzie dobrze? Napiję się sake jak wrócimy? Nie napije się sake jak wrócimy? Dawaj teraz pijemy?
Różne opcje mogły przejść przez jej głowę, jednak pozostała tylko jedna jedyna która to została wypowiedziana jej słowami. Ichiwa spojrzał na nią z martwą twarzą.
- Tak. - uff... wyglądali jak ktoś kogo kilku nukeninów byłoby w stanie ot tak o zabić? Uff indeed. Pocieszenie Ichiwy, chyba mogło zniszczyć jej własne morale i samoocenę, skoro taki śmieszek kapitan powiedział jej, że mogą sobie zginąć tak o. No kurde, nie robi się tak no. Czerwona kartka dla pana kapitana.
Starszemu shinobi niby powiedziała, że gotowa była. W sumie to nie wiedziała. Kiedy się wiedziało że to już był ten czas na podbijanie tej całej wiochy? Chyba nigdy, szczególnie kiedy to do niedawna czerwonowłosa nie zajmowała się takimi przyziemnymi sprawami, tylko rzeczami większej wagi! Jak zdobywaniem wiedzy o ciężarkach! Hehe. W każdym razie, zwycięstwo w oczach Shuten to było wrócenie do bazy w tej samej ekipie. Nic więcej do szczęścia nie potrzebowała, a co lepsze, będzie miała bardzo piękny widok na to jaki jest stan Kumogakure, o co ich fajny kage prosił! Przymykając oczy na moment, zerknęła sobie swoimi oczkami na tunele i... no, nie było aż tak źle. Tylko jakieś 50% zawalone do tego miejsca, a wrogów w nich ani jednego. Z pewnością ich doton userzy sobie poradzą z odkopaniem całości. Tym sposobem, ruszyli przed siebie i zaczęli się tymi niezbyt szerokimi, ziemnymi tunelami wspinać aż do samej siedziby Raikage. A raczej jej pozostałości.

Shuten, nie musisz odpisywać bo aktualnie u was dalej trwa podróż a Kamaboko ma już akcję. Możesz rzecz jasna odpisać, gadać sobie z NPCtami, lub nawet sama coś kombinować w tych tunelkach jak chcesz. Dam znać kiedy będziesz musiała już odpisywać.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 23 sie 2020, o 14:35

- Zła odpowiedź.
Odparła spokojnie, po czym niewiele myśląc sprzedała Ichiwie pstryczka w nos. Serio tak wyglądali? Zgrywał się? Nie było to właściwie ważne, wyglądać to sobie mogli nawet i na trupę cyrkową. Zastanawiało ją za to coś innego. Widok kapitana w takim, a nie innym stanie był dość rzadki. Nic, do czego Shuten by przez te kilka dni przywykła, a przywykła do wielu rzeczy. Nie bez powodu widziała załogę Jaglanki jako bandę śmieszków, to też bez względu na to, czy ten teraz tylko grał... strapionego? Czy też nie - przechyliła delikatnie głowę w bok dalej bacznie go obserwując.
- Wyglądasz dużo lepiej jak się płoszysz. Albo robiąc maślane oczy do Gonpachiro. - stwierdziła z całkowitą powagą opierając dłonie o biodra i chcąc nie chcąc uśmiechając się delikatnie. Cholera, dalej ją to bawiło. Może nie aż tak, jak na początku. Myśl jednak, że ten gapił się w jej drużynowego poetę jak w jakiś obrazek była dalej czymś nader abstrakcyjnym i śmiesznym. - Więcej wiary w swoją załogę, Kapitanie. Wrócimy tak czy inaczej. - dodała próbując brzmieć jak osoba, która sama pokłada niezachwianą niczym nadzieję w ich wyprawę, chociaż w rzeczywistości żywiła dość sporo obaw. Praktycznie nie było niczego, co mogłaby jednak z nimi zrobić. Nadchodził powoli moment, gdzie ich umiejętności zostaną poddane próbie i nie będą miel innego wyjścia, jak wyjść jakoś z niej żywi.

CHOCIAŻ była jedna rzecz. Którą próbowała zrobić wcześniej, ale tak jakoś wyszło koniec końców, że jej mały towarzysz znalazł się ostatecznie nie na tym ramieniu, co powinien. Całe szczęście nie zapominała po co go ściągnęła na drugi kraniec świata, to też stanęła jeszcze na chwilę przed wejściem do tunelu.
- Trzy sery. Ale idziesz go pilnować.- głową wskazała na Ichiwe, tudzież na kierunek gdzie zmierzał. To nie było łatwe zadanie i Sabataya była tego świadoma. Nawet mogła się licytować ze szczurkiem o należną zapłatę za tę misję. Nie mniej, kierując się tylko i wyłącznie czystą, niczym niezachwianą logiką, może nieco przezornością, był to w jej mniemaniu ruch dobry, a nawet niezbędny. No bo... Saki Moto był pod opieką Gonpachiro i ninja Kumo. Onimaru ostatecznie szedł z nią samą w towarzystwie kolejnych shinnobi Chmury. A Ichiwa? No właśnie. Nikt nie dawał im gwarancji, że statek zostanie niezauważony. Albo że w międzyczasie jakiś patrol tamtędy nie przejdzie. Wolała zostawić jednego szczura razem z nim, niż zostawiać go samemu sobie. Nawet jeśli nic się nie stanie, to chociaż dodatkowe towarzystwo będzie mieć. Także jak już Ruko jakoś przekona, a nie odpuści póki to się nie stanie, kucnie dając mu zbiec z ramienia. Drugą ręką z kolei wyciągnie jedną krótkofalówkę, która należała do niej osobiście i wręczy ją stworkowi. Na zaś. Jak czas i możliwości na to pozwolą to ją nawet wykalibruje na dobrą częstotliwość. Jak usłyszy swoich to będzie wiedziała, że jest dobrze ustawiona. To na pewno tak działało.

Czas wędrówki ku Kumo w końcu nadszedł, a czerwonowłosa mogła co najwyżej tuptać za Omonem i Suroiem. Opatuliła się szczelniej płaszczem, ręce splotła przed sobą i tak to sobie szła nie specjalnie czując potrzeby zaczyniania rozmowy. Nigdy jakoś nie uważała się za duszę towarzystwa, a ostatnie dni na statkach, które zdecydowanie były zabawne i mogła sobie pozwolić na nieco więcej, nie szczególnie przekonywały ją jakoby miało być inaczej. Z drugiej strony jakaś połowa tuneli była zawalona. Połowa to dużo. Tyle dobrego, że nie widziała w środku żadnych nieproszonych gości. Nie wątpiła w to, że dwójka da sobie radę z wytyczeniem im drogi zdatnej do przejścia. Tylko czy wystarczająco szybko?
- Pomóc? - zapytała błądząc wzrokiem pomiędzy ich dwójką, a przeszkodami w korytarzu. Koniec końców też coś tam umie w Doton. Słabo bo słabo, ale tak iść i nic nie robić nie bardzo jej się widziało. Jeśli pomocy chcieć nie będą, to też nie miała zamiaru się narzucać. Tunele nie wyglądały i tak na zbyt szerokie, to też pchać się na siłę na przód nie zamierzała. W każdym razie zapytanie się było czymś, co i tak powinna zrobić i było w dobrym guście.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 25 sie 2020, o 21:13

Ah, trafił w dziesiątkę. Więc Coto miał tutaj kobietę i się nawet nie pochwalił nicpoń. Że też tak późno to dostrzegł! To tylko pokazywał jak mało o bracie swym wiedział i ile jeszcze dowiedzieć się było trzeba. Teraz jednak - misja. Potem można się będzie zająć bardziej przyziemnymi kwestiami. Szczerze mówiąc i on nie za często działał bez Gluten, więc tracił część pewności siebie. Była ona nieodłączną częścią jego drużyny i brak jej tu gdzieś obok, trochę przeszkadzał. Bo jak popełni jakiś błąd, to kto go z tarapatów wyrwie? A jak już o Gluetn mowa-Cholera wie. Trochę z niej kobieta wyzwolona, węzłem małżeńskim nie zniewolona. Może i ona niczym pirat złowrogi, w każdym porcie podwija kiecki progi?-Nie żeby kiecki miały progi. I nie żeby Gluten nosiła kiecki. Co do stylu życia kolegi, to Kamaboko go nie potępiał. Jak kobiecie to nie przeszkadzało - proszę bardzo. Sam Kamaboko preferował jednak stabilny styl życia. W małżeństwie i wierności! Zanim jeszcze dotarli pod wieżę, zostawiłza sobą odpieczętowaną Hachimitsu&Chibi no i złożył pieczęci po połączeniu się z lalką nićmi chakry, rzucając Kugutsu Kawarimi no Jutsu. Przeszli kilka metrów no i nagle pojawili się oni, cali potężni, rozmówcy wrodzy!-[to twoje?[/b]-Wskazał na zamek. Pytanie zamknięte, odpowiedź tak lub nie. Ludzie mają tendencję do bezmyślnego i szybkiego odpowiadania na takie pytania. I nawet kiedy nie chciał rozmawiać, mógł zacząć rozmowę poprzez właśnie szybkie udzielenie odpowiedzi na to proste i nie znaczące pytanie. A potem?-Przybywam w pokoju, nie chcę stawać z wami do boju. Gonpachiro Kamaboko zwą mnie, z kim rozmawiam, jak zwą cię?-Zapytał rozmówcę. Pytanie otwarte, zada je od razu po odpowiedzi na pierwsze, nie dając rozmówcy rozwinąć myśli, zamierzał nadać rozmowie tor i prędkość która jemu odpowiadała i porwać swojego rozmówcę w ten retoryczny nurt. Nie mógł mu oddać pałeczki, bo nie bardzo wiedział jeszcze co i jak.-To słabo żeśmy niemile widziani, bo w dobre nowiny żeśmy odziani. Pójść możemy, lecz zwiastunem lepszych czasów się może dla was okażemy?-Zgoda na to co powiedział mężczyzna, dla delikatnego rozluźnienia, a potem pytanie, zmuszające do myślenia. Ale czasu na odpowiedź - brak.-Śpieszyliśmy bez wytchnienia, w paszczy nie mieliśmy nic do jedzenia. Pójść możemy, lecz dokąd? Z głodu paść tu obok? Nawet jeśli słuchać nie chcecie... napoicie, nakarmcie... źle na tym nie wyjdziecie-Kontynuował gadaninę, tym razem już się na trochę zamykając i patrząc jak przetrawia nawał informacji wierszem przekazany. Cały czas mową ciała pokazywał rozluźnienie a nawet uległość, tempo mówienia nie było zbyt szybkie, nie zdradzało strachu, obawy czy zniecierpliwienia. Jedynie proste przekazy ale uległym i pogodnym tonem. Mówił jednak głośno, by nie próbowali go przekrzyczeć a przy odrobinie szczęścia i strażnicy na wieży wychyną by spojrzeć co to za cudak.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 26 sie 2020, o 19:31

- Zapomniane dzieje: Final Act -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
78/?


Team Black: Kamaboko Gonpachiro, Saki Moto, Karui, Raiko

No kto by się spodziewał, że ten pan miał tu kobietę. Związek ten chyba musiał być dość świeży, albo dobrze kryli się po przybyciu na Wieloryba. Chyba to pierwsze. Co by jednak nie było, Gonpachiro o swoim bracie tego nie wiedział! Cóż za hańba, cóż za łzy, jak to tak mogło być?! Potem będzie trzeba to nadrobić, ale nasz rodzinny taktyk postanowił skupić się teraz na misyjce - szczególnie że bez Shuten to tak jakoś dziwnie się czuł. Przynajmniej mógł sobie o niej pogadać. Na jego odpowiedź, Karui zamyślił się i po chwili kiwnął głową.
- Dobrze prawisz. Zapytam jak się spotkamy, czy nie będzie przeszkadzło jej bycie piątą członkinią. - please no.
Kamaboko nie potępiał jednak. Szanować? Też nie do końca. Sam preferował wierność małżeńską, ale kim był żeby potępiać tego człeka? Jak wszyscy żyli w zgodzie, to kim był by na ich drodze do szczęścia stawać? No właśnie... był niki-KAMABOKO GONPACHIRO I MIAŁ DO TEGO PEŁNE PRAWO. Nie zrobił tego jednak. Pozwolił im żyć jak chcą. To był dopiero dobrodziejny bóg-poeta który został człowiekiem. Zostawił za sobą rodzinkę, na którą to tylko Saki Moto zwrócił uwage.
- Ahh... Ta dokładność, przywiązanie do detali, wygląd i proporcje... ah, toć to robota mego wielkiego brata! Opisać ją muszę. - no i zaczął sobie w swoim notesiku ją szkicować, a nie opisywać. Ah ten Saki Moto, to jednak dobry człowiek był. Przeszli kilka metrów, pojawili się ich rozmówcy wrodzy! I to jacy unikatowi!... przynajmniej jeden. Kamaboko szybko zaczął z nimi rozmowę, nim cokolwiek dalej pociągnął ich potencjalny wróg. Na pytanie czy to jego, pokręcił głową. Na to jak się przedstawił, tamten odpowiedział prosto.
- Ryuuzetsu Matatoki. - odpowiedział i nim coś więcej zapowiedział, Kamaboko dalej ciągnął swoją rozmowę. Słabo że byli mile widziani? Ot co, dobre nowiny przynosili. Nie dał mu jednak czasu na myślenie, z racji że natychmiast zaczął mówić jak to się śpieszyli, byli głodni i generalnie spragnienie i takie tam. "Rycerz" który przed nimi stał wysłuchał ich rozmówki i stał tak w ciszy minutę... dwie... aż się stresować mogli zacząć. Aż w końcu odpowiedział.
- Dobra. Wpuścimy was, damy jeść i pić, wy powiecie nowiny, a następnie znikniecie stąd. Pasuje? - zapytał odwracając się do nich plecami i zaczynając iść w stronę więży. Czy... właśnie uniknęli konfrontacji i był to początek rozmów pokojowych? Co? Kompani Gonpachiro ledwo powstrzymali swoje szczęki od opadnięcie z wyjątkiem Saki Moto, który złapał za lutnię i zagrał parę nutek.
- Ah... dziękujemy mili ludzi, za słówe mego brata wysłuchanie! Obiecujemy, czas was, stracony być nie będzie! - o, im ładnie zaśpiewał.

Stan Gonpachiro: smuteq bo Shuten nie ma

Team Pink: Sabataya Shuten, Onimaru, Omon, Suroi, Ichiwa

Ichiwa słysząc że to zła odpowiedź, uśmiechnął się tylko szeroko. No, przynajmniej póki nie dostał pstryczkiem. Złapał się wtedy za nos oburzony. No jak to tak można? Nie można go tykać, jak już to wcześniej ustalony, bo ich znowu Onimaru zacznie shipować. Kapitan jednak ukazał tak bardzo inną twarz w tym momencie, że nawet kunoichi miała laga. Na pewno zgrywał to strapienie jakie ukazywał, prawda? W końcu to Ichiwa był, on nigdy nie był strapiony i zawsze się zgrywał. No, może poza śmiercią Jaglanki, to był iście smutny moment dla całej załogi. Słysząc jej słowa o robieniu maślanych oczu, zaczerwienił się trochę i wydał z siebie głośne "Hymph!".
- Nie potrzebne mi te rady, sam zdobędę jego serce. Jeszcze zobaczysz, demonico ty. - odpowiedział jej, a kiedy tamta zaczęła mówić o tym żeby miał więcej wiary w załogę, ten zwyczajnie kiwnął głową z pytajnikiem w oczach. On? Miał nie mieć wiary w załogę która pokonała Krakena? No please. Z pewnością musiał mieć. Niby nie było nic co Shuten więcej mogła zrobić, ale jednak była jedna rzecz. Jedna jedyna i najedyńsza w swoim rodzaju, znaczy szczurek. Ruko patrzył na swoją kobietę niepewnym wzrokiem, kiedy ta wskazała na Ichiwę. Nawet trochę oburzonym a zarazem błagającym. Jak go mogła na coś takiego skazywać. Saki Moto miał ochroniarza, Onimaru... był ochroniarzem Shuten, a co z biednym Ichiwą? Taka logika zachodziła w jej głowie i szczurek to widział patrząc w jej paczadełka. Ich walka wzrokowa trwała aż minutę, aż w końcu biedny summon poddał się i zgodził się na tą robotę. Zbiegł z jej ramienia. Krótkofalówkę też zdążyła ustawić, bo drużyna i tak musiała się przekopywać przez górę. Szczurek przyjął prezent, jednak trzymał się przynajmniej 5 metrów od kapitana i patrzył na niego niepewnie. Ichiwa natomiast... patrzył na szczurka z szerokim uśmiechem. Cholera, chyba wolała nie wiedzieć co tu będzie się działo pod jej nieobecność.

I zaczęła tuptać za ludźmi, opatulając się bardziej płaszczem. Rozmowa jakoś niespecjalnie się kręciłą, chyba nikt nie był w nastroju na gadanie. Kiedy zapytała się czy pomóc, Suroi pokręcił głową lecz to Omon odpowiedział.
- Nie ma takiej potrzeby. Więcej osób uczyniłoby jedynie tunel szerszym, a nie na tym nam zależy. Módl się tylko żeby nie było trzęsienie ziemii które zawali nas całkowicie. - powiedział w stronę kunoichi, dalej będąc skupionym na odkopywaniu tunelu. I tak sobie szli i szli...

Stan Shuten smuteq bo Gonpachiro nie ma

Shuten, dalej nie musisz pisać, ale możesz, bo why not.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 26 sie 2020, o 21:28

Aww... So much better. Z jakiegoś powodu widok dorosłego mężczyzny czerwieniącego się co chwilę na słowa Shuten sprawiało, że tej robiło się cieplutko na serduszku. Cute as hell. Uśmiechnęła się rozbawiona widząc, że osiągnęła to, co chciała. Nie rozumiała jednak do końca jednej rzeczy, zapewne wynikającej z drobnego, niewiele w tym momencie znaczącego nierozumienia. Ciężko jednak było, by jakikolwiek wyraz zdziwienia dał radę przedrzeć się na jej lico w tym momencie.
- Rady? - zapytała nie odrywając od niego wzroku - To nie są rady. Tylko fakty. - poprawiła kapitana zastanawiając się, czy może nie powinna raz jeszcze sięgnąć ręką ku jego twarzy i obdarować go kolejnym pstryczkiem, jednak zrezygnowała. Wypisz wymaluj tsundere. W sumie czy nie powinna go jakoś uświadomić, że sytuacja Gonpachiro jest dość... Niecodzienna? I jego starania najpewniej pójdą w piach? I tak jej nie uwierzy, więc i po co próbować. Tak z resztą było ciekawiej. I zabawniej. Może, jeśli kiedykolwiek prawda wyjdzie na jaw, nie będzie miał nikomu za złe milczenia. I tak już została okrzyknięta demonem. Od demonów chyba oczekuje się właśnie takich niecnych czynów.

Szczęśliwie Ruko uległ, jednak szło to dość opornie. Nie dziwiła mu się, jednak nie zamierzała bawić się w przyzywanie kolejnego szczura. Ten już znał obiekt chroniony. Wiedział czego się spodziewać i jedyne, na co mogła liczyć to na to, że będą grali w bierki. Ichiwa na pewno knuł coś niedobrego, jednak niewiele mogła z tym zrobić. Jedynie mieć nadzieję, że nie stanie się nic niedobrego i, kto wie, może do jej powrotu oboje nawet się zaprzyjaźnią? To by był dość miły plottwist. Sama miała przed sobą teraz inne problemy typu "dokąd nocą tupta jeż", z tym że to nie jeż tuptał, a Shuten. I nie nocą, tylko... Jakąkolwiek porą jaka właśnie miała miejsce. Ze spokojem przyjęła do wiadomości fakt, że jej pomoc, jak początkowo zakładała, jest zbędna. Dalsze słowa Omona jednak nieco ją zmroziły. Nie napawały optymizmem.
- Obawiam się, że nie znam żadnego boga tuneli, który by wysłuchał mych modłów. - odparła patrząc nieco niepewnie na sufit korytarza dość szybko sobie kalkulując, ile to jest jakieś osiem kilometrów ziemi i skał, które właśnie się nad nimi znajdowały. Odpowiedź to: lepiej tego nie liczyć. Ani szacować w jakikolwiek sposób. "Szczęśliwie" od pewnych liczb i tak ilość śmiercionośnego materiału nad ich głowami przestawała mieć znaczenie.

Nie było potrzeby zawracać głowy ninja Kumo. Niech kopią jak kopali, to też wycofała się bardziej w stronę Onimaru, który jakoś tak siedział podejrzanie cicho. A tak się składało, że była jedna ciekawiąca ją rzecz. Rzecz, która zastanawiała ją już od... całkiem długiego czasu.
- Hmm... - zaczęła, jakże ambitnie i z pompą zastanawiając się, jak właściwie powinna sformułować pytanie. Ostatecznie doszła do wniosku, że nie ma znaczenia, jak je ubierze w słowa. - Co właściwie takiego Ichiwa widzi w Gonpachiro? - prosto z mostu. Jakoś ta intrygująca kwestia do niej wróciła po jakże urzekającej acz krótkiej wymianie zdań z kapitanem, a nawiedzała ją jakoś odkąd Kamaboko oświadczył, że ma własną rodzinę. Z pewnych sobie znanych powodów wolała nie pytać o to Ichiwe. Onimaru też nie, ale z dwojga złego mogła i jego. A trzecia osoba, która byłaby w stanie jej na to odpowiedzieć, to... Cóż. Przyzywanie dusz z zaświatów nie było jej mocną stroną. Tak się złożyło, że grała monkiem multiklasującym w czarodzieja, a nie warlockiem-nekromantą. Problem był jedynie taki, że w sumie Onimaru może na to pytanie nie znać odpowiedzi. Ale mógł też znać. Wiele nie ryzykowała, prócz może tłumaczenia, że wiedzie ją jedynie czysta ciekawość i nic ponad to.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 27 sie 2020, o 12:12

No i wszystko poszło z grubsza dobrze. Nic dziwnego, fenomenalne zdolności interpersonalne Kamaboko dawały o sobie znać niemal od razu. Dokładnie tego się po sobie spodziewał, sasuga Kamaboko. Spojrzał na towarzyszy i uniósł kciuk do góry-W końcu coś zjemy, w końcu wypijemy-Powiedział z radością, jak osoba która od wielu dni nie jadła. Tak naprawdę cieszył go udany plan, ale emocje również można było wykorzystać w ciekawy sposób i właśnie to robił Kamaboko, splatając swoje emocje z kłamstwem które utkał, zamiast po prostu próbując je w sobie stłumić. Był tylko jeden problem. Hachimitsu leżąca jakieś 20 metrów stąd. Będzie absolutnie dziwnie jak zacznie ciągnąc kukiełkę za sobą po ziemi. Wrócenie się po nią, dodałoby mu co prawda nieco dziwności ale mogło też wzbudzić podejrzenia a nawet naprowadzić przeciwników na ślad zdolności Kamaboko. Eh. Już miał odczepiać nici, kiedy przez głowę przeszła mu genialna myśl. Użył Magen: Kokoni Arazu no Jutsu co by lalkę zamienić w trzy zwinięte i spięte razem śpiwory, żyłką przywiązany do nadgarstka. Co by nie było że wcześniej nie zauważyli liny. Teraz zaczął "Zwijać żyłkę" czyli skracać swoje nici chakry i lalka pod postacią śpiworów znalazła się w jego dłoniach. Rzecz jasna trochę brudnych śpiworów-Na szczęście się nie podarły. Koniec spania na twar--Urwał-Nocy pewnie nie dacie spędzić?-Zapytał niepewnie, ruszając za szefem do ich bazy. Uważnie się rozglądał przy tym wszystkim, ale nie jakoś tak nachalnie i podejrzanie. Ot jak podróżny z zaciekawieniem

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 27 sie 2020, o 16:53

- Zapomniane dzieje: Final Act -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja A (rank UP)
81/?


Team Black: Kamaboko Gonpachiro, Saki Moto, Karui, Raiko

Zdolności interpersonalne Kamaboko zdecydowanie dały o sobie znać. Good job, Bakaboko! Patrząc na towarzyszy, posłał im kciuk w górę. Karui i Raiko uśmiechnęli się z ulgą, dobrze odgrywając swoje role, a Sakiemu... zaburczał brzuch dość głośno. Ten się zaczerwienił i zasłonił swój brzuch przed spojrzeniami dwójki shinobi z Kumo. Ah... ten to chyba faktycznie głodny był. Ich "przeciwnicy" nawet nie spodziewali się że to wszystko było jednym wielkim teatrzykiem, takie były wielkie umiejętności marionetkarza Gonpachiro. Problemem faktycznie była kukiełka Gonpachiro, która leżała dość daleko stąd. Definitywnie ciągnięcie jej nagle po ziemii byłoby dość dziwne. Przeszła go jednak pewna myśl. Genjutsu! Ah, ta piękna szkoła była zdecydowanie czymś w stanie rozwiązać jego problemy. Zarzucił je dokładnie tak jak chciał, a laleczka nagle zmieniła się w trzy razem zwinięte śpiwory... trzy? Ich była 4! Kto spał na ziemii! Odpowiedź na to pewnie otrzymamy dopiero w następnym odcinku jednak na ten moment, zaczął zwijać swoje śpiwory. Rycerz który z nimi rozmawiał spojrzał się na niego dziwnie, jakby nie wiedząc po co to robił. Dopiero po chwili kiwnął głową.
- Ahh... musiałeś się obawiać że zwieją jak ich nie przywiążesz. Mądre. Może czegoś nas nauczycie, w tym klimacie co chwile nam jakieś rzeczy spadają w przepaść. - powiedział do nich dalej męskim głosem, czekając aż będą gotowi żeby iść dalej. Na pytanie czy nocy nie dadzą spędzić, pokręcił tylko głową lecz się zatrzymał po chwili. - Zależy. Brakuje nam ludzi do paru kwestii, więc jak okażecie się przydatni w swojej wiedzy, może jedną noc damy spędzić.
Hmmm... chyba nie tak sobie wyobrażali do spotkanie przy wieży. Mieli walczyć, a nie iść na herbatkę i ciasteczko. Ha, ciekawe co Shuten o tym wszystkim pomyśli jak już jej Gonpachiro opowie co to się działo pod jej nieobecność.

Idąc w stronę bazy wroga i się rozglądając, Gonpachiro mógł zauważyć że nic nie zauważył. Na zewnątrz, były właściwie jedynie ruiny. Nawet więcej osób nie kręciło się wokół ich "bazy". Może siedzieli bardziej w głąb wioski? Nasz zacny poeta tego nie wiedział. Rycerz ich prowadziła, drużyna czarna szła za nim, a jeszcze za drużyną szli chłopacy którzy to pojawili się w kłębku dymu razem z panem zbroją. Nie mieli na sobie kamizelek ani opasek, a ich ubrania były typowymi ciepłymi ubraniami shinobi. No tak, zima się zbliżała wielkimi krokami. Wchodząc do siedziby pana rycerza, znaczy wieży, mogli zobaczyć kręte schody wijące się w górę i w dół. Przed nimi natomiast, znajdował się sporej wielkości czerwony dywan, na którym to stał drewniany, okrągły stół przy którym mogła zasiąść 8 osób.
-Mu, idź znaleźć jakieś przekąski i napoje dla podróżnych. - powiedział, a jeden z chłopaków który ich eskortował zasalutował i zaczął kierować się w dół wieży. - Miden, wróć do wypatrywania ewentualnych gości. Daj znać Miko i Reiowi jaka jest sytuacja.
Drugi chłopak również ich zostawił, zamykając za nimi drewniane drzwi - nie na kluczy, tak zwyczajnie. Pan rycerz odetchnął natomiast i zdjął hełm, ujawniając swoją przystojną twarz.
- Wybaczcie niemiły przywitanie, jednak sytuacja u nas jest dość napięta. Siadajcie więc i mówcie, jak tu trafiliście i co to za nowinę macie. - odpowiedział rycerz, sam siadając na miejscu najdalej od wyjścia. Na samym stole, póki co stał tylko obrus i świecznik, który to palił się delikatnym płomykiem, wraz z pochodniami na ścianach oświetlając miejsce.

Stan Gonpachiro: smuteq bo Shuten nie ma

Team Pink: Sabataya Shuten, Onimaru, Omon, Suroi, Ichiwa

SHUTEN ROBIŁO SIĘ CIEPLUTKO W SERDUSZKU? TOĆ TO MIŁOŚĆ!

Tak by powiedzieli niektórzy, jednak nie ten narrator, oj nie. On wiedział jak braterskie więzi łączyły tego morskiego wilka z tą przyziemną lisiczką szczurkową, reprezentującą dość unikatowy gatunek lisków. Rodzinne więzi jakie ich łączyły i słodkość Ichiwy powodowała, że ta no nie potrafiła się nie uśmiechnąć rozbawiona widząc to co widziała. Czegoś nie rozumiała? Tego zapewne nie było dane jej zrozumieć, zwyczajnie przez ograniczone zdolności myślenia wywołane tą przeklętą pogodą - znaczy było chłodno, a kto tam chłód lubił? Prychnął słysząc że te rady to nie fakt i odwrócił się w bok, strzelając na nią focha. Nie wiedziałą o czym gada. Co ona wie o delikatnych uczuciach wilków morskich? Właśnie... nic a nic. Myślała żeby go poinformować, że z Gonpachem to tak do końca nie wyjdzie, ale ostatecznie sobie darowała. Nie uwierzyłby jej i dalej by próbował. Ichiwa nie ustępował, nawet Krakenowi! Przybrała więc swój tytuł demona Jaglanki.

Ruko uległ. Hip hip, hura! Tak jak nie było to łatwe, tak Shuten wiedziała że zbyt więcej to nie ugra. Czy będą grali w bierki? Prawdopodobnie nie, biorąc pod uwagę uśmiech Ichiwy. Mogłą coś z tym zrobić? No niestety, bieda jej. Niezbyt mogła. Jedyne co jej pozostało, to nadzieje że się zaprzyjaźnią. Tylko żeby nagle nie nauczył Ruko dokuczania jej bo wtedy... well, wtedy pewna cząstka Ichiwy zostanie z nią na zawsze i to już nie tylko w serduszku, ale i w postaci przywołańca o charakterze pana kapitana. Przechodząc jednak do tuptania, gdyż to była najdłuższa część dnia Shuten, tuptała tak sobie bez przerwy. Jej pomoc została odrzucona, a dostała nawet niezbyt pozytywną wiadomość której pewnie była świadoma ale nie chciała o niej myśleć. A liczyć jak bardzo by bolał upadek tego wszystkiego nad nimi, też nie chciała.
- Nie martw się kociaku! Nie dam zawalić się tym tunelom na nas. Kumo było mym domem za młodu, nie zamierzam pozwolić żeby ktoś z niecnymi zamiarami się po nim pałętał! - zakrzyknął młodzik Suroi który to do nich dołączył i jeszcze szybciej zaczał pędzić z tworzeniem nowego tunelu w starym tunelu. Omon uśmiechnął się tylko i dalej dbał o to, żeby wszystko tworzone było bezpiecznie. Ciekawa jaka była historia tej dwójki, bo dość dobrze ze sobą współpracowali. Shuten jednak grzecznie postanowił nie zawracać im głowy. Preferowała pozaczepiać drugiego wilka morskiego który to teraz z nią podróżował, którym to był Onimaru. Cichy Onimaru. Kiedy ta wydała z siebie "Hmm...", spojrzał w jej stronę czekając na jej słowa. Kiedy się go zapytała prosto z mostu, ten parsknął śmiechem i ledwo się od niego powstrzymał. Co w tym było takiego śmiesznego, halo, poważne pytanie. Ocierając niewielkie łezki jakie w oczach jego się pojawił, spojrzał na nią ponownie.
- Nigdy nie byłaś zakochana, co Shuten? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie. Ta kwestia do niej wróciła i w końcu nadszedł czas żeby ją rozwiązać, jednak chyba wujaszek Ichiwy nie zamierzał tak zwyczajnie wydać jego romantycznych sekretów. Nie chciała pytać Ichiwy, a Onimaru był już lepszym kandydatem do zadania tego pytania. Zdecydowanie lepszym od Saki Moto, który to zaraz palnąłby jakimś wierszem.

Stan Shuten smuteq bo Gonpachiro nie ma

Shuten jak już tak gadał zaczełaś to musisz odpisywać, hymph.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 27 sie 2020, o 18:20

Chyba się na nią obraził. Znowu. Powinna prawdopodobnie przywyknąć, jednak z drugiej strony nie powiedziała we własnym mniemaniu nic złego. Albo powiedziała? Mina jej nieco zrzedła mając znowu wrażenie, że mooooooże nieco przedobrzyła. Ale tak leciutko. Tak... znowu. Kiedyś się jeszcze obrazi na nią tak "na dobre", na pewno. Albo i nie? Cholercia, oby nie. Pomimo jednak tej niemiłej realizacji dalej kusiło ją, by tę niesamowitą wymianę pociągnąć dalej, zapewne w mało korzystnym dla Ichiwy kierunku. Co ją jednak powstrzymało? Sama nie wiedziała. Westchnęła cicho pozwalając, by niewinny uśmieszek dalej błąkał się po jej twarzy.
- Uważaj na siebie, ty obrażony wilku morski. W przeciwnym razie mogę nie mieć później kogo drażnić. - like that was the biggest problem here. Na pewno nie, ale była to kwestia z pewnością warta zaznaczenia. Nie oczekiwała jednak odpowiedzi. Mógł równie dobrze nie skomentować tego w żaden sposób, co nie byłoby zaskoczeniem. Od fochniętej osoby oczekiwała bowiem rzeczy, których należałoby się po obrażonej osobie spodziewać. Milczenie było jednym z nich.

Nie miała absolutnego pojęcia, co powinna myśleć o Suroiu. Z jednej strony wydawał się być ninja Kumo takim samym jak cała reszta. Z drugiej... "Kociaku"? Nie potrafiła nie wzdrygnąć się na te słowa, które wydawały jej się zwyczajnie dziwne i... I jakieś takie "nie". Okropnie to ją mierziło. Kto tak w ogóle zwraca się do innych? Widziała z resztą człowieka pierwszy raz na oczy. Człowieka obcego, którego definitywnie nie miała za jakiegoś kolegę czy przyjaciela. Ot, działali w tym samym celu, ale to wszystko. Tyczyło się to z resztą tak samo jego jak i Omona. Nie zamierzała jednak tego szerzej komentować czy zwracać mu uwagi. Ot, let him be.
- Trzymam za słowo. - odparła po dłuższej niezbyt przekonana zaciskając mocniej palce na ramionach. Nie zostało nic innego jak przenieść swoją uwagę na ostatnią osobę biorącą udział w tej wyprawie ku lwiej paszczy. Jej pytanie, stosunkowo proste, wywołało salwę śmiechu. Znowu powiedziała coś nie tak? Albo zapytała o coś, o co nie powinna? W takim razie chyba faktycznie lepiej wyszła na tym, że nie poszła z nim bezpośrednio do Ichiwy. Obserwowała Onimaru wzrokiem pełnym niezrozumienia. Oczekiwała aż w końcu wykrztusi z siebie cokolwiek prócz napawającego pewną obawą dźwięku, który już dawno przerósł miano zwykłego chichotu. Spodziewała się odpowiedzi, jednak tej nie dostała. Nie od razu przynajmniej, jednak miała nadzieje, że w ta zostanie jej objawiona jak nie teraz, to zaraz. Zamiast niej póki co sama dostała pytaniem, do tego niezbyt wygodnym. Odwróciła zmieszana wzrok w kierunku kopiącej dwójki myśląc nad czymś przez chwilę, nim w końcu znów się odezwała.
- ...Nie. I może lepiej by tak pozostało. - odparła spokojnie skupiając wzrok spod przymrużonych powiek na tunelu przed sobą - Niegrzecznie jest odpowiadać pytaniem na pytanie. Masz jednak swoją odpowiedź. Czas na moją. - oznajmiła bez jakiejkolwiek werwy. Dlaczego ludzie nie mogli być jacyś tacy... Rzeczowi? Konkretni? Zamiast tego czuła, że prawdopodobnie wkopała się w jakąś mało przyjemną rozmowę, z której nie bardzo miała jak zawrócić.

That was my plan, all along.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 27 sie 2020, o 22:14

Im dłużej Kamaboko tu był, tym lepsze plany w głowie miał. A ten jeden co to się go mieli trzymać... mieli w ogóle jakiś plan? Nieee... niemożliwe. W każdym razie Kamaboko uważnie chłonął informację, takie jak to ile osób tu było, gdzie poszli, do kogo, po co... generalnie zapowiadało się dobrze, ale też nie najlepiej. Gdyby Kamaboko miał oceniać obecna sytuacja plasowała by się gdzieś na poziomie mocnej 7. Gdyby wziąć pod uwagę działania reszty sojuszników, tych poza tym pomieszczeniem, to już wtedy słabe 5. Generalnie zadaniem Kamaboko było wzmocnienie tej 5, lub takie jej zrównoważenie by ogólnie wyszli na takie 6. A to wbrew pozorom nie będzie takie proste.-Niemiłe? A gdzież tam, wasze serca nie są zgniłe. Najwyżej ostrożne, jak przystało na stworzenia dwunożne. A że sytuacja u was napięta to i ostrożność z dupy nie wzięta. Lecz cóż takiego dom wasz trapi, że się pan tak krzywo na przybyszów gapi?-Mówił Kamaboko, poruszając temat dla niego ważny bo i rozmówca był dość ranny. No, rany to może i stare, ale na pewno widoczne bardziej niż u jego towarzyszy.-Oj opowieść to długa, lecz dla uszu prawdziwa muza. A że barda wspaniałego mamy, to z mym rymem i jego pieśnią, opowieść wam przygramy. W opowieści, odpowiedzi pochowane, lecz spokojnie, nie są niepozorne-Powiedział grzecznie i kulturalnie Kamaboko i spojrzał na Sakiego, dając mu znać, że może grać, nucić, czy co tam chce, gdy on będzie opowiadał.-Rzecz ta swe miejsce miała dawno temu, gdy dwóm rodzicom, berbeć o imieniu Kamaboko się przydarzył... a nie, zaraz, toć to trochę za daleko!-Uśmiechnął się teatralnie, próbując rozbawić i pokrzepić towarzystwo.-Dnia pewnego poprzedniego, szedłem brzegiem morza jakiego...-Zaczął snuć opowieść, ale bacznie obserwował reakcję rozmówców, bo to co powie dalej, w dużej mierze zależało od tego co się podziało w pomieszczeniu do tej pory...

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Takara » 28 sie 2020, o 14:05

- Zapomniane dzieje: Final Act -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja A (rank UP)
84/?


Team Black: Kamaboko Gonpachiro, Saki Moto, Karui, Raiko

Sobie Kamaboko tu był, i tak sobie te plany w swej taktyczkowej główce układał. Mieli wcześniej jakiś plan? Nieee... na pewno nie. Zdecydowanie szli wcześniej na spontana, a to był czas na działania! Oj tak, tak właśnie było. Uważny poeta tak trochę 2/10 oceniał ich sytuację i żadne 7, a 2, bo ładniej ono brzmiało więc jego serca muzą zagrało. Robota jego prosta, z słabej dwójki na mocną dziesiątke ocenę wyrąbać. Jednookiego rycerza, pogłaskać trochę słówkami. Niemiłe? Gdzież tam. Serca zgniłe, ani trochu. Ostrożne, ludzkie, dwunożne. Na jego zacne pytanie co ich trapi, rycerz oparł se łokcie o stół. Spojrzał rozmyślając, analizując, jak na słowa bardzo zasługiwali. Ostatecznie przymknął oczęta.
- Nie jesteśmy stąd. Jeżeli nie wiecie, jest to upadła wioska Kumogakure. Rozwalona przez kataklizmy wywołane wydobywaniem minerałów z niej. Przybyliśmy zbadać czy są w niej jakieś cenne resztki i... nie znaleźliśmy nic. Dalej szukamy. Podejrzewamy, że mógł jakiś skarb zapaść się pod budynek i szukamy. Poszukiwacze przygód, tak jesteśmy zwani. - powiedział pięknym męskim głosem mężczyzna, jakby wyjaśniając co tu robili. Trochę to naprostowywało całą sytuację, ale... no dalej nie rozwiązywało takiej sprawy, że konflik z Kumończykami mieli. Znaczy ich interesy trochę się ze sobą nie stykały. Gdy Kamaboko o opowieści zaczął mówić, rycerz mu się przyglądał. Dając znak Sakiemu, że może zacząć działać, ten kiwnął głową poważnie, odchrząknął i zaczął grać jakże wesołą melodyjkę.


Ah, dobry z niego bard był. Na początku jak zaczął wręcz opowiadać o swych nardzinach, lekkie zirytowanie pojawiło się na twarzy rycerza. Lecz tylko lekkie. Kiedy zaczął już mówić o morzu, jakby bardziej się uspokoił starając wsłuchać w każdy szczegół jego opowieści. Czy w pokoju coś więcej się działo? Nie. Kolega z góry dalej nie zszedł, a kolega z dołu dalej z jedzonkiem nie przyszedł. No to... jak brzmiała dalej opowieść, bo rycerz o dziwo był cierpliwy. Wszyscy z nich rzecz jasna przysiedli do stołu, i siedzieli w kolejności takiej: Karui, Kama, Coto, Raiko. Od lewej do prawej ładnie sobie siedzieli, a na przeciwko nich pan kapitan tej wieży.

Stan Gonpachiro: smuteq bo Shuten nie ma

Team Pink: Sabataya Shuten, Onimaru, Omon, Suroi, Ichiwa

Clearly love is in the air.

Wilk morski obraził się ponownie, a było to chyba wręcz już normalnością. W końcu, kiedy to on się nie obrażał na Shuten? A no właśnie. Zawsze, wszędzie i o każdej porze. Przedobrzyła? Nieeee... skąąąąąd żeeeeee... Z pewnością wszystko było w granicach ludzkiego rozsądku i godności. Może gdyby dalej oddała się swojej pokusie, przekroczyła by człowieczą godność jednak nie w tym przypadku. Tym razem została przy niewinnym uśmieszku błąkającym się po jej twarzy. Na jej słowa, kapitan Ichiwa prychnął i zaczął się kierować w stronę steru (bo sobie na pokładzie stali). Oj, chyba chciał już odpływać bez nich. Nie odwracając się do niej, także rzucił ostatnie słowa. Wait, jakie ostatnie słowa?!
- Ty też, szczurze lądowy. Wracajcie żywi. - skomentował prosto uciekając od niej nim jeszcze dalej zacznie go droczyć i pójdzie płakać w poduszkę. No ej noooo... tak od cioci Shuten uciekać? Nie ładnie, nie ładnie. Widać, foch Ichiwowski był ciut inny od normalnych fochów. Albo słabo byłoby nie odpowiadać gdyby to faktycznie była ich ostatnia rozmowa. Wait, kolejny death flag?!

Nie potrafiła nie wzdrygnąć się na te "kociaki" ponownie wypowiadane przez Suroia. Jakby... please stop? Nie była przyzwyczajona do tego że ktoś totalnie losowy się tak do niej zwraca, a ten chłopak przed nią trochę wyglądał jak ktoś kto do dosłowanie każdego zwraca się jako kociaki. Czy do przeciwników też będzie?... Wait, to był niesamowity potencjał na śmiechy. Czemu o tym wcześniej nie pomyślała? Czyżby zabrakło kreatywności? Nie miało to znaczenia. Co by nie było, Suroi i Omon to były randomki którym zwyczajnie pomagali z racji że ich jakiś tam wspólny cel łączył. Z tym że celem Shuten i Kamaboko niezbyt było odratowanie Kumo, tylko sprawdzenie w nim sytuacji. Details.
Gdy odparła niezbyt przekonana po dłuższej chwili, nikt nie skomentował. Nie była przekonana, ale co to miało do rzeczy? Jej przekonanie nie sprawi że góra nagle się niezawali, prawda? Lepiej więc było skupić się na śmiejącym Onimaru, który to widział coś wielce zabawnego w jej słowach. O co znowu chodziło? Czemu była taka dobra w żarty, kiedy to ich nie planowała? Czemu życie było takie okrutne? Takie myśli mogły przejść przez umysł młodej Shuten. Chciała odpowiedź, nie dostała odpowiedzi. Dostała pytanie, na które to zmieszana odpowiedziała. Onimaru kiwnął głową słysząc jej odpowiedź, spodziewając się tego jak to już jej uświadomił.
- Właśnie dlatego droga Shuten nie wiesz. Zakochanie nie ma sensu. Miłość? Może. Rzadko. Ichiwa nie kocha kocha jednak Kamaboko, możesz powiedzieć że się w nim zauroczył na amen. Z jakiego powodu? Ba, pewnie sam go nie zna. Rzadko kiedy powody te są logiczne. Mają oni zazwyczaj w sobie tą jedną rzecz, która tak nam się podoba, że uważamy iż powinniśmy spędzić z nimi całe nasze życie. Miłość od pierwszego wejrzenia jak to mówią. - wyjaśnił to niezbyt doświadczonej w tajnikach kochania Onimaru, który brzmiał jakby faktycznie miał doświadczenie. Swoją drogą, ciekawe jak tam jego życie miłosne. Czy wkopała się w jakąś mało przyjemną rozmowę? Chyba średnio. Ciężko powiedzieć. Sama musiała zadecydować, a osoby przed nią dalej kopały. Ciekawe ile im jeszcze zostało i jak sobie Kamaboko radził...

Stan Shuten smuteq bo Gonpachiro nie ma
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 885
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Sabataya Shuten » 28 sie 2020, o 15:22

No i wiedziała, że jednak przedobrzyła. Czy w przeciwnym wypadku Ichiwa uciekałby od nich w stronę steru? Na pewno nie. Nie przypominała sobie by podczas całej tej podróży doszło do podobnego wydarzenia, to i widok oddalającego się kapitana chwycił ją nieprzyjemnie za żołądek. Tylko co teraz? Żegnać się w nieskończoność? Oczywiście, że wrócą żywi! Aż kusiło rzucić ostatnim "You bet we will", jednak i tym razem wstrzymała się przed niepotrzebnymi słowami. Kiwnęła jedynie głową nie dbając już o to, czy widzi ten gest czy nie. Koniec końców i tak niebawem trzeba było udać się w drogę, uzbroić Ruko w odpowiednią motywację do dalszego wykonywania swojego tajnego i jakże ważnego zadania i... Ruszyć. Po chwałę i sławę. W końcu to, że początkowo ich zadaniem było sprawdzenie stanu Kumo nie oznaczało, że nie mogło się zmienić w odbicie całej wioski. W tej chwili sami decydowali już o własnym celu, a nie Tsuchikage. Zadanie od niego w końcu tak czy inaczej w tym momencie już wykonali i pozostało tylko przynieść informacje.

Szczęśliwie Onimru nie pociągnął tematu w tę stronę, która Shuten zwyczajnie nie leżała, a zamiast tego skupił się na odpowiedzi na jej pytanie. Nieco się przez to rozluźniła pozwalając, by niewiele widoczne oznaki napięcia ustąpiły miejsce bardziej skupionemu i nieobecnemu wyrazowi. Wysłuchała go w miarę uważnie stawiając kolejne kroki przed siebie. Czyli...
- ...nie ma w tym ani krzty sensu i logiki. Szkoda. - powtórzyła sama do siebie, niejako parafrazując najważniejszą część jego wypowiedzi. Miała co prawda pewne pojęcie o tym, że niektóre rzeczy po prostu się "dzieją", bez większego powodu i pozbawione rytmu w tym całym wszechświecie. Posiadała też pewne niejasne przeczucie, że emocje działają właśnie na tej zasadzie, jednak w obliczu suchych faktów i żywego dowodu pod postacią Ichiwy wszystko to szlag jasny trafiał dając wrażenie, że coś w całej tej teorii jest nie tak. Odruchowo szukała powodów takiego stanu rzeczy tyle, że ich nie było. Rzecz oczywista, że ich nie znajdzie, jednak czasami to, że coś jest "oczywiste" nie zawsze równa się z byciem "wiarygodnym". Chyba zwyczajnie spodziewała się innej odpowiedzi. Diametralnie innej od tej, którą był w stanie zapewnić jej Onimaru.
- Kto by pomyślał że taki Gonpachiro wygra dwa razy w tej samej loterii. - podjęła temat ponownie po krótkiej pauzie - Obawiam się jednak, że jest zbyt pokręcony, dziwny i oderwany od rzeczywistości by Ichiwa nie skończył przez to bez złamanego serca. - oznajmiła z pełną powagą. Ichiwa może i pewnie by zignorował kompletnie jej słowa, ale jego wuj może... nie? Nie mówiła tego jako jakąś groźbę. Nie rzucała tego też jako ostrzeżenia. Zakomunikowała jedynie prosty fakt i daleko było od żartowania. Samo myślenie o tej "dziwnej" stronie swojego towarzysza wprowadzało ją w drobny niepokój. Może kiedy wróci powinna, chociażby z troski, bardziej przyjrzeć się kwestii jego przeszłości? Za duża była szansa na znalezienie czegoś, co może jej się nie spodobać, ale co innego mogła po tym oczekiwać?
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Ruiny Kumogakure

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 28 sie 2020, o 23:33

Kamaboko podrapał się po brodzie, przekrzywił głowę w lewo, a potem nawet w prawo, mrugnął ze dwa razy i mlasknął. Generalnie, bycie Kamaboko często sprowadzało się do robienia dziwnych i niespodziewanych rzeczy. Na przykład Kamaboko spodziewał się po sobie że wypali w takiej sytuacji z "A czy to nie czyni z was złodzieji?", aczkolwiek zdążył się ugryźć w język. Zastanawiał się jednak, jak w takim wypadku pociągnąć ten temat, w sposób neutralny? Jak podsunąć im myśl, że mogliby się dogadać z byłymi ludźmi z Kumo?W każdym razie, była kwestia ich historii, no właśnie.-morza jakiego... Zielonego, nieprzejednanego. Bałwany trzaskały, grzmoty napieprzały a drogi... drogi brak-Zwiesił smutno głowę-Wtem ja patrze, statek piękny, trochę zgięty. Nietutejszy? Wdzięczna Jaglanka, niczym polanka, stała dumnie w porcie, nie byle torcie. A tam ich spotkałem-Wskazał towarzyszy-Z nimi na statku pognałem. Brat mój-Wskazał na Coto-I żona jego-Wskazał na Raiko-Ugościli mnie, z towarzyszami swymi pływali i pieśń bogom mórz pochwalną śpiewali. Lecz ja niczym omen złowrogi, sztorm sprowadziłem, bestie im nadstawiłem!-Uniósł palec do góry-Za nami niczym cień, niczym złowroga mora, mknęła ogromna potwora. Szerzej światu znana jako Hachibi-Oparł się wygdniej-Jaglanki załoga, dzielna i niezmożona, nawet gdy trwoga, nie zlękli się demona. Harpuny, katany i inne majdany prosto w pysk bestii rzucili, z jutsu jej nawet przywalili. Po godzinach długich walki, z bestii nie zostały nawet drobne kawałki.. niestety w jej ślad poszedł pokład Jaglanki-Otarł niewidoczną łez-Dwóch najemnych ninja z nami płynęło, lecz w kalendarz kopnęło jak Jaglanki załoga-Wymyślił tę historię ale tak się wzruszył swym talentem i losem zmyślonej Shuten że mu łezka spłynęła i ją szybko rękawem otarł.-Dni my kilka dryfowali, do lądu cudem dotarli, po górach po tuptali... patrzymy, wieża! Aż żeśmy oczom nie dowierzali. Coto mówi Bandyci! Żona jego Bandyci! Ich kamerdyner-Wskazał na ostatniego członka ekipy-Duchy! A ja im na to, nie kochani, co to, to nie. Nie bandyci, nie duchy, co najwyżej dobre druhy! Oni beznadziei, ja z nadzieją! Żeśmy w czwórkę prędko do was pognali. Wieść niosąc piękną - Hachibi pokonany!-Złapał się za serce, uśmiechnął i lekko skłonił. A potem wrócił do tematu wcześniej przerwanego, lecz niedokończonego-Wasze zbieranie, brzmi fajnie. Ale też męcząco i mało ergonomiczne. Myśleliście o pomocy od tutejszych? Jeśli w ogóle jacyś przeżyli. Kataklizmy naturalne-Pokręcił głową-Ja wam mówię, to na pewno jakieś Bijuu, a nie kataklizmy naturalne-Tako rzekł papa Kamaboko. Pogromca Bijuu.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Następna strona

Powrót do Kumogakure no Sato

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników