Iwijska Świątynia Miko

Obrazek
Iwagakure no Sato jest ukrytą wioska Kraju Ziemi. Znana z wyśmienitych użytkowników Dotonu jak i klanów o wyjątkowych zdolnościach Kekkei Genkai. Jest jedną z pięciu głównych sił militarnych świata shinobi. Władana jest przez Tsuchikage.
Obrazek
Obrazek

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Nieaktywny MG » 24 mar 2017, o 18:35

Zarówno Oroshi, jak i Kuro mogli mimo wszystko dziękować losowi za to, że wszystko potoczyło się po ich myśli - bez względu na to, jak byli potężni, wciąż powinni unikać incydentów wewnątrz wiosek. Zwłaszcza, że dopiero niedawno zdążyli ponownie wkupić się w ich łaski. Patrolujący Iwagakure shinobi niekoniecznie znali każdy budynek wewnątrz tak dużej osady, niekoniecznie również znali wszystkie rodziny, które ją zamieszkiwali. Mogli się jedynie cieszyć z faktu, iż przynajmniej jedno z nich odrobiło lekcje z historii współczesnej. Nie pozostawało im więc nic innego, jak ruszyć naprzód, ku celowi ich wyprawy. Naziemny patrol, który miał im przeciąć wcześniej drogę zdążył opuścić już tamtą okolicę, zapewniając im bezpieczną przeprawę. Wyglądało na to, że przynajmniej na razie nie mieli się czym martwić. Tak naprawdę nikt się nie spodziewał żadnych intruzów tak daleko wgłąb wioski, która posiadała własną barierę mającą takowych wykrywać. Nie było więc nic dziwnego w tym, że nikt im nie próbował bardziej się naprzykrzać, poza tamtym pojedynczym patrolem, który uznał obecność dwójki osób na opustoszałej ulicy o tej porze roku za dziwny.


Gdy w końcu znaleźli się na dzielnicy klanu Miko, mogły uderzyć ich jej niewielkie rozmiary. Kamienne budynki, zbudowane na modłę mieszkańców tej wioski, ozdobione bogatą purpurą, w wielu miejscach pokuszono się również o roślinność, która o tej porze roku była wyzuta z zieleni. Nie mniej jednak ewidentnie starano się, by zapewnić tej części wioski piękno, prestiż. Chodniki były starannie odśnieżone, tak jakby ktoś to robił niedawno, a w pobliskich budynkach, które były dużo większe od pozostałych i przy których pokuszono się o większą staranność przy dekoracjach i zdobieniach, paliły się światła. Kuro wyraźnie wyczuwał obecność zaledwie kilkunastu silnych jednostek, bez wątpienia członków klanu Miko, oraz jeszcze większą ilość osób o niemalże ich zerowych pokładach - najpewniej służbę, pomoc domową. Tym co interesowało tę dwójkę była jednak pobliska świątynia, do której prowadziły masywne, żelazne drzwi. Drzwi, po których obydwu stronach znajdowały się dwa purpurowe proporce o trudnych do zidentyfikowania, pozłacanych symbolach. W środku, jakieś kilkanaście metrów za wejściem znajdowała się wcześniej wyczuwana przez Senju osoba. Wyglądało na to, że nie ruszyła się stamtąd nawet o milimetr.

Obrazek
 
Posty: 765
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Senju Kuro » 25 mar 2017, o 02:56

Na chwilę mogli odetchnąć z ulgą - albo Iwa mogła się poszczycić możnością nie zaatakowania jej ukradkiem. Przyzwyczajenie się do zwyczajów Takeru, które polegały na podążaniu przodem i nie oglądaniu się w tył miały wysoką skuteczność, gdy posiadało się odpowiednią siłę. Kuro podejrzewał, że i tym razem mógłby rozstąpić morze jak Mojżesz, ale przed skutkami takich działań zawsze przestrzegał przyszłego Hokage. Dopiero historia mogła ich ocenić, a będąc w cieniu konfliktów militarnych najczęściej zostawało się bohaterem. Wzięcie ze sobą nowo poznanego shinobi z obcej wioski było nierozważne, ryzykowne, ale warte konsekwencji. Gdyby doszło do katastrofy, to podejrzewał że obie wioski i tak zaprzysięgły by się wspólnie przeciw oskarżycielowi.
Drugi w kolejności patrol, który mieli spotkać, minęli z czasem i przykro z tego powodu mu nie było. Gdyby kolejny raz musiał się tłumaczyć z takiej głupoty jak nocne spacery, to prawdopodobnie udawałby pijanego, by dano mu spokój. Ile razy w Konohagakure widział sceny, gdzie procenty odbierały rozum, a shinobi zostawiali upojonych samym sobie..
-Na razie wygląda na to, że nie zrobiliśmy nic głupiego. Osoba w świątyni pozostaje w bezruchu. - Westchnął po tych słowach i dalej maszerował do przodu. Przed nimi ukazała się świątynia ozdobiona znakami, których jeszcze nigdy nie widział. Nie było to nic dziwnego, nie wyczarowywał wiedzy za pomocą Iwijskiego Tarota siedząc w miejscowym barze Dango. Pora jednak wymagała, by się rozdzielić i wziąć za realne postawione przed nimi zadania.
-Nie wiem, czy jest sens niepokoić rezydenta. Może przypilnowałbyś mi po prostu pleców? Podglądnął, czy nie zostanę zauważony? Powinienem w porę zareagować. - Nie miał zamiaru pytać, czy Hebi posiada któryś z sensorycznych zmysłów, ani zmuszać go do wchodzenia przez drzwi i naprzykrzania się osobie w środku. Jego obecność skupiała jednak uwagę na ich obojgu, jeśli zostaliby zauważeni, a to był duży plus. Postanowił poczekać na propozycję z jego strony i ewentualne uwagi i dopiero wtedy zabrać się za.. Trywialne przenikanie przez ziemię i ściany do zwoju.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Hebi Oroshi » 25 mar 2017, o 13:30

Hebi ruszył w dalszą drogę tuż za swym towarzyszem, rozglądając się po budynkach ukrytych w mroku nocy. Przydatną umiejętnością były zdecydowanie zdolności sensoryczne członka klanu Kuro, dzięki którym potrafił przeprowadzić ich bezpiecznie przez osadę. Niestety użytkownik genów Hebi, posiadał podobne zdolności jedynie w trybie mędrca, którego w tej chwili za nic nie mógł uaktywnić. Co prawda mógł zastosować prostą technikę opracowaną przez siebie w pierwszych tygodniach nauki u Orochimaru, jednak nie miał ani zapachu, ani czasu by skupić się na jednym celu...
Wreszcie dotarli do świątyni ukrytej przed światem, która mimo niewielkiego rozmiaru, prezentowała się wspaniale... Oroshi nie rozumiał znaków na proporcach, ani tym bardziej znaczeniu jakie pełniła dla rodziny Miitsu, chociaż mógł stwierdzić że jedna osoba za drzwiami świadczyła o pewności gospodarzy co do bezpieczeństwa lokatorów...
Gdy Kuro zatrzymał się kilkanaście metrów od bramy, przedstawiając mu swoje wątpliwości i plany.
Hebi zmarszczył brwi, szybko analizując plusy i minusy tego planu...

- Mogę zająć osobę za drzwiami gdy będziesz w środku, mogę też zmienić się w coś mniejszego i z ukrycia zaatakować gdy wszystko inne zawiedzie. Mogę też zastosować klasyczną dywersję i postarać się zniszczyć dość by zainteresować dziwną rodzinę Miko...

Chłopak wyciągnął z kieszeni niewielki cukierek który zapodział się między kawałkami kartek zapisanych pochyłym pismem, po czym odetchnął głośno wiedząc jaką wersję powinni wybrać... Mimo że najciekawszym rozwiązaniem była szybka dywersja.

- Moja obecność zwróci na Ciebie tylko niepotrzebną uwagę innych... Zajmę kapłankę najdłużej jak tylko będę w stanie... Idź przodem, udam zagubioną duszę w poszukiwaniach prawdziwej wiary.

W dalszym ciągu wolał zabijać...
Obrazek
 
Posty: 1292
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Senju Kuro » 25 mar 2017, o 15:02

Zostało na prawdę nie wiele, by móc wracać z powrotem z tej smutnej wioski do "przytulnej kryjówki". Kilkanaście metrów dzieliło Kuro od skarbu, który skrywała świątynia przed nim. Kłopotem mogła być przebywająca w niej osoba, ale działając dostatecznie ostrożnie, nie powinno się nic wydarzyć.
-Zmiana w coś mniejszego i ukrycie się mi się podoba. - Rzucił krótko i zaczął iść, oddalając się od drzwi i pokazał Hebiemu gestem, by podążył za nim. Lepszym miejscem na to, by na niego poczekał był tył świątyni. Stamtąd miał również krótszą drogę do zwoju i omijał główne pomieszczenie. -Poczekasz na tyłach, jak zacznie się coś dziać, to skorzystamy z pierwszego pomysłu i ukradniemy zwój.. - Mówiąc to, wyobraził sobie to pieprzenie radnych na temat tego, jaki negatywny rozgłos mogą mieć takie działania na opinię wioski. Gdy już dotarli na miejsce, Senju nie czekając po prostu zaczął znikać pod ziemią oraz w ścianie świątyni. Udając się w głąb tam, gdzie nakazywały mu wskazówki wyciągnięte od Miitsu na temat lokalizacji papirusu. Jeśli nic się nie zmieniło na ich niekorzyść, miał podjąć się przepisywania go..

Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Hebi Oroshi » 25 mar 2017, o 15:22

A więc wybrali opcję numer jeden, no cóż... W prawdzie unikanie walk i podstępne działania były naturą wężowego chłopca, jednak coraz bardziej chciał przetestować swe umiejętności na ludzkim obiekcie...
Gdy Kuro oddalił się kilka kroków dalej, Oroshi wykorzystał swą technikę opracowaną tym razem, podczas ostatnich miesięcy swych treningów u lorda Orochimaru. Zaskakująco zwyczajne jutsu które kilka razy już uratowało jego życie. Po skumulowaniu energii w ciele, Hebi zmienił się w małego białego węża który bez przeszkód mógł wtopić się w otoczenie przysypane śniegiem, dodatkowo otoczone nocnym całunem ciemności... Tak jak ustalili wcześniej, Oroshi pełzając spokojnie ruszył przed siebie, aby znaleźć się na wybranej pozycji. Największym problemem było to że nawet w tej formie chakra Oroshiego była wykrywalna, więc pierwszy lepszy sensor mógł odkryć jego obecność.
Obrazek
 
Posty: 1292
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Nieaktywny MG » 25 mar 2017, o 23:26

Plan został ustalony, pozostawało jedynie wcielić go w życie. Obaj udali się na tyły świątyni, za którą była kolejna, wąska uliczka oraz ogródek, na którego środku posadzone było wciąż młode drzewko wiśni. Oroshi natomiast prędko zmienił swoją postać, ukazując przy tym swoją prawdziwą naturę małej, białej żmijki, po czym ukrył się gdzieś w śniegu. Śniegu mroźnego, nieprzyjemnego, gdyż temperatura wciąż była dla niego nieprzyjazna, drażniła jego oślizgłe ciało. Kuro natomiast, w tym samym czasie zniknął za ścianą budynku, korzystając przy tym ze swych nadludzkich umiejętności i pojawił się w niedużym pomieszczeniu, a właściwie to klatce schodowej, z której schody prowadziły zarówno na górę, jak i na dół. Z pomieszczenia tego można było bezpośrednio dostać się do głównej sali, w której wciąż przebywała osoba o zaawansowanych pokładach chakry. Lecz to tak naprawdę nie ona go interesowała, a biblioteczka pod nim, miejsce w którym trzymano ważne zwoje, tudzież techniki klanu MIko. Na próżno byłoby próbować otwierać drzwi do schodów na dół, gdyż były one zamknięte na klucz. Na szczęście jednak, Senju ich nie potrzebował. Znów zanurzył się pod ziemią, by wylądować twardo na posadzce. Pokój niewielki, przy każdej jego wolnej ścianie ustawione były regały ze zwojami i księgami, nie docierało tutaj światło, więc jedynym ich źródłem mogły być świeczniki oraz lampa leżące na szerokim stole, przy którym postawiono krzesła. Gdzieś w tym miejscu znajdował się cel ich wizyty.


W tym samym czasie, znajdujący się na górze Oroshi, pomimo odczuwalnego zimna mógł dostrzec coś, a raczej kogoś jeszcze. Kuro również mógł to wyczuć, lecz dla niego był to jedyny ulotny płomyk chakry osoby, która nie była w żaden sposób wtajemniczona w ninjutsu. Hebi widział za to starca, starca trzymającego w jednej dłoni szuflę, a w drugiej wiadro pełne soli, której bez wątpienia używał do usuwania śniegu. Starzec ten szedł bezpośrednio uliczką, na której ukrył się chłopak, lecz ewidentnie go nie zauważał, bo niby jak by miał? I choć go nie widział, to zmierzał w jego kierunku. Dlaczego/ Zapewne po to, by usunąć tę resztkę śniegu z doskonale odśnieżonej dzielnicy, którą zdążył przeoczyć. Dla niego za to była to tylko kolejna przeprowadzka, która ewidentnie mogłaby się odbyć bez wykrycia.

Obrazek
 
Posty: 765
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Hebi Oroshi » 26 mar 2017, o 14:16

Hebi wykonał swój plan bez najmniejszego problemu, obserwując jednocześnie oczyma małego gada, jak jego towarzysz znika po chwili wtapiając się w ścianę. Przyjemna technika dotonu której Oroshi sam chciał się kiedyś nauczyć, jednak nie było już czasu gdy samuraje coraz bardziej zaczęli interesować się ich laboratorium w którym znikali ludzi. Zbierając najważniejsze rzeczy musieli uciekać, tak więc większość nauk które miał jeszcze posiąść, odłożył na dalsze tory.
Teraz jednak należało skupić się na obecnej sytuacji, jeśli Kuro był tak sprawny jak wydawało się Oroshiemu, to nie powinni zabawić tu zbyt długo. Jeśli dojdzie do starcia trzeba będzie uciec pozostawiając jak najmniej świadków zdarzenia, by w przyszłości ich wioski nie dopisały im dodatkowych czynów do długiej listy wykroczeń.
Hebi zadziwił się gdy kilka metrów ujrzał człowieka w późnym wieku życia, prowadzącego przed sobą szeroką szuflę zbierającą resztki z pozostawionego śniegu... Tak, to było dopiero epickie.
Hebi Oroshi, samotny shinobi wioski dźwięku, uczeń i dziedzic Orochimaru... Ten który sam nie potrafił zliczyć wojowników których położył w setkach przed swymi stopami... Zostanie zabity przez dziada z wielką łopatą...
Mały wąż wielkości dłoni, szybko odwinął się w drugą stronę zmierzając w innym kierunku... Chciał wykorzystać resztę elementu zaskoczenia jakie dawała nocna pora oraz sędziwy wiek człowieka który szedł w jego stronę... Jeśli w jakiś sposób zobaczy węża postanawiając się go pozbyć, Hebi po prostu zrobi to co było najmniej oczywiste... Zmieni się w siebie, z uśmiechem na ustach witając się z człowiekiem, jednocześnie wyciągając ramię przed siebie zakończone trzymanym kunai tak by przebić jego pierś... Na szczęście posiadał rozciąganie ciała rozwinięte na poziomie legendarnego Orochimaru, więc nawet nie musiał się ruszać.
Obrazek
 
Posty: 1292
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Senju Kuro » 26 mar 2017, o 15:15

Przejście przez kilka ścian i drzwi prowadzące do biblioteki było banalnie proste. Egipskie ciemności, które tam panowały nie przeszkadzały mu, gdyż Sharingan świetnie się spisywał w takich warunkach. Pozostało mu tylko odszukać zwój pieczęci i przystąpić do rabowania wiedzy. Więc, to jest twoja prawdziwa moc.. - pomyślał gdy zaczął czytać zawartość rulonu. Był to.. Szok. Nie spodziewał się ujrzeć takich rzeczy. Już nie chodziło o to, że Miko potrafiły używać dość zaawansowanych technik, ale do czego były szkolone. Walka z demonami? Nie były to bijuu, ale równie bajkowe stworzenia. Czy w tym świecie wszystko, co silne musiało zostać zapieczętowane?
Nie chcąc marnować czasu, Senju zaczął przepisywać całą zawartość zwoju na nowy. Zżerała go ciekawość jak wyglądają owe jutsu, choć prawdopodobnie Miitsu nie będzie ich mogła jeszcze wykonywać. Techniki oceniane na poziom A należały do tych, których używali Jounini. Choć młoda była mocno utalentowana, to graniczyło to z cudem.
I ta nadzieja, że Hebi jednak zastosuje się do jego zaleceń i nie będzie nikogo mordował, bo właśnie nadarzyła się okazja, by wykazać się sprytem i nie dać się zauważyć komuś spacerującemu w okolicach świątyni. Aż ciarki go przeszły na myśl, co mogłoby się stać..
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Nieaktywny MG » 26 mar 2017, o 22:47

Przepisywanie dokumentu było żmudne i wbrew pozorom, czasochłonne, zwłaszcza przy tak zaawansowanej technice, gdzie nie można było sobie pozwolić na błąd przy choćby najmniejszej instrukcji. Odbywało się to jednak bez większych zakłóceń, bez żadnej zewnętrznej ingerencji, gdyż tak naprawdę osoba znajdująca się w głównej sali nie zdawała sobie sprawy z obecności intruza. Pociągnięcie pędzla maczanego w atramencie, a potem kolejne - pojedyncze linie zaczynały tworzyć całe znaki, symbole niezbędne do zrozumienia istoty zawartości zwoju.


A w tym samym czasie, był jeszcze Oroshi. Oroshi przemieniony w białego węża, doskonale kamuflujący się w zimowym krajobrazie. Oroshi, do którego zmierzał właśnie uzbrojony w szuflę mężczyzna, który wykonywał po prostu swoją robotę, jak co wieczór, jak każdego dnia. Był już stary, to prawda, lecz od wielu lat służył kapłankom, przybył do wioski jeszcze z Kumogakure no sato. Był to jego sposób na życie - sprzątanie ulic, pielęgnowanie pięknego wiosną oraz latem ogrodu. Lecz Hebiego to nie obchodziło. Nie obchodziło go istnienie tak marnych osób, a ich śmierć była dla niego niczym. Nie był pod tym względem człowiekiem, był drapieżnikiem, istotą złą do szpiku kości. Niektórzy powiedzieliby, że należał do najgorszego sortu shinobi, który radował się zabijaniem, wykonywał rozkazy lub działał dla własnej satysfakcji, własnych wartości. Starzec nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo był zagrożony, jak bardzo był bliski śmierci. Podszedł do miejsca, w którym był skryty Hebi i uniósł łopatę, tak jak to robił za każdym poprzednim razem. Narzędzie zbliżało się nieuchronnie do warstewki śniegu, do kryjówki potwora. Ale potwora już tam nie było. Było ciemno, a fakt, że wtapiał się w otoczenie sprawiał, że był niemalże niedostrzegalny dla starego, niedowidzącego spojrzenia. I to on tak naprawdę był tutaj bezpieczny, nie Oroshi, który był gotów zamordować niewinną osobę, jak to robił już wcześniej. Kolejne minuty mijały, a starzec poszedł już dalej, rozsypując sól na ziemi, by niedługo potem biały puch zaczął przemieniać się w gęstą, chlupoczącą maź. Po następnych minutach, Kuro zdążył już skończyć przepisywanie.

Obrazek
 
Posty: 765
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Iwijska Świątynia Miko

Postprzez Senju Kuro » 27 mar 2017, o 09:02

W ciemności i ciszy, Senju starannie i dokładnie przepisywał każdy wers tekstu. Lekko się spieszył, już i tak zabawili z Oroshim w Iwie dłużej niż przewidywał. Miał nadzieje, że przez długi czas nie będzie musiał powtarzać czegoś podobnego. Dopiero co stanął na nogi, a już pchał się w kłopoty. Wpadka mogła z jednej wojny przerodzić się w drugi konflikt, ale wyszli z opresji cało.
Po skończeniu, zwinął rulony, oryginał odstawił na miejsce, a zwój własnej produkcji wsadził tam gdzie bul on bezpieczny - miedzy biust pod kimono. Teraz musiał tylko wydostać się ze świątyni i zabrać Hebiego ze sobą z powrotem do kryjówki w kraju Herbaty. Minęło kilka chwil nim przedostał się znów przez zamknięte drzwi biblioteki, ściany świątyni i przeszedł pod ziemią wyłaniając się nieoczekiwanie spod niej przed małym wężem, którym był Oroshi. Oglądnął się tylko, czy aby napewno starzec go nie zauważył i po dotknięciu gada, obaj zniknęli.
-Na szczęście po wszystkim. - Powiedział i usiadł zdyszany na podłodze. Odczuwał silne braki w chakrze, więc poinformował telepatycznie swój oryginał o tym, co właśnie miało miejsce. Potrzebował chwili odpoczynku, bądź znaleźć się tu osobiście. Najpierw jednak wyjął schowany zwój, jego nowa właścicielka pewnie nudziła się czekając na niego. Laboratorium stało całe, co dobrze wróżyło. Tylko dziewczyny nie było nigdzie widać.
-Dzięki za pomoc. Co teraz masz w planach? Powrót do siebie? - Zapytał, wiedząc że jeśli chce mu pomóc, to będzie musiał fatygować się tu ponownie fatygować, albo chociaż poinformować Takeru. To drugie nie było złym pomysłem, Uchiha napewno zainteresuje nowy znajomy, który tak jak oni czuje urazę do białej podróbki człowieka. Wyglądało również że można było zaufać Hebiemu, a dodatkowa pomoc mogła się przydać w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach.

Z/t - > Różowe Laboratorium Miitsu kappa
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Poprzednia strona

Powrót do Iwagakure no Sato

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron