Oaza na pustyni

Kraina dominująca na południu świata shinobi. Kraj Wiatru to gigantyczna pustynia. Nie licząc ukrytej wioski wszelkie tutejsze wioski i miasta skupiają się w pobliżu oaz. Sunagakure no Sato mieści się w górzystej części kraju. Tutejsi shinobi przywykli do walki w ciężkich warunkach. Swoje zdolności rozwinęli do tak wielkiego stopnia, że są w stanie wykorzystywać ich w nawet tak niesprzyjających miejscach jak pustynia. Znani są szczególnie z kontroli piasku, żelaza oraz kukieł. Posiadają też shinobi wyspecjalizowanych w technikach wiatru i medycynie.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Oaza na pustyni

Postprzez Maji Hitoshi » 28 wrz 2020, o 14:58

Wyobraź sobie, że idziesz na północ z Sunagakure. Wszystko co widzisz na swojej drodze to piasek. Morze. Ocean Piasku aż po horyzont. Słońce świeci niemiłosiernie, a ty się zastanawiasz czy dobrze zrobiłeś. W końcu dostrzegasz coś wyróżniającego się z pustynnego krajobrazu - oazę. Oczko wodne, dookoła trochę drzew. Jeden z niewielu niezamieszkałych, choć nadających się do życia fragmentów Kraju Wiatru. Gdy podchodzisz i nie masz wątpliwości że to jawa, a nie fatamorgana, wiesz jedno - to dobre miejsce na odpoczynek, zanim ruszysz dalej...



Dwójka Shinobi z Wioski Piasku szła powoli w stronę Kraju Kamieni. Hitoshi i Hiroshi, Team 7*(2/3), bo trzeci członek, Okami, został w wiosce Piasku, mając własne rzeczy do roboty. Hiroshi słabiej znosił temperaturę, więc po drodze Hitoshi dał mu swoją mugiwarę - kapelusz troszkę pomagał uporać się ze słońcem. Normalnie by już się ugotował w środku, a w obecnej sytuacji trochę to pomagało. W końcu kapitan zobaczył pobliską oazę. - Przerwa to dobry pomysł, racja? Widział, jak uczeń radził sobie z trudnymi warunkami. Weszli pomiędzy drzewa, siadając pod jednym. Oczko wodne miło migotało, a cień dawał przyjemy chłód. Nie mogli mieć większego szczęścia. Hitoshi powoli zaciągnął się papierosem. - Zastanawiałem się... Mamy przejąć dokumenty. Niewykluczone, że będziemy musieli działać pod przykrywką. Myślę, że zwykłe Henge no Jutsu może nie wystarczyć. Słyszałeś może o technice Gamadaira — Kageayatsuri no Jutsu? Cisza. - Zasadniczo, możesz przejąć ciało przeciwnika, wchodząc w jego cień. Co prawda musi być nieprzytomny... Lub martwy. Ale jeśli postanowią cię dźgnąć, to oberwie ciało wroga nie twoje. Wygląda to lepiej niż zwykle Henge. I myślę że ci się przyda. Tu przekazał mu szczegóły co do działania techniki. - Oprócz tego, chcę byś oddał mi swoją opaskę. Zdradzi nas to na terenach wroga. Sam zaczął zdejmować swoją i wystawił rękę, czekając na opaskę Chunnina.

Przekazano informację o technice Gamadaira — Kageayatsuri no Jutsu. Koszt nauki zmniejszony o 3 PN (Regulamin Drużyn).



Obrazek




|Głos|Fight Theme|Badass Cigarette Skills|


kappa Misje prowadzone wg widzimisię - pytaj, ale nie dam ręki uciąć kappa



Pozostałe Konta:
Yuki Kenzō
Haretsu Shiro
Taka
Kai & Kei Soseji
Kaizen Kaizen
 
Posty: 677
Dołączył(a): 8 sty 2020, o 14:05
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Nakano Hiroshi » 1 paź 2020, o 22:59

Po wyjściu z wioski Team 7 ruszył w kierunku Kraju Kamieni - tylko okrojeni byli o jednego członka niestety. W trakcie drogi Hiroshi z wdzięcznością przyjął kapelusz od Majiego, niewątpliwie trochę pomagając. Nakano musi przejśc jakiś trening czy coś odnośnie znoszenia takich temperatur - urodził się tutaj, więc chyba powinno być mu lżej, nie? Cóż, niestety tak to nie działało. A byłoby miło! Niemniej po jakimś czasie podróży sunijczycy dotarli do oazy, gdzie kapitan postanowił zarządzić krótką przerwę.
- Nie pogardzę przerwą, taicho - rzucił w odpowiedzi, siadając po chwili gdzieś w cieniu. Jak już tutaj są to przynajmniej Hiroshi wykorzysta okazję i zejdzie na chwilę ze słońca. Jakkolwiek krótka by to chwile nie była. W trakcie odpoczynku, chunin się przysłuchał wyjaśnieniom Hitoshiego, jedynie kręcąc głową na nie, gdy został zapytany o znajomość jakiejś techniki. Wydawała się całkiem przydatna, ciekawe czemu nie była jakoś lepiej znana? A może to siwy jakimś cudem pominął ją, gdy uczył się nowych rzeczy ze zwoju? Hm. W każdym razie chłopak skupił się na wytłumaczeniu, co do działania techniki i dopiero po uznaniu, że jest w stanie ją wykonać - zdjął opaskę i podał ją Hitoshiemu, nie kłócąc się o to. - W sumie możemy je zapieczętować, mam wolny zwój - powiedział po chwili. przypominając sobie o jedynym, pustym zwoju w jego posiadaniu.
Obrazek
|| If you lose, you can still get up. ||
|| If you stop, then it will be over. ||
|| KP || PD || PN || Bank ||
|| MK: Haru, Hayato ||


Prowadzone wątki 3/3:

Spoiler:
 
Posty: 208
Dołączył(a): 25 cze 2020, o 22:31
Ranga: Chūnin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Maji Hitoshi » 2 paź 2020, o 18:54

Odebrał blaszkę w swoje ręce. - A ja mam 3. Bez różnicy, który z nas będzie trzymał. Wyciągnął jeden z małych zwojów z kamizelki i zapieczętował jedyne dowody, że przynależeli do Suny. Przedmiot trafił na swoje miejsce. - Kamizelki też nas będą zdradzać, ale na pewno mniej niż takie ochraniacze. Pewnie użyjemy, Henge no Jutsu, by nie zwracać uwagi. Jeśli jednak wzięlibyśmy się za infiltrację, użyjemy Gamadairy, by przejąć kogoś z wrogiej armii. Tak to widzę. Przeciągnął się. - Ruszajmy. Gdy wyczuję kogokolwiek innego w pobliżu dam znać i od razu użyjemy przebrania. Będziemy udawać cywili, podróżujących do Wioski Mirayama na północy Kraju Ziemi. Najbardziej rozsądna wymówka. Wątpię by byle wojaki z północy znali coś aż tak daleko. Nazwę oczywiście wymyśliłem na poczekaniu. Dla wygody przyjmijmy, że jesteśmy rodzeństwem. Chyba możemy ruszać. Zatrzymaj kapelusz tak długo jak zechcesz. Opuścili ten mały fragment ziemi, który był ostoją spokoju przed zbliżającym się zagrożeniem. Jednak od siedzenia tutaj wojna się nie skończy.

[z/t] Dla obu



Spoiler:



Obrazek




|Głos|Fight Theme|Badass Cigarette Skills|


kappa Misje prowadzone wg widzimisię - pytaj, ale nie dam ręki uciąć kappa



Pozostałe Konta:
Yuki Kenzō
Haretsu Shiro
Taka
Kai & Kei Soseji
Kaizen Kaizen
 
Posty: 677
Dołączył(a): 8 sty 2020, o 14:05
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Yamanaka Aiko » 5 paź 2020, o 16:06

Stąpając po niepewnym gruncie - misja rangi A
Kasurage Takara i Sabaku no Kumari
3/ ?


Niezależnie od tego jak bardzo się różnili, a Kumari nie była usatysfakcjonowana przymusem współpracy z innym shinobi, na czas Wojny musieli odłożyć swoje sięgające do chmur ego (tak, tak Piaskowa Panienko, patrzę na Ciebie!), jeżeli chcieli, by zadanie mogło skończyć się sukcesem. Kto wie, jak wiele mogło zależeć od powodzenia ich misji - może wynik końcowy Wojny? Saiko musiała doskonale wiedzieć co robi i ufać swoim shinobi, by akurat im powierzyć takie zadanie.
Podróż na chmurce była dobrym posunięciem - umożliwiło im to zaoszczędzenie masy czasu, który poświęciliby na mozolny spacer pustynią. Co prawda rzucali się w oczy, ale...co musieliby wymyślić, by nie zwracać na siebie uwagi, skoro na pustyni nie było nic, oprócz piasku? Na szczęście, póki co nie przeszkadzało im to zbytnio, bo w okolicy nie było żywej duszy - toteż podróżowali sobie w jakże miłym i sympatycznym towarzystwie. Dzięki temu, że nie zużywali energii na poruszanie się, mogli przemieszczać się znacznie dłużej, niż byłoby to w przypadku innego środka transportu.
Nadszedł jednak czas, że zmęczenie stopniowo dawało o sobie znać. Zarówno Kumari jak i Takara musieli w końcu zdecydować się na postój, czy tego chcieli, czy też nie - jeżeli oczywiście woleli dotrzeć do Kraju Kamienia w stanie używalności. W końcu to dopiero początek ich podróży... byłoby bardzo smutne gdyby okazało się, że nie są zdatni do kontynowania już na wstępie. Prawda? Stopniowo nadchodził wieczór. Temperatura, jak to zwykle bywa na pustyni, gwałtownie się zmniejszyła.
Siedząc na chmurkach już z oddali mogli dostrzec miejsce, które idealnie nadawało się na postój. Dłuższy czy krótszy - to zależało już od nich.

Kolejka: Takarek -> Kumari
"It's the most heroic thing we can do now
look the truth in the face."

Obrazek
x ; x ; voice

Spoiler:

MK: Yōgan Shion
 
Posty: 708
Dołączył(a): 7 gru 2014, o 20:46
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Takara » 6 paź 2020, o 17:24

Otrzymali zadanie. Odkrycie zagadki, co stoi za tą wojną która teraz po świecie się rozprzestrzenia, a konkretniej - za tą która czyha na Sunę ze strony władców Kamienia. Kazekage przydzieliła ich do tego zadania to też nie mieli innego wyjścia od działania, nawet jeżeli charakterami trochę się nie dogadywali. Życie shinobi potrafiło wymagać współpracy z osobami właściwie sobie bardziej nieznanymi. Ciężko było w końcu znać każdego chuunina, tokubetsu czy nawet samych jouninów. Nie mówiąc nawet o geninach, których było mnóstwo. To też, spotkanie Kumari przez Takarę i przydzielenie im wspólnego zadania było po części zbiegiem okoliczności w oczach Kasurage. Tym bardziej że nigdy o nie w życiu nie słyszał. Zbiegiem wykorzystanym przez Yami-sensei, w końcu to ona utworzyła ich tymczasową drużynę. Dream team, niektórzy by powiedzieli. Bardzo mylnie w głowie Kasurage, jednak o tym uświadomi wszystkich dopiero przyszłość. Przyszłość jeszcze im nieznana.
Trzeba było przyznać, że blondyn trochę się zamyślił nad tym wszystkim. Tak bardzo, że nie zwrócił uwagi na nadęte poliki Kumari, przynajmniej początkowo. Potem jak je zauważył uniósł tylko delikatnie brew. Powiedział coś nie tak? Myśląc nad swoimi słowami, tylko jedno mu się w oczy rzucało. Nazwanie jej Sabaku. No bo reszta, była chłodnymi faktami i chęcią przypomnienia o czymś, o czym mogła zapomnieć. W końcu, nie wyglądała na kogoś kto intensywnie myśli nad rzeczami. Przynajmniej w oczach Takary. Uświadamiając sobie swoje myśli, blondyn podrapał się z tyłu głowy. To... było nietypowe. Przeważnie, ludzie nie wywoływali w nim jakichś bardzo negatywnych emocji. Raczej pozytywne. Nawet taka złodziejka czy piratką z którą walczył - chociaż, to drugie bardziej przez radochę z walki, nawet jak była na śmierć i życie. Kumari jednak swoimi paroma słowami była w stanie totalnie zbić jego pozytywne ze startu nastawienie do ludzi, na neutralne podchodzące pod negatywne. Natychmiastowo. Interesujące... musiała być definitywnie wyjątkową kunoichi. Albo to przez tą całą myśl o wojnie. Chłopak spojrzał w niebo, nie przejmując się czy Kumari akurat coś mówiła. Wojna, huh?...

- Jeżeli jesteś najzdolniejszą uczennicą Yami Saiko to liczę że to pokażesz. W końcu ja jestem jej pierwszym uczniem, który podbił cały Chuunin Exam gdzie brał udział. - powiedział w stronę Kumari z lekkim uśmiechem. Czy faktycznie się czymś cieszył? Nie, raczej bawił. Nie znał umiejętności Sabaku, ale nazywanie się najzdolniejszą uczennicą mimo totalnego braku profesjonalizmu do tego momentu było... niesmaczne, w oczach Takary. Dlatego też sam zadarł nosa. Niech sobie nie myśli że jest niewiadomo kim! Technicznie, nie kłamał też. Wraz z Reiwą byli pierwszymi uczniami Yami-sensei, i gdyby nie to że drugi się wycofał z turnieju po CE, jedynie on byłby w stanie go powstrzymać. Takie wnioski przynajmniej wyciągnął po egzaminie. Musiał się pochwalić no. Słowa Sabaku były dla niego wręcz prowokacją, i nawet jak nie miał powodów do dumy, tak... Nie mógł tak po prostu powiedzieć że był uczniem Saiko i niczego nie osiągnął. Zwyczajnie... przerwał aktywny udział w życiu shinobi na jakiś czas. Przez ten czas, zapewne pojawiła się Kumari, chociaż nic o niej nie słyszał szczerze powiedziawszy. Czy była od niego silniejsza? Może. Czy była lepszą kunoichi niż od shinobim? Nie miał pojęcia, lecz wątpił na ten moment. Mądrzejsza?...

- Nie mam rzecz jasna typowo dziewczęcego stroju, ale pokaże Ci potem jak już się będziemy przebierać. A, i jakbyś chciała mieć na imię, siostro? - zapytał z uśmiechem, bo w sumie to trochu śmieszył go fakt że będą rodzeństwem. Zdecydowanie tym co się nie dogadują, pomyślał widząc jej okejkę. Przynajmniej w planie się stosunkowo zgadzali, co było... plusem. Bo w sumie to stosunkowo dumny był ze swoich procesów myślowych, nawet jak czasem potrafiły zawodzić. Wysłuchał tego co to dziewczyna potrafiła, rozmyślając natychmiastowo nad potencjalnym połączeniem tych umiejętności. Problemy był trochę taki, że w kwestii ninjutsu i pieczętowania również był obeznany. Bardziej w ninjutsu, ale jednak. To też, częściowo odbierało im to różnorodność. Plus był jednak taki, że kunoichi specjalizowała się w Iryojutsu. Sam... był kaleką w tej kwestii. Ich akcja co prawda zakładała działanie po cichu, to też rany wynikające z jakiegokolwiek starcia nie były... pożądane. Ani trochę. Nie mniej jednak, jeżeli coś pójdzie nie tak, to blondyn wiedział że Sabaku była w stanie go lub siebie samą uleczyć... chyba. W sumie to nie miał pojęcia, czy medycy mogą sami siebie leczyć? Uhh... hmmmm... Postanowił zostawić ten dylemat we własnej głowie, będąc prawie pewien że mogą. Nie wiedział jednak w 100% jak działa chakra "lecznicza". Kontrola piasku natomiast? Kasurage przyglądał się "chmurkom" które dziewczyna wytworzyła i zbliżył się do jednej z nich. Dotknął go, sprawdzając czy jest twardy czy miękki.
- Zaiste, niesamowita umiejętność... Nie wiedziałem że ludzie tak potrafią. To jakaś zdolność klanowa, prawda? - zapytał się tak dla pewności, nie widząc czym innym by to mogło być. Po chwili jednak wyprostował się i przekręcił głową, strzelając trochę karkiem.
- Część moich umiejętności pokrywa się z Twoimi. Jestem bardzo dobry w Ninjutsu i Kenjutsu, staram się na nich skupiać. Szybkość jest moją domeną. Poza tym, dobrze też znam się na Fuuinjutsu i Fuutonie. Poza tym, też jestem w miarę dobry w infiltracji. Tropienie, szpiegostwo, bycie cichym... tego typu sprawy. - powiedział, przy okazji powoli wchodząc na chmurkę, sprawdzając jej stabilność. Nie to żeby nie ufał piaskowi pod własnymi nogami... całe życie się wychował drepcząc po nim, jednak zaufanie latające "chmurce" której detali działania nie znał... było ciut ciężkie. Nic się jednak nie zawaliło, to też stanął trochę pewniej gotowy na ewentualnie przyklejenie się do chmurki chakrą.
- Hmmm... masz jakąś maksymalną wysokość? Może uda nam się zwyczajnie nad granicą przelecieć, jeżeli udamy się ponad chmury? Lub tak wysoko, aby nas nie dojrzeli? Tylko wtedy wiatr może być dość nieprzyjemny, to też chmurka chyba większa by musiała być... ty się pewnie lepiej znasz w tej kwestii jednak. - zapytał się tam na koniec, nim w końcu wyruszyli w podróż. No bo, czas nagli, to lenić się nie mogli ani trochę.

Czy ich misja była istotna? Oj bardzo. Jeżeli jedna osoba w Kraju Kamienia miała coś przeciwko nim i pociągała za sznurki całym krajem, to taka wiedza zmieniłaby wiele. Może nawet do wojny by nie musiało dojść, jeżeli dokonaliby asasynacji? Dość... niesmaczna myśl, i być może nie była jego najlepszym pomysłem, jednak w trakcie podróży Takara nie mógł takiej opcji wyrzucić sobie z głowy. Jak wiele istnień mogliby uratować? Generalnie, blondyn był pewien jednego. Cała sytuacja była wielce podejrzana. Na prawie całym świecie jakieś wojny czy konflikty, i z tego co kojarzył, nic nie zapowiadało takiej sytuacji a między wielkimi krajami pojedyncza wioska. Ame. Oferująca schronienie dla utrapionych. Bardzo korzystna sytuacja dla tej nowej organizacji co się tam zasiedliła. Wręcz zbyt. To były jednak jedynie przeczucia Takary, kiedy usłyszał o tym wszystkim. Być może, w trakcie zadania znajdzie coś co potwierdzi jego przypuszczenia. A jak nie, to i tak, dowie się co zmieniło zdanie lorda. Wcześniej był zadowolony z współpracy, ba! Jego życie zostało uratowane przez Saiko! A teraz chciał doprowadzić do wojny. Blondyn był wielce ciekawy powodów, ponieważ nie mógł niczego znaleźć co by miało sens. No z wyjątkiem trzeciej osoby w to zamieszanej która ciąga sznurkami, ale... miał zbyt mało informacji aby cokolwiek sensownego wywnioskować. Potem... potem zacznie o tym myśleć. W trakcie zadania. Jak już czegoś wraz z Kumari się dowiedzą. Sama podróż była czymś do czego nie był Takara przyzwyczajony. Zazwyczaj musiał biegać lub spacerkiem chodzić po pustyni, tymczasem teraz zwyczajnie... leciał. Czy to tak Saiko się czuła używając tej zdolności? Jeżeli tak, było to zadziwiająco niekomfortowe. Sam niby latał, ale tylko chwilę. To było bardziej... powolne opadanie, o. A tutaj? Byli trochę jak ptaki, tylko takie duże i człowiecze.

Nadszedł czas postoju. Znaczy, zaatakowało ich zmęczenie, to też brzmiało jak dobry moment aby zrobić sobie przerwę. Szczególnie że w oczy rzuciła im się oaza. Wieczór się zbliżał, i o ile podróż pod osłoną nocy byłaby dobra przy granicy, tak do niej jeszcze mieli kawałek. Chyba. W sumie, to do końca nie wiedział, ale tak czy siak nie zmieniło to jego planów. A raczej sugestii.
- Powinniśmy odpocząć. Niezbyt długo, żeby czasu nie tracić i nie zbyt krótko, żeby nie paść po chwili ze zmęczenia. Sugeruję takie 5-6 godzin. Przydałoby się jednak jakoś ukryć... myślisz że mogłabyś zrobić taką kopułę z piasku nad nami i ją utwardzić? Tak żeby była trochę twardsza i wtopiła się w otoczenie? Czy musiałabyś tą technikę podtrzymywać? Wtedy byśmy bezpiecznie mogli oboje pójść spać. - dopytał się kunoichi wraz z nim podróżującej, chcąc też znać jej opinię. W sumie, rozmyślał nad wykorzystaniem klonów, ale... przesyłały one swoje wspomnienia. Może i ciało blondyna by odpoczęło, jednak umysł dalej zostałby zawalony informacji i mógłby paść na twarz. W każdym razie, nie byłby to najlepszy sposób na zregenerowanie sił. Nim jednak znaleźliby się przy miejscu, Takara złożyłby pieczęć i sensorem wybadał najbliższą okolicę przy pomocy Kagury. Czy było jakieś zagrożenie, czy nie. Czy byli ludzi i czy mieli rozwiniętą chakrę, czy może były same zwierzęta albo nawet insekty. Tego typu rzeczy. Tak dla pewności, że byli bezpieczni i mogli wylądować. Na wszelki wypadek jednak, oczkami też by się rozejrzał.
- Jeżeli nie da rady, to podzielimy się na warty. Po 4 godziny snu, łącznie wykorzystamy 8 godzin. Najpierw ja przytrzymam wartę, potem ty. Co o tym sądzisz? - trochę stracą czasu, ale nie mogli aż tak być z nim oszczędni. To by tylko gorzej im wyszło. Te 4 godziny to i tak były minimum. Po przekroczeniu granicy wbrew pozorom, będą mieli więcej czasu na odpoczynek. Zbieranie takich informacji jakie to mają zebrać wymaga czasu i pochopność nie popłaca.

Zakładając że wylądowali na ziemi i nikt nie wyskoczył ich zadźgać, chłopak natychmiastowo wziąłby ze swojej torby dwa zwoje. Jeden miał jedzenie i picie, drugi ubranka. Odpieczętowałby oba bez zbędnego czekania. Zostawił dla siebie jeden komplet ubrań, a Kumari dostała drugi. Jedzonka... no wziąłby tyle aby się najeść. Temperatury dobrze znosił, to też niczego specjalnie nie potrzebował, ale w razie czego odpieczętował dwa koce dla nich. Ciepła nigdy zbyt wiele. Co tam jeszcze... ahh.
- Powiadasz że znasz się na Fuuinjutsu? To polecam jak najwięcej swoich rzeczy zapieczętować i je ukryć. Już w tym momencie dobrze będzie przybrać nasze miana cywili. Pamiętasz jaką historyjkę mamy, prawda? - zapytał tak dla pewności, że czegoś nie zapomniała, samemu już ogarniając swój ekwipunek. A co przez ogarnianie miał na myśli? Cóż... przede wszystkim zapieczętowanie wszystkich swoich kabur wraz z zawartością w jednym zwoju. A raczej, dorzucenie do jednego ze zwojów które jeszcze pełne nie były. Wszystkie rzeczy luzem również by zapieczętował, zostawiając jedynie w torbie na lewym biodrze pilnik, lustro, kompas i jednego kunaia. Zwoje również by skompresował tak, że w torbie miałby tylko 3. Jeden średni, jak najbardziej zapchany wszystkim, drugi z jedzeniem i trzeci z rzeczami typu katana, ubrania, koce etc. Poza tym, wakizashi również poszłoby do zwoju, kamizelka Suny tak samo. Ubranie które miał na sobie aktualnie również by zrzucił co tam trzeba, a następnie przebrał się w te bardziej pasujące do podróżującego dzieciaka. Zostawiłby tylko plakietki do wnętrzności zwojów, bo one mogły uratować mu życie.

I właśnie po takim przebraniu się, zjedzeniu jedzonka jakie tam miał i napiciu się wody - chowając to co zostało z powrotem do zwojów - był gotowy na dalsze działanie. Czy to będzie warta, czy może Kumari uda się stworzyć im swoistą kryjówkę aby oboje odpoczęli dłużej. Jeżeli miałoby się okazać że warta, to chłopak aby nie usnąć obserwował by sobie sensorem bez pieczęci źródełka chakry wokół. Nawet te insektowe, nie mając specjalnie nic ciekawszego do roboty - prawdopodobnie.

Spoiler:
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać (tymczasowo nieaktualne, odpoczynek od ciągłego prowadzenia). Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki | MK: Kotoki Jirei
Ubranko
Prowadzone wątki (3/3):
 
Posty: 1148
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Sabaku no Kumari » 7 paź 2020, o 22:01

Oczywistym było, iż Kumari była najzdolniejszą uczennicą Saiko - co do tego dumne dziecko nie miało żadnej wątpliwości. Dlatego tez nie przejeła się słowami niby pierwszego ucznia jej przyjaciółko-nauczycielki.
- Huh. Jakoś Saikoś nigdy o tobie nie wspominała. A na swoim egzaminie pokonałam swoją rywalkę nawet nie ruszając się z miejsca!~
Cała ta walka była niezwykle dziecinna, ale no to on zaczął! Sabaku jedynie odbijała piłeczkę(co również dojrzałe nie było).

.....

Już podczas lotu na latających chmurkach - a właściwie to już jednej bo lecąc, Kumari połączyła piaskowe chmurki w jedną, by łatwiej mogła ją sterować.
- Po części - nie każdy członek rodu Sabaku faktycznie kontroluje piach, moc na jest dziedzictwem Shukaku - jednoogoniastego, mym zdaniem w pewien sposób jest on naszym przodkiem, jednak nie każdy zgadza się z moimi poglądami na ten temat. A co do tej techniki - nie ma jako takiego ograniczenia wysokości, jednak im wyżej się znajdujemy tym wiatr jak i inne warunki pogodowe stają się coraz to większym problemem. No i... nie chciała bym spaść z zbyt wysoka. Ale tak - schowanie się wysoko jest możliwe.
Odpowiedziała dziewucha swemu nowemu towarzyszowi kiedy to wystartowali, podczas samej podróży kunoichi przed długi czas zastanawiała się jakie to przybrane imię przyjąc i w końcu, latając sobie w przestworzach odpowiedziała na pytanie zadane potem dwadzieścia minut temu.
- Aiko. Zdecydowałam, iż to będzie moje udawane imię. Całkiem ładne prawda?
A no było ładne a kto wie - może i przyniesie im szczęście jeśli LOS się do nich uśmiechnie?

.....

- *Yawn* Tia, myślę, że warto było by nieco odpocząć - stworzenie piaskowej kopuły nie będzie wielkim problemem, normalnie musiała bym ją utrzymywać, ale mam takie specjalne pieczęci, które sprawiają, iż twory z chakry samodzielnie się utrzymują. Daj mi chwileczkę.
Odpowiedziała Kumari jak już drużyna stulecia wylądowała przy oazie, bez żadnych gestów czy czegokolwiek w tym stylu, piach wokół nich zaczął kształtować się w najprawdziwsze iglo z jednym wejściem, które mogło posłużyć za dobrą kryjówkę. Gdy już iglo było ukończone, dziewczyna wewnątrz niego nałożyła na jedną z ścian notkę Katameru.
- Gotowe. Nasz nowy domek "braciszku".
Jak na Sabaku, ich chwilowa baza była idealnym miejscem na odpoczynek - gdy dziewczyna potrzebowała chwili samotności aby się przebrać, mogła po prostu stworzyć wewnątrz igla dodatkową ściankę, za którą mogła by się na spokojnie przebrać.
- Huh. Niestety jednak posiadam sporo zapakowanych zwojów - trzymam w nich zapasowy piach, ten wielki słój na mych plecach pełni podobną rolę. Raczej.... musiałabym zostawić to wszystko tutaj, niestety. Jeśli nie masz lepszych pomysłów zakopię większość mojego sprzętu tutaj i wrócę po niego po misji. Wezmę z sobą jedynie dwa średnie zwoje - schowam je pod ciuchami.
Tj'ka wytłumaczyła ile mogła, podczas przegryzania jednokonka jakim sama się poczęstowała z zwoju Takary, a po kolacyjce była gotowa by położyć się w spanko.


.....
Spoiler:


//Nie chce mi się bawić w obliczenia z ostatnich tur, więc uznajmy, iż Kumari ma 5000 chakry a nie więcej(Stworzony Klon X postów temu, więc połowa, ale nie pisałem ile regen zwracał. Teraz zacznę :C. Jeśli to problem daj mi proszę znać.

Chakra: +500-6

- 1 Notka Katameru.
 
Posty: 943
Dołączył(a): 9 cze 2019, o 17:33
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Yamanaka Aiko » 19 paź 2020, o 08:44

Stąpając po niepewnym gruncie - misja rangi A
6/ ?


Może pierwsze wrażenie, jakie wywarli na sobie wcale nie było takie złe? To znaczy... dalekie było od czystej sympatii i przyjaźni, pełnej tęczy, radości i family friendly contentu, ale w końcu jeżeli mieli udawać rodzeństwo, musieli wprowadzić pomiędzy siebie nieco... zadziorności. W końcu czy istnieje na świecie brat i siostra, które nigdy w życiu się nie posprzeczało? Które nigdy nie próbowało udowodnić, że jest lepsze od tego drugiego? Gdyby próbowali uskuteczniać na siłę, ich marne zdolności aktorskie dosyć szybko zdemaskowałyby ich, sprawiając, że cały misterny plan poszedłby... wszyscy wiemy gdzie i wszyscy wiemy po co. Jedyną kwestią, którą będą musieli jeszcze dopracować, były dosyć oczywiste różnice w wyglądzie, widoczne gołym okiem. Czyżby egzotyczna przygoda z samozwańczym Księciem Kraju Piasku, pani mamo Takary i Kumari?

Lot na chmurce minął im całkiem przyjemnie. Na tyle przyjemnie, na ile może być podróż na jedną z trudniejszych i ważniejszych misji. Misji, od której (jak to już Takara słusznie zauważył), mogło zależeć bardzo wiele. Każdy shinobi znał to uczucie niepokoju, które pojawiało się z tyłu głowy wraz z przekroczeniem bramy rodzimej Wioski i nie opuszczało aż do chwili powrotu, w całości, lub z obrażeniami. Zrządzeniem LOSU, na drodze nie spotkali żadnych nieprzyjemności, oprócz raz po raz pojawiających się na horyzoncie ptaków. Czy to cisza przed burzą? Kto by pomyślał, że w dokładnie tym samym momencie, podczas gdy dwójka Sunijczyków podróżuje sobie radośnie chmurką przez świat, w innych miejscach odgrywają się dramaty ludzkie?
Dotarli do Oazy. Na pierwszy rzut oka widać było, że zamieszkała jest jedynie przez typowo pustynne stworzenia i oprócz ich dwójki, nie znajdą tu żadnego innego człowieka. Czy to dobrze? Biorąc pod uwagę stan rzeczy, jaki panował na świecie, zdecydowanie tak. W tak trudnych czasach ciężko było zaufać komukolwiek, więc brak konieczności wyboru, czy warto podjąć ryzyko czy nie, z pewnością był dużym ułatwieniem. Jedyną rzeczą, która mogła powodować ich dyskomfort, była gwałtownie spadająca temperatura - na szczęście oboje byli Sunijczykami, którzy pomimo młodego wieku, byli bardziej zaprawieni w boju od niejednego, starszego shinobi - toteż atmosfera panująca dookoła nie powinna być aż takim utrapieniem dla dream teamu'u. Kopuła, którą z dziecięcą łatwością stworzyła Kumari była perfekcyjnym schronieniem przed zimnem i wiatrem, który (pomimo bycia na w miarę osłoniętym terenie), mógł być dosyć irytującym czynnikiem, zwłaszcza w środku nocy, gdy próbowali usnąć. Jedynym problemem było to, że piaskowy domek... dosyć wyraźnie rzucał się w oczy i każdy, kto pojawiłby się w okolicy, z łatwością dostrzegłby nietypowy twór. Ale w końcu od czego jest niesamowity sensor Takary, który w tym momencie nie wyczuł nic podejrzanego. Mogli iść spać i odpocząć przed dalszą podróżą - której poziom wraz ze zbliżaniem się do celu miał wzrastać. Oboje musieli być tego świadomi.

Dopiero gdy położyli się do snu mogli poczuć, jak męcząca była dla nich to podróż - nie mieli żadnych problemów z błyskawicznym zaśnięciem. Jakby organizm sam był świadomy tego, że musi czerpać z możliwości odpoczynku tak dużo, jak tylko może. Pomimo wszystko, nie był to spokojny sen, jakiego doświadczali ludzie, gdy po ciężkim, wyczerpującym dniu mogli w końcu położyć się we własnym łóżku. Bardziej czuwanie, do jakiego zwykli shinobi, będący poza Wioską - w zagrożeniu dla powodzenia zleconej misji i własnego zdrowia, a nawet życia.
O czym śnili? To już pozostawiam waszej interpretacji i pomysłom. Jedynym elementem, jaki co rusz pojawiał się w marzeniach sennych Takary był żarzący się niebieskim światłem płomyczek, który zaczepnie pojawiał się tuż przed jego oczami, by po chwili oskoczyć i odlecieć.
"It's the most heroic thing we can do now
look the truth in the face."

Obrazek
x ; x ; voice

Spoiler:

MK: Yōgan Shion
 
Posty: 708
Dołączył(a): 7 gru 2014, o 20:46
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Takara » 20 paź 2020, o 17:45

Słysząc argument Sabaku chłopak nie był w stanie domyślić się do czego dążyła? Nie wspominała o nim? Nic dziwnego, raczej wolała nie myśleć o zdradzie jaką z Reiwą dokonali poprzez ograniczenie swoich działań dla wioski. Pokonała na egzaminie swoją rywalkę bez ruszania się? O ile pokonanie kogoś faktycznie bez przemieszczania się - chociaż ta kontrola piasku zdawała się niezwykle przydatna w tej kwestii - było imponujące, tak jeżeli ktoś miał słabą rywalkę to zwycięstwo wtedy nie było takie imponujące. Nie żeby miał pojęcie kim mogła być ta osoba, którą to Kumari podobno tak zdominowała. Nie zamierzał też specjalnie wypytywać, zwyczajnie z racji że ta informacja była zbędna.
- A dlaczego by miała o mnie mówić? - odpowiedział zwyczajnie pytaniem, nie zamierzając jakoś specjalnie ciągnąć tej konwersacji. No bo nawet jeżeli był jakiś powód sensowny aby o nim mówić, tak był też powód sensowny aby o nim nie mówić. Z racji preferowania działania w cieniu, rozgłos też nie był mu jakiś bardzo potrzebny. Dziwnie by się czuł gdyby ludzie faktycznie go znali. Czy pierwsze wrażenie nie było takie złe?... To mogłoby być kwestią sporną, bo jakoś mięty w jakikolwiek sposób do Kumari nie odczuwał. Była jednak shinobi z Suny, to też nie żywił jakiejś nienawiści. Zwyczajnie... irytowała go. Nie był świadomy jak bardzo to nawet pasowało do rodzeństwa, które to widocznie było z innych ojców. Lub matek. Równouprawnienia i te sprawy.

Chmurki złączone w jedną, lecieli tak przed siebie - Takara przy okazji upewniał się że na pewno w dobrym kierunku, bo jakby polecieli na południe... wolał nawet nie myśleć jak wielkim błędem by to było. W każdym razie, nawiązał bardziej... normalną rozmowę z Kumari. Dotyczyła ona zadanie i właściwie można by ją nazwać wręcz profesjonalną, ale taka konwersacja mu odpowiadała. Jednoogoniasty był ich przodkiem? Kasurage spojrzał niepewnie na nią, lecz ostatecznie wzruszył ramionami.
- Nie wiem wiele o waszym klanie, to też nie wykluczam że jest waszym przodkiem. Może... nie dosłownym, bo raczej was nie urodził, ale ostatecznie nie wiadomo zbytnio skąd się zdolności klanowe pojawiły. Mutacja chakry byłaby może dobrym określeniem, ale szczerze powiedziawszy nie studiowałem tej kwestii. - skomentował dość prosto, jednak została jeszcze kwestia wysokości. Jak najbardziej, wysoki lot byłby niebezpieczny, jednak... - A może dałabyś radę uformować trochę taką łódkę? Wtedy usiądziemy i szansa że nas zwieje będzie mniejsza. Prosty pomysł, nie wiem czy to będzie problem do wykonania czy nie. Ostatecznie i tak dobrze byłoby się schować chociaż na chwilę, podczas omijania granicy. Nie będziemy musieli się wtedy zatrzymywać... ale tą kwestię zostawie Tobie. Jak taki "przelot" będzie zbyt niebezpieczny to możemy się przenieść dzięki Jikukan Ninjutsu. Mniej bezpieczne, prawdopodobnie, jednak dalej opłacalne.
Słysząc jej nowe imię, szczerze powiedziawszy, blondyn o mało nie spadł z chmurki piaskowej. Czy... czy musiała sobie akurat wybrać imię, które posiadała jego faktyczna młodsza siostra? God dammit. Chłopak miał tylko nadzieję że te dwie nie zaczną mu się zlewać, chociaż jego biologiczna Aiko była zdecydowanie lepsza niż ta piaskowa jej wersja. Drapiąc się po głowie, sam zastanowił się nad swoim przybranym imieniem.
- Moja młodsza siostra ma tak na imię... w każdym razie, ja wezmę imię Akio. I ja jestem starszy. - stwierdził neutralnym tonem, no bo... tak mu pasowało bardziej. Przyzwyczajony był do bycia starszym. Bycie młodszym rodzeństwem, nawet w przebraniu... byłoby dziwnym odczuciem. Z jakiegoś powodu spodziewał się konfliktu o miano najstarszego. Ciekawe czy go... Aiko zaskoczy.

Los definitywnie się do nich uśmiechnął, biorąc pod uwagę to że nie natrafili na zbyt wielkie problemy. Jedynie ptaki momentami im towarzyszyły w oddali. Chłopak był pewien że była to cisza przed burzą, bo ostatnimi czasami na każdym kroku spotykał jakieś problemy. Chciał popłynąć do Kraju Demonów, brawie go okradziono. Chciał wrócić, musiał pokonać całą załogę piracką. Oczywiście, obie sytuacje ugrał na korzyść własną i Suny, jednak... no nie zmieniało to faktu że problemy były rzeczą naturalną do którą dobrze było się przygotować.
W Oazie nie były żywej duszy, to też mogli spać spokojnie. Stosunkowo spokojnie. Temperatura była niezbyt wielkim problemem dla nich, którzy to już przyzwyczaili się do życia na pustyni. No, przynajmniej patrząc po Sabaku, nie zdawała się być dla niej problemem. Raczej była w tym przetrenowana, z racji że już geninem nie była.
- Całkiem ciekawe te pieczęcie... podtrzymują twory z chakry, hmm? - wydał z siebie stosunkowo cichy odgłos zastanowienia, wyobrażając sobie przykleić taką notkę na "rękę wiatru" która to podczas jego ostatniej bitwy była w pewnym sensie najsilniejszym ruchem jaki był w stanie wykonać. Może by nawet takimi dwoma mógł walczyć? Będzie musiał sprawdzić następnym razem kiedy będzie w wiosce, i będzie miał czas na eksperymentowanie. Iglo jakie stworzyła było okej. Pewnie mogli je bardziej ukryć ale ostatecznie, do przeżycia.
- Ha, trochę biedny jakbyśmy chcieli w niej żyć. - rzucił słysząc jak to był ich nowy domek i lekko - ale naprawdę lekko - się uśmiechnął. Potem trochę mniej pozytywna informacja ich czekała, co do tego że Kumari nie była w stanie skompresować aż tak swojego ekwipunku. Opcja zakopania go tutaj... no była. Lepsza lub gorsza, ale ciężko było rozwiązać problem wynikający z pojemności zwojów. - Myślę, że do naszego zadania nie będziesz potrzebowała wiele piasku. Mamy działać bardziej potajemnie, to wszelakie jutsu na szeroką skalę wypadają z gry. Tak samo, lepiej byłoby żeby nie kojarzyli nas z Suną, a ogromne ilości piasku mogą to wywołać... Szczerze powiedziawszy więc, to jak wolisz. Możesz też opróżnić trochę zwoje z piasku żeby móc je ukryć i potem go nazbierać z powrotem, ale ta decyzja już należy do Ciebie. Ty wiesz najlepiej co w nich przydatnego trzymasz. Też, nic im tutaj nie powinno się stać jak dobrze je ukryjesz.

Położyli się do snu i blondyn definitywnie poczuł zmęczenie, nawet jak większa część dnia została spędzona zwyczajnie na byciu uważnym. W końcu nie chciał aby cokolwiek ich zjadło lub zaskoczyło. Błyskawiczne zaśnięcie także nie było problemem - chociaż chłopak ogólnie rzadko miewał problemy ze snem, i ostatnio jedynie pojawiły się w tym lekkie zaburzenia ze względu na koszmary. Te jednak od jakiegoś czasu go nie nawiedzały, a i teraz czujny sen raczej na nie by nie pozwolił, jednak...
O czymś jednak śnił. Nie były to najlepsze wspomnienia. Rzeź Cyntryjska (not really) jakiej dokonał na statku. Był w stanie poczuć zapach krwi w tym śnie, poczuć jak jego włosy były nią przesiąknięte. Czuł szeroki uśmiech na swojej twarzy i radość, która oryginalnie się tam nie znajdowała i pojawiła jedynie podczas bitwy. Bitwy gdzie on sam został ranny, i z jakiegoś powodu go to cieszyło. Dlaczego? Nie wiedział. Sen jednak nie był idealnym odwzorowaniem. Oj nie. Tym razem wyeliminował Furi bez problemu, z wyjątkiem rany która przecięła jego oko. Nawet nie bolała. Mało realistyczny sen, można by pomyśleć, ale Kasurage nie był na tyle świadomy aby to zrobić. Opuścił statek, pełen trupów, eliminując tym samym raz na zawsze zagrożenie które czychało na niewielki port. Tak mogło się przynajmniej zdawać. Nie minęło długo, nim z uśmiechem przebił ręką wiatru swoją towarzyszkę podczas całej tej akcji. Jak miała na imię? Umysł Takary nie mógł jakoś sobie przypomnieć, patrząc na zdradę jaką miała wypisana na twarzy i ból. Huh. Połowa jej wnętrzności została właśnie zniszczona. Nic dziwnego, że ją bolało. Chłopak jednak czuł uśmiech na swojej twarzy i patrzył na nią z uśmiechem. Ciche pytanie "Dlaczego?" jakie formułowały jej usta, nie było wielce istotne. Sam nie znał odpowiedzi. Wiedział tylko co sprawdzało mu frajdę. Po chwili dziewczyna osunęła się, upadając na wodę i idąc powolnie na samo dno, a jego wzrok za nią podążał, dopóki nie utonęła zbyt głęboko. Ah... chyba miała na imię Ensui. Umysł chłopaka został częściowo wyzwolony, a raczej skupił się na czymś innym. Niebieski płomyczek pojawił się przy brzegu. Dziwny płomyczek. Ciekawski. Takara zaczął się do niego zbliżać, a jak wyciągnął w jego stronę rękę uformowaną z chakry, ten natychmiast odskoczył i odleciał. Zirytował chłopaka. Być może przez to, mieszkańcy portu byli jego kolejnymi celami. Bezbronni mieszkańcy, których krew wypełniła ulicę przez niego. Blondyn nie wiedział ile czasu minęło. Wiedział tylko, że co jakiś czas pojawiał się ognik przed jego oczami, lecz po chwili znikał. Shinobi starał się za nim podążać po drodze zostawiając masakrę za sobą, której to lepiej było nie opisywać. Aż w końcu... nastała noc. Znowu stał na brzegu portu. Ognik przed nim się zatrzymał. Wyciągnął w jego stronę dłoń. Obraz się rozmazał.

Nastał ranek, a chłopak obudził się w iglo piaskowym. Patrzył w sufit bez większych rozmyśleń przez parę sekund. Sortował swoje emocje. Czuł się zmęczony przez ten sen, który to podchodził pod koszmar. Wiedział jak wiele z niego było fikcją, jednak... była to bolesna fikcja. Westchnął głośno przecierając swoją twarz ręką i wstał. Nie wiedział czy Kumari spała jeszcze czy nie, ale wyjrzał zza igla aby sprawdzić gdzie znajdowało się słońce. Jakoś godzinę określić, chociaż ufał swojemu ciału na tyle że nie zaspał. Kto wie jednak... może sen coś zniszczył. Odpieczętował ponownie jedzenie i wodę. Tym razem w takich ilościach, co by z powrotem nie musieć jej pieczętować. Chociaż bukłak musiał i tak. Ehh... Kiedy kunoichi wstała, rzecz jasna zaoferował prowiant również jej.
- I dalej w stronę granicy. Jak zostanie nam do niej 500 metrów, spróbujmy wzbić się wyżej tak aby dla tych na ziemii z lokalizatorami, być co najwyżej ptakami. Wtedy kilometr podróży na wysokości, i gdzieś gdzie nie będzie ludzi - co sprawdzę sensorem - wylądujemy. Najlepiej właśnie w tej takiej piaskowej łódce, jakby dało radę. Jak nie, to przy granicy obejdziemy tą kwestię. Najpierw się dostańmy w jej pobliże. Jak będziemy te 500 metrów od niej, dam Ci znać. - w końcu mieli mapy od Saiko, tak samo tą potencjalnej podróży, to też z jego inteligencją wywnioskowanie ile im jeszcze zostało analizując wszystko dotychczas nie powinno być problemem. Chyba. Może. Mógł przeliczać swoje zdolności. Z westchnieniem, Kasurage przeciągnął się już w swoich cywilnych ubrankach pozbawionych przynależności do Suny. Czekał ich zapewne długi dzień.


Spoiler:
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać (tymczasowo nieaktualne, odpoczynek od ciągłego prowadzenia). Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki | MK: Kotoki Jirei
Ubranko
Prowadzone wątki (3/3):
 
Posty: 1148
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Sabaku no Kumari » 28 paź 2020, o 18:04

Decyzja dotycząca ilości piachu jaką miała zabrać z sobą Kumariś nie była niczym łatwym, toteż kunoichi postanowiła się z tym przespać a jako, że narrator bohaterki i tak się spóźnia od paru to postara się teraz szybciutko opisać jak wyglądał sen i poranek dzielnej piaskowej księżniczki. Sabaku rzadko kiedy miewała koszmary, jeśli już jakieś miała to związane były one z samotnością a nie jakimikolwiek potworkami. Dziś jednak śniła o czymś miłym - o wspólnym wypadzie z swą przyjaciółką Saiko do wesołego miasteczka, wspólne zabawy, jedzenie słodkości, śmieszne giereczki - cóż za wspaniały sen! Sunawazomaru oczywiście też tam była! Gdy Takara się przebudził, Pani Grzechotnik przebudziła śpiącą królewnę atakując swym językiem jej powieki - no niezły sposób na budzik. Kumari ziewneła sobie spokojnie i rozejrzała się po swej piaskowej hatce, po czym złożyła wszystkie swoje zwoje oraz piaskową gaburę w dziurze, którą stworzyła dzięki swym piaskowym mocą, ostatecznie wsypała nieco piachu do kieszeni i butów, co by w razie czego mieć choćby malutką część broni z sobą. Jedzonkiem towarzysza oczywiście chętnie się poczęstowała - no bo czemu miała by odmówić. Po jedzonku stworzyła z okolicznego piachu chmurki i ruszyła tak jak chciał tego podkomendy Takara.

-Zwoje, pas na zwoje i "słoik"
Spoiler:
 
Posty: 943
Dołączył(a): 9 cze 2019, o 17:33
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Sabaku no Kumari » 19 lis 2020, o 19:59

Korzystam z prawa w regulaminie Misji.

9. Każdy gracz może w każdej chwili zrezygnować z misji. Jeśli był to jedyny lub ostatni gracz, który z niej zrezygnował, administracja przydziela wynagrodzenie chimu zależne od rangi, długości misji i tego jak bliska końcowi była. Rezygnujący gracz nie dostaje żadnego wynagrodzenia

- Prosiłem o możliwość cofnięcia, anulowania, czy cokolwiek tego ślimaczka bo nie chcę tu siedzieć do Marca/Kwietnia. No ale nie wyszło a ja mam już dość. Niech sobie Mfy sami wyczarują jak nagle Kumari puffneła, cofną czas or whatever.


Rozmowa:
Rozmowa z Memoshim.
Rozmowa z Seitaro 1
Rozmowa z Seitaro 2
 
Posty: 943
Dołączył(a): 9 cze 2019, o 17:33
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Blitz » 19 lis 2020, o 22:43

Dobra, przybijam akcje. Nie ma kto tego prowadzić, a i gracze nie mają siły.
Obrazek
Nie odpowiadam na pytania, jeśli odpowiedź na nie znajduje się na forum.
Administrator
 
Posty: 269
Dołączył(a): 16 sie 2017, o 05:29
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shūbo
Specjalna Ranga: Kage
Dodatkowa Ranga: Daimyō

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Kōseki Dākukirā » 20 lis 2020, o 12:51

MK: Senju Misaki
Zajmuje się paktami, jeżeli masz jakąś sprawę Discord
 
Posty: 790
Dołączył(a): 4 cze 2019, o 17:46
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: Lider Klanu

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Nakano Tadashi » 30 gru 2020, o 21:45

Jako mieszkaniec Suny i shinobi który wyruszył już na kilka misji poza wioską był już nieco przystosowany do wysokich temperatur i Słońca, które niemiłosiernie grzało na pustyni. Dziś jednak upał był niemiłosierny i nawet jemu dawał się we znaki. Nie miał nawet ochoty z nikim rozmawiać, podobnie jak reszta karawany. Po prostu skupiali się na swoich zadaniach. Oni mieli dojechać do celu, a on upewnić się że wszyscy dojadą. Początkowo wszystko szło dobrze, ba, zapowiadało się, że napiją się świeżej wody w oazie i ukryją się w cieniu drzew. Niestety jak to w życiu, szczególnie tym shinobi, bywa, coś musiało się popsuć. Słysząc krzyk Nakano od razu ruszył w stronę z której dochodził. Uważał przy tym pod nogi, w końcu nie wiedział jak daleko sięgają ruchome piaski. Wolał się przykro nie zawieść.
W końcu dostrzegł mężczyznę na wozie, który powoli się zapadał. Od razu mógł stwierdzić, że gość był przerażony. Wszelkie próby komunikowania się z nim więc odpadały.
-Ruszać się ludzie! Przygotujcie jakąś linę, a ja spróbuje go zdjąć. A ty się odsuń człowieku!
Zmierzył szybko odległość znajdującą się między nim a zapadającym się wozem po czym wspiął się na drugi (czyli znajdujący się najbliżej ruchomych piasków) wóz. Jeśli dostał już linę to spróbował przeskoczyć razem z nią do uwięzionego nieszczęśnika. A jeśli nie to skakał bez niej. Jakoś musieli go wyciągnąć. Był nadzwyczaj szybki i silny jak na genina, więc pozostawało mu się tylko modlić, że uda mu się doskoczyć. Jeśli bogowie okazali się łaskawi i udalo mu się wylądować to przyjrzał się mężczyźnie, próbując ocenić czy da rade z nim skoczyć poza ruchome piaski.
MK Shinzo Hiroto, Nara Chie i Hoshiyaku Asame

Bank
 
Posty: 132
Dołączył(a): 12 sie 2020, o 11:58
Ranga: Genin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Hokori Kensei » 2 sty 2021, o 13:10

Oaza kupiecka

(商人のオアシス)

Nakano Tadashi

Misja rangi C

7/?


Choć słońce i skwar działały negatywnie, nie dało się ukryć, że w obliczu kryzysu, cała karawana, włącznie z wynajętym shinobim, od razu wzięli się do działania. Tadashi ledwo zawołał o linę, a już mu ją rzucali. Mimo młodego wieku, a także niezbyt wysokiej rangi mógł być jednak pewny swoich zdolności fizycznych. I skok! Do tego jeszcze lądowanie z telemarkiem! Perfekcyjne noty! Mężczyzna, który znajdował się na wozie niezbyt wiedział co i jak, ale widok drugiej osoby, która przeskoczyła do niego z liną z pewnością działał pocieszająco. Na nieszczęście Nakano - mężczyzna wydawał się mu zbyt ciężki by przeskoczyć razem z nim. Wóz pod wpływem gwałtownego ciężaru, wykonanego skokiem genina zapadł się głębiej. Ale przynajmniej teraz zapadali się w dwójkę!
Av1 Winter

Misje:
[B] W znane (Senju Misaki)
[C] Hazard (Kamizuru Kagami)
[C] Oaza kupiecka (Nakano Tadashi)
[D] Marzenia się spełniają (Kurogane Jujin)
 
Posty: 310
Dołączył(a): 26 lis 2020, o 14:46
Ranga: Genin

Re: Oaza na pustyni

Postprzez Nakano Tadashi » 3 sty 2021, o 21:33

Szczęśliwie członkowie tej karawany reagowali wystarczająco szybko i nie musiał czekać na linę. Każda sekunda tutaj się liczyła, więc doceniał błyskawiczną reakcję. Przeskok również nie był wielkim problemem. Szczęśliwie jego sprawność fizyczna okazała się wystarczająco. Niestety, ciężar wozu się zwiększył i zaczął on się chyba szybciej zapadać. Dodatkowo mężczyzna chudy nie był, co dodatkowo utrudniało sytuację...
Jedynym pomysłem jaki miał było dokładne obwiązanie mężczyzny liną w pasie, upewniając się kilka razy, że węzły były wystarczająco mocne i nie puszczą. W trakcie tego działania mówił.
-Plan jest taki. Ty zeskoczysz z wozu w stronę stałego gruntu. Dodatkowo pozostali będą ciągnąć za linę, więc nawet jeśli nie dolecisz to on cię wyciągną. Miejmy nadzieję, że to wystarczy bo nie dam rady z tobą przeskoczyć.
We dwóch raczej nie przeskoczą, dlatego nie obwiązywał się liną. W takim wypadku byliby większym ciężarem, więc trudniej byłoby ich wyciągnąć w razie czego. Noi raczej nie doskoczą tak daleko jakby skakali pojedyńczo.
Patrzył to na mężczyznę, to na zapadający się wóz. Przy okazji starał się ocenić ile ma czasu zanim wóz utonie, oraz czy dałoby radę coś z niego wyciągnąć nim do tego dojdzie, bez zabicia się oczywiście.
MK Shinzo Hiroto, Nara Chie i Hoshiyaku Asame

Bank
 
Posty: 132
Dołączył(a): 12 sie 2020, o 11:58
Ranga: Genin

Następna strona

Powrót do Kaze no Kuni - Kraj Wiatru

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników