Mizuyama

Kraj Wody zdominował wyspy leżące na wschodzie świata Shinobi. Ta wyspiarska kraina ma za sobą brutalną przeszłość, jednak jeszcze przed IV wielką wojną shinobi zrezygnowano tu z brutalnych praktyk. Obecnie wszelkie morskie krainy podlegają pod Mizu no Kuni. Ukryta wioska tego państwa to Kirigakure no Sato. Shinobi tej wioski to specjaliści od zabójstw oraz wykorzystywania technik Suitonu. Wielu z nich charakteryzuje się również potężnymi Kekkei Genkai. Wioska ta posiadała również wielkich szermierzy korzystających z niepowtarzalnych ostrzy.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 20 lut 2021, o 22:59

Gdy drzwi otworzyła im Seinaru, głowa Kamaboko nieco się pochyliła, by spojrzeć na nią. Albo raczej przez nią. Była tam i Kamaboko nie ruszył do przodu co by jej przypadkiem nie staranować, ale jednocześnie, nie było jej tam. Ponieważ jej brak, był wygodniejszy dla umysłu Kamaboko. Gdy tylko Seinaru zniknęła w środku, Kamaboko również wszedł, stając przed szczęśliwą rodziną. Nie. Przed obrzydliwym zabójcą. Jego słowa skierowała się w stronę jakiejś osoby. Coś od niego chciała, coś mówiła. Gonpachiro szybko jednak stracił zainteresowanie. To nie był "A", a tylko "A" go teraz interesował. Tak więc niemal od razu po tym jego spojrzenie znów tkwiło w Ishim. Nim jednak zdążył zacząć, ktoś mu przerwał. Ktoś chyba kaszlał? Spojrzał na zgiętą postać i podchodzącego do niej "A". "A" który czule się nie zajął, przytulił, objął. Przez krótki moment Kamaboko dostrzegł Ishiego, Ni i Seinaru, która ewidentnie potrzebowała pomocy. Ale nie, nie było ich tam. Był tam tylko "A". "A" który miał szczęśliwe życie. Rodzinę. Dom. To co mu odebrał. Czy on, nie powinien też mu tego odebrać? Położył prawą dłoń na twarzy, a lewą ręką oparł się o ścianę, gdy za trzęsły się mu nogi i niemal nie upadł. Rzecz jasna, był to wszystko jedynie wytwór jego umysłu. Był lalka i takie reakcje przekraczały raczej jego możliwości.-Jak śmiesz...-Wyszeptał bardzo cicho, do siebie? Może do Ishiego? Każdy mógł to odebrać jak chciał. O ile w ogóle ktokolwiek to usłyszał. Gdy jedna z postaci uciekła, wyglądało na to że nikt więcej im nie przeszkadza. Odsunął płytkę na ramieniu i dotykając jednego z symboli, przywołał lalkę, przypominającą kobietę z dzieckiem na rękach-Pamiętasz?-Zapytał Ishiego, jednocześnie łącząc swoje nici z lalką, która teraz przespacerowała się po pokoju i zbliżyła się do Ishiego-Pamiętasz ich, "A"?-Zapytał jeszcze raz Kamaboko, cały czas mówiło bardzo cicho. Nie podnosił głosu. Czekał, czekał co powie i jak zareaguje "A". Chociażby minimalny przejaw agresji z jego strony i Kamaboko był gotowy eksplodować tą lalkę od razu. Zapominając o istnieniu mniejszej istotki obok Ishiego. Cały czas jednak pewnie emanował niewielkimi ilościami Sakki, więc być może "A" nie postanowi go prowokować... Rzecz jasna jeśli zostanie zmuszony do eksplodowania lalki, zasłoni obie myszy własnymi dłońmi a jak są za duże, to nawet zepchnie je nieco za siebie. By obronić je własnym torsem. W końcu, nie mógł dopuścić by jego narzędzia się zepsuły, nim dokona zemsty

A klon? Klon siedział. Nie interesowała go ani Gluten, ani Mira. Nie bardziej niż coś, co musiał obserwować i na co musiał uważać.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 366
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 21 lut 2021, o 12:56

Mówiła. A mówiąc nie patrzyła szczególnie na to, czy Kamaboko ją słucha. Jeżeli nie był zainteresowany wypowiedzią rudowłosej, to nic nie mogła na to poradzić. Co jednak była w stanie zrobić, to zrobiła. Wiedzą się podzieliła, a czy bez potrzeby tylko straciła na te kilka zdań siły - to wie tylko poeta. Albo i nie! Jego myśli w końcu krążyły zupełnie gdzie indziej, przy tematach w tym momencie bardziej bliższych jego sercu. Jeśli wiedział coś na pewno, to że jego oprawca jest już niemal na wyciągnięcie ręki. Teoretycznie przynajmniej, jednak z całą pewnością znalazł się w końcu w zasięgu wzroku samej Sabatayi. Krótkie rzucenie okiem ku domostwu zdawało się dobrym posunięciem. Rozeznanie w sytuacji, ilości osób, rozłożeniu pomieszczeń... I ten pozornie poprawny plan okazał się jedynie kolejną szpilą wbitą w rudowłosą. Ha! Oczywiście, że sama świadomość stania się katem dla tej szczęśliwej "rodzinki" nie mogła starczyć Wszechświatu. Nie nie! Tak się zwyczajnie nie godziło. Patrzyła przez moment tępo na radosną trójkę przy stole, to na dodatkowe dwa talerzyki - z pewnością czekające właśnie na ninja Iwy - aż w końcu uwaga Godaime spoczęła na czymś, co wcześniej zupełnie przeoczyła. Seinaru. Wyglądała w środku tak licho... A dziewczynka obok nie prezentowała się wiele lepiej, co jedynie bardziej zaciskało gruby sznur na serduszku czerwonookiej.
Pomogli im.
Czekali z obiadem jak na jakiś dobrych przyjaciół.
A oni mieli wejść z widłami i pochodniami w podzięce...

A przecież była mowa o rodzinie człowieka, który pozbawił jej przyjaciela żony i syna. Czemu była taka zupełnie rozdarta? Czy to, co należało zrobić nie było oczywiste? Czy patrząc z punktu widzenia osoby, która najwięcej naoglądała się zniszczonego przeszłością Gonpachiro, decyzja nie powinna klarować się nazbyt jasno? Przecież jeszcze sama nie tak dawno uważała, że zemsta nie jest przecież czymś absolutnie złym, to skąd wahanie?
Posiadanie za towarzyszkę kunoichi z kręgosłupem moralnym było chyba najgorsze, co mogło przytrafić się poecie...

Od tego nie dostała żadnej odpowiedzi. Przywołał jedynie szczurki: dobrze jej znane zresztą na których widok pierwszą myślą Sabatayi było "o, mali zdrajcy...". Pakty są dożywotnie, mówili. Będą przyjaciółmi na stałe, mówili... Nie była jednak zła. Właściwie nie poświęciła im ostatecznie nazbyt dużej uwagi. Przymknęła oczy pod zalewaną ścianami wody mugiwarą, po czym bez żadnego dodatkowego słowa podeszła do drzwi. Nie trzeba było wiele, by te otworzyły się pokazując rozpromienioną Seinaru. Wymusiła na sobie uśmiech, byleby nie witać ją sama niczym ktoś, kto właśnie wrócił z pogrzebu. Udawanie zadowolonego człowieka w momencie, kiedy do zadowolenia ma się całkiem daleko, było jednak nad wyraz ciężkie i niezbyt wykonalne. Zrobiła dwa kroki do środka tuż za poetą, po czym skierowała wzrok na najmłodszą z grona. Nie była aż tak energiczna i "do ludzi" jak śpiewaczka, jednak czy miało to teraz jakiekolwiek znaczenie?
- Shuten... - głos częściowo uwiózł jej w gardle i sama nie była pewna, czy jakikolwiek dźwięk dotarło do białowłosej. Starsza z sióstr jednak i tak całą uwagę skierowała na jej przyjaciela.
Kamaboko.
Miłą osobą...
Na bogów, czemu to się działo?

Czy dobre jedzenie w tym wszystkim ma jakiekolwiek szanse poprawić im nastrój? Hell no. Nie było na to żadnej opcji. Miał przed sobą człowieka, który czaił się na jego głowę i Tsuchikage, która pomimo bardziej posępnej prezencji niż dotychczas, chciała w gruncie rzeczy zwyczajnie wyjść i wrócić do Iwy. Tak już, teraz. Zanim zdarzy się coś, czego świadkiem być nie chciała. Nim padła jakakolwiek odpowiedź z jej strony, Seinaru poczuła się nagle gorzej. Zdecydowanie widzieli ją w tym stanie po raz pierwszy, jednak sama Shuten nie była nawet odrobinę zaskoczona - kilka zbyt dobrze wiążących się ze sobą informacji dawało jej wrażenie, że rozumie sytuację. To tylko sprawiało, że nieświadomie zacisnęła dłoń w pięść. Nawet Kamaboko w końcu się odezwał, jednak jego komentarz dalece był od zwiastowania czegokolwiek dobrego.
- Spokojnie. - ha! Spokojnie. No tak. Bo powiedzenie "spokojnie" do rządnego krwi lalkarza cokolwiek da. Ale co mogła zrobić więcej? Czy było coś, co nie sprowadzało się do oderwania mu wszystkich kończyn i liczenia na to, że ochłonie? A nawet to brzmiało jak nader abstrakcyjny koncept! Czuła, że nie ma w tym momencie większej kontroli nad tym, co się dzieje. Jej słowa nie mają znaczenia pośród całego chaosu, który obecnie żerował na świadomości jej przyjaciela. Ten jednak szczęśliwie poczekał na to, aż Seinaru się ulotni. Dopiero wtedy pomiędzy nimi pojawiła się lalka, a Shuten z czystej przezorności znowu wróciła do używania własnego Dōjutsu. Bez i tego jednak mogła zauważyć coś, co było w tym momencie tylko dodatkowym cierniem w boku.
- Nie rób z nimi nic dziwnego przy dziecku. Ona nie jest twoim celem. - rzuciła sucho łapiąc go drugą ręką za nadgarstek. Jeśli nie usłyszy samych słów, to może chociaż taki prosty gest zwróci jego uwagę? Gonpachiro miał w zwyczaju ignorować kwestie, które w jakiś sposób nie wpisywały się w jego rzeczywistość. Ta jednak zdawała się powoli dostosowywać do realiów, a zaakceptowanie losu własnej rodziny było do tego pierwszym krokiem.

Zdecydowanie miłym dodatkiem byłoby do tego uświadomienie sobie, że "Gluten" ze stali zrobiona nie była. I że przyjęcie na siebie około tysiąca sztuk broni nie spłynie po niej jak po kaczce. Mogła zastanawiać się, czy poeta bierze to pod uwagę. Mogła też założyć, że nie. Jeśli sama nie zadba o własne bezpieczeństwo, to nikt tego nie zrobi. Nawet jeśli liczyła na to, że lalki będą służyły tylko jako przypominajka dla Ishiego, nic nie stało na przeszkodzie, by je wysadził bez większego zwracania uwagi na innych wokół. Tego też jeśli tylko zobaczy cokolwiek, co by wskazywało na ich rychłą detonację - czy nieznaczny ruch palcem czy zasłonięcie szczurów: sama przesunie się szybko za plecy Kamaboko unosząc dłoń do użycia przed nimi Enshō No Kaze. Jeśli nawet nie odbije wszystkich broni, to chociaż ich siła nie powinna wtedy nadto zaszkodzić ani jej, ani stalowej zbroi Gonpachiro.
Oryginał ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 4 149 // 4 189:
Atuty, które mogą być ważne, ale w sumie nie muszą:


Argument Miny brzmiał sensownie. Wypełnianie papierów w samotności niż ich wypełnianie przy kimś, jednak czy powinna ją uświadamiać, że wcale nie potrzebują być w środku, by podejrzeć jej dokumenty? Co prawda nie w momencie bycia klonem oczywiście, jednak jeśli bardzo by się postarała, to dałaby radę. Zdradzanie własnych możliwości nie brzmiało jednak jak najlepsza z możliwych opcji nawet, jeśli nie zamierzała z nich teraz korzystać. Odpowiedź też skierowana była do Gonpachiro, a nie jej samej, to i mogła zwyczajnie pozostawić je bez żadnego odzewu.
- Dziękuję. - odpowiedziała na postawioną przed sobą herbatę, a następnie chwyciła delikatnie za ucho filiżanki. Sama jednak jeszcze nie piła. Nie była aż tak szalona, by poparzyć się naparem, co w przypadku bycia klonem zwyczajnie nie skończyłoby się najlepiej. Spojrzała zaskoczona na rudowłosą, której wrzątek jednak zupełnie nie przeszkadzał. O Asahi nie słyszała. Praktycznie kończyło to temat i dawało Shuten jasną odpowiedź co do podejrzeń Kamaboko. Fakt, że był w Mizu ktoś jeszcze o tym nazwisku niezbyt ją dziwił. O rodzinie matki wiele nie słyszała, a ze swoim specyficznym podejściem nie była pewna, czy chce jej się więcej w temacie szukać. Ściągnęła delikatnie brwi myśląc nieco nad jedną kwestią, po czym westchnęła cicho.
- Nie wydaje mi się, bym miała dużo czasu na szukanie człowieka po portach. Z drugiej strony jeśli nie masz nic przeciw, nie wzgardzę potencjalnymi namiarami. Kto wie, gdzie mnie życie wywieje... - bywało w tej kwestii dość zaskakujące. Nie myślała na przykład, że znajdzie się w podobnych czasach we własnej ojczyźnie. Miała co prawda jakiś raport Shizuki, jednak nie powiedziałaby, że ma jakiekolwiek rozeznanie w tym, co się działo w Kraju Wody.
- Pomyślmy... Całe Mizu wygląda podobnie jak Mizuyama? Nie było mnie tu jakieś osiem lat, więc nawet nie wiem co się działo: nie tylko w kraju ale i w Kiri. Chociaż zgaduję, że teraz jest głównie ruiną. Jedno mnie jeszcze zastanawia - tym razem jednak nie związanego z samym krajem, a raczej coś wiążącego się z ich zadaniem - dlaczego dopiero teraz postanowiłaś sprzedać nam Ishiego? Co takiego zrobił, że chcesz się go pozbyć? - zapytała rozsiadając się wygodniej w fotelu. Bo to, jaki Kamaboko ma do niego biznes to wiedziała. Ale Mina? Czy czasem Ishi to nie ten typ osoby, który woli wieść spokojne życie? Zawsze była szansa, że mu to nie wychodzi. Can relate tho.
Klon u Miny ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 4 188:
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 961
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 21 lut 2021, o 15:08

- O rzeczach utraconych: Mizuyama Arc -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), ???
112/?


U klonów
Mina kiwnęła głowa, kiedy ta powiedziała że nie pogardzi potencjalnymi namiarami. Zaczęła grzebać w biurku, szukając... czegoś. Pewnie jakiegoś dokumentu. Ostatecznie udało jej się znaleźć jakąś większą kartkę, na której Shuten mogła dojrzeć sporą ilość imion i jakiś krótki opis obok tych imion.
- Yashima Ko. Chłopiec, 8 lat. Ostatnio widziany w Kirayamie, z niewielkim gangiem dzieciaków w podobnym wieku. Czerwone włosy, czerwone oczy, brudne ubrania. Cichy dzieciak... Tyle wiem. Dodam tylko, że w Kirayamie głodujące dzieci nie są nowością a całe miasto jest prawie że definicją ubóstwa. - powiedziała, odkładając z powrotem papiery i ponownie biorąc łyk herbaty. Shuten, mogła też zadać swoje kolejne pytania. Jedno, dość proste. W końcu pytała o sytuację w Kraju. Drugie?... Mniej. Bardziej personalne. Mina siedziała przez chwilę cicho, nim z uśmiechem zaczęła mówić.
- Nie. Generalnie sytuacja w całym Mizu jest dużo gorsza od tej w Mizuyamie, z wyjątkiem paru mieścin. Mizuyama jest w stanie w jakim jest, z racji że władze starają się o nią dbać. Handlarze. I "wolontariusze oraz najemnicy" pilnują porządku... chociaż w rzeczywistości, są to nukenini. Moi chłopcy. Jak widzisz, 3 grupy o różnej mocy starają się utworzyć dobrobyt w mieścinie. W Mizu no Kuni, niestety, rzadko trafisz na taką sytuację. Władze miast najczęściej upadły. Wybite przez bandytów lub porzuciły miasto i uciekły na kontynent. Im głębiej w kraj, tym niebezpieczniej dla handlarzy, to też mniejsza ich ilość pomaga tam w odbudowach. A i nukenini żyją własnym życiem, nie mając przeważnie liderów którzy by ich kontrolowali. A Kiri? Tak, dalej w ruinach. Niektórzy po tych ruinach się kręcą, ale nikt nie napala się na odbudowę. - na koniec wzruszyła tylko ramionami, no bo co zrobisz jak nic nie zrobisz? Znaczy taka Mina zapewne mogłaby coś kombinować, ale musiała też mieć chęci. Wychodziło na to, że nie miała. Przez chwilę siedziała cicho po tych słowach. Rozmyślała, chociaż ciężko to było odczytać z jej leniwego wzroku. Westchnęła ostatecznie.
- Częścią powodu dlaczego dopiero teraz, było znalezienie was. Znalezienie Kamaboko, osoby której Ishi zalazł za skórę. O ile wiedziałam o tym co zrobił, tak detale nie były łatwe do odkrycia. Ciężko było mi znaleźć kogoś powiązanego osobami które zamordował, kto spełniałby wymagania do pokonania go. To wszystko zajęło trochę czasu. Druga część powodu... - zatrzymała się na chwilę i spojrzała w szklankę. - Sentyment i niepewność, chyba... Mieliśmy jednego ojca, który nauczył nas wszystkiego co umiemy i zasiał w nas nienawiść do Iwy. Po stracie naszych prawdziwych rodziców z rąk Iwijczyków, łatwo było złapać się kogokolwiek. Łatwo było uwierzyć w jego słowa i słuszność tego wszystkiego. Po tym jak organizacja upadła kręciłam się bez celu po świecie. Jeżeli ktoś mi wszedł w drogę, to go mordowałam, dalej pełna nienawiści do świata. Dopiero z czasem... zmiękłam. Osiedliłam się tutaj i przejęłam kontrolę nad nukeninami. Rozpoznianie Ishiego nie było trudne po tym jak się zjawił. Oczywiście, chłopcy natychmiast ruszyli wybadać co przez ten czas robił. Wyobrażasz sobie, że został... bohaterem?
W ostatnich słowach kobiety definitywnie dało się wyczuć zdziwienie. Niedowierzanie.
- Chciał odpokutować swoje winy. Zimnokrwisty shinobi jakiego znałam, zamienił się w jakiegoś świętoszka. Pomagał ludziom podczas swojej podróży za darmo. Mało kogo zabijał, nawet bandytów. Parę razy sam nawet zginął. I śmiał mieć uśmiech na twarzy, podczas tego wszystkiego. Śmiał być szczęśliwy. Przestał pragnąć rzeczy, i zaczął tylko je dawać ludziom. A potem... znalazł jeszcze większe szczęście. Seinaru. Ta jego żona pochodzi z Kraju Pazura. Tam, przez jakiś czas, pracował dla władz. Był opiekunem w sierocińcu. Podobno uczył ich samoobrony i tam ją poznał. Niestety, detale w tamtym miejscu nie były bardziej dokładne. Nie wiem co się zadziało. W pewnym momencie zwyczajnie stamtąd zniknął, razem w dwoma dziewczynkami. Tylko po to, aby pojawić się tutaj. - Mina, pokazując ponownie jakieś większe emocje, napiła się agresywniej herbaty. Gorącej! Odstawiła szklankę na biurko, niewzruszona temperaturą. - Stał się dobry. Bohaterem wielu osób. Po zjawieniu się w Mizu na szczęście przycichł. Zaczął myśleć bardziej o sobie, tak jak dawniej. Jednak nie wiem na jak długo. Jest zbyt silny, żeby móc zostać jako niewiadoma. "Dobrzy" ludzi generalnie nie są dobrzy dla interesów nukeninów. Nie mam pojęcia też kiedy, zdecyduje się mnie zaatakować. Może i jesteśmy przyjaciółmi z dzieciństwa, jednak obraliśmy inne drogi. Teraz... najłatwiejsze dla mnie, byłoby wyeliminowanie go. Nie musiałabym się już martwić, że ktoś może zaburzyć balans sił z Mizuyamie. A nie jestem dobrą kobietą, to moje sumienie na to pozwoli.
Koniec dość długiego monologu. Pod koniec, Mina, o dziwo zdawała się niepewne swoich słów. Kamaboko klon raczej tego nie zauważył, ale rudowłosa kunoichi z Iwy mogła. Czy Shuten chciała usłyszeć aż tyle detali? Raczej nie, ale na pewno ilość informacji odpowiedziałaby na parę potencjalnych innych pytań.

U oryginałów
Prawie wszystko co się działo w umysłach nasz bohaterów dałoby się opisać w dwóch zdaniach. Shuten, czuła ból na myśl o tym czego chcieli dokonać i miała dylemat. Kamaboko? Kamaboko, zapatrzony był tylko w A, będąc wręcz w swoim świecie, ledwo pokrywającym się z tym prawdziwym. Głoś głęboko wewnątrz jedynie próbował go jakoś zatrzymać, ale ten głos nie był ani trochę blisko przekonania lalkarza do zaprzestania swoich czynów. Komentarze Shuten, zapewne, też miały nikłe szanse na dotarcie. "Jak śmiesz..." wypowiedziane przez Gonpachiro nie zostało usłyszane przez osoby przed nimi. Jedynie przez rudowłosą. Seinaru zniknęła, i lalkarz uznał to za dobry moment na rozpoczęcie rozmowy. Bez siadania przy stole i zjedzenia obiadu w przyjemnej atmosferze. Dalekie mu to było.
Przywołał lalki. Ishi, nie przejawiał agresywnego zachowania, ale definitywnie bardziej się skupił na ich nagłę pojawienie się. W końcu jaki cel mógł mieć w tym lalkarz. Na pytanie, zadane przez Kamaboko, Ishi przyjrzał się lalkom trochę lepiej. W końcu wcześniej dalej jego uwaga była skupiona na lalkarzu. Oczy mężczyzny po chwili delikatnie się rozszerzyło, a na jego twarzy pojawił się grymas. Bólu i smutku. Czy go Kamaboko dostrzegł? Raczej nie. Czy go Shuten dostrzegła? Na pewno tak.
- Pamiętam. - odpowiedział troche obolałym głosem po chwili, bez żadnych gwałtownych ruchów. Gonpachiro zapewne mógł tego nie dostrzec przez swój stan, jednak Sabataya widziała że Ishi gotowy był nagle zadziałać. Gdyby Kamaboko coś zrobił, tamten definitywnie by reagował. A po jego lekkim kroku w bok, mającym zasłonić Ni, jasne też było kto był dla Ishiego priorytetem w tym miejscu. - One jednak nic nie zrobiły. Wyjdźmy na zewnątrz za dom, żeby nikt postronny nie ucierpiał.
Proste słowa, na które niektórzy mogli mieć nadzieję. Ale czy zrobią one coś dla Kamaboko, czy ten znając już odpowiedź zacznie swój atak? To była decyzja lalkarza. A raczej, lalki skupionej na morderstwie. Aktualnie, gdyby ktoś wskazywał potworów w tym pomieszczeniu... Ishi raczej nie byłby na czele. Sama Ni, zdawał się nie rozumieć do końca co się dzieje. Nie znała też Kamaboko i Shuten, to jedynym co zrobiła to schowała się za swoim starszym "bratem" z lekko przestraszoną miną. Może Sakki jakoś na nią oddziaływało?

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki | MK: Kotoki Jirei
Ubranko
Prowadzone wątki (3/3):
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 21 lut 2021, o 15:38

Kiedy powiedział że pamięta, Kamaboko o mało nie wybuchł. Coś w nim pękło jak tama, a wiele bardzo złych myśli i uczuć wręcz go zalało i na moment przytłoczyło. Ale nie tylko zło go zalało, bo i znalazły się w tym myśli i uczucia dobre. Ba, gdzieś tam nawet w okolicach trzustki pływało współczucie. Ciężko jednak było się przebić tym dobrym emocjom, gdy zalewała go taka fala wściekłości? A mimo to, mimo tego wszystkiego, pierwszą myślą Kamaboko było tak naprawdę "Jaką minę bym teraz robił, gdybym miał twarz?". Biorąc pod uwagę grobową powagę sytuacji, była to myśl abstrakcyjna, strasznie głupiutka i nie pasująca do obecnej sytuacji. Zaczął się więc śmiać. Śmiać z myśli która wykwitła w jego głowie, kiedy w końcu spotkał "A". Ale nie śmiał się długo, uspokoił się i spojrzał w sufit, wydychając powietrze... tak jak by, bo był lalką i nie miał płuc.-Ah... to musi być bardzo interesujące uczucie, stać przed osobą której wymordowało się rodzinę i bawić się w dom. Hej, jak to jest? Pławić się w szczęściu odebranym innym?-Zapytał bardzo spokojnie, niewiele robiąc sobie z mowy ciała czy tonu głosu Ishiego. Widział tylko zimnokrwistego mordercę, skurwysyna który ranił go nawet teraz, po tym jak go okradł. Odwrócił się jednak i ruszył do drzwi.-Zostań tutaj-Powiedział do Gluten. Nie był w stanie obronić jej przed sobą samym. Nie był w stanie też zagwarantować bezpieczeństwa @&^!&# i &^. Ktoś musiał zrobić to za niego. Z Ishim będzie walczył sam. I co ma być to będzie. Tak, dokładnie tak.-Nie chcesz tego-Zatrzymał się przy drzwiach wyjściowych i spojrzał na Gluten-Co?-Zapytał ją. Nie rozumiał co ma na myśli-Myślisz, że twoja rodzina by tego chciała?-Zacisnął dłoń na framudze drzwi, uszkadzając ją przy tym zapewne-Zamilcz! Co ty możesz wiedzieć!?-Wrzasnął i wyszedł wściekły, oddalając się od domu. I szedł. I szedł. I szedł. Tylko co jakiś czas patrząc czy Ishi idzie za nim. I szedł w milczeniu. Nie wiedział jeszcze ani gdzie, ani jak daleko. Zapewne póki Ishi, się nie zatrzyma, lub nie odezwie.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 366
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 21 lut 2021, o 17:17

Coś w niej umarło. Coś, co było bardzo słabym płomyczkiem nadziei. Ten też płomyczek został brutalnie zdmuchnięty przez odpowiedź Ishiego. Pamiętał. A skoro pamiętał, istniało ogromne prawdopodobieństwo, że nie jest w stanie nic więcej dla niego zrobić. Co za tym idzie - nie mogła zrobić nic dla Seinaru oraz Ni. Może i myślenie o tym teraz sprawiało mu ból, jednak wszystko to było bez znaczenia w obliczu żądnego zemsty Kamaboko. Spojrzała smutno na przyjaciela słysząc śmiech. Śmiech dość przejmujący biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej się znaleźli. Śmiech, którego nie chciała słyszeć w podobnych okolicznościach ze strony poety. Śmiech, który nie miał nic wspólnego z byciem wesołym. Rozbawionym? Może, ale w bardzo złym tego słowa znaczeniu. Została wciśnięta pomiędzy młot a kowadło. Nigdzie bezpiecznego wyjścia, które usatysfakcjonowałoby ją w większym stopniu. Odsunęła się pozwalając Gonpachiro opuścić budynek w pierwszej kolejności, jednak tylko zdążył ją ledwie minąć, by po raz kolejny musiała zweryfikować to, jak będą wyglądać najbliższe minuty. Ma tu zostać? Ze wszystkich możliwych momentów... Naprawdę Kamaboko chciał, by zostawiła go właśnie teraz? Spojrzała na niego zaskoczona nawet nie wiedząc, co dalej. Nie chciała się w to mieszać. Cokolwiek miało się zaraz wydarzyć, rzeczywiście wolała nie być tego częścią. Ale to nie było dobre wyjście.

On umrze.

Jeśli zostawi Gonpachiro, jakie miał szanse na zwycięstwo? Jaką będzie przyjaciółką? Jeśli go teraz zostawi, co powie Ichiwie i reszcie? Że porzuciła go na śmierć? Ale jeśli dołączy do walki... jaka była szansa na przeżycie Ishiego? Jaka była szansa na to, że nie zniszczą ich trójce życia przez zwykłą, karmioną latami nienawiść? Jaka była szansa, że Seinaru i Ni nie spojrzą na nich tak, jak Kamaboko widział obecnie "A"? Dołączy do bitwy: źle. Stanie obok: też niedobrze. Z rozmyślań wyrwał ją nagły głos Gonpachiro. Czy ona coś mówiła? Dlaczego na nią krzyczał? Coraz większa dezorientacja kwitła na licu rudowłosej nie mającej pojęcia, co robić. Oparła się o ścianę holu patrząc na oddalającą dwójkę. Potrzebowała trzeciej opcji. Trzeciego scenariusza, gdzie nikt nie ginie. Trzeciej możliwości, gdzie Kamaboko nie staje się byle mścicielem rujnującym ludzi. Dlaczego to wszystko miało się skończyć tragedią jednej lub drugiej strony? Musiało być... coś. Coś, co mogła zrobić.

Tylko jak na złość miała kompletną pustkę w głowie.

Oryginał ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 4 149 // 4 189:


W przeciągu ośmiu lat mogło stać się całkiem dużo. To zaś oznaczało dużo opowiadania pod warunkiem, że opowiadająca osoba ma chęci na dłuższe wyjaśnienia. Mina była właśnie jedną z takich osób. Może przeszkodzili jej w dalszej pracy, ale przynajmniej mogli dowiedzieć się kilku rzeczy. A przynajmniej Shuten, bo Kamaboko zdawał się nie być zainteresowany rozmową. Nie oznaczało to jedna, że Sabataya może na tym nie skorzystać. Informacje o chłopcu rzecz jasne odnotowała, podobnie jak jego wygląd i obecną sytuację w Kirayamie. Nazwisko mogło sugerować jakieś dalsze pokrewieństwo, jednak równie dobrze mógł być to zwykły dzieciak jakich pełno. Nie mniej warto było wiedzieć o jego istnieniu i wziąć pod uwagę, jeśli nadejdzie ku temu sposobność. Samo Kiri nie jawiło się całościowo lepiej robiąc wręcz za przystań nukeninów. Tortugę ich czasów. Drugie Nassau. Nie były to dobre wieści ale też nic, co powinno ją bardziej zaskoczyć. Kiwała co chwilę głową dając znak, że cały czas słucha i odnotowywane w pamięci padające słowa. W międzyczasie podmuchała na herbatę starając się upić łyk naparu. Kiri dalej w ruinach, nic się w związku z tym nie zmieniało. Dobrze? Niedobrze? Nikt tego nie wiedział. Najbardziej istotne informacje padły dopiero pod koniec. Informacje związane z ich zadaniem, a które w dużej części pokrywały się z opowieścią Ishiego. Tak jak jednak początkowo zakładała, że ten jest dobry w zbieraniu informacji, tak szeroka wiedza na temat przeszłości Miny zdawała się wynikać z czegoś zupełnie innego. Mianowicie z faktu, że oboje ją dzielili. Druga część już stanowiła pewną nowość. Informacje rzucone przez rudowłosą stanowiły pewien pomysł pomiędzy bardzo luźną teorią, a artykułem w gazecie. Dalej mogło chodzić o inny sierociniec, tych jest zapewne w kraju mnóstwo, jednak jakoś ten "specjalny" bardziej pasował jej do "nauki samoobrony".
- Osoba, która porzuciła chęć zemsty ściągnęła na drugi koniec świata kogoś po to, by go do jego własnej zemsty bardziej pchnąć. Dość ironiczne... - rzuciła beznamiętnie upijając kolejny łyk herbaty. Nie zamierzała oceniać ani Miny, ani Gonpachiro. Technicznie sama nie była wiele lepsza, chociaż pewne wartości nie dawały jej większego pola manewru w tej kwestii. Nie, żeby na takim jej zależało. Noe teraz. Nie obecnie.
- Nie pomyślałaś o tym, by nie wiem... Dogadać się? - proste pytanie. Możliwość, która jest taka dość oczywista, ale nie każdy o niej pamięta. Albo nie chce się o niej pamiętać. Od razu się ją skreśla. Ale hej! Może krótkim dialogiem pozbyłaby się problemu szybciej, niż polegając na nich?
Przez chwilę miała wrażenie, że było to pytanie godne Kamaboko. No ale! Skoro sam był "nieswój", ktoś takowe zadać musiał.

Klon u Miny ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 4 188:
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 961
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 23 lut 2021, o 20:43

- O rzeczach utraconych: Mizuyama Arc -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), ???
115/?


U klonów

- Zależy jak na to spojrzysz. - powiedziała, kiedy Shuten wytknęła pewien ironizm w tej całej historii. Definitywnie, w ogólnym znaczeniu tak to wyglądało. Ktoś kto zemstę porzucił, pchał do zemsty kogoś innego. Jaki to miało sens? - Nas nie pchano do zemsty na konkretnych ludziach. Tylko na całości wioski. Ogółu. W tym wielu niewinnych osób. Nawet nie ma szans dowiedzieć się, kto konkretnie był odpowiedzialny za nasze cierpienia. Próbowałam. Moglibyśmy jedynie winić Kage, za to że wysłał tamtych shinobi na misję... ale myśl w tym stylu jest dla mnie nie smaczna. Ichi natomiast... on jest osobą która bezpośrednio odpowiada za cierpienia Twojego przyjaciela. Nie ma nikogo pomiędzy. Są jedynie osoby za nim stojące.
Skomentowała tak tą sprawę, ale czy miało to jakiś większy sens? To już para sama mogła zadecydować. A raczej Shuten, która jako jedyna brała udział w rozmowach. I nawet zadała pytanie! Pytanie na poziomie Gonpachiro!
- Dogadać się... - zaczęła i przymknęła oczy w zamyśleniu, nim upiła łyk herbaty. Siedziała przez chwilę w ciszy, nim odpowiedziała. - Nie. Dogadanie się jest trudniejsze w tym przypadku. Samo nasze spotkanie, mogłoby go do czegoś sprowokować, i przynieść zniszczenia w wiosce. Lub ja bym zaatakowała pierwsza, nie mogąc znieść jego wyrazu twarzy.
Prosty komentarz. Nie zapomniała o opcji z "rozmową", ale definitywnie była do niej niechętna, sądząc po lekko skwaszonej minie Miny.

U oryginałów

Tama uczuć Kamaboko została zatrzymana. Powstrzymał się, od rozsadzenia wszystkiego i zadał sobie to nietypowe pytanie. "Jaką minę by miał?" Była to wielka zagadka, na którą już nigdy pewnie nie pozna odpowiedzi. W końcu, stał się lalką. Nie mógł wrócić już do przeszłości. Do swojego poprzedniego ciała. Mógł się tylko śmiać, lecz i tak nie jak prawdziwa osoba. W końcu był lalką. Zadał również pytanie Ishiemu, które definitywnie nie było komfortowym pytaniem. Jedną z wielu rzeczy, których shinobi pytać się nie powinno. Shuten mogła to nawet zauważyć po twarzy Ishiego, która ponownie się lekko wygięła nim stała się bardziej stalowa.
- Niestety, tak jak u każdego shinobi, szczęście z cierpienia jest dla mnie codzienność z którą będę się zmagał do końca życia. - słowa miały jakieś sens. Większość shinobi w swojej karierze zabiła kogoś, odbierając mu szczęście. Kamaboko i Shuten nawet to zrobili! Nie zawsze były to osoby niewinne rzecz jasna, ale czy ostatecznie to zmieniało coś? Szczęście i tak komuś zostało odebrane. Ale nawet patrząc że jego słowa były logiczne, rudowłosa kunoichi z Iwy była w stanie stwierdzić że wcale one mu się nie podobały. Co pokrywało by się ze zdaniem, jakie im powiedział nim opuścili klub nocny pracujący w dzień.
Kamaboko obrócił się. Ruszył do drzwi. Wydał polecenie Shuten, lecz został zatrzymany przez.. głos. Czyj? Nawet on nie wiedział. Uznał że Shuten, jednak jego pochodzenie było bardziej wewnętrzne. Może był to jeden z dwóch organów które mu pozostały, a może to jego artystyczna dusza zaczęła powoli się przebijać? Nie było to wiadome. Nie mniej, oberwało się za to rudowłosej.
- Ni-chan, przypilnuj żeby Twoja siostra odpoczęła, dobrze? Ja niedługo wrócę. - powiedział Ishi do przestraszonej dziewczynki, przytulając ją lekko po tym jak Gonpachiro wyszedł. Tak jak jego słowa brzmiał pewnie, tak Shuten mogła wyczuć niepewność w ostatnim zdaniu. Jakby sam nie wiedział jeszcze jak sytuacja się skończy. Wymijając jednak Shuten, jego wzrok się zatrzymał na niej przez chwilę dłużej. - Zadbaj żeby nie Seinaru nie ruszała za nami. Coś wymyślisz.
Tylko tyle powiedział, nim on również opuścił domek. A Shuten, została w nim pozostawiona. Z pustką w głowie co zrobić i dwójką dziewczyn, których szczęście jej przyjaciel przyszedł zniszczyć. Mogła tylko dojrzeć, jak Ni kieruje się do pokoju do którego wcześniej udała się Seinaru, nawet się z nią wzrokiem nie spotykając. Nie. Tu nie chodziło o samo nie spotykanie się wzrokiem. Ona aktywnie unikała patrzenia na Shuten. Na rudowłosą. Na przyjaciółkę tego pana co to przed chwilą okazał wielką niestabilność i prawdopodobnie przestraszył dziewczynkę na całe życie. Obserwując swoimi oczami pokój do którego weszła, mogła zobaczyć że była to sypialnia. Jakaś szafeczką przy łóżku wielkim aż na 3 osoby, większa szafka zapewne na ubrania, okno z którego mogli patrzeć na ogródek teraz przemoknięty deszczem... i jeszcze jedne drzwi, prowadzące do łazienki, w której to Seinaru właśnie przemywała swoją twarz.

Wracając natomiast do "chłopaków" w tym zespole... Szli tak przez dwie minuty. Ishi definitywnie ciągle zachowywał czujność.
- Wystarczy. Jak podejdziemy bliżej, ucierpi miasto. - stwierdził "bohater", który trzymał ręce przy boku. Nie wyciągał żadnej broni. Nie zdawał się też chętny do zaatakowania Kamaboko póki mógł. I patrzył tak na plecy Gonpachiro, dalej uważnie. Spodziewając się pewnie wszystkiego od niestabilnego lalkarza.

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki | MK: Kotoki Jirei
Ubranko
Prowadzone wątki (3/3):
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 23 lut 2021, o 23:39

Coś wymyślisz.

Co.
Coś... wymyślisz? Czy ona wyglądała na kogoś, kto miał jakiekolwiek pojęcie o tym, co robić? Czy wyglądała jak ktoś, kto rzeczywiście jest w stanie sklecić coś "na poczekaniu", kiedy niewidzialny zegar odmierzał czas do potencjalnej śmierci któregoś z ich dwójki? Nieświadomie zgrzytnęła zębami patrząc zirytowana, jak ci oddalają się od domku. Uderzyła mimowolnie dłonią w własną twarz. Cichy plask, który początkowo miał służyć otrzeźwieniu rudowłosej, nie zdał się zupełnie na nic. Metoda ta nie przygnała do jej głowy żadnego genialnego pomysłu. Fenomenalnego planu działania. Wzięła głębszy wdech odwracając w kierunku reszty domostwa, gdzie kątem oka zauważyła przemykającą do sąsiedniego pokoju Ni. Nie miała teraz czasu bawić się zbytnio w niańkę, gdy los Kamaboko był tak niepewny. Oderwała delikatnie rękę od twarzy patrząc na nią przez chwilę tępo.
A może....
- No tak. No przecież. Jak zwykle wszystko na mojej głowie... - wyrzuciła z siebie nerwowo. Głupi Ishi. I głupi Kamaboko. Chyba i tak nie miała nic do stracenia. Chyba. Skrzywiła się idąc zaraz w ślad za ośmiolatką stając w progu pokoju, po czym od razu dostrzegła Seinaru przemywającą twarz w przyległej do sypialni toalecie. No i co miała im powiedzieć? Słuchajcie, chłopaki poszły się na wzajem zabić? I jeszcze miała zadbać, by starsza nie ruszyła za nimi w tę okropną ulewę... Czy ona właściwie miała jakiekolwiek pojęcie o tym, co się działo? Ściągnęła brwi opierając się o framugę drzwi, po czym wzrok skupiła na śpiewaczce.
- Wygląda na to, że mam nieprzyjemność niesienia ci niezbyt dobrych wieści. - żeby nie powiedzieć, że złych. Chyba złych. Na pewno kłopotliwych. - Nie wiem ile wiesz o przeszłości Ishiego więc powiedzmy, że ma z Gonpachiro pewnie niewyrównane rachunki. Myślę też, że jeżeli ktoś ich nie zatrzyma, stanie się coś złego - jeśli nie dla was, to dla mnie. - stwierdziła spokojnie, choć nie ukrywając niezadowolonego grymasu. Na myśl, że miałaby stracić kolejną ważną osobę, jakaś magiczna siła zaczęła przekręcać metafizyczny nóż wbity gdzieś pod żebrami. Los któregokolwiek z nich nie był szczęśliwie wyryty w kamieniu. Nic nie było jeszcze przesądzone - Tak jak sama mam za złe to, co zrobił mojemu przyjacielowi - nie sądzę by to, jak chcą załatwić sprawy między sobą było właściwe. Seinaru, jesteś w stanie zaufać mi na tyle, by zostawić ten problem w moich rękach? Zaufać mi na tyle, by zostać w domu i zaczekać, aż ściągnę obu tych idiotów z powrotem? Wtedy pomyślimy, co z wami. Patrząc na twój stan raczej nie zakładam, by zostało ci dużo czasu. A Ni zdaje się borykać z tym samym problemem. - głos chociaż dalej zdawał się być łagodny, a kolejne zgłoski wypowiadała bez szczególnego pośpiechu, tak z każdym słowem przebijała coraz większa powaga. Bo w gruncie rzeczy sytuacja była poważna i było to coś, co im szybciej zrozumie dziewczyna, tym lepiej dla nich wszystkich. Nie zamierzała też ukrywać, że dość enigmatyczny, jeżeli nie zły stan obu dziewczyn był dla Tsuchikage oczywisty. Po czym poznała? Wiedzieć nie musiały, acz wcześniejszy pokaz żony Ishiego wiele sugerował. Kolejny powód, by nie opuszczała domu. Tylko ludzie byli nieprzewidywalni. Zwłaszcza ludzie, którzy zwykli dawać się ponosić emocjom. Czy Seinaru należała do tego typu osób? Nie wiedziała, to też nie bez powodu stanęła w progu robiąc za swoisty mur. Przeszkodę na drodze do wyjścia.
Bogowie, niech współpracują. Nie miała czasu siłować się z nimi w takiej chwili.

Oryginał ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 4 149 // 4 189:


Nie mogła zaprzeczyć, że w słowach kobiety była logika. Sytuacja ich trójki była nieco inna, przedmiotem zemsty również stanwiły inne obiekty. W pierwszym przypadku (o ironio..) cała społeczność. W drugiej? Jedna osoba. Zdecydowanie łatwiej było o sprawiedliwość i wymierzenie odpowiedniej kary, niż dokonywać aktów zbrodni na osobach, które w większości nie miały wiele wspólnego z czyjąś tragedią. Nie spodziewała się jednak szczególnie otrzymywać odpowiedzi na swój niezobowiązujący komentarz, który mimo wszystko nie tracił na sensowności.
- To jednak dalej zemsta. - stwierdziła spokojnie, podobnie jak wcześniej nie zamierzając rzucać oskarżeniami czy oceniać kogokolwiek z nich. Nie teraz, nie w tym momencie. Gdyby tylko wiedziała, co miało miejsce w Iwie w trakcie jej nieobecności...
Ale nie wiedziała. Siedziała na drugim końcu świata z Gonpachiro, który nie był obecnie sobą. W sytuacji, która budziła w niej wiele sprzecznych emocji, a brak tego pozytywnego elementu jakim był lalkarz koniec końców sprawił, że jakaś część niej musiała za niego nadrobić. Więc zadała pytanie. Pytanie w stylu poety. Czy czuła się z tym źle? Ani trochę. Jego milczenie w tym wszystkim było jednak dość niepokojące, a sama odpowiedź królowej tutejszych nukeninów: dość... przewidywalna? Idea niby była, jednak dość szybko skreślona. Dopiła resztki herbaty odkładając filiżankę na spodeczek, po czym wzięła głębszy wdech.
- Jak na "przyjaciół", którzy nie widzieli się wiele lat wygląda na to, że sytuacja między wami jest dość... napięta. Powinnam więc założyć, że jakakolwiek forma pozbycia się potencjalnego zagrożenia dla twoich "interesów" byłaby ci w smak? - nie wydawało jej się, by to pytanie było nazbyt konieczne, ale zadała je. O, bo mogła. Co prawda Mina była równie zainteresowana śmiercią Ishiego jak i jego trwałym okaleczeniem, co pewnie mówiło samo za siebie. Gonpachiro zaś czaił się na głowę własnego oprawcy, co też w pewien bardzo niejasny sposób "rozwiązywało" pewien problem. W sumie nie, nic to nie rozwiązywało, o czym bardziej miał pojęcie oryginał niż klon. A skoro o tym mowa, sama nie miała właściwie więcej pytań. Kamaboko był zaś klonem, więc nic mu nie groziło... Przynajmniej tutaj.
- W przeciwieństwie do mojego towarzysza raczej nie mam zbyt wiele chakry - a raczej w porównaniu z nim paliła ją jak pewien łysy jegomość drewno na zimę - także pozwolę sobie ruszyć w swoją stronę. - zanim oryginał stwierdzi, że potrzebuje dodatkowego wsparcia. Takimi też krótkimi słowami, po otrzymaniu odpowiedzi rzecz jasna, zniknęła w obłoczkach dymu.
Klon u Miny ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 4 188:


4 149 + 4 188 - 100 (KBnJ) = 8 237
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 961
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 24 lut 2021, o 12:10

-To nie jest rozwiązanie. Zaprzestań tego szaleństwa-Zamknij się. Zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się

Usłyszał gdzieś za sobą głos Ishiego. Więc to już tak? Ah, w końcu. Na reszcie. Ale dlaczego go nie atakował? Przecież Ishi był zimnokrwistym mordercom, dlaczego nie wbił mu kunaia w plecy? Dlaczego nie odciął mu głowy? Dlaczego nie wyrwał kończy? Dlaczego? Hej, Ishi, Dlaczego? Dlaczego zabiłeś całą rodzinę, a nie chciałeś zabić teraz Kamaboko? Dlaczego?

No dobrze. Więc to oni zaczną. Użył nici na lewej dłoni by pochwycić swoje myszy, bardziej jako asekurację i przytrzymanie na własnych ramionach niż próbę kontrolowania ich. Prawą dłonią dalej rzecz jasna operował nićmi przyczepionymi do kukiełki-Do dzieła. Mrówka i Świnia-Wydał bardzo szybkie polecenie, a myszy wiedziały już co to oznacza. Każde z ich trójki, złożyło tylko jedną pieczęć, by zmaksymalizować zarówno czas działania, jak i jego efektywność. Kamaboko złożył pieczęć barana używając Sunshin no jutsu na zasięg 30m. Dasha chociaż wykonywał stojąc tyłem do przeciwnika, planował zakończyć stojąc do niego przodem. Jeśli ze względu na pęd lub opór powietrza nie było to wykonalne, obróciłby się już po zakończeniu techniki. W przypadku myszy liczył na to że ich dolne kończyny zapewniały im dostateczną przyczepność do barku Kamaboko, jednak w razie co i tak zapewniał im asekurację poprzez przytrzymywanie ich własnymi nićmi, by się tam gdzieś nie zagubiły w mrokach nocy. W każdym razie, gdy Kamaboko składał pieczęć Barana, Ruko zrobił to samo. Tylko użyta przez niego technika była inna, a mianowicie było to Arijigoku które miało być wycentrowane 25m za Ishim. Liczył na to że wirująca technika ssąca, pozbawi Ishiego równowagi i zmusi do poradzenia sobie z tym CCkiem na poruszanie. Jednocześnie została puszczona tak daleko, by sam Kamaboko nie znalazł się w jej zasięgu co spowodowało by problemu w używaniu Shunshina. Uma natomiast, złożyła pieczęć Węża, przywołując nad Ishim wielka glinianą świnię, której celem było przypierdolić w niego. Oba szczury również stały do Ishiego tyłem, nie widział więc zapewne jakie pieczęci zostały złożone. Rzecz jasna świnia była przyzywana za Ishim, W odległości pozwalającej Kamaboko na wysprintowanie z zasięgu uderzenia z pomocą Shunshina, ale jednocześnie utrudniający to Ishiemu. Mysz mogła bezpiecznie założyć że było to około 10-15 metrów za plecami Ishiego. Po zakończonym Sunshinie, Kamaboko powinien móc już przyjrzeć się skali dokonanych przez siebie zniszczeń i zlokalizować rannego/martwego/sprawnego Ishiego. Był gotów by unikać czy blokować wszelkie ataki które zostań wyprowadzone w jego stronę, a jak wyjdzie to już inna sprawa. Wpierw Ishi musiał sobie poradzić z tym entry level atakiem na rozgrzewkę. I chociaż był to jedynie wierzchołek góry lodowej możliwych ataków jakie ułożył w głowie Kamaboko, to ewidentnie była to kombinacja która mogła zasiać spustoszenie w ciele ofiary, jeśli ta nie podeszła do tego ataku dostatecznie dobrze.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 366
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 24 lut 2021, o 19:28

- O rzeczach utraconych: Mizuyama Arc -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), ???
118/?


U klonów
Mina nie miała nic więcej do powiedzenia, kiedy to Shuten skomentowała że to dalej była zemsta. Ot tak zwyczajnie, uśmiechnęła się ciut bardziej. Temu w końcu, nikt nie zaprzeczał. Przewidywalną odpowiedź, również, po głębszym wdechu skomentowała. A właściwie, to zadała pytanie. Mniej lub bardziej istotne, kiedy to Kamaboko osiągnął już stan jaki... osiągnął. Liderka nukeninów zastanawiała się przez chwilę, nim kiwnęła głową.
- Jeżeli pozbędziecie się go z tych terenów, wyganiając go chociażby na kontynent lub południe... to też będę zadowolona. Mniej, ale wystarczająco by was nagrodzić. - skomentowała prosto, a i Shuten mogła dość jasno zauważyć że było to trochę pójście na kompromis. Mina nie była aż taka chętna do opcji, która w przyszłości i tak mogłaby się na niej odgryźć. A na to jak Shuten wyjaśniała swoje plany na zniknięcie, machnęła tylko ręką. Nie specjalnie jej to przeszkadzało, chociaż zostanie sam na sam z klonem Kamaboko mogło być dość niekomfortowym przedsięwzięciem.

U oryginałów
Shuten została pozostawiona na pastwę losu. O tak zwyczajnie. Chłopacy, jak to chłopacy, poszli się bić i zostawili ją z całym bajzlem. A ten, był spory. Coś miała wymyślić, ale z racji na liczne podpowiedzi jakie zostały jej nie udzielone, pustka w głowie dalej istniała. Spojrzenie zirytowania jakie im posłała, nie zostało przed nich odczytane. Ci byli już w swoim świecie, a świat ten zdecydowanie zbliżał się ku wielkiej bitwie której częścią jeszcze nie była. Pobicie siebie, również nie dało rudowłosej żadnego pomysły, więc definitywnie miała problem. Co zrobić? Jak się upewnić, że oboje przetrwają, skoro nie wiedziała nawet kto faktycznie w tym starciu jest zagrożony śmiercią? Olśnienie jednak, dostała. Patrząc na własną dłoń i... zapewne myśląc, skoro wpadła na jakiś mini plan.
Skrzywiona, ruszyła za Ni do sypialni - swoją drogą, dziewczynka sobie przysiadła na łóżku czekając aż starsza siostra wyjdzie. Stanęła w progu, jak jakiś pan ochroniarz z klubu, dbający o to by nikt powołany nie wszedł do środka. Chociaż, w tym wypadku, Sabataya bardziej nie chciał pozwolić dziewczynie na opuszczenie pomieszczenia. Skupiła swój wzrok na Seinaru, która to jeszcze jej nie zauważyła. Na pierwsze słowa Shuten, podskoczyła lekko do góry i się obróciła szybko z zaskoczeniem na twarzy. Jedną dłoń, dalej mokrą od wody, położyła na sercu chcąc zwolnić jego bicie.
-Shuten-san, nie powinnaś mnie tak straszyć! - powiedziała uśmiechnięta, mniej fałszywie niż wcześniej - co też częściowo oznaczało że wracała do... normalności? Po chwili jednak dotarły do niej słowa jakie rudowłosa wypowiedziała, a także Seinaru mogła usłyszeć ich kontynuację. Uśmiech z jej twarzy uciekł i pojawił się smutek.
-Wiem wszystko o jego przeszłości... ciężko mu było z niej... wybrnąć. - powiedziała smutno, ale co miała na myśli? Sabataya nie wiedziała. Mogła się pewnie tylko domyślać. Po chwili jednak spoważniała i przypatrywała się Tsuchikage zdeterminowanie słuchając jej słów. Uh oh. Coś ciężko sobie wyobrazić, aby ta dziewczynka zamierzała tak zwyczajnie cicho usiedzieć kiedy Shuten będzie robić... rzeczy. Na słowa kunoichi, Seinaru pokręciła głową.
- Nie wiem co wiesz o naszym stanie, ale ja i Ni mamy jeszcze dużo czasu. Chociaż już raz jego limit przekroczyłam. - uśmiechnęła się tutaj trochę żartobliwie, nim wróciła do poważnego wyrazu twarzy. - Nie mogę tego zrobić. Tam może umierać dla mnie najważniejsza osoba. Nie mogę usiedzieć w miejscu, jeśli jest szansa że mogę coś zaradzić. Nie masz podobnie, Shuten-san?
Czy rudowłosa miała podobnie? Chyba... trochę. Jak bardzo, była to już jej decyzja. Seinaru przygryzła swoją wargę i zdawała się z czymś zmagać.
- Mogę... wytrzymać chwilę, Shuten-san. Ishi jest silny. Nie ma szans żeby mnie opuścił... nie teraz. Nie mogę obiecać jednak, że będę tutaj grzecznie siedzieć do samego końca. Nie mogę. - głos jakim to powiedziała, był silny jednak za nim dało się dosłyszeć nutę desperacji która dziewczynka zapewne starał się teraz ukryć. Wytarła też ręce w ręcznik jaki leżał w łazience. I rudowłosa Kage mogła dość jasno stwierdzić, że jeżeli będzie chciała zatrzymać kompletnie Seinaru, to jedynie siłą.

W tym czasie, mężczyźni zdążyli już oddalić się. I tak jak droga dla Kamaboko była pełna zamykania nieznanego głosu gdzieś tam głęboko wewnątrz, tak droga Ishiego była mu nieznana. Nie żeby teraz by się tym przejmował. W końcu miał ważniejsze rzeczy na głowie, które zajmowały całą jego głowę. Mordercę, który to stał za nim. Nie atakował. Gonpachiro nie rozumiał dlaczego ten morderca jeszcze tego nie zrobił. Zapewne chciał nim zmanipulować. W końcu co innego taki potwór mógłby zrobić? A może chciał aby Kamaboko cierpiał przez resztę swojego życia? Nie miało to znaczenia.
Lalkarz miał swój plan. A plan, był na pewno dobry. Wykorzystujący pełnie zdolności jego narzędzi jakimi były szczurki. Połączenie Shunshina, Arijigoku oraz Otoshibuty. Łapiąc bez problemu swoje szczurki nićmi żeby czasem nie spadły ani nic im poważnego się nie stało, z przyśpieszonym Shunshinem Gonpachiro zaczął odbiegać od Ishiego. W tym samym czasie, jego szczurki wykonały na raz dwie techniki. W Arijigoku, Kamaboko był w stanie zobaczyć jak nogi jego przeciwnika zostały złapane. Niestety, z racji na stosunkowo szybki upadek Otoshibuty, poeta nie widział wiele. Mógł zauważyć tylko jak Ishi przykłada jedną rękę do ramienia drugiej, nim obraz Kamaboko został zasłoniony - bo udało mu się obrócić pod koniec biegu. Był jednak też w stanie usłyszeć pękanie ze strony dzika. Po chwili, górna część pokryw... pękła. Nie widział dokładnie jak to pęknięcie wyglądało, ale z niego wyleciał jego przeciwnik. Dosłownie wyleciał, patrząc jak unosił się w powietrzu, trzymając w jednej ręce piękną zdobioną katanę. Biorąc pod uwagę wysokość świnki (bliżej nie określoną), dzieliło ich teraz 40 metrów.
- Żałuję tego czego dokonałem. Nie będę jednak prosił o wybaczenie, bo na nie nie zasługuję. - powiedział na tyle, że Gonpachiro mógł go usłyszeć. - Nie mniej, obiecałem Seinaru że uczynię ją najszcześliwszą dziewczyną na świecie. Nie mogę dać się zwyczajnie zabić, nie teraz. Moje życie już nie jest tylko moje, abym mógł nad nim decydować.
I po tych słowach, zaczął lecieć czołowo w stronę Kamaboko. Leciał dość szybko, jednak wolniej niż jak normalnie się poruszał. Dystans 40 metrów, został zmieniony w 30 metrów.

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki | MK: Kotoki Jirei
Ubranko
Prowadzone wątki (3/3):
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 24 lut 2021, o 21:33

Straszenie Seinaru nie było w planach rudowłosej, ale wyszło jak wyszło. Zdawała się jednak wracać do siebie, co widać było po starszej dziewczynie. Początkowy dobry humor musiała jej jednak szybko popsuć. Nic dziwnego - działy się rzeczy niedobre zarówno dla obu towarzyszek Ishiego, jak i dla samej Shuten. Znajomość przeszłości mężczyzny przez śpiewaczkę na pewno wiele pomagało i pozwalało lepiej zrozumieć, co się dzieje. No, przynajmniej mieć jakieś przypuszczenia, co samo w sobie pozwalało czerwonookiej na pominięcie szczegółów i oszczędzenie w ten sposób czasu. Ile wiedziała o ich stanie? Niewiele. Większość to były domysły poparte mniej lub bardziej tym, co zaobserwowała swoimi oczami. Coś takiego jak "dużo czasu" było pojęciem względnym. Mogła mieć na myśli lat dwadzieścia, a mogła dwa.
- Będzie więcej czasu porozmawiać o tym po uporaniu się z obecnym problemem. - teraz nie miały takich luksusów i mogła jedynie cieszyć się, że raczej żadna z nich nie wyzionie ducha w przeciągu następnych kilkunastu minut. Pomocna myśl, to na pewno. Inna sprawa, że dalej nie była pewna, co im dolega. Było to jednak coś, co musiało zostać odłożone "na później", w szerszym gronie. Żona Ishiego nie chciała jednak w pełni współpracować. Rzecz zdecydowanie nie na rękę Sabatayi, jednak ciężko było nie zrozumieć jej motywów. Pomimo początkowego grymasu, spojrzała łagodnie na Seinaru biorąc głębszy wdech.
- Jakby nie spojrzeć, Gonpachiro jest pierwszym jak nie jedynym przyjacielem, jakiego mam w Iwie. Różnica pomiędzy mną a tobą jest taka, że ja jestem Godaime Tsuchikage i uchodzę za jednego z silniejszych ninja kontynentu, a ty jesteś drobną dziewczyną kaszlącą okazyjnie krwią. Bitwa pomiędzy shinobi naszego pokroju to nie zwykła szarpanina czy obrzucanie się kamieniami. Co zrobi Ishi, jeśli przez przypadek zginiesz od zbłąkanej techniki posłanej przez któregoś z nich? - a było to bardziej niż prawdopodobne. Jej obecność jedynie zmusiłaby wszystkich do uważania i ograniczania się, co mogło mocno wpłynąć na samą walką... i to wcale niekoniecznie na korzyść jej lubego. Tymczasem Sabataya miała większe szanse na przetrwanie w środku całego tego chaosu. Pewien kompromis został osiągnięty. Chwilę poczeka, ale ile miała potrwać ta chwila? Cóż... Oby jak najdłużej, na co może nawet mogła coś zaradzić.
- Myślę, że mogę z tym nieco pomóc. - stwierdziła spokojnie nic nie tłumacząc, po czym kiwnęła głową i ruszyła żwawo w kierunku drzwi wyjściowych z domu.

Skierowała jednocześnie rękę po broń. Tak jak jednak w pierwszym odruchu ta zaczęła iść w kierunku katany przy pasie, tak dość szybko jakaś niewidzialna siła odwiodła ją od tego pomysłu. Zamiast tego wysunęła z kabury kunai, nacięła nim palec po czym zawieszając broń o kółeczko wieńczące koniec rękojeści na małym palcu, złożyła kilka pieczęci przed przyłożeniem do mokrej od deszczu ziemi kilka metrów przed domem. Dość spora chmurka dymu szybko opadła ukazując trzy niedźwiedzie: jeden w typowym, niedźwiedzim rozmiarze z przemiłym pyszczkiem. Drugim była malutka panda, która to szybko została pochwycona pod łapki i usadowiona na ramieniu rudowłosej. Trzeci zaś przewyższał wielkością wszystkie pozostałe - spory zwierz nie wyglądający nader sympatycznie.
- Zapewne zastanawiacie się, dlaczego was tu zebrałam... - brakowało tylko niedźwiedzia wielkości ogoniastej bestii. - Potrzebuję kogoś, kto przypilnuje dziewczynki siedzące w domu. Nie chcę by z niego wychodziły, a włos ma im z głowy ie spaść. Wszystko to dopóki w okolicy trwa walka... - mówiąc to podeszła do Onikumy, kucnęła przy nim po czym po chwili zdjęła mugiwarę z głowy zakładając ją na łeb jej towarzysza. - Wierzę w ciebie. A to żeby deszcz był trochę bardziej znośny. - czy niedźwiedziom przeszkadzała taka ulewa? Nie wiedziała. Może nie robiła im różnicy. Miały w końcu grube futro i tylko mogła zgadywać, czy ten nie przeszkadza im czasem w widzeniu. - Resztę będę potrzebowała na miejscu. - czyli Ibarakiego i Kudana, chociaż rola tego drugiego miała być nieco bardziej zawiła niż zwykłe "panie dźwiedziu, pomusz bo siem bijo". Dała pandzie schować się w połach płaszcza. Wyciągnęła z kabury niewielki zwój, który po rozwinięciu i odpieczętowaniu pozwolił jej chwycić małża.
- Musimy ochraniać pewną stalową lalkę, co by za dużo kończyn nie straciła. Dodatkowo potrzebuję, by Kudan kręcił się pomiędzy tym miejscem, a miejscem bitwy. Sam zdecyduj, gdzie będziesz bardziej potrzebny ze względu na zaistniałą sytuację. Ciężko mi przewidzieć, gdzie może być konieczne wsparcie. - tyle, to był cały plan. Panda miała swoje zadanie wraz z Shuten, Kudan dostał pewną dowolność, a Onikuma robił za niedźwiedzia-wartownika. Nie bardzo wiedziała, czy w domu będzie potrzebna pomoc, ale kto wie? Może Mina też miała jakiś swój plan i wpadnie w odwiedziny?

W każdym razie zostało wejść na małża i polecieć tak szybko, jak była w stanie. Chwyciła się mocno swojego pojazdu doradzając pandzie to samo, po czym dodatkowo wróciła do używania swoich oczu - raz włączając je po to, by lepiej zlokalizować miejsce walki Ishiego i Gonpachiro, a drugi raz już rzeczywiście docierając na miejsce. Planowała póki co wyminąć po łuku epicentrum zbliżając się bliżej poety, ale jak to wyjdzie - i czy w ogóle poleci - dowiemy się w następnym odcinku~!

ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 8 237 - 20 (Tsūjtegan) - 500 (Ibaraki) - 100 (Onikuma) - 500 (Kudan) = 7 117:
Atuty:

Onikuma 250/250:
Kudan 7 000/7 000:
Ibaraki 10 000/10 000:
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 961
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 25 lut 2021, o 11:51

Skłamałby mówiąc, że się tego nie spodziewał. Dokładnie tego oczekiwał po "A". W końcu byle kto, nie byłby w stanie zrobić mu tego, co mu zrobiono. Kamaboko leniwie wręcz obserwował zmierzającego w jego stronę Ishiego. Ah, gdyby to ostrze trafiło teraz w tubę, to by umarł? Wszystko by się skończyło. Na reszcie byłby wolny.-A co z Gluten i Hejażabą? Płakaliby-Na pewno nie. Radowaliby się. Ponieważ w końcu znalazł by spokój ducha i szczęście, a czy nie o to chodzi w przyjaźni? Mimo to, skupił się na przeciwniku nieco bardziej. Wyciszył umysł i obserwował mknącego powoli w jego stronę Ishiego. Ruchy samego Kamaboko także zwolniły. Myszy zostały strącone za plecy lalkarza, lalka przesunięta nieco do przodu. I teraz oczekiwanie. Oczekiwanie na moment w którym Ishi zajdzie się między nim a lalką. Wtedy, lalka eksploduje. Co prawda Kamaboko nie musiał się wcale zasłaniać Ishim, ale nie planował dać mu nawet grama przewagi w tej walce. Rzecz jasna, nie był na tyle durnym by liczyć na to, że taka marna sztuczka go zatrzyma. Co to, to nie. Był przygotowany na wejście w fizyczne starcie. Jeśli Ishi próbował go pchnąć to Kamaboko zwyczajnie ustawił by się bokiem do nadciagającego ostrza. Jeśli Ishi planował cięcie horyzontalne odskoczyłby do tyłu, to samo zrobiłby gdyby do cięcia horyzontalnego przechodził płynnie od razu po pchnięciu. Jeśli w ocenie Kamaboko jednak Ishi był zbyt szybki, lub inna zmienna sprawiałaby że uniknięcie cięcia horyzontalnego przez odskok byłoby nieskuteczne, Kamaboko zrobiłby rzecz odwrotną i doskoczyłby do Ishiego, wykorzystując jego prędkość lotu w stronę lalkarza jak i prędkość własnego do skoku. Celem było zmienieni "Cięcia ostrzem" na "Uderzenie przedramieniem". W przypadku cięcia wertykalnego Kamaboko nie tylko próbowałby uniknąć ataku poprzez krok po skosie (W bok i do przodu; Jeśli Ishi jest praworęczny to prawy bok, a jak lewo ręczny to lewy bok). Celem tego jest pochwycenie nadgarstka Ishiego zaraz po wykonaniu cięcia i uniemożliwienie mu przejście do cięcia horyzontalnego. W tym samym czasie Uma dalej miała siedzieć na plecach Kamaboko natomiast Ruko miała użyć Dosekiryu i w dobrym momencie gdy Ishi nie będzie zwracał na nią uwagi, uderzyć go tą techniką w bok, ten, po którym nie znajdował się Kamaboko lub jeśli stał twarzą w twarz z Ishim, ten który był słabszą ręką ishiego.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 366
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 26 lut 2021, o 15:08

- O rzeczach utraconych: Mizuyama Arc -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), ???
121/?


Dziewczynka została zrozumiana przez Tsuchikage. Trochę bo trochę, ale jej motywy były mimo wszystko jasne. Zrozumiałe. Przez to, przybrała łagodniejszy głos mówiąc swe kolejne słowa. Słysząc je, na twarzy Seinaru pojawił się lekki grymas i wyraz smutku. Po chwili jednak wróciła w niej upartość.
- Chodzi o powstrzymanie walki między nimi, a nie o byciu w niej zawadą Shuten-san. I Ishi na to by nie pozwolił, tak jak ja nie pozwolę mu zginąć, nawet kosztem własnego życia. - odpowiedziała z przekonaniem w oczach i... kontrując argument Shuten? Ciężko było to nazwać kontrą, bo było to bardzo pozytywne patrzenie na sprawę. W końcu nikt nie wiedział jak Kamaboko by się zaczął zachowywać, gdyby tam jeszcze na polu bitwy zjawiła się Seinaru. Przejąłby się? Nie zrobiłoby mu to żadnej różnicy? Obie opcje były równie prawdopodobne. W którą stronę przechyliłoby to szalę zwycięstwa? Też nie wiadomo. Więcej słów już nie zamieniły, po tym jak Tsuchikage stwierdziła że może z tym pomóc. Seinaru skierowała się w stronę Ni, siadając przy niej i przytulając młodą dziewczynkę - ciężko powiedzieć, czy w celu pocieszenia siebie czy jej.

Rudowłosa Kage przywołała zgodnie z planem 3 niedźwiadki. Objaśniła im swój plan. Pożyczyła kapelutek jednemu niedźwiadkowi, który przekręcił głowę w bok widząc jak mu go zakłada na głowę. Chyba nie do końca wiedział, po co mu on był, jednak... nie zdawało się żeby łapą jak jakiś pies miał go zaraz ściągnąć i zrzucić w mokrą ziemię. Panda schowała się pod płaszczem tak jak zalecano, a dla największego niedźwiadka już ochrony nie miała. Co było dość... normalne. Trochę rozmiar się nie zgadzał. Ten wyszczerzył kły słysząc polecenie, być może mniej niż bardziej zadowolony z roli jaką otrzymał. Jak wielkie to miało jednak znaczenie? Niezbyt, póki on sam się jej nie sprzeciwiał otwarcie. Shuten też niekoniecznie miała czas na przejmowanie się takimi rzeczami, to też wsiadając na małża, poleciała jak superman przez deszcz w stronę bitwy, której detale nawet z tego miejsca widziała!

Krótki dylemat czy popełnić samobójstwo napotkał Kamaboko, jednak został szybko zrzucony na bok. Skupił się na przeciwniku, nie rozwiązując do końca. Nie decydując się jeszcze w pełni na życie. Nie mniej, przygotował wszystko tak jak chciał i czekał na ten moment. Na moment, kiedy Ishi znajdzie się między nim a lalką. Jego przeciwnik zwrócił uwagę na miejsce w którym znajduje się jego rodzina, jednak je "zignorował", skupiając się na nim. Zbliżył się. Znalazł się tuż między nimi. 2 metry za mężczyzną była lalka, 3 metry przed nim Gonpachiro. Wtedy, wysadził swoją kukłę. Makibishi zaczęły w szybkim tempie zbliżać się do Ishiego, jednak... nie zraniły go. Moment nim spotkałyby się z ubraniem jego przeciwnika, był momentem kiedy wokół niego wybuchła fala powietrza. Prosta technika fuutonu, silniejsza jednak dzięki temu jak biegły w nim był. A Kamaboko definitywnie mógł zauważyć, że ten był biegły. Szybkość z jaką zbierał chakrę do technik, wydawała się pierwszorzędna. Efekt końcowy? Fala wiatru odepchnęła makibishi nie robiąc krzywdy nikomu. Była zbyt słaba jednak, aby przesunąć Gonpachiro, a mężczyzna przed nim się nie zatrzymywał. Doszło do walki fizycznej, tak jak sam się tego spodziewał.
Ishi wykonał cięcie horyzontalne, od którego Gonpachiro odskoczył. Z ostrza jego jednak, wystrzeliła cienka fala powietrza która uderzyła w lalkarza, tworząc rysę w jego lalce. Nie wielką, ale jednak. Musiałby jeszcze dwa razy dokładnie w to samo miejsce trafić, aby się przebić i... nic nie zranić, bo akurat tam cennych rzeczy nie ukrywał. Tak na wysokości, gdzie normalna osoba miałaby wątrobę. Z cięcia horyzontalnego, szybko przeszedł na wertykalne, które Gonpachiro był już w stanie w pełni efektywnie uniknąć. Wykonał krok do przodu po skosie, znajdując się po prawicy jego przeciwnika. Próba złapania nadgarstka Ishiego jednak, nie wyszła z racji że ten... no był szybszy. Najzwyczajniej w świecie. Zdążył odskoczyć na metr do tyłu, gdzie już czekał na jego lewicy ziemny smok wytworzony przez szczurka. Ishi słabszą rękę wystawił w stronę smoka, tak że ten miałby ją uderzyć i... Gonpachiro nie był w stanie usłyszeć świstu jaki normalnie powinien powstać. Nie mniej, smok ziemny jednak zaczął się rozpadać na kawałki jakby był pokrojony, a słabsza ręka Ishiego miała tylko dwa palce uniesione do góry. "A" patrzył na Gonpachiro, i na twarzy, śmiał mieć lekki grymas smutku. Jakby nie chciał walczyć. Między mężczyznami był dystans 1,5 metra. Był to też moment gdzie Shuten zjawiła się na polu bitwy, w powietrzu na swej małży, jednak do obydwu miała dystans 25 metrów do Ishiego, i 26,5 do Gonpachiro.

Użyte techniki przez NPC:
Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki | MK: Kotoki Jirei
Ubranko
Prowadzone wątki (3/3):
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 26 lut 2021, o 17:43

Seinaru była uparta. Zbyt uparta. Przekonanie jej do tego, że jej "pomysł" nie jest zbyt dobry i klasyfikował się w dole tabeli, nie należało do prostych zadań. To, co ją jednak najbardziej w tym wszystkim zaczynało irytować to fakt, że pewnie na jej miejscu również machnęłaby ręką na te kilka mało istotnych szczegółów. I fakt, że na miejscu Gonpachiro sama pewnie dobyłaby broni w takiej sytuacji nie zważając na konsekwencje. Tylko... No właśnie. Nie była na miejscu kogokolwiek z nich, tylko na swoim. Na miejscu, z którego rzeczy widziała inaczej, może nawet bardziej trzeźwym okiem niż ich dwójka. Mogła gdybać, czy postąpiłaby podobnie będąc w ich skórze, ale nie miało to żadnego związku z faktem, że w tej chwili miała własną rolę do spełnienia.
- Tak tak, ochronisz go choćby za cenę własnego życia, Ishi poświęci zaś własne dla ciebie. Tylko czy cała sytuacja wymaga jeszcze więcej dramatyzmu, niż jest to warte? Twoje przybycie nie zakończy magicznie niczego. Jedynie twój mąż będzie musiał uważać i na Gonpachro, i na ciebie. A Gonpachiro nie będzie pewnie uważał na nikogo, nawet na mnie. - wzruszyła ramionami nie mając nic więcej do dodania. Kamaboko miał A na wyciągnięcie ręki i nie wydawało jej się, by obchodziło go w tej chwili cokolwiek innego. Bo dlaczego? Tyle pracy włożył w to, kim się stał. Przez ostatni rok z pośmiewiska całej Iwy stał się jednym z silniejszych ninja Kamienia. Bycie shinobi nie było jego hobby (bez względu na to, co sam uważał) i mogła się tylko zastanawiać nad tym, co zrobi po dokonaniu zemsty.
Jeśli rzecz jasna mu się uda.

Jej przyjaciele dostali zadania - mniej lub bardziej odpowiadające zwierzakom, jednak wolała ściągnąć ich wszystkich teraz niż później mieć za mało łap do pomocy. Czas leciał, podobnie jak Shuten z Ibarakim na małżu. Gnali szybko. Na tyle szybko, na ile pozwalała sama broń. Byle tylko dotrzeć "na czas", cokolwiek to "na czas" oznaczało. Ściągnęła brwi widząc, w jak bardzo upierdliwej sytuacji znalazł się jej przyjaciel. Walka w zwarciu to coś, co raczej było jej domeną, a nie lalkarza opierającego się głównie na swoich marionetkach. Tymczasem ten nie zdawał sobie nic z tego robić, chociaż dobrze winien wiedzieć, że za Ishim stało sporo doświadczenia w operowaniu mieczem. Miał jakiś plan...? Chciała w to bardzo wierzyć, jednak równie dobrze chęć zamordowania "A" mogła przyćmić jakiekolwiek resztki zdrowego rozsądku, jakie posiadał.
- Spróbujmy nie zranić żadnego z nich... - rzuciła do pandy nie będąc pewna, jak bardzo ich starania będą miały sens. Pokonanie brakujących pięciu metrów powinno być kwestią chwili, to też bez większej zwłoki wskazała dłonią na połać ziemi pomiędzy mężczyznami wyrastając tam pięć kamiennych kolców (Ganchūsō). Nie były skierowane w nikogo, a zamiast tego miały uformować na szybko ścianę pomiędzy walczącymi. Gdyby w tym czasie którykolwiek chciał wykonać atak, te miałyby za zadanie wyrosnąć tak, by wszystkie/większość kolców skrzyżowało się w miejscu skupienia ciosu przyjmując uderzenie. To było tyle, ile mogła sama zrobić "na szybko". W razie czego nie spodziewała się, by te zarysowały Kamaboko w sposób znaczny. Ishim zaś przejmowała się z oczywistych względów mniej, niż poetą.

Drugą ręką cały czas trzymała się małża. Pogoda nie dopisywała, a spadnięcie z rozpędzonego "pojazdu" brzmiało jak ostatnia rzecz, na jaką miała ochotę. Dla zabezpieczenia przelała nieco chakry w dłonie (Ki Nobori no Shugyō) zwiększając swoją przyczepność. Trasa dalej pozostawała ta sama - podlecieć bliżej poety od swojej lewej, byle tylko znalazł się w zasięgu głosu Sabatayi. Nawet jeśli zatrzyma go siłą, to co to da? Nic. Jeszcze znajdzie się jako kolejna osoba do odstrzału, co mogło stać się nawet zaraz.
- Jeśli go teraz zabijesz, nie będziesz ani trochę lepszy od A! Skrzywdzisz ludzi, którzy na to nie zasługują nawet, jeśli on sam zrobił coś okropnego! Nie jesteś takim człowiekiem, Kamaboko Gonpachiro! - krzyknęła do przyjaciela starając się w miarę szybko wytracić część pędu, byle tylko wejść w zakręt i zacząć lecieć po lewej stronie poety, jakieś 10 metrów od niego. Byli ninja. Już nawet teraz mieli na rękach krew ludzi. Nawet teraz były osoby, które w jakiś sposób cierpiały przez ich działalność. Ishi miał swoje za uszami i nie był wiele lepszy od tych, którzy polegli z ich rąk w Kumogakure. A jednak była różnica pomiędzy tym, co zrobili w Kraju Błyskawić a tym, co zamierzali zrobić w Mizu. Jakby całe to mordowanie A nie miało większego sensu. Było czymś, czego mogli uniknąć. I czymś, czego będą żałować. Może nie Kamaboko, chociaż... Może też? Co zrobi, kiedy opadną emocje? Co zrobi widząc spojrzenia Seinaru i Ni? Zignoruje je? Będzie czuł się z nimi źle? Nie wiedziała. Nie miała skąd wiedzieć.

Chociaż zwolniła, nie miała zamiaru stawać z małżem w miejscu. Wszystko przez fakt, że obok toczyła się walka i chociaż przyszła na pole bitwy jako "trzecia strona konfliktu", nikt nie nie gwarantował, że ani Kamaboko, ani Ishi nie zdefiniują jej ostatecznie jako zagrożenie. Techniki zostały rzucone i chociaż nie chciała póki co mieszać Ibarakiego w walkę, tak zwyczajnie była zmuszona uważać. Tak długo, jak proste odlecenie z toru lotu techniki będzie wykonalne, tak długo wszystko będzie w najlepszym porządku. Ot, ocalenie własnej skóry praktycznie zerowym nakładem chakry, czy to przed pociskiem, czy spadającym... Czymś. Gorzej, jeśli miałaby nie zdążyć pomimo prędkości, jaką była w stanie wyciągnąć jej "miotła". Ponowne rozpędzenie się nią mogło być problematyczne w ogniu walki, ale właśnie dlatego jedynie zwolniła, a nie zawisła w powietrzu. Szczerze powiedziawszy nawet nie wiedziała, czy tak może. Jeśli nie zdąży? Cóż - zdarza się. Niewielkie odległości mogły robić swoje, a czerwone oczy (Tsūjtegan) nie przewidywały wszystkiego. Próba uniku powinna dać jej jednak wystarczająco czasu, by wyciągnąć dłoń w stronę nadlatującego zagrożenia przywołując wodne lustro (Mizukagami no Jutsu). W najgorszym zaś przypadku gdyby już zawiodło wszystko i została zrzucona z małża - zbierze szybko chakre wiatru łapiąc Ibarakiego i lecąc (Kaze Furai) już o własnych "siłach" wyląduje na ziemi, o ile będzie to w tym momencie bezpieczna opcja.

Ibaraki na ten moment miał zaś proste zadanie. Ciężko było stwierdzić, ile potrwa walka i czy powstrzymywanie obu stron przed pomordowaniem się nie pochłonie nazbyt dużo chakry, to też siedząc sobie w połach płaszcza Sabatayi zaczęła się skupiać. A skupiając się miał za zadanie pozbierać energię natury, która może się przydać w nadchodzących minutach. Gdyby cały proces poszedł szybko i bez większych zakłóceń, postarałby się jeszcze ubezpieczać zarówno Shuten i Kamaboko stawiając w odpowiednim momencie ścianę (Tajū Doryūheki) - to jednak w wypadku, jeżeli zbieranie chakry Senjutsu zakończy się... No, w kilka krótkich chwil. A ile "chwil" takich zdąży minąć w tym momencie? Nikt tego nie wiedział.

ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 7 117 - 20 - 100 = 6 997:
Atuty:

Onikuma 250/250:
Kudan 7 000/7 000:
Ibaraki 10 000/10 000:
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 961
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 28 lut 2021, o 11:25

Kamaboko był trochę jak Pinokio. W sensie oboje byli czymś, co wykraczało poza zwykłe człowieczeństwo. No i na tym się chyba podobieństwa kończyły. Pinokio chciał być prawdziwym chłopcem, co mu się w pewnym momencie udało, natomiast Kamaboko chciał być kukiełkę i również swego dopiął. Byli więc swoimi przeciwieństwami, w tym podobieństwie. Kukły mają to do siebie że generalnie nie płaczą. Nie uśmiechają się. Nie wyrażają emocji za pomocą mimiki twarzy - ponieważ ich twarz jest statyczna. Co jednak z resztą mowy ciała? Czy twarda stalowa kukła jest w stanie wyrażać emocje za pomocą mowy ciała? Na pewno nie na takim poziomie jak człowiek. Nie dostanie gęsiej skórki, nie poruszy oczami, oczywiście nie będzie wspomnianej mimiki twarzy. Ale jeśli ktoś przyjrzy się bliżej, zatrzyma na chwilę i poświęci czas na obserwację malutkich detali, faktycznie może dostrzec coś, co przypomina mowę ciała. Chociaż dla innych, może to uchodzić za błędy konstrukcyjne lub zwyczajnie problemy techniczne z maszyną. Lekkie drżenie kończyn, ściskanie i rozluźnianie dłoni, zastyganie w bezruchu w różnych momentach - w zasadzie na swój sposób, są to błędy. Ale raczej umysłu niż maszyny. Onegdaj tego typu reakcje ciała na zachodzące sytuacje były niemal automatyczne. Człowiek nie stawał i nie myślał sobie "O, a teraz ugną się pode mną kolana" tylko zwyczajnie ciało automatycznie reagowało na pewne bodźce właśnie w taki sposób. W lalce taki mechanizm nie istnieje. Mimo tego że lalka posiada umysł to ciężko o reakcje w obiekcie i to raczej lalkarz musi świadomie wywoływać ruchy w swojej lalce. Tak więc mowa ciała w kukiełce musiała być świadomym ruchem ze strony lalkarza. On musiał stwierdzić że "O, a teraz ugną się pode mną kolana". Rzecz bardzo niepotrzebna, wręcz teatralna szopka, a jednak w swym szaleństwie nad wyraz wymowna.

Było to jeszcze bardziej dziwne u szaleńca którego myślenie było w chwili obecnej mocno ograniczone. Kamaboko wszak myślał tylko o tym jak pokonać "A". Nie dostrzegał Ni, nie dostrzegał Seinaru. Nie dostrzegał Shuten. Znalazł się w własnym świecie, jego umysł odciął się od niepotrzebnych bodźców i myśli, skupiając się jedynie na tym co służyło osiągnięciu przez niego wyznaczonego celu. Albo przynajmniej tak, to sobie tłumaczył. To próbował sobie wmówić. Bo gdyby naprawdę nie dostrzegał Shuten, to czy powiedziałby jej by została w domku? Czy gdyby nie dostrzegał Ni i Seinaru, to czy właśnie tak by postąpił? Czy gdyby skupiał się jedynie na tym, by jak najefektywniej wyeliminować "A" nie zabrałby ze sobą broni, jaką była Shuten? Tak więc w pewnym sensie sam sobie zaprzeczał. Z jednej strony odcinał się od bodźców utrudniających mu wykonanie zadania, z drugiej strony brał je pod uwagę. Jego umysł był w istnym chaosie.

I w tym chaosie, z każdą chwilą się pogłębiającym, mała iskierka dobra, walczyła o dominację, w zalewanych ciemnością otchłaniach umysły Gonpachiro. Bo chociaż pielęgnowana latami nienawiść w końcu znalazła miejsce w którym mogła ujść z Kamaboko, to prawdą pozostawało że był on jednak raczej z tej dobrej połowy ludzi. I nie chciał on innym czynić krzywdy. Nie chciał by inni czuli to, co on sam czuł. Nie chciał odbierać szczęścia Seinaru i Ni. Chociaż nawet ta dobra część Kamaboko nigdy by Ishiemu nie wybaczyła to jednak śmierć, nie była rozwiązaniem. Ani śmierć Kamaboko, ani śmierć Ishiego. Zbrodniarz powinien zostać ukarany w inny sposób. Sposób który zamknie to koło nienawiści i nie stworzy nowego mściciela w miejsce Kamaboko. Sposób który nie pozostawi nowej wyrwy w duszy Gonpachiro i nie doprowadzi do jego samo destrukcji. Bo czuł gdzieś w środku że jeśli zabije tu "A" to pustka i żal jakie się po tym pojawią, bardzo możliwe że zabiją i samego lalkarza.-Więc zabijmy Seinaru i Ni-Takie proste rozwiązanie. Ilość bólu jaki poczułby Ishi byłaby proporcjonalna do bólu jaką odczuwał lalkarz i kto by pozostał by się mścić? Ishi? Ha.

Sprzeciw wysoki sądzie! Kamaboko zamrugał kilka razy, zdając sobie że stoi po środku sali sądowej. Po lewej znajdował się inny Kamaboko, w todze prokuratora. Po prawej, Kamaboko w garniturze z plakietką "Adwokat". Naprzeciw zaś Kamaboko w białej peruce. Kamaboko sędzia.
-Zabicie Seinaru i Ni? Oszalałeś do reszty? One nic nie zrobiły?-Kamaboko adwokat uderzył pięścią w mównicę. Kamaboko prokurator prychnął gniewnie.
-Są spowinowacone z mordercą. Są tak samo winne jak i on. Zresztą, skąd wiesz że to nie one mu kazały to zrobić? Po co ryzykować. Jeśli umrą nie tylko zadamy mu druzgoczący cios, ale też uwolnimy się od nowych mścicieli-Adwokat i Prokurator wymienili nienawistne spojrzenia, a sędzia zastukał mloteczkiem.
-Cisza! Kamaboko, co ty o tym myślisz?-Zapytał, przechylając się w jego stronę. Co on o tym myślał? A co miał myśleć? Nie chciał zabijać, ale chciał zemsty. Nie chciał zemsty, by nie ranić innych. Chciał ranić innych by samemu nie być rannym. Zwyczajnie, nie wiedział już co robić. Kiedyś plan był prosty. Idziesz i zabijasz. Jak tych wszystkich bandytów których zawsze było na pęczki, jak przychodziło do wykonywania misji niskiej rangi. A teraz? Znalazł rodzinę która była dobra i miła, a następnie zwalniało go to z odpowiedzialności za jego czyny? Odbierało to Kamaboko prawo do zemsty? To było niesprawiedliwe, bardzo niesprawiedliwe.
-Dokładnie. To że ma dom, rodzinę, nie sprawia że nie powinien zapłacić za swoje zbrodnie. Krew za krew-Zagrzmiał prokurator, zupełnie jak by czytał w myślach Kamaboko. Hej, to właściwie mało sens, że w nich czytał.
-Nic nie usprawiedliwia tego co zrobił. Wszyscy o tym wiemy. Ale nie chcemy być tacy jak on. Nie chcemy odebrać komuś rodziny czy wymordować całej.-Próbował delikatnie przekonać go adwokat.
Ale przecież dlatego, że nie chciał być jak on, poszedł z nim z dala od domu. Gdyby był jak Ishi, po prostu zabiłby Seinaru i Ni. Ale on chciał tylko Ishiego. Tylko jego i nikogo innego, czy to nie czyniło go lepszym? Tym dobrym, mimo wszystko?
-Oczywiście że tak. Jesteśmy dobrem. Jesteśmy sprawiedliwością-Huczał prokurator, przeczuwając swoje zwycięstwo.
-Masz rację że nie jesteśmy jak on. Jednak zemsta nie może być dobra. Nie jesteśmy sędzią. Jesteśmy tylko zranionym stworzeniem które nie może wylizać się ze swoich ran. Raniąc innych, tego nie zrobimy. Jedynie pogłębimy własne rany. Ishi nie jest już zagrożeniem, już nie rani. Niech inni go sądzą.-Kamaboko osunął się pod nawałem argumentów obu stron. Żadna nie mogła go przekonać. Dalej wisiał gdzieś pomiędzy. Nie wiedział co robić. To wszystko było niesprawiedliwe. Może... zniszczyć to wszystko? Może przyzwać Oinka i kazać mu się potoczyć to w lewo to w prawo kilka razy?

I chociaż bitwa toczyła się w głowie Kamaboko, to nie pozostawał on głuchy i bierny również na to, co działo się tu i teraz. Chociaż jego koncentracja i zdolności racjonalnego myślenia nie były na najwyższym poziomie, to stan ten utrzymywał się już od jakiegoś czasu. Ciężkie krople wody miarowo uderzały o jego ciało. Czy w tym dźwięku słyszał marsz pogrzebowy? W zasadzie, Ishiemu ten deszcz musiał przeszkadzać bardziej niż jemu. Pewnie gdzieś tam dostrzegał grymas na twarzy przeciwnika jednak jego twarz zarówno fizycznie jak i bardziej mentalnie, pozostawała bez wyrazu. Walka w Kamaboko toczyła się zbyt głęboko by ten Gonpachiro tu i teraz, był zdolny do odczuwania czegokolwiek. Przed nim dalej, był tylko ten jeden cel. Próbował ten cel uderzyć, wtedy jednak pojawiły się kolce z ziemi. Spojrzał na nie, nie rozumiejąc. Spojrzał na Shuten która się nagle pojawiła i coś krzyczała. Czy ona nie miała zostać w domu? Co ona tutaj robiła? Dlaczego go nie posłuchała? Czy pracowała z Ishim? Czy była wrogiem?-Więc mam go zostawić? Mam mu wybaczyć i pozwolić odejść bez kary za to co zrobił?-Skrzywiłby się, gdyby mógł. Sama myśl o tym wywoływała w nim ogromne obrzydzenie. Dlaczego ona to sugerowała? Zakochała się w Ishim? Nienawidziła Gonpachiro? Dlaczego Shuten nie była po jego stronie? Czego nie rozumiała?

-Nie rozumie, bo nigdy nie straciła kogoś, kogo bardzo kochała-Podszepnął prokurator, który waz z resztą oglądał to, co działo się przed oczami Kamaboko.
-W jednym ma racje, nie jesteśmy tacy, Kamaboko!-Adwokat usilnie próbował go namówić do zaniechania tego szaleństwa. Chciał zaniechać. Nie chciał robić złych rzeczy.
Ale chciał by Ishi cierpiał jak on.
Nie, nie chciał. Chciał przestać cierpieć.
Ale jak przestać cierpieć jeśli Ishi był szczęśliwy?
Ale jakie to miało znaczenie, że był szczęśliwy? Jego nieszczęście, nie przywróci do życia tych których utracił Kamaboko. Nie przywróci mu szcżęścia
Więc jak się przywraca szczęście?
Czy to znaczyło że Ishi powinien dalej być szczęśliwy, po tym co zrobił? Po szczęściu które odebrał?
Nie, powinien zostać ukarany.
Jak?
Mocno.
Nie pozwoli na to.
Zmusimy go.
Jak?

-Co, podejdziesz do niego i poprosisz o oddanie się w ręce władzy, albo nie wiemy, wydłubiesz mu oczy, by już nigdy nie oglądał Seinaru?-Prychnął prokurator, ale myśl ta spodobała się sędziemu, który w podziwie dla geniuszu prokuratora kiwał głową. Ale władza go zabije... to już nie lepiej by Kamaboko to zrobił? Zresztą, na pewno poproszony przystanie na cokolwiek.-Więc po prostu go ukarzmy. Ale nie mordujmy!-Zakrzyknął na to adwokat. Problem w tym że Ishi był za silny, by walczyć z nim z myślą o "Ukaraniu" a nie zabójstwie. Zresztą w świecie ninja każdą "Karę" łatwo naprawić, każdą, prócz tych najcięższych.

Kamaboko generalnie dalej stał. Poza słowami skierowanymi do Shuten nie zrobił nic więcej. Jeśli jednak Ishi podszedłby do niego na wyciągnięcie ręki, lub próbował go atakować, lewa dłoń odsunęłaby się na zawiasach a ręka skierowała w tors Ishiego, by zaraz po tym wystrzelić ukryty tam Kunai i detonować przyczepione do niego notki wybuchowe.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 366
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 1 mar 2021, o 23:09

- O rzeczach utraconych: Mizuyama Arc -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), ???
124/?


Na słowa Shuten dziewczynka zwęziła trochę oczy i założyła rękę na rękę. Niezadowolona. Definitywnie. Miała nawet wrażenie, że chakra przy sercu dziewczynki trochę zabłysła, jednak to szybko minęło. Nie było to też coś tak wielkiego.
- "Więcej dramatyzmu niż jest to warte"? Mam nadzieję że nie sugerujesz Shuten-san, że jest jakiś limit wartości życia Ishiego dla mnie. Jeżeli będzie trzeba, to się nie zawaham. Powodzenia w... uspokajaniu ich. - rzuciła takimi oto słowami Seinaru, teraz to już chyba trochę na nią obrażona, patrząc w jaki sposób ta się wyraziła. Czy o to chodziło? Czy sugerowała że oddanie życia za ukochanego jest zwykłym, nie wystarczająco wartym dramatyzmem? Była na to szansa, jednak jak Jeleniowy człek znał rudowłosą, tak prawdopodobnie nie do końca o to chodziło. Nie mniej, Seinaru zrozumiała to jak to zrozumiała. Jak będzie chciała wyjaśniać o co jej chodziło, to już potem, z racji na ograniczenie zaginania czasoprzestrzeni jakiego to lubili dokonywać podczas tej stuletniej wyprawy. W końcu znaleźli się już w innym momencie. Dużo bardziej istotnym momencie.

Sprawa dla Kamaboko nie była prosta. To stawało się coraz jaśniejsze im więcej czasu upływało, od momentu w którym zdobył wiedzę. Wiedzę, jaką przekazała mu Mina i jaka została potwierdzona przez Ishiego. Był kukiełką stworzoną dla zemsty. Odrzucił swoje człowieczeństwo, do którego to już wrócić nigdy nie będzie mógł fizycznie. Nie mógł płakać, a także wyrażać większości emocji. Jego serce jednak, mogło boleć. Dusza mogła się rozrywać, a umysł... być w rozsypce. W końcu, dwie drogi się przed nim otwierały. Ta, która skupiała się tylko na A, ignorując wszystkie bodźcie z zewnątrz. Chcąca tylko jego śmierci bez uwagi na konsekwencje. Aktualnie dominowała, jednak nie można było powiedzieć że nie pojawił się odzew od drugiej. Tej drogi, która brała też pod uwagę inne osoby. Shuten, Seinaru i zapewne nawet Ni. Nieświadomie, dalej działała od początku. Mimo bycia lalką, Gonpachiro nie był w stanie tego elementu człowieczeństwa odrzucić. Emocje, niewytłumaczone dla niego w tym momencie, mogły być dość prosto porównane do odruchu. Ludzie w końcu, robią rzeczy czasem nad nimi bardziej się nie zastanawiając. Ba, nawet nie będąc w stanie znaleźć ich logicznego wyjaśnienia. Odruchowo, są w stanie zasłonić drugą osobę przed oberwaniem z kunaia. Odruchowo, mogli zdecydować że wejdą na statek brunatnego kapitana Shuten. Odruchowo również, byli w stanie kogoś zranić. Pytani dlaczego to zrobili, niektórzy by mogli odpowiedzi nie znaleźć rozmyślając nad nią latami. "Dlaczego?", mogło w takim wypadku być, jednym z najtrudniejszych pytań istniejących dla człowieka, kiedy jego odpowiedź lubiła się ograniczać do "Nie wiem". Porzucali więc to pytanie. Zwyczajnie robili to, co im serce, mózg lub ciało nakazało. Również w przypadku Gonpachiro, kiedy jego umysł skupiony był na nienawiści, a jednak nieświadomie wziął też inne rzeczy pod uwagę. Codziennie, był tym dobrym Kamaboko. Wybaczającym. Kochającym ludzi. Nie będącym niszczycielem. Nieświadomie, mógł nabawić się odruchów, nawet jeśli "szczęśliwy" Gonpachiro byłby przykrywką dla tego pokrzywdzonego. Kłamstwo w końcu, potrafi stać się prawdą jeśli wystarczająco mocno je sobie wmówimy. I to te odruchy niejako, mogły uratować domostwo Seinaru przed zniszczeniem jakiego wcześniej nie dokonał, nim światło nadgoniło ciemność jaka opanowała Kamaboko.

Nie narrator był tutaj jednak, od odkrywania mechanizmów kryjących się za działaniami Gonpachiro. Od spekulacji nad nimi, jak wielką zabawą by to nie było. Za tym stał sam poeta, teraz odbywający wewnątrz siebie sąd. Sąd nad losem Ishiego, którego przebieg był... ogromnie zróżnicowany. W większości skierowany w stronę "sprawiedliwości", chcącej to wymierzyć karę Ishiemu bez żadnych skrupułów. Nie zyskał on jednak kompletnej przychylności Gonpachiro jak i sądu. "Empatia" być może, stała po drugiej stronie. W parze, odpowiedzialne one były za chaos jakiego Gonpachiro sam nie był w stanie rozwikłać. Nie byli to jacyś prości bandyci, tylko ktoś... o kim co nieco już wiedział więcej. Że miał rodzinę, i że byli miłymi ludźmi... z jednym wyjątkiem w postaci Ishiego. Przynajmniej, tego z przeszłości. Ten mógł się nawet na "dobrą" osobę załapywać, jednak nie było to istotne. Nie po rzeczach jakie dokonał. Zabicie go jednak, okazało się dużo trudniejsze dla serca i rozumu.
W realnym świecie, Ishi nie atakował podczas zamyślenia jakie mogło ogarnąć Kamaboko. Właściwie, to nie miał aż tak bardzo okazji nawet jakby chciał. W końcu zostali rozdzieleni przez kolce Shuten, tworzącą między nimi barierę. Sam szermierz odskakując trochę od kolców uderzył w nie ostrzem. Bardziej w odruchu, niż faktycznie dalszej próbie ataku. Część z nich, została przecięta przez cienki podmuch wiatru. Z racji jednak, że poszedł on w bok, nikt nie ucierpiał. Z bronią w jednej dłoni, Ishi tak stał. Obserwował pole bitwy. Nie atakował, i podobnie nie robił tego Gonpachiro, co pozwoliło Shuten na bezpieczne do nich podlecenie. Zgodnie z własnym planem rzecz jasna, wykrzyknęła te słowa na które niektórzy spaliliby się ze wstydu. W końcu, były one dość dramatyczne. Pasujące jednak do sytuacji. I wystarczające aby poruszyć dalej serce Kamaboko, które na moment stało w impasie. Nie wiedział dlaczego rudowłosa robiła to co robiła, lecz "empatia" wykorzystała ten moment do przeciągnięcia poety trochę w swoją stronę. Powoli dochodzącego już do jakiegoś wniosku. Planu. Celu. Celu, z którym obie jego strony w stanie były się pogodzić... chociaż częściowo. Czy przez ten czas ktoś inny coś zrobił? Nie. Można powiedzieć, że czas trochę w miejscu się zatrzymał. Gonpachiro się nie ruszał. Shuten była sobie w powietrzu te 10 metrów po lewej stronie Kamaboko. Ibaraki zebrał sobie chakrę za 2 akcje. A Ishi? Ishi ich obserwował, dalej z ostrzem w ręku, chociaż lalkę-poetę musiał obserwować przez luki w kolcach od Sabatayii. Czekając na ich kolejny ruch. Nie atakując samemu.

Użyte techniki przez NPC:
Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki | MK: Kotoki Jirei
Ubranko
Prowadzone wątki (3/3):
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Mizu no Kuni - Kraj Wody

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników