Mizuyama

Kraj Wody zdominował wyspy leżące na wschodzie świata Shinobi. Ta wyspiarska kraina ma za sobą brutalną przeszłość, jednak jeszcze przed IV wielką wojną shinobi zrezygnowano tu z brutalnych praktyk. Obecnie wszelkie morskie krainy podlegają pod Mizu no Kuni. Ukryta wioska tego państwa to Kirigakure no Sato. Shinobi tej wioski to specjaliści od zabójstw oraz wykorzystywania technik Suitonu. Wielu z nich charakteryzuje się również potężnymi Kekkei Genkai. Wioska ta posiadała również wielkich szermierzy korzystających z niepowtarzalnych ostrzy.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 19 mar 2021, o 15:45

Mało prawdopodobne było, by zmiana płaszcza naprawiła widocznie jej sytuację już od pierwszych chwil. Miała jednak nadzieję, że posiadanie czegoś suchszego na wierzchu nieco ułatwi jej życie. Czy ułatwiło? Jeszcze nie. W tej chwili mogła jedynie siedzieć okryta zapadowym odzieniem dygocząc na krześle i oczekując pytań. Te jednak nie nadchodziły, co było pewnego rodzaju zaskoczeniem dla rudowłosej. No bo... właśnie zabierają ich na drugi koniec świata? Tak o, po prostu? Nic ich nie ciekawiło? Patrzyli jedynie po sobie jakby zupełnie nie zrozumieli, co się do nich mówi. Jakby zaczęła mówić w jakimś dziwnym, niezrozumiałym języku i musieli szukać odpowiedzi u innych, błądząc wzrokiem podobnie jak Shuten. Tylko ona rzeczywiście szukała odpowiedzi. Bo zadała pytanie. Tak to powinno działać, tak? Dowodzenie przejęła ostatnia osoba, jaką by o to posądzała. Ni dość szybko zaczęła rozstawiać całą dwójkę "po kątach", a ci bez słowa sprzeciwu zaczęli brać się za zlecone im "zadania". Uniosła nieco wyżej brew patrząc na Seinaru biorącą się za odgrzanie obiadu. Gdzieś też rzuciła okiem w stronę oddalającego się Ishiego, który to niedługo po tym położył przed nią zwój. Dlaczego? Ruszyła go delikatnie palcem, a następnie nieco mocniej by rozwinął się na stole ukazując część treści. Nim jednak zaczęła czytać, uniosła wzrok ku młodszej dziewczynce.
- Prawdopodobnie tylko to. - odpowiedziała spokojnie raz jeszcze kątem oka wychwytując Seinaru, a następie chwyciła zwój w obie dłonie. Technika. No tak... to dalej nie odpowiadało jej na pierwsze pytanie. Koniec końców za co miała go dostać? Technik raczej nie rozdaje się o tak o. Chyba że jest się Gonpachiro ale on nim definitywnie nie był. Na poetę mogła co najwyżej zaczekać na miejscu, a jej próba przerwania ciszy skończyła się na interwencji najmłodszej z sióstr. Problem w tym, że nie bardzo wiedziała, co miała jej więcej odpowiedzieć. W innym wypadku może i mogłaby pośmieszkować z rudych dostając przy okazji rykoszetem, ale teraz... teraz zwyczajnie była dalece od wykazywania podobnego humoru. Bardziej więc wyczekiwała, aż Ishi wróci z łazienki przeglądając jeszcze treść "prezentu", który uniosła delikatnie w górę widząc mężczyznę z powrotem w pomieszczeniu.
- Nie wydaje mi się, by rozsądnie było rozdawać takie rzeczy za nic osobom, które jeszcze niedawno były gotowe cię zabić. - stwierdziła spokojnie nie bardzo wiedząc, czego oczekiwała. Wyjaśnienia? Chyba wyjaśnienia, bo najwidoczniej było coś, czego nie rozumiała. To nie tak, że przyszli tutaj dokonać zemsty? I czy to nie tak, że zdążyła człowieka "zwyzywać od najgorszych" wedle Seinaru? Nie zamierzała rzecz jasna prezentu odrzucać, to by było mało uprzejme. Fakt jednak, że znalazł się w jej rękach był drobną zagadką.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 21 mar 2021, o 22:41

Kamaboko był mierzony wzrokiem przez Minę, ale nie specjalnie się tym przejmował. W końcu, wyciągnęła jego zapłatę, nie oszczędzając przy tym komentarza. Kamaboko chwycił za otrzymane wynagrodzenie i też przez chwilę przyglądał się w milczeniu Minie-Najłatwiejsze odpowiedzi, nie zawsze są tymi najlepszym-I zniknął w płomieniach po raz kolejny. Nowy cel - port. Do niego raczej nie powinno być więcj jak kilometr. Będąc w porcie planował odnaleźć statek który płynął do Iwy oraz jego kapitana, by zamówić podroż dla siebie, Shuten i trójki dodatkowych pasażerów. A może dwójki i kazać Ishiemu biec za statkiem? Albo płynąć wpław? Albo jemu kazać szorować bukszpryt w zamian za przeprawę statkiem? Nie no, nie wypadało... chyba.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 387
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 22 mar 2021, o 13:44

- O rzeczach utraconych: Epilog -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), wielka zemsta Kamaboko Gonpachiro


Ni rozstawiała ludzi. A ona dostała zwój. Tak wiele pytań przebiegło przez jej głowę, jednak zmuszona była poczekać. Odpowiedziała w między czasie na... stwierdzenie najmłodszej w tym miejscu dziewczynki, jednak ta chyba nic sobie wielce z tego faktu nie zrobiła. Bo tak trochę dalej się na nią patrzyła. Czekała na coś? Może na jakiegoś cukierka? A może patrzyła się na coś, co Shuten posiadała? Hmmm... dylematy, dylematy. Nie mniej, kunoichi zajęła się kwestią trochę istotniejszą. Zapytaniem Ishiego jak już wrócił w świeższych ubraniach, o co chodzi z tym zwojem. Ten przypatrywał jej się przez chwilę, jakby nie do końca wiedząc co jej odpowiedzieć. Podrapał się palcem po policzku.
- Czy we wszystkim musi być rozsądek? - zapytał, faktycznie zmieszany przez pytanie jakie mu zadała. Jakby się nawet nie zastanawiał nad tym dlaczego. - Mi się to już nie przyda. Wam pomoże w chronieniu wioski, co będzie też ochroną mojej rodziny. Poza tym, zadbałaś aby Seinaru nie wtrąciła się w walkę między nami.
Na sam koniec, wzruszył ramionami jakby nie mając specjalnie więcej do dodania i poszedł pomóc Seinaru z przygotowaniem jedzenia. Czy tyle wystarczyło aby zasłużyła sobie na zwój? Raczej nie. Nie mniej, kim była aby dyktować mężczyźnie co ma ze swoimi rzeczami robić? Już raz próbowała, kiedy to zażądała od nich aby przyszli do Iwy. Greedy Shuten, tak bardzo ich tam pragnęła, że nawet im wyboru chcieć nie dała. Nie żeby to miało teraz znaczenie. Musieli trochę czekać na Kamaboko.

Odebrał wynagrodzenie, rzucając jeszcze na koniec mądrym tekstem w stronę Miny. Nie była to poezja. Nie był to nawet wiersz, z jakich to Gonpachiro słynął. Nie, były to zwyczajnie zwykłe słowa. Takie, które to wychodziły z jego "ust" już od jakiegoś czasu. Jaki będzie kolejny wiersza jaki napisze? I kiedy to się stanie? Czy będzie w ogóle w stanie wrócić do pisania ich? Tyle niewiadomych, na które jedynie on sam był sobie w stanie odpowiedzieć. Nie przejmował się jednak teraz nimi. Teraz miał inny cel. Zniknąć w płomieniach i poszukać statku, który popłynąłby w stronę Iwy, zabierając ze sobą całą ich zgraję. Ze względu na pogodę jednak, nie było to takie proste. Większość ludzi chowała się przed deszczem pod jakimiś zdaszeniami. Ktoś kto wyglądał na kapitana... była jedna taka osoba. Zresztą, już mu znana. Kapitan. Ten czerwony, z karczmy w Tsuchi no Kuni.
-Ho? Czyż to nie nasz blaszany znajomy? - zapytał, siedząc przy jakimś niewielkim stoliku z kuflem piwa na zewnątrz. Dach chronił go od deszczu, jednak facet nie zdawał się tak bardzo nim przejmować.

 
Posty: 1255
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 22 mar 2021, o 15:40

Czy we wszystkim musiał być rozsądek? I tak i nie. Jedna strona Shuten nie miała problemów z przytaknięciem na te słowa. Sama nawet nie wiedziała, czy zaliczała się do osób bardziej rozsądnych. Może? Trochę? Czasami? Patrząc na niektóre swoje decyzje była w stanie poddać ten fakt wątpliwością. Z drugiej jednak doszukiwała się logiki tam, gdzie jej nie ma. Tak odruchowo jakby cząstka niej wierzyła, że świat był wytłumaczalny. Ale nie był, na pewno nie przez pryzmat tych dwóch konkretnych rzeczy. Koniec końców siedziała słowem się nie odzywając, pozwalając Ishiemu kontynuować. Jego argumentacja brzmiała jak sklecona w biegu, jednak czy mogła się niej jakkolwiek uczepić? Może. Ale nie zamierzała, tak samo jak nie czuła się w pozycji do podważania jego słów. Dostała prezent. Kropka. Teoretycznie tyle powinno jej wystarczyć, a on i tak nie był w obowiązku się przed nią tłumaczyć.
- Rozumiem... Dziękuję. - odpowiedziała krótko, acz rzeczywiście wdzięczna za zwój. Nie musiał jej go dawać, a zdecydowanie znajomość techniki więcej jej nie zaszkodzi, bo i jak? Także nie zamierzała ciągnąć tematu dłużej, patrząc jedynie jak ich dwójka dalej krząta się przy odgrzewaniu jedzenia. Shuten tymczasem siedziała spokojnie nie wiedząc, co winna ze sobą zrobić. Ibaraki położył się plackiem na jej głowie spoglądając na Ni i delikatnie przechylając łebek, a sama rudowłosa chociaż widziała, że wzrok młodszej dziewczyny skierowany jest w jej stronę, nic z tym nie robiła. Z resztą... chciała coś? Ubrudziła się? Nie była pewna, a myślenie o tym sprawiało tylko, że czuła się dość niezręcznie. Wsparła głowę o dłoń zerkając co jakiś czas na miejsce, w którym jeszcze niedawno stał Kamaboko. Nie była pewna ile może mu zejść. Tak samo nie wiedziała, czy nie stało się w tym krótkim czasie coś niedobrego. Drobny grymas wyrysował się na twarzy zmartwionej Tsuchikage, która chociaż nie zdawała się być dalej w bojowym nastroju jak przy wymianie zdań z Seinaru, tak dalej pewne problemy istniały. I jednym z takich problemów był stan jej przyjaciela. Problem, z którym nie wiedziała co zrobić. O ile mogła zrobić cokolwiek. Ostatecznie nawet nie wiedziała ile czasu spędzą w domu Seinaru dalej dygotając z zimna na krześle i okazjonalnie ciągnąc nosem. Chociaż... czy to nie oznaczało, że miała chwilę by zrobić cokolwiek? Coś... sama nie wiedziała jak to określić, jednak potrzebowała sprawdzić. Upewnić się. Może dla własnego spokoju ducha, a może ponieważ miała taką w tej chwili potrzebę. Odsunęła się delikatnie krzesłem od stołu wyciągając z plecaka niewielkich wymiarów zwój zgarniając do środka zwój od Ishiego. Ten pierwszy kawałkiem rozwinęła na stole, pozwalając szklanej kuli na pojawienie się w niewielkich kłębach dymu. "Pojemnik" zwinęła z powrotem kładąc go na stole, a po ułożeniu przedmiotu na własnych kolanach chwyciła ją stabilniej dłonią. Co by się nie sturlała niepotrzebnie, o! Co dalej? Dwie rzeczy. Pierw spróbowałaby wyświetlić na kuli Gonpachiro. Zerknąć gdzie jest, czym się zajmuje w tym momencie i czy na pewno nie ma potrzeby, by ruszyć mu z odsieczą. Druga? Powiedzmy... sprawdzenie techniki na większych dystansach? Zdecydowanie miała okazję rzucić swoim magicznym okiem na Ichiwe kilka razy i chociaż to, co planowała zrobić w tym momencie już mogło podchodzić trochę pod podglądanie, tak... who will judge her? Zwłaszcza że jak w przypadku Kamaboko, wszystko co chciała to upewnić się, że z jej ulubioną załogą jest wszystko w porządku. Nothing more. Innej możliwości do tego nie miała.
ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 6 937 - 250 = 6 687:
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 23 mar 2021, o 00:51

To czy Gonpachiro do wierszy powróci, było czymś, czego jeszcze nikt nie wiedział. Pewnie nawet sam Kamaboko nie? A może jednak tak? Ciężko było powiedzieć. Nie mniej, nie było to miejsce na wierszowanie, więc nie wierszował. Zamiast tego mądrą gadką zapodał a potem zniknął w płomieniach. Pewnie mógłby jeszcze podyskutować z Miną i pewnie by to zrobił, gdyby nie był w stanie, w jakim był. A był to stan raczej nie pozwalający na takie rzeczy. Bo generalnie Kamaboko nie chciał teraz rozmawiać. Całe życie rozmawiał. Dużo rozmawiał. Teraz chciał jedynie, nieco ciszy. Ale no wiadomo, życie nie było takie proste. Bo w życiu były inne osoby, a tak długo jak były inne osoby - nie mogło być ciszy. I w ten oto sposób pojawił się w porcie, gdzie dostrzegł kapitana czerwonego. Podszedł do niego spokojnie i nawinął temat, który planował nawinąć i tak.-Potrzebuję przeprawy do kraju ziemi. Dla 5 osób-Krótko, zwięźle, na temat, bez zbędnych grzeczności.-Zabij go-Tak właśnie powinna wyglądać rozmowa. Nie jakieś grzeczności, przywitania, czy próby zakoleżankowania. Czy nie było to nieco niepotrzebne?-Jak umrze, to ci nie odmówi. Możesz władać całą załogą robiąc z jego zwłok marionetkę-Niektóre pomysły, chociaż tak w pełni głupie nie były, to jednak nie spełniały pewnych standardów-Przepraszam na moment-Odwrócił się tyłem po czym uderzył pięścią dwa razy w twarz-Przestań-I z powrotem odwrócił się do mężczyzny. I szlag trafił brak grzeczności.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 387
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 23 mar 2021, o 15:01

- O rzeczach utraconych: Epilog -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), wielka zemsta Kamaboko Gonpachiro


Na podziękowania mężczyzna kiwnął tylko głową, nie odpowiadając więcej. Może to przez to, że sam wiedział jak jego argumentacja była słaba. Ostatecznie, nie dało się znaleźć jakiejś porządnej logiki w jego akcjach. Jedynie "bo miał na to ochotę" zdawało się najbliższe prawdzie. I tym oto sposobem, oficjalnie nie miała co robić. No bo... co mogła porobić, nim wróci Kamaboko? Bardzo niewiele. A przejmowanie się wzrokiem Ni, nie było jedną z tych rzeczy. Zdawało się że młodsza dziewczynka złapała kontakt wzrokowy z pandą na jej głowie. Czy to od początku chodziło o Ibarakiego? A nawet jeżeli, to co z nim chciała zrobić? Zjeść?
Nie mniej, Tsuchikage miała 2 cele związane z jej kryształową kulą. Jeden? Sprawdzić jak sobie radzi Kamaboko. I mogła dojrzeć akurat jak ten sam sobie przywala, a obok niego siedział przy stole Czerwony Kapitan. Nic jednak nie słyszała, oczywiście. Wyglądało na to, że jej przyjaciel sobie względnie radził.
Drugi cel? Bardziej... odległy. Definitywnie. Po użyciu techniki, obraz przez parę chwil się nie pokazywał. Nic nie było widoczne. Dopiero po minucie niecierpliwości, kula rozjaśniała. Co dojrzała Shuten, która to już od dłuższego czasu nie widziała tego faceta bliższego sobie niż dalszego, przynajmniej emocjonalnie? A no, siedzieli w kajucie. Pewnie kapitańskiej. On, wierny shinobi który pokazał Shuten jak się smoki robi, a także grajek ze swoją kunoichi. Imiona nie był potrzebne, aby rudowłosa wiedziała kto jest kim. Aktualnie... grali sobie w karty. Chyba w pokera. Mogła zauważyć, jak kapitan potajemnie podmienia kartę w dłoni z kartą z rękawa. Oszust. Miał na twarzy jednak uśmiech, taki łobuziarski uśmiech jakby był z siebie wielce zadowolony. Saki wstał od stolika i wskazał na niego palcem, dość oskarżająco. A Onimaru? Onimaru mimo oszustwa, zgarnął całą pulę jaka znajdowałą się na stoliku. W kącie pokoju była w stanie dojrzeć samurajski hełm. Nie zdawali się inni niż dawniej. I dalej byli radośni. Nie tak jak oni tutaj. Świadczyło to chyba trochę o życiu shinobi.

Gonpachiro definitywnie był teraz człowiekiem mającym jasny cel. Tym celem? Powrót do Iwy i opuszczenie tego przeklętego mniej lub bardziej miejsca. To też, ominął grzeczności widząc człowieka jakiego już znał. Prosto z mostu powiedział co chce, i tyle. Kapitan uniósł brew słysząc czego szukał, jednak nie zdążył odpowiedzieć nim Gonpachiro sam siebie musiał... uspokoić. No bo o ile faktycznie zabicie go i kontrolowanie załogi jego marionetką było możliwe, tak... no nie wypadało trochę.
-Rozroliście się... za pomoc na statku, możemy was zabrać. Tylko jak się przejaśni, stary wilk morski w karczmie mówił że z 2 lub 3 godziny to zajmie. - poinformował Kamaboko, upijając ze swojego kufla trunek. 2 lub 3 godziny siedzenia w miejscu... raczej rzecz mało interesując dla nich, jednak przed którą uciec nie mogli. No, chyba że znaleźliby kapitana gotowego już teraz ruszyć.

 
Posty: 1255
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 23 mar 2021, o 15:38

A więc było miejsce. I była możliwość. A 2-3h zdawało się wbrew pozorom optymalnym czasem. Może nawet trochę za małym? Z drugiej strony, dziewczynki mogły odpocząć na statku... albo może dziewczyny? Seinaru nie była już taką znowu dziewczynką.-Będą dwie osoby które nie będą pomagać. Wszystkie zadania które zleciłbyś im, zleć mnie. Będziemy za 3h-Mimo wszystko Nii oraz Seinaru nie powinny być wykorzystywane do pracy czy pomocy przy statku. Powinny odpoczywać, a resztę zostawić im. A że znał kage bunshiny nie powinno być problemów z kilkoma zadaniami na raz. Zresztą, nie potrzebował też snu więc w zasadzie mógł pracować bez ustanku. Skoro więc wszystko ustalili - no chyba że czerwony miał nieoczekiwane uwagi - to Kamaboko odwrócił się i znów zniknął w płomieniach, kierując się ku domkowi Seinaru.

-Za 3h odpływamy. Pakujcie się-Powiedział spokojnie, pojawiając się nieopodal stołu.-Spojrzał na Shuten, mi i on, będziemy pomagać na statku-Taki był deal za przewóz, ale nie chciało mu się tłumaczyć. Podał Shuten jej część wynagrodzenia, a nawet pokazał zwój, gdyby chciała zgłębić tajniki zawartych w nim jutsu. Chciał odpocząć, posiedzieć trochę sam, a zamiast tego korzystając z teleportacji ograł cały system i od razu wszystko pozałatwiał, jednocześnie nie spędzając nawet chwili samotnie. Całkiem nie tak to sobie obmyślił. Ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

Spoiler:
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 387
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 23 mar 2021, o 16:52

Panda ponownie przekręciła głowę. To w jedną, to w drugą dalej obserwując Ni, która najwyraźniej obserwowała niedźwiadka. Podczas tej walki spojrzeń krótkie "Umu...?" wyrwało się z pyszczka Ibarakiego, po czym po chwili zastanowienia zeskoczył z głowy rudowłosej na stół. Ten zatrząsnął się delikatnie, a kiedy w końcu upewnił się, że wylądował w miarę bezpiecznie na miejscu, przetoczył się bliżej dziewczynki dalej ją sobie obserwując. Tyko teraz z bliska. Shuten mimowolnie skuliła się na krześle. Nie przewidziała nagłej chęci pandy do przemieszczenia swojej osoby i jedynie spojrzała na niego przelotnie. Tyle. Nie było powodu, by nie dać mu ostatecznie wolnej ręki. Sama też zajęła się własnymi sprawami w oczekiwaniu na Gonpachiro, który dość szybko pokazał się w jej kryształowej kuli. Obraz zaś jedynie pogłębił zmartwienie na jej twarzy. Widok jaki mogła jedynie obserwować, bez możliwości zrobienia czegokolwiek. Miała pewne pojęcie o tym, że w tej wersji zapewne żadnego uderzenia nie odczuje, jednak samo patrzenie na to było przygnębiające. Zdawać by się jednak mogło, że znalazł jednego z kapitanów. Dla odmiany tego bardziej narwanego, z którym siedzieli w Myōbon. Ni ją ziębił, ni parzył. W tej chwili chciała jedynie wrócić do domu, a z kim - nie miało tak naprawdę znaczenia. Przynajmniej dopóki mowa była o zabraniu się do Tsuchi no Kuni z kimkolwiek innym, niż z konkretną grupką. Nie mniej - tych pod ręką nie mieli i nie był to fakt, który winien kogokolwiek dziwić.

Czas jaki zajęło kuli pokazanie wspomnianej załogi zdawał się dłuższy niż w rzeczywistości, a bardzo krótka myśl - myśl o tym, że mogłaby ich w niej nie zobaczyć, zmroziła na krótki moment krew w żyłach Godaime. Wraz z pojawieniem się obrazu nieprzyjemne uczucie minęło, a kącik ust Sabatayi mimowolnie uniósł się w górę gryząc się z posępnym do tej pory obliczem. Jednak! Jakże mogłaby inaczej? Minęło tyle czasu i chociaż sytuacja ograniczała ją do zwykłej obserwacji, dalej była w stanie nacieszyć wzrok uśmiechniętym kapitanem. Mieć wrażenie bycia częścią tego, cokolwiek robią - nawet jeśli tylko w bardzo niewielkiej części i jako niemy widz, o którym nie mieli pojęcia. Tak jak jednak samurajski hełm w tle niejako odpowiadał na jej pytania sprzed odwiedzin u Miny, tak widok Raiko był pewnym zaskoczeniem. Nie powinna być w Kumo? Co z obowiązkami? Z resztą mniejsza o nie - też tak chciała. Być tam z nimi wraz z Gonpachiro, a nie tutaj w Mizuyamie. Nawet jeżeli myśl, że kunoichi Chmury była warta bardziej tego by po nią wrócić niż odwiedziny ich dwójki stanowiła bolesny cios. Zacisnęła nieświadomie usta, podobnie jak palce na kryształowej kuli. Ale hej! Dobrze się bawili. Byli bezpieczni. A z każdym kolejnym dniem bliżej był ten, podczas którego znowu się spotkają. Na pewno. Musiała jedynie poczekać. Tak.
Tak...?

Moment w którym w pomieszczeniu ponownie pojawiły się płomienie był znakiem. Znakiem, że koniec z wykorzystywaniem swoich umiejętności w niecnych celach i nawet jeśli przez krótki moment zapomniała o tym, jaki wrak człowieka obecnie stanowił lalkarz, od razu zakończyła transmisję byle nie dorobić się ponownie jakiejś niezbyt przyjemnej łatki. Trzy godziny. Brzmiało to jak więcej czasu niż "wychodzimy już teraz" i dawało realne szanse na to, że do tego czasu pogoda nieco się uspokoi. Nie czuła potrzeby wnikania w jego kolejne stwierdzenie. Nie podał kwoty więc śmiało można było założyć, że praca fizyczna ma być walutą, na co kiwnęła głową. Schowała część wynagrodzenia, póki co jednak nie zaglądając do zwoju Gonpachiro. Mogli się tym równie dobrze zająć w Iwie, a nie teraz przy stole. Spojrzała za to wyczekująco na Seinaru i Ishiego. Podgrzewali obiad. A to oznaczało, że powinien być ciepły jak skończą. W tej zaś chwili czymś ciepłym z pewnością by nie wzgardziła, a wiedząc o czasie jakim dysponowali rzeczywiście kąpiel i przebranie się w suche ubrania zaczynała mieć sens. Prócz drzemki. Niby w godzinę czy dwie da radę, jednak nie sądziła, żeby wstanie po niej na równe nogi było po dzisiejszych przejściach łatwym zadaniem. Sen mógł poczekać.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 26 mar 2021, o 14:14

- O rzeczach utraconych: Epilog -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), wielka zemsta Kamaboko Gonpachiro


Kapitan nie miał żadnych większy sprzeciwów, jakie to chciał rzucić w stronę Kamaboko. To też, lalkarz bez większych problemów mógł sobie zniknąć w płomieniach potężniejszych od deszczu jaki na niego padał. Ciekawe co by się stało, gdyby tak w trakcie teleportacji... zgasł. Artysta powrócił do domu, w którym to... aż tak wiele się nie działo. Ibaraki podszedł bliżej Ni, a ta chciała go palcem po główce pogłaskać. Zbliżała jednak swoją dłoń powoli, co to by zwierzaka nie przestraszyć. Lub wybadać, czy nie ugryzie. Wielkie dylematy. Para "kochanków" dalej rozgrzewała obiad, i zdawało się że zaraz będzie gotowy. Shuten? Shuten stalkowała ludzi kryształową kulą - jaką to natychmiastowo wyłączyła aby nie zdobyć kolejnego tytułu - i nie mogła powstrzymać lekkiego uczucia niepewności, czy aby na pewno kiedyś się jeszcze z ich załogą zobaczą. I zazdrości, że kunoichi Kumo tak mogła z nimi pływać, a jej to odwiedzić nie raczyli.
Kamaboko powiedział ile godzin im zostało na przygotowanie. Seinaru i Ishi spojrzeli na siebie, nim odwrócili się w stronę Gonpachiro. Z pewnym siebie wyrazem twarzy, jakby przez czas który go nie było starali się pogodzić z faktem przeprowadzki to miejsca... w teorii mniej bezpiecznego. Kiwnęli głową.
- Shuten-san, nie będzie chyba lepszej okazji na szybką kąpiel? Siedzenie w mokrych ubraniach nie może być komfortowe... i zdrowe. Potrzebujesz na zmianę? - zapytała Seinaru, odchodząc od rozgrzewającego się jedzenia i kierując się w stronę ich pokoju. Aby wyciągnąć z tamtąd torby i wynieść je do jadalni w której to się znajdowali. Ishi z automatu zaczął parę rzeczy z kuchennych szafek wyciągać i pakować. Nie tak wiele jednak. - Jedzenie jeszcze może poczekać.
Dorzuciła, wracając do pokoju i tam wyciągając 3 torbę. Do której to różne ubrania i podobne rzeczy zaczęła pakować. Czy rudowłosa skorzystała z tej propozycji, czy nie... to by trochę zmieniło, ale też nie aż tak wiele.
Prędzej czy później, obiad odgrzany ponownie pojawił się na stole. Para nawet w ekspresowym tempie się spakowała do 3 toreb, które Ishi potem zapieczętował w niewielkim zwoju. Czy wszyscy siedzieli i chcieli jeść? To zależało od pary z Iwy, z racji że rodzina Seinaru+Ishi+Ni siedziała z powrotem na swoich miejscach. Jeszcze raz zajadali się gulaszem, chyba z zamiarami wykończenia go. Drobne kawałki mięsa w jakimś sosie o posmaku pomidorów. Całkiem smaczny gulasz. Szkoda tak dobre jedzenie pozostawiać, aby się zmarnowało. Data jego ważności też raczej nie przeminęła, ale nawet jeśli, komu by tam zaszkodziła trochę przeterminowanego o 3 dni mięsa?. Czas aby wyruszyć w stronę portu, też powoli się zblliżał. Już po 2 godzinach, ulewa ustąpiła i zostały tylko chmury, dalej tworzące ponurą atomosferę.

 
Posty: 1255
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 27 mar 2021, o 14:53

Priorytety Sabatayi w tej chwili były bardzo proste: najpierw jedzenie, później reszta. W końcu ile można odgrzewać gulasz? Siedziała przy stole oczekując strawy tyle, że udanie się gdziekolwiek w innym celu zdawało się jej mijać z celem: nawet po powrocie Kamaboko i odłożeniu kuli na stół. Wyglądało jednak na to, że cała jej światopogląd na tę kwestię wymagał prze-ewaluowania. Spojrzała na Seinaru chyba bardziej martwiącą się o zdrowie rudowłosej niż ona sama. Ale czy nie miała innych rzeczy na głowie niż problemy z własnym odzieniem? W przeciągu bardzo krótkiego czasu, ilość rzeczy trapiących ją momentalnie wzrosła i doprowadzenie się do ładu, pomimo dreszczy i chłodu przeszywającego jej biedne kości, zdawało się stanowić jeden z mniejszych problemów. Wykąpać się jednak dalej zamierzała, chociażby we względu na zwykły, zdrowy rozsądek gotowy wrzucić ją do wanny choćby siłą. Przełożenie więc tej czynności przez zjedzeniem czegoś ciepłego nieco burzyło plany Piątej, ale... co mogła więcej w tej kwestii poradzić?
- Mam swoje. - stwierdziła zmęczona, po czym dźwignęła się z krzesła. Cały plecak, zwój i kulę zostawiła na miejscu, biorąc tylko ten z zapieczętowanym odzieniem. Obiad zaczeka. Gonpachiro... też? Pomimo całej wiary w niego ciężko było rudowłosej odgonić od siebie myśl, że znowu zrobi coś niespodziewanego. A co gorsza - coś, co bardzo nie przypadnie jej do gustu i w najgorszym razie sprowadzi na nich wszystkich kłopoty. Niewiele jednak mogła na to poradzić. Ma zostawić klona przyzwoitkę? Bez sensu.

Ibaraki zdecydowanie był istotą ciekawską, ale nie płochliwą. Panda przeżyła i widziała wystarczająco dużo, by nie zlęknąć się dużej-małej dziewczynki przybliżającej rękę do jego łebka, który przechylił delikatnie obserwując ten jakże interesujący ruch. On miałby nie dać się pogłaskać? Nie no, gdzie tam! Jeszcze spłoszyłby ludzkie dziecko i uciekłoby to gdzieś w kąt, a to zdecydowanie weszłoby w życie jemu niecnemu planowi. Także gdy tylko ta go pogłaskała, wyciągnął ku niej obie łapki. Jak takie dzieciątko, co chce na rączki. Wszystko byleby wdrapać się młodej na ramię, które w przypadku Ni nie wyglądało aż tak stabilnie jak chociażby ramię Shuten. Zmieści się? Nie zmieści? Tyle pytań czekających na odpowiedź!

Rudowłosa nie zwracała większej uwagi na podboje nowych szczytów przez pandę. Zamiast tego skierowała się do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi, po czym napuściła do wanny ciepłej wody. Zdjęła z siebie resztę rynsztunku jak i ubrania wymagające wysuszenia, po czym weszła do środka. Niewiele było trzeba, by ciało czerwonookiej zaczęło stopniowo przyzwyczajać się do temperatury, a mięśnie rozluźniać. Przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe w obecnych warunkach - a warunki były takie, że nie miała zbyt dużo czasu by poleżeć w cieple. Po dość krótkim czasie sięgnęła po stojące w okolicy szampon i mydło uznając wcześniejsze zaproszenie do skorzystania z łazienki jako ciche przyzwolenie na skorzystanie z pozostawionych tam dóbr.

W gruncie rzeczy mogło jej zejść nieco dłużej jak krócej, jednak ostatecznie drzwi łazienki na powrót otworzyły się ukazując w progu Sabataye. czystą, wygrzaną w ciepłej wodzie i przebraną w nowe ubrania. Poprzednie schowała do zwoju pozostając w różowo-szarej, asymetrycznej tunice z obszernymi, długimi rękawami, dekoltem wyciętym w kwadrat i szerokim, czerwono-różowym pasem okalającym talię. Do tego odziała jasno-szare, przylegające spodnie sięgające za kolano z rozciętymi po bokach nogawkami. Rude wysuszone włosy splotła w kok i tylko pojedyncze kosmyki błądziły blisko twarzy. Cała reszta ekwipunku została zamocowana na swoim miejscu, a cała reszta upchnięta w klasycznym dla ninja, cylindrowym "pojemniku". Wrzuciła go z powrotem do plecaka, a sama siadła do stołu bez słowa. Ledwo włożyła kawałek mięsa z gulaszu do ust, a już blisko jej talerza pojawił się Ibaraki, dość prędko w tym wszystkim opuszczając Ni, siadając obok rudowłosej i otwierając pyszczek. Ta uniosła brew nie spodziewając się szczególnie po pandzie rzucenia się na coś innego niż bambus, jednak bez większych problemów wpakowała mu pomiędzy zęby kilka kawałków własnego obiadu, nim ponownie wdrapał się Godaime na głowę.

Sama nie miała co więcej ze sobą brać, to też po upewnieniu się, że wszystkie swoje rzeczy ma w zwojach, przy pasie bądź w plecaku, mogła co najwyżej poczekać na to, aż cała trójka będzie gotowa. A później? Ruszyć w stronę portu rozglądając się za Czerwonym. Bo założyła, że dogadał się właśnie z nim. Osoba jego pokroju raczej pewnie rzuci im się w oczy prędzej czy później po dotarciu na miejsce, nawet nie koniecznie używając przy tym jakichkolwiek, bardziej "specjalistycznych" zdolności.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 28 mar 2021, o 10:31

Widząc jak wszyscy uwijają się jak w ukropie by przygotować się do podróży, on rytmicznie uderzał palcami w blat stołu. Oto jest kwintesencja tego, czego się wyzbył. Kąpiel by ogrzać zmarznięte kości? Jeśli nie masz ciała, nie jest to tylko dłużej nie potrzebne, ale jest zwyczajnie bezsensowne. Chociaż od czas do czasu umyć zakurzone fragmenty stali? No cholera, może jednak z wanny przyda się dalej korzystać? Będzie musiał nad tym głębiej pomyśleć w Iwie.-W publicznej łaźni mógłbyś go utopić-Machnął dłonią, jak by odganiał się od natrętnej muchy. Życie nie bywało tak proste. Co dalej? Pakowanie się. Potrzebowali ubrań i swojego dobytku. On już ubrań więcej nosić nie będzie. A dobytek trzymał w zwojach. Jak by się tak nad tym zastanowić, to domu też nie potrzebował, bo równie dobrze mógł spać pod mostem. Niewygodny nie były mu straszne. No właśnie, co z domem? Czy chciał tam spać? Czy będzie w stanie tam spać...? Raczej nie. A to oznaczało wprowadzenie się do gabinetu Shuten albo w końcu konfrontacja z klanem i znalezienie lokum na ich terenie. Eh. Więcej obcowania z ludźmi? Kiedyś by się nawet ucieszył a teraz... hmm... O, jedzenie. Kolejna mało istotna obecnie kwestia. I chociaż nie było ono mu potrzebne, to czasem wypadało coś zjeść, czy zwyczajnie z przyzwyczajenia i tęsknoty skubnąć. Jedzenia to mu będzie brakowało chyba najbardziej. Ale może dało się stworzyć jakąś ultra super dobrą lalkę która mogłaby czuć smak potraw i napitku, a może nawet - upić się alkoholem? Właściwie upicie się alkoholem nie powinno być aż tak trudne do osiągnięcia. Ale smak? Trochę bardziej tricky zabawa. Czy warta zachodu? Ciężko powiedzieć. Swoją drogą, historia to zaskakująca rzecz. Człowiek się nawet nie obejrzy a już zatacza pewnego rodzaju koła. Dawno temu wielcy panowie ziemscy, brali do siebie dzieci a czasem nawet żony swoich podwładnych lordów, by trzymać ich w ryzach. Zakładnik, na wypadek buntu. Teraz poniekąd, zrobił to samo. Poniekąd, bo jednak nie do końca. Eh. Naprawdę nie chciał krzywdzić nikogo poza Ishim i miał nadzieję że Seinaru i Nii, wybaczą mu ten przejaw samolubności.-To nie twoja wina. To JEGO wina-Znów machnął dłonią, odganiając natrętną muchę. Wina nigdy nie leżała po jednej stronie. Sytuacji Seinaru i Nii była tak samo jego winą jak i winą Ishiego. Rezultatem wielu decyzji podjętych przez ich obu. Właściwie, było nawet bardziej winą Kamaboko niż Ishiego, bo idąc tym tokiem rozumowania, winą obarczyć mógłby nawet Seinaru i Nii, w końcu to one zamieszkały z Ishim. Wniosek? Ten tok rozumowania był zbyt wadliwy. Próba przerzucenia odpowiedzialności i nic więcej. Dużo im zostało tego pakowania? Jedzenia? Chyba nie. Chyba byli gotowi. Chyba mogli ruszać. Czekała ich długa podróż. Nie wiedział co powiedzieć. Chyba pierwszy raz-Na pewno nie-Łypnął niezadowolony nad swoje prawe ramię. Mógłby się w końcu zamknąć.-Ruszajmy więc-Powiedział gdy nadeszła już pora by wyruszyć i gotów był ich nawet prowadzić do portu! Po wyjściu jednak zrozumiał że to się nie uda. Teleportacja to jedno, ale dotrzeć tam? Ni w ząb nie pamiętał drogi. Spojrzał więc na Shuten i gestem wskazał jej by szła przodem.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 387
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 31 mar 2021, o 17:09

- O rzeczach utraconych: Epilog -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), wielka zemsta Kamaboko Gonpachiro


Był to kolejny moment, trochę bardziej poświęcony myśleniu. Zastanawiania się. Dla Shuten, nad tym dlaczego najpierw nie dano jej obiadu tylko wygoniono aby się wykąpała. Dla Ibarakiego... trochę ciężko powiedzieć, ale Ni pozwoliła mu wejść na jej ramię które faktycznie było mniej stabilne ale... co, on by nie utrzymał na nim równowagi? Potknięcie się w drodze na nie, kompletnie tego nie sugerowało. O czym Seinaru i Ishi myśleli, ciężko też było powiedzieć. Pewnie o... przyszłości, mówiąc najprościej. Praktycznie każdym o tym teraz myślał. Sam Gonpachiro natomiast, mógł tylko wspominać to co utracił. Ciało. Przyjemność z kąpieli, upicia się i jedzenia. Nawet uśmiechnąć się porządnie nie mógł! Utrata sporej części tego, o co chodziło w życiu, zdawała się uderzać w niego dopiero po czasie. Czy jego dom był teraz domem? Czy będzie musiał znaleźć inny dom? Po co mu w ogóle dom, skoro był lalką bez rodziny? Co jakiś czas odzywała się jego "okrutniejsza" wersja. Nie gorsza. Zwyczajniej... bardziej pragnąca zemsty. Ten ją jednak traktował jedynie jak muchę. Czy kiedyś mu przejdzie? Czy nie przejdzie? Ostatecznie więc wszyscy byli gotowi do podróży. Ni miała na plecach plecaczek w którym to Shuten mogła dojrzeć jak ta ukrywa pluszową pandę. Ishi miał przerzuconą przez ramię sporej wielkości, czarną torbę podróżną. Co w niej krył? W sumie nie mogli być pewni do końca, ale na pewno były tam jakieś patelnie i ubrania. Dziwne połączenie, ale... chłopskie. Wcześniej też zapieczętował parę rzeczy do zwojów. Samą Seinaru nic nie obciążało, może poza sytuacją, z którą zdawała się dość dobrze radzić. Czyżby... lata praktyki?
- ...czy macie może jakieś koncerty lub bary karaoke w Iwie? - zapytała się rudowłosa dziewczynka po dłuższej chwili ciszy, jako jedna z niewielu. Miała lekki uśmiech na twarzy, kiedy to opuszczali dom rodziny jaką to postanowili mieć na oku. Okradając ich z aktualnego życia, i każąc zaczynać nowe. Czy było to surowe? Jeżeli było, to nikt parze Iwijczyków tego w twarz nie powiedział.

Dotarli do portu. W między czasie, ciemne chmury z nieba zaczęły jeszcze bardziej uciekać. Ba! Jakby to chcąc podkreślić to jak wszyscy byli "szczęśliwi", na niebie nawet pojawiła się tęcza! Taka kolorowa! Mogli zauważyć, że Ni patrzyła na nią z gwiazdami w oczach, a jej "rodzice" z lekkim uśmiechem. Dość szybko musieli zaakceptować to co się stało, biorąc pod uwagę jak poważne rzeczy do niedawna się działy. Kto by śmiał z uśmiechem w takiej sytuacji chodzić?! A no. Oni śmieli.
Kapitan którego to Shuten szukała, był na tyle charakterystyczny, że problemów ze znalezieniem go nie było żadnych. Ludzie starali się go raczej omijać, szczególnie patrząc jak między palcami trzymał 4 wykałaczki pełne takoyaki, i po kolei sobie odgryzał kuleczki z każdej. Chwyt iście godny shinobiego.
- Szybko swoje sprawy załatwiliście, skoro już do powrotu gotowi, hahaha! - skomentował śmiejąc się czerwony kapitan, a jego donośny śmiech zwrócił uwagę paru osób na nich. Ten jednak zdawał się tym nie przejmować. - Nie mniej, pomogliście nam to i my pomożemy. Robota na statku jest dość standardowa. Tutaj poprzenosicie jakieś skrzynki, tutaj zabawicie trochę załogę, gdzieniegdzie poszorujecie pokład i tak dalej, i tak dalej.
Skomentował odwracając się i nawet właściwie nie przedstawiając się nieznajomym. Ale czy musiał? No... niby nie do końca, ale częściowo by wypadało. Nie mniej, nie zrobił tego. Podążając za nim, lada moment znaleźli się na pokładzie i Czerwony Kapitan pokazał im łóżka jakie do nich należały. Proste, pojedyncze i piętrowe. Spać mieli razem z resztą załogi, a na swoje rzeczy mieli jedynie przestrzeń pod łóżkiem. Załoga jaką dojrzeli po drodze, zdawała się bardzo przypominać tą z Jaglanki. Osoby żywe, śmiejące się, balujące jak i z ciekawością słuchające wierszy Kamaboko! No, może poza tym ostatnim. Największą różnicą, zdawało się że Ci byli zwyczajnie mniej mili niż ich ulubiona załoga. Bardziej surowi. Nie mniej jednak... wyruszyli. Odbili od portu. I oglądając pozostawiane za sobą miasto, mogli dojrzeć pewną rudowłosą którą kojarzyli z gabinetu. Bombową kobietę. Ishi też ją dostrzegł, i zdawało się że para przez chwilę utrzymała kontakt wzrokowy. Nim, z kiwnięciem głową i lekkim uśmiechem, Mina się obróciła. Poszła, gdzieś dalej w głąb Mizuyamy.
I tak oto, ich podróż, zdawała się kierować ku końcowi. W końcu na pewno nie trafią tym razem na samurajów blokujących port, prawda? Hahaha!...

W pościkach opiszcie też jak byście spędzali podróż. Macie tutaj sporą dowolność, tak długo jak nie zaczniecie nagle walki na morzu między piratami.

 
Posty: 1255
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 31 mar 2021, o 17:49

Ponieważ zwyczajnie były takie momenty, kiedy jedyne co chciało się zrobić, to zagłębić we własnych myślach. Tego potrzebował teraz Kamaboko, ale nie mógł sobie na to za bardzo pozwolić. Bo wiedział że z tego bagna zbyt szybko i zbyt łatwo by nie wyszedł. Liznął więc jedynie powierzchnię tego wszystkiego a wiedział że czekało go... wiele pracy, gdy tylko wrócą. A może nawet i na statku, jeśli czas pozwoli? Fakt jednak był taki, że w tej chwili był w rozsypce i jeśli chciał wyjść jakość z tego obronną ręką, musiał dość szybko przejść do prób posklejania wszystkiego do kupy. Eh. O ile było jeszcze co zbierać do kupy? Podróż do statku miał nadzieję że upłynie im we względnym spokoju, ale Seinaru postanowiła przełamać milczenie i Kamaboko nie planował jej ignorować.-Bary karaoke? Nie wiem. Ale koncerty brzmi jak świetny pomysł. Cała scena zrzeszająca artystów Iwy. Koncerty, pokazy marionetek, sztuczki magiczne... recytacje wierszy-Posłał wyzywające spojrzenie Ishiemu. Szykuj się! Uznał też, że pora dogryźć Shuten.-Poza tym razem z Gluten macie już doświadczenie we wspólnych występach. I jest między wami taka... chemia. Myślę że będziecie idealnymi idolkami całej Iwy. A my z nim-Wskazał Ishiego-Będziemy waszymi Menagerami i czasem też coś zaśpiewamy, o. A jak Ni podrośnie to będzie śpiewać z wami. Wciśniemy was w ładne sukienki, nazwiemy jakoś ten unit i zamiast walczyć kunaiami będziemy jeździć po świecie i walczyć śpiewem!-Pokiwał mądrze głową. To mogło brzmieć jak jakaś ironia, ale mówił całkiem serio. NAPRAWDĘ BRAŁ TO POD UWAGĘ-Na razie jednak zacznijmy na skalę lokalną!-Wyjął notatniczek i zaczął w nim skrobać-Zaczniemy od koncertu w wiosce. Co powiecie na przyszły miesiąc? Z tego co widzę w kalendarzu naszej kage, to nie ma wtedy planów. I będzie dostatecznie czasu na nauczenie się układu i piosenki którą napisze wam on-Wskazał Ishiego-Wszyscy za? Świetnie. To zapisuje. A, właśnie. Musimy ci Shuten znaleźć sekretarkę. Przekażę jej twój kalendarz, a na razie ja go będę prowadził-Ustalone, świetnie. i tak, nazwał ją Shuten.

-Pracuje tylko Ja, on i ona-Wskazał na siebie, Shuten i Ishiego-Daj mi zadania pozostałej dwójki-Robienie za trzech? Nie ma problemu. Im więcej będzie pracował, tym mniej będzie bolało. Dlatego planował całego siebie wcisnąć wszędzie gdzie się dało. Gotowanie? Jasna sprawa, smaku nie miał, ale ryż ugotuje. Mycie pokładu? Raz, raz, ze szmatą na kolanach poleci. Wypatrywanie wyspy? Ay, ay, panie kapitanie. Erotyczny taniec dla załogi? To mogło być ciężkie, ale czego się nie robi dla darmowej podróży statkiem? Specjalnie dla nich, ściągnie z siebie... cholera, nie miał czego. No tym się będzie musiał Ishi zająć. Sorry, nie wina Kamaboko. A co robił w nocy, gdy nie było pracy, gdy wszyscy spali? Rozpoczął zapewne powolny, długi i bardzo bolesny proces odzyskania sanity. Na razie poprzez medytację i uspokajanie własnego serca. Nie miał... odwagi? By wejść głębiej.

Jednego z końcowych dni podróży, gdy akurat nie miał co robić, zaczepił Seinaru.-Mówiłaś, że chcesz bym ci o sobie coś więcej opowiedział. Ja również chciałbym byś mi coś więcej o sobie- o was, opowiedziała-Planował by to była rozmowa we dwoje, raczej bez postronnych osób. Ale jak się ktoś przypałęta, to cóż. Niech słuchają. Nie żeby miał coś specjalnie do ukrycia. To raczej Seinaru mogła mieć rzeczy którymi nie chciała się dzielić. Chociaż takimi to i z nim się pewnie nie podzieli, w końcu był tylko randomową żmiją w jej życiu.-Wbrew wszystkiemu co mówiłem i pokazałem na przestrzeni ostatnich godzin, naprawdę mam nadzieję że pewnego dnia będziemy mogli wszyscy usiąść przy jednym stole i szczerze się śmiać...-Przyglądał się przez chwilę Seinaru. Była dobrą osobą, nie było żadnych wątpliwości. Lepszą od niego. Więc dlaczego teraz musiała cierpieć? Dlaczego musiała cierpieć już wcześniej? Dlaczego świat nie mógł się odczepić od tych, którzy nie pragnęli konfliktu?-Czy opowiesz mi o swojej ranie? Czy... pozwolisz nam spróbować ją wyleczyć?-Wciąż uważał że stan Seinaru nie wydawał się zbyt spoko, a sądził że lekarze Iwy na pewno byli w stanie poradzić sobie z jakimiś nietypowymi chorobami. Dziwnie rozmawiało się z osobą, której poniekąd niszczyło się balans wybudowany w życiu, zwłaszcza wiedząc że ta osoba nie żywi wobec ciebie z tego powodu nienawiści oraz wiedząc że postępuje się... "Najsłuszniej". Przynajmniej na słuszniejsze postępowanie, Kamaboko nie było stać.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 387
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: Mizuyama

Postprzez Sabataya Shuten » 31 mar 2021, o 20:53

Czy tak to wszystko miało się skończyć? Nie wiedziała. Zrobili dobrze? Dokonali prawidłowej decyzji, czy ostatecznie przyszło im wybierać pomiędzy jednym złem, a drugim? Jakkolwiek by nie było, rozstanie całej trójki z ich domem w Mizu przebiegało dość spokojnie. Było im żal tej decyzji? Nic, co Shuten mogłaby stwierdzić patrząc na to, jak ci pakowali swoje rzeczy. Gdzieś przewinął jej się w tym wszystkim miś wkładany przez Ni do plecaka, jednak w przeciwieństwie do Ibarakiego, sama nie zwróciła na niego większej uwagi. Jedynie panda nieco dłużej wpatrywała się w dobytek dziewczynki gnieżdżąc się na głowie rudowłosej. Droga na miejsce również zdawała się pozbawiona większych atrakcji. Przynajmniej do czasu, aż Seinaru nie przerwała ciszy swoim pytaniem, kiedy to w międzyczasie sama Sabataya przystanęła na moment celem zakupienia tutejszej prasy.
- ...są. - odpowiedziała krótko, pakując gazetę do plecaka. Dość szybko jednak Kamaboko przejął pałeczkę zasypując wszystkich paradoksalnie dość typowym dla siebie monologiem. To dobrze? Źle? Słuchała go patrząc na niego z troską, jednak myśl występowania przed całą wioską mroziła krew w żyłach. Przecież już jej "występ" w Mizuyamie był kompletną porażką!
- Nie umiem śpiewać. Poza tym jestem Kage, nawet mi nie wypada. - zaczęła spokojnie, chociaż fakt podjęcia prób wymigania się po tym wszystkim z dość ambitnych planów Kamaboko mierziła ją z niezrozumiałych przyczyn. Jakby zgodzenie się nie było w porządku, ale odmówienie również nie. Chociaż jeżeli zrobienie z siebie zupełnego kretyna i pośmiewiska przed całym Kamieniem miałoby mu jakkolwiek pomóc... - nie wiem. Pomyślę. Ale nic nie obiecuję. - dodała ciszej po dłuższej chwili, dalej kątem oka obserwując poetę. Shuten. No tak, tak się nazywała. Tylko dlaczego usłyszenie swojego imienia w poprawnej formie z ust Gonpachiro było takie dziwne? Takie nienaturalne. Chociaż pewnie jej się wydawało! Potrzebował czasu. Ile? Nie wiedziała, ale w tej chwili mogła jedynie wierzyć w to, że wszystko wróci do normy, a całe to wrażenie nieprawidłowości minie nim się obejrzy. W końcu czy niesprawiedliwym byłoby oczekiwać od niego, by po tym wszystkim od razu był starym sobą?

Czerwony rzucał się w oczy. Wiele to ułatwiało w znalezieniu kapitana, któremu to pomachała widząc go z daleka. Podeszła jednak bez większego entuzjazmu. Włożyła ręce w kieszenie płaszcza spoglądając na takoyaki w dość sporej ilości, nim zwróciła wzrok ku samemu mężczyźnie.
- Smacznego. - rzuciła odruchowo jak kultura nakazywała. Chociaż czy było to coś, czym musiała się przejmować w podobnym towarzystwie: nie wiedziała. Nawet ją to szczególnie nie obchodziło, a na wszelakie stwierdzenia o małej użyteczności tejże najpewniej wzruszyłaby ramionami. Bardziej istotne było prędzej to, jak zwykłe wilki morskie nie robili z transportem żadnego większego problemu. Wymagali jedynie pomocy na pokładzie. Układ dużo bardziej pasujący jej od sypania groszem. Kamaboko dość szybko nakreślił, kto z nich rzeczywiście będzie pracować i tak jak wcześniej - nie zamierzała robić z takim rozkładem obowiązków problemów. Jedynie przytaknęła głową czekając, aż ten poprowadził ich na statek. Przeszła po kładce wchodząc na deski pokładu, po czym rozejrzała się. Łajba jak łajba. Załoga jak... załoga. Tak. Mimowolnie zacisnęła zęby patrząc po wszystkich tych roześmianych ludziach, nim przykład wzięły jej własne powieki zamykając się na kilka dłuższych chwil.
Jeszcze trochę...
Na pewno.

Mimo wielkich chęci do tego, by rzeczywiście położyć się na łóżku i te kilka dni zwyczajnie przespać, siedziała na pokładzie pomagając z czym mogła. To czym wolał zająć się Gonpachiro zostawiała w jego rękach nie chcąc wchodzić mu w drogę, jednak nie zamierzała zostawiać mu wszystkiego. Byłoby to zwyczajnie niesprawiedliwe nawet, jeśli w przeciwieństwie do niej nie męczył się bez względu na włożony wysiłek. Co jednak było do przeniesienia - czy to skrzynie, beczki czy jakieś inne ładunki - to też nosiła, tak samo nie mając większych problemów z pomocą przy myciu pokładu. Zabawianie załogi prawdopodobnie było jednak czymś poza jej zdolnościami i jedyne co mogła zaoferować, to proste sztuczki ninja. Przy okazji też przyjrzała się, jak działa takie zajmowanie się statkiem od strony zwykłego majtka, pozwalając sobie przy okazji pracy pytać o różne rzeczy. "Od czego jest to?", "jak się robi to?", "a po co jest to tutaj" - może nawet pomagając z zajmowaniem się innymi, bardziej skomplikowanymi czynnościami, o ile ktoś by był skłonny przybliżyć jej sposób działania. Mimo wszystko posiadanie nieco więcej sił w rękach stawiało ją jako nie zgorszą pomoc na czy też i pod pokładem.

Nie wiedziała jak właściwie powinna zagospodarować sobie wolny czas. Mokry płaszcz wyciągnęła ze zwoju już pierwszego dnia wieszając go na wolnym krześle i pozwalając mu się osuszyć. Wygrzebała z kieszeni pogniecione i pomarszczone od wilgoci kartki z tekstem piosenki jednocześnie sprawdzając, czy wcześniej uplecione bransoletki są na miejscu. Odłożyła je na poduszkę pozwalając także im nieco doschnąć, a sama chwyciła pióro pozwalając sobie poprawić na papierze te fragmenty, które pod wpływem wody rozmazałyby się i stały zbyt nieczytelne. Przynajmniej na tyle, na ile pamiętała treść. Mimo wszystko nie chciała prosić nikogo o wsparcie w odszyfrowaniu tych miejsc, których za nic nie szłoby odgadnąć. Tylko po co to robić? Sama nie wiedziała. Z jakiegoś niezbyt zrozumiałego powodu uznała jednak, że jest to coś, co wypadało zrobić. Były rzeczy, których nie chciała ani dociekać, ani zrozumieć nawet, jeśli pewne odpowiedzi zdawały się oczywiste.

Prócz tego: jedyne na co było ją stać, to na pobawienie się co jakiś czas kryształową kulą. W końcu użyła jej raz - co za różnica, jeśli zrobi to ponownie? Pewną granicę przyzwoitości już przekroczyła, a sprawdzenie, czy "wszystko jest w porządku" w pewien sposób ją usprawiedliwiało: przynajmniej w jej własnym mniemaniu zupełnie ignorując fakt, że ostatecznie zaczęła spoglądać w kryształ głównie dla częściowego złagodzenia uczucia tęsknoty. Na Wielorybie czy Jaglance było jakoś tak inaczej. Nie myślało się o pewnych rzeczach, zwyczajnie dobrze się bawiąc. Lubiła tamto miejsce i nawet jeżeli istniała szansa, że również nie było jej, i tak zatrzymałaby się tam na dłużej. Może gdyby teraz byli właśnie tam, wśród wszystkich ich przyjaciół, sytuacja byłaby chociaż trochę lżejsza? W głębi serca w to właśnie wierzyła bez względu na to, jaka miałaby być prawda.

Ale sytuacja lżejsza nie była. Była za to jaka była i jakkolwiek chciała, by było inaczej - nie było. Czy było coś, czym mogłaby pomóc Kamaboko? Pewnie nie. Z jednej strony obserwując poetę przez deski pokładu przeszła jej przez głowę myśl raz czy dwa, by zwlec zmęczone kości z łóżka i potowarzyszyć lalkarzowi, jednak! Gdyby chciał jej towarzystwa, zapewne dałby o tym znać. Nie mogła mu zabronić pobyć samemu, zwłaszcza jeśli miałoby posłużyć mu w dojściu "do siebie". Ale jaka taka niemoc jest irytująca! Podkopująca jakąkolwiek pewność siebie mówiąc prosto w twarz, że w tak podłym okresie czasu nie jest w stanie nic począć. Pomóc. Podnieść na duchu! Jaki jest sens bycia ninja, zwłaszcza silnym ninja, skoro nie znała żadnych technik na taką okazję? Tak jakby cały świat chciał, żeby zamknęła oczy wracając spać, chociaż przebywanie Kamaboko i Ishiego na jednym pokładzie wymuszało na niej siłą rzeczy większa czujność. Może... może była jedna taka rzecz, jakiej mogłaby spróbować? Rzecz zupełnie nieistotna? Ta nieistotna rzecz spowodowała w końcu, że w wolnej chwili chwyciła sama kawałek kartki i pióro. To był zły pomysł. Bardzo zły. Jakby kowal próbował w przypływie nagłej inspiracji spróbować swoich sił w balecie. Ale kreśliła. Stawiała kolejne słowa mając jedynie nadzieję, że nie wyjdzie aż tak źle. Tylko dlaczego to było takie ciężkie? Wiedziała co chce przekazać. Ciężej było z doborem słów, jednak chcąc przelać myśl na kartkę, czuła opór. Jakby niewidzialna siła za każdym razem chwytała ją za nadgarstek. Jakby rzeczywiście wyrzucanie z siebie pewnych rzeczy w tej formie stanowiło pomysł nietrafiony, a każdą literę stawiała z trudem i dozą niepewności pomagając sobie niewielką kulką światła dzierżoną w drugiej, wolnej dłoni.
Chociaż nie mam odpowiedzi na liczne pytania
I nie wiem, czemu krocząc świat ciągle się słania,
Ani czy za "dlaczego" nie stoi jedynie "bo bogowie tak chcieli"
będących dorosłą wersją "dlatego" wedle głosicieli,
Tak wiem, że droga doliną ciemną bywa niewygodna,
Walka z przeszłością - często zawodna,
Patrzenie ku światłu wypala oczy
I aż kusi zerknąć na cień ciemny, co się za człowiekiem toczy,

A że mierzenie się z tym wszystkim w pojedynkę jest świata nieśmiesznym absurdem
Wiedz, że jestem obok, bez względu czy przedzieramy się wodą czy stąpamy lądem.

Shuten

Jest dobrze? Nie jest? Cholera... Skąd miała to wiedzieć, skoro się na tym nie znała? Wiedziała jedynie tyle, że wypadałoby zachować rymy. Bo rymy tworzą wiersz, tak? Tak. Chyba tak. Jej wiedza w tej kwestii kończyła się w tym momencie, a cała reszta stanowiła jedynie dość mocną improwizację. Chciała pomóc. Jak? Ni w ząb nie wiedziała. Nawet pewna nie była jak ma stwierdzić, ze pomogła. Ani co chce właściwie osiągnąć. Nic nie wiedziała. Mogła jedynie wierzyć, że cokolwiek chciała przekazać, w tej formie "jakoś trafi" do adresata. A jak nie trafi - at least she tried. Kartkę złożyła i jeśli położenie jej na łóżku Gonpachiro mijałoby się z celem, tak samo jak schowanie w jego dobytku który prawdopodobnie nosi w zwojach przy sobie, wtedy złożyłaby z niego samolocik i przy dobrej ku temu okazji posłała na zderzenie ze stalową lalką podpisaną na skrzydle, że to do niego.

Co do rozmowy Kamaboko z Seinaru - nie mieszała się. Nie miała powodu, zwłaszcza że chciała z pewnych personalnych powodów pojąć w kwestii pływania statkiem tyle, ile była w stanie. Przynajmniej działając niczym zwykły marynarz, nie zbliżając się w okolice steru jeżeli rzeczywiście było potrzeby. Nic, co by ją tam interesowało i chociaż Czerwony ani ją ziębił, ani parzył, tak nie rwała się do jakiejś większej rozmowy. Brak ochoty niż jakikolwiek uraz, ale generalnie niewiele rzeczy jej się chciało jako tako. A jeszcze czekała ich przeprawa do samej Iwy... damn it.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Mizuyama

Postprzez Takara » 6 kwi 2021, o 16:41

- O rzeczach utraconych: Epilog -
最強ふたり (Sabataya Shuten & Kamaboko Gonpachiro), wielka zemsta Kamaboko Gonpachiro


Pytanie o koncerty i bary, zdawało się czymś co niejako aktywowało kreatywność Kamaboko. Przywróciło trochę na przód jego starszą wersję, która była niejako przykrywana przez jego nowsze "cechy" jakie wyszły na światło dziennie. O barach nic mu nie było wiadome, jednak koncerty bardzo przypadły mu do gustu. I te koncerty, przerodziły się nawet w coś więcej. W sporej wielkości imprezę, dla artystów jacy to znajdowali się w Iwie. Dość... niesamowity pomysł, to trzeba było przyznać. W oczach Seinaru, z każdym to kolejnym słowem pojawiały się coraz większe gwiazdy. Jakby definitywnie jej się podobało to, co prezentował Kamaboko. Nie wiedziała niestety, że na ten moment to tylko wymysł jego wyobraźni i realizacja go może być naprawdę problematyczna dla Shuten. Czego jednak się nie robi dla drogiego Gonpachiro? Kiedy to przekazał kto napisze im piosenkę i układ, Seinaru błyskawicznie obróciła się w stronę Ishiego.
- Liczę na Ciebie! - stwierdziła dość prosto rudowłosa, a jej mąż zrobił krok w tył. Przeskakiwał wzrokiem między lalkarzem a swoją żona, nim ostatecznie westchnął i spuścił głowę. Poddając się ich naleganiu. Nawet Shuten niejako się poddała, i powiedziała że przemyśli sprawę! Tsuchikage tańcząca w stroju idolki na scenie nadchodzi, już w kolejnym wydaniu! Ni ich tylko obserwowała, nie do końca rozumiejąc to... wszystko. Jednak kiwnęła głową kiedy o niej wspomniano.

Kiedy Shuten życzyła Czerwonemu smacznego, ten zwyczajnie kiwnął głową. Może i by powiedział dziękuje, ale akurat sobie miał w ustach takoyaki, to też kultura na to nie pozwalała.
- Dziękuję kobitko. - a jednak, kultura też go nie ograniczała. Chyba kawałek takoyaki wypadł mu z ust podczas mówienia. Nie mniej, były też istotniejsze kwestie. Takie jak to, że Kamaboko będzie pracować za trzech. Kapitan jedząc kolejny kawałek kiwnął parę razy głową. - Pamiętam, pamiętam i mi to pasuje.
I takim oto sposobem znaleźli się na statku. To czym Gonpachiro się nie zajmował, zajmowała się Shuten. Czyli ona nosiła wszystko co było do przeniesienia, a także myła pokład. Kamaboko pomagał co nieco w gotowaniu, bo ograniczało się to do gotowania ryżu - chociaż, patrząc na rodzaje jadła jakie mieli to mężczyźni w załodze żyli głównie z mięcha, ryb, ziemniaków i ryżu. Też mył trochę pokład, chociaż Shuten robiła to częściej. Również nosił jednak rzeczy, co by dorównać tej robocie za 3. A to wszystko przez to, że nie było żadnych wysp na jakich wykrywaniu mógł się skupić. Ta robota należała już do kogoś, kto jej oddać nie chciał. Robota Ishiego, była podobna do nich jednak również inna. Uczył zwykłych majtków jak się szablą obsługiwać. Pomagał w gotowaniu, jednak tutaj wszystkich rodzajów jadła i nawet smakowało dobrze. I zajmował się zabawianiem załogi, wraz z pomocą Seinaru. Dziewczyna bowiem, czasami lubiła wychodzić i sobie pośpiewać. Jej styl średnio się podobał załodze i...
Powiedzmy, że wszyscy mieli okazję ujrzeć Seinaru śpiewającą szanty wraz ze zwykłymi majtkami i jak wydawała z siebie iście groźne "ARRR!" momentami. Ishiego cały następny dzień bolała szczęka od uśmiechania się zbyt wiele, a ich rudowłosa znajoma zdawała się nabrać dodatkowej czerwoności na policzkach. Definitywnie sposoby na zabawę Seinaru bardziej podobały się zwykłym majtkom, niż opowieści Ishiego o swoich podróżach i o tym jak raz talerzem powstrzymał karczemną bójkę. Sama Ni tylko wędrowała sobie po pokładzie i obserwowała wszystko. I wszystkich. Po 3 dniach, z jakiegoś powodu, często dało się ją widzieć w towarzystwie czerwonego kapitana. Bać się o kapitana, czy o Ni? To była zagadka na jaką mało kto znał odpowiedź. Mała dziewczynka w końcu mogła przygotowywać się do przejęcia kontroli nad statkiem, tak jak to zrobiła we własnym domu.

Poeta nic specjalnego podczas tych wszystkich czynności nie robił i potem tylko skupiał się na stopniowym odzyskiwaniu sanity, jednak sytuacja wyglądała inaczej w przypadku jego rudowłosej koleżanki. Pytała się ludzi. Chciała się jak najwięcej nauczyć o życiu na morzu takich piratów. Dlaczego? Ona sama już dobrze wiedziała dlaczego. Majtkowie jednak, byli najbardziej wygadani w trakcie imprezowania wieczorami przy rumie. Wtedy też najwięcej informacji o takim morskim życiu wyciągnęła... i że palenie ogniska na statku nie było typowym zachowaniem wśród piratów. Ostatecznie, dowiedziała się... dużo. Praktycznie tyle ile się dało, pomijając jej brak własnego doświadczenia w "piratowaniu".
Szpiegowała również Ichiwę swoją kryształową kulą, kompletnie łamiąc granicę przyzwoitości. Może byłaby w stanie się bronić, gdyby podczas jednego "podglądania" nie trafiła na moment kiedy jej kapitan akurat znajdował się nagi pod prysznicem. Prawdopodobnie, stopień czerwoności Tsuchikage wtedy wyszedł poza granicę, jednak przeżyła. Poza tym? Mogła dojrzeć często jak to sterował statkiem i rozmawiał o czymś w towarzystwie Onimaru. Praktycznie ciągle się uśmiechali. Saki był rzadziej spotykany w jej "wizjach", pewnie przez to że spędzał czas ze swoją lubą. Wieczorami mieli różnego rodzaju zabawy. Karty, łowienie ryb, siłowanie się na ręce jak i jakiś wrestling w którym zawsze Onimaru wygrywał. Również balangi w obecności całej załogi. Dwie rzeczy mogły jakoś bardziej zaciekawić Tsuchikagę. Jedna? Brak kobiet które wieszały się na ramionach jej kapitana. Druga?... Czemu jednej nocy, Ichiwa siedział na łóżku i w dłoniach trzymał pudełeczko w którym był pierścionek? I patrzył na niego z jakby... nostalgią?
Tsuchikage jednak to wszystko nie wystarczało. Chciała dokonać jeszcze czegoś. Pocieszenia swojego drogiego przyjaciela, który przechodził kryzys. Notkę jaką napisała, Gonpachiro był w stanie odnaleźć jednego wieczoru na swoim łóżku. Co z nią zrobił jednak, było inną kwestią.

I została sama rozmowa, jaką poeta chciał podjąć z Seinaru. Dziewczyna siedziała sobie akurat na jakiejś skrzynce na pokładzie i podziwiała ocen jaki przemierzali. Nikogo wokół nich nie było, i też nikt specjalnie nie ingerował. Dziewczyna uśmiechnęła się, słysząc o jego nadziei. Tak delikatnie, i zdawała się poważniejsza niż zazwyczaj. A może... mądrzejsza? Dojrzalsza? Jakby była trochę starsza, niż to jak się przeważnie zachowywała.
- Kamaboko-san... nasza rana już została wyleczona na tyle na ile się dało. - powiedziała z uśmiechem, odwracając wzrok od oceanu i skupiając się na nim. Przyłożyła rękę do serca, ściskając lekko skrawek koszulki nad nim. - Wraz z Ni, miałyśmy wszczepiony pewien kryształ chakry do serca. Dzięki niemu miałyśmy dostęp do wielkiej mocy, jednak cena za nią większa... z czasem, kryształ rozpadał się i nas zatruwał. Przestawaliśmy być sobą. Nasz wygląd się zmieniał.
Na wzmiankę o tym, przeczesała swoje rude włosy uśmiechając się smutno.
- Aż w końcu naszym losem była śmierć. Przekroczyłam swój czas, Kamaboko-san. Byłam jednak szczęśliwa. Ostatecznie, było to w celu obrony Ishiego który uratował Ni. Powinnam była zginąć po tym... - smutny uśmiech, powoli zaczął zmieniać się w szczęśliwszy. - On jednak się nie poddał. Nie wiem konkretnie co zrobił, ale spowodował że ciągle byłam na granicy śmierci. Widziałam ciemność. Dało mu to czas, aby nas stamtąd zabrać. Odnaleźć kogoś, kto był w stanie coś zdziałać. Ekspert od chorób chakry, jednak wyjawić nam swojego imienia nie chciał. "Cofnął" efekty wywołane rozpadem kryształu i zapieczętował resztki jego mocy przy moim sercu. Tak bym dalej żyła. Osłabiło mnie to znacznie, a i dostaję co jakiś czas ataków kaszlu... leki pomagają je ograniczyć. Mam jednak jeszcze długie lata życia przed sobą, nawet jak są krótsze niż w przypadku normalnej osoby. Dlatego, staram je się jak najlepiej wykorzystać czas jaki mam!
Na koniec, podskoczyła ze skrzynk, położyła swoje ręce na biodrach i wypięła swoją pierś do przodu z szerokim uśmiechem.
- Zadbam o to, aby nasze występy były sukcesem! Ah, stan Ni jest lepszy od mojego. Jej czas nie minął, więc nic jej nie grozi, mimo tego że również jest jak ja. Trochę słabsza FIZYCZNIE od przeciętnych ludzi. Nadrabiamy za to charakterem! - dalej się uśmiechała zadowolona z siebie. Zdawało się, że Ishi... dość dobrze zaleczył rany jakie miała Seinaru wraz z Ni. Tak jak dziewczyna zdawała się dobra w leczeniu ran jej męża. Przez chwilę się uśmiechała szeroko, nim uśmiech trochę zmalał. Z oczu zniknął pełni radości błysk, a... pojawił się w nich uśmiech. Podeszła do kukiełki. I go lekko przytuliła.
- Będzie dobrze, Kamaboko-san. - powiedziała, nie precyzując o czym mówiła. Nie wymagając też teraz, aby dzielił się z nią jakimiś rzeczami, jeśli nie chciał. W jej oczach co prawda było widać, że była ciekawa.

W końcu jednak dobili do portu. Tego z którego wypłynęli. Po wielu miesiącach - not really - nieobecności. Znaleźli się już nawet na suchym lądzie, wygonienie z pokładu kiedy to cała załoga miała zacząć przygotowywać się do kolejnej wyprawy.
- Teraz, jesteśmy kwita. - powiedział Kamaboko i Shuten czerwony kapitan, nim odwrócił się w stronę Ni. Ukłonił lekko. - A panienka zawsze będzie mile widziana na naszym statku.
I po tym... poszedł. Wrócił na statek, zostawiając ich 5 w porcie. Seinaru i Ishi patrzył na Ni z uniesioną brwią, chyba nie wiedząc jak skomentować sytuację. Wśród nich, ludzie jak to ludzie, kręcili się bez większej uwagi na nowo przybyłą drużynę - nawet kiedy wśród nich była Tsuchikage. Było południe, to też czas pracy leciał pełną parą, a jedynie nieliczni pozwalali sobie na przerwy.

[z/t] -> Next temacik

 
Posty: 1255
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 16:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Poprzednia strona

Powrót do Mizu no Kuni - Kraj Wody

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników