Portowa knajpa

Kraj Dźwięku zwany dawniej Krajem Ryżu. Charakteryzuje się dosyć ciepłym, łagodnym klimatem. Można tu ujrzeć piękne widoki pełne ryżowych pól. Mają spory wpływ na działanie gospodarki tej krainy. Od lat to średniej wielkości państwo stara się o uzyskanie politycznych i militarnych wpływów porównywalnych z pięcioma wielkimi krainami. Tutejsi liderzy od lat starali się o znanie ich jako Kage. Tutejsza ukryta wioska to Otogakure no Sato. Choć przez wiele lat wioska ta była niedoceniana, dzięki eksperymentom Orochimaru shinobi tutejsi opanowali wiele interesujących zdolności.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Portowa knajpa

Postprzez Saito » 7 paź 2016, o 19:51

Obrazek

W niewielkiej osadzie nadmorskiej na północy Oto no Kuni, dosłownie kilka metrów od morza stała portowa knajpa. Miała dwa piętra wysokości, z czego na dole znajdywał się bar i kilka stolików dla gości, a wyżej do wynajęcia było parę niewielkich pokoików. Po zmroku schodzili się tam mieszkańcy wioski; rybacy, handlarze czy inni zmęczeni całym dniem ludzie. Do kupienia był tu niewielki wybór alkoholi, zwyczajna woda oraz pomniejsze dania, niewymagające przygotowania na miejscu.
 
Posty: 138
Dołączył(a): 19 wrz 2016, o 22:32
Ranga: Brak

Re: Portowa knajpa

Postprzez Saito » 7 paź 2016, o 22:48

Podróż ze strumyczka do małej, nadbrzeżnej wioski nie trwała dłużej niż kilkanaście minut. Ze względu na zbliżającą się noc, Saito oraz Mao podjęli decyzję o noclegu w tutejszej knajpie, którą mijali wcześniej w porcie podczas ich misji. Zmrok powoli już zapadał, a zmęczeni podróżą młodzieńcy, mimo iż tego zapewne tego nie okazywali, marzyli o walnięciu się już na łóżko. Umysł blondyna był jednak pewien wątpliwości. Kierował nim pewnego rodzaju instynkt, mówiący mu "od jutra każdy twój krok, może przesądzić o życiu lub śmierci". Czy był to stres? W pewnym sensie tak. Na niego jednak, w przeciwieństwie do niektórych osób, działał stymulująco. Zachęcał do podejmowania konkretnych działań i pobudzał umysł, aby z danej sytuacji wyjść z tarczą. Podróż na południe, w kierunku Otogakure no Sato nie miała sensu, a w dodatku była obarczona ogromnym ryzykiem na spotkanie innych shinobi tejże wioski. Pozostał wybór pomiędzy kierunkiem na wschód lub zachód. Saito znał ogólny zarys co większych krain na mapie, jednak nie miał najmniejszego pojęcia czym były i komu podlegały te mniejsze. Pewnym dla niego natomiast było to, że idąc na wschód, jedyne co napotka to wielkie morze i długo, długo nic.
- Jutro wyruszymy na wschód. - odezwał się jakby nigdy nic do maszerującego tuż obok Mao. Despotyczny charakter blondyna nie przyjmował odmowy, ale przecież Jashinista mógł jeszcze zawrócić. Saito mimo to był świadomy, że we dwóch jego szansa na przeżycie w dziczy znacznie wzrośnie, a dotychczasowa współpraca dwójki młodzieńców była wręcz wzorowa.
Kiedy dotarli już przed knajpę, Hozuki zanotował, że tuż obok wejścia znajduje się wąska plaża, a kilkanaście metrów dalej w pobliżu molo cumuje kilka łódek. Nie zamierzał ich w żaden sposób wykorzystać, jednak odkąd podjął ostateczną decyzję o ucieczce z wioski, zaczął częściej zwracać uwagę na tego typu pierdoły. Czyżby stres rzeczywiście dawał o sobie znać?
Saito musiał jakoś odreagować; wziąć się za trening, pobiegać, porzucać kamieniami... cokolwiek. Mimo swojego wulgarnego usposobienia nadal był człowiekiem i jak to człowiek, zdarzało mu się miewać wątpliwości. Stanął na drewnianym pomoście, oddzielającym plażę od ciut wyżej postawionego budynku i zaczął wpatrywać się w falujące morze o blasku księżyca.
- Wynajmij pokój. Dołączę do ciebie później. - powiedział po chwili.
Po kilku minutach podziwiania widoku nieobecnym, zamyślonym wzrokiem chłopak wybudził się z letargu, dając mocny impuls swojemu ciału, że należy działać. Motywacja była na tyle silna, że Saito zeskoczył kilka metrów do przodu na brzeg wielkiego zbiornika wodnego i sprintem pobiegł po tafli wody wiele metrów od stałego lądu. Stojąc samotnie w miejscu i bez większego trudu opierając się niewielkim już w tym miejscu falom, zaczerpnął głęboko powietrza. Czuł się teraz znacznie lepiej, nawet na tyle dobrze, aby spróbować czegoś, co chciał zrobić już wcześniej, lecz nigdy nie miał ku temu dobrej okazji.
W potrzebie wyluzowania swojego umysłu i odciągnięcia go od otaczanej go rzeczywistości rozpoczął trening nowej techniki. Wszystko, co było potrzebne do jej wykonania, wiedział już ze zwoju, który przeczytał w ogólnodostępnym dla shinobi spisie technik Suiton. Ze względu na stosunkową prostotę jutsu, jedyne czego potrzebował genin to odrobiny praktyki. Złożył trzy pieczęci; Wół → Wąż → Baran i po wymieszaniu chakry starał się zwiększyć wilgoć powietrza, jednocześnie zmniejszając temperaturę wody, na której stał. Ćwiczył przez nieco ponad godzinę, aż w końcu udało mu się dojść do perfekcji. Z początku wytwarzana przez niego mgła była rzadka i o małej objętości. Pod koniec, gdy księżyc był już wysoko na niebie, a do północy brakowało około kilkudziesięciu minut, Saito udało się wytworzyć mgłę tak gęstą i na tak dużym terenie, że widoczna prawdopodobnie była z nadbrzeżnej wioski.
Po powrocie do knajpy, będąc już dosyć zmęczonym i zgłodniałym, podszedł do lady i poprosił o coś do jedzenia na wieczór oraz dzień następny. Otrzymał nieco twarde już kulki ryżowe, zapakowane niewielką torebkę foliową, które z pewnością ułatwią mu przetrwanie podczas podróży na zachód. Poszukał Mao wzrokiem, ale ten prawdopodobnie albo skrył się gdzieś w rogu, wyszedł na przechadzkę lub po prostu spał. Niezależnie od tego, co się z nim aktualnie działo, Hozuki po prostu odnalazł wynajęty przez nich pokój z dwoma ściśniętymi przy ścianach łóżkami i zasnął w ciągu kilku sekund.
 
Posty: 138
Dołączył(a): 19 wrz 2016, o 22:32
Ranga: Brak

Re: Portowa knajpa

Postprzez Mao Uzayashi » 8 paź 2016, o 21:45

Faktycznie powrót do portowego miasteczka nie zajęła wiele czasu. Wystarczyło kilkanaście minut drogi, by po rozejrzeniu się dookoła ujrzeć budynki, a nie tylko drzewa... W zasadzie to nic dziwnego, że ich marszowi towarzyszyła jedynie cisza. Mogłoby się wydawać, że oboje bili się ze swoimi myślami i zastanawiali nad podjętą decyzją. Nic bardziej mylnego... Przynajmniej jeśli chodzi o Mao. Ten nie obawiał się problemów, zawsze robi to, co chce nie przejmując się konsekwencjami jakie mogą go spotkać. W zasadzie ciężko stwierdzić, czy jego anarchistyczne podejście do wszystkiego jest atutem, czy wadą. Niby wszystko ma swoje dobre i złe strony, pozostaje jedynie odpowiedzieć sobie na pytanie, których jest więcej [...]
- Na wschód? - Powtórzył w myślach słowa blondyna. Przyglądał mu się przez dłuższą chwilę próbując zrozumieć dlaczego podjął taką decyzję. Zrozumiałym jest to, że Saito czuje się lepiej w pobliżu wody ze względu na zakres swoich umiejętności, ale chyba nie może być to jedyny powód... Czy może? Póki co złotooki odłożył to na później. Nie odezwał się słowem, więc można uznać, że nie ma nic przeciwko temu [...] Na wzmiankę o wynajmie pokoju również nie odpowiedział. Najzwyczajniej w świecie przyglądał się stojącemu na pomoście Geninowi przez kilka sekund, by po tym obrócić się na pięcie i ruszyć w kierunku najbliższej knajpy. Jashinista nie przejmował inicjatywy, nie miał teraz na to nastroju... Zamknął się w sobie i robił to, co wydawało się być słuszne. Sen po tak długiej podróży był konieczny i co najważniejsze w miarę bezpieczny. Przydzielona misja miała trwać, aż do jutra wieczora, dlatego też nie musieli przejmować się niespodziewaną wizytą w środku nocy, co zapewne niezmiernie cieszyło obydwu dezerterów.
- Pokój, dwuosobowy... - Powiedział oschle zaraz po podejściu do recepcji. Jego mina nie należała do tych entuzjastycznych, wręcz przeciwnie, aż odstraszała. Mimo bijącej od złotookiego, nieprzyjemnej aury facet stojący za ladą wydał kluczyk. W końcu dla niego liczył się zarobek, a nie aparycja jego gościa. Chłopak długo nie czekając wybrał się w kierunku schodów prowadzących do pokoju. Zaraz po wejściu do wynajętego pomieszczenia, zakluczył je od środka i pozwolił sobie na chwilę prywatności. Zrobił kilka kroków do przodu, tym samym ustawiając się na środku pokoju i usiadł na ziemi zakładając nogę na nogę. Siedemnastolatek przymknął oczy i ułożył dłonie na kolanach. Wziął do płuc głęboki wdech i wypuścił z nich nagromadzone powietrze, dzięki czemu mógł w pełnym spokoju oddać się rozmowie z Jashinem [...]
- Czekaj... - Odezwał się podnosząc dupę z ziemi. Podszedł do drzwi i przekręcił włożone w zamek klucze, tym samym go otwierając. Wpuścił do środka blondyna, by po chwili znów zabezpieczyć wejście. Kilka sekund później leżał już w swoim koju i nareszcie pozwolił odpocząć obolałemu, zmęczonemu ciału...
 
Posty: 131
Dołączył(a): 25 sie 2016, o 15:34
Ranga: Uczeń

Re: Portowa knajpa

Postprzez Saito » 26 paź 2016, o 17:32

Promienie słoneczne wpadające od wschodu przez okno pokoju obudziły Saito jeszcze wczesnym rankiem. Zazwyczaj bywało u niego tak, że po przespaniu się z problemem, następnego dnia znał już na niego rozwiązanie. Tak jednak się teraz nie stało, a rozterki dopiero co przebudzonego blondyna nawet się wzmogły. A może by tak dać im jeszcze jedną szansę, skierować się prosto do Kage Otogakure no Sato i domagać się natychmiastowego awansu? Jakkolwiek by to nie brzmiało, był doprowadzony do takiej skrajności, że nic poza tym lub bezpośrednią ucieczką nie wchodziło w grę. Kiedy Mao jeszcze spał, Hozuki wziął ze sobą cały ekwipunek, przemył twarz wodą i po zamknięciu od zewnątrz drzwi do pokoju, zszedł na dół, gdzie przebywało jedynie paru dorosłych mężczyzn, grających w pokera. Dla zajęcia swojego umysłu czymś innym, chłopak postanowił się do nich przysiąść i jako iż potrafił grać w tę grę całkiem dobrze, spróbować się przeciwko nim.
- Jaka stawka? - rozpoczął, widząc, że poprzednia kolejka właśnie się zakończyła.
Grali tak przez kilkadziesiąt minut a Saito szło raz gorzej, raz lepiej. Na tę chwilę wychodził raczej na zero, aczkolwiek jeden z mężczyzn z rundy na rundę wyraźnie tracił swój kapitał. Kiedy w końcu zabrakło mu Ryo, kropelki potu wstąpiły na jego czoło, a rękoma nerwowo zaczął grzebać po kieszeniach, poszukując jakiejkolwiek rzeczy, którą mógłby obstawić. Kiedy reszta uczestników gry zaczęła się powoli niecierpliwić, ten nagle natrafił na coś ręką w kieszeni wszytej w okolice piersi jego skórzanej kurtki. Drgnął z początku, nieruchomiejąc, jakby się nad czymś zastanawiał, a następnie po krótkim momencie konsternacji, ku ciekawości zgromadzonych, wyjął niewielki zwój z przyklejoną do niego karteczką z pieczęcią. Przez następne kilka minut przy stole rozbrzmiała żywa dyskusja na temat tego ile ów rzecz jest warta, sposób jej działania i czy nie jest to po prostu jakieś oszustwo. Po wielu seriach przekleństw i prób załagodzenia sytuacji, grupka graczy do której zaliczał się też Saito, doszła do wspólnej zgody i postanowiła kontynuować rozgrywkę, pozwalając spłukanemu hazardziście postawić właśnie tę zabawkę zamiast pieniędzy. Szczęście chciało, że rozdanie to wygrał sam Hozuki, zgarniając niewielką pulę i wspomniany zwój. Nie wiedział jeszcze, co z nim zamierza zrobić, decyzję zdecydował się podjąć w drodze.
No własnie... w drodze gdyie? Rozgrywka w pokera skutecznie odwróciła jego uwagę od tego, co miao się stać w przeciągu najbliższych 24 godzin. Saito wyszedł przed knajpę i zapalił papierosa. Mao powinien już wstać z łóżka i lada chwila zejść na dół - tak przynajmniej wydawało się blondynowi.
 
Posty: 138
Dołączył(a): 19 wrz 2016, o 22:32
Ranga: Brak

Re: Portowa knajpa

Postprzez Kaguya Kourin » 17 gru 2019, o 21:44

Był wczesny wieczór i karczma coraz bardziej zapełniała się gośćmi. Wielu z nich zatrzymywało się tylko na ciepły posiłek, lecz ci którzy dopiero zawitali w ich progach w dużej części zostawali na noc. Na świecie panowała zima i choć umiarkowany klimat Kraju Dźwięku nie sprzyjał tworzeniu się śniegu to zimny wiatr smagał drzewa za oknami wywołując u Kōrin nieprzyjemny dreszcz. Choć w środku było ciepło i panowała wrzawa muzyki oraz rozmów, słyszała go ze swojego drewnianego stołka w rogu gospody. Był to jeden z rzadkich momentów, gdy słowa jej pani utrwalone w jej umyśle już na stałe brzmiały prawie przekonywująco. Mogła być tam, na ulicy. Tylko wstać i iść, wiedziała, że nikt by jej nie zatrzymywał. Nie robiła tego, gdyż tutaj była tak szczęśliwa jak tylko dziewczynka w jej położeniu mogła być. Nie miała taty, ani mamy, tylko siebie samą i swoją pracę. Teraz na przykład zajmowała się swoim ulubionym zajęciem ze wszystkich - szyciem. Przeciągała pracę na tyle na ile mogła, gdyż jej kolejne zadanie nie należało do tak przyjemnych. Usługiwanie pijanym gościom o tej porze wywoływało u niej wstręt, a z godziny na godzinę było coraz gorzej. Kōrin wydawało się również, że z roku na rok docinki bezkarnych mężczyzn robiły się coraz gorsze, lub też ona robiła się coraz słabsza z wiekiem - fizycznie i psychicznie. Ah, wołają ją. Trudno byłoby zgadnąć, że dziewczynka ta miała już prawie trzynaście lat, była niska i drobna niczym znacznie młodsze dziecko. Fioletowe bawełniane kimono, które nosiła już trzeci sezon sięgało jej teraz do kolan, a drewniane sandały również były bardzo znoszone. Mimo to, całość prezentowała się całkiem schludnie. Wystarczająco zadbana, by nie musieć zaprzątać sobie głowy jej obecnością, stanowiła nieodseparowalny już element wystroju gospody. O nie, pomyślała, gdy już zniknęła za barem i jej oczom okazał się duży, drewniany kubeł wzmocniony stalą. Nie, nie, nie. Tylko nie do studni. Kōrin była przekonana, że o tej porze na dworze grasowały demony i wiedziała, że nikt nie przyjdzie jej z pomocą, gdy któryś będzie chciał ją pożreć. Z miną jak do zbicia ruszyła przez gospodę w kierunku drzwi, z ciężkim wiadrem trzymanym w obu dłoniach. Biedna, usłyszała pełen żalu głos jakiejś kobiety, który poprzedzony był jednak złośliwym chichotem. Nie było jej zimno, nie było jej zimno... gdy tylko znalazła się na zewnątrz, żwawym krokiem ruszyła przez plac w kierunku znajdującej się na posesji studni. Wolała myśleć o tym, że jej zimno, niż o tym co ją naprawdę przerażało. Na zewnątrz panował nieprzenikniony mrok i Korin wiedziała, że cokolwiek się w nim czai, jest zdana wyłącznie na siebie.
MK: Aburame Keon
 
Posty: 62
Dołączył(a): 8 gru 2019, o 14:10
Ranga: Genin

Re: Portowa knajpa

Postprzez Shotaro » 17 gru 2019, o 22:59

Shotaro zdążył się zaznajomić z sytuacją, jaka panowała we wiosce. Jedna rzecz go bardzo niepokoiła. Ktoś odważył się nie przybyć na egzamin na genina. Z uwagi iż warunki aby zostać geninem były dość rygorystyczne, nie dało się tak zwyczajnie nie przyjść w wyznaczoną datę. Co więcej osoba, która się tego dopuściła, rokowała wysoko jeśli chodziło o potencjał. Klan Kaguya zawsze wyróżniał się na tle innych klanów w Konoha. Były to osoby, które zawsze kończyły raz zaczętą pracę. Jashinista nie zmierzał przepuścić takiej okazji koło nosa, nawet jeżeli oznaczało to, że osobiście miał się udać po nią do jej domu. Dobrze zorientował się, gdzie ma szukać tej młodej kunoichi i wyruszył ze swojego biura.
Podróż zleciała mu w miarę szybko. Kiedy podróżuje się na ogonie, to dystans nie był takim problemem. Choć gdy dotarł na miejsce, było już ciemno. Dobrze wiedział, gdzie Korin pracuje, gdyż wszystko to było zapisane w aktach. Udał się prosto do gospody i wywołał tam swoją obecnością nie małe zamieszanie. Niestety nie zauważył nigdzie dziewczyny w zasięgu wzroku. Podszedł do osób zarządzających tym przybytkiem i zapytał o nią. Nie byli zbytnio skoro do rozmowy. Martwili się, że stracą cennego niewolnika. Shotaro zapewnił ich, że otrzymają z tego tytuły pieniądze, jeśli pozwolą dziewczynie odejść do Otogakure no Sato. Wtedy nagle wszystkie problemy zniknęły. Powiedzieli, że dziewczyna poszła do studni. Jashinista nie zamierzał przepuścić takiej okazji.
Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, udał się w kierunku studni. Było ciemno, ale jego wyostrzone zmysły rekompensowały mu to, czego nie mógł dojrzeć w mroku. Miał ze sobą swój miecz samehadę. Wygląd Shotaro mógł przypominać potwora. Miał trzy głowy i trzy pary rąk. Dodatkowo jeździł na ogonie. Nie miał przy sobie nic, co wskazywałoby na to, iż był władcą wioski, lecz Korin mogła usłyszeć plotki, kto obecnie zasiadał na stołku. Pełzając w kierunku studni, natrafił na swoją ofiarę.
- W końcu Cię znalazłem. Teraz już nie masz wyboru - powiedział strasznym głosem, nagle przerywając nocną ciszę, wpatrując się w młodą dziewczynę.
 
Posty: 1563
Dołączył(a): 26 lip 2017, o 00:58
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Shintaisei

Re: Portowa knajpa

Postprzez Kaguya Kourin » 17 gru 2019, o 23:39

Białowłosa dziewczyna ciągnęła za linę starając się wydobyć ze studni pełne wiadro wody, a jej wyobraźnia przekształcała każdy słyszany przez nią szelest sprawiając, że co rusz odwracała się przez ramię. Nie usłyszała jednak niczyich kroków, nim za jej plecami nie rozległ się okropny głos, który zmroził jej krew w żyłach. To tylko gość z gospody, mówiła sobie powoli obracając głowę w kierunku jego źródła. Widok potwora przerósł jej najśmielsze oczekiwania i sprawił, że krzyk uwiązł jej w gardle. Jednocześnie Kōrin poczuła jak serce spada jej do żołądka i stała się bardzo świadoma jego głośnego bicia. Z otępienia wyrwał ją ból liny przecinającej jej dłonie i głośny plusk, gdy wiadro uderzyło o dno studni. Żaden mięsień w jej twarzy nie drgnął, gdy wpatrywała się w demona szeroko otwartymi oczami i tylko jedna myśl przewijała się przez jej głowę: to był jej koniec. To shinigami. Oczy dziewczyny zaszkliły się, gdy powoli zaczęła uzmysławiać sobie swoją własną śmiertelność. Jej życie nie było zbyt ciekawe, ale pragnęła je mieć. Jeśli wcześniej było jej zimno, jeśli wiadro pełne wody ciążyło jej to w tym momencie czuła, na przekór wszystkiemu, że jest ponad to. Że może zrobić wszystko, wszystko poza uchronieniem się przed śmiercią. Nic innego nie mogło stanąć jej teraz na przeszkodzie, a w szczególności ona sama. Pomiędzy jednym gwałtownym uderzeniem serca, a drugim, Kōrin ruszyła biegiem przed siebie znajdując w sobie pokłady siły jakich nigdy wcześniej nie znała. Gdy jeden z jej drewnianych sandałów rozleciał się w biegu, nie czując pod gołą stopą twardej, zmarzniętej ziemi chwyciła za drugi zaciskając na nim palce do białości. Była absolutnie gotowa zabić tą bestię, tego potwora nocy. Poczuła w buzi metaliczny smak na samą myśl o tym jak rozłupuje mu nim czaszkę. Euforia życia wbrew wszelkim przeciwnościom, pokonania okrutnej śmierci. Kōrin nie do końca czuła się teraz sobą...
MK: Aburame Keon
 
Posty: 62
Dołączył(a): 8 gru 2019, o 14:10
Ranga: Genin

Re: Portowa knajpa

Postprzez Shotaro » 18 gru 2019, o 00:13

Tą dwójkę coś łączyło. Były to białe włosy, które były najbardziej widoczne w tą mroczną noc. Reszta była zupełnie inna. Shotaro przyglądał się dziewczynie, która ze strachu zbladła natychmiastowo. Podpełzał w jej kierunku, żeby wytłumaczyć jej wszystko. Nim zdążył ponownie otworzyć usta, dziewczyna biegła już przed siebie i nie zamierzała się zatrzymać. Jashinista spojrzał na jej oddalającą się sylwetkę i westchnął.
- Twój opór jest bezcelowy. Bez ciebie nie wracam - powiedział potwór, który w oczach Korin był uosobieniem wszelkiego zła.
- Wcale się nie dziwię dziewczynie. Gdybym cię nie znał, też bym się przestraszył twojego wyglądu - powiedziała prawa głowa i delikatnie się zaśmiała, ciesząc się z żartu, który udało jej się wywinąć.
- Nie zapominaj, że wszyscy wyglądamy tak samo - skwitowała lewa głowa i zapanowała niezręczna cisza, która pogrążyła uczucia prawej głowy. Główna głowa westchnęła jeszcze głębiej. Rozmowa dwóch głów dała małą przewagę dziewczynie. Niestety przy takiej różnicy prędkości, będzie musiała się bardziej wysilić, jeśli zamierzała uciec władcy Oto. Shotaro ruszył za nią w pościg i doganiał ją z zatrważającą prędkością. Złożył dwie pieczęcie do techniki Dotonu, aby zagrodzić drogę ucieczki dziewczynie. Zaraz przed nią wyrosła ogromna ziemna ściana, która uniemożliwiła jej dalszą ucieczkę naprzód i w boki. Jedyna droga prowadziła obok Shotaro.
- Poddaj się już lepiej i zakończmy ten cyrk - wymamrotał jashinista i patrzył dalej na dziewczynę, próbując przewidzieć, co dalej wymyśli. Dwie pozostałe głowy rozglądały się dookoła, czy nikt ich nie obserwował. To by dopiero był wstyd, że Kyokukage musi się uganiać za małolatą.


Spoiler:
 
Posty: 1563
Dołączył(a): 26 lip 2017, o 00:58
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Shintaisei

Re: Portowa knajpa

Postprzez Kaguya Kourin » 18 gru 2019, o 00:35

Demon zamierzał zabrać ją do piekła skąd sam przybył. Jego słowa odbijały się echem po czaszce biegnącej dziewczyny pomimo szumu krwi i mroźnego wiatru, który uderzał w jej twarz. Kōrin była całkiem przekonana, że nigdy wcześniej tak szybko nie biegła i pomimo beznadziejności swojej sytuacji, ta świadomość dawała jej wiarę. Gdzieś w niej tliła się jeszcze nadzieja, którą przecież najtrudniej było w człowieku pokonać i to ona motywowała ją do walki o życie. Niestety nie przewidziała możliwości powstania przed samym jej nosem ziemnej ściany i wpadła na nią obijając się boleśnie, a siła uderzenia sprawiła, że upadła. Zapędzona w kozi róg obróciła się w kierunku potwora ściskając w ciągle krwawiącej dłoni swój drewniany sandał. Źrenice Kōrin były rozszerzone, przez co jej oczy wyglądały teraz jak dwa czarne tunele w jej jasnej twarzy. Tym bardziej wyraźne stały się bordowe kropki, które wytatuowane miała ponad brwiami. Chociaż przed sobą miała demona o trzech twarzach i wężowym ogonie, to ona sama wyglądała teraz bardziej jak zwierzę, niż człowiek. - Zabiję cię - prawie warknęła w stronę potwora, mówiąc całkowicie poważnie. Jej celem było zastraszenie i skłonienie do poddania się. Jeśli zaś tego nie zrobi... Kōrin rzuci się z prowizoryczną bronią w ręku na, jak się niedługo przekona, Kage swojej przyszłej wioski.
MK: Aburame Keon
 
Posty: 62
Dołączył(a): 8 gru 2019, o 14:10
Ranga: Genin

Re: Portowa knajpa

Postprzez Shotaro » 18 gru 2019, o 08:33

- Możesz spróbować - powiedział Shotaro z niemal uśmiechem na ustach. Bardzo ciekawiło go, jak młoda dziewczyna zamierzała tego dokonać. Nie żeby to było możliwe w taki prosty sposób. W końcu w pewnym sensie był nieśmiertelny. Chciał tylko jeszcze bardziej pobudzić Korin do działania. Dzięki strachowi obudziły się w niej wszystkie mechanizmy, które umożliwiają przetrwanie w trudnych sytuacjach. Jej siła diametralnie wzrosła. Jashinista był coraz bardziej przekonany, że trafił na odpowiednią osobę. Powoli podpełzał do niej, nie przejmując się jej groźbami.
Co więcej Shotaro na prawdę miał na myśli swój komentarz. Jeśli Korin chciała, mogła spróbować go zabić. Nie było w tym nic podchwytliwego. Jashinista powoli podpełzał do dziewczyny, która w pewnym momencie nie wytrzymała i rzuciła się na niego, zgodnie z zamierzeniem. Złapał ją za nadgarstek obu rąk. I za nogi. I jeszcze miał dwie ręce wolne. Najpierw przybliżył obolałą rękę do swoich ust i polizał zranioną rękę. Czasami nie mógł się powstrzymać, gdy widział krew. Spojrzał dziewczynie w oczy, jakby z zapytaniem, czy to było ok. Minę miał jak prawiczek, który dotknął dziewczynę za tyłek i chciał upewnić, czy dziewczynie się to podoba i czy chce więcej. Nie spodziewał się natomiast pozytywnych emocji na twarzy Korin. Dwoma rękami, które mu zostały składał pieczęcie do techniki Iryojutsu. Wokół jego dłoni pojawiła się poświata. Przyłożył ją do zranionej dłoni Korin i rana od razu się zasklepiła.
- Pójdziesz już teraz ze mną do Otogakure na egzamin, gdy już przegrałaś, czy jeszcze zamierzasz się wyrywać?
Następnie Shotaro puścił dziewczynę, która pod wpływem impetu upadła na ziemię.
- Przepraszam ale nie przedstawiłem się wcześniej. Jestem Shotaro, Kage Otogakure no Sato.


Spoiler:
 
Posty: 1563
Dołączył(a): 26 lip 2017, o 00:58
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Shintaisei

Re: Portowa knajpa

Postprzez Kaguya Kourin » 18 gru 2019, o 20:27

Kōrin widziała, że ma do czynienia z przeciwnikiem znacznie od siebie silniejszym i że ucieczka dawała jej najlepszą szansę na przeżycie... nie spodziewała się jednak, że cała siła która w niej drzemała, obudzona pod wpływem tak gwałtownych emocji mogła zostać przezeń powstrzymana w tak błahy sposób. Prawie jakby nic nie znaczyła. Choć był to pierwszy raz w jej życiu, gdy czuła się silna to wszystko okazało się nic niewarte w kontraście z tym potworem. Jej przeznaczeniem było zginąć z rąk tej bestii i powoli jak ta świadomość zaczęła wsiąkać w tkankę jej umysłu, inny rodzaj emocji przejmował nad nią kontrolę. Nadal rzucała się z całych sił, wytrzymałości zdawała się mieć pod dostatkiem. Poza tym jednak ogarniała ją jednak czysta desperacja i była gotowa błagać o litość jednak... nigdy wcześniej tego nie robiła. Nigdy również nie płakała, dlatego nie rozumiała dlaczego nagle obraz zaczął jej się rozmazywać. Nie, nie płakała. To tylko z jej oczu zaczęła sączyć się woda wbrew wyrazowi czystego oszołomienia na jej twarzy. Reakcja jej organizmu, po którym w oszalałym tempie krążyć zaczęła chakra. Gdy jednak demon otworzył paszczę, w której białowłosa dostrzegła jego ostre zęby zbliżające się do jej dłoni zesztywniała niedowierzając. Poczuła na otartej skórze dłoni jego język i kolejnym co pamiętała był głuchy stukot drewna uderzającego o zmarzniętą ziemię, gdy palce jej drugiej dłoni bezwiednie wypuściły jej jedyną broń. Czysta rozpacz i osłupienie, a potem z jej gardła wyrwał się tak zwierzęcy krzyk, że samo wydanie takie dźwięku sprawiło jej ból. W kolejnej chwili znalazła się na ziemi uderzając o nią plecami. Nie zdolna złapać oddechu, resztkami sił starała się odsunąć od swojego oprawcy. Chwilę jej zajęło zorientowanie się, że jej dłonie już nie bolały, lecz to wydawało się być teraz mało istotnym faktem. Dopiero po kilku sekundach, gdy jej bezradne ciało odmawiało jej posłuszeństwa i dalszej walki, zaczął docierać do niej sens słów potwora. Przełknęła ślinę krzywiąc się, gdy ta czynność podrażniła jej zdarte gardło i spróbowała powiedzieć:
- K-kage? - Dotarcie do siebie zajęło jej kilka dobrych sekund, podczas których jej mózg jak szalony analizował wypowiedź bestii, jakby grając na zwłokę swemu unicestwieniu. Informacje z trudem przedostawały się do jej świadomości, lecz pewną wiedzę posiadała z uwagi uczęszczania przez nią do akademii. Nie przyszło jej wcześniej do głowy, że jej napastnik mógł być shinobi... że był człowiekiem. Nadal nie mogła w to uwierzyć, ale zrozumiała chociaż, że to właśnie starał się jej przekazać.
- Kage? - Powtórzyła już pewniej tonem osoby, która chciała się upewnić, że dobrze usłyszała. Przełknęła znów ślinę. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale chyba zemdlała.
MK: Aburame Keon
 
Posty: 62
Dołączył(a): 8 gru 2019, o 14:10
Ranga: Genin

Re: Portowa knajpa

Postprzez Shotaro » 18 gru 2019, o 22:01

Shotaro zauważył, że cokolwiek robił, dziewczyna tylko coraz bardziej zaczynała panikować. Nie wiedział, jak zatrzymać tę spiralę strachu, więc postanowił się nią delektować. Shinobi powinien być odporny na tego typu sytuacje. Nigdy nie wiadomo, co spotka go na misji. Korin miała teraz lekcje życia. Jashinista wierzył, że dzięki temu, będzie lepiej przygotowana do służenia swojej wiosce.
Słowa miały wielką moc i to dopiero one powoli zaczęły oswajać dziewczynę z tym, co się tutaj wydarzyło. Strach i nerwy były również okropną rzeczą, jeśli chodziło o zdolności poznawcze człowieka.
- Ona jest jakaś głupia, czy coś? - skomentowała prawa głowa, po tym jak Korin powtórzyła drugi raz swoją wypowiedź. Prawa głowa zawsze pozwalała sobie na więcej w stosunku do wszystkich, nawet w stosunku do samego Shotaro, pomimo że była jego częścią. Ciężko było to wytłumaczyć. Jashinista rozwinął w sobie jakby kolejną osobowość, choć na początku tego nie planował i nic na to nie wskazywało. Samo możliwość mówienia dwóch głów jednocześnie doprowadziły do takiego stanu.
Shotaro podpełzał do dziewczyny, chciał podać jej dłoń, aby ułatwić jej wstawanie, ale na nic się to zdało. Dziewczyna osunęła się na ziemię i straciła przytomność.
- Tego mi brakowało - wymamrotał pod nosem Shotaro sam do siebie. Patrzył na Korin przez dobrą minutę, która wydawała się być wiecznością. Przeanalizował wszystkie możliwości i w końcu zdecydował się na jedną. Chwycił dziewczynę i przerzucił sobie przez ramię i ruszył w kierunku Oto. Po drodze wstąpił do karczmy, aby powiedzieć, że zabiera ją do wioski i żeby wysłali tam wszystkie jej rzeczy. To był początek nowego rozdziału w życiu dziewczyny. Czy to będzie komedia albo dramat się okaże w trakcie.

[z/t]
 
Posty: 1563
Dołączył(a): 26 lip 2017, o 00:58
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Shintaisei


Powrót do Oto no Kuni - Kraj Dźwięku

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron