Miasto portowe

Jedna z pięciu wielkich krain zwana Krajem Ziemi. Panuje tu umiarkowany klimat, podobny do Kraju Ognia jednak z częstszymi opadami śniegu. Tereny tej krainy to w większości góry i lasy (iglaste i liściaste). Tutejsza ukryta wioska to Iwagakure no Sato, pod dowództwem Tsuchikage. Walczą dla niego potężni shinobi, w tym użytkownicy niezwykle silnych Kekkei Genka oraz Kekkei Tōta.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 31 lip 2020, o 00:31

- Zapomniane dzieje: Act II -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
51/?


Shuten trochę nie ogarniała reakcji kapitana. Nie spodziewała się tego od Ichiwy, ich flirciarskiego kapitana Jaglanki. Lecz jednak, odebrała mu słowa i tylko dzięki wielkim staraniom był w stanie coś odpowiedzieć. Musiała przyznać że w jego zachowaniu było trochę tej... uroczości. Na jej odpowiedź te zakrztusił się jakby coś naprawdę niesamowitego usłyszał.
- Uhuh... na pewno uwierzę. - była jego stosunkowo bezczelna odpowiedź. Nie wierzył w jej aureolę, w przeciwieństwie do wiary Saki Moto w jej bycie boginią. Może to i lepiej? Wolała być szatanem czy aniołem? Z dwojga złego pierwsze jednak lepsze.

Żart jakim bezczelnie oberwała był - jak już można było się spodziewać - bardzo na wysokim poziomie i jej znajomki musiały go całkiem nieźle przemyśleć. Zaangażowanie 100%, a dziewczyna z pewnością tego się nie spodziewała. Słysząc jak okropny był ich żarcik, ci tylko niewinnie się uśmiechnęli, mówiąc swoją twarzą "Nie wiem o czym mówisz.". Shuten miała jednak dobre te zranione serduszko i nie gniewała się na nich zbyt bardzo. Żart był dobry. Nawet jak kichała co jakiś czas i było jej zimno, o czym nie można było zapomnieć ale dało się to jakoś bardziej zignorować.
Kunoichi też cieszyła się, że podczas wchodzenia na Wielorybka autyzm jej drużyny nie spisał ich na stratne. A może by to zrobił, gdyby nie fakt że no coś im się za tego Krakena należało. Przynajmniej ta przewózka, mimo ich dziwności. Z całego serca starał się skupić na działaniach kunoichi przed nią a nie idiotów za nią, ale no nie dało się. Nawet ktoś taki jak Shuten nie był w stanie. Słysząc jak zwraca ona im uwagę, Saki Moto przestał i po krótkim zastanowieniu się, poszedł dołączyć do reszty swoich starszych towarzyszy, zostawiając z nią Kamaboko który... to także skończył gestykulować po jakimś czasie! SZOK!
Postanowiła jednak do tego momentu słuchać uważnie słów kunoichi. No mieli ofertę dla nich, i to podejrzaną. Z drugiej strony, jaka tajemnicza oferta nie była podejrzana? No właśnie żadna. Ninja Kumo jednak się uśmiechnęła na jej słowa, że postarają się pomóc w tym w czym macie problem. Wtrącił się jednak Kamaboko do ich rozmowy, trochę rozwijając temat. Na jego słowa mina Keiko już spoważniała, i wyglądała faktycznie jak doświadczona kunoichi Kumogakure.
- Szanuję Twoje instynkty. Faktycznie ufanie na słowo byłoby dla was niekorzystne, dlatego będziecie mieli okazję sprawdzić sytuację własnoręcznie. - powiedziała samemu Kamaboko, po czym skupiła się na dwójce Ziemniaków przed nimi. - Chcę abyście pomogli nam odbić Kumo.

Cisza na sali. Świerszcze słychać w oddali - nie no, nie na otwartym morzu.

Kunoichi czekała tak chwilę na ich reakcję, po czym uśmiechnęła się delikatnie mając nadzieję na szok.
- Już wyjaśniam. Parę dni temu w okolicach Kumogakure natrafiliśmy na grupkę nukeninów. Nie znaliśmy ich pochodzenia i celu. To drugie jednak chyba poznaliśmy. - tutaj zniknął uśmiech i wróciła powaga. - Plądrują ruiny naszej ukochanej wioski. Nie możemy na to pozwolić. Czekaliśmy jednak aż wszyscy silniejsi shinobi z naszej grupy się zbiorą z różnych zakątek krainy Błyskawic, a wasza pomoc byłaby mile widziana. Na pewno się przyda, skoro byliście w stanie pokonać to wodne monstrum. Co do wynagrodzenia jednak, nie dołączymy do waszej wioski. Nasza powinność zostaje z krajem błyskawic i to nim postaramy się zaopiekować. Nie bylibyśmy wam w stanie służyć w pełni swoich możliwości, więc lepiej mieć wiernych shinobi od nas. Dziękujemy jednak za zaproszenie. Wynagrodzenie... poza pieniędzmi standardowo, możemy zaoferować wam coś co uratowaliśmy z wioski. Pewną technikę... lub dwie, zobaczymy. Mam nadzieję że wasze zamiary się nie zmieniły?
Takie były ostatnie słowa kunoichi, a Shuten raczej nie miała jeszcze okazji sprawdzić co z resztą. Może potem, jak już ustalą, że okej, wszystko fajnie? Raiko nie komentowała jakkolwiek tego że Sabataya była TJ'em. No normalna ranga. Taka nawet mocna, znaczy umiała pewnie sporo. Nie miała specjalnie na podstawie czego jej oceniać, więc no. W momencie jednak kiedy się przedstawiała, mogła usłyszeć donośmy śmiech Onimaru z okolic steru. Hmm... podejrzane. Z pewnością musiał to być zbieg okoliczności.

Kolejność odpisu dowolna.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki:
 
Posty: 487
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 31 lip 2020, o 12:46

Wolała być szatanem czy aniołem?
A więc odpowiedź jest bardzo prosta.
Why not both?

Ciężko jej było powiedzieć, czy nie zaczynała trochę znęcać się w tym momencie nad kapitanem. Jeszcze się obrazi i co wtedy? Z drugiej strony jakoś ciężko jej było przestać przerzucać się uwagami, zwłaszcza w takim momencie. Westchnęła ciężko w odpowiedzi, chociaż dobry humor jej szczególnie nie opuszczał.
- I tak wychodzi na to, że jestem groźna i co najmniej nie z tego świata. - rzuciła w ramach podsumowania bardziej do siebie niż do kogokolwiek, jednocześnie nie bardzo chcąc dalej męczyć kapitana, ale nie mogąc też szczególnie powstrzymać się od dorzucenia kolejnych kilku groszy. W końcu została zrównana z pomiotami z samego Piekła. To chyba komplement? Przydałby się jej tylko w takim wypadku jakiś trzygłowy pies i może własny tron.

Zostawała jeszcze tylko kwestia samego zlecenia. Uwaga Gonpachiro jak najbardziej była w porządku, jednak definitywnie nie zrozumiał do końca intencji czerwonowłosej. Zanim zaś mogła na spokojnie wszystko naprostować ponownie odezwała się kunoichi Kumo. Nie miała zamiaru ufać na słowo. Potrzebowała informacji, by na miejscu nie wejść w minę typu armia nuków z technikami S czy inne bijuu. W żadnym wypadku nie miały zastąpić faktycznego odwiedzenia ów miejsca, jednak uznała, że odpowiedź Raiko musi go zadowolić. Z resztą i tak nie miała okazji by dokonać też własnego sprostowania, no bo...
Co?

Otworzyła szerzej oczy wątpiąc nieco w to, co usłyszała. To brzmiało... Przecież czy właśnie nie po to pierwotnie zostawała ninja? Żeby jakkolwiek móc w przyszłości posprzątać cały ten bajzel, który zrobił shogun? Teraz zaś okazja, by rzeczywiście coś z tym zrobić sama zapukała do drzwi. Kąciki jej ust same się uniosły, niewiele co prawda i bez początkowo wiedzy samej Shuten. Pozwoliła Raiko dalej kontynuować splatając przed sobą ramiona. A więc banda nuków... Ciekawe, czy byli silniejsi od przeciętnych bandytów? Chyba tak. Właściwie to miała nawet na to nadzieję. Wysłuchała części z wynagrodzeniem, ale szczerze powiedziawszy - w tym wypadku niewiele ją ono interesowało. Nie miała zamiaru odrzucić czegokolwiek, co ta chciała im za to zaoferować, ale w tym wypadku mogła pomóc nawet za paczkę ciastek. Rozchodziło się bowiem, przynajmniej w przekonaniu Sabatayi, o coś więcej niż tylko pozbycie się kilku niechcianych jednostek tworzących niepotrzebnie dym tam, gdzie nie trzeba.
- Oczywiście, że nie. Nie wiem jak Onimaru i reszta, ale na naszą dwójkę możesz liczyć... Prawda? - spojrzała na Kamaboko nieco niepewnie. Właściwie odbijanie czegokolwiek nie było ich misją. Mieli tylko dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja i... Poniekąd to zrobili? Nieco po macoszemu, ale jednak? Miał właściwie prawo odmówić w tym momencie. Co by nie było mieli robić coś absolutnie ponad program. Nie pytała nawet w sumie o to, jak silni są ich przeciwnicy i ile ich jest. Jeśli potrzebowali mimo wszystko dodatkowych sił, to najpewniej albo było ich dużo, albo byli silni. Albo oba. Lepiej się nie przygotuje, a ewentualną ocenę może przeprowadzić na miejscu.
- Po za tym, Gonpachiro, nie wydaje mi się, żeby pozostała trójka chciała dołączyć do Iwy. Nie ma u nas w wiosce gdzie żeglować. - co najwyżej z wioski gdziekolwiek dalej. A szkoda. Wielka szkoda.

Jedyny powód, dla którego rzuciła rangą był taki, że nie wiedziała, czy powinna. Może było to w dobrym guście, może zupełnie niepotrzebne. W każdym razie to wszystko. Ot, nie wyjść na niewychowaną czy coś. Nie wiedziała w końcu, jakie mają zwyczaje w Kumo, to też brak ostatecznie jakiejkolwiek reakcji na to nie szczególnie ją zaskoczył czy wzruszył. Właściwie był mile widziany, jednak nagły śmiech gdzieś ze strony steru po tym nieco zbił ją z tropu. Z niej się śmieją? Ah, te zbiegi okoliczności wprawiające momentami w konsternację, jak teraz chociażby. W każdym razie, chyba wszystko było fajnie i okej, współpraca w zasadzie zawiązana. Więc... Co dalej? Właściwie jeżeli sama Raiko nie ma nic więcej do dodania ani przekazania, to chyba rzeczywiście można rzucić okiem w okolice steru. Zwłaszcza, że jak zwykle najwidoczniej dobrze się tam bawią. Także skinęłaby głową, dała znak Gonpachiro do ruszania dalej i podeszłaby bliżej. To say "hello" or something.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek
Tsūjtegan: 3000m w dal / 300m widzenia sferycznego
 
Posty: 330
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 2 sie 2020, o 11:33

Zaczynało go to nudzić. W sensie ta rozmowa. W sensie, wszystko chyba zostało powiedziane. Umysł Kamaboko naturalnie zaczął krążyć nad szukaniem nowej interesującej rzeczy, której można by poświęcić chwilę. A może, opowiedzieć wiersz? Obie opcje były równie kuszące na ten moment. Generalnie to chyba Kamaboko jednak nie lubił pływać statkami. Trwało to długo i było mało interesujące. A może lubił, tylko miał okres odrzucenia? Ciężko powiedzieć.-No, ale ja proponuje nie walczyć tylko porozmawiać. Teraz rozmawiamy i widzicie jak jest fajnie? A jak będziemy walczyć, to będzie mniej fajnie. Może to wcale nie są tacy źli Nukenini? Może są dobrzy? Nie możecie tego wiedzieć. Trzeba wpierw porozmawiać. O, albo może infiltracja? Jak się przebierzemy za Nuków to nas może z otwartymi ramionami przyjmą? Wtedy jeb szefa w głowę, zaciągnąć do Hejażaby, obsadzić na pozycję Nukenińskiego Kage Keiko, ona podpisuje sojusz z Iwą i... i... i... w sumie nie wiem co dalej...-Zamknął się, spoglądając w zamyśleniu na niebo. Polityka była trudna. Słysząc natomiast że ich towarzysze mieliby nie dołączyć, spojrzał na Shuten z niedowierzaniem po czym pognał do swoich kolegów.-Sprawa jest moi drodzy. Apsik-Kurcze pieczone ten katar-Do Iwy dołączyć musicie-Prosto i na temat. Musieli. Bo inaczej będzie mu przykro. PRZYKRO.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 4 sie 2020, o 13:57

- Zapomniane dzieje: Act II -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
54/?


Dylematy egzystencjonalne Shuten w tym wypadku nie trwały specjalnie długo. Anioły czy demony? Ostatecznie, obie te istoty były nadprzyrodzone, w pewnym sensie uznawane za potwory i generalnie jak sama stwierdziła nie z tego świata. Jedyna różnica, to że jedni lubili ubierać się na biało, a drudzy na... czerwono. Huh. Chyba geny kunoichi zadecydowały w ten sposób kim bardziej jest. Słysząc więc jej podsumowanie do siebie, kapitan kiwnął tylko poważnie głową. Ilość powagi jaka była na jego twarzy mogła być wręcz śmieszna. Zupełnie jakby właśnie żegnał się z Jaglanką a nie przytakiwał Shuten że jest nie z tego świata. W pewnym sensie... komplement? A może obelga? Były dwie strony tej monety i rudowłosa zdecydowanie mogła sobie wybrać jedną z nich. A może nawet dwie, jeżeli była greedy.

Lepiej było jednak nie myśleć o cerberze, biorąc pod uwagę ich szczęście. Krakena i wieloryba już spotkali, nie potrzebowali kolejnego nielegalnego stworzenia chcącego ich zjeść - chociaż wieloryb jak było wiadome to był jeden wielki fake.

Intencje niezrozumianej Shuten pozostał nieznane wobec to Kamaboko, który no mądre rzeczy powiedział. Nie mogła nawet naprostować o co jej chodziło nim rzucono na nich w pewnym sensie bombę - no, chociaż dzielny chuunin Gonpachiro nawet nie uniósł brwi słysząc jakie to zadanie dla nich mieli. Serce kroiło mówienie tego, lecz Sabataya miała zdecydowanie ciekawszą reakcję w którą musiała po części celować kunoichi z Kumo. Ich zadanie zbyt bardzo przypominało jej oryginalne intencje naprawienia zła jakie wywołał na świecie shogun. Nie mogła cofnąć się w czasie, ale mogła pomóc posprzątać po całej imprezie, prawda? Okazja sam się pojawiła i dziewczyna była zadowolona tym faktem. Chyba bardziej niż wieloma innymi aspektami ich podróży. Banda nuków z natury musiała być silniejsza od bandytów. To jakby level up. Wynagrodzenie nie interesowało kunoichi - zresztą, nawet sam Gonpachiro już do niego nie bił, widocznie zadowolony ofertą jaką im dano? Lub zbyt skupiony był na ciekawszych rzeczach. No, i na swojej pokojowej propozycji, na którą Raiko zatrzymała się. Po chwili na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec.
- Nie myśleliśmy nawet o pokojowym rozwiązaniu... - odpowiedziała trochę zażenowana, jednak szybko kontynuowała. - Szanse na coś takiego raczej są małe. Nie ma szans żebyśmy pozwolili im okradać naszą ukochaną wioskę, a wątpię by tak po prostu oddali wszystko co zabrali.
Kunoichi nie zaprzeczyła jednak jednym słowem planowi Kamaboko. Znaczy, że coś tam faktycznie w jego łepetynie świtało i miało... potencjał? Lub prędzej minimalną szansę na sukces. Reszte wypowiedzi musiała standardowo zignorować, kiedy Kamaboko stał się zbyt bardzo Kamaboko.

Wtedy... to wtedy pomyśleli o opcji że ich towarzysze nie dołączą do Iwy. Raz dwa poleciał do steru tam gdzie stali i rozmawiali z jakimś innym kapitanem bardziej w wieku Onimaru niż Ichiwy. Obok nich stał jeszcze jakiś shinobi Kumo, oparty o barierki i z kawałkiem trawy w uśmiechniętych ustach. Śmiali się jak dawni znajomi, a Kamaboko mógł tylko usłyszeć...
-A wtedy złapaliśmy ją za rogi, wygięliśmy ją w pół żeby grzeczniej stała i polecielim po jej zadzie bez litości, HAHAHA! - zaśmiał się nieznany im starszy kapitan, a ich towarzysze z Jaglanki z wyjątkiem Saki Moto się zaśmiali. Ten miał już coś odpowiadać, pewnie jakiś wiersz, poezję czy pieśń jak to Saki Moto, jednak ich rozmowa została przerwana przez Kamaboko i jego katar, który pozwolił Shuten na dogonienie go. Powiedział prosto co musieli zrobić. MUSIELI. Ichiwa i Onimaru spojrzeli na siebie, oboje znając już odpowiedź na jego prośbę. To Saki Moto jednak odpowiedział mu, grając parę bezsensownych nutek na swojej lutni które chyba miały być smutne.
-Ah, bracie drogi, twórco nieubogi. Iwa twym domem, lecz celem nie naszym. Wolni jesteśmy, bogu poezji. Wolności tej potrzeba wielka w naszej krwi. Co by to świat oświecić, nie możemy z wami wrócić. - odpowiedział mu z uśmiechem twarzy. No... trochę faktycznie. Saki Moto mówił Kamaboko o swoich zamiarach i raczej daleko one miały do siedzenia w Iwie. Może go jednak przekona w czasie reszty ich przygody? Ichiwa i Onimaru kiwnęli także głową na słowa ich nadwornego barda, więc widocznie się zgadzali z jego opinią.
- Jak... uroczy byś nie był, moją pierwszą miłością jest ocean. Nie mogę go pozostawić. - powiedział zakochany w Kamaboko Ichiwa, a po chwili dorzucił jeszcze ich własny shinobi swoje trzy grosze - A ja muszę ich pilnować jak już wiecie.
Cisza na sali. A raczej na pokładzie. Taka chwilowa, żeby to słowa mieszkańców Jaglanki dotarły do bohaterów Iwy. To po tym, nieznany im kapitan odchrząknął i wyciągnął w ich stronę dłoń.
-Dave się nazywam. Słyszeliśmy trochę o waszych przygodach na Jaglance. Miło poznać, szczury lądowe! - zarechotał na koniec, dalej mając wyciągniętą w ich stronę rękę. Shinobi z Kumo także się do nich odezwał, a Shuten mogła coś tam kojarzyć że był on chyba na poziomie chuunina?... Może. Pamięć zbyt słaba na pamiętanie takich detali.
-Karui. - przedstawił się prosto i wrócił do swojego chillowania z trawką w paszczy. Po chwili jednak się odezwał ponownie. - Gotowi na spotkanie kraju Błyskawic?

A no właśnie. Byli gotowi, czy tak w sumie nie do końca?
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki:
 
Posty: 487
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 4 sie 2020, o 16:52

Cóż... Przynajmniej nie miała rogów. Chyba. Prawdopodobnie. Pewnie kolejna kwestia sporna, ale nic się z tym nie zrobi. W gruncie rzeczy i tak było to bez większego znaczenia. Ichiwa przytaknął, dalej w tym dziwnym nie jemu podobnym, poważnym tonie i właściwie na tym rzeczywiście można było zakończyć. Nawet nie zastanawiała się nad tym, czy był to komplement z jego strony czy nie. Spojrzała jedynie zadowolona w jego kierunku starając się nie zanieść śmiechem. Teraz, po tym wszystkim końcu, jedyne co zostało to jedynie zamienić się przy wiosłach. Finally.

Well... No tak. Czasami można zapomnieć, że Gonpachiro to Gonpachiro i załatwianie czegokolwiek w tradycyjny sposób musi zostać uprzedzone chociaż próbą Talk no Jutsu. Czy to z miejsca nie podnosi im rangi każdej misji? Szczerze - jej nie widziało się rozmawiać z nukami. Ciężko było jej wykrzesać z siebie jakiekolwiek chęci dialogu z grupą, której nie umiała szanować. Jak w końcu szanować kogoś, kto porzuca własną wioskę? Własny dom? Gdzie w tym wszystkim jakaś lojalność i wdzięczność? Wiadomo - różni ludzie miewają różne historie, ale ogółem całą grupę, bez bawienia się w rozpatrywanie poszczególnych przypadków, można było opisać w ten dość prosty sposób. Spuściła zmęczona głowę słuchając jeszcze, co Keiko ma do powiedzenia w tej sprawie
- Czyli jak zwykle plan jest prosty: najpierw pytamy, później bijemy. - lub nie bijemy, jeśli ich przeciwnicy będą mieli trochę więcej oleju w głowie. I tak to wyglądało podróżowanie z Kamaboko. Zwłaszcza, że nie było powodu, by i tym razem tej sprytnej taktyki nie spróbować. Sama też sądziła, że w przypadku wytrenowanych ninja szanse na to są marne, no ale tak to już w życiu bywa. Tak czy inaczej nie zmieniało to tego, że kwestią wioski trzeba się zająć i liczyć na to, że Hyakuzawa nie zeźli się na nich za branie side questów po drodze. No bo... Wszystko ku chwale Iwy, czy coś, no nie?

Wydawało jej się, że stwierdzenie "nie dołączą", wypowiedziane w jakiejkolwiek innej formie nie pozostawało jakiś wątpliwości. Ale najwidoczniej Kamaboko uznał, że no tak się nie godzi i tak szybko jak wypruł w stronę steru, tak też Shuten ostatecznie podążyła za nim. Stanęła krok za lalkarzem nie mając wątpliwości co do tego, że swoje już powiedział. Mogła jedynie stać i obserwować rozwój wydarzeń z miną człowieka, co by z chęcią strzelił facepalma ale nie ma na to zwyczajnie sił już. Jednak zanim odpowiedzieli, przez tę krótką, króciutka chwilę miała jednak taką niewielką nadzieję, że jednak się myli. Że wrócą w większej ilości niż dwójka, jednak była zbyt dobrze świadoma tego, że nic takiego się pewnie nie wydarzy. I, rzecz jasna, miała rację. A nie mówiła? Może powinna powiedzieć, że no, mówiła że tak będzie. Jednak... Oh. Uśmiechnęła się. Jak człowiek, który definitywnie knuje coś niedobrego. Nie, żeby coś niedobrego knuła, skądże, patrzcie tę błyszczącą aureolę!
- Ja myślę Gonpachiro, że autograf dla Ichiwy i jakiś piękny wiersz nawet jego przekona. - stwierdziła pewnie kładąc rękę na ramieniu lalkarza stając prawie że na równo z nim. Damn, komu będzie dokuczać jak do Iwy wrócą? No komu? A no nie ma komu. Chyba, że Hyakuzawie. W każdym razie nadeszła chwila poznania kolejnych towarzyszy podczas tej podróży. Nowy kapitan, ale jak wiadomo nie lepszy od ich obecnego, i kolejny ninja. Chyba... Chuunin? Chyba. Nie widziała potrzeby tego sprawdzać, z resztą nie chciało jej się. Spojrzała na wyciągniętą rękę łapiąc delikatnego laga umysłowego. No bo... Szczury? Lądowe? Skąd wiedzieli o szczurach? Żadnych jeszcze nie wezwała i minęła chwila, chwila poważnej zadumy zanim zrozumiała, że wcale nikt nie pije do jej paktu z gryzoniami, a zwyczajnie zarzucił jakąś marynarską gwarą. W końcu jednak uścisnęła dłoń Dave'a.
- Pomiot z samego dna piekieł, rogaty demon z... - Iwy? Kiri? - skądś tam. Przynajmniej zdaniem kapitana. - oznajmiła poważnie, może nawet zbyt poważnie. Nawet z kapką dumy! Po czym wskazała kciukiem na kapitana Jaglanki. Szybko tego nie zapomni - A dla innych: Sabataya Shuten. To zaś mój towarzysz, Kamaboko Gonpachiro. - przedstawiła oboje, już normalnym tonem nim zrobi to lalkarz na swój sposób. Czyli źle i nie tak. Łatwiej było go uprzedzić niż poprawiać.
- Póki co to jestem gotowa na drzemkę. - odparła nie kryjąc zmęczenia, wzrok przenosząc na chłopaka przy barierkach. Tylko co jeśli... No własnie co jak... - Błagam, nie mówcie tylko, że będziemy na miejscu w... nie wiem, mniej niż godzinę.- oddajcie jej możliwość spanka, damn it! Znaczy bez spanka jak jej każą odbijać wioskę, to pójdzie bez spanka odbijać wioskę. Ale wolała nie. I jeśli tylko dostanie pozwolenie tudzież nic nie będzie nic więcej chciał, to rzeczywiście pożegna się i pójdzie się zdrzemnąć w jakimś suchym kącie opatulona w płaszcz.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek
Tsūjtegan: 3000m w dal / 300m widzenia sferycznego
 
Posty: 330
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Poprzednia strona

Powrót do Tsuchi no Kuni - Kraj Ziemi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników