Miasto portowe

Jedna z pięciu wielkich krain zwana Krajem Ziemi. Panuje tu umiarkowany klimat, podobny do Kraju Ognia jednak z częstszymi opadami śniegu. Tereny tej krainy to w większości góry i lasy (iglaste i liściaste). Tutejsza ukryta wioska to Iwagakure no Sato, pod dowództwem Tsuchikage. Walczą dla niego potężni shinobi, w tym użytkownicy niezwykle silnych Kekkei Genka oraz Kekkei Tōta.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 31 lip 2020, o 00:31

- Zapomniane dzieje: Act II -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
51/?


Shuten trochę nie ogarniała reakcji kapitana. Nie spodziewała się tego od Ichiwy, ich flirciarskiego kapitana Jaglanki. Lecz jednak, odebrała mu słowa i tylko dzięki wielkim staraniom był w stanie coś odpowiedzieć. Musiała przyznać że w jego zachowaniu było trochę tej... uroczości. Na jej odpowiedź te zakrztusił się jakby coś naprawdę niesamowitego usłyszał.
- Uhuh... na pewno uwierzę. - była jego stosunkowo bezczelna odpowiedź. Nie wierzył w jej aureolę, w przeciwieństwie do wiary Saki Moto w jej bycie boginią. Może to i lepiej? Wolała być szatanem czy aniołem? Z dwojga złego pierwsze jednak lepsze.

Żart jakim bezczelnie oberwała był - jak już można było się spodziewać - bardzo na wysokim poziomie i jej znajomki musiały go całkiem nieźle przemyśleć. Zaangażowanie 100%, a dziewczyna z pewnością tego się nie spodziewała. Słysząc jak okropny był ich żarcik, ci tylko niewinnie się uśmiechnęli, mówiąc swoją twarzą "Nie wiem o czym mówisz.". Shuten miała jednak dobre te zranione serduszko i nie gniewała się na nich zbyt bardzo. Żart był dobry. Nawet jak kichała co jakiś czas i było jej zimno, o czym nie można było zapomnieć ale dało się to jakoś bardziej zignorować.
Kunoichi też cieszyła się, że podczas wchodzenia na Wielorybka autyzm jej drużyny nie spisał ich na stratne. A może by to zrobił, gdyby nie fakt że no coś im się za tego Krakena należało. Przynajmniej ta przewózka, mimo ich dziwności. Z całego serca starał się skupić na działaniach kunoichi przed nią a nie idiotów za nią, ale no nie dało się. Nawet ktoś taki jak Shuten nie był w stanie. Słysząc jak zwraca ona im uwagę, Saki Moto przestał i po krótkim zastanowieniu się, poszedł dołączyć do reszty swoich starszych towarzyszy, zostawiając z nią Kamaboko który... to także skończył gestykulować po jakimś czasie! SZOK!
Postanowiła jednak do tego momentu słuchać uważnie słów kunoichi. No mieli ofertę dla nich, i to podejrzaną. Z drugiej strony, jaka tajemnicza oferta nie była podejrzana? No właśnie żadna. Ninja Kumo jednak się uśmiechnęła na jej słowa, że postarają się pomóc w tym w czym macie problem. Wtrącił się jednak Kamaboko do ich rozmowy, trochę rozwijając temat. Na jego słowa mina Keiko już spoważniała, i wyglądała faktycznie jak doświadczona kunoichi Kumogakure.
- Szanuję Twoje instynkty. Faktycznie ufanie na słowo byłoby dla was niekorzystne, dlatego będziecie mieli okazję sprawdzić sytuację własnoręcznie. - powiedziała samemu Kamaboko, po czym skupiła się na dwójce Ziemniaków przed nimi. - Chcę abyście pomogli nam odbić Kumo.

Cisza na sali. Świerszcze słychać w oddali - nie no, nie na otwartym morzu.

Kunoichi czekała tak chwilę na ich reakcję, po czym uśmiechnęła się delikatnie mając nadzieję na szok.
- Już wyjaśniam. Parę dni temu w okolicach Kumogakure natrafiliśmy na grupkę nukeninów. Nie znaliśmy ich pochodzenia i celu. To drugie jednak chyba poznaliśmy. - tutaj zniknął uśmiech i wróciła powaga. - Plądrują ruiny naszej ukochanej wioski. Nie możemy na to pozwolić. Czekaliśmy jednak aż wszyscy silniejsi shinobi z naszej grupy się zbiorą z różnych zakątek krainy Błyskawic, a wasza pomoc byłaby mile widziana. Na pewno się przyda, skoro byliście w stanie pokonać to wodne monstrum. Co do wynagrodzenia jednak, nie dołączymy do waszej wioski. Nasza powinność zostaje z krajem błyskawic i to nim postaramy się zaopiekować. Nie bylibyśmy wam w stanie służyć w pełni swoich możliwości, więc lepiej mieć wiernych shinobi od nas. Dziękujemy jednak za zaproszenie. Wynagrodzenie... poza pieniędzmi standardowo, możemy zaoferować wam coś co uratowaliśmy z wioski. Pewną technikę... lub dwie, zobaczymy. Mam nadzieję że wasze zamiary się nie zmieniły?
Takie były ostatnie słowa kunoichi, a Shuten raczej nie miała jeszcze okazji sprawdzić co z resztą. Może potem, jak już ustalą, że okej, wszystko fajnie? Raiko nie komentowała jakkolwiek tego że Sabataya była TJ'em. No normalna ranga. Taka nawet mocna, znaczy umiała pewnie sporo. Nie miała specjalnie na podstawie czego jej oceniać, więc no. W momencie jednak kiedy się przedstawiała, mogła usłyszeć donośmy śmiech Onimaru z okolic steru. Hmm... podejrzane. Z pewnością musiał to być zbieg okoliczności.

Kolejność odpisu dowolna.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 886
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 31 lip 2020, o 12:46

Wolała być szatanem czy aniołem?
A więc odpowiedź jest bardzo prosta.
Why not both?

Ciężko jej było powiedzieć, czy nie zaczynała trochę znęcać się w tym momencie nad kapitanem. Jeszcze się obrazi i co wtedy? Z drugiej strony jakoś ciężko jej było przestać przerzucać się uwagami, zwłaszcza w takim momencie. Westchnęła ciężko w odpowiedzi, chociaż dobry humor jej szczególnie nie opuszczał.
- I tak wychodzi na to, że jestem groźna i co najmniej nie z tego świata. - rzuciła w ramach podsumowania bardziej do siebie niż do kogokolwiek, jednocześnie nie bardzo chcąc dalej męczyć kapitana, ale nie mogąc też szczególnie powstrzymać się od dorzucenia kolejnych kilku groszy. W końcu została zrównana z pomiotami z samego Piekła. To chyba komplement? Przydałby się jej tylko w takim wypadku jakiś trzygłowy pies i może własny tron.

Zostawała jeszcze tylko kwestia samego zlecenia. Uwaga Gonpachiro jak najbardziej była w porządku, jednak definitywnie nie zrozumiał do końca intencji czerwonowłosej. Zanim zaś mogła na spokojnie wszystko naprostować ponownie odezwała się kunoichi Kumo. Nie miała zamiaru ufać na słowo. Potrzebowała informacji, by na miejscu nie wejść w minę typu armia nuków z technikami S czy inne bijuu. W żadnym wypadku nie miały zastąpić faktycznego odwiedzenia ów miejsca, jednak uznała, że odpowiedź Raiko musi go zadowolić. Z resztą i tak nie miała okazji by dokonać też własnego sprostowania, no bo...
Co?

Otworzyła szerzej oczy wątpiąc nieco w to, co usłyszała. To brzmiało... Przecież czy właśnie nie po to pierwotnie zostawała ninja? Żeby jakkolwiek móc w przyszłości posprzątać cały ten bajzel, który zrobił shogun? Teraz zaś okazja, by rzeczywiście coś z tym zrobić sama zapukała do drzwi. Kąciki jej ust same się uniosły, niewiele co prawda i bez początkowo wiedzy samej Shuten. Pozwoliła Raiko dalej kontynuować splatając przed sobą ramiona. A więc banda nuków... Ciekawe, czy byli silniejsi od przeciętnych bandytów? Chyba tak. Właściwie to miała nawet na to nadzieję. Wysłuchała części z wynagrodzeniem, ale szczerze powiedziawszy - w tym wypadku niewiele ją ono interesowało. Nie miała zamiaru odrzucić czegokolwiek, co ta chciała im za to zaoferować, ale w tym wypadku mogła pomóc nawet za paczkę ciastek. Rozchodziło się bowiem, przynajmniej w przekonaniu Sabatayi, o coś więcej niż tylko pozbycie się kilku niechcianych jednostek tworzących niepotrzebnie dym tam, gdzie nie trzeba.
- Oczywiście, że nie. Nie wiem jak Onimaru i reszta, ale na naszą dwójkę możesz liczyć... Prawda? - spojrzała na Kamaboko nieco niepewnie. Właściwie odbijanie czegokolwiek nie było ich misją. Mieli tylko dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja i... Poniekąd to zrobili? Nieco po macoszemu, ale jednak? Miał właściwie prawo odmówić w tym momencie. Co by nie było mieli robić coś absolutnie ponad program. Nie pytała nawet w sumie o to, jak silni są ich przeciwnicy i ile ich jest. Jeśli potrzebowali mimo wszystko dodatkowych sił, to najpewniej albo było ich dużo, albo byli silni. Albo oba. Lepiej się nie przygotuje, a ewentualną ocenę może przeprowadzić na miejscu.
- Po za tym, Gonpachiro, nie wydaje mi się, żeby pozostała trójka chciała dołączyć do Iwy. Nie ma u nas w wiosce gdzie żeglować. - co najwyżej z wioski gdziekolwiek dalej. A szkoda. Wielka szkoda.

Jedyny powód, dla którego rzuciła rangą był taki, że nie wiedziała, czy powinna. Może było to w dobrym guście, może zupełnie niepotrzebne. W każdym razie to wszystko. Ot, nie wyjść na niewychowaną czy coś. Nie wiedziała w końcu, jakie mają zwyczaje w Kumo, to też brak ostatecznie jakiejkolwiek reakcji na to nie szczególnie ją zaskoczył czy wzruszył. Właściwie był mile widziany, jednak nagły śmiech gdzieś ze strony steru po tym nieco zbił ją z tropu. Z niej się śmieją? Ah, te zbiegi okoliczności wprawiające momentami w konsternację, jak teraz chociażby. W każdym razie, chyba wszystko było fajnie i okej, współpraca w zasadzie zawiązana. Więc... Co dalej? Właściwie jeżeli sama Raiko nie ma nic więcej do dodania ani przekazania, to chyba rzeczywiście można rzucić okiem w okolice steru. Zwłaszcza, że jak zwykle najwidoczniej dobrze się tam bawią. Także skinęłaby głową, dała znak Gonpachiro do ruszania dalej i podeszłaby bliżej. To say "hello" or something.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 2 sie 2020, o 11:33

Zaczynało go to nudzić. W sensie ta rozmowa. W sensie, wszystko chyba zostało powiedziane. Umysł Kamaboko naturalnie zaczął krążyć nad szukaniem nowej interesującej rzeczy, której można by poświęcić chwilę. A może, opowiedzieć wiersz? Obie opcje były równie kuszące na ten moment. Generalnie to chyba Kamaboko jednak nie lubił pływać statkami. Trwało to długo i było mało interesujące. A może lubił, tylko miał okres odrzucenia? Ciężko powiedzieć.-No, ale ja proponuje nie walczyć tylko porozmawiać. Teraz rozmawiamy i widzicie jak jest fajnie? A jak będziemy walczyć, to będzie mniej fajnie. Może to wcale nie są tacy źli Nukenini? Może są dobrzy? Nie możecie tego wiedzieć. Trzeba wpierw porozmawiać. O, albo może infiltracja? Jak się przebierzemy za Nuków to nas może z otwartymi ramionami przyjmą? Wtedy jeb szefa w głowę, zaciągnąć do Hejażaby, obsadzić na pozycję Nukenińskiego Kage Keiko, ona podpisuje sojusz z Iwą i... i... i... w sumie nie wiem co dalej...-Zamknął się, spoglądając w zamyśleniu na niebo. Polityka była trudna. Słysząc natomiast że ich towarzysze mieliby nie dołączyć, spojrzał na Shuten z niedowierzaniem po czym pognał do swoich kolegów.-Sprawa jest moi drodzy. Apsik-Kurcze pieczone ten katar-Do Iwy dołączyć musicie-Prosto i na temat. Musieli. Bo inaczej będzie mu przykro. PRZYKRO.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 4 sie 2020, o 13:57

- Zapomniane dzieje: Act II -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
54/?


Dylematy egzystencjonalne Shuten w tym wypadku nie trwały specjalnie długo. Anioły czy demony? Ostatecznie, obie te istoty były nadprzyrodzone, w pewnym sensie uznawane za potwory i generalnie jak sama stwierdziła nie z tego świata. Jedyna różnica, to że jedni lubili ubierać się na biało, a drudzy na... czerwono. Huh. Chyba geny kunoichi zadecydowały w ten sposób kim bardziej jest. Słysząc więc jej podsumowanie do siebie, kapitan kiwnął tylko poważnie głową. Ilość powagi jaka była na jego twarzy mogła być wręcz śmieszna. Zupełnie jakby właśnie żegnał się z Jaglanką a nie przytakiwał Shuten że jest nie z tego świata. W pewnym sensie... komplement? A może obelga? Były dwie strony tej monety i rudowłosa zdecydowanie mogła sobie wybrać jedną z nich. A może nawet dwie, jeżeli była greedy.

Lepiej było jednak nie myśleć o cerberze, biorąc pod uwagę ich szczęście. Krakena i wieloryba już spotkali, nie potrzebowali kolejnego nielegalnego stworzenia chcącego ich zjeść - chociaż wieloryb jak było wiadome to był jeden wielki fake.

Intencje niezrozumianej Shuten pozostał nieznane wobec to Kamaboko, który no mądre rzeczy powiedział. Nie mogła nawet naprostować o co jej chodziło nim rzucono na nich w pewnym sensie bombę - no, chociaż dzielny chuunin Gonpachiro nawet nie uniósł brwi słysząc jakie to zadanie dla nich mieli. Serce kroiło mówienie tego, lecz Sabataya miała zdecydowanie ciekawszą reakcję w którą musiała po części celować kunoichi z Kumo. Ich zadanie zbyt bardzo przypominało jej oryginalne intencje naprawienia zła jakie wywołał na świecie shogun. Nie mogła cofnąć się w czasie, ale mogła pomóc posprzątać po całej imprezie, prawda? Okazja sam się pojawiła i dziewczyna była zadowolona tym faktem. Chyba bardziej niż wieloma innymi aspektami ich podróży. Banda nuków z natury musiała być silniejsza od bandytów. To jakby level up. Wynagrodzenie nie interesowało kunoichi - zresztą, nawet sam Gonpachiro już do niego nie bił, widocznie zadowolony ofertą jaką im dano? Lub zbyt skupiony był na ciekawszych rzeczach. No, i na swojej pokojowej propozycji, na którą Raiko zatrzymała się. Po chwili na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec.
- Nie myśleliśmy nawet o pokojowym rozwiązaniu... - odpowiedziała trochę zażenowana, jednak szybko kontynuowała. - Szanse na coś takiego raczej są małe. Nie ma szans żebyśmy pozwolili im okradać naszą ukochaną wioskę, a wątpię by tak po prostu oddali wszystko co zabrali.
Kunoichi nie zaprzeczyła jednak jednym słowem planowi Kamaboko. Znaczy, że coś tam faktycznie w jego łepetynie świtało i miało... potencjał? Lub prędzej minimalną szansę na sukces. Reszte wypowiedzi musiała standardowo zignorować, kiedy Kamaboko stał się zbyt bardzo Kamaboko.

Wtedy... to wtedy pomyśleli o opcji że ich towarzysze nie dołączą do Iwy. Raz dwa poleciał do steru tam gdzie stali i rozmawiali z jakimś innym kapitanem bardziej w wieku Onimaru niż Ichiwy. Obok nich stał jeszcze jakiś shinobi Kumo, oparty o barierki i z kawałkiem trawy w uśmiechniętych ustach. Śmiali się jak dawni znajomi, a Kamaboko mógł tylko usłyszeć...
-A wtedy złapaliśmy ją za rogi, wygięliśmy ją w pół żeby grzeczniej stała i polecielim po jej zadzie bez litości, HAHAHA! - zaśmiał się nieznany im starszy kapitan, a ich towarzysze z Jaglanki z wyjątkiem Saki Moto się zaśmiali. Ten miał już coś odpowiadać, pewnie jakiś wiersz, poezję czy pieśń jak to Saki Moto, jednak ich rozmowa została przerwana przez Kamaboko i jego katar, który pozwolił Shuten na dogonienie go. Powiedział prosto co musieli zrobić. MUSIELI. Ichiwa i Onimaru spojrzeli na siebie, oboje znając już odpowiedź na jego prośbę. To Saki Moto jednak odpowiedział mu, grając parę bezsensownych nutek na swojej lutni które chyba miały być smutne.
-Ah, bracie drogi, twórco nieubogi. Iwa twym domem, lecz celem nie naszym. Wolni jesteśmy, bogu poezji. Wolności tej potrzeba wielka w naszej krwi. Co by to świat oświecić, nie możemy z wami wrócić. - odpowiedział mu z uśmiechem twarzy. No... trochę faktycznie. Saki Moto mówił Kamaboko o swoich zamiarach i raczej daleko one miały do siedzenia w Iwie. Może go jednak przekona w czasie reszty ich przygody? Ichiwa i Onimaru kiwnęli także głową na słowa ich nadwornego barda, więc widocznie się zgadzali z jego opinią.
- Jak... uroczy byś nie był, moją pierwszą miłością jest ocean. Nie mogę go pozostawić. - powiedział zakochany w Kamaboko Ichiwa, a po chwili dorzucił jeszcze ich własny shinobi swoje trzy grosze - A ja muszę ich pilnować jak już wiecie.
Cisza na sali. A raczej na pokładzie. Taka chwilowa, żeby to słowa mieszkańców Jaglanki dotarły do bohaterów Iwy. To po tym, nieznany im kapitan odchrząknął i wyciągnął w ich stronę dłoń.
-Dave się nazywam. Słyszeliśmy trochę o waszych przygodach na Jaglance. Miło poznać, szczury lądowe! - zarechotał na koniec, dalej mając wyciągniętą w ich stronę rękę. Shinobi z Kumo także się do nich odezwał, a Shuten mogła coś tam kojarzyć że był on chyba na poziomie chuunina?... Może. Pamięć zbyt słaba na pamiętanie takich detali.
-Karui. - przedstawił się prosto i wrócił do swojego chillowania z trawką w paszczy. Po chwili jednak się odezwał ponownie. - Gotowi na spotkanie kraju Błyskawic?

A no właśnie. Byli gotowi, czy tak w sumie nie do końca?
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 886
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 4 sie 2020, o 16:52

Cóż... Przynajmniej nie miała rogów. Chyba. Prawdopodobnie. Pewnie kolejna kwestia sporna, ale nic się z tym nie zrobi. W gruncie rzeczy i tak było to bez większego znaczenia. Ichiwa przytaknął, dalej w tym dziwnym nie jemu podobnym, poważnym tonie i właściwie na tym rzeczywiście można było zakończyć. Nawet nie zastanawiała się nad tym, czy był to komplement z jego strony czy nie. Spojrzała jedynie zadowolona w jego kierunku starając się nie zanieść śmiechem. Teraz, po tym wszystkim końcu, jedyne co zostało to jedynie zamienić się przy wiosłach. Finally.

Well... No tak. Czasami można zapomnieć, że Gonpachiro to Gonpachiro i załatwianie czegokolwiek w tradycyjny sposób musi zostać uprzedzone chociaż próbą Talk no Jutsu. Czy to z miejsca nie podnosi im rangi każdej misji? Szczerze - jej nie widziało się rozmawiać z nukami. Ciężko było jej wykrzesać z siebie jakiekolwiek chęci dialogu z grupą, której nie umiała szanować. Jak w końcu szanować kogoś, kto porzuca własną wioskę? Własny dom? Gdzie w tym wszystkim jakaś lojalność i wdzięczność? Wiadomo - różni ludzie miewają różne historie, ale ogółem całą grupę, bez bawienia się w rozpatrywanie poszczególnych przypadków, można było opisać w ten dość prosty sposób. Spuściła zmęczona głowę słuchając jeszcze, co Keiko ma do powiedzenia w tej sprawie
- Czyli jak zwykle plan jest prosty: najpierw pytamy, później bijemy. - lub nie bijemy, jeśli ich przeciwnicy będą mieli trochę więcej oleju w głowie. I tak to wyglądało podróżowanie z Kamaboko. Zwłaszcza, że nie było powodu, by i tym razem tej sprytnej taktyki nie spróbować. Sama też sądziła, że w przypadku wytrenowanych ninja szanse na to są marne, no ale tak to już w życiu bywa. Tak czy inaczej nie zmieniało to tego, że kwestią wioski trzeba się zająć i liczyć na to, że Hyakuzawa nie zeźli się na nich za branie side questów po drodze. No bo... Wszystko ku chwale Iwy, czy coś, no nie?

Wydawało jej się, że stwierdzenie "nie dołączą", wypowiedziane w jakiejkolwiek innej formie nie pozostawało jakiś wątpliwości. Ale najwidoczniej Kamaboko uznał, że no tak się nie godzi i tak szybko jak wypruł w stronę steru, tak też Shuten ostatecznie podążyła za nim. Stanęła krok za lalkarzem nie mając wątpliwości co do tego, że swoje już powiedział. Mogła jedynie stać i obserwować rozwój wydarzeń z miną człowieka, co by z chęcią strzelił facepalma ale nie ma na to zwyczajnie sił już. Jednak zanim odpowiedzieli, przez tę krótką, króciutka chwilę miała jednak taką niewielką nadzieję, że jednak się myli. Że wrócą w większej ilości niż dwójka, jednak była zbyt dobrze świadoma tego, że nic takiego się pewnie nie wydarzy. I, rzecz jasna, miała rację. A nie mówiła? Może powinna powiedzieć, że no, mówiła że tak będzie. Jednak... Oh. Uśmiechnęła się. Jak człowiek, który definitywnie knuje coś niedobrego. Nie, żeby coś niedobrego knuła, skądże, patrzcie tę błyszczącą aureolę!
- Ja myślę Gonpachiro, że autograf dla Ichiwy i jakiś piękny wiersz nawet jego przekona. - stwierdziła pewnie kładąc rękę na ramieniu lalkarza stając prawie że na równo z nim. Damn, komu będzie dokuczać jak do Iwy wrócą? No komu? A no nie ma komu. Chyba, że Hyakuzawie. W każdym razie nadeszła chwila poznania kolejnych towarzyszy podczas tej podróży. Nowy kapitan, ale jak wiadomo nie lepszy od ich obecnego, i kolejny ninja. Chyba... Chuunin? Chyba. Nie widziała potrzeby tego sprawdzać, z resztą nie chciało jej się. Spojrzała na wyciągniętą rękę łapiąc delikatnego laga umysłowego. No bo... Szczury? Lądowe? Skąd wiedzieli o szczurach? Żadnych jeszcze nie wezwała i minęła chwila, chwila poważnej zadumy zanim zrozumiała, że wcale nikt nie pije do jej paktu z gryzoniami, a zwyczajnie zarzucił jakąś marynarską gwarą. W końcu jednak uścisnęła dłoń Dave'a.
- Pomiot z samego dna piekieł, rogaty demon z... - Iwy? Kiri? - skądś tam. Przynajmniej zdaniem kapitana. - oznajmiła poważnie, może nawet zbyt poważnie. Nawet z kapką dumy! Po czym wskazała kciukiem na kapitana Jaglanki. Szybko tego nie zapomni - A dla innych: Sabataya Shuten. To zaś mój towarzysz, Kamaboko Gonpachiro. - przedstawiła oboje, już normalnym tonem nim zrobi to lalkarz na swój sposób. Czyli źle i nie tak. Łatwiej było go uprzedzić niż poprawiać.
- Póki co to jestem gotowa na drzemkę. - odparła nie kryjąc zmęczenia, wzrok przenosząc na chłopaka przy barierkach. Tylko co jeśli... No własnie co jak... - Błagam, nie mówcie tylko, że będziemy na miejscu w... nie wiem, mniej niż godzinę.- oddajcie jej możliwość spanka, damn it! Znaczy bez spanka jak jej każą odbijać wioskę, to pójdzie bez spanka odbijać wioskę. Ale wolała nie. I jeśli tylko dostanie pozwolenie tudzież nic nie będzie nic więcej chciał, to rzeczywiście pożegna się i pójdzie się zdrzemnąć w jakimś suchym kącie opatulona w płaszcz.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
 
Posty: 504
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 8 sie 2020, o 14:28

Podrapał się po czuprynie, nie bardzo rozumiejąc logikę Keiko. No bo przecież jak wiadomo, były w życiu rzeczy ważniejsze i mniej ważne. Nie do końca zgadzał się z dziewczyną bo chociaż sam nie pochwalał kradzieży to jednak zabijanie w imię dóbr materialnych... No to nie do końca było ok. Ale Kamaboko rozumiał, że nie wymusi na innych swoich poglądów. Natarczywe i chaotyczne działania których się podejmował do teraz, przynosiły jedynie negatywne rezultaty. W związku z tym należało zmienić taktykę na bardziej delikatną. I zmieniać świat powoli, ale bardziej skutecznie. Słysząc zaś co mieli do powiedzenia przyjaciele, posmutniał trochę, ale uśmiechnął się cierpko.-Liczyłem że przedstawię was żonie i synowi... cóż, wpadnijcie kiedyś na sake, jak będziecie w okolicy. Moja żona robi najlepszy Udon na świecie-No cóż. Teraz jednak, należało skupić się na misji.-Do kraju błyskawic, lądu bez granic, mkniemy niczym pioruny po niebie. Na Moby Dicka pokładzie, nie zapominamy o Jaglanki wkładzie. Losu przeciwności zwyciężymy, danej szansy nie zaprzepaścimy-Powiedział patrząc w niebo i trawiąc wydarzenia ostatnich chwil. Ah, tak bardzo nóż w serce... i to z wielu stron!
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 256
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 10 sie 2020, o 00:34

- Zapomniane dzieje: Act II -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
57/?


Kwestia tego czy Shuten była rogatym demonem, czy tylko takim skrytym incognito demonem, prawdopodobnie miała pozostać kwestią sporną. W końcu patrząc w odbicie wody, nie mogła dojrzeć u siebie żadnych rogów i ogona. Nawet takiego fajnego lisiego. Była więc chyba, takim normalnym humanoidem bez aspektów demonicznych. Chyba. Wszyscy dobrze wiedzieli że czasem potężne genjutsu potrafi skryć takie cechy. W każdym razie... zmienili się przy wiosłach. Koniec tematu. Leave it.

Gonpachiro miał fajny sposób patrzenia na świat. Najpierw chciał pogadać z nukeninami, co to by ich przekonać do... pokojowego opuszczenia resztek jakie pozostały po Kumogakure. Szanse na to były niewielkie, jak to już kunoichi tej upadłej wioski powiedziała, jednak on nie do końca rozumiał dlaczego. To tylko dobra materialne, a oni chcieli za nie zabijać. Chociaż... co jeśli były to też dobra sentymentalne? Nie, takie to najpewniej zgarnęli od razu po utworzeniu tej grupy kręcącej się po kraju Błyskawic i działającej jak wannabe heroes. Shuten jednak chyba wolała nie pytać nukeninów czy grzecznie by się stąd nie wynieśli. Znaczy, nie zależało jej na byciu miłym dla osób których nie szanowała. Podsumowała więc zmęczona krótko, jakie było ich zadanie. Najpierw pytać, potem bić. Lub nie bić. Zależy od odpowiedzi. Kunoichi Kumo kiwnęła energicznie głową, w pełni zgadzając się z takim podejściem. Chociaż osłabiało to jakiś potencjalny atak z ukrycia - tak długo jak by to źle rozegrali. A czy Hyakuzawa miał czas na denerwowanie się za ich branie sidequestów?... Nie, raczej nie. Zajęty Kage to był. Zawsze coś.

No i Bakaboko pobiegł. Poleciał, na skrzydłach miłości, w stronę Ichiwy, Sakiego i Onimaru. Trójcy wspaniałych, którzy to byli dla niego jak niezwykle ważni. Ci jednak, z bezlitością w głosach, odmówili jego jakże hojnej ofercie. Poeta przekazał im słowami, jak to załamany był ich postanowieniem. Rodzinkę chciał nawet przedstawić - a to jest honor, jakiego nawet sama Shuten Sabataya, demonica z Kiriwagakure, nie otrzymała!... chyba. A co najbardziej szokujące... jego słowa był normalne. Nie wypełnione wierszami. Zwykłe, zdepresjowane, "liczyłem że" coś tam coś tam. Słysząc to, Saki Moto uśmiechnął się w jego stronę i położył rękę na jego ramieniu.
- Brat się nie martwi. Może i zostać na stałe nie możemy, lecz na chwilę zostaniemy. I odwiedzać, będziemy. Rzadko, lecz nie za rzadko. Drogi tylko, niech bezpieczne będą, co by nas nic do brata nie zatrzymało. - odpowiedział mu Ichiwa, tak na w pół wierszem. Kapitan Ichiwa - który to właściwie decydował w pewnym sensie nad celem całej tej załogi jednak tak nie do końca - przytaknął pewnie głową. No chociaż tyle. Sama Shuten nie była zdziwiona. No, spodziewała się tego, nawet jeżeli miała nadzieję na co innego. Taką tyci tyci nadzieję, że jednak będzie fajnie i z nimi wrócą. A tu nie było fajnie. Przynajmniej , nie w pełni fajnie, bo jednak co jakiś czas mieli odwiedzać więc trochę fajnie było. Wpadła jednak na jakże genialny pomysł, i uśmiechnęła się drażniącą, a za nią pojawił się demoniczny ogonek - no, może nie, ale tak. Słysząc jej słowa, kapitan jakby trochę zdrętwiał. Po czym wskazał na nią namiętnie palcem i wykrzyczał wręcz.
-DEMON! Nawet tak cenna rzecz jak autograf Kamaboko nie wystarczy, by mą wolność na ocenie porzucić! Nawet związek i wspólna sypialnia by nie wystarczyła! - tu trochę groźnie pomachał palcem, jakby karcąc samą myśl że ocean był niżej w priorytetach od jakiegoś autografu od Kamaboko. W sumie, to faktycznie. Po co mu autograf jak przez sen mógł podkradać jego włosy żeby zrobić sobie kukiełkę Gonpachiro?... nie żeby to robił. Of course not. Ah, tak, Shuten będzie brakowało kapitana Ichiwy żeby mu dokuczać. I to był moment, kiedy to jeszcze kolejnych ludzi poznawali. Kurde, jeszcze trochę, i zaczną zapominać kto jak się nazywa. Nie żeby Kamaboko potrzebował w tym pomocy. Gonpachiro co prawda ich olał, jednak sama rudowłosa kunoichi złapała laga słysząc jak ich szczurami lądowymi nazwano. Szczury? Że pakt? Ten typ był mistykiem, czy co? Po chwili jednak jej mózg wrócił do normalnych obrotów. Przez te życie na morzu to ona chyba zaraz oszaleje. Kapitan nowego statku zwanego Wielorybem - he he, dobry żart Ichiwa i Onimaru, dobry żart - patrzył niepewnie na zlagowaną kunoichi, jednak uśmiech pojawił się na jego twarzy jak te uścisnęła jego dłoń. No. Tak się marynarze witali a nie. Jak jakieś słupy. Na jej przedstawienie siebie, starszy kapitan się zaśmiał głośno, a młodszy chuunin kaszlnął lekko jakby niedowierzając.
-Jedynie co w Tobie demoniczne, to te demoniczno piękne oczy, Shuten. - odpowiedział... cholera, teraz ktoś ją podrywa. Karma. Chociaż... tamten typek dalej się chillował, znaczy chyba stwierdzał coś co dla niego było faktem? Swoją drogą śmieszna sprawa że zwrócił uwagę na jej oczy które to faktycznie mogły zmieniać kolorek na taki ładny szkarłat. Raczej nie wiedział o tym fakcie, jednak śmieszne te zbiegi okoliczności w ostatnich czasach. Dwaj nieznajomi-już-znajomi zapamiętali zapewne ich imiona, a na jej obawy o braku czasu na drzemkę rozwiał Dave.
- Nie martw się demoniczny szczurze. Jeszcze dzień drogi przed nami. Polecam zająć jakieś wyrka pod pokładem, niż reszta to zrobi i zabraknie miejsc. Wtedy to tylko spanie na podłodze. - odpowiedział i... no. I wtedy, Kamaboko jak feniks, na zakończenie wypowiedział swój piękny wiersz jak to zmierzają do kraju Błyskawic.
-Ay ay, sir! - zakrzyknął Saki, Ichiwa patrzył na niego jak zakochany, Onimaru westchnął, Dave zaśmiał się ropuszo, a Karui - cholera, ile ich tu było?! - spojrzał się na niego jak na wariata. Ah... ich epicka załoga tylko się powiększała. Niedługo stworzą armię lepszą od tej Iwagakure... no może nie, ale byli na dobrej drodze!

Timeskip! Dzień i parę godzin później, po typowej dla statku gdzie był Saki, Ichiwa i Onimaru podróży

Dotarli do portu. W końcu, bo jakże zaciętej podróży. Wychodząc na pokład po odpoczynku, Kamaboko wraz z Shuten mogli ujrzeć ląd do jakiego się zbliżali. Niewielka plaża otoczona przez góry, pomost przy którym był zacumowany jakiś statek, a dalej... droga z kamieni prowadząca do jakiejś jaskini w górze...? Huh. Chyba była to kryjówka ex-shinobi Kumogakure. Swoją drogą, jaskinia była śmieszna bo nad jej wejście mogli dojrzeć dwie dziury przypominające oczy, co wraz z wejściem tworzyło taką swoistą czaszkę. Creepy... i cool.
- Hmm... dobra lokacja na kryjówkę. Góry otaczające plaże czynią wejście z innej strony niemożliwe, chyba że tam także jest jakieś przejście jak to. Ciekawe czy to naturalne, czy wykreowali na własną rękę. - powiedział Onimaru, stojący po lewicy Shuten i trzymający w jej stronę katanę... którą to mu dała i przez te całe spanko zapomniała odebrać. Fak. Prawie ją by straciła.
- Odbijanie wioski, huh?... Godna przygoda dla kapitana Jaglanki, nieprawdaż Saki? - zapytał Ichiwa, stojący po lewicy Onimaru, stojącego po jego lewicy Saki Moto.
- Usta miękkie, otwarte. Nogi, przeplatane w pajęczynkę, oddechy emocji i rozkoszy, w powietrzu dobrze znane... - mówił sam do siebie układając jakiś tekst, a słysząc to z jakiegoś powodu Raiko Seihou zaczerwieniła się jak pomidor. Karui spojrzał tym razem trochę dziwnie na Saki Moto, którego tekst był ponownie wyjątkowo nie do rozszyfrowania... dla przeciętnych osób. Raiko chyba zrozumiała, ale i tak jej reakcja była dość... intensywna. Ciekawe, ciekawe. Ona natomiast stała po lewicy Saki Moto, a od niej stał po lewej Karui. Jedyną osobą stojącą po prawej był Gonpachiro, i stał on obok Shuten. Wszyscy znajdowali się przy burcie z której to mieli wysiadać na drewniany pomost, a następnie kierować się do kryjówki organizacji ex-shinobi Kumo. Ciekawe czy mieli jakąś nazwę.
W każdym razie, zacumowali. Zeszli z pokładu wieloryba i zaczęli iść w stronę jaskini. Po drodze minęli tak z 5 shinobi i 5 cywili, którzy to albo sobie wędrowali, albo nosili jakieś skrzynki związane pewnie z innymi zadaniami wykonywanymi przez tych wannabe shinobi. Karui wraz z Raiko ich prowadzili, jednak no jeszcze nie dotarli do wnętrza jaskinii.

z/t -> Kryjówka ex-ninja Kumo
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Main Theme v2 Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki (4/5):
 
Posty: 886
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sato Kazuma » 8 wrz 2020, o 17:31

Drzwi się otwarły i przejęta kobieta rozpoczęła lawinę informacji, trzeba było wychwycić te najważniejsze.
Tak, pamiętam Pani kota, ehm Puszka. Szkoda, kocur był sporych rozmiarów i nie bardzo chłopak wierzył w jego "szybkość".
Spokojnie, znalazłem go raz znajdę i drugi. Jestem specjalistą od szukania kotów. Dodał to z delikatnym uśmieszkiem na twarzy, próbując uspokoić kobietę. Najwyraźniej bardzo kochała tego grubaska skoro lamentom nie było końca.W pewnej chwili kobieta rzuciła się do stóp Kazumy, szarpiąc go za ciuchy i błagając o pomoc. Chłopak pomógł wstać jej z kolan dodając.
Spokojnie, tak jak mówiłem odnajdę Puszka i sprowadzę go całego i zdrowego do Pani. Mapa na pewno bardzo pomoże, od razu ruszam w drogę. Chłopak odebrał mapkę od kobiety i udał się w kierunku zaznaczonego punktu na mapie, od czegoś trzeba było zacząć. Po dotarciu na miejsce rozejrzał się spokojnie po okolicy, ruszył w stronę ucieczki Puszka licząc na łut szczęścia, sierściuch był rudy być może leżały jakieś włosy sugerujące, gdzie ten mógł zwiać. Jeżeli nic takiego nie udałoby się znaleźć to swoje kroki skierowałby ku okolicznej mieścinie w poszukiwaniu karczmy/noclegu.
 
Posty: 129
Dołączył(a): 5 wrz 2017, o 19:15
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Hyūga Eijiro » 9 wrz 2020, o 00:21



Misja rangi B - Wielka ucieczka Puszka
5/x
~Sato Kazuma~



Sato nie zamierzał się długo zatrzymywać w domu swojej zleceniodawczyni i od razu wyruszył na poszukiwania kota. Kobieta faktycznie wyglądała na bogatą z domu, a może po prostu Puszek był dla niej tak ważny, że postanowiła zapłacić młodemu jak za misję rangi B? Czy może faktycznie w tamtej okolicy miało być tak niebezpiecznie?
Kazumie podróż zajęła parę godzin. Zanim dotarł na miejsce zdążył zapaść zmrok. Ponadto było zimno no i zaczął odczuwać powoli głód. Na szczęście dzięki treningom temperatura aż tak mu nie dokuczała, przynajmniej na razie.
Na miejscu szukał różnych śladów, jednak ciężko było cokolwiek dostrzec. Dookoła było raczej sporo kamieni i większych głazów. Natomiast miejsce, które zaznaczyła kobieta było kawałek dalej, trzeba było dotrzeć tam taką "boczną" wydeptaną uliczką. W każdym razie - zejść z głównego traktu. Były to jednak spore góry, kamieniste wypiętrzenia już z daleka widoczne. Tam jednak już na pewno bez jakiegoś źródła światła nic by nie wypatrzył, dlatego ruszył do miasta portowego.
W środku, jak w typowym porcie. Już kawałek przed bramami zalatywało rybami. W środku dotarł do rynku, gdzie było sporo stoisk - obecnie jednak pustych. Z daleka mógł zobaczyć doki i sporo łodzi, które tam były zacumowane. Natomiast Kazuma za swój cel obrał karczmę, którą nie trudno było odnaleźć - dość spory budynek, wyróżniający się na tle pozostałych, w dodatku ozdobiony tabliczką o tym informującą.
Po wejściu do środka dotarł do niego zapach alkoholu, ponadto zobaczył sporo ludzi, który bawili się przy różnych trunkach. Za barem stał karczmarz, który zerknął na nowo przybyłego.
- Ah witam, czego potrzeba Młodzieńcze? - zapytał, kiedy Kazuma już do niego podszedł.
Obrazek


Mogę poprowadzić misje D-A i sędziować walki.
Akceptuję samodzielki - w razie czego proszę o kontakt na gg :D
 
Posty: 738
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe

Postprzez Sato Kazuma » 9 wrz 2020, o 19:18

Oczywiście nic na szlaku nie znalazł, w końcu zaczynało się już ściemniać, a na ślepo nie było sensu łazić po kamiennej okolicy szukając igły w stogu siana. Ruszył w stronę miasta, w którym na zakupach była zleceniodawczyni z kocurem, Po dotarciu na miejsce było już ciemno, okoliczne targowisko świeciło pustkami, a więc nie było nawet jak przepytać sprzedawców, czy ktoś kojarzy babeczkę z rudym sierściuchem. Oczywiście smrodek ryb zalatywał w całym mieście, ale co zrobić... szybko udało się zlokalizować karczmę więc wszedł tam od razu pewnym krokiem i od razu rozejrzał się po wnętrzu. Standardowo, wieczór, wszyscy po pracy to do karczmy coś wypić, podszedł do mężczyzny za barem, który go zagadnął pierwszy.
Witam, poszukuję noclegu na noc i czegoś do zjedzenia, zapewne dobrze trafiłem?
 
Posty: 129
Dołączył(a): 5 wrz 2017, o 19:15
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Hyūga Eijiro » 12 wrz 2020, o 21:41



Misja rangi B - Wielka ucieczka Puszka
7/x
~Sato Kazuma~



- Ach, jak najbardziej! To najlepsza knajpa w okolicy! Tu masz menu, a i pokój też się na pewno znajdzie. - powiedział dziarsko karczmarz podając Kazumie kartkę z wypisanymi potrawami. Cóż, 99% z nich składało się z ryb, ale czegoż się dziwić w mieście portowym.
Na chwilę odszedł od stołka i dość szybko wrócił z kluczykiem w ręku.
- Trzymaj, pierwszy po lewej na pierwszym piętrze. - powiedział, podał klucz do pokoju i odebrał od niego zamówienie, a karteczkę z tym zaniósł na kuchnię.
- Co Cię sprowadza w tę stronę, hm? - zapytał, kiedy oczekiwali na posiłek, co nie trwało zbyt długo i Kazuma mógł zjeść pożywną kolację i jeśli chciał - wypytać karczmarza o cokolwiek lub po prostu udać się do pokoju, żeby wypocząć przed jutrzejszymi poszukiwaniami.
Obrazek


Mogę poprowadzić misje D-A i sędziować walki.
Akceptuję samodzielki - w razie czego proszę o kontakt na gg :D
 
Posty: 738
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe

Postprzez Sato Kazuma » 13 wrz 2020, o 19:15

Świetnie. Krótko skwitował odpowiedź karczmarza, odebrał menu i zaczął je przeglądać. Szerokiego wyboru raczej nie było, ale to nie przeszkadzało chłopakowi - wybredny to on nie był. Jak tylko mężczyzna wrócił do niego razem z kluczami odebrał je od i wpakował do kieszonki w kamizelce.
Dobrze, dziękuję. A do jedzenie poproszę... to. Wskazał paluchem na pierwszą pozycję z karty, nie było co się specjalnie zastanawiać, ryba to ryba. Właściciel wykazał zainteresowanie powodem wizyty Kazumy, skoro już zagadnął to żal nie było podpytać się o coś przydatnego.
Jestem w trakcie poszukiwań... rudego kota. Przerwał na moment zdając sobie sprawę jak to brzmi, shinobi uganiający się za kocurem, ale co zrobić - misja to misja.
Może kojarzysz starszą kobietę z naszej wioski z rudym, grubym kotem. Przyjeżdża tutaj regularnie po ryby dla swojego pupila, albo chociaż jakiegoś sprzedawcę, do którego jeździła. Jeżeli karczmarz nie był w stanie pomóc chłopakowi ten podziękował za wysiłek, zjadł co miał do zjedzenia i udał się w stronę swojego pokoju, aby się wyspać przed kolejnym długim dniem. Jeśli coś jednak wiedział postanowił posiedzieć dłużej i z nim pogadać.
 
Posty: 129
Dołączył(a): 5 wrz 2017, o 19:15
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Hyūga Eijiro » 15 wrz 2020, o 11:48



Misja rangi B - Wielka ucieczka Puszka
9/x
~Sato Kazuma~



Karczmarz nieco się zdziwił na pytanie Kazumy, jednak chwilę się zastanowił, co sygnalizował drapaniem się po brodzie i błędnym wzrokiem.
-Hmm... Wiesz, chyba faktycznie ktoś taki tutaj był... Tak! Teraz pamiętam! Faktycznie, pojawia się tutaj co jakiś czas taka jedna paniusia z tym swoim kocurem. Panie! Jakież to jest dziwne babsko! Świata poza tym kotem nie widzi. Raz nawet taki jeden, całkiem porządny koleś, tutaj od nas, chciał do niej zagadać, ha! Ale na próżno, zaraz został odesłany z kwitkiem i jeszcze go ten kot podrapał. Dajcie spokój! Ostatnio rzeczywiście tu była, ale cały czas miała przy sobie tego kota, choć nawiasem mówiąc, on raczej nigdy nie wygląda na zadowolonego, że musi cały czas z nią siedzieć... Czyli kocur w końcu zwiał?! Hahaha, ani trochę nie dziwota. - opowiedział mu karczmarz dokazując na koniec śmiechem, ale wyglądało na to, że nie wie co się mogło stać z kocurem po opuszczeniu portu.
Kazuma mógł teraz zjeść, pójść spać i wstać rankiem, żeby rozpocząć ponowne poszukiwania. W zasadzie słońce, które wpadło mu do pokoju i świeciło prosto w oczy dłużej spać mu nie dało. Niebo wyglądało na zachmurzone, ale i tak promienie znalazły miejsce, w którym mogły się przebić.
Po rozliczeniu się z karczmarzem mógł sobie kupić coś jeszcze w wiosce albo po prostu udać się na miejsce wskazane przez kobietę, a tam... Mógł akurat zauważyć jak ktoś znika między skałami na uliczce, którą on sam powinien się udać.
Obrazek


Mogę poprowadzić misje D-A i sędziować walki.
Akceptuję samodzielki - w razie czego proszę o kontakt na gg :D
 
Posty: 738
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe

Postprzez Sato Kazuma » 15 wrz 2020, o 22:33

Jak się okazało karczmarz kojarzył zleceniodawczynię i jej kota. Nawet jeden z mieszkańców miasta chciał ją chyba poderwać, ale cóż... starsza panna z kotem, to nie mogło się dobrze skończyć. Nic konkretnego niestety z tej opowieści nie wynikło więc nie było sensu kontynuować rozmowy. Kazuma podziękował spokojnie za posiłek, który w spokoju wszamał i udał się do swojego pokoju na odpoczynek i spanko. Z rana obudziły chłopaka promienie słoneczne przebijające się przez zachmurzone niebo, nie było sensu marnować dnia. Wstał, ogarnął się na szybko i ruszył na dół karczmy, gdzie właściciel już stał na nogach. Rozliczył się z nim za pokój i posiłek po czym ruszył na okoliczny targ, w poszukiwaniu jakieś bluzy, swetra albo chociaż płaszcza, którym mógłby się okryć. Niezbyt inteligentnie opuścił wioskę w zwykłej koszulce i kamizelce Iwy, co nie sprzyjało podróży po dworze całymi dniami. Jak już coś znalazł, przymierzył i zapłacił sprzedawcy, zarzucił bluzę/sweterek na koszulkę, a na to kamizelkę od munduru, chyba że udał się tylko płaszczyk znaleźć, to owinął się nim z wierzchu i ruszył w stronę miejsca zaznaczonego przez kobietę. Na miejscu zauważył kogoś kto znika między skałami w uliczce, która prowadziła do miejsca zaginięcia Puszka, przypadek? Kto go tam wie. Nie mając jednak lepszego tropu ruszył za osobnikiem starając zachować dystans i cały czas obserwując otoczenie.

Nazwa:
Instynkt niebezpieczeństwa
Kiken no hon'nō
Rodzaj:
Atut
Typ:
Wrodzony
Opis:
  Postać posiada wręcz nadnaturalny instynkt pozwalający wyczuwać jej zagrożenie. Nie daje to możliwości wyczucia gdzie znajduje się przeciwnik, jednak obecność czegoś wrogiego nigdy nie ujdzie uwadze postaci.
Zaznacz kod:
|[przymiot]|
|[nazwa=Instynkt niebezpieczeństwa]|
|[nazwa2=Kiken no hon'nō]|
|[rodzaj=Atut]|
|[typ=Wrodzony]|
|[opis]Postać posiada wręcz nadnaturalny instynkt pozwalający wyczuwać jej zagrożenie. Nie daje to możliwości wyczucia gdzie znajduje się przeciwnik, jednak obecność czegoś wrogiego nigdy nie ujdzie uwadze postaci.[/opis]|
|[/przymiot]|
 
Posty: 129
Dołączył(a): 5 wrz 2017, o 19:15
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Hyūga Eijiro » 17 wrz 2020, o 00:40



Misja rangi B - Wielka ucieczka Puszka
11/x
~Sato Kazuma~



Kazuma przed wyruszeniem na poszukiwania Puszka zakupił sobie coś ciepłego do ubrania i dopiero opuścił miasto. Na miejscu postanowił ruszyć za osobą, która akurat skręciła w ścieżkę, na którą sam miał wstąpić. Prowadziła ona w górę między skały. Chłopak starał się trzymać z tyłu i tak też się stało, jednak jego obecność nie uszła uwadze jegomościa przed nim, który po prostu obejrzał się w pewnym momencie za siebie i zauważył, że Sato wchodzi za nim. Nie wyglądało jednak na to, żeby go jakoś specjalnie to ruszyło i po prostu kontynuował marsz w górę.
Tymczasem pogoda zaczęła się dość mocno psuć - zaczął wiać dość silny wiatr, który z chwilę na chwilę narastał, powodując unoszenie się pyłu z okolicy, który zaś trochę utrudniał widoczność - no bo w końcu to nic przyjemnego, kiedy kurz wpada do oczu. Ponadto powodował niezły szum między skałami, a także w uszach, przez co i ten zmysł działał nieco gorzej.
Kiedy Kazuma był już na górze napotkał rozwidlenie. Tego akurat na mapce nie było, dlatego musiał się zdecydować na którąś z dróg, a było ich 3. Lewa prowadziła w górę, prawa w dół, a trzecia - środkowa, mniej więcej przedstawiała ten sam poziom. Chłopak mógł zacząć odczuwać, że nie jest tu tak bezpiecznie jak na głównym szlaku i warto mieć się na baczności, zwłaszcza, że tamtego człowieka ani nie było widać, ani słychać.
Obrazek


Mogę poprowadzić misje D-A i sędziować walki.
Akceptuję samodzielki - w razie czego proszę o kontakt na gg :D
 
Posty: 738
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Tsuchi no Kuni - Kraj Ziemi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników