Miasto portowe - koszary

Jedna z pięciu wielkich krain zwana Krajem Ziemi. Panuje tu umiarkowany klimat, podobny do Kraju Ognia jednak z częstszymi opadami śniegu. Tereny tej krainy to w większości góry i lasy (iglaste i liściaste). Tutejsza ukryta wioska to Iwagakure no Sato, pod dowództwem Tsuchikage. Walczą dla niego potężni shinobi, w tym użytkownicy niezwykle silnych Kekkei Genka oraz Kekkei Tōta.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 20 gru 2020, o 17:38

Obrazek

Solidnie wykonany budynek z ciemnego kamienia, w którym znajdowały się baraki lokalnej straży oraz gwardii, jeżeli tak wizytowała w okolicy. Opierało się to na drewnianych pokojach, gdzie materiałem okazał się być twardy dąb. Z niego wykonane są szafki, łóżka oraz wszelkiem maści skrzynie. Jest to dość przestronny blok z wieloma korytarzami. Posiada na wyposażeniu poza sypialniami także sporą kuchnię ze stołówką w lewym skrzydle oraz gabinet kapitana stróżów prawa, osadzony na samym końcu prawej części nieruchomości w wyższej wieży.
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 20 gru 2020, o 18:14

Łzy Hańby

(恥の涙)

Sabataya Shuten


Shuten została dokładnie pokierowana wzdłuż pasażu handlowego zwanego jarmarkiem do siedziby straży miejskiej. Sporej wielkości zabudowa z ciemnych cegieł oraz czerwoną dachówką dumnie stała w pobliżu ratusza, co w większości majętniejszych miast miało miejsce. Bez problemu pokonała pierwsze, główne wejście jak tylko przedstawiła odpowiedni kwit stróżującym obrońcom budynku gospodarczego. - Proszę wejść. - odpowiedzieli jej mężczyźni w stalowych hełmach bez większych emocji, tym samym nie zatrzymując kobiety na dłużej w przejściu. Nie mieli ku temu żadnych powodów, nawet dzięki tytułowi rudowłosej. Choć z pewnością dziewczyna raczej miała w ich mniemaniu interes do ich dowódcy niżeli odwiedzenia jednego z chłopaków w pomieszczeniu socjalnym. Kochanek wojów nikt tutaj nie przyjmował, o nie!

Przechadzając się dwoma holami w międzyczasie mogła głównie dostrzec, że w ciągu dnia mało oddziałów stacjonowało w koszarach. Większość przestrzeni była całkowicie pusta, no może poza paroma wyjątkami gdy jakiś członek armii akurat sprzątał wychodki albo część sypialną, o ile tym można było nazwać parę pryczy, połączonych do siebie przy ścianie metalowymi wstawkami. Drzwi do samego gabinetu przywódcy straży nie osłaniał nikt, co świadczyło o sporej dozie zaufania pośród członków jednostek porządkowych. Zapukawszy dwa razy ze środka odezwało się stanowcze. - Proszę! - bez zbędnej kurtuazji ktoś zaprosił Sabataye do środka, a wtedy wnet ujrzała już niemalże zlewający się w jej głowie obraz urzędników - siedzi facet w średnim wieku, przy biurku i coś notuje. Co takiego? Cholera wie, może to jakieś konkretne raporty. Widać jednak, że jest niesamowicie tym zaabsorbowany. Gdyby nie odmienny głos jegomościa to mogłaby poczuć się jak w większości pokojów we własnej siedzibie. Podniósł łepetynę zakrytą skórzaną czapką, bo jak widać nie nosił aktualnie pancerza. Ten wisiał sobie parę metrów dalej od stołu na stojaku. - Witam Panią. W czym mogę pomóc? - nie użył od razu formy grzecznościowej pod kątem statusu, gdyż… zwyczajnie nie rozpoznał od razu pannę jako lidera Iwy. Jest duża szansa, że nie ujrzał młódki w swoim życiu do tej pory. No, ale zawsze jest ten pierwszy raz, prawda?
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Shuten » 21 gru 2020, o 13:53

Kto pyta, nie błądzi - Shuten zaś nie czuła się zagubiona po otrzymaniu wskazówek co do trasy ku barakom. Im szybciej załatwi wszystkie sprawy, tym teoretycznie lepiej. Nie śpieszyło jej się co prawda ze złożeniem raportu, jednak pośpieszał ją już do tego zegarek i potencjalna furia przełożonego Tsuchikage. Jak żyć? Odpowiedź na to pytanie jednak musiała zaczekać, albowiem dotarła na miejsce. Nikt jej nie zatrzymywał, nikt nie robił kłopotów. Było coś przyjemnego w myśli, że może tak "po prostu" dostać się do sporej ilości miejsc tylko ze względu na noszony tytuł, jednak nie musiała długo czekać, aż przebiegł jej po plecach nieprzyjemny dreszcz na samą myśl wszystkich tych obowiązków, jakie przez to nad nią wisiały. Dobrze, że chociaż klony miała. Skinęła głową mężczyzną wpuszczających ją do środka, po czym od razu zabrała się do szukania gabinetu kapitana straży. Ostatecznie to do niego miała sprawę i nic nie załatwi, jeżeli go nie znajdzie. To jednak nie było dużo trudniejsze. Co prawda same koszary były o tej porze dość puste i niewiele miała okazji do zapytania o drogę, jednak droga koniec końców znalazła się sama. Zapukała do drzwi dowódcy tutejszej jednostki, zaś po dostaniu zaproszenia do środka - nacisnęła delikatnie na klamkę. Przekroczyła próg wchodząc do środka i dość szybko ilustrując całe pomieszczenie razem z mężczyzną za biurkiem. Prawie "jak w domu".
- Godaime Tsuchikage, Sabataya Shuten. - przedstawiła się już niemal mechanicznie od częstego powtarzania całej formułki, po czym poprawiła kapelusz - Przybywam z polecenia Lorda Terauchiego w sprawie morderstwa dokonanego przez jedną z moich podwładnych. Od razu chciałabym serdecznie przeprosić za zamieszanie, jakie spowodowała. Oraz dokonane straty. Wiem, że to niewiele w porównaniu ze szkodami i pracą, jaka spadła przez to na wasze barki, ale... - ale co? Właściwie nie wiedziała. Zacięła się, a jakiekolwiek dokończenie zdania nie pchało jej się w żaden sposób na język. Ostatecznie spojrzała zrezygnowana na mężczyznę chwytając dokument od Daimyo i wyciągając rękę z nim w kierunku kapitana. - Miałam okazję zamienić z nią dwa słowa dosłownie przed chwilą i chciałabym potwierdzić wiarygodność kilku faktów. Z tego powodu chciałabym przejrzeć jej rzeczy. Oczekuję znaleźć tam pewien list od człowieka, który rzekomo ją w pierwszej kolejności sprowokował do przybycia do miasta. W miarę możliwości chciałabym też odwiedzić karczmę i sprawdzić, czy ktoś byłby w stanie potwierdzić jej argument samoobrony. Daimyo życzy sobie z mojej wizyty raportu poświadczonego przez kapitana, jeśli to nie problem oczywiście. - wyjaśniła wszystko spokojnie, bez zbędnego pośpiechu. Nie, żeby nie szanowała czasu dowódcy, ale zasypywanie go słowotokiem mijało się z celem. Z resztą - nie miała w naturze gonić z podobnymi rzeczami bez większego powodu i jedyne, na co mogła w tym momencie liczyć to wyrozumiałość mężczyzny i wsparcie. A przynajmniej nie wchodzenie jej w drogę.
MK: Chousokabe Shouko | Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 854
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 21 gru 2020, o 20:32

Łzy Hańby

(恥の涙)

Sabataya Shuten


Z początku nie przykuł od razu uwagi do kapelusza, ale gdy tylko Shuten przedstawiła swoje stanowisko ten usiadł nieco bardziej wyprostowany, jakoby dając odpowiednią dozę szacunku. Nie co dzień Tsuchikage zaszedł do jego progu, aby przedstawić mu dość prostą prośbę, na którą należycie musiał przystać. Odłożył pióro na bok, podnosząc się z siedzenia, a tym samym poprawił kaptur na łepetynie tuż po przeczytaniu wręczonego mu dokumentu. - Oczywiście, zapraszam. - po prawej stronie od gabinetu znajdowało się niewielkie skrzydło, przy którym akurat stało dwóch ciężko uzbrojonych strażników. Kapitan po wyjściu z biura i odprowadzeniu młodej kobiety do drzwi dopiero powrócił słowami do rozmowy. - Akurat robotę to nam zawsze robią takie jednostki. W tym wypadku tragedią, że to był nasz człowiek - po jednej i drugiej stronie przestępstwa… - potraktował Kai jako własnego żołnierza, choć do tego oddziału nie należała. Całkowitej nienawiści do samurajów wszyscy nie podzielali, lecz niechęć społeczeństwa rosła. Daimyo sam w sobie dołożył im do pieca poprzednią propagandą w postaci ostrej krytyki Kraju Żelaza, toteż Onna-Bugeisha z pewnością nie poprawiła tej opinii. Poniekąd ci “honorowi wojownicy” zasłużyli na takie traktowanie, lecz czy na tak ostre? To pozostawało w kwestii Lorda jak widać. - Dziękuję jednak, że chociaż Shuten-dono docenia nasze starania. My chcemy, aby ludzie czuli się bezpiecznie. Czy pijak czy nie, ale został zamordowany. - powiedział dość chłodno, zaznaczając swoje stanowisko, które już nie opierało się stricte na działaniach zawodowych. W tym momencie mógł sobie na to pozwolić.

Otwierając drzwi magazynu wkroczył do środka, zapraszając dziewczynę gestem ręki. - Może Pani wejść. - wskazał jej beżową, szeroką skrzynię pod oknem, które miała założoną kłódkę w centrum klapy. Sięgnął po pęczek kilkunastu kluczy, otwierając pierwszym wziętym do ręki żelastwem, a zajęło mu to zaledwie kilka sekund. Widać musiał mieć zapamiętane zamki po wielu użyciach tychże kufrów. - Proszę. - w ten oto sposób Shu znalazła się w posiadaniu ekwipunku samurajki… przynajmniej na ten czas, o ile nic więcej nie planowała. Co mogła ujrzeć w środku to:

  • Łuk,
  • Kołczan z paroma strzałami,
  • Mocno zakrwawione wakizashi, którego ostrze zostało obwiązane skórzaną szmatą,
  • List,
  • Inne mniej istotne przedmioty,

Mając na myśli przejrzenie listu od nieznajomego ujrzała następującą treść po rozwinięciu zrolowanego papieru o niezwykle mocnej tekturze:

Cześć Kai,

Jesteś twarda, ale ja wiem jak ciebie złamać.
Jesteś mocna, ale ja wiem kiedy jesteś słaba.
Jesteś nieugięta, ale przede mną padniesz na kolana.

Tworzę ten krótki tekst dla ciebie, bo w moich oczach nie potrafisz sprostać swoim emocjom i uczuciom.

Nie uciekaj przede mną. Przybądź do miasta portowego na północnym - wschodzie. Czekam na ciebie.

Życzliwy,


Nic więcej owa wiadomość nie zawierała, toteż uprzejmy adresat najwyraźniej nie zamierzał się podpisywać. Kim on był? Co on tam robił? Ciężko było powiedzieć w tej chwili.
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Shuten » 23 gru 2020, o 11:54

W chwilach takich jak te, bycie Kage nie było aż tak paskudną pracą. Właściwie to w ogóle nie była zła robota sama w sobie. Zawód bardziej urzędniczy, obarczony dodatkowymi odpowiedzialnościami, jednak w gruncie rzeczy to dalej coś, czym mogłaby się zajmować. No, gdyby nie ludzie, na których była przez to skazywana, a dzięki którym utwierdzała się w przekonaniu, że to jednak nie dla niej. Nie mniej kapitan straży jednym z przedstawicieli tej nieprzyjaznej Sabatayi grupy szczęśliwie nie był. Przyjął ją tak, jak na to liczyła - grzecznie i kulturalnie, bez zbędnych fajerwerków. Kiwnęła głową na otrzymane zaproszenie, po czym ruszyła spokojnie za starszym mężczyzną.
- Bezpieczeństwo to coś, na co zasługuje każdy. Tym bardziej przykro, że dochodzi do takich sytuacji. Zwłaszcza ze strony osób, które to bezpieczeństwo winny zapewnić.- odparła spokojnie i chociaż nie skomentowała szerzej tego, jak wypowiadał się w stosunku do Kai, tak budziło to w Shuten mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiała. Było to dość... Miłe z jego strony. Z drugiej kwitło w niej pewnie niezrozumienie, głównie wynikające z tego, że to... Samuraj? Tak po prostu? Sama myśląc o nich jako o swoich podwładnych chcąc nie chcąc brała na tę grupę pewną korektę, bardziej testując to, ile i jakie rzeczy może im powierzyć niż obdarzając konkretniejszym zaufaniem.

Jakkolwiek by jednak nie czuła się w stosunku do wojowników z Tetsu, przyszła z konkretnym zadaniem. Poczekała cierpliwie, aż udostępnione zostaną jej przedmioty należące do Kai, po czym od razu wzrokiem zaczęła szukać interesujących ją rzeczy. Wakizashi rzeczywiście było... No, było, po prostu. Na miejscu, nikt go nie wyniósł. Broń w bezpiecznych rękach. Przejechała ostrożnie palcem po rękojeści zdając sobie sprawę, że pierwszy raz ma do czynienia z samurajskim orężem. Nie, żeby sama nie widziała w życiu wakizashi. Ale wakizashi należące do samuraja? Już tak. A ze słów Kai wynikało, że ma dla niej dużo większą wartość niż cokolwiek, co było obecnie w posiadaniu Tsuchikage. Jej zainteresowanie bronią zniknęło dość szybko dostrzegając rulon, a po wzięciu w ręce mogła bez problemu stwierdzić, że jest dość charakterystyczny. Rozłożyła go i przeczytała - bez większego pośpiechu, jakby licząc na to, że w treści znajdzie większą wskazówkę. Ktokolwiek nazwał się "Życzliwym" musiał mieć niezły tupet patrząc na to, co zrobił.
- Nie mniej miał rację... - stwierdziła oschle kierując te słowa przede wszystkim do siebie. Skąd znał Kai? Co to wszystko miało na celu? Dużo pytań, mało odpowiedzi. Ściągnęła delikatnie brwi myśląc jeszcze przez chwilę, co z tym wszystkim zrobić, po czym podeszła z listem bliżej kapitana. Będzie chciał przeczytać, to przeczyta. Zbliżyła się jednak z zupełnie innym celem w głowie.
- Czy prowadzone są jakieś listy osób odwiedzających poszczególnych więźniów? Spisy zawierające imię i nazwisko mam na myśli. Możliwe, że mogłabym z drobną pomocą namierzyć adresata i dopytać o kilka rzeczy. - cokolwiek wydarzyło się w tym mieście, ten mógł właściwie mieć możliwość jakiegoś złagodzenia sytuacji, jeżeli tylko chciałby współpracować. Czy liczyła na to? Pewnie, że nie. Ludzie mają to do siebie, że współpracować nie bardzo chcą. Nie mniej zdawał się być bardziej konkretnym tropem niż losowo zaczepieni ludzie z karczmy, którzy podczas całej tej bójki mogli poszczycić się różną ilością promili we krwi.
MK: Chousokabe Shouko | Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 854
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 23 gru 2020, o 13:23

Łzy Hańby

(恥の涙)

Sabataya Shuten


Na ostatnie pytanie nieco wzdrygnął się, lecz nie było to związane ze strachem, a co najwyżej jakimś tikiem nerwowym, który posiadał. Możliwe, że należało to do jego prywatnego problemu lub też nadmiernej czujności, wyrobionej od wielu lat służby. Ciężko powiedzieć. Zamykając drzwi od magazynu ruszył z kobietą z powrotem do swojego gabinetu, lecz nadmienił uprzednio aby pozostawić przedmioty w skrzyniach tak, jak je zastała. Takie procedury, ot co. Czy Tsuchikage czy zwykły strażnik - każdy musiał ich tak samo przestrzegać. - Zawsze prowadzimy spisy wizytujących naszych skazańców. Przed tobą samurajkę odwiedzał wyłącznie jeden z naszych ludzi, detektyw Sanda Tsuneo. Jednak jako członek straży nie jest wpisywany na tradycyjną listę, a służbową. Zawsze oddzielamy nasze jednostki od pozostałych gości. - tutaj przeszedł od razu do rzeczy, grzebiąc w jednej z szuflad skatalogowanych dokumentów ze znaczkami alfabetu w zgodnej kolejności. Położył na biurku przed nią katalog, a powrócił tym samym w czasie do siedzenia w fotelu i dopicia stojącej w pobliżu kawy, która z biegiem ostatniej godziny nie zawierała dużego ciepła w sobie. List odebrał, przeczytawszy go przelotem. - Ciężko powiedzieć, od kogo to… Może miała jakiegoś kochanka? Męża? To raczej rodzina powinna wiedzieć lub ktoś z twojego otoczenia, Tsuchikage-sama. Dziwne, że do tego pory nikt nie przyszedł jej odwiedzić. Może miała jakieś problemy osobiste. - oznajmił, samemu zaczynając chwilowo marszczyć brwi, jakoby starając się coś wymyślić.

- On ma swoje biuro w tym budynku, jakby Pani cofnęła się tym korytarzem, a potem dwa razy w prawo w najbliższym holu. Ostrzegam jednak, że może go tam nie być. Zazwyczaj kręci się gdzieś po mieście, obserwując lub badając aktualne miejsca zbrodni. Wiem tylko, że jest aktualnie w mieście. Poza tym jako śledczy ma większą swobodę w poruszaniu się po okolicy. - podsumował z nieco niechętnym akcentem w głosie, co świadczyło o jego niezadowoleniu z możliwości działania tego człowieka. Nie mógł nim bezpośrednio sterować czy wydawać rozkazów. Całkiem prawdopodobną opcją był fakt, że wspomniany wyżej oficer miał wyższy stopień od kapitana. A może został tutaj przydzielony z zewnątrz, przez co nie należał do oddziału tego człowieka. Inne spięcia nie są znane Shuten, lecz często mimika twarzy nie kłamała. - Proszę, niech Pani przeczyta. Skoro Daimyo dał taką możliwość to nie widzę przeszkód… - mogła w spokoju przejrzeć kartotekę omawianego stróża prawa w ukryciu. Tak czy inaczej - musiała go dalej znaleźć.

Obrazek Imię: Tsuneo
Nazwisko: Sanda
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 27 lat
Pochodzenie: Otogakure no Sato
Kolor oczu: Brązowe
Kolor włosów: Kasztanowe
Wzrost: 184 cm
Waga: 75 kg
Rodzice: Yoshio Sanda - ojciec, Mikio Sanda - matka
Zainteresowania: Podróże, hazard, socjologia, samurajowie, handel, alkohole
.
.
.
.
.
.


Jedna rzecz szczególnie rzuciła się jej w oczy, na sam koniec metryki gościa. Ciekawe czy będzie w stanie to wykorzystać w przyszłości do poznania kim on faktycznie jest i czy ma coś wspólnego z zachowaniem Kai w tamtej karczmie.
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Shuten » 23 gru 2020, o 14:35

Jakoś tak całe dochodzenie nie szło do końca po myśli rudowłosej, a prowadzone śledztwo aż do bólu przypominało jej gonienie za niejasnymi okolicznościami śmierci jej kuzyna. Zbliżony poziom rozbudowania problemu, a przecież przyszła jedynie w sprawie byle samuraja, którego w nieodpowiednim momencie nazbyt poniosło. To miało być szybkie i proste, a tymczasem znowu miała wrażenie, że pakuje się powoli w jakieś bagno. Ale jak nie ona, to kto? Więc tylko jeden odwiedzający, do tego tutejszy detektyw. Nie widziała jednak w tym początkowo nic dziwnego. Ot, typowe procedury podczas rozwiązywania podobnych kwestii. Nic, co by przykuło uwagę Tsuchikage. Słysząc jednak podejrzenia mężczyzny co do nadawcy listu, pokręciła z początku głową.
- Może to nie być zbyt miarodajne źródło zważywszy na okoliczności, jednak twierdzi, że nigdy w życiu go nie widziała. Jeśli jednak założyć, że mówi prawdę - podejrzewam, że musiał być jakiś powód stojący za wyborem tego miasta. Z tego co wiem z jej dokumentów, nie ma rodziny. Nic więc dziwnego, że nikt jej nie odwiedził. Właściwie wieści o tym, że jest posądzona o morderstwo najpewniej dotarły pierw do mnie. - wzruszyła ramionami nie widząc innej odpowiedzi na ten konkretny problem. Dalej nie wykluczało to potencjalnego kochanka, ale jak zupełnie zrezygnowana sama stwierdziła, że człowieka nigdy na oczy nie widziała, musiała szukać inaczej. Tylko gdzie? I co? Miała wrażenie, ze coś przeoczyła. Coś niezbyt istotnego, ale jednak, a nieprzyjemne uczucie rosło gdzieś z tyłu jej głowy. Ile jednak by nad tym nie myślała: nie wyglądało na to, by cokolwiek szczególnie uszło uwadze Sabatayi. Skupiła się więc z powrotem na stróżu prawa, który nie wydawał się zbyt kontent z pewnych swobód przysługującym detektywowi. Czy wynikało to z braku większej władzy nad jednostką czy zwykłą niechęcią - nie wnikała. Propozycja jednak zerknięcia w jego dokumenty, chociaż zdawała się nieco zbędna, nie była czymś, czemu zamierzała odmówić. Póki co wyglądało na to, że może warto byłoby nawiązać z nim jakąś współpracę, a jakakolwiek wiedza o tym człowieku zapewne byłaby na rękę. Skinęła głową w podzięce, po czym przejrzała przedstawione jej dokumenty. I nagle pewna niewielka, jasna lampka, zalśniła gdzieś pod jej usianą czerwonymi kosmykami czaszką.

On ma moje rzeczy, mówił, że należą do Daymio. Nie odzyskam ich.
Hm. Hmm. Otworzyła szerzej oczy, zwłaszcza przerzucając swoją uwagę na wypisane zainteresowania jegomościa. Brunet, roztrzepane włosy. No tak. No przecież. Nie bardzo wiedziała, co sądzić o jego pochodzeniu nim nie uświadomiła sobie, że nie ma w metryczce wpisanego Kraju Dźwięku, ale samo Otogakure no Sato. Robiło się... Interesująco. Nie wiedziała, czy właśnie tego oczekiwała od tego całego zamieszania z Kai, ale chociaż mogła ponarzekać legalnie na fakt, że nie może spisać na spokojnie raportu, wysłać go do Daimyo gołębiem i pójść pograć trochę z Ibaraki w gabinecie.
- Z chęcią poznam go osobiście. Może mi kapitan opowiedzieć o nim coś więcej? Jakim jest człowiekiem? Może co robił nim dołączył do jednostki? Z pewnych oczywistych względów mam drobne opory z zaufaniem komuś, kto pochodzi z Wioski mającej swoje za kołnierzem. - oznajmiła w klasycznym sobie, spokojnym i łagodnym tonie myśląc w międzyczasie, gdzie go szukać. Karczma? Najpewniejszy strzał. Pierw jednak wolała dowiedzieć się wszystkiego, co może i ewentualnie przedstawić swoje przypuszczenia. Działając sama w takiej kwestii wiele nie zyska. Będzie potrzebowała kogoś, kto dodatkowo za nią poświadczy. Mogła myśleć o samurajach co chciała, ale dopóki działała w interesie jednego z nich - w sumie, to nie, bo w interesie prawdy, ale każdy wierzy w to, co chce - łatwo byłoby ją posądzić o naginanie prawdy i fałszywe oskarżenia.

MK: Chousokabe Shouko | Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 854
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 25 gru 2020, o 12:41

Łzy Hańby

(恥の涙)

Sabataya Shuten


Pewne sprawy kupy się nie trzymały, choć dużo podejrzeń mogło wzbudzać pochodzenie śledczego. Otogakure no Sato? Takich jednostek była zaledwie garstka w Tsuchi no Kuni z jasnych powodów tutejszej, narastającej niechęci społeczeństwa do ludzi z zewnątrz. Należało to poniekąd do zasług Daimyo, który jako dość prawicowy w swych poglądach władca podsycał nienawiść do obcokrajowców. Według wielu “patriotów” Kraj Ziemi powinien być dla rodaków oraz tych, którzy chcą się zasymilować w stu procentach. Niezbyt zdrowe podejście, ale niestety mając wiedzę o pewnych osobach, Shuten wiedziała że tak smutno przedstawiała się rzeczywistość w wielu przypadkach. Lokalny dowódca żołnierzy na usługach Lorda kiwał głową na pierwsze stwierdzenie przywódczyni Iwy. - Z jakiegoś powodu ją znał, więc moim zdaniem to musiał być ktoś znajomy… Ewentualnie ktoś wyciął sobie głupi żart, a ta samurajka poszła za felerną wiadomością niczym niczego nieświadoma ofiara drapieżnika. Gorzej, że skończyło się to taką tragedią. - znowu podsumował dość oschle, przecierając twarz dłońmi. W istocie zarządca strażą wygląda na rozsądnego mężczyznę. W przeciwieństwie do Feudała przynajmniej zamierzał podjąć jakąkolwiek dyskusję, chociażby pod kątem jego własnych obserwacji. Zresztą, miał tyle spraw na głowie, że wolał aby problem Kai też się wyjaśnił o ile to możliwe.

Dalej Sabataya zadała mu konkretne pytanie odnośnie szczegółów indywiduum jakim był Tsuneo. Dość skomplikowane pytanie jak się okazało, gdyż kapitan nie potrafił tego ująć w paru słowach, a przynajmniej na tyle aby zawrzeć jakieś bardziej konkretne informacje. - Przybył do nas z Suny, mniej więcej pięć miesięcy temu i tutaj zamieszkał. Wcześniej podróżował po kilku krainach, zbierając doświadczenie u poszczególnych władz. Zanim został detektywem Tsuchi to służył pod chorągwią armii Dźwięku, a także zajmował się myślistwem… - westchnął głęboko, szukając wody pod biurkiem, którą po chwili sobie nalał do kubeczka po kawie. - Z natury towarzyski, chętnie zaprasza nas po pracy na kufel piwa w lokalnej karczmie. Zauważyłem, że ma szeroką wiedzę na temat natury oraz rzemiosła, które posiadamy na tutejszych terenach. Ogólnie nie mam żadnych uwag co do jego zachowania. Sprawdza się w robocie, a powierzone zadania wykonuje bez żadnego “ale. - to mogło jeszcze więcej podejrzeń wysnuwać, szczególnie jak ktoś z pozoru nie przejawia nawet odrobiny ułomności, aczkolwiek równie dobrze lider straży miejskiej mógł go nie poznać wystarczająco dobrze. Łączyła ich przede wszystkim praca. - Jak chcesz go bliżej poznać to myślę, że musisz zacząć od źródła, Tsuchikage-sama. Sanda więcej powie o sobie niż ktokolwiek inny, o ile zechcesz bliżej go poznać oraz zaoferujesz mu mocny trunek. - dodał z lekkim rozbawieniem na końcu, przeglądając po napiciu się przezroczystej cieczy nowych dokumentów. Znowu musiał najwidoczniej powrócić do papierkowych spraw. ‘Nie wyganiał w żadnym wypadku córkę Surugo, a więc mogła dalej próbować dowiedzieć się czegoś, jeżeli czuła taką potrzebę.
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Shuten » 25 gru 2020, o 15:52

Obie opcje brzmiały w miarę wiarygodnie. Ostatecznie nie miała gwarancji, że Kai była całkowicie szczera w kwestii znajomości z mężczyzną. Jeśli zaś była - z tego, co jej było wiadome, raczej nie należała do osób spokojniejszych. Rzucone wyzwanie zostało podjęte, nawarzone piwo czekało na wypicie przez taką koneserkę alkoholi, jaką była kobieta. Pomimo różnicy wieku aż chciało się na niektóre osoby spojrzeć z góry jak na gromadkę dzieci, które nie do końca wiedzą, jak zachować się w życiu. Sama mogła nie być o wiele lepsza, ale hej! Nie siedziała właśnie za kratami posądzona o morderstwo. Musiało to niechybnie oznaczać, że radzi sobie całkiem nieźle. Zwłaszcza, jeśli zignorować ten drobny faux pas z zostaniem Kage.
- Miejmy nadzieję, że w miarę szybko wszystko się wyklaruje. - stwierdziła nie stając już po stronie żadnej z przedstawionych opcji. Mogli przerzucać się przypuszczeniami, ale bez dowodów niewiele one były warte. Nie tyle, by jakkolwiek poprawić sytuację Kai czy nawet pozostałych w Iwie samurajów, którzy na chwilę obecną mogli pakować swoje rzeczy i myśleć nad przeprowadzką. Tymczasem po drugiej stronie tego wszystkiego był niejaki Tsuneo - jednostka budząca więcej pytań niż odpowiedzi nie tylko przez łudząco podobny wygląd do opisu przedstawionego przez osadzoną czy pochodzenie i zainteresowania. Pięć miesięcy to też niedużo czasu, by dokładnie sprawdzić człowieka. Jeśli był dobrym szpiegiem, raczej nie zostawałby na długo w jednym miejscu.
- To nie będzie problemem. - stwierdziła odkładając póki co rzeczy Kai z powrotem do kufra. Nic więcej od nich póki co nie potrzebowała. - Zanim jednak zacznę go szukać, sądzę że jest coś, czym wypadałoby się podzielić z kapitanem. Sądzę, że Sanda Tsuneo może być w rzeczywistości poszukiwanym Życzliwym. Tak jak nie chcę rzucać bezpodstawnych oskarżeń w kwestii pana podwładnych, tak jest to trop, który chciałabym sprawdzić. Z tego co wiem od Kai człowiek, który ją zaprosił stwierdził, że rzeczy samurajki są teraz w jego rękach. Logicznym byłoby sądzić, że musiał jej to powiedzieć już po osadzeniu w celi. Jak jednak wiadomo, gościa miała tylko jednego. Po za tym pochodzenie mężczyzny i ciągłe zmienianie miejsca budzą moje wątpliwości. Poczynania poprzedniego Kyokukage dały swe znaki mojej wiosce, a dodatkowo dość konkretna wiedza o naszym kraju jest... Może nie dziwna i zaskakująca w normalnych warunkach, ale każą sądzić, że nie nabył jej tylko ze względu na zainteresowania. - to powiedziawszy stuknęła palcem w jego dokumenty, mianowicie we wzmiankę o samurajach. Tak, by kapitan jednostki miał niejako pojęcie, do czego pije. - Jeśli jednak chcę się czegoś dowiedzieć, przyjście w kapeluszu Tsuchikage może jedynie wzbudzić jego wątpliwości. Potrzebuję czegoś, co nie wywoła podejrzeń. Z tego co widzę, tutejsza jednostka jest raczej zdominowana przez mężczyzn. Nie jest to może większy problem, jednak chciałabym wiedzieć, czy oddelegowanie mu do pomocy kogoś mojego pokroju byłoby nazbyt dziwnym? Po za tym - uhh... dużo mówienia. Nie podobało jej się to. Aż musiała przerwać, by zaczerpnąć powietrza, nim dalej kontynuowała - Prócz jakiegoś dokumentu potwierdzającego moją tożsamość, chyba dobrze byłoby mieć w okolicy kogoś od kapitana, kto nie rzucałby się w oczy, a w razie potrzeby mógł potwierdzić przebieg rozmowy. To już jednak zależy od tego, na ile kapitan byłby w stanie zaufać mi ze złożonym raportem. - wszystko. Cały czas jednak starała się mówić niezbyt głośno, co by za wiele słów nie opuściło pomieszczenia. Nigdy nie wiadomo, kto może stać ostatecznie pod drzwiami, a jej samej zostało jedynie oddanie dokumentów dotyczących śledczego i zapoznanie się z opinią człowieka, który był lepiej zaznajomiony z panującymi tutaj normami i warunkami. Przyodzianie munduru i zgrywanie kogoś innego było czymś, co wymagało jedynie kilku pieczęci. Żeby jednak wszystko było w miarę wiarygodne, a wyciągnięcie do karczmy celem zacieśnienia relacji miarodajne, wolała skorzystać z opcji, jakie mógłby jej zaoferować mężczyzna za biurkiem. Jedno było pewne - nie zamierzała podejść do osoby detektywa nazbyt po macoszemu.
MK: Chousokabe Shouko | Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 854
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 25 gru 2020, o 21:09

Łzy Hańby

(恥の涙)

Sabataya Shuten


Pokręcił głową, mrużąc jednocześnie oczy na zarzut Shuten wobec detektywa. - Mógł to napisać, ale co to zmienia? Nie popełnił tym przestępstwa… - zrobił krótką pauzę w tym miejscu, drapiąc się po brwi w głębokim, powtórnym zamyśleniu. - Owszem, posiadał te rzeczy, bo je zabrał z miejsca zbrodni po tym całym cyrku z zabójstwem po wielkiej bitce klientów. Widzieli moi ludzie zresztą jak Tsuneo wchodzi z nimi do podziemia. Nie mam pojęcia czy tylko postraszył tą Kei… Kai, przepraszam. Nadal jednak leżało to w obrębie jego możliwości. A ten list… Cholera, może ją zna z przeszłości. Mieszka tutaj to chciał, aby tutaj przybyła. To akurat nie wywołuje moich podejrzeń. - westchnął głęboko, wstając i niemalże jak Daimyo podszedł do okna, szukając niby tam odpowiedzi pośród ulic miasta portowego.
- Urodził się w Oto… Oto, Oto… Dziwne miejsce, nie do końca z dobrą renomą… Nie mogę go jednak go za to winić. Nie ma tam samych szumowin, prawda? - w pewnym sensie bronił śledczego, lecz co mu pozostało? Nie mieli dowodów na winę faceta. Ba! Jedynie mogli go utrzymywać w roli świadka morderstwa, bo być to on tam był tej nocy. Podejrzenia jednak rosły, a Tsuchikage nie zamierzała poprzestać na wyznaniu dowódcy jednostek zurbanizowanego terenu. I słusznie, bo przecież nie latał za każdym podwładnym niczym cień. Tylko co trzeba dowieść? No czy mógł coś tutaj zdziałać? Prowokował ją? Do tego trzeba świadków albo świadka, jedno z dwóch. Cmoknął ustami, a następnie spojrzał jeszcze raz na dokument z metryką. Nie czuł się zupełnie pochłonięty tym punktem. Czegoś nie potrafił dostrzec oczami Sabatayi.

- Wie Pani co, rozumiem Pani walkę o samurajkę, gdyż to obywatel Iwy. To dość specyficzna grupa. Mamy wiele głosów od paru dni, że nie są mile widziani tutaj. Osobiście nic do nich nie mam, lecz… czy nie możemy założyć, że po prostu popełniła zbrodnię? Została sprowokowana i zabiła? Nie chcę Pani obrażać w żaden sposób, ale… Sanda moim zdaniem nie należy do “winnych” czy koniecznych poddania przesłuchaniu. Niech jednak robi Pani jak uważa, byleby w ramach prawa. - podsumował z dużą dozą dystansu, westchnąwszy powtórnie niczym wymęczony kłótnią mąż po ekscesach niezadowolonej małżonki. Być może Shu nie należała do pierwszych osób, które tak wypytywała o los Onna-bugeishy. Entuzjazm kapitana na to jasno wskazywał, że miał dość. Dość użerania się z interesantami. Tym razem nie mógł chyba tylko powiedzieć: "Już idź sobie."

Dalej jednak jego zmarnowany nastrój podskoczył do wyższego biegu można powiedzieć. Tutaj wyraził dość dobitnie dezaprobatę planu kobiety z opaską na oku. - Przepraszam, ale czy zamierza Pani się ukrywać? - uniósł brwi do góry, kręcąc łepetyną z czapką na głowie. - Proszę nie, nie nie… Bez kapelusza zgadzam się, ale wystarczy porozmawiać. Mogę dać człowieka dla “powagi” sytuacji, lecz wyczuwam, że Tsuchikage-sama chce coś robić ze swoimi zdolnościami. Shinobi to potrafią. Proszę o zachowanie rozsądku. To mój detektyw, na bogów. - schował nieco twarz w dłonie, przecierając je z braku pomysłów na rozsądne rozwiązanie tej sytuacji. To znaczy podał jedno, ale nie do końca pasujące możliwie rudowłosej. Przystał jednak na przybocznego, o! Można rzec, że to krok do przodu. - W barakach jest jeden osiemnastolatek, nasz rekrut Yamasaki. Niech go Pani weźmie, yhhh. - spuścił makówkę, powracając wzrokiem na oblicze dziewczyny. Trudne poszlaków chwile, podobnie jak nastroje stróżów prawa od natłoku roboty.
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Shuten » 25 gru 2020, o 23:27

No tak, przestępstwa nie popełnił. No mógł się z nią chcieć tylko spotkać. To wciąż było za mało. Wejście do podziemi leżało jak najbardziej w granicach jego uprawnień. Mogła jedynie przytakiwać i zastanawiać się, czy najważniejszy problem o jaki się rozchodziło jakoś tak sprytnie mu unikał, czy może celowo go ignorował chcąc chronić swojego podwładnego. Ani jednej, ani drugiej rzeczy nie mogła mu mieć za złe, koniec końców robiła to samo. Tak samo urodzenie się w Oto nie czyniło go z miejsca złym człowiekiem. Sęk w tym, że zebranie wszystkich tych rzeczy do kupy sprawiało, że obraz Tsuneo jawił się dość kłopotliwie w oczach Sabatayi. Aż w końcu pojawiła się ta jedna kwestia, na którą mimowolnie przewróciła zmęczona oczami. Nie. Nie rozumiał. Niczego. Podobnie chyba jak Daimyo, ale on był zupełnie inną kwestią, dość oddzielną od tego, z czym mierzyła się w tej chwili.
- Nie, nie możemy po prostu "założyć", że ją popełniła. Popełniła ją, po prostu. Zbrodnia została dokonana. Ale gdzie jest zbrodnia, jest i motyw. Chcę, żeby coś było jasne - nie mam dobrych układów z samurajami. Właściwie dość nimi gardzę. Nie przyszłam tu szukać kozła ofiarnego, ani tym bardziej robić z niego jednego z pana ludzi. Jest jednak pewien problem, o którym nie wspomniałam: Daimyo nie chce widzieć samurajów. Ani w Iwie, ani w tym kraju. Wszystko przez zbrodnię dokonaną przez jednego z moich ludzi. - słowa starszego mężczyzny nijak ją uraziły, z resztą: miał sam prawo myśleć o całej sytuacji, co chce. Miała też niejako wrażenie, jak jej próby mogą wyglądać patrząc na nie z boku, ale coś jej mówiło, że jest na dobrej drodze. A własnemu przeczuciu jednak wolała zaufać, zwłaszcza w takiej sytuacji. - Zanim wydam odpowiedni wyrok zgodnie z wolą Lorda, chcę mieć pewność, że... Bo ja wiem, stworzenie idealnej sytuacji dla Kai do ostatecznego zszargania reputacji samurajów w Iwie, może celem całkowitego pozbawienia mojej wioski jednostek z kraju Żelaza, nie było sprytnym planem takiego Otogakure? Nic nie sugeruję, to tylko przykład. - wzruszyła bezradnie ramionami licząc na to, że to w miarę dobrze obrazuje to, do czego dąży. Chociaż w sumie też nie, część rzeczy wymagałoby zapewne dopowiedzenia, jednak nie miała zamiaru fatygować się z dodatkowymi wyjaśnieniami, które równie dobrze mogły nie wnosić niczego konkretnego.

Czy zamierza się ukrywać? No... Tak. To robią ninja. Ukrywają się. Działają z cienia. Niektórzy też anihilują całe społeczności w razie potrzeby, ale nie ma potrzeby myśleć teraz o podobnych jednostkach. Zwłaszcza, że Shuten co najwyżej mogłaby w tym momencie zanihilować co najwyżej swoje dobre imię. Przechyliła głowę patrząc na mężczyznę z pewnym niezrozumieniem. Tak jakby nie była pewna, czego właściwie się po niej spodziewał. Tak, chciała coś zrobić ze swoimi zdolnościami shinobi. PO TO JE MA. I wszystko w granicach rozsądku.
- Nie zamierzam go przecież przycisnąć do ściany wyduszając z niego siłą zeznania. Mam jakieś standardy... na bogów. - rzuciła ostatnie słowa bez przekonania mrużąc oczy. Przynajmniej te o bogach, bo ci ni ją ziębili, ni parzyli i chyba wolała, by trzymali się od jej życia trochę dalej niż bliżej. Nie zamierzała też działać wbrew prawu czy robić rzeczy, które zwyczajnie kapitanowi nie podobały się nadto. Minusy współpracy, można by rzec. Nie potrzebowała też nikogo "dla powagi". Potrzebowała kogoś, że jeżeli jednak będzie miała rację, to ten to potwierdzi dając jej oskarżeniom wiarygodności. Mogła być Kage, ale w oczach najwyższych władz tego kraju nie miało to aż takiego znaczenia. Tak czy inaczej wypadało go zabrać, a w razie potrzeby miała zawsze list od Daimyo. Działała mimo wszystko z ramienia prawa.
- Pozwolę go sobie zostawić tutaj w takim razie. - stwierdziła ściągając kapelusz Tsuchikage i rozglądając się za wolnym wieszakiem.

Skłoniła się jeszcze przed kapitanem nim wyszła z pomieszczenia. Przed wyruszeniem zostało jedynie znaleźć wspomnianego żołnierza, to też zapewne nie obędzie się bez drobnego przejścia po barakach. Plan był dość prosty: pozaglądać do pomieszczeń, popytać o tego całego Yamasakiego i liczyć na to, że w końcu trafi na.... rówieśnika? W sumie na to by wychodziło. Przy tym nawale "poważnych" i "dorosłych" obowiązków momentami zapominała, że sama nie odrosła zbyt dobrze od ziemi.
MK: Chousokabe Shouko | Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 854
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 27 gru 2020, o 19:05

Łzy Hańby

(恥の涙)

Sabataya Shuten


Kapitan tym razem wyglądał już na wyjątkowo zmęczonego kontynuowaniem rozmowy na ten temat. Kai może miała motyw, który wykorzystała. Została jednak przyłapana na gorącym uczynku, toteż straż prawnie zrobiła to, co do niej należało. W oczach wielu było to wystarczającym, aby kogoś skazać… no i jakby nie patrzeć mieli rację. Jednak co w związku z dalszym śledztwem? Czego chciała dowieść? Że może “uratować” już dostatecznie nielubianą grupę społeczną? Rudowłosa kunoichi stanowiła mniejszość, do której jednak trudno się odwołać. Szczególnie, że takie działania mogą być ryzykowne, a zarazem nie przynieść żadnego efektu. - Daimyo z tego, co my wiemy od wielu lat chciał pozbyć się samurajów. Wyrządzili wiele zła, toteż… tylko przypuszczalnie… działania tej całej Kai przypieczętowały w jego głowie los każdego, obecnego w Kraju Ziemi wojownika Szoguna. Chce mieć spokój? Z jednej strony go rozumiem. - Terauchi to twardogłowy dowódca wojsk oraz władca tych ziem, bez wątpienia niekiedy lekkomyślny.

Tylko… postawienie się w jego sytuacji nie mogło być łatwe. Nawał naporu ze strony społeczeństwa, pogróżki kierowane w stronę Lorda - dość trudny żywot, wyniszczający z pewnością psychikę Feudała. Dowódca garnizonu miasta portowego próbował poniekąd to przyjąć empatycznie względem Pana. - Niektóre głosy chodzą, że Generał zamordował jego dziadka. Nadal jednak to nie wygląda na zemstę. Mam wrażenie, że próbuje zadowolić lud. To też należy do jego zadań, a my się kierujemy jego rozkazami. Jeżeli jest drugie dno… To zostanie zabrane wraz z nimi. Nie nam jednak o tym decydować, pamiętaj Tsuchikage-sama. - zmrużył oczy, składając resztę papierzysk. Nie wyglądał na nader przejętego domniemaniami kobiety. - Panno Shuten, powtórzę co już mówiłem - rób jak uważasz. Jeżeli jednak dowiem się, że podjęłaś jakąkolwiek decyzję bez wiedzy mojej lub Daimyo oraz naruszyłaś zdrowie moich ludzi… inaczej kolejne rozmowy będą przebiegać. My nie wydajemy wyroków, dopóki nie jest nam dane takie prawo. Od tego jest Daimyo. - zaznaczył dobitnie, po czym pożegnał ją jak już wychodziła z jego gabinetu. Kapelusz Kage powiesił na wieszaku przy reszcie ubrań, coby ten się tam nie kurzył gdzieś na krześle czy biurku.

Dalej już ninja poszła sobie wpierw do opowiedzianych poprzednio koszar, a w zasadzie pomieszczenia, które mijała. Znajdowało się tam multum łóżek, co już zauważyła w drodze do magazynu z zarekwirowanymi przedmiotami zbrodni. Siedziało tam paru młodzików w liczbie trzech. Gawędzili sobie, ot co. Nie wyglądali na gotowych do pójścia w teren, bo każdy z nich odziany był w białe podkoszulki ze skórzanymi spodniami, lecz wciąż bez pancerza czy broni. Kto wie, może ich zmiana dopiero miała nadejść w południe. - Ja jestem Yamasaki, słucham. - odezwał się w jej kierunku młodzik o bladej cerze z czarnymi włosami przyciętymi na pazia, gdy tylko Shuten postanowiła zadać pytanie w ich stronę. No cóż, miała tę zaletę że nie musiała rówieśnika daleko szukać… A może był o rok starszy? W sumie wyglądał na niedojrzałego podlotka, przy tych delikatnych rysach twarzy, które nie nosiły ani krzty skazy wieku oraz walki.
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Shuten » 27 gru 2020, o 23:49

O tym, ile zła dokonali samurajowie można było napisać książkę. Właściwie już ktoś co najmniej jedną napisał i spoczywała na biblioteczce Daimyo. Nie zależało jej szczególnie na ratowaniu całej grupy. Jedyne, co jej było potrzebne, to wywiązanie się ze swoich obowiązków jako Tsuchikage. Nie mogła powiedzieć, że nie rozumiała podejścia Lorda. Nie mogła powiedzieć, że część rudowłosej nie popierała chęci pozbycia się ich z Kraju Ziemi. Nie mniej za lojalność jakoś musiała spróbować im się odpłacić. Pokazać klasę. Stanąć ponad pewne wyznaczone standardy. Czy jej się to podobało czy nie, pewne rzeczy zwyczajnie zrobić musiała. Kiwnęła głową rozumiejąc bolączki związane z zachowaniem spokoju. Może nie była Feudalem, ale będąc Kage wiedziała, że ludzie mieli wymagania. Wymagania, które w części musiała spełnić. Lub chociaż spróbować. Nie mogła jednak zachować zupełnie kamiennej twarzy słuchając o domniemanych głosach w kwestii dziadka własnego przełożonego. Mogła za nim nie przepadać. Mogła nim w ten czy inny sposób gardzić. Ale nie mogła nie sposępnieć słysząc, że sam też na własnej skórze, a nie z książek i opowiadań, przekonał się, z czego ci "szlachetni" i "honorowi" wojownicy są ulepieni. Może to miał na myśli mówiąc o błędach swoich przodków? Przymknęła nieznacznie oczy myśląc jeszcze przez chwile czemu w takim razie tak różnie podchodzą do tego tematu? Rzeczywiście kwestia charakteru? Może zwyczajnie został bardziej zraniony przez przeszłość niż ona? Też była zła. Też była wściekła, chociaż to nie były rzeczy, które wylewały się z niej jak z przepełnionego dzbana. Nie miała jednak tego komfortu, by pomyśleć nad tym bardziej w tym momencie. Dość ją zastanawiało, jak postrzegał ją kapitan jednostki. Jego słowa były... Były. Może nie raniące, ale budzące pewne pytania. Czy rzeczywiście wyglądała na aż tak zdesperowaną? A może na pozbawioną hamulców?
- Nie zamierzam zrobić z pana podwładnymi niczego, czego nie mogłabym zdzierżyć w stosunku do moich własnych ludzi. - odparła nie kryjąc nawet zmęczenia w głosie. Nie samą rozmową czy podróżą, ale tym dziwnym podejściem, jakiego uświadczyła jako Tsuchikage. Jeśli nie została zrównana z niewiele znaczącym pyłem zalegającym w komnatach Lorda, to patrzono na nią jak na jednostkę co najmniej nazbyt niebezpieczną i nieprzewidywalną, jakby jej intencje nie były nazbyt oczywiste.

Znalezienie Yamasakiego nie było zbyt wymagające. Chłopak znalazł się tuż przy łóżkach, które rzuciły jej się już raz w oczy. Może jego postura nie sugerowała z nim materiału na żołnierza, jednak prócz delikatnego przekrzywienia głową nie zamierzała jakkolwiek komentować jego osoby. Idą rozmawiać, nie bić się na ulicach miasta.
- Sabataya Shuten. Kapitan chciałby, żebyś ruszył ze mną poszukać detektywa Tsuneo. Woli, by ktoś jeszcze z jego ludzi był przy rozmowie. - przedstawiła zwięźle powód, z jakim przyszła. Celowo nie podawała swojego tytułu. W końcu po coś zdjęła kapelusz, prawda? Bez niego na głowie było jej nieco lżej, chociaż ten sam dużo nie ważył. Miło jednak było zerknąć na świat bez szerokiego ronda zasłaniającego jej widok. Poczekała, aż ten się zbierze do wyjścia, po czym ręką dała mu znak, by ruszył za czerwonooką.

z/t
MK: Chousokabe Shouko | Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 854
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Shuten » 11 sty 2021, o 16:36

Definitywnie Shuten chciała już wrócić do domu, a jakiekolwiek większe szukanie dziury w całym na rzecz samurajki jej się nie widziało. Z tego też powodu tuż po opuszczeniu karczmy ponownie udała się w kierunku koszar, chociaż i tam nie zamierzała biec jak na złamanie karku. Ostatecznie... Im dłużej jednak zwleka, tym później zobaczy się z własnym Daimyo, prawda? Była w tym jakaś logika, która nie zezwalała jej na zbytni pośpiech pomimo chęci zakończenia sprawy. Włożyła dłonie w kieszenie płaszcza nie polegając tym razem na Yamasakim w kwestii prowadzenia ku celu. Zamiast tego spojrzała na chłopaka kątem oka.
- Dowiedziałeś się czegoś? - zapytała wprost idąc ulicami miasta po oddaleniu się od samego budynku karczmy. Nie spodziewała się z jego strony większych odkryć. Nie dlatego, że wątpiła w zdolności swojego pomagiera (no... może trochę?), a też przez to, że cała sprawa wyglądała na bardzo niefortunny wypadek, który zwyczajnie miał miejsce - najpewniej przez zbyt dużą liczbę promili we krwi znajdujących się w przybytku osób. Czasami zbrodnie mają to do siebie, że zwyczajnie sie dzieją przez zwykłe zrządzenie losu, a nie jako skutek skrzętnie zaplanowanej intrygi.... Chociaż ta druga byłaby ciekawsza. W pewnym sensie. I mniej mile widziana przez Sabataye. Oznaczałaby więcej problemów niż zwykła burda.

Ku gabinetowi kapitana straży miała zamiar rzecz jasna ruszyć wraz z rekrutem. Pokonała te same korytarze, co wcześniej po czym podeszła do drzwi prowadzących ku pomieszczeniu z dowódcą tutejszego garnizonu. Jak kultura nakazywała zapukała trzy razy, po czym gdy tylko dostała pozwolenie do przekroczenia progu, weszła do środka wchodząc przed Yamasakim.
- Wracam z rozmowy z detektywem, kapitanie. - oznajmiła spokojnie szukając w pierwszej kolejności swojego kapelusza Tsuchikage. Zdjęła go dłonią z haczyka po czym nałożyła na własną głowę. Tak było... Lepiej. W pewnym sensie. Miło czasem było spojrzeć na świat bez niego, jednak chyba nieco przywykła do tego znajomego ronda. - Detektyw Tsuneo rzeczywiście nadał list, jaki znalazł się w rzeczach Kai. Wygląda jednak na to, że był znajomym jej ojca i chciał ściągnąć ją do portu głównie w celach rozmowy. Całe zajście w karczmie było zaś dość nieszczęśliwym... Może nie wypadkiem, ale można powiedzieć, że ta znalazła się w złym miejscu o złym czasie. Podejrzewam osobiście, że znajdując się pomiędzy dwoma agresywnymi mężczyznami pośród całej tej pijanej braci zwyczajnie spanikowała i dobyła broni. Nie czyni to z niej co prawda niewinnej, ale raczej świadczy o jej miernym wyszkoleniu niżeli złych zamiarach. - stwierdziła spokojnie uznając, że za własną opinię w danej kwestii nikt się nie czepi. A ten cały "honor"... Który samuraj niby o nim nie pieprzy? W każdym razie Yamasaki mógł potwierdzić (bądź i nie) jej słowa, jeśli kapitan sobie tego życzył. Jeśli zaś ten dowiedział się czegoś innego acz istotnego niż o samym fakcie, że Sanda rzeczywiście w karczmie był: również miała zamiar to dodać tuż po swojej wypowiedzi. Nic więcej po za tym nie robiła. Trzeba było spisać co prawda raport, ale nie była pewna, czy w tej sytuacji mężczyzna sam nie zechce chwycić za pióro. Jej się z tym nie śpieszyło i chyba nawet lepiej cały dokument brzmiałby, gdyby nie wyszedł spod ręki rudowłosej Kage Iwy. Nie w tym przypadku, kiedy sprawa dotyczy nomen omen samuraja. Jeśli jednak będzie trzeba, to... To będzie trzeba i zapewne nie robiłaby z tym większych problemów. Koniec końców to dodatkowa praca spowodowana jej widzimisię, a nie nieunikniony obowiązek dowódcy garnizonu
MK: Chousokabe Shouko | Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 854
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Miasto portowe - koszary

Postprzez Sabataya Tamura » 14 sty 2021, o 10:23

Łzy Hańby

(恥の涙)

Sabataya Shuten


Tsuchikage miała za sobą bardzo wiążącą rozmowę z enigmatycznym z początku śledczym z Oto, które zakończyło się niemalże rozwiązaniem całej zagadki. Oczywiście miała prawo mieć podejrzenia względem prawdomówności Tsuneo, lecz ten do samego końca zdawał się nie okłamywać rudowłosej dziewczyny. Czy miałby w tym cel, aby przekazywać jej informacje niezgodne z prawdą? Jako stróż prawa nie powinien, ale być może nie miałby w tym żadnego, konkretnego celu. Co mu po samurajce, skoro nie pałał miłością do tych wojowników? Całość przedstawiała się po prostu na tyle jasno, że Shuten w dużej mierze miała pełen obraz konkretów z tamtej nocy. A dopełnienie układanki miał jej przekazać obecny rekrut o imieniu Yamasaki, kiedy to opuścili karczmę we względnym spokoju, spacerując sobie z powrotem do baraków. - Był tamtej nocy, mieli mieć konkurs w piciu. Sanda chciał uczestniczyć, lecz nie zaczepiał jej… Po prostu wyszło nieporozumienie, to ludzie zaczęli krzyczeć do tej kobiety, że oszukuje. I wtedy zaczęła się burda jak nie chciała współpracować. Tyle się dowiedziałem, w skrócie… - przedstawił własną wersję po podrapaniu się po głowie. Wiedział co miało miejsce, toteż nie stronił od słów. Nawet nie wyrażał już takiego lęku czy strachu ze znudzeniem jak na początku wyprawy. Wręcz się uśmiechał do samego siebie, będąc dumnym że się na coś przydał… I może wrócić do kolegów w jednostki. Gra w karty w końcu czekała, podobnie jak pogaduszki o przyszłych zadaniach.

Bratanica Koizumiego zawitała ponownie w progi gabinetu dowódcy garnizonu. Mężczyzna tym razem nie zmieniał własnego zajęcia na bardziej oficjalne z powodu gościa, a było to rzucanie lotkami w tarczę, którą najwyraźniej sobie wystawił koło szafy. Przerwa? Na to wygląda. Zaprzestał tego działania tylko i wyłącznie z powodu pojawienia się osoby dowódcy Iwy. - Witaj, Shuten-san. I jak się rozmawiało z naszym detektywem? - zapytał z uniesieniem brwi, po czym otrzymał całą wypowiedź skierowaną na sedno śledztwa. Pokiwał głową z lekkim cmoknięciem ust, gdyż… nie czuł się wyjątkowo odmiennie niż przy pierwszej wizycie przyjaciółki poety. - No cóż, nie powiem, że to mnie zaskoczyło. Wręcz przewidziałem taki finał. No teraz pozostało spisać ten cholerny raport… - wziął pióro do ręki, gdy jego podwładny się odezwał. - Tak było, Panie. - chłopak z portu potwierdził, po czym mruknął kapitan. Zaczął spisywanie dokumentu na świeżej kartce papieru. Widocznie od razu założył, że musi sam się za to zabrać. Yamasakiego odesłał gestem ręki. - Jeżeli go nie potrzebujesz to niech idzie. Żołnierzu, odmaszerować! - młodzik zasalutował, aby potem prędko wrócić do części sypialnej, gdzie go kobieta znalazła. Następnie po kilku minutach przedstawił jej pismo do Daimyo. Wyglądało niemalże tak samo jak głosiły słowa Sabatayi, jedynie napisane bardziej “formalnym” językiem. - Tu się podpisz. A potem możesz przekazać ten raport Daimyo. Pewnie będzie… zadowolony. - skwitował nieco z ironią, dając przedstawicielce płci pięknej do zrozumienia, że wątpli w dobrotliwość władcy. No, ale mogli próbować, prawda? To wszystko należało do próby. - Chciałbym udać się na obiad. Jeżeli nie masz niczego więcej do powiedzenia to uciekam. Dziękuję z góry za pomoc. - wziął klucze z małego wieszaka przy szafie z ubraniami. Wstal z siedzenia i zaczekał na pierwszy ruch kuzynki Tamury w kierunku drzwi.
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 571
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Chūnin

Następna strona

Powrót do Tsuchi no Kuni - Kraj Ziemi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników