Miasto portowe

Jedna z pięciu wielkich krain zwana Krajem Ziemi. Panuje tu umiarkowany klimat, podobny do Kraju Ognia jednak z częstszymi opadami śniegu. Tereny tej krainy to w większości góry i lasy (iglaste i liściaste). Tutejsza ukryta wioska to Iwagakure no Sato, pod dowództwem Tsuchikage. Walczą dla niego potężni shinobi, w tym użytkownicy niezwykle silnych Kekkei Genka oraz Kekkei Tōta.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Miasto portowe

Postprzez Takara » 29 cze 2020, o 20:05

Najzwyklejsza mieścina portowa na północnym wschodzie Tsuchi no Kuni. Chciałoby się powiedzieć że czymś się wyróżnia, ale trzeba byłoby skłamać. Dość sporej wielkości miasteczko, jak wszystkie te portowe specjalizuje się w połowach ryb i przewozach różnego rodzaju dóbr. Nie ma specjalnie co tam zwiedzać, ale ludzi jest dość sporu ze względu na podróżujące statki. Jest to główne miejsce dostępu do morza jakie znajduje się w Tsuchi no Kuni, co wyjaśnia wszystko. Przestępstwa raczej tutaj nie panują, raz na jakiś czas da się trafić na prostego złodziejaszka, który to szybko jest łapany przez straż i odpowiednio karany. Ot co, zwykłe miasteczko portowe.
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki:
 
Posty: 487
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 30 cze 2020, o 14:50

I tak to można podróżować. I robić misje. Shuten wiedziała, że pomimo bycia dość specyficznym człowiekiem, Kamaboko miewał często dobre pomysły i dorożka była jednym z nich. Od tej ostatniej misji chodzenie gdziekolwiek o własnych siłach nie brzmiało w żaden sposób zachęcająco. Tymczasem początek tego zadania był fenomenalny biorąc pod uwagę, że żadni dzicy bandyci nie zrespili im się po drodze tylko po to, by dostać po twarzy. Co jej przypomniało o staruszku, z którym jechała podczas swojej pierwszej misji "w terenie". Ciekawe, czy miał jeszcze jakieś przygody w drodze do Trawy? Oby nie, ale jeśli kiedyś go znowu spotka, to go pewnie o to zapyta. Teraz zaś mogła jedynie cieszyć się faktem, że jedyne, czego się od niej wymagało przez te dwa dni to wypatrywanie zagrożenia. Takie trochę wakacje.
Prawie wakacje. Dwudniowe. Czyli tak jakby weekend. Odpowiedź Kamaboko nie była jedną z tych, jakich oczekiwała. Nie była do końca pewna, czy zrozumiał cokolwiek z tego, co do niego powiedziała. W każdym razie nie wydawało się, żeby miał szybko zrezygnować z dalszego wspinania się po drabince awansów i chociaż Shuten nie bardzo to już było na rękę, to też nie miała zamiaru wchodzić mu w drogę. Niech robi co chce, jest dużym nindża. Orinosuke na pewno będzie z niego dumny, or so.
Każda podróż w końcu dobiega końca, a ich koniec zwiastowało miasto portowe. Pożegnała się z kupcem dziękując za podwiezienie, po czym w pierwszej kolejności sprawdziła jak stoją z zapasami. Jeśli nie wyglądały zbyt dobrze w obliczu przeprawy przez morze, nie zostanie nic innego jak je uzupełnić w najbliższym sklepie.
- Trzeba będzie się rozejrzeć, który statek zmierza do Kraju Błyskawic. - rzuciła do Gonpachiro i jeśli tylko będzie mieć życzenie, by rozejrzeć się za takowym, kiedy Shuten pójdzie zająć się żarciem na drogę, to rzecz jasna nie będzie mieć nic przeciwko. Najwyżej go znajdzie później, nie brzmiało to jak jakiś szczególnie duży problem pomimo tego, że ten to się chyba w samej Iwie potrafił zgubić. W przeciwnym razie sama ruszy do doków podpytać, czy ktoś nie wybiera się może w interesujące ich tereny. Do samego Kumo pewnie nie, bo to w jakiś górach pewnie a nie przy morzu, ale do Raikiri no Kuni już pewnie prędzej.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek
Tsūjtegan: 3000m w dal / 300m widzenia sferycznego
 
Posty: 330
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 30 cze 2020, o 22:48

Kamaboko nie zamierzał zostawiać Gluten nawet na jeden krok. No dobra, jak pójdzie za potrzebą, w kąpiel czy do spanka, to tak, ale tak to nie. Oficjalnie - raźniej w dwójkę, nauka wierszy, ochrona. Nieoficjalnie - drogi są ku*wa straszne. Pewien mądry filozof powiedział kiedyś "Droga nie jest prosta, nawet gdy nie skręca" i miał rację. Jak inaczej wytłumaczyć fakt że idąc prosto, tam gdzie był punkt do którego zmierzał Kamaboko, ten niemal zawsze się gubił? No właśnie. To, że po drodze przypatrywał się z fascynacją niemal wszystkiemu i wymyślał wiersze, na pewno nie miało z tym nic wspólnego. W każdym więc razie - jeśli po zapasy to razem, jeśli do portu - również razem. W Porcie zaś, pozwoli Shuten działać po swojemu, ale zadziała również bo Gonpachirowemu i donośnym głosem opowie wiersz-Dnia pewnego, słonecznego, przy mew skrzekaniu, ryb wesołym pluskaniu z kraju ziemi wyruszyłem. Błyskawica mym celem, odległe ziemie przeznaczeniem, lecz co to!? Przeszkoda!? Toż to morze, na Boga! Statku mi trzeba, chyżego i dość odważnego. Co to na falach, na morskich bałwanach, pogna do przodu, hen ku błyskawicy niczym król rybich ławicy! Mężnego kapitana, statku, załogi mi wżdy trza, co by tego gałgana-Pomachał pięścią w stronę morza-Przebyć-Za taki piękny wiersz, to on jeszcze liczył rzecz jasna na aplauz i pieniądze. Ewentualnie pomidory. Więcej jedzenia zawsze spoko, a w Oto to mu pomidory za damo dawali, kiedy wiersze opowiadał.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 1 lip 2020, o 04:08

- Zapomniane dzieje -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
10/?


Sposób w jaki przebyli drogi zdecydowanie im się podobał - szczególnie Shuten, która to była zadowolona z braku potrzeby walki z jakimiś przeciętnymi bandytami. Kamaboko pewnie też był zadowolony, bo jak Shuten zadowolona to i on. Prostym człekiem był. Ich dwudniowe wakacje jednak musiały mieć przerwę, w postaci dotarcia do miasta portowego. W końcu, musieli wsiąść na statek. A potem, z powrotem wakacje. Jak dobrze pójdzie. A szło dobrze rzadko.
Docierając na miejsce - i po pożegnaniu się z kupcem - Sabataya sprawdziła zapasy jakie to mieli. No, przez dwa dni trochę one ucierpiały, jednak nie jakoś znacznie. Lepiej jednak jest mieć ich pełno, więc celem najsilniejszej pary było uzupełnienie ich. Logiczne. Kamaboko natomiast jej towarzyszył, dzielnie walcząc ze swoim strachem przed drogami. Wszyscy wiedzieli, że najgorzej jest wtedy, kiedy zgubisz się na ścieżce życia i spóźniasz się 3 godziny na ustalone spotkanie.
Uzupełniając zapasy (łącznie 150 ryo kosztowało, rozdzielcie jak chcecie) - tanio lub nie, handlarz niechętny do targowania był, a Iwijczycy bogaci - oczywiście ich kolejnym stopem był port. W końcu chcieli statek, a gdzie indziej mogli go znaleźć? No właśnie. Nigdzie. Standardowo, docierając mogli w zasięgu wzroku dojrzeć nawet parę statków. Tych większych, jak i tych mniejszych. Ludzie się na nich kręcili, to zskakiwali raz, żeby po chwili wskoczyć z jakimiś skrzynami. Aż chuuninowi mogło się w głowie zakręcić. Pewnie na niektórych dałoby się opłacić przejazd, a na inny nawet za robociznę przedostać się na Kaminari no Kuni. Tyle możliwości, wystarczyło zacząć pytać...
Gonpachiro zamierzał dać Shuten działać jak Shuten działa, ale sam zadziałał jak Gonpacz działa. Wiersz, swoim wielkim umysłem spleciony, powiedział zwracając uwagę przechodniów na niego. Większość patrzyła na niego jak na dziwaka, część się śmiałą. Jeszcze mniej osób zaklepało parę razy uznając jego sztuką za fantastyczną, jednak był jeden jegomość, których przebił ich wszystkich reakcją. Podszedł on do Kamaboko i zatrzymał się dwa metry przed nim, z uśmiechem i lutnią w dłoni.

Drogę długą przebyłem,
Z ścieżki nie raz zboczyłem,
Brata mego szukać wyruszyłem,
Aż mnie wiatry zaniosły w tą skromną mieścinę,
I jak na dobrych bogów przystało,
Wynagrodzony za to jak to bolało,
Ujrzałem artystę,
Boga. Brata. Człowieka,
Jedynego godnego,
Na tym zapyziałym kraju,
Człeka


Opowiedział... wiersz? Poezję? Gonpacziro już dobrze wiedział co to jest, samemu będąc znawcą takich sztuk. Widać, był to przywitanie ze strony mężczyzny, bo ten po chwili kontynuował. - Statku poszukują, dzielni podróżnicy. Czego świat nie widział, oni widzieli. Bracie drogi. Artysto drogi. Pozwól mi, zwanemu Saki Moto, twą drogę oświecić. Statek? Nie problem. Dziewoje? Nie problem. Smok by przekroczyć twe morze? Nie problem, szlachetny twórco. Dla Ciebie i morze przekroczę. W zamian tylko, jeno prosić o przysługę. Daj obserwować twą duszę, co by artystyczne poczuć wierusze.

...

OH NOOOO...

Kolejność odpisu dowolna
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki:
 
Posty: 487
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 1 lip 2020, o 13:57

Chcąc nie chcąc kupowanie czegokolwiek wiązało się z wydawaniem pieniędzy. Ostatnie zakupy nieco zabolały ją kieszeń, ale z drugiej strony jedzenie nie kosztowało majątek i było im mimo wszystko potrzebne. Głównie takie, które im się nie zepsuje po dwóch dniach, bo chyba tyle to nie będą płynąć do celu. Zapłaciła ze swoich funduszy za tę konieczność nie widząc powodu, by obciążać swojego przyjaciela tak mało znaczącymi sumami. Chociaż na jej gust, to trochę dużo sobie życzył za zapasy, ale co się poradzi? Mogło być gorzej. Cała podróż szła im tak miło i spokojnie, że nawet nie miała ochoty się targować. A nawet jeśli, to pewnie i tak by to nic nie dało.
Kolejny punkt podróży - port. A w porcie statki. To, czy któryś z nich ich interesował pod kątem podróży dopiero musieli sprawdzić, jednak ich ilość wróżyła dość dobrze. Któryś na pewno musiał zmierzać do ich celu, jedynie trzeba było popytać. A to wymagało jakiś większych interakcji międzyludzkich. Z tym że... Cóż. Jej próby zakończyły się zgarnięciem przez Kamaboko całej sławy i chwały swoim kolejnym, fenomenalnym wierszem. Spojrzała zrezygnowana na Gonpachiro, to na ludzi wokół.
- Na prawdę? Teraz? - teraz musiał robić z siebie widowisko, kiedy próbują zdobyć jakieś informacje? Nie czuła, by mieli teraz czas na odstawianie przedstawień. Jeszcze się okaże, że jest tylko jeden statek do Błyskawicy i właśnie odpływa. No ale przecież mu nie przerwie w połowie jego kolejnego "genialnego" dzieła. To by było... Niegrzeczne? Jakoś nie miała serca powiedzieć mu, żeby się zamknął, zatkać mu usta pomidorem i pociągnąć w kierunku, gdzie być może znaleźli by oczekiwany środek podróży. Oparła się o jakieś skrzynki czekając, aż skończy patrząc też po reakcjach tutejszych. Niezbyt przyjazne spojrzenia i śmieszkowanie niektórych osób jakoś nieszczególnie ją dziwiły, jednak miło było dostrzec tych nielicznych, którzy docenili jego sztukę - nawet, jeśli sama nie widziała się pośród ów grona. Odsunęła się od skrzynek już mając dać ręką znać największemu poecie Iwy znak, że czas ruszać dalej. Ale na chęciach się skończyło. Pojawił się kolejny mężczyzna z kolejnym wierszem. I to było już dla niej trochę za dużo.
- To was jest więcej..? - rzuciła sama do siebie przetrawiając jeszcze, co się właśnie działo. Jeden poeta jej wystarczy. Ale dwóch? Dlaczego było tutaj dwóch Gonpachiro? Znaczy nie dosłownie, wiadomo. Dobrze, że ich wielebnego Tsuchikage tu nie było, bo by go szlag trafił pewnie. Albo może właśnie szkoda, że go nie było? Ominął go piękny pokaz sztuki. Uśmiechnęła się rozbawiona do obu.
- Zobacz Gonpachiro, kolega po fachu. - rzuciła zostawiając mu całą dalszą rozmowę w jego rękach. Ostatecznie cały ten Saki Moto ujawnił się przez występ jej towarzysza i to z nim rozpoczął dialog. Także równie dobrze poeta sam może dojść z nim do jakiegoś porozumienia, skoro ten wydawał się być gotowy by pomóc z podróżą dwójce ninja.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek
Tsūjtegan: 3000m w dal / 300m widzenia sferycznego
 
Posty: 330
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 1 lip 2020, o 20:22

Spojrzał na Shuten, nie bardzo rozumiejąc. No jak nie teraz to kiedy? Musieli jakoś statek znaleźć a jak jej nie odpowiadał jego sposób na znajdowanie statku, to przecież mogła wykorzystać jakiś własny! Rzecz jasna aplauz społeczności, przyjął całkiem skromnie, uśmiechając się tylko lekko. W ogóle go nie dziwiło że WSZYSCY byli wielce oczarowani jego poezją, no przecież epopeja narodowa normalnie. I wtedy, nagle, pojawił się on. Z lutnią w swej dłoni, bard~! Wielu uważa że bardowe i poeci nie mogą żyć w przyjaźni. Że są niczym psy i koty~! Jedni, ku uciechom swym grywają w karczmach, zarabiając pieniądze i wyrywając dziewice/prawiczków, gdy tymczasem poeci całe swe serce i dusze oddawali zgłębianiu tajemnic sztuki! Jednak Kamaboko nie był tak ograniczonym osobnikiem. Każdego, każdego! Kto podążał drogą poezji, traktował z należnym mu szacunkiem i miłością.-Ah-Powiedział tylko i skłonił się przed swym nowym przyjacielem.-Piękna twa sztuka, piękna twa dusza, serce też piękne a i lico - nie liche? Może?-Wskazał dłonią na towarzysza i spojrzał na Shuten znacząco kiwając głową. Dobra partia się pojawiła, bierz kobieto, cholera!-Podróż ma jednak, choć fantastyczna to jednak nie szczególnie etyczna. Niebezpieczeństwa, potwory i różne zmory! Rany, krew i jeszcze inne koszmary. Nawet śmierć!-Zakrzyknął, wznosząc palec.-Więc człeku cny, od tego kramu czym się z dala, albo ci biada! Bo nie każdy do wojaży stworzony, niektórym lepiej poszukać żony. Dom zbudować, dziecko odchować, wiersz napisać w poezji nadziei szukać-Położył dłoń na ramieniu Saki-Jeśli jednak wciąż uparcie nalega, to kim ja? Kamaboko Gonpachiro, by od tej idei odsuwać? Jednak ma podróż, nie samotna, oj nie. To Gluten-Wskazał na Gluten-Należy o zgodę zapytać-Bem. Koniec. I niech prowadzi od razu do statku. Gestem już bardziej niż wierszem, wskazał by prowadzono ich ku celowi podróży.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 2 lip 2020, o 04:06

- Zapomniane dzieje -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
13/?


Szefowa tej misji definitywnie nie chciała widzieć teraz pokazu Kamaboko. Jakby nie mógł sobie wybrać lepszego momentu. Jeszcze by nie zabrali ich na statek no Kaminari no Kuni w obawie przed zarażeniem się jego talentem. Musiała powstrzymać w sobie chęci mordu. Znaczy, zatkania ust Gonpacha pomidorem. Może to i lepiej. Pomidory niezbyt twarde były. Pewnie by wypluł i kontynuował. Jabłka były pod tym względem lepsze jednak. To że go wyśmiano i uznano za klauna wcale jej nie zdziwiło. Miłym zaskoczeniem było zobaczenie w końcu kogoś, komu jednak podobały się wypociny najświetniejszego poety. Kolejny poeta jednak... tak, to już trochę mogło przegrzać mózg naszej bohaterki, która to stała trochę wryta i przetwarzał pojawienie się klona Kamaboko. Oj, jak dobrze że tu Hyakuzawy nie było. Nie to żeby był w stanie powstrzymać ich duet swoim zrzędzeniem. Trochę rozbawiona sytuacją, zostawiła robotę osobie lepiej znające się na całych poezja, żeby ten mógł się dogadać z ich transportem do Kaminari no Kuni.
Sam Gonpachiro jednak... on był zachwycony. Toć to jego brat zaginiony był, podążający trochę odmienną sztuką poezji, lecz dalej pełnej serca! Saki na ukłon lalkarza odpowiedział własnym, wręcz zsynchronizowanym z tym chuunina. Moto słuchał z zachwytem słów Kamaboko, wiedząc, że kiedy poeta tworzy sztukę, przerywać nie wypada. Nawet jakby się paliło, tak wierszem słowa powiedziane, powiedziane zostać musiały. Kiedy to legendarny poeta Iwy zakończył mówić, bard zdjął kapelusz z głowy i przystawił go do piersi, ponownie się lekko kłaniając.
-Te pochwały, te pochwały! Raduje serce me, że za tak piękne brat uważa je. Niebezpieczeństwa? Do domu! Potwory? Wygonić. Twa podróż, choć nie etyczna, pełna twego wdzięku rzecz oczywista. Świat dobry? Świat zły? Nie! Świat szary! My, otwarci na świata wdzięki i prośby, bać się szarości nie musimy! Śmierć... chwilowa! Dusza... wieczna! - zakrzyknął podobnie jak to Kamaboko zrobił i kontynuował. - Me życie, bracie poezji, podróżne. Dom? Żona? Nie ta wola! Oczy, zacieszać Twym talentem, taka ma wola! Brat, artysta, bóg... Ludzie bierni, sztuki zacnej widzieć nie widzą. Tyś wyjątek, tyś cud. Czy to w ogień, czy w czeluścia otchłani, godzien jak dążyć za twym talentem?
Taką odpowiedź zaoferował Kamaboko, kiedy ten napomniał o niebezpieczeństwa na ich drogach. Świeżo poznany poeta był nieustraszony, jak widać. Gotów ruszyć za chuuninem, co by zobaczyć trochę więcej jego talentu - tak zapomnianego na tym świecie. Poeta Iwy wskazał jednak na Shuten, przedstawiając ją prosto nowemu przyjacielu. Ten, spojrzał w jej stronę i ukłonił się ponownie. Lubił się kłaniać widocznie.
- Gluten. Towarzyszka boga... bogini! Damo piękna, czy twe serce gotowe przyjąć tego klienta? - zapytał, dalej się kłaniając jak dżentelmen. Po chwili jednak wstał nim zdążyła odpowiedzieć i pokręcił palcem. - Nie, nie! Cóż za usterka, na Boga! Na odpowiedź czekać chciałem, lecz swej oferty nawet nie pokazałem. Proszę, proszę, zobaczcie, ujrzyjcie i decyzje mądrą podejmijcie, paro boska co na mej drodze jak wioska!
Z tymi słowami, wskazał obiema rękoma na... całkiem sporawy statek. Huh... Saki Moto zdecydowanie lepiej się usadowił niż Kamaboko, jeżeli posiadał własny statek - lub miał wystarczająco werwy aby przekonać kapitana statku do usłuchania się go. Jedno z dwóch. Pewnie prędzej drugie.

Kolejność odpisu dowolna
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki:
 
Posty: 487
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 2 lip 2020, o 13:32

Wzrok Gonpachiro mówił jej aż za dużo, zwłaszcza w towarzystwie jego wywodu. No... Nie. No litości, czy oni mają przechodzić przez ten sam wątek za każdym jednym razem? Why?
- Nawet o tym nie myśl. - odparła patrząc na niego karcąco. Za dobrze go znała by nie wiedzieć, co mu chodzi po głowie i jej się to szczerze nie podobało. Niech szuka drugiej połówki komuś innemu. Przynajmniej będzie mogła się pośmiać, a tak czuła jakąś dziwną presję ze strony Kamaboko. Szybko jednak wrócił do rozmowy ze swoim artystycznym przyjacielem. Z jednej strony wiedziała, że poeci są jacyś nawiedzeni i nie do końca robią sens. Pojawienie się bratniej duszy Gonpachiro więc nie było dla niej jakimś większym zaskoczeniem prócz faktu, że ktoś taki może w ogóle istnieć. Problemem był fakt, że pojawił się znikąd i od razu ze statkiem, co już mogło budzić pytania. Pewnie, zbieg okoliczności, może to nie jego statek, ale ostatnio jak ktoś im przyszedł randomowo w środku nocy z sołtysem to chwilę później jaskinia zaczęła jej lecieć na głowę. Przewróciła z zażenowania oczami słysząc, jak po raz tysiąc pinćset dwudziesty czwarty Kamaboko przekręcił jej imię. Niech przedstawianie jej osoby zostawi jej samej, bo on jest w tym absolutnie beznadziejny.
- Shuten. Nazywam się Shuten. - odpowiedziała na pierwszą niecierpiącą zwłoki kwestię patrząc na dość okazały statek. Raczej nie wyglądał na taki, który zatopi pierwszy lepszy sztorm. Czy ta misja nie szła im trochę za dobrze? Za łatwo? Jakby jeszcze darował sobie te górnolotne epitety to by było idealnie, ciężko było nie czuć się nieswojo w tak ukulturalnionym towarzystwie jak ich. - Jak to mówią: darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Prowadź na pokład i ruszajmy do Kraju Błyskawic, panie Moto. Im szybciej tym lepiej. - guzik prawda, zagląda się. Tak na wypadek, jakby ten koń okazał się kotem w worku. Nie stało to jednak na przeszkodzie, by zachęcić nowo poznanego towarzysza podróży do zaprowadzenia ich na pokład i ewentualnego wciśnięcia do załogi na czas tego pięknego rejsu, który się przed nimi jawił. Puściła go nawet przodem jeśli nie miałby nic przeciwko, bo jej to i tak obojętne. W każdym razie idąc za nim włączyłaby na moment Tsūjtegana - chciała rzucić okiem na ten statek bardziej dokładnie. Na tyle, na ile pozwalał czas. Ot, czy nikt się na nich nie czai z jakimś grubym kijem czy z innymi niemile widzianymi rzeczami. Zerknie też na Moto, chociaż bez odwracania się, bardziej zaciekawiona tym, czy jest tylko zwykłym bardem-poetą, czy podobnym fenomenem jak Kamaboko: bardem-poetą-ninją, taki człowiek renesansu, jack-of-all-trades. No i bandera. Bandera była ważna, ale do jej przyjrzenia się nie potrzebowała magicznych oczu.

ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧ 1980:
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek
Tsūjtegan: 3000m w dal / 300m widzenia sferycznego
 
Posty: 330
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 3 lip 2020, o 01:12

Zapowiadała się iście fenomenalna wycieczka w fantastycznym składzie. Brakowało tylko Cheetos-senseia i Hejażaby i tworzyli by najlepszą drużynę na świecie... nie... we wszechświecie! Kaki Coto był dobrym dodatkiem do ich drużyny. Wręcz idealnym. Radowało więc Gonpachiro iż Shuten zgodziła się na to by ten podążył razem z nimi do kraju błyskawic. Ale Kamaboko musiał uważać, by równie dużo uwagi poświęcać i czerwonowłosej. Może była od Pana Coto mniej utalentowana, ciekawa i mądra, ale ją znał dłużej. Zdążyła zdobyć więcej punktów friendshipu. Poza tym była też silna, śmieszna i takie tam. Każdy miał swoje zalety i wady. Ot zwyczajnie Shuten nie miała gustu do sztuki. A szkoda1 Talentu do sztuki też swoją drogą raczej nie miała. Widząc statek zagwizdał.-Wasze? A może jedynie pożyczone? Nie gra to roli... łódź ładna i duża, pewnie nawet wytrzymała. Zagna nawet na drugi kraniec świata-Oznajmił jak wielki znawca statków którym nie był i razem z przyjaciółmi ruszył na jego pokład.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 3 lip 2020, o 03:37

- Zapomniane dzieje -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
16/?


Plan Kamaboko żeby wywrzeć na Shuten jakiś nacisk by sobie mężulka znaleźć poległ w gruzach. No może nie do końca, bo odczuła presję która mogła być niekomfortowa i męcząca - biorąc pod uwagę że już ten temat wałkowali -, jednak kunoichi nic sobie z niej nie zrobiła. Nie planowała wychodzić za szlachetnego Saki Moto. Poeta nie naciskał jednak, wracając do swojej poetyckiej gadki z nowo poznanym poetą numer 2 - bo Kamaboko był jednak number one. Szczególnie, biorąc pod uwagę że nawet po spotkaniu bratniej duszy, Shuten dalej była dla niego na pierwszym miejscu. Więcej punktów friendshipu piechotą nie chodziło, więc Saki Moto chcąc wygryźć ją z podium będzie musiał nieźle się napracować. Dla Sabatayi jednak, jego pojawienie się było zbyt wielkim zbiegiem okoliczności. Misje lubiły iść bardzo nie tak, a ta póki co? Dorożka, kolega poeta i potężny statek! Definitywnie szła ona po ich myśli, może z wyjątkiem opłaty za jedzenie. Była jednak ważniejsza sprawa. Mianowicie, poprawienie swojego zepsutego przez Gonpachiro mienia.
- Ah. Bogini Shuten! Wybacz proszę, memu zwiędłemu słuchowi. Choć grajek to nie raz słowo przeinaczę, jakby ze mnie zwykłe kaczę! - ahh... ten poeta był jeszcze mniej zrozumiały od Kamaboko. Jego porównania wydawały się nie mieć momentalnie sensu. Co ma do słuchu bycie kaczątkiem? Shuten nie wiedziała, ale może jej przyjaciel z Iwy wiedział. Nie planowała jednak - oficjalnie - zaglądać koniowi z zęby i popędziła trochę ich nowego towarzysza podróży.
- Oczywiście, oczywiście. Wiatry korzystne, bogowie ucieszą, by przez sztorm ku błyskawicy lecieć śpieszą. Tędy tędy moi drodzy, ku Jaglance w ruchy co by. - Jaglanka to chyba była nazwa statku. Tak mogli wywnioskować, biorąc pod uwagę że Moto uśpiesznie zaczął kierować się w stronę ich transportu. Zatrzymał się i wypiął jednak pierś dumnie jak paw, na pochwałę od Gonpachiro.
- Nasze, nasze! Ładna, duża, wytrzymała a nawet zadbana! A i załoga niczego sobie! - kontynuował już zbliżając się powoli do dechy prowadzącej na pokład. Czerwonowłosa dziewczyna wykorzystała ten moment i prześwietliła statek, chcąc odkryć jego sekrety. Pierwszym co mogła zauważyć, to że nikt na nich nie czyhał. Załoga latała po statku, przenosząc to jakieś skrzynie z jednej strony na drugą, jakiś kucharz przygotowywał jedzenie dla dużej ilości chłopa (chyba z 30 ludzi), a część zwyczajnie siedziała, piła lub grała w karty. Ot co, zwykły statek. Mogła też dojrzeć kapitana statku przy sterze i jakiegoś... shinobi, patrząc na jego rozwiniętą chakrę - była ona nawet dwa stopnie wyżej od Shuten. Oboje rozmawiali ze sobą uśmiechnięci i po chwili zaczęli się z czegoś śmiać. Samo prześwietlenie Moto jednoznacznie pokazało, że był jedynie bardem-poetą. Żadnego treningu ninja raczej nie odbył, chakra na to nie wskazywała. Bandera natomiast... nic nie mówiła dziewczynie. Zwyczajnie nie miała pojęcia co ona oznaczała. Nie było tam nic związane z krajem, więc czy na dobra sprawę miał ten statek normalną banderę? Kto wie. Prowadzący specjalistą od statków nie był.

Weszli na pokład. Nic ich nie strzeliło, nie palnęło w łeb, a piorun ze słonecznego nieba nie spadł. Żyli. Mogli zauważyć jak część załogi gra sobie w jednym kącie w pokerka, w drugim dwóch umięśnionych mężczyzn pije coś z kufli - znając życie na wodzie, był to rum, a między nimi młodszy chłopaczek znosił jakąś skrzynkę pod pokład. Widząc jak grupka wchodzi na pokład, niektórzy zerknęli w ich stronę. Patrzyli ciekawsko na Kamaboko i Shuten, jakby z nadzieją, a Saki Moto otrzymał od nich lekkie kiwnięcia głowy pełne szacunku. Uśmiechając się w ich stronę, zaczął kierować się do kapitana i nieokreślonego shinobi.
- Chodźcie, chodźcie, bogowie drodzy! Kompani my za dziecka, kapitan i przyjaciel, chętni do wyruszenia dawno byli. Ja żem jednak stwierdził: Nie! Tu bratnia dusza ma, prędzej czy później zawita! I jesteśta. Ha! Ich reakcja, to będzie satysfakcja! - powiedział po drodze, chcąc im jednak wytłumaczyć gdzie idą. No. To idą, czy nie idą?

Kolejność odpisu dowolna
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki:
 
Posty: 487
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 3 lip 2020, o 13:23

- Nie jestem boginią. - odparła od razu, słysząc po raz kolejny to nieadekwatne, wydumane określenie jej osoby. Poeci byli dziwni, używali absurdalnego słownictwa i widzieli świat w jakiś kompletnie inny sposób niż reszta społeczeństwa, to też nie miała zamiaru brać do siebie tego całego gadania, jacy to oni nie są boscy, no mucha nie siada, bo Kamaboko wierszem publicznie rzucił i skradł serce barda. Halo, czy to czasem nie ona powinna swatać Gonpachiro, skoro znalazł przez przypadek swoją drugą połówkę? Miała jednak wystarczająco rozumu i godności człowieka by się w to nie bawić. Zamiast tego ruszyła za Moto przyglądając się statkowi. Dość szybko znalazła kapitana, który swoją drogą wydawał jej się, przynajmniej pod względem aparycji, dość młody jak na taką funkcję. Po czym przypomniała sobie, że Kazekage Suny jest młodsza od niej samej i nagle wszystko zaczęło mieć sens i wyglądać kompletnie normalnie. Z resztą bardziej interesujący był człowiek obok kapitana. Ninja. Do tego mógłby być problematyczny, gdyby okazał się mieć złe zamiary, jednak wnosząc po reakcji reszty załogi na ich przybycie była raczej dobrej myśli. Pewne rzeczy jej jednak zupełnie nie grały. Te spojrzenia... Raczej nie tego się spodziewała wdzierając się na czyjś okręt. Sądziła, że będzie czuła się jak jakiś nieproszony gość, a tymczasem miała wrażenie, jakby wszyscy ich z jakiegoś dziwnego, niejasnego powodu oczekiwali. Słowa Sakiego nie miały szczególnie sensu. Skąd miał wiedzieć, że przybędą do tego miejsca? Dziwne. Może rzeczywiście zbieg okoliczności, albo to nie ich szukał. Nie było póki co nic, co mogłaby z tym zrobić. Sama łajba wyglądała na normalną i chociaż nie spodziewała się zagrożenia jako takiego, czuła się dość nieswojo. Niby starczyło do tego momentami jedyne towarzystwo Gonpachiro, jednak tym razem to nie było to. Teraz jednak ważniejsze było zapewnienie sobie transportu i zaakceptowanie obecnej sytuacji takiej, jaka jest. A odbiegała od tego, jak wydawało jej się, że powinna wyglądać. Ruszyła nieśpiesznie w kierunku, gdzie widziała kapitana wraz ze swoim towarzyszem - czy to idąc za Moto, czy zbaczając z wytyczonej przez niego drogi, jeśli z jakiegoś niejasnego powodu miał ich prowadzić gdzie indziej.
- Panowie wybaczą, że przeszkadzam - zaczęła przypatrując się uważne zarówno kapitanowi jak i jego kompanowi. - Nazywam się Sabataya Shuten, a to mój przyjaciel: Kamaboko Gonpachiro. Wasz towarzysz, pan Saki Moto poinformował nas, że zmierzacie do Kraju Błyskawic. Czy byłaby możliwość, byśmy na czas podróży dołączyli do waszej załogi? - chyba nie pirackiej przynajmniej. Właściwie to głównie po to chciała zerknąć na banderę. Nie, żeby miała coś do piratów, ale jednak oni byli tymi dobrymi. Z reguły. Przynajmniej teraz. Głównie jej wzrok skierowany był na kapitana tego przybytku, jednak przezorność nakazywała jej zerknąć co jakiś czas również na ninja obok niego.
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek
Tsūjtegan: 3000m w dal / 300m widzenia sferycznego
 
Posty: 330
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 4 lip 2020, o 14:08

No proszę, więc łódź którą płynąć mieli, Jagna zwała się. Ah, cóż za piękne imię dla łodzi. Pobrzmiewało w nim coś takiego swojskiego. Wdrapał się na pokład za kompanami i przyjrzał wszystkim na statku zgromadzonym. Cóż za wspaniała załoga! Te przyjaźnie! Ten duch! Na pewno byli cali podnieceni na myśl o nadchodzącej przygodzie - jaka by ona nie była. W końcu to była morska załoga, oni niczego się nigdy nie bali! Postanowił że im opowie wiersz, tak na przywitanie.-Witajcie moi mili, witajcie dobrzy ludzie. W przygodę chyżo ruszać chcę, tylko morze stoi mi na przeszkodzie. Może pomożecie? W końcu z morzem się świetnie rozumiecie. Na falach niczym po ziemi, tym pięknym statkiem mkniecie. Nie straszne wam sztormy, nie straszni piraci, boście odważni i niepokonani. Wiry i mierzeje, omija kapitan przy sterze. Bosman w dziupli wypatruje, śladu lądu lub spalenizny swądu. Kuk w kambuzie, wypcha żarciem wasze buzie. I tak wyprawa minie, absolutnie nikt na niej nie zginie. Boście odważni i niezwyciężeni marynarze, co to przeciw falom idą w kamasze!-I tak kończąc swój wiersz który wygłaszał głośno dla wszystkich pasażerów, również podszedł do kapitana. Tym razem pozwalał mówić Shuten, bo on po tym wierszu to się trochę zmęczył i musiał oddech złapać.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Takara » 5 lip 2020, o 22:04

- Zapomniane dzieje -
最強ふたり (Bakaboko Gonpachiro & Szuten Sabataya), misja B
19/?


- Nonsens, non non. - odpowiedział natychmiastowo poeta kiedy Shuten zaprzeczyła swojej boskości. Kamaboko Gonpachiro, człek artysta był bogiem w oczach człeka artysty Saki Moto. Chuunin jednak brał pod uwagę opinię czerwonowłosej, więc znaczyło to że musiała być na równym poziomie. Chyba że...
-Służąca? - zapytał nowo poznany przyjaciel idąc identycznym tokiem myśli. W końcu, królowie czasem pytali się o opinie ich podwładnych, czasem nawet zostawiając decyzję totalnie w ich rękach. Czy taki był to przypadek? Saki Moto aż zatrzymał się, wpatrując się w kunoichi i analizując prawdopodobieństwo tej możliwości. Ostatecznie, pokręcił głową i wrócił do tego co robił poprzednio. Znaczy marszu na statek, tak właśnie.
Shuten była trochę zaniepokojona reakcją załogi na ich przybycie. Czy tak reagowały normalne załogi? Z nadzieją w oczach spoglądać na nieznajomych? Na pewno nie brzmiało to jak coś typowego, a słowa poety tym bardziej nie miały specjalnego sensu. Był to jednak poeta. Sabataya znała Kamaboko wystarczająco dobrze, więc musiała doskonale wiedzieć, że trzeba brać ich z lekkim dystansem. Reakcja Gonpachiro na widok załogi jednak... well, był to Gonpachiro, nie ma co wiele mówić. Opowiedział więc im piękny wierszyk i wszyscy stali jak wryci, patrząc na niego z niedowierzaniem - co było definitywnie typową reakcją ludzi na jego talent.
- To was jest dwóch? - powiedział jeden z nich zszokowany, jednak jego słowa szybko zostały zagłuszone przez ryki szczęścia jakie marynarze z siebie wydali. Karciarze rzucili w górę karty z radości, pijacy stuknęli się kuflem i napili porządnie, a młodzieniec znoszący skrzynkę puścił ją sobie na stopię i aktualnie klęczał, przeklinając swoje szczęście z łzami w oczach.
- Bravo, bravo, drogi bracie! Dusza twa, serca załogi poruszyła. Czekali, oj jak czekali, na Twoje przybycie! Wiersze potem jednak, najzacniejsze towarzystwo musi kapitana obejrzeć wpierw! - powiedział, z radością wymalowaną na twarzy i w oczach, słysząc przemówienie Kamaboko. Nie był aż tak szczęśliwy jak wcześniej, więc chyba tym razem wiersz musiał być słabszy niż poprzedni. A może zwyczajnie wtedy tak bardzo uradował się poznaniem go. Kto tych poetów tam wie. Idąc za Saki Moto który faktycznie prowadził ich do kapitana i shinobi, mogli usłyszeć jak jeden członek załogi mówi.
- W końcu możemy się stąd zabierać. Tyle żeśmy czekali na tego jego brata, już myślałem że nigdy nie odpłyniemy z tego miejsca. - był to mężczyzna z kuflem, który wzrokiem skupiony był na swoim towarzyszu. To podrzucało Iwijczykom parę pomysłów dlaczego ich reakcja była taka a nie inna. Sami jednak musieli odkryć która z tych możliwości była prawdziwa, inaczej ich ciekawość nigdy nie zostanie zaspokojona.
W końcu jednak, dotarli do miejsca do którego tak długo dążyli. Stanęli przed kapitanem i starszym shinobi, którzy to przyglądali się im. Starzec z ciekawością, młodziak z flirciarskim uśmieszkiem. Oj nie. Wszyscy zebrani chyba wiedzieli co ten uśmieszek oznacza, jednak kapitan statku jeszcze nie odezwał się słowem. Nawet Shuten nie zdążyła, bo Saki Moto natychmiastowo zaczął ich przedstawiać... po swojemu.
- Drodzy kamraci, znalazłem! Brata, sztuką wychowanego, i jego kompankę, rozumem obdarzoną! Mój cel, osiągnięty! Przedstawiam wam, Kamaboko Gonpachiro i Shuten! - powiedział z teatralnym ukłonem, na który kapitan się zaśmiał a shinobi westchnął z uśmiechem. Po chwili jednak Saki Moto odwrócił się do młodej pary i wskazał na swoich kamratów. - Oto są oni, śmietanka tego zacnego statku! Kapitan, co nie jeden sztorm przepłynął i nie jedną bestię morską 5 razy większą od tego statku powalił, a zarazem mój najlepszy przyjaciel, Ichiwa Rei! Obok niego natomiast, zaprawiony w boju shinobi, weteran 5 wojen i zwycięzca każdej, a dla mnie, osoba tak bliska jakby moim wujem był. Doro Onimaru!
Oklasków zabrakło. Kolejne westchnięcie kapitana przerwało ciszę. Shuten powiedziała o co chodziło w międzyczasie kiedy to Saki Moto czekał na ocenę swojego dzieła. Ichiwa zwyczajnie machnął ręką słysząc jej wyjaśnienia.
-Ha! Do żadnego kraju błyskawic nie zmierzaliśmy, jednak już zmierzamy. Gdzie Saki zmierzać chcę, my za nim podążymy, droga Shuten. Nie mamy więc żadnego problemu z waszym dołączeniem do nas, wręcz jest to ratunek. Czekaliśmy tu parę dni aż ten głupek odnajdzie swoją bratnią duszę, żebyśmy z powrotem mogli ruszyć tam gdzie nas wiatr poniesie. No... tym razem mamy jakiś cel, więc to już nie do końca aktualne. W każdym razie, załoga ucieszyła się na wieść o powrocie na morze, a ja sam nie odmówię tak... zacnego towarzysztwa. - zakończył na koniec, kierując wzrok jednak nie na Shuten. Oj nie. On uśmiechał się flirciarsko w stronę Gonpachiro. Oh shit. Kiedy kapitan widocznie odleciał myślami do świata lepiej im nie znanego, shinobi przejął pałeczkę po nim.
- Załoga będzie chciała jak najszybciej wyruszyć. Nie przeszkadza wam to? Nie mamy specjalnie też dostępnych żadnych kabin, jedynie parę łóżek tam gdzie wszyscy śpią, więc wybaczcie naszą dość... surową gościnność. A, i nie jestem żadnym ekspertem 5 wojen, ale swoje widziałem. Jakbyście byli ciekawi, jestem tutaj jako prywatny ochroniarz - a także przyjaciel - tej dwójki. Nie należę do żadnej wioski. Wiem że wy shinobi lubicie takie rzeczy wiedzieć. - zakończył z uśmiechem starszy facet. No. Poznali się. Świetnie. To byli gotowi, a może pozostało jeszcze jakieś sprawy załatwić lub ustalić?

Kolejność odpisu dowolna
Prowadzję misje od D do S, fabułki i przygódki. Śmiało pisać. Tu co ludzie myślą o moim prowadzeniu

Obrazek
Main Theme Sad Theme Battle Theme
MK: Kurogane Kyōki

Prowadzone wątki:
 
Posty: 487
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 18:23
Ranga: Chūnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Sabataya Shuten » 6 lip 2020, o 13:58

Zaprzeczenie jej stwierdzenia nie było tym, czego oczekiwała i szczerze wątpiła, by w tej kwestii była w błędzie. Tymczasem Moto chyba uparcie chciał jej przypisać jakąś boskość, z którą nie miała nic wspólnego. Z drugiej strony... Służąca? Czy ona wyglądała, jakby komukolwiek tutaj usługiwała? Ściągnęła brwi patrząc na poetę żywo zaskoczona.
- Co? Nie. - odpowiedziała krótko licząc na to, że zakończy to temat. Shuten to Shuten. Żadna bogini czy służąca. Była kompletnie odrębną istotą od tych dwóch i było jej z tym dobrze. Gorzej za to z faktem, że wkroczyli na absurdalny statek z absurdalną załogą i ciężko jej było uwierzyć w to, co zobaczyła po kolejnym wierszu Gonpachiro. Czy im wszystkim na prawdę podobała się jego sztuka? Tak... Serio? Znaczy nie wątpiła, że takie osoby istnieją. Osoby doceniające kunszt Gonpachiro, ale ich ilość w jednym miejscu kłóciła się z podstawowymi prawami uniwersum. I jeszcze to całe nazywanie go "bratem". Chcąc nie chcąc spojrzała na mężczyznę z kuflem. Może za dużo wypił, może jeszcze nie, ale jakoś słowo "brat" pojawiało się wystarczająco często, by zaciekawić dziewczynę. Cokolwiek działo się na tym statku, powinna chyba nieco bardziej uważać na Gonpachiro niż do tej pory. Może nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo, ale coś w środku niej mówiło, że to nie powinno wyglądać w ten sposób i prędzej czy później mogą być problemy.
Póki co jednak należało załatwić kwestię ich podróży z kapitanem, do którego szczęśliwie dotarli bez zbędnego zbaczania z kursu. Jej próba odezwania się została jednak brutalnie przerwana przez Moto, co skwitowała ciężkim westchnięciem. Nie lubiła, kiedy jej się przerywano, a to był właśnie taki moment, gdzie jej próba odezwania się została niechybnie pokrzyżowana. Zerknęła niezadowolona na poetę, a następnie spojrzała zarówno na kapitana jak i shinobi. Zwłaszcza na kapitana. Miała złe przeczucia tak patrząc na niego. Nic jednak nie mówiła, pozwoliła dokończyć Moto swój wywód, na który zdążyła machnąć ręką jak i na wychwalanie dwójki przed nimi pod niebiosa. Nie, żeby umniejszała ich dokonaniom, ale z doświadczenia wiedziała, że artyści uwielbiają upiększać czyny innych. Ichiwa zabrał głos i ledwie, gdy to zrobił, co raz więcej elementów nie kleiło się w oczach czerwonowłosej. Jaki ratunek? I dlaczego, na miłość boską, kursem statku dyrygował poeta? I jeszcze to spojrzenie. Spojrzenie, które chyba każdy wiedział, co znaczy, a zostało skierowane na...
Oh damn...
Shuten raczej zawsze widziała siebie jako osobę opanowaną, ale żeby powstrzymać salwę śmiechu i rozbawienia, jaką zrodziła zaistniała sytuacja, to potrzebowała dodatkowych pokładów silnej woli. Zdążyła jedynie uśmiechnąć się złowrogo nim chrząknęła powstrzymując się tym samym od wszelakich komentarzy, które pchały jej się na język. Karma, jak nic. Tak się kończy swatanie ludzi wbrew ich woli, a Shuten nie zamierzała robić nic, by zaradzić jakoś tej nietypowej sytuacji. Cóż, miłość nie wybiera. Tylko gdzie jej popcorn na drogę? Śmieszkowanie musiała jednak zostawić na trochę później. Shinobi zastąpił kapitana w dalszym dialogu, który wysłuchała widocznie w dobrym humorze.
- Dopóki shinobi nie ma złych zamiarów, nie ma dla mnie znaczenia jego wioska. To co, obecnie się liczy, to by bezpiecznie dopłynąć do celu. - nie byli jakimiś bucami z ANBU, a nie przypominała sobie, by jakkolwiek wioska była na ścieżce wojennej z Iwą. Najgorzej jakby był Nukeninem, ale tak jak mówiła - dopóki mają wspólny cel i nie zamierzają podkładać sobie nóg, to nie robiło to większej różnicy. - Im wcześniej wyruszymy tym lepiej. Warunki też nam nie przeszkadzają. Zgaduję, że są i tak lepsze niż jakbyśmy mieli spać w dziczy. - w ogóle podróż statkiem brzmiała absolutnie lepiej niż przedzieranie się na piechotą przez kilka krajów. Albo nawet dorożką. Prosta droga, morska bryza, jedyne zagrożenie może istnieć co najwyżej za burtą. Idealnie.
- Nie jestem pewna, czy mój towarzysz przyda się do czegokolwiek więcej niż do zabawiania załogi - co z jakiegoś absurdalnego powodu mu się udawało - jednak gdyby była potrzebna jakaś pomoc przy statku to można na nas liczyć. - w sumie nie wiedziała, co się robi na statku tak dokładnie. Jakieś rzeczy mogła nosić. I tyle? W każdym razie głupio było płynąć na czyjś koszt jak jakieś darmozjady, jeszcze złe imię sprowadzą na Kamień czy coś. W każdym razie no... W drogę?
MK: Chousokabe Shouko | Gashi Yakuri
Obrazek
Tsūjtegan: 3000m w dal / 300m widzenia sferycznego
 
Posty: 330
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 14:16
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Miasto portowe

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 7 lip 2020, o 17:12

Bogini? Służąca? Wszystko w ustach poety zamieniało się w piękne porównania i określenia. Albowiem kto oprócz artysty mógł rozumieć to jakim tokiem podąża rozum pełen sztuki? Niemniej, dziewczyna nie zgodziła się z tymi określeniami i Kamaboko wiedział dlaczego - nie mniej, uważał że nawet pasują. Nawet chciał coś w tej kwestii dodać od siebie, wiadomo, ale nie było mu to dane, bo jednak porwały go inne czynności i wydarzenia dnia dzisiejszego. Potem określono go bratem Coto, no i w sumie była to prawda. Byli braćmi. Braćmi poezji! Braćmi sztuki! Byli jak... jak... kasztan i żołądź! Jak Gruszka i Jabłko! Jak ryba i kurczak! Rozłączni, ale wspólni, tacy właśnie byli. Niezrozumiali, chociaż siebie rozumieli. Ciężko tak, nie być przez większość osób w pełni zrozumiałym, a jednak poeta, dusza czysta, brat! On rozumiał. On widział to co kryło się pod powłoką słów. Widział to, co widziały oczy Gonpachiro - piękno tego świata i każdej zamieszkującej go istoty! Albo nie. Bo nie którzy poeci pisali przecież o smutku. I to też było spoko. Nawet Gonpachiro miał taki etap w swym życiu, co to pisał smutne wiersze... ale to dawno temu było. W sumie też nie bardzo pamiętał dlaczego, chyba się jakaś tragedia wydarzyła. Na przykład upadło mu jajko, albo miska z ramenem. Przedstawiony, raz jeszcze ukłonił się załodze, uśmiechając do nich serdecznie i radośnie. Zapowiadała się wspaniała podróż, pełna poezji i sztuki. Ah, jak żałował że nie było z nimi Doritos-senseia i Hejażaby. Oboje byli wielkimi fanami twórczości Kamaboko. Zamiast tego była tylko Gluten, która tak średnio chyba lubiła wiersze. Ale co się dziwić, kiedy biedaczka nie zaznała w swym życiu miłości? Eh, trzeba ją szybko zeswatać bo na zawsze pozostanie głucha na wiersze Kamaboko. Miłość odmienia ludzi i tak samo wierzył, iż ta może odmienić Shuten. Dodać jej skrzydeł! No i na koniec przyszła część zapoznań. Poznał więc wielkiego nindże Bonimaru i jego służącego Iczikawe!-Oczywiście że się przyda! Mogę przecież opowiadać wiersze!-A to nijak nie było to samo co zabawianie załogi, oj nie! Mowy motywujące, w postaci wierszy! To było coś! Słyszał jak jakiś poeta z Konohy nazywał to chyba "Kouczingiem". "KO"
od Konohy i "Uczing" od jakiegoś wielkiego klanu, cholera tam wie. I Kamaboko posiadł potężną sztukę Kouczingu i teraz umiał kouczować swą poezją. Był gotów nieodpłatnie właśnie takiej roli się jeszcze na statku podjąć.-Miło poznać wielki nindżo Bonimaru-I uścisnął rękę nindży.-Wielkie twe czyny, wielka twa chwała, lecz na pewno w porównaniu do Hejażaby i Doritosa trochę mała. Nie przejmuj się jednak nic, niech twe serce się nie łamie, widzisz tą karocę za statkiem?-Pokazał na morze-Jak się postarasz, jak w siebie uwierzysz, to będzie twoja!-Kouczing w swej najlepszej formie. Potem uścisnął dłoń drugiego ziomka-Choć rola twa mój drogi Iczikawo mniejsza niż Bonimaru, to wierzę w ciebie iż zrobisz to w czym jesteś dobry! Poprowadź ten statek, tam gdzie żaden wcześniej go nie poprowadził. Pod skrzydłami mej i mego brata poezji pofruniem do celu a na koniec, w każdej karczmie będą śpiewać o twoim i Bonimaru talencie-Rozrysował mu to ruchem dłoni po niebie. Tak będzie.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 02:52
Ranga: Chūnin

Następna strona

Powrót do Tsuchi no Kuni - Kraj Ziemi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników