Ruiny zasypane śniegiem.

Kraj Żelaza jest jedną z największych potęg tej części świata. Ze względu na ich siłę oraz odmienną kulturę kraje shinobi postanowiły odseparować się od tej krainy i nie podejmować działań militarnych ani politycznych związanych z Tetsu no Kuni. Kraj ten nie posiada shinobi, zamiast tego siłą militarną kraju są samurajowie. Dowodzi nimi Generał, lider stacjonujący wraz z armią w górach Sanrō, które utożsamiane są z tą krainą.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 31 lip 2016, o 18:09

Obrazek

Gdzieś między szczytami gór Tetsu no Kuni leżą pozostałości po dawno opuszczonym już mieście. Ścieżki prowadzące do tych ruin zostały już dawno zapomniane z prostej przyczyny, nikt o zdrowych zmysłach nie miał powodu, by zapuszczać się na te niebezpieczne tereny. Kręte górzyste ścieżki zasypane śniegiem nie zachęcały by przecierać je ponownie. Uważano, że żyją tam tylko dzikie zwierzęta i miano rację do czasu pojawieniem się dwójki Shinobi z kraju Ognia. Było to bezpieczne miejsce z dala od cywilizacji, gdzie założyli prowizoryczny czasowy obóz. Kilka domków postawionych za pomocą techniki Mokutonu miały chronić nie tylko przez zimnem, ale i odszukaniem ich obecności za pomocą sensorycznych zmysłów.


Spoiler:





Drużyna wpierdolu miała dać sobie kilka dni na przemyślenia, ustalenia jak będzie wyglądał ich krótki powrót do wioski i spotkanie się z Hokage. Nie można było takich akcji przeprowadzać bez planu, choć on akurat wydawać się mógł prosty. Hiraishin Takeru zapewniał im ominięcie wioskowej bariery i dostanie się do środka wioski w mgnieniu oka. Pytanie tylko, czy Cień Liścia będzie w ogóle w nastroju do rozmów. Khe-khe, Kuro gdy o tym myślał, to miał przeczucie że Sensei i tutaj nie będzie przebierał w środkach i po prostu zmusi go spojrzeniem.
W tym momencie nawet najlepsza znana Senju terapia zwana jedzeniem nie pomagała ze stresem. Albo był to niefortunny zbieg okoliczności, że jego wuj akurat jemu powierzył takie zadania pomimo przeszkód, jakie stały na jego drodze. Ogoniaste bestie, Ruda nosicielka jednego z nich i on, zakała rodziny Senju. W tym tkwił chyba cały sekret, bo niewielu z rodziny posiadało takie wrodzone umiejętności jak on. Choć teraz wolałby ich nie posiadać i nie mieć problemów.
-Ech.. - Westchnął wstając z maty i patrząc na obiad, który leżał nietknięty od kilku godzin i na którego nie miał ochoty. Nawet trening był lepszym pomysłem od siedzenia w ciszy, choć to robił chyba nieprzerwanie od kilku lat. Chcąc, czy nie chcąc przeszczepione Doujutsu ćwiczył gdy tylko otwierał powieki. I nie bez rezultatów, bo już prawie w ogóle nie odczuwał ubytku chakry, czy swobodnie przechodził ze zwykłego trybu na ten, którego umiejętności były jeszcze dla niego tajemnicą, ale oczy wyglądały dużo ciekawiej.
Postanowił wyjść z domu i się przewietrzyć. 'Może jak trochę się poruszam na świeżym powietrzu, to zgłodnieje' - pomyślał chcąc złapać za kant przesuwnych drzwi, by je uchylić. I w tedy się to stało.. Nie czując żadnego oporu zanurzył dłoń w drewnie, jakby on sam, lub same drzwi były hologramem. Kolejną niezwykłą rzeczą było to, że z jakiegoś dziwnego powodu wiedział, jak nazwać to, co zobaczył.
-Ka-mui? - Zapytał sam siebie i cofnął dłoń z powrotem. Dziwne, tak jakby od zawsze znał tę nazwę, ale przypomniał sobie o niej dopiero teraz. Z trudem opanował się, by nie wydać z siebie debilnego okrzyku i znów spróbował nowej sztuczki tym razem chcąc przejść cały przez ścianę i o dziwo - udało się.
-TAKERU! - Krzyknął, by zawołać senseia siedzącego w sąsiednim drewnianym domku.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Uchiha Takeru » 31 lip 2016, o 23:15

Takeru leżał w prowizorycznym, drewnianym domku ukrytym przed wzrokiem zwykłych śmiertelników w ruinach jakiegoś miasta. Wpatrywał się tępo, w jeden losowy punkt na suficie, pogrążony w swoich myślach. Myślał o wszystkim co go w życiu spotkało, co muszą zrobić i mocą którą niedawno odkrył w swoich magicznych oczach. Nie mówił jeszcze o niej nic swojemu uczniowi, to była obosieczna broń. Zawsze kiedy używał tych technik jego oczy bolały, jakby ktoś wbijał mu w nie igły. Mimo to moc jaką otrzymał była naprawdę ogromna. Czarne, niegasnące płomienie amaterasu, będą jego asem w rękawie, bronią po którą będzie sięgał jedynie w ostateczności. Jego myśli ponownie wróciły do rodzinnej wioski i do wyprawy którą skrupulatnie zaplanował. Spodziewał się że nie będzie to miła wizyta, Hokage na pewno nie da im informacji ot tak, bez żadnego problemu. Pewnie będą musieli go do tego zmusić, a więc również przedrzeć się przez jego obstawę i większość sił wioski. Krew będzie lała się po ulicach, wolał tego uniknąć ale obawiał się że nie będzie takiej możliwości. Jednak nie dręczyły go żadne wątpliwości lub wyrzuty sumienia, tego zbędnego...czegoś pozbył się już dawno temu. Moralność nie istniała w dzisiejszym świecie, on po prostu dostosowywał się do miejsca gdzie przyszła mu żyć. Nagle jego przemyślenia przerwał krzyk jego ucznia. Skoro tak się darł to na pewno musiał chodzić o coś ważnego. Natychmiast teleportował się do niego wyciągając, jednocześnie kunai będąc już gotowym do walki. Widząc jednak że żadnego zagrożenia nie ma, spojrzał tylko na niego jak na idiotę i zapytał:No i po co się tak wydzierasz?Myślałem że ktoś nas zaatakował.
 
Posty: 397
Dołączył(a): 27 lut 2016, o 21:44
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 31 lip 2016, o 23:34

Takeru nie wybiegł rozsunął drzwi i nie wbiegł z domu. To po prostu nie było w jego stylu. W zamian pojawił się koło Kuro w jednej chwili używając ninjutsu czaso-przestrzennego. Nie miał uradowanej miny, możliwe że został wyrwany z jakiejś ważnej czynności, bądź po prostu, miał nadzieję że Kuro wyczuł kogoś w pobliżu i będzie mógł się trochę rozerwać. Prawda jednak wyglądała zupełnie inaczej. Senju nie wiedział od czego zacząć. Od początku? Od końca? Ta druga opcja wydawała się jakoś bardziej sensowna. Przecież nie zacznie opowiadać o tym, że miał właśnie wyskoczyć na trening, bo Uchiha chyba by go wyśmiał. Tylko jak wytłumaczyć coś tak dziwnego?
-Umiem przenikać przez przedmioty. - Wypalił prosto z mostu odwracając się w jego stronę, a mistrz mógł zobaczyć niestandardowy wzór na jego źrenicach. To trochę jak powiedzieć, że wyciąga króliki z kapelusza, choć w świecie w którym przyszło im żyć, oraz klany z których pochodzili dawało szansę na zaistnienie takiej sytuacji.
-Ech.. Trudno to wyjaśnić, ale wydaje mi się, że to zdolność mojego prawego oka. - Raczek taka było. To bardziej w tym oku czuł przepływ chakry. Ale mógł tak stać i pieprzyć głupoty bez końca.
-Patrz. - Dodał szybko i przełożył rękę przez jego tors po ponownym skupieniu chakry.
-Zajebista sprawa, trochę jakbym przy kontakcie z przedmiotami pojawiał się w innym świecie. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć, ale tak czuję, jakby mnie tu wcale nie było. - Sam do końca tego nie rozumiał, ale może sensei wiedział coś więcej na ten temat.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Uchiha Takeru » 1 sie 2016, o 22:33

Przenikanie przedmioty, nie spodziewał się takiej umiejętności u swojego ucznia. W zasadzie ciężko było mu w to uwierzyć, ta technika wydawała mu się zbyt zaawansowana żeby w ogóle była możliwa. Jakim cudem Kuro, mógł nagle, bez żadnego treningu nauczyć się czegoś tak trudnego i potężnego. W jego przypadku o treningu nie było mowy, więc w pierwszej chwili pomyślał że coś mu się przewidziało albo po prostu z niego żartował.
Przenikać przez przedmioty?-zapytał sceptycznie, spoglądając na Kuro żeby upewnić się na pewno musi on serio. Po usłyszeniu wzmianki o jego prawym oku, natychmiast włączył swojego sharingana żeby się o tym przekonać. Kuro miał rację, dokładnie widział skupiającą się w jego oku chakrę. Wyglądało na to że jego oczy posiadają inne umiejętności niż jego. Kiedy nagle, ręka młodego Senju przeleciała przez jego tors przypomniał sobie że już widział podobną technikę, nie miał jednak pewności.
Hmmm.Widziałem już podobną technikę, jednak ona różniła się trochę od twojej. Podczas jednej z misji widziałem jak urwała komuś rękę. Wyglądało to jakby na ręce pojawił się wir, a chwilę później wciągnął jej część nie wiadomo gdzie. Wygląda na to że to też była umiejętność Mangekyou sharingana. Spróbuj coś takiego zrobić na jakimś drzewie czy kamieniu.-powiedział po dłuższym zastanowieniu.
 
Posty: 397
Dołączył(a): 27 lut 2016, o 21:44
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 1 sie 2016, o 23:53

Niedowierzanie Sensei'a było zupełnie zrozumiałe. Sam w to nie wierzył, ale nie chciał się teraz obudzić z tego snu, w którym robił coś, co wywoływało zaskoczenie na twarzy Takeru. Uchiha dopiero po odpaleniu Doujutsu i upewnieniu się, że to, co widzi nie jest żartem wywołanym Genjutsu uwierzył, że to dzieje się na prawdę. Wrażenia bezcenne, co? Ale Kuro pamiętał, jaką cenę płaciło się za dziwny wzór na oczach. Wysoka cena za niezwykłe umiejętności? No tak, bez poświęcenia czego nie można było uzyskać niesamowitej siły. Sharingan trochę oszukiwał tę zasadę, bo pozwalał pominąć trening technik, ale Mangekyou Sharingan było zupełnie z innej ligi.
-Znaczy się.. - Przez chwilę zastanawiał się po wyjęciu już ręki z ciała towarzysza. Próba wizualizacji tego, co powiedział nie przychodziła łatwo, bo to po prostu wydawało się hm.. Głupie. W końcu jednak dość sceptycznie nastawiony do pomysłu starszego i urodzonego jako Uchiha postanowił podjąć się zadaniu.
-Tamten? - Powiedział wskazując palcem na kamień oddalony o kilkanaście metrów po czym znów skupił chakrę w prawym oku próbując tego dziwnego triku. No tak.. To nie mogło się udać. By wyładować zażenowanie bez namysłu machnął ręką, by uderzyć pobliską ścianę, tym razem nadwyrężając drugie oko, jakby tak samo jak prawe miało uchronić go od uderzenia. 'Ała..' - Szepnął, ale nawet nie skupiał się na bólu dłoni. Bardziej na oku, za które zaczęło piec. Ale prócz nieprzyjemnego uczucia było coś jeszcze. Iluzja dziwnego, odrealnionego miejsca, nie to nie była iluzja.
-Daj mi chwilę, z tym okiem zawsze miałem problemy. - Dodał szybko i dał sobie chwilę, by odsapnąć i spróbować ponownie. Gdy ból był już do zniesienia znów uaktywnił Mangekyou lewego oka i tak, jak to wcześniej powiedział Takeru głaz zniknął wessany do tajemniczego świata. Po mimo sukcesu chciało się powiedzieć 'nie chcecie wiedzieć co ja lubię, do prostych to nie należy'.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Uchiha Takeru » 2 sie 2016, o 15:08

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to że sharingana Kuro posiada taką samą umiejętność jak ten należący do Kenjiro. Mógł przenikać przez obiekty i wsysać je, nie wiadomo gdzie. Nie miał pojęcia co tak naprawdę stało za tą dziwną techniką i niestety nie miał jak tego sprawdzić. Teraz wszystko zależało od Kuro, musiał metodą prób i błędów w pełni opanować i zrozumieć swoją nową moc. On już nad swoją zapanował jednak nie mógł jej używać dlatego postanowił przemilczeć fakt że jego oczy skrywają więcej niż wcześniej się spodziewał.
Więcej niestety nie mogę Ci tutaj pomóc. Musisz sam to opanować, moje oczy nie posiadają takiej mocy.Daj mi znać jak skończysz.-powiedział i zaczął powolnym krokiem iść w stronę drewnianego domku, nie chcąc dalej stać na mrozie. Musiał jeszcze dopracować szczegóły ich planu który musiał zostać wykonany z chirurgiczną precyzją.
 
Posty: 397
Dołączył(a): 27 lut 2016, o 21:44
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 2 sie 2016, o 22:41

Początkowa euforia wywołana odkryciem zdolności, jakie dawało prawe oko szybko opadła za sprawą potężnego bólu. Właśnie on skłaniał do zaniechania prób nad pracą lewym okiem, choć rezultaty były niesamowite. Chwilę przecierał zamknięte oko, jakby to miało w czymś pomóc, nie zwracając uwagi na Takeru, który w końcu się odezwał. Jego słowa nie były tym, czego się spodziewał, co chciał usłyszeć. Prawdziwe w nich wydawało się tylko to, że musiał sam przysiąść nad opanowaniem nowych zdolności, cała reszta wydała się kłamstwem, chyba że wzrok Senseia jeszcze nie wykazał do tej pory nic, co odróżniało go od standardowego Sharingana. Albo prawda leżała zupełnie gdzie indziej. Mógł być to ból, jak i zarówno to, o czym wcześniej myślał. Cena jaką zapłacił za posiadanie Mangekyou był on sam, więc nie było się czym chwalić.
Kuro spojrzał, jak Takeru odchodzi, aż w końcu zamyka drzwi do swojego domu. Olał go? W tej sytuacji możliwe, że zachowałby się tak samo, więc wolał mu nie przeszkadzać i zająć się swoimi sprawami. 'No to się przewietrzyłem' - pomyślał, gdy zimny wiatr zawiał mu prosto w twarz. Nie był typem, który do treningów przykładałby się na poważnie, ale dzisiejsze nowinki przynajmniej pozwoliły na chwilę zapomnieć mu o nerwach. Nie było potrzeby stać na mrozie, więc ruszył w stronę swojego budynku, by znaleźć się w największym jego pomieszczeniu. Powrót na ziemię po chwilowej ekstazie nie był tak bolesny. Mangekyou Sharingan budził pewną nadzieję, że nie zawsze będzie zdany na swojego mistrza i w końcu się usamodzielni. Tylko nie to lewe oko, na dziś miał dość bolesnych zabaw. Prawe to co innego, nawet nie miał pojęcia dlaczego nie boli i dużo przyjemniej się nim pracowało, ale odkrycie tej tajemnicy pewnie miało przyjść z czasem.
Ćwiczenia jakie wykonywał nie były żadną nowością, nawet porozstawiał sobie przeszkody. Nie po to, by je omijać, ale popracować nad przenikaniem. Szybko zrozumiał, że w ten sposób można uzyskać całkowitą odporność na jakiekolwiek obrażenia, te które można zadać ciału, jak i przedmiotom, których dotykał. 'Rozpłynąć' coś miejscowo, albo w całości, masa doświadczeń, jakie uzyskał treningiem utwierdzały go w przekonaniu, że gdzieś musi się kryć to, czego dotknąć nie można. Wpadł nawet na pomysł, iż patrzenie na oddalony przedmiot powoduje ten sam efekt, ale pierwsza próba rzutu kunaiem wyprowadziła go z błędu, ale było coś jeszcze czego nie próbował. Wiązało się to być może z bólem, ale pokusa była zbyt duża, by nie podjąć się wyzwania. Wyjął kolejny kunai i metodą lewego oka, chciał się go pozbyć.. Kilka razy w te i z powrotem, aż wpadł na pomysł teleportować się samemu.

Obrazek

Wylądował na kompletnym odludziu. W ponurym świecie, którego architekt nie miał za grosz wyobraźni. Pustkowie wypełnione mnóstwem betonowych kloców przypominało stanie na dachu wieżowca w centrum jednego z nowoczesnych miast. Nic zachęcającego? Przeciwnie! Kuro widział w nim piękno wolności, swobody i mnóstwa możliwości. Nie były to jego pierwsze wrażenia, dopiero gdy chciał stąd uciec odkrył, że może wrócić do każdego miejsca w 'prawdziwym świecie' które znał. Czuł, że nie ma przed nim żadnych granic, czy dzięki Hiraishinowi Takeru czuł się podobnie? W obu technikach były podobieństwa i różnice. Najważniejszym było by, nie wybrzydzać, a cieszyć się z tego, co się ma. Ciężko było też oczekiwać, że Senju nie postanowi zwiedzić świata Kamui, przynajmniej nie sprawdzić, czy nie napotka jakiś anomalii w schemacie do którego łatwo było przyzwyczaić oczy. Czy napotka na las, pustynię, czy wodospady? Wątpił w to, bo ta czasoprzestrzeń różniła się od normalnej.
Nie trudno było więc po wycieczce dostrzec coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało, jak sterta śmieci. 'Zwoje z technikami?!' - pomyślał, gdy już przykleił łapki do rozłożonych rulonów. Bez wątpienia nie były to skradzione z biblioteki miejskiej zwoje do których każdy miał dostęp. Nazwy pewnych technik rozpoznawał, gdyż sam Takeru ich używał, ale nie one przykuły najbardziej jego uwagę. Kontrakt ze zwierzęcym paktem chyba ciężej było spotkać niżeli z zakazaną techniką. Albo młodzieniec miał to szczęście, że żył w śród ludzi, którzy nimi szastali. Skorzystanie kiedyś z niego było dobrym pomysłem pamiętając co robiły tygryski mistrza. No i oczywiście to coś.. Problemów z odczytaniem zapisków na kamieniu nie miał żadnych. Nie zdawał sobie nawet sprawy, że bez posiadania Sharingana nie dałby rady tego zrobić, a właśnie jego tajemnice. Część z nich brzmiała zbyt egoistycznie, by uznać je za prawdę. Dlaczego niby, skoro Senju i Uchiha pochodzili od wspólnego przodka, to właśnie ten drugi klan miałby być faworyzowany? Meh, trzeba było zastanowić się co zrobić z tą wiedzą, ale były również rzeczy, które wiele wyjaśniały. Psucie się z użytkowaniem Mangekyou Sharingana zatrzymywane przez geny z którymi się urodził, w końcu kolejna forma, jaką był Eien o podobnym działaniu po samą możliwość kontrolowania ogoniastych bestii.. Tego wszystkiego było za dużo, jak na jeden dzień i trzeba było się z tym po prostu przespać. Ktoś, kto zostawił te wszystkie skarby miał w tym jakiś cel.

C.D.N

Spoiler:
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 3 sie 2016, o 22:44

Zachować tylko dla siebie, czy ukryć przed światem? Czy to nie to samo? Ale, czy robiło to różnicę, skoro teraz on był w ich posiadaniu? Tylko z jednego zwoju nie mógł odczytać co zawierał, nic dziwnego bo kompletna noga był w Fuuinjutsu, ale kiedyś nadrobi zaległości. No i prawdopodobnie były to przedmioty, o których utracie mówił jego sensei. Jeśli będzie miał życzenie je odzyskać, to Kuro nie widział w tym problemu. Mogło to jednak zaczekać, choć pewnie ucieszyła by go dobra nowina, to nadal wiązało się to z Kamui, po pokazaniu którego po prostu go spławił. Czy był to celowy ruch, by Senju własnymi siłami opanował Mangekyou?
Po powrocie na 'ziemię' postanowił jednak opowiedzieć o tym, czego się nauczył i co znalazł. Pominął tylko na razie kamienną tablicę, ale tylko z prostego powodu, by nie zaprzątać senseiowi głowy i móc z nim o czymś porozmawiać. W jego głowie pojawił się pomysł na mniej ryzykowne wejście do Konohagakure. Praktycznie prócz sprawdzenia, czy zostaną agresywnie potraktowani nic nie tracili. Bądź co, bądź ten aspekt wyprawy do samego osiągnięcia celu pozostanie i tak niewiadomą. Można rzec, że plan był doskonały. Nikt z nich nie mógł ucierpieć i robić masakry w obronie własnej, a to dla Senju było najważniejsze.
Po przedstawieniu pomysłu, jak nie zrobić kupy na własnym podwórku oboje postanowili podjąć próbę. Znaczy się Kuro miał to zrobić, gdyż obecne pokłady chakry przez pałętającego się gdzieś po Oto klona nie pozwalały na większe wiraże.
-To lecę, życz mi miłej zabawy. - Rzucił z uśmiechem i zniknął w wymiarze Kamui.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Uzumaki Kiyomi » 13 sie 2016, o 19:46

Jeszcze trochę... Tak, teraz tylko spróbować wyprostować nogi... Jeszcze odrobinkę... W ten właśnie sposób Kiyomi mocowała się z samą sobą, by utrzymać się na nogach. Za każdym razem musiała zmuszać nie tylko własne ciało, ale również swoją podświadomość do takiego wysiłku. Bo przecież ziemia była taka chłodna, a jakby się nawet odpowiednio ułożyć, mogłaby być nawet wygodna... Mogłaby na niej nawet zasnąć. Słowa wypowiedziane nieznajomym jej głosem były dla niej obojętne, nie zrozumiałą ich, nie zwróciła na nie uwagi. Wsunęła dłoń pod materac, by wyciągnąć stamtąd jedyny tak naprawdę cenny w tym miejscu przedmiot - jej portfel. To w tym właśnie momencie, stało się coś zupełnie niespodziewanego, niezrozumiałego. Ten drugi człowiek, ten który przyszedł tutaj z Kuro, zaatakował go, wyciągnął miecz, gotowy do ataku. Czerwonowłosa wpatrywała się w tę scenę pełnym dezorientacji spojrzeniem. Głód wciąż nie pozwalał jej na logiczne myślenie, wciąż sprawiał, że widziała to wszystko tak, jakby była za czwartą ścianą, jakby nie była tego wszystkiego uczestniczką, w zwolnionym tempie, każdy gwałtowny ruch aktorów tego spektaklu, wywoływał u niej zawroty głowy. A przecież to właśnie z jej powodu było to całe zamieszanie. Całe starcie trwało jednak tylko kilka sekund, mimo, iż dla niej było o wiele dłuższe, a ich dynamiczne ruchy, rozmyte. Gdy nieznajomy padł bezwładnie na ziemię, nie zareagowała. Dźwięki oddziaływały na nią zupełnie tak, jakby znajdowała się pod wodą. Były przytłumione. Nie potrafiła wyczytać z ruchu ust czarnowłosego, co do niej mówił. Dopiero gdy wyrzucił z pomieszczenia tamtego blondyna, a następnie rozrzucił po pomieszczeniu kunai, zrozumiała, co chciał zrobić. A niech wysadza. Nie widziała jednak, jak jej więzienie zostaje zniszczone. Nie dano jej tej satysfakcji. Zamiast tego poczuła, jak jakaś nieznana siła wsysa jej ciało, wykręca, wciąga. To uczucie było dla niej całkowicie nieznane, nowe.


Znaleźli się na jakimś bloku. Jego powierzchnia była... Nijaka. Nie potrafiła określić, czy była zimna, czy też ciepła. Nie potrafiła również określić tego, czy panował tutaj chłód, czy też czy było gorąco. Jeśli jednak miałaby się skłonić do którejś z tych opcji, wybrałaby tę pierwszą. W obu wypadkach. Blok ten był matowy, o barwie grafitu. Nieboskłon zaś czarny, pozbawiony gwiazd, jakiegokolwiek światła. A jednak widziała doskonale wszystko to, co ją otaczało. A otaczały ją setki, a może tysiące kopii bloku, na którym siedziała. Prostopadłościany o różnych rozmiarach. Nie wiedziała, gdzie ją zabrał, lecz najważniejsze było dla niej to, że była z dala od tamtego koszmaru. Czułą się, jakby zeszło z niej całe tamto zepsute powietrze, jakby stała się zupełnie inną osobą. Nie była jednak taka sama jak wcześniej. To, przez co dotąd przeszła, na stałe ją zmieniło. Na gorsze, czy na lepsze? Ciężko było stwierdzić. W tym momencie, nie potrafiła tego określić. Powoli powracała do niej trzeźwość umysłu, mimo iż wciąż była zakłócana nieziemskim głodem i zmęczeniem. Patrzyła, jak jeden Kuro zostaje wsysany przez drugiego. Nie dziwiło ją to. Nic nie potrafiło jej w tym momencie zdziwić, w końcu znajdowała się w innym wymiarze. Albo co najmniej, w innym kraju.
- Dziękuję - odparła szczerze, słabiutkim głosem, gdy czarnowłosy chłopak usiadł obok niej. Tak... Dawna ona nie powiedziałaby tego tak łatwo. Na jej wychudzonej twarzy pojawił się upiorny uśmiech, który psuł cały ten efekt. Była jednak wdzięczna swemu wybawcy. W otaczającej ich, pustej przestrzeni zagrzmiało, a może bardziej... Zaryczało. Ciężko bowiem było zidentyfikować donośny dźwięk wydobywający się z brzucha czerwonowłosej.

Obrazek
Spoiler:

Główne konto
 
Posty: 304
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 21:55
Ranga: Genin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 14 sie 2016, o 21:02

W końcu jedna przygoda zakończyła się, by druga mogła się rozpocząć. Pierwsza ważna samotna misja Kuro uwieńczona sukcesem napawałaby go dumą, gdyby nie czerwonowłosy wrak człowieka przed nim. Udało mu się postawić dziewczynę do pionu, by mogła usiąść o własnych siłach, a sam spoczął koło niej mając mnóstwo rzeczy do powiedzenie, ale jej stan raczej nie pozwalał na długie pogawędki. Chociaż nie zabrakło temu wszystkiemu dobrego humoru, który dopisywał młodzieńcowi, bo po jej pierwszym słowie wystawił rękę i nacisnął delikatnie jej nos.
-Podziękowania zostaw na później. Jeśli masz ochotę, to po prostu mnie uściskaj. - Osoba żyjąca w całkowitej izolacji i zamknięciu potrzebowała trochę ciepła, przynajmniej tak mu się wydawało, więc nie powstrzymywał się przed przytuleniem dziewczyny, którą miał otoczyć opieką. Pozostawały pewne wątpliwości, czy postępuje słusznie, bo z relacji, jakie mu przekazano wynikało, że jego zachowanie może nie zostać pozytywnie odebrane.
-Brzuch się odzywa, co? Napędziłaś mi niezłego strachu, teraz to cały Liść będzie za nami ganiał. Zjemy coś może przed wyjaśnieniem wszystkiego? - Rzucił masując ją po plecach i chyba nie czekał na odpowiedź, bo przeniósł ich przy pomocy Kamui od domku, w którym teraz rezydował. Pewnie gdyby zobaczył teraz teczki, które dostał od Hokage nie kładłby dziewczyny, by się trochę przespała, ale nie dawał jej spokoju swoimi opowieściami, które związane były z jego rodziną i nim samym, ale to musiało jeszcze trochę poczekać.
-Masz jakieś szczególne zachcianki? Kobiety w ciąży takie miewają.. - Rzucił żartem, który miał powiązanie z ich pierwszym spotkaniem kładąc ją na macie. Teraz musiał podzielić się nowinkami z Takeru i wspólnie podjąć z nim decyzję odnośnie kolejnych ruchów, ale przed tym spełnić życzenia ich nowego gościa.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Uzumaki Kiyomi » 14 sie 2016, o 21:53

Zanim jeszcze jej żołądek postanowił o sobie w dosyć donośny sposób przypomnieć, czarnowłosy chłopak zrobił coś jeszcze. Coś, czego, jak daleko sięgała pamięcią, nigdy wcześniej nie uświadczyła. Przytulił ją. Dlaczego? Dlaczego to zrobił? Nie wiedziała. Choć było to przyjemne. Z jakiegoś powodu, właśnie tego teraz potrzebowała. Z jakiegoś powodu, on wiedział, że tego potrzebowała. Tak długo żyła w odosobnieniu, tak długo była naprawdę samotna, że teraz, potrafiła docenić jego obecność. Mimo, iż przez krótką chwilę, wpatrywała się zszokowana w przestrzeń za jego ramieniem, w końcu uśmiechnęła się na tyle na ile potrafiła, by położyć na moment głowę na jego ramieniu. Teraz, z perspektywy czasu, zaczynała żałować, że odtrącała tamtych wszystkich ludzi. Zdała sobie bowiem sprawę z tego, że to nie tylko oni ją od siebie odrzucali, ale też ona ich. Wmawiała sobie, że każdy chciał ją wykorzystać, że nikt nie robił tego bezinteresownie. Nie wiedziała, czy miała rację. Może i tak. Ale teraz już jej to nie obchodziło.
- Jeeeść - stęknęła z nutką zniecierpliwienia, zamykając na moment oczy. Nie potrzebowała teraz wyjaśnień. Była niewyobrażalnie głodna. Nie zdawała sobie nawet sprawy jak bardzo, dopóki nie znalazła się z dala od jej więzienia. Tak bardzo, że nie obchodziło ją nawet to, gdzie teraz przebywali.


Gdy otworzyła oczy, zdała sobie sprawę z tego, że nie znajdowali się już w tamtym dziwnym miejscu, a w jakimś pomieszczeniu. Wyjątkowo pustym pomieszczeniu, ale jednak. No ale czy to ważne? Była przenoszona w oka mgnieniu pomiędzy wymiarami. I co z tego?
- Jeeeść - odpowiedziała mu jedynie, nie zwracając zbytnio uwagi na rzucony przez niego żart. Jej prośba była chyba jasna jak słońce. Kiedy Kuro położył ją na macie, rozłożyła się na niej plackiem, czekając na swój posiłek. Nie czuła się tak beztrosko od... Właściwie to kiedy? Chyba nawet w rodzimej wiosce, w Kraju Mrozu, nie uświadczyła takiego mentalnego komfortu.



Obrazek
Obrazek
Spoiler:

Główne konto
 
Posty: 304
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 21:55
Ranga: Genin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 15 sie 2016, o 20:32

Kiedy decydował się wziąć Kiyomi pod swój dach nie spodziewał się, że będzie to zajmowanie się wrakiem człowieka. Nie było co ukrywać, Uzumaki była w opłakanym stanie, a robota nie była prostą ochroną, jaką nie raz przyjmował, a opierała się w dużej mierze o poprawienie jej stanu zdrowotnego. 'No tak, czego mogłem się spodziewać po tak dużym entuzjazmie dziadka. Przynajmniej wydaje się mieć apetyt. Trzeba coś poszukać, bo jeszcze mi tu zejdzie.' - przez moment przyglądał się jej, gdy mamrotała pod nosem prosząc o jedzenie i zastanawiał się, co podaje się takim osobą, jak ona. Ostrego kebsa mógł wybić sobie od razu z głowy, a wizja napychania ją papkami dla dzieci była mocno uwłaczająca, nie tylko dla niej, ale i on czułby się z tym źle. Mina Takeru również będzie bezcenna, gdy tylko zobaczy kogo przyprowadził. W sumie, nie wiedział, czy najpierw ją ogarnąć, a później przedstawić, czy zrobić to od razu.
-Ech, dobra. Zaraz coś przyniosę. - Rzucił znikając, by pojawić się przy jednej ze znanych mu restauracji. Nawet jeśli go tu rozpoznał tym lepiej dla niego. Pokazywanie się w odległych okolicach od miejsca zamieszkania zwodziło łowców głów, którzy szukali nie tam gdzie powinni.

-Jestem. - Powiedział wracając do domu z reklamówką pełną termicznych pojemników. Sam gotować nie potrafił i musiał zadowalać się jedzeniem na wynos. O to, czy Czerwona będzie wybrzydzać się nie martwił, po tych konserwach widzianych pod mostem powinno jej smakować.
-Proszę, a ja rozpakuję prezenty. Nie poznałaś jeszcze Takeru? Zaraz go zawołam, tylko się posil. - położył przed nią siatkę, a sam usiadł i wyciągnął dokumenty, które otrzymał od Hokage. Niby nic szczególnego się tam nie znajdowało, akta kilku jednostek, które mogły nosić miano wybitnych nie pomagały w odkryciu czym były ogoniaste bestie. W oczy rzucał się jednak pewien powtarzający się element. Nazwisko Uzumaki, oraz czerwonowłose kobiety. Jedną z nich była nawet jego pra-pra-pra.. Babka. Nawet nie zdziwiło go to, że była żoną Pierwszego. Kojarzył ją ze zdjęć rodzinnych, ale nigdy nikt nie wspominał, że była posiadaczką bestii. Było też jeszcze coś, każdy z nich miał mieć w sobie dziewięcio-ogoniastego demona.
-Aż dziwne, że dziadek tak słabo dbał o salonową gwiazdę. Panno Uzumaki, nie chwaliłaś się wcześniej swoim nazwiskiem, bo tak się nazywasz? Wygląda na to, że wioska upodobała sobie takie dziewczęta, jak ty. - mówiąc to wyciągnął przed nią kartki z dwoma pierwszymi Jinchuuriki wioski liścia. Był dość rozbawiony nowym odkryciem, czego nie ukrywał. Był ciekawy co może łączyć Kiyomi z nimi prócz koloru czupryny, ale nie miał ochoty teraz robić przesłuchania, bo nie po to dziewczyna się tu znalazła, nie było to chyba teraz tak istotne.
-To żona pierwszego Hokage, a to czwartego. Tego chyba nie uczą w akademii, jedną z nich kojarzę, bo to moja rodzina. Chyba nawet ci się nie zdążyłem przedstawić. Nazywam się Senju, to akurat pewnie dobrze kojarzysz. To ta rodzina, na której widok wszyscy biją uszami o wannę z zachwytu. Może poza mną, mnie akurat woleliby widzieć martwego, przynajmniej co poniektórzy. Nie ma co ukrywać i się wstydzić. W ślady przodków nie poszedłem, opowiedz lepiej, co skłoniło tego starego pryka, by rzucić cię pod most. - Uśmiechnął się szyderczo, jakby był dumny ze swoich dotychczasowych osiągnięć i sięgnął po jedno z pudełek z jedzeniem.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Uzumaki Kiyomi » 15 sie 2016, o 21:46

Gdy Kuro wspomniał o tym, że zaraz coś znajdzie, sama Kiyomi wciąż mamrotała pod nosem, domagając się jedzenia. Początkowo, nawet nie zauważyła, że czarnowłosy chłopak "wsiąknął" w powietrze, używając przy tym jednej ze swoich dziwacznych technik. Dopiero gdy zdała sobie sprawę, że było dosyć podejrzanie cicho, uniosła wzrok, by zdać sobie sprawę z tego, że już go nie było. To było naprawdę dziwne... Jeszcze godzinę temu była zupełnie sama, była wrakiem człowieka porzuconym w jakiejś rupieciarni, nie myślącym nawet o przyszłości, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej przyszłość miała być dokładnie taka sama jak dnia poprzedniego. Była bez żadnych perspektyw, marzeń, celów, poza tym najbardziej instynktownym i prymitywnym - przetrwaniem. Teraz wciąż była wrakiem, lecz przybycie Kuro sprawiło, że znów zakiełkowała w niej nadzieja, że uruchomiła się u niej ta część umysłu, którą sama, dla własnego dobra, podświadomie uśpiła. A co ważniejsze, którą uśpiła dużo, dużo wcześniej. Nie była już tak zgorzkniała, potrafiła to stwierdzić nawet teraz, leżąc w pomieszczeniu domu, którego położenia nawet nie znała.


Gdy przestrzeń przed nią zawirowała - i to dosłownie, wzrok Kiyomi przeniósł się niemal natychmiast z samego Kuro, na trzymane przez niego torby. Gdy położył je przed nią, jej oczy zaświeciły jakby otrzymała największy podarunek pod słońcem. Woń jedzenia sprawiała, że do ust napływała jej ślinka, a żołądek, jeszcze bardziej donośnie domagał się posiłku. W błyskawicznym tempie wręcz rzuciła się na jedzenie, otwierając wszystkie pojemniki na raz i nie wiedząc nawet od czego zacząć, biorąc wszystkiego po trochu. Po trochu? Chyba garściami! Na pytanie o jakiegoś Takeru, pokręciła jedynie głową, pochłonięta nadrabianiem utraconych kalorii - zupełnie tak, jakby chciała przybrać na wadze po tym jednym posiłku. Choć w sumie, to było całkiem prawdopodobne. Kompletnie też nie zwracała uwagi na zajęcie Kuro, dopóki się nie odezwał. Zajęta właśnie była połykaniem całej kulki ryżowej, gdy ten wspomniał coś o jej nazwisku. Jej twarz raptownie przybrała fioletowo-czerwony kolor. Nie dlatego, że się rozzłościła, czy zawstydziła, a dlatego, że kulka ugrzęzła jej w gardle. Uderzyła się kilkukrotnie w mostek, by przełknąć jedzenie.
- Uzu-co? - wykrztusiła w końcu, gdy zdołała złapać powietrze - Co masz na myśli? - dodała, trzymając właśnie w dłoni kolejną kulkę ryżową. Że niby była jakaś wyjątkowa? Że pochodziła z jakiegoś klanu? Że ten tego i tego? Pamiętała, że jej brat miał na tym punkcie obsesję, mówił, że byli wyjątkowi, że ich klan był wyjątkowy. Ale ona tego klanu nigdy nie widziała. Nie przypominała sobie, by ktokolwiek poza ich dwójką był ich rodziną, nie znała też swoich rodziców. brała to wszystko za jakąś jego wyssaną z palca obsesję. A teraz wychodziło na to, że miał w pewnym stopniu rację. No ale nie miała też żadnych nadzwyczajnych umiejętności. Co niby znaczyło, że wioska upodobała sobie takie dziewczęta? Że niby w wiosce byli inni "Uzumaki"? Od razu spojrzała na podsunięte przed nią kartki. Uzumaki Kushina, Uzumaki Mito. Obie miały identyczne włosy, jakby się tak przyjrzeć, to może odnalazłaby w ich twarzach jakieś podobieństwo. I obie były powierniczkami Lisiego Demona... Zupełnie tak jak ona. Wszystko zaczynało nabierać sensu. To dlatego jej brat zapieczętował w niej dziewięcioogoniastego. Musiał o tym wiedzieć. Ale skąd? W sumie, to nie było teraz istotne. Istotniejsza była ta kulka ryżu którą trzymała w dłoni i którą miała zamiar spałaszować.
- Fieszo fyszę - odpowiedziała mu żartobliwie na wspomnienie o Senju. Tak, słyszała o nich, byli jakąś tam elitą, ale nie miała z nimi nigdy żadnej styczności. Pytanie brzmiało, co takiego zrobił Kuro, że naraził się wiosce i klanowi. Ale to miałą odłożyć na później. Wzruszyła ramionami na ostatnie pytanie.
- Chsiał mie uchryś - przełknęła jedzenie - Chciał mnie ukryć - powtórzyła, bez jakiegokolwiek przekonania. Nienawidziła Hokage za to, co z nią zrobił. Nie potrafiłaby mu tego wybaczyć nawet pomimo tego, że wiedziała, że krył ją przed shōgunatem. Bo nawet shōgunat nie trzymałby prawdopodobnie jej w takich warunkach - Shogunat chciał mnie złapać - dodała, gdy nagle zamarła - To ty wiesz? - spytała, jakby dopiero to sobie uświadamiając. No tak, bo z jakiego innego powodu by ją uwolnił?

Obrazek
Spoiler:

Główne konto
 
Posty: 304
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 21:55
Ranga: Genin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Senju Kuro » 18 sie 2016, o 18:49

Kiyomi łapczywie i bez żadnych manier pochłaniała kolejne dania, gdy Kuro sklejał kolejne zdania, by i ona zaskoczyła i powiedziała coś, co mogłoby być przydatne. 'To bez sensu, ona nic nie wie.' - pomyślał, gdyż nie wyglądało na to, że coś zataja przed nim. Zaabsorbowana jedzeniem wykazywała się jednak podzielnością uwagi, więc mógł do niej bez obaw mówić i zostać wysłuchanym. A trzeba było wyjaśnić kilka spraw, prędzej czy później podobna rozmowa i tak musiała się odbyć.
-Wiem i myślę, że i ty powinnaś wiedzieć o kilku rzeczach. Zacznę od tego, że w Liściu żyje sporo dobrze życzących ci osób. Mówiłaś, że nikt się o ciebie nigdy nie troszczył, a po prostu tego nie widziałaś. Wioska była w stanie poświecić zaskakująco dużo, jak dla kogoś z poza niej. Potraktowali cię jak jednego ze swoich, jak nie lepiej. Ryzykowanie dobra ogółu dla jednostki nie jest w zwyczajach Shinobi. Będąc w samym centrum ciężko czasem ocenić sytuację i jeśli uważasz, że robili to dla Bijuu, to sądzę że się mylisz. Gdyby cię chcieli wykorzystać nie pozwoliliby ci opuścić Konohy. Nie mi należą się podziękowania, bo nie zostałaś porwana, Hokage pozwolił ci samej zdecydować, czy chcesz zostać, czy pójść ze mną. Ta mała szopka pod mostem miała tylko oczyścić go z podejrzeń, gdyby twoja tożsamość została ujawniona, a mnie obarczyć winą. - Nie byłą to odpowiedź na proste pytanie, czy w ogóle wie, ale otwierała ten temat. Kuro westchnął i nim zaczął kontynuować wziął szybki, kolejny kęs i zaczął mówić nie czekając na kolejne wybuchy agresji, które już poznał.
Nie mówię tego, by pokazać go w jak najlepszym świetle, dziś miałem z nim pierwszy kontakt od kilku lat. Odkąd opuściłem wioskę raczej nie wpadam na popołudniową herbatkę do jego gabinetu, więc nie jest to coś, co zlecił mi uważając mnie za zaufaną osobę. Ale przypadkiem chyba nie jestem.. Mój wuj starał ci się pomóc. Jeszcze przed tym, jak został pochwycony przez siły Shoguna i zginął, dołożył starań, by mnie odnaleźć i poprosić o dokończenie jego życiowego celu. Dla tak dumnego człowieka musiała być to całkowita utrata godności.. Rokudaime był zachwycony, gdy o tym usłyszał. Wydawało mi się, że zwietrzył w tym interes więc stanowczo powiedziałem, że nie masz co liczyć na moją pomoc. I tak właśnie trafiłaś tutaj. Ani przez moment nie zawahał się z podjęciem tej decyzji. - Senju wstał biorąc swoją porcję i zaczął iść w stronę drzwi, by stanąć przed nimi i odwrócić się ponownie do Kiyomi.
-Dzisiejszy dzień dał mi straszną lekcję. Ty też powinnaś się zastanowić, czy emblemat na opasce której nosiłaś coś dla ciebie znaczy. Muszę zostawić cię na chwilę samą, idę powiedzieć Takeru, że wróciłem. Masz czas, by zająć się sobą. Jesteś u siebie, więc się nie krępuj. Jak masz ochotę wziąć kąpiel, to jeden z budynków osłania źródła termalne, jeśli nie dasz rady sama, to pomogę ci później. Weź coś z moich ubrań na zmianę, nie mam nic innego. I nie oddalaj się bez potrzeby. - Powiedział i wyszedł z pomieszczenia.

Czekało go kilka kroków na mroźnym powietrzu, by znaleźć się u Sensei'a. Możliwe, że już się niecierpliwił, jego przedłużającą się nieobecnością. Nie był pewny, czy zostawienie Uzumaki samej, to dobry pomysł, ale miała się nauczyć tutaj samodzielności, więc nie było mowy o siedzeniu i pilnowaniu jej.
-Wróciłem. - Otworzył drzwi i pomachał zdobycznymi teczkami, by zakomunikować, że wszystko poszło pomyślnie.
-Ech, poszło lepiej niż myślałem.. Pamiętasz tę dziewczynę, którą podejrzewałem? To ona i jest tutaj. To strasznie zagmatwana historia, dałem jej chwilę, by się ogarnęła. Lepiej zajrzyj do dokumentów, które przyniosłem. Mam okropne profilowe w Bingo. - Rzucił żartem nim Uchiha zdążył się odezwać, a po tym papiery trafiły do jego rąk.
-Jestem wykończony i nie mam ochoty na opowieści, może tak genjutsu? - Zaproponował, by nie plątać języka a pokazać to, co widział na własne oczy.
Obrazek
 
Posty: 636
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 01:57
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Re: Ruiny zasypane śniegiem.

Postprzez Uzumaki Kiyomi » 18 sie 2016, o 22:58

Słysząc, co Kuro miał jej do powiedzenia, Kiyomi początkowo skrzywiła się, gdy po raz kolejny usłyszała tę samą śpiewkę. No właśnie, początkowo... Bo był to jedynie jej stały nawyk, jej instynktowna wręcz reakcja, którą wpoiła sobie dawno temu. Teraz jednak, zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że w jego słowach było dużo sensu. Skoro wioska chciała jej mocy, to dlaczego ją wypuściła? Teraz, jak wracała pamięcią do tamtej mglistej już, pomimo tego, że tak bliskiej, przeszłości, uświadomiła sobie, że tamta walka wyglądała na zaaranżowaną scenę, wskazywały na to nawet ich słowa. To tak jakby Hokage dobrowolnie postanowił ją wypuścić. Teraz, jak tak się zastanawiała, to pamiętała tamtego blondyna. Był ze staruszkiem wtedy, gdy musieli uciekać z Otogakure. Był jego ochroniarzem, albo kimś w tym rodzaju. Jak teraz tak o tym myślała, to zaczynała zdawać sobie powoli sprawę z tego, gdzie tak naprawdę był jej dom... Dom podarowany jej przez przywódcę, a nie klatka, nie więzienie, najprawdziwszy dom. Dostała od wioski wszystko, a przyszła do nich z niczym. Nie potrafiła sobie również przypomnieć żadnego momentu, w którym zostałaby wykorzystana do jakichś celów. A było ku temu mnóstwo okazji - gdyby wypuścili ją, gdyby uwolnili lisa wtedy, kiedy nadeszli samurajowie, to najprawdopodobniej by wygrali. A przynajmniej tak sądziła, jeśli moc która w niej drzemała rzeczywiście była tak ogromna. Nie zrobili tego. Dlaczego? Odpowiedź przychodziła do niej sama. Bo chcieli ją chronić. Wciąż jednak nie potrafiła wybaczyć Hokage tego, jak ją potraktował, gdzie ją zamknął. To uświadomienie przyniosło za to jej dodatkowe poczucie pustki, poczucie, że straciła swój dom. Ale dlaczego ON jej pomógł? Ta odpowiedź również po chwili została jej podana. Tym razem padła z ust Kuro. A więc to tak... A więc zrobił to tylko dlatego, że jakiś jego wujek ją chronił. Nie wiedziała o kim w tym momencie mówił. Miała to w nosie. Nie wiedziała teraz, czy powinna być mu wdzięczna, czy go przeklinać. Czuła jednak, jak wzbiera w niej złość. Poczuła ukłucie gdzieś w klatce piersiowej, a dotychczasowe szczęście błyskawicznie z niej wypłynęło. Dla samego Kuro mogło to ukazać się w postaci czerwonych, zwierzęcych oczu, oraz trzech kresek, niczym wąsików, na obu policzkach.
- Czyli zrobiłeś to tylko z poczucia obowiązku, tak? - odezwała się ze złością, choć jej głos brzmiał teraz bardziej jak zwierzęcy warkot - Zadanie wykonane i teraz mnie wypuścisz? Bo w końcu nie mam co liczyć na twoją pomoc? - czując nowe pokłady siły, które nie miały zbyt wiele wspólnego z posiłkiem, kopnęła ze złością pusty pojemnik po ryżu - A to, to co to było? - warknęła. Mimo, że przybrała cechy lisiego demona, wciąż całkowicie nad sobą panowała. Była tylko wściekła na Kuro, ona po prostu... Nic. Siadła na macie, patrząc z nieskrywaną złością na chłopaka. Czekała na jego odpowiedź.

Obrazek
Spoiler:

Główne konto
 
Posty: 304
Dołączył(a): 12 mar 2016, o 21:55
Ranga: Genin
Specjalna Ranga: Jinchūriki

Następna strona

Powrót do Tetsu no Kuni - Kraj Żelaza

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników