Ostoja

Tereny lasów sąsiadujących z Konohagakure no Sato. Shinobi wykorzystują je często w celach treningowych, czy też do prywatnych spotkań.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 5 sty 2015, o 04:26


Ostoja:

Obrazek
"Ostoja" jest polaną, oddaloną od Ukrytej Wioski w Liściach o pięć kilometrów drogi. Charakterystycznym elementem w otoczeniu tego miejsca jest fragment betonowej rury, który niewiadomym sposobem znalazł się tutaj wpasowany w ziemię i obrośnięty wokół przez trawy oraz kwiaty polne. Idealna atrapa ławki, a zarazem schowek na różne szpargały. Nikt po za Gurenshiddem oraz osobami, które on poinformuje nie wie o tym miejscu.

Gurenshiddo Massai zwykł tu przychodzić, by trenować w pojedynkę, ale ileż też można trenować w samotności? Polana z pojedynczymi krzewami, samotnymi drzewami, blokami skalnymi, tu i tam rozrzuconymi gołymi połaciami ziemi, oraz oczywiście wielką zakopaną rurą betonową, była idealnym miejscem do ćwiczeń, jak i ucieczki od rzeczywistości. Zewsząd otaczały to miejsce rzędy drzew, przylegających do lasów Konohagakure. A jakieś -dziesiąt metrów na wschód od "Ostoi" przepływała rzeczka. Jeśli akurat Gurenshiddo nie bierze się tutaj za trening, to panuje tu spokój, słyszalny jest śpiew ptaków, szelest liści i traw, oraz cichy śpiew wiatru. Nocą zaś idzie tu usłyszeć znacznie wyraźniej niż gdziekolwiek indziej grę świerszczy.

Postacie znające lokację: Massai Gurenshiddo, Sarutobi Jūshiro [NPC].
Ostatnio edytowano 23 paź 2018, o 17:52 przez Gurenshiddo, łącznie edytowano 5 razy
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 5 sty 2015, o 17:22

Dotarłszy do "Ostoi" z całym swoim inwentarzem Gurenshiddo usiadł na grzbiecie zakopanej betonowej rury i zaczął się rozpakowywać.
Gitarę ubraną w czarny futerał oparł o ściankę, gładki półokrąg wystający nad powierzchnią ziemi. A w zagłębieniu rury schował swój plecak, wypożyczone z Akademii bokkeny oraz resztkę szpargałów, które tu dotaśtał. Trochę szkoda, że Aiko nie przyszła po niego, ale jeszcze ten czas pewnie nadrobią. W sumie i tak nie wiedział ile miał na nią czasu czekać, o której godzinie minąłby ten czas oczekiwania, ale oczywistym było, że nie mógł czekać w nieskończoność. Wczorajszego dnia ich entuzjazm chyba zanadto przykrył precyzyjność, co do wyznaczonego spotkania.
"Jeszcze to doszlifujemy..." uśmiechnął się z rozbawieniem, był pewien, że jeśli Aiko przyjdzie do jego mieszkania i go nie zastanie, to zrozumie, że nie mógł już dłużej czekać. Może brzmi to dosyć przykro, albo nawet oschle, ale trening był bardzo ważną rzeczą.
Przez krótką chwilę spoglądał na słońce wiodąc swoje myśli po niebie. Słońce świeciło jasno i napawało go energią, siłą potrzebną do działania. Już był najwyższy czas by zacząć!

Biegłość: Ostrza Krótkie

Jako pierwszy pochwycił bokken o kształcie wakizashi, mimo, że broń była drewniana, wyczuł od razu różnice w samym wyważeniu broni, jeśliby ją przyrównać do kunajów i próbując swój chwyt na imitacji wakizashi zamachnął się kilka razy. Od razu stwierdził, że musi poprawić uchwyt, dopracować nieznacznie ustawienie swoich nóg i popracować nad krokami. W walce bronią sieczną, nie liczyła się wyłącznie siła posiadana w ręku, ale chyba przede wszystkim zgrane ruchy. Tak więc też, Gurenshiddo z namysłem przez kilkadziesiąt pierwszych minut trenował nie tyle co ruchy rąk, ale i nóg, przy użytku drewnianego ostrza.
Gdy dostatecznie opanował swoją koordynację z bokkenem w ręku, chłopak pobiegł na jakiś czas w las i niczym taki pięcioletni szczeniak z patykiem w ręku, nie przerywając biegu, zaczął okładać drzewa i gałęzie, połączył to z elementami akrobacji, oraz skakaniem i bieganiem po drzewach. Wszystko, byleby jego nadgarstek i ciało zgrało się z płynnymi ruchami ostrza.

Biegłość: Ostrza Długie

Gdy wrócił zadowolony z rezultatów swojego treningu z krótkim bokkenem, odstawił je w cień betonowej rury i sięgnął po dłuższe drewniane ostrze. Przez bite dwie minuty ważył broń w ręku, czując narastającą niepewność. Nie był pewien, czy będzie w stanie dostatecznie opanować ostrze imitujące katanę. Broń była cięższa, tego nie dało się ukryć.
Stanął na środku polany na szeroko rozstawionych nogach i chwycił bokken oburącz. Tak było lepiej. Znacznie łatwiej. Wpierw zaczął wykonywać zamaszyste ruchy, niczym samurajowie na filmach. Z wielką uwagą kładł nacisk na pchnięcia, pracę swoich stóp i ciężkość broni, wraz z każdym wymierzanym zamachem i pchnięciem, czuł jak siły z jego ramion powolutku uchodzą. Westchnął cicho, ale nie mógł się poddać. Zdwoił swoje wysiłki, zaczął coraz szybciej ciąć powietrze, aż w końcu zaczął improwizować i wyprowadzać mniej standardowe cięcia jednorącz. Nie posiadał wielkiej siły, był wątły i raczej słabowity, ale wiedział, że odpowiednio wykorzystując siłę impetu może nawet przeważyć w walce. Z rozmysłem przyłożył ostrze broni blisko swojej piersi, w miejscu gdzie rozwarł otwartą lewą dłoń i ustawił się w pozycji gotowej do ataku. Wykorzystując siłę prawego ramienia oraz napierając na ostrze bokkenu lewą dłonią, też był w stanie uzyskać lepszy impet. Pod warunkiem, że nie będzie używać broni obosiecznej. Trenował jeszcze pół godziny, aż w końcu mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa i musiał zrobić przerwę.
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 5 sty 2015, o 17:54

Sięgnął do swojej torby i wyciągnął schludnie i bezpiecznie zapakowany kawałek szarlotki, którą upiekła mu Aiko Yamanaka.
Ze smakiem spałaszował swoją porcję, oglądając przy tym chmury. Bez dwóch zdań, przy następnym spotkaniu będzie musiał podziękować Aiko za wypiek i koniecznie zachwalić jej smakowitą robotę. Uśmiechnął się wesoło i przez kilka minut, po prostu się lenił.
Był taki dzień w Akademii, że miał okazję przekonać się jaki jest mu przypisany żywioł. Były do tego potrzebne, te specjalne kwadratowe karteczki. Chłopiec z dużym wysiłkiem skupił podówczas swoją czakrę na takiej właśnie karteczce i z niedowierzaniem patrzył jak się podówczas spaliła na jego oczach. Płomień był piękny, a teraz przyszła pora by go ujarzmić.

Bakufū
Chłopak stanął w bezpiecznej odległości od drzew i skupił się. Pierwsza technika Katonu jaką musiał opanować polegała na przemianie wydychanego powietrza w ogień. Żeby to zrobić, potrzebował wyjątkowej koncentracji, wiedział, że jest w stanie osiągnąć sukces. Ułożył dłoń przed ustami i wciągnął głęboko powietrze. Wdech i solidny wydech. Wyrzucił z siebie powietrze, próbując przetworzyć czakrą skumulowany tlen w ogień. Za pierwszym razem mu nie wyszło. Dziwne, nigdy nie miał problemów większych problemów z ujarzmianiem czakry, więc czemu miałby je mieć teraz?
- Co jest? - mruknął do siebie zdziwiony. Zamknął oczy, odetchnął. Może był zbyt rozproszony? Może czegoś zapomniał?
Ponownie złożył dłoń przy ustach i wziął głęboki oddech. Nabrał powietrza głęboko w płuca, mógłby pęknąć, albo się zaraz rozkaszleć. Teraz, albo nigdy! Wydmuchnął intensywnie powietrze i przeistoczył je w strumień płynącego w powietrzu ognia. Zaraz też skierował głowę ku górze, by przypadkiem nie podpalić żadnych roślin.

Jeszcze przez kilkanaście minut próbował nowo opanowanej techniki, tym razem ustawiając się tak by niczego na pewno nie podpalić. Gdy stwierdził, że opanował umiejętność w dostateczności, ponownie zrobił sobie przerwę. Tym razem jednak, była ona znacznie krótsza.
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 5 sty 2015, o 18:08

Chwilę gapiąc się w niebo, zastanawiał się, czy nie można znaleźć innego zastosowania dla Katonu po za typową ofensywą. Na pewno istniała możliwość, by inaczej korzystać z tej elementarnej czakry. Dał na moment odpłynąć swoim myślom, a potem podniósł się z betonowego oparcia i przeszedł do działania.

Kasai Iki
Opanował już dwie techniki Katonu, Bakufū i Bakuhatsu, obydwie wymagały od niego tego samego. Aby złożył dłoń przed ustami i zmienił swoją czakrą wydychane powietrze, na różne formy. W przypadku Bakuhatsu miał do czynienia z energią sięgającą dalej, choć słabiej, w przypadku Bakufū zaś z czystą siłą, na małym polu rażenia. Następna technika, którą miał zastosować była wyższa rangą i chociaż zaczynała się tak samo jak dwie poprzednie, to kondensowała płomienie w wąskiej, szybkiej fali o destruktywnej sile rażenia. By opanować tą technikę potrzeba było znacznie więcej koncentracji i starannej kontroli czakry. Można rzec, że pomimo coraz większego zmęczenia, jego trening dopiero teraz się rozpoczął.
Złożył dłoń przed ustami już któryś raz z rzędu tego dnia, skupił się na przepływie czakry i wciągnął powietrze głęboko w płuca. Wiedział już jak wytworzyć płomień, teraz musiał nadać mu odpowiedni kształt, ta technika na pewno pozwoli mu na dalsze formowanie ognia podług swojej woli w technikach, jeśli tylko tego zapragnie i jeśli teraz nie nawali.
Wydmuchnął powietrze, przeistaczając je w płomień, ale zbyt rozlegle. Zbyt słabo. To nie było Kasai Iki. Jeszcze nie.
Mijały kolejne minuty i Guren podejmował kolejne próby. Raz wyszło mu Bakufū, raz wyszło coś na pograniczu Bakufū, a Kasai Iki, ale nie udało mu się osiągnąć czysto tej jednej techniki. Chciał już zrezygnować, poczuł, że zaczyna się frustrować.
Wraz ze zdenerwowaniem przeszło go dziwne przeczucie, przystawił dłoń do ust, wydmuchnął zebrane powietrze dając się ponieść temu dziwnemu odczuciu.
"Tak...!"
Wąski strumień ognia, który z groźnym rykiem wydobył się z jego ust stanowczo był efektem udanej techniki Kasai Iki.
Wykonał technikę i walnął się na trawie zaśmiewając szalenie. Udało mu się! Musiał jeszcze trochę doszlifować technikę.

Gōkakyū no Jutsu
Gdy podniósł się z ziemi, spoważniał i odetchnął kilka razy. Następna technika, miała być podsumowaniem wszystkich dotychczas opanowanych przez niego umiejętności. Takie zwieńczenie wszystkich jego ostatnich wysiłków. Skupił w sobie czakrę i w pełni skoncentrowany na zadaniu zaczął składać pieczęci.
Wąż → Tygrys → Małpa → Dzik → Koń → Tygrys
Czuł jak energia przepływa przez niego, gdy zbiera ponownie powietrze w płucach i przystawia w tradycyjnym już geście dłoń do ust, wydmuchnął ognistą pożogę, która zaczęła w powietrzu formować się w ogromną kulę ognia. Technika ta pozwalała ponoć kontrolować kierunkiem i wielkością pocisku, tak więc spróbował chwilę swoich sił by unieść pocisk w górę, oraz wygasić pocisk w powietrzu drastycznie zmniejszając jego rozmiary. Z trudem udało mu się. Był na dobrej drodze.
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 5 sty 2015, o 21:52

Rozłożył się leniwie znowu kontemplując chmury i regenerując swoje rezerwy czakry. Był w swoim żywiole, forsujący do granic możliwości swoje umiejętności, byleby tylko osiągnąć pożądany rezultat. Odetchnął w panującej wokół ciszy i spokoju, aż tu nagle rozległ się w jego głowie bardzo mu bliski głos:
"Hej Guren! Ha, widzisz? Już umiem telepatię!" wyraźnie słyszał szczery entuzjazm w wiadomości mentalnej od Aiko Yamanaki. I nic w tym dziwnego, on sam był dumny ze swojej przyjaciółki, coś takiego na pewno ułatwi im w przyszłości koordynację, no i może lepiej dopilnują swoich spotkań. "W każdym razie słyszałam, że Hokage ma dla nas jakąś misję rangi C, więc posiedzę w domu i pouczę się jeszcze kilku klanowych technik... W końcu będę mogła czymś się popisać!"
Gurenshiddo uśmiechnął się bardzo szeroko i powiódł swoją własną myśl, zupełnie nieświadomy tego, że to jest myśl zwrotna.
"Kochana Aiko, wiedziałem, że musiała mieć jakiś ważny powód! Cud dziewczyna, ha!"

Biegłość: Przewodniki Czakry
By opanować kolejną technikę, musiał jeszcze perfekcyjniej kontrolować czakrę i umieć ją przekierowywać. Pamiętał banalnie prosty trening polegający na unoszeniu liścia w Akademii, ale teraz miał zrobić coś zupełnie innego. Coś, co miało być wstępem do następnej techniki.
Wyciągnął kunai ze swojej torby biodrowej i siedząc na betonowym siedzeniu skupił się wpierw na tętniącej wewnątrz niego czakrze. Czuł ten 'drugi puls' wyraźnie, skoncentrował się próbując przelać energię na broń. Zastygł tak, na długie minuty, próbując ujarzmić siłę ognia, na zupełnie nowej dla niego płaszczyźnie. Po czterech minutach ślęczenia nad bronią, tą otoczyły łagodne pasma płomieni, jeszcze nieintensywne, jeszcze niezabójcze.
"Dobrze, nie rozpraszaj się, jesteś na dobrej drodze..."
Zintensyfikował swoje starania i zamknął oczy, wyłączył wszystkie zmysły, po za tymi potrzebnymi mu do wykonania zadania.
Kunai otoczyły intensywne płomienie. Gurenshiddo otworzył oczy i utrzymał w ryzach tą energię, kolejne minuty spędzał nad dostrajaniem czakry przelanej na broń, redukując, lub intensyfikując siłę płomieni. Udało mu się.

Kumo-Ryū Kaengiri
Odłożył kunai do torby biodrowej i sięgnął po raz kolejny po bokken imitujący katanę. Po intensywnym treningu, otoczenie bokkenu ognistą energią nie było trudne, a i wiedział już jak to zrobić, żeby nie wypalić drewnianej broni. Odszedł od betonowego siedliska i poszukał w okolicy zapiaszczonego gruntu, cały czas mając baczenie na otaczającą drewniany miecz energię, wystarczyłby moment nieuwagi, a ten mógłby spłonąć. Póki elementarna czakra otaczała przedmiot, ale go nie pochłaniała wszystko było w porządku. Znalazł w końcu otoczenie, bardziej sprzyjające ognistej technice i w skupieniu zamachnął się śląc skoncentrowaną falę ognia przed siebie. Kolejny sukces w poszerzaniu swoich możliwości. Zamachnął się jeszcze kilka razy, kumulując swą czakrę w broni.

I na tym etapie, oficjalna część treningu się skończyła. Gurenshiddo przysiadł na swoim betonowym siedzisku, schował cały asortyment bojowy i w końcu sięgnął po swoją gitarę. Wydobywszy ją z futerału, pieszczotliwie szarpnął struny i zamknął oczy, gdy gitara wydała paskudny jęk. Nareszcie miał pożądaną chwilę, by ją dostroić. Po kolei grzebał przy gryfie i sprawdzał dźwięk wydawany przez każdą strunę. Gdy te napięły się w odpowiednim stopniu i zaczęły wydawać czyste dźwięki, Guren zebrał swoje manatki i z gitarą w ręku ruszył do domu. Po drodze niosła się przez lasy muzyka i śpiew.


[z.t.]
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 25 lip 2015, o 20:23

Utsusemi no Jutsu
Opuściwszy Wioskę Ukrytą w Liściach, Gurenshiddo Massai radośnie prowadził ukochaną Aiko do "Ostoi". Po zejściu z głównego traktu wskoczył pomiędzy drzewa i wyszczerzywszy zęby do swojej kochanej z całym swym rynsztunkiem skierował się w kierunku charakterystycznej polany znajdującej się pięć kilometrów od Konohy, już po drodze na miejsce zagadnął do towarzyszki swojego życia z dozą ekscytacji w głosie:
  - Pamiętasz jak za podróżniczych czasów z Sensei'em i Kyasem, rozdzieliliśmy się i spotkaliśmy tego typka, co przed nami uciekał? - coś w jego oczach błyszczało intensywnie. Wiedziała, że zaraz się rozgada: - Myśleliśmy wtedy, że używał jakiejś zaawansowanej techniki dzięki której mógł być w kilku miejscach maskując swą obecność, a tak naprawdę to była bardzo prosta technika umożliwiająca przenieść głos, trochę tak jak brzuchomówstwo ale na lepszą skalę.
Technika Pustej Skorupy Cykady pozwalała mu zrobić dokładnie to, co powiedział. Mógł przenieść swój głos nawet na bardzo daleki dystans i zmylić w ten sposób chociażby jakiś regularny pościg wroga. Złożył pieczęć Barana i przystawił czubki wyciągniętych w pieczęci palców do ust. Skoncentrowany przystanął na chwilę i zagwizdał odwracając się w kierunku Aiko, a raczej za plecami Aiko wcelowany w jedno z drzew. Coś się udało osiągnąć, ale był to rezultat daleki od pożądanego. Odgłos gwizdania rozległ się pomiędzy Gurenem, a jego lubą. Skoczył dalej, kontynuując podróż i składając pieczęć, co rusz próbował zagwizdać patrząc to w prawo, to w lewo. Nim dotarli na miejsce zdążył opanować tą technikę i nakierowawszy ją w kierunku ukochanej Yamanaki, z dalekiej odległości wprost do Jej ucha:
  - Kocham Cię... - jego głos brzmiał elektryzująco, a sam Gurenshiddo był pełen satysfakcji, że znalazł wygodny pretekst, by móc ponownie powiedzieć czułe słowo do swojej dziewczyny.

Dotarli na miejsce. Chłopak z zadowoleniem odkrył, że przestrzeń w której lubił przebywać się szczególnie nie zmieniła. Tu i ówdzie kolorowe liście zdobiły trawę, która swoją drogą urosła. Fragment betonowej rury jak był, tak był. Cały czas wkomponowany w otoczenie robił za idealny schowek oraz ławkę. Chłopak natychmiastowo zdjął gitarę w futerale oraz plecak układając je we wnętrzu wystającej częściowo ponad ziemią wnęki. Następnie przyciągnął ukochaną do siebie i złożył pocałunek na jej czółku, a następnie spojrzał się na Nią z wielkim uśmiechem. Zapomniał już, że po za treningiem chciał z Nią tutaj jeszcze porozmawiać o Oto Kanki. Położył dłoń na Jej głowie i zagadnął:
  - To jak, od czego zaczynamy?
Jego oczy błysnęły w znajomy sposób, dziewczyna wiedziała, że oznacza to tylko tyle, że szuka jakiegoś wyzwania, którego razem mogliby się podjąć. Może sparring w trakcie nauki nowych technik? A może coś innego? Uśmiechnął się szeroko do granic możliwości, najszerzej jak tylko potrafił - kochał przebywać z Aiko, każda jego cząsteczka uwielbiała tą dziewczynę. 
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Yamanaka Aiko » 30 lip 2015, o 01:46

Choć mogli pokonać drogę do Ostoi w znacznie szybszym tempie, ani Guren ani Aiko nie rzucili pomysłem, by to zrobić. Czas w towarzystwie chłopaka płynął jej tak dobrze, że podróż do obranego miejsca traktowała jak przyjemność i spacer, a nie przymus. Zamierzała czas ten przeznaczyć na rozmowę, bowiem zdawała sobie sprawę, że przebywając w Ostoi oboje skupią się na treningach i ćwiczeniach. Jeżeli w przyszłości mieli odegrać ważną rolę na skalę nieco większą niż Konoha musieli stać się silniejsi. Dobre chęci i zdolność do podejmowania odpowiednich decyzji mogły okazać się niewystarczające.
Kiedy Guren napomknął temat o przyjacielu i Sarutobim, automatycznie przez myśl jej przebiegło - co aktualnie robi Kyas? Ostatnim razem widzieli się w parku, gdzie jeden z tajemniczych przybyszów powalił go jednym ciosem na ziemię, od tego czasu właściwie nie było okazji na rozmowę. Raczej nie martwiła się o jego stan, bowiem nie doznał większych obrażeń - jednak było jej przykro, że chłopak w żaden sposób nie zainteresował się nimi. Z drugiej strony próbowała go usprawiedliwić, w końcu stał się pseudo-przywódcą klanu, na pewno ma sporo na głowie.
Ale czy to był powód, by ignorować swoich przyjaciół...?
W myślach jednak upomniała się, by nie poruszać tego tematu. Rozpoczęcie go mogło zwiastować popsucie humoru zarówno Gurena jak i jej samej.
Skupiła się na słowach chłopaka, w myślach przywołując obraz tamtej sytuacji. Do takich rzeczy miała naprawdę imponującą pamięć, toteż kiwnęła lekko głową. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Niektóre techniki niskich rang użyte we właściwy sposób mogą dać dużo lepszy skutek niż te na wysokim poziomie.- odezwała się, mrugnąwszy do niego. Słowa te mogły łączyć się ze stwierdzeniem, że nie każdy musi mieć niesamowite umiejętności wrodzone - grunt to potrafić wykorzystać to, co się posiada. Przy pierwszym spotkaniu Guren nie miał zielonego pojęcia, w czym powinien się specjalizować. Jak dziś pamiętała jego rozczarowaną i przygnębioną minę, gdy nieudolnie próbował ukryć że nie ma większych planów w stosunku do siebie. A teraz, można rzec że stał się wzorem dla wielu młodych geninów. Dumny, władający jednym z najpotężniejszych żywiołów.
Uśmiechnęła się, z zainteresowaniem przyglądając temu, co robił chłopak. Czyżby planował nauczyć się tej prostej, a jakże pomysłowej techniki? Postanowiła mu to umożliwić, podświadomie zwalniając krok. Pierwsza próba rzec jasna zakończyła się fiaskiem, jednak tak się działo prawie zawsze podczas poznawania nowego jutsu. W końcu na tym polegała nauka - metodą prób i błędów dochodziło się do wniosku jak to zrobić poprawnie.

Wiedziała, że słowa które kierował to niej to szczera prawda. Mimo, że robił to niezmiernie często, nie musiał zapewniać o swym uczuciu, bo miała pewność o jego szczerości, chociażby poprzez to, co robił dla niej i z nią. Niejednokrotnie upewniała się w przekonaniu, że może na nim polegać i nawet w najcięższych chwilach będzie miała wparcie jego ramienia.
Szli niespiesznym krokiem, a z każdą chwilą Aiko czuła, że powietrze robi się chłodniejsze. Zamrugała oczami, dokonując dziwnego zjawiska - jej oddech wytwarzał delikatną, acz widoczną parę. Uniosła głowę do góry, wypatrując niebo, wysoko ponad drzewami. Wtedy też dostrzegła pojawiające się płatki śniegu, które opadały na ziemię, wirując leniwie w powietrzu. Było ich niewiele, jednak wystarczająco, by widok ten ścisnął jej serce.
Gdy dotarli na miejsce, przytuliła go mocno i lekko cmoknąwszy w usta, na jej twarzy pojawił się zagadkowy uśmiech.
- A w czym jesteśmy najlepsi?- mrugnęła. Mieli pewne zdolności, które połączone dawały wręcz niesamowity efekt. Mowa tu oczywiście o żywiołach, które w rzeczy że na ich poziomie nie były zbyt imponujące, jednak w połączeniu były niczym as w rękawie.
- Nauczyłam się dwóch nowych technik tego typu, więc teraz kolej na Ciebie~- dodała przeciągając ostatnie słowo.
"Lekcja, której nie towarzyszy ból niczego Cię nie nauczy
ponieważ nie można niczego uzyskać, nie poświęcając czegoś w zamian."


Obrazek

"Jednak jeśli przetrwasz bolesne lekcje i wyciągniesz z nich wnioski,
będziesz miał serce mocniejsze niż cokolwiek innego."

x ; x
Spoiler:
 
Posty: 269
Dołączył(a): 7 gru 2014, o 22:46
Ranga: Chūnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 2 sie 2015, o 23:15

Nagłe ochłodzenie klimatu zaskoczyło Gurenshidda Massai'a. Wraz z Aiko z zachwytem powiódł wzrokiem ku górze. Pojedyncze płatki śniegu spadały ku nim, w magiczny sposób podkreślając kolejną chwilę spędzoną razem. Chłopak westchnął i przeniósł spojrzenie na dziewczynę, która wciąż jeszcze spoglądała oczarowana w niebo. Aiko. Niemalże czuł Jej piękne poruszenie, wrażliwą fascynację niecodziennym zjawiskiem, które spotkało ich w środku jesieni. Uśmiechnął się miękko i kontynuował przemarsz. Aiko. Gdy usta niebieskookiej łagodnie musnęły jego, chłopak uśmiechnął się znacznie szerzej spoglądając przy tym w afekcie na Jej cudowne oblicze. Ilekroć serwowała mu taki tajemniczy uśmiech wiedział, że szykuje się coś ciekawego o nie będą narzekać na nudę. Gdy odpowiedziała na jego pytanie, chłopak nie miał najmniejszej wątpliwości, że będą w stanie mogli razem znowu w ten wyjątkowy sposób się uzupełnić łącząc swoje żywioły. Świadomość tego, że mieli się uzupełniać na zupełnie nowym poziomie rozwoju elektryzowała go i napełniała dumą. Synchronizacja jakiej się dorobili we dwoje była ponadprzeciętna i wyłącznie ich. Tylko siebie nawzajem potrafili w tak niesamowity sposób rozczytywać - każdy najdrobniejszy gest, czy ruch potrafiły być oczywiste. Kąciki jego ust drgnęły znacznie wyżej, gdy ukochana Yamanaka przeciągnęła zaimek skierowany ku niemu...
  - Skoro nalegasz... - odpowiedział żartobliwie i również puścił do Niej oko. Poruszył się w miejscu, by zaraz też uświadomić sobie, że obniżona temperatura wprawiła jego ciało w stan nieprzyjemnego odrętwienia. Zaraz też przyszła mu do głowy pojedyncza myśl: "A gdyby tak umieć się rozgrzać manipulując chakrę żywiołu?"

Oku Kanetsu
Wystarczyło tylko skupić się na wewnętrznym przepływie i zmusić chakrę żywiołu ognia do zintensyfikowania swego obiegu w ciele Gurena. Jakże proste i banalne wydawało to się w teorii, na tak oczywisty pomysł chłopak jeszcze nigdy w życiu nie wpadł. Praktyka miała jednak udowodnić, że nie jest to aż tak oczywiste oraz proste jak wstępnie młodemu Massai'owi się wydawało. Uśmiechnął się bystro do ukochanej Aiko, a następnie przymknął oczy koncentrując się na swoim nowym, planowanym przedsięwzięciu. Wiedział, że chakra, którą dotychczas manipulował do zewnątrz była w nim. Potrafił swoją chakrę przenosić i kumulować w odpowiednim skupieniu w stopach, potrafił też wydobywać do zewnątrz swoją katonową chakrę, by ozdobić nią chociażby swoją katanę. Ale proces pobudzania do ruchu chakry katonowej wewnątrz swojego organizmu okazał się zupełnie nowym wyzwaniem. Skoncentrowany blondyn spróbował nakreślić sobie oczyma wyobraźni układ chakry, a następnie przekładając to wyobrażenie do rzeczywistej percepcji, spróbował popchnąć w nim skumulowaną energię katonu. Czuł, że coś drgnęło wewnątrz niego, lecz było to za mało by ogrzać ciało chociaż odrobinę. Yamanaka mogła wyczuć zmysłami sensorycznymi pewne oporne poruszenie, które jednak nie przyniosło żadnego więcej rezultatu ponad świadomość pewnego ruchu. Z każdą kolejną próbą, działo się dokładnie to samo, aż w końcu Gurenshiddo Massai, kierowany pewnym instynktem złożył pieczęć Smoka i przytrzymując ją, faktycznie, popchnął swoją chakrą żywiołu. Zrobiło mu się cieplej, a potem przerwał działanie pieczęci, zaś efekt rozgrzania wewnętrznego pozostał. Otworzył oczy i zamrugał...
  - Działa... - pierwsze słowa, które powiedział były skierowane bardziej do siebie niźli do Aiko.Zrobiło mu się ciepło, aż nabrał niewielkiego rumieńca na twarzy.
Karyūdan
W następnej chwili, niemalże automatycznie, trzymana przez Gurenshidda pieczęć Smoka w zgrabnym ruchu przeszła w pieczęć Tygrysa. To właśnie na tej pojedynczej pieczęci dzisiejszego dnia Massai miał oprzeć technikę, którą pragnął przyswoić. Gdy odkrył z jak naturalną łatwością przychodzi mu posługiwanie się niebezpiecznym żywiołem ognia, niejednokrotnie spędził już czas na analizowaniu zawartych w bibliotece zwojów opisujących poszczególne techniki katonu i jedna konkretna wpadła mu w oko - Gōryūka no Jutsu, bo tak zwała się ta technika, miała stworzyć pocisk o wyglądzie smoczej głowy.
  - To co? Rozpoczynamy fajerwerki? - zagadnął jeszcze do swojej ślicznej dziewczyny, a następnie wyszczerzywszy ząbki skoncentrował się przy zbieraniu powietrza w płucach. Niemalże automatycznie wytworzył oleistą wydzielinę, którą musiał z siebie wydusić, przeistaczając ją w płomień. Tymże też sposobem jego oczy przybrały złocisty kolor, jego struktura chakry znowu wykazała anomalię, która dla jego kochanej Yamanaki była chlebem powszednim. Przy pierwszej próbie Gurenshiddo Massai wypuścił z ust zwiewny płomień, który nie mógł stanowić bezpośredniego zagrożenia na polu bitwy.

Ryūen Hōka no Jutsu
To nie był efekt, który chciał osiągnąć. Dziewczyna mogła dostrzec, że Gurenshiddo nie jest zadowolony z rezultatu swojego pierwszego podejścia. Pokręcił głową w niezadowoleniu, a następnie przymknął oczy i trzymając w pogotowiu pieczęć Tygrysa skupił się. Dobrze wiedziała, że się nie podda, znała go na tyle, że mogła wiedzieć iż z upartością dążył do swoich celów i stawał na przekór wszelkim złym siłom w realizacji postanowień. W szczególności, gdy Ona była u jego boku jako ten aktywny bodziec motywacyjny, jako jego towarzyszka życia. Gdy jego powieki się rozwarły złociste spojrzenie spojrzało na Aiko z determinacją - to był ten moment. Oczami wyobraźni widział głowę potężnego smoka, którego widział wytwarzanego wcześniej przez innego shinobi z Konohy. Uformował kolejną porcję przetworzonej w oleisty płyn chakry, a następnie wydmuchnął coś, co miało być olbrzymią głową potężnego smoka, a okazało się być trzema pomniejszymi smoczymi pyszczkami. Chłopak spojrzał się z zakłopotaniem na swoje dzieło, ale nie rozerwał rąk trzymanych ciągle w jednej pieczęci.

Gōryūka no Jutsu
  - Ewidentnie coś mi nie wyszło... - chłopak zaśmiał się i pokręcił głową z rozbawieniem. Puścił oko do Aiko, a następnie skoncentrował się po raz wtóry, mówiąc przy tym: - Do trzech razy sztuka.
Wyobrażał sobie tak intensywnie głowę ognistego smoka, że w pewnym momencie zdało mu się, że jego wyobrażenie łypie na niego oczyma w zaintrygowany sposób. Jakby Gurenshiddo był jakimś ciekawym okazem wystawionym w zoo, a smok ten oceniałby jego przydatność w klatce przeznaczonej do walki. Młodzieniec odepchnąwszy tą myśl po raz wtóry skoncentrował się na wykonaniu swojego zadania. Musiał wydmuchnąć ubitą masę ognia, która przybrałaby postać smoczego pyska. Nie mógł więc, ani przesadzić z tym ubijaniem płomieni, ani też pójść w drugą stronę. Oleista ciecz pomału zbierała mu się w ustach, gotowa do wyplucia. Teraz, albo nigdy, Gurenshiddo. Chłopak dmuchnął z całych sił i wypuścił potężną smoczą głowę, która przeszarżowała złowrogo w powietrzu i rozpłynęła się znacznie dalej. Chłopak rozłożył ramiona i opuścił dłonie.

Katon Ninpō: Hibashiri
  - Udało mi się osiągnąć to, co chciałem, ale pozostaje jeszcze jedna technika, której jestem bardzo ciekaw. Później rozwinę kilka innych "talentów". - tymi słowami uraczył swoją towarzyszkę, gdy tylko wykonał technikę Gōryūka.
Kolejna technika, którą pragnął opanować była niezwykle skomplikowana i miała wymóc na chłopaku niemały wysiłek. O ile manipulowanie chakrą żywiołu wewnątrz swojego układu miał już opanowane, o tyle miał właśnie wejść w stadium zupełnie nowego rozwoju w manipulacji zewnętrznej chakrą swojego predysponowanego żywiołu. W tej technice nie było żadnych pieczęci, a jedynie sam przepływ energii na zewnątrz. Zamknął oczy, wczuwając się w swoje tętno i próbując sobie wyobrazić swój nieszczęsny układ chakry, by w odpowiedni sposób móc wyodrębnić z niego chakrę swojego żywiołu i zainicjować zaawansowaną technikę...
  - Katon Ninpō: Hibashiri! - zakrzyknął, a wokół niego buchnęła nieznacznie ognista aura, by zaraz potem zniknąć w niewypalonej próbie opanowania cięższej techniki. Chłopak zacisnął zęby i zintensyfikował starania, koncentracja oraz narastające zmęczenie malowały się na jego twarzy. Minęły dwie minuty zanim ponownie zawołał - Katon Ninpō: Hibashiri!
Tym razem płomienie buchnęły energicznie, a pod stopami Gurenshidda utworzył się ognisty krąg. Był tak zaskoczony, że natychmiastowo przerwał technikę, a następnie przez kolejną minutę medytował nad powtórzeniem oraz nasileniem efektu techniki, którą właśnie rozwijał. Trzecie użycie techniki poskutkowało zupełnie niczym, a czwarte przyniosło kolejny krótkotrwały efekt. W końcu wykonując taneczny obrót, Massai wywołał technikę i pokierował dwa strumienie ognia rozchodzące się spod jego stóp w kierunku betonowej rury, którą miały okrążyć. Niesamowita ściana płomieni przygasła, gdy siedemnastolatek spojrzał w oczy Aiko. To było to, udało mu się.

* * *
Nienaturalnie złocisty koloryt oczu Gurenshidda powoli ustępowało jego naturalnemu zabarwieniu. Po niedługiej chwili w dziewczynę wpatrywało się dwoje zielonych oczu nakrapianych niewielkimi złocistymi plamkami. Chłopak odetchnął i przyciągnął do siebie dziewczynę, składając pocałunek na Jej czole. Następnie pociągnął Ją ze sobą ku rurze i usiadł obejmując Ją czule w talii - z tej pozycji mogła usiąść mu na kolanach, lub stać, pozwalając mu przytulać się przez chwilę do Jej brzucha. Nie ulegało wątpliwościom, że potrzebował chociaż chwili odpoczynku. Mimo, że w niezwykle płynny sposób przyswajał techniki swojego żywiołu, to jednak ta przyspieszona nauka pochłaniała spore zasoby jego energii.
  - Cieszę się, że tu jesteśmy... Z dala od tych wszystkich tłumów. - powiedział szczerze z wtuloną głową w Yamanakę. To właśnie Jej bliskość była dla niego tak bardzo zbawienna. Uściskał Ją mocno i puścił, jego spojrzenie padło na materiałowy futerał schowany we wnęce pod nim, pod ściankami betonowej rury. Jego uśmiech zrobił się bardzo szeroki, a następnie przeszedł do działania. To były ułamki sekund, kiedy chwycił za gitarę sprawnie wydobytą z pokrowca. Jego palce zatańczyły delikatnie na wysłużonym akustyku, wyciągając stonowane akordy. Zaraz też jego głos się podniósł:
  - My hands are searching for you,
  My arms are outstretched towards you.
  I feel you on my fingertips,
  My tongue dances behind my lips for you.

Gra nabrała znacznie intensywniejszego wydźwięku, a głos Gurena wzrósł w swojej wokalnej sile:
  - This fire rising through my being!
  Burning I'm not used to seeing you!
  I'm alive, I'm alive...

Następnie jego palce zapląsały charakterystycznie po strunach, wprowadzając do refrenu śpiewanego pełnym miłości głosem:
  - I can feel you all around me,
  Thickening the air I'm breathing.
  Holding on to what I'm feeling,
  Savoring this heart that's healing.

Po krótkiej pauzie, chłopak kontynuował miękkim, wibrującym od emocji głosem:
  - My hands float up above me,
  And you whisper you love me.
  And I begin to fade,
  Into our secret place.

Ton głosu Gurena ściszył się, a jego gra stała się jeszcze miększa. Wokół panowała jesienna atmosfera, liście szeleściły na chłodnym wietrze, lecz w aurze, jaka zapanowała w tym jednym szczególnym miejscu, było słychać jedynie gitarę oraz młodzieńczy głos ocieplający atmosferę:
  - The music makes me sway,
  The angels singing say: we are alone with you.
  I am alone and they are too with you.
  I'm alive...
  I'm alive...

Wraz z rozpoczęciem refrenu, Massai podniósł głos i szarpnął głową, ciągnąc mocniej za struny:
  - I can feel you all around me,
  Thickening the air I'm breathing.
  Holding on to what I'm feeling,
  Savoring this heart that's healing...

Chłopak ponownie przeszedł do łagodniejszej gry i z na wpół przymkniętymi oczyma zaintonował bardzo cicho:
  - And so I cry, holy...
  The light is white. holy...
  And I see you...

Z każdym kolejnym słowem jego głos pomału wznosił się, by w zupełności zdominować zalesioną okolicę:
  - I'm alive...
  I'm alive!
  I'm alive...!

Przeciągnięte słowo niemalże z upłynnioną automatycznością przeszło w refren utworu:
  - And I can feel you all around me,
  Thickening the air I'm breathing.
  Holding on to what I'm feeling,
  Savoring this heart that's healing!

W następnej chwili jego głowa powędrowała ku górze, by spojrzeć wprost na Aiko.
  - Take my hand I give it to you,
  Now you own me all I am!
  You said you would never leave me,
  I believe you, I believe!
  I can feel you all around me,
  Thickening the air I'm breathing!
  Holding on to what I'm feeling,
  Savoring this heart that's healed...

Odłożył gitarę na dół, pod osłonę betonowej bryły, a następnie uśmiechnął się do Aiko swym szczerym, zadedykowanym dla NIej uśmiechem. Chciał, by nigdy w siebie nie wątpiła, by sobie zawsze radziła z przeciwnościami Losu. Chciał, by to ich wizja sensu życia się spełniła. Wspólnie pielęgnowane ideały nie mogły upaść, a miłość była tym najpiękniejszym spoiwem.
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Yamanaka Aiko » 12 sie 2015, o 00:04

Oświadczam wszem i wobec - Guren, ja Cię zabiję. Ten post ma bite 4.5 strony worda ( SPRAWDZAŁAM ), a ja mam na to odpisać, podczas gdy moja wena leży i kwiczy.
Zaczynam pisać o godzinie 22:12 (w międzyczasie 16minut rozmowy z Gurenosem), skończyłam 23.06. Niezły czas :>

Raz po raz brała głęboki wdech, pozwalając coraz to zimniejszemu powietrzu wniknąć do jej płuc, przeszyć całe jej ciało, każdą najmniejszą komórkę. Spokój. To było jedyne uczucie, które w tej chwili ogarnęło całą dziewczynę, pozwalając jej odsunąć złe myśli, które od czasu powrotu do wioski krążyły w jej głowie, nie pozwalając nawet na chwilę wytchnienia. Strach. O to co będzie później, gdy mężczyzna upomni się o to, co mu obiecali. Wewnętrzna panika, że zostaną potraktowani niczym zdrajcy wioski - bo przecież ją zdradzą, na rzecz swych aż nazbyt heroicznych ideałów. O ile kiedyś uważała bycie bohaterskim i sprawiedliwym za wyjątkowe cechy, tak teraz uświadomiła sobie, że owszem, są to niezwykłe cechy, ale zwykłego, przeciętnego mieszkańca. Shinobi powinien być bezwzględny i oddany. Wioska mówi ci - zabij swoją rodzinę, a ty to robisz, bez zawahania, bez najmniejszego mrugnięcia okiem. To był jak rollercoaster - każda chwila mogła być tą, w której zrobisz coś wbrew sobie. Wiedziała, że gdyby tylko klan Yamanaka zdecydował się przeszukać umysł Gurena czy jej, niemal natychmiast zostaliby okrzyknięci zdrajcami - czyżby dlatego jej ojciec starał się odciągnąć od takiego obrotu sprawy? Specjalnie nie poruszał tematu tego, co wydarzyło się w lesie, wiedząc że nieodpowiednim pytaniem mógłby skazać swą córkę na śmierć?
Płatki śniegu które wirując lądowały na jej twarzy, na swój sposób pozwalały się jej oczyścić ze wszystkiego, co złe. Wiedziała, że to uczucie jest tylko chwilowe i lada moment zniknie, gdy przyodziani w ozdobne kimono wyruszą na ulicę, w celu świętowania Festiwalu. Przez głowę jej przeszło, żeby udawać chorą i niedołężną, chcąc uniknąć niezręcznych rozmów. Od tamtej chwili tak bardzo musiała się pilnować w tym co mówi i jak się zachowuje, że najchętniej odsunęłaby się od wszystkich ludzi.
Dlaczego jego tu nie ma?
Jej brat doskonale wiedziałby co robić. A nawet jeżeli nie, jego banalne słowa pocieszenia szybko poprawiłyby jej nastrój na tyle, by z większą ufnością patrzeć w przyszłość. Tą zdolność miał również Guren, jednak nie tym razem, skoro sam został zaplątany w tak beznadziejną sytuację.
Odsunęła się od Gurena, chcąc tym samym zapewnić mu skupienie na technikach. Jej siły na tę chwilę były tak znikome, że nie miała najmniejszej ochoty na ćwiczenie reszty, toteż przycupnęła na jednym z większych kamieni i w milczeniu obserwowała, jak Guren mozolnym wysiłkiem powoli dopina swojego celu, a technika która dosłownie przed chwilą była dla niego czarną magią, teraz jest mu całkowicie posłuszna. Uśmiechnęła się delikatnie, bo w głowie pojawił się obraz pierwszej rozmowy w Ichiraku. Nigdy nie zapomni, jak ten chudy chłopak był niepewny co do swych umiejętności i tego, na czym powinien się skupić. Nie musiał wtedy mówić, że czuł się nieswojo, podczas gdy praktycznie wszyscy rozmówcy doskonale mieli opracowany plan ćwiczeń i tego, co chcą opanować. Wyczuła to po jego głosie i zachowaniu. A teraz?
Teraz stał przed nią, doroślejszy, dumniejszy, z dużo większą pewnością siebie i umiejętnościami. Zawziętością i uporem dotarł do celu, który dla wielu był nieosiągalny.
A ona? Znów była milcząca, biernie obserwująca to co wyczyniał chłopak i nawet jego zagadywanie i całkiem niezły humor nie pozwoliły jej na rozkręcenie się. Jedyne to, co wykrzesała z siebie był delikatny, acz widoczny uśmiech. Obserwowała dobrze każdy płomień, każdą błyszczącą fajerwerkę. Widziała jego trud i starania się, podziwiała za to, jak dąży do określonego celu i powoli uświadamiała sobie, że chłopak jest dużo silniejszy od niej. Aiko w tej chwili najchętniej zamknęłaby się w pokoju i po prostu z niego nie wychodziła.
W chwili nauki Hibashiri, jakby się ożywiła. Drgnęła momentalnie, wyraźnie zaintrygowana - jej wzrok skupił się na chłopaku. To było to.
Zeskoczyła z kamienia i niemal natychmiast podbiegła do Gurena, składając dłoń w pieczęć Baran.
- Fūton Ninpō: Kamikaze!- krzyknęła donośnym jak na siebie głosem, a zaraz to obok nich pojawiły się trzy, powietrzne tornada, które jakby intuicyjnie połączyły się z żywiołem ognia, co w rezultacie dało olbrzymie, ogniste wiry. W milczeniu obserwowała je i zamiast radości, że ich techniki były bardzo fajne i dobrze, że ich się nauczyli, przez jej głowę przemknęły pesymistyczne, acz szczere słowa.

Zabiją człowieka w ułamku sekundy.

Jej ożywienie prysnęło niczym bańka mydlana, a sama Aiko odsunęła się, dając chłopakowi miejsce na ćwiczenie reszty rzeczy, które chodziły mu po głowie. Dalej po prostu przyglądała się, od czasu do czasu rzucając lekki uśmiech.

Gdy trening dobiegł końca, wtuliła się w niego, chcąc tym samym odpędzić od siebie złe myśli, które krążyły niczym natrętna, irytująca mucha. Miała wyrzuty sumienia, że jej nastawienie do świata i pesymistyczne podejście do przyszłości sprawią, że Guren szybko straci dobry nastrój, który udało mu się z siebie wykrzesać. Czasem żałowała, że nie jest taką optymistką jak on.
- Wiesz, że i tak niebawem musimy iść na ten cały Festiwal? Zagonią nas do witania gości i w ogóle...- burknęła cicho. A może Wioska im odpuści i zatrudni do tego jakże pasjonującego zajęcia geninów?
Na pewno wyczuł jej nastrój, bo choć potrafiła go doszczętnie skrywać przed obcymi, tak dla bliskich była niczym otwarta księga. Być może dlatego chłopak chwycił gitarę i zaczął śpiewać, a podczas tego przedstawienia, dosłownie na ułamek sekundy zachichotała, jakby była dawną Aiko - wesołą i beztroską. Nie musiała martwić się niczym, nie zdawała sobie nawet sprawy, że przyjdzie jej zabić człowieka czy zdradzić wioskę. Przyozdobioną w fioletowe kwieciste kimono dziewczynką z klanu Yamanaka, która wyznawała miłość chłopakowi, choć tak długo starała się trzymać ją w ukryciu. Tą Aiko, która śmiejąc się radośnie całowała się z Gurenem, wkładając w to wszystkie, najgłębiej skrywane uczucia.

I do czego teraz nam przyszło


Gurenowi chyba się zejdzie z pisaniem, więc chyba możemy uznać, że ja z/t
Ostatnio edytowano 22 sie 2015, o 16:22 przez Yamanaka Aiko, łącznie edytowano 1 raz
"Lekcja, której nie towarzyszy ból niczego Cię nie nauczy
ponieważ nie można niczego uzyskać, nie poświęcając czegoś w zamian."


Obrazek

"Jednak jeśli przetrwasz bolesne lekcje i wyciągniesz z nich wnioski,
będziesz miał serce mocniejsze niż cokolwiek innego."

x ; x
Spoiler:
 
Posty: 269
Dołączył(a): 7 gru 2014, o 22:46
Ranga: Chūnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 14 sie 2015, o 20:43

Chłopak z zafascynowaniem patrzył jak płomienie intensyfikują się i podsycają z rykiem wirujące trąby powietrzne. Zawsze wiedział, żę techniki Katonu i Fūtonu były przeznaczone sobie, tak samo jak wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły, że Aiko oraz Gurenshiddo przynależeli do siebie. Powstała masowa wirująca pożoga, której rozmiar zadziwił chłopaka, widok ten był wprost hipnotyczny, to była idealna harmonia pomiędzy technikami dwóch żywiołów. A przede wszystkim pomiędzy nim, a Yamanaką. Perfekcja w każdym calu. Z osobna zawsze niepozorni, a razem pokazywali swoje prawdziwe oblicze w tej pięknej i jakże magicznej synchronizacji.

* * *
Chłopak z nieskrywanym uczuciem spojrzał w niebieskie oczy dziewczyny, która była dla niego całym światem. Słysząc Jej dąsy uśmiechnął się miękko i pogładził Jej policzek:
  - Festiwal? - ni to się żachnął, ni to zaśmiał - Festiwal ruszy dopiero za miesiąc, jeśli nie później, mamy jeszcze dużo spokojnego czasu kochana. - potem wyszczerzył do Niej zęby łobuzersko - Nie sądzę żebym znalazł się w komitecie powitalnym, raczej nie jestem zbyt dobrą wizytówką Liścia.
To powiedziawszy zaśmiał się ciepło i nie mogąc już dłużej wytrzymać, chwycił za gitarę by zaśpiewać utwór z całego serca dedykowany wyłącznie Jej. Dla niego liczyła się tylko Ona - był Jej Sówką, był Jej Skowronkiem, ale również był Jej oddanym Słowikiem. Pasja z jaką oddawał się śpiewaniu zawsze się potęgowała, gdy śpiewał dla Aiko. Pomimo niebezpiecznych czasów w jakich się znaleźli oraz pomimo przeżyć jakie ich doświadczyły, Gurenowi udało się chociaż na moment poprawić samopoczucie ukochanej. Gdy tylko odłożył gitarę, przyciągnął do siebie śliczną Yamanakę i objął Ją z całych sił. Wkrótce mieli kontynuować trening.

Gōen no Jutsu
Stając na powrót w bezpiecznej odległości od dziewczyny, a zarazem od rzeczy, które ze sobą przynieśli chłopak zamknął oczy i skupił się. Wydmuchiwanie płomieni bez składania pieczęci było jedną z ciekawszych, a zarazem przypadkowych rzeczy jaką przychodziło mu wykonywać w krytycznych sytuacjach wymagających natychmiastowej reakcji bojowej. Miał do perfekcji opanowane wydmuchiwanie poszczególnych kształtów, jakie przypisane były pod konkretne techniki. W repertuarze brakowało mu jednej z ulubionych technik ich mistrza Jūshira Sarutobiego, która de facto różniła się zasięgiem i siłą, która drastycznie wzrastała w porównaniu do poprzednich spontanicznych technik. Gdy Gurenshiddo Massai otworzył oczy, zieleń w jego spojrzeniu gdzieś wywędrowała, być może na tył gałek ocznych. Jego tęczówki znowu były wypełnione skrzącym się złotem. W następnej chwili zaczął przez dobre pół godziny wypluwać z siebie płomienie, które nabierały różne pośrednie kształty. Kiedy skończył, miał pewność, że opanował kolejną technikę ognia - skąd to wiedział? Po prostu czuł tą pewność gdzieś wewnątrz.

Gdy tylko skończył próbować się z ogniem jego spojrzenie bardzo łobuzersko powędrowało w stronę ukochanej Yamanaki. Trenując pod okiem luzackiego, acz niezwykle surowego Sarutobiego zdarzało im się walczyć przeciwko sobie, oczywiście, nie oznaczało to, że walczyli ze sobą tak bardzo poważnie, ale starali się wspólnie przekraczać pewne granice mając na celu wyłącznie swoje wspólne dobro jakim było udoskonalenie ich umiejętności. Czasami najlepiej znajdywało się wspólny język stając ze sobą w sparringu. Po części miało to oczywiście odniesienie do Aiko oraz Gurena. Chociaż Ona i on doskonale rozumieli się bez słów i dogadywali się świetnie już od lat, to właśnie ta idea, która przyświecała niektórym specjalnym sparringom sprawiła, że stali się sobie jeszcze bliżsi. Markując między sobą ciosy na polu treningowym i co rusz zaskakując siebie nawzajem wypracowali ten piękny schemat walki ramię w ramię. Gurenshiddo szczerze wątpił, by kiedykolwiek zdarzyło im się wchodzić sobie pod nogi w sytuacjach bojowych, zupełnie wiedzieli czego się po sobie spodziewać.

Dainamikku Akushyon
Gurenshiddo rozstawiwszy ręce i przyjąwszy pozę bojową był zupełnie świadom, że Aiko zrozumie jego intencje. W jej niebieskim spojrzeniu widział zrozumienie i aprobatę, którą zaraz jawnie zamanifestowała również przyjmując pozę bojową. Obydwoje, nie sięgnąwszy po żadną z posiadanych broni, uśmiechnęli się szeroko i wymienili pokłonami. Nastał czas pięknego tańca w stylu taijutsu, w którym zarówno Aiko, jak i Guren mieli markować ciosy oraz wymuszać na sobie nawzajem uniki, tudzież wymyślne, płynne bloki. W tym "tańcu" jedno delikatnie i stonowanie wywierało presję na drugim, tylko wtedy istota tego treningu miała jakikolwiek sens. Daleko im było do mistrzów walki, ich atakom brakowało takiej wprawy i precyzji, lecz z każdą kolejną akcją zyskiwali coraz większe doświadczenie. A wszak o to się rozchodziło. Mijały kolejne minuty, to Aiko zyskiwała nad nim przewagę, to on zyskiwał ją nad Nią. Jeden z ataków dziewczyny był ryzykowny i odsłonił Ją. To był ten moment przewagi. Na wpół kierowany instynktem, na wpół kalkulując szanse chłopak wymierzył kilka stonowanych oraz pełnych gracji ruchów, które swą dynamiką i finezją biły na łeb dotychczasowe popisy Gurenshidda. Miękkie uderzenia nie miały jednak na celu wytrącenia dziewczyny z pozycji stojącej. Wspólnie pokazywali przecież sobie swoje możliwości na placu boju. Na krótką chwilę akcja ustała, lecz Gurenshiddo wiedział, że zaraz znowu kontynuują.

Dainamikku Entorī
Uśmiech nie spełzał mu z twarzy, gdy ponownie przystąpili do wymiany ciosów w pięknym, bardzo zharmonizowanym tańcu. Obecność uczucia miłości, którą dzielili między sobą wpływała tym bardziej na piękno ich walki. Każdy subtelnie wyprowadzany cios był miękki, ale zarazem realny, w przypadku nie dość szybkiej reakcji dający się odczuć. Ponownie zbliżała się sytuacja w której Aiko zyskiwała nad nim przewagę, w której sprowadzała go skutecznie do defensywy. Niczym prawdziwy tancerz z niemałą gracją blokował i unikał Jej nawarstwiających się intensywnie ciosów. Chociaż złagodzona, presja ze strony jego ukochanej zdawała się narastać i tylko błysk jego oczu, które w ułamkach sekund znowu zaczynały tracić zieleń na koszt złota zaalarmował Ją o nadchodzącym zagrożeniu. Dwie rozstawione na płasko dłonie wysunęły się do przodu niczym w stylu Delikatnej Pięści, a iskry strzeliły wytwarzając dwa pojedyncze pociski, które z przyczyn oczywistych jakim jest intencjonalne nietrafienie w Aiko, nie mogły Jej dosięgnąć. Ale ten krótki moment wystarczył, by Aiko odskoczyła do tyłu, a Gurenshiddo przystąpił do akcji i wyskoczył w powietrze z wystawioną prosto nogą, skierowaną ku dziewczynie. Ponownie się odbiła od ziemi i uskoczyła dalej, niczym prawdziwa kocica, zaś długowłosy chłopak zatrzymał się w miejscu i przykucnął z jedną ręką schowaną za plecami.

Kago no Me
Instynktownie wyczuwał, że dopiero teraz naprawdę odczuje naparcie Aiko i nie ulegało w tym wszystkim wątpliwościom, że jego wątłość pogrąży go w czysto siłowym starciu z ukochaną, która rozwijała się prawidłowo oraz zdrowo w przeciwieństwie do niego. Wyszczerzył zęby pomimo to i błysnął na powrót zieleniącymi się oczyma. Wiedział, że Ona już wiedziała. Na pewno podejrzewała, że już coś spontanicznie przygotował w zanadrzu, a pomimo to naparła do przodu dając mu okazję, by pokazał co takiego przygotował. Gdy biegła on w pozycji przykucniętej złożył trzy kolejne pieczęcie: Tygrys → Wąż → Dzik, po czym naprędce rozwinął żyłkę, którą dyskretnie wcześniej przygotował i przelał na nią chakrę. Zaczęło się tworzyć coś na kształt kopuły, bardzo, ale to bardzo prymitywnej i niepełnej konstrukcji z żyłki, która była pełna wad oraz niedoskonałości, ot niepełna zasłona przed atakami fizycznymi, która mogła w każdej chwili runąć. Daleko temu tworowi było do zamierzonej perfekcji, lecz jak na jedną z pierwszych prób wcale nie było źle.

Hi Bakuhatsu-teki Nami
  - Chyba można uznać, że się poddałem, Aikuś. - uśmiechnął się, kukając do Aiko zza niepełnej metalowej bariery wytworzonej z metalowej żyłki. - Następna "sztuczka" będzie czymś zupełnie nowym i nie w pełni kontrolowanym, lepiej się odsunąć.
Poczekał aż dziewczyna odejdzie na bezpieczną odległość, a następnie skoncentrował się na przepływie swojej chakry. Już niejednokrotnie wykorzystywał swoją autorską technikę Houka Hira w walce i można powiedzieć, że opanował ją w satysfakcjonującym stopniu. Technika, której miał się nauczyć jako następnej była techniką podobnego, chociaż znacznie silniejszego kalibru. Bez ostrzeżenia z okrzykiem na ustach zamachnął się dłonią i uderzył nią w ziemię, koncentrując się na wydobywającym się z dłoni ogniu. Zaraz też syknął i niczym oparzony odskoczył, odbijając się od wciąż podtrzymywanej, niedoskonałej klatki. Zabawne. To nie tak miało być. Zamachał w powietrzu dłonią jakby się oparzył, a następnie przestał podtrzymywać klatkę, w której się znalazł. Z coraz większą pewnością siebie spojrzał złotymi oczyma to na Aiko, to na ziemię, w której powstała mała płomienna wyrwa.
  - Jeszcze raz... - powiedział sobie szeptem - Wystarczy jeszcze raz...
Kierowany wewnętrznym impulsem ponownie przyłożył dłoń do ziemi i koncentrując chakrę wypuścił trzy mniejsze pociski, które naznaczyły szlak na ziemi. Po raz kolejny wyczuł, że to było 'to' i wystarczy 'to' tylko dopracować. Pokierował spojrzenie ponownie na Aiko i uśmiechnął się, podziwiając Jej delikatną urodę, która tak niesamowicie skrywała wewnętrzną siłę oraz determinację. Dodawała mu sił, Jej obecność wpływała na niego w pełni pozytywnie. Skinął głową do Niej, ale też i do swoich ożywionych myśli. Kolejne próby wykonania techniki, przynosiły coraz lepszy rezultat. To naprawdę było 'to'.

Homura Hira
Blond włosy chłopak przystanął w miejscu, a jego spojrzenie po raz kolejny skierowało się ku Yamanace. Bacznie obserwowała go, a w Jej spojrzeniu wyczytywał więcej niż mogłaby mu kiedykolwiek przekazać na głos. To było piękne, a zarazem niesamowite. Nie potrzebowali słów by się porozumieć, niektóre rzeczy były po prostu oczywiste. Przedstawiciel rodziny Massai'ch przyłożył pięść do serca, a następnie skierował ją w stronę swojej ukochanej. Zamknął oczy, złożył ręce i wziął głęboki oddech. Jego dłonie nie były złożone w żadnej znanej pieczęci, po prostu pomagały się chłopakowi skoncentrować w tym, co miało zaraz nastąpić. Nie był przedstawicielem klanu Hyūga i choć jego umiejętność wyzwalania chakry żywiołu z dłoni była porównywalna do tej, którą władali białoocy kuzyni Kyasupy oraz Natarī, to jednak nigdy nie sądził, że dorówna im w ich sztuce. Tym bardziej obecność Aiko była tak bardzo kluczowa, przy tym, co miał zamiar teraz wykonać. Pełen skupienia wykonał obrót w trakcie, którego buchnął niewielkim płomieniem z atakującej od boku dłoni. Następnie wachlując rękoma niczym młynami wyprowadził kolejny atak, który pod innym kątem był kierowany przez pojedynczą płomienną kulę. Na nowo rozpoczął się tajemniczy, ale i wykwintny taniec podsumowywany wypuszczaniem płomiennego, nietrwałego pocisku przy każdym zamaszystym ruchu ręką. W międzyczasie, poniewierając swoimi zasobami chakry, Gurenshiddo zastanawiał się, czy istnieje jakiś sposób by wzmocnić efekt swojej unikatowej umiejętności. Czy poprzez składanie pieczęci, dane umiejętności nie kumulowały większego zasobu chakry? Nie był pewien jak to dokładnie było, ale postanowił przejść płynnie z kolejnego ataku i, złożywszy sekwencję trzech instynktownie dobranych pieczęci, ponownie wyprowadzić cios. Efekt był zgodny z jego oczekiwaniami, gdyż płomień, który wyskoczył z jego dłoni choć wciąż tak nietrwały był znacznie potężniejszą i jaskrawszą wersją tego, który wychodził przy wykorzystaniu Houka Hira. Homura Hira, zaraz też pomyślał, tak bowiem powinna brzmieć technika ewolucyjna Płonącej Dłoni.

* * *
Przemęczył się. Nie dało się w żadnym razie ukryć, że w trakcie dzisiejszego dnia stanowczo przeforsował się uszczuplając swoje ponadprzeciętne zasoby chakry. Odetchnął ciężko i spojrzał w głąb niebieskich oczu Aiko. Warto było. Objął Ją mocno, a następnie pokiwał głową. Nieświadomy upływu czasu spojrzał na ciemniejące pomału niebo i westchnął cicho:
  - Mnie wystarczy. Nie wiem jak Ty Aiko, ale ja bym po prostu odpoczął. Wpadniesz do mnie na herbatę? - na wpół zapytał, na wpół stwierdził, gdyż wiedziała, że Gurenek nie chce w tej kwestii słyszeć słowa sprzeciwu. Zapakował swój rynsztunek i pochwyciwszy Ją za dłoń, pocałował jej wierzch, a następnie pociągnął ukochaną Yamanakę za sobą.Ruszyli w towarzystwie wstającego księżyca...

[z.t.]
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 14 sie 2015, o 20:51

Była zima pełną gębą, kto miał w tym temacie jakiekolwiek wątpliwości wystarczy, że wyściubił nos za okno, by go sobie zdrowo odmrozić. Gurenshiddo Massai mógł doskonale odczuć to na własnej skórze, gdy poprzez zaspy przedzierał się przez bite pięć kilometrów sobie tylko znanej drogi. Cóż chłopak o ognistej duszy robił w tak mroźny dzień daleko od domu? Otóż szedł na trening, który pomimo niesprzyjających warunków należało uskuteczniać. Opatulony ciepłą czarną kurtką oraz długim wełnianym szalem przemierzał uparcie dzielący go od celu dystans brodząc w wysokich warstwach śniegu. Spojrzał w niebo, zastanawiając się, co w tym samym czasie porabia Aiko, w jakim jest nastroju i czy daje sobie radę. Tyle się przez ostatni czas wydarzyło, że z trudem mieścił to w swojej głowie. Oto Kanki. Konoha Kanki. Sekai no Owari. Westchnął i powiódł swoją myślą, ku lżejszym, choć i tak poważnym tematom. Trwał Festiwal Odrodzenia i wszedł on w kluczowy etap jakim były egzaminy na Chūnina. Nie był czynnym obserwatorem wydarzeń na festiwalu, ale zawsze można go było przyuważyć gdzieś w oddali, na uboczu. Na pociągłej nastoletniej twarzy długowłosego blondyna pojawił się nikły uśmiech. Ciekawe jak sobie radzą jego przyjaciele: Natarī, Isu oraz Kirito. Miał szczerą nadzieję już wkrótce przywitać ich w gronie równych sobie rangą ninja.
  - No tak... - powiedział do siebie i przystanął na moment, widząc już w oddali obsypaną śniegiem polanę pośród drzew. Betonowy fragment rury pokrywała solidna fałda śniegu z którą będzie musiał się nieznacznie zmierzyć. Ale nie to przyszłe starcie go wstrzymało w ruchu. Jego świadomość powędrowała ku bardziej znaczącej perspektywie. Wciąż był Chūninem. Ile jeszcze mógł chować głowę w piasku, sytuacyjnie śniegu, zanim weźmie się w garść i awansuje na wyższą rangę? Myśl była tak solidnym kopniakiem, że czym prędzej przystąpił do działania.

Ayametori
Jednym ruchem strącił warstwę śniegu z betonowego fragmentu rury i położył na niej swój plecak. Następnie w kolejności sięgnął po stalową żyłkę, której miał w swej torbie biodrowej pod dostatkiem, oplątał ją wokół palców i w skupieniu spróbował złożyć pieczęci. Pierwsza próba nie przyniosła żadnego pozytywnego rezultatu. Ze zbyt ciasno przylegającą żyłką, nie potrafił sprawnie złożyć pieczęci potrzebnych do wykonania techniki, a także idąc dalej nieskutecznie przelał chakrę do przedmiotu. Kilka kolejnych prób polegało na odpowiednim, pochwyceniu żyłki i uskutecznieniu składania pieczęci. Gdy Gurenshiddo tą sztukę, poniekąd na nowo, opanował - czas nadszedł na wykonanie samej techniki. Prawdziwym kunsztem w opanowywaniu danej techniki jest pełna kontrola nad nią. Zdarzają się shinobi, którzy sieją niepotrzebny, czasem niekontrolowany zamęt wykonując dodatkowo niepotrzebnych zniszczeń. Massai wiedział o tym doskonale bo wykorzystując nieprzewidywalną siłę Katonu, niejednokrotnie sam przyczynił się do rozsiania niepotrzebnego zamętu. Tym razem miało być jednak inaczej. Z żyłką zarzuconą pomiędzy palcami obojgu dłoni, zaczął składać kolejne pieczęci: Tygrys → Dzik → Małpa → Tygrys. Wypełnił śmiercionośną żyłkę swoją chakrą, a następnie cisnął ożywione pęta śmierci w kierunku jednego drzewa. Ofiarą padła pojedyncza zmrożona gałąź. Massai z satysfakcją pokiwał głową.

Haisekishō
Następną techniką, której Gurenshiddo postanowił poświęcić czas była rozwinięciem jednej już dobrze znanej mu techniki: Kasumi Enbu, która polegała na wydmuchiwaniu łatwopalnego gazu. Pamiętał, jak mistrz Sarutobi używał tej techniki i natychmiastowo zapalał powstały wówczas gaz. Młodzieniec zawsze zastanawiał się, jak to było możliwe, dopóki dopóty nie natrafił na zapisek traktujący o technice Haisekishō. Niejednokrotnie zastanawiał się nad opracowaniem techniki współpracy, wymagającej od użytkowników Katonu do użycia Kasumi Enbu, w trakcie, gdy tylko jeden z "Katonowców" użyłby Haisekishō podpalając wszystkie chmury gazu i czyniąc niebotyczne zniszczenia. Kwestia czterech synchronicznie złożonych pieczęci, zielone oczy młodzieńca zrobiły się złote. Wąż → Szczur → Wąż → Tygrys. Chłopak nabrał w płuca powietrze i wydmuchnął chmurę szarego gazu. Następnie zagryzł zęby, aż szczęknęły, a chmura zamieniła się w ognistą pożogę. Dokładnie tak.

Haijingakure no Jutsu
Kolejna technika shinobi, którą miał zamiar opanować mogła w przypadku nieodpowiedniego użycia drastycznie wpłynąć na otoczenie w którym zwykle trenował. Dlatego też postanowił się oddalić od swojej ulubionej strefy i zapuszczając się nieznacznie w las, zmarnował kolejne minuty by znaleźć inną polanę. Gdy tylko to zrobił, przysiadł na chwilę na białej połaci śniegu i skoncentrował się na przepływie chakry w organizmie, miał zamiar wykorzystać posiadaną wiedzę, co do innych technik ogniowych, by przetworzyć znane mu techniki na ideę tej jednej, którą miał zamiar użyć. Mając w pamięci zachowanie technik wytwarzających chmury łatwopalnego gazu zaczął kumulować powietrze w płucach, a następnie postanowił przetworzyć swoją chakrę oraz zebrany tlen w coś zupełnie innego - popiół, który miał służyć jako doskonała zasłona dymna. Wydmuchnął zebrane powietrze, rzeczywiście przeistaczając je w warstwę pyłu unoszącego się gęsto nad powierzchnią ziemi, jego wizja została przysłonięta.

Hōsenka Tsumabeni
Odetchnął głęboko, gdy popiół przerzedził się w powietrzu, osmolił i zgromadził się na zmrożonych drzewach, jednoznacznie zmieniając obraz otoczenia w zakątku, który obrał na trening pojedynczej techniki z zasłoną dymną. Czując jeszcze niedosyt w wykorzystaniu swej katonowej potęgi ruszył w stronę betonowej rury, która była oddalona może z pół kilometra od jego obecnego punktu pobytu. Gdy powrócił na miejsce w którym zawsze trenował sięgnął do tyłu, do swojej torby biodrowej. Kolejna sztuczka, której miał się nauczyć polegała na wykorzystaniu shurikenów w połączeniu z siłą Katonu. Technika ta przy znajomości innych, które tworzyły na przedmiotach powłokę z chakry ognia, wydawała się być jedną z prostszych. Zaczął składać kolejne pieczęci, jednocześnie zbierając powietrze w płucach: Szczur → Tygrys → Pies → Wół → Zając → Tygrys → Małpa. Przyłożył dwa palce do ust, którymi zaczął wydmuchiwać płomień, a następnie sięgnął po shurikeny, które miał zamiar wyrzucić. Ognista chmurka, która miała rozwarstwić się na pojedyncze pociski z płonących shurikenów rozlazła się w powietrzu. Gurenshiddo zamrugał i nieświadomie warknął z niezadowoleniem. Nie tak miało być. Schował pospiesznie shurikeny i ponowił sekwencję pieczęci, tym razem mając na uwadze by ognista chmurka utrzymała się w swoim miejscu zanim miała przejść na broń miotaną. Szczur → Tygrys → Pies → Wół → Zając → Tygrys → Małpa. Rzucił shurikenami, które zajęły się płomieniem i pofurkotały w pustą przestrzeń, świadomie wycelowaną przez Gurenshidda. Płonąca broń miotana upadła w śniegu wygasając i nie czyniąc żadnej szkody, ale technika została w jakimś stopniu przyswojona.

Kaen Senpū
Ostatnia technika, która miała poszerzyć jego bojowy asortyment spektakularnie przedstawiała się w wykonaniu jednego z przeciwników, na którego się przez okres swoich podróży natknęli wraz z Aiko, Kyasupą oraz mistrzem Sarutobi. Po złożeniu odpowiedniej sekwencji Gurenshiddo powinien być w stanie wytworzyć płomienie, które zbierając się przed nim, powinny zacząć wirować wokół własnej osi by utworzyć płomienny strumień ognia, podobny do tego wytwarzanego przy technice Kasai Iki i pochodnych. Skupiając więc chakrę przy składaniu sekwencji czterech pieczęci spróbował swych sił z techniką. Małpa → Ptak → Pies → Baran. Już przy pierwszych próbach wykonywana technika szła w stopniu dostatecznym, więc tak naprawdę kolejne kilkadziesiąt minut spędził szlifując tą zdolność.

Gdy skończył swój trening...Przez godzinę jego oczy utrzymywały złocisty kolor. Nie był świadomy tego, co zachodziło wewnątrz niego.

[z.t.]
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Ostoja

Postprzez Gurenshiddo » 6 lis 2018, o 01:15


ROK '60
Aura w okupowanym przez Shōguna Konohagakure no Sato pomału przeistaczała się. Liście zmieniały swój koloryt, by wkrótce porzucić swoje miejsce w koronach drzew i przyzdobić ściółkę paletą pięknych barw. Dni upływały skracając się, coraz częstsze zrywy chłodnego powietrza zapowiadały nadchodzącą zmianę, a drzewa zdążyły zrzucić większość swoich liści. Żyjąc pod zaborem Shōguna, Gurenshiddo spotykał się z różnymi postawami, które przenikły do społeczności Ukrytej Wioski w Liściach, zwolennicy Shōguna panoszyli się w swoich specjalnych mundurach oraz mieli za nic tradycję Woli Ognia - byli niegodziwi, zarówno wobec cywili, jak i shinobi, którzy nie weszli w szeregi tak zwanych Wiewiórek. Wykonywanie misji wiązało się z coraz większymi kontrolami ze strony "shōgunistów", którym przysługiwały większe prawa i coraz rzadziej Hokage, Rokugama z klanu Kohaku, wraz ze swoimi zastępcami mogli przebić się formalnie przez decyzje okupanta. Misja w której Gurenshiddo brał udział wraz z Shikame Narą, była jedną z nielicznych, którą Rokugama wydysponował nieco na przekór władzy wyższej. Czy możliwym było, że Cień Ognia wiedział o korzyści płynącej dla któregoś z Konoszan w tejże misji?
  - Wysłał dwóch zagorzałych shinobi, wyznających Wolę Ognia, do Tebiki. Jeśli wiedział o istnieniu zwoju z paktem z krukami, to równie dobrze mógł spodziewać się tego, że trafi w ręce moje, albo Shikame... - dedukował na głos, a wewnątrz jego podświadomości przemieścił się byt, który zamieszkiwał jego trzewia i wypełnił jego głowę wibrującym głosem:
  - Niewykluczone, ale nie przyszedłeś tutaj by gdybać nad takimi rzeczami, Yōki. Skup się na treningu.
Oczywiście, Resshin miał całkowitą rację. Źle się działo w Konohagakure no Sato, jak prawdopodobnie w każdej z innych Ukrytych Wiosek, która przetrwała kampanię Shōguna. Wszyscy skapitulowali, a jak niosły wieści z podziemia: w ruinach Amegakure no Sato zebrali się zmilitaryzowani wojownicy, którzy stawili opór Shōgunatowi; bezpieczną ostoję można było znaleźć w niezdobytym Ankō Vantian, którego żadna siła nie mogła ruszyć. Mógł, tak samo jak Shikame, wyruszyć do Kraju Deszczu i otwarcie przyłączyć się do buntu przeciwko tyranowi, który zdominował znany im świat shinobi. Ale nie wyobrażał sobie opuszczenia swojej rodzimej wioski - miał przeczucie, że powinien być tutaj w szczególności na czas zbliżających się Egzaminów na Chūnina. Zresztą, tutaj była Aiko... Gdzie indziej mógł pójść? Po śmierci Kyasupy ich relacja przeszła kryzys, o rok młodsza od Gurena Yamanaka wyrzucała swojemu chłopakowi, że nie przeszło mu nawet przez głowę by zabrać Ją na ich misję. Gdyby była z nimi, mogłaby ocalić Kyasa. Wiedział o tym, rozumiał, że miała rację. Odebrała to jako straszny cios ze strony Gurenshidda i długo nie mogła wyzbyć się żalu w swoim niebieskim spojrzeniu, gdy nawiązywali kontakt wzrokowy. Potrzebowała czasu, którego miała od Massai'a pod dostatkiem. Doszli do ładu - najgorsze mieli za sobą, więc tym bardziej musiał zostać w Liściu. Wola Ognia była potrzebna tu na miejscu, gdzie kłębiło się od wroga. Podniósł się z miejsca.

Kamagata Hinami
Bez ociągania przystąpił do trenowania swoich ogniowych technik do walki kontaktowej. Imitując ruchy stylu Delikatnej Pięści, Gurenshiddo na przemian markował ciosy wykorzystując swoje Houka Hira, a każdy atak Płonącej Dłoni kończył się sukcesywnym wydobyciem się iskry i małego, acz intensywnego płomienia, który mógł zagrozić przeciwnikowi. Niezgrabnym, acz coraz bardziej wprawnym ruchem, zaczął składać kolejno jednorącz pieczęci: Ptak. Tygrys. Smok; po czym pchnął większym płomieniem do przodu. Sekwencje ognistych ciosów powtarzały się, dzień upływał, aż do momentu, gdy sekwencja składanych przez blondyna pieczęci stała się błędna, ot złe złożenie palcy w wyniku zbyt zapamiętałego trenowania: Tygrys. Wąż. Smok.
  - Cholera...! - warknął Massai, wyrzucając rękę na bok w pewnym akcie zezłoszczenia własną pomyłką, a potem powtórzył głośniej, gdy przez jego rękę przepłynęła potężna energia Katonu i wystrzeliła nieco losowo na odległość kilku metrów.
  - ...co się właśnie... - rozdziawił usta z pewnym niedowierzaniem, z odpowiedzią wyszedł mu naprzeciw nie kto inny, jak Resshin:
  - Wydaje mi się, Yōki, że jesteś o krok od stworzenia własnej techniki.
  - ...ale... przecież nie zamierzałem...
  - Zdarzało się, że i wielcy shinobi odkrywali przypadkowo nowe techniki. Może podświadomie zacząłeś tworzyć własną?
  - Hm... - niedowierzanie oraz zdziwienie ustąpiło miejsca determinacji.
  - Jaką sekwencję pieczęci to ja użyłem?
Próbując w jakimś stopniu odtworzyć warunki w jakich wykonał technikę, złożył oburącz pieczęci: Tygrys. Skupił się na przepływie chakry, przekierowując elementarną chakrę ku ręce. Wąż. Spróbował poczuć zezłoszczenie, które wywołała jego pomyłka w składaniu pieczęci i zrozumieć, jak te emocje wpłynęły na to, co miało miejsce potem. Smok. Wyrzucił dłoń do przodu, obserwując jak płomień wydobywa się częściowo z jego dłoni, ale również i z jego przedramienia wijąc się dziko, bez kontroli. Pojedynczy wybuch chakry ognia, wyładowanie energii, które wydobyło się z jego ręki musiało nabrać formy.
Przez chwilę, która w jego głowie mogła trwać wieczność przypatrywał się swojej rozwartej dłoni i kontemplował nad kształtem swojej techniki. Tygrys. Ponownie wgłębił się w energię natury ognia, która płynęła w jego układzie. Wąż. Zarysował sobie w głowie obraz ostrza, które przebijałoby wroga. Smok. Wyrzucił rękę do przodu, a ogień buchnął, lecz nie nabrał formy, którą sobie wyobraził Massai. Ogień buchnął z jego przedramienia intensywną falą, która na kształt skrzydła wystrzeliła w górę, by zintensyfikować się i ostatecznie rozpłynąć się w powietrzu.
  - Hm. - pojedynczy dźwięk wydobył się z wąskiej linii ust Gurenshidda, gdy ten przetrawiał rezultat swoich poczynań. Czy było możliwym, by podświadomie pragnął osiągnąć inny efekt? A może w jakimś stopniu Resshin bawił się z efektami jego techniki, wspierając go swoją własną chakrą? Nie mógł wykluczyć żadnych z tych opcji, ale przede wszystkim należało zebrać dostateczne informacje na temat tego, co powodował i jak można było to przekuć na swoją korzyść. Ostrze.
Wykonał ponownie sekwencję pieczęci, po czym przetwarzając przez prawicę energię katonu, zamachnął się znad głowy jakby trzymał w ręku miecz i przeprowadzał pojedyncze cięcie po skosie. Ogień naparł do przodu, przypominając przez moment wzburzoną morską falę, a potem nabierając sierpowatego kształtu, rosnąc w jego oczach, częściowo sunąc po ziemi, by na określonym punkcie pokonywanego dystansu zmniejszyć się i po prostu upłynnić w powietrzu.
  - Sierpowata fala ognia... Ciekawy kształt. - zauważył z poczuciem satysfakcji.
  - Kamagata Hinami. Brzmi dobrze, Yōki. - pochwalił młodzieńca Karyū.
  - Faktycznie. Brzmi dobrze. - zgodził się ze smokiem Gurenshiddo.
Kilkukrotnie jeszcze powtórzył świeżo, co przyswojoną autorską technikę i z zadowoleniem przysiadł na betonowej rurze. Jego naturalny talent do panowania nad naturą ognia sprawiała, że bezproblemowo opanowywał kolejne techniki Katonu. Jego talent potęgowała obecność Resshina wewnątrz jego ciała. Mimo tej niesamowitej energii, poczuł jednak zmęczenie.

  - Najwyższy czas coś przekąsić, Resshin. - zwrócił uwagę przedostatni z rodu Massai'ch, sięgając do swojego plecaka po onigiri. Włożył jedną całą kulkę ryżową do buzi i ze smakiem zaczął przeżuwać. Siedział chwilę cicho, kontemplując ślady po swojej technice w formie roztopionego śniegu, a ostatecznie chwycił za kolejną ryżową kulkę.
  - Wiesz, Resshin, współpraca z tobą to niezwykły przywilej i za... - zaczął przemawiać, ale ktoś wszedł mu w słowo.
  - Hej, co porabiasz? - głos niezwykle bliskiej mu istoty wypełnił zimowe powietrze ciepłem.
  - ...a może powinnam była się spytać, co porabiacie? - dodała w kolejnej chwili nieco żartobliwym, ale i skonsternowanym tonem. Wciąż miała duży problem z przyzwyczajeniem się do obecności dwóch niezależnych jaźni w pojedynczym ciele Massai'a - było to dostatecznie dla Niej krępujące, ale oswajała się z tym.
  - Aikuś! - odwrócił się ku Niej, zupełnie zaskoczony Jej obecnością w "Ostoi". Twarz rozjaśnił mu szeroki uśmiech i w międzyczasie wpychając do ust kolejną ryżową kulkę podniósł się z miejsca. Szybko przegryzł kąsek i skierował się ku niebieskookiemu ucieleśnieniu anioła. - Opracowaliśmy nową technikę Katonu na użytek własny. - pochwalił się.
  - Dobrze cię widzieć, Aiko. - szeroko uśmiechnięty, zapatrzył się wgłąb Jej oczu, a następnie przytulił Ją do siebie, mierzwiąc dłonią Jej jasnoblond czuprynę. - Co Cię tu sprowadza?
  - Przyniosłam ci obiad --- znacznie lepszy od tych twoich dań instant. - wyczuł niemą groźbę w Jej słowach. Gdyby nie opiekuńcza i kochająca Aiko, żywiłby się pewnie samym niezdrowym jedzeniem marniejąc Jej w oczach. Była kochana, troskliwa, uzupełniająca go pod wieloma względami. Odstąpił od Niej na niecałe pół metra tylko po to, by ponownie utonąć w Jej spojrzeniu.
  - Dziękuję, Aikuś, jesteś najlepsza... - powiedział miękko, pogładził Jej policzek i pocałował w usta, spijając z warg słodki smak miłości. Przez chwilę, zupełnie nic się nie liczyło - byli tylko ONI.
  - Co byś beze mnie zrobił, co? - zaśmiała się pogodnie dziewczyna. Aiko. Wybranka jego serca, istota, którą kochał już długie lata i świata po za Nią nie widział. Była jego muzą, inspiracją, podporą w ciężkich czasach. Tylko na sobie, tak naprawdę, mogli polegać w ciężkiej rzeczywistości, która ich otaczała.
  - Wiesz... Długo myślałam o odkryciu natury chakry wiatru w twoim układzie chakry. Nie zawsze będę mogła być obok, kiedy będziesz walczyć, a źle by było zmarnować potencjał zmieszanego Katonu i Fūtonu. - wszczęła temat i przygryzła dolną wargę. - Nauczę cię paru podstaw, ale tylko pod warunkiem, że jak będziemy działać w duecie to nic się nie zmieni.
Było coś w spojrzeniu Aiko. Forma uporu, tudzież po prostu potrzeba zapewnienia, że walcząc ramię w ramię - nic pomiędzy nimi się nie zmieni. Że pomimo iż Gurenshiddo opanował żywioł, którym dotąd władała Aiko, to nadal będzie potrzebna. Że cały czas będą mogli się uzupełniać, łącząc swoje techniki. Jego oczy uśmiechnęły się, dając odpowiedź zanim jego usta otwarły się:
  - Dobrze wiesz, że nasz duet jest po prostu niezastąpiony. - wyszczerzył zęby i odwrócił się od dziewczyny, by postąpić parę kroków wgłąb swojego terytorium treningowego. Był gotów.

Enshō No Kaze
  - Dobra, Guren. - uśmiechnęła się pogodnie blondwłosa nastolatka. - Dzisiaj nauczę cię dwóch podstawowych technik Uwolnienia Wiatru. Pierwsza z nich to Enshō No Kaze, polegająca na skumulowaniu chakry Fūtonu i wypuszczeniu jej dookoła w podmuchu, zdolnym odepchnąć broń miotaną, jak i przeciwników. - wytłumaczyła, przybierając ton mentorki.
  - Zademonstruję. - złożyła dłonie, z łatwością skupiając w nich swoją chakrę, a następnie w szybkim ruchu wyrzuciła na boki ręce wywołując podmuch, który uderzył Gurena w twarz, rozwiewając jego włosami, zmuszając do zakrycia twarzy i postawienia paru chwiejnych kroków do tyłu, żeby nie stracić równowagi. - Okej, teraz twoja kolej.
Gurenshiddo skinął głową i skoncentrował się na przepływie chakry płynącej w jego organizmie. Musiał wydzielić energię wiatru wewnątrz jego układu chakry.
  - Złóż dłonie i skoncentruj w nich chakrę Fūtonu. - poinstruowała go Yamanaka, a zielonooki blondyn zmarszczył brwi, próbując skumulować w jednym miejscu energię, która dotychczas wewnątrz jego organizmu była mu obca. Jak miał wyizolować tą energię od dominującej w nim chakry ognia? Jaką miał szansę by tego dokonać? Coraz intensywniejsze skupienie wystąpiło na jego twarzy, minęła minuta, może dwie, albo i trochę więcej, a on próbował przełamać barierę, o której istnieniu dotychczasowo nawet nie wiedział.
  - Czuję, że udaje ci się to, Guren. - podzieliła się swoim sensorycznym spostrzeżeniem Aiko, po czym zawołała nagle ni stąd ni zowąd - Szybko! Teraz!
Gurenshiddo wyrzucił ręce na boki wyzwalając energię, z której obecnością i barwą musiał się jeszcze oswoić. Nie było fajerwerków. Ani też wielkiego osiągnięcia. Wywołał bardzo minimalną zmianę w warunkach atmosferycznych pod postacią bardzo łagodnego powiewu, który zmierzwił włosy Yamanaki.
  - Jak na pierwszy raz, nie było wcale źle. - zauważyła blondyneczka, po czym przybliżyła się do Gurena i musnęła ustkami jego policzek. - Próbuj dalej. W końcu to opanujesz.
Tak też Gurenshiddo, trenował kolejną godzinę technikę pod nadzorem swojej drugiej połówki. Pomału oswajając się z techniką oraz samym żywiołem i chociaż nie od razu doprowadził do perfekcji nowy atak, to w przeciągu kolejnych dni miał go uskutecznić. Może i miał naturalną predyspozycję do władania Katonem, ale nie przekładało się to w podobny sposób do innego żywiołu - jasne, był pojętny, chłonął nowe umiejętności, ale nie działało to tak samo jak w przypadku instynktownych mechanizmów Gurena z elementem ognia.

Gōkūhō
Zrobili sobie obydwoje krótką przerwę. Usiedli razem na betonowej rurze i zaczęli chłonąć ramen z termicznej miski. Nie minęło wiele czasu, a ponownie byli na nogach. Aiko wydobyła swoje tsurugi i bez ogródek wymierzyła nim w Gurenshidda.
  - Dobra. *Powiedzmy*, że opanowałeś Enshō No Kaze. Teraz, wykorzystując nabytą wiedzę, powinieneś był w stanie przelać chakrę wiatru na miecz i... - tu przerwała na moment, a pojedynczy pocisk uderzył w Massai'a, zapierając mu dech w piersiach oraz zwalając go z nóg w śnieg. - ...powinieneś umieć wypuścić pocisk.
  - Ugh. Robi się z Ciebie drugi Jūshiro Sarutobi, Aikuś... - burknął blondyn i przyjął pomocną dłoń od swojej partnerki, która zachichotała do niego zalotnie:
  - Och, nie marudź. Weź się w garść i próbuj swoich sił - później sobie odbijemy trudy treningu.
Skinął niemo głową, dobył katany i ponownie zaczął się skupiać wokół dotychczasowo obcej siły, która przykryta gdzieś pod chakrą Katonu cały czas w nim była. Miał doświadczenie z przelewaniem chakry w przedmioty, swojego czasu bawił się z przewodnikami chakry, także więc przelanie energii Fūtonu na miecz, nie powinno stanowić większej trudności. Mając na uwadze wyodrębnienie siły odmiennej natury, zmarszczył brwi, by przelać ją w miecz i wypuścić dalej. Przeszło mu przez głowę, by zemścić się na swojej ukochanej, ale zrezygnował z tego i wymierzając swoją kataną w opróżnioną miskę ramenu - posłał parę metrów w powietrze, by wylądowała w śniegu.
  - Sukces, mój uczniu! - zaświergotała pogodnie Aiko i nakazała jeszcze kilku prób, dla utrwalenia procesu.

* * *
Jeszcze przez kilka następnych dni spotykali się, by wspólnie trenować na terenie "Ostoi", a także by po prostu wymykać się z uciśnionej przez "shōgunistów" wioski. Dni coraz bardziej zbliżały ich ku obchodzonym w Konohagakure no Sato egzaminom na chūninów. Gdyby tylko wiedzieli do jakiego przewrotu dojdzie, czy te ostatnie dni spędziliby inaczej? Czy gdyby wiedzieli, że tylko jedno z nich przeżyje ten dzień, to inaczej się by zachowali? Czy nie trzymaliby się razem bardziej? Nie rozdzieliliby się?Massai Gurenshiddo nie miał najmniejszego pojęcia jak Los go osamotni i unieszczęśliwi.

[z.t. - dalszy timeskip]
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin


Powrót do Tereny Treningowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników