Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Mieszka tu większość ludzi z Konohagakure no Sato. Przeważnie są to bezklanowcy i mało znane rodziny, czasem też znaleźć tu można niektórych członków znanych w wiosce klanów.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Maji Seitaro » 12 lut 2020, o 01:24

Seitaro postąpił kroki tuż za Gurenem. Facet zdawał się być sympatycznym gościem, przy którym będzie można jakoś w miarę odsapnąć od wielkich wydarzeń. Zatrzymanie moru, zamordowanie Mumeia i Shotaro, opanowywanie senjutsu, osobista wojna z Yohei... czasem konieczny był odpoczynek od tego wszystkiego. Dobrze było przystanąć gdzieś w jakimś miejscu, z kimś niepozornym i pogadać na zupełnie przyziemne tematy.
- Dłużny? - dopytał, nie rozumiejąc do końca o co blondynowi chodzi i do czego nawiązuje. Domyślał się, owszem, ale nie wszystko miał za oczywiste. Równie dobrze mogło chodzić o coś osobistego.
Powłóczył wzrokiem po mieszkaniu, zatrzymując się na tych bardziej charakterystycznych elementach wystroju. Nie rozpoznawał zespołu przedstawionego na plakacie, ba, nie potrafił się nawet domyślić gatunku muzycznego, który ów zespół mógłby grać. Seitaro w niektórych aspektach był wyjątkowo, można by rzec, wyobcowany. Muzyka była czymś, bez czego żył i w czym się nie orientował do końca, to nie był jego świat nawet. Nie śledził jakiejkolwiek sceny muzycznej, dlatego gdyby Guren pokazał Seitaro swoją kolekcję płyt, tudzież gitar i zapytał czy umie grać lub rozpoznaje kapele - Maji z miejsca by zaprzeczył. Pracoholizm i poczucie obowiązku Seitaro nie pozwalało mu na zwracanie uwagi na tak przyziemne sprawy, co nie znaczy, że nie mogło się to zmienić.

Odpiął pas z Kokuto i płaszcz. Katanę oparł o ścianę obok wieszaka, normalnie by ją dodatkowo namagnesował gdyby nie był klonem, lecz... cóż, takiej sposobności nie miał. Płaszcz, co jasne, powiesił na wieszaku, a buty zdjął zgodnie z obyczajem i odstawił na przeznaczoną do tego półkę. Pasa biodrowego ze zwojami z satetsu i ukrytego ostrza na lewym nadgarstku jednak nie odpinał. Do tego wolał mieć stały dostęp, na wszelki wypadek. Odnotował wykorzystanie klona złożonego z kruków. O ile sam klon nie był zaskakujący, to materiał z jakiego został wykonany owszem. Dziwne, trochę tak jakby Seitaro stworzył swój duplikat z lwiątek... jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić. W każdym razie na poddaszu mógł nieco bardziej się rozgościć. Przyjął czarkę z ożywczym, ciepłym napojem. Usadowił się na krześle, o ile takowe było dostępne... to jest nie zawalone stertą ubrań jak to zwykło się robić z tego rodzaju meblem.
- Wnioskując po stanie twojej chakry jesteś shinobim... i to całkiem silnym. Po obyciu i ubiorze wnioskuję, że w stanie spoczynku lub chociaż na urlopie. Przysłuchiwałem się wam wtedy na trybunach, mówiłeś jak ktoś, kto co nieco ma za sobą i, co lepsze, wie o czym mówi i zdaje sobie sprawę z wagi swych słów. Doceniam. - pionowe źrenice skonfrontowały się ze spojrzeniem Gurenshidda, jednak nie na długo bo uwagę bruneta zwróciły okurzone winyle i gitara.

Obrazek

Raion Sennin Mōdo

Spoiler:

Adventurer Theme Sad Theme Fight Theme Main Theme Fight Theme 2 Chill Theme

Obieżyświat, samotny wojownik, pokrętny altruista i idealista, poszukiwacz wiedzy, cień shinobi. Maji Seitaro, do usług.
Prowadzone misje:
  • -
  • -

Głos Seitaro
MK: Reiwa
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shintaisei
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 12 lut 2020, o 02:35

Wciąż krzątający się po kuchni Gurenshiddo, kiwnął głową, przytakując mu na pytanie, ale nie oglądając się nawet na Maji'ego. Był pochłonięty przygotowywaniem zastawy. Niby chaotycznie, ale skutecznie wszystko przygotowywał; mówiąc:
  - Widzisz. W trakcie moru rozłożyło mnie na równi z cywilami. - wyjaśnił i wzruszył ramionami. Rozwinął wątek dalej monotonnym głosem - Zdaje się, że zaważyła na tym lekka niewydolność mojego organizmu. Pozostawało mi agonalne czekanie, w trakcie, gdy inni ratowali świat. Więc tak. Jestem ci dłużny.
Na krótką, wręcz pojedynczą chwilę na twarzy Massai'a pojawił się przebłysk, czegoś, co mogło ujść za uśmiech. Mężczyzna nie wyglądał jednak na takiego, który jakoś szczególnie cieszył się z tego, że żyje. Czy Seitaro mógł z pojedynczej zmiany w mimice Gurena wywnioskować to, że gdzieś w głębi shinobi z Liścia dążył do autodestrukcji i zmagał się z depresją?Możliwe, że tak. Możliwe, że nie.
"Czy ma to znaczenie?"

* * *
Rozpłaszczony Seitaro usadowił się wygodnie na krześle przy biurku. Gitara, chociaż wciąż dostrzegalna, była teraz najdalej od niego, za to blisko mu było do zasłoniętej sztalugi oraz gramofonu z winylami. Gramofon wyglądał niemalże na antyk, ale pomimo warstwy kurzu nie wskazywało nic na to, żeby był uszkodzony. Zaś kolekcja płyt winylowych, jak już wcześniej ustaliliśmy i tak nic by nie powiedziała Maji'emu. Spostrzeżenia, którymi Maji podzielił się z Gurenem sprawiły, że ten skrzyżował wzrok ze zwierzęcym spojrzeniem Jikishina. Zielone oczy, nakrapiane złotymi plamkami, wyraziły niemą przychylność. Komplement został dobrze odebrany.
  - Dziękuję. - odniósł się najpierw do ostatniej kwestii, wypowiedzianej przez mężczyznę. Przez wariactwa, jakie działy się w Liściu momentami wątpił, czy w ogóle cokolwiek "wie", czy może czasem nie oszalał. Pokrzepiające były słowa obcokrajowca. Nie spiesząc się, upił trochę herbaty i pomajtał nogą za oknem. Ponownie obdarzył spojrzeniem Maji'ego:
  - Nie uważam się za silnego shinobi. - powiedział z namysłem - W świetle tragedii, jakie miały miejsce w sercu Liścia czuję, że byłem słaby. Po śmierci Czcigodnego Kohaku Rokugamy, bezprawnie rządził nami absolutny despota. Pod moim nosem działy się rzeczy, którym nie potrafiłbym zaradzić. Ktokolwiek trochę głębiej pogrzebał, był w stanie wyciągnąć jakieś brudy i potem żył w obawie o własne życie.
Uśmiechnął się w nieco paskudny sposób, a słowa, które następnie wypowiedział ociekały wręcz satysfakcją:
  - Mówiąc bez ogródek? Podziękowałbym osobiście zabójcy Uchihy Takeru, oddał naszej wiosce sporą przysługę.
Opuścił wzrok i dodał już z powrotem normalnym - wypranym z emocji - tonem:
  - Gdyby jeszcze wszyscy to tutaj rozumieli...
Wzruszył ramionami, upił kolejny łyk herbaty i zamknął na moment oczy, ciesząc się ciepłem rozchodzącym się w dół jego przełyku. Było tak wiele rzeczy na które nie miał wpływu. Otworzył z powrotem oczy i z pewnym zaciekawieniem wlepił wzrok w Maji'ego:
  - Sam użyłeś bardzo wyważonych słów. Wtedy. Na trybunie, do tego pretendenta. - zauważył, przywołując w pamięci te słowa i przytaczając ich fragment:
  - "Żywot Kage jest krótki w tych czasach." - pokontemplował chwilę.
  - Może gdyby Kage zajęli się faktycznym dobrem wiosek, a nie wyłącznie swoim, to byłoby inaczej?
Wyraziwszy częściowo swoją opinię, a częściowo poprowadziwszy monolog, Gurenshiddo zamilkł i powiódł wzrokiem za okno.
Na podsumowaniu postawił pytanie, które nijak miało się do poglądów Gurena, ale było swojego rodzaju zaproszeniem do dyskursu. W głębi serca Massai wiedział wszak przecież, że zawsze ktoś będzie czyhać na życie głów Ukrytych Wiosek i że zawsze będą odbywały się jakieś waśnie, spory doprowadzające do kolejnych cierpiących istnień wplątanych przypadkowo w tą bezsensowną szamotaninę. Czy mogło być inaczej? Czy też może zawsze znalazłby się ktoś, utożsamiający rolę Kage wyłącznie jako stanowisko siły, tej egoistycznej, zupełnie zapominając o odpowiedzialności podlegających istnień?Guren nie wierzył, żeby świat shinobi mógł kiedykolwiek się zmienić na lepsze.
Chociaż, pragnąłby tego...
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Maji Seitaro » 13 lut 2020, o 03:27

Wiadomość o tym, że Guren ucierpiał na równi z cywilami podczas pandemii sprawiła, że Seitaro zmarszczył brwi i przez chwilę się zastanowił. Próbował w myślach dociec tego jakim sposobem osoba o tak wysokim stanie chakry i rozwiniętym jej układzie mogła zostać powalona przez morowe powietrze. Dzięki informacjom, jakie zebrał wiedział, że ninja mogli czuć się wtedy względnie bezpiecznie, bo tylko nieco byli osłabieni, w tym Seitaro. Kihara Gensei nie posiadał na szczęście na tyle szerokich umiejętności i olbrzymiej wiedzy, by stworzyć wirusa zdolnego całkiem zniszczyć układ chakry najsilniejszego nawet wojownika.
Spojrzał badawczo na Gurena, zastanawiając się na ile wpływ na jego samopoczucie miała jego wychudzona, niezdrowa wręcz postura i styl życia. Konoszanin przyznał, że ma niezbyt wydolny organizm, ale jakby tego było mało, to do tego sprawiał wrażenie człowieka przytłoczonego ciężkim bagażem doświadczeń. W pewnym momencie przez głowę sennina przebiegła myśl, że blondyn zagaił nie przez swoją asertywność, a czystą potrzebę rozmowy z... kimś.
- Hm... - mruknął jeno niejednoznacznie, ani nie dziękując za cudzą wdzięczność, ani nie odpowiadając jakkolwiek konkretnie. Właściwie uciął tym temat i upił trochę ogrzewczego płynu z czarki.

,,Nie uważam się za silnego shinobi.'' prawda, nawet nie musiało tak być. Gurenshiddo równie dobrze mógł być jednym z tych dzieci w czepku urodzonych, albo w dzbanku chakry wykąpanych. Niektórzy rodzili się właśnie z rezerwami energii ponad normalny stan lub z możliwością regeneracji jej braku. Jednym i drugim Maji poniekąd zazdrościł, ale sam nie był stratny dzięki trybowi mędrca.
Kohaku Rokugama... Seitaro choć wiedział wiele, nie znał losu Shodaime Hokage. Jednakowoż biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich doszło do jego zniknięcia i co było tego następstwem, na drodze prostej dedukcji mógł śmiało wysnuć pewne podejrzenia. Nie zamierzał się tym jednak dzielić, tak jak wieloma innymi rzeczami. Zamiast tego postanowił uświadomić Gurena w tym, kto zakończył żywot Takeru.
- Miałeś ku temu okazję. Kazekage Yami Saiko w samoobronie zlikwidowała Takeru na poprzednim egzaminie. - ot, powtórzył każdemu znaną wersję. Seitaro jednak, jako jedna z nielicznych osób, był całkowicie świadomy prawda. Jednakowoż kłamstwo powtarzane tysiąc razy w końcu stawało się prawdą i choćby przez wzgląd na lojalność względem Suny i Kazekage, nie mógł puścić pary z ust. Niczemu by to zresztą nie posłużyło. Tak jak poprzednio nie znalazłaby się osoba, która mogłaby wykorzystać jakkolwiek tę wiedzę. A nawet jeżeli powiedziałby teraz prawdę Gurenowi, to tylko po to, by poznać jego reakcję i w następnej kolejności przelać jego krew. Tej sytuacji Maji chciał zdecydowanie uniknąć.
- Twoja wioska spadła z deszczu pod rynnę. Od despotyzmu do niekompetencji. Miałem tą wątpliwą przyjemność przysłuchania się temu, co mówią wasi radni i jak prowadzą politykę. Politykę ustępstw, mianowicie. Wobec braku odpowiedniego kandydata na Hokage, stwierdzili, że godzenie się na takie warunki, jakie im się podrzuci oddali widmo wojny z silniejszą wioską. Wojny nie ma, prawda, jest za to opłakane wręcz położenie na arenie międzynarodowej, groźba wojny domowej między dwoma wielkimi klanami, wakat na miejscu przywódcy... korupcja. Dla niektórych to nawet gorsze. - ostatnie słowo wypowiedział wolniej, przypominając sobie, że przecież dzisiaj, tuż przed spotkaniem z Gurenem, spotkał się z kapitanem tutejszego ANBU - Yamanaka Inozą. W jakim celu? By odebrać odeń zwoje z tajemnicami klanu Arashi. To naprawdę źle świadczyło o Liściu i krzywił się na to, pomimo faktu, że jemu samemu się to znacznie przysłużyło. Przedostatni problem być może rozwiąże się w ciągu kilku dni, a wraz z nim wszystkie inne. Saiko zaproponowała uwzględnienie kandydatury Nary Rin. Znał ją, ale nie jej możliwości, dlatego nawet nie potrafił przewidzieć ile dobrego wniosłoby wyniesienie jej do tak znaczącej pozycji. Tak więc ,,być może'' jest tutaj kluczowe.

Po raz kolejny upił łyk herbaty, tym razem nieco głębszy, bo zdążyła lekko ostygnąć.
- Byłoby. - stwierdził krótko, lecz po chwili dopowiedział. - Dlatego właśnie to dzisiaj Sunagakure stoi na podeście, ponad wszystkimi. Nie bierz mnie za bezkrytycznego nacjonalistę, to stwierdzenie faktu. Kazekage, mimo młodego wieku, była w stanie podnieść wymarłą wioskę do rangi gracza mogącego rozdawać karty na stole. I to od tego właśnie gracza zależeć może, kto jakie karty dostanie. - dopowiedział, wstając z krzesła i podchodząc z herbatą do okna, w którym siedział już Massai. Przełknął ślinę.
- Tamten chłopak mówił poniekąd mądrze, można uznać, że ma jak najlepsze intencje. Miałem jednak do czynienia z tyloma ludźmi, że zacząłem wykazywać brak wiary i pewien sceptycyzm wobec takich deklaracji, jakich obaj od niego usłyszeliśmy. Wiesz dlaczego? - dwie sekundy pauzy i świdrujące, nienaturalne spojrzenie prosto w oczy rozmówcy - Bo władza okrutnie deprawuje. Siła, przywileje, możliwości jakie płyną z tego tytułu mogą wypaczyć najwytrzymalszy charakter i najczystsze intencje. Ludzkiej natury nie da się oszukać, można co najwyżej utrzymać ją na wodzy, ale do tego trzeba czegoś więcej niż słów. Dlatego chętnie przypatrzę się losom Kage...
Mówił to człowiek, który wykonał pierwszy i ostatni na dwóch głowach wiosek. Guren nie mógł zdawać sobie sprawy z tego, jak bardzo złowróżbne mogło być ostatnie wypowiedziane przez bruneta zdanie.

Obrazek

Raion Sennin Mōdo

Spoiler:

Adventurer Theme Sad Theme Fight Theme Main Theme Fight Theme 2 Chill Theme

Obieżyświat, samotny wojownik, pokrętny altruista i idealista, poszukiwacz wiedzy, cień shinobi. Maji Seitaro, do usług.
Prowadzone misje:
  • -
  • -

Głos Seitaro
MK: Reiwa
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shintaisei
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 13 lut 2020, o 05:30

Trzeba oddać Maji'emu, że przebywając krótko z Gurenshiddem wydedukował wiele trafnych rzeczy dotyczących blondwłosego shinobi. Powiedzieć, że doskwierała mu samotność to mało powiedziane. Niby spotykał się raz po raz ze swoim sensei'em Jūshirem i jego partnerką Shisu, a to czasem spotykał się z przyjacielem z klanu Nara, Shikame. Ale jego kamienna twarz nie zdradzała nigdy stanu w jakim był Massai. A przynajmniej tak do tego wolał podchodzić. Łudził się, że nikt nie widzi jego paskudnego stanu pod przykrywką oschłości i zobojętnienia. Ale skoro Seitaro to dostrzegł, to na pewno dostrzegali to i inni. A co się kryło w głębi serca Gurenshidda Massai? Osamotnienie? Nie. Znacznie gorzej. W jego sercu nastała gorejąca pustka.

Tym oto sposobem dwójka samotników na dobre wdała się w dyskusję na temat obecnej polityki świata. Majtając nogą za oknem, Gurenshiddo słuchał uważnie, co ma mu do powiedzenia jego rozmówca. Trybiki w głowie ruszyły w rekordowo szybkim tempie, a zielone spojrzenie Massai'a w pełnym poświęceniu skupiło uwagę na ustach przemycających do jego uszu naprawdę interesujące treści. Nigdy nie interesował się za bardzo polityką, a choć gdzieś tam rozumiał mechanizmy rządzące tym światem - wiedział doskonale, że w pojedynkę na nic w tym świecie by nie wpłynął. Jedyny prawdziwy sukces na tle międzynarodowym, jaki osiągnął to przypieczętowanie przyjaźni pomiędzy Konohą, a Tebiki. Ale w gruncie rzeczy Tebiki nie miało żadnego znaczenia, przynajmniej nie w świecie. Miało znaczenie wyłącznie dla pojedynczego nosiciela Woli Ognia, któremu zależało na dobrobycie przyjaciół z małej wioski w Kraju Dolin, a który to aktualnie siedział w oknie swojego mieszkania.

  - Zabawne. - kąciki ust drgnęły mu na krótko ku górze. - Kazekage oddała przysługę nieświadomym mieszkańcom Liścia. A człowiek, którego chciał wyeliminować Takeru, został Kyokukage.
Było można usłyszeć dozę satysfakcji w głosie Gurenshidda, kiedy to napomknął o Arinie, ale też i podsumował kolejną porażkę byłego Hokage. Może jednak była jakaś sprawiedliwość na tym świecie? Może. Skąd mógł to wiedzieć?
"A więc nasz /ukochany/ Takeru próbował zlikwidować Kazekage, ale poległ. Dobrze. Naprawdę dobrze. Karma wraca."
Słuchając dalej, jego twarz zmieniła nieco odcień. Dalsze słowa Seitaro uświadomiły mu w jak bardzo beznadziejnej sytuacji znajdowała się jego ukochana wioska. Wiedział, że nie było dobrze, ale nie zdawał sobie sprawy, że było aż tak źle.

Pobladły, postawił czarkę obok siebie na parapecie i sięgnął po paczkę papierosów. Wyciągnąwszy jednego peta, włożył go sobie do ust, a paczkę schował na powrót do kieszeni. Sunąca ku kieszeni dłoń nieznacznie zadrżała, zdradzając cień emocji, które przepłynęły przez Gurena. Czuł, że pustkę w sercu zaczyna wypełniać rozżalenie. Skupił chakrę w dłoni i pstryknął palcami, wywołując na palcu wskazującym, przyłożonym do kciuka, płomyk od którego odpalił papieros. W trakcie wykonywania tejże czynności, jego charka zachowywała się w nieco odstający od normy sposób, a oczy na chwilę przybrały złocisty odcień. Zaciągnął się papierosem i z westchnieniem wypuścił dym za okno, na chwilę odwracając wzrok od Seitaro.
  - Zasmucające. - skomentował, zaglądając Jikishonowi w oczy - Zawsze miałem wysokie mniemanie o radnym Harukawie za to, że pielęgnował wartości Woli Ognia. Zdaje się, że nie bez wzajemności. - wzdrygnął się teraz, jakby sama myśl o tym, że Gurenshiddo, gdzieś tam zabłysnął na liście radnego wywoływała w nim wstręt.
  - Nie spodziewałbym się, że z Liściem dzieje się aż tak niedobrze. Nie tego spodziewałem się po naszych autorytetach. - westchnął ponownie, spoglądając na papieros trzymany w ręku. Ponownie się zaciągnął.Tym razem czując w ustach niesmak, pstryknął niedopalonym papierosem za okno.Sięgnął z powrotem po czarkę z herbatą, usilnie próbując wyzbyć się drażniącego posmaku. Jeśli dotychczasowo wyglądał marnie, tak teraz zupełnie zmizerniał. Gdzieś w głowie przebrnęła mu myśl, jaką miała Aiko, której to myśli nigdy przy Gurenie nie zwerbalizowała, a zakodowała ją wraz z wieloma innymi wspomnieniami mu w głowie w momencie odejścia. Jego ukochana Yamanaka chciała opuścić Wioskę Ukrytą w Liściach, tak samo jak on w pewnym momencie oderwać się po prostu od tego bałaganu w którym byli tylko narzędziami. Przyłożył wierzch prawej dłoni do ust, nieco kurcząc się w sobie.Czemu nigdy o tym ze sobą nie porozmawiali?"Mogliśmy wieść spokojne życie, choćby i w Tebiki, daleko od tego zgiełku. Wśród przyjaciół."Odjął dłoń od ust, wziął kolejny łyczek z czarki i zaraz potem kolejny, opróżnił czarkę ciesząc się ciepłem rozchodzącym się po jego ciele. Słuchał dalszych słów mężczyzny z Suny, który w końcu podniósł się z miejsca i stanął tuż przy nim. Podtrzymał wytrwale kontakt wzrokowy z nienaturalnymi oczami Seitaro, który dochodził do swojej puenty. Przez chwilę siedział cicho, spuściwszy wzrok ważąc zarówno słowa, które do niego dotarły, jak i te, które sam miał teraz wypowiedzieć.
  - To prawda, że władza deprawuje, a ludzka natura jawi się w czynach, a nie słowach. - pokiwał głową w namyśle.
  - Może i ja powinienem baczniej obserwować losy Kage? - zagadnął spoglądając ponownie w oczy rozmówcy. - Ostatnie zmiany w strukturach władzy nie mogą być przypadkowe. - westchnął i pokręcił głową - Jestem prawie pewien, że stoją za tym ludzie z Oto Kanki.
Wymienił nazwę organizacji powołanej przez Oczyszczonego, który wszak zwiastował kiedyś drastyczne zmiany i nieszczęście, wszystkim, którzy przeciwstawią się jego woli. Doskonale pamiętał zamaskowaną istotę, która przejęła kontrolę nad shinobi Dźwieku, żeby wprowadzić jego i Aiko w, jak wówczas myślał, pułapkę. Pamiętał, ile było walki o te cholerne antidotum, bez którego Aiko by zmarła. Pamiętał wszystko. Włącznie z tajnym laboratorium pełnym eksperymentów genetycznych, które rzekomo były robione na zlecenie kogoś z Liścia. Może jego wuj, Massai Haro, wraz z tym swoim krecim przydupasem, dopuścił się na zlecenie Oczyszczonego zabójstwa któregoś z Kage? Nie mógł w żaden sposób tego wykluczyć. Ale może też robili to w dobrej sprawie? Może Liść naprawdę był zły? Nie mógł tego wiedzieć na pewno, nie miał z kim tego skonsultować. Oczywiście, nie wiedział nawet, że Takawa Soh zażegnał kryzys z Oczyszczonym, w zasadzie nikt po za kliką nielicznych, wtajemniczonych w temat, nie wiedział o istnieniu Oto Kanki oraz realnym zagrożeniu, jakie to ugrupowanie stanowiło. O organizacji, która wraz ze śmiercią tragicznego bytu jakim był Oczyszczony po prostu się rozpadła. Bosostopi hippisi. Teraz karmił się informacjami, których udzielił mu Maji i próbował znaleźć w tym sens. Westchnął."Co możesz zrobić, Gurenshiddo?"

Wykorzystana technika:

* * *
Nagłe poruszenie na zwykle spokojnej uliczce, wzbudziło jego zainteresowanie. Wyjrzał za okno, nie wiedząc, czemu ludzie tłumnie wychodzą z domów. Widział poczciwą Panią Wassuri, wchodzącą do kamienicy. Dostrzegła go i pomachała mu:
  - Ogłaszają nowego Hokage, będzie przemowa! Idę po Buntę! - wspomniała o swoim mężu, a prawie znikając we wnętrzu klatki schodowej, rzuciła jeszcze - Lepiej zbieraj się pod Siedzibę Hokage, chłopcze, to kluczowa chwila!
  - Hm. Rychło w czas. - zauważył Massai, spoglądając na towarzyszącego mu w oknie Seitaro.
  - Mam nadzieję, że chociaż teraz będzie to zmiana na lepsze. - wydał z siebie pojedyncze westchnienie i przełożył nogę przez okno, wgłąb pomieszczenia. Z tonu jego głosu można było wywnioskować, że wcale nie był przekonany, co do pozytywnej zmiany. Cóż, przyjdzie mu zobaczyć osobiście.
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Maji Seitaro » 14 lut 2020, o 13:43

Seitaro westchnął, widząc że wiedział wiele więcej o sytuacji politycznej Konohy niż sam Gurenshiddo. Czym było to spowodowane? Niezainteresowanie polityką nie było tutaj sensownym powodem. Jako shinobi Guren musiał choć w minimalnym stopniu przejawiać ciekawość losami swojej wioski, ale jego zaskoczenie dowodziło temu, że był naprawdę jakiś wyobcowany. W to jednak już się tak nie zagłębiał, nie obchodziło go to aż tak. Przez kilka chwil milczał, właściwie oboje milczeli. W ich rozmowie więcej było wewnętrznych rozterek aniżeli dialogu, ale tutaj byli dość zgodni. Milczenie było naturalne i w żaden sposób nie nastręczało niezręczności.
Sennin dopił herbatę całkowicie i odstawił czarkę na stół, obok czajnika. Był tu krótko, ale musiał się już powoli zbierać, nie potrafił usiedzieć na miejscu zbyt długo.
Zbył kompletnie niecelny komentarz Liścianina o Oto Kanki. Seitaro nie znał tej organizacji, lecz kimkolwiek byli, wiedział że nie mają żadnego związku z tymi wszystkimi zmianami na arenie międzynarodowej. Nie zamierzał wyprowadzać Gurena z tego błędu, najlepiej żeby nikt nigdy nie poznał pełnej prawdy. Śpiesząca się babulinka tylko przyspieszyła sprawę i rozstanie dwójki shinobi. Wybór Hokage? Zaiste, tym razem Konoszanie zaczęli działać szybko. Nie odczuwał potrzeby udania się na plac, gdzie ogłoszą nową głowę wioski. Domyślał się, kto nią będzie i poza tym wolał w tym czasie zająć się swoimi sprawami.
- Idź, powinieneś tam być. Ja pójdę w swoją stronę. - rzucił zdawkowo i zaczął kierować się w stronę wyjścia na parter.
- Trafię sam. Dziękuję za herbate, następnym razem obiecuję, że to u mnie zaznasz gościny... gdziekolwiek to będzie. Bywaj.
Założywszy buty, płaszcz i katanę wyszedł na zewnątrz i udał się w kierunku bramy wioski. Nie miał już tutaj co robić, kwestia Konohy została dla niego zakończona.



Z/t
Obrazek

Raion Sennin Mōdo

Spoiler:

Adventurer Theme Sad Theme Fight Theme Main Theme Fight Theme 2 Chill Theme

Obieżyświat, samotny wojownik, pokrętny altruista i idealista, poszukiwacz wiedzy, cień shinobi. Maji Seitaro, do usług.
Prowadzone misje:
  • -
  • -

Głos Seitaro
MK: Reiwa
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shintaisei
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 17 lut 2020, o 08:29

Skinąwszy głową, odprowadził swojego gościa do drzwi i uśmiechnął zupełnie niewymuszenie wysłuchując rzuconej obietnicy. Nie wiedział za jaki czas, bo może i nawet stanie się to na przestrzeni odległych lat, ale miał silne przeświadczenie, że obietnica ta zostanie spełniona.
  - Dziękuję za rozmowę, Seitaro. Do zobaczenia. - zamknął za Majim drzwi i na krótką chwilę oparł się o nie, biorąc głęboki wdech... "Spokojnie." ...i wydech. "Teraz, będzie ciekawie." Potrzebował zebrać się w sobie, nie był przekonany, co do tego jakie losy spotkają ich wioskę, ale wiedział jedno - ważyły się losy Konohy. Słowa Maji'ego głęboko się zagnieździły w jego głowie. Od despotyzmu do niekompetencji. "Co będzie dalej?" Zacisnął zęby i ruszył się ze swojego miejsca.

[z.t.]
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Poprzednia strona

Powrót do Dzielnica Mieszkalna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników