Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Mieszka tu większość ludzi z Konohagakure no Sato. Przeważnie są to bezklanowcy i mało znane rodziny, czasem też znaleźć tu można niektórych członków znanych w wiosce klanów.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 2 kwi 2015, o 13:20


Kamienica Wassuri:

W zakamarkach Konohagakure no Sato oprócz tradycyjnych domków jednorodzinnych, nowoczesnych domów i bogatych posiadłości, można też znaleźć piękne kamienice, tak zwane pomosty pomiędzy starą, a nową architekturą. Jedną z takich kamienic jest właśnie ta należąca do Pana Bunta Wassuri, która została skrzętnie odbudowana na nowo przez cywilów oraz shinobi. Choć nieco odmieniona, wciąż przypomina dawną kamienicę, którą była przed zniszczeniem wioski Liścia.

Odnowiona, utrzymana w czystości i tchnięta do życia dzięki Pani Shiori Wassuri, która umiłowała przyrodę i pracę z nią, a także przychylności klanu Yamanaka, kamienica jest dowodem, że ten typ zabudowy nie musi uchodzić za architektoniczną obskurę i sztampę. Ogród i zdobienia, chociaż jeszcze nie tak okazałe i piękne, powoli rozrastają się.

Okolica jest spokojna, "tutejsi" zaś kulturalni i starej daty. Podstarzała Shiori Wassuri jeszcze dogląda roślin opatulających kamienicę, ale nie robi już tego z tak wielkim zapałem, na starość straciła część tej pozytywnej werwy i częściej można ją dostrzec odpoczywającą, pasywnie przyglądającą się roślinom. Krąży plotka, że ona i Bunta Wassuri planują spokojnie przejść na zasłużoną emeryturę, a wszelkie troski dotyczące kamienicy pozostawić młodemu pokoleniu.Nieliczni mieszkańcy wioski polecają turystom by chociaż na moment weszli pomiędzy budynki Wassurich.


Mieszkanie nr 15. - Massai G.:

Mieszkanie Gurenshidda Massai nieodmiennie znajduje się na poddaszu. Wchodząc z klatki schodowej do środka przez solidne drzwi z żelaznym numerem 15, gość znajdzie się w korytarzu rozgałęziającym się do góry i na prawo do pomieszczenia kuchenno-jadalnego za jednymi drzwiami, oraz łazienki za drugimi drzwiami. Charakterystycznym elementem samego korytarza jest plakat bliżej nieokreślonego zespołu rockowego. Wydawałoby się, że po odbudowie zmieni się coś w rozłożeniu tego mieszkania, lecz sam Massai nalegał na to by możliwie jak najlepiej odwzorcować starą konstrukcję poddasza oraz jego mieszkania.

Rozgałęzienie prowadzące schodami ku górze zaprasza do przestrzeni prywatnej Gurenshidda jakim jest jego własny pokój. Pierwsze co się rzuca w oczy wewnątrz tegoż pokoju to pewien specyficzny artystyczny nieład, nie jest on związany z wyjątkowym niechlujstwem lokatora, czy też jakimś jego lenistwem w sprzątaniu. Po prostu tak ma być i jest dobrze, przyjemna aura tego miejsca mówi sama za siebie.

W skład wyposażenia pokoju wchodzi łóżko umieszczone przy schodach, sofa pod oknem, szafki, biurko, itp. itd. - rzeczy zawarte na obrazku; nie można pominąć wzrokiem starego gramofonu i półki płyt winylowych, a także sztalugi z płótnem, na którym młody Massai wyżywa się do woli artystycznie.

Informacja od założyciela tematu:

Postaci graczy nie posiadające żadnego stałego miejsca zamieszkania, mogą się podczepić pod kamienicę Wassuri, wysyłając mi na PW opis mieszkania razem z obrazkiem (obrazek nie jest obowiązkowy). Nie czerpie z tego powodu żadnych zysków, po za fabularnym posiadaniem ciekawego sąsiada. Podkreśla się, że bez wykonania wymaganej procedury mieszkania nie będą uznawane za przynależne do kamienicy.
Ostatnio edytowano 27 kwi 2015, o 14:25 przez Gurenshiddo, łącznie edytowano 2 razy
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri

Postprzez Gurenshiddo » 2 kwi 2015, o 21:30

Gurenshiddo odetchnął, siedząc na parapecie, z jedną nogą zwisającą na dwór i machającą rytmicznie, oraz z dłońmi tańczącymi po trzymanej gitarze. Jesienne powietrze wdzierało się do jego pokoju, było można czuć w nim zapach minionego deszczu. Spojrzał po ludziach, którzy przechodzili ulicą. Niektórzy zatrzymywali się by na niego spojrzeć - na grajka siedzącego w oknie pięknie odbudowanej kamienicy Wassurich. Chłopak uśmiechnął się i szarpnął głową oddając się wygrywanej muzyce. To był jego pierwszy dzień w jego domu, miał mieszane uczucia: z jednej strony tęsknił za tym miejscem, a z drugiej, czegoś mu tu brakowało - jakby to miejsce nie było kompletne. Spod jego palców wydobyła się łagodna melodia, a jego głos poniósł się czysto wzdłuż uliczki:
[z][/z] - I woke, because the sun was hitting different than before, [sup][/sup]
[z][/z][z][/z]I know the autumn's comin', 'cause it's knockin' on my door.

Młody Massai z zamkniętymi oczyma uderzył mocniej w struny i podniósł swój głos:
[z][/z] - I don't, I don't know what this new season will bring,
[z][/z][z][/z]I don't, I don't know what change this moment will sing!

Zwalniając tempo, zaczął ściszać coraz bardziej głos...:
[z][/z] - I know, I'm a different man than I was one year - one year before...
...by zaraz potem zintensyfikować ponownie grę i zaśpiewać głośniej:
[z][/z] - Summer's taking off for some other hemisphere,
[z][/z][z][/z]And I am fine with that!
[z][/z][z][/z]Just shorten up the days and let it fade right in to black!
[z][/z][z][/z]I like the air, when it tastes this way!

Uśmiechnął się nieznacznie, ponownie zwalniając utwór i kończąc swoje wykonanie:
[z][/z] - It's like a wave,
[z][/z][z][/z]And I sense,
[z][/z][z][/z]Just before,
[z][/z][z][/z]Just before it breaks...


Część ludzi została, przyglądając się jego osobie zaciekawiona tym nietypowym występem, a część ruszyła dalej goniąc za swoimi sprawami. Większość się gdzieś spieszyła. Wszystkim zawsze było gdzieś spieszno. Chłopak powiódł wzrokiem po niebie, a w pamięci odbiły mu się chwile spędzone wspólnie z Aiko. Uśmiechnął się, on i Ona mimo wielu przeciwności Losu, mimo nakładu pracy jaki zawsze na nich spoczywał, w gruncie rzeczy nie musieli się spieszyć - udawało im się znaleźć cenne chwile, wspólnie. Teraz, gdy siedział tak na parapecie i przygrywał, zapragnął wrócić do tych wspólnych chwil spokoju. Zdawałoby się, że kończąc jeden utwór już skończy swą grę, lecz tylko szarpnął dalej za struny i przeszedł w kolejny rytm muzyczny. Jego noga zamajtała tanecznie, gdy ponownie podniósł swój głos w stronę sąsiadujących ulic:
[z][/z] - Something went crooked in my mind, [sup][/sup]
[z][/z][z][/z]It stays crooked as I write.
[z][/z][z][/z]From where I stand it all seems off.
[z][/z][z][/z]Something sit and sour with the time,
[z][/z][z][/z]Wasting away without a guide.
[z][/z][z][/z]Here where I stand it all seems off.

Gurenshiddo szarpnął głową, włosy zakryły mu twarz, gdy pociągnął mocniej za struny, a jego głos zmienił lekko tonację:
[z][/z] - Moment to moment, the second hand is slowing,
[z][/z][z][/z]Rest came into frame and all was clear.
[z][/z][z][/z]Pang and flash of my conscience,
[z][/z][z][/z]And the past I keep passing in hopes,
[z][/z][z][/z]That it’ll dim with the day,
[z][/z][z][/z]Fall back into night.
[z][/z][z][/z]You fall back into night.

Po krótkiej pauzie, chłopak zaczął wygrywać motyw przewodni piosenki, by za chwilę wyśpiewać kolejne słowa utworu:
[z][/z] - The harder I try, the less I’ve done.
[z][/z][z][/z]Kept on dreaming, keep dreaming, my love.
[z][/z][z][/z]And due - to circumstance - we’re running on fumes.
[z][/z][z][/z]It’s our lives on a whole just lived,
[z][/z][z][/z]Moment to moment, the second hand is slowing,
[z][/z][z][/z]The rest came into frame and all was clear.
[z][/z][z][/z]Pang and flash of my conscience,
[z][/z][z][/z]And the past I keep passing in hopes, that it’ll dim with the day,
[z][/z][z][/z]And fall back into night.
[z][/z][z][/z]You fall back into night...

Massai Gurenshiddo przygrywając marszowy rytm znowu spojrzał na ulicę, na którą miał widok i westchnął. Ludzie, którzy go obserwowali rozchodzili się, spiesząc dalej za swoimi sprawami. Zamknął oczy i oparłszy głowę o framugę okna, wybił na drewnianej fakturze gitary szybszy rytm i zaraz też zaczął go przygrywać. Ponownie szarpnął głową. A gdy podniósł głos, brzmiał on donośnie i stanowczo:
[z][/z] - Pain and exhaustion from a pace we can’t keep!
[z][/z][z][/z]When the earth shakes and stutters, shut it off or start listening!
[z][/z][z][/z]Pain and exhaustion from a pace we can’t keep!
[z][/z][z][/z]The earth shakes and stutters, shut it off or start listening!

Jak niespodziewanie zaczął swój koncert w oknie, tak równie niespodziewanie go zakończył. Wpierw przełożył dyndającą nogę przez okno, a potem zsunął się do swojego pokoju. Odłożył gitarę pod ścianą i rzucił się na łóżko, próbując zebrać myśli. Czuł niezrozumiałą frustrację, niecierpliwość i niezadowolenie. Nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale nie czuł się tu dobrze. Brakowało czegoś ważnego. Chłopak uderzył ręką w poduszkę i jęknął przeciągle, zupełnie poirytowany. Czuł się wewnątrz własnego mieszkania zupełnie obco...Uspokoiła go jedna myśl. Jeden pomysł.
Chłopak uśmiechnął się i podniósł z łóżka.


* * *
Przez ostatnią godzinę pokrywał płótno kolejnymi warstwami farby, dodawał kolorów, cieniował obraz i dbał w miarę możliwości o wszystkie jego szczegóły. Ilekroć tylko pomyślał przy pracy o swoim pomyśle, na buzi pojawiały mu się łagodne wypieki. Był bardzo ciekaw jak mu to wyjdzie, był ciekaw jak to się przyjmie, o ile się przyjmie. Jakżeby inaczej? Uśmiechnął się szerzej i kontynuował prace nad swoim niewielkim dziełem. Minęło jeszcze piętnaście minut i skończył. Ponownie położył się na swoim łóżku przyglądając się rezultatowi swoich działań.
[z][/z] - Chyba jest okej. - powiedział do siebie i wsłuchał się w ciszę panującą w jego pokoju. Znowu westchnął z poirytowaniem. Nie, nie odpowiadał mu taki stan rzeczy. Było tu zbyt cicho, tak, to musiało o to chodzić. Poderwał się z łóżka i przyjrzał się pozostałym mu płytom winylowym. Jego kolekcja znacznie się pomniejszyła po zniszczeniu, jakie spotkało jego wioskę. Był strasznie wdzięczny Aiko, za pomoc jaką mu udzieliła przy przekopywaniu ruin kamienicy. "Złota dziewczyna, naprawdę." pomyślał, a i zarumienił się przy tym, czuł 'coś' takiego, ilekroć powracał myślami do Yamanaki. Takie drżenie serca i wypełniające zewsząd ciepło, nie umiał tego z niczym porównać. "Czy to mogło być...?" nie dokończył myśli, wyciągnął płytę z opakowania i podniósł ramię gramofonu, by położyć igłę na zamontowanej już płycie. Rozległy się specyficzne brzmienia zespołu La Dispute [sup][/sup], na moment wszystko miało być w porządku. Na krótką chwilę chłopak miał się poczuć znowu jak u siebie w domu, ale wraz z ucichnięciem muzyki zgryzoty miały powrócić.

* * *
Nawet nie wiedział, kiedy zbliżył się wieczór i nastała noc. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek czuł się tak beznadziejnie i to do tego w jego własnym domu. Powinien być przepełniony radością, świętować ten dzień i oddychać pełną piersią, a tymczasem czuł coraz bardziej narastającą irytację. Nie potrafił zasnąć w swoim łóżku. Jak to możliwe, że nie mógł zamknąć oczu i po prostu zasnąć? Raz po raz wiercił się w swoim łożu, rozkopywał kołdrę w podenerwowaniu. Po raz kolejny jęknął w ciemności i rzucił się zniecierpliwienie na drugi bok, ale wcale mu to nie pomogło. Nie mógł zasnąć i miał straszną ochotę coś po prostu rozwalić. Walnął głucho pięścią w poduszkę i zagryzł zęby. "No dalej, zaśnij już!" miał ochotę krzyczeć, po prostu wydrzeć się na cały głos z powodu tej frustracji i niemożności zaśnięcia. Zerwał się z łóżka, spocony jak mysz od tej całej walki z samym sobą i zaczął dreptać po pokoju bezcelowo, w te i wewte. Aiko. Zatrzymał się w miejscu i westchnął, a jego przeciągłe tchnienie wyrażało tęsknotę. Czy to możliwe, by ta dziewczyna aż tyle dla niego znaczyła? Że nie mógł bez Niej obyć się już aż do tego stopnia? Aiko. Pamiętał, jak Yamanaka wprowadziła się na stałe do jego namiotu i jak bardzo Jej obecność radowała go w środku, tym bardziej, że towarzyszyła temu świadomość iż Aiko czuła się przy nim lepiej. Wiele rzeczy działo się tak szybko, że nie miał nawet chwili by się nad nimi porządnie zastanowić. Aiko. Zarumienił się ponownie, wspominając sen, w którym prawie Ją pocałował, a także miło odświeżając w pamięci wszystkie te chwile spędzone razem. Naprawdę brakowało mu Jej teraz, tutaj w pobliżu niego. Chłopak przysiadł na łóżku w zadumie, jego oczy rozszerzyły się nieznacznie na tą myśl i poczuł też uderzenie swojego serca. Jego mieszkanie było puste, bo brakowało w nim Jej. Chyba nigdy nie czuł tego aż tak wyraźnie - Aiko, bez Niej obok, po prostu był niepełny. Osunął się do pozycji leżącej i złożył ręce za głową, wyobraził sobie jakby to było... Jakby to mogło być gdyby... Aiko. Czuł jak policzki oraz uszy robią mu się gorące. On i Aiko, Aiko i on. Ich niesamowita więź znaczyła dla niego wszystko, gdyby nie Ona to nie byłby tym kim jest teraz. Tak wiele zawdzięczał Jej blaskowi, Jej pięknemu uśmiechowi i dobru, którym go obdarzyła. Nie chciał zniszczyć tego co pomiędzy nimi było, ale coraz częściej nachodziła go myśl o czymś więcej, by zrobić krok do przodu...

* * *
[z][/z] - Dzień dobry, Aikuś... - powiedział niemalże odruchowo, pomału wracając do rzeczywistości. Ale Aiko nie było w pobliżu. Trudno żeby była, skoro spała w swoim pokoju, w Jej rodzinnym domu. Chłopak ziewnął przeciągle, nie wiedział kiedy zasnął, ale zbawienny sen w końcu rozłożył swe ramiona i otulił go szczelnie. Może i nie czuł się wyspany, ale zawsze złapał potrzebną chwilę odpoczynku. Kiedy otworzył oczy, poranne promienie słońca zaglądały już przez okno do jego pokoju. Spojrzenie Massai'a spoczęło na zamalowanym płótnie, a jego usta wygięły się w mimowolnym, łagodnym uśmiechu. Aiko. Pierwsza i ostatnia myśl zawsze była o Niej, kiedy wstawał, albo kładł się do snu, rzadko kiedy było inaczej. Chwilę tak leżał wpatrzony w swój malunek, pozwalając emocjom i myślom przepływać do woli przez jego umysł oraz serce. Czuł to niesamowite tchnienie, które dodawało mu skrzydeł, wiedział, co chce zrobić i wiedział, że musi spróbować, inaczej nie wytrzyma sam ze sobą. Jakoś spróbuje ugryźć 'ten' temat. Podniósł się z łóżka, ściągnął płótno ze sztalugi, po czym bez chwili zwłoki zawinął bezpiecznie swoje dzieło w papier i obwiązał skrzętnie sznurkiem. Niezbyt ładny to był pakunek, ale przecież nie o opakowanie chodziło. Trzymając paczkę za sznurek, przerzucił ją sobie przez ramię i chwycił gitarę w drugą rękę. Zarówno paczkę, jak i gitarę zaniósł na dół, następnie umył się i przebrał w świeże ubrania. Na śniadanie wchłonął zupkę błyskawiczną, Aiko by go ostro pogoniła, ale nie mógł nic poradzić, gdyż tymczasowo jego lodówka świeciła pustkami. Trzeba było jeszcze w wiele się wyposażyć - zakupić podstawowe artykuły spożywcze i czystościowe.
[z][/z] - Wszystko w czasie... - powiedział sam do siebie, przywdziewając grubszą, rozpinaną bluzę z kapturem reprezentującą kolejny zespół, który był w jego repertuarze muzycznym. Spakował gitarę do pokrowca, przewiesił ją przez ramię i chwytając za sznurek paczkę, tę również przerzucił sobie przez ramię. Sięgnął po klucz i obrzucił spojrzeniem pustą przestrzeń mieszkania. Dobrze było wrócić na stare śmieci, ale nie było w tym takiej radości jaką teraz zaczął odczuwać. Miał zamiar odwiedzić Aiko i Jej rodziców. Uśmiechnął się pogodnie, taka wizyta z rana. Zamknął za sobą drzwi na klucz i zszedł raźnym krokiem po klatce schodowej w stronę wyjścia.

[z.t.]
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Remon » 29 kwi 2015, o 17:31

Kurier z pojedynczym listem zatrzymał się na chwilę pomiędzy dwoma skrzydłami staromodnej kamienicy porośniętej pięknie zielenią, chwilę zapatrzył się w piękno tej zabudowy. To było tutaj. Bezproblemowo wkroczył do środka pierwszej klatki schodowej w kamienicy Wassurich i przeszedł przez klatkę schodową na samą górę, pod drzwi z numerem "15". Zapukał, a potem skorzystał z dzwonka, lecz nikt mu nie otworzył. Bezceremonialnie wsunął kopertę za drzwi i poszedł.

Obywatel 0049300,
[z][/z]Massai Gurenshiddo.


Uprzejmie informujemy,
Iż należność mandatu karnego w wysokości 1000 Ryō 両 została uregulowana w prawidłowym terminie.
Niniejszym oznacza to, że obywatel #0049300 zostaje zwolniony z dalszego obciążenia finansowego.
Grzywnę w pełni spłacił wspomożyciel, obywatel #0017502 o godności: Uchiha Takeru.
Z wyrazami szacunku, przedstawicielka Wojskowych Policyjnych Sił Konohy,

Soshiru Naku[z][/z][z][/z][z][/z]
謗り 哭く


Obrazek
Lemon Remon is back! ^_^ Just... Don't call me Remy! ~_~
Obrazek
Administrator
 
Posty: 344
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 15:25
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 4 maja 2015, o 20:46

Dzień się ledwie zaczął, a już był nacechowany sporej ilości wrażeniami, pierw niezapowiedziane odwiedziny Ayako Hyūgi, która zbudziła go o drastycznie wczesnej porze, wyrywając go z jakże pięknego snu o ślubie z Aiko. Potem podróż do dzielnicy klanu Aburame wraz z młodym Kosuke, który wyraźnie był nie w sosie i zachowywał się jakby nie było najmniejszych powodów do radości. Następnie wykonywanie całkiem przyjemnego zlecenia złożonego przez pana Heihachiro Aburame, co to okazał się być naprawdę w porządku człowiekiem. Na koniec scena w której Ayako i Kirito zamknięci w zastawionym przez Heihachira genjutsu próbowali sobie poradzić z zatrważającymi w ich oczach okolicznościami, cóż to był za poranek, ach, niesamowity obrót wydarzeń. Jakimś cudem dotargał się z Kiritem do szpitala, by tam go odstawić, a sam wrócił już do domu.

* * *
Zmęczony przekroczył progi swojego mieszkania i przecierając oczy, pochylił się nad kopertą zaadresowaną do niego. Bez większego namysłu wstąpił do góry, by walnąć się na swoje łóżko oraz otworzyć kopertę. Jego zielone spojrzenie po kilka razy obleciało treść listu, a potem wzniosło się ku sufitowi w mozolnym namyśle. Ręka z listem bezwładnie opadła na pościel, a chłopak odetchnął ze zmęczeniem przebijającym się w głosie. Dzień dopiero się zaczynał, a on już musiał odpocząć. Zamknął oczy myśląc nad tym, co zrobił dla niego Takeru Uchiha. Przecież widzieli się tylko przez chwilę na imprezie u Natarī, a i po tej krótkiej chwili widzenia postanowił on zapłacić za niego mandat. Będzie trzeba go odnaleźć, odwdzięczyć się jakoś. Spłacić dług. Gurenshiddo Massai nie lubił być cudzym dłużnikiem, zawsze budziło w nim to poczucie wymuszonej zależności, którą czym prędzej należało spłacać. Oczywiście nie mówimy tutaj nic przeciwko długach wobec najbliższych tj. Aiko, czy Kyasupie, w ich relacjach pewne gesty po prostu przychodziły naturalnie i nie wymagały zapłaty. Jednak czym innym były długi wdzięczności u bliskich osób, a czym innym u obcych. Gdy w jego głowie rozległ się pełen uczucia głos, zdało mu się, że wyciągnął on go z ciemnych czeluści snu:
Dzień dobry, kochanie! pełen entuzjazmu i słodyczy głos Aiko wlał światło do jego serca, tak dobrze było Ją usłyszeć.
"Hej najdroższa..." jego myśli powoli składały się w zdania, które chciał Jej przekazać. Śmieszne, że szło mu to tak opornie, jakby jego mózg spał przez lata i uczył się z zupełnym opóźnieniem wszystkich najprostszych funkcji: "Gdybyś Ty wiedziała, co się działo z samego rana, oj, mówię Ci, niezły cyrk skarbie mój."
Powoli, ze stęknięciem, podniósł się do pozycji siedzącej, list od przedstawicielki Wojskowych Policyjnych Sił Konohy wciąż trzymał w ręku. Która była właściwie godzina? Czy faktycznie mu się przysnęło?
Słyszę to po Twoim głosie. Gdy tylko skończę kolejną karną misję, wpadnę do Ciebie. Przygotuj herbatę!
Myśl o odwiedzinach Aiko bardzo przyjemnie go zelektryzowała. Z wielką przyjemnością Ją u siebie ugości na wspólnym piciu herbaty, z pierwszej ręki usłyszy jaką miał dzisiaj przygodę. Przetarł twarz, która dziwnie go swędziła od niedoboru snu i podniósł się na równe nogi, jego myśli odpowiedziały znacznie żywiej:
"Kończ w takim razie jak najprędzej, Aikuś, będę na Ciebie czekać z herbatą. Chcę Cię bardzo szybko zobaczyć."
Szykując świeże ciuchy oraz schodząc do łazienki, by zażyć kąpieli zwrócił w Jej kierunku dwa słowa, które były święte i zarezerwowane tylko dla Jej osoby: "Kocham Cię." Wziął prysznic, zmył z siebie częściowo zmęczenie i skumulował trochę świeżej energii. Z mokrymi włosami wyszedł z kabiny prysznicowej i pobieżnie wycierając się założył swe standardowe odzienie, w skład którego weszła przypadkowo bluzka zespołu At The Drive-In. Chłopak rozczesał niedbale mokre włosy i wrócił do pokoju. Już wkrótce miał opuszczać dom, by wykonać kolejną karną pracę. O czym więcej w misji rangi D, prowadzonej dla Aiko i Natarī oraz w misji samodzielnej rangi D.

[z.t.]
Ostatnio edytowano 4 maja 2015, o 20:49 przez Gurenshiddo, łącznie edytowano 1 raz
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Nieaktywny MG » 4 maja 2015, o 20:49

[z][/z]Po powrocie do kamienicy po kolejnym dniu pracy (lub zwykłej przechadzce) i otworzeniu drzwi, na wycieraczce mogłeś zauważyć białą, lekko wypukłą w jednym miejscu kopertę z pieczęcią która nosiła symbol klanu Aburame (o czym mogłeś przekonać się później, po przeczytaniu listu jeśli go nie znałeś). Gdy tylko ją otworzyłeś i sprawdziłeś zawartość, twoim oczom ukazał się list (tradycyjnie złożony na trzy części) oraz srebrna przypinka do ubrania o kształcie ptasznika. Już teraz mogłeś się domyślić, od kogo była ta niewielka przesyłka. Sama treść dokumentu, mimo iż była na nim ułożona w dosyć oficjalny sposób, nie miała w sobie nic oficjalnego.

Treść listu:

Numer rejestracyjny shinobi: 0049300
Nazwisko i imię shinobi: Massai Gurenshiddo
Ranga shinobi: Chūnin

[z][/z][z][/z]Witaj Gurenshiddo! Wreszcie udało mi się uprosić tego całego Haruno, czy jak mu tam było o to żeby dał mi dostęp do swojego komputera, żebym znalazł twoje dane osobowe. Jeszcze raz dziękuję ci za twoją pomoc przy ptasznikach! Od ostatniej nocy zdają się być jakieś niespokojnie, mam wrażenie że już brakuje im twojego śpiewu. Mam nadzieję że to tylko czasowe, bo nie jestem jeszcze taki szalony, żeby zatrudniać im zawodowego śpiewaka. No i nie wiem czemu mam takie wrażenie, że ciężko mi by było takiego znaleźć. Może ty byś do mnie od czasu do czasu przyszedł? Katsumi i Kariti z pewnością by się ucieszyły, one szczególnie cię polubiły. Niedawno przyszła do mnie Ayako, przeprosiła mnie za swoje zachowanie. Biedaczka naprawdę żałowała tego, że w ten sposób nas wtedy opuściła. Może spotkanie z moimi pajączkami dobrze jej zrobi? Jak myślisz? A właśnie! Co się stało z tym drugim młodzieńcem, tamtym co tak dziwnie zareagował na mój dowcip? Wszystko z nim w porządku? Wykorzystałem moje wpływy żeby załatwić mu wizytę u psychologa, jeśli było z nim naprawdę źle. No nic, muszę kończyć to pisanie bo ten głupek nie da mi spokoju. Chyba już chce dostęp do komputera. Miło by było otrzymać od ciebie jakąś odpowiedź, mam nadzieję że już o mnie nie zapomniałeś!

Przyjdź do mnie jeszcze kiedyś,
Stary pryk z klanu Aburame,
Aburame Heihachirō[z][/z][z][/z]

Obrazek
Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 19 lip 2015, o 21:45

Jūshiro Sarutobi wraz z Aiko Yamanaką i obstawą dwóch zamaskowanych ANBU zostawili go pod drzwiami jego kamienicy. Nikt na niego nie czekał w domu, miał mieć sporo czasu na rozmyślania. Przytulił mocno złotowłosą dziewczynę do siebie, a potem ze smętnym wzrokiem patrzył jak znikają w chmurze dymu. Powoli poczłapał przez klatkę schodową na swoje piętro, mechanicznym ruchem otworzył drzwi i sztywno przekroczył próg. Czuł się jak we śnie. Powrót do domu miał być jego zbawieniem. Szansą na oczyszczenie jego strapionego umysłu i na spokojny sen. Ale wcale tak nie było, powrót do domu okazał się być wejściem w klatkę pełną goryczy i przejmującej pustki. Zatrzasnął za sobą drzwi, rzucił plecak na podłogę i dokładnie to samo zrobił z całym swoim uzbrojeniem. Był wykończony i chciał się już tylko położyć do łóżka i zaznać snu.

Lecz sen nie przychodził. Leżąc nieruchomo na swoim legowisku i patrząc pusto w sufit nie był w stanie zasnąć. Wciąż prześladowały go minione wydarzenia i dotykały go myśli jakie się nasuwały w konsekwencji tego wszystkiego. Tak trudno było mu uwierzyć, że na zlecenie kogoś z Wioski Liścia prowadzono tak potworne eksperymenty i w tak bestialski sposób podchodzono do ludzkiego życia. Zadrżał. Czy Oto Kanki naprawdę byli "tymi dobrymi"? Czy to, że jego wuj nie pojawił się wcześniej w jego życiu świadczyło o tym, że za bardzo był zaangażowany w sprawę by pochylić się nad jego nieszczęsnym życiem? A jeśli tak, to czy nie powinien on przestać się użalać nad sobą i podziwiać swojego wujka Haro za to, co robił w imię pięknych idei? Ale w takim razie Wioska Liścia tak naprawdę za fasadą wielkich słów kryła paskudne kłamstwo i intrygę. czy możliwym jest, że Hokage nic nie wiedział o tych eksperymentach? W głowie znowu odbiło mu się wspomnienie misji rangi C, którą wykonywał w towarzystwie Aiko oraz Sekkiego, gdzie mieli albo ocalić albo w ostateczności zabić dziecko z rodu Uzumakich. Czy to nie wskazywało na pewną drastyczną bezwzględność? Czy to nie powinno dać do myślenia na temat idei Woli Ognia? Ile z nich szło na śmierć w ten sposób? Ile z nich wykonywało oddanie swoje misje, by już z nich nigdy nie powrócić? Momentalnie wspomniał swoich rodziców i zacisnął oczy, powstrzymując łzy. Żałował, że nie mógł pójść z Aiko i zasnąć u Jej boku, przytulony do Niej. Żałował, że nie mógł z Nią o tym wszystkim teraz porozmawiać i znaleźć ukojenie w tej przeciągającej się bezsennej chwili. Miał dosyć swoich myśli, które drążyły coraz bardziej bolesne kanały w jego głowie.Sen nadszedł... Ale minęło sporo wyczerpujących chwil, zanim to się stało...
Zapadł się w głęboką ciemność i pustkę...


* * *
Kiedy się obudził, nie było jeszcze południa. Przez bite dziesięć minut leżał nieruchomo wpatrując się w sufit i nie mógł drgnąć choćby jednym mięśniem by ruszyć się z miejsca. Siłował się z samym sobą kolejne pięć minut żeby wstać i w końcu udało się, ale dalej wcale nie było lepiej. Każdy ruch przychodził mu z trudem w wyniku stanu psychicznego w jaki wpadł. Był przybity i nie wiedział, co ze sobą ma zrobić. Czy ma czekać w domu jak skazaniec aż przyjdzie Sarutobi, albo jakiś reprezentant władz wioski by poinformować go o konsekwencjach jego ostatnich czynów? Czy też może zostanie wzięty bez słowa na przesłuchanie z którego wyduszą z niego prawdę? Westchnął ciężko i ostatecznie zadecydował, że bezczynność tylko go dobija. Wziął powolny prysznic, w trakcie którego bezmyślnie patrzył się w ścianę zraszany strumieniem wody. Bez entuzjazmu przebrał się w świeże odzienie. Nie przygotował sobie nic na śniadanie, ani też nie sprawdził zawartości koperty od pana Aburame. Spakował cały swój ekwipunek i wyszedł z domu. Musiał coś z sobą zrobić.

[z.t.]
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 14 sie 2015, o 20:50

Wrócili trzymając się za ręce do kamienicy w której mieszkał. On i Aiko, cudowna przedstawicielka klanu Yamanaka. Gdy dotarli na miejsce księżyc był już zawieszony wysoko na czerniejącym nieboskłonie, a wiatr hulał w najlepsze zawodząc złowrogo i rzucając bezwładnymi liśćmi. Spacer w tej ponurej jesiennej atmosferze potęgował poczucie wiszącego zagrożenia oraz niepokoju, lecz dwójka zakochanych w sobie shinobi chociaż na moment uciekła myślami od intryg w jakie Los musiał tą parę wplątać. Na przekór wszystkim przeciwnościom trwali razem.
  - Herbaty? - Gurenshiddo zaproponował już w swoim pokoju na poddaszu. Odpowiedź była oczywista, zarówno Aiko, jak i długowłosy Massai byli herbacianymi miłośnikami. Wystarczyło Jej jedno skinienie, by chłopak zbiegł po schodach na dół i zaparzył ich ulubiony napój. Wrócił do góry dumnie niosąc na spodeczkach dwie filiżanki gorącej herbaty, uśmiechnął się do najbliższej mu istoty i wspólnie delektowali się chwilą, którą mogli ze sobą spędzić. Chociaż na kilka kolejnych minut uciekli od strasznych okoliczności w jakich się znaleźli. Lecz nie można było uciekać od spoczywającej na ich barkach odpowiedzialności. Jedno poważne spojrzenie długowłosego młodzieńca wystarczyło, by niebieskooka dziewczyna odgadła jego myśli, chociaż pytanie, które miał Jej zamiar zadać mogło Ją nieznacznie zaskoczyć.
  - Jeszcze nigdy wcześniej jak teraz nie czułem, że coś mrocznego wisi nad nami, Aikuś... - powiedział powoli ważąc w swych ustach słowa. Ich brzmienie przyprawiało go o ciarki. - Nie wiem co nas będzie czekać, ale musimy być gotowi... - zawahał się spoglądając wgłąb Jej ślicznych oczu. - Ja, muszę być gotowy. Czy podzieliłabyś się ze mną swoją wiedzą medyczną? Nie chcę znaleźć się w sytuacji, w której nie wiedziałbym jak pomóc kompanowi.
Odstawił pustą filiżankę i przez chwilę wyglądał za okno, czekając na odpowiedź ukochanej dziewczyny.

Kōdo Iryō no Kenmei
Długo wpatrywała się w niego swymi niebieskimi, dużymi oczyma, widziała i niemalże czuła tętniącą w nim determinację. Chociaż był pojętnym uczniem i prawdopodobnie na własną rękę mógł poszerzyć swą wiedzę na ten temat, zgłosił się właśnie do Niej. Zagryzła wargi na krótki moment. Robił to, by Jej się przypodobać, czy dlatego, że naprawdę była dla niego rzeczywistym źródłem wiedzy, być może nawet takiej z jaką nie zetknąłby się w żadnej książce? Przez krótką chwilę Jej własne kompleksy dały w górę, o mało nie chciała się nawet obrazić, ale to umknęło. Patrzyła na chłopaka, który kochał Ją i ufał Jej możliwościom. Skoro miał Ją za guru w tematyce Iryōjutsu to mogła dla niego tym guru być.
  - Dobra. - odpowiedziała zachrypłym głosem po chwili. - Ale zanim dowiesz się jak pomagać kompanom, poznasz lepiej budowę własnego organizmu... - to powiedziawszy sięgnęła po jeden z ołówków, w których posiadaniu był Gurenshiddo i spędziła długie minuty szturchając drewnianym zakończeniem pisadła w różne punkty na ciele chłopaka, tłumacząc mu, co się znajduje pod skórą i jak dany organ funkcjonuje, lub jaką pełni rolę. Towarzyszył temu śmiech i wzajemny afekt. Przez kilka kolejnych dni, odwiedzała go, by wyedukować go bardziej na temat ludzkiej anatomii. To było przedsięwzięcie.

Ōkyū no Kurouto
Gdy tylko lekcje anatomii dobiegły końca, następne dwa dni spędzili razem odgrywając scenki w, których Aiko była ranna, a Gurenshiddo po Jej grze aktorskiej musiał odgadywać, co jest grane i jak zaradzić problemowi. Gdy tylko uznała, że chłopak dość już się popróbował na wyimaginowanych przypadkach ich praktyka przeniosła się do szpitala Konohagakure no Sato, gdzie raz po raz, współpracując z Mei, matką Aiko, zajmowali się cięższymi przypadkami medycznymi, a samodzielnie pomagali doraźnie w mniej groźnych przypadkach. To właśnie w ferworze szpitalnej akcji Gurenshiddo miał spędzić kilka kolejnych dni oraz poszerzyć swoją wiedzę ratowniczą i medyczną. Stopniowo z upływem kolejnego tygodnia jego umiejętność oceny obrażeń stawała się trafniejsza, a metoda ich zapobieganiu oraz łagodzeniu po prostu dobra. Przyszedł ten moment, że Aiko z dumą mogła uznać iż Jej chłopak skutecznie poszerzył swoją wiedzę.

* * *
Jesień niemiłosiernie przemijała coraz bardziej ustępując zimie. Po przykrych doświadczeniach jakie Aiko z Gurenem przeżyli po otruciu tej kochanej nastolatki, ich stosunek do otaczającej rzeczywistości zmienił się. Blondwłosa Yamanaka wpadła w ponury, bardzo depresyjny nastrój i rzadko wychodziła z domu - gdyby nie interwencje Gurenshidda prawdopodobnie w ogóle by z niego nie wychodziła. Spotkania z Kyasupą, Natarī oraz Isu były dla nich kolejną formą ucieczki od koszmaru, który tkwił w ich głowach, a o którym nie rozmawiali z nikim ze swoich bliskich. Bywały też dni, że razem przesiadywali w pokoju Jej bliźniaka i nie wyściubiali nosa na zewnątrz. Był to też okres w którym para wspierała ich bliską przyjaciółkę Natarī, która musiała się zmierzyć z traumą własnych przeżyć wynikających z bojem. W swoim czasie Gurenshiddo znalazł czas na prowadzenie korespondencji z poczciwym przedstawicielem klanu Aburame, który sprezentował mu pajęczą przypinkę. Mijały kolejne dni, Wioskę Ukrytą w Liściach spowiły warstwy białego puchu, a para shinobi coraz rzadziej wychodziła na spotkanie z innymi. Dało się ewidentnie zauważyć, że Aiko, a szczególnie wiecznie optymistyczny Gurenshiddo wycofali się z życia towarzyskiego i byli pochłonięci czym innym. Myśl o ich doświadczeniu z Oto Kanki chociaż z upływem czasu zatarła się, paradoksalnie spotęgowała ich niepokój. Musieli razem zmierzyć się ze swoim problemem. Minęło tyle czasu, a oni nie otrzymali żadnego znaku. Wszystko do swojego czasu. Festiwal Odrodzenia oraz egzaminy na Chūnina zbliżały się wielkimi krokami. Młodszy z dwóch żywych Massaich nie mógł pozbyć się przeczucia, że impreza nie pójdzie zgodnie z planami ich Kage...

* * *
Otworzył powoli oczy i westchnął. To była kolejna noc przespana płytkim, udręczonym snem. Prześladowały go dziwne obrazy tej nocy. Tajemnicze widmo utracenia Aiko oraz innych bliskich krążyło nad nim spłycając jego oddech oraz pozbawiając skutecznie spokoju. Nie mógł już dłużej spać, ale i nie mógł znaleźć dostatecznej siły by wstać. Przeciągało się to kolejnymi minutami, ale w końcu podniósł się z łóżka. Musiał przecież jakoś funkcjonować. Szybki prysznic otrzeźwił go i zupełnie postawił na nogi. Jego myśli skoncentrowały się na zadaniu, które sobie obrał na dzisiejszy dzień - kontynuacja treningu, który na najbliższy tydzień zaniechał z powodu złego samopoczucia.

Fūin no Jutsu
Zasiadł przy swoim biurku i rozwinął szeroko zwój, któremu z namaszczeniem przyglądał się przez kolejne bezsensownie tracone minuty. Co też zapieczętować w tym zwoju? Co poświęcić w myśl idei eksperymentu z zupełnie obcą nastolatkowi sztuką? Co zmotywowałoby go do skutecznego pieczętowania przedmiotu wewnątrz zwoju? Co sprawiłoby, że intensywnie starałby się podjąć próbę bez ponoszenia porażki? Jego spojrzenie przeniosło się na katanę, która obecnie opierała się o biurko pod luźnym kątem w swej czarnej poszwie. Bezsłownie skinął głową. Tak, to jest to. Rozwinął zwój na pełną długość, po drodze zwalając z drewnianego blatu, co poniektóre zbędne przedmioty, a następnie na długości zwoju położył zabezpieczoną katanę. Skupił się na przepływie swojej chakry i trzymając otwartą dłoń na rękojeści broni spróbował "wcisnąć" miecz do zwoju. I co? I nic. Nie wiedział jak to skutecznie zrobić. Kolejne próby spełzały na niczym, gdyż nie potrafił sobie poradzić z tym, wydawałoby się banalnym zadaniem. Minęła godzina i w końcu osiągnął sukces. Pusta powierzchnia pergaminu zapełniła się symbolami, świadczącymi o "zapisaniu" ostrza wewnątrz zwoju. Odzyskanie broni okazało się znacznie prostszym wyzwaniem.

Opanowawszy jakże fascynującą sztukę pieczętowania przedmiotów w zwojach na poziomie podstawowym, Gurenshiddo podniósł się z miejsca i spakował cały swój inwentarz. Należało się ruszyć z miejsca. Nastała pora konsekwentnego działania.

[z.t.]
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 7 mar 2019, o 23:48


ROK '61
Przygotowania do egzaminów na chūnina trwały w Wiosce Ukrytej w Liściach z niezwykłą intensywnością. Rozruch na ulicach zaśnieżonej Konohy był wszechobecny, patrole "shōgunistów" namnożyły się, a ilość restrykcji wobec tych, którzy tak rzewnie nie spoglądali w kierunku Shōguna była wręcz przytłaczająca. Nie mówiąc już o narastających zaczepkach ze strony przeklętych Kitarisu/Wiewiórek - shinobi lojalnych wobec Shōgunatu, którzy czuli się i de facto byli bezkarni wobec tradycyjnych struktur shinobi. Cóż mógł powiedzieć, czy uczynić Hokage, gdy to Shōgun i jego sługusy mieli prawdziwą władzę? Otóż to. Mógł działać zakulisowo, w zupełnej tajemnicy wraz ze swoimi poplecznikami. Misja, dzięki której podpisał pakt z krukami, żyjącymi nieopodal Tebiki sprawiła, że jeszcze bardziej był wyczulony na wszelkie przejawy gry, jaka mogła dziać się w cieniu ogólnych wydarzeń. Spotkanie z przedstawicielem klanu Nara, Shikame, nie mogła być przypadkowa, gdyż jak to było podkreślone - zostali obydwaj wybrani przez doradców Hokage i byli przez Cień Ognia doceniani. Lojalność? Niegasnąca Wola Ognia? Prawdopodobnie tak. Ale były wydarzenia, które swojego czasu zachwiały ową lojalnością, rzuciły podejrzenie na intencje jakimi mógł kierować się wódz shinobi Liścia. Czyż poznanie Oto Kanki i historii nielegalnych badań naukowych na żywych istotach, nie były dostatecznym problemem? Było tak wiele odmiennych zagrożeń, o których jeszcze nie wiedzieli oraz tak wiele z którymi zdążyli mieć już styczność:
  Przedstawiciele rywalizujących przed laty wiosek, którzy próbowali ich prześcignąć na każdy możliwy sposób.
 Najeźdźcy z Oni no Kuni, którzy doprowadzili do destrukcji ich wiosek i zmusili ich do banicji.
  Oczyszczony wraz z Oto Kanki, których intencji ostatecznie nie mógł przejrzeć - byli dobrzy, czy źli?
 Shōgun-tyran ze swoim Ashihara no Nakatsukuni, który przejął Ukryte Wioski i zwerbował Kitarisu.
  Nukenini, którzy chociaż ścigani przez ANBU zwykle jakoś się wymykali, nieraz organizując się na mniejszą skalę.
 A także ukryci wrogowie wewnątrz wiosek, choćby zdrajcy wewnątrz klanu Hyūga z Maresuke na ich czele.Ilu jeszcze wrogów mogło się pojawić na ich drodze?Co też jeszcze mogło im zagrozić?  - Czy nasza rzeczywistość zawsze była taka popaprana? - zagadnął Gurenshiddo, siedząc na parapecie i wypatrując na ulice rodzimej wioski zza otwartego okna. Kolejne ślady ludzkich stóp znaczyły swój trop na śniegu. Resshin wypełnił jego jaźń:
  - Obawiam się, że tak, Yōki. Nawet kiedy na świecie panował pokój w cieniu zawsze ktoś spiskował. Taka już kolej rzeczy.
Odpowiedź ta, nie przyniosła mu żadnej ulgi. Westchnął i skierował swe spojrzenie ponad ulice Liścia, na niebo.
  - Wiesz... Czasami chcę uciec od tego wszystkiego. - powiedział z melancholią. - Zaszyć się w jakimś spokojnym miejscu, razem z Aiko. Żyć spokojnie bez tych wszystkich konfliktów, nie obawiać się, co będzie jutro.
  - Nie zrobiłbyś tego, Yōki. - odpowiedział mu Karyū z niesamowitym spokojem oraz pewnością w głosie - Nie pozwoliłbyś by inni cierpieli, wiedząc, że ty możesz coś temu zaradzić. Twoje sumienie, ani twoja Wola Ognia nie pozwoliłyby ci na to. Nie po to trenowałeś.
  - Heh... - Massai westchnął, półuśmiechając się na te słowa. Resshin miał rację. Jakkolwiek pięknym marzeniem nie byłoby znalezienie sobie prawdziwie spokojnego miejsca, dalekiego od wojen i intryg, w którym mogliby wraz z Aiko osiąść, nie zrealizowałby go, o ile byłby świadom, że jest potrzebny innym ludziom; że może im pomóc i wnieść coś dobrego do ich rzeczywistości. - ...a zresztą Ona by na to nie przystała.
Aiko. Najśliczniejszy i najcenniejszy kwiat, który wyrósł akurat dla niego w Wiosce Ukrytej w Liściach. Aiko. Niebieskooki cud, który nie potrzebował wchodzić mu do głowy, by rozczytywać jego myśli, czy intencje. Znała go na wylot. Była jego muzą i dopełnieniem. Cóż on by bez Niej zrobił? Uśmiechnął się znacznie szerzej. Mają przecież siebie nawzajem i razem są niezwykle silni. Co mogłoby im stanąć na drodze? Nie było takiej siły, która mogłaby ich złamać, czy rozdzielić. Tak myślał.Och, jak bardzo był w błędzie...
* * *
Egzaminy na Chūnina były już w toku od paru dni. Początkowo Gurenshiddo, pchany przeczuciem oraz niedawnymi przemyśleniami, zmobilizował się i zaangażował Aiko w wypatrywanie niebezpieczeństw, patrolowanie/skanowanie wioski. Jego gromadka niesfornych kruczków, kolejno: Ai, Oi, Fi, Li i Roi; przelatywała nad wioską, poszukując jakichkolwiek niepokojących zjawisk. Dwa razy wszczęły fałszywy alarm, podnosząc Massai'a z Yamanaką w stan gotowości. Blondwłosa, niebieskooka piękność po wszystkich przeżyciach nieszczególnie paliła się do działania na rzecz Wioski Liścia, w wyniku przeszłych wydarzeń Jej poglądy odnośnie Konohagakure no Sato uległy drastycznej zmianie. Ale pomimo tego, co siedziało w Jej głowie i na Jej sercu, nie była w stanie, przynajmniej w pełni, oprzeć się Woli Ognia Gurena. Być może robiła to wyłącznie dla świętego spokoju, by nie spierać się ze swoją drugą połówką, a być może po prostu było to dlatego, że zależało Jej na Massai'u. Przeszli już przez naprawdę niejedno, mieli swoje wzloty i upadki. Po śmierci Kyasupy przeszli przez najtrudniejszy okres w swej relacji, gdzie Aiko odwróciła się od długowłosego blondyna, winiąc go za przebieg wydarzeń i nie zaangażowanie Yamanaki w nieszczęśliwą misję, którą przebył z ich najbliższym przyjacielem, Hyūgą. Mimo przeszkód miłość Gurena i Aiko przezwyciężyła wiele. W większości kwestii byli zgodni, a różnice w poglądach politycznych mogły pójść w odstawkę, gdy przedstawiciel wymarłej rodziny Massai'ch przejawiał tak wielkie zaangażowanie w sprawę. Przycinała mu nieco sceptycznymi uwagami, ale nie przygaszała jego ognia i użyczała mu swych zdolności sensorycznych przy nadzorowaniu wioski.

Zapał, z jakim Tokubetsu Jōnin działał, zdążył jednak zmaleć wraz z rozpoczęciem trzeciego etapu egzaminów. Nic złego się nie działo, pojedyncze incydenty z Kitarisu przypominającymi o swojej przewadze pod rządami Shōguna, kilka przepychanek i nic. Zdawało się, że nic nie mogło zakłócić tradycyjnej drogi geninów do osiągnięcia wyższej rangi w zastępach shinobi. Gurenshiddo zarządził zawieszenie działań patrolowych i choć, wszelkowypadkowo, wykorzystał piątkę kompetytywnych kruków by latały nad wioską, to sam starał się chociaż trochę odpocząć, wynagrodzić czas wzmożonej gotowości swojej ukochanej. Może przesadził? Może nie powinien aż tak bardzo wariować? Ostatnimi dniami za dużo myśli zebrało się w jego głowie? Spacerowali przez Wioskę Ukrytą w Liściach wraz z Aiko, z dala od tłumnie zgromadzonej gawiedzi na arenie, gdzie kolejni genini staczali swoje pojedynki. Cieszyli się swoim towarzystwem i choć na krótki czas, czuli się znowu niewinnymi szczeniakami, jak przed laty, gdy się poznali.
"Uhhmm... W czym czuję się najlepiej, tak? Wiecie, uhm... Sam jeszcze nie wiem.
Myślę, um, myślę że to przyjdzie z czasem... Bardziej się rozjaśni. Nie martwiłbym się tym teraz."
wydukał niepewnie zapytany przez grupę równolatków w Ichiraku Ramen."Po to są spotkania z senseiami, by wydobyli z nas to, co najlepsze.
Dopiero zaczynamy naszą przygodę, więc nie masz co się martwić.
Na pewno jest coś, w czym czujesz się najlepiej, po prostu jeszcze nie miałeś okazji tego odkryć."
położyła dłoń na jego dłoni, krzepiąc go i uspokajając.
Pojedyncza eksplozja przerwała ich sielankę.
W jednej chwili spokój zniknął. Aiko instynktownie składając pieczęć i rozszerzając swoje sensoryczne zdolności, na moment zamarła. W tle było słychać narastającą falę okrzyków. Jedne były przepełnione najszczerszą trwogą i przerażeniem, drugie, przesiąkały zajadłą nienawiścią. Wyczuła bardzo znajomą obecność, której nie czuła od laty, która znikąd pojawiła się z grupą innych shinobi na arenie. Krewniak Gurenshidda zawitał do wioski, a wraz z nim i jego zakapturzonymi, bosostopymi towarzyszami, pojawiły się potężne zwierzęta paktu, które zaczęły siać destrukcję na arenie. Massai Haro i Oto Kanki, jak się pojawili, tak zaraz przepadli, pozostawiając po sobie rozrastający się chaos. W tym samym czasie Wiewiórki oraz regularni żołnierze Shōguna zaczęli zabijać shinobi oraz cywilów, wszystkich, którzy nie nosili barw Ashihara no Nakatsukuni. Wszystko stało się tak nagle, że przytłoczyło to Yamanakę, odbierając tyle intensywnych impulsów na swoim radarze, zachwiała się. Wybuchnęła regularna walka, która miała dotknąć nie tylko Wioskę Ukrytą w Liściach, ale również pozostałe osiedla shinobi.
  - Aiko? - położył dłonie na Jej ramionach, patrząc na skupioną buzię istoty, którą kochał całym swoim sercem.
Jeszcze przez chwilę analizowała sytuację. Dzielnica klanu Hyūga niemalże natychmiastowo zaczęła defensywę i akcję zbierania cywilów. Jej rodzimy klan, nawiązywał łączność z poszczególnymi rodzącymi się polami bitwy i również zaczął działać. Ich sensei, Sarutobi Jūshiro wraz ze swoją ukochaną, Szkarłatną Kunoichi - Hasūme Shisu walczyli w lesie za Monumentem Hokage. Większość wioski zmobilizowała się. Niezapowiedziana bitwa w przeciągu kilku chwil zajęła całość Liścia. Na początku chaotyczne działania, zaczęły się koordynować, ale pojawił się pojedynczy fakt, który śliczna Yamanaka zdążyła wychwycić nim przerwała pieczęć. Kamienica Wassurich, w której Guren mieszkał, była zupełnie pozbawiona ochrony. Na ulicy ginęli cywile, biedni państwo Wassuri zabarykadowali się w kamienicy. Źle to wyglądało. Podniosła swoje niebieskie oczy, by spojrzeć w zaniepokojone spojrzenie zielono-złotych oczu Massai'a. W pierwszej chwili chciała po prostu złapać go za rękę, tym samym przekazując wszystko to, co zarejestrowały jej sensoryczne i telepatyczne umiejętności. Szybko jednak zrezygnowała z tego pomysłu, wiedząc jak wielką Wolą Ognia cechuje się Guren i jak bardzo emocjonalnie może zareagować na to, co zobaczy.
Przełknęła ślinę i wzięła głęboki oddech. Niewiele jej pomógł.
  - To nie jest pojedynczy, nieznaczący wybuch. - zaczęła. Musiała nakreślić sytuację, na tyle dokładnie, na ile pozwalał im czas. Nie mogli tracić go na bezsensowne pogawędki.
  - Wioska została zaatakowana. Większość cywili jest eskortowana przez grupy shinobi, zarówno Nara jak i Yamanaka zajmują się wydawaniem rozkazów, więc sytuacja jest pod kontrolą. - na tyle, na ile jest to możliwe, dodała w myślach.
  - Kamienica Wassuri. Nikt nie zajął się nimi, Guren, musimy natychmiast tam iść...
Przez pojedynczą chwilę jego oczy, niemalże pusto zapatrywały się w jego miłość. Jego umysł na ułamek sekundy po prostu się wyłączył, a przez głowę przeszła powolnie myśl: "Moje przeczucia się jednak sprawdziły." Nieświadomie zacisnął mocniej dłonie na ramionach towarzyszki, a jego twarz stężała. Ujrzała w jego oczach wszystko. Szok; przerodzony w troskę o państwo Wassurich, o kamienicę z którą się zżył; przerodzoną w determinację. Puścił jej ramiona, zagryzł zęby i ruszył pędem, nie oglądając się za siebie. Yamanaka Aiko została w tyle, nie była w stanie go powstrzymać.

* * *
Pędził ile sił w nogach, niczym w zupełnym amoku, albo nierealnym śnie, który stawał się rzeczywistością. Słyszał narastające zewsząd krzyki, kakofonię dźwięków wywoływanych odmiennymi technikami i słyszał bicie własnego sfrustrowanego serca. Zagrożenie zbliżało się do jego ukochanej kamiennicy, państwo Wassuri byli zagrożeni, a wskazywało na to, że wszyscy są pochłonięci walkami w innych miejscach. Skoczył na dach jednego z budynków i nie wytracając pędu zaczął przeskakiwać na kolejne dachy. Konoha jak przed laty była pogrążona w chaosie, widział odległe ulice pogrążone w walce - bordowe uniformy Shōgunistów, przeciwko zielonym kamizelkom Liścian. Czyżby Shōgun się czymś zniecierpliwił? A może miał już dosyć tego, że krajanie Gurena nie chcą tak łatwo ulec jego rządom i próbują mu się oprzeć? Czy i tym razem może jakieś przeklęte rakiety spadną na ich wioskę? Nieważne! W tej chwili liczyło się jedno! Musiał zabezpieczyć kamienicę, nie mógł dopuścić do krzywdy bezbronnych cywili, którzy tam przebywali. Pomiędzy dachami, skierowali się ku niemu dwaj rozjuszeni przedstawiciele Wiewiórek. Nie miał czasu, by się teraz zatrzymywać na błahe potyczki z nimi, gdy kamienica była zagrożona.
Bez chwili zastanowienia, przekierował chakrę Katonu do swoich dłoni, a jego oczy przybrały złocisty kolor.
  - Z drogi...! - krzyknął tylko, natychmiastowo wypuszczając w dwóch Kitarisu ogniste kule, które trafiły ich i zajęły płomieniami. Odskoczyli mu z drogi rażeni potężnym ogniem, który był efektem potęgi Gurena zmieszanej z mocami Resshina. Nie mieli szans, może i byli psami Shōguna, ale w tym przypadku wynikało to z ich słabości, byli miernymi shinobi, których skusiło stanie ponad resztą społeczności. Gardził takimi ludźmi, byli chorobą, która niszczyła ich nację wyznającą Wolę Ognia. Pędził dalej.

* * *
Gdy stanąwszy na dachu ukochanej kamienicy dotarł na miejsce, zobaczył widok, który strwożył go, ale i rozwścieczył. Oto stłoczyli się samurajowie oraz najemnicy z Oni no Kuni pod sztandarem Ashihara no Nakatsukuni. Okupanci położyli trupem niewinnych cywili i walili w drzwi wejściowe kamienicy. Krew nasączyła śnieg, nadając strasznego wyrazu miejscu, które zawsze słynęło z piękna. Jeden z żołnierzy Oni no Kuni, przywdziany w szkarłat, zauważył Gurenshidda i wskazał go niemo palcem swoim towarzyszom. W trakcie, gdy Massai wydobywał swoją katanę, trzech najemników wycelowała w niego kuszę. Pojawiły się krucze klony Gurenshidda. Miecze samurajów zabłysnęły energią. Zaś skopiowane postaci blondwłosego Tokubetsu Jōnina otoczyły płomieniem swoje katany. W mgnieniu oka zeskoczyli na dół, wszczynając walkę...

* * *
Aiko kierowała się śladem blondwłosego shinobi, który pozostawił Ją daleko w tyle. Wiedziała, że jego emocje wzięły w górę. Pamiętała jak był jeszcze beztroskim, wesołym chłopcem w którym pokochała jego otwartość i spojrzenie na świat. Znała jego historię, pamiętała, że stracił zbyt prędko rodziców i trafił do sierocińca, z którego jedyną ucieczką było wejście na ścieżkę shinobi. Mimo wielu trudności brnął do przodu, pokazywał, że może być dobrze - nieważne jaka tragedia by ich spotkała, zawsze mogli podźwignąć ciężar bólu i iść do przodu. Razem podźwignęli się po pierwszym, traumatycznym, splamieniu rąk krwią. Razem podźwignęli się po zniszczeniu ich wioski. Wspólnymi siłami przyczynili się do odbudowy ich domów. Razem podźwignęli się po śmierci Kyasupy. Zawsze razem. Widziała jak Gurenshiddo na Jej oczach dojrzewa, mężnieje i tylko Ona miała dostęp do jego najskrytszych myśli oraz sekretów, coś czego nie osiągnął w takiej skali nawet przebywający w Massai'u Resshin. Doskonale wiedziała, ile znaczy dla blondyna ta kamienica - to był jego dom.

Na swej drodze spotkała dwójkę spopielonych shinobi. Przyspieszyła. Czuła mniejsze źródła chakry niknące pod gniewną energią bijącą z Gurena. Jego unikatowa sygnatura chakry dominowała na polu walki, ale miało to się zmienić. Czuła zbliżające się źródła chakry w miejsce, którego zażarcie bronił Jej partner. Wiedziała, że jeśli nie pojawi się w porę to może stracić bezpowrotnie ukochanego. Mieli wielu dobrych przyjaciół, wiele przychylnych im znajomości, ale w gruncie rzeczy zawsze byli tylko dla siebie.
"Nie chcę cię stracić. Nie mogę. Dlatego będę w stanie zabić każdego, kto będzie ci groził."powiedziała Gurenowi, mając zaledwie jedenaście lat, jak byli przyjaciółmi."Tkwimy w tym wszystkim razem, Aiko. Nie obawiaj się, jestem."powiedział Jej wtedy czternastoletni Guren.Zbliżała się do miejsca starcia, gdzie Gurenshiddo położył trupem kolejnego żołnierza służącego Shōgunowi. Był to wojownik Oni no Kuni, który próbował spenetrować jego ciało bełtem z kuszy. Kruczy klon trafiony bełtem rozpadł się na kruki chakry, które z łopotem skrzydeł rzuciły się ku przeciwnikowi, którego ugodziło ostrze katany Massai'a. Na polu bitwy zostało dwóch samurajów, którzy naparli równocześnie na dwóch Massai'ów. Klingi mieczy zderzyły się ze sobą. Jeden z Gurenów dobył tantō i ugodził samuraja pod pachę, w lukę w zbroi, wyprowadzając zaraz po tym, kolejne cięcie kataną - prosto w odsłoniętą krtań zaskoczonego żołdaka. Drugi Gurenshiddo przegrał walkę siłową z oponentem i został zdekapitowany, rozpadając się na kruki chakry. To właśnie w tym momencie pojawiła się Aiko Yamanaka, atakując w samuraja, który już markował cięcie wymierzone w prawdziwego Gurena. Odepchnęła go od ukochanego, wymierzywszy swoje tsurugi w Shōgunistę i wypuszczając pocisk powietrza. Następnie stanęła u boku Massai'a, omiatając teren swoimi zdolnościami sensorycznymi. Zdążyła, ale byli blisko.

Mieli dość czasu by ustawić się w pozycji bojowej, gdy trójka Kitarisu dołączyła do ostałego samuraja na polu bitwy. Zaśnieżona ulica pod należącą do państwa Wassurich kamienicy była gęsto wypełniona martwym truchłem, a posoka ozdobiła ją czerwienią, współgrającą ze szkarłatem uniformów i zbroi Shōgunistów. Przeciwnicy nie próżnowali, od razu przeszli do ofensywy. Jeden z wrogich shinobi zaatakował techniką Fūtonu w Massai'a, który po niejednym sparringu z Aiko, której żywiołem było powietrze instynktownie zareagował na napaść. Skontrował wąskim promieniem Kasai Iki, które wzmocnione Fūtonem, natychmiastowo zmiotło przeciwnika, przynajmniej tymczasowo, z drogi. Dwójka pozostałych shinobi wraz z samurajem rzucili się do przodu z katanami. Doszło do wymiany ciosów. Szczęk broni białej wypełnił obecnie ponurą uliczkę, wypełnioną śmiercią. Okrążali się, wymieniali ciosy oraz techniki kontaktowe, odskakiwali od- i doskakiwali do siebie, w nieprzerwanym tańcu, gdzie każdy błąd mógł kosztować ich życie.
"Tyle się ostatnimi czasy działo. Ta nasza trzyletnia tułaczka. Odbudowywanie wioski. Potyczki z łowcami shinobi.
Aiko, ja bym tego wszystkiego bez Ciebie nie przetrwał..."
mówił do Niej siedemnastoletni Guren, gdy tańczyli na przyjęciu urodzinowym Natarī."Aiko Yamanaka, kocham Cię."wyznał Jej, zatrzymując się w tańcu i obdarzając Ją szczęściem,
którego skrycie obydwoje pragnęli.
"Guren... Ja też cię kocham..."wydusiła z siebie przepełniona emocjami czternastolatka,
nim ich usta spotkały się po raz pierwszy,
pieczętując ich uczucia.
Poparzony Wiewiórka włączył się w taniec, który trwał nieprzerwanie przez kolejne minuty, w wymianie pełnej zajadłych ciosów z obydwu stron. Krucze klony Gurena pojawiały się i znikały, chwilowo dając przewagę parze Yamanaka-Massai. Jak zawsze, razem byli skoordynowani, stawiali czoła dzielnie przeciwnościom Losu i tak miało być tym razem. Już nieraz przezwyciężyli śmierć."Nie chcę Ciebie stracić, Aikuś... Nie mogę Ciebie stracić. Tyle... Ty-tyle dla mnie znaczysz..."łkał przy Niej, gdy, śmiertelnie otruta przez Oto Kanki, leżała w szpitalu."Pamiętasz co powiedziałam? Że o moim losie decyduję samodzielnie.
A ja nigdzie się nie wybieram. Mamy jeszcze tyle do zrobienia, tak dużo planów co do przyszłości..."
rzekła mu w odpowiedzi spokojnym głosem, choć nie była pewna, czy przeżyje."Miałaś się do mnie wprowadzić, Aikuś... Masz się do mnie wprowadzić. Nie zniosę Twego sprzeciwu, wiesz?
I nie zapominaj, że odwiedzimy sojusznicze wioski.
Jak na prawdziwych turystów przystało zrobimy sobie sporo pięknych zdjęć, które wszystkie oprawimy w ramki..."
podchwycił Jej słowa, wciąż klęcząc przy Jej łóżku i kurczowo wtulając twarz do Jej ciała i wpatrując się w Nią.
Kolejny raz szczęknęły klingi. Kilku Gurenshiddów i jedna Aiko, stawiali dzielnie opór przeciwnikom. Wykonując jeden ze wspólnie opracowanych manewrów, jeden kruczy klon Gurena rzucił się do przodu, by rozpaść się na kruki chakry, a Yamanaka wśliznęła się z gracją, przebijając od dołu jednego wrogiego shinobi swoim tsurugi i posyłając go zaraz Fūtonem na kamratów. Oryginalny Gurenshiddo natychmiastowo skoczył do przodu stając w pozycji defensywnej trzy metry przed Aiko, a ostatni z jego kruczych klonów zabrał kolejnego przeciwnika zanim sam się rozpadł. Wszystkich oponentów mieli przed sobą i byli dobrze usytuowani. Zyskali przewagę. Sygnatury chakry w rejonie mówiły, że nikt więcej na razie im nie zagrozi.

  - Pamiętasz mnie? - odezwał się ktoś złowrogo za ich plecami. Odwróciła się zaskoczona w prawo.
Dostrzegła poruszenie, ale nie wyczuła żadnej sygnatury chakry. Dopiero wraz z charakterystycznym dźwiękiem wydobywanej broni, widmowa prezencja odsłoniła się. Jakiś shinobi, ubrany w bordowy uniform, rzucił się wprost na Gurenshidda z wyciągniętym tsurugi. Wszystko działo się nagle. Massai, wciąż zwrócony w kierunku przeciwników przed sobą, miał zostać nabity na rozpędzone ostrze. Mężczyznę w mundurze Wiewiórki dzieliło może z pięć metrów od celu, lecz ten dystans się szybko zmniejszał."Bierzemy, co jest nam dane. Robimy to, co musimy. Pięćdziesiąt procent to dla mnie za mało Aikuś, masz żyć."rzucił stanowczo siedemnastolatek, gdy usłyszał, że operacja może Jej nie odratować.
Podjął natychmiastowo decyzję by zdobyć antidotum dla Niej narażając własne życie.
"Zawsze byłeś skory do poświęceń dla mnie. Nigdy się nie wahałeś, Guren. Nigdy nie żaliłeś się na to."zauważyła, stojąca teraz przed wyborem, osiemnastoletnia Aiko."Nie mam tu nikogo bliskiego po za Tobą, Aiko…
Nie mogę znieść myśli, że mogłaby spotkać Cię jakakolwiek krzywda. Jeślibym Cię stracił to to by mnie na pewno zabiło."
wyjawił czternastoletni Guren swojej przyjaciółce, która wypełniła całe jego serce."Przepraszam. Nie tak miało być. Z naszej dwójki, to właśnie ty sobie poradzisz. Wierzę w ciebie. Moja kolej."odpowiedziała mu zdeterminowana osiemnastoletnia Aiko.
Rzuciła się do przodu, natychmiastowo, pchana instynktem, zagradzając drogę wymierzonej w Massai'a broni własnym ciałem. Miękki dźwięk przebijanego organizmu i pojedyncze westchnienie.
  - Guren... - wydobyła z siebie, nim ten w ogóle zdążył się ku niej obrócić. Wyciągnęła dłoń ku pociągłej twarzy Gurenshidda Massai i musnęła jego policzek. Poczuł intensywny impuls, nim zdążył jakkolwiek zareagować na sytuację, która jawiła mu się przed oczami. Przez głowę przewinęły mu setki obrazów, myśli, pragnień, marzeń i wspomnień. Wszystkie należały do jego Aiko. Zadrżał. - ...miałam ciebie... - powiedziała tryumfalnie, nim osunęła się bezwładnie na jego pierś.
Oponent, wydobywszy ostrze z ciała Yamanaki, mówił coś do niego z niekrytą satysfakcją, o tym jak planował ten moment, licząc się ze zdolnościami sensorycznymi kunoichi oraz przywiązaniem Gurenshidda do kamienicy Wassurich, lecz ten go nie słyszał. Przed oczami przelatywały mu skumulowane obrazy, które jego ukochana wgrała mu w głowę. Widział małą Aiko, bawiącą się beztrosko ze swoim bliźniakiem Aoi'm. Następnie widział jak Aoi wykrzykuje nieumyślnie przykre rzeczy, szarpiąc się z chorobą, która zaatakowała jego mózg. Pusty pokój po Aoi'm, którego progów mała dziewczynka bała się przekraczać. Wspomnienia żałoby, a później powrót do "normalności" w której mała Aiko nie potrafiła się do końca odnaleźć, a z którą przyszło Jej długo żyć pod pieczą pogodnego ojca i matki patriotki, która choć twarda, tak samo jak jej małżonek kochała Aiko. Czas w akademii, gdzie Aiko niepewnie stawiała swe pierwsze kroki, a wygłupy Gurena, którego podówczas nie odważyła się zagadać podnosiły Ją na duchu. Ich pamiętna rozmowa w Ichiraku Ramen, gdzie zawiązali swą przyjaźń. Ich pierwsze wspólne działania, ich pierwsza misja, po której zacieśnili więź i wreszcie mogła zrzucić ciężar z serca. Kolejne obrazy, marzenia i pragnienia. Myśli kierowane w jego stronę ilekroć stawała w sytuacji zagrożenia życia. Wspomnienie nauki gry na skrzypcach, o których Guren nawet nie wiedział, by pewnego dnia mu mogła zaimponować. Tyle wspólnych planów.Coś ścisnęło go w gardle.Obrazek

* * *
"...miałam ciebie..."
Zupełna ciemność. Cały świat zewnętrzny zniknął, nie było dźwięków, zapachów, ani czucia. Pustka. A potem zapaliło się nad nim światło, rozbijając nieprzeniknioną ciemność. Stali w kręgu światła, po przeciwległych stronach, patrząc na siebie niemo.
Massai Gurenshiddo drżał na całym swoim ciele, a obrazy wysłane przez Aiko, jeszcze przewijały mu się przez głowę.
  - Przykro mi, Gurenshiddo Massai'u. - niemalże szepnął Resshin. Jego głos był nienaturalnie ciężki, drżała w nim niezrozumiała nuta. Jakby potężny smok, jeden z ośmiu Karyū, przejął się losem Yamanaki. Jakby to była również jego strata i jakby dzielił ten przytłaczający ciężar wraz z Gurenem.
  - Aiko... - usta blondwłosego ninjy poruszyły się martwo w dźwięk Jej imienia. Nie spuszczał wzroku z oczu Resshina. Nie mógł powstrzymać drżenia rąk. Aiko. Resshin postąpił krok do przodu, nie odrywając swego zwykle spokojnego spojrzenia od mężczyzny, który ledwie panował nad swoim ciałem. Smocze oczy zdradzały poruszenie, gniew, rozpacz. Nie kłamał, zresztą nigdy by nie oszukał ninjy w którym spędził już tyle lat, to był śmiertelny cios również dla Resshina. Aiko. Mieli wspólne marzenia, tyle rzeczy do zaplanowania i zrobienia. Całe cudowne życie przed sobą. Aiko. Resshin postąpił kolejny krok do przodu. Massai Gurenshiddo zgiął się konwulsywnie wpół. Aiko. Drżał coraz mocniej, nie mogąc w najmniejszym stopniu opanować rąk. Zamknął oczy i zacisnął zęby, powstrzymując dźwięk, który wraz z coraz ciężej wydobywającym się powietrzem z jego płuc, próbował uciec na zewnątrz. Otworzył oczy, spoglądając na swoje ręce, które w drżeniu wykonywały coraz bardziej niekontrolowane ruchy. Aiko. Spróbował podnieść wzrok z powrotem na Resshina, lecz konwulsja ponownie zgięła go wpół. Aiko. Jego oddech stawał się coraz cięższy i szybszy, przerywany pojedynczymi dźwiękami, które były na pograniczu jęknięcia, a westchnienia. Aiko. Jej piękne, duże oczy, patrzące na niego w pełni wiary. Łagodny uśmiech, który tak bardzo koił jego nerwy. Aiko. Poczuł dotyk czyichś dłoni na swoich roztrzęsionych ramionach. Resshin stał tuż przy nim, łamiąc swoje tabu. Przecież nienawidził ludzkiego dotyku. Podniósł wzrok na Karyū, odnotowując pojedynczą łzę spływającą po policzku smoka w ludzkiej postaci, a potem kolejne. Zdawało mu się, że widział jakiś kształt poruszający się za Massai'm. Smok objął go mocno, a Gurenshiddo, zwieszony na nim, spojrzał przed siebie w pustkę. Wydawało mu się, że widzi sylwetkę Aiko rozpływającą się w ciemności.
  - ...Aiko... - wychrypiał ciężko Jej imię, a głos uwiązł mu w ściśniętym boleśnie gardle. Wyciągnął drżącą rękę ku ciemności, a potem cofnął ją powoli i wsparł na ramieniu Karyū. Czuł, że pęka bariera. - ...Ai---ko...Aikuś."...miałam ciebie..."
Zaszlochał, trzymany przez Resshina, załkał. Łzy ciurkiem spływały mu po twarzy, gdy ból manifestował się w jego sercu w najczystszej, najgroźniejszej formie. Zaczął wyć, zawodzić w cierpieniu, które do niego docierało ze straszliwą siłą. Kształt pod jego dłonią zaczął się zmieniać, wydłużać, rosnąć. Resshin przybierał smoczą formę, oplatając się wkoło niego, wijąc się wokoło i unosząc w górę. Światło skupiło się oślepiająco na dwóch istotach, będących jednym. Guren wydał z siebie krzyk.Światło rozbłysło intensywnie. Czerń ustąpiła bieli.
Wznieśli się ku górze.
"Uczyń Ją moim płomieniem. Resshin."
- Nie muszę, Yōki. Ona zawsze była, jest i będzie twoim płomieniem.
Zniknęli.

Znów rzeczywistość. Aiko zwisała bezwładnie, bez życia, w jego ramionach, a wróg otoczył go ze wszystkich stron. Łzy zdążyły mu zostawić przymarznięte ślady na twarzy. Krzyk, który wcześniej wydobył z siebie gdzieś w swej podświadomości, ze zdwojoną siłą wydobył się z jego rozwartych ust. Nie. To nie był krzyk. Tylko najprawdziwszy ryk smoka, który złączył się z Gurenshiddem i wraz z nim wydał z siebie zew pełen rozpaczy, bólu, ale i też palącego gniewu. Ognista forma zamanifestowała się tuż przy nim, gdy kurczowo trzymając Yamanakę uniósł dłoń, by nakreślić imię swojego smoka. Może to był efekt walk toczonych w innych rejonach Konohy, ale zdawało się, że ich wspólny, jednolity ryk zatrząsł światem w posadach. Oczy Gurenshidda płonęły nienaturalnie złotą barwą, a jego źrenice zwęziły się na podobieństwo smoczych. Smocza głowa rzucała wściekłe spojrzenia, wijąc się na wężowej szyi wkoło Gurenshidda.
  - Zapłacicie nam za to.
  - Zapłacicie nam za to. - powiedzieli jednocześnie w przerażającej harmonii.  - Nie przeżyjecie, by komukolwiek opowiedzieć, co zobaczyliście.
  - Nie przeżyjecie, by komukolwiek opowiedzieć, co zobaczyliście.
Imię Resshina zarysowane przez Gurenshidda, zapłonęło wyraźnie w powietrzu. Płomień rozrósł się, nabierając powoli kobiecy zarys i z każdą kolejną sekundą jaśniejąc - intensyfikując się. Zapisane w głowie wspomnienia Aiko, skrawek Jej jaźni i duszy, przybrały fizyczną formę. Unosiła się w powietrzu, tuż obok niego, tuż obok własnego martwego ciała. Jaśniała coraz bardziej, aż Jej płomienie przyjęły najczystszą barwę. U ramion, wyrosły dwa anielskie skrzydła. Spojrzała na swoje ręce, a potem zwróciła oczy...:
  - Guren... - ...w jego stronę. Przez chwilę spoglądali na siebie. Shinobi ponownie zadrżał i przycisnął jeszcze mocniej bezwładne ciało do siebie. Jego dłonie w Jej krwi. Czy była tylko częściowym odbiciem pragnień Gurena i własnych wspomnień, które wgrała w jego świadomość? Czy też może technika wywołała Jej duszę, by stanęła do ostatniej walki? Czy może Resshin miał rację i zawsze była jego płomieniem? Nie mógł być pewien. Ale w Jej spojrzeniu jak zawsze odnajdywał nić porozumienia. Po oku spłynęła mu kolejna łza, jego usta zadrżały. Przycisnął Jej ciało do siebie jeszcze mocniej.
Wojownicy Shōguna stali, patrząc w oniemieniu na Gurenshidda, Resshina i byt z białych płomieni, który wyglądał oraz brzmiał jak zabita przed chwilą dziewczyna. Może to jakieś zaawansowane genjutsu? Może to coś innego? W końcu zebrali się w sobie i rzucili do przodu by zmieść z powierzchni ziemi Massai'a. Bez słowa, piękny ognisty anioł zastąpił im drogę i używając swej mocy spowił ich w intensywnych płomieniach. Co miało miejsce dalej, było już tylko zatartym w pamięci Gurena zlepkiem odrealnionych obrazów.
Upływ czasu zatarł się w pamięci Gurenshidda. Trzy Ukryte Wioski uwolniły się od wpływu Shōguna, który ostatecznie został obalony, a jego siły militarne zdelegalizowane i rozproszone. Zaczynał się okres rozkwitu, przepełniony radością, nowym życiem. Ale nie dla Gurena.

Chiyute no Jutsu
Depresja brała w nim górę. Ciągle zadawał sobie pytanie, czy gdyby poświęcił chociaż trochę więcej czasu na Iryoujutsu, to Aiko by żyła. Może inaczej by się to potoczyło? Siedział zamknięty w swoim pokoju, odcięty od świata. Mijały dni, złe i te jeszcze gorsze. Nie wstawał z łóżka, kiepsko się odżywiał, o ile w ogóle cokolwiek brał na ząb. Był w beznadziejnym stanie. Gdy brał się w garść, to tylko na tyle, by sam sobie zadać ból, robiąc swoim tantou niezbyt głębokie nacięcia na lewym przegubie, a potem koncentrując swoją chakrę, by wyleczyć rany. Był to dla niego swojego rodzaju nowy rytuał. Nie chciał testować techniki na innych istotach żywych, po co miałby swoją porażkę przenosić na inne byty? Na początku rezultaty były beznadziejne, niby rany się w jakimś stopniu regenerowały, ale i tak musiały się goić w naturalny sposób.
  - Guren! - usłyszał raz znajomy głos zza zamkniętych drzwi. - Wiem, że tam jesteś, dobrze wiesz, że cię widzę! Proszę cię, nie krzywdź siebie tak! Nie możesz żyć w taki sposób!
Była w tym głosie wyraźna nuta niepokoju i smutku. Hyūga Natarī, nie mogła znieść obrazka, który widziała poprzez drzwi. Akurat szedł umyć zakrwawione ręce w łazience.
  - Nie martw się, Nati... - mruknął cicho bardziej do siebie, niżeliby do niej. - Nie robię sobie krzywdy.
Spojrzał na swoje przemyte przeguby. Ani śladu ran. Choćby najdrobniejszej blizny.

Takitsuke Isshi
Kolejna fala paskudnych dni, które dłużyły się w depresyjnej bolączce. Wyszedł do sklepu po solidne zapasy, które składały się z dużej ilości dań instant, kilku zapalniczek oraz rakiety papierosów. Położył się na łóżku. Zza zasłoniętych okien światło nie mogło się do niego dostać za dnia, nocą nie miało to najmniejszego znaczenia. Wypalał papierosy w dużej ilości, czasem coś jadł, czasem nawet trochę posprzątał. Przyszedł kryzysowy moment, że skończył mu się gaz w zapalniczce, a był zbyt niechętny do odwiedzania świata zewnętrznego. Na początku zwyzywał świat na czym to on stoi, a potem zaczął kombinować. Nie miał najmniejszego zamiaru wychodzić ze swojego mieszkania, jeśli nie było to potrzebne. Przecież władał Katonem, mógł chyba odpalić papierosa, nie niszcząc całej kamienicy, prawda? Zaczął przekierowywać chakrę w dłonie, na różne sposoby próbując wyzwolić płomień, który nie zniszczyłby niczego. Pierwotnie próbował metodą Houka Hira, ale tylko zmieniał papierosy w popiół. Nie, to stanowczo zbyt drastyczna metoda, by odpalać papierosy, może i przy odpowiednim zmodyfikowaniu siły płomienia dało się rozpalić ognisko, ale to była zupełnie inna materia. Skupił się na swoich palcach. Raz za razem próbując wydobyć delikatny płomyk, który mógłby spełnić swą rolę. Nie przebierając w słowac - d**a. Pstryknął palcami niezadowolony i nagle z koniuszka jego palca wskazującego wydobyła się iskra, a wraz z nią palec mu się "zapalił". Patrzył w zaciekawieniu na płomyk i po raz pierwszy od dawien dawna, na jego twarzy zagościł półuśmiech. Sukces. Odpalił papierosa i jeszcze przez chwilę spoglądał na palec od którego odpalił peta. Nagle zaparzyło go weń i musiał strzepnąć ręką efekt swojej nowej techniki.
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 31 sty 2020, o 17:03

Z odpalonym papierosem w ustach, zmaterializował się w swoim pokoju. Pośród artystycznego nieładu był tu sobie panem od wielu lat. Przeszło dekadę z drobnym hakiem żył już w tym mieszkaniu, dbając, raz - odbudowując i strzegąc jego ceglanych elewacji. Skierował się do okna i otwarłszy je, usiadł w parapecie. Pociągnął szluga i w zadumie powiódł wzrokiem po przyjaznej uliczce. Wydmuchnął dym z ust i cicho westchnął. Zbliżał się powoli wieczór, a Massai miał mętlik w głowie.
  - Do czego to doszło, ech? - zagadnął zauważając czarny kształt nad głową. Gawron przekrzywił główkę, spoglądając na niego, a później zakrakał i odfrunął w dal. Nie każdy krukowaty mówił, ale odkąd stał się przyjacielem kruków ukrytych w lasach przy Tebiki, zdało mu się, że wszyscy przedstawiciele z gatunków krukowatych mieli na niego większe baczenie. Może to było zwykłe przewrażliwienie, albo jakieś urojenie w jego głowie, ale tak to odczuwał. Zaciągnął się ponownie papierosem i westchnął. Cóż mogło nadejść dalej? Tylko czas pokaże. Zdawał sobie sprawę, że rozmowa z Arinem, najlepiej jak będzie miała miejsce na osobności. Kiedyś byli sąsiadami. Zabawne, że zwrócił na to szczególniejszą uwagę dopiero, gdy ANBU zamierzyło się na życie Uchihy. Jeszcze zabawniejsze, że zareagował na ten atak wyłącznie z zupełnego zbiegu okoliczności.A może...?Wiedział, że Shouta wie gdzie go szukać. Kiedyś byli sąsiadami. Jeśli mają gdzieś porozmawiać, to dlaczego nie tutaj? W kamienicy w której ich losy się na krótko przeplotły. Odetchnął zimnym powietrzem i po prostu czekał, nie licząc upływu czasu. Jeśli się pojawi, to porozmawiają, jeśli nie, to ich życia pójdą dalej swoim tokiem, gdzieś kiedyś ponownie się krzyżując w przyszłości.
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Maji Seitaro » 4 lut 2020, o 00:21

Seitaro odpuścił sobie dłuższą pogadankę z Inozą. Im starszy był blondyn, tym bardziej zależało mu na tak przyziemnych rzeczach jak kupa forsy, kobiety i wygodna siedziba. Seitaro nie twierdził, że skupianie się na tym było złe. Widać było, że Yamanace mimo wszystko zależało na śmierci w wygodnym łóżku, a nie gdzieś na polu bitwy w towarzystwie krążących padlinożerców. Każdy miał prawo dążyć do tego, co mogłoby zapewnić mu szczęście i dobry byt. Maji jednak zwyczajnie nie potrafił postawić się w sytuacji blondyna i zacząć myśleć jego kategoriami. Pieniądze? Na nic mu one, potrzebne jedynie do zadowalania tych, którym na nich zależy. Hedonizm? Przez to kim był i jak żył nie potrafił choćby przez chwilę pomyśleć o tym, by zatrzymać się choć na chwilę, spocząć u boku swej połówki. Kiedyś o tym myślał, kiedy miał swoje światełko w tunelu w osobie Ririki. Dziś nie wiedział nawet czy jej światło życia jeszcze błyszczy. Śmierć w łóżku, w starczym wieku? Ze swoją misją i poczuciem obowiązku mógł tylko czekać aż kosa trafi na kamień i skończy tak, jak nie życzyłby sobie tego sobie nigdy Inoza.
Westchnął, zatrzymał się i spojrzał w niebo. Śnieg nieco prószył, ale do roztopów było już bliżej niż dalej. Spacerował po Konosze tą samą trasą, którą przemierzał kilka lat temu podczas wojny wraz z Midoro i Ririką. Płomienie, krew, charakterystyczny wrzask samurajów przytłumiony przez ich hełmy. Osamotnione Kokuto, które do dziś dumnie nosił na plecach niczym swój atrybut. Dzisiaj nie było po tym wszystkim choćby śladu. Wszyscy żyli tak, jakby Ashihara no Nakatsukuni nigdy nie zapisało się w historii. Seitaro przemierzał tę samą trasę nie po to by sobie przypomnieć, a po to by nie zapomnieć...

Spojrzał w bok i dostrzegł uliczkę, która prowadziła w bardziej urokliwe osiedle. Nie wiedzieć czemu udał się w wypatrzonym przez siebie kierunku. W sumie, co też mu wzbraniało, by nie zapuścić się bardziej w ulice Liścia i świadomie się zgubić? Istniał tutaj tak długo, jak długo nie potrzebował go oryginał. A skoro nie potrzebował, oznaczało to tyle, że jakoś radzi sobie z Yohei w Kawa no Kuni. W każdym razie nie żałował, że znalazł się w tej okolicy. Seitaro, jeśli miał powód, by na chwilę się zatrzymać, to tym powodem zawsze było coś urokliwego, co czuło i dostrzegało nawet jego skamieniałe serce. Tym razem była to po prostu tutejsza architektura. Niby nic, a jednak coś.
Odgarnął śnieg z jednej z ławek, by sobie przycupnąć i w spokoju pokontemplować okolicę. Nie pozostał niezauważony zbyt długo. Mimo rzekomo przyjaznych mieszkańców tego miejsca znalazła się jakaś kobieta idąca z dzieckiem za rękę. Chłopaczek spojrzał prosto w kocie oczy Seitaro, co ten odwzajemnił. O ile w pacholęciu wzbudził ciekawość nietuzinkowy wygląd sennina, to jego rodzicielka pozwoliła sobie rzucić jedno słowo na odchodne.
,,Mutant''
- Hm. - mruknął wręcz niesłyszalnie, kompletnie olewając to, co właśnie usłyszał. Przymknął oczy i zastygł w idealnym bezruchu. Nauczył się tego od zwierzęcych mędrców i gdyby nie to, że jednak oddychał, to byłby został uznany za żywy posąg. Wyciszył się, osiągnął jedność z naturą. Nic go nie obchodziło poza świętym spokojem. Nie zawracał już sobie nawet głowy ciągłym skanowaniem terenu zmysłem sensorycznym.


Obrazek
Obrazek

Raion Sennin Mōdo

Spoiler:

Adventurer Theme Sad Theme Fight Theme Main Theme Fight Theme 2 Chill Theme

Obieżyświat, samotny wojownik, pokrętny altruista i idealista, poszukiwacz wiedzy, cień shinobi. Maji Seitaro, do usług.
Prowadzone misje:
  • -
  • -

Głos Seitaro
MK: Reiwa
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shintaisei
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 4 lut 2020, o 01:23

   ...jednak próbujący się wyciszyć Seitaro nie miał zaznać tutaj świętego spokoju. Wycieczka pełna żywych wspomnień, zaprowadziła go w szczególne miejsce. W uliczkę, gdzie terror Ashihara no Nakatsukuni wywarł wyraźne piętno na innym ninjy, który podobnie jak zmęczony Maji pamięta, że świat shinobi rządzi się brutalnymi prawami. Obydwaj obecnie pogrążeni w swoich stanach zadumy nie mogli siebie od razu zauważyć, ale tym razem zdawałoby się, że to Gurenshiddo ma przewagę. Ba, ignorując zmysły sensoryczne oraz usilnie uciekając od rzeczywistości, Seitaro nie wydawał się w ogóle być świadomy obecności bytu, który rezydował w oknie, na poddaszu ładnej kamienicy, praktycznie nad jego głową.A może zdał sobie sprawę?  - Oi! - Massai Gurenshiddo zawołał majtając jedną nogą wystawioną za okno i spoglądając w dół na posągową figurę. Nie minęły ułamki sekund jak Guren zorientował się, że dziwnym trafem nietypowo wyglądający mężczyzna, który rzucił zagadkowym hasłem na trybunach, sterczał teraz pod jego domem.
"Żywot Kage jest krótki w tych czasach, postaraj się nie poprzestać na swoich słowach i dać powodu swoim wrogom do odpowiedniej im reakcji." przytoczył w głowie. "Dałeś mi do myślenia, w szczególności po pojawieniu się Arina."
Zaciągnął się głęboko papierosem i wciąż spoglądając na mężczyznę, zmarszczył brwi i otworzył usta, wydmuchując dym ze słowami:
  - Pomyślałby kto, że robisz mi za ogon! - podzielił się uwagą, wciąż machając nogą nieco leniwie w oknie i krzywiąc głowę nieznacznie ku dołowi. Uwaga była rzucona sardonicznie, nie zawierała ona jakiejś prawdziwej obawy, ale wyrażała pewien brak wiary w przypadki. Biorąc pod uwagę natłok teorii spiskowych, jakie zdążyły już się zebrać Massai'owi w głowie, nie zdziwiłby się gdyby na pozór sarkastyczna uwaga zawierała jednak ziarnko prawdy. Gdyby zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo blisko był prawdy w swoich teoriach, pewnie by się zachłysnął w niedowierzaniu.
  - Jak pobyt w Liściu?! - kontynuował, praktycznie nie dając Maji'emu szansy na obronę przed nieprawdziwym zarzutem.
  - Chyba całkiem spokojnie...? - uśmiechnął się nieco cierpko i wymuszenie. Kiedyś pewnie byłby lepszym gospodarzem, ale po swoich przejściach, przynajmniej na chwilę obecną wołał z okna do obcokrajowca. Nawet nie był świadom, że minęli się kiedyś w Iwagakure no Sato, ale cóż... To było inne, odległe od teraźniejszości życie. Zresztą nie przedstawili się wówczas nawet sobie. Shinobi Liścia mógł brzmieć złowrogo i niegościnnie, pomimo, że nie miał takowych intencji.
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Maji Seitaro » 9 lut 2020, o 19:25

Ile medytował? Zaledwie kilka minut, nie więcej, na pewno. Zdążył dzięki temu uzupełnić nieduży procent zasobów, które wykorzystał do techniki teleportacji. Dalej medytował tylko po to, by się wyciszyć i pogrążyć w świecie własnych przemyśleń. No, ale spokój nie trwał za długo. W momencie, kiedy ktoś odezwał się w jego kierunku, otworzył oczy a zmysł sensoryczny ponownie pokrył duży kawałek obszaru. Przekrzywił głowę, dostrzegając nad sobą tego samego mężczyznę, którego spotkał na stadionie obok ,,przyszłego'' i kto wie czy już nie obecnego Tsuchikage i jakiejś dziewczyny. Tego samego, którego też lata wcześniej spotkał w centrum Iwagakure. Nie wyczuł go wcześniej, nie skupiał się na tym, ale fakt, że spotykają się po raz kolejny sprawia, że ciężko uwierzyć w nieistnienie przeznaczenie. Poprzednio Seitaro świadomie ulotnił się, nie chcąc doprowadzić do niepotrzebnego przecięcia się nici losu.
- W tym roku nadzwyczaj spokojnie, niezgorsza odmiana od dziesiątek trupów na ulicach i zdewastowanej zabudowy ze stadionem na czele. - odparł, także z delikatną kapką ironii. Jego myśli ciągle krążyły w okół tamtego wydarzenia. Czy miał zespół stresu pourazowego? Bynajmniej, tu chodziło o coś innego... a właściwie o kogoś.
- Nie wiem co gorsze, to że mi prószysz popiół na głowę czy to, że w centrum wioski zwykłeś rozstawiać namiot i wietrzyć buty, ku niezadowoleniu przechodniów. - Maji tutaj celowo już chciał przypomnieć blondynowi, że skądś się jednak znają. Bardzo prawdopodobne, że ten go w ogóle nie pamięta, a Seitaro nie chciało bawić się w podchody.

Ostatnio edytowano 9 lut 2020, o 20:42 przez Maji Seitaro, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Raion Sennin Mōdo

Spoiler:

Adventurer Theme Sad Theme Fight Theme Main Theme Fight Theme 2 Chill Theme

Obieżyświat, samotny wojownik, pokrętny altruista i idealista, poszukiwacz wiedzy, cień shinobi. Maji Seitaro, do usług.
Prowadzone misje:
  • -
  • -

Głos Seitaro
MK: Reiwa
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shintaisei
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 9 lut 2020, o 20:15

O ile pierwszy człon wypowiedzi Seitaro poruszył Gurenshidda jedynie wewnątrz, wywołując niefortunne wspomnienia związane z przewrotem jaki miał miejsce w Liściu... Odżyły dramatyczne chwile, w których trzymał martwą Aiko. Odżył gniew, który pochłonął zarówno Gurena, jak i złych oprawców, którzy odebrali jedyną istotę, na której blondwłosemu ninjy zależało w życiu. Jedyny byt, który trzymał go przy zdrowych zmysłach, a którego ostatecznie nie był w stanie obronić. Kamienna twarz nie wyrażała nic, chociaż przez moment przepłynęły przez niego emocje, które towarzyszyły mu w tym tragicznym momencie. A później była już tylko beznadzieja od której nie umiał się w żaden sposób uwolnić...., o tyle wyraźnie drgnął na dalszą odpowiedź tajemniczej persony.   Dłoń z papierosem wędrującym do ust Massai'a zastygła w powietrzu. Przekrzywił głowę, spoglądając w dół niemrawo, ale i z nagłym zaciekawieniem. Wypstryknął trzymany w dłoni papieros, pozwalając mu upaść niedopalonemu gdzieś w dali i podniósł się w oknie tylko po to, by zeskoczyć w dół. Wylądował, lekko uginając nogi, tuż przed Majim i ponownie przekrzywił głowę.
  - Huh. - wydobył z ust pojedynczy dźwięk, kiedy tak lustrował bacznie nieznajomego. Minęła krótka chwila. Zamrugał.
Iwagakure no Sato, egzaminy na Chūnina. Formalny shinobi, który polecił mu punkty warte odwiedzenia w wiosce."To było w innym wcieleniu..."Przypomniał sobie słowa Seitaro z tamtego dnia: "Iwa to lita skała bez emocji i atrakcji." Pokiwał głową w lekkiej zadumie.
  - Kto by pomyślał, że mogłem się wryć komuś aż tak bardzo w pamięć. - zauważył jałowym tonem, by zaraz potem dodać kolejne słowa - Dzięki, Słodkie Żądełko faktycznie było wówczas ciekawą atrakcją.
Przestąpił z nogi na nogi, wskazując na pewne zakłopotanie. Po niezręcznej chwili ciszy, wyciągnął prawicę do przodu, przedstawiając się:
  - Massai Gurenshiddo. - można rzec, że w pewien sposób właśnie się zrehabilitował. W przeszłości nie wymienili się swoimi imionami, teraz chociaż tyle mogli nadrobić. Przyglądając się mężczyźnie, blondyn bez ogródek wypalił:
  - Wyglądasz jakbyś przytułał się tutaj bez większego celu. - z jałowo wypowiadanych słów, trudno było odczytać jakiekolwiek emocje. Zadziwiające jak bardzo Massai różnił się od nastolatka, którego lata temu poznał Seitaro.
  - Jeśli nie masz nic do roboty, mogę zaoferować ci gościnę u siebie. - zagadnął kciukiem wskazując za siebie, w kierunku otwartego okna. Nie wiedział, czy mężczyzna się zgodzi. Ba, przypuszczał, że Seitaro raczej nie skorzysta z jego zaproszenia, ale nie szkodziło to w żadnym razie by ugościć człowieka w środku. Resshin prześliznął się przez ściany Gurenowej podświadomości.
  - Wiem, co zamierzasz, Yōki. - Karyū odezwał się, a w głębi ducha Massai pokiwał głową.
"Wiem, że wiesz, Resshin." odpowiedział mu na to. "Skorzystam z szansy, by sprawdzić swoje teorie spiskowe.""Może nie oszalałem aż tak bardzo, jak mi się wydaje."
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Maji Seitaro » 9 lut 2020, o 22:02


Seitaro lubił testować i analizować ludzi, przewidywać ich reakcje i poznawać. Bowiem siła postaci tkwiła w jej charakterze, a jeżeli się go pozna, to niemal tak jakby poznać cały jej arsenał. Stąd też bacznie obserwował Konoszanina i jego reakcje, choćby te najdrobniejsze, które mogłoby stanowić choćby cień dowodu na to, że dane słowa go zachwiały. W gruncie rzeczy nie dążył do tego, by Gurena jakkolwiek wytrącić z równowagi. Nie interesowało go też wyszukiwanie jego słabości. Nudził się, a skoro już nawiązał jakiś kontakt, to robił to, co i tak robił z przyzwyczajenia - analizował.
Na wspomnienie Słodkiego Żądełka zareagował przetarciem dłonią łuków brwiowych. Usiłował sobie przypomnieć, czy to właśnie ten bar lubił odwiedzać z Ririką czy może to jednak był jakiś inny bar. Tego już kompletnie nie pamiętał, a na przypominanie sobie tego błahego szczegółu nie miał czasu, bo Guren wyciągnął ku niemu prawicę. A więc tak się nazywał, cóż, klan nic nie mówił senninowi, ale to również nie miało w tej chwili znaczenia.
- Maji Seitaro. - odparł, wstając z siedzenia i podając prawicę Liścianowi. Zapewne ten skojarzy miano, dziwnym byłoby gdyby nie. O to już nie dbał, przyzwyczaił się do tego, że wysoka rozpoznawalność była tak samo nagrodą jak i karą.
- Bo w tej chwili nie mam żadnego celu. Przechadzam się, odpoczywam i podziwiam okolicę nim znowu wyruszę na szlak. - odpowiedział równie jałowo. Bo jakżeby odpowiedzieć inaczej? Musiałby skłamać, że szuka albo robi coś fascynującego, by nie wyjść na kompletnie nudnego, szarego typa. Ale tak jak już zostało powiedziane, Seitaro o to nie dbał. Nie dbał o to, jaka będzie opinia o nim wśród danych jednostek i nie zamierzał udawać kogoś kim nie jest tylko po to, by zainteresować rozmówcę swoją osobą.

- Masz czarną herbatę? - zapytał od razu, tym samym wyrażając chęć na gościnę. W sumie, co miał do stracenia? Tak długo jak oryginał jeszcze nie potrzebował połowy swojej chakry od klona, tak długo tutaj miał wolną rękę. Dla zabicia czasu mógł w sumie porozmawiać z kimś i nie zamierzał odrzucać takiej okazji. Nie tym razem. Pozornie błahe spotkania mogą prowadzić do wielkich rzeczy.

Obrazek

Raion Sennin Mōdo

Spoiler:

Adventurer Theme Sad Theme Fight Theme Main Theme Fight Theme 2 Chill Theme

Obieżyświat, samotny wojownik, pokrętny altruista i idealista, poszukiwacz wiedzy, cień shinobi. Maji Seitaro, do usług.
Prowadzone misje:
  • -
  • -

Głos Seitaro
MK: Reiwa
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shintaisei
Dodatkowa Ranga: Sennin

Re: Kamienica Wassuri. Mieszkanie nr 15. - Massai G.

Postprzez Gurenshiddo » 9 lut 2020, o 23:25

Gdy padło imię i nazwisko rozmówcy Gurena, w jego zielonych oczach można było dojrzeć szczególny błysk towarzyszący zrozumieniu, jak i pewnego rodzaju akceptacji. Oto dotąd nierozpoznawalna przez Massai'a twarz została zaksięgowana z przynależącą do niej tożsamością. Świat nagle okazał się być niezwykle mały. Ba. Mniejszy niż powinien być skoro w tej chwili Massai Gurenshiddo rozmawiał z celebrytą. Czyżby Liścianin znowu stawał się magnezem do wyjątkowych spotkań i sytuacji?
"Maji Seitaro. Huh. Stoi przed tobą shinobi --- słynny shinobi, który sprowadził lek."
- Czarną, zieloną, białą, czerwoną, żółtą, z kwiatów pielęgnowanych przez klan Yamanaka... - zaczął wymieniać w odpowiedzi, obracając się przy tym na jednej nodze i stawiając zamaszysty krok ku kamienicy. - Czego dusza zapragnie.
Ruchem ramienia, przywołał do siebie Maji'ego prowadząc przez schludną klatkę schodową. Zatrzymując się przed drzwiami z żelaznym numerem 15, sięgnął do kieszeni po klucze i ukazał przestrzeń mieszczącego się za drzwiami korytarza. Nieco podstarzały plakat zespołu rock'owego przywitał wędrowca spoza Kraju Ognia. Jakby chciał się bardziej rozgościć, mógł skorzystać ze znajdującego się obok wieszaka oraz kąta w którym stało kilka par butów.
  - Zdaje się, że jestem ci dłużny... - zauważył Massai, kierując się do kuchni, nie zdjąwszy wcześniej trampków.
  - Chociaż częstując cię herbatą mogę się jakoś odwdzięczyć. - stwierdził na wpół serio, na wpół żartobliwie, zaparzając wodę i wskazując na okrągły biały stół, wraz z przystawionymi do niego trzema krzesłami, mieszczący się w centrum pomieszczenia. Krzątając się po kuchni, uszykował czarki i chashaku. Mieli jakąś chwilę nim płyn się zaparzy.

* * *
Po przygotowaniu herbaty wybranej przez Maji'ego, Guren, wraz z kruczym klonem zmaterializowanym specjalnie by nie zaprzątać głowy Seitaro noszeniem zastawy, powiódł z powrotem na korytarz i w górę. Przeszli gęsiego na poddasze."Byłoby to nietaktowne ze strony gospodarza żeby wysługiwać się gościem."Dziwne, że akurat taka myśl przyszła mu do głowy, ale tak właśnie było. Możliwe, że było to efektem jednego ze wspomnień Aiko, które pozostały mu gdzieś po wgraniu do umysłu. Rodzice Aiko, pomimi, że tak charakterystyczni, zawsze byli gościnni i wpajali dziewczynie dobre maniery. Kolejni dobrzy ludzie, których niesprawiedliwie odebrała światu wojna.

  - Nie przejmuj się skromnym artystycznym nieładem w moim pokoju. Dawno tutaj nikogo nie gościłem. - przyznał.
Kruczy klon zdematerializował się po usadowieniu dzbanka wraz z chochelką ma półce tuż przy oknie, a oryginał napełnił jedną czarkę wręczając ją towarzyszowi. Bez chwili zwłoki napełnił też swoją i usadowił się z powrotem w parapecie okna, rozkładając przy tym rękę w dosyć oczywistym geście. Maji Seitaro miał się rozgościć, usiąść gdzie tylko było mu wygodnie. Wystrój pomieszczenia, tak jak nieco zobojętniała postawa Gurena mówiła wszystko, co powinna podpowiedzieć intuicja czarnowłosemu shinobi. Nie obowiązywał tu żaden restryktywny regulamin i nie trzeba było się trzymać żadnych zwichniętych, czasem snobistycznych zasad kuluarów. Obowiązywała tu co najwyżej swoboda i cokolwiek niezgodne z savoir-vivrem było traktowane ze zdrowym ludzkim dystansem. Nie wymuszając na razie żadnych tematów Guren pozwolił sobie, jak i swojemu gościowi, nacieszyć się herbatą.

W pomieszczeniu rzucała się w oczy między innymi zakryta materiałem sztaluga, stojący w kącie futerał od gitary oraz gramofon, nieopodal którego mieściła się na półce pokaźna kolekcja płyt winylowych. Warstwa kurzu pokrywała zasłonięte płótno oraz futerał z gitarą. Wszystkie dowody na dawne pasje i artystyczne zainteresowania blondyna były wprost na wyciągnięcie ręki.
Wykorzystana technika:
There's always something behind nothing.
Obrazek
| THEME2 | THEME3 |
| THEME1 |
 
Posty: 737
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Następna strona

Powrót do Dzielnica Mieszkalna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników