Wioska Yaminozawa - krater

Położony tuż przy Kaminari no Kuni - oddziela tą krainę od reszty kontynentu. Roślinność jest tu znikoma, kraina ta jest słabo zaludniona. Rośliny z tego regiony są bardzo cenne, głównie z powodu swojej wytrzymałości.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 5 lip 2020, o 18:49

Kiedyś ta wioska była jedną z ważniejszych Kraju Mrozu. Od zawsze tętniła życiem, a na jej terenie odbywały się różnorakie festiwale i wydarzenie kulturalne. Chociaż nigdy nie była stolicą państwa, turyści bardzo często ją odwiedzali. Głównie przez zabytki, których nie brakowało w starszej części wioski. Znajdował się tam również dzielnica handlowa, w której można było zakupić oryginalne pamiątki, a nawet kasyno, z którego chętnie korzystali odwiedzający. Teraz pozostał po niej zaledwie krater. Bezwzględny atak ogoniastej bestii pozbawił życia setki niewinnych mieszkańców. W jej pobliżu znajduje się aktualnie twierdza słynnego Nukenina, Asakury Soichiro, który za cel obrał sobie przeprowadzenie rewolucji. Jakiej? Tego nie wiedział nikt.
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Sabataya Tamura » 5 lip 2020, o 20:10

- Dziękuję za informację. Przekażę mu to, co mi powiedziałeś. Żegnajcie. - spojrzał przelotnie na bardziej ryczącego ojca Ayako, wzdychając ciężko zarazem. Początek jego przygody w nowym miejscu obrócił się w kompletną porażkę po tym, jak w istocie zgodnie ze słowami obcego wojownika pozwolił panience zginąć poprzez wykrwawienie. Nie była to postawa prawdziwego Iryonina, za którego Tamura w dużej mierze się uważał, a co najmniej wierzył w cele przyświecające każdemu z nich. Nieznajomy całkowicie nie miał racji względem poczynań członka klanu Sabataya, chociażby patrząc na sam fakt sytuacji z którą się zetknął oraz rozwadze towarzyszącej mu na każdym kroku, lecz całość niesamowicie kłuła w serce zasmuconego shinobi. Smutek był wielki do tego stopnia, że przez moment jego samotnej wędrówki do krateru stracił koncentracji z powodu natłoku tych nieprzyjemnych myśli. - Dziewczyna nie żyje… Jak bardzo zawiniłem? - zwalanie całej winy na samego siebie nie należało do rzeczy rozważnych i “Jaskółka” doskonale zdawał sobie z tego sprawę, jednakże refleksja pozostanie z nim na długo co do przykrości jaką wyrządził jednemu, bogu ducha winnemu człowiekowi. To bolało. Pożegnał się bez dalszej, zbędnej rozmowy, zastanawiając się dobitnie nad tym, co go może spotkać przy kraterze. Miał zadanie, na którym należało się skupić. Ubolewanie nad błędami sprzed kilkunastu minut nie powinno go dalej męczyć. Nie potrafił cofnąć czasu, a więc nastały chwile mówiące mu, że trzeba iść do przodu. Przy okazji otworzył w drodze paczkę papierosów, aby odpalić jedną skręconą łodygę tytoniu. To pomoże ukoić pozostałe nerwy.

Zbliżając się do pozostałości po wiosce ninja Iwy nadal nie wiedział jak dobrze wyszkoleni są bandyci Asakuro oraz jakie umiejętności mogą posiadać. Czy są zwykłymi zabijakami bez skrupułów? Może jednak posiadają dodatkowe zdolności tworzenia zasadzek, a szykują jedną na nierozważnych podróżników? Tutaj taktyka młokosa z klanu czerwonookich mówiła jasno - nie wychodź w otwarte pole, trzymaj się ubocza. Tsujtegan miał ogromne zastosowanie do badania terenu na duże odległości, toteż jego aktualny poziom dojutsu był wystarczającym do przeszukiwania okolicy celem odkrycia lokacji morderców dziewczyny oraz jego popleczników. Gdzie podziewał się Asakuro Soichiro, niecny nukenin? Zapewne siedział w swej kryjówce albo podążał ścieżkami krainy, plądrując wszystko co napotka na swojej drodze. Światła misja rewolucji? Być może w oczach herszta zwyrodniałej bandy, bo inaczej ich nie dało się nazwać. Teraz ważnym było, aby nie dać się wykryć pod żadnym względem. Białowłosy, młody mężczyzna potrzebował informacji od jednego z podwładnych lidera powstańców, a nie dało się tego uczynić w inny sposób jak złapanie jego w pułapkę. Tamura w każdym razie nie miał zamiaru zwabiać ryby przynętą, skoro nie wiedział gdzie te ryby się mogą podziewać. Potrzebował rozeznania przy zapadlinie, zatem przygotował shurikeny wraz z kunaiami trzymane w bocznej Horusutcie. Rozglądał się przez kilka dłuższych chwil. Mając szerszy obraz dopiero zamierzał podjąć kolejne kroki.

Spoiler:
Obrazek

Obrazek

<3

Poprowadzę misję D - C

Zapraszam na PW lub na mój discord - Giliam#7869


Aktualnie prowadzone misje:
Spoiler:


 
Posty: 122
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 23:58
Ranga: Chūnin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 6 lip 2020, o 23:36




Misja rangi B

Sabataya Tamura
18/?



Niewiedza na temat jego przeciwników była z pewnością niebezpieczna. Oprócz tego, że mieli czerwone bandany i poruszali się w kilkuosobowych grupkach, nie miał o nich praktycznie żadnych danych. Zagadką była ich siła czy używanie technik Shinobi. Czy wymyślili jakąś pułapkę czy może w ogóle nie przygotowywali się na czyjąś wizytę? Niestety szermierz nie podzielił się z nim zbyt dużą ilością informacji. Może sam nie wiedział zbyt wiele, a może zwyczajnie mu nie ufał.
Tamura zdecydował się ponownie skorzystać ze swojego kekkei genkai. Był wręcz stworzony do tego zadania – mógł zobaczyć teren bez wchodzenia na niego bezpośrednio. Niestety za pomocą czerwonych oczu nie ujrzał nic, co mogłoby wzbudzić jego uwagę. To miejsce wydawało się niemal całkowicie opustoszałe. Panowała grobowa cisza, nawet zwierzęta trzymały się z daleka. W pobliżu nie było żadnych pułapek, a przynajmniej nie takich, które mógłby wyłapać.
Tak jak poprzednim razem, nie było mowy o schowaniu się w bujnej roślinności, bo ta zwyczajnie tutaj nie występowała. Nawet jeśli wcześniej rosła tu jakaś trawa, wszystko zostało doszczętnie zniszczone. Chuunin znajdował się na widoku i niewiele mógł na to poradzić.
Po upewnieniu się, że nic mu nie grozi, zaczął schodzić wgłąb wioski. Nawet gdy doszedł do centrum wybuchu, nikogo nie zauważył. Czyżby szermierz go okłamał? Był przekonany, że Iryonin ujrzy piekło na Ziemi, tymczasem w Yaminozawie nie było śladu żywej duszy.
Dopiero po dłuższej chwili poszukiwań zauważył, że kawałek ziemi przykrywa duża warstwa liści. Po ich zabraniu, jego oczom ukazał się ciemny, stromy tunel, który prowadził głęboko pod ziemię. Ciągnął się na grubo ponad 750 metrów i jeśli Tamura chciał się dowiedzieć, co się kryło na jego końcu, musiał udać się nim osobiście. Czy to możliwe, że tutaj ukrywał się Soichiro? A może był to zwykły przypadek?
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Sabataya Tamura » 7 lip 2020, o 16:12

Tamurze z minuty na minutę coraz mniej podobała się wizyta w okolicy krateru, bo nie dość, że nie zauważył nawet krzty czakry pośród zgliszczy osady to zarazem nie potrafił sprawnie zlokalizować domniemanej kryjówki bandytów pod jakimkolwiek odmiennym kątem. Osobiście medyk wątpił w kwestię kłamstwa ze strony wojownika, gdyż pomimo jego wrogiego nastawienia do trudnej decyzji białowłosego chłopaka on też chciał sprawiedliwości wobec ofiar Soichiro, a próbę odkupienia śmierci tylu istnień mógł mu obecnie zapewnić wyłącznie Iryonin. Liczył przy tym chociażby na znikomy ślad poszlak, lecz bez skutku. Zapalił kolejnego, już trzeciego tego dnia papierosa mając na uwadze fakt, że tak jak wcześniej myślał - potem okazja na to może się nie nadarzyć. Również odczuwał powoli zmęczenie umysłowe całą zabawą w “chowanego”, a zużycie czakry na niepotrzebną walkę z szermierzem tylko to spotęgowało. Na koniec należało nadmienić też, że stanie pośrodku takiego pola bitwy bez osłony budziło niepokój. Członek klanu z Kiri nie miał teraz lekkiego żywota.

Sabataya kręcił się w pobliżu rozpadliny ziemnej przez chwil kilka, przede wszystkim dla własnej pewności. Był gotów oddalić się od centrum ataku bijuu, gdy jednak z odrobiną fartu udało się młodzieńcowi coś znaleźć. Odkrywając liście, pod którą znalazło się ukryte wejście, westchnął jeszcze mocno. - Kto budował tak głęboki korytarz? Musieli się obawiać powrotu bestii, chyba że… Nieeee, przecież jej nie ma. - wytłumaczył sobie, lecz z dozą niepewności. Z jednej strony widział to jako bardzo przemyślaną pułapkę, bo schronienie bandy Asakuro mogło mieć jedno, długie wejście w postaci tego tunelu. Co jednak jeśli bestia to wykopała? Mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę gabaryty, o których czytał shinobi Iwagakure no Sato, lecz tak jak w przypadku morderców Ayako Tamura nie znał dokładnie umiejętności każdego ogoniastego potwora. Miał nadzieję, że w obu przypadkach się mylił. Zejście bez odpowiedniego przygotowania do takiego miejsca mogło oznaczać rychłą śmierć. Lekarz przełknął ślinę, zastanawiając się nad tym czy może zrobić coś więcej. Po namyśle jednak nie podjął nowych, wysublimowanych działań. Poza jednym… - To powinno pomóc. - zrzucił jeden z shurikenów do bezdenia, wyglądając w głąb czeluści i czekając przez moment na reakcję ze środka. Jeżeli wnętrze dziury było w istocie taką otchłanią jak mówiło mu jego dojutsu to “Jaskółka” nie zamierzał parować się do środka od tak. Co jeśli miałby problemy z oddychaniem, nie mówiąc o kimś z zewnątrz kto zamknąłby przejście za kuzynem Shuten? Nukenin z (nie)czystym sumieniem miał prawo postawić taką zasadzkę na ciekawskich. Ninja pragnął odpowiedzi do bycia pewniejszym niedalekiej przyszłości. Na tyle, na ile potrafił. Pozostało więc udać się w głębię, przytrzymując jednej ze ścian przy pomocy czakry.

Spoiler:
Obrazek

Obrazek

<3

Poprowadzę misję D - C

Zapraszam na PW lub na mój discord - Giliam#7869


Aktualnie prowadzone misje:
Spoiler:


 
Posty: 122
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 23:58
Ranga: Chūnin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 8 lip 2020, o 12:51




Misja rangi B

Sabataya Tamura
20/?



Przed zejściem wgłąb tunelu, Tamura postanowił najpierw sprawdzić kilka rzeczy. Na sam początek wyrzucił jednego ze swoich shurikenów aby dowiedzieć się czy dziura ma w ogóle jakieś dno. Wchodzenie do środka bez zbadania terenu nie było rozsądne i mogło mu przysporzyć niechcianych problemów. Broń leciała, leciała i leciała… chwilę jej to zajęło, ale w końcu usłyszał jak uderza o ziemię. Skoro dźwięk był w stanie w ogóle do niego dotrzeć, to oznaczało, że nie będzie musiał schodzić jakoś wyjątkowo głęboko.
Następnie zdecydował się rozejrzeć dookoła przy pomocy Tsujtegana. Mówią, że przezorny zawsze ubezpieczony, a przecież ktoś zawsze mógł się zakraść od tyłu i zamknąć przejście. Wtedy Chuunin mógłby się z niego już nie wydostać i prędzej czy później zabrakłoby mu powietrza. Na szczęście nic się jednak nie zmieniło od ostatniego razu; w zasięgu jego pola widzenia nadal nie było śladu po żywej duszy.
Gdy już upewnił się, że jest bezpiecznie, zaczął schodzić w dół. Na początku było jasno i do widzenia nie potrzebował swoich czerwonych oczu. Z każdą chwilą robiło się jednak coraz ciemniej i ciemniej, aż w końcu konieczne było użycie swojego doujutsu, a na koniec wsparcie się pochodnią. Analogicznie było z powietrzem, na początku wszystko było w porządku, ale gdy zszedł już niżej, oddychało mu się już trochę ciężej. Nie na tyle żeby zaczął się dusić, ale mógł odczuwać lekki dyskomfort.
Po kilku minutach stanął na nogi. Dziura zaprowadziła go do jaskini, która miała dwa rozwidlenia - w prawo i w lewo. Nie miał jednak czasu się namyślić nad tym, którą drogą powinien pójść, bo w jego stronę właśnie szedł rosły mężczyzna. Tamura nie zauważył go za pomocą doujutsu, ponieważ nieznajomy ukrył się w środku korytarza, którego Shinobi już nie obejmował swoim polem widzenia.
- Kim do cholery jesteś? – ton jego głosu nie był przyjazny. Nie trzeba było być geniuszem żeby zrozumieć, że nie miał dobrych zamiarów. Póki co tylko stał i mu się przyglądał, ale kto wie czy nie zamierzał go zaraz zaatakować. Póki co dzieliło ich około trzydziestu metrów.
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Sabataya Tamura » 9 lip 2020, o 09:10

Zejście do ukrytego tunelu zajęło Tamurze więcej niż minutę, aczkolwiek nigdzie się nie śpieszył. Młodzieniec starał się być niezwykle uważny aby nie spaść w wielkim hukiem, bo nawet ktoś zaawansowany w bazowych technikach przelewania czakry miał prawo się zdekoncentrować w jednej chwili, toteż upadek z takiej wysokości mógłby bez wątpienia skutkować nawet śmiercią. Ku uciesze żołnierza Iwy tak się nie stało. Bez większych przeszkód stanął na własne nogi, biorąc głęboki oddech. Nigdy nie zdarzyło się mu jeszcze przebywać tyle metrów pod ziemią, ale już obecnie umieściłby to doświadczenie na liście tych mniej przyjemnych, a co za tym idzie poza misją zapewne niechętnie by chciał to powtórzyć. Był rad tego, że póki co nikt za nim nie podążał ani go nie wykrył w żaden sposób. Tak miało być do najbliższego spotkania.

Tsujtegan pozwalał na dość dokładnie przebadanie terenu nawet w przypadku jego poziomu, którego póki co nie zdążył bardziej rozwinąć. Jednak ktoś umknął jego oczom, a stał się widzialnym dopiero w bliskiej odległości. Jak widać architektura tych korytarzy miała to na uwadze, gdzie dodatkowo pochodnia wytworzona poprzez małą kulkę ognia z dłoni shinobi zdradziła pozycję młokosa natychmiastowo. Z początku białowłosy mężczyzna nie ruszył się ani na moment, jedynie w przypływie adrenaliny spiął swoje mięśnie, gdyby jednak ucieczka miała zostać jedyną opcją. Ktoś go zauważył, a więc pierwotny plan mógł pójść prosto do śmieci. Nastąpił koniec podkradania się. Zresztą, Sabataya miał na uwadze fakt, że jeżeli tam zejdzie to ktoś będzie być może na niego czekał. Zaskakującym jest, że nastąpiło to tak szybko. Może należeli do grupy nieczułych morderców, lecz posiadali środki bezpieczeństwa. Definitywnie nie uplasowali się w kategorii chaotycznej bandy bandziorów, a bardziej profesjonalnych zabójców. Przynajmniej ich kryjówka na to wskazywała. - Jestem Tamura, miałem się tutaj udać w sprawie mojej rekrutacji w wasze szeregi. Pokierował mnie jeden człowiek z czerwoną bandaną, prosto spod rzeźby smoka. Dobrze trafiłem? Przybywam z Tsuchi no Kuni. - poza próbą ucieczki lub z góry przegranej walki mógł improwizować, co też właśnie czynił małym kłamstewkiem wymieszanym z garścią prawy na jego temat.

Medyk w myślach już próbował opracowywać plan błyskawicznego wycofania z czeluści, lecz powtórne wspięcie się po ścianie mogło zakończyć się fiaskiem, bacząc na jej wysokość. Rosły gość odcinał mu jedną z dróg, więc w razie ataku jego jedyną szansą było drugie przejście, które nie wiadomo co kryło za swym rogiem. Kiepska pozycja do kontynuowania eskapady, choć odwrotu za bardzo nie miał. - Jeżeli nie mam prawa wejścia to stąd wyjdę. Liczę, że nie wbijesz mi w tym czasie ostrza w plecy. - odpowiedział z lekkim uśmieszkiem, nie licząc na rozluźnienie ze strony obcego strażnika, ale bardziej pokazanie, że nie jest wrogo nastawiony do jego persony. W każdej chwili "Jaskółka" był przekonany, że to nie skończy się do końca tak, jakby chciał. Jak zareaguje nieznajomy?

Spoiler:
Obrazek

Obrazek

<3

Poprowadzę misję D - C

Zapraszam na PW lub na mój discord - Giliam#7869


Aktualnie prowadzone misje:
Spoiler:


 
Posty: 122
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 23:58
Ranga: Chūnin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 10 lip 2020, o 02:44




Misja rangi B

Sabataya Tamura
22/?



Tamura postanowił improwizować i podać się za jednego ze zwolenników Nukenina. Był to jeden z ryzykowniejszych pomysłów na jakie mógł wpaść i miał sporą szansę niepowodzenia. Bandyci mogli być na przykład uprzedzeni do ludzi z Tsuchi no Kun albo wymyślić własne, unikalne hasło, które od razu by go zdemaskowało. Na szczęście tak się jednak nie stało.
- Aha. No to chodź, zaprowadzę cię do Asakury-sama – mężczyzna nie wyróżniał się zbyt wielkim intelektem i nawet nie zamierzał sprawdzić nieznajomego, który wylądował w ich kryjówce. Mało tego, wydawał się być strasznie znudzony. Cały czas ziewał i chyba najchętniej po prostu położyłby się spać. Dobrze się stało, że Tamura był z nim, bo rozwidlenie na początku drogi było niczym w porównaniu do tego, co spotkało go później. Dziesiątki przeróżnych korytarzy, z których każdy prowadził w inną stronę. Ta kryjówka z pewnością nie mogła być wybudowana po ataku ogoniastej bestii. Musiała być już tutaj wcześniej, a jej zbudowanie z pewnością zajęło tygodnie, jeśli nie długie miesiące. Prędzej czy później członek klanu Sabataya z pewnością by się zgubił, a wtedy stałby się łatwym celem do ataku.
Po kilku minutach spaceru, które mogli spędzić zarówno w milczeniu, jak i w rozmowie, dotarli do większego pomieszczenia, które rozmiarem przypominało halę. W środku było kilkanaście osób, ale co ciekawe, tylko dwie z nich miały zawieszone czerwone bandany. Pozostali wyglądali całkiem zwyczajnie, były tu zarówno dzieci, kobiety, mężczyźni, a nawet ludzie w starszym wieku. O co w tym wszystkim mogło chodzić?
Na tle innych wyróżniała się sylwetka umięśnionego mężczyzny, który na plecach miał zawieszony wielki zwój. Akurat odwrócił się w ich kierunku i dziewiętnastolatek miał okazję mu się przyjrzeć z bliska. Miał krótkie, ciemne włosy i niebieskie oczy, które wiały chłodem.
- Gihei-kun – podszedł do nich i zilustrował medyka od góry do dołu – Dlaczego wpuściłeś Shinobiego do naszej kryjówki? Próbujesz nas zabić? – zapytał. Jego głos był całkowicie wyprany z emocji.
- Asakura-sama, proszę o wybaczenie, ale wydawał się wiarygodny. Chce się do nas przyłączyć - mężczyzna stanął w jego obronie. Tamurze w końcu udało się stanąć twarzą w twarz naprzeciwko słynnego uciekiniera z więzienia. Co planował dalej? Zamierzał go zaatakować z zaskoczenia czy może skorzystać ze swojej ulubionej broni: Talk no Jutsu?
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Sabataya Tamura » 10 lip 2020, o 10:56

No i tutaj się chłopakowi udało. Strażnik z pozoru wyglądał na więcej niż kupę mięśni gotową do rozgniecenia każdego bezbronnego człowieka, bo wręcz aż na inteligentnego obrońcę “wyższej idei”. Okazało się jednak, że pewnie głowa całego przedsięwzięcia (a mowa tutaj o Soichiro) wykazywała jako jedyna sporą dozę rozsądku oraz chęć pilnowania tego całego bałaganu. To oczywiście szło na plus Tamurze, który miał zamiar w chwili obecnej wtopić się w ten bezmyślny tłum, o ile pomagierzy nukenina faktycznie mieli braki w postaci kilku klepek pod czaszką. Wkraczał do paszczy lwa, gdzie był zdany na przekorny los oraz swoje umiejętności. Nadal miał nadzieję, że wyjdzie stąd w pełni sił, a nie stanie się kolejną kreską na ścianie pośród wielu tuzinów ofiar tych przestępców.

W drodze do głównego holu milczał, gdyż nie miał wstępnie żadnych tematów do poruszenia. Pilnował się wykidajła, obserwując dobitnie każdy kąt który mijali. W istocie wybudowany wewnątrz ziemi labirynt budził podziw, a zarazem strach. Jak Sabataya poradziłby sobie z walką w takim miejscu bez wcześniejszego przygotowania? Szanse na przetrwanie byłyby marne. Nie mógł dopuścić do konfliktu wewnątrz bazy bandytów. Wyprowadzenie przeciwnika na powierzchnię dawało mu jedyną przewagę w tej bitwie, której nie planował w każdym razie podejmować. Myślał o czymś zupełnie odmiennym od takiego samobójczego wyjścia. Tym “schematem” nie miał w swych zamiarach dzielić się z kimkolwiek. Przynajmniej na ten czas. - Nic dziwnego, że tak sprawnie się wszystkim zajmowali… Szumowiny… - na wstępie mógł jeszcze poświęcić wewnętrzne, skołatane myśli na krótki komentarz, ale tylko na moment, bo właśnie dotarł do jak domyślał się głównego pomieszczenia. Ku jego przerażeniu byli tam niewinni ludzie. Masowa egzekucja czy może zostali pochwyceni do pozostania więźniami? Nie wyglądało to dobrze.

- Asakuro-sama, miło mi ciebie poznać. Nazywam się Tamura. - odparł pogodnie w kierunku zbiega na przywitanie, nie wykazując wrogiego nastawienia tak jak w przypadku jednego z ludzi rewolucjonisty. - Mam nadzieję, że nie obawiasz się mnie. Twój człowiek nie kłamie. Przybyłem kawałek drogi, aby dowiedzieć się kto chce odbudować krainę na swój wzór. Sądzę, że jesteś w stanie to zrobić nawet swoimi brutalnymi metodami. - uśmiechnął się, spoglądając pytająco na ludzi w różnym wieku, którzy przebywali pośród bandy. Soichiro widział skonfundowany wyraz twarzy shinobiego bezproblemowo, toteż ninja się z tym nie ukrywał, a poniekąd nawet oczekiwał napomnienia przez nukenina o cywilach zebranych w tej sali. Rozejrzał się dokładnie, chcąc znać położenie wszystkiego oraz wszystkim w lokacji, w której obecnie prowadzili dialog. - Jestem medykiem, potrzebujecie może kogoś takiego jak ja? - westchnął, próbując ogarnąć wzrokiem każdego z najeźdźców.

Spoiler:
Obrazek

Obrazek

<3

Poprowadzę misję D - C

Zapraszam na PW lub na mój discord - Giliam#7869


Aktualnie prowadzone misje:
Spoiler:


 
Posty: 122
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 23:58
Ranga: Chūnin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 10 lip 2020, o 21:36




Misja rangi B

Sabataya Tamura
24/?



Pomieszczenie było duże, bez problemu zmieściło się tam kilkanaście osób. Oprócz jednego materaca, na którym leżał jakiś staruszek, nie było praktycznie niczego. Zwykła część tunelu bez żadnego wyposażenia ani tym bardziej dekoracji. Ludzie albo stali albo siedzieli, opierając się o ścianę. Ich stan był różny, niektórzy wydawali się przestraszeni, a inni wręcz przeciwnie, dziwnie ucieszeni.
- Daruj sobie te uprzejmości – machnął ręką od niechcenia – Widzę, że niczego nie rozumiesz. Odbudowanie krainy swoją drogą, ale nie to jest naszym celem. I nie jesteśmy żadnymi barbarzyńcami, nasze metody nie są brutalne, a po prostu koniecznie – warknął z widocznym podirytowaniem. Ciekawe jakie miał wytłumaczenie na zamordowanie tych wszystkich niewinnych ludzi, wliczając w to biedną dziewczynę, która zmarła przy rzeźbie smoka. Trzymanie zakładników również nie stawiało go w najlepszym świetle.
- Ci ludzie… gdyby nie nasza pomoc, zginęliby od ataku Bijuu. To mieszkańcy Yaminozawy, niestety nie udało się wyciągnąć wszystkich. To była straszliwa tragedia. Jeśli nasze działania nazywasz brutalnymi metodami, to jak nazwiesz to, co robią te bestię? – zapytał, uderzając pięścią o ścianę. Ta sprawa zaczynała być coraz dziwniejsza. Iryonin z każdej strony słyszał o niebezpiecznym Nukeninie, co zupełnie nie pasowało do obrazu mężczyzny ratującego wieśniaków z opresji. Może plotki o nim wcale nie były prawdziwe? Ale z drugiej strony, te wszystkie zabójstwa… Chuunin z pewnością miał teraz niezły mętlik w głowie.
- Medykiem? – zmarszczył brwi, ale nie odmówił mu od razu. Zastanowił się przez chwilę i nawet pokiwał twierdząco głową – Możesz być użyteczny. Jesteś w stanie wyleczyć tego człowieka? Ktoś go zatruł jakimś gównem i nikt z nas nie umie mu pomóc – palcem wskazał na staruszka leżącego na materacu. Mężczyzna wyglądał na osłabionego. Gdy podszedł do niego bliżej poczuł, że jest cały rozpalony. Mamrotał jakieś słowa pod nosem, których nikt nie był w stanie zrozumieć. Asakura spoglądał na Tamurę z wyczekiwaniem. Chyba go testował.
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Sabataya Tamura » 12 lip 2020, o 01:14

Uważnie wsłuchany w wypowiedź Soichiro dziewiętnastolatek tylko został utwierdzony w swoich prawych przekonaniach. Słowa nukenina odnośnie jego metod wydawały się być bardzo “przesadzone” w kwestii konieczności tych działań, bo choć zbieg mógł poniekąd mówić prawdę to ta nigdy nie leżała po jednej stronie. Chciał im pomóc na SWÓJ sposób, być może eliminując słabsze, nieposłuszne jednostki. Spekulacje rodziły domniemania, że zapewne przetrwać mają prawo wyłącznie najsilniejsi. Tylko po co? Asakuro bez wątpienia nie był całkowicie dobrą istotą. Czyżby zależało mężczyźnie na wyzwoleniu tych opustoszałych terenów bez uwagi na ofiary przy tym poniesione? Co miało do tego Bijuu w każdym razie? Zło oraz destrukcja zostały wyrządzone, toteż kontynuowanie żniwa w myśl lepszej “idei” na unicestwionej aglomeracji świadczyła w mniemaniu shinobiego o chęci wykorzystania martwej wioski do utworzenia własnego państwa. Chory człowiek z jeszcze bardziej chorymi zamiarami. Tamurze na jego kłamstwa i ślepą wiarę we własną misję zrobiło się niedobrze.

Musiał jednak wysłuchać tego nieszczerego wywodu, gdzie zarazem nie chciał pokazać przeciwnego nader stanowiska. W tym czasie spoglądał zmartwiony w oczy herszta bandy ludzi w czerwonych bandanach. A skoro mowa o bandanach to ta dwójka przebywających w pomieszczeniu mających ten ubiór definitywnie zamordowała tamtą dziewczynkę, to byli oni. No bo któż inny? W promieniu kilometra nie było nigdzie indziej śladu takich żywych dusz. - Zatem ci ludzie mają szczęście, że znaleźli was albo wy ich. Żałuję, że sprawy w Kraju Mrozu obrały taki obrót. Wszystkich nie mogliście uratować. - westchnął ze smutkiem. Myślał o napomnieniu o zmarłej dziewczynie, aby wkupić się w łaski zebranych wojowników, lecz się powstrzymał. Jeżeli nikt nie przytoczył tego wydarzenia to nie wartym było chodzenie po tak cienkim lodzie, prowadząc dyskusję o ich morderstwie. Większy cień podejrzeń by padł na Sabataye, a więc większa szansa na śmierć. Po co ryzykować?

- Kiedy oni tutaj trafili? Ten starszy człowiek potrzebuje lekarza od zaraz. - wypowiadał przejęty, badając temperaturę chorego. Jego czoło miało prawo płonąć, zwłaszcza jeśli został zatruty. Obejrzał go dokładniej Iryonin, uruchamiając swoje oczy, które następnie zaświeciły wyjątkowym kolorem karmazynu. Obraz zdrowia starca nie wypada zbyt dobrze. - Opowiedz mi więcej o samej bestii. Kiedy dokładnie zaatakowała i jak to się dalej potoczyło? Pomoże mi to w niesieniu pomocy, bo sam atak mógł wyrządzić dużo szkody zarazem tym żyjącym. - zaraz po tej serii pytań zabrał się za nowego pacjenta. Mając pewność po wstępnych oględzinach dzięki własnej znajomości medycznej oraz Tsujtegana rozpoczął delikatny zabieg ekstrakcji trucizny o ile ta funkcjonowała w organizmie mężczyzny w podeszłym wieku. Ułożył dziadka w bardziej przyzwoitej pozycji, starając się dać mu komfort poprzez przystawienie własnej torby pod jego głowę. Następnie skupił czakrę we własnym palcu wskazującym u prawej dłoni, który zaczął świecić na niebiesko. “Jaskółka” wykonał lekkie nacięcie na wysokości klatki piersiowej, przy czym lewa ręka powstrzymywała krwawienie, a na jej końcu wytworzyła się bańka. Tam też po chwili zaczęła odchodzić wydzielina wymieszana z krwią z ciała poszkodowanego, co mogło potrwać kilka minut. Potem wystarczyło zasklepić nacięty kawałek tkanki podstawowym Iryojutsu, gdyż rozdarcie skóry nie należało do wielkich i nazbyt głębokich. Trucizna wylądowała odlana do fiolki lub fiolek z torby medycznej ninja. Cywile wraz z przestępcami mogli dostrzec pot płynący z czoła kuzyna Shuten. Użycie czakry w ten sposób było niezwykle męczące, bo Tamura także chciał nadać pełen komfort zatrutemu jegomościowi. - To chyba tyle… - otarł twarz materiałem z tebukuro. Bez odpoczynku nie wiedział jak długo pociągnie z dalszym wykorzystywaniem technik.

Spoiler:
Obrazek

Obrazek

<3

Poprowadzę misję D - C

Zapraszam na PW lub na mój discord - Giliam#7869


Aktualnie prowadzone misje:
Spoiler:


 
Posty: 122
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 23:58
Ranga: Chūnin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 12 lip 2020, o 21:38




Misja rangi B

Sabataya Tamura
26/?



Tamurze ani trochę nie spodobały się słowa Nukenina, które wydawały się być jednym wielkim kłamstwem. Pomimo tego, że uratował tych wszystkich ludzi (co też nie było wcale takie pewne), prawdopodobniej zamordował o wiele więcej w imię swojej chorej idei. Istniała duża szansa, że dwójka mężczyzn z czerwonymi bandami była odpowiedzialna za zaatakowanie cywili pod rzeźbą smoka. Gdyby nie oni, dziewczynka by nadal żyła i Shinobi nie mógł o tym tak po prostu zapomnieć. Musiał się jednak dobrze zachowywać jeśli chciał się wkraść w łaski bandytów. Byli silniejsi, mieli przewagę liczebną i przede wszystkim, znajdowali się pod ziemią, gdzie walka była utrudniona. Gdyby doszło do jakieś większej potyczki, kto wie, czy nic by im się nie zawaliło. Solidność tej kryjówki była jedną wielką niewiadomą.
- Niestety. Nikt nie spodziewał się ataku, a i nie wszyscy mieszkańcy chcieli z nami iść. Uważali nas za potworów, choć nie robiliśmy nic złego - odparł jeden z nich. Jeśli mordowanie innych w ramach realizowania swoich idei nie było niczym złym to owszem, mężczyzna miał rację. Przywódca machnął ręką, dając znak, żeby zamilkł. Cały czas patrzył na Tamurę podejrzliwie, jakby nie do końca mu ufając. Z jakiegoś powodu jego wzrok cały czas zatrzymywał się na opasce Iwagakure. Może to ona była dla niego problemem? Może miał jakieś nieprzyjemne starcie z ninjami z tej wioski?
- Pięć dni temu. Trucizna nie jest silna, ale jeśli nikt się tym nie zajmie, to będzie po nim. – odburknął przywódca. Z pewnością do stanu Shinobi’ego nie przyczyniła się bestia, za tym musiało kryć się coś więcej. Sytuacja wymagała odpowiedniego wyjaśnienia, ale póki co nie miał co na nie liczyć. Musiał jakoś wkupić się w łaski rewolucjonistów, jeśli chciał zdobyć informację pożyteczne dla Tsuchikage, a później wydostać się z kryjówki.
- Dlaczego tak bardzo interesuje cię bestia? Jego stan nie ma z nią nic wspólnego. Choć wydarzyło się to tego samego dnia, odpowiedzialni są za to ludzie-potwory. Ta osoba popierała moje poglądy i została zlinczowana przez mieszkańców Yaminozawy. Zapowiadała się wojna domowa, gdy nagle pojawił się bijuu i wszystko zniszczył – odparł Asakura. Tamurze udało się już uzyskać jedną całkiem istotną informację; czas ataku.
Stan staruszka nie prezentował się zbyt dobrze. Jak już wcześniej zauważył, był cały rozpalony i mamrotał jakieś niezrozumiałe słowa pod nosem. Po włączeniu swoich czerwonych oczów, zauważył, że jego siły witalne były na bardzo miernym poziomie. Iryonin nigdy wcześniej nie widział takiej trucizny. Jedyne co o niej wiedział to to, że za kilka godzin całkowicie zniszczyłaby organizm mężczyzny. Na szczęście znał technikę, która mogła się okazać użyteczna w tej sytuacji.
Leczenie rozpoczął od ułożenia pacjenta w wygodnej pozycji. Następnie wykonał płytkie nacięcie na wysokości klatki piersiowej i za pomocą chakry zaczął wyciągać wydzielinę, która zgromadziła się w ciele ofiary, którą wkładał do specjalnej wodnej bańki. Drugą ręką próbował zatamować krwawienie. Operacja nie była łatwa i wymagała od niego mnóstwo zaangażowania i wysiłku, ale po kilkunastu minutach nie było już śladu po tajemniczej truciźnie. Gdy najgorsze miał już za sobą, pozostało mu tylko zagojenie rany. Staruszek wyglądał o wiele lepiej niż wcześniej, na jego twarzy nie było już wypisanego bólu, a błogi spokój. Jego klatka piersiowa powoli unosiła się do góry i chyba nawet udało mu się zasnąć.
- Ładnie. Może nie jesteś taki słaby na jakiego wyglądasz. Chodź za mną. Robota czeka – zawołał przywódca i jeśli Chuunin go posłuchał, zaprowadził go długim korytarzem, prowadzącym jeszcze bardziej w dół. Byli tylko w dwójkę, pozostali bandyci zostali przy mieszkańcach wioski. Było tam ciemno i gdyby nie pochodnia, którą miał przy sobie, niczego by nie widział. Nukenin wydawał się być przyzwyczajony do ciemności i tylko czasami mówił, żeby ten uważał pod nogi.
Dotarli do Sali, która była jeszcze większa od poprzedniej. Znajdowało się tam około dziesięciu osób. Czym różnili się od tych z góry? Byli ranni i w większości nieprzytomni. Niektórzy byli poparzeni, inni pobici, a jeden z nich stracił wszystkie kończyny. Rany były już naprawdę poważne.
- To również mieszkańcy Yaminozawy, tylko, że ci skończyli jeszcze gorzej. Jesteś w stanie im pomóc? – zapytał, patrząc na niego z uwagą.
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Sabataya Tamura » 13 lip 2020, o 21:10

Kolejno każdy wyraz płynący z ust Asakuro sprawiał wrażenie zatrutego niczym jad płynący kilka minut temu w żyłach biednego starca Yaminozawy. Jakim cudem przez te dni żadne z tych ludzi nie umarło z głodu oraz odwodnienia? Możliwie posiadali w podziemiach jakąś stołówkę, lecz na jak długo starczyło tych racji żywnościowych? Roślinność wioski obumarła w promieniu najbliższego kilometra lub więcej, pomijając fakt iż flora z fauną naturalnie też przy domyślnych warunkach nie słynęły z bogatych surowców. Trzymanie poszkodowanych obywateli osady w takim miejscu utrudniało opiekę, toteż nie służyło zwłaszcza ciężko chorującym mieszkańcom w podeszłym wieku oraz dzieciom. Kim był naprawdę ten tyran? Zaskakujące, że choć pełen agresji oraz wywierania presji na osobach trzecich czuł w mniemaniu chłopaka respekt do shinobiego. Pierwsze słowa jakie usłyszał “Jaskółka” mówiły jasno, że z ninja nie wolno zadzierać. Miał prawo czuć strach tak jak białowłosy, który walczył tutaj o swoje życie, ale zarazem rannych cywili. - Powinieneś wiedzieć, że nie każdy człowiek będzie chętnie podążał za tobą. Krąży o tobie wiele plotek, niekoniecznie słusznych. - oznajmił oczywistością, zapewne tak uderzająca możliwie w dumę Soichiro, choć wciąż to nie leżało w sferze obrazy, a takiego gładkiego napomnienia o jego (nie)sławie. Tamura podczas zabiegu ekstrakcji trucizny doglądał jednocześnie stanu pozostałych ludzi, którym pewnie objawił się ktoś choć odrobinę przypominający lekarza lub chociaż pragnący pomagać asystent doświadczonego doktora. Na to przynajmniej liczył Sabataya.

- Moim pierwotnym zadaniem było odnalezienie tej bestii zanim wyrządzi więcej krzywdy na swojej drodze. Nie wiadomo gdzie uderzy ani czy nie powróci tutaj. Nie martwisz się o swoich ludzi oraz tych, których tutaj sprowadziłeś swoimi metodami do schronu? Rozkaz mego Kage czy nie, ale chcę uratować chociaż tę garstkę razem z wami. - przełożył już pogrążonego we śnie dziadka na bok, zabierając z gracją plecak i podkładając mu w zamian koc pod głowę, który trzymał dla siebie na wypadek nocowania w nieprzyjemnych warunkach pogodowych. Jak widać pomimo błędnej decyzji z dziewczynką, kuzyn Anzou nie zamierzał poprzestać na ujawnianiu cech miłościwego samarytanina wyłącznie z powodu własnych obaw. Już tym razem walczył solidniej ze strachem oraz lękiem jak tylko potrafił, aczkolwiek zbyt wielkiego wyjścia nie miał, bo przecież zależało mu jak najdłużej na utrzymaniu swoich funkcji życiowych w nienaruszonym stanie. Młody mężczyzna po całym procesie medycznym uniósł się z gracją z podłogi, ocierając jeszcze raz mokrą skórę pod lekko roztrzepaną grzywką, po czym zaczął zwracać się bezpośrednio do przywódcy bez odwracania uwagi na elementy poza jego obliczem. - Dziękuję za docenienie mych starań, Panie Soichiro. Przykro mi jednak, że tak zdawkowo dzielisz się wiedzą na temat tych tragicznych wydarzeń. Myślałem po prostu, że lepiej dla świata byłoby wiedzieć co tutaj się wydarzyło naprawdę, nie zważając na moje pochodzenie. - wspomniał rzecz jasna o znaku na jego ramieniu, wzrokiem wskazując na blachę z wyrytym symbolem wioski ukrytej w stale. Miał się tego może pozbyć, aby wzbudzić większe zaufanie hultaja? Wiedział, że ten może częściowo chociaż mieć z tym problem. Dało się to dostrzec niemalże natychmiastowo.

Nie będąc władczym we własnych poczynaniach Tamura posłuchał zaproszenia lidera bandy, ruszając za nim dalej bez dodatkowych próśb czy też zachęcania. Członek klanu z Iwagakure no Sato doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wojowników z mocnym charakterem lepiej nie karmić identycznym podejściem niczym doppelganger, gdyż mogą to odebrać jako ofensywę wobec ich zdania oraz opinii, a w tym wypadku nawet ideologii. Nukenin wplątywał prawdę w rzekę kłamstw jak kamienie idące z prądem jego wyjaśnień, lecz co mógł na to poradzić lekarz? Musiał go wysłuchiwać, delikatnie zahaczając o interesujące go tematy - to właśnie robił Iryonin. Na razie uzyskał wiedzę o dacie rzezi bijuu, lecz to wciąż stanowiło niewystarczające informacje. Teraz jednak nadszedł przykry widok, bo daleki od samej misji. Poświecił pochodnią na koniec ich wędrówki, dostrzegając dziesięcioro złamanych fizycznie mężczyzn oraz kobiety, z czego jeden facet był kompletnie kaleki. Smutek znowu wymalował się na jego twarzy. - Nie wiem, czy moje zasoby czakry pozwolą mi zająć się nimi od razu tego dnia. Proszę o dodatkowy odpoczynek po zoperowaniu tych najbardziej potrzebujących, żeby dali radę przetrwać noc. - zaznaczył wprost, po czym ruszył do najbardziej rannych i stękających z bólu, doglądając jeszcze krzywdy każdego z przerażeniem. Co oni zrobili? To nie mogła być wyłącznie ogoniasta bestia. Co dalej?

Spoiler:
Obrazek

Obrazek

<3

Poprowadzę misję D - C

Zapraszam na PW lub na mój discord - Giliam#7869


Aktualnie prowadzone misje:
Spoiler:


 
Posty: 122
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 23:58
Ranga: Chūnin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 15 lip 2020, o 23:32




Misja rangi B

Sabataya Tamura
28/?



- W legendach zawsze kryje się pełno kłamstw i udziwnień. Pewnie słyszałeś na mój temat wiele niestworzonych rzeczy, ale nie jestem taki zły jak o mnie mówią. W końcu zaopiekowałem się tymi ludźmi – na dowód, że mówi prawdę, pokazał palcem na rannych mieszkańców. Jeśli ktoś im szybko nie udzieli pomocy, mogą umrzeć w przeciągu zaledwie kilkudziesięciu, a może nawet kilkunastu, godzin. Słów o bijuu nie skomentował, ale Chuunin zobaczył, że ten zmarszczył czoło, jakby się zaczął nad czymś zastanawiając.
Wśród swoich zwolenników nie miał żadnego medyka, bo ten już dawno by się nim zajął, więc wyglądało na to, że Tamura spadł mu z nieba. Co by się jednak stało z tymi cywilami gdyby się nie pojawił? Czy to dlatego dowódca umieścił ich tak daleko pod ziemią? Żeby… bandyci nie czuli smrodu, gdy ci się rozłożą? To dopiero musiało być okrutne.
- Ta kryjówka została wybudowana już dawno temu, zanim w ogóle trafiłem do więzienia. Stworzenie jej od podstaw zajęło wiele czasu, ale było warto. Gdyby nie ona nikogo z nich by nie było już na tym świecie. Myślisz, że ci ludzie, którzy teraz wyzywają mnie od morderczego Nukenina, zrobili coś żeby pomóc mieszkańcom Yaminozawy? Nie. Potrafią tylko szczekać. Widać, że w ogóle nie orientujesz się w tym co robimy, ale wiem, że wkrótce przejrzysz na oczy – odparł, uśmiechając się przy tym. Nie miało to nic wspólnego z pogodnym uśmiechem. Wyglądał przy tym przerażająco.
Ta rozmowa z pewnością potoczyłaby się inaczej gdyby Tamura nie był cennym Iryoninem. Kto wie czy w ogóle by jeszcze żył – przestępca łatwo tracił kontrolę nad swoimi emocjami, a nie ulegało wątpliwościom, że był od niego o wiele silniejszy. Aura, którą wokół siebie roztaczał nie należała do zwykłego, podrzędnego bandyty. Nie ulegało wątpliwościom, że ten człowiek był nieobliczalny i niebezpieczny.
- Wspominałeś o tym, że chciałbyś się dowiedzieć czegoś o bestii, czyż nie? Powiem ci wszystko co wiem, jeśli tylko ich uleczysz w przeciągu dwóch godzin. Oczywiście pozwolę ci wtedy się do nas dołączyć. Lepszej oferty nie dostaniesz – po tych słowach zaczął iść w kierunku, z którego przyszli. Wyglądało na to, że Chuunin nie miał co liczyć na odpoczynek. Może Nukenin chciał go zamęczyć na śmierć? Może to miała być jego egzekucja? – Przyjdę do ciebie jak upłynie czas. Lepiej nie próbuj uciekać, bo tylko się zgubisz. Ci ludzie mają żyć – ostrzegł, znikając w ciemnościach.
- Znowu nas zostawił – mruknął mężczyzna, który nie miał kończyn. – Siedzenie tutaj jest strasznie przygnębiające. Pewnie i tak wszyscy umrzemy. Zapasy się kończą i będzie wolał dać swoim niż umierającym. Chory dyktator, który już dawno zapomniał o tym co znaczy rewolucja. Na początku go popierałem, ale teraz już mi się nawet nie chce żyć. Moja cała rodzina zginęła w Yaminozawie, a nas przeniesiono tutaj. Niby nas uratował, ale co to za żywot? – spuścił smętnie głowę. Był jednym z tych, którzy lepiej się trzymali. On i trzy pozostałe osoby były przytomne, pozostałe w ogóle nie kontaktowały. Kaleka jako jedyny ze wszystkich nie był ranny, a właściwie to wyglądał całkiem nieżle. Stan pozostałych był różny. Niektórzy trzymali się lepiej, inni gorzej. Może mógłby się od nich dowiedzieć czegoś więcej o Asakurze? Albo o czymś innym?

Stan mieszkańców Yaminozawy:

Kaleka – zdrowy
Przytomna dziewczynka – wygląda w porządku (ale z jakiegoś powodu tu musi być)
Przytomny staruszek – bandaż na klatce piersiowej przecieka, prawdopodobnie jakaś średnia rana
Przytomny mężczyzna – poparzona twarz
Nieprzytomny 1 – poważnie poparzone całe ciało, cud, że zdołał przeżyć
Nieprzytomna 2 - dziwnie oddycha, objawy podobne jak u staruszka, prawdopodobnie ta sama trucizna, ale w zaawansowanym stadnium
Nieprzytomny 3 – dziwnie oddycha, objawy podobne jak u staruszka, prawdopodobnie ta sama trucizna, ale w zaawansowanym stadnium
Nieprzytomna 4 – wygląda w porządku. Dlaczego może być nieprzytomna?
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Sabataya Tamura » 17 lip 2020, o 09:56

Zamurowało chłopaka jak tylko posłyszał wymagany czas na wykonanie morderczo wyczerpującego zadania. Dwie godziny? To była czysta kpina. Jedynie mędrzec lub ktoś o wyjątkowo potężnej sile czakry miał możliwość uleczenia tylu rannych ludzi bez złamania nawet krzty potu, a Tamura choć zachowywał pełnię potencjału to niestety daleko krył się umiejętnościami za największymi Iryoninami świata. Przed nim stała jeszcze daleka droga, bogata w wiele przeszkód oraz rozczarowań. - Rozumiem, tak zrobię. - rzekł bez zająknięcia się. Na domiar złego Asakuro dorzucał swoje komentarze na temat jego misji wyzwoleńczej, której propaganda na początku z pewnością zachęciła co poniektórych do podążenia za nukeninem, ale ich ostatecznie pozostawił w tej izbie samotnych z kilku jemu znanych powodów. Nawet jeśli miał szczątkową rację względem własnej wiary w bezprawie i to, że w istocie pomagał tym ludziom to nadal jego metody oraz brak jakiegokolwiek współczucia deklarowały go wciąż na tyrana. Nie można przymusem zamknąć kogoś w kryjówce z dala od świata dla “jego dobra” - to zwyczajne niewolnictwo. Sabataya stracił całkowicie szacunek do Soichiro, mając już kompletny obraz pomyleńca, gdzie założenia “Jaskółki” spełniły się praktycznie co do joty. Białowłosy miał przejrzeć dopiero na oczy? Czas pokaże jakie ostateczne zdanie pozostanie w głowie młodzieńca.

Syn Koizumy nie zatrzymywał nukenina po jego wywodzie, pozwalając mu odejść bez zbędnego komentarza z jego strony. Tamura był poniekąd zmęczony rozmową z kimś, kto posługiwał się w dużej mierze wyzyskiem oraz przemocą. Ciężko spojrzeć wrogowi w twarz, a przekonał się o tym chłopak właśnie teraz na własnej skórze. Liczyło się przede wszystkim to, aby pomóc tym biednym ludziom. Walka z bandytami została póki co powstrzymana, toteż taki stan rzeczy chciał shinobi zachować. Bez utraty dodatkowych minut, medyk ruszył do najbardziej poszkodowanych ludzi. Były cztery osoby nieprzytomne, z czego trzy w bardzo poważnym stanie. Użytkownik czerwonych oczu podjął świadomą, lekarską decyzję o objęciu opieką medyczną wpierw mężczyzny z poważnymi poparzeniami. - Postaram się negocjować z nim, abyście opuścili to miejsce i wrócili do pobliskiej wioski bezpiecznie. Nie wiem czy jednak będzie to takie proste. - zaznaczył szczerze ze współczuciem w międzyczasie, wsłuchując się w szloch zebranych, a samemu dalej niosąc smutek w głosie oraz sercu.

Przysiadł ze swoją torbą w pobliżu nieprzytomnego z oparzelizną, doglądając w dalszym ciągu przy pomocy Tsujtegana stan witalnych sił każdego człowieka w izbie. W ten sposób mógł bez problemu ocenić kto w pierwszej kolejności powinien zostać uleczony. Najpierw przejechał dłońmi wzdłuż sylwetki mężczyzny, używając silniejszego Iryojutsu do poprawy jego przede wszystkim wewnętrznego stanu zdrowia. Nie zamierzał jednak na tym poprzestać, ponieważ skóra wymaga pielęgnacji, aby resztka bólu z czasem zniknęła, a nowe rany nie narodziły się z powodu otarć lub innych czynników zewnętrznych. Chodziło głównie o komfort ratowanego. Tamura delikatnie zaczął na koniec przemywać najbardziej zaczerwienione wcześniej miejsca więźnia zimną wodą z jego bukłaku, przecierając następnie czystą szmatką z plecaka. Nie było tutaj żadnej filozofii, a wręcz podstawy udzielania pierwszej pomocy. Niestety ninja Iwy nie posiadał pełnego zestawu narzędzi oraz ziół do całkowitego ukończenia takich zabiegów jak w szpitalu. Musiał działać na miarę własnych możliwości. - Naprawdę współczuję wam i żałuję, że nie mogłem przybyć wcześniej. Jak tutaj trafiliście pod jego kuratelą? I w jaki sposób uciekliście od tej bestii? - im więcej informacji zdobyłby kuzyn Shuten tym lepiej, aczkolwiek nie naciskał na cywili w żaden sposób. Poprawa zdrowia rannych nadal stanowiło priorytet, a informacje dla Iwagakure no Sato to sprawa drugorzędna w oczach Iryonina. - Chciałbym poprosić mojego przywódcę wioski, aby wysłał tutaj posiłki do was. Muszę jednak wiedzieć z czym mieliście do czynienia i jak bardzo niebezpieczny jest… wiecie kto… - ton głosu miał ściszony od kiedy pozostał sam z mieszkańcami zniszczonej osady, bo wszak wojownik mógł podsłuchiwać w każdej chwili.

Po zajęciu się ledwo żywym gościem skierował się do zatrutej pary. Znowu powziął sporo powietrza, wykonując bliźniaczy zabieg, taki jak ten z dziadkiem koło napastników. Tutaj jednakże potrzebował większego skupienia, a przepływ czakry musiał być znacznie wzmożony. Uruchamiając w jednej dłoni Czakre no Mesu wykonał większe nacięcia, wybierając bardziej zaawansowaną techniką szkodliwe wydzieliny do strzykawek oraz reszty z butelek, mających odrobinę wolnego miejsca. Czego nie dał rady przelać do pojemników po prostu przekierował na dalszy kąt pomieszczenia. Operacje były naturalnie wykonane oddzielnie, żeby nie zaburzyć działań lekarza złożonością kosztu czakry. Jak długo zdoła tak pociągnąć? Oddychał coraz ciężej. - A co z nimi? - zapytał względem dziewczyn, przytomnej jak i tej leżącej. Nie wykazywały żadnych objawów. Co się im stało?

Spoiler:
Obrazek

Obrazek

<3

Poprowadzę misję D - C

Zapraszam na PW lub na mój discord - Giliam#7869


Aktualnie prowadzone misje:
Spoiler:


 
Posty: 122
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 23:58
Ranga: Chūnin

Re: Wioska Yaminozawa - krater

Postprzez Uchiha Rakena » 18 lip 2020, o 02:59




Misja rangi B

Sabataya Tamura
30/?



Tamura nie wydawał się być zachwycony propozycją Asakury. Dwie godziny to było bardzo mało czasu, przez który nawet nie miał co marzyć o zregenerowaniu chakry. Już teraz, gdy nawet nie rozpoczął swojego „testu”, był zmęczony jej wykorzystaniem, a co dopiero gdy zacznie pomagać tym wszystkim mieszkańcom. Ogarnięcie tylu rannych osób będzie dla niego niezłym wyzwaniem i jeśli z tym sobie poradzi to nic mu nie będzie straszne jako Iryoninowi.
Dzięki czerwonym oczom jego klanu, zobaczył, że siły witalne nieprzytomnej grupki były na bardzo niskim poziomie. Najbardziej z nich pomocy potrzebował zdecydowanie poparzony mężczyzna, ale ludzie z trucizną nie wyglądali dużo lepiej. Największą zagadką były dwie dziewczyny, które wyglądały w porządku, a mało tego, ich siły witalne były całkiem silne. Gdy spojrzał na przytomną grupę, zobaczył, że również nie było tragedii. Spokojnie zdołałyby przetrwać jeszcze kilka dni, a może i jeszcze dłużej. Dlaczego więc zostali zesłani wgłąb kryjówki, skoro Nukenin jasno powiedział, że są tam same umierające przypadki? Bez odpowiedniego wyjaśnienia, sytuacja wydawała się być skomplikowana.
- Negocjacje? Nie wiem czy to będzie możliwe – kaleki mężczyzna spojrzał na niego ze smutkiem. W tym czasie Chuunin postanowił zająć się poparzoną ofiarą, która wyglądała makabrycznie. W kilku miejscach, ciało było tak przywęglone, że nie było szans, żeby odratować zniszczone komórki. Kto wie czy ten człowiek kiedykolwiek będzie mógł się samodzielnie poruszać. Oczywiście przy optymistycznym założeniu, że w ogóle się obudzi, bo póki co się na to nie zapowiadało.
Leczenie zaczął od użycia Iryojutsu w celu ogólnego poprawienia wewnętrznego stanu zdrowia. Odniosło to jakiś efekt, ale niestety niezbyt zadowalający. Skóra faktycznie wyglądała lepiej, poznikały z niej różne zaczerwienienia, ale były miejsca, którymi Shinobi nie był w stanie się zająć. Gdy zakończył używanie zielonej chakry, zaczął przemywać bardziej zaczerwienione kawałki ciała. Wyglądało na to, że nie mógł zrobić niczego więcej. Mężczyzna nadal wyglądał słabo, ale nie tak tragicznie, jak przed chwilą. Dzięki pierwszej pomocy, nieznajomy przeżyje dłużej, ale jego sytuacja nadal nie wyglądała ciekawie.Musiał się nim koniecznie zająć jednak ktoś o większych umiejętnościach od Tamury. Ktoś, kogo nie było w promieniu kilku kilometrów.
- Cóż, musisz wiedzieć, że Asakura Soichiro nie był złym człowiekiem. Chciał zlikwidować system ukrytych wiosek i pomóc mniejszym krajom – tym razem głos wziął staruszek – Mieszkał w Yaminozawie i wtedy miał spore poparcie. Byliśmy pewni, że z pomocą utalentowanego Shinobi’ego wszystko się zmieni. Do czasu gdy coś poszło nie tak i stracił swojego własnego syna. To bardzo na niego wpłynęło i nie był już takim samym człowiekiem. Zaczął używać brutalnej siły, aż w końcu zaatakował samego członka rodziny Daimyo. Poszedł do więzienia i odsiedział tam swoje, ale odsiadka niczego go nie nauczyła i szybko wylądował tam ponownie. Popierało go niewielu mieszkańców, większość z nich zrozumiała, że jest szaleńcem, ale niestety nie my. Zbliżała się bitwa pomiędzy jego zwolennikami, a jego przeciwnikami. Za te wszystkie obrażenia odpowiadają właśnie bandyci, którzy używali nas jako żywe tarcze. Asakura jakimś cudem się z nimi kontaktował i przekazywał co mają robić. Wtedy niespodziewanie uderzyło Bijuu, niszcząc wszystko dookoła. Ci przestępcy ukryli nas w kryjówce, mówiąc, że to dla naszego dobra, a dzień później powrócił Nukenin. Udało mu się zwiać i wierz mi, zachowuje się jeszcze okropniej niż zwykle. To nie jest ten sam człowiek, co jeszcze kilka miesięcy temu obiecywał nam lepsze życie. On po prostu oszalał. Ci co byli ranni, wylądowali tutaj. Ba, nawet nie wszyscy z nas są ranni! Spójrz na Akihito, tego człowieka bez kończyn. Wszystko z nim w porządku, ale osoba niepełnosprawna tylko by mu zawadzała! Niektórzy z nas po prostu się zbuntowali i się sprzeciwili i wysłał nas tutaj po to, żebyśmy umarli i mu nie przeszkadzali. Zabić otwarcie nas nie mógł, to by wzbudziło niepokój wśród jego pionków, więc zesłał nas tutaj. Z rannych pozostawił przy sobie jedynie burmistrza. Pewnie go widziałeś, jest w tym samym wieku co ja– opowiadał z przejęciem. Najprawdopodobniej wspominał o mężczyźnie, którego Tamura leczył kilka minut temu. Kilka razy zakaszlał, łapiąc się za klatkę piersiową. Sam nie wyglądał najlepiej, ale w pierwszej kolejności trzeba było zadbać o nieprzytomnych, którzy zdecydowanie bardziej potrzebowali pomocy Tamury.
Po słowach cywila, dziewiętnastolatek zajął się się wyciąganiem trucizny. Zabieg wyglądał właściwie identycznie, ale po pierwszym z nich, dopadło go silne zmęczenie, przez które zaczął mieć problemy z koncentracją i pozbieraniem myśli. Czy aby na pewno sobie poradzi ze wszystkimi potrzebującymi?
Drugi zabieg był już trudniejszy do wykonania, ale na szczęście udało mu się pomyślnie usunąć truciznę. Każdy z nich oberwał dokładnie tym samym. Na szczęście akurat z nią Chuunin był w stanie sobie poradzić. Nie była niczym skomplikowanym, prawdopodobnie została stworzona przez jakiegoś mieszkańca Yaminozawy, który nie miał większego pojęcia o Zaijutsu.
- Jestem córką burmistrza… gdy się obudzi, Soichiro powie mu pewnie, że zginęłam podczas ataku, żeby go zmanipulować, podczas gdy w praktyce, sam da mi umrzeć – odezwała się jedna z dziewczyn, gdy dziewiętnastolatek zapytał o ich stan – Jeśli chodzi o Junko to nie mamy pojęcia. Jest w śpiączce od kiedy się tu znaleźliśmy, ale nie wiemy o co może chodzić. Możliwe, że jest w jakimś Genjutsu, ale nikt z nas nie korzysta z chakry i nie może jej po prostu przelać – wyjaśniła. Co dalej zamierzał zrobić Shinobi?
Obrazek
MK: Kaguya Tsuki, Mariko, Maji Ryuji
Mogę poprowadzić misję D-B ♥
Prowadzone wątki:
 
Posty: 142
Dołączył(a): 12 cze 2020, o 13:49
Ranga: Genin

Następna strona

Powrót do Shimo no Kuni - Kraj Mrozu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników