Plac treningowy

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Natarī » 7 lip 2016, o 00:59

Natarī jak była mała miała wiele marzeń. Jednym z nich było to, by nauczyć się latać. Wiele osób miało takie marzenie, a ona nie była od tego wyjątkiem. Zawsze podziwiała wolność którą posiadały ptaki, które mogły polecieć gdzie tylko chciały, kiedy tylko chciały. Szczęśliwym trafem, tego typu marzenie nie było dla niej czymś nieosiągalnym. Nie była przecież zwykłą dziewczynką, miała być kunoichi, a dla ninja tego typu umiejętności były czymś na porządku dziennym. Choć oczywiście nie była to do końca prawda... No, nie przy tej technice, którą miała teraz opanować. Ale i tutaj zrządzenie losu potraktowało ją łaskawie, gdyż posiadała dokładnie ten żywioł, który miał jej to wszystko umożliwić...


Choć Natarī nie porzuciła całkowicie treningu nad żywiołem ziemi, to nie chciała również całkowicie porzucić umiejętności manipulowania powietrzem, wiatrem. Zgarnęła więc z biblioteki kilka zwojów z technikami które, jak sądziła, mogły jej się przydać. Pośród nich było właśnie latanie. No, nie dokładnie. Było to po prostu kontrolowanie otaczającej ją chakry, której ruch miał wznieść ją w przestworza. Tego też niezmiennie się trzymała podczas licznych treningów, na których to skupiała się na kontrolowaniu chakry Fūtonu.



Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1303
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Natarī » 7 lip 2016, o 01:22

Tym co zdecydowanie najbardziej brakowało Natarī podczas ostatnich starć były silne techniki dalekodystansowe. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie zawsze miało być jej dane polegać na jej umiejętnościach walki wręcz, a czasami wręcz wymagane miało być od powodzenia starcia to, by znajdowała się jak najdalej od przeciwnika. W tym właśnie celu chciała skorzystać z techniki pocisków próżniowych, które to były zdecydowanie o wiele potężniejsze od tych, które wykonywała z samej chakry. W celach treningowych, po raz kolejny postanowiła zachować się w sposób iście humanitarny i nie tworzyć klonów, które miałyby posłużyć jej za cele. Takowymi celami były więc będące już na placu, słomiane kukły. Wierne towarzyszki licznych przeprowadzanych przez nią treningów.



Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1303
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Natarī » 28 wrz 2016, o 00:47

Każda, będąca w najbliższym otoczeniu Natarī osoba wiedziała, jak dużą wagę przywiązuje ona do osobistych treningów. Nieustannie się udoskonalała, nieustannie szlifowała swoje umiejętności. Nigdy nie spoczywała na laurach. Musiała osiągnąć kilka ze swoich celów, a jednym z nich było dokonanie zemsty na osobie, która zabiła jej ukochanego kuzyna. A jednym z wielu aspektów, które postanowiła udoskonalić było panowanie nad żywiołem wiatru - coś, na co musiała poświęcać o wiele więcej czasu, o wiele więcej wysiłku. Podczas licznych poprzednich potyczek zdążyła zresztą zdać sobie sprawę z tego, że zdecydowanie brakowało jej technik którymi mogłaby się posługiwać na odległość, a zarazem ofensywnych, nie polegając przy tym w pełni na swojej walce wręcz. Było to coś, na co większość członków klanu Hyūga się nie decydowało, koncentrując się w pełni na opanowaniu Jūken, które przecież też wymagało ogromnej ilości treningi. A jednak ona sama mogła sobie na to pozwolić, nie tracąc przy tym zbytnio na wydajności w klanowym stylu walki.


Techniki, które Natarī postanowiła opanować, znalazła rzecz jasna w bibliotece. Nie znała za bardzo nikogo, kto pomógłby jej w opanowaniu bardziej zaawansowanych sztuczek, a opracowywanie przez siebie zupełnie nowych również mijało się z celem, gdyż takie coś najpewniej ciągnęłoby się u niej miesiącami, albo latami. A po opanowaniu teorii przyszła kolej na praktykę. Praktykę na terenach niezabudowanych, tuż za posiadłością w której mieszkała - już dawno siła rażenia jej umiejętności wykroczyła poza poziom, który nie zagrażałby jej otoczeniu. Nieocenioną pomocą były tutaj dla niej słomiane kukły, które służyły jej za cele - zwłaszcza podczas opanowywania jednej z technik, które wymagały bliskiej odległości. Koncentrowana w uniesionych ku górze palcach chakra sprawiała wtedy, że z całej głowy jej celu pozostawały zwykle jedynie strzępy. No... Taki przynajmniej był efekt końcowy, gdyż początkowo, jak to zwykle bywa, skutki były co najwyżej mierne. W podobny sposób destruktywna była również inna technika. Technika, która była śmiertelnie niebezpieczna. Tak niebezpieczna, że nawet ona sama musiała wysilać swój Byakugan, by dostrzec lecące ku celowi ostrze chakry, które w błyskawiczny sposób przecinało kukłę w pół. Wystarczyło sobie jedynie wyobrazić to, co stałoby się z człowiekiem, który byłby na jej miejscu.


Prawdziwa zabawa zaczęła się za to wtedy, gdy ustawiła na ubitej ziemi, która stanowiła jej plac treningowy od kilku do kilkunastu kukieł, które miały dla niej odgrywać potencjalnych przeciwników. Przeciwników, którzy, jeśli byliby prawdziwi, zostaliby natychmiastowo pokiereszowani przez wystrzelone z jej ust ostrza - coś o wiele potężniejszego od igieł, którymi miała w zwyczaju się posługiwać. I bardziej niszczycielskiego. No i nie można było zapominać też o tym, że Natarī w bardzo dobrym stopniu opanowała ninjutsu. A kontrolując w odpowiedni sposób chakrę, oraz chakrę Fūtonu mogła połączyć oba te aspekty w jedno - ogromną łapę, niczym bestii, o niszczycielskiej sile.


Wisienką na torcie był jednak jej zupełnie nowy nabytek - zwój który dostała od tamtego dziecka, zaraz po tym jak odzyskała skradzioną jej własność. Zwój który był skonfiskowany przez siły shōgunatu, a okazał się być bezcenny. Zwój ten bowiem traktował o podziale ciała. O czymś wykraczającym poza zwykłe tworzenie klonów. Technika ta polegała na utworzeniu fizycznej, w pełni sprawnej kopii. Kopii o pełni jej możliwości, która tak jak ona, potrafiła korzystać z Dōjutsu - coś, czego Cieniste Klony nie potrafiły. Ta umiejętność mogła być rozwiązaniem jej problemu, sposobem na zrealizowanie daleko idących planów. Mogła być w dwóch miejscach jednocześnie, bez obawy, że ktoś ją wykryje.


Opanowane techniki:
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1303
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Natarī » 28 mar 2017, o 23:40

W miarę jak upływał czas, Natarī miała coraz więcej tego czasu dla siebie, a także na trening, udoskonalanie własnych umiejętności. Wydarzenia sprzed kilku miesięcy nauczyły ją, że nie mogła poddać się stagnacji, dlatego też udała się do archiwów, by korzystając ze swoich uprawnień, zapożyczyć sobie kilka kolejnych zwojów do przestudiowania. Jeden z nich zawierał technikę, która szczególnie ją zainteresowała - błyskawiczne poruszanie się pod ziemią oraz pojawianie się na powierzchni. Coś, co widziała już wcześniej, dawno, gdy ścigała członka własnego klanu i zdrajcę. I to właśnie od tego zaczęła swoje długie sesje treningowe, udoskonalając to, co już potrafiła. Długie godziny, które wyglądały jak wyścig, naginanie zdolności tak, by przekroczyć swój limit.


Dziewczyna nie spoczęła jednak na tym jednym treningu. Były inne. Nie mogła przecież zapomnieć o swojej specjalizacji, o swojej przynależności. toteż tutaj również postanowiła ulepszać to, co umiała. Po raz pierwszy od dawna znów korzystała z gumowych kukieł treningowych rozmieszczonych na placu, by za instrukcjami dużo bardziej doświadczonych członków jej klanu, przystąpić do ćwiczeń. Sztuka polegała na skoncentrowaniu chakry w jednym, jedynym palcu i przesłać za jego pośrednictwem potężny impuls. Coś, co wymagało doświadczenia i przede wszystkim nieziemskiej kontroli - prędko przekonała się bowiem, że taki zabieg pozbawiał jej ogromnych ilości chakry.


Już same te dwie techniki wymagały wiele czasu, którego wciąż jej nieraz brakowało. A jednak znalazła go na jeszcze jedną technikę, jeszcze kolejną manipulację żywiołem ziemi. Polegała ona na utworzeniu swoistej jaskini, ziemnego więzienia w którym mogłaby uwięzić wiele osób. Utworzenie tego wymagało koncentracji oraz sporych pokładów chakry, która miała być przeznaczona na utworzenie poszczególnych ścian. I prawdę mówiąc, to właśnie ta technika pochłonęła u niej najwięcej czasu, najwięcej zasobów. Robiła to, bo wiedziała, jak bardzo owa umiejętność mogłaby się jej przydać. Zawsze była większą pacyfistką, niż morderczynią. Potrafiła zabić i robiła to, gdy było to konieczne, lecz czasami nie musiała tego robić. Czasami wystarczyło przeciwnika uwięzić.


Opanowane techniki:
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1303
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyuuga Shiki » 5 sie 2017, o 18:39

Juken

Pierwsza techniką jaką Shiki musiała nauczyć się wykożystywać w walce był Juken. Był to raczej charakterystyczny dla biało-okich styl walki niż techniki ale jak zwał tak zwał. Aby ten styl był coś wart dziewczyna musiała aktywował swojego byakugana. Wyciągnęła przed siebie rękę i złożyła nią potrzebną pieczęć:
Byakugan - szepnęła a żyły przy jej oczach napęczniała. Wzrok kunoichi zmienił się diametralnie a jej zakres widzenia to była zupełnie inna liga. Do tego treningu potrzebowała jednak żywą osobę. Pomagał jej ojciec, w którego ciele teraz mogła widzieć kanaliki chakry. To jednak była sprawa drugorzędna. Juken z grubsza polegał na umiejętnym wypuszczaniu chakry z dłoni by przesłać ją do ciała przeciwnika. Spróbowała tego kilka pierwszych razy bez żadnego efektu. Porady ojca motywowały ją do dalszej pracy nad sobą.

 
Posty: 60
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 10:48
Ranga: Uczeń

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Eijiro » 22 sty 2018, o 00:42

Eijiro przyszedł na plac treningowy rodu Hyuga, by w końcu trochę poćwiczyć. Po powrocie z misji zauważył, że jego kuzyn umie o wiele więcej od niego, więc nie mógł tracić czasu na wylegiwanie się. Z pewnością technika, którą użył Gashi górowała nad tą użytą przez Białowłosego. Klony, które są niematerialne i nie znikają po kontakcie z wrogiem to bardzo dobra technika, którą i on musiał opanować. Przypomniał sobie jakie pieczęci wtedy użył i starał się skupić czakrę w podobny sposób co z zwykłym bunshinem. Wokół zaczęły pojawiać się jego podobizny, jednak szybko stawały się coraz słabiej widoczne i znikały. Pewnym było więc, że trzeba włożyć w to więcej czakry niż technikę rangę słabszą i nieco bardziej ją skoncentrować. Białooki nie dając za wygraną, spróbował ponownie ją wykonać z zastosowaniem poprawek, dzięki czemu wokół niego zaczęły pojawiać się jego podobizny.
Kiedy było ich około 20 przerwał ich wytwarzanie i skoncentrował wzrok na manekinach treningowych. Ucieszony, że udała mu się technika ruszył wraz z klonami na jego nowy cel. Dziwnie jednak obraz zaczął mu się zamazywać i zniekształcać, by zaraz po tym ukazać mu to, co jest za płotem i sąsiadującym budynkiem. Młody Hyuga przez to stracił równowagę i runął na ziemie. Zdekoncentrowany rozglądał się, szukając przyczyny i dopiero po chwili zorientował się, że właśnie przebudził byakugana. Przejechał dłonią po twarzy, wyczuwając tym samym pogrubione żyły na wysokości oczu. Wstał i zaczął testować umiejętności jego zdolności klanowej. Przenikał wszystko w 1000m przed sobą i około 20 nie obracając głowy. Wyczuł również położenie ślepego punktu, na który musiał w końcu uważać.
Kiedy już się oswoił z nowym wzrokiem, ponownie ruszył na manekina. Tym razem postanowił dodatkowo wspomóc się podstawową techniką klanową o której tyle słyszał od ojca. Skupił czakrę w dłoniach i podbiegając do manekina zadał mu parę ciosów. Nie były one wyjątkowo silne, jednakże im dłużej uderzał, tym lepiej skupiał się na wykorzystaniu czakry i formowaniu jej, dzięki czemu jego ciosy stawały się coraz silniejsze. Pracował również nad różną kombinacjom ciosów i możliwym dojściu do ciała przeciwnika, by atak był celny.
Na drugi dzień treningów w ćwiczeniach pomagał mu jego ojciec, dumny, że jego syn w końcu aktywował byakugana, pokazując mu kilka ciosów i tłumacząc lepsze wykorzystanie ich w praktyce. Młody shinobi trenując z ojcem mógł też zobaczyć punkty tenketsu, których nie było na manekinie.

Techniki:
Spoiler:
Ostatnio edytowano 3 lut 2018, o 22:30 przez Hyūga Eijiro, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek


Prowadzę misję D lub C, chętnych zapraszam na GG :>
 
Posty: 191
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Chūnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Eijiro » 23 sty 2018, o 15:06

Eijiro kolejny raz przyszedł na plac treningowy w wiadomych celach. Po dzisiejszej rozmowie z ojcem dowiedział się o swojej naturze chakry i po wizycie w bibliotece przyniósł ze sobą parę zwojów z technikami. Otworzył jedną z nich i dokładnie wczytywał się w każdą linijkę tekstu. Żywioł ognia z pewnością pomoże mu w walce na dystans, kiedy jego techniki klanowe nie będą mogły dosięgnąć przeciwników. Przygotował się do użycia jednej z technik. Polegała ona na wypluciu z buzi dużej ilości łatwopalnego gazu. Złożył cztery pieczęcie i skoncentrował czakrę w ustach, nabrał powietrza by następnie zmienić je w gaz, który wyleciał z jego ust na około dziesięć metrów. Teraz przyszła kolej na kolejną technikę katonu. Otworzył następny zwój, w której była opisana technika Kasai Iki. Tym razem zamiast gazu z ust miał zostać wyrzucony strumień ognia. Ponownie nabrał powietrza i tym razem bez konieczności wykonania pieczęci powietrze powinno zamienić się w płomień. Niestety podczas wydechu nie powstało nic więcej niż iskierki. Należało trochę inaczej skoncentrować czakrę w ustach i zmienić jej formę. Spróbował ponownie, a z jego ust wyleciała ognista technika, która w dodatku podpaliła poprzedni gaz, dzięki czemu cały plac treningowy stanął w płomieniach, jednak dzięki braku łatwopalnych przedmiotów nic nie ucierpiało, może z wyjątkiem manekinów. Zadowolony chłopak, ale nieco zmęczony choć o wiele bardziej zmotywowany zabrał się za czytanie kolejnego zwoju. Tym razem miała to być najsilniejsza z tych technik. Złożył sześć pieczęci, po czym ponownie skoncentrował się nad wytworzeniem techniki. Z racji na swój rozmiar, zasięg i siłę postanowił wystrzelić ją w powietrze, by niczego tutaj nie uszkodzić. Chwilę po tym z jego ust wystrzeliła ogromna kula ognia, która poleciała wysoko w górę. Trening był jednak wyczerpujący, gdyż wymagał dużej ilości czakry. Postanowił zrobić chwilę przerwy, by coś zjeść i po tym znów wrócił trenować.

Trenowane techniki:

Spoiler:
Obrazek


Prowadzę misję D lub C, chętnych zapraszam na GG :>
 
Posty: 191
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Chūnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Eijiro » 24 sty 2018, o 03:50

Eijiro przyszedł dziś ponownie na plac treningowy, by trochę poćwiczyć znane już sobie techniki. Przy okazji jednak chciał poznać jedną z technik, która bardziej przypomina naukę o medycynie, aniżeli technikę samą w sobie. Do tego celu wypożyczył z biblioteki zwój, na którym była i gdy zrobił sobie przerwę w ćwiczeniach, usiadł sobie na pobliskiej ławce i zaczął czytać informacje zawarte w zwoju. Było tam napisane o podstawach anatomii ludzkiego ciała, a co za tym idzie miejsca szczególnie wrażliwe na ataki, zwłaszcza przy pomocy klanowego stylu Hyugi.
Spoiler:
Obrazek


Prowadzę misję D lub C, chętnych zapraszam na GG :>
 
Posty: 191
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Chūnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Eijiro » 24 sty 2018, o 16:22

Młody Hyuga znów wypożyczyl zwój z biblioteki, by jeszcze trochę się podszkolić w zakresie medycyny. Dzisiejsza technika, a raczej nauka miała polegać na zdobyciu wiedzy o pierwszej pomocy, w tym zakładaniu bandaży, leczeniu zwichnięć i tym podobnych. Wziął jakiś stary bandaż z domu i tyle ile mógł, tyle ćwiczył na manekinach, dopóki jego mama nie wróciła z pracy, wtedy wrócił do domu, by ta wiedzę wypróbować na żywym człowieku. Na manekinie ćwiczyło się zupełnie inaczej, więc całe szczęście, że jego mama miała trochę wolnego czasu. Oczywiście resuscytacji nie mógł na niej prowadzić, gdyż mogło by jej to zaszkodzić. Później wypróbował również zakładanie bandażu samemu sobie.

Technika:
Spoiler:
Obrazek


Prowadzę misję D lub C, chętnych zapraszam na GG :>
 
Posty: 191
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Chūnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Eijiro » 1 lut 2018, o 16:21

Dziś podczas śniadania rozmawiałem z ojcem. Powiedział, że w końcu przyszła pora na wtajemniczenie mnie w trochę bardziej zaawansowane techniki naszego klanu. Zaraz po zjedzeniu ruszyliśmy więc na pole treningowe, bym mógł razem z nim poćwiczyć nowe jutsu. Mieliśmy zacząć jeszcze od techniki, której wcześniej nie poznałem, a była poziomu D. Shotei był bardzo podobny do zwykłych ciosów Jukena, jednakże w tym wypadku wysyłana jest większa ilość czakry, a cios skierowany jest w mostek. Ojciec wytłumaczył mi co dokładnie mam zrobić i pokazał to na przykładzie manekina. Nie było to skomplikowane jutsu, więc całkiem szybko się go nauczyłem. Wypróbowałem go nawet na tacie, jednak za sprawą jego wytrzymałości nie przyniosło większych skutków. Następną techniką była Hakke Kūshō - zaczynamy więc naukę jutsu rangi C. Tym razem cios był odpowiednio silniejszy i potrafił zaatakować punkty witalne przeciwnika na odległość nawet kilkunastu metrów, a w dodatku potrafiła go odrzucić. Trzeba było bardzo szybko wyprostować rękę mając przy tym zgięte palce i zadać cios nasadą dłoni. W ten sposób uwolniona czakra potrafiła wyrządzić duże szkody. Przećwiczyłem to parę razy na manekinie, a dopiero potem spróbowałem na ojcu. Dzięki temu, że znał się na medycynie, to nie robiło mu to różnicy, a manekin to nie to samo co żywy człowiek. Teraz przyszła kolej na naukę Jūkenpō Ichigekishin. Jutsu bardziej defensywne, jednakże jest wiele sposobów na wykorzystanie go w walce. Polegało na wyrzuceniu czakry z wszystkich punktów tenketsu, dzięki czemu jestem w stanie odbić się od danego obiektu, a nawet odrzucić przeciwnika. Dzięki temu można by się również wspinać pomiędzy dwoma pionowymi ścianami, jednakże ma też swój koszt w czakrze. Próbowałem odbić się od płotu, manekina i paru innych rzeczy, co z początku wychodziło mi dość średnio, jednak z czasem udało mi się to dobrze opanować. Teraz przyszła kolej na ostatnią na dziś klanową technikę, jedną z głównych technik klanowych, lecz ich najsłabszą wersję. Hakke Sanjūni Shō polegało na serii uderzeń, dzięki której można zablokować trzydzieści dwa punkty tenketsu przeciwnika, co może wywołać silny paraliż, uniemożliwić przeciwnikowi używanie technik, a do tego obniża jego samopoczucie. Tata dokładnie wytłumaczył mi jak należy wykonywać ciosy i w jakiej kolejności - najpierw atakuje dwa punkty tenketsu, potem następne dwa. Kolejnym krokiem są cztery punkty, osiem i szesnaście punktów kończąc tym samym serię. Przyswojenie tego jutsu zajęło mi najwięcej czasu, jednak gdy wykonałem ją przeciwko tacie, to boleśnie odczuł jej skutki. Ważne było jednak, że nie zadziała ona na wszystkich przeciwników - tych ze zmienionymi punktami tenketsu, np. zamienionych w kukły to nie zaboli. Ostatnim ćwiczeniem było zastosowanie wszystkich poznanych technik w walce z ojcem, jednak to dopiero na następny dzień, gdyż dzisiaj byłem już zbyt mocno zmęczony.
Nazajutrz ponownie udaliśmy się na plac treningowy. Przećwiczyłem sobie każdą technikę z osobna, a dopiero potem przyszła kolej na potyczkę. Wiedziałem, że normalnie było by już po mnie, lecz dlatego, że był to tylko trening to tata dał mi wygrać. Musiałem zrobić sobie po tym chwilę przerwy, zwłaszcza, że zbliżał się już wieczór. Wróciłem z tatą na obiad, który zjadłem praktycznie w momencie. Musiałem jeszcze trochę odpocząć i dopiero mogłem pójść z powrotem ćwiczyć. Wypożyczyłem sobie wcześniej do tego celu zwoje, które teraz zabrałem ze sobą. Pierwszą techniką była bakufu. Niezbyt silne jutsu, które jednak może się przydać na przykład przy rozpalaniu ognia. Ta technika przyszła mi z łatwością, dlatego, że już znałem Kasai Iki, która polegała na praktycznie tych samych czynnościach, tylko z udziałem większej ilości czakry. Również trzeba było nabrać powietrza do płuc, które podczas wydechu zamieniało się w płomień. Zaraz po tym otworzyłem zwój z techniką "Endan". Również podobna do Kasai Iki, jednakże tutaj jej siła i szybkość w jakim dochodzi do celu jest znacznie większa niż w tamtej technice. Ma też większy zasięg, jednakże wymaga aż sześciu pieczęci. Złożyłem je, skoncentrowałem się na skumulowaniu odpowiedniej ilości czakry i przemianie jej wraz z wydychanym powietrzem w ogień, dzięki czemu zrobiłem z siebie miotacz ognia. Mimo, że pierwsza próba nie wyszła wspaniale, to każda następna dawała coraz lepszy efekt, a ogniste podmuchy rozświetlały panujący dookoła mrok. Na szczęście nie podpaliłem nic z otoczenia.

Spoiler:
Obrazek


Prowadzę misję D lub C, chętnych zapraszam na GG :>
 
Posty: 191
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Chūnin

Re: Plac treningowy

Postprzez Hyūga Eijiro » 17 lut 2018, o 16:53

Wykorzystałem chwilę mojej nieobecności, by przyjść na pole treningowe i poćwiczyć z ojcem nowe techniki. Mówił, że ma mi coś do pokazania, więc szybko wbiegłem na górę i go zawołałem. Zszedł ze mną na plac i pokazał trzy zwoje. Jedna z technik miała polegać na wytworzeniu klonów, które podobnie jak oboro bunshiny nie potrafiły używać technik ani nawet zaatakować przeciwnika, jednak z racji na małą ilość pieczęci i dzięki temu, że mogą znikać, rozdzielać się na nowe i kopiować, a także że jest to genjutsu, to z pewnością się przyda. Złożyłem jedną pieczęć, a wokół mnie pojawiły się klony. Nie była to dość skomplikowana technika, więc łatwo się jej nauczyłem.
Kolejna technika wymagała jednak obecności przeciwnika oraz specjalnych dzwoneczków, które właśnie podpiąłem do swoich broni. Dzięki ich odgłosowi przeciwnik ujrzy dużo kopii mojej osoby, a także zostaną spowolnione jego reakcje i zostanie trochę otępiony. Wydaje się być bardzo przydatną techniką, więc dobrałem 5 senbonów, które rzuciłem w ojca. Może ich uniknął, ale nie uniknął dźwięku. Zaraz po tym złożyłem dwie pieczęcie i czekałem na rozwój sytuacji. Niestety, tata powiedział, że nic nie widzi i musiałem powtórzyć ruch. Za drugim i trzecim razem wychodziło coraz lepiej, aż w końcu mój starszy musiał się ratować Hana Kahen Tōsō. Wtedy jednak jeszcze o tym nie wiedziałem. Ojciec zmienił się w latające płatki kwiatów, które wleciały we mnie i zaczęły pożerać moją skórę. Starałem się je odgonić, ale to było na nic. Starałem się uciec, ale nagle płatki znikły. Tata anulował technikę i wytłumaczył mi jej działanie - dzięki niej uwolnił się z mojego genjutsu. Następnie on rzucił na mnie swoją technikę, a ja musiałem się wybronić za pomocą Hana Kahen Toso. Gdy już się tego nauczyłem wróciłem do swoich kompanów.

Spoiler:
Obrazek


Prowadzę misję D lub C, chętnych zapraszam na GG :>
 
Posty: 191
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Chūnin

Poprzednia strona

Powrót do Hyūga

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników