Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Remon » 5 maja 2019, o 20:05

Nabuzowana Mihye nie była zdolna racjonalnie myśleć, narastała w niej burza, niezrozumiała dla zwykłego shinobi, ani nawet dla zwierzęcia burza - pełna agresji, wściekłości, ale i dzikiej pasji. Emocje oraz wspomnienia, które przytoczyła były silne, całe doznania z używkami, czy też eksploracje fizyczne, ale nijak - zupełnie nijak - miały się do tego, co teraz czuła. Jeśli można było to jeszcze nazwać czuciem. To już nawet nie były instynkty, te najbardziej zezwierzęcone. Oj nie, to nie było id.

Wietrzyła krew. Czyją? Swoją, czy może przeciwników, którzy zagradzali jej drogę? Chciała tej krwi. Najsilniejszym impulsem, jaki mógł nią teraz kierować było rozszarpanie wroga. Pierwotne cele, plany i taktyki zacierały się w niemyślącej głowie. W ich miejscu eskalował niepohamowany gniew i potrzeba wyładowania go, to te impulsy powinny nią obecnie kierować.

Ale była z nią pojedyncza istotka żywa, która potrafiła zachować opanowanie. A przynajmniej pomyśleć, kiedy zamroczona i wściekła Miryo tego nie była w stanie zrobić. Wybił się w powietrze, wirując i strzelając dookoła moczem. Może dwóch Hyūg faktycznie trafił, ale błędnym założeniem było to, że dziedzice dumnego Dōjutsu będą czekać bezczynnie, w miejscu, aż oponent wykona atak. Zarówno Kyoru, jak i Mihye, nie mieli czasu nawet podsumować działań, tego pierwszego.Akcja nabierała coraz większego tempa.Co zrobić, gdy każdy ułamek sekundy ma znaczenie? Jak się zachować, gdy ciało pchała narastająca furia, która dodawała sił, ale mgliła osąd sytuacji i odbierała rozsądek? Wszystkie te pytania mogą mieć znaczenie, ale w tym momencie...Liczyło się jedno.
* * *
Kyo jeszcze wzbijał się ku górze w powietrze, sikając w obrotowym locie - dosięgając kilku białookich, ale nie wszyscy byli w zasięgu jego rażenia, a tym bardziej nikt nie czekał aż zostanie opryskany. Wszyscy mieli włączone Byakugany. Starszy Hyūga, który przewyższał doświadczeniem, umiejętnościami oraz poziomem chakry, gdy tylko pies wzbił się w powietrze wyskoczył do przodu, pochylając się i szybko prostując. Tyle mu wystarczyło, by uniknąć wiązki moczu skierowanej w jego stronę. Bez chwili zwłoki też mężczyzna zamachnął się ręką i uwolnił chakrę w pojedynczym ataku. Ci którzy byli po za zasięgiem moczu psa, dalej składali pieczęci. Za plecami Mihye było poruszenie, które też wcale dobrze nie wróżyło. Co gorsza, posłana wiązka energii uderzyła w Inuzukę i pchnęła ją z impetem do tyłu. Impet na moment odebrał jej dech, poderwało ją w powietrze.Nie czuła bólu.
Wykorzystana technika:

Berserker: 1,5/3.
Status: 1 stłuczenie, 6 uszkodzonych punkty tenketsu.
Została zastosowana instancja szybkiej reakcji - połowa tury wykorzystana w tym poście.
Lemon Remon is back! ^_^ Just... Don't call me Remy! ~_~
Obrazek
Administrator
 
Posty: 344
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 15:25
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Inuzuka Mihye » 6 maja 2019, o 21:12

Wszystko a może nic się nie liczyło. Może od zawsze żyliśmy w błędzie, że nasze czyny mają jakieś znaczenie. To było bardzo subiektywne, jednak teraz Mihye nie miała czasu na ocenę sytuacji, nie miała umysłu człowieka, lecz dzikiej bestii, która wytrącona z równowagi zawrzała niczym rozgrzana stal w oleju. Hartowanie było czymś, co można było przełożyć na dwa sposoby. Pierwszym, jak wcześniej zostało wspomniane, tyczyło się stali, a służyło jako poprawa jej trwałości. Można było też mówić o człowieku, który przeszedł wiele i stał się nieczuły. Mihye chyba odwróciła ten proces do góry nogami patrząc na ulotną znajomość z Rin. To ona ją zmiękczyła, pozwoliła na słabość. Wkradła się do jej serca, nie tylko między uda. Cała ta sytuacja była groteskowa. Przecież powinno się najpierw kochać kogoś, by uprawiać z nim seks. Może, ale brązowooka miała serdecznie w nosie wszelakie stereotypy i schematy. Fascynowała ją Nara, już od początku, ale nie mogła określić jak, czemu. Czy tylko przez alkohol była tak podatna na jej wdzięki. Wystarczyło obnażyć pierś, by Inuzuka przyssała się do niej tak zapalczywie i pospiesznie. Czy ten pośpiech był konieczny. Zamiast celebrować tą słodką chwilę, zjadły swoje ciała łakomie, pospiesznie, ale też powierzchownie. To najbardziej się Mihye nie spodobało. Brak uczucia. Zaczęła sobie uświadamiać je dużo później na misjach, gdy spoglądała na nią Nara, a ona po prostu odwracała wzrok. Wstydziła się, peszyła i odpychała od siebie osobę, która ją pokochała. Czemu zatem samotnymi nocami wracała do tego wydarzenia, czemu wyrywana była nad ranem przez sny, które budziły w niej wilgoć, pożądanie i chęć posiadania więcej, realniej i mocniej? Czemu zatem w łóżku, kiedy wieczory się dłużyły, robiła co robiła? Gdyby była tylko świadoma czegokolwiek w jej życiu, tych uczuć wcześniej, może wszystko potoczyłoby się inaczej. Ucieknie zostawiając swoją miłość w wiosce, nigdy nie wróci. Zostanie ogłoszona zbrodniarzem, ludobójcą, a na taką sławę sobie nie zasłużyła. Chciała być tylko dobrą osobą, nauczycielką, ninja. Nigdy nie zapamiętana w taki sposób jak historia, która właśnie się tworzyła teraz, na nowo.

Pamiętam zapachy, wszystkie. Gdy się urodziłem, nie widziałem zbyt wiele, wyraźnie. Pamiętam zapach matki, jej miękkie futro, fakturę języka, gdy oblizała mnie. Później tylko piłem, spałem. Na przemian. Były to słodkie chwile. A mój nos rósł w potęgę. Poznawałem zapachy wielu ludzi, rozkładałem na czynniki pierwsze i mieszałem ze sobą. Pamiętam do dzisiaj jak pachniały ciasteczka, które były pieczone w domu, gdzie się urodziłem. Gdybym miał palce i przeciwstawnego kciuka pewnie zostałbym kucharzem. Moją sielankę przerwało pojawienie się jej. Młodej dziewczyny o brązowych oczach, krótkich do brody włosach tego samego koloru. Uśmiechała się, a ja wywaliłem jęzor na brodę i przekrzywiłem łeb z zaciekawienia. Moja matka wtedy szczeknęła: „To ona.” Nie rozumiałem wtedy to co znaczyło. Dziwnym było widzieć istotę, która poruszała się na dwóch łapach. Była inna i intrygująca. Piła wodę w inny sposób, używała patyków do jedzenia, zamiast po prostu wychłeptać zupę z miski wsadzając tam twarz to ją przechylała. Była dziwna, inna. Później były spacery. Ach, pamiętam łąki kwitnące mnóstwem kwiatów, ich zapach, zbóż, traw, krzewów i drzew. Mokre kamienie skąpane w rosie. Nasze pierwsze podchody do siebie, gdy chciała mnie wziąć. Stanowczo zaprotestowałem! Nie byłem w końcu maskotką. Wszystko zmieniło się w dniu, gdy przechadzałem się po uliczkach Konohy, a ona stała wciśnięta w kąt. Jakiś chłopak krzyczał do niej, a ona płakała i mimo tego, że byłem mały, nie lubiłem jej, to była z mojego stada! A stado się zawsze broni. Później pamiętam jak oberwałem pałką i nic, ciemność. Bólu nie było. Ocknąłem się dopiero w domu. Widziałem twarz dziewczyny, a na niej dwa, symetryczne zadrapania, które krwawiły. Pamiętam te policzki okraszone szkarłatem, a ona wtedy powiedziała, że będziemy się bronić wzajemnie, na zawsze, po grób. Po śmierć naszą wspólną. Uratowała mnie. Mimo, że to ja przybyłem jej z ratunkiem i zawiodłem. Co ze mnie był za pies! Od tamtej pory mieszkałem z nią w pokoju. Budziłem do szkoły moim mokrym nosem. Uspokajałem w nocy, pokazywałem, że tak naprawdę nie ma się czego bać, że ciemność, nie jest zła, nie kryją się tam bestie, demony i inne stwory. Zasypiała zawsze płacząc w mój grzbiet. Tego nie mógł zniszczyć nikt. Tej przyjaźni, oddania i wielkiego serca. Nikt prócz śmierci.

Odepchnięta siłą technik starca, szybowała jakby w jej umyśle zwolniła. Słyszała swój oddech i bicie serca. Przez rozszerzone źrenice pod wpływem adrenaliny przedostawało się więcej informacji, niż jej mózg mógł przetrawić. Instynktownie chciała przywalić. Złożyła pieczęć małpy mierząc w przeciwników, którzy byli na wprost niej. W zasadzie za jej plecami. Wykonała obrót względem swojej osi, tak, że leciała do przeciwników twarzą. Szybko otoczyła się niebieską chakrą, która spowiła jej ciało. Ono też się zmieniło. Kły wydłużyły się wyraźnie jak paznokcie, które przybrały formę pazurów. Mięśnie naprężyły się do boju i błagały o więcej, więcej ruchu. Wprawiła ciało w ruch wirowy. Opadała na same dno swojej świadomości, przez której sączyły się obrazy, zapachy, dotyk. Znikomy ból, który skutecznie został wyciszony i stłumiony. Nie było sensu wracać i uderzać w starca, lecz mierzyć w tych co są najbliżej, prócz tych co być może oberwali techniką Dotonu. Pies właśnie kończył swoją technikę i również jego układ chakry przyspieszył wyczuwając co Mihye robi. Zadziałał automatycznie niczym dobrze naoliwiona broń. Tak go właśnie nazwali. Narzędzie. Nie przyjaciel na dobre i złe. Upodlili go bardziej niż można. Sprowadzili do roli przedmiotu. Psiak również zafurkotał w technice i ruchem wirowym chciał uderzyć razem ze swoją Mihye flankując wroga. Chcieli wyeliminować jak najwięcej wrogów używając tej śmiercionośnej techniki Inuzuka.

Spoiler:
나 말이야
못다 핀 꽃 한 송이야


Obrazek

"Trust nature then trust yourself"


BANK
PZ
Prowadzę misje z zakresu D-B
Moderuje dział Kart Postaci
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 21 gru 2016, o 01:51
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Remon » 8 maja 2019, o 00:03

Furkocąc wściekle w powietrzu, Mihye nie mogła zaprzeczyć sile, która wprawiła ją w ten niefortunny ruch. Nie mając możliwości skupienia się na starcu, zwróciła się ku nowemu celowi, a w zasadzie celom. Wypluła pojedynczy kamień, który z prędkością wystrzelonego pocisku sunął ku wrogom, powiększając się do rozmiarów większych od kuli armatniej. Gdyby choć odrobina świadomości była z nią obecna, naliczyłaby się z ponad tuzina stalowych spojrzeń skierowanych, w gotowości, w jej kierunku. Wiedziałaby lepiej, że nie mogła sobie pozwolić na lekceważenie starszego Hyūgi, którego spuściła z wzroku, a też i przemyślałaby dwa razy atak na grupę białookich z przodu. Niestety umysł był zamroczony, nieobecny i wyparty przez niepohamowaną żądzę walki.

Widziała jak jej Dotonowa technika odnosi sukces, eliminując z walki kilku młodych, mniej doświadczonych przedstawicieli z klanu Hyūga, ale nie liczyła, ilu poniosło szkodę oraz nie interesowała się obecnie rozmiarami tychże szkód. Węszyła w powietrzu krew i pragnęła jej przelewu. Nim w zupełności dała się ponieść własnemu wirowemu atakowi, zauważyła jeszcze jak z bardzo skonsternowaną miną, jeden z białookich wysuwa się do przodu, z dłońmi gotowymi do ataku. Wyraźnie czuła jego strach, a i choć nie był on jedynym w tym zgromadzeniu, który wystąpił naprzód, to przyciągnął jej niezdrową uwagę. Otoczona chakrą i coraz bardziej przypominająca dziką bestię, zawirowała silnie w powietrzu, zmieniając nieznacznie tor swojego lotu. Jej ukochany, czworonogi kompan, przyłączył się do niej w wykonywanej technice.
  - Za Shirayuki! - ktoś zakrzyknął i wcale ten okrzyk nie miał miejsca przed Inuzuką, a za nią.
Zbijając z toru lotu, który nadał jej starszy Hyūga, zdołała zsynchronizować się ze swoim psiakiem i uderzyć z impetem w przedstawiciela klanu, który był cały napięty i pomimo obaw, nie odstąpił od swojej rodziny. To była pierwsza, faktyczna ofiara śmiertelna w tej walce - Hyūga Arakan, Chūnin, który był blisko do awansowania o szczebel wyżej w hierarchii shinobi. Wbijając się z obydwu stron w posiadacza aktywowanego Dōjutsu, masakrując go. Przez krótką chwilę zapanował niekontrolowany chaos, wzmożona siła i impet z jaką zaatakowała para reprezentująca Inuzuki była zastraszająca oraz budząca respekt. Skok za skokiem przerzedzili wspólnie szeregi przeciwnika, zmuszając niedostatecznie wykwalifikowanych do tej potyczki Hyūgów do wycofania się. Po prawdzie, trudno było nazwać to sukcesem, gdyż oznaczało to, że na polu bitwy pozostali zdolni shinobi, którzy nie będą wchodzić sobie w drogę.

W trakcie wykonywania niebezpiecznego tańca pomiędzy członkami szlachetnego klanu, w głowie Mihye pojawił się głos. Był on tak bardzo odległy, nierzeczywisty, że nie odnotowała jego znajomej tonacji:Sensei, wracasz już?  Wszystko w porządku?
To technika telepatii klanu Yamanaka, więc wystarczy, że odpowiesz mi we własnych myślach. Z pewnością usłyszę.
Gdyby walczyła przy pełni zmysłów, pewnie byłaby w stanie mu jakkolwiek odpowiedzieć, ale w ferworze walki jaki toczyła, zlepek odczłowieczonych emocji i instynktów był jedyną odpowiedzią, jaką zaniepokojony genin mógł otrzymać. Nie była obecnie w stanie mu odpowiedzieć, nie była w stanie sformułować choćby najprostszej myśli.

Zaraz potem nastąpiło uderzenie. To było nieuniknione. Lwia paszcza stworzona z chakry, dosięgnęła Inuzukę uderzając ją prosto w podbrzusze, gdy wykonywała w locie swą technikę. Niepohamowana, dzika siła potwornej Mihye zderzyła się z subtelną, acz dewastującą energią, która przerwała w końcu szalejący chaos. Tym razem, ból dało się odczuć, przypominał o wcześniej otrzymanych obrażeniach, ale nadal był stłumiony przez szał. Wyrwana z ruchu obrotowego, jeszcze przez moment leciała w powietrzu, przyjmując kolejny cios, tym razem na lewą nogę - nawet nie zdawała sobie sprawy, że krwawi z precyzyjnie przeciętej rany. Przez moment, zupełnie odpłynęła. Nawet wyzwolona w niej bestia przez zderzenie się z Jūho Sōshiken, której to techniki moc potrafiła wysysać układy chakry, na moment się wyłączyła. Jakby zemdlała.

Nie w pełni świadoma, wylądowała na ziemi, tracąc równowagę. Żyła, a jej szał jeszcze nie wygasł. Białoocy otaczali ją zewsząd. Ci, którzy byli wyeliminowani z walki zostali odsunięci dalej i byli już pod opieką swoich towarzyszy. Ci, którzy byli niezdolni dorównać oszalałej Miryo, zabezpieczali pierwszą grupę. Czternastu przedstawicieli klanu Hyūga, w stosownej odległości otoczyło ją kręgiem. Piętnasty, stał naprzeciwko niej.
  - Czas to zakończyć. - rzucił starszyzna klanu Hyūga, przyjmując pozycję bojową, tradycyjną dla mistrzów sztuki Jūken.
Kyoru znalazł się oczywiście przy niej i on wydawał się być nieco styrany walką. Ale to było teraz nieważne.
Gniew potrzebował ujścia, a znajdywał je w oprawcy znajdującym się naprzeciwko.
Wykorzystane techniki:

Berserker: 2,5/3. [zostało pół tury]
Status:
    Stłuczenia:
  • Podbrzusze;
    Rany:
  • lewa noga, rana utrudniająca bieg po wyjściu z berserkera, krwawiąca;
  • podbrzusze, obrażenia wewnętrzne, skutkujące w silnym bólu po wyjściu z berserkera, prawdopodobieństwo krwotoku wewnętrznego - objawy rany, plucie krwią;
    Uszkodzone punkty tenketsu: 12.
Lemon Remon is back! ^_^ Just... Don't call me Remy! ~_~
Obrazek
Administrator
 
Posty: 344
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 15:25
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Inuzuka Mihye » 9 maja 2019, o 12:53

"To, co przeznaczone. Co zostało ustalone odgórnie, w przenośnym rzecz jasna znaczeniu. Coś, o czym przesądza działanie niezawodnie funkcjonującego mechanizmu, u podstaw którego leżą Cel, Plan i Rezultat."
Avallach, Wieża Jaskółki, rozdział siódmy, strona 106

Wkoło były obrazy, szum, krzyki i bitewne odgłosy. Wszędzie zapach krwi, metaliczny, słodki, zniewalający. Ciemne pomieszczenie w którym Mihye była przywiązana do krzesła tonęło w szkarłacie, burzyło się i pieniło. Jej wzrok był pusty, zimny, a głowa przekrzywiona na lewe ramię. Kolejny krzyk i jazgot, kolejne uderzenie. Spieniona krew zbierała się niczym oszalałe podczas sztormu morze lub ocean. Cisza. Przebijające się głosy, światło i znowu jakiś huk. Była niemal martwa w środku. A wtedy zjawił się on. Haruki. Młody, wesoły genin. Niemal czuła jego zapach, stabilny puls. Nie miała siły z tym walczyć. Kolejna fala krwi zalała ich oboje i targnęła pomieszczeniem. ”Sensei, wracasz już? Wszystko w porządku? To technika telepatii klanu Yamanaka, więc wystarczy, że odpowiesz mi we własnych myślach. Z pewnością usłyszę.” Jego słowa rozbrzmiewały odbijane akustycznym echem pustki. Gdzie ona była, kim ona była? Kim on był? Nie poznała swojego ucznia i to nie dlatego, że znali się słabo. Kolejny wstrząs i burząca się krew ochlapała jej twarz. Chciała wciągnąć powietrze do płuc, tak bardzo brakowało jej sił. Czuła się cała niczym szmaciana lalka, w dodatku skrępowana. Nie mogła się poruszyć, nic powiedzieć, nawet słowa wydusić. Głos grzęzł jej gdzieś w tchawicy, krtani. Palił i rozgrzewał, ranił i koił. Znowu kolejne szarpnięcie i kolejny plask krwi. Chłopak zniknął. Została tu sama. Czemu wszyscy ją opuścili, porzucili? Czy miała kiedykolwiek kogoś bliskiego? Czy może żyła sama? A może już dawno była martwa i to właśnie była śmierć? Było wiele pytań bez odpowiedzi w jej pustce. Kolejne szarpnięcie, spowodowało ślizg krzesła do ścian czeluści. Bezwładnie rąbnęła w nią głową patrząc teraz na wprost szarymi oczami, bez wyrazu. Więcej krwi, więcej mordu, jeszcze trochę. Bólu nie czuła, nie mogła czuć nawet swoich palców, cebulek włosowych. Wtem kolejne szarpnięcie, a krew zaczęła się uspokajać, falowała mieniąc się niczym rubiny. Piękne. To wszystko było takie malownicze, tajemnicze i ponętne. Nie wiedziała czym jest, po co tu jest, ale widocznie wezwała ją tu jakaś ślepa energia. Tak. Tak musiało być. Wszystko musiało się dokonać i przypieczętować. Jej duchowa powłoka nie czuła zupełnie nic, zaś cielesna tylko pierwotne rządze rozlewu krwi. Nie cieszyło ją to, że kilku przeciwników padło już w boju, nadal był ten starzec, te białe, puste oczy, których nienawidziła. Chciała je zniszczyć, wydrapać niczym zwierzę. Widziała urywki błękitnej chakry, która dumnie i z gracją powiewała przybierając lwie paszcze. Czy to ona ją obaliła? Co to za kuriozalna siła, małostkowa forma. Dumny jak lew? Chyba nie w tym przypadku, przerost dumy Hyuuga doprowadził do tej masakry. Mogli jej odebrać stopień, prawo do nauczania, ale nie życie. To wszystkiemu oni byli winni. Strzępki informacji znowu przedarły się przez umysł Inuzuki. Zakończyć? Z przyjemnością. Nie liczyła wszystkich członków klanu, ale spostrzegła, że nieco przerzedziła ich szeregi. To nie było już ważne. Więcej nie musiał on już mówić. Chciał ją zabić tak jak ona jego. Uskoczyła w powietrze razem z psem. Już nie liczyło się zbyt wiele, tylko zabić. Zabić wszystkich, niech cały pokój wypełni się krwią po sufit, zatopi ją i wskrzesi na nowo. Jeszcze chwila a to wszystko się skończy, wszystko kiedyś się kończy. Nie wiadomo było jeszcze tylko jak, w jaki sposób. Szał był ogromny, zapewne gdyby ktoś ją widział mógłby porównać do rozwścieczonych bestii o różnej ilości ogonów. Ich i jej siła mordu była równa. Szli łeb w łeb, byli zaznajomieni z tym uczuciem i siebie wzajemnie mogli zrozumieć. Zapikowała niczym groźby ptak w powietrzu. Nadała swemu ciału taką samą rotację jak wcześniej. Niemal wymoczone gesty, ruchy. Pamięć mięśniowa. To było to, co chroniło jej życie. Życie, które zamierzała ocalić, nie ważne jakim kosztem. Ból zaczynał narastać, serce wyrywało się z klatki piersiowej jak oszalałe, płuca chciały jeszcze więcej, więcej tlenu. Gdyby była tylko świadoma, że ta technika może zniszczyć wszystko wkoło to by jej nie użyła. Jednak teraz, większość spraw była jej obca, obojętna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Do diabła z tymi Hyuuga, do diabła z Konohą. Nic się nie liczyło bardziej jak chęć zabicia wszystkich. Słyszała świszczące powietrze w uszach. Czuła powoli, że słabnie. Znowu pokój z krwią wrzał i ustawał. Interwały były coraz dłuższe i dłuższe. Uderzyła w ziemię chcąc zrównać z nią wszystko i wszystkich. Gdy dotarła do niej czuła ogromny, przeraźliwy ból, ból, który narastał w wyniku odniesionych ran. Rozrywał mięśnie, trzewia. Czy to ona krwawiła, czy to była czyjaś krew? Nie wiedziała. Jeśli szał miną to chwyciła psa i przeniosła się pod nią. Pod ziemię. Świadomość coraz bardziej się rozszerzała, a ból był okropny. Odkaszlnęła krwawą wydzielinę do ręki, zebrała resztki chakry jakie miała, by zatopić tą feralną dzielnicę klanową. Niech sczezną pod ta masą gówna. Ona sama zaczynała słabnąć, przestawała kontaktować. Znowu ból, znowu krew. Wyjęła z torby pigułkę żywnościową, chciała zażyć ją tak samo jak pigułkę z krzepnącą krwią. Ranami się zajmie później, dużo później. Czuła nadal ból. Przypomniała sobie wtedy o tym chłopaku z czeluści, czerni i rozpadliny. Teraz go rozpoznała a jej serce znowu zadrżało. ”Haruki, jeśli tam jesteś to wiedz, że klan Hyuuga wydał na mnie wyrok śmierci za Shirę. Za jej śmierć. Całą zgodę podpisał Hokage. Zabraniam się wam mieszać w to, ale miejcie świadomość, że Konoha, nie jest już bezpiecznym domem!” Spróbowała nadać swój myślowy sygnał o ile byli jeszcze w łączności.

Używam tokenu do powodzenia techniki Mogura Tataki no Jutsu, by znaleźć się daleko od Konohy, w bezpiecznym miejscu

Parametr jeśli jest zastosowany do szału bojowego, który nie wiem kiedy minie. Jednak w przypadku, gdyby nie minął w tym poście, to Mihye nadal walczy, a dopiero później decyduje się na ucieczkę i zażycie pigułek.

M: SIŁA:5 SZYBKOŚĆ: 5 WYTRZYMAŁOŚĆ: 3,5 SIŁA CHAKRY:3 KONTROLA CHAKRY:4

3220 – 700 = 2500

Zregenerowane do 4000

K: SIŁA:4 SZYBKOŚĆ: 4 WYTRZYMAŁOŚĆ: 3 SIŁA CHAKRY:3 KONTROLA CHAKRY:3

3970









나 말이야
못다 핀 꽃 한 송이야


Obrazek

"Trust nature then trust yourself"


BANK
PZ
Prowadzę misje z zakresu D-B
Moderuje dział Kart Postaci
 
Posty: 1014
Dołączył(a): 21 gru 2016, o 01:51
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Remon » 9 maja 2019, o 23:45


INUZUKA MIHYE:
Krwawy szał trwał, rozgniewana Mihye pchana potwornymi instynktami wpatrywała się w starszego Hyūgę z nieskrywaną żądzą mordu. Obydwoje chcieli to już zakończyć i mieć z głowy, to było oczywiste. Czyjeś życie musiało się tutaj skończyć. To był jedyny możliwy rezultat tej konfrontacji. Rzuciła się do skoku, nabierając obrotowego ruchu, jej najmroczniejszy instynkt wołał o zniszczenie, o destrukcję i śmierć białookich. Wraz z Kyoru zamieniła się w żywy pocisk, niepohamowanej, destruktywnej energii, który uderzył z impetem w ziemię, wyładowując całą negatywną energię, która siedziała w najskrytszych głębiach Inuzuki. Fala uderzeniowa wstrząsnęła wszystkim dookoła, a sama ziemia, jakby wydała z siebie pojedynczy jęk przepełniony bólem. Wzbił się tuman pyłu, kurzu i piasku, który utrudniał wizję powracającej do zmysłów Miryo. Poczuła silny ból w lewej nodze, pod którym musiała się nieznacznie ugiąć, by zupełnie nie stracić równowagi. Zaraz potem jej organizm przeszył ją beznadziejnie silnym, wewnętrznym bólem w okolicach podbrzusza, który jeszcze bardziej zgiął jej ciałem. To było bardzo nieznośne doświadczenie, ale zarazem cucące, przywracające świadomość.

Jej umysł obudził się, w trakcie, gdy ciało zaczynało coraz bardziej odmawiać posłuszeństwa. Nie było większego czasu na zastanowienie, ale i też nie było nad czym się zastanawiać - musiała stąd uciekać i to czym prędzej. Zstąpiła pod ziemię, a w ramach zabezpieczenia wywołała lawinę błotną, która miała przykryć część dzielnicy klanu Hyūga, w której doszło do dantejskich scen. Połknąwszy dwie pigułki, kunoichi zaczęła przemieszczać się pod ziemią. Byle jak najdalej od wioski.
"Haruki, jeśli tam jesteś to wiedz, że klan Hyuuga wydał na mnie wyrok śmierci za Shirę. Za jej śmierć. Całą zgodę podpisał Hokage. Zabraniam się wam mieszać w to, ale miejcie świadomość, że Konoha, nie jest już bezpiecznym domem!" jej myśli skierowały się ku młodemu geninowi, lecz na próżno. Młody Yamanaka nie mógł usłyszeć jej myśli, gdyż jego połączenie z sensei zostało zerwane po odebraniu przytłaczającej i przyprawiającej o ból głowy treści, która była trudna w odkodowaniu. Przemieszczała się dalej. Była zdana sama na siebie oraz na Kyoru.
Berserker: 3/3. [zakończony]
Status:
    Stłuczenia:
  • Podbrzusze;
    Rany:
  • lewa noga, rana krwawiąca utrudniająca bieg,
  • podbrzusze, obrażenia wewnętrzne, wywołujące silny ból, prawdopodobieństwo krwotoku wewnętrznego - objawy rany: plucie krwią;
    Uszkodzone punkty tenketsu: 12.
Postać otrzymuje status nukenina i zostaje wpisana do Księgi Bingo.
Kolejny post tutaj!

YAMANAKA INOZA:
Podążając za przedstawicielem ANBU oraz za resztą źródeł chakry, które wyhaczył na swoim radarze, Inoza był, jak to miał w naturze, bardzo ciekaw, co było powodem zgłoszenia na tereny Hyūga. Cokolwiek to było, skoro wymagało interwencji ANBU, musiało być ważne i mogło wpasować się w ramy intelu potrzebnego dla Shintaisei. Zbliżając się do dzielnicy, mógł dosłyszeć pojedynczy, charakterystyczny huk. ANBU przyspieszył, to samo zrobiła reszta źródeł chakry, które mógł teraz nawet zobaczyć. Szóstka zamaskowanych shinobi sunęła ku dzielnicy białookich. Gdy tylko tuman kurzu wzniósł się w powietrze - wszyscy śmignęli korzystając z techniki Shunshin.

Gdy dotarł na miejsce, nie mógł uwierzyć własnym oczom. W sercu terenów klanu Hyūga widniał duży krater, w którym zbierała się fala błota. Część zabudowy w pobliżu zawaliła się, a w skumulowanym błocie zanurzeni byli przedstawiciele szlachetnego klanu. Można było naliczyć tuzin ludzi, którym zaraz też pomagali wydostać się przedstawiciele ANBU oraz inni przedstawiciele rodziny Hyūga. Kto mógł czegoś takiego się dopuścić. Zleciało się sporo gapiów, nie wszyscy pochodzili z tej dzielnicy. Niektórzy przyłączyli się do pomagania zagrzebanym w błocie, inni zajmowali się rannymi.

Zaraz też miała się wydarzyć ważna scenka, którą mógł zaobserwować i dobrze usłyszeć Yamanaka:
  - Uciekła! - krzyknął sfrustrowanym głosem starszy reprezentant klanu. - Musicie ją złapać!
Stał na dachu budynku, który po części był zawalony, w obstawie czterech, młodszych białookich oraz dwójki ANBU.
  - Oczywiście. Bądźcie spokojni. Od teraz my przejmujemy tę spra... - zaczął jeden z zamaskowanych shinobi, ale zawtórował mu młodszy Hyūga, który miał na twarzy zarysowane wyjątkową determinację, zmieszaną z narastającym bólem i gniewem:
  - Nie! - zaprotestował. - Żądam abyśmy mogli się do was przyłączyć! Przyczyniła się do śmierci małej Shirayuki! Zabiła Arakana! On... - głos mu się załamał. - Oni byli jeszcze młodzi... Mieli tyle do zaoferowania wiosce! To nie jest wyłącznie sprawa ANBU, to też jest sprawa klanu Hyūga! - rzucił nie na żarty, spoglądając na shinobi w masce, który próbował załagodzić sytuację, a później jego wzrok spoczął na starszyźnie, szukając poparcia. - Mistrzu?
Ten, wymienił tylko z klanowiczem spojrzenia, powoli skinął głową, a potem wlepił znacząco wzrok na elitarnych shinobi.
  - Zgoda. - powiedział w końcu ANBU, który wcześniej przemawiał. - Wasze umiejętności będą przydatne w wytropieniu uciekinierki.
  - Mistrzu? Zostaw to nam. Musisz zadbać o dobro naszych braci i sióstr, którzy ucierpieli. Poradzimy sobie z nią...
  - Dobrze, Taigen. - odpowiedziała głowa klanu Hyūga, a potem zwrócił się do wszystkich zgromadzonych wojowników. - Inuzuka Mihye ma zapłacić za swoje zbrodnie.
  - Byakugan! - krzyknął jedynie w odpowiedzi, ten o imieniu Taigen.
ANBU wraz z garścią reprezentantów lokalnego klanu zebrali się i ruszyli w kierunku lasu, za murami wioski. Pozostali na miejscu ludzie redukowali poniesione straty.
Lemon Remon is back! ^_^ Just... Don't call me Remy! ~_~
Obrazek
Administrator
 
Posty: 344
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 15:25
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Yamanaka Inoza » 10 maja 2019, o 00:31

Inoza był ciekawy jakie wydarzenie w wiosce miało miejsce że wymagało interwencji jednostek specjalnych. Podążał więc do momentu aż usłyszał charakterystyczny huk. Zatrzymał się początkowo na jednym z budynków dla własnego bezpieczeństwa. Ciekawość to jedno. Instynkt samozachowawczy to drugie. Zmrużył oczy obserwując wszelkie negatywne oddziaływanie na teren, który pewnie ucierpiał na wskutek użytych technik. Kto normalny wykorzystuje wyższych kalibru jutsu w centrum wioski? Zaczął się zastanawiać.
Chwilę później usłyszał wszelakie odgłosy. Większość z nich należała do przedstawicieli szlachetnego klanu. Wyłapywał co mógł by wszystko analizować. Dopiero kiedy usłyszał znajome imię i nazwisko pochylił głowę i westchnął tak głośno że prawdopodobnie usłyszało go pół osiedla. Doskonale pamiętał Inuzukę. Jak mógł zapomnieć tak słabego i żenującego przesłuchania na członka ANBU? Sam do organizacji nie należał ale biorąc pod uwagi swoje unikatowe zdolności dostał szczególne zadanie. Jakie? Zbadać potencjalnych kandydatów. Nie dość że marnowała czas przełożonych to dodatkowo jej wspomnienia ukazały łamanie prawa w postaci kupna alkoholu w wieku nieletnim, kontakty cielesne z przedstawicielką innego rodu co żadnej z rodzin by się nie spodobało, nadmiar emocji co mogłoby zagrozić wykonywanych misjach. O co dokładnie chodziło? Prędzej stawiałaby na własne potrzeby oraz uczucia wobec danego ninja niż na wykonane zlecenie. Wioska więc nie była priorytet dla tej kunoichi. Ostatnią rzeczą jaką sobie przypomniał to psioczenie do samego Hokage. Jej podane wtedy argumenty niemalże przymusiły Takeru do cofnięcia jej do akademii by nauczyła się podstaw bo widać za pierwszym razem to jak groch o ścianę.
A więc teraz stała się przestępcą i cała wioska ją ścigała. Niespecjalnie go to zdziwiło. Jeżeli ten blond hedonista miał szukać jakiegokolwiek pozytywu w całym tym wydarzeniu to znalazł jedno. Nie pomylił się przy swojej wcześniejszej ocenie.
Postanowił więc wspomóc wioskowiczów. Złożył pieczęć by powiększyć swój zasięg sensoryczny i leciał za pozostałymi.

z/t

Spoiler:
Obrazek
 
Posty: 920
Dołączył(a): 6 sie 2016, o 14:01
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU

Poprzednia strona

Powrót do Hyūga

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron