Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Hyūga Natarī » 2 kwi 2015, o 15:44

Posiadłość klanu Hyūga


Obrazek


[z][/z]Na obrzeżach niedawno odbudowanej Konohagakure no sato nie mogło rzecz jasna zabraknąć dzielnicy jednego z najbardziej szanowanych klanów w wiosce, to jest klanu Hyūga. Na terenie owej dzielnicy, poza budynkami mieszkalnymi, niewielkimi sklepikami czy restauracjami, znajduje się również duża willa, która swoim wyglądem niczym nie odbiega od swych poprzedniczek, które już dwukrotnie były stawiane w tym samym miejscu. Niegdyś należąca jedynie do głównej gałęzi klanu, teraz - gdy już nie ma takiego podziału, przyjmuje w swe progi każdego. Często spotykają się tu rozmaite osobistości, odbywają się tu też spotkania dotyczące przeróżnych spraw, które mają zwykle decydować o rozwoju Hyūga.

[z][/z]Plac stanowiący centrum całej posiadłości otoczony jest ze wszystkich stron przez samą budowlę, będącą idealnym przykładem tradycyjnej japońskiej architektury. Sam dziedziniec jest doskonałym miejscem dla członków klanu na indywidualne treningi, albo sparingi z partnerami - a wszystko to w duchu stylu walki Jūken. Jeżeli zaś chodzi o budynek sam w sobie, znajdują się w nim, poza strefą mieszkalną, pomieszczenia takie jak dōjō, czy sala obrad.


Pokój Natarῑ


Pokój Natarῑ jest dosyć duży i w niczym nie przypominający reszty domostwa, która była wyposażona w bardzo tradycyjny sposób. Dzięki swojej pozycji w samym rogu willi, pomieszczenie to mogło pozwolić sobie na okna z aż dwóch stron, od wschodu i od północy! Cóż za luksus. No ale to właśnie temu to wnętrze zawdzięcza tak dobre oświetlenie, gdyż każdego ranka jego mieszkankę budzą łagodne promienie słońca. Wchodząc do pokoju przez shōji, najpierw rzecz jasna mamy niewielki kwadrat w którym lokatorzy zostawiają swe obuwie, by wejść po dwóch schodkach na faktyczną posadzkę. Naprzeciwko można wtedy dostrzec wysokie do sufitu szafy, a pomiędzy nimi niewielkie biurko za którym umiejscowione jest okno. Po lewej za to znajdują się drzwi balkonowe, a za nim oczywiście balkon. Duże, dwuosobowe łóżko zostało umieszczone pomiędzy ścianą od wejścia, a północną. Poza tym wyposażenie było jeszcze wzbogacone o kosz na śmieci, niewielką komodę od zachodu i inne, bardzo przydatne przedmioty.
Ostatnio edytowano 21 cze 2015, o 18:37 przez Hyūga Natarī, łącznie edytowano 2 razy
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga

Postprzez Remon » 29 kwi 2015, o 17:31

Kurier z dwoma listami trzymanymi w ręku wkroczył na teren dzielnicy klanu Hyūga i rozglądając się dzielnie po okolicy szukał konkretnej posiadłości, którą zamieszkiwała Natarῑ Hyūga wraz z bratem i rodzicami. Upewnił się jeszcze dwa razy, czy na pewno trafił pod właściwy adres i witając się z rodzicielką Natarῑ wręczył jej obydwa listy jako prawnej opiekunce dziewczyny. Jeden list adresowany był do niej, a drugi do jej brata. Ten zaadresowany do Natῑ, przedstawiał się następująco:

Obywatelka 0068704,
[z][/z]Hyūga Natarī.


Uprzejmie informujemy,
Iż należność mandatu karnego w wysokości 1000 Ryō 両 została uregulowana w prawidłowym terminie.
Niniejszym oznacza to, że obywatelka #0068704 zostaje zwolniona z dalszego obciążenia finansowego.
Grzywnę w pełni spłacił wspomożyciel, obywatel #0017502 o godności: Uchiha Takeru.
Z wyrazami szacunku, przedstawicielka Wojskowych Policyjnych Sił Konohy,

Soshiru Naku[z][/z][z][/z][z][/z]
謗り 哭く


Obrazek
Lemon Remon is back! ^_^ Just... Don't call me Remy! ~_~
Obrazek
Administrator
 
Posty: 360
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 15:25
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Posiadłość klanu Hyūga

Postprzez Hyūga Natarī » 3 cze 2015, o 16:35

Zmiana tematu stąd: viewtopic.php?f=170&t=4003&view=unread#p43732

[x][/x][x][/x][x][/x]


[z][/z]Kiedy obie dziewczyny zbliżyły się do budynku który, przynajmniej po części, służył Natarī za dom, białooka z niepokojem zwróciła wzrok ku swej towarzyszce. Wszak stały przed sporą willą, która na pierwszy rzut oka mogłaby zdawać się być dla osoby nieprzygotowanej na ten widok, dosyć imponująca, a przynajmniej na taką która przynależy do jakiegoś bogatego i szanowanego rodu. Po części była to prawda, ten zbudowany w tradycyjnym stylu budynek należał do bogatego rodu, a był nim klan Hyūga, lecz nie należał w całości do jednej rodziny, jak można by na początku pomyśleć. Przecież w środku odbywały się różnorodne zebrania starszyzny, sparingi, treningi, no i mieszkały tutaj też nie tyle co inne rodziny, co ważniejsi przedstawiciele gałęzi. Można by pomyśleć że rodzice Natarī i ich dzieci znaleźli się tutaj całkowicie przypadkowo, lecz nie była to do końca prawda, gdyż jej ojciec był jednym z liczących się członków rady. W każdym razie młoda kunoichi nie zamierzała się tym wszystkim chwalić przed Isu, nie chciała żeby ta poczuła się jakoś nieswojo w jej obecności. Dlatego kiedy stanęły przed dużą, otwartą bramą, zatrzymała się na chwilę i spojrzała w jej niebieskie oczy, na które wcześniej wcale nawet nie zwróciła uwagi, gdyż tak bardzo komponowały się ze skórą albinoski. Teraz na moment jakby zapomniała o otoczeniu, jakby odchodząc od rzeczywistości. Szybko jednak się otrząsnęła.
- To tutaj. Mieszkam w małej części tej posiadłości, rada starszych i dotychczasowy przywódca zgodzili się, żebyśmy zajęli kilka pomieszczeń, nic wielkiego. Uważajmy tylko żeby nie przeszkadzać reszcie!
Następnie weszła do środka, by znaleźć się wraz z Yamanaką na niedużym dziedzińcu, gdzie najbardziej rzucającym się w oczy elementem było spore drzewo. Skąd się tu wzięło? Dlaczego było tak duże, skoro wioska była tutaj od stosunkowo niedawna? To była zdecydowanie jedna z tych zagadek, które można by dodać do niezliczonych teorii o kosmitach. W każdym razie w pobliżu drzewa można było dostrzec kilku członków jej klanu, trzy kobiety oraz pięciu mężczyzn w różnym wieku - od ich rówieśników, po osoby w wieku średnim, trenujących wspólnie styl walki który został wpojony również i samej białookiej. Nie chcąc im przeszkodzić, Natarī złapała delikatnie za rękę Isu i zaprowadziła ją do jednych z shōji (japońskie drzwi zasuwowe) za zabudowanym balustradą, drewnianym tarasem. Po cichu je rozsunęła i wypuściła tam Kyōki, która natychmiast poleciała gdzieś wewnątrz niedużego, dosyć skromnego mieszkania. Dziewczyny znajdowały się teraz na niewielkiej strefie, na której został jedynie wylany beton gdzie wszyscy mieli zostawiać swoje obuwie. Gdy już to zrobiły i znalazły się na drewnianej posadzce, mogły ujrzeć przed sobą niewielką salę dzienną wyłożona tatami, z niskim stolikiem na środku przed którym siedziała wierna, choć starsza kopia Natarī - albo raczej to ta ostatnia była kopią jej. Cały wystrój tego pomieszczenia nie był szczególnie wyszukany, ot wazon z kwiatami w rogu, mała komoda gdzieś przy ścianie i katana zawieszona na uchwycie. Ujrzawszy obie kunoichi, matka Natarī zwróciła głowę w ich kierunku - była wcześniej zajęta pisaniem czegoś na czystej kartce papieru. Uśmiechnęła się delikatnie najpierw do albinoski, a później do córki.
- Wróciłaś już kruszynko? A kim jest twoja towarzyszka?
- To moja... - odwróciła głowę kierunku białowłosej - Przyjaciółka, Isu.
- Miło mi więc poznać nową przyjaciółkę Natarī, Isu - uśmiech nie schodził z jej nadal młodo wyglądającej twarzy.
Następnie obie weszły do drewnianych schodach prowadzących gdzieś na górę, by znaleźć się na niewielkim na którym znajdowały się kolejne trzy drzwi. W międzyczasie Natarī zastanawiała się nad sensem tego jednego słowa, którego dopiero co przecież użyła. Dlaczego tak właściwie to zrobiła? Przecież znała ją zaledwie kilka godzin, a to przecież nie było zbyt długo. Czyżby zrobiła to tylko dlatego, że nie mogła znaleźć innego określenia i użyła go na szybko? Przecież mogła powiedzieć po prostu "koleżanka". No bo przecież nie mogło się za tym kryć nic innego, prawda? Miała nadzieję, że albinoska nie odebrała tego źle i zrozumiała. No ale co miała zrozumieć? Przed drzwiami prowadzącymi do jej pokoju czekała już Kyōki, jakby spodziewając się że obie tutaj przyjdą. Natarī rozsunęła więc drzwi i razem weszły po schodkach i w końcu znalazły się w sanktuarium młodej Hyūgi. Na szczęście nie było tu teraz tak dużego bałaganu jak wtedy, kiedy był tutaj inny gość o którym teraz wcale nie chciała myśleć. Nie wiedziała co się działo z Hibim i chciała to sprawdzić, ale jeszcze nie teraz... Od tego czasu zdążyła praktycznie wszystko posprzątać, nie było tutaj tego całego rozgardiaszu, a wnętrze pokoju pachniało teraz świeżą lawendą której suche liście znajdowały się w niewielkim, szklanym przezroczystym wazoniku na biurku.

Krótki opis pokoju Natarī:

Pokój Natarῑ jest dosyć duży i w niczym nie przypominający reszty domostwa, która była wyposażona w bardzo tradycyjny sposób. Dzięki swojej pozycji w samym rogu willi, pomieszczenie to mogło pozwolić sobie na okna z aż dwóch stron, od wschodu i od północy! Cóż za luksus. No ale to właśnie temu to wnętrze zawdzięcza tak dobre oświetlenie, gdyż każdego ranka jego mieszkankę budzą łagodne promienie słońca. Wchodząc do pokoju przez shōji, najpierw rzecz jasna mamy niewielki kwadrat w którym lokatorzy zostawiają swe obuwie, by wejść po dwóch schodkach na faktyczną posadzkę. Naprzeciwko można wtedy dostrzec wysokie do sufitu szafy, a pomiędzy nimi niewielkie biurko za którym umiejscowione jest okno. Po lewej za to znajdują się drzwi balkonowe, a za nim oczywiście balkon. Duże, dwuosobowe łóżko zostało umieszczone pomiędzy ścianą od wejścia, a północną. Poza tym wyposażenie było jeszcze wzbogacone o kosz na śmieci, niewielką komodę od zachodu i inne, bardzo przydatne przedmioty.


[z][/z]Kyōki za to natychmiast popędziła na łóżko z różową pościelą, na którym zaczęła się tarzać szaleńczo pomiędzy ulubionymi przytulankami właścicielki, głośno przy tym pomrukując, lub też powarkując - zależy jak ktoś to zinterpretuje. Na biurku nie było śladu po rysunkach przedstawiających Hibiego, które były teraz schowane w jednej z szuflad szafy. Białooka zrobiła to właśnie dlatego, że ich adresat je po prostu ujrzał, a one nie były przeznaczone dla niczyich oczu. Drzwi szafy były za to otworzone, więc można było tam dostrzec całą garderobę Natarī - od różnokolorowych topów i sukienek, po jej ulubione kimona. Młoda kunoichi odwróciła się w stronę swojej towarzyszki i spojrzała na nią nieśmiało.
- Mam nadzieję że nie ma tutaj zbyt dużego bałaganu.
Po odpowiedzi białowłosej, jakakolwiek by ona nie była, młoda Hyūga uśmiechnęła się i podeszła do szafy gdzie zaczęła przebierać w swoich ubraniach. Wiedziała że zdecydowanie nie chciała ubrać na tę szaleńczą wyprawę topu i spodni, nie czuła się w nich komfortowo. Nie ujrzała jednak wśród dostępnego wyboru turkusowego kimona, które towarzyszyło jej przez ostatnie miesiące. Chyba nie zostało po prostu uprane, albo było w bardzo złym stanie po ostatniej misji. Nie miała czasu na to żeby to sprawdzać, jak i na to żeby wybredzać. Ale nagle, z nieba - a raczej z szafy, bo po prostu wieszak się urwał - spadło jej stare, cieniste kimono. Krzyknęła triumfalnie i położyła je na łóżku, po czym znalazła ulubioną, czarną spódniczkę oraz, w jednej z szuflad, czarne rajtuzy. Zasłoniła następnie jedno z okien, tak aby jakiś zboczony sąsiad nie podglądał i zrzuciła z siebie wszystkie ubrania w postaci bluzy, tego okropnego topu i spodni, a następnie zaczęła przebierać się w nowy-stary ubiór. Kiedy skończyła z rajtuzami, wstała z krawędzi łóżka i stanęła przed Isu.
- I jak?

Opis nowego-starego ubioru:

Obrazek

Cieliste, cienkie kimono z czarnymi, przerywanymi elementami przy krawędziach, podtrzymywane czarnym, szerokim obi oraz kończące się na wysokości pośladków, a same rękawy na przedramionach. Spod tegoż ubrania wystaje czarna spódniczka, a na nogach widnieją zwykle czarne rajtuzy do kolan.
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga

Postprzez Yamanaka Isu » 6 cze 2015, o 04:28

Zobaczywszy miejsce służące Natarī za dom, Isu przetarła ze zdziwienia oczy. Ogromna, niesamowicie bogata willa zrobiłaby wrażenie na każdym, a co dopiero na dziewczynie mieszkającej w zwykłym domu. "Kiedy wezmę ją do siebie, kontrast będzie piękny" pomyślała albinoska. Nie była smutna czy przygnębiona - jak zwykle w podobnych sytuacjach miejsce tych uczuć przejmował czarny humor. Niemniej jednak wielki plac pośrodku którego stało rosłe drzewo robił wrażenie. Młoda kunoichi dostrzegła kilku ludzi stojących w cieniu i rozmawiających o czymś, oraz ćwiczących jakąś technikę walki. "Ci wszyscy to jej krewni?" zastanowiła się. W chwilę potem czarnowłosa odpowiedziała na jej pytanie, dodając również, że nie cała ta posiadłość należy do jednej rodziny. Albinoska mogła się tego spodziewać - budowla była zbyt wielka. Pokiwała więc tylko głową na znak, że słyszała nakaz nieprzeszkadzania innym i ruszyła za Natarī dalej. Poczuła przyjemne ciepło, gdy białooka złapała ją za rękę, prowadząc w kierunku odpowiednich drzwi, które zaraz cicho rozsunęła, wpuszczając do środka pieska i samą Isu.

Idąc za przykładem młodej Hyūgi zdjęła buty aby zostawić je w przedsionku, z którego po kilku schodkach weszła do głównego pomieszczenia. Nie było w nim zbyt wiele mebli, ot, niski stolik, komoda z wazonem i piękna lśniąca katana zawieszona na ścianie. Ostrze to bardzo przypadło do gustu albinosce, która wpatrywała się weń dopóki nie usłyszała miękkiego głosu kobiety siedzącej za stolikiem. "Kruszynko...kruszynko..." - to słowo odbijało się w głowie Isu niczym dźwięk dzwonu. "Mama" zdążyła pomyśleć dziewczynka nim nagła i niespodziewana fala zazdrości zasnuła jej umysł. "Ona ma wszystko. Bodajże największy, najbogatszy dom w wiosce, psa, przynależność do potężnego klanu, te niesamowite oczy, o których tyle słyszałam i...mamę. Gdyby nie ona, nic nie stało by się Aiko. Trzeba było im ją oddać". Nie mogła oprzeć się nasuwającym wspomnieniom, porównującym jej życie z życiem tej pięknej istoty.

Słowem wyjaśnienia:
Matka Isu zmarła tuż po urodzeniu córki, toteż mała nigdy jej nie poznała. Wychowuje ją ojciec, który zapewnia dziewczynce wszystko co do życia niezbędne; albinoska zawsze ma co jeść, w co się ubrać, i tak dalej, i tak dalej. Nie przeszkadza temu fakt, że mężczyzna nałogowo pije. Robi to w sposób cichy, po alkohol sięga wtedy, kiedy jego córka nie powinna tego zobaczyć. Isu jednakże świetnie zdaje sobie sprawę, co się dzieje, ale stara się nie zwracać na to uwagi, przejść do porządku dziennego. Czasem w domu zdarzają się awantury, paradoksalnie nie wtedy, kiedy ojciec jest pijany, a wtedy, gdy jest trzeźwy. To sprawia, że dziewczynka dużo czasu spędza poza domem, ewentualnie zamknięta we własnym pokoju. Prawie nigdy nie jest bita, z reguły mężczyzna ogranicza się do gróźb, często bez pokrycia. Nie potrafi rozmawiać z Isu i wzajemnie. Choć zdarza się to rzadko, czasem jest wspaniałym ojcem i są to chwile, kiedy mała nie tęskni za mamą, której nigdy nie miała


Otrząsnęła ją dopiero odpowiedź Natarī. "Przyjaciółka?" Czyżby czarnowłosa po tej zaledwie kilku godzinach znajomości uważała ją za przyjaciółkę? Była jedną z tych, które szastają tym określeniem na prawo i lewo, czy też na prawdę tak myślała? Niezależnie od tego, jaka była prawda, to określenie sprawiło, że z głowy Isu wyparowały ciemne wspomnienia. W tej chwili miała tylko nadzieję, że zarówno matka jak i córka nie zdążyły dostrzec krótkiego, acz wrednego błysku w jej oczach.
Skinęła głową kobiecie w odpowiedzi na przywitanie i podążyła za młodszą Hyūgą. Dziewczynka zaprowadziła ją do swojego pokoju, pod którego drzwiami czekała wierna psina. Albinoska po raz drugi w ciągu czasu jaki minął odkąd weszła do tego domu rozejrzała się. Uchwyciła kątem oka różową pościel, a na niej rozrzucone pluszaki, pomiędzy którymi buszowała Kyōki i uśmiechnęła się, uważając, by w tym uśmiechu nie zawrzeć nutki politowania. Znów w myślach dokonała porównania. Jego wynikiem było westchnienie połączone z dokładniejszym rzutem oka na wnętrze. "Cóż, biedna Natī przeżyje dzisiaj niezły szok" stwierdziła.
- Nie, nie. Jest naprawdę ładny - odparła, uśmiechając się przy tym do czarnowłosej. W jej głowie nie było już tak dużo tamtej zazdrości, która wypełniła ją gdy albinoska ujrzała matkę białookiej, kiedy zobaczyła, jak bardzo się różnią.

W pierwszej chwili Natarī skierowała się do szafy i zaczęła grzebać w różnokolorowych strojach, najwyraźniej szukając konkretnego. Isu dopisała to w myślach do listy różnic, jaką zaczęła tworzyć. Na szczęście czarnowłosa szybko odnalazła to, po co sięgała, oszczędzając tym samym albinosce stania i patrzenia. Trzymając w ręku cieliste kimono, które niebieskooka zakwalifikowała do kategorii "ładne, ale nie włożyłabym tego" zasunęła zasłony w oknie i zrzuciła z siebie dotychczasowe ubrania. Isu nieco zdziwiło to zachowanie, które było przecież przejawem jakiej takiej poufałości, jednak zaraz nasunęła jej się myśl, że ta dziewczyna jest piękna. Przygryzając wargę opuściła wzrok aby wbić go w podłogę i uniosła oczy dopiero, gdy Natī zwróciła się do niej.
- Ślicznie - powiedziała szczerze, podziwiając wygląd dziewczynki.
Yamanaka Isu
 

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Hyūga Natarī » 6 cze 2015, o 20:31

[z][/z]Natarī oczywiście nie zdawała sobie kompletnie sprawy, jakie myśli kłębiły się wewnątrz głowy Isu od momentu w którym weszła na teren całej tej posiadłości. Prawdę mówiąc, białooka nie widziała w tym miejscu niczego czego ktokolwiek by mógł jej pozazdrościć. Na pewno jednak, gdyby dowiedziała się o tym jak albinoska się czuła będąc w jej domu, byłoby jej bardzo przykro z tego powodu. No bo nie miała pojęcia, iż białowłosa nie miała mamy i czuła się tak bardzo nieswojo w jej pokoju, który, swoją drogą, zdawał się jej być całkowicie normalny. Był miłą odmianą w porównaniu do srogiego wnętrza namiotu, w którym to nie miała absolutnie żadnej prywatności, poza tą którą posiadała podczas kąpieli. Od jakiegoś czasu zaczęła też odczuwać pewnego rodzaju nieuzasadnione przygnębienie, że przesiadywała w nim kompletnie sama. Owszem, miała Aiko i Gurena, ale oni byli zajęci teraz tylko sobą. Nic dziwnego, w końcu parą. Czuła, że potrzebuje kogoś na ich zastępstwo. Hibi? Od kilku dni nie miała z nim wcale kontaktu, a ostatnio jej relacje z nim nie były takie, jakie by chciała. Opuścił ją zresztą bez słów wyjaśnień, zostawiając w trudnej chwili. Może i był dziwny, ale nie było go z nią wtedy, kiedy go naprawdę potrzebowała. Kirito był tylko zwykłym kolegą z drużyny. Teraz za to poznała osobę, która - potencjalnie, mogła jej pomóc w zapełnieniu tego braku. Z nieuzasadnionych przyczyn czuła, że Isu może stać się dla niej naprawdę bliska, tak bliska jak dla niej była Aiko. A przy tej ostatniej wcale się nie myliła, a dokonała podobnego osądu już przy pierwszy ich spotkaniu. To pewnie dlatego czuła się w jej pobliżu tak swobodnie, że nie wstydziła się przy niej nawet przebierać. Pomińmy nawet fakt, iż nadal tkwiła w niej pewnego rodzaju dziecinna naiwność, ufność wobec innych ludzi. Już kilka razy doświadczyła w tej kwestii zawodu, teraz miała nadzieję, że owa naiwność jej się opłaci. Nie mogła też wiedzieć jak albinoska na to wszystko zareaguje. Najpierw złapała ją za rękę, później nazwała przyjaciółką, a na końcu to... Na szczęście wyglądało na to, że ta nie miała absolutnie nic przeciwko temu. Albo nie chciała jej zrobić przykrości, co było równie prawdopodobne. Dlatego po pochwale jej stroju, Natarī uśmiechnęła się promiennie. Jeden problem miała z głowy, skoro Isu się podobało, to musiało oznaczać że nadal dobrze na niej wszystko leży. Choć trochę jej coś uwierało w klatce piersiowej.
- Naprawdę? Nie jest trochę za ciasne? Ale skoro tak myślisz...
Podniosła z łóżka spodni oraz bluzę, które starannie następnie złożyła i położyła na zgrabną stertę w miejscu, w którym kładła rzeczy potencjalnie do brania. Chciała to samo zrobić ze swoim topem, ale spotkała się w tym momencie ze stanowczym protestem Kyōki która zaczęła ciągnąć ząbkami za ramiączko. Nie chcąc zniszczyć materiału, białooka podrapała po brzuchu swoją pociechę, dzięki czemu zupełnie zapomniała o poprzednim zajęciu, a jej właścicielka mogła odzyskać część garderoby i dodać do reszty.
- Chcesz może herbaty? Wody? Coś do jedzenia? Przepraszam, zupełnie o tym zapomniałam.
Jeśli Isu przystała na propozycję, Natī zeszła do kuchni i przygotowała przekąski w postaci kulek ryżowych i kilku ryżowych krakersów, oraz napoje. A to wszystko na niewielkiej tacy. Jeżeli zaś odmówiła, to oczywiście nigdzie nie poszła. Tak czy inaczej, po posiłku lub bez niego, młoda Hyūga musiała faktycznie przygotować się do walki. Pierwsze co zrobiła, to otworzyła szufladę i wyjęła z niej swoją opaskę z symbolem Konohagakure no sato, którą następnie założyła na prawię ramię. Następnymi rzeczami była torba na biodro, do której schowała swoje jedyne bronie - dziesięć shurikenów oraz dwa kunai. Tym co jej w tym momencie przyszło na myśl, to to, że była tak naprawdę bardzo słabo wyposażona. Zdecydowanie potrzebowała zakupów. Ale czy zdąży to wszystko kupić? Może w sklepie z wyposażeniem mieli też mapę? To zapewne byłby szybszy i lepszy sposób na jej pozyskanie, niż sama kradzież. Postanowiła podzielić się tą myślą z towarzyszką.
- Słuchaj, a co jakbyśmy poszły potem do sklepu z wyposażeniem i tam sprawdziły, czy nie mają mapy? Przy okazji bym kupiła kilka rzeczy więcej, żeby lepiej się przygotować.
Po sprawdzeniu, czy aby niczego nie zapomniała, spojrzała jeszcze na blat biurka. Poza kubkiem z przyborami do pisania i kilkoma czystymi kartkami, leżały tam też jej lakiery do paznokci, w tym te, których używała do tej pory - krwistoczerwony oraz jagodowy. Spojrzała na swoje paznokcie u rąk i stóp (no bo nigdy się nie nosi skarpet w butach ninja), widząc ten ostatni z odcieni i pokręciła głową z dezaprobatą. Po chwili zastanowienia wzięła z blatu zmywacz, kilka wacików oraz lakier koloru koralowego (idzie język normalnie połamać) i schowała je tam, gdzie trzymała shurikeny. Może i pomysł był absurdalny, przecież miała teraz o wiele ważniejsze powody do zmartwień niż kolor paznokci. Ale ona właśnie tego potrzebowała! No po prostu musiała i tyle.
- Dobrze, jestem gotowa. Może już chyba iść. Kyōki, zostań!
Wskazała palcem na podłogę, a Kyōki przekręciła główkę jakby nie rozumiejąc komendy i zeskoczyła, by pobiec za właścicielką i jej towarzyszką. Po krótkim pożegnaniu i upewnieniu się, że tym razem drzwi do mieszkania były zamknięte i sunia nie miała zamiaru w jakikolwiek sposób za nimi podążać, Natarī i Isu znalazły się na dziedzińcu.
- To co teraz robimy? Idziemy do ciebie?
Była ciekawa w jakim miejscu mieszkała albinoska, ale nie chciała też się wpraszać do jej domu. Ona sama nie miała problemu z zapraszaniem gości, ale wiedziała że niektórzy mają z tym większe trudności.


z/t
Ostatnio edytowano 11 cze 2015, o 14:40 przez Hyūga Natarī, łącznie edytowano 1 raz
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Yamanaka Isu » 9 cze 2015, o 01:23

Skinęła głową na propozycję Natarī o przyniesieniu przekąsek. Miała w planach zredukować czas pobytu we własnym domu do minimum, jednak biorąc pod uwagę obiadową porę, bez posiłku by się nie obeszło. Odprowadziła wzrokiem wychodzącą z pokoju czarnowłosą, a gdy tylko ta zniknęła jej z pola widzenia, Isu musiała zacząć walczyć ze sobą, by nie wstać i dogłębniej nie rozejrzeć się po pomieszczeniu. Mając na uwadze fakt, że młoda Hyūga lada chwila może wrócić powstrzymała się od tego. Mimo wszystko nie chciało jej się stać, podeszła więc do skraju łóżka i przycupnęła na nim w oczekiwaniu. Białooka nie kazała jej czekać długo, przynosząc ze sobą pyszne ryżowe kulki i krakersy, a także napoje. Kiedy tylko dziewczynki zjadły, Natarī znowu wstała aby dokończyć przygotowania do wyjścia. Znów Isu obserwowała ją z uwagą, wodząc oczami za każdym jej ruchem niczym kociak za światełkiem.

- Wątpię, ale możemy spróbować. Ja też kupiłabym przy okazji kilka drobiazgów - odpowiedziała na zadane przez nią pytanie. Pomysł z dodatkowym zaopatrzeniem się nie był w sumie taki głupi, Isu zdawała sobie sprawę, że kilka shurikenów to nie jest broń wystarczająca do walki z takimi przeciwnikami.
Parsknęła z lekka, tak by czarnowłosa nie dosłyszała widząc jak zabiera ona ze sobą zmywacz do paznokci i lakier. Poza tym..."koral i czerwień?" białowłosa średnio to widziała, nie wnikała jednak w zamysł Natarī. Kiedy tylko dziewczyna odwróciła się do niej, albinoska przywołała na twarz wyraz zwykłej obojętności.
- No to chodźmy - odparła krótko, posyłając jeszcze ostatni uśmiech w stronę rozbrykanego pieska.

Po chwili wraz z białooką znalazła się na dziedzińcu. Rozejrzała się poraz kolejny po tej niesamowitej rezydencji, czując jednocześnie powrót wszystkich tych jednakowo negatywnych co i głupich emocji. Nie chcąc im się poddać, skupiła uwagę na miękkim głosie Natī, aby zaraz odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie.
- Ta, chodźmy - powiedziała niechętnie.

Po tym co ujrzała w siedzibie klanu Hyūga nie miała najmniejszej ochoty zabierać czarnowłosej do siebie, wiedziała jednak, że nie ma wyjścia. Pytanie czarnowłosej było zupełnie retoryczne, Isu podejrzewała, że dziewczyna nawet nie oczekiwała odpowiedzi na nie. Poza tym, nie zrobiły sobie wcześniej kanapek, albinoska dodała to więc do listy rzeczy, jakie musiała wykonać we własnym domu. Miała tylko ogromną nadzieję, że w domu nie będzie ojca. Nie martwiła się o to, jak potraktuje Natarī - zawsze był miły dla obcych - nie miała jednak ochoty na niego patrzeć, a już tym bardziej wysłuchiwać setki niewygodnych pytań. "Jest jakoś wcześnie po południu, jeszcze nie powinien wrócić" pomyślała, nim zwróciła się do nowej koleżanki.
- To niedaleko - powiedziała po prostu, wyprzedzając ją o pół kroku aby móc wskazywać drogę.

z/t
Yamanaka Isu
 

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Hyūga Natarī » 21 cze 2015, o 21:44

[z][/z]Od razu po tym jak obie dziewczyny się rozstały, Natarī udała się do posiadłości w której mieszkała. Chyba jeszcze nigdy nie doświadczyła tak długiego dnia, jak ten który właśnie powoli dobiegał do końca. Ileż to czasu minęło od momentu w którym zawitał do niej posłaniec, który poinformował ją o misji? Dziesięć godzin? Powiedziałaby prędzej, że całe miesiące. Tak wiele się tego dnia wydarzyło - najpierw praca społeczna wykonywana wraz z Aiko, później spotkanie z niewidomym chłopakiem, Kyasu, Gurenem, poznanie Isu, która przez te kilka godzin stała się dla niej naprawdę ważna, no i przystojnego i czarującego nauczyciela jej przyjaciół, o dźwięcznym nazwisku Sarutobi. No i wtedy wszystko się zawaliło. Przybyły do nich jakieś dwa świry, które chciały ją porwać. Wywiązała się walka, Aiko została zatruta, ona sama straciła przytomność, później wraz z Isu przygotowywały się do wyprawy... No i teraz wracała do domu, bo im to po prostu nie wyszło. Gdy otworzyła shōji prowadzące do ich niedużego mieszkania i zdjęła buty, natychmiast udała się do salonu. Przy stoliku nadal siedziała jej mama, jak również ojciec który z nią o czymś rozmawiał. Oczy obojga rodziców natychmiast skierowały się w jej strony, gdy ujrzeli jak do nich wchodzi.
- O, w końcu przyszłaś. Zastanawialiśmy się właśnie gdzie żeś sobie poszła ze swoją koleżanką - powiedział ojciec.
- Widzisz, no... Miałyśmy mieć misję, ale została odwołana - przystąpiła z nogi na nogę.
- Nic mi o tym nie wiadomo - spojrzał na nią badawczym wzrokiem - Przynajmniej jesteś przygotowana. Zdejmuj z siebie te wszystkie bronie i idziemy trenować.
- Ale tato, teraz?! Jestem zmęczona po pracy...
- Po pracy społecznej wiem. Mieliśmy własnie wtedy trenować, ale teraz też jest doskonała pora. No chodź, ruchy, ruchy...
- No weeeeź noooo...
Mężczyzna jej jednak nie słuchał, wyszedł na prawie opustoszały dziedziniec, a ona posłała wymowne spojrzenie matce która odpowiedziała jej tym samym. Nie miała innego wyboru, zrzuciła z siebie te całe futerały i lżejsza o parę kilo poszła na kolejny trening.
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Yamanaka Isu » 3 sie 2015, o 11:56

Albinoska usiadła pod murem rezydencji Hyūga, nie zwracając uwagi na śnieg zalegający w tym miejscu. Było późne popołudnie, a lodowaty wiatr suszył łzy. Pomagała mu w tym, ocierając oczy rękawem. Fumi, z zielonym plecaczkiem z okresu wczesnego dzieciństwa Isu, w którym zapakowane miała wszystkie "swoje" ubrania oraz pieniądze dziewczyny, krążyła wokół, znacząc śladami cały chodnik. Kto jak kto, ale ona doskonale rozumiała zaistniałą sytuację, ledwie tydzień temu znajdowała się w łudząco podobnej. Zapewne dlatego milczała, czekając aż kunoichi podejmie najtrudniejszą z czekających na nią decyzji - zapuka do drzwi.
***
"To wszystko przez nią..." - myślała, nieco mętnie, Isu, spoglądając na orbitującą wokół niej dziewczynkę. "Gdyby nie ona, zostałoby po staremu."
"Jeden raz w tę, wewtę, robi mi to jakąś różnicę?"
"Po tym jednym, byłyby kolejne...i kolejne...i kolejne."
"Natarī szlag trafi, jak to zobaczy. Nie dość, że sama, to jeszcze z dzieciakiem. Nie zrozumie. Ja też bym nie zrozumiała. Jej rodzice mnie zabiją."
"Ale rodzice Natī... "
"Rodzice Natī co? Są tacy sami jak wszyscy inni. Wszyscy."
"Przecież wiem, że nie. Widziałam."
"Nie aż tak."
"Pluć na jej rodziców, przecież Natarī jest..."
"Idiotka. Przestań robić sobie złudne nadzieje, to nie ma prawa się udać!"
"A masz inne wyjście?"
"Sznur."
- Isu, zimno mi - przerwała te, coraz czarniejsze, rozmyślania srebrnowłosa.
"Ona ma rację, sterczeć tu nie możemy."
- Ty chcesz, to marznij tutaj. Ja idę. Jak ona ma na imię? - kontynuowała.
- Natarī - jęknęła albinoska, ale zaczęła się podnosić. Przez ten tydzień zdążyła już zrozumieć, że mała nigdy nie rzuca słów na wiatr.
Dogoniła Fumi, gdy ta przekraczała bramę, wchodząc na pokryty cienką, świeżą warstwą śniegu plac. Dalej musiała przejąć dowodzenie, ponieważ dziewczynka nie mogła wiedzieć, do których drzwi należy wejść. Stanąwszy pod właściwymi, znowu się zawahała, ocierając płynące nadal łzy. Głupie łzy, których nie chciała pokazać przyjaciółce. Srebrnowłosa nie miała takich dylematów. Zapukała głośno, jeszcze zanim Isu zdążyła zaprotestować.
- Mówiłaś, że jest ładna i dobra. To czemu się jej boisz? - zapytała obronnym tonem, widząc ciskane, mimo łez, przez niebieskie oczy błyskawice.
- Nie boję się jej, tylko...
- Tylko co?
- Ach, ty nie rozumiesz!
W tym jednym albinoska miała rację. Fumi nie rozumiała.
Yamanaka Isu
 

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Hyūga Natarī » 3 sie 2015, o 23:06


Po powrocie z misji (streszczenie)


 Po pożegnaniu z przyjaciółką, przyszedł wreszcie ten moment, w którym Natarī miała wrócić do domu. Czy była zmęczona? Oczywiście, że tak. Biorąc pod uwagę fakt, że poprzedniego dnia przed misją, nieustannie trenowała wraz z ojcem, cudem był sam fakt, że jeszcze (z trudem, ale zawsze) trzymała się na nogach. Pierwszą rzeczą która ją spotkała tuż po przekroczeniu progu domu, była mała, futrzana kulka która w błyskawicznym tempie zderzyła się z jej nogą, by następnie zacząć biegać wokół właścicielki z radością merdając przy tym ogonkiem. Była to oczywiście Kyōki, jej szczeniak owczarka, która ukazywała tym samym swoją radość z powodu jej powrotu. Gdy w końcu oswobodziła się spod mokrego języka jej pupila, Natarī oczywiście przywitała się z rodzicami, którzy nie robili jej żadnych problemów z powodu jej nieobecności. Nie byłoby tak oczywiście gdyby nie to, że pozostawiła im liścik w którym wyjaśniła swoją nieobecność. Po dłuższej wymianie zdań, pozostawiła Kyōki w jej pokoju, po czym wzięła o wiele dłuższą, relaksującą kąpiel. Przez cały ten czas starała się nie myśleć o bieżących wydarzeniach. A gdy już była w pełni świeża, spotkała się ze swoim starym, dobrem przyjacielem - snem. Wtedy właśnie, przez cały ten czas tłumione przez nią wspomnienia wróciły z pełną siłą - Aiko, Guren, tamci dziwni ludzie którzy ich zaatakowali w parku, oraz zabici przez nią żołnierze i shinobi. Dzięki nim miała noc pełną wrażeń.


Reszta jesieni (streszczenie)


 Przez resztę jesieni, Natarī miała już na szczęście o wiele mniej wrażeń niż podczas tamtego jednego tygodnia, kiedy to jej przyjęcie urodzinowe zostało brutalnie przerwane przez policję oraz oddział ANBU, przez co musiała przeprowadzać prace społeczne, zaatakowano ich niespodziewanie w parku, czy Aiko i Guren uciekli z wioski, a ona zabiła kolejną czwórkę ludzi. Jeżeli zaś chodzi o Aiko i Gurena, ku jej ogromnej uldze, cała dwójka wróciła cała i zdrowa - przede wszystkim zdrowa, jeżeli chodzi o Aiko która została czymś zatruta. Jedyne co ją niepokoiło, to sam fakt, że jej przyjaciele nie chcieli jej nic mówić o tym co ich spotkało podczas ich nieobecności, a gdy tylko ich o to wypytywała, po prostu szybko zmieniali temat. Musiała więc się pogodzić z tym, że cokolwiek ich spotkało, nie było przeznaczone dla jej uszu. Ważniejsze zresztą było to, że byli cali i zdrowi. Stanowili oni też dla niej nie lada podporę przy jej krótkiej depresji związanej z pozbawieniem życia tamtych shinobi podczas misji. To oni po raz kolejny pomogli jej w otrząśnięci się z tego. Oni, oraz Isu. Właśnie, Isu... Mimo iż w zaledwie dwa dni tak bardzo zaprzyjaźniła się z albinoską, do końca jesieni, ich przyjaźń była jeszcze mocniejsza. Zbliżyły się do siebie tak bardzo, że Natarī mogła bez wahania nazywać ją teraz najbliższą przyjaciółką - bo tak w istocie było. Uwielbiała spędzać z nią wolny czas i często o niej myślała, kiedy jej przy niej nie było. Jej obecność jakimś cudem stała się dla niej naprawdę ważna. Co porabiała kiedy nie miała tego wolnego czasu? Przede wszystkim, oczywiście trenowała wraz z ojcem lub bratem. Musiała w końcu udoskonalać swoje Jūken, a że jej tato obrał sobie na cel, że ma ona prześcignąć własnego brata, to musiała nad sobą pracować jeszcze ciężej. No... I robiła też kilka zwykłych misji D. Nic wielkiego. Wszystko to, po to żeby przygotować się do nieuchronnie zbliżającego się egzaminu na Chūnina.


Teraźniejszość


 Tego dnia, Natarī zbudziła się naprawdę wcześnie. Nie dlatego, żeby przeprowadzić kolejny. wymagający trening wraz z ojcem lub bratem, a po to, aby pożegnać dwójkę rodziców która miała właśnie wyruszyć na misję. Jej brat wyruszył już kilka dni wcześniej, na dosyć ważną misję wywiadowczą w odległym Kraju Księżyca, a teraz miała dodatkowo pożegnać pozostałą dwójkę domowników, przez co miała zostać zupełnie sama, samiuteńka w domu na okres czasu... nieokreślony.
 Tata i mama, wyjątkowo ubrani w swoje zielone kamizelki shinobi, które to przez miesiące kurzyły się na półkach w ich wspólnej szafie, stali teraz w przedpokoju z pełnym ekwipunkiem shinobi. Oboje mieli na czołach ochraniacze z symbolem Konohagakure no sato i patrzyli na swoją jedyną córkę. Ona sama patrzyła na nich ze stosownym smutkiem wraz z Kyōki u boku, która sporo podrosła przez te kilka miesięcy. Teraz przekrzywiała jedynie główkę, próbując zrozumieć co takiego w tym momencie się wyprawiało. Czy Natarī smuciło to, że miała pozostać zupełnie sama? Trochę tak, no ale... Bez przesady! Miała mieć teraz dom tylko dla siebie! Mogła pozapraszać tutaj wszystkich (nie to żeby wcześniej nikogo nie mogła zapraszać), no i przede wszystkim... Mogła robić co chce i kiedy chce. Koniec z codziennym, wczesnym wstawaniem (no chyba, że na misje), koniec z surowym spojrzeniem ojca. Co prawda musiała nadal trenować, no bo przecież już nie długo miała wziąć udział w egzaminie, ale mogła teraz robić to wtedy, kiedy miała na to ochotę. No i mogła spotkać się z Isu, kiedy miała na to ochotę. Tak jak i z Aiko i Gurenem zresztą. No ale odgrywała swoją scenę, no bo nie mogła się przecież uśmiechać.
- Kiedy wracacie? - spytała się ze smutkiem.
- Jeszcze nie wiemy, mówiłam ci przecież słonko, ale na pewno nie prędko.
Tak!
- No... Dobrze. - zrobiła podkówkę swoimi ustami - Uważajcie na siebie - powiedziała już zupełnie szczerze.
Ojciec skinął jedynie głową na jej prośbę, a matka przytuliła ją lekko. (ckliwa scena musi być!)
- Nie spal całego domu - powiedział żartobliwie ojciec - I masz trenować, powiedziałem Kazuyukiemu, że ma o to dbać - dodał. Na te słowa, Natarī z trudem powstrzymała głośny jęk, na rzecz radosnego uśmiechu.
- Wrócimy niebawem - dodała matka, po czym oboje wyszli z domu, a ona za nimi. Obserwowała przez moment, jak tamci się oddalają, by następnie szybko wrócić do domu. Bo zimno. A ona była w samym szlafroku.
Resztę dnia spędziła na... No właściwie niczym pożytecznym. Nawet nie miała zamiaru trenować ani w ogóle wychodzić z domu. Cały swój wolny czas poświęciła na pomalowanie paznokci (na swój koralowy kolor, którym postanowiła zastąpić ciemną purpurę na którą wcześniej przyszła jej ochota), uporządkowanie garderoby, zabawę z Kyōki, no i długą kąpiel ze wszystkimi dostępnymi olejkami - na co zresztą wcześniej nie zgadzała się jej matka, kiedy to w łazience można było przez długi czas poczuć ostrą mieszaninę zapachów. Gdy zbliżało się już późne popołudnie, aby wypełnić pozostały czas, zaczęła czytać jakiś romans który podkradła z biblioteczki mamy.
 Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, pierwszą rzeczą która nastąpiła było oczywiście piskliwe, szczenięce szczekanie Kyōki. Przez krótką chwilę, przyszła jej do głowy myśl, że to rodzice wrócili do domu. No ale przecież nie mieli zamka ani niczego w tym stylu, więc mogli bez problemu odsunąć drzwi. Jedynym sensownym wytłumaczeniem był więc dla niej fakt, że to Kazuyuki przyszedł, żeby zrobić jej naganę z powodu zaniedbywania treningu. Z bosymi stopami, w szlafroku oraz z ręcznikiem owiniętym w turban wokół włosów, uspokoiła więc psa i rozsunęła drzwi. Ujrzała przed sobą małą, srebrnowłosą dziewczynkę z plecaczkiem na plecach, oraz Isu z wyrazem twarzy, który przez chwilę próbowała rozszyfrować.
- Isu? - spytała krótko, zdumiona. Znała tylko jej imię i nie wiedziała jak nazywała się mała, więc to pytanie było chyba najlogiczniejsze - I...? - dodała, patrząc na dziewczynkę, z nie mniejszym zdumieniem (o ile nadal było widać oznaki ran).
- Wejdźcie - dopowiedziała, nie rozumiejąc kompletnie całej tej sytuacji.
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Yamanaka Isu » 5 sie 2015, o 01:27

Pierwszym co usłyszała, było kaleczące uszy, głośne szczekanie. "Kyōki" - pomyślała. Choć sama nie do końca chciała w to wierzyć, lubiła tego psa i myśl o pogłaskaniu jej miękkiej sierści sprawiała przyjemność. Jesienią spędziła wiele czasu w towarzystwie Natarī, a co za tym idzie, także i nieodstającej dziewczyny na krok pupilki. Kiedy zobaczyła młodą Hyūgę, wiele emocji targnęło nią na raz. Z jednej strony radość, z drugiej...drugą zdecydowanie odrzuciła od siebie. Białooka była piękna, ale "nie wolno"...
- Jestem Fumi - przedstawiła się mała, widząc, że albinoska nie ma zamiaru tego uczynić.

Weszły potem obie do wnętrza mieszkania, w którym Isu bywała często. Zbyt często. Do tego stopnia, że pozwoliła sobie pomyśleć o tym miejscu jak o własnym domu, podzielić się tą myślą ze srebrnowłosym dzieckiem, a koniec końców przyjść tu. Teraz nie było już odwrotu, teraz musiała postawić pytanie, z którym przecież się tu pojawiła. Ale żeby to zrobić, trzeba było odkryć tak starannie skrywane dotąd karty, opowiedzieć Natarī o wszystkim.
O wszystkim tym, o czym nie mówiła dotąd nikomu.
I o tym, czego obiecała sobie nawet nie wspominać, nie żałować.
A nade wszystko, trzeba było uwierzyć, że białooka jest w stanie to zrozumieć. To właśnie przysparzało Isu najwięcej kłopotów, nie potrafiła wyobrazić sobie, że istota żyjąca z matką i ojcem, kochająca ich, może pojąć z tego choć słowo.
- Natī... - zaczęła, ale przerwały jej łzy, które ni z tego ni z owego popłynęły po twarzy.
Dzielnie stawiała im czoła, ale moment, kiedy odezwała się, przełamał wątłą barierę. Żal, który teraz wypłakiwała nie był żalem z jednego dnia, zajścia. Albinoska odbijała sobie całe swoje krótkie życie, każdy zdławiony zimną nienawiścią moment smutku czy nieszczęścia. A że padło akurat na Natarī? Hyūga nie mogła tego wiedzieć, ale była pierwszą osobą, której Isu zdołała choć trochę zaufać. I być może ostatnią.
Yamanaka Isu
 

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Hyūga Natarī » 5 sie 2015, o 13:35

 Gdy mała się przedstawiła, Natarī nachyliła się ku niej i podała jej dłoń, aby się z nią przywitać, uśmiechając się do niej przyjaźnie. (Chyba jednak nie widziała tych ran, skoro jest zima).
- Jestem Natarī, miło mi cię poznać Fumi - powiedziała, po czym wszystkie weszły do domu. Czym prędzej wtedy zeszła gołymi stopami z zimnego, betonowego kwadratu, na którym to się zostawia buty i zaczekała na nie obie, już w samym faktycznym przedpokoju wyłożonym parkietem. Kyōki oczywiście poleciała za nimi, w pierwszej kolejności w swój uroczy sposób przymilając się do nieznajomej jej jeszcze Fumi, dotykając ją jej mokrym noskiem. Kiedy mała psinka zajmowała się dziewczynką, kiedy to białooka wpatrywała się w albinoskę, próbując zrozumieć całą sytuację. Na pierwszy rzut oka było już widać, że coś było nie tak. Może nie było nic dziwnego w tym, że ją odwiedziła, ale to że zrobiła to w towarzystwie małej, której nie znała oraz wyraz jej twarzy mówiło samo za siebie. Starała się zbytnio nie wybiegać wyobraźnią naprzód, żeby nie wymyślać własnych scenariuszy i wysłuchać tego, co ma dla niej do powiedzenia przyjaciółka. A kiedy ta wymówiła jej imię i na jej twarzy pojawiły się łzy, Natarī zrobiła w pełni odruchową dla siebie rzecz i po prostu przytuliła dziewczynę. Nienawidziła patrzeć, jak płacze. Nie to żeby zdarzało się aż tak bardzo często, ale każdy taki moment sprawiał, że nie mogąc znieść jej smutku, w każdy możliwy sposób próbowała go załagodzić. Uwielbiała też jej bliskość. Przy niej po prostu czuła się bezpiecznie. Po krótszej chwili, oddaliła od niej głowę, wciąż ją obejmując, by spojrzeć w jej błękitne oczy, które tak bardzo ją fascynowały. Następnie, lewą dłonią zbliżyła palce wskazujący do jej twarzy i otarła jedną z jej wielu łez.
- Co się stało? - spytała, próbując się doszukać w jej wzroku odpowiedzi - Wiesz przecież, że możesz mi wszystko powiedzieć. Zrozumiem.
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Yamanaka Isu » 6 sie 2015, o 11:09

Fumi najwidoczniej bardzo przypadła do gustu kudłata Kyōki, ponieważ dziewczynka zaraz zajęła się zabawą z psem, udając, że nie widzi scen dramatu rozgrywających się obok. Miała ochotę porozmawiać z tą Natarī, o której jak dotąd tyle słyszała, ale nie zanosiło się, by prędko ten moment nastąpił. Z dezaprobatą pokręciła srebrną główką widząc, co też odstawia albinoska. Ciągnąc biednego szczeniaka za ucho, pokierowała się do najbliższych drzwi i bezpardonowo weszła do środka, nie zważając na to, czy takie zachowanie należy do grzecznych.

Przytulona Isu uspokoiła się nieco, przynajmniej na tyle, by opanować łzy. Mimo szczerych chęci, nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie białookiej. Ilekroć otworzyła usta, zdawało jej się, że słowa, których chciała użyć nie były tymi odpowiednimi. Po kilku próbach odpuściła sobie i, przytulając się mocniej, zadała to samo pytanie, które usłyszała przed tygodniem od Fumi.
- Mogę tu zostać z małą przez kilka dni? - zapytała prawie szeptem, nie chcąc dopuścić do kolejnego wybuchu płaczu, a tym samym jeszcze większego ośmieszenia w oczach Hyūgi.
Cała ta sytuacja wydawała jej się niesamowicie głupia, niemniej jednak, mimo całej tej głupoty, wolała ją niż kolejne dni w dotychczasowym domu. "Kilka dni" było tutaj oczywistym kłamstwem, ponieważ albinoska, jeśli miałaby opuścić azyl jakim był dom Natarī, nie widziałam innego wyjścia, jak wyprowadzać się całkowicie nie tylko z wioski, ale i z kraju. Choć myślała o tym wcześniej setki razy, dopiero teraz uświadomiła sobie, że być może naprawdę przyjdzie jej opuścić znane okolice. Nie wiedziała, kiedy ojciec podniesie alarm, ani, tym bardziej, kogo zawiadomi o jej zniknięciu. Przez myśl jej nie przeszła zabawa w listy pożegnalne, więc pierwsze dwa, trzy dni mógł zrzucić na karb jakiejś misji. Ale potem... "Oby nie wplątało się w to ANBU." Dopóki specsłużby pozostawały w stanie błogiej nieświadomości, miała jakie takie szanse. Jednego była pewna - do domu nie miała po co wracać, póki jej było życie miłe.



Spoiler:
Yamanaka Isu
 

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Hyūga Natarī » 6 sie 2015, o 11:56

 Pytanie zadane przez Isu jeszcze bardziej zbiło Natarī z tropu. Istotnie - nie mogła do końca zrozumieć, dlaczego miałaby "przechować" swoją przyjaciółkę, wraz z Fumi, skoro obie miały własne domy. Co do albinoski była oczywiście pewna, bo sama widziała już wielokrotnie jej ojca, ale co do małej nie miała tej pewności, choć prawdę mówiąc nigdy jej nie widziała, więc mogła się bez problemu domyślić, że ona też miała gdzie wrócić. Postanowiła jednak nie zadawać (jak na razie), zbędnych pytań i całkowicie nieświadoma ewentualnych konsekwencji, przystać na jej prośbę. Aby dać jej znać, że oczywiście się na to zgadza, objęła ją jeszcze mocniej, Cieszyła się z tej perspektywy, że przez kilka dni miały mieszkać razem. To oznaczało tyle, że miały ze sobą spędzać jeszcze więcej czasu - przez ten krótki okres czasu oczywiście. A to, że nikogo poza ich czwórką (wliczając w to bawiącą się z Fumi Kyōki), nie było w domu, tylko ułatwiało całą sprawę. Złapała więc przyjaciółkę za rączkę i poprowadziła ją wgłąb mieszkania, do niewielkiego, pustego teraz salonu.
- Czuj się jak u siebie w domu - wtuliła się w nią po raz kolejny - Rodziców nie ma w domu, wyruszyli dziś na misję, brata też nie ma od kilku dni i prędko nie wróci.



Spoiler:
Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Yamanaka Isu » 6 sie 2015, o 15:50

Ach, jak bardzo cieszyła się ze zgody Natarī! Choć prawdę mówiąc, nie przewidywała innej odpowiedzi - głęboko wierzyła, że Hyūga będzie w stanie po prostu nie zadawać pytań.
- Dziękuję. Jesteś kochana - szepnęła, bardzo, bardzo wdzięczna.
Dodatkowym zbiegiem okoliczności okazał się fakt, że nikogo z rodziny białookiej nie było aktualnie w domu. Jak gdyby wszystko sprzysiężyło się, aby jej pomóc w ucieczce. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?
Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała przystąpić do wyjaśnień, ale póki co wolała jak najbardziej odsunąć od siebie ten moment.



Piszemy dalej?
Spoiler:
Yamanaka Isu
 

Re: Posiadłość klanu Hyūga [Natarī]

Postprzez Hyūga Natarī » 29 lis 2015, o 21:07


Po walce z Akirą

Choć sama ledwo trzymała się na nogach, Natarī udało się bez większych incydentów doprowadzić Akirę do konoszańskiego szpitala. Po części mu współczuła - wiedziała doskonale, że jej styl walki był bardzo skuteczny, a co za tym idzie, niebezpieczny dla jej przeciwników. Jednym z jej pierwszych obiektów testowych był zresztą Hibi który, z tego co pamiętała, dosyć dotkliwie odczuł jej ataki, nawet jeśli były one co najmniej nieudolne. To samo można było też powiedzieć o tamtym pamiętnym treningu, na którym poznała Takeru-sensei. To co nazywała Jūkenem, bardziej wtedy przypominało błądzenie po omacku. Teraz za to żałowała, że nie mogła znaleźć innego sposobu na pokonanie tego chłopaka z klanu Senju. W tamtym momencie myślała jednak tylko o zwycięstwie, skoncentrowała się w pełni na tym celu, zapominając zupełnie o tym, że osobą z którą walczyła był ktoś, kto kierował się zapewne tymi samymi wartościami co ona, ktoś kto posiadał ten sam symbol na ochraniaczu, komu być może nie obca była Wola Ognia. W pewnym sensie wydawało jej się to nawet głupie - czemu niby osoby z tej samej wioski miały ze sobą walczyć? Czy nie lepiej by było, gdyby walczyli z tymi, którzy pochodzili z Wioski Piasku, lub Chmury?


Gdy tylko upewniła się, że Akira znalazł się w odpowiednich rękach, wróciła do domu. Zgodnie z wywieszonym na trybunach dla zawodników grafikiem, jej walka była ostatnią z tych, które miały odbyć się tego dnia. Żałowała tylko, że nie mogła pożegnać się z Isu, czy też Kirito. Nie było sensu wracać na stadion, na pewno już dawno wrócili do domów, a z przyjaciółką zawsze mogła porozmawiać u siebie - w końcu razem mieszkały. No i nie była na tyle samolubna, aby chełpić się tym zwycięstwem. Tak więc, kiedy wróciła do posiadłości Hyūga, z zakłopotaniem, a zarazem uśmiechem przyjęła gratulacje od tych osób z jej klanu, które oglądały jej walkę, po czym czym prędzej udała się do rodzinnego mieszkania. Kolejne gratulacje, tym razem od rodziców oraz Isu, jak i Kyōki dzieliły ją tam od upragnionego odpoczynku, którego w końcu mogła zaznać po długiej, relaksującej kąpieli. No... Prawie tak było, gdyż kolejną rzeczą, która stała jej na drodze do łóżka była rozmowa z przyjaciółką. Ta na szczęście jednak doskonale rozumiała powagę sytuacji i szybko pozwoliła jej zasnąć, co wbrew pozorom nie było wcale takie trudne pomimo niewielkiej dawki ekscytacji, która wciąż tliła się w odmętach myśli Natarī. To właśnie te liczne, pokręcone sny jej o tym przypominały, Śniła o walce, odtworzonej z największymi szczegółami, kiedy to zamieniła się w jednego z klonów Akiry. Ukryła się wtedy wśród nich, obserwując sytuację. W pewnym momencie jednak wszyscy na trybunach zaczęli się śmiać, a ona stała na samym środku, przed Akirą tarzającym się po ziemi, z trudem łapiącym powietrze. Sędzia za to, równie rozbawiony, wskazywał na nią palcem. "I ona jest ninja?!", usłyszała głos gdzieś z tyłu głowy, który z biegiem czasu, zdawał się przybierać na sile. Nagle, pojawiło się przed nią lustro. Kiedy się w nim przejrzała, ujrzała siebie, w ciele jej własnego psa.
Śniła też o mężczyźnie, którego zabiła gdy dopiero co została geninem. Widziała go, widziała też siebie. Przeciągała właśnie ostrze kunai po jego gardle, gdy ten był unieruchomiony przez tego chłopaka, Sekkiego. Obok niej stał zaś ślepy chłopak z klanu Inuzuka. Ujrzała, jak ten opada na ziemię, gdy z jego gardła zaczęła tryskać krew, brudząc jej beżowe kimono. Po chwili jednak wstał, uśmiechając się do niej promiennie. To samo tyczyło się ślepego Inuzuka, który otworzył nagle oczy, a stojący obok niego pies stanął na tylnych łapach, wyciągając do niej swoją przednią, jakby chciał, żeby mu ją uścisnęła. Gratuluję, odparł pies.



Trzeci dzień walk

Jak to zwykle bywa, następnego dnia, Natarī nie pamiętała już większości snów z poprzedniej nocy, poza tymi dwoma, być może najbardziej wyrazistymi z nich. Z tego co zauważyła poprzedniego oraz pierwszego dnia trzeciego etapu, niemalże każda z drużyn wybierała różnych członków własnych drużyn, więc spodziewała się raczej tego, że to Kirito weźmie udział w ostatnim pojedynku, a nie Isu, czy też ona. Na wszelki wypadek wzięła jednak ze sobą całe wyposażenie - kto wie, może czekał na nich jeszcze jakiś sekretny etap? Doskonale zresztą nadal pamiętała tamten jesienny dzień, podczas którego pojawił się ten dziwaczny pedofil w towarzystwie równie dziwacznie spokojnego, wysokiego mężczyzny. Zdecydowanie pewniej czuła się ze świadomością, że miała pod ręką kunai.
Po tym jak doprowadziła się do porządku, udała się wraz z Isu na stadion, by obejrzeć kolejne walki będące częścią egzaminu Będąc już na miejscu, oparła się jedynie o barierkę, wychylając się za nią lekko, tak aby lepiej wszystko widzieć. Myślała nawet o aktywowaniu Byakugan, tak aby mieć jeszcze lepszy wgląd na to, co się działo na polu walki, lecz szybko wybiła sobie ten pomysł z głowy. To było tylko narzędzie, a ona nie chciała rezygnować ze swojej aktualnej formy, w której to bardziej przypominała innych, posiadając niebieskie, a nie białe, oczy. W pierwszej walce, w której brała udział ta różowowłosa dziewczyna którą poznała ubiegłego dnia w szpitalu, oraz jakiś niczym nie wyróżniający się chłopak z tej samej wioski, Natarī początkowo kibicowała nieznajomej - był to czysty, raczej zrozumiały odruch. Wiedziała już też raczej czego spodziewać się po jej umiejętnościach, toteż nie była nimi aż tak zaskoczona - bardziej zaniepokoiło ją jej zachowanie. Im dłużej ta dwójka walczyła, tym bardziej Natarī podejrzewała, że Sunijka nie była do końca normalna, wszystko, poczynając od jej zachowania, a na mimice twarzy kończąc, napawało ją coraz to większym, wewnętrznym niepokojem. Obserwując to wszystko, nerwowo zaciskała dłonie na barierce. Jak się zresztą spodziewała, zwyciężczynią w tej walce była właśnie Yuno, w której ona sama na pewno nie chciałaby mieć wroga.


Nawet jeśli uważnie oglądała poprzednie starcie, to dopiero kolejne szczególnie przyciągnęło jej uwagę - przyszła kolej na walkę Kirito który, jak się szybko okazało, miał walczyć z Niebieskim, którego to poznała o wiele wcześniej, a zarazem nieszczególnie za nim przepadała. Z tego co pamiętała, był on w tej samej drużynie co ten drugi, błękitnowłosy chłopak z włosami na karku, który z niewiadomych przyczyn nie pojawił się na trzecim etapie. W każdym razie, walka Kirito była dla niej bardzo ważna - to właśnie tutaj miała zobaczyć, jak wielka była pomiędzy nimi różnica. Poprzednim razem gdy widziała go w akcji, było to na ich wspólnym treningu z Takeru-sensei i jeśli ją pamięć nie myliła, on również został prędko wystrychnięty na dudka. Gdy walka się rozpoczęła, już na pierwszy rzut oka widziała, jak wielkie poczynił on od tamtego momentu postępy. Nie przypominał on już tego nieporadnego chłopaka, teraz w samych jego ruchach można było wprost wyczuć o wiele większą pewność. Ale chwila. Czy to Niebieski poruszał się tak wolno, czy Kirito był tak szybki? Obserwując to, jak obaj się poruszali, bez problemu zauważyła, że ruchy tego drugiego były o wiele zwinniejsze, gdzie Otończyk przy nim był niezgrabny niczym dziecko. Walka była bardzo dynamiczna, a ona sama z trudem nadążała wzrokiem za członkiem jej drużyny. W pewnym momencie jednak ujrzała, jak Niebieski wyrzuca kunai ze zwitkiem papieru, który trafił bezpośrednio w nogę rywala. W tym właśnie momencie nie zdołała stłumić odruchowego okrzyku przerażenia, a następnie westchnienia ulgi, kiedy Kirito zdążył wyrwać ostrze ze swojego ciała. Wolała nawet nie myśleć, co by się stało, gdyby została ona wtedy zdetonowana. Ta chwilowa ulga nie trwała jednak zbyt długo, gdyż z biegiem czasu, obaj młodzi shinobi ranili w coraz to większym stopniu. Dodatkowo, Kirito w bardzo dużym stopniu oberwał od wybuchu spowodowanego tamtą notką. Nie odwracała wzroku, już nie. Może i miała trzynaście lat, lecz w jej krótkiej karierze widziała już o wiele więcej, bardziej drastycznych scen, w których sama brała udział. Nie przeszkodziło jej to jednak w krótkich, przerywanych okrzykach, przy których zakrywała usta dłonią. Była to dla niej zdecydowanie najbardziej emocjonująca z walk, pomijając tę w której brała udział Isu. Buchające płomienie, wybuchy, wymieniające się w locie ostrza shurikenów oraz kunai - nie wyglądało to w żadnym stopniu na pojedynek na jakimś tam egzaminie, była to prawdziwa walka, prawdziwych shinobi. Na śmierć i życie. Gdy nagle Kirito opadł na plecy, zupełnie tak jak Niebieski, jeszcze mocniej ścisnęła dłońmi lodowatą barierkę, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że w normalnych okolicznościach dotyk ten byłby nie do zniesienia. Mimo to, jej kolega z drużyny nie dawał za wygraną. Nadal, będąc w takim położeniu walczył. Ostatkami sił składał kolejne pieczęci, by wypuścić kolejną ognistą technikę. Tutaj Niebieski nie miał szans. Z trwogą w oczach patrzyła, jak płomień leci ku bezradnemu chłopakowi. Spojrzała z przerażeniem na sędziego, nie chciała przecież, żeby to się tak skończyło. Na szczęście jednak, tak jak już przy kilku poprzednich pojedynkach, ten doskonale ocenił powagę sytuacji. Zdołał uratować Otończyka. Kiedy tamten tylko ogłosił zwycięzcę, nie obchodziło ją to zbytnio. Zeskoczyła przez barierkę, tak jak za nią Isu, by pobiec ku Kirito, który zdążył już stracić przytomność. Nie miały jednak szansy na to, żeby się do niego zbliżyć. Ekipa medyczna już biegła do obojga zawodników z noszami, by zanieść ich obu do szpitala. Bezradnie obserwowały, jak obaj byli przenoszeni na nosze, a następnie zabierani przez główne wejście. Natarī stała po środku stadionu wraz z przyjaciółką odprowadzając wzrokiem sanitariuszy, zupełnie nie zwracając uwagi na liczne spojrzenia z trybun, dopóki nie zostały one uprzejmie poproszone o powrót na miejsca. Nie mogły teraz udać się do szpitala, musiały czekać na koniec egzaminu.


Przy następnej walce, Natarī miała już sporo większe problemy z koncentracją. Martwiła się o Kirito. Może i był irytujący, może i nie raz, a nawet bardzo często, miała ochotę mu powiedzieć kilka niemiłych słów, lecz nie przeszkadzało jej to w zamartwianiu się o jego bezpieczeństwo. Bądź co bądź, był członkiem jej drużyny. Albo to może ona, wraz z Isu, były członkiniami jego drużyny? Wpatrywała się w nieco podziurawione, oraz osmolone pole walki, w coraz to większym stopniu odczuwając już panujące na zewnątrz zimno. Nawet jeśli była w pewnym stopniu na nie odporna, to nie w aż takim stopniu, żeby zupełnie je ignorować. W tym momencie adrenalina w znaczącym stopniu opadła, nie odczuwała już niebezpieczeństwa w jakim mogliby się znaleźć Niebieski, czy też Kirito. Na krótką chwilą spojrzała na twarz stojącej obok niej albinoski - zastanawiała się, o czym ona sama myślała. Czy jeszcze bardziej przejmowała się losem Otończyka. Skupiła jednak uwagę na stojących naprzeciwko siebie konoszan. Gdyby zwracała uwagę tylko i wyłącznie na pozory, to bez dłuższego zastanawiania się, wskazałaby już zwycięzcę. Chłopak noszący nazwisko Nara, wyglądał co najmniej niepozornie przy rosłym, młodym mężczyźnie z Akimichi. Ten to wyglądał jak jakaś bestia. Nie rozumiała, w jaki sposób pozostawał on nadal geninem. Uniosła jedynie brew na zapowiedzi wykonane przez sędziego. Ten to był dopiero zmienny. Raz oficjalny, a drugim razem zachowywał się jakby sędziował zapasy sumo. Następnego dnia, niewiele pamiętała z tego, co wydarzyło się później, co zresztą nie było w żaden sposób dziwne. Pamiętała jednak, że ten dobrze zbudowany mężczyzna używał bandaży, aby atakować swojego przeciwnika. Tak... Już w tamtym momencie wyrywanie przez niego cegieł, które na początku cieszyło się niemałym entuzjazmem publiczności, ją samą napawało niepokojem. Ten potwór zdawał się kompletnie ignorować swoje otoczenie, a co za tym idzie, widownię. Mimo to, obserwowała kolejną nową dla jej oczu technikę, której używał Morion, tworzącą jakieś czarne kształty na ziemi przypominające cienie. A może to były cienie. Podziwiała nawet odwagę chłopaka, który starał się stawiać czoła wyzwaniu, nawet jeśli niezbyt mu to wychodziło. Nie wiedziała, czy zdobyłaby się na taką odwagę, gdyby była na jego miejscu. W jakiś sposób Nara zatrzymał nawet te wielkie bloki skał lecące w jego kierunku. Może nie powinna była skazywać go od razu, nawet podświadomie, na porażkę? Niestety, kolejne wydarzenia były dla niej coraz bardziej mgliste. Pamiętała, jak powiększył swoje ciało, oraz swój zachwyt, a zarazem trwogę, gdy ten stworzył na swoich plecach ogromne, błękitne skrzydła. Chakra. Co miało miejsce później? Tego już nie pamiętała. Jedynie głośne iskrzenie. A potem ciemność. Pustka.



Szpital

Pierwszą rzeczą, jaką pamiętała, był ten dziwny szum, który słyszała wokół siebie. Odczuwała również lekki ból głowy - a przecież nie miała ostatnio żadnego przyjęcia urodzinowego, no i nie pamiętała, żeby do jej domu wkroczyło ANBU. Przez jakiś czas po prostu obserwowała te rozmaite kształty, które formowały się pod jej zamkniętymi powiekami, próbując sobie cokolwiek przypomnieć. Nie chciała otwierać oczu. Sama nawet nie wiedziała dlaczego. Być może był to po prostu strach przed nieznanym. No ale przecież słyszała jakieś szepty, ciche rozmowy. Miała nawet wrażenie, że rozpoznawała niektóre głosy. Kilka dodatkowych pikań, strzępki rozmowy i już domyśliła się, gdzie się znajdowała. Tylko dlaczego? W końcu odważyła się otworzyć oczy, by zmrużyć jest następnie przez blade światło mroźnego, zimowego dnia wpadające przez szpitalne okno. Czuła też dziwne pieczenie na przedramionach, oraz w kilku innych miejscach na całym ciele. Ostrożnie, powoli przesunęła się do tyłu i wyciągnęła ku sobie dłonie. Były częściowo zabandażowane, tak jak przedramiona. Zdała też sobie szybko sprawę, że do jej twarzy również zostały przylepione jakieś opatrunki. Nie wiedziała co się jej przydarzyło. Spróbowała rozejrzeć się po sali, lecz była ona niemalże całkowicie otoczona parawanami. Jedynie wąska wiązka światła wpadała przez otwór pomiędzy jej strefą, a tą, która była po jej lewej stronie. Szybko odrzuciła na bok nakrycie, siadając na bocznej części łóżka i stawiając bose stopy na zimnej podłodze. Ktoś najwyraźniej zajął się jej ubraniami, bo miała na sobie jasnoniebieską szpitalną piżamę. Z ciekawości zajrzała za lekko rozsunięty parawan, by sprawdzić, kto się tam znajdował. Skoro ten ktoś nie dbał o jej prywatność, to sama raczej również nie powinna mieć takich skrupułów, zwłaszcza, że spodziewała się już, kto za tym stał. Oczywiście była to Isu, która prędko opowiedziała jej o tym, co zaszło na stadionie. Natarī dowiedziała się, że został on poważnie uszkodzony, a spora części widowni została trafiona jedną z użytych tam technik i wylądowała w szpitalu - w tym właśnie one. A wszystko to za sprawą tego całego Akimichi Chousetto.


Jak się później okazało, obudziła się ona dopiero następnego dnia - zapewne obudziła się już kilka godzin po tym, jak straciła przytomność, ale po prostu tego nie pamiętała. Ku jej niemałemu zakłopotaniu, kilka godzin później odwiedzili ją również jej rodzice oraz brat, którzy oglądali walkę. Byli oni jednak w wyższej części areny, dzięki czemu uchronili się przed tak dużymi obrażeniami. Podczas ich wizyty musiała wielokrotnie ich zapewniać, że nic, ale to absolutnie nic strasznego jej się nie stało. Jedną z ważniejszych rzeczy, jaką musiały zrobić, były odwiedziny, które miały złożyć zarówno Isu, jak i Natarī, pewnej osobie. Chodziło tutaj oczywiście o Kirito, który wylądował w szpitalu będąc w o wiele gorszym stanie, niż one dwie. Zanim to jednak zrobiły, udały się wspólnie do kwiaciarni znajdującej się na dzielnicy Yamanaka, gdzie też kupiły mu kwiaty - dwa kosmosy, takie same jakie dostała wcześniej od Hyūgi tamta Sunijka, Yuno. Niestety, kiedy przyszły do przeznaczonej dla niego strefy we wspólnej sali, ten spał. Nie zdawały sobie nawet sprawy z tego, że niewiele wcześniej był w tym miejscu Guren, z którym najwyraźniej się minęły. Musiały się więc zadowolić jedynie zwykłym włożeniem kwiatów do szklanego wazonu na szafce obok jego łóżka. Serce jej się krajało, kiedy widziała Kirito pod całą tą stertą bandaży. Wkrótce po tym, wróciły jednak do domu. W ten sposób zakończył się dla nich egzamin na chūnina - pozostawało im tylko czekać kolejnych kilka dni na wyniki egzaminu, podczas których czekały na białooką ciężkie chwile stresu, zapewne jeszcze większego niż ten, którego doświadczyła w czasie wszystkich trzech etapów.



Kilka dni później

Przez następnych kilka dni, nie wydarzyło się zbyt dużo. Był to za to doskonały moment na to, aby nieco odetchnąć po niemałym wysiłku fizycznym, jak i psychicznym, które zostały zaserwowane geninom podczas egzaminu. Odpoczynek najwyraźniej nie był w parze z odpuszczeniem treningów, a przynajmniej nie według ojca Natarī, gdyż postanowił on wykorzystać jej wolny czas, by nadrobić ich zaległości w tej kwestii. Toteż podczas gdy Isu, jak i zapewne większość pozostałych geninów, leniuchowała, Hyūga szlifowała swoją umiejętność posługiwania się Jūkenem, której według jej ojca, daleko było do doskonałości podczas jej pojedynku z Akirą. Mimo to, znalazła czas na to, żeby spotkać się z Kirito, jako że ten wyszedł już ze szpitala, poskładany do kupy przez ninja-medyków ze szpitala Konohagakure no sato. Miała też okazję na to, żeby w końcu porozmawiać również z jej przyjaciółmi - Aiko oraz Gurenem, a także z dobrym kuzynem, Kyasupą, który najwyraźniej miał coraz mniej czasu na jakiekolwiek spotkania, od kiedy to został wybrany na przyszłego przywódcę klanu Hyūga. Kilka dni po tym, jak wyszła ze szpitala, do posiadłości przyszedł jeden z wioskowych kurierów, informując ją, a zarazem jej przyjaciółkę, o tym, kiedy i gdzie miały poznać wyniki egzaminu. A miało to być w tym samym budynku, w którym odbywał się ich egzamin pisemny.


W miarę jak przybliżała się ta chwila, w Natarī zaczynał w coraz to większym stopniu narastać niepokój. Nie miała pojęcia w jaki sposób oceniano jej poczynania, nie wiedziała nawet jak poszło jej przy poprzednich etapach. Owe kryteria były jej całkowicie nieznane. Równie dobrze mogła ich nie spełniać, nawet jeśli wygrała swoją walkę, egzaminatorzy mogli sprawdzać jej poczynania na każdym kroku. Te wpadające w paranoję myśli spędzały dziewczynie sen z powiek na noc przed wywieszeniem wyników. Wolała nie dzielić się tymi myślami z Isu, wiedziała, że w najlepszym wypadku, przez takie głupie myśli, łokieć przyjaciółki wylądowałby na jej żebrze. Kiedy więc nadeszła ta chwila. z miną skazańca ruszyła ku drugiemu krańcowi wioski by sprawdzić, czy przez kolejnych kilka miesięcy nadal miała zajmować się oprowadzaniem po wiosce nieznośnych możnowładców oraz przewijać pieluchy w wioskowym żłobku. Znalazłszy się już na miejscu, zauważyła, że poza nią i Isu, było też kilka innych osób, które kojarzyła co najwyżej z widzenia. Nie widziała tam Kirito, ani też Oroshiego czy Niebieskiego. Pewnie przyszli wcześniej, albo mieli się pojawić później. Nie śpieszyło jej się zresztą specjalnie, by zobaczyć zawartość kartki, rozglądała się jedynie po korytarzu, w nadziei, że ujrzy jakąś znajomą twarz, która zatrzymałaby ją na trochę dłużej przed nieuniknionym. A Isu? Isu już stała przed kartką, wpatrując się w listę imion i nazwisk. Natarī za to w napięciu na nią patrzyła z oddali, doszukując się jakiejkolwiek reakcji. Uśmiech który rozjaśnił jej twarz, obudził w niej jakieś nadzieje. Gdy tamta machnęła do niej dłonią w geście, by Hyūga się do niej zbliżyła, ta powolnym krokiem zaczęła się do niej zbliżać. Albinoska jedynie szturchnęła ją łokciem, wskazując na liście ich imiona, w które Natarī wpatrywała się przez kilkanaście sekund z niedowierzaniem. Zdała. Wcale to do niej nie docierało, a przynajmniej nie na początku. Być może gdzieś głęboko, w jej podświadomości wierzyła, że miała duże szanse by zostać chūninem, lecz zawsze pozostawała ta niepewność. Po prostu już taka była, w tego typu sytuacjach brakowało jej pewności siebie. Natomiast kiedy walczyła... To było już zupełnie co innego. Gdy minął pierwszy szok, na jej twarzy również zagościł uśmiech. Był to dla niej sukces, jeszcze większy niż ten, kiedy oficjalnie została ninja. Nie myślała jeszcze o odpowiedzialnościach, ani też o tym, że od tego momentu miała być wysyłana na coraz to niebezpieczniejsze misje. Była chūninem, nie zawiodła rodziców, nie zawiodła klanu. To właśnie było dla niej w tej chwili ważne. No i Isu również nim była! Białooka przyjrzała się jeszcze raz liście, wyszukując inne nazwiska. Kirito również dał radę. Kolejna ulga. Dodatkowo, widziała też tam imię Oroshiego, chłopaka który był z nimi na misji. To samo z tymi Sunijczykami, Yuno i Arashim. Cieszyła się nawet z awansu Niebieskiego, choć nadal zbytnio za nim nie przypadała. Choć sama wolała tak nie myśleć i się tego wstydziła, ucieszyła ją również myśl, że ten cały Shogo, głupek który zakuł ją w kajdanki, nie zdał. Nadal nie wybaczyła mu tego, co jej zrobił. Taki ktoś miał niezdrowo pod kopułą.
Kilkanaście minut później była już z Isu w klanowej posiadłości, świętując wejście w kolejny etap w ich życiu. I nie, nie było tam alkoholu - jeszcze by przybyło ANBU i cała rodzina miałaby trzy dni prac społecznych.



Zima 57-58 roku

Jeżeli ktoś by Natarī powiedział o tym, co miało wydarzyć się wkrótce po egzaminie na chūnina, to zapewne... Nawet by mu uwierzyła. Dorastała w końcu w bardzo niespokojnych czasach, wypędzona na kilka lat z własnej wioski, wraz z całą jej rodziną, klanem, wszystkimi innymi mieszkańcami, gdzieś do Kraju Żelaza, przez siły, których ona sama nie potrafiła wtedy pojąć. Tak więc, tak, mogłaby się na pewno spodziewać ataku ze strony Oni no kuni, niekoniecznie nawet na Wioskę Liścia. Tyle, że to nie miało nic wspólnego z Oni no kuni. Ani nawet z Daimyō - przynajmniej nie bezpośrednio. Początkowo dziewczyna słyszała jedynie pogłoski. Pogłoski o jakimś wpływowym mężczyźnie, który to wtargnął do siedziby możnowładców i dokonał jakichś zmian. Była to po prostu zwykła pogłoska, która tonęła w morzu wielu innych, nieraz wyolbrzymianych plotek. Zresztą, Natarī miała o wiele ważniejsze sprawy na głowie, jak na przykład kolejne treningi, czy też przysługiwanie się własnemu klanowi. W tamtym właśnie okresie zaczęła, przynajmniej na jakiś czas, odsuwać na bok bycie ninja, na rzecz dobra całego rodu. Była nawet często wysyłana do innych rodów szlacheckich, zazwyczaj tych mniejszych, by zapewnić im z nimi przyjazne relacje. To właśnie wtedy wysłuchiwała najwięcej opowieści o mężczyźnie z długim warkoczem, który z niewiadomych przyczyn budził trwogę w sercach wielu błękitnokrwistych. Musiało to więc oznaczać, że o dziwo, nie miało to nic wspólnego z ich najemniczą armią - no chyba, że postanowili się zbuntować, co by zresztą jej nie zdziwiło.


Prawdziwy niepokój pojawił się u niej dopiero wtedy, kiedy zaczynała widywać coraz to większe grupki uchodźców przybywające ze wschodu, a to, że nie wychodziła wtedy zbyt często z terenów Konohagakure no sato oznaczało, że po Hi no kuni wędrowała ich cała masa. Najwyraźniej nikt nie zamknął granic, migrowali oni do lepszego świata. Czy chcieli korzystać z zasiłków socjalnych? A może była to ekspansja mająca na celu narzucenie innym własnej kultury, zwyczajów, czy religii? Nie potrafiła tego określić. Gdy wracała natomiast do wioski, za każdym razem widywała coraz to więcej rozmaitych, nowych twarzy. Dowiedziała się wtedy o tym, że spora część z tych osób pochodziła z Kumogakure no sato. Suzu nie kłamała, rzeczywiście mieli tam tylu ciemnoskórych. Dzielnica Hyūga była jednak jedną z tych, które mówiły stanowczo "nie" imigrantom. Wielu twierdziło, zapewne zgodnie z prawdą, że nadal pamiętali o nich o krzywdach które wyrządzili im shinobi z Wioski Chmury, porywając wiele lat temu jedną z członkiń głównej gałęzi klanu, oraz o poświęceniu, którego musiał dokonać jeden z nich. Inni za to i tak powiązali to wszystko z Madarą, bo wszystko co złe, to oczywiście Madara. Wracając jednak do Natarī, to miała ona o wiele większe zmartwienia na głowie. Mała Fumi, która mieszkała jeszcze przez jakiś czas w jej domu w końcu została odnaleziona. Nie była to jednak, jak można by się tego spodziewać, robota jej rodziców, a sierocińca, który to w jakiś sposób wykrył tę nieprawidłowość i zabrał dziewczynkę. Wtedy zresztą zarówno albinoska, jak i białooka musiały się srogo tłumaczyć przed rodzicami tej drugiej, których okłamały co do powodu jej pobytu. Następnym wydarzeniem była wiadomość, która zupełnie przygnębiła Isu. Pewnego dnia, dziewczyna wróciła zapłakana do domu, przez długi czas nie dopuszczając do siebie absolutnie nikogo. Jej ojciec zmarł. Nie było wtedy wiadomo, co było powodem jego śmierci i choć Isu wielokrotnie podkreślała, że nienawidziła swojego rodzica, to nadal był on jej ojcem. Natarī nie była doświadczona, jeśli chodziło o takie sytuacje, lecz starała się pocieszyć przyjaciółkę najlepiej jak potrafiła, nawet jeśli jej próby były nieraz nieudolne. Jakby tego wszystkiego było mało, Takeru-sensei zniknął bez śladu. Nie widziała go od bardzo dawna, od tego pamiętnego przyjęcia, na którym go zabrano. Wolała nawet nie myśleć, co ANBU mu wtedy zrobiło. Po dziś dzień zresztą nie rozumiała, dlaczego zrobiono taki problem z faktu, że ktoś na jej przyjęciu pił alkohol. Już lepiej jakby zajęli się przekraczaniem prędkości przez shinobi skaczących po dachach wioskowych budynków. A co z Kirito? On też zniknął. Jak się później dowiedziała, wyruszył w jakąś podróż. Ze starej drużyny pozostawała więc tylko ona.

Co do Isu:



Wiosna 58 roku

W wiosnę, Natarī zupełnie odsunęła się już od bycia ninja. Jej zielona kamizelka nadal leżała w szafie, w swojej przezroczystej, plastikowej folii. Podobnie było również z jej ochraniaczem, który leżał w szufladzie. Nie rozstawała się jedynie z podstawowym wyposażeniem, czy uzbrojeniem które powinna posiadać, aby dbać o własne bezpieczeństwo. Nie znaczyło to jednak, że zapomniała o własnych treningach, czy o tym, by służyć wiosce - służyła jej, choć nie bezpośrednio. Służyła własnemu klanowi, dbała o dobro Hyūga, co na jakiś czas zajęło pierwsze miejsce w jej priorytetach. W międzyczasie słuchała o kolejnym upadku wioski, tym razem Wioski Deszczu. Wtedy też uchodźcy zaczęli przebywać nie tylko ze wschodu, ale, jakby tego było mało, również z północy. Oni no kuni atakowało jeszcze zacieklej i częściej, zdawało się nawet, że Daimyō nie mieli już nad nimi kontroli. Wioska Liścia zaczynała jednak zdawać sobie sprawę z zagrożenia. Wysyłali grupy shinobi, chcąc ustabilizować sytuację - a pośród nich były też podobno te słynne oddziały kamikaze, noszące kryptonim "ANBU". Nie było jednak wśród nich samej Natarī. Przysługiwała się ona wiosce w sposób, w jaki wielu mieszkańców nie mogło tego zrobić - była posłanniczką jej klanu, posiadającego wpływy wśród wielu rodzin w całym Hi no kuni, a jak powszechnie wiadomo, znajomości bywały nieraz bardzo potężnym narzędziem. Jak się można było domyślić, była to praca równie niebezpieczna co walka na froncie, gdyż w lasach wprost roiło się od wrogów.


Nadal nie wiedziała, co działo się z Kirito. Nie otrzymywała od niego żadnych wieści i nie spodziewała się. by jakieś miała dostać - zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że jej zamartwianie się zupełnie by go nie interesowało. Nie żeby chciała się przed kimkolwiek przyznać, że się o niego jakoś specjalnie martwiła. Isu powoli godziła się ze śmiercią ojca i w przeciwieństwie do przyjaciółki, pomagała w walkach z siłami Oni no kuni, albo też raczej siłami Shoguna. Jej zdolności medyczne na pewno były w tej kwestii bardzo przydatne. Fumi również udawało się od czasu do czasu uciec z sierocińca, by po jakimś czasie znów do niego trafić - nie przeszkadzało jej to jednak w ponownych, coraz to wymyślniejszych próbach. W międzyczasie, Shogun zyskiwał coraz to większe wpływy. Przestawał być tylko nic nie znaczącym imieniem jakiegoś generała, Yūta Soru stawał się powoli postacią, której obawiali się wszyscy - postać porównywalna do legendarnego Samanosuke. Niewiele osób wiedziało jak wyglądał, ale Natarī słyszała o nim wiele opowieści. Był to podobno olbrzym, liczący sobie trzy metry wzrostu, podobno był tak potężnej postury, że jedną dłonią potrafił łamać karki, czy nawet osłaniać się ramieniem przed pociskami. Samą siłą woli przenosił całe góry, a na jedno jego skinienie palca upadały całe wioski. Jak więc mieli z kimś takim walczyć? Ale walczyli, choć najpewniej sami nie wierzyli w zwycięstwo. Do białookiej dochodziły jedynie nowe liczby, liczby ofiar, liczby rannych. Za tymi okrutnymi statystykami kryli się ludzie z własnymi historiami, marzeniami, które w mgnieniu oka się zakończyły. Dziewczyna zaczynała coraz bardziej wątpić w obecny świat, pragnęła zmian. Słuchała nieraz opowieści, a raczej pogłoski, że niegdyś było lepiej. Shinobi byli wolni, każda wioska posiadała własną autonomię, Daimyō z radością zlecali im nowe zadania. Wioski były im wierne, chroniły kraje w których się znajdowały. A teraz? Nie miały żadnych szans. Znikały, jedna po drugiej. Najpierw Kumogakure no sato, później Amegakure no sato. Czy taki sam los miał spotkać Wioskę Liścia? Nie, wolała nawet o tym nie myśleć.


W pewnym momencie, Natarī w końcu otrzymała jakąś wiadomość od Kirito. Wiedziała doskonale, że zrobił to tylko dlatego, że wypadało, a nie dlatego, że ją jakkolwiek lubił, lecz mimo to nadal doceniała ten gest. Dowiedziała się, że przebywał on w Sunagakure no sato - jak dobrze pamiętała, stamtąd pochodzili Yuno, oraz Arashi, których poznała trochę lepiej w szpitalu. Nie miała pojęcia co on tam tak właściwie robił. Wioska Piasku kojarzyła się jej... No właśnie, z piaskiem. Wyobrażała ją sobie bardziej jako sieć jaskiń, albo zbiór namiotów nomadów, wielbłądy i te sprawy. Pewnie nieustannie przenosili się z miejsca na miejsce. Nawet nie spodziewała się tego, że jej kolega z drużyny miał się wkrótce znaleźć w centrum kolejnych tragicznych wydarzeń.
Czy możliwe było to, że shinobi mieli takiego pecha? Wioska Chmury została podobno zniszczona przez lawinę, Wioska Deszczu okazała się być, jak to mówiło wiele osób, bandą tchórzy, a Wioska Piasku... Gdy tylko usłyszała informację, że podobno ją również spotkała jakaś katastrofa naturalna, burza piaskowa, z trudem powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. To nie mogła być prawda, a jeśli tak, to nie mógł to być zwykły przypadek. Ktoś musiał przyłożyć do tego rękę i nawet domyślała się kto. Shogun. Natarī nigdy wcześniej nie odczuwała jeszcze do nikogo prawdziwej nienawiści, to uczucie było jej kompletnie obce. Jednakże Yūta Soru sprawił, że nienawidziła go z całego serca. Nienawidziła go za to, że niszczył to wszystko, co udało się im odbudować. W imię czego? W imię władzy? A może miał zupełnie inne cele? Nawet go nie znała, nie widziała go nigdy na oczy, to fakt, lecz widziała wystarczająco dużo, słyszała wystarczająco dużo. Wystarczyło spojrzeć na przypadkową twarz, przypadkowej osoby. Na każdej z nich zostało odciśnięte piętno jego działań. Jej własna wioska już skapitulowała, stało się to niewiele przed tym, jak upadła Suna. Byli wobec tamtego mężczyzny zupełnie bezsilni, choć ich nienawiść do jarzma tego dyktatora miała rosnąć i była pewna, że nie był to jeszcze koniec walk.


Od chwili, w której usłyszała o upadku Sunagakure no sato, Hyūga myślała również o innych sprawach, które były dla niej równie ważne. Nie słyszała nic o Kirito. Wiedziała przecież, że tam był, sam jej o tym napisał, nie otrzymała jednak od niego żadnych wieści. Guren oraz Aiko, którzy się z nim przyjaźnili, również nic nie widzieli. Dziewczyna miała więc kolejną osobę do opłakiwania. Tym razem nie było to jednak tylko kolejne nazwisko na pomniku Woli Ognia na cmentarzu. Był to ktoś, kogo znała od roku, członek jej własnej drużyny. Praktycznie nikt tego nie widział, ale płakała z tego powodu - jedyną osobą która mogła ją wtedy pocieszyć, była jej przyjaciółka. Wtedy już postanowiła - chciała walczyć z siłami Shoguna na wszelkie możliwe sposoby, chciała, żeby odpowiedział za wszystkie krzywdy, które wyrządził całemu światu. Dobrze było mieć kogoś, kogo mogła obarczyć winą za to wszystko. Miał za to wszystko odpowiedzieć. On i jego armia.



Lato 58 roku

Początek lata był obarczony kolejną katastrofą. Shogun, tym razem jawnie i bez żadnych podchodów, postanowił zaatakować Kirigakure no sato. Hi no kuni stało się krajem, przez który przechodziło większość uchodźców ze wszystkich stron świata. Niektórzy zatrzymywali się w Wiosce Liścia, a inni przechodzili dalej na północ, ku innym krajom. Natarī słyszała, że ostała się jeszcze jakaś wioska daleko na północy, oraz Wioska Dźwięku, skąd, jak wiedziała, pochodzili Niebieski, Oroshi i tamten błękitnowłosy chłopak z garbem. Z powodu masowego przypływu nowych mieszkańców, których Konohagakure no sato nie mogło w większości przyjąć, dziewczyna coraz rzadziej opuszczała tereny własnej dzielnicy. Wzrost ogólnej przestępczości, oraz stałe zagrożenie od strony sił Shoguna sprawiły, że ulice były nieustannie patrolowane przez policję. Nikt nie chciał zresztą tego przyznać, ale wszyscy się bali. Bali się, że niebawem ich osadę miało spotkać to samo, co resztę. By zapomnieć, wpadali oni w nałogi, a także powodowali burdy przez zbyt duże ilości spożytego alkoholu. Natarī nie chciała tego widzieć. Miała na to wszystko zupełnie inny sposób działania - wznowiła wzmożone treningi. Nawet jej własny klan w większości już dawno się poddał. Nie widzieli sensu w wysyłaniu jej gdziekolwiek.


Był już środek lata, kiedy dotarła do niej ta tragiczna wiadomość. Otrzymała ją za pośrednictwem wyraźnie wstrząśniętego Gurena, który dosyć regularnie odwiedzał dzielnicę jej klanu. Ta informacja spadła na nią jak grom z jasnego nieba, nawet w nią nie uwierzyła. Jej kuzyn, Hyūga Kyasupa, nie żył. Gdy usłyszała to po raz pierwszy, wpatrywała się tępym wzrokiem w swojego rozmówcę. Dopiero kiedy to powtórzył, ta wieść powoli zaczynała docierać do jej świadomości. Nie odezwała się do niego jednak nawet słowem. Nic więcej już do niej nie docierało, podczas gdy przyswajała tę informację, zdającą się z każdą sekundą przybierać na sile. W jej oczach zaczynała pojawiać się wilgoć, czuła powiększającą się gulę w gardle. Chciała krzyknąć, chciała zareagować w jakiś sposób na to, co usłyszała. Wyprzeć się całemu światu, sprawić, by usłyszał co miała mu do powiedzenia. Ale nie mogła. Stała jak spetryfikowana, nie mogąc ruszyć nawet pojedynczą kończyną. Nie zwracała uwagi na otaczające ją osoby, nie rozpoznawała nawet kształtów - były to tylko jakieś nic nie znaczące, rozmazane sylwetki. Czuła jak ciepłe łzy spływały jej po policzkach, w pewnym momencie poczuła nawet czyjś delikatny dotyk. Wyrwała się z niego, niemalże intuicyjnie. A potem zaczęła biec. Biec przed siebie, tam gdzie nikt nie mógłby jej znaleźć. Wtedy nienawidziła całego świata.


Nie pamiętała nawet, kiedy doszła do siebie. Może było to kilka dni, może tydzień. Tak naprawdę, to ją to nie obchodziło i trwało to jeszcze przez długi okres czasu. Jej najważniejszym oparciem w tej sytuacji byli jej przyjaciele - Isu, Aiko, Guren. Gdyby nie oni, to sama nie wiedziała, co by się z nią wtedy działo. Równie dobrze mogła pogrążyć się w trwałej rozpaczy, albo to wydarzenie mogłoby się na niej odbić, wywołując u niej traumę na całe życie. Nie trudno się też domyślić, kto był według niej głównym winowajcą jego śmierci. Yūta Soru, Shogun. Byli też jednak inni winowajcy, o których usłyszała od Gurena. Ktoś z jej własnego klanu, zdrajca, lub też zdrajcy. Nikt na początku nie wiedział kim oni byli, lecz list do jej kuzyna nie pozostawiał żadnych złudzeń. To był ktoś z wewnątrz. Ludzie, którym ufała, którym ufał Kyasupa. Niemalże wszyscy zginęli, a ona czerpała z tego satysfakcję. Kiedy o tym usłyszała, żywiła tylko jedną, jedyną nadzieję - że bardzo wtedy cierpieli. Jeden z nich jednak prawdopodobnie uciekł, a ona postawiła sobie za cel odnalezienie go i pomszczenie śmierci ukochanego kuzyna. To wszystko przyczyniło się do tego, że rada klanu musiała koniecznie znaleźć nową osobę na objęcie stanowiska przyszłego przywódcy - nie pomógł jednak w tym fakt, że członkowie rodu nie potrafili już sobie ufać. Pojawiały się nawet głosy, że powinno się przywrócić główną gałąź klanu, oraz wszelkie ograniczenia z tym związane. Takie myślenie otrzymywało wiele głosów poparcia. Jak można się tego domyślić, Natarī również nie ufała już członkom klanu. Odzywała się do nich nieraz oschle, czasami nawet zbyt nieuprzejmie. Musiało minąć jeszcze wiele czasu, nim wszystko miało wrócić do normy. Być może nawet nigdy nie miało się tak stać. Tak też minęło dla niej lato, wiedzione wonią rozpaczy i tragedii, jaka ją spotkała.



Jesień 58 roku, Zima 58-59 roku

Pozostałe miesiące były dla Natarī okresem stabilizacji. W końcu mogła odetchnąć. Owszem, wciąż znajdowali się pod jarzmem Shoguna i tak, nadal nieustannie ich atakowano, lecz była to już dla nich norma. Zdążyła się już pogodzić ze śmiercią kuzyna, choć o niej nie zapominała. Był to dla niej bodziec, dzięki któremu zdołała iść naprzód. Bezustannie trenowała, by nadrobić utracony wcześniej czas. Musiała polepszać własne zdolności, jeśli chciała wrócić do służby wiosce - bo owszem, chciała to zrobić. Nadal wierzyła, że w jakiś sposób Konohagakure no sato uda się zneutralizować ten problem. Wiedziała też, że jej osada nie skapitulowała dlatego, żeby bezgranicznie popierać rządy Yūty Soru, a dlatego, że powinna to zrobić dla dobra jej mieszkańców i ninja. Jaki był sens w sromotnej klęsce, jeśli była jeszcze nadzieja na zwycięstwo, nawet jeśli miało ono mieć miejsce wiele lat później? Na pewno warto było spróbować. No i, tak poza tym, to potrzebowała też pieniędzy.


Była już zima, a klan Hyūga nadal nie miał zastępcy. Ona sama myślała, że to nawet dobrze. Nie chciała kolejnych walk, nie chciała, by kolejna osoba zginęła z powodu zajętego miejsca. Nie rozumiała tego. Czemu miało to wszystko służyć? Sama zaczynała stopniowo popierać ideę ponownego stworzenia głównej gałęzi klanu, kontroli tych wszystkich pozostałych członków. Czy nie byłoby to dobre wyjście? Czy tak nie zażegnałoby się walk? Nie wiedziała, jak to konkretnie działało, lecz słyszała, że niegdyś istniała technika, którą głowa klanu kontrolowała wszystkich pozostałych. Być może to było rozwiązanie, którego szukali. Gdyby tylko wiedziała, czego pragnęła...


Jeśli zaś chodzi o jej stosunki z przyjaciółmi, nie można tutaj było powiedzieć o większych rewelacjach. Jej relacje z Aiko, oraz Gurenem pozostawały bez większych zmian, a Isu? Isu, o dziwo, nadal z nią mieszkała. Natarī zresztą nie protestowała, podobnie jak jej rodzice, którzy, odkąd dowiedzieli się o śmierci ojca albinoski, nie myśleli nawet o wyrzuceniu jej na bruk. A co z Kirito? Nadal nic o nim nie słyszała. Pogodziła się z jego śmiercią, tak jak ze śmiercią wielu innych osób. Zaczynała rozumieć, czym było życie ninja. Możliwe było, że i ona miała umrzeć podczas jakiejś misji, nawet jeśli tego nie chciała. Nie chodziło tutaj tylko o to, że bała się śmierci. Bała się zresztą nieznanego, gdyż wierzyła po prostu w kult ognia. Chodziło tutaj o to, że nie chciała pozostawić w sercach jej bliskich takiej pustki, jaką pozostawił u nich Kyasupa. A i o wszem - przeżywała właśnie wtedy taki okres, że obwiniała o jego śmierć po części również i jego samego. A wspominając już o okresie - to tak, białooka wchodziła zapewne w najbardziej burzliwy dla niej okres dorastania, co zresztą już było widać wcześniej, tyle, że pożyczyła jeszcze repertuaru muzycznego od Gurenshiddo, nie zaczęła ubierać się na czarno i nie było raczej u niej widać czarnych glanów, czy parcianego pasa. Chyba nie było więc z nią aż tak źle?


Na jej szczęście, były to właśnie dla niej najspokojniejsze miesiąca od ponad roku. Być może była to jedynie cisza przed burzą, jaka miała nastąpić. Być może niebawem miało stać się coś jeszcze straszliwszego? Również i takie myśli pojawiały się w jej głowie, lecz zwykle były one zupełnie nieuzasadnione i kierowane jej wybujałą wyobraźnią, z czego ona sama już od dawna zdawała sobie sprawę. Być może to właśnie wiosna miała przynieść w jej życiu coś nowego? Rozpocząć kolejny, zupełnie nowy rozdział w jej życiu?

Rozwiń mnie :<:

No one can determine… another's destiny.


MK: Kiyomi
 
Posty: 1276
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 18:41
Ranga: Jōnin

Następna strona

Powrót do Hyūga

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników