Tebiki

Kraina pełna dolin i kotlin. Tutejszy klimat jest dosyć łagodny. Nie brak tu lasów liściastych i iglastych, jak również sporych łąk. Kraj ten z powodu ukształtowania jest niezwykle niesprzyjający dla ewentualnych najeźdźców - miejscowi dokładnie znający tajemnicę swojego rejonu potrafią się doskonale tu bronić.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Tebiki

Postprzez Ex MF 3 » 17 gru 2017, o 18:45

Tebiki
[ てびき ]
Skromna wioska, mieści się w najdalej odsuniętym od cywilizacji punkcie Kraju Dolin, przez co jej kontakt ze światem zewnętrznym jest niemalże zerowy. Miejsce to ma swoje własne tradycje oraz kulturę, która zgoła różni się od tej jaką można zastać po za bramami tej osady: zdobienia wewnątrz wioski, wśród których dominuje motyw kruków, jak i dwumetrowe rzeźby kruków, rozstawione na drodze do wioski, pośród pól uprawnych, pastwisk oraz zagajników mogą częściowo traktować o animalistycznej wierze lokalnej społeczności, a przynajmniej o respekcie jakim darzy ona te ptaki. Mieszkańcy Tebiki traktują bowiem o krukach jako o swoich Opiekunach, tudzież Patronach.

Wiosce przewodzi starszy, zwany również Strażnikiem - strzeże on tajemnic związanych z sąsiadującym z Tebiki lasem, którego aura jest niemalże mistyczna, a także pełni on powinności na rzecz Opiekunów. Podróżnicy z zewnątrz wchodzący do lasu, czują coś przytłaczającego pośród ciemnych drzew, a ci, którzy mają doświadczenie i świetną orientację w terenie - tutaj są w stanie się zagubić. Cóż takiego kryje się w tajemniczym lesie? O tym wie najlepiej starszyzna wioski.

Sama wioska żyje zaś spokojnym trybem. Nie nękani przez cudzoziemców, mieszkańcy oddają się uprawie roli, hodowli oraz sielance jaka panuje w Tebiki. Raz do roku, przy okazji letnich zbiorów organizowany jest festyn na cześć Opiekunów - przez tydzień są organizowane wtedy turnieje shōgi i jūdo. Wioskę Tebiki łączy przyjazny stosunek z Wioską Ukrytą w Liściach.
Yes, I'm Lemon Remon. And yes I am Crap Master ^_^ But please... Dont call me Remy! T_TObrazek
Administrator
 
Posty: 333
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 15:25
Specjalna Ranga: Akatsuki

Re: Tebiki

Postprzez Gurenshiddo » 22 paź 2018, o 22:45


ROK '60
Można by rzec, że obecność dwójki młodych shinobi z Wioski Liścia przyniosła wiele dobrego mieszkańcom wioski Tebiki. Wszystkie dotychczasowe znaki - zaginięcia pojedynczych mieszkańców, niewytłumaczalne burze i martwe kruki - okazały się być spowodowane działalnością bandy nukeninów handlujących żywym towarem. Wszyscy mogli zaznać spokoju, oddać się świętowaniu, goszcząc jeszcze w swych stronach: Narę Shikamę, który nie pozwolił by ktokolwiek na terenie wioski ucierpiał i Massai'a Gurenshidda, który wyruszył w pogoń za oprawcami lokalnej społeczności i uwolnił zakutych w kajdany niewolników. Uczta, śpiewy i tańce, wszystko z dala od Shōguna, który okupował Ukryte Wioski, zacieśniając pomału pętlę na szyjach wszystkich shinobi, którzy nie byli skłonni szczerze uznać jego tyranię. Rutynę chociaż na moment przerwała chwila beztroski.

Nieliczni tylko wiedzieli, że oprócz pogoni za renegatami shinobi, Gurenshiddo przeżył jeszcze jedną, bardziej mistyczną przygodę. Wszystkie wierzenia lokalnych, opowiadane z pokolenia na pokolenie, okazały się być prawdziwe, gdyż Tebiki faktycznie posiadało swoich kruczych Opiekunów, o czym doskonale wiedział starszy wioski, Otakura, a o czym przekonał się młody Gurenshiddo wkraczając do Krainy Kruków, do której przejście znajdowało się w głębii okalających Tebiki lasów. Sam prastary Yamagarasu, widniejący na szczycie Wzgórza Jikanhanten spojrzał na młodego Massai'a - rzucając mu wyzwanie w Godzinę Próby i wyznaczając go nowym powiernikiem paktu.

* * *Wyekwipunkowany, z obszernym zwojem na którym zagościł jego podpis przewieszonym przez plecy, Gurenshiddo Massai odwrócił się do Otakury, Mami i Miny, którzy to wraz z większością mieszkańców Tebiki wyszli przed domy, by pożegnać dwójkę Liścian. Zielone spojrzenie blondwłosego Gurena uśmiechało się, spoglądając na przyjaciół i sojuszników z tej niewielkiej wioski z niesamowitymi tradycjami, uniósł dłoń w geście pożegnania i otworzył usta:
  - Do zobaczenia niebawem! - obiecał, wiedząc, że wróci tu dosyć prędko by zgłębić historię ptasich mieszkańców tego regionu, ale też by spędzić czas pośród ludzi, których naprawdę obdarzył dobrymi emocjami. Rzucił półuśmiech do Nary i ruszył w podróż powrotną do Konohy. Gdzieś na niebie zakrakały czarne ptaki, strzegące tych, którzy oddawali im cześć.


~~~ parę miesięcy później ~~~
Wzgórze Jikanhanten

Zgodnie z obietnicą, zawitał ponownie do Tebiki, ciesząc się gościnnością: Otakury oraz Mami, którzy zabawiali go ciężkimi partiami shōgi; szarookiej Miny o kasztanowych włosach, która jak za czasu misji służyła ciepłą strawą i codzienną rozmową. Sam z siebie pomagał mieszkańcom przy pracy na uprawach i pastwiskach, zżywając się coraz bardziej z tym miejscem, jego tradycjami i szczególną kulturą hołdującą kruczych Opiekunów. Wieczorami przygrywał na gitarze ku uciesze mieszkańców, w szczególności tych najmłodszych albo zdawał relacje Aiko, która raz na jakiś czas nawiązywała z nim telepatyczne połączenie. Nocami przed snem konsultował się nieco z Resshinem, potężnym smoku ognia, który dzielił przestrzeń w jego podświadomości i zamieszkiwał jego ciało. Najważniejszym jednak punktem pobytu Massai'a w Tebiki było zbliżenie się do Patronów i nauczenie się od nich wartościowych lekcji.

Sanzengarasu no Jutsu
Pośród obowiązków, które wykonywał pomiędzy ludzkimi mieszkańcami wioski, znalazł on bowiem też czas by wędrować do Krainy Kruków, gdzie trenował - synchronizował się z innymi krukami, ale też i pobierał lekcje od Ryokuina, noszącego tytuł Yogarasu. Czarny Mędrzec przesiadywał wraz z Massai'em na Wzgórzu Jikanhanten tłumacząc technikę Sanzengarasu no Jutsu, pozwalającą przywołać stado kruków usłużne powiernikowi paktu i jego gestom. Teoria wydawała się prosta, wystarczyło złożyć trzy pieczęci, a stado pojawiało się by pod dyrygencją Gurenshidda lecieć w określonym kierunku i atakować wyznaczone cele. W praktyce jednak wszystko szło Massai'owi topornie. Przez trzy pierwsze dni prób, przywołanie kruków było dla zielonookiego zupełnie niemożliwe, co powodowało w nim niemałą frustrację. Skoro był w stanie przywołać za pomocą swojej krwi potężne kruki, które z nim paktowały, to dlaczego nie był w stanie przywołać dzikich czarnopiórych pobratymców, którzy mogli służyć jedynie za dystrakcję.
  - Być może problem polega na tym, że składając pieczęci nie myślisz, ani nie czujesz jak kruk. - zasugerował Ryokuin, przekrzywiając swój sędziwy łeb i spoglądając na Massai'a jednym ze swych surowych oczu, siedząc na jednym z kamiennych posągów symbolizujących udręczonego kruka.
  - ...być jak kruk...? - zwerbalizował na głos, spoglądając pytająco na Czarnego Mędrca. To mogło mieć sens. Może zamiast wkładać w tą technikę większe pokłady chakry, czy też może skupienia - powinien był włożyć nieco serca i empatii?
Zamknął oczy i na moment rozpostarł ramiona, czując łagodny powiew, który sięgał go na wzgórzu górującym nad ukrytym przed światem lasem. Otworzył oczy i spojrzał na niebo, uśmiechając się łagodnie, gdy wyobrażał sobie lecącego wśród chmur majestatycznego kruka. Jego dłonie powędrowały ku sobie, by złożyć pierwszą pieczęć. Tygrys. Obraz kruka, szybującego na nieboskłonie, przemienił się w jego głowie w grupę kruków. Dzik. Wyobraził sobie radość płynącą z lotu. Był pomiędzy krukami, które sobie wyobrażał, był ich towarzyszem i wraz z nimi podróżował po niebie. Baran. Rozległo się krakanie. Gdzieś spośród drzew z trzepotem skrzydeł wzniosło się czarne ptactwo, które zaczęło zmierzać ku Gurenowi. Udało się. Wskazał na jakiś punkt na niebie i strzelił impulsem chakry z palców, zmuszając grupę kruków, by wzniosła się w danym kierunku, a następnie zakończył technikę, sprawiając, że te zniknęły. Udało się.

Karasu Bunshin no Jutsu
Chociaż przyswojenie Sanzengarasu no Jutsu miało zająć jeszcze jakiś czas, równolegle z oswajaniem się z Techniką Tysiąca Rozproszonych Kruków, na Gurenshidda spadł obowiązek nauki Techniki Kruczego Klona. Unikatowej techniki pozwalającej tworzyć powiernikowi klony z przesyłanej przez siebie chakry pod postacią kruków. Technika ta nie wymagała żadnej pieczęci, a cały sekret tkwił w odpowiednim przekierowaniu chakry na zewnątrz. Oczywiście, kilka pierwszych dni, gdy Gurenshiddo próbował wykonać technikę nie przynosiło zbyt wielkich rezultatów. Wysyłana na zewnątrz chakra była w stanie przybrać formę kruka, lecz kolejne odrzuty chakry nie łączyły się ze sobą w klony i prędko się rozpadały. Miał minąć niecały tydzień od rozpoczęcia nauki tejże techniki, zanim pierwszy klon zdołał nabrać formy fizycznej. Niedługo potem byt się rozpadł na kruki i przestał istnieć. Nie był to nawet sukces, ale dostateczna motywacja do dalszej pracy. Jeszcze w przeciągu tego samego dnia Gurenshiddo dwukrotnie stworzył klona o stabilniejszej formie. Z każdym kolejnym dniem pomału opanowywał obydwie techniki do perfekcji.

* * *
Przyszedł czas, gdy tęsknota za rodzimą wioską oraz do Yamanaki Aiko stała się już dość nieznośna. Spędził czas wśród dobrych ludzi, jak i kruków, ale jego miejsce było w Wiosce Ukrytej w Liściach. Dom i bliscy wzywali go.

[z.t. - dalszy timeskip]
There's always something behind nothing.
Obrazek
 
Posty: 625
Dołączył(a): 19 lis 2014, o 23:55
Ranga: Tokubetsu Jōnin


Powrót do Tanima no Kuni - Kraj Dolin

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników