Tymczasowa siedziba Kyokukage

Sporej wielkości budynek w którym znajdują się biura Kyokukage i jego podwładnych. Tutaj też pracują radni Otogakure no Sato.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Risa » 20 lip 2017, o 18:27


Kyokukage wykazywała niezwykłą cierpliwość do mojej nadwyraz ciekawej osóbki, jednak jej westchnienie i słowa sprawił, że lekko się uśmiechnęłam zanim zapytałam o tamte wydarzenia, wtedy ponownie nie pozostało mi nic innego jak tylko schylić głowę po czym wysłuchać tyrady o tym, że nikt nie zginął, bo nie widziałam żadnej masakry. Westchnęłam cicho na te słowa i bardzo cichutko, delikatnym głosikiem, który ledwo Kyokukage mogła dosłyszeć powiedziałam:
Doskonała zbrodnia dokonywana jest w ciszy, ciemności i bez świadków... Kyokukage momentalnie zdjęła rękę z mojej głowy po czym poinformowała mnie, że jej czas poświęcony geninom właśnie się zakończył - kiwnęłam posłusznie głową po czym skierowałam się w stronę drzwi, mimo że dostałam burę to nie była ona aż taka okropna jak myślałam, gdy przekraczałam próg tego gabinetu - mijając Oroshiego delikatnie się do niego uśmiechnęłam po czym ukłoniłam się z szacunkiem do niego i Kyokukage, a następnie przekroczyłam próg gabinetu, aby znaleźć się na korytarzu, gdy drzwi się zamknęły usłyszałam ogromną ilość krzyków i to krzyków samej Kyokukage, chciałam tam wrócić jej pomóc, ale najpierw się im przysłuchałam. Kage teraz z pełną mocą ochrzaniała człowieka Widmo. Powolnymi kroczkami skierowałam się jednak w stronę schodów prowadzących na zewnątrz, jednak starałam przysłuchiwać się całej rozmowie i wyciągnąć z niej ile się da!
Wychodzi na to, że nie byłyśmy najgorsze, chyba ona go nie lubi albo wręcz przeciwnie za bardzo go lubi... odezwała się Raisa z tyłu mojej głowy po czym uśmiechnęłam się i weszłam na pierwszy stopień schodów chciałam spotkać Oroshiego, gdy będzie opuszczać gabinet - jeśli to przeżyje, aby mógł zaproponować mi wyprawę!


Risa: Myśli | Słowa | Raisa: Myśli | Słowa

Obrazek
 
Posty: 115
Dołączył(a): 23 cze 2017, o 01:16
Ranga: Genin

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Ex MF 4 » 21 lip 2017, o 00:16

Było dokładnie tak jak się spodziewała. Oroshi nie wiedział o niczym. Jej cień, skryty obrońca nie miał pojęcia o tym co spotkało ją jeszcze nie tak dawno temu.
- Zapomnij o ratowaniu kogokolwiek. - Dotknęła delikatnie jego dłoni, to było miłe uczucie, takie uspokojające.
- Mamy poważniejszy problem. Nie wiem co nagadałeś twoim Anbu, ale nie było ich na stadionie tego dnia… Zostaliśmy zaatakowani, przez kogoś silnego, być może silniejszego niż ty. - Przerwała ponieważ czuła że jeszcze chwila i znów da się ponieść emocjom. Spojrzała na Oroshiego, nie czuła do niego już złości, teraz wypełniała ją ulga. Ulga że ma obok siebie kogoś na kim mogła się wesprzeć.
Przebrał się za shokubutsu. Nie wiedziałem że to jest możliwe, ale potwierdziła to dziewczyna z klanu Hyuga. Oblepił większość znajdujących się na trybunach osób za pomocą swoich mniejszych kopii, zrzucił na nas ogromny doton i porwał jakąś dziewczynę z Iwy… - Znowu spauzowała chcąc by Oroshi przetrawił wszystkie informacje.
Potem było jednak gorzej - Puściła dłoń Oroshiego i odsunęła się od niego. Jej głos przybrał grobowego tonu.
- Pojawił się Takeru… ten szczyl pozwolił sobie zakpić ze mnie, groził mi… kazał mi zabić wszystkich shokubutsu… - Na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech
- Ale przynajmniej w tej kwestii mogłam go przechytrzyć. Shokubutsu opuścili wioskę, wrócili do swego rodzinnego domu, szykują się do wojny… I my również powinniśmy- Wbiła swój wzrok w Oroshiego, chciała by ten zrozumiał jak poważna była w tym momencie.
- On dąży do zdominowania nas wszystkich. Jeśli nie będziemy robić tego czego pragnie, wtedy na pewno nas zaatakuje, w tym momencie jesteś naszą jedyną linią obrony, która może stawić im czoła… wybierz innych, wytrenuj ich i zabezpiecz wioskę- podeszła do niego bliżej, kładąc swoją dłoń na jego klatce piersiowej i wpatrując się głęboko w jego oczy. Chciała dostrzec, jeśli ten skłamie.
- Jeszcze jedno, postaraj się nie sprowadzać więcej Iwijczyków, ostatnim czego potrzebuję to Tadaokiego który wchodzi z tym gówniarzem w koalicje bo nie potrafi upilnować swoich shinobi… Zrozumiano? Dobrze, a teraz opowiedz mi więcej gdzie byłeś i czego się dowiedziałeś

Obrazek
Administrator
 
Posty: 686
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 19:14

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Hebi Oroshi » 21 lip 2017, o 06:32

Powinność wobec wioski, jak bardzo puste to były słowa w momencie gdy wszystko inne wydawało się stracone. Hebi Oroshi niegdysiejszy nukenin z kraju który przetrwał mimo swej mrocznej historii, teraz pozostawał w totalnej rozsypce po raz pierwszy od dawna nie widząc wyjścia z dramatycznej sytuacji. Słowa jego Kage w tym dziwnym gabinecie w kształcie nutki, nie przywodziły nic czego mógłby się spodziewać. Jego natura od zawsze kazała mu szukać, poszukiwać nowej siły, nowych miejsc miejsc, nowych ciekawostek. Wszystko to jednak było niczym w porównaniu to tego krótkiego momentu gdy jedna istota omal nie zrujnowała wszystkiego co zbudował…
Oroshi znał ludzi pragnących zniszczyć Shokubutsu, sam planował to jeszcze kilka miesięcy wcześniej… Jednak nie tak, nie w sposób jaki zażyczył sobie tego nowy Hokage wioski liścia.
Dodatkowy atak w samym centrum osady, przecież to nie miało najmniejszego sensu… Shogun został pokonany, wszyscy powinni skupić się na odbudowie reputacji i siły własnych wiosek. Kto był na tyle szalony by na nowo rozpętywać piekło w miejscu, które omal nie zostało przez nie pochłonięte. W pierwszej kolejności należało sprawdzić nukeninów z bingo… Zawsze znajdzie się ktoś taki.
Oroshi rozluźnił mięśnie opuszczając głowę… Był zbyt słaby by samemu poradzić sobie z tym wszystkim, całe jego wsparcie to ta kobieta i kilku przyjaciół rozsianych po świecie… Nie mógł jednak w tej kwestii liczyć na nikogo, musiał znaleźć sposób by naprawić to co zepsuł własnym egoizmem.
Chłopak poprawił kosmyki włosów opadających wciąż na jego czoło, po czym odetchnął głęboko zdając sobie sprawę z trudnego położenia.
Pytanie Nagano jakby nie trafiło do niego, tłumione przez echo myśli które wciąż przepływały wartkim strumieniem w jednym kierunku… Co mam zrobić.
- Na wyspach poza granicami kraju, gdzie kiedyś odbywałem misje w celu odnalezienia dawnego Mizukage znajduje się świątynia… Właściwie nie znam jej przeszłego pochodzenia, jednak ma to coś wspólnego zapewne z kultem jakiegoś Boga, wszędzie widnieją te dziwne posążki… Teraz jednak jest niczym więcej jak więzieniem w którym ulokowano dziesiątki wojowników z czasów wojny z shogunem. Sędziłem tam dwa dni obserwując i zbierając informacje, frontalny atak na nic się nie zda bo w każdej chwili mogą wziąć skazańców na zakładników… Myślę jednak że z drobną pomocą dam radę wejść do środka i opanować sytuację nim przeciwnik zrobi swój krok.
Teraz jednak to wszystko wydawało się mrzonką, mało istotną sprawą w stosunku do tego co działo się w Otogakure, chciał działać jednak brakowało mu sił, chciał walczyć jednak nie wiedział z kim… Chłopak spojrzał w twarz swej Kage zdając sobie sprawę z ciężaru jaki dźwiga na swych brakach… Może to już czas by przestała martwić się o całą wioskę i zajął się własnym życiem, była kobietą o niesamowitej urodzie… Zapewne wielu mężczyzn oświadczyło by swą dożywotnią miłość przed jej obliczem, gdyby tylko skinęła palcem. Jednak czy byłaby w stanie, Nagano Yusuke była wojowniczką, mimo że ugrzęzła w tonie papierów i zakazów politycznych, to wciąż tlił się żar w jej oczach.
Oroshi spokojnie odwrócił się w stronę jedynego okna w gabinecie, powoli zamieniając wzburzony ton głosu sprzed chwili, w zwyczajowy dźwięk bez emocji.
- Chciałbym zrobić dla tej wioski dużo więcej, jednak spoglądając prawdzie w oczy muszę stwierdzić że nie posiadamy takiej siły jak Konohagakure… Oto zawsze było w cieniu innych osad, zawsze na ostatnim miejscu. Mamy zbyt mało shinobi by stanąć naprzeciwko armii Takeru czy jakiegokolwiek innego Kage, musimy w pierwsze chwili poznać ich zamiary, by wyprowadzić pierwszy cios lub złączyć się siłą ze sprzyjającym nam sojusznikiem… Wydaje mi się że czekają mnie kolejne podróże.
Chłopak wiedział co musi zrobić w pierwszej kolejności, mimo swej dumy nie sądził by można było podjąć inne kroki.
Z każdą nową decyzją przychodziła zmiana, z każdą zmianą dowiadywał się o siebie nowych rzeczy… Mimo że miał dopiero w istocie osiemnaście lat, to widział i przeżył dużo więcej niż niejeden weteran opłakujący swe rany po przeżytej wojnie… Chciał wszystko naprawić, musiał to zrobić jeśli miał jeszcze kiedyś spojrzeć na siebie z szacunkiem.
Obrazek
 
Posty: 1146
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Ex MF 4 » 22 lip 2017, o 00:47

Kyoukage dotknęła delikatnie twarzy Oroshiego, gdy ten opuścił głowę w dół. Nie mogła pozwolić by ten zwątpił w siebie, był jej ostateczną linią obrony.
- Nie spuszczaj głowy, nie trać wiary w siebie. Straciłeś ten przywilej w momencie, w którym stałeś się moim najważniejszym żołnierzem.- Delikatnym ruchem dłoni uniosła jego głowę do góry, tak by mógł spojrzeć jej w twarz.
Potrzebuje cię, potrzebuje cię takiego jakim jesteś na co dzień - Zabrała swoją dłoń i wróciła do swojego biurka. Zasiadła za nim wysłuchując raportu Oroshiego. Informacje jakie przyniósł były niezwykłe, wręcz nierealne. O samurajach nie było słychać od dłuższego czasu, wszystkie jej kontakty donosiły że wszystkie siły shogunatu zostały wybite, osadzone w celach lub wycofały się do ich własnej stolicy. Więc może byli to dezerterzy? Tylko czy Oroshi pomylił by Samuraja z dezerterem?
- Czy ktoś osadzony w tamtym miejscu może mieć dla nas jakiś pożytek? Czy dajesz mi słowo, że potrafisz nad nimi zapanować? - Wciąż nie potrafiła uwierzyć, że ostało się jakieś więzienie, w którym mogli być przetrzymywani jacykolwiek więźniowie. Lecz jeśli istniał nawet cień szansy, to teraz gdy ochłonęła i zaczęła oddzielać emocje od zdrowego rozsądku, to stwierdziła że może jednak Oroshi miał rację i warto było by uwolnić tych ludzi.
Przebrał się za shokubutsu. Nie wiedziałem że to jest możliwe, ale potwierdziła to dziewczyna z klanu Hyuga. Oblepił większość znajdujących się na trybunach osób za pomocą swoich mniejszych kopii, zrzucił na nas ogromny doton i porwał jakąś dziewczynę z Iwy… - Znowu spauzowała chcąc by Oroshi przetrawił wszystkie informacje. Chciała go zapytać o więcej, chciała go spytać czy jest pewny tego co widział, wytłumaczyć, że od upadku Shogunatu minęło pół roku, jakie były szanse, że więzienie utrzymywało się dalej bez zaopatrzenia z zewnątrz. Nim jednak to zrobiła, Oroshi przemówił po raz drugi.
Tadaoki jest człowiekiem stonowanym. Nie jest łowcą szukającym ofiar, jeśli nie wykonamy wobec niego agresywnych kroków to nie mamy czego się obawiać z jego strony. Nie mam jednak pewności, czy pod perswazją Takeru nie zawiąże sojuszu z Konohą. - Przygryzła kciuka. Była przekonana o tym, że starzec z Iwy nie przepada za tym bezczelnym gówniarzem z wioski liścia, lecz ich dwoje również nie łączyło nic poza szacunkiem jakim darzą się dwaj Kage.
- Mówisz o wyprawach, wiesz chociaż gdzie chcesz się udać i co osiągnąć? - Oroshi miał w zwyczaju rzucać w jej kierunku bardziej hasłami, zostawiając najważniejsze informacje dla siebie. Tym razem chciała by ten powiedział jej wszystko.

Obrazek
Administrator
 
Posty: 686
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 19:14

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Hebi Oroshi » 22 lip 2017, o 10:59

Hebi znał odpowiedzi na wiele pytań, rozwinął swą wiedzę w zakresie wielu umiejętności i dziedzin. Spotkał w swym życiu różnych ludzi i przedziwne istoty które w jakimś stopniu mniejszym czy większym wpłynęły na jego życie. Oroshi uwielbiał czas spędzony poza obszarem Otogakure, mimo że wioska była dla niego wszystkim.
Samotne podróże poza granice znanych terenów, walki z przypadkowymi rabusiami czy bandytami sądzącymi że uda im się wzbogacić na szczątkach samotnego chłopca… Wiele razy obserwował ich później jak w popłochu umykali w ciemne gęstwiny lasów czy wąskie ruczaje kamiennych szlaków. W czasie gdy jego ambicja brała jednak górę nad rozsądkiem, większość stanowiła po prostu czarną masę śniadaniową dla wężowych pupili których przywoływał z taką radością.
Teraz jednak brakowało mu spokoju związanego z dawnym stanem rzeczy, brakowało mu chwilowej odskoczni w której mógł pozbierać myśli i spróbować znaleźć rozwiązanie dla popełnionych pomyłek.
W jaskini Orochimaru wszystko było łatwiejsze, wszystko wydawało się takie proste i nieskomplikowane zwłaszcza dla jego prostego umysłu.
Całodzienne treningi i wertowanie kolejnych zapisków, praca nad ciałem i duszą w której wężowy senin odnajdywał tyle radości.
Oroshi spokojnie spojrzał na swą przywódczynię, po czym odezwał się poprzedzając słowa krótkim westchnieniem.
-Muszę odwiedzić Iwagakure i przekonać Tsuchikage że nasze działania w tegorocznym egzaminie prowadziły do zwiększenia bezpieczeństwa… To ja za to odpowiadałem więc poddam się jego karze starając się jednocześnie zebrać więcej informacji o człowieku który stał za zamachem…
Nie podobało mu się takie rozwiązanie, jednak nie miał innego wyjścia, skoncentrowany przede wszystkim na ludziach z czarnej cytadeli wiedział że każdy dzień zwłoki to dla nich dodatkowa męczarnia.
- Wydaje mi się że czarna forteca leży w rękach dezerterów i zbiegłych wiewiórek, nie wiem czy prowadzą tam jakieś eksperymenty czy po prostu chcą chociaż w ten sposób ukazać swą utraconą siłę, jednak wierzę że zdołam ich przekonać do współpracy… Jeśli tylko oddam im wolność.
Oroshi spojrzał w jasne światło wbijające się przez szybę gabinetu. Lato zawsze poprawiało jego nastrój, wszystko wydawało się piękniejsze…
- Jeśli mi się nie uda to chociaż zyskamy ich szacunek, co przyda się gdy inne wioski postanowią nas napaść… Weterani zawsze mają spore przebicie w politycznych debatach.
Oroshi uznał że chyba wszystko zostało powiedziane, ceremonialnie ukłonił głowę przed swą Kyokukage, po czym przemówił jeszcze na koniec, składając dłonie jak mnich ukrywając je w szerokich rękawach.
- Wracam do siebie, chciałbym odpocząć po podróży i zająć się sprawą dziewczynki która tu była chwilę temu… Jeśli się nie mylę nie posiadała nauczciela, a coś mi mówi że ktoś powinien się nią zaopiekować.
Po tych słowach oddał ostatni ukłon, po czym jeśli kobieta nie miała nic do dodania, udał się w stronę drzwi, by następnie skierować swe kroki w stronę dzielnicy klanu Hebich… Miejsca gdzie pośród dziesiątek nazwisk, tylko on obudził w sobie geny Orochimaru.
Obrazek
 
Posty: 1146
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Ex MF 4 » 22 lip 2017, o 19:28

Kyoukage milczała jeszcze przez dobre kilkadziesiąt sekund wpatrując się w Oroshiego. Nie potrafiła zdecydować jednoznacznie jaki ma stosunek co do jego planu. Nie był on wymysłem geniusza, lecz był rozsądny. Zastanawiała się jednak czy dobrym wyborem było to żeby to Oroshi właśnie był przedstawicielem wioski. Z jednej strony był on wysoko postawioną osobą, być może nawet porównywalną z radnymi… z drugiej, nie była nawet pewna czy Tadaoki wiedział, że poszukiwany przestępca, uznany za zmarłego, ukrywał się w Otogakure.
- Hmmm, nie mam pełnego przekonania do twego planu, ale powiedzmy że się zgadzam.- Jeszcze do tego wszystkiego cała ta jego postawa. Chciał brać winę na siebie, przyjmować karę od obcych mu ludzi, On, Oroshi z klanu Hebi. Nigdy nie przestanie jej zadziwiać. Kyoukage podparła swoją twarz na dłoni i uśmiechnęła się delikatnie na tą myśl. Była jeszcze kwestia całej tej czarnej fortecy. Jakim cudem mogli oni wszyscy pominąć tak ważne miejsce? To prawda że po wojnie nie prowadzono większych akcji odwetowych, ale przecież zewsząd docierały informacje o rozpadających się jednostkach samurajów. Czy rzeczywiście istniała szansa że jakaś, na tyle duża grupa ostała się i stworzyła swoją twierdzę gdzie chcieli przeżyć resztę swego życia? Przecież Oroshi nie oszukał by jej… prawda? Nagle w jej myślach powstał cień, który przysłonił jej poprzednie uwagi. To co sekundy wcześniej tak bardzo podobało się jej w osobniku stojącym przed nim, teraz budziło w niej niepokój. Bo co tak naprawdę wiedziała o Oroshim? Pochodził z rodziny wężowych władców i taki też miał charakter. Nigdy nie było można mieć w stu procentach pewności co mu w głowie siedzi, ani co zaraz uczyni. Dlatego też doszedł tak daleko, dlatego też on stał przed nią, gdy wielu jego wrogów leżało już dawno w ziemi.
Samurajowie nie obchodzą mnie tak bardzo. Nie są tak liczni jak niegdyś, a w walce z weteranami shinobi na niewiele się zdadzą. Co innego Wiewiórki, ci na pewno mają coś ciekawego do pokazania - Skwitowała drugi z pomysłów Oroshiego. Właściwie przeszło jej przez myśl, że powinna również zacząć myśleć nad tym jak wzmocnić wioskę. Może powinna napisać do list do ukrywających się Kage?
- Jeszcze jedno - Zatrzymała Oroshiego nim wyszedł. – Ta dziewczynka, Risa, ma niewyparzony język i obraziła Tsuchikage. Musi ponieść karę z tego powodu. Jeśli chcesz, weź ją pod siebie, lecz chcę byś wyjawił mi w jakim kierunku chcesz ją rozwinąć i gdy wrócicie z wyprawy ma poddać się karze. Jestem pewna że znajdzie się kilka toalet, które należy wyczyścić- Sądziła że taka kara powinna dać dziewczynie do myślenia nim następnym razem pozwoli sobie na wyjście przed szereg

Obrazek
Administrator
 
Posty: 686
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 19:14

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Nieaktywny MG » 22 lip 2017, o 19:29

Radni Otogakure no sato czekali na ten moment od dawna. Właściwie to od chwili, w której Kyokukage na powrót przyjęła do ich wioski osobę, która niedawno ją zdradziła. Osobę, która zbiegła z Dźwięku, zabijając przy tym postronnych cywilów. Doskonale o tym pamiętali, czynnie brali udział w poszukiwaniach - aż do chwili, w której okazało się, że Hebi Oroshi zmarł w Konohagakure no sato, gdy tylko próbował przekroczyć tamtejszą bramę. Jakież było ich zdziwienie, gdy po prośbie wyrażonej przez Kyokukage (która swoją drogą obiecała naprawdę sporą sumę za jego głowę) o zwrócenie im jego ciała, uzyskali wiadomość, że zostało ono skradzione! Tym większe było owe zdziwienie, gdy ten sam człowiek, używając ciała jednego z ich zaginionych shinobi ich własnej wioski, wrócił do niej podczas pamiętnego ataku shogunatu i przyznał się do swojej tożsamości. A później? Nadeszło jedynie pasmo porażek, na czele z ponownym przyjęciem owego człowieka do wioski bez jakiejkolwiek kary przez przywódczyni wioski, obsadzeniem go na stanowisku przywódcy ANBU, czy ostatnimi co najmniej kontrowersyjnymi decyzjami podjętymi przez Nagano Yusuke. Osobę, którą cała trójka niegdyś bardzo szanowała. Tak więc przygotowywali się do tej chwili. I byli przygotowani w tym momencie - wszak jedno z nich było ongiś wysoko wykwalifikowanym członkiem ANBU, a drugie wiedziało naprawdę wiele dzięki swym skrzydlatym przyjaciołom, taka wszak była jego praca. Wojna z Shogunatem już dawno się skończyła, ale nie był to koniec wewnętrznych problemów targających Dźwiękiem.


Toteż zaraz po tym, jak Hebi Oroshi przekroczył wrota do Otogakure no sato, oni już szykowali się do wyjścia. Potrzebowali na to czasu - to oczywiste, musieli się odpowiednio zorganizować, nawet jeśli robili to od czasu, w którym opuścił poprzednio osadę. Nie wiedzieli przecież, kiedy i jak wróci. Ich reakcja wciąż była jednak szybka i zdecydowana. Risa zdążyła już zniknąć z korytarza, nie było jej w każdym razie w chwili, w której rozległy się na nim odgłosy kroków piątki osób - trójki radnych oraz dwójki ninja, których zdołali przywołać w obliczu wiecznie odbywających się misji.


Drzwi otworzyło się szybko, zdecydowanie, w środku wypowiedzi Yusuke - lecz nie z hukiem. Radni wiedzieli po co tu przyszli, cała trójka: Shiin Okarina, wciąż młoda kunoichi kilka lat przed trzydziestką, olśniewająca swą urodą i wdziękiem, o długich, czarnych, splecionych w dwa warkocze włosach, która teraz z chłodną obojętnością wpatrywała się swymi purpurowymi oczyma w osobę, którą niegdyś podziwiała. Ubrana była, jak zwykle odświętnie, w niebieskie kimono. Flet zwisał swobodnie przy jej prawej nodze na sznurku, choć jej ruchy wcale nie zdawały się wskazywać na to, by chciała z niego zrobić użytek. Kilka kroków za nią szedł Hibiki Takeshi, człowiek nie przez wszystkich lubiany, ale niezwykle użyteczny. Ubrany w białą, lekko rozpiętą koszulę oraz zielone, materiałowe spodnie, wpatrywał się z lekkim uśmiechem w Oroshiego, a następnie obdarzył tym samym grymasem samą Kyokukage, po czym skłonił lekko głowę, jakby w geście szacunku. Trzeci był Aizawa Keiji - człowiek o którym powszechnie wiadomo było najmniej. Wiedziano bowiem, że był bardzo zasłużonym mieszkańcem Otogakure no sato. Człowiekiem, który ponad wszelką wątpliwość przysłużył się dla niej bardziej aniżeli siedząca za biurkiem Nagano. Ale co takiego robił? Oroshiemu mogło obić się tylko o uszy to, że niegdyś był wysoko postawionym członkiem ANBU. Teraz był stamtąd najzwyczajniej odsunięty. Jego przymrużone, błękitne oczy sędziwego już dosyć człowieka obdarzyły Hebiego krótkim spojrzeniem, by zaraz po tym całą swą uwagę skoncentrować na aktualnej przełożonej. Pomarszczone dłonie ukryte miał w długich rękawach swego czarnego kimona. Za nimi stąpały jeszcze dwie osoby - jedną z nich był shinobi, który kompletnie niczym się nie wyróżniał, nic nie można było o nim powiedzieć poza tym, że nosił typowy dla Otogakure uniform. Przez kominiarkę widać było jedynie jego ciemne, wpatrujące się z wyraźną niechęcią w Oroshiego, oczy. Bardziej rozpoznawalna była dziewczynka - czternasto, może piętnastoletnia. Była bardzo podobna do Yusuke, ubrana w bluzkę o fiołkowej barwie i czarne, krótkie spodenki, do których przypiętą miała torbę biodrową. Przy lewej nodze miała horusutę. Długie, kasztanowe włosy spięte były w kucyk, a jej szare oczy wpatrywały się w jeszcze większą zawziętością w ciotkę - Nagano Yusuke. Ciężko było ją rozpoznać, lecz faktycznie była to dokładnie ta sama osoba, która niegdyś bezczelnie zażartowała sobie z Oroshiego, a jeszcze wcześniej wręczyła mu list z jego pierwszą misją. Teraz, tamta uczennica akademii wyrosła na nastoletnią, wciąż dorastającą kunoichi. Drzwi zamknęły się za nimi, cała trójka radnych stanęła na uboczu, a tuż za nimi dwójka mniej lub bardziej postronnych ninja.
- Zakończ to szaleństwo, Yusuke! Proszę cię - odezwał się lekko zachrypniętym głosem Aizawa Keiji, a stojąca obok niego Okarina tylko skinęła głową. Pozostali milczeli, a zamaskowany mężczyzna nie spuszczał z oczu Hebiego.



Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Hebi Oroshi » 22 lip 2017, o 23:01

Hebi bez najmniejszego trudnu zrozumiał intencje swej Kyokukage… Zadawała więcej pytań niż zazwyczaj, chcąc w pełni poznać jego plany. Oroshi był człowiekiem o różnym nastawieniu to przyszłych i przeszłych spraw, zmieniał się jak pogoda w zróżnicowanym klimacie, często stosując regulamin pod własne zasady… Jednak ponad wszystko nie chciał aby ta jedna osoba która siedziała za blatem dębowego biurka, posiadała o nim złe zdanie. Była pierwszą osobą która mu zaufała, była pierwszą która powierzyła mu pieczę nad istotami które same nie miały szans się obronić. Dla niego znaczyło to więcej niż setki pięknych słów czy skarby ukrywane w wioskowych labiryntach.
- Obiecuje że zrobię wszystko by nasze życie wróciło do normy… Muszę zdjąć z twych braków część obowiązków
Były to słowa szczere i z pewnością jedne z niewielu na które Kyokukage mogła stawiać każdą sumę.
Oroshi ostatni raz ukłonił się chcąc wychodzić już z gabinetu, jednak wcześniej kolejne osoby wtargnęły do gabinetu blokując mu drzwi.
Chłopak kolejno przyglądał się każdej z osobna, rozpoznając je w większym lub mniejszym stopniu.
Właściwie nie podobało mu się tylko jedno… Nikt nie powinien wchodzić do siedziby Kage bez pukania.
Przemilczał jednak ten brak kultury, ukrywając dłonie w szerokich rękawach białego kimona. Chciał jedynie dowiedzieć się o co w tym chodzi, więc z milczeniem obserwował kolejne kroki jakie zamierzali poczynić… Coś jednak w jego kościach mówiło że coś jest nie tak. Ci ludzie nie przyszli tu na zwyczajową pogawędkę przy szklance gorącej herbaty… Jeśli miał rację w swych osadach, to powodem była jego skromna osoba.
Obrazek
 
Posty: 1146
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Ex Admin » 23 lip 2017, o 16:11


Atmosfera w gabinecie Kyokukage robiła się coraz bardziej napięta, widocznie klarowały się dwie strony konfliktu. A wszystko za sprawą jednego mężczyzny o wątpliwej reputacji, który niedawno powrócił na stare śmieci. Sytuacja ta z pewnością mogła wprowadzić zamęt w wiosce ukrytego dźwięku. Już ostatni incydent związana z egzaminem na chūnina, wykorzystany odpowiednio mógł doprowadzić do wojny domowej. Kobieta sprawująca władzę z pewnością była słaba, pokazała to ulegając Uchiha Takeru. Jednak radni reagując tak wolno na zaistniałe wydarzenia, też popełnili wielki błąd. Ponieważ dali szansę Oroshiemu zaskarbić sobie sprzymierzeńców w osadzie. O ile ważne były one w tych wyższych kręgach, to u zwykłych mieszkańców i przeciętnych shinobi nawet bardziej. Za sprawą tego że było ich zdecydowanie więcej, a zamęt zasiany tą całą absurdalną sytuacją sprawiał że mieli mętlik w głowie. Ale w połączeniu dawało to idealną sytuacje dla osób niezbyt sprzyjających Otogakure no Sato, aby ziarno niezgody przerodzić w drzewo okrywające mrokiem całą w wioskę. Wszak nie każdy z imigrantów zapominał gdzie leży jego prawdziwa ojczyzna, a teraz, właśnie w końcu pojawiła się nadzieja na pierwszą wygraną bitwę w walce o niepodległość. Wystarczyło dobrze zamanipulować zaledwie kilkoma osobami, by wrogowie wyrżnęli się nawzajem. W końcu ile lat już minęło, a ocalałe wioski nie poczynił nic, aby przywrócić te utracone. Zapomniani i wykorzystani do różnych celów, które często okupione było życiem ich pobratymców. Oczekiwali na przebudzenie, czekali na znak do przypomnienia o sobie i swojej narodowości. Tylko kto, miał im go dać?



Okno w pomieszczeniu zostało otwarte, wpuszczając chłodny wiatr do środka. Przez nie do wnętrza pomieszczenia wślizgnęła się mała osóbka, cześć z zebranych tutaj osób z pewnością ją kojarzyło. Jej czarne włosy powiewały, a czerwone tęczówki patrzyły ślepo w przód. Mimika twarzy nie zdradzała żadnych zamiarów, była pokerowa. Ubrana była w swój standardową lekką zbroje, a przy pasie posiadała dość pokaźniej długości miecz w czerwonoczarnych barwach. Kaptur na głowie, lekkim ruchem ciała oraz pomocy prądu powietrza zrzuciła z siebie, a ten swobodnie opadł na plecy kobiety. Nie odezwała się słowem, po prostu stanęła jakieś dwa metry za władczynią wioski i zastygła w bezruchu. Strona którą obrała wskazywała że jest po stronie Kage i Kapitana Anbu, leczy czy tak było na prawdę? Tylko ona w tym miejscu znała swoje zamiary, które były bardzo tajemnicze.




Obrazek


Administrator
 
Posty: 444
Dołączył(a): 8 kwi 2017, o 18:27

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Ex MF 4 » 23 lip 2017, o 23:27

Yusuke patrzyła oniemiała na to całe przedstawienie rozgrywające się przed nią samą. Już samo, niespodziewane, wejście całej rady w towarzystwie jednego shinobiego i… Kyoukage aż wstała ze swego miejsca widząc swoją siostrzenicę.
- Co… CO TO WSZYSTKO ZNACZY?!- Wykrzyczała poruszona. Co miała niby zakończyć, o co im chodziło? Nie rozumiała nic z tego co działo się przed jej twarzą, lecz wewnętrznie odczuwała niepokój. Jeszcze przyprowadzili Miho, po co była im ona? Przeniosła swój wzrok na Oroshiego chcąc uzyskać od niego jakąkolwiek odpowiedź, lecz ten wyglądał na niewzruszonego.
Wytłumaczcie się… natychmiast - Zażądała, gdy nagle za jej plecami otworzyło się okno. Yusuke jak rażona piorunem obróciła się w tamtym kierunku dostrzegając kolejną osobę. Była ona podwładnym Oroshiego, lecz skąd wzięła się tutaj? Skąd wiedziała kiedy jest potrzebna, tego nie potrafiła zrozumieć. Stała więc obrócona bokiem do obu grup, z prawej mając radnych, z lewej czarnowłosą dziewczynę. Swój wzrok skierowała na Oroshiego wysyłając mu pytające spojrzenia.

Obrazek
Administrator
 
Posty: 686
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 19:14

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Nieaktywny MG » 24 lip 2017, o 23:55

Radni obserwowali bez słowa, jak do sali wchodzi ciemnowłosa dziewczyna z klanu Kamijin. Najstarszy z nich kojarzył ją najlepiej, wszak do niedawna zajmował się szkoleniem nowych jednostek w ANBU, lecz jego odejście odbyło się przed wybraniem Hebi Oroshiego na nowego dowódcę - w przeciwnym razie bowiem, z pewnością by się temu stanowczo sprzeciwił. Pracą Takeshiego również było to, by wiedzieć jak najwięcej - nie mógł jednak zdobyć wystarczająco informacji na jej temat, a jego wiedza była ograniczona do wydarzeń w wiosce, a nie do pojedynczych jednostek - wszystko kryło się w aktach ANBU, do których nie miał niestety dostępu. Najmniej z nich wszystkich wiedziała Okarina, lecz ona nigdy nie miała konkretnej, przypisanej roli.


Starzec wpatrywał się w Kyokukage spokojnym wzrokiem, słysząc jej odpowiedź. Jego doświadczenie nie pozwalało mu na to, by przejmować się słynną impulsywnością aktualnej przywódczyni wioski. Obecność ANBU w sali nie była czymś, co zaprzątało tutaj jego głowę, zupełnie tak jak pozostałych. Z tego powodu postarali się o obecność Miho w tym spotkaniu, by zahamować temperament Nagano Yusuke. Walka była ostatnią rzeczą, której pragnęli.
- Twoja niewiedza potwierdza tylko nasze obawy, Yusuke - odpowiedział jej, dużo spokojniejszym głosem, po czym pokręcił głową - Zbyt długo odsuwałaś radę wioski od swoich decyzji - spojrzał następnie na Oroshiego. Nie wskazał go palcem, ale to jedno, osądzające spojrzenie potwierdzało tylko domysły młodzieńca. Byli tutaj z jego powodu - W imieniu mieszkańców Otogakure no sato, w imię shinobi naszej wioski których zabił za twoimi plecami, w imię zasad które kierują tą wioską żądamy wydania tego tutaj przestępcy pod sprawiedliwy osąd - dodał, twardym, oficjalnym głosem, po którym nastąpiło milczenie, które radna Okarina wykorzystała, by skinąć lekko głową. Takeshi pozwolił sobie nawet na trzy takie skinięcia. Pojedynczy podmuch wiatru targnął włosami kunoichi z ANBU, a zaraz po tym, przez okno wleciało nieduże, ciemnobrązowe stworzonko. Nietoperz, który łopocząc szybko skrzydełkami osiadł na ramieniu radnego o jasnych włosach, który zwrócił ku niemu głowę, jakby nasłuchując.
- Nagano-sama - skłonił się przed nią ubrany w koszulę radny - Rozumiem pani... przywiązanie do tego tutaj... człowieka - wyraźnie szukał odpowiedniego określenia na Oroshiego - Jednakże od lat pełnię funkcję oczu i uszu wioski. Z pewnością obiło się pani o uszy zniknięcie, tej samej nocy, trójki shinobi z naszej wioski. Tak się składa, że wiem kto był sprawcą owych zniknięć - spojrzał na Hebiego - Ten oto shinobi, tamtej nocy z pomocą swoich węży zamordował z zimną krwią przekupionych przez trzeciego zamordowanego, strażników. Moje nietoperze wszystko widziały, wszystko słyszały. Ten oto osobnik przedstawił się tamtej nocy Neojimie Tenrei jako, cytuję - chrząknął - Hebi Oroshi, lord klanu węży, spadkobierca dźwięku i ludzi którzy za niego umierali, przywódca organizacji ANBU. Niedługo później, genin został zamordowany, a ciała zostały zapieczętowane. Czas, który od tamtej chwili minął poświęciłem na poszukiwanie miejsca, w które ciała zostały zabrane. Niestety, mimo usilnych starań, nie mogłem go odnaleźć. Moje nietoperze... Jak Nagano-sama zapewne wie, mają ograniczony obszar działania - zakończył swoją wypowiedź, by znów pozostawić pole do popisu starszemu od niego, byłemu ANBU.
- Jak sama słyszysz, Yusuke, te słowa są oburzające! Przywódca ANBU mordujący trójkę shinobi tej samej nocy? Mimo, że nie udało nam się odnaleźć twardych dowodów, dobrze znasz umiejętności Takeshiego. Czy kiedykolwiek wcześniej cię zawiódł? Co powiesz na to, że Hebi Oroshi zamordował i przejął ciało Jonina, który został przez ciebie wysłany do Kraju Wiosny? Amurai Satoru, czy pamiętasz jeszcze o nim? Jak mogłaś w ogóle to zaakceptować? Kiedyś znałem zupełnie inną kobietę, mądrą kobietę, która dbała o mieszkańców własnej wioski. Czy zdążyłaś już zapomnieć o tym, jak zniszczył poprzedni budynek, w którym urzędowałaś? Jak przyzwał tego potwornego węża, który zabił tylu ludzi? Opamiętaj się, Yusuke! - choć głos mężczyzny znów był lekko uniesiony, to nie wykazywał nawet śladu agresji. Mówił to z pełnym przekonaniem, jakby jedyne czego pragnął, to przemówić do jej rozsądku.
- Przyprowadziliśmy ze sobą Jonina, który był świadkiem pani spotkania z Oroshim, kiedy to zgodziła się pani przekazać najbardziej newralgiczne informacje temu człowiekowi. Akechi Konosuke wszystko widział, uważamy ten fakt za niedopuszczalny i nie możemy zrozumieć, dlaczego dowiedzieliśmy się o tym dopiero od jednego ze świadków - odezwała się po raz pierwszy, swoim melodyjnym głosem Okarina - Nagano-senpai dobrze wie, że służyłam pani wiernie. Jednakże boli mnie to, jak bardzo odcięła się pani od rady. Zasmuciła nas i oburzyła informacja, że zgodziła się pani na oburzające żądanie Hokage Uchiha Takeru, by wyeksterminować shinobi naszej wioski! Długo przygotowywaliśmy się do tego spotkania. Miho-chan również jest zaniepokojona pani zachowaniem, ale niech dziewczyna może mówi za siebie - spojrzała po tym na stojącą z tyłu nastolatkę, która jako jedyna nie spuszczała przez cały ten czas swojego wzroku z ciotki, tak jak Jonin nie przestawał się wpatrywać w Oroshiego.
- Nie mogę zrozumieć, dlaczego ciocia służy komuś takiemu - odparła głośnym, rozgoryczonym szeptem. Nie miała nic do dodania.
- Przyszliśmy prosić cię, byś ustąpiła - zakończy były ANBU, stawiając szczególny nacisk na ostatnie słowo.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Hebi Oroshi » 25 lip 2017, o 00:47

Orochi stał na swoim miejscu mimo wścibskich spojrzeń, stał tam nawet wtedy gdy do sali wtargnęła jedna z jego podwładnych… Nie przejmował się zbytnio ich próbą zastraszenia, bo było to niemożliwe.
Zapewne cała sprawa nie była by na tyle interesująca by zająć nią swą głowę, jednak w pewnej chwili miał już zdecydowanie dość egoizmu płynącego w każdym nowym zdaniu.
Spokojnie poprawił kosmyki włosów opadających na jego blade oblicze, po czym przesunął się centralnie przed biurko Kyokukage, przechylając nieco głowę w prawą stronę.
Nie musiał zastanawiać się nad tym co powie, stanął przed nimi jako wolna osoba, stanął jako jedyna broń w rękach swej przywódczyni której mogła być pewna… Następnie ze standardowym uśmiechem zaczął swój monolog.
- Witam was… Zacznijmy jednak od tego że nikt z was nie zapukał, a to grubiaństwo którego zrozumieć nie potrafię…
Przerwał na chwilę zastanawiając się czy wioska szybko podniesie się po ewentualnie stracie rady.
- Chyba nie muszę się przedstawiać bo przedstawiliście moją osobę nader zjawiskowo… To prawda że w swym krótkim życiu zrobiłem wiele rzeczy które teraz staram się naprawić… Uciekłem z wioski, walczyłem z samą Kyokukage, zabiłem dwóch strażników którzy dopuścili się zdrady omal nie doprowadzając do powstania kolejnego Nukenina… Jednak.
Ponownie przerwał, rozprostowując ramiona jak gdyby chciał ukazać coś ciekawego wokół siebie.
- Zrobiłem wiele z tych rzeczy w czasie walki z Shogunem, w czasie gdy mówiłem wszystkim iż należy pozbyć się uzurpatora… Wy siedzieliście jak szczury na tonącym okręcie licząc że czas wszystko zmieni. Uciekłem i zginąłem pod bramą Konohy, jednak w czasie gdy samurajowie napadli naszą osadę wróciłem dając wam więcej szansy niż te czcze gadanie… Jestem Shinobi Otogakure i zawsze tak było, to mi dziękowano za pozbycie się wroga, to dzięki mnie tamtego dnia wróciła nadzieja w sercach garstki wojowników którzy wciąż byli w stanie opierać się przeciwnikowi.
Hebi opuścił ramiona przyglądając się każdemu z nich z wrogością w oczach, jego standardowa radość zniknęła… Nie mieli prawa go oceniać.
- Odpowiem za swoje zbrodnie… Nigdy nie miałem zamiaru się ich wypierać. Jednak powiedzcie mi z ręką na sercu czy jesteście w obecnej sytuacji gotowi na poświęcenie kogoś takiego jak Ja… Czy napięte stosunki z Kage wiosek które znam lepiej niż którykolwiek shinobi, pozwalają wam na ingerowanie w sposób moich działań.?
Hebi zacisnął pięści, pozostając na miejscu tylko z jednego powodu… Nagano Yusuke postawiła na szali swą reputację by przywrócić go do łask, był jej dłużnikiem i prędzej zginie niż pozwoli im by chociaż włos spadł z głowy władczyni.
- Mówicie o zdaniu mieszkańców i shinobi, jednak z mojej strony wygląda to jedynie na zdanie garstki która nie potrafi odnaleźć się w prawdziwej rzeczywistości… Codziennie buduje szacunek na nowo, zwiększam naszą szansę na przetrwanie, sprowadzając wojenne sieroty, odnajdując sposoby na uniesienie tej osady ze zgliszczy…
Hebi niemal warcząc dodał na koniec jeszcze jedno zdanie.
- Który z was jest w stanie się ze mną równać ?
To było zbyt wiele, nie miał zamiaru dopisywać więcej zbrodni na swoje konto, jednak to co mówili było gorsze niż wszystkie rany jakie odniósł w czasie krótkiego życia… Nie usłyszał tu ani jednego słowa które mówiło o tym co wnosił do Osady, był to lincz dla bezradnych tchórzy mających nadzieję że jedna osoba będzie robiła za kozła ofiarnego… To nie ta bajka, a Hebi nigdy nie będzie uzależniony od decyzji niedowartościowanych reliktów przeszłości.
Obrazek
 
Posty: 1146
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Ex Admin » 25 lip 2017, o 23:51

Reiko dalej stała niewzruszona, nie obchodziła ją kompletnie ta sprawa. Chociaż w głowie się nawet uśmiechnęła na myśl o tej śmiesznej sytuacji, która była nie do pomyślenia w wiosce posiadającą władzę przy zdrowych zmysłach. To nawet nie tak że popierała którąkolwiek z stron, lecz zachowanie obydwóch nie przystroiła komuś o ich pozycjach w wiosce. Po pierwsze to że z słów Kyokukage wynikało że nikt do tej pory nie przedstawił jej pretensji do niej, pomimo tak wielu ich zdaniem źle podjętych decyzji. A teraz od razu żądają dymisji bez żadnych wcześniejszych upomnień, to z pewnością zdenerwuję impulsywną władczynie wioski. Co bardzo na rękę było członkini Anbu, która mogła to odpowiednio wykorzystać. Po drugie dziwne tłumaczenia Kapitana Anbu, który nie starał się wyjaśnić swoich czynów. A wyzywanie członków rady o to kto jest bardziej przydatny wiosce, to była prawdziwa komedia. Jak to miało niby załagodzić ich stosunki? Sytuacja wydawała się jeszcze bardziej zaogniać, więc wszystko szło z jej planem. Dlatego postanowiła dalej czekać w bezruchu i wkroczyć w odpowiednim momencie.

Administrator
 
Posty: 444
Dołączył(a): 8 kwi 2017, o 18:27

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Ex MF 4 » 26 lip 2017, o 19:36

Władczyni wioski dźwięku czuła się jak gdyby dostała w twarz mokrą ścierą na oczach całej wioski. O czym mówili do niej ci wszyscy ludzie, czy oni słyszeli własne słowa, czy rozumieli z czym do niej przyszli? Podniosła swój wzrok na Oroshiego, który również nie był bez winy. Informacja o zamordowaniu dwóch strażników i jakiegoś genina, który postanowił szukać szczęścia poza wioską nie spodobała się jej ani odrobinę. Miał on dużo za uszami, zbyt dużo by ktoś mógł wybaczyć takiej bestii jak on. A jednak ona wybaczyła. Była jednak przekonana co do słuszności swego czynu zwłaszcza teraz, zwłaszcza w tak trudnych czasach.
- Ja… - Zaczęła, lecz jej głos zatrzymał się gdy uderzyła w nią kolejna fala przemyśleń. – Ja nie wiem co mam wam powiedzieć…- zwróciła swój wzrok w kierunku swych radnych, ludzi którzy mieli jej pomagać, którzy mieli stawiać dobro wioski na pierwszym miejscu. Lecz teraz tego nie robili.
- Czy naprawdę jesteście aż tak ślepi?!- Zapytała ostro, lecz wciąż jeszcze daleko było jej do wybuchu. Była zła na tych ludzi, ba, była wściekła na ich krótkowzroczność, na nieumiejętność patrzenia na sprawę w szerszym zakresie. I jeszcze do tego sprowadzili Miho, jak mogli korzystać z tak haniebnych chwytów i oskarżać ją o to wszystko?
Oroshi nie jest świętym, jest człowiekiem który popełnił wiele zbrodni i za wiele musi odpowiedzieć, przyznaje. - Oczywiście że nie mogła odmówić im tej racji, stojący obok niej wężowy dziedzic był demonem w ludzkiej postaci, zupełnie jak jego legendarny poprzednik.
- Lecz jest on nam potrzebny. Nie widzicie co się wokół nas dzieje, nie dostrzegacie w jak wielkim zagrożeniu znajduje się wioska dźwięku? Potrzebujemy go, potrzebujemy go, tak jak potrzebujemy was. - wskazała na wszystkich zebranych w pokoju, nie zapominając również o kunoichi stojącej za nią. O niej nie mogła zapomnieć, wślizgnęła się tutaj jak gdyby nigdy nic, w najodpowiedniejszym momencie, bez żadnego słowa. Czy przyprowadził ją Oroshi? To pytanie musiało jednak poczekać na swą odpowiedź, poważniejszy problem stał tuż przed nią.
- Zaledwie skończyliśmy jedną wojnę, a kto wie, czy nie zbliża się kolejna, lecz tym razem przeciwnik może nie przyjąć naszej kapitulacji. Potrzebujemy Oroshiego, tak samo jak każdego innego jonina z naszej wioski. Jeśli…- ponownie przerwała zastanawiając się czy myśl która wpadła jej właśnie do głowy jest tym co naprawdę uważa. – Jeśli to ma pomóc wiosce, ustąpię, lecz Oroshi musi pozostać w wiosce tak samo jak i ja, potrzebujemy każdej siły- powtórzyła po raz kolejny swe słowa, niczym mantrę, która miała zakląć świat wokół niej.

Obrazek
Administrator
 
Posty: 686
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 19:14

Re: Tymczasowa siedziba Kyokukage

Postprzez Nieaktywny MG » 27 lip 2017, o 21:00

Mimo, że słowa wypowiadane przez Oroshiego mogły być odbierane na różne sposoby - głównie te negatywne, na twarzy najstarszego z radnych można było dostrzec jedynie mieszaninę zażenowania, zmęczenia i przede wszystkim - niedowierzania. Z takim samym spokojem przyjął również odpowiedź Nagano Yusuke, które skwitował jedynie skinięciem głową, po którym pojawił się smutny uśmiech osoby, której domysły zostały właśnie potwierdzone.
- Szambo zawsze śmierdzi tak samo, nawet jeśli doprawi się je pachnącymi kwiatkami - odezwała się spokojnie najmłodsza z radnych, Okarina, kwitując w ten sposób lwią część starań Oroshiego, by się wybronić. Uśmiech z twarzy Takeshiego nie znikał nawet na chwilę, lecz w tej chwili ciężko było określić, czy było to spowodowane wypowiedzią jego dużo młodszej koleżanki, czy też tym, że widniał o na niej niemal bez ustanku.
- Kiedyś cię podziwiałam - odezwał się następnie głos dużo młodszej osoby, pełen niechęci, prawie że wzgardy. Kyokukage nie mogła mieć najmniejszych wątpliwości co do tego, że słowa te były skierowane do niej, przez jedyną osobę, która niegdyś się dla niej liczyła. Osobę, którą zaniedbała na rzecz Hebi Oroshiego. Osobę, od której oddaliła się tak, że nie mogła już wiedzieć co takiego siedziało w jej głowie. Miho miała swój dowód - przyszła tutaj w tym właśnie celu. Nie tylko dlatego, że wezwali ją radni, którzy bez wątpienia również mieli w tym swój cel. Musiała zobaczyć na własne oczy to, kim się stała. Czuła jedynie zawód, że Okarina-senpai miała rację. Że nie był to tylko jej wymysł, że jej ciotka popadła w szaleństwo.


Aizawa Keiji chrząknął znacząco, zwracając swój wzrok najpierw ku Yusuke, a następnie ku Oroshiemu.
- Nie umniejszam twoich zasług, chłopcze - odezwał się Keiji, stawiając szczególny nacisk na to ostatnie słowo. Postanowił całkowicie zignorować pouczanie, czy próbę prowokacji z jego strony - Okarina-kun być może przesadziła trochę ze sformułowaniem, jednak doskonale oddała sens twoich słów. Powiem to wprost, chłopcze. Miarą shinobi nie są jedynie jego umiejętności, a również to, jaką jest osobą. A nie wątpię, że takowe umiejętności posiadasz, jesteś wszak wynikiem eksperymentów Orochimaru. Niestety, tak jak i on w swoich czasach, ty również nie dostrzegasz żadnych wartości w ludzkim życiu - w tej chwili, mężczyzna sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojego ubrania, by wyciągnąć stamtąd zwój, który wystawił w stronę Yusuke, która była mimo wszystko zbyt daleko, by po niego sięgnąć. A przede wszystkim stał pomiędzy nimi Oroshi - Tutaj znajduje się cała dokumentacja. Lista wszystkich osób, które zginęły za sprawą Hebi Oroshiego oraz jego ogromnego węża. Zarówno podczas jego ucieczki, jak i podczas walki z shogunatem, kiedy to rzekomo ratując - nacisk na to ostatnie słowo był zrozumiały - Nas przed shogunatem, pozbawił życia kolejnych postronnych osób oraz spowodował wiele strat materialnych. Chyba nie muszę wspominać, że wioska musi w końcu zapłacić za odbudowę - kontynuował, unosząc porozumiewawczo brwi - Skoro uzyskałeś, chłopcze, wszystkie tajne informacje za sprawą bezmyślnej decyzji Yusuke, wiesz zapewne, że twoje słowa są oskarżeniami bezpodstawnymi. W przeciwieństwie do ciebie, zarówno my, jak i w tamtych czasach jeszcze Kyokukage, dbaliśmy o życia mieszkających w obrębie naszej wioski cywilów i nasze działania były powolne, lecz miały zapobiec rzezi na naszych ludziach. Popełniliśmy błąd, błąd za który jesteś odpowiedzialna również i ty, Yusuke, zapominając o naszym pierwotnym planie - chrząknął znacząco - Sprawiedliwość nie omija nikogo. Potęga nie daje immunitetu. Jesteśmy gotowi stracić takiego shinobi jak ty, Hebi Oroshi, gdyż posiadamy dziesiątki ninja więcej wartych od ciebie. Ludzi, którzy przez poczucie własnej wyższości nie poczuwają się ponad prawem, a je przestrzegają. Ludzi, którzy z własnych, samolubnych pobudek, w pogoni za mocą, nie przejmują ciała shinobi z wioski, do której należą. Shogunat upadł dzięki wspólnej współpracy shinobi z wielu wiosek, nie było to wyłącznie twoją zasługą, chłopcze. Skoro wciąż uważasz się za shinobi naszej wioski, liczymy, że dobrowolnie poddasz się karze. Zaczniemy od tego, że zostaniesz zawieszony we wszystkich pełnionych przez ciebie funkcjach, w tym w byciu dowódcą jednostki ANBU. Osadzony w areszcie, poczekasz na sprawiedliwy osąd, a później na wyrok - po tych słowach zwrócił swój wzrok ku Yusuke, wciąż jej bowiem nie odpowiedział. A znał ją przecież odkąd była dzieckiem, naprawdę wiele dla niego znaczyła. Był pewien, że przez pewien czas był dla niej autorytetem. A teraz? Teraz szczerze w to wątpił.
- Yusu - odezwał się do niej łagodnie starzec, w sposób, w jaki zwracał się do niej w jej dzieciństwie, kiedy sam był dużo młodszy i siwizna nie pokryła jeszcze jego głowy - Wiesz, że zawsze służyłem ci radą. Wiesz już, jak bardzo nie podoba mi się to, że odsunęłaś mnie, mimo że zawsze gotów byłem ci pomóc. To samo tyczy się również Okariny, a także twojej siostrzenicy. Nie możesz przedkładać swojego uczucia do tego młodzieńca nad obowiązki, jakie pełnisz. Twoim zadaniem zawsze było chronić wioskę, w której urzędowałaś. Teraz chronisz jedynie jednego przestępcę przed wymiarem sprawiedliwości, przed sprawiedliwym osądem. Nie zapominaj o śmierci tych wszystkich ludzi. Czy naprawdę są dla ciebie warci mniej niż Hebi Oroshi? Oh, na pewno tak jest - kiwnął ze smutkiem głową - Właśnie dlatego chcemy, byś ustąpiła. Nie zakujemy cię w kajdanki, nie nałożymy kontrolera chakry, bo wierzę, że osoba którą do niedawna znałem wciąż gdzieś tutaj jest. Cała nasza trójka została powołana do rady, by służyć wiosce, a ty miałaś byś filarem przytrzymującym jej podwaliny. Powtórzę jeszcze raz, nie pozwól swoim osobistym odczuciom zawładnąć nad zdrowym rozsądkiem - choć mógł w to wszystko wmieszać Miho, nie zrobił tego. Nie posunąłby się do takiego zagrania, bo był pewien, że przywódczyni Otogakure no sato doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co może sobie o niej myśleć jej krewna.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Siedziba Kyokukage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron