Pałac Lorda Feudalnego

Stolica Kraju to jak na swoją funkcję niewielkie miasto. Nie posiada ono nic, co interesowałoby shinobi z wyjątkiem siedziby Daimyō władającego tą krainą.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 4 paź 2020, o 11:07

Najbardziej okazała budowla w całej stolicy jeśli nie w Tsuchi no Kuni - to właśnie tutaj urzęduje wraz ze swoją rodziną, "dworkami" i służącymi sam Daimyo Kraju Ziemi. Pałac wykonany z wysokiej jakości kamienia i wykończony drewnem, nikt nie szczędził artystycznych akcentów zachowując przy tym umiar i mieszcząc się w granicach dobrego smaku. Zajmuje całkiem sporą powierzchnię wraz z murem i licznymi ogrodami, które okalają główną część - kilkupiętrowy, wykonany w typowej dla Kraju Ziemi architekturze. Rzecz jasna jest również jednym z najlepiej chronionych miejsc w całym Tsuchi no Kuni, co wynika naturalnie z faktu przebywania w budynku najważniejszych osób w całym kraju.
__________________________________________

Jakby się nad tym zastanowić, nigdy nie rozmawiała z nikim o wyższej randze niż Kage. Nie miała też najmniejszego pojęcia, jakim człowiekiem jest aktualnie panujący Lord Feudalny, ale prawdopodobnie dowie się wkrótce. Rzecz w tym, że im bliżej znajdowała się stolicy, tym większy stres ją zżerał od środka. Fakt, że będzie rozmawiała z Daimyo, o ile ją do niego dopuszczą, będzie... Ważna. Tak z samego faktu, że będzie to dialog prowadzony z przywódcą całego kraju. Co prawda nie przychodziła negocjować, ale zdecydowanie niosła informacje - sama, jako klon nie potrzebowała szczególnie potrzeby by się zatrzymywać w drodze, no i informacje będzie mogła przekazać natychmiast całej reszcie. W każdym razie trafiła do stolicy, który nomen omen widziała pierwszy raz w życiu, po czym bez większego oglądania się na ludzi i architekturę ruszyła w stronę dość charakterystycznej budowli - celu swojej wędrówki. Daleko jednak nie miała jak się zapuścić na teren pałacu i z czystej przyzwoitości ruszyła ku strażnikom przy głównym wejściu. Nie, żeby wiedziała, gdzie są jakiekolwiek inne. Może jakby była oryginałem...
- Godaime Tsuchikage, Sabataya Shuten. Przynoszę wieści do Daimyo. Potrzebuję również omówić kilka kwestii... - przedstawiła na szybko i swoją osobę, gdyby toga oraz kapelusz nie mówiły im wystarczająco dużo, jak i również cel wizyty. Niezbyt konkretnie, no ale cóż: sprawy Kamienia. I póki nie było takiej konieczności, zamierzała je przedstawić dopiero Lordowi.

MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Blitz » 9 paź 2020, o 09:40

Shuten bardzo słusznie, w odróżnieniu od swojego poprzednika, po przejęciu władzy w wiosce postanowiła wybrać się do Daimyo Kraju Ziemi. Bardzo pragmatyczne i zdrowe podejście biorąc pod uwagę sytuację na świecie, a także swoją pozycję w Kraju. Działo się, działo. Widać to było przede wszystkim po mieszkańcach stolicy, którzy jakby ucichli. Ruchliwe ulice były niemalże puste, a sklepy i kramy wyglądały jakby były pozamykane.
Strażnicy widzieli z kim mają do czynienia. W zasadzie to przepuścili ją bez żadnych większych problemów. W zasadzie wyglądało na to jakby jej tutaj wyczekiwano. Wszyscy się kłaniali, a sama Shuten bardzo szybko trafiła przed oblicze lorda.
- A więc wreszcie mam okazję poznać mojego Kage. Z jaką sprawą do mnie przychodzisz? - zapytał Terauchi Matsudaira, który siedział na swoim tronie i obserwował Piątą.
Obrazek
Nie odpowiadam na pytania, jeśli odpowiedź na nie znajduje się na forum.
Administrator
 
Posty: 269
Dołączył(a): 16 sie 2017, o 05:29
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Shūbo
Specjalna Ranga: Kage
Dodatkowa Ranga: Daimyō

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 9 paź 2020, o 14:35

Problem z byciem Kage mając roczny staż jako pełnoprawny ninja był taki, że życie co rusz ją zaskakiwało. Tak jak sytuacja w samej stolicy nie była po chwili namysłu niczym niezwykłym, tak dostanie się bez większych problemów nie tylko przez puste ulice, ale także straże i korytarze odbiegało nieco od wizji jej wizyty. Była Kage, ale czy wiedzieli, jak wygląda? Czy jej kapelusik i toga to nie są marne podróbki? A może była bardziej znana również wizualnie, niż jej się to mogło wydawać. Jakkolwiek było, mogła jedynie opierać się na własnych domysłach mijając kolejnych wartowników i krocząc z dozą niepewności w kierunku pomieszczenia, gdzie miała znaleźć Lorda Tsuchi no Kuni. To był nieco iny rodzaj presji, niż ten który czuła stawiając się początkowo w gabinecie Hyakuzawy, nie mniej nie był ani trochę bardziej znośny. Nie znała człowieka. Nie wiedziała, czego winna się spodziewać. Na dobrą sprawę nie posiadała większej wiedzy, jak winna się sama zachowywać w jego obecności i jeśli istniały jakieś lokalne niuanse behawioralne, no to może wyjść co najmniej niezręcznie. Mogła jedynie żywic nadzieję, że ten nie będzie zwykłym bucem z kijem w tyłku, a sama zostanie potraktowana nieco lepiej niż zwykły cywil. Bo zwykłym cywilem nie była, i w gruncie rzeczy to mu całą wioską ninja miała zarządzać.
Ten siedział sobie na tronie, zaś samej rudowłosej nie pozostało nic innego jak podejść bliżej i skłonić się przed miłościwie im panującym. Wychodziła z prostego założenia, że lepiej okazać tym wyższym stopniem trochę więcej szacunku niż mniej. Jego pierwsze słowa jednak nie były do końca tym, czego się spodziewała. Otworzyła szerzej oczy patrząc przez moment zdumiona na Daimyo.
- Nie sądziłam, że poprzedni Tsuchikage nawet nie pofatygował się do stolicy przez całą swoją kadencję. - odparła, chociaż bez większego entuzjazmu. Może nie miał powodu, by zahaczyć o własnego przełożonego, może wina czasu. Nie było to coś, co nagle znowu wywracało jej opinie o Czwartym do góry nogami, jednak zaczęła się zastanawiać, jak w takim razie wyglądała współpraca na linii Iwa-Stolica przez cały ten czas. Może wcale? - Sprawy mam dwie, Lordzie. I każda z nich dotyczy tak samo Iwy, jak i całego kraju. Dwie armie na zachodzie, zajęte wybrzeże i niesubordynacja Takigakure, chociaż wydawać się może tylko problemem Kamienia, może także w pewien sposób wpłynąć na funkcjonowanie samego kraju. Do Wodospadu pozwoliłam sobie jednak wysłać własnego człowieka, by rozwiązał problem, więc tą kwestią nie będę Daimyo zabierać czasu. Nie mniej dwie pozostałe kwestie mogą sprawić, że kraj stanie w ogniu. A tego nikt nie chce. - westchnęła cicho. Zdecydowanie oba tematy były ciężkie. Nie tylko przez ich powagę ale też przez fakt, że strategii to się uczyła co najwyżej od swojego nadwornego poety. No edukacja na najwyższym poziomie. A teraz stała przed obliczem co najmniej dwóch konfliktów, i to przy sprzyjających wiatrach. - Biorąc pod uwagę obstawione wybrzeże wypuściłam zbuntowanych Samurajów z Iwy. Nie było potrzeby dawać im powodu do wojny, jednak jeśli mam być absolutnie szczera: uważam, że rozpoczną ją sami. Cała flota nad brzegiem kraju uwikłanego w konflikt z co najmniej dwoma innymi krajami daje im pewność, że nie będą musieli mierzyć się ze wszystkimi naszymi siłami. Po za tym chociaż nie znam ich liczebności, armia zdolna zastawić całe wybrzeże to za dużo, by przetransportować swoich pobratymców z Kamienia. Za tymi z resztą wysłałam jednego z Jouninów, by śledził ich ruchy. - to, że zwyczajnie podszedł do nich i zagadał i ich plany to akurat coś, o czym wiedzieć nie mogła. Takie to już jest to życie w tej Iwie. - Sama ich obecność taką grupą nie może korzystanie wpływać na porty, tak też wychodzę z prośbą, by te zabezpieczyć w pierwszej kolejności. Jeśli obstawimy każdy z nich sensowną ilością żołnierzy, nawet niewielką, powinni podejmować kolejne decyzje mniej śmielej, a w przypadku oficjalnego konfliktu zwiększymy szanse na ocalenie kluczowych dla gospodarki miejsc. Mam na chwilę obecną nieco za mało danych, by rzucać konkretnymi liczbami jednak uznałam, że sytuacja jest na tyle poważna, by ruszyć do stolicy zanim moi ludzie wrócą z odpowiednimi raportami. - z resztą halo, nikt im takich rzeczy nie zlecał, a główna siłą Kraju Ziemi też nie są. Właściwie póki Daimyo nie stwierdził, że idą się bić: wszystko, z czym przyszła, było jej inicjatywą. - Rzecz jasna mówiąc o obstawieniu portów mam na myśli też włączenie w to własnych ninja. Tych jednak mam mniej niż Daimyo swoich wojsk jak mniemam, a jak wspomniałam, i o czym zapewne Lord również zdaje sobie sprawę: na zachodzie mamy kolejne dwie armie wymagające uwagi. Nie znam Pańskich planów, Lordzie, co do żadnego z agresorów, jednak tak samo jak w przypadku Samurajów chcę zaproponować wsparcie Iwy mimo, że oficjalnie nie dostaliśmy żadnego konkretnego zlecenia w sprawie ani jednego z tych konfliktów. Żeby jednak współpraca miała maksymalne szanse powodzenia, myślę że współpraca pomiędzy Wioską Ninja a Stolicą powinna być... płynna? - definitywnie brakło jej słowa, jednak to jakoś w pierwszej kolejności wydawało jej się być dość zbliżone do tego, co chodziło jej po głowie. Wzięła głębszy wdech wyciągając z torby zwój, jednak póki co trzymała go w rękach. - Lepiej zorganizowana. Ostatecznie Iwa działa pod samym Daimyo. W takiej sytuacji nie powinno być tak, by dwie dość istotne siły w państwie działały samotnie, kiedy razem mogą osiągnąć więcej. Przed wyjściem zebrałam informacje na temat Samurajów, którzy opuścili Kamień. Głównie ich liczebność, zdolności. Jeśli jednak Daimyo jest skłonny podjąć bardziej konkretną współpracę w obliczu zagrożenia, będę wdzięczna za podzielenie się informacjami jakie posiada sam Lord. Rzecz jasna celem uzgodnienia jednego planu działania. Jeśli ludzie Daimyo zdążyli zrobić potrzebny zwiad, nie będzie sensu, bym dodatkowo wysyłała do tego własnych ludzi, jeśli mogą zamiast tego skupić się na czymś innym. - spojrzała z dozą niepewności na Matsudaira-sama tak jak do tej pory: nie wiedząc, czego się po nim spodziewać. Nieco się rozgadała, poniekąd zdała też raport co do sytuacji w Iwie no i co tam już za kroki podjęła, chociaż to mogło go nie interesować. Albo właśnie interesowało go, co to ta wioska, co ma ją w kraju, robi z zaistniałym problemem. Póki co jednak nie rzucała konkretnymi liczbami, chociaż jakieś już jawiły się w jej głowie. Nie było ku temu sensu, jeśli ten stwierdzi, że Tsuchi no Kuni sobie samo da radę i żadnej pomocy od ninja nie potrzebują. Wtedy... Cóż, jej praca pewnie w tym momencie dobiegnie końca i będzie mogła równie dobrze wrócić do siebie. No tyle.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Uchiha Kawauso » 9 paź 2020, o 19:56

Stolica kraju była zarazem odmienna i podobna do tej jaką mogła ujrzeć w swojej wiosce, nieco bardziej nowoczesna, mniej toporna i zwalista, jednak nikt nie zaprzeczał faktom, że nadal są wszechobecne góry. Pasma rozpościerały się najgęściej na wschodzie i górowały w oddali nad tymi jakie widziała do tej pory w osadzie, można było powiedzieć, że to właśnie tu powinno leżeć serce gór, senne miasto, chluba i chwała myśli architektonicznej. Utkane domy i domki w skałach nie były jedynie wyrzeźbionymi jakimiś prowizorycznymi oknami bez szyb i wejściem bez drzwi. To były pełnoprawne, zawieszone domy, a wszystko trochę przywodziło na myśl wielki kopiec termitów z pięknymi, ceglastoczerwonymi dachówkami, które połyskiwały niczym srebrne monety w fontannie. O tej porze roku mimo tego, że było siarczyście zimno ze względu na wysokość na jakiej znajdowała się stolica, to tu potoki i strumienie nie zamarzały, a przynajmniej nie całkowicie. Musiało być to związane z jakąś innowacyjną technologią, której w Iwie nie widziała. Zachwyt, ogrom i przepych mógł przytłaczać rudą. Mogła się czuć niczym dobrze wypucowana, biała wieśniaczka, którą dzieliło jedno zaledwie pokolenie od tępej hołoty, która zwykła porykiwać, bekać i pierdzieć przy obiedzie. Patrząc na tereny z jakich przybyła, surowy i dziki klimat Mizu no Kuni mogło tak być. Jednak nie miało to tak naprawdę znaczenia, jaka była jej przeszłość. Teraz, była prawie kimś ważnym, a to już było jakieś osiągnięcie. Być dumną z samej siebie, ale czy Sabataya była? Próżno było się domyślać. Zapuszczała się głębiej w tą cudowną metropolię. Ludzie żyli tu jakoś inaczej, bardziej dostatnio niżeli w wioskach, ubiór ich też się różnił. Nie był aż tak tradycyjny. Przekroczyła jeden z wiszących mostów nad szczeliną ciosową. Patrząc w dół zdawała się być przepastna, bezdenna, sięgająca do samego dna rozgorzałej magmy, trzewi piekieł. Może to byłoby dobre miejsce na kogoś takiego jak Hyakuzawa, czuł by się w końcu w swoim żywiole i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Shuten zapewne nie było w smak jednak dotykać rzeczy gorących i ciepłych, może. Wszystko było tylko czczym gdybaniem. Minęła główną bramę wiodącą do niemal czegoś co wyglądało jak nadziemna forteca. Do głównych ogrodów wiódł most, tym razem kamienny, bardziej solidny od tego nad rozpadliną, a w szczeliny w ziemię spływała kaskadami woda. Po kilkunastu metrach traciła tą wodę z pola widzenia, zwyczajnie nikła w mroku. Pałac na pierwszy rzut oka z zewnątrz zdawał się być normalnym, typowym zamczyskiem, jakich wielu i jakich lordowie feudalni mają na pęczki to tu to tam, jednak o swojej pomyłce mogła się przekonać dopiero kiedy weszła do środka. Przepiękne kryształowe ściany, z ametystów, migotały różowym, purpurowym i fioletowym światłem niczym małe płomyczki poruszane przez kręcące się piękne żyrandole. Gdyby spojrzała w górę, zauważyłaby, że to okazałe kielichy diamentów. Piękne, grube kiście płatków, niczym płatki piwonii. Szła jednak dalej wgłąb zamku, a wszystko co widziała, wprawiało ją w zachwyt nie tylko taki czysto platoniczny, ale mogło wzbudzać realną zazdrość. To ona ma zwykłe łoże, a władca feudalny bawi się pewnie w pościeli utkanej nicią z najprawdziwszego złota i szmaragdów. Drzwi w końcu się rozwarły, a na tronie ulanym z masy perłowej siedział dość młody jegomość, z pewnością atrakcyjny, z pięknie ukształtowanymi rysami twarzy. Mogła podziwiać go przez chwilę z profilu. Miał długie, ciemne włosy upięte w kitę z tyłu, a oczy ciemne, bystre i chytre. Nos nieco zadarty, ale pasujący do całości twarzy. Wyglądał dumnie i dufnie. Wyrzucił coś z kubeczka, a to coś zagrzechotało tocząc się po stoliku. Jedno owe coś potoczyło się pod stopy rudowłosej. Przekrzywił nieco głowę, kiedy wyraziła swoje ubolewanie. Przymknął oczy i zwrócił się do niej bardziej frontem, zaczerpnął powietrza i relaksująco wypuścił je. Pachniał cedrem, miętą, sandałowcem i goździkami, czymś jeszcze. Nie potrafiła rozpoznać czym dokładnie, ale to mogło być to, co łechtało przyjemnie nos rudowłosej.
- Ach tak? – odparł tembrem swojego barytonu, uprzejmie, nadal się nie narzucając zbytnio ze swoją opinią. Zupełnie jakoś nie miał ochoty tracić czasu na takie rzeczy. - Może się czegoś napijesz, zjesz, długa droga za tobą i przed tobą, no nie wstydź się, lorda można o wiele prosić – uśmiechnął się życzliwie i jakoś tak szarmancko przeczesując włosy po boku głowy.
- A czemuż to ma mnie nie interesować kwestia granic innych niż jedna? Pozwól, że sam zadecyduję o czym moje lordowskie uszy chcą usłyszeć a czego nie chcą słuchać – na te słowa popieścił się po uszach chyba dając jej do zrozumienia, że to jest jego pałac, jego kraj a Sabataya zawsze tylko zostanie tylko Sabatayą, na posadzie kage czy też bez niej. To nie miało jak widać znaczenia dla niego. Kiwnął na swojego sługę i przywołał go do siebie, szepnął słów mu kilka na ucho, tym samym racząc Shuten jednym, nieruchomo niemal wybitym w nią okiem. Obserwował i śledził jej ruchy z pieczołowitością. A kiedy sługa zniknął zza jednymi z drzwi mogła podjąć kolejny wątek. Wieści o samurajach nie specjalnie martwiły lorda.
- A od czegóż mam ciebie? Płacę na was, jesteście jak moje tresowane harty co dla mnie wygrywają wyścigi, z tym, że psa ustawisz w torze, bramka zwalnia i biegnie, a ty nawet nie umiesz pobiec – wyraził dezaprobatę dla bierności władczyni Iwy. - Na cóż mi psy, w dodatku głupie, rozgoń ich, upoluj niczym kaczkę, do tego jesteś przecież stworzona, nikt nigdy nie miał innego celu w tym innego, byś była na moje rozkazy jak: „leżeć”, „waruj”, „siad”- skomentował użyteczność władczyni. Owszem, może gdyby działała na własną rękę też mógłby narzekać, że robi coś bez jego wiedzy, jednak lord był lordem, mógł mówić co chciał, robić co chciał to też robił.
- A po co, żeś wypuściła tych samurajów, było ich zatrzymać w wiosce, zabić skrycie w nocy, pomyślunku w tobie próżno szukać… Ale czego spodziewać się po kobiecie?- być może pogrążał się bardziej i bardziej w oczach Tsuchikage, ale cóż będzie się przejmować opinią prowincjonalnej dziewki.
- Ach czyli oczekujesz pomocy? – wsparł się o tron ręką i spojrzał na nią lustrującym spojrzeniem. - Doprawdy, od czego mam tych ninja, kiedy muszę wytaczać moją armię, jesteś bezużyteczna – skwitował poddenerwowany, ale zdawał sobie sprawę z tego, że sytuacja robiła się co raz bardziej poważna, a kraj zaraz pochłonie wojna. Racjonalnym wtedy się wydało współpracować ze sobą, nawet z kobietą na pozycji Kage. Prychnął cicho pod nosem. Nie uśmiechało się mu coś takiego, jednak Shuten rysowała co raz gorszy obraz sytuacji w Kraju Ziemi.
- Droga wodna jest dla nas kluczowa… – podrapał się po brodzie, kiedy drzwi rozwarły się i wrócił sługa wraz z butelką wina w kubełku z lodem i dwoma kieliszkami. Skłonił się grzecznie przed władcą, a ten nakazał ustawienie kubła na stoliku uprzednio zbierając kryształowe kości. Odkorkował trunek i wbrew etykiecie nalał najpierw lordowi a dopiero kobiecie podstawiając na srebrnej tacy oba kieliszki.
- Powinna być płynna, już wiele od ciebie zależy, co zrobisz – wzniósł kielich w geście toastu i upił nieco. Ostatnich jej słów nie rozumiał. Zamieszał winem w kielichu i podgrzał nieco w dłoni uwalniając aromat słodkich, japońskich śliw.
- To znaczy? Jakich informacji poszukujesz? Powiedz mi wszystko nie rozwiązuje wcale mojego problemu z tym, że nie wiem jakich informacji oczekujesz – parsknął i to niema śmiechem, jednak w tym było czuć wiele więcej pogardy i pychy dla osoby jaką była po prostu Shuten.
 
Posty: 1515
Dołączył(a): 14 paź 2019, o 07:55
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 10 paź 2020, o 00:02

Miasto na pewno zapadało w pamięć i chociaż rzeczywiście nie chciała tracić czasu, siłą rzeczy ciężko było nie zwrócić wzroku ku jego pewnym elementom. Ludzie i architektura sama w sobie faktycznie nie były czymś, co przykuło jej uwagę na dłużej. Nie zignorowała ich i zdecydowanie ciekawym doświadczeniem było zobaczyć budownictwo Tsuchi no Kuni w bardziej reprezentatywnym wydaniu, jednak dość lekkie budowle stworzone w materiale tak topornym i upierdliwym w obróbce jak kamień po kilku minionych ulicach zaczęły wydawać się czymś zupełnie normalnym. Misternie wykonane lokale czy przykuwające wzrok dachy dość szybko straciły w jej mniemaniu na niezwykłości traktując je bardziej jako ciekawostkę niż dzieła sztuki, nad którymi mogłaby usiąść i pokontemplować dłuższą chwilę. Może dlatego, że sztuki zwyczajnie nie rozumiała? Chociaż miała wrażenie, że to nie to. Gonpachiro co prawda był przekonany, że nie posiada ni krzty artystycznej duszy, jednak osobiście czuła, że problem leżał kompletnie gdzie indziej i po dość długim czasie życia w utkanej przez siebie bańce niewiele rzeczy wywierało na niej wrażenie. Jej myśli były pochłonięte czymś innym niż cuda wychodzące spod ludzkich rąk, jednak dalece była od stwierdzenia, że zatraciła pewną delikatność potrzebną do docenienia takowych tworów. Najprościej byłoby pewnie stwierdzić, że wykształciła w sobie inny gust niż wymagał od niej poeta i najwidoczniej jego twórczość nie przemawiała do rudowłosej. Podobnie z resztą sprawa miała się z tym, jak nosili się tutejsi. Widać było pewne istotne różnice w ubiorze i nie było co ukrywać: garderoba stolicy była zwyczajnie taka ładniejsza, bardziej dostojna i wyższej jakości niż to, co mogły zaproponować wioski ninja nastawione swoim istnieniem na spełnianie zupełnie innych celów. Chociaż... Może Sabataya w takim bardziej "mieszczańskim" wydaniu spodobałaby się Ichiwie bardziej, niż jako kunoichi? Próba wizualizacji samej siebie w tutejszych strojach spotkała się jednak z delikatnym, acz stanowczym pokręceniem głową przez Tsuchikage. Sama nie wiedziała, co było bardziej nonsensowne: ona nosząca się na modłę wszystkich tych szlachciców, którzy zapewne mają tyłek wyżej niż głowę, czy sama myśl, która doprowadziła ją do tych jakże krótkich rozważań. Nie wydawało jej się, by taki człowiek jak Kapitan zwracał większą uwagę na to, czy chodzi w prostym, bawełnianym odzieniu czy niepraktycznych jedwabiach, jednak tutaj znowu skarciła się w myślach. Czemu w ogóle powinna się tym przejmować? Koniec końców był jedynie jej przyjacielem. Może trochę ważniejszym niż by chciała i sposób, w jaki na nią patrzył sprawiał, że jakaś głupia część niej wolałaby, żeby był czymś ciut więcej, jednak to wszystko.

Zdecydowanie stolica nie była miejscem, w którym czuła się na miejscu. Była niby tak samo obywatelką Kraju Ziemi, ale ogólna prezentacja całej stolicy odbiegała od pewnych standardów, do jakich przywykła. Tak jak tutejsza architektura nie była może czymś, czemu poświęciła dłuższą uwagę, zaś kwestię ubiorów starała się puścić w niepamięć, tak naturalne elementy przeplatające się z tutejszą infrastrukturą sprawiły, że nawet zwolniła kilka razy. Płynące potoki szumiały przyjemnie w tle, jednak jak tak się zastanowić: nie powinny być właśnie skute lodem? Nie była do końca pewna tego fenomenu, jednak dźwięk przywoływał wspomnienia. Bardzo niewyraźne i odległe, związane głównie z jakimiś zamglonymi obrazami w Kraju Wody pozostawiając po sobie jedynie poczucie nostalgii, a nie żywe czy barwne rzeki i potoki Kirigakure. Przez moment poczuła, jakby coś przewróciło jej się w żołądku spoglądając smętnie na płynącą z gór wodę. Weszła bez większego namysłu na wiszący most, po czym dopiero gdzieś w jego połowie ciekawość wzięła górę nim spojrzała w dół. Czy tam gdzieś było dno? Zapewne. Może przepaść sięgała dość głęboko, by upadek skończył się śmiercią nie tylko z powodu wysokości, ale też z racji na spłonięcie żywcem. Z jednej strony nie chciała siedzieć na moście zbyt długo. Ot, w obawie, co by czasem ten jej psikusa nie zrobił tego dnia. Z drugiej zapewne niżej było dużo cieplej i przyjemniej niż na siekanej mrozem powierzchni. Poczuła nawet przez moment, jakoby jej serce nieco mocniej zabiło ze stresu po czym aż kusiło ją strzelić sobie w twarz. Nie zrobiła tego z tegoż samego powodu, dla którego kusiło ją do wykonania tak nagłego manewru: była cholernym klonem. Od czego miała umrzeć? Od lawy? W tym momencie jej istnienie mogło zakończyć właściwie... Wszystko. Ruszyła dalej w stronę kolejnego mostu i ogrodów okalających pałac, który nie odstawał w żadnym wypadku od reszty stolicy. Tym razem kamienny, rozpościerający się nad osobliwą szczeliną. Miała mniejsze obawy stać nad niekończącym się wodospadem niż nad potencjalnym rozlewiskiem lawy. Znowu jakaś niewidzialna ręka ścisnęła jej serduszko, jednak w jakiś inny sposób niż poprzednim razem. Nie ze strachu, a z czystego żalu i smutku, który wykrzywił jej twarz w delikatny, acz mało przyjemny grymas. Ogarnęło ją momentalnie uczucie okropnie wielkiej straty, a wszelakie obrazy rysujące się początkowo jako coś, co mogło być rzekami i potokami dość szybko nabrały wyraźniejszych konturów, ukazując nic innego jak dość znany jej statek na otwartym morzu pełen tak dobrze jej znanych twarzy. Nie potrafiła tego do końca wyjaśnić, ale chciała te kilka osób obok siebie. Właśnie tutaj, w stolicy tak innej niż wszystkie portowe miasteczka i wioski ninja. Jakby chciała, żeby zobaczyli ten kawałek świata znajdującego się w głębi lądu. Ten kawałek świata, wokół którego budowli odczuła nagle okropną samotność. Gdyby chociaż Gonpachiro był obok, zapewne byłoby lżej. Pewnie nawet nie myślałaby o tym wszystkim próbując ignorować kolejne poematy Kamaboko. Bez zajęcia, zostawanie w pewien sposób samej z własnymi myślami w tak przytłaczającym innością otoczeniu było nad wyraz niebezpieczne.

Nie było sensu dalej się ociągać na mrozie. Postarała się szybko zdusić wszystkie nieprzyjemne emocje, które pojawiły się znikąd pozostawiając ją z mierżącym uczuciem pustki. Miała nadzieję, że chociaż wnętrze pałacu nie będzie odstawało bardziej od tego, jak prezentował się z zewnątrz. Ot, równie zdobny co reszta miasta, jednak może wpisujący się w surowość typową dla Kraju Ziemi. Dość szybko jednak po wejściu przywitały ją migoczące, ametystowe ściany wydające się oderwane zupełnie od rzeczywistości, kosztowna zastawa warta pewnie więcej niż cała Iwa czy żyrandole zdobiące sufit. Czuła się, jakby wkroczyła do zupełnie innego wymiaru, niewiele mającego wspólnego ze znanym jej światem. Patrzyła na to wszystko przez chwilę nieco rozkojarzona, nim otrząsnęła się po dość niespodziewanych widokach serwującymi przez pałac Lorda. Wszystkie te błyszczące, drogie elementy na pewno wpisywały się w gusta gospodarza. Może nawet rzeczywiście znalazłyby się osoby, nawet cała rzesza ludzi, którzy rozpływaliby się nad przepychem wnętrza siedziby Daimyo. Na pewno byliby też tacy, którzy odczuwaliby zachwyt i wpisywali wystrój widziany przez Sabataye w kanon piękna. Ilekroć jednak patrzyła to na ściany wysadzane ametystami, drogie żyrandole kręcące się nad jej głową czy na diamentowe kielichy, kwitło w środku niej nie zazdrość czy zachwyt, a szczere przekonanie, że w swoim życiu zdążyła zobaczyć coś dużo bardziej przyciągającego uwagę niż wszystkie te kosztowności. I z jakiegoś powodu wiązała to wrażenie z kolorem zielonym. Nie była w tej chwili do końca pewna dlaczego, jednak koniec końców szła korytarzami patrząc na cały wystrój z dozą nieufności. Jako osoba, która w gruncie rzeczy nigdy dużo nie miała, a w ostatecznym rozrachunku odebrano jej w pewnym momencie nawet i to, ciężko jej było przywiązywać wagę do tego, w jakich łożach sypia Lord Feudalny, lub czy je posiłki ze złotych talerzy. Nie była w stanie wyobrazić sobie samej siebie w takim otoczeniu niewiele mniej, jak ciężko jej było przyswoić sobie fakt, że jest teraz głową całej wioski nosząc tytuł Tsuchikage. Nie zamierzała jednak nikogo oceniać na podstawie nomen omen mieszkania. Daimyo stać było na wszelakie fanaberie i nie widziała powodu, dlaczego miałby nie korzystać w przywilejów. Chyba to, jak żyje Głowa Kraju niejako świadczyło o zamożności samego Tsuchi, a w takim wypadku o sam kraj nie musiała się martwić. Nie wiedziała jednak, co w takim razie powinna myśleć o samym Terauchi, jednak jej nadzieje na to, że trafi na człowieka wykazującego swoją osobą wyższy poziom nieco topniały. Nie w zupełności, bowiem naturalnie dalej miała nadzieje, jednak to wszystko, co miała. Nadzieje. Włożyła nieco poddenerwowana ręce w kieszenie nie mając innego pomysłu, co z nimi zrobić. Chyba pierwsze wizyty w takich miejscach zwyczajnie takie były: pełne niepewności i obaw, chociaż zapewne następnym razem podczas przybycia w te rejony będzie czuła się dużo swobodniej wiedząc, na jakie tereny wkracza. Tak przynajmniej sądziła wiedziona doświadczeniami nabytymi za panowania Czwartego, z którym jakoś łatwiej jej się rozmawiało po zburzeniu bariery, jaką był system rang. Czy były to rozmowy miłe i przyjemne? Jasne, że nie. Jednak jeżeli była czegoś pewna w rozmowach z Hyakuzawą to tego, że nie miała na obecnej pozycji nic do stracenia mówiąc mu więcej, niż przywykła.

A odtąd możesz w sumie czytać
Paradoksalnie drzwi otworzyła z dużo większą łatwością, niż z jaką przemierzała drogę ku perłowemu tronu. Przed tym rzecz jasna wyciągnęła ręce z kieszeni okraszając swoje wejście ukłonem. Po tym dopiero mogła lepiej przyjrzeć się własnemu rozmówcy, któremu Matka Natura na pewno nie szczędziła wdzięków. Zdecydowanie pod kątem urody nie jedna niewiasta mogłaby śnić o obecnym Lordzie Feudalnym po nocach cierpiąc, jak to dziedzic o niebieskiej krwi jest po za zasięgiem ich możliwości. I chociaż może rzeczywiście był osobą, na której naturalnym było zawiesić na moment wzrok, tak cała jego aparycja czy sposób prezentowania się nie wzbudził w rudowłosej jakichkolwiek emocji. Jakby postawiono przed nią obraz o zdecydowanie dużej wartości materialnej, ale jednak nie wpisujący się jakkolwiek w jej gusta. Może jej serce siłą rzeczy powinno zabić nieco żywiej, może powinna zareagować na niego jakoś inaczej, jednak ile by nie obserwowała Lorda, coś w środku niej mówiło "Meh, to nie to" nie pozostawiając miejsca na żadne dywagacje związane z osobą posadzoną na drogo wglądającym krześle. Czy ono było chociaż wygodne?
- Podziękuję, Lordzie. Jakakolwiek większa gościnność będzie jedynie zbyteczna. - odparła spokojnie, a nie chcąc zabrzmieć niegrzecznie posłała w kierunku Lorda delikatny, acz uprzejmy uśmiech. Była tu klonem, nawet ten chłód nie doskwierał tak, jak powinien, a co dopiero zmęczenie i głód. Nie było sensu opróżniać w jakikolwiek sposób zapewne bezdennych zapasów Daimyo. Rzecz jasna jej "raport" był dość długi. I nieszczęśliwie ten postanowił wtrącić się co jakiś czas, nim wyrzuciła z siebie całą tyradę. A może to lepiej? Nie była w stanie jednoznacznie tego ocenić. Chciała pominąć nieistotny temat Wodospadu, jednak słysząc odpowiedź Lorda uniosła nieco brew. Well... As he wish. Problem w tym, że jeżeli Hyakuzawa wrócił z jakimś raportem, to sama o nim nie wiedziała nic.
- Takigakure niesłusznie nadało rolę agresora Iwie, do której zwrócili się o pomoc w rozwiązaniu sprawy z ich Daimyo. Prowadzą działania partyzanckie, możliwe że na skalę całego kraju, głównie wymierzone w Kamień. Jak jednak już mówiłam, wysłałam osobę najbardziej zaznajomioną z ów miejscem celem rozwiązania konfliktu. - odparła nieco niechętnie nie widząc sensu, by poruszać ten temat. Chce tam wprowadzić wojsko? Droga wolna, tylko to głupi pomysł biorąc pod uwagę, ile rzeczy dzieje się na innych granicach. Nic więcej i tak w tej kwestii do powiedzenia nie miała. Dalej jednak rozmowa zaczęła być co raz to mniej przyjemna schodząc powoli do poziomu, gdzie siłą rzeczy w środku niej rosła irytacja maskowana mało wyrazistą maską, jaką przypominała w tym momencie jej twarz. Przynajmniej przez te kilka chwil. Jej brew znowu powędrowała w górę. Hart? Czy on ją widział jako jakąś wytresowaną sukę? Był wyjątkowo bezczelny jak na kogoś siedzącego przed jednym z najsilniejszych ninja, jakich posiadał w kraju. Nic jednak nie mówiła nie widząc potrzeby udzielania jemu nonsensownemu i błędnemu porównaniu jakiegokolwiek komentarza. Miał przed sobą zupełnie inne zwierzę, niż za jakie ją miał i może gdyby nie fakt, że przyszła w celu nawiązania współpracy posłałaby mu kpiący uśmiech, idealnie obrazujący jej odpowiedź na jego jakże raniące słowa. Powstrzymała się też i przed tym dość szybko rozumiejąc, z jakim typem człowieka ma do czynienia. Ale nie mogła, po prostu nie mogła nie prychnąć śmiechem słysząc jakże proste rozwiązanie, jakie podsunął jej Lord. Oh, no tak. To dlatego to ludziom takim jak Shuten przychodziła ta mniej czysta robota. Lord straciłby życie nim dobyłby broni ze swoim podejściem.
- Zatrzymać w wiosce? Rzeszę samurajów gotowych do wyjścia i przedarcia się siłą do bram Iwy? Wydaje mi się, że szanowny Lord czegoś nie rozumie. - stwierdziła starając się powstrzymać rozbawienie. To takie złe, będące skutkiem usłyszenia czegoś zupełnie nonsensownego. - Jeżeli Lord sądzi, że po tym wszystkim poszliby grzecznie do domu i dali się zabić przez sen: niech mi Daimyo wierzy, życie nie działa w tak prosty i przyjemny sposób. Dziw mnie jedynie bierze, że musi Lord słuchać takich oczywistości z ust kobiety. - czy była to dobra rada czy próba utarcia mu jakkolwiek nosa - tego sama nie była pewna. Wiedziała jedynie, że odkąd wróciła z morza przekroczyła pewien poziom w swoim życiu, gdzie nie miała sił słuchać bullshitu na takim poziomie, na który robiło jej się zwyczajnie niedobrze. Lord pouczający ją o mordowaniu innych? Proszę... Niech to zostawi profesjonalistom. Im dłużej go słuchała, tym bardziej żałowała zjawienia się w stolicy. Rozmowa ta nie miała póki co większego sensu. Patrzył na nią z góry nie dbając o to, że w tej chwili nawet klonem stanowiła zagrożenie. Dowodziła częścią sił pod jego zwierzchnictwem, a dodatkowo rozumiał jej słowa wedle własnego widzimisię zmieniając ich znaczenie.
- Nie zrozumieliśmy się. - westchnęła ciężko kręcąc delikatnie głową. Absolutnie nie, do cholery. - Przyszłam zasugerować pomoc Iwy. To Kraj Ziemi jest atakowany z obu stron, nie Kamień. Zależy mi jednak, by Tsuchi no Kuni wybrnęło z wszystkich konfliktów w jak najkorzystniejszy sposób. Jesteśmy częścią sił tego kraju, jednak skoro oficjalnie nie dostaliśmy słowa od Lorda mogę spokojnie założyć, że Lord nie brał pod uwagę skorzystania z potencjału oferowanego przez Kamień.. - to nie on jej użyczał armii, tylko ona jemu. Była to stanowcza różnica. - Jeżeli jednak Lord woli nazywać to użyczaniem własnych sil, jest to coś czego siłą rzeczy zabronić Lordowi nie mogę. Nie, żebym mogła zabronić czegokolwiek.- ostatnie słowa wypowiedziała z trudem próbując przełknąć własną dumę. Bycie traktowanym w ten sposób było jej nie w smak, jednak koniec końców przyszła tu szukać ścisłego sojuszu z panem tych ziem. A ten jednak w pewien sposób szkalował jej wioskę szkalując ją, na co przystać spokojnie nie mogła. Szkoda, że koniec końców okazał się być skończonym dupkiem. Nagle tracił absolutnie na jakimkolwiek powabie. Do pomieszczenia wszedł jeden ze sług niosąc wino, na którego widok widocznie się skrzywiła. Alkohol. Nie trawiła alkoholu. Nie dlatego, że jej nie smakował. Zwyczajnie... Nie był dla niej. Z bardziej personalnych powodów.
- W moim wieku picie jest nieco nielegalne... - rzuciła cicho szukając jakiejś lepszej wymówki niż "panie, przecie ja tu panu te kielichy po tym potłukę". No ale toast. A skoro toast, to nie bardzo widziała powody, by odmówić. Prócz tych oczywistych rzecz jasna, których przeskoczyć nie mogła. Uniosła niepewnie kielich do toastu nim przybliżyła go do ust, przechyliła go, przełknęła nawet ślinę, jednak osobiście nie upiła ani kropki jedynie zanurzając wargi w winie. Czego Lord nie widział, tego mu żal nie będzie. A czy cokolwiek upiła i ile: nic jej nie udowodni. Zwłaszcza, że starała się, by wyglądało to w miarę naturalnie i nie trzeba było się spodziewać zniknięcia z jej kielicha połowy zawartości. Nie zostało jednak nic innego jak wrócić do spraw biznesowych, to też ponownie skierowała czerwone tęczówki w stronę Lorda.
- Obawiam się, że współpraca ma to do siebie, że dbają o nią obie strony. - stwierdziła kolejną oczywistą rzecz mrużąc delikatnie oczy. - Jeśli jedna ze stron jest do niej nastawiona sceptycznie, z góry spisuje się ją na porażkę. - sama była dobrej myśli. Poniekąd. Hyakuzawy nie lubiła, ale nie zamierzała mu robić z tego tytułu problemów. Z podobnego powodu, wiedziona jednak bardziej dobrem wioski niż własną moralnością, nie przekreślała jeszcze niczego. Nawet, jeśli na dłuższą metę Daimyo był gorszym typem człowieka niż Yogan. Pytanie o szczegóły dało jej niejako sygnał, że rozmowę chyba może kontynuować. Sytuacja jaka była, taka była i jeśli pomimo charakterów i światopoglądów mogli jakoś działać w jednym celu, to świetnie.
- Najbardziej kluczowe byłaby liczebność wrogich sił, rozstawienie oraz ich wyposażenie. Mając mapę terenu można by oszacować ilość sił, którą wypadałoby przeznaczyć na obstawienie kluczowych miejsc. Nie tylko na wybrzeżu ale też na granicy z Krajem Dolin i Gór. Osobiście mogę na tę chwilę przeznaczyć połowę własnych sił do momentu rozwiązania sprawy z Wodospadem. Po tym nie powinno być problemu by dołożyć ludzi w miejscach, gdzie są oni wymagani. I mówię tu o liczbie około 400 shinobi na ten moment. Dobrze by było znać też kierunek pochodu wojsk.- konkrety. W tym momencie równie dobrze mogła doprecyzować, z czym przychodzi i liczyć na to, że wywiad krajowy nie zawiedzie jej oczekiwań. W przeciwnym wypadku będzie trzeba improwizować.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Uchiha Kawauso » 14 paź 2020, o 23:05

Brunetowi nie było w smak kiedy odmówiła. W końcu panom, książętom się nie odmawia, a gościnność w jakimkolwiek stopniu była dla nich rzadkością, temu mogła skorzystać. Usadowił się wygodniej na połyskliwym tronie rozchylając nieco kolana. Jego dłonie spoczęły na drewnianych, rzeźbionych cokołach i, jak mogła zauważyć, były to lwy z wyszczerzonymi pyskami, które obnażały swoje kły z kości słoniowej. Ich łby były jednak ścięte nieco, by dać oparcie dla dłoni władcy. Słuchał jej lustrując swoim władczym i przeszywającym wzrokiem. Mogła się wręcz poczuć onieśmielona, taką cichą dominacją z jego strony, jednak władca był władcą i nie mógł sobie pozwalać chociaż na chwilę nieuwagi, nierozwagi. Tacy szybko ginęli, a to on miał ubiec innych i posłać wszystkich w piach zanim oni by mieli taką sposobność.
- Milczeć –syknął słysząc o sprawie Takigakure i rozmasował skroń, która narastała od furii. Teraz niemal poczuć jak chciał mordować ją spojrzeniem, że za chwilę może tu stracić życie i to będzie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy jaka ją spotka. Napięcie narastało, wychylił się nieco z tronu tylko po to by zejść w końcu z niego. Chciał jej spojrzeć w twarz. Przygarbił się nieco.
- Powiedz mi – podjął. - Po co Iwa wzięła sprawę Taki, dlaczego? A teraz skamlecie jak kundle gryzione przez poranionego kota? – gwałtownie się przybliżył, tak, że bez trudu mogła poczuć jego oddech, jego grymas furii z jaką walczył, bo tak naprawdę miał już ochotę zakończyć spotkanie.
- Może zwróć się do władcy tamtego kraju? – zasugerował jej rozwiązanie i odwrócił się od niej jak na nic nieistotną rzecz, byle szmacianą lalkę. Nie reprezentowała niczego co by cenił, a Shuten było zostać jedynie kobietą i się do tego ograniczyć, cerować skarpety, prząść, robić obiad, bo nie poważał jej w roli władcy z całego serca.
- Ja nie jestem od tego by dawać ci rady, jednak na dobru kraju mi zależy, to ci powiem tyle. Ukręć łeb innym zanim oni ukręcą tobie, ale już metodę pozostawiam tobie do wyboru – tak naprawdę to ona była winna części zamieszania. Uwierzyła, że najlepszym rozwiązaniem jest rzecz jasna to najprostsze, a ci samurajowie zwyczajnie ją okpili. Przegrała w karty na własnym podwórku, teoretycznie własnym, bo może nie był sędziwym starcem, ale pamiętał jeszcze czasy Shogunatu, wyburzenie Kiri i jak tacy jak ona przypłynęli na ląd, a Iwa dała im schronienie.
- Zasugerować pomoc Iwy, a to Iwa mi łaskę robi, że mi służy? Ja wam wpłacam na konto pieniądze, ja was żywię, ja was karmię, daję sprzęt, a wy mi tu oferujecie swoją pomoc, coś co mi się należy?! – nie wytrzymał i uniósł się emocjami aż do tego stopnia, że wstał. - A ty skąd przybyłaś? Nie jesteś Iwijką, pokonali cię we własnym domu, a ty tu teraz masz czelność pysznić się swoją siłą. Porzuciłaś dom, ziemię, część rodziny, byliście jak zwykłe burki, tułaliście się po świecie i wszędzie ziemia była wam obca, więc nie mów mi nic o sile. Iwa powinna zacząć działaś już dawno, ale przez waszą pychę, wasze durne wypady do Taki, kraj jest w rozsypce. Ile mniej problemów byłoby bez was! - usiadł w końcu. A ta poczęła mówić o wieku. Przelewał w kieliszku wino obserwując, jak jego biaława barwa opalizuje i mieni się. Mówiła o współpracy. Wsparł się na zaciśniętej pięści i znowu rozchylił nogi ciągle obserwując wino. Już nawet nie patrzył na nią. Pociągnął kolejny łyk. Ten był bardziej cierpki niż poprzedni, a liczył na to, że chociaż troszkę mu osłodzi życie z tą rudą kretynką.
- Współpraca? Haha, bardzo dobre. Wy jesteście by mi służyć, nie odwrotnie i nie wiem może sobie to wyryj na tym pustym czole, by codziennie, gdy patrzysz w lustro ci przypominały się te słowa – rzucił oschle lekko przymykając powieki. Czy naprawdę ona uważała się w jakiś sposób niezależna od niego? Czy mogła być tak głupia, pusta, że uważała, że ten pieprzony bękart na jego ziemiach o imieniu Iwa sama utrzyma swoich żołnierzy, zapłaci za leki, doprowadzi do lepszych układów politycznych? Niech się ci ninja zajmą swoją dziedziną, machaniem mieczem czy czym tam potrafią, a politykę zostawią komuś co wyssali ją z mlekiem matki.
- Musimy rozstawić północną flankę, między samurajami a Wodospadem, z przewagą sił na samurajów. Są silniejsi, sprawniejsi, nie sądzę, by Taka miała nieco lepsze ofermy niż wy swoich ninja, mogę się co prawda mylić, ale zaryzykuje to stwierdzenie – te słowa wypowiadał naprawdę z duszą na ramieniu. Oglądał poczynania Iwijczyków z loży nie raz na egzaminach i dlaczego nadal dostawali pieniądze, to doprawdy nie wiedział.
- Jest to ryzykowne być między dwoma wojskami, jednak może gorszym się okazać jeśli samurajowie by doszli do porozumienia z Wodospadem i ruszyli na nas zajmując wybrzeże i w głąb lądu, gdy odzyskamy wodę, możemy zaatakować Kraj Gór od tej strony – wskazał palcem zjeżdżając ku dołowi.
- Co do sił i liczebności, to przecież ani ja ani moi żołnierze nie mamy zdolności szpiegujących, po to mam was – zasugerował dobitnie, że samodzielnie muszą zrobić rekonesans, mapy terenu. Czekał na jej propozycję z uzasadnieniem.
 
Posty: 1515
Dołączył(a): 14 paź 2019, o 07:55
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 15 paź 2020, o 12:39

Shuten po tej całej rozmowie była pewna przynajmniej jednej rzeczy - rozmowa ze ścianą byłaby bardziej sensowna niż z własnym przełożonym, który interpretował jej słowa na swój, błędny sposób. Było to już widać po sprawie Wodospadu, gdzie przecież na początku informowała, że nie jest to sprawa warta większej uwagi. Jedyne informacje, jakie udzieliła - udzieliła jedynie na "prośbę" Lorda i najwidoczniej to, co usłyszał stanowczo mu się nie spodobało. Na tyle, że rzeczywiście: można było poczuć się zagrożonym. Z jakiegoś powodu informacje rozjuszyły Daimyo, a klon Tsuchikage mógł jedynie dostosować się do rozkazu i zakończyć na ten moment wypowiedź. Po co Iwa wzięła sprawę Taki? Ah, moment. Już dzwoni do Mumeia. Albo do Hyakuzawy. Ona tutaj w sumie głównie sprzątała i jeżeli miałaby wytknąć, kto wmieszał ich w to bagno o dziwo musiałaby wskazać na Trzeciego. I to pomimo całej swojej niechęci do Yogana. Atmosfera była ciężka, a kolejna "trafna" uwaga sprawiła tylko, że coś w środku niej właśnie umarło. Czy on na prawdę nie zna sytuacji?
- Władca tamtego kraju nie żyje. - stwierdziła spokojnie nie wnikając jednak w to, że zakończył żywot z... ich winy? Nawet nie winy. W końcu na tym polegała pomoc Taki. Na pozbyciu się feudala, który za bardzo mieszał w ich wiosce. - Lord wybaczy, jeśli nie ujęłam tego zbyt jasno: Iwa nie potrzebuje pomocy z jedną, niewielką wioską. Po ostatnich wydarzeniach nie dysponują jakąkolwiek armią, by stanowić problem większej wagi niż bandyci tak popularni na drogach. Sugeruję jedynie, że mimo wszystko planując cokolwiek warto wziąć tę niedogodność pod uwagę. I nie mówię o Wodospadzie, a o potencjalnym zgrzycie na szlakach. - odparła beznamiętnie obserwując Daimyo. Rozmowa z nim była zwyczajnie męcząca. Gdyby sam reprezentował sobą... Coś. Cokolwiek. To może nie miałaby takiego wewnętrznego problemu, by ukorzyć się i jakoś naprawić popełnione błędy, bo najwidoczniej czy to jej słowa czy zachowaniem dość porządnie go zirytowała. W tym jednak momencie sama zamieniała się w dość porządny kłębek nerwów - większy, niż było to po niej widać.

O, tak. Nie był nikim, kto winien dawać jej rady. Z tym mogła się w zupełności zgodzić biorąc pod uwagę jego tok myślenia. Patrzyli na świat w zupełnie inny, sprzeczny sposób i najbardziej oczywistym powodem był dla niej status, chociaż płeć też mogła mieć znaczenie jak już zdążyła zauważyć. Miała wrażenie, że gdyby nie ten fakt rozmawiałby z nią zupełnie inaczej. Nie miała mu jednak zamiaru odpowiadać w kwestii samurajów. Miała do nich specyficzny stosunek i gdyby sytuacja bardziej by temu sprzyjała, pozbyłaby się nie tylko tej grupy opuszczającej Iwe, ale również wszystkich tych śmieci zastawiających wybrzeże. Jak jednak by nimi gardziła z całego serca: nie zamierała narażać własnych ludzi. W Iwie są też cywile i dzieci, a walka z taką grupą, nawet mając przewagę, mogłaby pociągnąć za sobą niepotrzebne ofiary. Wraz z groźbą wojny zwiastowanej przez chmary statków na wodzie: gra absolutnie nie warta świeczki. Przekładanie własnych uprzedzeń nad wszystko inne było zwyczajnie głupie i niebezpieczne. To też kiwnęła, chociaż niechętnie, głową na jego słowa na znak, że przyjęła je do wiadomości. A co z nimi zrobi? To już sprawa Tsuchikage.

Jaką łaskę? Moment moment, czy to kolejna rzecz, którą zinterpretował na swój sposób? Najwidoczniej, a ta mogła zdezorientowana spojrzeć na Lorda miotanego furią. Niewiele trzeba było jednak, by zagubienie wynikające z błędnego odebrania jej słów zmieniło się na mniej przyjazne. Daimyo bez większego namysłu postanowił ruszyć temat, na punkcie którego Shuten była dość drażliwa. ONA porzuciła dom? ONA porzuciła ziemię? Rodzinę? ONA, mając może dziesięć lat. Miała iść na front walczyć? A, no tak... Oni walczyli. Aż Kirigakure nie zniknęło z mapy. Iwa była tymi, którzy woleli spędzić kolejne lata żyjąc na kolana. Ale to ona i osoby z jej wioski byli tymi złymi. Tymi, którzy przegrali. Jak ktoś, kto nie wyściubia nosa spoza swoich odbitymi ametystem komnat ma prawo mówić o walce? Chociaż sama jej twarz wiele nie mówiła, w oczach odbijała się czysta furia. Pojawiało się jednak jedno jedyne pytanie w tym wszystkim: dlaczego w ogóle powinna brać do siebie jego opinię? Niejednokrotnie już udowodnił, jak bardzo jego zdanie nie ma prawa mieć dla niej jakiejkolwiek wartości.
- A jednak ze wszystkich możliwych osób, to ja teraz stoję przed Lordem. - odparła nad wyraz spokojnie prostując się nieznacznie. Owszem, nie była rodowitą Iwijką. I pokonali ich na własnych ziemiach. Stracili dużo za dużo, może nawet przez własny upór. Ale oto właśnie stała w pałacu Lorda Feudalnego z tytułem Kage. Westchnęła ciężko zastanawiając się, czy ma w ogóle tyle sił, by mu tłumaczyć kolejne kwestie, ale jak nie ona, to kto? Najwyżej doleje oliwy do ognia, chociaż nie widziała nic złego w wyjaśnieniu swojego punktu widzenia. To, że pewnie go nie pojmie pozostawało innym problemem.
- Nikt nie robi Lordowi łaski. Ale nie czytamy też Daimyo w myślach. Skoro nie wpłynęły do nas żadne rozkazy mamy prawo zastanawiać się, czy jakiekolwiek podjęte przez Lorda plany w ogóle uwzględniają nasz udział. - i dlatego sugeruje pomoc Iwy. Czy ona wspomniała o jakichkolwiek kosztach z tym związanymi? Nie. Prawda była taka, że nie dostali ze stolicy ŻADNYCH wytycznych. Komunikacja na tej linii jest ZEROWA, a koniec końców mając pod sobą własną armię, chyba była kimś na wzór jednego z generałów. No, ale w jego oczach była byle przybłędą, do tego kobietą. Przy dobrych wiatrach może stwierdzi, że w sumie chujowy z niej Kage i mają go sobie zmienić.
- Nawet służba jest pewną formą współpracy. Wszystko zależy od tego, czy Lord widzi nas jako jakkolwiek wartościowych pracowników czy zwykłych niewolników. Jakby jednak nie było, podejmując w takiej sytuacji oddzielnie decyzje może dojść do sytuacji, w której siły Lorda i Iwy wejdą sobie w drogę. Chcę tego uniknąć. - pewnie ponownie znajdzie w jej słowach coś, co mu się nie spodoba. I pewnie zapomni, że przecież do tej pory jedynie od nich oczekiwał działań, a sam nie określił jakiego wkładu w ten konflikt od nich wymaga. Ale rzecz jasna to ona już dostała łatkę bezużytecznej kobiety, zapewne również pysznej i pustej. Każdy ocenia każdego własną miarą.

Temat w końcu zszedł na to, co ją najbardziej w tym wszystkim interesowało. Póki co ten ją jedynie oceniał i obrażał przeinaczając dosłownie co drugie jej słowo. Sama zaś chciała konkretów. Nie przyszła tu pić wina z diamentowych kielichów. Była masa spraw, którymi winna się zająć, a trwoniła czas na tak nieinteresującą i bezwartościową osobę jak Daimyo. Przypominał jej nieco Dakukirę - jako osoba na swoim stanowisku możliwe, że sprawdzał się idealnie. Ale jako człowiek? Szkoda słów. Decyzja Lorda co do rozstawienia sił była jednak w jej mniemaniu dziwna. Nie robiła ona zupełnie sensu i skupiała się na problemach zupełnie nieistotnych.
- Samurajowie nic nie zyskają na porozumieniu z Takigakure. Ich wojska zostały przetrzebione nie tylko przez siły poprzedniego Daimyo, ale też Bijuu. Ich wioska wymaga odbudowy. Do tego potrzebowali pomocy takich "oferm" jak Iwa, gdzie wystarczyło nam posłać dwoje ludzi. Dodatkowo nie widzę, by te blaszane łby zniżyły się do proszenia byle ninja o wsparcie. Pomijając już fakt, że ich siły są po dwóch przeciwnych stronach kraju... O ile to, co posiada Taki można nazwać jakąkolwiek "siłą". Istnieje też ten bardzo niewielki procent szans, że Samurajowie zwyczajnie się wycofają. - to było dość śmiałe stwierdzenie, ale! Jednak stwierdzenie. Istniała na to szansa i wszystko opierało się na tym, czy ci dotrzymają danego słowa. Rudowłosa szczerze w to wątpiła, ale nie mogła zupełnie wykluczyć tej możliwości. - Dodatkowo jeżeli skupimy się za bardzo na Samurajach, dwie armie stoją na zachodniej granicy. Nim wygonimy Samurajów z portów i przeniesiemy nasze wojska drogą morską, ci mogą wejść dość głęboko na nasze podwórko. Jest to też o tyle ryzykowne, że łatwiej obronić przesmyki górskie niż w nich walczyć. Będzie źle, jeżeli przejrzą ten plan. - w tym momencie wolałaby mieć przy sobie Kamaboko. On umiał lepiej w planowanie czegokolwiek, jednak biorąc pod uwagę to, jak twardogłowy był Daimyo: możliwe, że nawet ekspertyza Gonpachiro to byłoby za mało.
- Sugeruję umieszczenie w portach po 50 żołnierzy i dziesięciu ninja. Będą stanowili zabezpieczenie portu, a jeżeli Samurajowie wedle własnych obietnic faktycznie wycofają się: będzie można niepostrzeżenie przerzucić tamtejsze siły na statki i rzeczywiście popłynąć drogą morską. Przyblokuje to też po części siły Samurajów w porcie nie dając im większej możliwości ruszenia dalej wgłąb lądu. W tym samym czasie dobrze by było skupić główną część armii na zachodzie. Tam przerzuciłabym pozostałe trzystu ninja, po sto pięćdziesiąt na Kraj Dolin i Kraj Gór. W najlepszym wypadku odwrócimy ich uwagę od morza. W najgorszym zaś część sił może przekraść się za ich plecy i sabotować ich w ten sposób. Wystarczy, by wprowadzić nieco chaosu i dać nam przewagę. Wodospadem zajmiemy się sami. Wydaje mi się to lepszym rozwiązaniem niż skupianie się na jeden armii, której może tutaj zaraz nie być i na pobitej wiosce, która ostatnimi siłami próbuje kogokolwiek pokąsać. Przynajmniej dopóki nie zostanie przeprowadzony odpowiedni zwiad. - plan pewnie nieidealny i z lukami, ale jakby na to nie patrzyła: zostawianie zachodniej granicy samej sobie było nonsensowne. Tak jakby zamknąć drzwi na trzy zamki i zamontować okna antywłamaniowe, po czym otworzyć balkon pod nieobecność mieszkając na parterze. Inna sprawa, że pewnie zaraz znowu ją obrazi w ten czy inny sposób i wyrzuci cały plan do kosza. Następnym razem listem mu wszystko wyśle, przynajmniej oszczędzi sobie nie tyko drogi, ale też nerwów.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Uchiha Kawauso » 15 paź 2020, o 17:54

Dodzwonić się do Mumeia co prawda już nie mogła, jednak opcja wskrzeszenia nie brzmiała już aż tak źle przecież. Ile by to rozwiązało problemów w Iwie, gdyby go ożywić wcześniej i podał nazwisko czy imię tego, kto go pozbawił życia. Od tamtej pory na świecie zmieniło się bardzo wiele. Już niemal nikt nie pamiętał o tym morderstwie w niemal centrum Iwy. Teraz głównym, wiodącym prym wątkiem była wojna. Mogła winić swoich poprzedników za wpakowanie ją w pozycję najmniej wygodną. Nie powiedziała na głos jednak, że wszystko jest ich winą, tylko słowa krytyki wzięła na siebie. Zuch dziewczyna? Może.
- A po co w ogóle ciągniecie ten wątek? Co to kogo interesuje, że nie mają władcy, przestańcie się mieszać w cudze sprawy, kiedy gnój wala się po waszym podwórku. – przymrużył oczy obcinając rudą wzrokiem. Kiedy ludzie się nauczą nie gmyrać w nie swoich sprawach? Przecież na każdym etapie można było się zwyczajnie na nich wypiąć, wykpić i udać, że zupełnie nie ma się środków na wsparci innej wioski. Shuten miała zbyt miękkie serce, to liczył chociaż na to, że tyłek będzie miała twardy, któryś z tych organów musi być żelazny jeśli chce się daleko uciągnąć na pozycji Kage. Chyba osiemnastolatka wierzyła jeszcze, że świat jest piękny, idealny, ktoś jej powie chociażby „dziękuję” za pomoc w obronie wioski. To był jednak świat biznesów i intryg. Może ta naiwność byłaby mu na rękę? Będzie bardziej pokorna i podatna na ewentualne jego wpływy? Odstawił swój kieliszek na stolik, przy tronie kiedy dojrzał tą złość. Złość poruszonego wrażliwego tematu dla cudzoziemki. Ach, czyli przeszłość nadal bolała i paliła ją w trzewiach. Czemu zatem tyle lat mogła spać, jeść i mieszkać obok tych, którzy może zabili jej ojca, zgwałcili matkę, a ją zwyczajnie kopnęli bo co innego można zrobić z nią. Czemu wtedy Iwa przyjęła tych łajdaków? Do dzisiaj się głowił. Początkowo uważał, że mogą być zwyczajnie użyteczni, jednak koegzystencja nie przynosiła wymiernych skutków. On sam zwlekał z tą sprawą zbyt długo licząc na to, że będą ich bronią, a tak widocznie się nie dało.
- Stoisz tu przede mną tylko dlatego, że przetrwałaś niczym kleszcz, zahibernowałaś się czekając na lepsze czasy.- za nic miał takie poświecenie, byle by przetrwać, nie zginąć, ugiąć się i przeczekać. To nie była wola jaką poważał, jaką szanował. Lepiej by było gdyby nasyciła swoją krwią ziemie kirijskie niż nadal oddychała, a serce tłoczyło juchę w jej żyłach.
- Stoisz tu tylko dlatego, że może żaden z samurajów nie uznał cię że jesteś zbyt dobra, by zabrać jako swoją prywatną zdobycz i mieć z ciebie uciechę. – może właśnie nie była w niczym dobra. Może po prostu prosiła zapłakana o darowanie życia i nie tępienia katany, a tak już dawno by przeszyła jej szyję gdzieś w obrębie czwartego a piątego kręgu. Nie wiedział tego, ale sprawiało mu satysfakcję patrząc na to, jak gniewa się, złości a przy tym nie może zrobić nic by zmienić swój los. Jest zupełnie bezradna, bezbronna, zupełnie tak samo jak te osiem lat temu. Nic się prawdopodobnie nie zmieniła. Ofiara zawsze będzie ofiarą, mało ludzi było, którzy łamali tę regułę, a ona do tych wyjątków nie należała.
- Ja tutaj jestem cały czas niemal, to nie jest już moja wina, że Iwa zwlekała nawet z nadaniem wiadomości przez posła, nie zrobiliście przez ten czas nic by polepszyć swoją sytuację. – nie uważał, że to on ma obowiązek chronić swoją wioskę, jednak mógł w tym znacznie pomóc chociażby przez wzgląd na jego majątek, czy też na wojsko, które było liczne.
- Nie, błędne masz przekonanie, jednak zastanawiam się, czy Iwa jest dobrym partnerem do rozmowy. Są jeszcze na tym świecie najemnicy, równie sprawni co wy, a ich najęcie jednorazowe nie przysparza tyle nakładów finansowych. No i w końcu są samurajowie, kto wie, może byliby lepszymi pracownikami jak to ujęłaś, a nie tylko błaznami?- przyparł ją mentalnie do muru. O to co Sabataya mogła się martwić to o to, że Lorda feudalnego trudniej jest znaleźć niż dobrych ninja. Jak skończą się pieniądze, dotacje, mogłaby się pogrążyć i zwyczajnie nie podołać takiemu ekonomicznemu przeciwnikowi. Co jak co, ale większą siłę przebicia miał zawsze pieniądz niż życie ludzkie, a szczególnie shinobi.
- Chodź za mną. – rozkazał i wstał z tronu, nie przepuścił jej by szła pierwsza, tylko jedynie mogła dreptać za nim do drzwi. Te znajdowały się przeciwlegle w sali tronowej do tych, co zniknął i wrócił paź z winem. Przeszli przez korytarz obwieszony obrazami, a co kilka metrów stał jego żołnierz. Światło sączyło się do środka przez szyby i witraże, jak mogła sądzić z najprawdziwszych szafirów, rubinów czy diamentów. Pojęcie miała zapewne o tym nikłe, więc zostało jej tylko szacować wartość takiego przepychu. Skręcili na lewo, a kolejni strażnicy otworzyli drzwi.
- Nie wpuszczać nikogo. – zastrzegł władca. Pomieszczenie było dużo mniejsze i mniej oficjalne, a pierwsze co rzuciło się jej w oczy to kominek, ciepło od niego bijące z roztańczonych płomieni. Pośrodku stał stół, suto zastawiony strawą różnej maści, rybami, pierożkami, makaronami, ryżem, owocami morza, ptactwem i dziką zwierzyną. Wszystko to stanowiło dopiero przystawkę w całej uczcie. W głębi komnaty stało ogromne łoże z baldachimem, pięknie rzeźbionym drewnem mahoniowym w różne fantazyjne i niezbyt przyzwoite rzeczy i pozycje.
- Siadaj. – rzucił lakonicznie nakłaniając ją do tego, by przynajmniej coś zjadła. Może był cynikiem, chamem, ale był też szczodrym i hojnym władcą. Tego ani ona w tej sytuacji, ani jego poddani nie mogli mu odmówić.
- Shōchū mugi? A może ginjo? Zapewne znając kobiece gusta to wino śliwkowe, prawda? Ach, posiłki będą donosić mniej więcej co trzydzieści minut, jest to optymalny czas na jedzenie, a czasu potrzebujemy zdecydowanie więcej, by się „dotrzeć”.- ostatnie słowa wypowiedział lekko się uśmiechając.
- Później wyjmę mapę, teraz jedz. – nakłonił ją do chociaż spróbowania. Sam póki co obserwował niedorostka z zaciekawieniem, bo do tej pory nie wzbudziła w nim jakiegoś większego zainteresowania.
- Może, ale nie jesteś w stanie wykluczyć takiej ewentualności – zauważył komentując możliwość połączenia sił przez samurajów z armią Taki. Może lichą, ale to było jakieś wsparcie, zawsze. Przynajmniej by użyć ich jako wabików na Iwę, a samemu okopać się i czekać z pułapkami.
- Mogliby się dogadać, iść razem w głąb kontynentu, jak zauważyłaś, od północy jest zmasowany akta składający się z czterech wojsk, gdyby wszystkie się spotkały w jednym punkcie, to nie powstrzymamy ich. – zawsze w grupie byłoby łatwiej rozgromić im cały Kraj Ziemi, podzielić między sobą, czy nawet po wojnie wszcząć kolejną wojnę o to jaki i jak duży, gdzie kto dostanie przydział ziemi. Kogo wygryźć z interesu i zgarnąć więcej dla siebie.
- Od zachodu są pasma górskie, spowolni ich to, tym bardziej, że doliny zaczynają topnieć, tworzy się błoto, dla ciężkich wojsk będzie ono niemal nieprzekraczalne, a w górach znowu mróz, mogą nadkładać drogę, jednak teren sam w sobie opóźni działania militarne z zachodu. Dalsze tłumaczenia były utrudnione ze względu na brak mapy, ale i na to coś chciał poradzić. Nie chciało mu się już fatygować służących, bo uznał, że szybciej sam sobie wyjmie kawałek pergaminu, a tak musiałby się jeszcze wydzierać. Przysiadł się bliżej Sabataya.
[b]- Wodospadem to sądzę, że zająć się trzeba jak najszybciej, mówiłaś, że jest tam bijuu, czemu by go nie pochwycić, zamknąć w czymś i po prostu wpuścić w armię wroga. Wiem, że to ryzykowne i trudne, ale to dodatkowy popłoch, może demon zrobiłby za nas większość roboty?
- chciał jeszcze wrócić do kwestii jej taktyki i zaczął wskazywać.
- Przemieścimy się tutaj, odzyskamy tą część portu i będziemy mogli kontrolować pełniej nasze wody, wziąć tak jak mówisz nawet trójkę agresorów z dwóch frontów, tylko najpierw trzeba według mnie pozbyć się problemu jakim jest Wodospad.- swoje przemyślenia kreślił na mapie palcem wskazując po każdej części ruchy jakie wojska miałyby wykonać i w jakiej kolejności.
- Jesteś Kirijką, podbno się wrzuca was w ocean, kto przeżyje żyć będzie, a ojcowie zbijają wam małe gunkan jak macie kilka lat, wykorzystaj ten swój talent i poprowadź wojska od strony wody po tym jak otworzymy sobie przejście.- zawsze jak się jej nie uda, będzie można ją przewiesić niczym aflaston na dziób statku.




https://i.imgur.com/6q96DPW.png
 
Posty: 1515
Dołączył(a): 14 paź 2019, o 07:55
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 15 paź 2020, o 21:59

Szczerze wątpiła, by Lorda interesowało to, czy w temat Wodospadu wmieszała Iwe kunoichi, Mumei czy nawet sam Tadaoki, który akurat nie miał z tym nic wspólnego. Kage odpowiadają za błędy swoich poprzedników - ktokolwiek to powiedział na ostatnim zebraniu klanów, miał całkowitą rację. Mogła się wybielać w oczach Daimyo i zrzucać winę na innych, ale nie zależało jej na jakkolwiek lepszej opinii u przełożonego. Z resztą - co najwyżej wyglądałaby żałośnie przerzucając "odpowiedzialność" na poprzedników. Chociaż to najmniejszy problem. Problemem było to, że czułaby się wtedy niewiele lepiej, a na to nie zamierzała sobie pozwolić.
- Na chwilę obecną Wodospad wchodzi w skład tego gnoju, Lordzie. Problem to problem. Lepiej się nim zająć póki jest mały zamiast patrzeć jak rośnie. - to, że ten pojawił się przez działania jej poprzednika to zupełnie inny temat. Kwestia, która w tym momencie nie była istotna i nie zmieniała w żaden sposób sytuacji. Sama mogła teraz jedynie wykorzystać reputację Hyakuzawy i jego rozeznanie na tamtych ziemiach na korzyść swoją i Iwy. Może rzeczywiście Shuten miała za dobre serce. I to serce było powodem, dla którego życie ninja w pewnym momencie przestało wyglądać jak droga, którą chce podążać. Może właśnie dlatego jedynym rodowitym Iwijczykiem, którego polubiła, był Orinosuke. Może przez to, że nie była rodowitą mieszkanką tych ziem koniec końców nie potrafiła się tu odnaleźć. Ale czy mogła być naiwna po tym, co przeszła? Życie to piekło, tyle wiedziała. I może właśnie dlatego nie chciała zostawiać za sobą tych wszystkich ludzi, którzy byli niczym bezpieczna przystań. Przy których mogła zapomnieć o bagażu doświadczeń, który ze sobą niosła. Bo czy mogła zapomnieć o nich w Iwie? Wątpliwe. Rzeczywiście zastanawiające było to, jak mogła żyć tyle lat mając własnych ciemiężców za płotem. Prawdopodobnie tylko ona była świadoma katorgi, jakiej doświadczała z dnia na dzień izolując się od społeczeństwa na tyle, na ile to było możliwe. Tocząc własne walki i myśląc, jaki los mógł spotkać najbliższych pozostawionych w ojczyźnie. Dlaczego więc chociażby po tylu latach puściła ich wolno? Dlaczego jeszcze nie ruszyła z własną, oficjalną vendettą? Była ponad to. I to jedyna odpowiedź, w jaką zamierzała wierzyć. Jeżeli Daimyo widział to jako jej słabość - śmiało. Ostatnio w życiu zaczęła mieć i tak inne priorytety niż jedynie karmienie nienawiści, która mogłaby przynieść jej co najwyżej gorzkie poczucie zemsty.
- Brałam przykład z nowych sióstr i braci w Tsuchi no Kuni. - wypaliła bez większego namysłu szczerze zastanawiając się, czy wiedział jak cała wojna wyglądała na jego ziemiach. Jak ktoś, u kogo podwładni siedzieli z podwiniętym ogonem będąc na skinienie tych zawszonych kundli Shogunatu miał wyjątkowo dużo do powiedzenia w kwestii jej sposobów na przeżycie. Czy to nie tak, że nawet Daimyo stracili wtedy swoją władzę? Ups.
- Są ludzie, którzy uważają szczęście za taką samą zdolność jak władanie mieczem. - odparła znowu spokojnie, chociaż tym razem nie miała w żaden sposób zamiar obalać jego stwierdzenia. Jak było? Nie jego biznes. Prawda była taka, że stała gdzie stała będąc tym kim była. Jeżeli znalazła się teraz w tym miejscu tylko przez czysty przypadek - śmiało mogła stwierdzić, że doprowadziły ją tutaj wszystkie siły pchające uniwersum do przodu. Może to źle. Może dobrze. Bez znaczenia. Uświadomienie sobie tych kilku rzeczy działało nieco kojąco na jej nadszarpane nerwy i zranioną dumę.
- Właśnie to robię. Przybyłabym wcześniej, ale musiałam dokonać formalności związanych z przejęciem władzy. Wierzę jednak, że nie pojawiłam się dużo później od nadanej tamtego dnia wiadomości. - odparła beznamiętnie pozwalając, by jej spojrzenie nieco zelżało. Była to całkowita prawda i rzeczywiście: ruszyła właściwie niewiele po zebraniu z głowami klanów. A biorąc pod uwagę fakt, że klonem nie potrzebowała robić sobie przerw czy oszczędzać sił w biegu mogłaby nawet zaryzykować stwierdzenie, że istniała szansa zjawienia się przed wysłanym gońcem. Czy jego kolejne słowa rzeczywiście postawiły ją pod ścianą? Dalej jeszcze nie do końca załapał jej tok myślenia. Jeszcze trochę i może dojdą do pełnego zrozumienia.
- Jeśli ma Lord takie życzenie - ma prawo Daimyo wynająć kogo tylko uważa za odpowiedniego. Jest to tylko i wyłącznie sprawa Lorda. Nie przyszłam tu ubijać interesu i sprzedawać naszych usług. Tsuchi no Kuni to nasz dom i uważam, że jesteśmy równie zobligowani do jego obrony. A mi zależy, by ta przebiegła tak sprawnie jak to możliwe. Inna sprawa, jeżeli Lord zwyczajnie nie życzy sobie naszej ingerencji. - odparła raz jeszcze zaznaczając, że przychodzi tylko i wyłącznie w kwestii współpracy. Żadnego robienia komukolwiek łaski. Żadnego ubijania interesów jeśli sam nie ma do tego chęci. Mieli jeden cel, który łatwiej osiągną wspólnie niż działając za swoimi plecami. Lord i tak miał wątpliwą opinię o własnych ninja, to może chociaż w taki sposób zrobią sobie lepszą reklamę. A jeśli nie, to trudno. Grunt, by uspokoić sytuację w kraju nim wymknie się spod kontroli. Jedna wojna to tam nic. Ale mając cztery różne siły nastawione dość wrogo można było kwestię zarobku odłożyć na moment na bok.

Nie przypuszczała, że będą zmieniali miejsce prowadzenia rozmów. Obserwowała go przez moment podejrzliwie patrząc, jak ten ją mija i idzie gdzieś przodem, jej zaś dając znak by podążyła tuż za nim. Tak jak pierwsze mijane pomieszczenia, korytarz wyglądał dość drogo. Na tym jednak etapie jedynie rzuciła zaciekawionym okiem ku kolorowym oknom, jednak dość szybko straciły jej zainteresowanie. Na obrazy zerknęła przelotnie bardziej chcąc poznać ich tematykę niż rozpływać się nad wykonaniem. Przyjemne ciepło bijące od kominka była pierwszym odczuciem związanym z przekroczeniem progu nowego pokoju. Panujący jednak wszędzie przepych nie sprawiał, by ta mogła się bardziej rozluźnić. Szybkie spojrzenie posłane wielkiemu łóżku samo w sobie wzbudziło w niej mieszane uczucie, a zwrócenie większej uwagi na detale jedynie wywołało u niej zmieszanie i zmusiło do przeniesienia wzroku ku stołowi. Najwidoczniej jej "Podziękuję, Lordzie" miało być zignorowane. Nie widząc jednak większego powodu do odmówienia, usiadła na wolnym miejscu. Rzucone przez niego nazwy nic jej nie mówiły, może prócz wina śliwkowego, którego jak nazwa wskazywała - musiało być winem ze śliwek. Jej niepewność jedynie pogłębiało obwieszczenie o donoszonym jedzeniu. Przecież... Tego było za dużo. Musiałaby zrobić jeszcze z dziesięć klonów, by uzupełnianie jadła na stole miało sens. I jeszcze ten uśmiech... Cokolwiek miał Lord na myśli, naszły ją złe przeczucia. Nie spodziewała się siedzieć w jego komnatach dłużej, niż wymagały tego rozmowy, a na jej gust mogły się zakończyć spokojnie w najbliższe pół godziny. Jej rubinowe oczy przeskanowały szybko jadło znajdujące się na talerzach przed nią, jednak wiele z tych potraw było jej obcych w smaku, jeśli nie w wyglądzie.
- Zielonej herbaty, Lordzie. Jeśli można. - rzuciła bez większej werwy uznając, że nie powinna zostawić kwestii trunku bez odpowiedzi. Może alkohol był czymś naturalnym w takich miejscach, jednak nie miała zamiar ulec. Nie w takim miejscu i nie przy Lordzie. To nie był czas sprawdzać, czy może będąc klonem wychylić kilka kieliszków nie martwiąc się o dość specyficzne skutki uboczne. Rudowłosa chwyciła ostatecznie za szaszłyk nabity wszelakiej maści mięsiwem czy warzywami i kłamstwem byłoby stwierdzić, że nie przeszła jej przez głowę myśl o zatrutym jedzeniu. Po co? Nie wiedziała. W takiej formie w jakiej była teraz miała jednak najbardziej sprzyjające okoliczności, by przyjrzeć się własnemu Daimyo. Niczego nie ryzykowała.

- Jest to wykonalne. - stwierdziła krótko opierając się wygodniej o krzesło, po czym zsunęła zębami kawałek pieczonego kurczaka z patyczka. - Jeżeli mielibyśmy wysłać naszą jedną armię przeciwko czterem, w kategoriach czystej siły nie mamy szans. O ile walka będzie w szczerym polu pozbawiona jakiejkolwiek taktyki z obu stron. Znamy nasze tereny lepiej, a Kraj Ziemi jest górzysty. Skupienie wszystkich sił w przesmyku czy kotlinie odebrałoby im możliwość ucieczki, a my moglibyśmy ich zwyczajnie zbombardować z bezpiecznej odległości. Jeśli dobrze ufortyfikować teren, garstka ludzi mogłaby przetrzymać ich wystarczająco długo, by kupić nam czas. Zbliża się wiosna, śniegi topnieją. Spotkanie ich przy rzece odetnie im drogę i pozwoli chociażby moim ludziom zutylizować wodę w okolicy. Rozumiem chęć uniknięcia takiej konfrontacji, jednak możliwości dające nam walka na własnych ziemiach może szybko sprawić, że ich liczebność będzie bez znaczenia. - możliwości były tysiące, a nic, co wymieniła nie uwzględniało jeszcze odpowiedniego rozstawienia wojska, formacji czy specjalnego uzbrojenia. Nie miała aż takiej wiedzy, by zagłębiać się w bardziej szczegółowe nazwy jednak czy ona była strategiem Lorda? No, nie. Nie była nawet własnym strategiem. Nim był Gonpachiro. Uwagi dotyczące górzystych terenów niejako pokrywały się z tym, co sama zawarła niejako w opisie, a pomysł z wykorzystaniem Bijuu rozważała sama. Nawet sugerowała coś w ten deseń na zebraniu głów klanów, jednak jeśli dobrze pamiętała, ci nie do końca byli pewni jej planów. Był tylko jeden problem, przez co pokręciła głową.
- Od poprzedniego Tsuchikage wiem, że sama walka z Bijuu nie jest łatwa. Nie nazwałabym jej jednak niewykonalnej. Jednak problem jest inny: zamknięcie bestii. - rzuciła dość oczywistym faktem obserwując kątem oka Daimyo. - Mam jednak alternatywę. Jak w Taki no Kuni mierzą się z Nanabim, tak w Yama no Kuni problemem jest Yonbi. Ściągnięcie na front Demona z południowej granicy będzie żmudne i niebezpieczne, ale zwabienie tego za plecami wroga? - otóż, nie. Było to również niebezpieczne, ale nie wiązało się z przetaczaniem kwintesencji chaosu przez cały ich kraj. - Do tego wszystkie Bestie nienawidzą byłej Kazekage i byłego Kyokukage, co można dodatkowo wykorzystać. - warto mieć zapasowy plan zwłaszcza, że te same chyba nie chciały jako tako pakować się w politykę ludzi. Definitywnie jednak Daimyo zależało na to, by rozprawić się z Taki. Niewiele mogła na to poradzić. Jeśli taka była jego wola, to nic już rudej do tego. Właściwie już w tym momencie się nimi zajmowała. A raczej Hyakuzawa się zajmował.
- Dam znać gdybym miała jakieś wieści stamtąd. Jest szansa, że problem z Wodospadem zakończy się szybciej niż w ogóle dojdzie do starć. - poinformowała przenosząc wzrok na mapę i skupiając się teraz bardziej na pergaminie. Tylko dlaczego ona ma prowadzić ofensywę od strony wody? Wcześniej była bezużyteczną kobietą, a teraz nagle jest jednym z jego dowódców? Uniosła nieznacznie brew niepewna tego, czy ten po raz kolejny chce ją obrazić czy... Pewnie chce. Jakoś ciężko jej było przyjąć to inaczej.
- Moi byli dziwni i wrzucili mnie w środek pożogi. - odparła pół żartem, pół serio. Tylko takim nieśmiesznym "pół żartem". - Dawanie mi wojsk do prowadzenia będzie ryzykowne. Nie znam wystarczająco dobrze tamtych terenów, a sprawa jest na tyle poważna, że powinien nią zając się ktoś z większym doświadczeniem. Do tego nikt mnie nie zna. Mogę poprowadzić własnych ninja, ale nie mam aż takiej reputacji by mieć posłuch u twoich ludzi. - czy warto było wspominać, że ma obecnie niewiele więcej chakry niż przeciętny genin, a sama jako ninja roczny staż? Może nie. W razie czego miała pomysł, jak to ograć. Szczurki ją znienawidzą trochę za to, ale jakikolwiek jej summon w tej chwili byłby bardziej użyteczny niż jej osoba. Wydawać rozkazy czy wspomóc radą mogłaby zaś do momentu, aż coś by jej przez przypadek krzywdy nie zrobiło. A na froncie o to łatwo. Póki co jednak wolała nie być potrzebna bezpośrednio na miejscu. Miała w końcu swoich ninja od tego.

MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Uchiha Kawauso » 16 paź 2020, o 22:28

Pomieszczenie było spore, nawet spore jak na sypialnie. Mogła dostrzec kilka kredensów, szaf, wielkie biurko, jeden ze stołów przy jakim siedziała i jakiś jeszcze jeden inny. Mimo wszystko mogła odnieść wrażenie, że są w jego prywatnej komnacie wnioskując po łożu, które chyba najwidoczniej wzbudziło w niej zmieszanie i może nawet lekki wstyd. Sam też spojrzał na łóżko ciekawy co takiego mogła dostrzec, co ją tak bardzo w nim zaciekawiło. Nie dostrzegł nic, ale to co innego jeśli się zna dane pomieszczenie, mieszka w nim kilkanaście lat. Niektóre rzeczy zwyczajnie umykają.
- Ach herbaty, mówisz? – miał bardziej przyjemny głos niż w sali tronowej. Łagodny i bardziej stonowany. - Musisz poczekać, niebawem przyjdzie Obushi i Keko, moja prywatna odoriko, macie tam w Iwie odoriko? – zapytał zaciekawiony tematem jak się takie rzeczy mają w wioskach ninja. Kto by pomyślał, że męskie gejsze; taikomochi tak szybko zostaną zastąpione przez młode dziewczęta w takich czynnościach. I faktycznie niebawem zjawiła się w pomieszczeniu młoda dziewczynka, a za nią druga z shamisen. Uklęknęły przed swoim panem i najpierw oddały cześć jemu a dopiero później jego gościowi. Nie mogła mieć więcej niż maksymalnie lat trzynaście. Widać było to po jej malutkiej, nieco jeszcze pulchnej twarzy. Usiadła sobie przy w odpowiedniej odległości od nich, by nie przeszkadzać w rozmowie, ale mimo wszystko zaczęła wygrywać jakąś naga-uta. Druga zaś była jeszcze młodsza, mniej więcej jedenaście lat.
- Urocza jest prawda? – rzucił niezbyt zobowiązująco i nie oczekiwał odpowiedzi od Tsuchikage, na temat starszej z nich. Dziewczynka jednak usłyszała tą pochwałę i poderwała na chwilę głowę by spojrzeć na dostojnego władcę, a jego wzrok wprawił ją w zakłopotanie i lekko spąsowiała. Czerwień ukryła szybko jednak schylając głowę. Jak mogła zauważyć Sabataya prócz wieku, to to, że ubierała się niemal jak dorosła kobieta, nie w jakieś tam minimalistyczne kimono, lecz pięknie zdobione jedwabie, w dodatku w kolorach pomarańczy, co zaznaczało jej bogaty status społeczny. Władca widać było, że nie szczędził pieniędzy dla niej na jej utrzymanie. Prócz ubrań, niedostosowanych do wieku widziała stonowany, lekki makijaż. Kolejna sprzeczność jaka mogła niezbyt korespondować z jej młodym wiekiem. Słuchali przez chwilę w ciszy muzyki, jaka wypływała spod jej zwinnych, zręcznych palców targając struny. Młodsza z nich na znak podniesionej czarki nalała alkoholu i zgodnie z życzeniem Shuten zaczęła przygotowywać tradycyjnie herbatę.
- Możemy ich zwabić do kotliny. – zgodził się z nią Lord feudalny i ujął czarkę, upił z niej nieco. W pokoju panowała jakaś bardziej luźna atmosfera niżeli w Sali tronowej. Byli obsługiwani przez najlepsze dziewczęta, grała muzyka, a młodsza zajmowała się dolewaniem alkoholu i podawaniem dań. Młodsza z nich co warto było zaznaczyć miała na sobie błękitne kimono, w niespotykanym odcieniu. Kolor ten przywodził najczystsze niebo. Spojrzała przez chwilkę na Shuten swoimi umalowanymi oczami i natychmiast go spuściła wiedząc, że nie można patrzeć w oczy tak wysoko postawionym personom. Pokusa była jednak dość silna, by spojrzeć, w te nietypowe oczy.
- A czemu zamknięcie jest problemem? – zapytał zaciekawiony. Nie zgłębiał tego tematu jakoś intensywnie, dlatego wiedza Shuten mogła mu może kiedyś posłużyć. Przynajmniej wiedzieć będzie o jedną rzecz więcej na tym świecie. - To mogłoby się udać – przyznał szczerze i napił się jeszcze więcej podstawiając młodszej kieliszek, a Obushi przerwała na chwilę grać, by zacząć jakąś kolejną melodię.
- Zostaniecie ze mną dłużej prawda? Jak skończymy spotkanie. Zapłacę więcej, mam ciężki dzień i chcę się zrelaksować. – zapytał się tej najstarszej. Ona tylko przytaknęła głową nie wiele myśląc o tym, że by nie została. Słowo pieniądze było chyba kluczowe, a już płatne ekstra zupełnie zmieniało postać rzeczy. Z resztą kto by nie został z Lordem? Nie dość, że miał pieniądze to był władcą, a on zawsze dobrze płacił za dobrze wykonane obowiązki.
- Mam nadzieję, że się zakończą, bo nie wygląda to dobrze, jak się skontaktujemy? – zapytał. Plan trzeba było wdrażać w życie jak najprędzej, bo czas miał tu kluczową rolę i zamierzał dopaść tych zdrajców i łazęgi, które śmiały podnieść łapę na swojego żywiciela i nie miał tu jedynie na myśli samurajów, lecz też państwa ościenne, z którymi do tej pory nie miał problemów, a nawet można było powiedzieć, że układało się im dobrze. Wszystkie umowy handlowe były sumiennie realizowane z każdej ze stron.
- Nie daję ci wojska, prowadź swoich ninja od wody. – wyraził się stanowczo. Co za absurdalny pomysł, by powierzyć jej wojska. Przecież sam osobiście będzie dowodził swoimi wojskami od lądu. Słynął z tego, że był honorowym i odważnym władcą, więc nie mógł zostawić swoich ludzi. Siedzieć na perlistym tronie i grzać tam tyłek kiedy toczyła się walka.
- Chcesz się odświeżyć po podróży? Zaraz jak przejdziesz przez te drzwi mam mój onsen, jeśli masz ochotę możesz z niego skorzystać, Keko pomoże ci się umyć. – zaoferował Sabatai odpoczynek po długiej podróży i chociażby możliwość relaksu przez chwilę. Rozmowa równie dobrze mogła zaczekać jeszcze chwilę. W tym momencie czuł też, że niejako wyczerpał tematy i chciał by zaczekała aż sobie wszystko przemyśli i jeszcze za mniej więcej godzinę wrócą do niej.
 
Posty: 1515
Dołączył(a): 14 paź 2019, o 07:55
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 17 paź 2020, o 15:05

Wstyd może było za dużym słowem, ale zdecydowanie czuła się nieswojo z podobnym tworem stojącym w pomieszczeniu. Odwróciła więc wzrok ignorując jego egzystencję skupiając się na czymś zupełnie innym. Ot, chociażby na zastawionym stole. Wyjątkowo jej prośba o herbatę nie poskutkowała zruganiem jej za plebejski gust i odrzucenie proponowanego alkoholu. Ba, wydawał się milszy niż jeszcze w sali tronowej. Nie szło nie patrzeć na niego podejrzliwie i bez absolutnego braku zaufania. Nagła zmiana tonu nie sprawiała magicznie, że zapomniała o znieważaniu ją przez praktycznie połowę konwersacji, zaś zaoferowana gościnność niewiele poprawiała wizerunek Lorda w oczach rudowłosej. Miał swoje pięć minut, by zrobić dobre wrażenie i te zdążyły dawno minąć dając jej jedynie powody, do podważania dobrych intencji Daimyo.
- Wioski ninja nie powstały celem kultywowania sztuki. Niestety... - odpowiedziała spokojnie, chociaż ostatnie słowo dodała z pewnym żalem. Nie potrzebowała w Iwie żadnych gejsz, które pewnie i tak nie znalazłyby tam dla siebie pracy. Nie były jednak jedynym rodzajem artystów, a sama znała co najmniej... teraz już nawet dwóch. Może gdyby Iwa nie istniała głownie dla celów militarnych, twórczość takiego Gonpachiro miałaby możliwość w końcu trafić do ludzi będących w stanie ją docenić? Co prawda Sabataya nie była jedną z nich, jednak nie stało to na przeszkodzie, by życzyć dobrze swojemu przyjacielowi. Zapowiedziane dziewczęta pojawiły się niewiele później. Spodziewała się kogoś... Starszego? Tymczasem do pomieszczenia weszły dwa młode pisklaki, ubrane i wymalowanie nieadekwatnie do wieku. Więc to o nich mówił. Tsuchikage spojrzała na nie badawczo, po czym posłała odoriko ciepły, łagodny uśmiech. Z czystej uprzejmości, bowiem ta daleko była od stwierdzenia, by zrobiły na niej większe wrażenie. Na pewno jednak były widokiem zaskakującym i niewiele obcym jak cały pałac. Zwłaszcza, że w porównaniu z nimi, ubiór noszony przez mieszkańców stolicy zbladnął w odczuciu Cienia Ziemi. Na pytanie Lorda kiwnęła jedynie głową. Czy były urocze? Na pewno przykuwały wzrok i świadczyły o majętności pracodawcy. Ale... Urocze? Może w pewnym sensie. Nie dla niej akurat, będąc w stanie przywołać dużo więcej obrazów zdecydowanie bardziej zasługujących na to miano, jednak nie był to temat, przy którym było sens wdawać się w jakąkolwiek polemikę. Dużo bardziej skupiła się na wygrywanej melodii oczekując herbaty, o którą poprosiła. Pomysł z kotliną przypadł Daimyo do gustu, co już dawało pewien zarys planu. Trzeba ich jednak było do tej kotliny wprowadzić i tam zdziesiątkować. To już sprawa Lorda jak to zrobi. W międzyczasie w oczy rzuciła jej się młodsza z odoriko, która chyba na moment zawiesiła wzrok na samej Shuten. Nie przeszkadzało jej to w żadnym wypadku, jednak nieco zaskoczyło. We własnym mniemaniu nie było w niej nic, co mogłoby przyciągnąć spojrzenie. Szczęśliwie nadrabiała charakterem. Były jednak sprawy bardziej pilne niż takie drobnostki, to też wzrok sprawnie przeskoczył z odzianej w błękit niewiasty na własnego przełożonego, po czym upiła ostrożnie kilka łyków herbaty.
- Bijuu to ogromne skupiska chakry mające fizyczną formę. By je zamknąć, trzeba je zapieczętować. A żeby zapieczętować coś takiego potrzeba nie tyko szalenie silnych ninja będących w stanie bestię zmęczyć i unieruchomić, ale także specjalistę w dziedzinie pieczętowania. Nie zdziwiłabym się również, gdyby technika do czegoś takiego nie leżała spisana w jakimś starym zwoju wepchniętym pomiędzy regały w bibliotece. Nie znam w Iwie nikogo, kto mógłby tego dokonać. - wyjaśniła spokojnie odstawiając filiżankę na spodek. Tak, ściągnięcie Demona mogłoby się udać. Zamieszała delikatnie zawartością naczynia myśląc jeszcze nad czymś. Ten plan.. On był dobry. I dość szalony. Ale było w nim wiele niewiadomych, które ją mierziły. - Obawiam się jednak, że przeciwko tak licznej armii sensowniej będzie oprzeć się na pewniejszym rozwiązaniu. Żeby ściągnąć Yonbiego, należałoby go pierw zlokalizować w Kraju Gór. Do tego ściągnięcie go aż pod granicę z naszym krajem może kosztować mnie ludzi. A jeśli tego byłoby mało, nawet jeśli jakoś uda się bez problemów wciągnąć go w konflikt to rodzi się pytanie: co potem? Bijuu są inteligentne. Może poczuć się wykorzystany i zacząć siać zamęt na naszych ziemiach. - zaczęła powoli rozumieć, z jakimi bolączkami musi mierzyć się momentami jej poeta. Rzucenie losowym planem było łatwe, ale dopracowanie go już nie. Szczęśliwie nic ich obecnie nie goniło i nie trzeba było podejmować decyzji w biegu. Zwłaszcza, że hej! Po co jej Bijuu? Może nawet ciągnięcie szwadronu ludzi przez góry nie będzie konieczne. - Mogę jednak ściągnąć niepostrzeżenie na front coś niewiele mniejszego od demona, równie destrukcyjnego ale bardziej pewnego. Będzie to zdecydowanie mniej problematyczne niż opieranie taktyki na ruchach czegoś tak nienaturalnego jak Ogoniasta Bestia. - czy był sens mówić, że zrzuci tam szczura wielkości tego pałacu? Może nie. Nie widziała ku temu potrzeby. Ot, sprawy Iwy. Grunt, by efekty były podobne, a jeżeli zainteresują go szczegóły to pewnie sam zapyta. Opisywanie planu, który może jeszcze będzie modyfikować mijało się z celem. Zignorowała słowa Lorda rzucone do dziewczyn z prostej przyczyny - nie dotyczyły jej w żaden sposób. Mało ją interesowały rozrywki Daimyo i jedynie poczekała, aż ten wróci do rozmowy. Gdyby miała szczerze odpowiedzieć na pytanie o kontakt musiałaby powiedzieć, że wcale. Może i zszedł z tonu, ale niesmak pozostał. Sama jednak zaproponowała przekazanie informacji i chociaż najlepiej oddelegowała do tego jakiegoś swojego ninja, tak w obecnej chwili istniały większe problemy niż współpraca z własnym przełożonym.
- Zależy od tego, jak szybkiego kontaktu życzy sobie Lord. - opcji było bowiem kilka. Upiła kolejny łyk nim przeszła do rzeczy. - Najprościej byłoby wysłać gońca. Zajmie to jednak chwilę, a i goniec może przepaść. Wymaga jednak najmniejszego nakładu pracy. Z szybszych możliwości: mogę pojawić się na miejscu hologramem. Jedynym wymogiem jest, by Lord miał w swoim posiadaniu przedmiot z moją chakrą. Tak długo jak będzie on w posiadaniu kogoś, komu mogę przekazać informacje, tak długo metoda ta będzie miała sens. Jest jeszcze jedna, mi osobiście nie na rękę. - nie była pewna, czy chce o niej wspominać, ale już pal licho. Wzięła głębszy wdech nim kontynuowała. - Mogę pozostawić w stolicy własnego klona. Tak długo, jak będzie posiadał chakre, tak długo będzie spełniał swoją rolę. Wtedy nie tylko ja będę mogła skontaktować się z Lordem, ale i Lord ze mną. Z tym, że jest to rozwiązanie działające jedynie przez jakiś czas. - mógł sobie wybrać. Jak widać opcje były. Wszystko zależało od tego, która z nich będzie mu bardziej pasować biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy. Shuten metoda była w dużej mierze obojętna, chociaż pozostawanie na miejscu w jakiejkolwiek formie niezbyt jej leżało - zarówno z osobistych przyczyn jak i czysto technicznych. W tym tempie oryginał będzie musiał posłać do Iwy kolejnego klona, gdziekolwiek by się obecnie nie znajdowała.
- W takim razie mogliśmy się nieco nie zrozumieć, rzeczywiście. - odparła spokojnie słysząc o kwestii wojsk - ale nawet mi to na rękę. Będziemy jednak potrzebowali statku i załogi, która go poprowadzi. Nie jesteśmy marynarzami. - coś czuła, że patrzenie sobie jak Ichiwa prowadzi statek nie szczególnie uprawniało ją do chwytania za ster Jakieś 15 ninja powinno starczyć. Nie rzucą się w oczy tak jak cały oddział, a i tak będą raczej rolę wsparcia. O ile w ogóle jakiś weźmie i o ile dostaną statek. Żeby jeszcze wiedziała, że kwestia zrzucenia konkretnie olbrzymiego szczura może się skomplikować... Tak samo jak rozmowa z Lordem. Fakt, że ten nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakiej formie pojawiła się w jego włościach nieco utrudniał jej życie. Mimo bycia klonem skusiło skorzystać, jednak ostatecznie pokręciła głową.
- Doceniam gościnność Lorda, jednak nie ma takiej potrzeby. Powrót do domu zajmie mi nieporównywalnie mniej czasu niż zjawienie się w stolicy. - mniej więcej. Nie było to zgodne w stu procentach z prawdą, bowiem już raczej nie wróci, jednak nie było sensu robić cokolwiek ponad wyznaczone zadanie. - Jeśli jednak Lord chciałby zrobić przerwę i wrócić do rozmowy za jakiś czas, mogę znaleźć sobie zajęcie i przyjść za kilka godzin. - oznajmiła bez większej werwy kończąc herbatę. Skoro była na miejscu mogła chociaż zwiedzić stolicę - czy to teraz czy już po zakończeniu rozmów. Nie było to aż tak ważne skoro w każdym momencie mogła przekazać odpowiednie informacje reszcie jej kopii.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Uchiha Kawauso » 17 paź 2020, o 20:11

Wstyd, ale jaki wstyd? Jakie nieswojo, ot cokoły wykonane przez jakiegoś tam rzemieślnika, zapewne utalentowanego, a tematyka… rzecz gustu. Z goła chyba gorzej byłoby mieć scenki rodzajowe ze zdarzeń religijnych i patrzeć co wieczór jak bogini Amaterasu ocenia cię w łożu swoimi wyłupiastymi, zalakierowanymi oczami. Takie przynajmniej mógłby mieć zdanie Lord feudalny. W dodatku kto tak naprawdę przejmował się tak bardzo treścią rzeźb na jakimś łóżku.
- Niby tak, ale żyją tam przecież jacyś cywile, nie jest tylko militarnym zastosowaniem taka wioska. – odparł dziewczynie i przez chwilę znowu zasłuchał się w melodii granej przez jedną z dziewczyn. Była taka młoda a już można by było o niej powiedzieć, prawdziwy talent artystyczny. Zjawiskowa i niedościgniona. Ciekaw był czy Shuten podzielała jego zamiłowanie do tego, by słuchać jak małe stosunkowo dziewczynki grają. Wyczuł, że chyba jednak była jednak trochę zdegustowana tym, że osoby w tak młodym wieku noszą makijaż. On w zasadzie dziwił się, czemu ona nie jest pomalowana, nie ma idealnie wyskubanych brwi, czemu nie czerniła zębów ohaguro. Przecież to był istny krzyk mody. Dziwił się, że w ogóle ma brwi, bo większość kobiet o wysokim statusie społecznym zwyczajnie je malowała powyżej linii brwi. Była naturalna, prawie tak samo jak kobiety w okresie edo. Nie miała ani upięć, ani nie miała nic namalowanego na czole jak to robili w asuka.
- Ile ty właściwie masz lat i w jakich bogów wierzysz? – wypalił tak bez namysłu, bo szereg pytań zbierał się mu pod czaszką niczym krew z tętniaka mózgu. Nie była odziana ani w symbole religijne, ani nie podkreślała swojej przynależności do klanu zaznaczonego przez mon. Doprawdy dziwną była kobietą. Jakąś taką wydmuszką, bez przeszłości, którą zakopała dawno temu, bez przyszłości jak mu się zdawało. Młoda dziewczyna po raz kolejny nalała mu alkoholu a on zaczął jeść i zaczął nie jakby inaczej jak pieczonej kaczki w słodkim, śliwkowym sosie z makaronem.
- A jak myślisz, dałoby się bijuu zmieścić w kubku z przykrywką? – zapytał o pojemnik na demona. Czy tylko naczyniem mógł być żywy człowiek, tego nie wiedział, a chciał się dowiedzieć. Słuchał niepodzielnie słów Sabatai przyglądając się jej z ukradka, lecz dyskretnie. Czy tylko tak wyglądają te kobiety ninja? Kunoichi zwane. Nie robią sobie makijażu, nie spinają włosów i nie chcą wyglądać pięknie nawet przed Lordem feudalnym? Dziwne. Jego świat znacząco się różnił ot tego z jakiego przybyła ruda niewiasta. Chwycił za chochlę od zupy, która bulgotała w garnku na stole i położył na talerzyku. Chwycił enoki, trochę tofu i zostawił na wrzątku do ogrzania. Nie zadecydował co do formy kontaktu. Szczerze nie wiedział jaką woli.
- Jak to? Przecież w Kiri musiałaś żeglować. – jakoś feudałowi nie mieściło się w głowie to, że dziewczyna, z wyspy nic nie wie o sterowaniu statkiem.
- Nie wiem czy dam odpowiedź na pytanie dzisiaj, muszę sprawę dobrze przemyśleć i pogłówkować nad nią, nalegam temu byś tutaj została i przynajmniej odświeżyła się. – była trochę jakaś dziwna, nie korzystała z dobrodziejstwa jakimi ją obsypywał. Wyciągnął tofu i grzyby na ryż i pochłonął. Wrzucił kawałek wołowiny i znowu odczekał. Co jest nie tak z takimi kunoichi jak Shuten? Nie wziąć kąpieli w onsen, nawet nie dla odpoczynku, lecz dla bogów? Przecież tak się nie godziło. Zastanawiał się, czy to z jego powodu, a może jest jakimś innowiercą? O co mogło chodzić tej rudej dziewczynie. Rozumienie jej w ogóle nie mieściło się w kanonie jego umysłu. Może stolica faktycznie wyprzedzała wioskę o kilka epok, a ta żyje w jakichś archaicznych przekonaniach. Wyciągnął sobie plasterek mięska i położył jej na ryżu. Mały, jakiś dziwny gest, jakiego się dopuścił. Najmłodsza z dziewcząt wstała od stołu i skłoniła się do władcy. I zniknęła za drzwiami, lecz tylko na chwilę donosząc kolejne smakołyki, trunki i napoje oraz jedzenie.
- Próbowałaś kiedyś ostryg? – zaproponował jej rozwartą połówkę z mięśniem na perłowym, naturalnym talerzyku.
 
Posty: 1515
Dołączył(a): 14 paź 2019, o 07:55
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 18 paź 2020, o 12:36

O gustach rzecz jasna się nie dyskutuje, oczywiście. Dlatego też szybko zostawiła mebel w spokoju, bo co innego mogła zrobić? Niektórzy wolą motywy owieczek, a inni... O, takie. Można było więc spokojnie przejść do innych tematów, które paradoksalnie miały mało wspólnego ze sprawą, z jaką przyszła, a zdradzały znamiona dość niezobowiązującej pogawędki.
- Nie tylko, ale głównie. Ludzie w takich miejscach mają mniej wyszukane zajęcia. Próżno szukać tam teatru czy odoriko. - nikt nie przykładał wagi do takich kwestii. Cywile mieli też pracę, a czas wolny pewnie prędzej spędzali przy butelce sake lub z rodziną zamiast zaczytując się w prozie lub słuchając bardziej "eleganckich" utworów. W czym nie widziała nic złego, takie szanty miło się słuchało. - Chociaż kto wie, może to się kiedyś zmieni. Sama mam przyjaciela poetę, a nawet cywilem nie jest. Póki co wioska ma jednak inne wydatki niż wspieranie sztuki. - odpowiedziała bez większej ekscytacji. Jakby nie te wojny to kto wie, może jakąś scenę postawiłoby się Gonpachiro. Nie uczyniłoby to nagle Iwy kolebką kultury, ale byłby to jakiś krok do uczynienia wioski bardziej otwartą. Te "ukryte" osady ninja już od dawien dawna ukryte nie są. Może rzeczywiście podobne melodie byłoby słychać nawet w Kamieniu? Wiek wykonawczyni nie grał dla niej roli tak długo, jak występowała z własnej woli. Ta zaś nie wyglądała na taką, która byłyby do czegoś przymuszane. Ich wygląd sam w sobie grał oddzielną rolę od umiejętności, a ta zdecydowanie miały. Chociaż sama wolała żywsze melodie nie mogła powiedzieć, że utwór rozbrzmiewający w komnatach Lorda był przez to jakkolwiek gorszy. Jedynie inny.
- Bogów...? - to było... dziwne pytanie. Tak dziwne, że spojrzała na Daimyo dość zbita z tropu nie rozumiejąc specjalnie celu takowego. Inna sprawa, że to samo było dość problematyczne. Przez chwilę biła się z myślami, czy w ogóle mu na nie odpowiadać, jednak jakby na to nie spojrzała: z żadnej z tych dwóch rzeczy nie robiła tajemnicy. Nie były to też informacje, których wyjawienie jakkolwiek wpłynęłoby na jej życie. - To nie tak, że w jakiś nie wierzę. Jacykolwiek bogowie czy bóstwa są obecni na tym świecie, zwyczajnie nie robią mi różnicy. Nie ma sensu myśleć nad tym, czy uznaję istnienie któryś z nich mniej lub bardziej. - odparła po chwili nie szczególnie martwiąc się tym, czy zostanie przez to zaraz uznana za heretyka czy też nie. Jakoś do tej pory nie czuła, żeby jakaś Amaterasu nad nią czuwała. Już prędzej jakaś Kappa włóczyła się za Sabatayą, a te raczej miały bliżej do yokai. - Wolę za to myśleć, że jest na tym świecie siła będąca ponad wszystkimi ludźmi czy bogami. Siła, która pcha historię świata do przodu i zależna jest jedynie od działań wszystkich jednostek. Łatwiej się żyje wiedząc, że moja przyszłość zależy w większej mierze ode mnie samej, a nie kaprysu jakiegoś astralnego bytu. - kłamstwem jednak byłoby stwierdzić, że nigdy nie zdarzyło jej się rzucić jakimś 'na bogów" czy czymkolwiek podobnym z czystego odruchu. Nie widziała w tym nic złego. Tak samo jak nie widziała niczego zdrożnego we własnym podejściu. Była ninja. Nie miała czasu, by chodzić po kapliczkach i składać modły. Czy był z resztą ku temu jakikolwiek sens? Żyli w świecie, gdzie łatwo było pomylić człowieka z istotą wykraczające po za ludzkie pojmowanie. Minus taki, że straszenie jej "karą boską" mogło być mało skuteczne. - A lat... Chyba zaraz będzie osiemnaście. - wzruszyła ramionami dalej nie wiedząc dokładnie, czemu Lorda miałyby interesować takie rzeczy. Chyba, że chce się znowu pośmiać z Tsuchikage. No bo kto to widział - nie dość, że kobieta, to jeszcze w sumie dzieciak. I ma przewodzić jego ninja? Oh. Nie znając dylematów Daimyo mogła opierać własne domysły jedynie na tym, jaki obraz stworzył póki co w umyśle Tsuchikage. Ciężko jej było jeść nie czując głodu. Łatwiej było jej w siebie wlewać herbatę, zdecydowanie.
Czy można zamknąć bijuu w kubku? Uniosła brew po raz kolejny zastanawiając się, jak bardzo ten pomysł miałby sens. I bardzo szybko doszła do wniosku, że wcale. Tak jakby.
- Gdyby był wystarczająco duży i wytrzymały, to kto wie, szans aby była. Może jakby spróbować wykorzystać do tego specjalnie stworzoną gurdę. W większości jednak przypadków zamyka się ich w ludziach. Dalej jednak bez odpowiedniej osoby znającej technikę nic komukolwiek z pojemnika. - kartonowe pudełeczko na pewno przestałoby istnieć tak szybko, jak tylko ktoś spróbował w niego wsadzić tak dzikie źródło chakry. Nawet ta w organizmie ludzkim, jeśli źle kontrolowana, mogłaby wyrządzić komuś koniec końców szkody, a co dopiero coś podobnego. Brak odpowiedzi co do sposobu komunikacji widocznie jej się nie podobał. A to ponoć kobiety mają problem z decyzyjnością! Najwyżej sposób mu narzuci i to ten bardziej odpowiadający jej samej, jednak póki była jeszcze na miejscu zamierzała mu dać chwilę do namysłu. Nic jej to nie kosztowało, a ponarzekać w duchu nikt czerwonookiej zabronić nie mógł. A tych dostała już całą masę. Może gdyby jeszcze wyrażanie swojej dezaprobaty rzeczywistością sprawiało jej jakąś przyjemność, pobyt w pałacu nie wzbudzałby w niej tyle negatywnych odczuć. Te szczęśliwie nieco zelżały, może dzięki zmianie podejścia jej rozmówcy.
- W czasie, kiedy nauka żeglowania miałaby najwięcej sensu, moja wioska stała w płomieniach. Z resztą jesteśmy ninja, nie marynarzami. Mamy umieć walczyć, a nie łowić ryby na pełnym morzu. - rzuciła niechętnie nie rozumiejąc, skąd to przekonanie Lorda. - Ale mam niejakie pojęcie o tym. Żeby faktycznie okręt mógł płynąć po wodach potrzebuje załogi - wiedzącej, co robi i gotowej na każde okoliczności. A do tego dobrego kapitana, który reagowałby odpowiednio szybko na zmiany i nie wpłynął okrętem w skały czy na mieliznę. A że ostatnimi czasy widziałam szalenie dobrego kapitana, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że sama bym się do czegoś podobnego nie nadawała. A tym bardziej nie byłabym w stanie przeszkolić Iwijczyków z przygotowania statku do rejsu. - wiedziała tyle, ile zobaczyła na Jaglance czy Wielorybie. Nic po za tym. Zdecydowanie za dużo czasu spędziła w okolicach steru by wiedzieć, jakie dokładnie zajęcia mają na swojej głowie marynarze. Może następnym razem, jeśli tylko wiatry będą pomyślne, bardziej zainteresuje się tematem? Kto wie. Przyszłość skrywała zbyt wiele niewiadomych, a myśl ta mogła jedynie zakopać się gdzieś w jej umyśle czekając na lepsze czasy. Gdzieś w okolicach wspomnień, które na moment wprawiły dziewczynę w melancholię. Ta minęła tak szybko, jak odpowiedź Lorda przywołała ją z powrotem do rzeczywistości. Wiec nie dzisiaj...? Czyli mogła ruszać do domu, tak? A nie, jednak nie. Nie widziała absolutnie powodu, dla którego miałaby zostać i zwlekać z przekazaniem odpowiedzi. Z drugiej strony - pomimo początkowych zgrzytów, dialog z Daimyo jakoś "szedł". Mogła kląć na niego w myślach ile tylko pragnęła wypominając mu każdą jedną zniewagę, której dopuścił się lekką ręką. Prawda jednak była taka, że ostatecznie przyszła tu coś ugrać na tej wizycie, a nie jedynie wyrazić swoją pogardę jak małe dziecko. Skoro nalegał, by została chwilę dłużej, równie dobrze mogła wzruszyć ramionami i westchnąć cicho pod nosem. Doceniała traktowanie jej jak człowieka, a nie zwyczajną projekcję stworzoną z chakry, jednak utrudniało to jej wiele rzeczy. Musiała mieszać się w masę bezsensownych czynności tylko po to, by nie wyjawić swojego małego sekretu. Bo i po co? Jeszcze poczułby się urażony, że nie przyszła osobiście. Miała ważniejsze sprawy na głowie niż zabawianie Daimyo swoją egzystencją.
- Skoro Lord nalega... - rzuciła nieco zmęczona odmawiając każdej jednej rzeczy proponowanej przez mężczyznę. Może jeśli zgodzi się na chociaż skorzystanie z tego onsenu przestanie wpychać jej chociaż jedzenie na talerz czy kielichy wypełnione winem? Może. Chwyciła patyczki chwytając nimi od biedy trochę ryżu, na którym tuż po tym pojawiło się "coś". Dodatkowy element, przez który spojrzała na Lorda badawczo. Nie rozumiała go. Nie miała pojęcia, co mu chodzi po głowie. Nie posiadała jakiegokolwiek powodu, by nie podchodzić z dystansem do człowieka, który stał się podejrzanie znośny niewiele po tym, jak zmieszał ją z błotem kilkukrotnie. Samo to spotkanie z resztą nie wyglądało tak, jak podejrzewała. Liczyła na jakieś sprawne opracowanie taktyki wraz z władcą tych ziem i może jakimś nadwornym taktykiem, po którym mogłaby bez problemu wrócić do Iwy, a nie uczty. Przeniosła rubinowe spojrzenie na owoc morza, to znowu na Lorda z twarzą nie wyrażającą żadnego konkretnego wyrazu.
- Nie lubię ostryg. - odparła spokojnie wracając do ryżu, dość zręcznie wymijając dodatkowy kawałek mięsa. Prawda była taka, że tych nigdy nie jadła. Nie kusiło ją też spróbować, chociaż w tej chwili mogło to wynikać z faktu, że te proponował człowiek, do którego jej zaufanie oraz sympatia były mocno ograniczone. Nie bez powodu. - Jak to jest, że w jednej chwili jestem jedynie bezużytecznym pionkiem, przybłędą z odległych stron nie reprezentującą sobą większej wartości, a w drugiej sam Lord podstawia mi rarytasy godne błękitnokrwistej szlachty? - jej ton nie zmienił się ani trochę, tak jakby było to pytanie równie luźne jak ostatnia część ich konwersacji. Może chociaż będzie wiedziała, na czym stoi? Obecnie oba podejścia do jej osoby zaprezentowane przez Daimyo były tak sprzeczne, że dawał jej wyraz osoby nader fałszywej. Lub mającej jej za głupią dziewczynę, którą wystarczy potraktować trochę lepiej by wkupić się w jej łaski. Nie wiedziała nawet, po co miałoby mu na tym zależeć o ile w ogóle, co było dodatkową zagwozdką.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Uchiha Kawauso » 25 paź 2020, o 09:17

Nie drgnął ani przez moment kiedy ją obserwował swoimi czujnymi, bystrymi oczami. Czy wyczuł żali i lekkie zwątpienie? Chyba tak. Przeniósł wzrok na tą starszą dziewczynę, która wygrywała piękne pieśni. Dlaczego świat nie był chociaż odrobinę mniej skomplikowany, że ludzie za wszelaką cenę musieli się zabijać walczyć. Mieć swoją przynależność, kulturę, tradycję, o którą chcieli i musieli walczyć. Odchylił się nieco słysząc od rudowłosej piękności o jej przyjacielu.
- Zatem, niechaj przybędzie do mnie, chętnie zapłacę za jego występ, doceniam ludzi światłych, twórczych. - nadstawił raz kolejny kieliszek, by uzupełnić go alkoholem. Zaległa dłuższa cisza, a kobieta zdawała się być zamyślona. Doprawdy chyba żałowała, że urodziła się w tym miejscu gdzie się urodziła, na dodatek w profesji niezbyt ładnej, niezbyt cieszącej się poklaskiem.
- Czy gdybyś miała możliwość nadal byłabyś ninja? - zapytał jakoś tak mimowolnie, a ich rozmowa zaczynała być bardziej prywatna niżeli oficjalna, co mogło zaskoczyć kobietę. Władca zamieszał alkohol w czarce i patrzył jedynie pusto gdzieś na przeciwległą ścianę, kiedy Sabataya czyniła wywód odnośnie bogów, jej przekonań i religii. Póki co nie ciągnął tematu wieku. To było smutne, można by ułożyć pieśń właśnie o takiej Shuten. Podejrzewał, że nigdy nie kochała, była tylko cieniem, który pozbawiał życia innych za mieszek złota. To doprawdy nadawało się na piękną pieśń przy których kobiety płaczą:

"Skąd pochodzisz piękna cudzoziemko?
Córko Nieba lub Ziemi.
Piękny rajski ptaku, co ty tutaj robisz?
Córka wielu dróg.
Kto może powiedzieć, gdzie będziesz jutro?
To jest zapisane w liniach na twej dłoni."

Zdziwił się na słowa o jej zdolnościach do żeglowania.
- A nie można walczyć z wody? - co jak co, ale sądził, że tereny z jakich przybyła głównie podejmowały konflikty na wodach, z użyciem często statków, bowiem Mizu no Kuni była wyspą otoczoną przez kilka mniejszych. Widocznie ballady i pieśni kłamały w tym zakresie, ale jakie były piękne... Długo milczeli, głównie odzywała się kobieta, ale on zamyślił się nieco.
- To, że ty jadasz byle co i byle jak, nie znaczy, że mi przystoi przyjąć cię w byle czym i byle jak, jestem lordem, mi zwyczajnie nie wypada podać ci jedynie podłego piwa i jakiegoś ramenu z budki. - to było przecież oczywiste, dlaczego. Mógł nie karmić jej wcale, jednak był człowiekiem powiedzmy gościnnym i doceniającym to, że tu przyszła w miarę szybko. Nie było nic w tym trudnego, magicznego. Zwyczajna kultura i dworska etykieta. Westchnął ciężko i wstał i podniósł ręce na boki, a mała dziewczynka doskoczyła do niego przyjmując na dłonie haori jakie zdjął. Piękne, jedwabne i wściekle czerwone, zaznaczające jego status społeczny. Dziewczyna pomogła mu z pasem obi do kimona.
 
Posty: 1515
Dołączył(a): 14 paź 2019, o 07:55
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage

Re: Pałac Lorda Feudalnego

Postprzez Sabataya Shuten » 25 paź 2020, o 15:44

Były na świecie rzeczy, które dla ludzi były wystarczająco cenne co by splamić sobie ręce krwią w ich obronie. Rzeczy, o które warto walczyć. Tak było, jest i będzie, zaś im pozostało jedynie dostosować się do świata, który w żadnym wypadku nie planował dostosować się do kilku niezadowolonych indywiduów. Dla niektórych wydawał się skomplikowany, jednak dziewczynie był nadto bliski. Żyła i poznała panujące w nim zasady z pierwszej ręki, co najpewniej wpływało na różnice w postrzeganiu rzeczywistości zarówno przez Sabataye, jak i Lorda. Nie przybyła tu jednak z myślą, że ci będą jakkolwiek zgodni w każdym jednym temacie. Już jego "ciepłe" przywitanie mogło budzić pytania, jak ten postrzega młodą Tsuchikage. Nagła w jej mniemaniu zmiana postawy mężczyzny dalej nie budziła w niej większego zaufania do figury Daimyo. Jak jednak na początku miała wrażenie, że została postawiona przed wrogim jej zwierzem, tak teraz zelżało pozwalając jej nieco bardziej się rozluźnić. Uniosła lekko brew słysząc zaproszenie skierowane do Gonpachiro patrząc na Daimyo z dozą rozbawienia. Kamaboko występujący przed samą szlachtą... Kto by pomyślał?
- Nie jestem pewna czy chciałby za to pieniądze... Ale kto wie? Jak tyko go spotkam przekażę, że jest u Lorda mile widziany. - uniosła wyżej kącik ust. Powinna mu to przekazać? Nie powinna? Nie widziała jakoś swojego poety występującego przed samym Lordem Feudalnym. Z drugiej strony nie jej chyba decydować, gdzie winien recytować swoje wiersze. I tak nie sądziła, by miał stanąć w pałacu w najbliższym czasie nawet, jeśli zdecydowałby się skorzystać z zaproszenia. Chwila przerwy w rozmowie pozwoliła jej bez przeszkód podać pustą filiżankę jednej z odoriko, która obecnie zajmowała się nimi przy stole. Posłała jej przy tym cieplejszy uśmiech będący swego rodzaju niemym "Arigatō~!". Przynajmniej w taki skromny sposób mogła docenić ich pracę. Ten jednak zszedł z jej lica tak szybko, jak padło kolejne pytanie. Jeszcze dziwniejsze niż poprzednie, a zdające się w pewien sposób podchwytliwe. Czy właśnie jej jakby nie patrzeć przełożony pyta się o jej chęci do bycia tym, kim jest? Obserwowała go przez chwilę bacznie, a odpowiedź na tę zagwozdkę przyszła szybciej, niż mogłaby przypuszczać.
- Nie. - odparła spokojnie i zupełnie szczerze dochodząc do wniosku, że przecież absolutnie jej na tytule Kage czy nawet dalszym byciu ninja nie zależy. I co jej niby Daimyo zrobi? Wyrzuci ze stanowiska? - Ale nie jestem ptakiem zamkniętym w klatce. Moje "bycie" czy "nie bycie" ninja nie ma nic wspólnego z możliwościami. Tych posiadam aż nadto i mogę odejść w każdej chwili. Mam jednak powody, by zostać. - dodała upijając po tym łyk herbaty. Wszystko rozbijało się ostatecznie o to, na jak długo ów "powody" będą ją w stanie zatrzymać. Póki co jej posada stanowiła jedynie pewną niedogodność, a nie żaden poważny problem. Obecnie miała zupełnie inne priorytety i gdyby tylko wiedziała, jak Lord postrzega Sabataye, ta najpewniej parsknęłaby śmiechem.

- Można. - westchnęła cicho słysząc, jak ten dalej ciągnął temat żeglugi. Miała wrażenie, że jest to coś, co będzie musiała bardzo powoli wytłumaczyć, bowiem rzeczywistość nie do końca nakładała się z tym, jak tę widział Daimyo. - Jestem w stanie zatopić w pojedynkę połowę floty, a nawet przebiec przez mniejszą cieśninę. Stanowię nawet większe zagrożenie na wodach, niż lądzie - a żeglować nie potrafię. - aż się jej walka z Krakenem przypomniała, ale kiedy to było? - Prawdą jest, że Mizu no Kuni ma najlepszych żeglarzy. Znaleźliby się nawet ninja, który bez problemu poprowadziliby statek. Są specjaliści od różnych dziedzin, kierowanie łajbą jest jedną z nich. I chociaż miło by było wiedzieć, jak poprowadzić okręt, tak obawiam się, że w Iwie przez ostatnie osiem lat nie miałam okazji zdobyć takich umiejętności. - wzruszyła bezradnie ramionami zastanawiając się, czego ten właściwie od niej oczekuje. Ostatnimi czasy bardziej była pochłonięta wycieczkami górskimi wychodząc i wracając do własnej wioski. A ostatnie zadanie... No nie. Nie potrafiłaby z czystym sumieniem powiedzieć, że podołałaby wyzwaniu.

I co ona miała mu odpowiedzieć? Czy w ogóle powinna mu coś odpowiadać? Spojrzała na niego jak na osobę, która absolutne nie zrozumiała, do czego ta pije. Westchnęła ponownie pod nosem patrząc kątem oka, jak ten pozbywa się haori, zaś sama pociągnęła kolejny łyk herbaty.
- Wszyscy Daimyo są równie gościnni czy zwyczajnie mam szczęście? - zapytała sucho i bez emocjonalnie dość skutecznie tłumiąc w sobie zapędy do bycia nieuprzejmą czy cierpką. Część użytych słów mogłaby bez problemu wstawić w cudzysłów, a powstrzymywało ją zwykłe zmęczenie. Zawiesiła jedynie na dłuższy moment wzrok na czerwonym jedwabiu nim przymknęła delikatnie oczy, a spojrzenie skierowała ku napojowi w filiżance. Zupełnie zignorowała poczynania Daimyo. Był u siebie, równie dobrze sam mógł się wybierać do onsenu. Jej się nigdzie nie śpieszyło i mogła poczekać.
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Następna strona

Powrót do Stolica Kraju Ziemi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników