Skalne zapadlisko

Tereny lasów i gór sąsiadujących z Iwagakure no Sato. Shinobi wykorzystują je często w celach treningowych, czy też do prywatnych spotkań.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 10 sie 2016, o 18:53

Nic więcej tylko dziura w ziemi. Jest to bardzo długa i szeroka wyrwa w skałach. Od górnego do dolnego brzegu rozpadliny ciągnie się pas wystających z dna skał. W jej ścianach znajduje się kilka niewielkich jaskiń w których można się schować przed palącym w lato słońcem czy też przed porywistym zimowym wiatrem. Miejsce to odkrył młody Douhito Midoro który porzucając dawne rozterki postanowił dorównać starszemu bratu w sztuce shinobi. Nie chciał demolować domu by nauczyć się skomplikowanych technik więc udał się za miasto. W taki o to zupełnie przypadkowy sposób znalazł to idealne dla niego miejsce do ćwiczeń.

Obrazek
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 11 sie 2016, o 16:10

Młody Douhito po 4 latach nic nie robienia postanowił dorównać swojemu bratu w sztuce ninjutsu. Pieniądze które ten mu zostawił zaczynały się kończyć więc chłopak musiał zacząć naprawdę zarabiać. Co prawda dorabiał sobie na jakiś artystycznych rzeczach jak np. portrety, karykatury czy nawet przystrzyganie tak nielicznych krzewów w wymyślne kształty. Obecnie 17 latek wziął zwój który również odziedziczył po Isao i go otworzył. Z niego wynikało, że najsilniejszym atutem jego rodziny jest Bakuton. Element wybuchu. To by tłumaczyło czemu chłopak tak lubi destrukcje. Po szybkim przestudiowaniu zwoju dowiedział się, że by go opanować musi otworzyć w sobie 2 żywioły: Doton i Raiton.

Tak więc udał się na swoje małe pole treningowe które było po prostu dziurą w ziemi kawałek od miasta. Chłopak oszacował, że nawet jeśli kiedyś będzie tu opanowywał Bakuton nikt z miasta tego nie usłyszy. Tak czy inaczej przystąpił do nauki pierwszej techniki Dotona którą uznał za najprzydatniejszą. Zaczął kumulować chakrę elementu ziemi w sobie. Starał się uformować ją w klin w nogach by zapaść się pod ziemię. Za początku szło mu to opornie. Zapadł się raptem za kolana. Zerknął szybko jeszcze raz na zwój i ponowił ćwiczenie. Tym razem zapadł się cały pod ziemie. Szybko się skupił i wyskoczył z ziemi około 5 metrów dalej.

Midoro spojrzał na zrobione przez siebie dziury w ziemi z zadowoleniem. To było proste pomyślał chłopak. Niemniej jednak te dziury mogą być wadą. Gdy jest pod ziemią można go zalać albo użyć techniki Katonu. No cóż. Chłopak zerknął na zwój i znalazł kolejną ciekawą technikę. Szybko do praktyki stworzył prostego klona i postawił na środki rozpadliny. Skumulował chakrę i zapadł się pod ziemię korzystając z poprzedniej dziury by niepotrzebnie nie robić kolejnej. Przekopał się do miejsca tak by znajdować się idealnie pod klonem. Szybko wyciągnął ręce z ziemi i złapał go za kostki. Szarpnął mocno i wciągnął go pod ziemie sam wyskakując z niej.

Gdy sztuczka mu wyszła chłopak zaczął rozmyślać co by tu można było zrobić z takim delikwentem który utknął w ziemi. Można było go kopnąć z całej siły w twarz. Runąć na kolana i zacząć okładać pięściami ile wlezie. I tu młodego Douhito olśniło. W końcu skoro był z klanu posługującym się Bakutonem to musiał mieć w sobie też element Raitonu. Przejrzał szybko zwój i znalazł to czego szukał. Wystarczyło skumulować chakrę odpowiedniego żywiołu w dłoni. Po chwili prób dookoła pięści Midoro zaczął przelatywać pojedyncze pioruny. Spróbował ponownie techniki zapadnięcia się pod ziemie i wciągniecie pod nią swojego klona. Gdy to mu się udało szybko skumulował chakrę i dotknął obiema dłońmi twarzy klona. Gdy prąd przeszedł przez jego ciało to rozwiało się w kłębach dymu.

Nastolatek odpoczywał chwilę w cieniu małej jaskini czytając zwój. Znalazł jedną technikę której mógł użyć jako atak oraz jako obronę. Najpierw próbował skumulować siłę elementu ziemi w dłoniach które przyłożył do gleby. Po chwili starań uniósł spory kawał ziemi przypominający kulę. Jedną wielką zbitą bryłę ziemi i skał. Spróbował poruszać taką kulą i zobaczyć na ile jest mobilna i na ile go może zasłonić przed różnymi technikami lub przed kunaiami. Szybko przetestował to tworząc trzy klony które ustawił w różnych miejscach. Te zaczęły ciskać wszelaką bronią. Co prawda Midoro wiedział, że te nic mu nie zrobią ale mógł przetestować które go trafią a które nie. Przy okazji mógł nauczyć się jak ona działa. Pod koniec cisnął nią w jednego z klonów by sprawdzić jej siłę ofensywy. Trzeba przyznać, że pięknie się rozbryzgła o ścianę zapadliny.

Spoiler:

4x Technika D = 24 PN
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Rindou Arashi » 25 sie 2016, o 20:06

Arashi wrócił do wioski i spędził kilka dni ze swoją rodziną której przez jakiś czas nie widział. Trochę się za nimi stęsknił więc nie planował nic na kolejne dni... Na szczęście wioska nie potrzebowała go w tamtym czasie, więc mógł się w spokoju odpoczywać po swoich ostatnich przeżyciach... a było po czym... Wstąpienie i założenie Akatsuki.. pierwsza ludzka kukiełka... podpisanie tajemniczego paktu z jeszcze bardziej tajemniczymi szczurami... A skoro już o tych tajemniczych stworzeniach mowa, to nasz młody marionetkarz zyskał nowe zwierzątko domowe... Niby nie powinien tak nazywać tych inteligentnych zwierzaków, jednak co można powiedzieć o małym szczurze, który na zmianę albo śpi na jego głowie albo w jednej z kieszeni jego kurty...
Tak więc kolejne dni po powrocie nasz młody heros spędzał na lenieniu się w domu, odnowieniu kilku kontaktów ze znajomymi oraz na przyjemnych spacerach z Yuno, która zapewne bardzo za nim tęskniła... Na szczęście był już z powrotem w domu, przynajmniej przez jakiś czas... ma miesiąc, żeby z powrotem trafić do Suny, gdzie mają się wszyscy spotkać... Wtedy także rozpocznie się ro czego wielu ludzi od dawna oczekuje... albo przynajmniej tak planują...
W wolnych chwilach zielonowłosy korzystał z nowo poznanej techniki przywołania i zapraszał do siebie wszystkich przedstawicieli szczurzego klanu. Chciał z nimi porozmawiać, opowiedzieć o sobie, poznać ich mocne i słabe strony oraz wszystko w czym mogą sobie nawzajem pomagać. W końcu mają współpracować przez najbliższy czas nieokreślony... Dlatego też spędzał na tym sporo czasu. Niektórych z nich polubił od razu, do innych potrzebował czasu, żeby dotrzeć, jednak wszystko zmierzało w dobrym kierunku... Po prostu... czasami charaktery niezbyt ze sobą się zgadzały...
W końcu nastał też ten dzień, podczas którego należało w końcu ruszyć tyłek i udać się w jakieś miejsce, gdzie będzie mógł sobie w spokoju potrenować nowe techniki... Po spakowaniu jedzenia na dwa dni treningu oraz sporych zapasów wody, pożegnał domowników po czym udał się do biblioteki, skąd wziął trochę zwojów z technikami ziemi. Musiał rozwinąć się trochę bardziej a te bardzo często ratowały mu tyłek podczas jego misji. Dlatego też wziął co tylko mógł, schował w jednym ze swoich zwojów aby łatwiej się podróżowało po czym poszedł w kierunku jednej z bram.... Nie widział gdzie będzie trenował... Po prostu szukał miejsca, które w ciszy będzie się do tego nadawało...
Tak więc szedł sobie przez interesujące tereny kraju Ziemi aż w końcu dotarł do miejsca, które od razu mu się spodobało... Przypominało jego dawne miejsce treningowe na północy pustyni.. To tam właśnie poznał Yuno oraz to tam Ojciec wprowadzał go w tajniki sztuki w której ostatnio stał się na prawdę niezły... zdawało by się, że już nie wiele mu pozostało do całkowitego opanowania tej dziedziny...
Stanął pomiędzy dwoma skałami po czym jako pierwsze rozłożył namiot. Nie wiedział co go tutaj może spotkać i jak długo zostanie, więc w razie czego wolał być przygotowany na wszystko.. Tak więc, po przygotowaniu obozowiska zabrał się za zgłębianie tajemnic, które stały przed nim otworem... Pierwsze co to otworzył przedziwny zwój, który znalazł w kraju Wiosny... Wyniósł go z bardzo dziwnej świątyni, której strzegły ziemne golemy, więc pewnie technika w nim zawarta miała z tym coś wspólnego... Nie pomylił się... Otóż był tam opis pradawnego sposobu na zamienianie ziemi w wielkie, zdolne do walki twory. Przypominały one nieco marionetki, jednak nie do końca... Zdawało się, że kontroluje się je swoim umysłem... Była to bardzo czadowa zabawka, więc od razu zabrał się on za robotę... Najpierw przeczytał dokładną instrukcję, potem poznał pieczęci i zabrał się do roboty... Trening był ciężki, w końcu pierwszy raz spotyka się z taką przedziwną techniką, jednak nie poddawał się... Chciał zobaczyć jak z ziemi obok niego formuje się kamienny golem o twarzy Kirito... Tak... to było by zabawne.. na samą myśl się zaśmiał. W końcu udało mu się. Dumny z siebie spojrzał na Goleto i pociągnął łyk z butelki wody, którą zabrał ze sobą...
Jego trening trwał do późnej nocy z przerwą na obiad oraz kolację...W końcu trzeba się dobrze odżywiać podczas rozwijania się... Jak by jego ciało nie dało teraz rady i padł by zmęczony to przyniósł by wstyd sobie i rodzinie a na to nie może pozwolić... Dlatego też ciągle popijał wodę, kiedy siedział skupiony nad przeróżnymi zwojami.. Wszystkie traktowały o technikach ziemi, jednak każda była inna. Jedna służyła do szybkiego przemieszania się glebie, inna stawiała wielką ścianę, jeszcze inna tworzyła wielką kałużę błota, kolejna zamykała przeciwników w wielkiej kopule... Po prostu wszystko czego można było wymagać od takiego uniwersalnego żywiołu... Arashi spijał słowo za słowem, co jakiś czas wykonując świeżo poznane techniki. Przez cały dzień nauczył się 9 technik... Po tym wszystkim, zadowolony z siebie zjadł resztki jedzenia. Dopił wodę i spakował manatki... Wiedział, że teraz musi wrócić do domu i odnieść zwoje do biblioteki.. W końcu nie chciał wywołać złości u tamtejszej władczyni regałów... starej niczym świat, pomarszczonej kobiety, której skrzekliwy wzrok był straszniejszy niż nie jeden shinobi czy samuraj...
Dlatego też błyskawicznie się zebrał i ruszył w powrotną drogę do domu... Do biblioteki wszedł w środku nocy, więc tylko spokojnie odłożył wszystko na półki, po czym poszedł w kierunku czekającego na niego łóżka... Planował jeszcze pogadać z ojcem, jednak wszyscy już spali, więc tylko wziął prysznic po czym wskoczył pod kołderkę i bardzo szybko zasnął... W końcu, był trochę zmęczony po tym treningu...

Koszt PN
9 technik A = 270 PN
1 technika C = 10 PN

razem 280 PN

Techniki :
Spoiler:


Spoiler:
 
Posty: 3101
Dołączył(a): 4 sie 2015, o 00:10
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Hai Jōnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 3 wrz 2016, o 18:44

Dziś był ten dzień. Dzień w którym Midoro zamierzał poznać największą zdolność jego klanu. Mianowicie wybuchową glinę i jej wykorzystanie. Wziął ze sobą swój zwój który mu zostawił brat i udał się do swojej treningowej rozpadliny. Chłopak usiadł i zaczął czytać. Zdjął rękawiczki i spojrzał na usta na jego dłoniach. Nigdy ich nie używał. Trzymał je zawsze zamknięte by nie wzbudzać podejrzeń rówieśników. Teraz nadeszła pora by ich zacząć używać. Pierwsze czego musiał się nauczyć to tworzenie gliny.

Z tego co wyczytał wystarczyło nabrać trochę ziemi lub piachu czy też innego sypkiego materiału do ust i wymieszać je z chakrą. Wydawało się proste a jak było naprawdę? Młodzieniec wziął w dłoń trochę ziemi i wsypał do otwartych ust w prawej dłoni. Zaczął ją żuć. Było to bardzo... specyficzne doznanie. Midoro myślał, że będzie zgrzytać, wbijać się w zęby i temu podobne ale obyło się bez tego. Pierwsza część była za nim. Ta niestety była łatwiejsza. Teraz wystarczyło połączyć chakrę Dotonu i Raitonu z ziemią którą miał w ustach. Tu nastąpiły małe trudności ale po dłuższej chwili chłopak załapał o co chodzi. Po około 15 minutach żucia i mieszania chakry z ziemią jego usta na ręce wypluły niewielką kulkę białej gliny.

No dobrze. Gdy chłopak zgłębił podstawowe, i zarazem najważniejsze, tajniki jego klanu. Gdy miał już odrobinę gliny postanowił ją jakoś wykorzystać. Na początek wyczytał, że im lepsze opanowanie i wyćwiczone są dłonie, tym więcej gliny naraz można przetworzyć. Czarnowłosy oszacował, że naraz może przerobić ok 50 gram gliny. Zaczął ją ugniatać i formować. Po paru sprawniejszych ruchach na ręce miał dwa gliniane pasikoniki. Młodziak uśmiechnął się widząc dzieło które stworzył. Ulepił jeszcze węża ale szybko zauważył, by ten drugi się poruszał musi być „połączony” z jego dłonią. Nic jednak nie ucieszyło chłopaka bardziej niż jedna pieczęć, słowo „Katsu” i to co się stało później.

Czas było potrenować dalej. Dziś młody Douhito miał wenę. Skoro poznał już destrukcję czas było pomyśleć o ochronie. Znalazł w zwoju jedna z „podstawowych technik” chodź gdy zobaczył ile wymaga pieczęci to prędzej umrze niż się ochroni. Tak czy inaczej lepsze to niż nic. Najpierw pieczęci. Baran → Tygrys → Wąż → Pies → Szczur → Wół → Koń → Królik → Tygrys → Dzik → Wąż. Młodzieniec powtórzył ten proces kilka razy by mięśnie się przyzwyczaiły do nich i by zapadły w pamięć. Czas na próbę generalną. Chłopak powtórzył pieczęci tym razem wkładając w to chakrę. Po chwili z ziemi wyrosła niewielka ścianka która go zasłoniła. Udało się. Oczywiście by nie zajmowała miejsca w krajobrazie Midoro ją potem wysadził.

Następnie wpadł na pomysł rozwinięcia techniki którą poznał w Akademii. Mianowicie miał plan zrobić bushiny które po ataku nie znikały by. Słyszał już o takiej technice więc musiał się jej tylko nauczyć. Zwój który mu zostawił brat okazał się bardzo pomocny. Znalazł tam pieczęci które były potrzebne do techniki. Nazywała się ona Oboro Bunshin no Jutsu. Po kilku próbach Midoro stworzył 20 klonów. Było teraz je tylko przetestować. Cisnął w jednego kamieniem. Nic. Uderzył jednego. Nic. Zdetonował Grasshoppera koło jednego. Nic. Klony pozostawały cały czas. Chłopak się uśmiechnął i przystąpił do kolejnej techniki.

Chłopak po odpoczęciu chwilę i przekąszeniu kilku drobniejszych rzeczy w ramach posiłku przypomniał sobie jedną technikę o której mówili w Akademii. Chłopak jej nie opanował bo tego dnia nie mógł być w szkole a potem jakoś tak wypadło, że nie było czasu się jej nauczyć. Jutsu służyło uwolnieniu się ze zwykłego skrępowania. Jakaś lina, sznurek, obranie nie stanowiło problemu. Niestety jakieś specjalne kajdanki nie wchodziły w grę. No ale lepsze to niż nic. Chłopak zdjął koszulkę i zaczął związywać sobie ją dookoła nadgarstków pomagając zębami. Nie było łatwo ale się udało. Teraz zaczął skupiać chakrę i przesyłać ją na więzy. Po chwili te zaczynały puszczać a w miarę jak chłopak poruszał jeszcze rękoma, jego prowizoryczny sznur spadł mu na kolana. Kolenje jutsu do kolekcji.

Młodzieniec miał jeszcze trochę gliny w zapasie więc chciał przetestować kolejną klanową technikę. Chciał on stworzyć prawdziwego klona który będzie mógł coś zrobić a nie tylko imitować ataki. Podobno klon mógł nawet używać technik klanowych co było tylko na plus. Szybko nabrał do ust potrzebną ilość gliny i ją „przemielił” by była dobra do ugniatania. Po chwili starań wypluł klona tyle, że glinianego. Białawy kolor szybko nabrał odpowiedniej barwy i stał przed swoją kopią. Nadszedł czas na testy. Szybko się okazało, że klon może zrobić dużo mniej niż oryginał. Nie może robić bardziej skomplikowanych tworów oraz może ich zrobić około 10 razy mniej. Na końcu chłopak cisnął w niego kunaiem. Ten zamienił się w kupę gliny. Kunai lekko ugrzązł w glinie co było jego dużym plusem. Stałym plusem była też eksplozja!

Ostatnią techniką jaką Midoro chciał się dziś nauczyć była kolejna klanówka. Chłopak przememłał trochę gliny i po chwili już ją wypluwał. Tym razem utrzymał „nitki” z gliny którymi przesyłał chakrę do swoich nowych tworów. Szybko zaimprowizował jakieś kształty. Według informacji które miał w zwoju dało się zrobić wiele nitek i wiele tworów które można wykorzystać w walce. Więc chłopak wziął kuania i zaczął je ciąć. Po chwili było kilka tworów. Każde były podłączone z pierwszą nicią więc mógł sterować wszystkimi. Chwilę mu zajęło zanim oragnął jak to robić by to miało ręce i nogi. Na koniec obkleił stworkami jakąś skałę dookoła po czym podziwiał jak ta zawala się pod swoim ciężarem.

Na koniec dnia chłopak usiadł i przekalkulował czego dziś się nauczył. Zanim jednak zaczął to robić wziął w garść trochę ziemi i zaczął ją przerabiać na glinę którą zużył na dzisiejsze eksplozję. Gdy łączył chakrę z ziemią i powstawała mu glina wrócił do rozmyślania. Opanował najważniejszą kalnową technikę czyli Kibaku Nendo. Następnie nauczył się tworzyć gliniane potworki. Według zwoju jutsu nazywało się Shi Wan czyli glina typu C1. Jeśli chodzi o Doton to do jego repertuaru doszło Renga no Jutsu czyli najprostsza bariera. Kolejną techniką było klasyczne ninjutsu czyli Oboro Bunshin no Jutsu oraz Nawanuke no Jutsu. Na koniec na uczył się Bakuhatsu Nendo Teshita oraz Nendo Bunshin. Bez wątpienia był to pracowity dzień.

Edit:
15h
+3kg gliny

Koszt w PN: 26

Spoiler:
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 14 wrz 2016, o 18:16

Po ostatniej misji C chłopak wrócił zmęczony do domu. Po odespanej nocy i wylegiwaniu się w łóżku do południa Midoro uznał, że resztę dnia spożytkuje jak najlepiej. Spakował się w swoją torbę i ruszył w stronę bramy. Jako Genin nie mógł na zbyt długo opuszczać wioski więc strażnikom jak zwykle wcisnął jakiś kit i powiedział, że wróci wieczorem. Po przekroczeniu bramy udał się do swojego ulubionego miejsca treningowego czyli do skalnego zapadliska.

Douhito rozwinął w swojej jaskini, domowe zwoje i z zasmuceniem zauważył, że niewiele mu już zostało do nauczenia się. W jego biblioteczce znalazł techniki 5 żywiołów lecz tylko do poziomu C. Niedługo będzie musiał się uczyć z innego źródła. Tak czy inaczej zasiadł przed lekturą. Po przeczytaniu takich dupereli jak nazwa techniki, co ona robi, jakie pieczęci składać etc. Najwyższy czas było przejść do praktyki czyli to co chłopak lubił najbardziej. Szybko stworzył glinianego klona by mieć na czym testować techniki i zaczął działać. Złożył jedną pieczęć i skumulował chakrę by po chwili po obu stronach klona wyrosły skały ziemi uniemożliwiające mu ucieczkę na boki.

Kolejna technika była zainspirowana poprzednią misją. Co prawda tamtejszy użytkownik już dawno gryzie piach lecz samo jutsu użyte w innych okolicznościach może być zbawienne. Czarnowłosy szybko odnalazł daną technikę w swoim zwoju i przystąpił do nauki. Po szybkim przeleceniu wzrokiem po zawartych tam informacjach okazało się, że nie potrzeba pieczęci co jest plusem. Te zajmują czas a walce jest go dość mało. Tak więc chłopak szybko skumulował chakrę Dotonu i wyrwał z gleby sporą ścianę którą ustawił do pionu. Była na tyle gruba by go ochronić przed cięższymi technikami.

Kolejne jutsu wymagało bycia pod ziemią. Kolejną rzeczą było skumulowanie chakry tak by móc wystawić broń lub rękę na zewnątrz ziemi i poruszać się szybko niczym rekin w wodzie. Podobało się to chłopakowi zważywszy, że ziemia byłą twardsza od wody. Co prawda chłopak nie walczył w zwarciu lecz może kiedyś zajdzie konieczność, że będzie musiał. Szybko wskoczył pod ziemię i znajdując się pod jej powierzchnią zaczął sunąć w przód. Ogarnął rękę chakrą i wystawił ją na zewnątrz. Ziemia była po tym „pływaniu” nieźle zaorana lecz mu to nie przeszkadzało.

Następna technika Dotonu wymagała już pieczęci lecz była dość użyteczna. Miała ona wyrwać z ziemi kolumny tworząc dookoła jakiegoś celu więzienie. Co tu dużo mówić. Świetna technika. Szybie przećwiczenie pieczęci na sucho? Zrobione. Przeczytanie co trzeba zrobić? Done. Skumulowanie chakry? Gotowe. Klon na pozycji? Jest. Czas na próbę generalną. Szczur → Koń → Pies → Wąż, kontrola chakry i po chwili z ziemi wyskoczyły kamienne kolumny dookoła glinianego Midoro zamykając go w środku. Chłopak uśmiechnął się i zabrał się za kolejną.

Tym razem była to technika podobna do Doton no Jutsu. Jako iż była wpisana w techniki bardziej rozwinięte oznaczone rangą C musiała być lepsza. I było tak faktycznie. Po pierwsze można było dużo szybciej się zakopać pod ziemią. Po drugie można było się szybciej w niej przemieszczać, po trzecie można było zakryć dziurę za sobą przez co było się bezpieczniejszym. Chłopak dobrze pamiętał jak na pierwszej C wlali wodę do jego tunelu i chcieli usmażyć. Douhito skumulował chakrę w nieco inny sposób niż przy 1 technice i po chwili był pod ziemią. Dla testu zasklepił za sobą dziurę i wyszedł metr dalej.

Ostatnią techniką jaką chłopak postanowił się dziś nauczyć była kolejna defensywa. To dobrze się składa w sumie. Duży potencjał obronny elementu Ziemi idealnie się łączy z ofensywą Bakutonu. Co ważniejsze większość tych technik nie wymagała pieczęci tylko dobrej kontroli chakry. Czas na nauki praktyczne. Czarnowłosy przyłożył ręce do ziemi i czytając polecenia ze zwoju zaczął przelewać chakrę w podłoże. Z ziemi wyskoczyło kamienne półkole które ochroniło klęczącego chłopaka. Ten szybko zrobił niewielki otwór przez który widział klona. Co ważniejsze klon nie widział jego ani pieczęci które składa, o ile by je składał.

Oczywiście można było stworzyć klona i zostawić go za schronem a samemu się ukryć pod ziemią tą nową techniką której się dziś nauczył. Midoro usiadł i zaczął przesypywać ziemię i przerabiać ją na glinę. W międzyczasie skupił się na opracowywaniu nowych zagrywek. Co prawda wolał improwizację gdyż lepiej pasowała do jego artystycznej duszy lecz wyuczone zagrania też mogą go kiedyś uratować. To czego się nauczył tego popołudnia było zadowalającym postępem. Lepiej było się nauczyć kilku technik od razu niż codziennie stawiać małe kroczki. Dawało to większą swobodę a ciężka praca hartowała. Tak czy inaczej po dłuższym czasie Midoro zobaczył ile gliny już zrobił. Gdy wyjrzał było już ciemnawo co oznaczało, że się dość długo zasiedział. Ruszył biegiem w stronę wioski wymyślając wymówkę dla samurajów.

@EDIT
103h = 20,6 kg gliny dla mnie kappa

Koszt w PN: 60

Spoiler:
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 23 wrz 2016, o 23:04

Midoro następnego dnia udał się z samego ranka pod bramę miasta. Miał tam bowiem spotkać się z Kitashim którego poznał wczoraj. Ustawili się na sparing w jego miejscu treningowym. Niestety by tam dotrzeć było trzeba iść za młodym Douhito gdyż nie łatwo tam trafić. Strażnikom jak zwykle wciśnie jakiś kit oraz obieca, że wróci wieczorem. Jak zawsze zresztą. Zamierzał poczekać jeszcze godzinkę i jeśli przedstawiciel klanu Koseki by się nie pojawił udał by się sam. Jeśli jednak się zjawi ruszą za miasto by po około 30 min marszu znaleźć się niedaleko jego Skalnej Rozpadliny. Midoro postanowił jednak by nie pokazywać swojej samotni byle komu dlatego będą się bili około pół kilometra od niej na płaskim terenie.
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Koseki Kitashi » 23 wrz 2016, o 23:20

Kitashi zgodnie z umową pojawił się na miejscu spotkania pod bramą wioski. Chłopak szedł z kapturem bluzy na głowie i papierosem w ustach. Widząc czarnowłosego podniósł rękę w geście przywitania
-Yo. To gdzie się wybieramy?
Spytał wypuszczając chmurkę dymu z ust. Ciekaw był gdzie owy chłopak ba zamiar z nim walczyć więc przyszedł na spotkanie punktualnie. Gdy tylko Midoro załatwił ich wybycie ze strażnikami, to obaj wybyli za miasto. Droga nie była jakoś specjalnie trudna, ale nie znając drogi chłopak z pewnością zbyt łatwo by nie trafił na miejsce
-A więc to tu?
Spytał wyrzucając peta od drugiej już wypalonej fajki. CHłopak zrzucił kaptur z głowy aby mieć większe pole widzenia i rozejrzał się po okolicy.
 
Posty: 1077
Dołączył(a): 19 kwi 2016, o 13:38
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 23 wrz 2016, o 23:30

Kitashi zjawił się raptem kilka minut po Midoro. Był raczej punktualny co dobrze świadczyło. Tak jak chłopak zaplanował szybko wcisnął kłamstwo strażnikowi i ruszyli w drogę. Po 30 minutach marszu byli na miejscu. Był to spory płaski kawałek terenu na którym nic nie było poza paroma kamieniami. Skalne Sanktuarium chłopaka było około 500 metrów na zachód lecz Kitashi nie musiał tego na razie wiedzieć. To było dobre miejsce na sparing.
- Dobra. Jak mówiłem najlepszym sposobem na poznanie siebie będzie sparing. Niemniej jednak coś powiem na wstępnie by nie było tragedii. Moja gliniana sztuka jest wyjątkowa. Jedyna w swoim rodzaju. Jest ulotna, trwa chwilę, a co najważniejsze jest eksplozją. Nie żartuję tutaj i mówię poważnie. Tyle ci mogę powiedzieć gdyż nie walczymy na śmierć i życie, a gdybyś tego nie wiedział różnie mogło by to się skończyć. Po walce obmyślimy jakiś plan działania lub taktyki walki z Arashim co ty na to?
Midoro miał nadzieje, że jego monolog nie będzie za długi. Zawsze gdy temat schodzi na jego dzieła zaczyna gadać za dużo co może nużyć ludzi. Co jednak on może biedny na to poradzić. Szybko włożył ręce do torby z gliną i zaczął ją przeżuwać. Nie chciał użyć za dużo lecz nie może dawać mu forów. Kilogram powinien wystarczyć.
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Koseki Kitashi » 23 wrz 2016, o 23:39

Kitashi wysłuchał słów chłopaka z wyraźnym skupieniem, starając się zapamiętać wszystko w głowie. Gdy chłopak skończył mówić chłopak pokiwał głową.
-Rozumiem, co do mnie, również radze uważać na moje kryształy, może nie wybuchają, ale mimo iż są z na pozór delikatnego tworzywa to są ostre i wytrzymałe, a w dodatku mogę je wykorzystywać na różne sposoby. Zarówno do ofensywy jak i do defensywy.
Powiedział, po czym zdjął bluzę, aby mieć większą swobodę ruchów, rzucając ją na ziemię. Wykonał szybką rozgrzewkę aby jego mięśnie i stawy były w pewnej gotowości na czekający ich sparing. Ciekaw był umiejętności chłopaka, ale teraz też wiedział że przede wszystkim musi uważać na jego gliniane wytwory.
-Co do ustalenia taktyki jestem jak najbardziej za, może nam pomóc w walce z gościem na takim poziomie.
Powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Wykonał jeszcze kilka szybkich ćwiczeń i był już gotowy do sparingu
 
Posty: 1077
Dołączył(a): 19 kwi 2016, o 13:38
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 24 wrz 2016, o 00:37

Kitashi wysłuchał słów które Midoro miał mu do przekazania po czym zdjął bluzę i wykonał kilka rozgrzewkowych ruchów. Douhito również nie planował z biegu wchodzić w walkę. Szybko rozgrzał najważniejsze stawy. Jego usta już od jakiejś chwili przerabiały glinę więc były w formie. Koseki podzielił się z czarnowłosym paroma sekretami technik jego klanu za co ten był wdzięczny. To była uczciwa wymiana na którą chłopak chętnie przystał. Wiedział teraz o nim co nieco. Kryształy. Pytanie brzmiało jak wyglądała owa defensywa i ofensywa. Wiedział, że może zrobić ostrze na przedramieniu co czyniło kontakt z nim dość niemiłym. Kolejnym pytaniem było na ile może kreatywne twory robić. Jaki mają zasięg etc. Wyjdzie w praniu. Jeśli wyjdą z kilkoma zadrapaniami czy też osmoleniami to wszystko się zagoi w te dwa tygodnie. Midoro oddalił się około 15-20 metrów od czerwonowłosego i rozprostował palce. Byli gotowi.
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Koseki Kitashi » 24 wrz 2016, o 01:09

Kitashi wykonał jeszcze kilka ćwiczeń aby rozgrzać mięśnie, oraz rozciągnąć ścięgna. Kończąc ostatnią pompkę podniósł się, związał sobie włosy kawałkiem materiału wyjętym z kieszeni, aby włosy nie wlatywały mu do oczu podczas walki i ustawił w pozycji gotowości do walki. Stanął naprzeciw Midoro, gotowy na starcie które ich czekało.
-Gotowy?
Spytał utrzymując pozycję w której był gotowy na przyjęcie bądź uniknięcie ataku. Jego na ogół uśmiechnięta twarz spoważniała, a oczy skupiły się na jego kompanie. Był gotów by w każdej chwili móc uwolnić chakrę w formie którejś z technik które poznał.
 
Posty: 1077
Dołączył(a): 19 kwi 2016, o 13:38
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 24 paź 2016, o 03:23

Młodzieniec wracał właśnie z zakupów. Co jak co ale codzienne jedzenie w Dango nie najlepiej odbijało się na jego portfelu. Musiał więc ograniczyć takie wypady do dwóch-trzech w tygodniu. A szkoda. Miło było pogadać z tamtą barmanką. Tak czy inaczej był właśnie pod domem. Odłożył torbę z zakupami i wyciągnął klucze by otworzyć sobie drzwi. Odłożył produkty do kuchni po czym ujrzał coś dziwnego. Jedno z okien było dziwnie uchylone. Nie przypominał sobie by zostawiał je otwarte więc szybko zaczął sprawdzać co się w domu zmieniło. Nie musiał szukać długo. Na stole w salonie leżał zwój a obok niego karteczka. Chłopak podniósł ją i przeczytał.
„Użyj tego mądrze”.
Bez podpisu bez niczego. Najpierw Midoro obejrzał to ze wszystkich stron. Gdy uznał, że go nie zje wziął zwój do ręki. Był opisany jako „Zwój Drugiej Szansy”. Zobaczył też drugą kartkę z zapiskiem jak ten zwój działa. Gdy Douhito to przeczytał, nie mógł uwierzyć. Ktoś podarował mu wielki dar. Szybko schował go do torby by mieć go zawsze przy sobie. Kto wie? Może to prezent od jego brata?
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 9 gru 2016, o 13:39

Chłopak po odwiedzinach w bibliotece miejskiej i w sklepie dla ninja ruszył ku bramie. Z tego miejsca ruszył do swoim terenom treningowym. Oczywiście wcześniej musiał się spowiadać strażnikom. Tradycyjne wyjście koło południa i planowany powrót wieczorem ewentualnie następnego dnia wieczorem. Egzamin się zbliżał wielkimi krokami. Była już połowa jesieni więc miał raptem kilka tygodni na doszlifowanie swoich technik walki. Była spora szansa, że zaliczy lecz nie można było opuszczać gardy. Nie mówi „hop” póki nie przeskoczysz. Tak mówi pewne przysłowie. Chłopak zasiadł w swojej małej jaskini przy skalnym zapadlisku i rozpoczął trening.

Na początek poszło to co go najbardziej nurtowało. Pieczętowanie. Technika Fuinjutsu. Wyłożył więc wszystkie potrzebne materiały. Zwoje oczywiście, glinę i trochę sprzętu który nie jest potrzebny natychmiast. Otworzył książkę z biblioteki i zaczął ją studiować. Każdy zwój ma limity wagi i tego ile może przechowywać. Bronie, sprzęt i wszystko co nieorganiczne. Jedzenie też? Trzeba było to sprawdzić. Możliwość pieczętowania zwoju w zwoju zainteresowała Douhito tak bardzo, że od tego zaczął. Postępując zgodnie z instrukcjami wepchnął pierwszy przedmiot do kartki papieru. Uśmiechnął się od ucha do ucha i zapieczętował resztę a następnie schował go do torby.

Kolejna technika z zakresu pieczętowania. Miała ona stworzyć pięć notek które po odpowiednim umiejscowieniu miały uniemożliwić dostanie się do zapieczętowanego pomieszczenia. Nie pozostawało nic innego jak wziąć się do roboty. Szybko zamalował pięć notek i wydrążył prostym dotonem małe pomieszczenie. U frontu ustawił głaz. Wszystko zapieczętował zgodnie z instrukcją. Nadszedł czas na test. Pchnął kamień i nic. Ustawił kilka insektów które wybuchnęły. Zero reakcji. W końcu stworzył cztery klony by w jednej chwili zerwały notki. Gdy to uczynił pchnięty głaz prawie sam wpadł do środka. Była to cenna technika.

Ostatnią techniką która go zainteresowała było Shikoku Fūin. Po skumulowaniu chakry był w stanie wyrwać dowolny napis w skale czy nawet metalu. Było to oczywiście bardziej czasochłonne lecz nasz napis pozostawał na dłużej. Wpierw teoria potem praktyka. Była informacja by nie „pisać” po istotach żywych gdyż zostawia blizny na zawsze i sprawia ból. Będzie musiał zapamiętać tę wzmiankę by oczywiście kiedyś tego użyć na kimś. W odpowiednim momencie. W ramach treningu napisał w jaskini na gładkim kawałku ściany „Pole treningowe Douhito Midoro. Grozi śmiercią!”. Zadowolony z siebie rozpoczął kolejną naukę.

Pierwsza technika Ninjutsu. Musiał się wreszcie ruszyć i wyjść na zewnątrz. Wykorzystanie żyłki. W końcu po to ją kupił. Technika miała na celu stworzenie klatki o średnicy 5 metrów. Trik polegał na tchnięciu jej chakrą i stworzenie z niej kopuły. Podobno miało zablokować nawet silne ataki Taijutsu. Niestety Midoro nie był dobrym testerem tego typu rzeczy gdyż nie był w tym nigdy dobry. Co za tym idzie jego klony również. Trzeba było jednak to opanować. Może kiedyś się przyda. Kilka prób oraz kilka testów i dookoła chłopaka powstała bariera z żyłki metalowej. Klony oczywiście nie były w stanie się przedostać. Kolejne jutsu do kolekcji.

Następne Jutsu z żyłką w roli głównej. Po złożeniu odpowiednich pieczęci i natchnieniu „broni” chakrą miała ona ciąć najtwardsze rzeczy prawie jak masło. Trzeba było się przekonać czy faktycznie tak jest. Nauka technik oraz zabawa by żyłka ułożyła się odpowiednio zajęło chwilę. Często się plątała albo chłopak przez metalową nić miedzy palcami mylił pieczęci. Koniec końców mu wyszło a nić zaświeciła się niebieskim blaskiem. Udało się. Teraz trzeba było to na czymś sprawdzić. Na szczęście miał masę skał dookoła siebie więc zaczął je ciąć i ciachać na różne sposoby testując jutsu.

Dalej w kolejce stała technika mająca na celu ciskanie w przeciwnika wszystkim co się znajdowało w naszym najbliższym otoczeniu. Kamienie, dachówki, szkło i tak dalej. Wszystko co mogło się dość lekko poderwać w powietrze. Wystarczyło nadać temu odpowiednią prędkość i gotowe. Minusem były oczywiście pieczęci których zdaniem chłopaka było za dużo. Dwie są jeszcze ok ale pięć? W ramach treningu zaczął je składać jedno ręcznie. Gdy kamienie zaczęły strzelać w przypadkowym kierunku ogarnął je by leciały w jedną stronę. Zaczął się przemieszczać wolnym truchtem ciągle trzymając pieczęć i testował jak zachowuje się technika. Po chwili ją opanował.

Na koniec z dziedziny Ninjutsu została mu technika do której wykonania zakupił specjalne karty. Dzięki tej technice można podobno poznać wiele ciekawych informacji na temat przeciwnika. Wystarczy wybrać osobę w promieniu 15 metrów i przelać chakrę na kartę. Ta powinna momentalnie się zapełnić informacjami takimi jak specjalizacja, techniki które zna, wioskę, wiek, wzrost, żywioły jakie zna i tak dalej. Bardzo ale to bardzo przydatna rzecz. Teraz co prawda nie miał za bardzo jak tego sprawdzić więc użył jej na samym sobie. Gdy karta się zapełniła idealnie jego danymi ten uśmiechnął się zadowolony.

Nadszedł czas na jego rodzimy żywioł. Doton. Musiał uzupełnić braki w podstawowych i elementarnych technikach. Nie mógł sobie pozwolić na słabe punktu podczas CE. Pierwsza technika miała za zadanie ukryć go błyskawicznie pod ziemią bez pozostawiania żadnego śladu. Ukochanym plusem był fakt, że nie miała pieczęci. Czego chcieć więcej. Minusem było powolne się poruszanie pod ziemią lecz zawsze mógł się przyspieszyć inną techniką. Na przykład Dochū Senkō. Była to bardzo kosztowna w chakrę inwestycja lecz czasem nie będzie miał wyjścia. Pół godzinki treningu i opanowane.

Kolejna technika sprawiła młodzieńcowi trochę rozterek wewnętrznych. Mowa bowiem o Iwa Bushin no Jutsu. Douhito znał już jedną technikę klonującą która mogła wykorzystywać glinę. Dodatkowo mogła posłużyć za pułapkę i tak dalej. Jednak uznał, że czasem może potrzebować tych a raz tamtych. Im więcej wie lub zna tym bardziej uniwersalny jest i ciężej go zaskoczyć. Przeszedł do teorii. Już wtopa bo są pieczęci. Chłopak wybitnie ich nie lubił. Zwłaszcza jeśli się liczyły sekundy podczas walki. Niemniej jednak wyuczył się ich i stworzył sobie jednego klona wypluwając ziemię z ust.

Klon kiedyś tam się przyda jeszcze do czegoś lecz póki co mógł posiedzieć w jaskini. Kolejna technika miała dość spory zasięg więc Midoro stanął pośrodku rozpadliny. Po przeczytaniu porad jak ja robić i tak dalej wpadł na pomysł. Kazał schować się klonu w ziemi. Pierwszy plus iwa bushina od glinianego. Gdy tamten był już pod powierzchnią chłopak skumulował chakrę i zaczął skłądać pieczęci. Dzik → Wół → przyłożenie dłoni do podłoża. To momentalnie zaczęło pękać dookoła niego na wielkie skalne odłamki. Nie minęła sekunda a chłopak zobaczył samego siebie po prawej stronie. Teraz mogły polecieć gliniane stworki.

Po przerwie chłopak zaczął czytać zwój który wziął niepewnie. Dotyczył on Raitonu. Teoretycznie jego Kakkei Genkai silnie korzystało z tego elementu ale czy aby na pewno młodzieniec miał go dostatecznie rozwiniętego? Trzeba było to sprawdzić. W końcu trening czyni mistrza. Na początek coś łatwego. Pokrycie metalowej broni wyładowaniami elektrycznymi. To miało zapewnić wydłużenie jego zasięgu o długość ostrza. Dodatkowo nawet najdrobniejsza rana byłą w stanie sparaliżować. Wyciągnął w tym celu swoje wakizashi które siłą rzeczy było z metalu. Zaczął przelewać nań chakrę aż po ostrzu przeszły błyskawice. Udało się.

Do kolejnej techniki wymagana była duża wilgotność powietrza lub woda. W tym celu chłopak zostawił klona na warcie i udał się nad niedaleką rzeczkę. Kolejna technika miała robić coś w rodzaju bariery. Po naładowaniu prądem broni należało ją w bić w ziemie i w zależności od okoliczności były różne efekty. Albo przed chłopakiem pojawiały się wyładowania chroniąc go albo rozchodziły się po wodzie. Tak też było w tym przypadku. Po wbiciu wakizashi w ziemię to strzeliło falą błyskawic która rozeszła się po wodzie. Te sięgały nawet 20 metrów. To tej techniki użył wtedy ten koleś na statu.

Dalej była technika dość bez pośrednia. Można powiedzieć, że rozwinięcie Dendō Hando lecz silniejsza i w formie kuli. Midoro nie lubił bezpośrednich starć lecz musiał się na nie przygotować tak czy siak. Kiedyś może będzie zmuszony do tego stylu walki. Plus to oczywiście brak pieczęci. Może jednak ta technika nie jest taka zła? Ćwiczenia rozpoczęte. Najpierw tworzyły się zwykłe wyładowania elektryczne dookoła jego ręki. Dopiero po bardzo dłuższej chwili zaczęły one przybierać kształt pioruna kulistego który znajdował się przed jego dłonią. Biedny klon po oberwaniu nim rozsypał się na drobne kawałeczki.

Ostatnią Raitonową techniką była Torunēdo Raitoningu. Tutaj było już więcej zabawy. Najpierw trzeba było utworzyć między dłońmi wirujący dysk z błyskawic. Następnie przy jego pomocy strzelać błyskawicami w co się chciało. Już samo utworzenie dysku sprawiło chłopakowi trochę zachodu lecz dało radę. Przed jego wyciągniętymi dłońmi wirowała błyskawica zamknięta wkoło. Teraz trzeba było zmusić ją do rozczepienia się i strzelania piorunami. Po dobrych pięciu minutach udało mu się strzelić raz. Był to przypadek lecz załapał o co chodzi. Spodobało mu się to do takiego stopnia, że liczne skały się rozpękły a jemu skończyła się Chakra.

Na koniec dnia chłopak zostawił sobie wysiłek fizyczny. Musiał opanować walkę mieczem. Jako iż katana była wybitnie nie w jego stylu wybrał wakizashi. Dodatkowo broń krótka bazowała na zręczności a nie na brutalnej sile. Biorąc pod uwagę słabość Midoro to ten wybór był raczej oczywisty. Podstawą stylu były szybkie i krótkie ciosy. Kolejna przewaga ziemnego klona nad glinianym. Wytrzymywał do 2-3 zadrapań. Walczył z klonem aż do późnego wieczora. Przestali dopiero gdy słońce uniemożliwiło widoczność. Niemniej jednak chłopak opanował styl walki krótkim mieczem. Był wykończony lecz mógł wracać do domu.

Koszt PN: 103

Spoiler:
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 3 mar 2017, o 01:16

Młodzieniec stanął na tak dobrze znanych sobie skałach jego osobistego, niewielkiego pola treningowego. Nie minął tydzień odkąd był tu ostatni raz a zdawało się jakby minęły wieki. Wyprawa do Konohy, Egzamin na Chuunina i jeszcze ten zmasowany atak Samurajów. Wszystko to było odległe. Chłopak musiał się skupić na wzmocnieniu siebie i to jak najszybciej. Właśnie dlatego przyszedł tutaj z sporą częścią biblioteki. Midoro podziwiał tego staruszka. Mimo wojny wszystko było ładnie poukładane i z wypożyczeniem nie było żadnego problemu. Tak więc chłopak zszedł do swojej niewielkiej groty i zaczął naukę.

Na pierwszy rzut przyszły techniki Dotonu. Nie byle jakie amatorskie techniki czy sztuczki. Nadszedł czas na bardziej zaawansowane Jutsu. Technika się nazywała Chidōkaku i polegała na kształtowaniu ziemi. Można było podnieść lub obniżyć dany obszar. Po kilku próbach Midoro zauważył różnicę między technikami elementarnymi a tymi bardziej zaawansowanymi. Nauka zajęła dużo więcej czasu niż by chciał lecz koniec końców się udało. Dostrzegł też pewne podobieństwo. To właśnie tej techniki użyła Eri podczas ich pierwszego spodkania.

Mimo miłych wspomnień chłopak był skupiony na treningu. Gdy tylko opanował technikę przystąpił do nauki kolejnej. Jak to już miał w zwyczaju przeczytał dokładnie zapiski na zwoju i przystąpił do działania. Trzy pieczęci oraz odpowiednia kumulacja chakry miała ukształtować ziemię tak by ta przypominała falę lub węża. Po paru testach udało mu się. Obecnie klęczał na wężo-podobnej górce. Podobno to miało też element ofensywny pod postacią kolców. Po dłuższych próbach udało mu się wystrzelić kilkanaście z nich w cel który sobie obrał.

Kolejna technika należała do dziedziny barier. Poprzez kumulację chakry można było stworzyć ścianę z bardzo utwardzonej skały. Mimo to gdy się nie spróbuję to się nie dowie. Chłopak zaczął składać odpowiednie pieczęci kilka razy dla zapamiętania po czym przeszedł do trudniejszej części czyli utworzenia ściany. Po parunastu minutach powstał piękny i majestatyczny mur. Co prawda można się było bawić w ozdoby lecz chłopak postanowił to zostawić na potem. Teraz chciał przetestować jej grubość. W tym celu zaczął ciskać w nią różnymi tworami glinianymi i testował co może ją przebić a co nie.

Następne jutsu było podobne do poprzedniego. Co prawda nie miało tak defensywnej siły gdyż służyło do innych celów. Po zaledwie jednej pieczęci można było podnieść przeogromne pokłady ziemi. Chłopak od razu zaczął to testować i błyskawicznie odkrył, że takie zabawy kosztują sporo chakry. Co prawda przez trening jego pokłady się zwiększyły niemniej jednak to było nadal dużo. Po około godzince widział, że może unieść ziemię na dystansie nawet 100 metrów lecz jest to bardzo wyczerpujące. Niechętnie lecz postanowił odsapnąć chwilkę.

Po przekąsce i zregenerowaniu odrobiny chakry nadeszła pora na kolejne jutsu elementu ziemi. W międzyczasie młodzieniec zapoznał się z zwojem i był gotów do części praktycznej. Technika kandydowała do ulubionych ze względu na minimalną ilość pieczęci. Mianowicie jedną. Po skoncentrowaniu chakry należało wystrzelić niewielki kamień z ust. Jeśli wszystko by poszło dobrze to ten powinien urosnąć lecz nie powinien stracić prędkości. Przez to technika była zabójcza. Niestety też kosztowała sporo chakry więc chłopak postanowił jej używać w ostateczności.

Następna technika bazowała na tej której się nauczył wcześniej. Trzeba było tak zmanipulować ziemią by ją najpierw mocno ugnieść przez co ta zyskiwała na defensywie. Dodatkowo było to rozwinięcie techniki klatki ze słupów którą już umiał. Po kilkunastu próbach udało mu się stworzyć taką wersję jak mówiono w zwoju. Kopułę z bardzo utwardzonej ziemi. Była na tyle twarda, że broniła się dzielnie przed wszystkimi jego technikami prócz Raitonu. No i oczywiście podstawową wadą tego typu blokad był fakt, by nie zamykać w nich użytkownika Dotonu bo ucieknie prawie natychmiast.

Kolejna była pewnym stopniu rarytasem gdyż stricte ofensywna technika w Dotonie to prawdziwa rzadkość. Dodatkowo nie posiadała pieczęci więc dodatkowy plus dla niej. W teorii z ziemi miały momentalnie wyrosnąć kolce które miały na celu przebić i podziurawić cel. W praktyce było różnie. Zwłaszcza na początku. Niemniej jednak im dłużej chłopak ćwiczył tym lepiej mu to wychodziło. Gdy ją opanował do zadowalającego poziomu zaczął testować jaki zasięg ma jutsu czy też jak szybko się wysuwają kolce. Niemal od razu zauważył, że jest to idealna pułapka na kogoś kto opada w jakieś miejsce.

Kolejna technika była już majstersztykiem w dziedzinie chowania się. Dzięki niej można się było schować w ziemi, skale czy nawet ścianie budynku. Niestety minusem był czas przechodzenia. Był dość wolny. Porównywalny z technikami amatorskimi czy nawet wolniejszy. Niemniej jednak zawsze mógł się kiedyś przydać. Chłopak zaczął się się bawić w chowanie się a to w ziemi a to w ścianie by zaraz wyjść z drugiej strony zapadliska. Było to faktycznie wolna metoda lecz można było wyjść ze ściany technik Dotonowych. Zwłaszcza tych utwardzanych specjalnie.

Chłopak usiadł zmęczony po solidnym wycisku jaki zafundował mu Doton. Na szczęście ten żywioł miał już opanowany. Resztę technik bardziej zaawansowanych zostawił sobie na potem. Teraz zajął się Ninjutsu. Technika którą obrał na pierwszy ogień nie była jednak wcale taka łatwa. To dlatego, że nie miał na kim jej wykonać. Polegała ona na wejściu w cudzy cień. Osoba musiała być nieprzytomna lub martwa więc ciężko mu to było zrobić z klonami. Mimo wszystko opanował część techniczną do takiego stopnia, że powinno mu się udać w praktyce. Wystarczy jakaś misja.

Kolejna do wachlarzu technik ninjutsu miała dołączyć technika o nazwie Hitei Musho. Była to słaba ofensywnie technika lecz była dobra do zatrzymania lub zdekoncentrowania przeciwnika. Wystrzeliwała ona z ust setki małych igieł które wbijały się boleśnie w skórę. Nie było to zabójcze lecz bardzo bolesne. Po części teoretycznej nastała praktyka która zakończyła się jak zawsze testowaniem jej na biednych klonach. Był to bardzo wymagający trening lecz taki musiał być by przynosił najlepsze efekty.

Następne jutsu było jednym z bardziej użytecznych. Było to coś czego chłopakowi naturalnie brakowało. Czyli zdolności wyczuwania źródeł chakry. Midoro wiedział, że są osoby które mają tak zwany zmysł sensoryczny i zawsze czują chakrę dookoła siebie. A przynajmniej jej skupiska w ludziach czy zwierzętach. On nie miał takiego luksusu więc musiał się zadowolić techniką. Miała ona dość mizerny zasięg w porównaniu do tego co słyszał lecz była dobra. Po szybkim treningu był w stanie wyczuć pozycję klonów których nie widział za ścianą.

Nadszedł czas na technikę Sunshin no Jutsu. Gdy chłopak tylko przeczytał co ona robi od razu przystąpił do nauki. Po złożeniu zaledwie jednej pieczęci mógł się błyskawicznie przenieść kilkadziesiąt metrów przed siebie lub zwiększyć swoją szybkość dwukrotnie. Przeczytał oczywiście wszystkie limity i tak dalej lecz technikę poznaje się testując ją. Tak więc zaczął „skakać” po okolicy sprawdzając co może. Nieomalże zachłysnął się szybkością którą osiągnął. Chłopak dopiero teraz zaczął odkrywać swoje wrodzone zdolności do Ninjutsu gdyż wcale nie musiał aż tak długo kumulować chakry jak pisano w zwoju. Zauważył również, że nie musi nawet pieczęci składać. Puff i jest w nowym miejscu.

Raiton chcąc nie chcąc również był ważny w jego życiu. Był jednym z składowych elementów jego pierwotnego żywiołu czyli Bakutonu. Na początku podchodził do niego sceptycznie lecz koniec końców się przekonał. Pierwsza technika miała stworzyć siatkę na ziemi z niebieskich linii. Gdy ktokolwiek na nie nastąpi lub przejdzie nad nimi powinny się uwolnić potężne wyładowania elektryczne które miały na celu sparaliżowanie oponenta. Po chwili prób młodzieniec zauważył, że i ta technika jest chakro chłonna lecz i użyteczna. Ze względu na sporą ilość pieczęci trafiła do zakładki „W ostateczności”.

Kolejna technika była już trochę bardziej przyjazna dla standardów Douhito. Również było sporo pieczęci lecz koszty były znacznie mniejsze. Dodatkowo była mało widoczna co było dobrym elementem zaskoczenia. Po „wbiciu” w ziemię chakry Raitonu w wybranym przez użytkownika miejscu miał wyskoczyć piorun który ranił i paraliżował przeciwnika. Kilka klonów na tym mocno ucierpiało nim chłopak opanował jutsu dostatecznie dobrze by uznać je za godne używania w przyszłości.

Następna technika była dosyć oryginalna dla młodzieńca gdyż piorun miał wychodzić z ust a nie z dłoni. Jedna pieczęć była niezaprzeczalnie pozytywem. Jednak samym rozmyślaniem się techniki nie opanuje. Tak więc nasz nastolatek przystąpił do kumulacji chakry by po chwili z jego ust wystrzelił piorun. Był on na tyle silny, że bez problemu pruł glebę. Sterowanie nim również było dosyć proste tak samo jak poruszanie samym sobą. Zasięg 20 metrów dawał trochę dystansu zwłaszcza, że można było cały czas się przemieszczać i zmieniać kierunek błyskawicy.

Ikazuchi no Kiba była techniką bardzo obszarową co się młodzieńcowi nawet spodobało. Niestety wymagała dwóch metalowych broni. Wakizashi i kunai musiały wystarczyć lub 2 kunaie. Chłopak popatrzył na nie sentymentalnie. To były nadal te same dwa kunaie które otrzymał z okazji ukończenia Akademii. Jak się okazało nadały się idealnie. Podniósł dłonie do góry i skumulował chakre. Po chwili w niebie wyskoczyły dwie błyskawice które błyskawicznie skumulowały dookoła siebie masę ciemnych chmur. Już po chwili chłopak mógł dowolnie strzelać z nieba piorunami w wybrane przez siebie miejsca na obszarze do 200 metrów.

Młodzieniec słyszał, że ludzie potrafią mieć do trzech żywiołów wrodzonych. Są nawet jednostki które władają wszystkimi 5. Nie podejrzewał siebie o wszystkie lecz trzeci na bank siedział gdzieś głęboko w nim. Kiedyś udało mu się odseparować chakrę i przelać ją na specjalną kartkę by poznać jaką się ma. Jemu wyszło, że jego trzecim żywiołem jest Suiton. Do większości technik tego żywiołu wymagana była woda. Więc zaczął od techniki generującej wodę. Na początku nie było jej wiele lecz musiało starczyć. Teppoo opanowane.

Następne w kolejce było Mizutensou no Jutsu które poznawało nam się schować nawet w najmniejszej kałuży. Jako iż chłoak miał doświadczenie z Dotonem uznał, że nie będzie problemu. Szybko się pomylił. Do Sutonu trzeba było podejść inaczej. Nie z brutalną siłą rozpychać ziemią dookoła lecz scalić się z wodą. Zajęło mu to kilka minut, oraz musiał wracać czytać ponownie zwój z biblioteki. Mimo to opanował technikę chowania się w tafli wody. Musiał szybko działać by kałuża nie zamarzła tak szybko.

Zastanawiającym był fakt, że u siebie w domu znalazł tylko zwoje z Dotonem, Raitonem i Katonem którego nie miał. Czyżby jako jeden z nielicznych Douhito miał inny trzeci żywioł niż reszta? Bez względu na to przystąpił do kolejnej techniki Suitonu. Rozpylała ona wodę w otoczeniu 50 metrów do stanu gęstej mgły. Był to idealny kamuflaż jeśli się znało teren lub miało zastawioną pułapkę. Wyciąganie wilgoci z śniegu było nie łatwe lecz też się nadawało od biedy. Mimo wszystko musiał wymyślić jakiś sposób by mieć wodę zawsze przy sobie.

Po opanowaniu elementarnych technik Suitonu przyszła pora na te bardziej zaawansowane. Daihodan nadawał się idealnie. Silniejsza wersja Teppoo. Więcej wody pod większym ciśnieniem. Plusem oczywiście był brak pieczęci co dawało tej technice spory potencjał. Minuty mijały a jego zapadlisko zaczynało przypominać mały stawik. Mimo to chłopak nie przejmował się tylko skakał z miejsca na miejsce plując wodą na lewo i prawo trenując z klonem który ciskał w niego kamienie udające shurikeny czy kunaie.

Kolejnym rozwinięciem poprzedniej techniki była Mizurappa która ci prawda wymagała pieczęci lecz strumień wody był na tyle silny by obalić kogoś słabszego. Z tego co było zapisane w zwojach to Suiton idealnie się nadawał do walki z Katonem więc taka technika pownna sobie poradzić nawet z silniejszymi technikami żywiołu ognia. Swoją drogą dziwne było, że on jako jedyny miał inny żywioł niż cała reszta jego klanu. Będzie musiał w wolnej chwili o tym pogadać z jakimś starszym.

Techniki klonujące zawsze fascynowały chłopaka. To jak coś przyjmowało wygląd oryginału. To była prawdziwa sztuka. Po części teoretycznej zaczął kumulować chakrę by podnieść wodę i ją ukształtować do swojego wyglądu. Szybko przeszedł do testowania nowego siebie. Szybko zauważył, że klon jest dużo słabszy mimo iż wydawało mu się, że to niemożliwe. Dodatkowo mógł używać tylko technik Suitonu. O dziwo nie kosztował 1/10 chakry jak inne lecz jakoś bardzo mały ułamek. Za to wszystkie techniki jakich używał były z jego zapasu. Miało to oczywiście plusy i minusy. Dodatkowo nie mógł się oddalać od źródła wody o dalej niż 30m.

Ofensywa to coś co Midoro kochał a technika Mizu Kamikiri właśnie taka była. Miała ona dwa zastosowania. Po uderzeniu nogą w ziemię wylatywał gejzer wody który miał tyle siły by pogruchotać kogoś. Drugą opcją było wskoczenie na wodę która przypominała Dotonowego węża i podróżować na niej. Niemniej jednak było to dużo wolniejsze niż zwykły bieg chłopaka który był nienadludzko szybki. Na pewno szybszy od rówieśników. Druga opcja odpadała lecz taka ciekawa ofensywa jak najbardziej nie zostanie pominięta.

Kolejna technika generująca wodę. W pewnym stopniu ulepszenie Mizurappy. Woda oryginalnie wylatywała z ręki a nie z ust. Zasięg był dużo mniejszy lecz nie było pieczęci oraz ciśnienie było trochę większe. Można było próbować odbić nadlatujące pociski lub ostudzić agresora. Oczywiście po to by potem go wysadzić. Godzinka treningu w zupełności wystarczyła chłopakowi by opanować wszystkie smaczki tej techniki. Poćwiczyć manewry oraz nauczyć się odbijać pojedyncze bronie.

Następna technika tworzyła nieskończone źródło wody. Oczywiście był to tani trick o czym Midoro szybko się przekonał. Jutsu idealnie współgrało z poprzednim tworzeniem ziemnych bariej. Tak czy inaczej stworzył źródło na górze zapadliska i na dole by woda która spadała w dół wpadała do niego i wracała na górę. Niestety gdy tylko się użyło techniki wykorzystującą tę wodę to technikę szlag trafiał. Mimo to była ona ciągle w ruchu przez co nie zamarzała na dworze i młodzieniec mógł trochę odpocząć.

Ostatnią techniką elementu Wody jakiej planował się nauczyć była technika wodnego pocisku. Po złożeniu jednej pieczęci był w stanie wystrzelić spory wodny pocisk w wybranym kierunku. Po treningu na „sucho” nastała pora na walkę z klonami. Na początku trudno mu było trafić ruchomy cel lecz gdy mu się udało przeszedł swoje najśmielsze oczekiwania. Technika nie dość, że szybka to jeszcze była bardzo silna. Bez problemu odrzuciła klona na kilka metrów gruchocząc mu kości. Gdyby je oczywiście miał.

Jako iż chłopak opanował w jakimś stopniu dziedzinę Suitonu dobrze by było mieć wodę zawsze przy sobie i nie musieć marnować chakry na jej przyzywanie. W tym celu przejrzał zwoje z Fuuinjutsu. Był ciekaw czy można zapieczętować wodę w zwoju. Jak się okazało można było. Niestety trzeba było odpowiednio przygotować do tego zwój. W tym celu przestudiował notatki i zabrał się do działania. Już po pół godzinki nauki udało mu się zapieczętować sporą kałużę w zwoju. Zadowolony z siebie schował go do kieszeni.

Na sam koniec wrócił do poprzedniego zwoju który oglądał. Było tam ciekawe rozwinięcie techniki którą już znał. Mianowicie technika pieczętowania czegoś przy pomocy pięciu notek. Ta technika pozwalała przejść przez wejście bez konieczności zrywania pozostałych czterech. Było to dość użyteczne zwłaszcza dla niego czyli właściciela notek i pomieszczenia które chronił. Co prawda nic tam nie było ale teraz mogło być. Zaczął testować technikę aż mu nie wyszło. Po użyciu techniki głaz sam się uniósł a on mógł wejść do niewielkiego pomieszczona. Kto wie. Może teraz nie będzie musiał codziennie wracać do domu by nocować. Zwłaszcza w lato.

Koszt PN: 403
Spoiler:
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Re: Skalne zapadlisko

Postprzez Dōhito Midoro » 25 mar 2017, o 11:01

Midoro przyleciał do swojej oazy spokoju. Można tak było śmiało powiedzieć o jego miejscu treningowym gdyż ostatnimi czasy gdy testował techniki Suitonu to trochę wody zostało. Oczywiście teraz było to wszystko skute lodem lecz mimo wszystko w lato powinno być lepiej. Chłopak znalazł w bibliotece dwie ciekawe techniki. Może to nie były klony o których tak bardzo chciał się dowiedzieć lecz coś na zajęcie myśli. A, że techniki były przydatne i z dziedziny ninjutsu to akurat coś dla niego.

Na pierwszy rzut przyszła technika szpiegowska. Jutsu było dużo lepszą wersją Henge. Nie przerywało jej byle co przynajmniej. Niemniej jednak istniał pewien problem. Mianowicie trzeba było przyłożyć jedną dłoń do swojej waży a drugą do twarzy osoby którą chce się udawać. Nigdzie nie napisali jaka to ma być osoba więc równie dobrze można „pożyczyć” twarz nieprzytomnego lub martwego. I tutaj zapala się lampka po co ktoś zbierał trupy innych. Oczywiście to tylko jedna możliwość. Młodzieniec nie miał zbytnio jak jej przećwiczyć lecz teoria powinna wystarczyć. W końcu to Ninjutsu do którego miał talent.

Kolejna technika była przypisana do działu przywołań. Co prawda nie przyzywało się potężnych stworzeń lecz i tak była użyteczna. Specjalne plakietki łączyło się ze zwojem i w dowolnej chwili można było coś z niego wyciągnąć bez konieczności rozwijania zwoju, bawienia się etc. Dotyk plakietki i puff. W naszej dłoni jest co chcemy. Przygotowanie plakietek zajęło mu chwilę tak samo jak specjalne połączenie ze zwojem lecz było gotowe. Przywiązał je wedle instrukcji do nadgarstków gdyż tak faktycznie było najpraktyczniej i przetestował kilka razy. Kolejne użyteczne jutsu do kolekcji.

Koszt PN: 20
Spoiler:
Obrazek
 
Posty: 1952
Dołączył(a): 31 lip 2016, o 02:57
Ranga: Chūnin

Następna strona

Powrót do Tereny Treningowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron