Pole treningowe Miyū

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Pole treningowe Miyū

Postprzez Yōgan Miyū » 26 kwi 2018, o 03:20

Obrazek

Miejsce, które członkini klanu Yōgan uznała samozwańczo za swoje pole treningowe, nieco odbiega krajobrazem od standardowych pasm górskich, które okalają osadę z każdej możliwej strony; dość rozległa polana odkryta przez Miyū znajduje się kilka kilometrów od terenów przynależących do jej klanu, gdzie zazwyczaj wymykała się, gdy chciała uniknąć uniknąć obowiązków narzucanych na nią przez matkę lub by trochę powagarować i nie zostać przez nikogo złapanym. Łąka latem obradza bogato we wszelkiego rodzaju kwiecie, a wyrastające dookoła niej wysokie drzewa dostarczają przyjemnego cienia w słoneczne dni. Mniej więcej na środku polany znajduje się kilka zwęglonych kawałków drewna, które dziewczyna nanosiła, by ogrzać się w cieple ogniska w chłodniejsze noce. Co jakiś czas tylko dostarczała parę mniej zużytych konarów, gdy widziała, że niektóre z nich są już niemal na granicy spopielenia.
Nieopodal znajduje się wyróżniająca obfitością swoich gałęzi oraz grubością swojego pnia wierzba płacząca, pod którą ziemia jest na tyle wydeptana i wysiedziana, że z łatwością można wydedukować, że zapewne ktoś tutaj spędzał całe dnie. Tuż obok niej można dostrzec niewielki, niezbyt przejrzysty staw oraz odchodzący od niego cienki strumień znikający szybko w gęstwinie wszelkich krzewów i wysokich traw. Miejsce jest o tyle szczególne, że zostało z jakiegoś tajemniczego powodu upodobane przez świetliki i gdyby nie one, to Yogan już dawno znudziłaby się i uznała, że czas sobie poszukać nowych widoczków.



Prawda jest taka, że Miyu odwlekała trening technik żywiołowych jak tylko mogła.
Niby miała świadomość tego, że aby nauczyć się posługiwania elementem lawy warunkiem koniecznym jest opanowanie w przynajmniej stopniu podstawowym żywiołu ziemi oraz ognia, ale z drugiej strony po prostu się bała. Bała się jak cholera. Dziewczyna była całkowicie przerażona, że ostatecznie nie będzie w stanie płynnie połączyć obu żywiołów w jedno. Nie chciała rozczarować ani swojego ojca, ani siebie samej. Cały animusz oraz buta dziewczyny przestały istnieć z momentem, gdy zacisnęła dłonie na dwóch zwojach, z których niedługo miała się nauczyć najbardziej elementarnych technik z odziedziczonych przez nią żywiołów. Przełknęła boleśnie ślinę, po czym chwyciła jeszcze pośpiesznie niewielką książeczkę z informacjami na temat pierwszej pomocy – matka jako kwalifikowany lekarz od szczenięcych lat Yogan starała się jej wbić do głowy chociaż podstawy sztuki lekarskiej. Dziewczyna niechętnie przyznała, że, być może, ta wiedza jeszcze kiedyś jej się przyda i wypruła błyskawicznie z domu, czując, że jeśli zostanie w swojej strefie komfortu nieco dłużej, to już niestety na zawsze w niej zostanie.

  • Doton: Doton no jutsu
Spoiler:

Usiadłszy w siadzie skrzyżnym na uklepanym poletku ziemi, uprzednio starannie próbując znaleźć miejsce nieporośnięte kwiatami, by jeszcze przypadkiem ich nie uszkodzić, rozłożyła przed sobą dość obszerny zwój zawierający wszystkie niezbędne instrukcje dotyczące ziemnej techniki, której Miyu miała zamiar się nauczyć. Starając się zapamiętać każde zawarte w nim słowo, w końcu podniosła się do pionu i zamknęła ślepia, mając dość złudną nadzieję, że w jakiś sposób pomoże jej się to nieco bardziej skupić. Za pierwszym razem, niestety, jednak była zbyt rozkojarzona i zamiast wykonać prawidłowo technikę, sprawiła, że tylko jej noga wsiąkła niezręcznie w podłoże. Po kilku próbach wyswobodzenia się w końcu się poddała i po prostu postanowiła kontynuować naukę już z tego niezbyt wygodnego miejsca, licząc, że za drugim razem wreszcie jej się uda. Być może w tym momencie podziałała determinacja, być może to była lekka rezygnacja, że nie dała rady wykonać techniki za pierwszym razem niczym geniusz, którym niewątpliwie była, ale tym razem szczęśliwie zapadła się pod ziemię, tworząc w tym miejscu całkiem sporą dziurę. Uskrzydlona, że nie zabrało jej to aż tak dużo czasu jak myślała, powtórzyła technikę jeszcze kilkukrotnie, po czym zasypała niedbale każdą pozostawioną przez siebie szczelinę.

  • Katon: Bakufū
Spoiler:

Słońce powoli zachodziło już za linię horyzontu, kiedy postanowiła wziąć się za szlifowanie swojej znajomości żywiołu ognia; nie mogła jednak zrobić sobie przerwy, bo doskonale wiedziała, że to rozleniwiłoby ją na tyle, że po prostu zrezygnowałaby dzisiaj z kontynuowania treningu i ucięłaby sobie drzemkę trwającą już do rana. Zwinęła więc z namaszczeniem pierwszy zwój, by już zaraz rozwinąć drugi, z towarzyszącą Yogan coraz większą ekscytacją pochłaniać całą jego zwartość – pomimo tego, że doskonale wiedziała, że techniki z użyciem ognia są zazwyczaj po prostu efektowne i dobrze się na nie patrzy, nie mogła powstrzymać tego lekkiego dreszczyku wędrującego po jej grzbiecie. Pokładając spore nadzieje w swoich jakże niezaprzeczalnych umiejętnościach, wzięła głęboki wdech, by, starając się wymieszać wydychane powietrze z chakrą i je podpalić, zamknąć ciasno oczy i zionąć całą zawartością swoich płuc. Gdy zauważyła, że nie osiągnęła założonego sobie celu, zmarszczyła brwi ze zniecierpliwieniem i, nie zważając zupełnie na otoczenie, ani na to, że właśnie wystrzeliła z ust płomieniem ognia prosto na losowe gałązki, które zapłonęły spektakularnie, nie myśląc zbyt wiele, zacisnęła dłoń na jednej z nich, w prezencie sprawiając sobie poparzenie drugiego stopnia. Gratulacje, Miyu.

  • Iryōjutsu: Ōkyū no Shirōto
Spoiler:

Polana zwykle charakteryzowała się błogą ciszą naruszaną co jakiś czas jedynie przez cichy trel ptaków lub miłe dla ucha szemrzenie strumyka… Ale nie dzisiaj. Yogan puściła mimowolnie w eter siarczystą wiązankę przekleństw, automatycznie puszczając płonącą gałąź, koniec końców jednak ponownie kładąc na nią łapska i obniżyć ją na wysokość zbiornika wodnego, bynajmniej nie chcąc doprowadzić do rozprzestrzenienia się ognia. Katastrofa być może została zażegnana, ale nieszczęsna dziewczyna właśnie miała całkowicie popaloną dłoń, która szybko zaczęła drżeć z powodu narastającego bólu, więc, niewiele myśląc, wcisnęła rękę do chłodnego stawu. Wolną ręką wyciągnęła pośpiesznie książeczkę o pierwszej pomocy, nerwowymi ruchami wertując jej strony w poszukiwaniu informacji na temat poparzeń. Pochłaniając niczym gąbka każde zdanie, wyjęła z lodowatej wody dość nieciekawie wyglądającą dłoń, po czym, wyciągając ze swojej torby płyn dezynfekujący na bazie alkoholu, przemyła oparzenie. Piekło jak cholera, więc z jej ust wymsknęło się donośne syknięcie zwieńczone zagryzieniem boleśnie warg, jednak nie mogła przerwać w tym momencie - nałożyła w końcu na dłoń opatrunek, upewniając się, że cała konstrukcja jest w stanie jakoś się utrzymać. Na koniec jeszcze przejrzała całą resztę działów zawartych w lekturze, licząc na to, że chociaż część z nich zapamięta.

Kończąc trening z uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym oraz psychicznym, zebrała wszystkie swoje manatki do podręcznej torby, dopiero teraz dostrzegając, że zaczyna zmierzchać. Odgarnąwszy spocone kosmyki z czoła, skierowała swoje kroki w stronę domu. Musi pamiętać, by poprosić mamę o ogarnięcie tej nieszczęsnej ręki. Cholera, może powinna bardziej zainteresować się medycyną? Być może po powrocie do domu nadal będzie czuła ten nagły zryw ambicji? Kto wie?

z/t
 
Posty: 20
Dołączył(a): 3 sty 2018, o 18:48
Ranga: Genin

Re: Pole treningowe Miyū

Postprzez Yōgan Miyū » 26 kwi 2018, o 20:38

Kolejny dzień, kolejny katorżniczy trening.
Tuż po powrocie do ciepłego domku wyżebrała u matki poświęcenie chwili jej uwagi na bardziej profesjonalne opatrzenie nadal nieprzyjemnie palącej dłoni, na co rodzicielka zareagowała tylko teatralnym przewróceniem oczyma, jednak, ku uciesze Miyu, zdecydowała się nie komentować nieudolności swojej pierworodnej; łaskawie zajęła się oparzeniem i owinęła poparzone miejsca jałowym kompresem, więc żądna wiedzy dziewczyna pojawiła się na swoim własnym, zaklepanym polu treningowym z obandażowaną ręką. Ciasny opatrunek krępował niezręcznie ruchy palców, które zapewne będą niezbędne do wykonania pieczęci, jednak zdeterminowanej kunoichi nawet takie niedogodności nie były w tej chwili straszne! Tym bardziej, że dzisiaj był dzień szczególny, a mianowicie - przeznaczyła całe popołudnie na naukę klanowych technik, co wzniecało w niej ambiwalentne uczucia. Z jednej strony ledwo mogła powstrzymać targającą jej nadal dość wątłym ciałem ekscytację, ale z drugiej coraz bardziej obawiała się, że nie podoła i rozczaruje nie tylko siebie, ale i całą rodzinę. Starała się nad tym za bardzo nie roztkliwiać i nie dać się zniszczyć nakładanej na nią presji. Z dość marnym skutkiem.

  • Yōton: Gomudama
Spoiler:

Ojciec, gdy jeszcze próbował zachęcać młodą Yogan do nauczenia się swojego dziedzictwa, zawsze starał się wbić do jej głowy, że ma się nie zniechęcać tym niezbyt ciekawym wyglądem technik z arsenału tych najbardziej podstawowych; doskonale wiedział, że Miyu, która, być może nawet nieświadomie, zazwyczaj kierowała się w każdej dziedzinie życia tym, by było w miarę estetycznie. Prezentacja tej lepkiej, flegmowatej substancji bynajmniej nie zachęcała do użytkowania jej w jakiejkolwiek sytuacji. Kunoichi, usiłując za wszelką cenę nie myśleć o tego typu bzdurach, skoncentrowała się przede wszystkimi na pragmatyzmie kauczuku oraz jego doskonałych właściwościach defensywnych. Z wyraźną niechęcią rozłożyła zwój na dość sporym głazie, po czym, zapoznając się z jego treścią, wykonała pieczęć ptaka, próbując wymieszać ze sobą oba żywioły i stworzyć nowy. Po kilku niewypałach i przypadkowych zionięciach ognia wreszcie wydobyła ze swoich ust z początku raczej marnej jakości kauczuk, który bynajmniej nie przypominał z wyglądu niczego szczególnego. Decydując się na chwilę przerwy w postaci medytacji i wsłuchania się w odprężający szum drzew, podjęła kolejną, tym razem udaną próbę, tworząc całkiem spory, pusty obiekt w kształcie piłki. Szkoda tylko, że nie wiedziała co z nim teraz właściwie zrobić.

  • Yōton: Gomunawa
Spoiler:

Kiedy już w końcu uporała się z pozostałościami poprzedniej techniki, rzuciła na skałę kolejny zwój opisujący użycie tej samej substancji, jednak w nieco zmodyfikowany sposób; w tym wypadku Yogan miała wygenerować dużą ilość kauczuku, który zostałby wykorzystany jako długa, elastyczna lina. Z satysfakcją, i być może z odrobiną wrodzonej zuchwałości, przyznała przed samą sobą, że nauczenie się tej techniki będzie o tyle łatwiejsze, że już mniej więcej przyswoiła w jaki sposób manipulować chakrą tak, by w ogóle tę dość odrażającą flegmę z siebie wydobyć. Rozejrzała się uważnie wokół własnej osi, szukając wzrokiem domyślnego celu, który mogłaby uchwycić w swoje jakże zabójcze lasso i ostatecznie uznała, że najbezpieczniej byłoby po prostu objąć kauczukowym sznurem spory konar znajdującego się nieopodal drzewa. Jak zaplanowała tak też zrobiła: wytworzyła wystarczającą ilość substancji, by być w stanie w ogóle zamknąć gałąź w obręczy liny, po czym narzuciła ją w tamtym kierunku, szczęśliwie celując za pierwszym razem. W tym momencie założyła, że opanowała powyższe techniki do perfekcji i nie będzie się już nimi dłużej zajmować. Najsmaczniejszy kąsek zostawiła sobie na sam koniec, więc postanowiła wreszcie do niego przejść, omijając cały etap kilkukrotnego powtarzania wyuczonych umiejętności w celu lepszego ich zapamiętania.

  • Yōton: Sekkaigyō no Jutsu
Spoiler:

W końcu. Wreszcie.
Dotrwała do chwili, w której nauczy się czegoś, co jednocześnie należy do technik jej klanu, ale także ma chociaż odrobinę bardziej ofensywne zastosowanie. Ostatnia technika, którą planowała się dzisiaj nauczyć zdecydowanie była wyzwaniem; nie dość, że do jej wykonania niezbędne jest ułożenie kilku pieczęci naraz, co w jej dotychczasowej karierze nindżowego laika było raczej niespotykane, to jeszcze dodatkowo miała teraz obcować z substancją wysoce żrącą, czyli niegaszonym wapnem. Mimo dość sporych braków w wiedzy chemicznej (które, notabene, będzie zmuszona w najbliższej przyszłości nadrobić, bo trochę wstyd), doskonale była świadoma z zagrożenia, jakie ta specyficzna substancja może wywołać, więc, na wszelki wypadek, asekuracyjnie obwinęła zdrową dłoń kawałkiem bandażu. Prawda jest taka, że ten kawałek materiału nie zapewniłby żadnej ochrony, gdyby przypadkiem wycelowała wapnem na swoją skórę, ale czuła się nieco lepiej ze świadomością, że jednak coś ma na tych rękach. Przechodząc w końcu do samego treningu techniki, wykonała parę razy całą sekwencję pieczęci bez przepływu chakry, starając się przyswoić samą ich kolejność. Dopiero w momencie, gdy poczuła się już pewniej, odgięła grzbiet lekko do tyłu, by wziąć głęboki wdech i dosłownie wypluć z ust sporą dawkę żrącego wapnia; osobliwy pocisk wylądował ciężko na znajdującej się w pobliżu roślinności. Doczytała kątem oka, że połączenie niepalonego wapnia z wodą skutkowałoby cementem… Zerknęła szybko w stronę niewielkiego stawiku, który prezentował się na tyle sielsko i anielsko, że łaskawie postanowiła go oszczędzić.

Musiała przyznać, że wykonała całkiem niezłą robotę. Zostawiając za sobą pobojowisko i porozrzucane w losowych miejscach kawałki kauczuku, które postanowiła zebrać następnym razem, udała się na zasłużony spoczynek i równie zasłużoną konsumpcję tabliczki najtańszej czekolady.

z/t
 
Posty: 20
Dołączył(a): 3 sty 2018, o 18:48
Ranga: Genin


Powrót do Yōgan

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron