Koniec: Egzamin i awans

Tutaj przenoszone są ważne na forum tematu, które przestały być aktualne.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Mistrz » 24 cze 2013, o 21:22

Dla niektórych nadszedł ostatni dzień akademii. Po spędzonych na treningach dniach szkolnych przyszła pora na egzamin końcowy. Razem z innymi uczniami stoisz wokół maty sparingowej. Co jakiś czas sensei wzywa poszczególnych uczniów na środek by walczyli z nim. Celem oczywiście nie było pokonanie bardziej doświadczonego nauczyciela, a utrzymać się pewien czas w walce i zaprezentować swoje zdolności. W końcu słyszysz swoje własne imię. Musisz zaprezentować swoje zdolności. Po skończeniu wszystkich walk Sensei wraz z swoim asystentem przeanalizowali wyniki i ogłosili wyniki.

[x][/x]Zasady[x][/x]Należy opisać krótki sparing z senseiem. Po napisaniu wiadomości w tym temacie należy zgłosić podanie o przydział do grupy geninów.
I'm the hero snm didnt deserves, but the one it needs right now/
Ja jestem regulaminem!
Administrator
 
Posty: 2246
Dołączył(a): 4 cze 2013, o 17:24
Ranga: Uczeń
Specjalna Ranga: ANBU
Specjalna Ranga: Kugutsu Butai
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Kuma Jinnosuke » 5 sty 2014, o 23:37

Przyszedł wreszcie czas na zakończenie szkolenia w Dojo i awans na pełnoprawnego samuraja - może i niskiej rangi lecz już prawdziwego samuraja. Pojawiłem się w swoim standardowym stroju wywołując duże zaciekawienia a czasem nawet zniesmaczenia bo któż widział, że dorosły człowiek wyglądał tak jak ja - z głową niedźwiedzia ? Grupka egzaminatorów wskazała mi miejsce gdzie miałem się ustawić w oczekiwaniu na swojego sparingowego przeciwnika, który miał sprawdzić czego tak naprawdę nauczyłem się przez te kilka lat nauki tutaj. Wreszcie pojawił się wysoki i doświadczony samuraj, którego często widywałem na treningu bardziej zaawansowanych członków, miał ze sobą dwa miecze - niestety drewniane. Wręczył mi jeden z nich a nasza potyczka się zaczęła - większość czasu okładaliśmy się na wzajem mieczami nie dotykając ciała, jednak widziałem, że mój przeciwnik daje mi spore fory. Zaryzykowałem i zaatakowałem go nieco bardziej zuchwale co dość dobrze mi wyszło, ponieważ uderzyłem go w kolano, na które upadł, jednak po chwili otrzymałem serię ciosów w kilka miejsc, które spowodowały zamroczenie po chwili opamiętałem się i nadal atakowałem tym razem wybierając inną taktykę, delikatnie wiązałem ruchu tworząc taniec, który może nie był efektywny jak w przypadku mojego przeciwnika, jednak wyglądał całkiem przyzwoicie. Wreszcie zakończyłem sparing nieco poobijany, ale z nowymi doświadczeniami - kazano mi wyjść i poczekać na werdykt. Po 30 minutach wróciłem aby dowiedzieć się o tym, iż jestem wreszcie Senshim czyli pełnoprawnym członkiem społeczności samurajów.
Kuma Jinnosuke
 

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Hasegawa Asagi » 28 cze 2014, o 20:33

W końcu nadszedł ten dzień - czas egzaminu końcowego. Asagi, wraz z grupą towarzyszy przez ostatnie kilka lat zbierał umiejętności oraz doświadczenie niezbędne, by służyć swojemu klanowi oraz krajowi. Niebieskooki czuł na sobie presję otoczenia oraz świadomość tego, że może jest jednym z ostatnich pokoleń samurajów, którzy (miał nadzieję) opuszczą dzisiaj bramy dojo...
Oddech, spojrzenie daleko przed siebie, tak by nie dostrzegać niczego, ale i wszystko razem. Postawa miecza i ciała, jedna całość. Asagi wybrał pozycję centralną, tą od której każda inna pochodzi i przez którą każda przejść musi by stać się inną. Naprzeciwko niego stał jeden ze starszych instruktorów - Shinsen. Hasegawa znał go dość dobrze, chociaż to może jednak nieco nad wyraz powiedziane, bowiem nie znali się osobiście. Shinsen był jednym z legendarnych wojowników, tych którzy pamiętali jeszcze Trzecią Wielką wojnę i chociaż nie miał jednego oka, to jednak budził lęk w sercach wrogów i uczniów. Ciemnowłosy uważnie spoglądał na starszego szermierze, w którego postawie nie widział najmniejszego nawet otwarcia, a którego sama obecność mogła oszołomić. Asagi nie miał złudzeń - w tej walce nie miał najmniejszych szans, ale nie o to przecież chodziło. To był egzamin, o jego powodzeniu miało świadczyć to, jak dobrze zaprezentuje wszystko to, czego się nauczył. Strategia pojedynku 1 na 1, podstawowe techniki i metody toczenia walki, sposoby korzystania z otoczenia i znajdywanie siły tam gdzie jej nie ma - tego właśnie się uczył przez ostatnie lata. To wszystko starali się mu przekazać nauczyciele i to wszystko chłonął możliwie najpełniej. I był w tym dobry, wiedział to. W walce mieczem niewielu uczniów mu dorównywało, to jednak nie było walką z uczniem...
Skupienie wzrok, wstrzymany oddech, a po nim miecz wędruje wysoko i młody samuraj z krzykiem przypuszcza atak. Niebieskooki nie miał złudzeń. Żaden, nawet, a może raczej szczególnie przemyślny atak nie wyjdzie. Mistrz Shinsen uniemożliwi mu dowolną akcję jeśli tylko będzie chciał, a więc jest to walka wymagająca sutemi (poświęcenia). Hasegawa natarł na sensei'a szybko i bez zbędnej finezji wymierzając najbardziej banalne cięcie pionowe. Nie interesowała go odpowiedź przeciwnika, nie ważne czy zejdzie z linii, czy odbije jego broń, młody samuraj będzie walczył. Starszy wojownik zdecydował się na zejście z linii ataku, bokken młodzieńca minął go dosłownie o centymetry, ale braki w doświadczeniu uniemożliwiły wykorzystanie tego, ale to nic. Asagi kątem oka spojrzał w stronę sensei'a, skręcił biodra i unosząc miecz z zamiarem pchnięcie zadał kolejne cięcie, a po nim jeszcze jedno i następne. Sędziwy szermierz płynnie cofał się pod naporem ciosów młodzika, a ten bez zbędnej finezji i bez frustracji napierał dalej, tnąc zapamiętali z głośnym krzykiem. Hasagawa nie wiedział jak długo sensei pozwoli na tę zabawę, nie był też pewien, czy sędziwy wojownik nie zrozumiał jego planu, a teraz jedynie pozwala mu się pobawić. Nie miało to znaczenia. Należało wykonać zadanie - to się liczy. Sztuka miecza karze walczyć nawet w sytuacji gdy przeciwnik jest lepszy i nie mamy szans. Zwycięstwo, to nie synonim słowa wyjść z walki cało. Zwycięstwo, to wykonać zadanie, nie dać się złamać, przyjąć wszystko co los stawia przeciwko tobie i stale walczyć. To jest definicja zwycięstwa, w którą wierzył Asagi. W końcu, Shinsen zdecydował się na ruch. Szybkim uderzeniem w broń młodego samuraja wytrącił go z rytmu, sprawił, że jedna dłoń opuściła bokken, czekając na cios mistrza. Tak to wyglądało. Oczy jednak mamiły. Hasegawa, widząc zbliżającą się w jego stronę drewnianą klingę... natarł. Sięgając po technikę stylu Ittou-Ryu przyjął cios mistrza na lewe ramię i zbliżywszy się na zasięg pchnięcie ugodził go swoim własnym bokkenem zadając obopólne trafienie.
W sali zapanowała cisza. Nikt nie wierzył w to, co się stało. Na środku kręgu, stali Shinsen i Asagi, którego oczy powoli przeszkliły się od bólu po trafieniu, ale uparcie trwającego z mieczem "w boku" nauczyciela. Twarz Shinsen'a nie wyrażała niczego, by po chwili rozpogodzić się i spojrzeć na młodzika z zadowoleniem.
- Bardzo dobrze. rzekł w jego stronę mistrza, po czym spojrzał na pozostałych. Niebieskooki nie usłyszał od niego już nic więcej, ale zrozumiał. Może czas samurajów chylił się do końca, ale ten koniec nie nadejdzie dzisiaj, ani jutro. Zdał test. Wiedział to. Chociaż w prawdziwej walce byłby trupem, to jednak wykonałby zadanie. To była droga samuraja, a on zrobił na niej pierwszy, mały krok...
Hasegawa Asagi
 

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Shunji Takuya » 3 lip 2014, o 01:39

    Sanrō, wioska położona pod bliźniaczymi górami przypominającymi swoim kształtem paszcze tygrysów. Miejsce w którym "narodziło" się wielu wielkich samurajów. Mały chłopczyk zamieszkujący obrzeża kraju żelaza trzymający swój kijek i bawiący się w samurajów wraz z innymi chłopcami z małej wioski wśród sypiących płatków śniegu nawet nie przypuszczał, że jemu jako jedynemu uda się wyrwać z rodzimych stron i dostać się do Sanrō. Ciężko było mu wierzyć w to nawet w momencie gdy przemierzał kraj na wypożyczonym koniu, aby dostać się do okrytego wielką sławą Dōjō.

    Kilka lat później mały nieporadny chłopczyk z kijkiem zmienił się nie do poznania. Wyrósł i zmężniał. Dōjō uczyniło z niego prawdziwego żelaznego człowieka i choć początek nie był łatwy to nie załamał się. Treningi, które często wyczerpywały do granic możliwości, wymagania, które te możliwości przekraczały. Dzień za dniem chłopczyk hartował się i uczył. Z czasem ciężkie życie w Dōjō stawało się coraz bardziej znośne. Ciało i umysł przyzwyczajały się, a nawet rozpoznawały w tym ciężkim treningu dom. Umiejętności rosły w zawrotnym tempie. Patyczek zastąpiony został prawdziwą bronią i to w dodatku nie jedną. Adept z Sanrō już niemalże w niczym nie przypominał małego, ubrudzonego chłopca z nieznanej nikomu małej wioski.

    Jego imię zostało wyczytane. Shunji Takuya, który przebył naprawdę drugą drogę aby stać tu pośród nielicznej grupy osób u schyłku swoich lat spędzonych w Dōjō. Mata wokół której stali sami wyznaczeni do egzaminu końcowego rekruci znajdowała się w zupełnie innym pomieszczeniu, do którego wita się tylko wybranych. W Dōjō nie poddawano się próbie z własnej woli. Był to zaszczyt i honor, którym obdarzani byli Ci, których wyznaczali mistrzowie. Grupa ta zawsze była nieliczna, zlepiona z różnych roczników i niekiedy osób podchodzących do próby już któryś raz.
    Długie włosy spoczywały spokojnie ostatnie chwile na ramionach adepta. Włosy, które miedzy innymi były dowodem na czas jaki spędził podczas swoich treningów w Sanrō. Mięśnie spięły się wywołane zdenerwowaniem. Adept oczekiwał tej chwili od dnia przybycia, lecz teraz kiedy stał twarzą w twarz z jednym z mistrzów Dōjō nie miał już tyle pewności siebie. Nie chodziło już tylko o to, czy da sobie radę. Problemem było samo opuszczenie tego miejsca. Jeśli mu się uda, nauki zakończą się a jego dom, którym stało się Dōjō przestanie nim już być. Wybór broni jaką mieli walczyć przerwała wszelkie niespokojne myśli. Mistrz naturalnie wybrał katanę, Takuya zamierzał pokazać swoje umiejętności w obu stylach których się nauczył i zdecydował się na kij oraz katanę. Chwile później stał już na macie kłaniając się swojemu przeciwnikowi. Drewniany kij spoczywał pewnie w ręce, zaś katana przypięta do pasa czekała na swoją kolej. Sama walka przypominała raczej węża, który atakował norę jakiegoś gryzonia. Co prawda Shunji co jakiś czas zadał jakiś cios ofensywny, lecz głównie polegało to na obronie. Kij nie pozostał długo we władaniu adepta, mistrz doskonale wiedział jak radzić sobie z taką bronią i ta wylądowała w kawałkach na macie nawet nie w połowie czasu do końca. Przy walce dwóch katan również nie było lepiej. Grad ciosów, który trzeba było odeprzeć nie pozwalał nawet na znalezienie jakiejś dogodniejszej pozycji. Gdy minęła połowa czasu stało się coś, czego można było się spodziewać. Mistrz obniżył poziom forów. Na matę polał się najpierw pot, lecący strużkami z ciała Takuyi. Chwile później mata zwilżyła się krwią adepta. Płytkie rany pojawiły się w różnych miejscach tak jakby przeciwnik atakował ze wszystkich stron nie tylko z naprzeciwka. Ilekroć czas zbliżał się ku końcowi mistrz uderzał z większą zaciekłością. Shunji jednak nie był byle młokosem. Spędził w Dōjō wystarczająco dużo czasu, aby przygotować się do tej próby. Pierwsze co sobie przypomniał to trening wytrzymałościowy. Każdego dnia ryzykował własnym życiem i wznosił się ponad własne limity. Później dotarło do niego wspomnienie bólu podczas treningów szybkości. Drewniane piłeczki i urządzenia znacznie dotkliwiej traktowały niżeli ostra stal. Siła przybyła ostatnia, kiedy ruchy Takuyi poprawiły się. Został wybrany przez mistrzów bo wierzyli, że powinien dać radę. Nie myli się, jego czas nadszedł i choć nie sprostałby w prawdziwej walce to chociaż wytrzymał ostatnie minuty w których mistrz walczył w swoich 100%. Ostatnie minuty były najgorszym momentem całej walki. Kiedy całe przedstawienie się skończyło adept upadł na jedno kolano łapiąc łapczywie powietrze i zalewając matę swoim potem. Zdał, a jego próba wcale nie dodawała ducha innym powołanym. Mata została zmieniona, Takuya odesłany do sali medycznej i przyszedł czas na resztę.

    Chłopiec z mało znanej wioski na obrzeżach kraju żelaza bawiący się gałązką i innymi prostymi dziećmi farmerów opuścił mury Dōjō lecz teraz nie był już zwykłym dzieckiem słabo prosperującej prostej rodziny farmerów. Stał się Senshi'em. Najniższym rangą Samurajem. Stanął właśnie na początku swojej drogi wojownika. Nastała pora aby postawić pierwszy krok.

Shunji Takuya
 

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Kōseki Hajime » 14 lis 2014, o 18:50

Prawie cała moja klasa siedziała jak na szpilkach i czekała na wezwanie do egzaminu, który odbywał się pojedynczo, oczywiście najlepszy uczeń klasy został wezwany jako pierwszy...
-Hajime, prosimy.
Obyło się bez zbędnych ceregieli, znałem zasady egzaminu i byłem świetnie na niego przygotowany, wziąłem broń do ręki i ustawiłem się na przeciw własnego senseia.
Tradycyjny ukłon i...WALKA!
Mistrz postanowił nie oszczędzać mnie za bardzo i ruszył z atakiem, ja zaś skupiłem się na unikach i parowaniu, wiedziałem że w ten sposób wytrwam na arenie najdłużej z kimś na takim poziomie, pojedyncze ataki wyprowadzane z mojej strony, były tylko wtedy gdy sensei zostawił gdzie lukę w swojej obronie, oczywiście wiedziałem że robi to celowo by sprawdzić czy to wykorzystam, co również wpływało na werdykt.
-Wystarczy, egzamin zaliczony.
Usłyszałem głos radujący me serce i duszę, pożegnałem się tylko z mistrzem i klasą po czym poczułem że w końcu wszedłem na moją drogę, drogę samuraja.
Kōseki Hajime
 

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Oda Nobunaga » 20 gru 2014, o 20:17

Czekając na swoją kolej, przez chwilę Oda zastanawiał się nad egzaminem. W sumie nie za bardzo miał w to wylane kakao, nie interesowało go zbytnio co go czeka. Chciał tylko zdać i ruszyć w świat.
- Ekhem Oda Nobunaga, prosimy cię tutaj. Powiedział ukryty w drzwiach Samurai. Po tych słowach Oda wstał, następnie włożył ręce w kieszenie. Wchodząc do pomieszczenia zauważył dwóch egzaminatorów i jednego dekla stojącego na środku.
- Egzamin będzie polegał na walce, jesteś gotowy? Spytał egzaminator, następnie każdy dzierżył treningową katanę.
- Obojętnie, zaczynajmy drętwiaki. Odpowiedział znudzonym głosem Oda, następnie ruszył na przeciwnika.

Walka trwała nie całe trzydzieści minut, po chwili Oda został wykopany z egzaminu. - Głupku miałeś walczyć tylko z jednym, a nie atakować nas. Krzyknął wnerwiony egzaminator. - Czy to znaczy że nie zdałem? Spytał Oda, po czym dostał natychmiastową odpowiedź. - Chyba kpisz, nie chcę cię tu już widzieć. Zdałeś, a teraz won mnie stąd.
Wstając, Oda poszedł w swoją stronę. Dość w tanecznym kroku i z uśmieszkiem na twarzy.
Oda Nobunaga
 

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Shotoko Hayate » 29 sty 2015, o 16:04

Przyszedł ten dzień, dzień który miał wszystko zmienić, bo to właśnie teraz przyszłą pora na stanie się pełnoprawnym samurajem. Czekałem w holu, aż wyczytają mnie i przyjdzie moja kolej na egzamin. Byłem trochę poddenerwowany, a przecież tak wiele umiałem. Może i byłem pewny swoich umiejętności, ale ten stres z ocenianiem osób trzecich jest straszny. Przyszła moja pora i udałem się do sali gdzie przeprowadzano egzaminy końcowe. W samym środku dostrzegłem dobrze znanego mi sensei, który nauczył mnie bardzo wielu pożytecznych rzeczy.
-Shotoko Hayate, będę twoi egzaminatorem. Jesteś gotowy na sparing? - obecność swojego mistrza na egzaminie i samo to, że to on będzie sprawdzał moje postępy dodało mi otuchy. Zdążyłem jedynie kiwnąć głową i walką się zaczęła. Nie były to już dziecinie zabawy, gdyż używaliśmy już prawdziwej broni, ostrej i niebezpiecznej. To mnie trochę zmieszało, nie chciałbym zrobić krzywdy bliskiej mi osobie, ale wiedziałem, że jego umiejętności są sporę i to jest mój czas na udowodnienie ile jestem wart. Tak więc dawałem z siebie wszystko, a moje poczynania były przemyślane i precyzyjnę. Mój sensei rzecz jasna dał mi niźle w kość, bo jego umiejętności były znacznie wyższy od moich. Po zakończonym sparingu z dumą powiedział.
-Dobra robota Hayate, od teraz jesteś pełnoprawnym samurajem, gratuluję. - i szeroko się do mnie uśmiechnął. Nareszcie stałem się wojownikiem Tetsu no Kuni i zrobię wszystko, aby nie zawieść zaufania którym zostałem obdarowany.
Shotoko Hayate
 

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Kōsuke » 16 mar 2015, o 02:04

I nadszedł wielki dzień, nawet i ważniejszy od dnia, w którym zapisywał się do szkoły. Dzień, w którym rozstrzygnie się jego być albo nie być w tym świecie. Po długim oczekiwaniu na swoją kolej został poproszony na środek, nisko skłonił się mistrzowi. Chwycił mocno bokken i zajął pozycję bojową, czekał na sygnał, w którym to miał zaatakować osobę, od której wrażenia wywartego przez umiejętności bojowe Kosuke zależał los naszego złotookiego. Oczywiście był z góry skazany na porażkę, ale to nie wynik walki decydował o awansie w społeczeństwie, a sama prezencja. Oczywiście nauczyciel nie wykorzystywał swoich pełnych umiejętności, bo zapewne po jednym uderzeniu młodziak zostałby zmieciony z maty, jednak im starcie trwało dłużej, tym siła mistrza bardziej przytłaczała, aż w końcu gong przerwał walkę.
-Gratuluję. Sasaki Kosuke, zdałeś egzamin.
Młodziak o mało co nie podskoczył z radości! Ale na szczęście się szybko opamiętał i zachował kamienny wyraz twarzy, skłonił się nisko i wrócił na swoje miejsce.
Kōsuke
 

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Byaku » 17 sty 2016, o 17:33

Wcześniej niż się spodziewałem, nadszedł ostatni dzień spędzony w Dojo, a wraz z nim egzamin końcowy. Nie spodziewałem się tego, jednak wiedziałem, że włożyłem w naukę całe swoje serce, robiąc wszystko co w mojej mocy. Jeśli to nie wystarczyło, kolejne przygotowania w ciągu zaledwie tygodnia były bezużyteczne. Kiedy wreszcie stanąłem na macie, przypomniałem sobie swoje pierwsze dni spędzone na treningu. Byłem wtedy wyraźnie inny. Od tamtego czasu moje ciało urosło, ale zmieniło się coś jeszcze. Mieśnie były twardsze, zahartowane, krok pewny, a wzrok przeszywający. Trzymany jednorącz bokken nie drżął, lecz jego końcówka zdawała się wisieć w powietrzu wręcz nieruchomo, jakby przytwierdzona na stałe. Moje jedyne oko świdrowało nauczyciela, analizując każdy, nawet najmniejszy jego ruch. Byłem w stanie doskonale ocenić dystans, opracować taktykę i przewidzieć ewentualne posunięcia. Wciąż jednak musiałem w dużej mierze polegać na moich instynktach. Egzaminator ruszył do ataku niespodziewanie. Nie byłem bezbronny. Moja ręka, dzierżąca broń, sama uniosła się do bloku, nim nawet zdążyłem o tym pomyśleć. Nie było czasu na myślenie. Zostałem zasypany gradem ciosów, gorączkowo się broniąc, nie mając najmniejszych szans na kontratak. Przez myśl przeszło mi, że stoi za tym zamiar oblania, jednak szybko wyrzuciłem tę myśl z głowy. Musiałem być skupiony. Musiałem poszukiwać wyjścia z tej sytuacji. Na moje szczęście zauważyłem, że maty w pewnym punkcie były delikanie rozsunięte. Poruszałem się więc w tamtą stronę, czując jak moja defensywa słabnie z każdym kolejnym ciosem. Taktyka jednak zadziałała, egzaminator zahaczył nogą o dziurę i na chwilę stracił równowagę. To była moja szansa, więc ruszyłem do ataku z pchnięciem w jego brzuch. W porę jednak wykonał obrót i trafiłem jedynie połę jego kimona, by w następnej chwili zostać całkowicie unieruchomionym z drewnianym ostrzem przystawionym do mojego karku. Odetchnąłem wreszcie - trochę z ulgą, trochę zaś z żalem, że nie byłem w stanie niczego zdziałać, mimo całego wysiłku, jaki w to włożyłem. Na powrót usiadłem między rówieśnikami, oglądając kolejne walki. W sumie nie wypadłem najgorzej, jednak mimo wszystko mój występ był jednym z najkrótszych. Inni mieli znacznie więcej czasu, by zaprezentować, co potrafili. Ogromne było moje zdziwienie, kiedy w końcu ogłoszono wyniki, bo uzyskałem całkiem wysoką notę. Nie od razu zrozumiałem. Dopiero później dotarło do mnie, że nacisk ze strony egzaminatora miał wymusić na mnie pokazannie wszystkiego, co potrafiłem i rzeczywiście, w sytuacji zagrożenia mój umysł pracował na najwyższych obrotach, opracowując tą szaloną taktykę. Z dumą w sercu i uśmiechem na ustach odebrałem swój awans i udałem się swoją drogą. Byłem wolny, a świat nieograniczonych możliwości stał przede mną - samurajem.
 
Posty: 225
Dołączył(a): 17 sty 2016, o 00:33
Ranga: Meijin
Specjalna Ranga: Shinsengumi

Re: Koniec: Egzamin i awans

Postprzez Uragirimono Nishi » 8 gru 2016, o 03:19

Po wielu latach szkoleń przyszedł dzień ceremonialny, ten który miał przesądzić o przyszłości każdego z tutejszych praktykantów. Spora grupa uczniów zebrała się wraz z Sensei'em w jednej z sal treningowych, by rozpocząć stresujący egzamin. Nikt nie znał celu stanięcia naprzeciwko swojego mistrza, zatem w głowie rodziła się myśl o tym, że zdać można jedynie poprzez pokonanie go. W rzeczywistości dokonanie się tego było niemożliwe o czym przekonali się dosłownie wszyscy zebrani w tym pomieszczeniu, wraz z samą Nishi. Zawód na twarzach uczniów był zrozumiał, ale niepotrzebny, ponieważ Mistrz Aoi oznajmił, iż wszyscy przeszli próbę. Zdziwienie? Owszem, a morał z tego wszystkiego można było wyciągnąć tylko jeden... Nie zawsze wygrana jest prawdziwym zwycięstwem...
 
Posty: 22
Dołączył(a): 7 gru 2016, o 03:31
Ranga: Uczeń


Powrót do Archiwum

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron