[OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Wszelkie rozmowy na tematy niedotyczące gry na SNM.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

[OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Jelonek » 14 gru 2020, o 03:14

Była wczesna zima. Dzień, z pozoru taki jak każde inne, okazał się wyjątkowy dla niektórych ludzi. Shinobi, samurajów, czy nawet zwykłych cywili. Otóż tego dnia, w różnych okolicznościach, poza spadającymi płatkami śniegu doznali czegoś naprawdę nietypowego. Reniferka, który to w pyszczku przyniósł im list. Definitywnie, niektórzy zareagowali na niego bardziej... agresywnie. Co się wtedy działo? A no, reniferek zwyczajnie znikał zostawiając za sobą list. Zresztą, robił to samo bezpośrednio po przekazaniu go, to jak kto go przywitał nie było wielką różnicą.
To jednak nie on był najbardziej nietypowy w tym wszystkim. Nie. Najbardziej nietypową rzeczą, była treść listu ukrytego w czerwonej kopercie z płatkami śniegu na niej namalowanymi.

Zaproszenie dla XYZ
na najznamienitsze przyjęcie pod czterema gwiazdami!

24 grudnia, ja, pani Mikołajowa, organizuję imprezę! Świąteczną imprezę, więc rzecz jasna Kraj Wiosny jest miejscem gdzie ta ma się odbyć! Zaproszenie takie, zostało wysłane do wieeeeelu osób. Niektórzy z nich, mogą być Twoimi wrogami. Inni, sojusznikami. Jeszcze inni, są totalnie losowymi osobami których istnienie nie ma dla Ciebie większego znaczenia!
Kim by inni nie byli, moje przyjęcie jest jednak dostojne. Jakiekolwiek awantury na nim, są kompletnie zakazane! Ale sprzeczki są okej! To też, z okazji świąt, zapraszam cały świat do zakopania toporów wojennych i pojednania, na tym niesamowitym przyjęciu pod Świętym Mikołajem! Zabierzcie też kolegów, co tego listu mogli nie dostać! Jak dotrzeć na nie? Nie bójcie żaby, mapka jest na drugiej stronie listu!

PS: Zalecane przybycie w świątecznych strojach! Chociaż czapeczki mikołaja załóżcie >w<


I w ten sposób... część osób mogła zignorować zaproszenie. Część mogła próbować odkryć coś więcej o Pani Mikołajowej, tylko po to aby się zawieść przez brak informacji na jej temat. Poza tymi, że zaprosiła ludzi z całego świata na przyjęcie. Były jednak też osoby, które zapewne... natychmiastowo zdecydowały się przyjść na przyjęcie. Bez większej troski. Nie ważne kto do jakiej grupy należał, przyjęcie organizowane przez panią Mikołajową zdawało się być dobrze odebrane. Można było usłyszeć, iż wiele ludzi zamierza się na nie wybrać.

Aż nadszedł ten dzień, gdzie wszyscy chętni na zabawę lub ciekawi jej organizatorki, znaleźli się we wskazanym miejscu. Najbardziej przyciągającą rzeczą, było zapewne wielgaaachna choinka na końcu ścieżki, ozdobiona przeróżnymi świecidełkami i bombkami. Za nią? Dużej wielkości lodowisko po którym ludzie już zaczęli jeździć, nim się całe przyjęcie zaczęło. Można było nawet łyżwy wypożyczyć! Kawałek przed choinką, tak żeby było miejsca aby bezpośrednio do niej podejść, stała scena. Drewniana, na wysokość jakiegoś metra. Na niej? Poza zespołem ubranym w czerwone, mikołajkowe kostiumy, stała reniferkowa kobieta (paczcie mój avek) przy mikrofonie. Nic jednak jeszcze nie mówiła, dyskutując z... reniferem, stojącym obok niej. Takim dość... normalnym, z tą różnicą że sam miał czapeczkę mikołaja. O czym? Nie było to wiadome.
Rzecz jasna jednak, to nie było wszystko. Przed samą sceną dało się również poznajdywać drewniane ławki, w których to mogli sobie ludzie zasiąść przy podłużnych stołach, wyłożonych po brzegi najróżniejszymi daniami jakie mogli sobie tylko wymarzyć. Wzdłuż ścieżki którą tutaj przyszli natomiast? Stragany obok straganów. W jednym sprzedawano dango, w innym teriyaki, gdzieś tam znalazłoby się stoisko gdzie strzelało się do pluszowych zabawek... zupełnie jak na jakimś festynie! Podobnie, ludzi był od groma. Większość poprzebierana za mikołajów, chociaż niektórzy byli bałwanami, elfami lub reniferami. I to nie tak że nie było miejsca dla jeszcze większej liczby! Zwyczajnie... ciężko było znaleźć spokojny, cichy zakątek. Jedynie parę takich się trafiało, paradoksalnie przed sceną.

- Yyyy... Test, test, 1 2 3, 1 2 3... O, słychać mnie! Ale czad! - przerwała nagle chichocząc pod nosem, nim odchrząknęła. Rozstawiła dłonie na boki. - Witam was, na pierwszym w historii, przyjęciu pod Świętym Mikołajem! Możecie się zastanawiać, dlaczego jesteśmy na świeżym powietrzu, a nie w przytułku jak sugeruje nazwa... a no, chciałam sobie z was trochę pożartować, tehehe.
Stwierdziła wytykając język. Część zebranych się zaśmiała, część patrzyła totalnie zimnym wzrokiem jakby byli obrażeni. Na szczęście jednak, z jakiegoś powodu, mimo tego że impreza działa się na zewnątrz, nie było wcale tak zimno. Czyżby magia pani Mikołajowej?
- Chciałam wam tylko przypomnieć że macie być grzeczni i mili dla innych! Będziemy potem też rozdawać prezenty! To działa na takiej zasadzie, że podchodzicie do mnie. Mówicie co i komu chcecie dać w prezencie, a my to zdobędziemy w granicach rozsądku i gdy zaczniemy rozdawanie, przekażemy z notką od kogo to! Lub bez tej notki! Mnie znajdziecie tutaj przy scenie! A teraz, niech impreza się zacznie! Muzyko graj! - takim akcentem kończąc, pani Mikołajowa odsunęła się od mikrofonu i zasiadła na scenie tak że jej nogi zwisały, a zespół zaczął grać melodyjkę, która rozniosła się po całym przyjęciu! Zabawa się oficjalnie zaczęła!


Gooooood morning, Shinobi City!
Parę słów o tym co się dzieje:

Obrazek
The Dark Deer has come to haunt ya all!~

Yandere gayTakara here
 
Posty: 404
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 13:25
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Shogun
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: Daimyō

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 14 gru 2020, o 10:54

Kamaboko nie był fanem świąt. Nie był też ich wrogiem. Był zwyczajnie sceptycznie nastawiony do tego całego przedsięwzięcia. Niemniej, postanowił nie tylko wpaść ale nawet oddać się całkowicie klimatowi! Tak też ubrał czapeczkę Mikołaja, zielony szaliczek w reniferki a nawet zamontował sobie świecący napis "Santa" w miejscu oczu. Trzymając w dłoni watę cukrową rozglądał się za kimś kogo zna, ale nikogo nie znalazł.-Po cholerę mi ta wata?-Zastanowił się na głos, uświadamiając sobie że nie ma ust i nie może jej zjeść, yohohoho. Wręczył więc watę jakiemuś przechodzącemu dziecku i wtedy dostrzegł ją! Piękną, wysoką, obdarzoną naturalnym urokiem... scenę! Szybko do niej podreptał a następnie wspiął się na nią. Złapał Mikołajową za ramię i pociągnął z powrotem do mikrofonu. Uderzył w niego swym stalowym palcem wywołując bardzo nieprzyjemny dla ucha hałas.-Eto... próba mikrofonu? Kamaboko Gonpachiro, wielki poeta Iwy! Specjalnie dla was w duecie świątecznym z panią M. Chłopaki, rozkręcamy imprezę-Zakrzyknął do zespołu i zaczął śpiewać, miał nadzieję, że razem z panią M.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 387
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Sabataya Tamura » 14 gru 2020, o 11:43

Obrazek
A jednak cuda się zdarzają…




Leciał sobie po sklepieniu niebieskim, gdzieś bliżej konstelacji gwiazd Tam… Święty Shinobi, doglądając poczynań ludzi w trakcie nadchodzącego czasu bożonarodzeniowego. - Są niezwykle pracowici oraz opiekuńczy, za to ich kocham! - uśmiechnęła się do siebie niebiańska istota, poruszając swoje wierzchowce w postaci reniferów ponad licznymi chmurami. Stopniowo zaczął także schodzić niżej swym kosmicznym rydwanem, aby rozpocząć jego jakże ważną pracę o tej porze roku, a więc rozrzucania wspaniale udekorowanych paczek pod choinki mieszkańców. Robił to od tysiącleci, za każdym razem z niebywale dużym ciepłem w serduszku z miłości do rasy ludzkiej. Radował się, że wreszcie będzie mógł powrócić na planetę bez żadnych przeciwskazań swojego pracodawcy.

A więc obniżał wysokość co każdą sekundę, aby wreszcie zacząć wchodzić w pułap ziemski. Znajdował się już w stratosferze, gdy… Mikołaj zaczął odczuwać przypływ gorąca. Nagły i niespodziewany. - Co się dzieje? O nie, czy to znowu gorączka świąteczna? - rzucił do wierzchowców w stresie, którzy mu tylko… prychali jak konie, ale w rzeczywistości komunikowali się należycie. Poluzował swój strój w okolicy szyi, przełykając ślinę. Poczuł jak mrok zachodzi mu na oczy, a błędnik wariuje. Całość byłaby do przebolenia, gdyby nie fakt, że kilkadziesiąt kilometrów nad ziemią stracił równowagę. Trzymanie zaprzęgu nie wystarczało, toteż odruchowo “istota” chwyciła ogromny worek z prezentami. A potem siuuuuupppppp w dół. Spadał i spadał, jakieś pół minuty jak nie więcej. Przebijał się przez warstwy zewnętrzne Ziemi niczym rozgrzany nóż przez kostkę masła. Ku szoku zebranych wylądował z hukiem bliżej sceny, jednak z jakiegoś powodu (czy też cudu boskiego) nie zrobił wgniecenia w glebie ani krateru. Ot, tylko rozszedł się donośny dźwięk.

Niedbale podniósł się z podłoża, kurczowo trzymając czerwony wór nad sobą. Ten też zrządzeniem losu zbytnio nie ucierpiał, jedynie Saint Nick doznał otarć na skórze. Podczas prostowania sylwetki jęknął, a kości mężczyzny zaczęły mocno strzelać. - Ach, niedobrze… Ostatnim razem stało się to 126 lat temu, choć na bezludnej górze przynajmniej… - dopiero po chwili dojścia do siebie zauważył przerażony nieco tłum, z czego duża część zaczęła coś szeptać do siebie. Aureola nad makówką szczupłego wysłannika z innego wymiaru na pewno dodawała mu unikalności, a przez to - niepotrzebnej uwagi. Wyciągnął ręce do gawiedzi, starając się uspokoić sytuację. - Wszystko jest w porządku. Po prostu… yhh… No zleciałem z góry, zdarza się. - otrzepał kostium, a następnie udał się za scenę, gdzieś poza wzrok zebranych i wyciągnął papierosa, aby porządnie się w ciszy zaciągnąć. Kim był ten stworek z nieboskłonu, przysłoniętego teraz nocną nicością? Ktoś mógłby zapytać, ale póki co niewielu miał odwagę. Nie co dzień jakiś święty ląduje pośród śmiertelników!

Spoiler:
Ostatnio edytowano 14 gru 2020, o 13:32 przez Sabataya Tamura, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek





Tsūjtegan: 5000 m w dal / 500 m widzenia sferycznego

Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 743
Dołączył(a): 22 cze 2019, o 21:58
Ranga: Jōnin

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Hozuki Azuma » 14 gru 2020, o 13:22

Azuma spokojnie przebywał sobie w ukochanej wiosce Dźwięku. Święta zbliżały się wielkimi krokami, sam od dawna zabierał się za dekorowanie swojej malutkiej chatki, ubrał choinkę, przystroił swój kominek. Był gotowy! Nagle, niespodziewanie tajemniczy reniferek pojawił się w jego posiadłości z tajemniczą kopertą. Chłopak podekscytowany całym zajściem z dziecięcym uśmiechem na twarzy przeczytał dokładnie zawartość listu!
*Święta?! W kraju Wiosny?! Jeszcze nigdy tam nie byłem! Ha, może poznam jakąś Elficę?! Muszę tam być! Gdzie no ja mam strój Świętego Mikołaja?!*
Młodzieniec szybko pobiegł w kierunku szafy i zaczął chaotycznie przerzucać swoje ubrania i znalazł! Znalazł cudowny czerwony strój Mikołaja! Jak ogromna była jego radość! Azuma szybko przywdział owe ubranie i ruszył na miejsce docelowe. Ciekawe ile będzie tam pyszności!

****

Udało się! Azuma z gracją wszedł do środka, gdzie miało odbyć się całe wydarzenie! Ile tutaj było wspaniałych rzeczy! Wszystko ozdobione w świątecznym klimacie. Azuma swoimi fioletowymi oczami przeleciał przez całe towarzystwo, które już dotarło na miejsce. Nie poznał nikogo, jednak uwagę przykuwał zdecydowanie poeta ze sceny, który postanowił rozkręcić nieco towarzystwo. Hozuki podszedł pod scenę by podziwiać wszystko z najlepszej perspektywy. Tam, jakiś Iwijsi artysta dawał popis swoich umiejętności. Chłopak uważnie słuchał tego, co ma do przekazania. Każda informacja jest niezwykle cenna! Następnie rozglądał się za osoba, która może rozdawać tutaj prezenty...
 
Posty: 273
Dołączył(a): 7 wrz 2020, o 14:01
Ranga: Chūnin

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Kōseki Yasushi » 14 gru 2020, o 13:31

Było to spokojne, zimowe popołudnie w dzielnicy Kōseki. Yasushi pomagał rodzinie przyozdabiać dzielnicę klanową girlandami, lampkami i przeróżnymi, innymi ozdobami świątecznymi. Nie do końca był pewien, czy to był rozkaz bezpośrednio od Dakukiry czy tylko od jego mamy... ale kazali wieszać, to wieszał. I właśnie kiedy walczył z rozplątywaniem pęku lampek choinkowych już kolejną godzinę (wszyscy znamy ten ból), odwiedził go renifer. W pyszczku trzymał list, widocznie dla Yasushiego. Chłopak odłożył lampki i ostrożnie wziął list do rąk, jednocześnie uprzejmie dziękując posłańcowi, zanim ten zniknął. W końcu co, renifer też musiał ciężko pracować aby ów list dostarczyć, należały mu się miłe słowa. Czarnowłosy otworzył kopertę i przeskanował treść wiadomości. Rzeczywiście, przyjęcie gwiazdkowe brzmiało jak coś bardzo kuszącego... aby uniknąć mamy Kōseki, która już człapała w jego stronę z reprymendą dlaczego lampki są jeszcze nierozplątane.
Jakiś czas potem chłopak zawitał do dzielnicy Hokori, pukając do drzwi domu Kensei'a. Gdy tylko go zastał, podzielił się treścią listu, zagadał, czy może dostał coś podobnego... no i zapytał się jakie ma plany na daną datę, jednocześnie zapraszając go na wspólne wyjście na przyjęcie. W końcu w dwójkę raźniej. Yasushi zdecydowanie nie miał ochoty udawać się do tłumu ludzi samemu. Nawet, jeśli uciekał przed tak potężnym bossem jak jego matka.

Po tych emocjonujących inaczej wydarzeniach, dwójka przyjaciół znalazła się na miejscu. Nawet się ubrał odświętnie, no, odświętnie jak na jego gust: biała koszula z rękawami 3/4, rozpięty kołnierzyk, do tego czarne, garniturowe spodnie z równie czarnym i eleganckim paskiem. Nawet miał buty oksfordki (które pani matka Kōseki kazała mu wcześniej wypastować). Aby jednak bardziej wpasować się w nastrój, na głowie miał opaskę z rogami renifera. Miał także torbę, gdzie trzymał na wszelki sweterek i szaliczek w wzorek z bałwankami, a także... coś jeszcze, ale o tym później. Teraz rozglądał się po miejscu, tuż przy boku Kensei'a, nie będąc do końca pewien, co tutaj się dzieje.
Bo działo się dużo.
Bowiem już ktoś wbił się na scenę, przejmując mikrofon i zaczynając śpiewać, a chwilę potem z nieba - dokładnie, Z NIEBA, spadł nagle człowiek (człowiek?) w aureoli i saniach. I to wyglądało dość boleśnie. Yasushi już wykonał krok w jego stronę aby podbiec i zapytać się go, czy nic mu się nie stało... ale ten już wstał, otrzepał się jakby gdyby nic i ruszył za scenę. Kōseki mógł tylko wzruszyć ramionami i rzucić pytające spojrzenie swojemu towarzyszowi. To chyba nie pierwsza i nie ostatnia nielogiczna rzecz, która miała się wydarzyć na tym przyjęciu.
- Jesteś może głodny? - Zapytał, jak na troskliwego przyjaciela przystało, jednocześnie szukając wzrokiem jakiegoś interesującego ich jedzenia na dostępnych stoiskach. - Albo... możemy poszukać sobie jakiegoś zajęcia. Strzelnica? - Zaproponował chyba najbardziej ciekawą opcję, jaką udało mu się zobaczyć... pozornie najbardziej ciekawą, ponieważ jego wzrok utkwił w stoisku z łowieniem rybek. Ale kto by chciał łowić rybki..... poza samym Yasushim?
Sensor: zasięg 10m / 20m (bez/z pieczęcią)

Obrazek
ᴅᴀɪʟʏ ᴛʜᴇᴍᴇ |ᴄʜᴀʀᴀᴄᴛᴇʀ sᴏɴɢ | ᴍᴀɪɴ ᴛʜᴇᴍᴇ
ʙᴀᴛᴛʟᴇ ᴛʜᴇᴍᴇ: |

MK: Terumi Fuuka
 
Posty: 76
Dołączył(a): 11 wrz 2020, o 14:54
Ranga: Genin

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Sabataya Shuten » 14 gru 2020, o 13:37

Sezon na śpiewanie "Padoru Padoru" można było uznać za oficjalnie otwarty.

Z tym, że akurat Shuten nie należała do grona osób, które ku uciesze publiczności wypaliłyby z "Hashire sori yo" na całe gardło, a tym bardziej na scenie. Pod sceną też nie. Właściwie to wcale, może jedynie - tak jak teraz - nucąc sobie cicho pod nosem świąteczny hymn modląc się, by jej lepszy humor nie rzucił się innym w oczy, a w tym wypadku - w uszy. Jakoś tak rudowłosa i wydawanie z siebie podobnych dźwięków nie bardzo szło w jej odczuciu w parze i pewnie jak wpadnie na kogoś znajomego, to spojrzy na nią jak na wariatkę, ale halo! Magia Świąt czy coś. To ten czas, kiedy zwierzęta przemawiają ludzkim głosem - i z tego miejsca Shuten pozdrawia serdecznie Kawaiia - i mają miejsce inne cuda. Co prawda liczyła cicho na jeden, jednak szybkie rzucenie okiem po zebranych ludziach jedynie uświadczyło ją w przekonaniu, że wypatrywanie jednej znajomej twarzy byłoby jak szukanie wyimaginowanej igły w całej stodole wypełnionej sianem.
- Innym razem... - mruknęła sama do siebie przerywając nucenie i opierając zrezygnowana dłonie na biodrach.

Co tutaj właściwie robiła? Nie była pewna. Dostała zaproszenie, a że przyjęcie bożonarodzeniowe brzmiało miło i przyjemnie... Czemu nie? Lepsze to, niż siedzenie nad papierami w gabinecie, chociaż część z niej chciała wierzyć, że wiadomość nadana jele... reniferem dotarła też do innych znanych jej osób, które pewnie w tym momencie żeglowały po siedmiu morzach. Na wszelki wypadek jednak! Opukała czarne kozaki o bruk, co by pozbyć się z nich nadmiaru śniegu, poprawiła grubą, zieloną sukienkę obszytą białym futerkiem i wykończoną czerwonymi wstawkami, a następnie wyprostowała gruby, czarny pas okalający jej talię. Upewniła się też, że pasiaste, biało-czerwone zakolanówki ma równo naciągnięte na nogi po czym delikatnym ruchem ręki odchyliła nieznacznie czapkę mikołajkowego skrzata, co by nie nachodziła jej niepotrzebnie na oczy. Ruszyła głębiej, ku scenie poprawiając sznurki od zielonej opończy dość szybko zatrzymując się i kierując wzrok ku scenie. Tak, jak z przemowy Pani Mikołajowej pozwoliła sobie zapamiętać tylko część z prezentami, tak "Kamaboko Gonpachiro, wielki poeta Iwy" wkraczający na scenie dość sprawnie zatrzymał jej pochód. Ktoś, kogo definitywnie znała. Idealnie. Znaczy prawie idealnie. Obecność Gonpachiro gdzieś w jej okolicy była czymś bardziej naturalnym i znajomym niż jego brak, to też pozwoliła sobie na cieplejszy uśmiech posłany w kierunku centralnej części festynu krocząc ku ławkom pod nią i jakoś nie zwracając większej uwagi na to, że ktoś spadł na saniach z nieba. Klasyka. Tam też usiadła skupiając wzrok na przyjacielu, który zupełnie nieustraszony jak zwykle... Powiedzenie, że robi z siebie durnia mogłoby być sporym nadużyciem pomimo tego, ile żenady generowały czyny Gonpachiro w mniemaniu rudowłosej. Ot, jak zwykle dawał porwać się sztuce. Nie zamierzała jednak śpiewać, ani tym bardziej przerywać występu. To by było z kolei niegrzeczne, to też tyko wbiła w niego rubinowe spojrzenie splatając przed sobą ramiona i obserwując pokaz w wykonaniu dość niecodziennego duetu. Bo chyba Pani Mikołajowa nie odmówi, prawda?
Ostatnio edytowano 14 gru 2020, o 14:48 przez Sabataya Shuten, łącznie edytowano 1 raz
MK: Yuki Yuna
Obrazek

Tsūjtegan: 5000m w dal / 500m widzenia sferycznego
Discord: Amphare#3038 //Moje GG nie działa jakby ktoś pytał, RIP [*]
 
Posty: 1117
Dołączył(a): 6 lut 2020, o 12:16
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Kage
Specjalna Ranga: Lider Klanu

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Hyuga Ichiro » 14 gru 2020, o 14:30

Nie oczekiwałem, że dostanę list, w dodatku od Pani Mikołajowej. Nie próbowałem się dowiedzieć, kto to taki, ponieważ zwyczajnie nie miałem jak. Jestem zaledwie geninem, więc moje zdolności gromadzenia informacji i informatorzy byli niemal nieistniejący. Postanowiłem więc po prostu udać się tam, gdzie mówił list. Poszedłem jeszcze tylko do sklepu i kupiłem ubranie świąteczne, by chociaż trochę dopasować się do imprezy. Kupiłem strój mikołaja, razem z obfitą brodą, przebrałem się w domu, spakowałem plecak i ruszyłem w stronę kraju Wiosny.
------------------------------------------------------------------
Będąc na miejscu mojemu wzrokowi ukazało się ładnie wystrojone na krainę elfów podwórko, gdzie każdy mógł znaleźć dla siebie coś fajnego. Ja zwyczajnie miałem ochotę tylko na dango i kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną, z małym dodatkiem imbiru, a zaraz później znalazłem sobie wygodną ławeczkę, na której spokojnie sobie na razie jadłem i sączyłem herbatkę. Widziałem, że jest więcej osób na miejscu, więc nie pchałem się po prezenty, wolałem spokojnie poczekać, aż większość albo i wszyscy ludzie pierwsi obiorą swoje, aby na koniec podejść już na spokojnie samemu. Szukałem w tym czasie wzrokiem jakiejś znajomej twarzy...
Zdolność klanowa a widoczność (w dal):
D - 1000 m
C - 4000 m
B - 9000 m
A - 13000 m
S - 15000 m
Wokół głowy (359 stopni):
D - 20 m
C - 45 m
B - 70 m
A - 90 m
S - 140 m
Mk - Uchiha Fubito i Yami Ichiro
 
Posty: 127
Dołączył(a): 2 gru 2020, o 20:40
Ranga: Chūnin

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Hokori Kensei » 14 gru 2020, o 15:23

Kensei sobie spokojnie czytał jakiś zwój, próbując uniknąć wmieszania się w wywieszanie lampek i przyozdabianie domów. Usłyszał ciche skrzypienie podłogi, więc odwrócił się, myśląc, że jego matka go znalazła, chcąc zagonić go do pomocy. Ale to nie była jego rodzicielka. Tylko jakiś parzystokopytny z listem przyczepionym do poroża. Jeżeli się okaże, że to jego ojciec lub matka użyła Henge no Jutsu by w liście przekazać mu polecenie pomocy z przyozdabianiem, to chyba strzeli facepalma. Wziął list, powiedział niepewne "Dziękuję...?" po czym go otworzył. A zwierzątko zniknęło w kręgu dymu. Czyli to nie żart. Chyba. Przeczytał jego treść. Zaproszenie na jakąś imprezę. No tak, że na pewno go rodzice puszczą do jakiegoś kraju i to jeszcze samego. W okresie, gdzie ma pomagać. Zresztą to długa podróż.

Pukanie do drzwi przerwało jego rozmyślania. Poszedł je otworzyć, a za nimi był Yasushi. Z podobnym listem. We dwóch już mogą się wyrwać. No i elegancko. Mama Hokori nie robiła problemów, by w dwójkę wybrali się na bal bożonardzeniowy. Wszystko byłoby super, gdyby nie mama Kōsekiego, która powiedziała, że jak w liście było, że ma być strój, tak strój ma być. I wcisnęła mu na głowę tę nieszczęsną czapkę Mikołaja. Tak czy inaczej, ostatecznie duet trafił do tego zatłoczonego miejsca. Ubrany był dość zwyczajnie. Biała koszulka, czerwona bluza, ciemne, jeansowe spodnie. Trochę nie pasował do elegancko ubranego przyjaciela obok niego, ale cóż. Tak wyszło. Przysłuchał się uważnie słowom Pani Mikołajowej, a następnie na scenę wbił Iwijski artysta. Chyba Kensei nie był jednak kulturalnym człowiekiem, skoro go nie znał. A potem jebudut, coś spadło. Czy tam ktoś. Ale podobno wszystko okej i nikt nie leciał z pomocą. Tak chyba miało być.

-Może trochę. Strzelnica brzmi ciekawiej, to może po niej? - zaproponował koledze, spoglądając na niego. Czapka dana mu przez matkę Kōsekiego opadła mu trochę na jedno oko, przez co musiał ją poprawić. Tak to jest, jak się dostaje przykaz noszenia zbyt dużej czapki. Ale był tylko geninem. Nie miał siły przebicia wobec matki Yasushiego. Rozejrzał się po straganach czy znajdzie coś jeszcze ciekawego. Jak np. rzuty kulkami do piramidy z puszek. To też wyglądało spoko. Może potem jego kolega też się na to skusi?
 
Posty: 954
Dołączył(a): 26 lis 2020, o 14:46
Ranga: Chūnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Kōseki Yasushi » 15 gru 2020, o 21:39

Przynajmniej było wiadomo, kto w duecie Yasu-Ken miał klasę. I to był Yasushi, a nawet Yásushíe (z francuskim akcentem!), bo tyle klasy i szyku wnosił do tego tematu. A tak naprawdę ubrał co miał pod ręką, w szafie... inna sprawa, że mama Kōseki zadbała, aby miał tam same porządne ubranka. I w sumie za to mógł dziękować, że nie musiał się zbytnio przejmować strojem, a tak i zawsze wyglądał... zadowalająco. Opaskę z rogami renifera już ubrał z własnej woli, bo... bo dlaczego w sumie nie? Za to widok, jak jego matka wymusza na Hokorim ubranie czapki mikołaja był bezcenny. Biedny Kensei.
Kącik jego ust mimowolnie uniósł się do góry, gdy nakrycie głowy opadło na oko bruneta.
- Swoją drogą, możesz ją już ściągnąć. - Wskazał wzrokiem ów czapkę. - Mojej matki tu nie ma. - Chyba. Ale chyba spokojnie wyczułby TAKĄ ilość chakry, gdyby jego rodzicielka miała zjawić się w pobliżu. Przynajmniej modlił się w duchu do Świętego Shinobiego, aby jednak kobieta nie postanowiła ich nawiedzić.
Na słowa przyjaciela tylko skinął głową, od razu kierując swe kroki do strzelnicy, przy okazji chowając ręce w kieszeni. Po chwili przystanął, zerkając czy Kensei faktycznie za nim idzie, czy nie zgubił się w tłumie itp. Najłatwiej by było złapać go za rękę i pociągnąć za sobą... ale Yasushi miał wrażenie, że brunetowi to by się nie spodobało. Więc też jego ręce pozostały spokojnie w kieszeniach, aż nie dotarli do wspomnianej wcześniej strzelnicy.
- Zagramy we dwójkę. - I też palcami pokazał liczbę "dwa" pracownikowi stoiska. Ten z ciepłym uśmiechem na ustach podał obu chłopakom po strzelbie, a potem odwrócił się aby przygotować atrakcję. Okazało się, że cele, w które będą strzelać, to podobizny Grincha w różnych wariacjach pod względem pozycji, miny - no i wielkości celów. Poruszały się na sznurku, w trzech rzędach. Zasady też były proste: ustrzelić jak najwięcej przed upływem czasu.
- Dobra. To Reniferek pierwszy strzela, potem kolega. - Rzucił opiekun strzelnicy, czekając, aż Yasushi będzie gotowy do strzału i będzie mógł uruchomić machinerię.
Co? Reniferek? Kōseki przemieścił się do miejsca, z którego należało strzelać.
- Przegrany stawia obiad? - Zerknął jeszcze na Kensei'a. To było raczej bardziej stwierdzenie niż pytanie. W końcu rywalizacja zawsze dodawała jakiegoś smaczku do aktywności. Nawet, jeśli tutaj posiłki dostaliby za darmo, to można było zakład wykorzystać później: w końcu nie ma nic lepszego, niż opróżnienie kieszeni przyjaciela na dawkę dobrego jedzenia.
Nie czekając na odpowiedź, przyjął pozycję do strzelania, a maszyna poszła w ruch. Naturalny spokój i skupienie chłopaka z pewnością mu pomagały... gorzej, że miał znikome (żeby nie powiedzieć: żadne) doświadczeniu w strzelaniu do celów. Szczególnie ruchomych. Ale zanim czas upłynął, udało mu się ustrzelić 7 na 15 celów. I Yasushi uznał to za swój osobisty sukces. Odsunął się od stanowiska do strzelania i stanął z boku, aby zrobić miejsce Kensei'owi. W tym czasie pracownik stoiska wymieniał zużyte tarcze, aby ponownie uruchomić grę. Yasushi zabezpieczył broń, a następnie oparł się wygodnie o blat, obserwując przyjaciela i jego przyszły występ. I to z lekkim uśmiechem na ustach, w końcu był całkiem dumny z siebie. Pytanie tylko, jaki wynik osiągnie Kensei.
Sensor: zasięg 10m / 20m (bez/z pieczęcią)

Obrazek
ᴅᴀɪʟʏ ᴛʜᴇᴍᴇ |ᴄʜᴀʀᴀᴄᴛᴇʀ sᴏɴɢ | ᴍᴀɪɴ ᴛʜᴇᴍᴇ
ʙᴀᴛᴛʟᴇ ᴛʜᴇᴍᴇ: |

MK: Terumi Fuuka
 
Posty: 76
Dołączył(a): 11 wrz 2020, o 14:54
Ranga: Genin

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Hokori Kensei » 15 gru 2020, o 22:53

Kensei spoglądał na swojego przyjaciela. Chyba dobrze się tu bawił. Bo raczej nie uśmiechnął się z biednego Hokoriego w przydużej czapeczce? Chociaż kto wie.
-Nie ma potrzeby... - powiedział po czym się rozejrzał po wszystkich poprzebieranych ludziach. Przecież się nie przyzna, że nie chciałby, by mama Kōsekiego chociażby przypadkiem się dowiedziała, że zdjął czapeczkę. -Bym się wyróżniał bez jakiegokolwiek elementu świątecznego... - dodał po chwili, po czym podążył za przyjacielem do strzelnicy i pozwolił mu się wypowiedzieć. Dobrze, że całą organizacją zajął się bardziej gustowny z duetu. I to na dodatek z nutką rywalizacji. Teraz to Hokori lekko się uśmiechnął na rywalizację. To lubił. -A jak. - odparł podekscytowany, po czym dostrzegł, że Yasushiemu idzie szokująco dobrze. Nie kojarzył, by jako shinobi akurat on skupiał się na broni strzeleckiej. Poczuł lekkie zdenerwowanie, ale może to tylko znaczyło, że to nie było takie trudne? Taką przynajmniej nadzieję miał Kensei.

Gdy nadeszła jego kolej, poruszył lekko głową, by rozluźnić kark, kilka obrotów barkami i był gotowy. Ustawił się do strzału, przymierzył i... strzał! Trafienie! Tak. Izi. Łatwo. Darmowy obiadku, nadciągam! Drugie przymierzenie... czapka na oczach, CZAPKA NA OCZACH. Ale strzał poszedł. I spudłował. Damn! Jeszcze tylko 13 nabojów, a mama Yasushiego już mu przeszkodziła. Jednak wiadomo, że rodzicielka wszystko zrobi dla swojego dzieciaka. Ale Kensei nie planował się poddać. Problem polegał na tym, że jak już był idealnie ustawiony, perfekcyjnie wszystko wiedział, to ta czapeczka bardzo go rozkojarzyła i jego pewnie idealną postawę zakłóciła. A potem... cóż, karuzela spieprzenia po całości. Ostatecznie, zażenowany Hokori oddał tylko trzy celne strzały. Tym samym, to on przegrał zakład. Nie lubił tego.
-Kolega chyba nie zostanie strzelcem, co? - zapytał rozbawiony nieudaną próbą genina właściciel straganu. Taki wstyd! Chłopak lekko się zaczerwienił, a może to było od temperatury? Albo wszechobecna czerwień, także w jego ubranku dała taki efekt? Kto wie, kto wie.
-Dobra, chodźmy coś zjeść. - mruknął do Yasushiego, który pewnie teraz był zadowolony z tego z wygranej. Czyżby jego matka była aż takim geniuszem zbrodni, że zaplanowała to aż w takim stopniu? Oby nie, to byłoby... przerażające.

Chłopak udał się więc w stronę posiłków świątecznych, odpalając po drodze papierosa. Upewnił się tylko, że jego kolega idzie razem z nim. Po drodze dostrzegł jeszcze jedno ciekawe stanowisko. Jeśli tylko Kōseki by się zgodził na łowienie jabłek ustami... Ale to można ogarnąć po posiłku. Na stołach widział wiele wigilijnych potraw, ale nie miał za bardzo pomysłu na co miał ochotę. Chwycił więc najpierw ze stołu jedną mandarynkę i ją obrał przed zjedzeniem. I nagle znalazł to co chciał. Wazę z barszczykiem i z uszkami. O jak dobrze. Ciepła zupa dobrze zrobi. Do tego uszka domowej roboty są super.
-Tu siadamy? - spytał kolegi, który mógł dostrzec w jego oczach lekki błysk na widok czerwonej zupy.
Ostatnio edytowano 16 gru 2020, o 09:14 przez Hokori Kensei, łącznie edytowano 1 raz
 
Posty: 954
Dołączył(a): 26 lis 2020, o 14:46
Ranga: Chūnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Kōseki Yasushi » 16 gru 2020, o 01:00

To było zabawne, że na świecie istniał ktoś, kto bał się matki Yasushi'ego bardziej, niż sam jej syn. I rozglądanie się po tłumie było bardzo wymowne, ale na szczęście Kensei'a, czarnowłosy postanowił mu tego nie wypomnieć na głos. Zresztą, sam wolał nie spotkać tu swojej matki. To miało być przyjemne przyjęcie, a nie walka o przetrwanie.
Potem nadszedł czas na ich mały konkurs. Chłopakowi nie umknęła krótka rozgrzewka przyjaciela, która wyraźnie była na pokaz. Oooh... więc tak się teraz bawimy. Nie ma sprawy. Yasushi upewnił się, że wygląda odpowiednio cool i pewnie siebie opierając się o blat i mierząc wzrokiem bruneta. Chociaż nie był do końca taki pewien siebie... nawet nie zdobył połowy punktów, wynik Hokori'eego mógł być o wiele lepszy. A wtedy zachowywanie się nonszalancko z pewnością odbije się na nim podwójnie... ale cóż, tyle samo mógł stracić na dumie też Kensei.
Ale duma Kensei'a została brutalnie przeżuta i wypluta przez czapeczkę mikołaja. Chyba będzie musiał podziękować mamie.
- Mhmkgh-... - To był dość specyficzny dźwięk, który można było łatwo pomylić z kaszlnięciem. Ale wystarczyło spojrzeć na Yasushi'ego, którego ramiona parokrotnie uniosły się i opadły. A ów dźwiękiem był krótki i urwany śmiech, który wyrwał się z ust Kōseki'ego i został dość mocno przytłumiony przez zwiniętą w pięść dłoń. 3 na 15... to była dokładnie 1/5 możliwych do zdobycia punktów. Naprawdę ciężko było się nie śmiać.
- Dziękujemy. - Odpowiedział właścicielowi stoiska, a w jego głosie wciąż dało się wyczuć ślady rozbawienia. I nawet go nie krył, bo po co? Przy brunecie czuł się swobodnie. Teraz mogli ruszyć jeść i to też uczynili. Yasushi ponownie włożył ręce do kieszeni, jak to miał w zwyczaju. - Hm, po powrocie do Iwy będę miał ochotę na grillowane mięso. Mam nadzieję, że udało ci się sporo zaoszczędzić. Postaram się tego dnia mieć wyjątkowo duży apetyt. - I tylko Kensei mógł się zastanawiać, czy jego przyjaciel żartował czy takie wydatki groziły mu na poważnie. Szczególnie, że mina Yasushi'ego wróciła już do swej normalności. Chociaż łatwo było wyczuć dobry nastrój w jego głosie. W końcu naje się mięsa za darmo, prawda? - Raka dostaniesz. - Mruknął, gdy Hokori wyciągnął papierosa. I mówił mu to za każdym razem, gdy rówieśnik przy nim palił. Nawet wymownie łapką odgonił tytoniowy dym od siebie. Jednak był to gest tylko na pokaz, gdyż Kensei dobrze wiedział, że Yasushi nie ma problemu z jego nałogiem. Albo inaczej: pozwalał mu (nie licząc stałego napomnienia) palić przy sobie i dzielnie to znosił. Zresztą, cóż też mógł uczynić? Nie był matką bruneta i nie mógł zabronić mu palić... chociaż szczerze martwił się o jego zdrowie i rytualne zdanie "raka dostaniesz" było jedyną formą troski, na którą mógł sobie pozwolić w tej sytuacji.
Nie musiał nawet w jakikolwiek odpowiadać werbalnie Kensei'owi, po prostu usiadł przy stole. Barszczyk brzmiał dobrze, żeby nie powiedzieć, że wspaniale. Nie czekając na przyjaciela, zaczął nakładać sobie uszek, a potem zalał je barszczykiem. To chyba jednak starczyło jako odpowiedź, czy miał także ochotę na zupę. A miejsce obok było wolne i spokojnie czekało na Kensei'a. Po barszczyku (którego nie nałożył sobie aż tak dużo) przyszła kolej na deser. Niebieskooki rozglądał się spokojnie po stole, aż w końcu dostrzegł JĄ. Wspaniałą, majestatyczną, piękną i elegancką, dwuwarstwową KARPATKĘ. No aż nie mógł się powstrzymać, aby nałożyć sobie kawałek. I chociaż nic nie mówił, a jego mina pozostawała neutralna i 'obojętna' - to ktoś, kto Yasushi'ego dobrze znał (przykładowo Kensei), mógł spokojnie przyznać, że ten rodzaj obojętnej miny Kōseki'ego, wyrażał szczęście.
Szczęście i spokój, które zaraz zostały przerwane przez grupę imprezowiczów, którzy postanowili się przysiąść naprzeciwko dwójki Iwyjczyków. Ubrani pełną parą w duchu świąt: wełniane sweterki w reniferki, choinki i gwiazdki, czapki mikołaja, szaliki, jeden miał nawet założony nos renifera. I nie ośmielił się od razu pokazać, że świeci jak się go tylko naciśnie. Była ich trójka i jeden był głośniejszy od drugiego, a rozmawiali o... Kij wie, Yasushi nawet ich nie słuchał. Aż nie został szturchnięty łyżką przez jednego z nich.
- HEJ HEJ, ELEGANCIK, ŚPIEWAJ Z NAMI. DO BET-LE-JEM PRZYBIESZ... pyrzeb.. pożybieli... no kurwa mać, Maciek, jak to szło? - Odwrócił się główny sprawca zamieszania do kolegi, któremu włączyło się widoczne buforowanie.
- Daj spokój Zenek, dawaj coś łatwiejszego. PATRZ - tak też wstał z siedzenia - JEEZUSS MALUŚ... MALUŹ... malu.. mal... - i usiadł z powrotem, wyraźnie pokonany przez zdecydowanie za trudne słowo. Dawka ajerkoniaku przekroczyła próg, do którego grupa mężczyzn była w stanie elokwentnie się wysławiać.
- Luz, chłopaki, luuuuz. - Typ z nosem renifera uspokoił ich dodatkowo gestem dłoni. - Od tego. OD TEGO MAMY NOWYCH KOLEGÓW. - Tutaj teatralnie wskazał na duet YasuKen. Yasushi o mało co nie zadławił się karpatką. - No dalej. Dawajcie, zaśpiwajcie nam coś! Nie ma nudy, trzeba ŚPIEWAĆ, w końcu są ŚWIĘĘĘTAAA~~!
I wtedy Yasushi, jak na sneaky ninję przystało, napchał sobie pokaźny kawałek ciasta do ust i gestem dłoni pokazał nowym 'znajomym', że no, niestety, nie ma jak śpiewać. Ci też pokiwali ze zrozumieniem głową - w końcu jedzenie świątecznych ciast to rzecz święta - i skupili swą uwagę na Kensei'u, próbując zmusić go do kolędowania.
Sensor: zasięg 10m / 20m (bez/z pieczęcią)

Obrazek
ᴅᴀɪʟʏ ᴛʜᴇᴍᴇ |ᴄʜᴀʀᴀᴄᴛᴇʀ sᴏɴɢ | ᴍᴀɪɴ ᴛʜᴇᴍᴇ
ʙᴀᴛᴛʟᴇ ᴛʜᴇᴍᴇ: |

MK: Terumi Fuuka
 
Posty: 76
Dołączył(a): 11 wrz 2020, o 14:54
Ranga: Genin

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Hokori Kensei » 16 gru 2020, o 20:09

Czy jest coś zabawnego w trosce o swoje życie? Nie dla Kenseia. Trzeba żyć! Tylko co to za życie, gdy w obliczu jego celności stał się mentalnie swoim własnym pośmiewiskiem? I to jeszcze dłużnym jedzenie. Przynajmniej Yasushi wydał z siebie odgłos śmiechopodobny. A to było nawet swoistego rodzaju prezentem samemu w sobie. Ale już przechwalanie się, jak to on portfel Hokoriego nadwyręży nie było czymś, na co planował pozwalać.
-Obiecałem obiad, nie powiedziałem, że wybór restauracji. - odparł z lekko chytrym wyrazem twarzy, a potem lekko się uśmiechnął. Niech nie myśli, że Kōseki może sobie ot tak zniszczyć całość dzielnie gromadzonych finansów. Nie było tak łatwo! Musiał dać tutaj choć jedną drobną regułkę, która być może stanie niczym ość w gardle. Choć może lepiej tak nie mówić przy świątecznym klimacie, bo jeszcze faktycznie tak się stanie. O, będzie ta reguła niczym rzęsa w oku! Tak, to było zdecydowanie lepsze i bardziej neutralne określenie. Gorzko się uśmiechnął na jego słowa troski. Nie był pierwszą i jedyną osobą, która tak go przestrzegała. I na to też miał przygotowaną odpowiedź -No trudno. Na coś trzeba umrzeć. - znał Yasushiego na tyle, że wiedział, iż mu dym tytoniowy nie przeszkadzał. Jego troska była miła i to nie tak, że sam Kensei nie starał się rzucać. Starał. Naprawdę. Jednak uzależnienie ma to do siebie, że ciężko z nim przerwać.

Ucieszył się wewnętrznie, że Kōseki też miał ochotę na barszczyk. Usiadł zaraz obok kolegi i czekał aż ten nałoży sobie uszek. Zaraz potem zaczął to robić Hokori, ale ten się nie powstrzymywał. Jeżeli miałby mieć drugie uzależnienie to barszcz z uszkami. Zdecydowanie. I ilość uszek w tym talerzu mogła przerażać. Problem był jednak taki... że dla Kenseia był to dopiero pierwszy z kilku talerzy zupy, które planował wciąć. Ciepła, czerwonawa zupka rozgrzewała przyjemnie od środka, a wspaniale smakujący farsz okalany delikatnym ciastem mile zapełniał brzuszek. No aż chciało się jeść i jeść. Dla niego całe te święta mogłyby mieć tylko barszcz z uszkami w menu. Naprawdę. Z tego co widział - jego przyjaciel również dobrze się bawił wykazując swoje zadowolenie swoją obojętną miną.

Niestety, taka utopia nie mogła trwać wiecznie. Kilka osób zdecydowało się przerwać ciszę dwójki przyjaciół. A Yasushi sprytnie wybrnął jedząc większe ilości ciasta. Niestety, Kensei nie zdążył nałożyć sobie kolejnej porcji uszek. Cholera. Trzeba było wybrnąć w inny sposób. I miał!
-Entschuldigung? Ich verstehe nicht zu viel. Ihr um Weihnachtslieder sprechen? - spytał udając, że mówi w innym języku. I że niby nie zrozumie. Przy okazji przyjął akcent, jakby coś akurat jadł, przez co jeszcze trudniej było zrozumieć poszczególne słówka. Korki, na które matka go zapisała nie poszły na marne! Zdecydowanie. Trio spojrzało na niego niezbyt wiedząc co odpowiedzieć i spojrzeli z głupią miną na Kōsekiego, który towarzyszył temu udawanemu obcokrajowcowi. Jakby oczekiwali, że ten mając zbyt zapełnione usta wyjaśni im całą tą sytuację. Hokori z kolei wykorzystał tę okazję by poprawić czapkę, która kolejny raz spadła mu na oczy i nałożyć sobie kolejną, tym razem już ostatnią porcję barszczyku i uszek. Spojrzał jeszcze na zdziwionych "kolegów", którzy próbowali coś kontrwydukać.
-Umm... Sprechen... -st du dich... japanishe? - ale i na to był przygotowany.
-Nein! - szybkie i może aż nazbyt stanowcze. Ale nie byli głupi! Potrafili myśleć. Zaczęli coś nucić. Kurde. Albo musiał grać idiotę, albo zareagować. Chyba chcieli się z nim porozumieć niczym jacyś jaskiniowcy na jakieś "ugh" i nuty.
-A! Weihnachtslieder! - powiedział jakby coś sobie uświadomił. Jaka kolęda, jaka kolęda. Co pamiętał z lekcji domowych? MIAŁ! -♪Fröhliche Weihnacht überall♫... - zaczął nieśmiało śpiewać, spoglądając ukradkiem na Yasushiego z lekkim wyrazem gniewu w oczach. Jeszcze trochę to za to straci ten wygrany obiad. Jak mógł go tak zostawić na pastwę losu tej grupki? Dobrze, że nie wymagali od niego dalszego śpiewu.
-Ej, Stachu, chyba nie rozumiejom. - powiedział jeden z nich.
-Dobra, trudno! Lecimy pod scenę, tam śpiewają! ANIOŁ PRZASTERZĄŁ... pesta... pasta... pas... - skomentował drugi zaczynając śpiewać i znów sobie nie radząc.
-Ciiiiiichaaaaaa noooooooooooc... - zaczął jeszcze inny śpiewać gdy się oddalali, a reszta go skarciła, że zaraz zasną. Z życiem! Weselej!

Kensei zaraz gdy stracili na nim uwagę przestał udawać, że coś potrafi śpiewać w obcym języku. Fortel idealny. Spojrzał na Yasushiego i mruknął:
-Żebyś tylko z tego śpiewu się nie zakrztusił. - skomentował fakt, jak ten się opchał karpatką, po czym nałożył sobie kilka pierogów. Bo pierogi, to jest to! Drugie miejsce zaraz po uszkach w osobistym rankingu klanu Hokori... no dobra, tej jednej rodzinki tego klanu... no dobra, samego Kenseia. Ale to nieważne! Jedzenie! -Co powiesz, by potem powyławiać jabłka? - zaproponował koledze.
Ostatnio edytowano 26 gru 2020, o 21:21 przez Hokori Kensei, łącznie edytowano 1 raz
 
Posty: 954
Dołączył(a): 26 lis 2020, o 14:46
Ranga: Chūnin
Specjalna Ranga: ANBU

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Jelonek » 16 gru 2020, o 20:50

Niektórzy by pomyśleli że trochę zajmie nim ktoś będzie chciał coś od pani Mikołajowej...

Niestety jednak, życie pani Mikołajowej nie było takie proste. Nie dość że rozkręciła imprezę na skalę światową, mimo tego jak shinobi z innych wiosek potrafili się nie lubić, to jeszcze im było mało. A przynajmniej, mało było pewnemu stalowemu manekinowi-artyście. Zwali go Kamaboko, kiedy ta chciała sobie usiąść, ten ją złapał i zaczął ciągnąć do mikrofonu. I to nie tak że pani Mikołajowa nie była w stanie zaprzeć się nogami. Nawet by wtedy nie drgnęła. Zwyczajnie... nie wiedziała o co chodzi, to pozwoliła mu robić co chciał z czystej ciekawości. A słysząc ogłoszenie jakie miał Gonpachiro, strzeliła sobie facepalma i przejechała dłonią po twarzy.
- Nie możecie się sami bawić?... Tylko jedną. - zapytała retorycznie i prawie że natychmiastowo samo sobie odpowiedziała. Pioseneczka... była świąteczna, a dziewczyna nie byłaby panią Mikołajową gdyby nie znała wszystkich świątecznych pioseneczek.
To też zaśpiewała z nim. Nie była w tym dobra, ale definitywnie entuzjastyczna! I sporo machała rękoma, bardziej jakby pasowało do niej bycie jakąś idolką czy cheerleaderką! Na ten moment jednak była jedynie panią Mikołajową, i po jednej piosence, zniknęła ze sceny w bardzo szybkim tempie. Zostawiając Gonpachiro samego, żeby to dalej podbijał lub obijał uszy publiczności. W końcu, w momencie kiedy niektórzy z przodu przed sceną również sobie zaczęli śpiewać gdy kojarzyli piosenkę... mało kto zwracał uwagę jak bardzo fałszował oryginalny śpiewak.

A co się stało z panią Mikołajową? A no, gdyby ktoś szukał, to mógł bez większych problemów znaleźć ją za sceną, jak to opierała się o drewnianą konstrukcję. Tuż obok Świętego Shinobiego, który to im spadł z nieba dość... losowo. Definitywnie jednak brzmiało to jak coś w jego gustach. I była też pewna drobna różnica, mianowicie papieros to trzymany przez tak zwanego Mikołaja zniknął z jego dłoni, lądując w dłoniach Mikołajowej. Ta sama się zaciągnęła.
- Ty to masz dobre wejścia. - stwierdziła, oddając mu po dwóch wdechach papieros. Ludzie się bawili, i nie spodziewała się, że aby Ci się ze sobą bawili, będzie musiała się ukryć przed nimi. Cóż za nietypowe święta.

Osoby które przyszły "same", zachęcam do podbijania do innych osób co tak przyszły, co to byście mogli czerpać z mini-eventu :3
Obrazek
The Dark Deer has come to haunt ya all!~

Yandere gayTakara here
 
Posty: 404
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 13:25
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Shogun
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: Daimyō

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Vampiro » 17 gru 2020, o 16:27

Już liczył na chwilę spokoju po niesamowitym upadku w góry, którego oczywiście nie planował. Jednakże pojawiła się za kurtyną osoba mu bardzo dobrze znana, która nie potrafiła odpuścić okazji do zaczepienia świętego, gdy też pragnął… świętego spokoju. No, ale kochał wszystkich dobrych ludzi oraz istoty, toteż Pani Mikołajowa zaliczała się do tej grupy. O dziwo nikt nie podążył za nim po widowiskowym lądowania, ale może to i dobrze dla tego niezwykłego bytu? Przerażeni gapiowi zostawili temat, a "Mikołaj" mógł sobie wyluzować w odosobnieniu.

Kiedy już odetchnął z ulgą to wpatrywał się ukrycia na poruszających mieszkańców krainy oraz nowo przybyłych, w ciszy popalając sobie papierosa na podeście. Wtedy, po zaledwie pierwszej fajce zjawiła się… ona . Piękna dziewczyna, na którą święty shinobi zwrócił definitywnie uwagę, szczególnie będąc zaczepianym słownie. I te ciało… - Witaj, witaj mój skarbie. - odezwał się niższym głosem, flirtując z nią odrobinę. Kącik ust uniósł się do góry, jakoby chciał pokazać się od tej… hmm… “przystojniejszej” strony. Brodę, którą nosił aktualnie nie była prawdziwa, a na sam widok niewiasty ściągnął ją natychmiastowo. - Nawet moje nieprzemyślane wejścia są widowiskowe, nie uważasz? - i zaraz potem papierosek zniknął z jego dłoni, ku zdziwieniu potężnej istoty. Otóż jego towarzyszka magicznymi ruchami dłoni zabrała mu fajeczkę. Jednak oddała, bo była kochana. On natomiast zbliżył się do niej poprzez coś w rodzaju teleportacji. A może to były zwidy kobiety? W każdym razie stał tuż obok niej, a ich ciała… stykały się. - Mam prezenty dla ludzi, które chciałbym im wręczyć tej nocy. Pomożesz mi? I czy… ty chcesz odebrać swój prezent? - złożył tym samym delikatny pocałunek na jej policzku, obejmując ją w biodrach. - Za to zabranie papierosa to nie wiem czy byłaś grzeczna w tym roku. Była Pani? - uniósł brew w bardzo radosnym nastroju. Te święta już zapowiadają się szalenie!
Wszelkie pytania kierować na PW lub discorda - Vampiro#7869
 
Posty: 754
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 17:14
Ranga: Brak

Re: [OFF-TOP EVENT] Przyjęcie pod Świętym Mikołajem!

Postprzez Kamaboko Gonpachiro » 18 gru 2020, o 00:49

Ha, śpiewu moc się niosła, wszyscy mogli usłyszeć jak wspaniale z Mikołajową śpiewa, aż ta nagle, gdy tylko piosenka dobiegła końca - uciekła. No jak tak można? Żeby gospodarza na własnej imprezie nie było? Zresztą, powinna też wodzirejem być! W każdym razie rzucił mikrofon kapeli i zeskoczył ze sceny. Spostrzegł Shuten i od razu ruszył w jej stronę.-Gluten. Wesołych świat, ho, ho, ho-Klepnął ją w plecy i usiadł obok niej.-To jak, idziemy szukać jedynej osoby którą chcesz teraz znaleźć? I trochę jemioły?-Plan był prosty. Gluten z lewej, Shichiwa z prawej, Jemioła nad nimi. No co się w tym mogło nie udać? Niemal wszystko, tak, to prawda, ale po co komplikować to co nie skomplikowane? No on nie widział w tym sensu.-Dobra, dawaj szukamy Michałową jeszcze przy okazji, bo prezenty trzeba ogarnąć-I pociągnął Gluten za dłoń i ruszyli na poszukiwania! Długo nie zeszło kiedy Kamaboko wszedł w posiadanie pęku koniczyny który teraz niósł pod pachą a już po chwili trafili do Mikołajowej. Która paliła fajkę z jakimś świętym. A to nie ładnie.-Oho-I usadowił koniczynę nad głową świętego i Mikołajowej-Chyba nie muszę wam mówić co to oznacza?-uniósł by porozumiewawczo brwi - ale nie miał mięśni twarzy. I brwi. Yohohoho.-PAni Michalowa. Ja w sprawie perzentów. Dla tej tutaj-Wskazał na Gluten-Chciałbym żeby nam pani teleportowała tutaj Ishikawe, albo żeby jakoś się tu przyszedł. Dla takiego Tulpy co to w Sunie mieszka, to może kigurumi bałwanka, żeby mu nocami chłodniej było, chociaż w wyobraźni. Dla pani, pani Michałowa, więcej radość na własnej imprezie, żeby każdy panią do tańca zaprosił. KAŻDY. A temu tu panu którego jeszcze nie znam... eee... kilo sera. Każdy lubi ser-Uśmiechnął by się wesoło ale no, właśnie.-Ho, ho, ho. Wesołych świąt-Dodał.
Hajsy tu

MK: Terumi Terumi, Maji Doppo
 
Posty: 387
Dołączył(a): 21 lut 2020, o 00:52
Ranga: Jōnin

Następna strona

Powrót do Hyde Park

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników