#1 [D] Ryby z konia

Na potrzeby Misji Samodzielnych rangi D.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

#1 [D] Ryby z konia

Postprzez Kusabana Sou » 17 sie 2020, o 01:02

Letnia pogoda w Konohagakure bywa zwodna. Zielone tereny z dostatkiem wody i pokaźną ilością roślinności, wcale nie oznaczają wyważonych temperatur i ogólnego komfortu bycia.
To był jeden z tych dni, gdzie błagało się jeszcze przed południem o deszcz, ale już siódmy dzień z kolei upalnie grzało i było uporczywie duszno. Sou leżał na łóżku i wycierał ręką pot z czoła, denerwując się, że nie może nic z tym zrobić. Miał głód, żeby zapalić, ale jednocześnie sama myśl o gorącym dymie go odrzucała. Leżał więc zirytowany z bezsilności i drażniły go najmniejsze rzeczy. Mieszkanie nabierało ciepła za dnia i nocami je próbowało gubić, jednak kolejny dzień dorzucał nadmiernej temperatury. Chłopak zerwał się z łóżka w samym podkoszulku i spodenkach, wziął ze sobą jedynie ochraniacz i wyszedł na spacer z myślą, że bardziej ukoić może się uda w cieniu drzew jakiegoś parku.
Maszerował przed siebie starając się omijać grupy spoconych ludzi, idąc raczej zaułkami niż główną drogą, by trasa zawierała jak najwięcej ukrycia przed słońcem. Niestety aby przejść do parku zaraz przy centrum, trzeba minąć właśnie centrum i rynek - a to wiązało się z przejściem przez spory plac bez zadaszenia...
Zaraz przy rynku stała kobieta z małym dzieckiem, które to rozpierała energia i Sou początkowo pomyślał bardzo negatywnie na jego temat, jednak po chwili zrozumiał dlaczego młody jest tak pobudzony. Kobieta kupywała mu zmrożonego loda na patyku. Stoisko z lodami było wolne, a o tej porze roku niecodziennym to było zjawiskiem. Kobieta z zadowolonym maluchem odeszła w stronę placu odsłaniając przed blondynem sprzedawcę lodów oraz szyld z dziwnym obrazkiem, przyklejony na niewielkim blacie. Właściciel, bądź pracownik spojrzał porozumiewawczo na zmordowanego gorącem chłopaka. Sou złapał się za portfel i dokonując szybkiej kalkulacji zrozumiał, że niestety będzie zmuszony darować sobie tej przyjemności.

Kusabana Sou! Zgłaszam się na misję - proszę by była przy wodzie. - Powiedział z werwą w na sali na której znajdował się radny wioski i zapracowany chuunin, w budynku zupełnie przeciwnie położonym do parku.
Witam. Akurat z tego co mi podpowiadał przed chwilą kolega, to wygląda że niejaki rybak Yego potrzebuje pomocy przy łowieniu nad wodospadem. Kusabana Sou, tymsamym zostaje Ci powierzona misja rangi D. Udanych łowów. - Odpowiedział radny, po chwili konsultacji ze swoim współpracownikiem. Sou z chęcią chwycił zwój ze szczegółami i ruszył czym prędzej w docelowe miejsce.
Zlecenie miało mieć miejsce w połowie jednej z dorzecz rzeki Naka, na wschód od Konohy. Podróż do rybaka zajęła Sou niecałe półtora godziny truchtem oraz była całkiem przyjemna ze względu na trasę zaraz przy rzece. Początek dorzecza znajdował się zaraz u podnóża gór, a zaczynał się też z hukiem, jak przystało na wodospad. Woda zlatując z góry zbierała się w jeziorku o dużej średnicy, by następnie nabierając tempa wpłynąć do Naki.
Nieopodal jeziorka za strefą zalewową stał budynek z drewnianą szopą i kamienną wędzarnią. Sou odczytując adres, potwierdził że znalazł się u celu misji. Zapukał do drzwi i otworzył mu silny mężczyzna w wieku siedemdziesięciu lat. A przynajmniej taki jego opis widniał w zwoju, bo w rzeczywistości wydawał się młodszy o conajmniej dwadzieścia, ale raczej był wątłej postury.
A więc Ty musisz być moją pomocą z Konohy. - Stwierdził w progu facet, widząc błyszczący ochraniacz na czole Sou. - Wejdź proszę, nawet nie zamykaj - niech przeciąg nas ochłodzi.- Dodał łagodnie i udał się do wnętrza budynku pozostawiając szeroko otwarte drzwi.
Chłopak wszedł i usiadł przy stole naprzeciw Yego, który to naszykował już w dzbanku wodę z lodem.
Proszę, częstuj się. - Wskazał na dzbanek i kubek - Nie mamy gdzie się spieszyć, ryby można łapać jedynie wczesnym rankiem, więc zaczniemy od jutra.
Chłopak nalał sobie do pełna i po paru łykach zapytał -Moim zadaniem będzie pilotowanie Pana łódką? - Miał cichą nadzieję, że nie będzie siedział z wędką, choć nie było to niczego sobie zajęcia - Sou nie miał o nim bladego pojęcia.
Otóż nie. - Zaprzeczył i przyjżał się blondynowi. - Mów mi Yego tak w ogóle. - Wtrącił niby z nikąd i chwilę się nie oddzywał, szykując się na dłuższą wypowiedź.
Ja będę zajmował się chwytaniem ryb, ty jedynie będziesz nas utrzymywał na wodzie. Prosiłem o takiego shinobiego, który potrafi po niej sprawnie się poruszać, a mam nadzieję że umiesz to robić, hm? - Zapytał ze spokojem mężczyzna chcąc się upewnić "zakupu".
Tak, potrafię chodzić po wodzie. - Odpowiedział Sou, może odrobinę zbyt pewnie siebie. Próbując zagłuszyć poprzedni ton swoich słów zadał szybko pytanie - A jeśli mogę zapytać, Yego, skąd znasz takie umiejętności ninja?
Staruszek chwilę jeszcze milczał i popijał wodę, a później kontynuował.
Mój problem polega na tym, że lada dzień zaczyna się okreś lęgowy Żółtych Gobii. Spadają one z gór w celu złożenia jajeczek, by następnie ponownie ruszyć w góry. Jedynym sposobem ich schwytania, jest chwyt w siatkę z wykorzystaniem chwili gdy po upadku z wodospadu są oszołomione. - Zrobił chwilową pauzę, by nawilżyć język.
Jestem byłym chuninem z Konohy, więc mniej więcej wiem jakie umiejętności posiadacie. - Powiedział z uśmiechem, po czym się skrzywił - Niestety, ja już nie potrafię zbyt długo używać chakry, a tratwa której używałem do łowów wymaga naprawy i zbyt późno zdałem sobie z tego sprawę. Żółte Gobii są rzadkie i trudne do schwytania, więc i drogie. Bardzo potrzebuję jakiegoś zarobku, bo po takiej suszy jest to chyba jedyna rzecz która pozwoli mi godnie przeżyć ten rok.
Sou nie miał słów, którymi mógłby pocieszyć staruszka toteż milczał, aż Yego wreszcie ciszy nie przerwał.
Przy wejściu mijałeś mały pokoik, tam jest materac i będziesz mógł z niego skorzystać. - Yego mlasnął i chcąc jeszcze coś dodać nieskładnie kontynuował - Wydaje mi się, że łowy nie powinny potrwać więcej niż cztery dni, po tym czasie Ci zapłacę i odeślę spowrotem do domu. - Wstał od stołu i machnął ręką. - Nie musisz się martwić o pożywienie, ani nie musisz tu przesiadywać - śmiało siedź nad wodą, albo rób se co chcesz. - Po czym odszedł w stronę kuchni przygotowywać posiłek.

Sou usłuchał rady dziadka i z miłą chęcią udał się nad rzekę. Mimo, że wciąż było popołudnie, to wcale już się tak nie przykrzyło. Bliskość wody ochładzała, a cień drzew zasłaniał od promieni słońca i nawet niekiedy powiewał wiatr z góry. Rzadkie ćwierkanie ptaków i monotonny szum wody działy kojąco, a Sou... A Sou zasnął.
Przebudził się, gdy wieczór już się kończył i czerwone światło oświetlało już jedynie wiecznie spadający słup wody. Wypoczęty ruszył w stronę domu i już na progu poczuł zapach smażonej ryby.
Yego przygotował późną i sytą kolację, by nią ugościć chłopaka, a także zaoferował sake i do późnej nocy opowiadał mu swoje przygody z młodości. Jedna z nich mówiła o ciężkiej walce o zwój, w którego chcieli daimayo trzech różnych krajów, inne były o potwornych burzach piaskowych, okolicach Sunagakure i skorpionach, a jeszcze inne o badaniu płci czyjejś niedoszłej żony w gorących źródłach.

Zimny i dławiący kubeł wody, którym Yego oblał blondyna o świcie, porwał tego na równe nogi. Sou zrywając się od stołu porozwalał drewniane naczynia pozostawione z dnia poprzedniego i nim zrozumiał co się dzieje, szukał po podłodze googli do nurkowania.
Szybko młody, bo nam uciekną! - Zakrzyknął dziadek i niemalże wybiegł z domu, nie czekając na chłopaka. Sou przetarł odrętwiały kark i wypił haustem resztki wody z dzbanka, po czym uginając szyję jakby przed ostrzałem wyszedł na zewnątrz. Towarzyszący mu ból głowy i kac wcale nie pomagał, a chwiejna droga do wodospadu zwiastowała katastrofę.
Weźmiesz mnie na barana i czym prędzej wbiegaj na środek stawu. - Powiedział Yego z gotową w ręku siatką na kiju i pustym wiklinowym koszem na plecach.
Ajjj. - Próbował się skupić Sou i przykucnął nad brzegiem, by ułatwić wejście staruszkowi. Wyprostował się i spróbował wziąć krok w przód. Skupienie chakry może i jako tako na początek wyszło, ale zachowanie balansu na ruszającej się wodzie z Yego na plecach i po takiej nocy skończyć się mogło tylko w jeden sposób. Zrobili dwa kroki w przód, po czym chłopak próbując się nie wywrócić stracił kontrolę i trzecim krokiem wpadł w wodę zanurzając obu facetów po pas.
Po co tyle było Ci chlać wczoraj, jak nie umiesz teraz łazić po wodzie gamoniu! - Krzyczał mokry Yego okładając wolną ręką winnego po głowie. Po chwili się opanował i zarzucił pomysłem- Spróbuj może raczkować?
Sou nie był aż tak pijany (chyba że wczoraj), aby nie utrzymać się na dwóch nogach ale w takich okolicznościach, to był całkiem niezły pomysł. Chłopak skupił chakrę w stopach, kolanach i dłoniach, po czym "wszedł" na taflę wody pozycjonując się niczym niemowle. Yego wskoczył na niego i ruszyli tuż pod wodospad.
Minęły może z dwie minuty i Sou zaczynał mieć wątpliwości co do planu, gdy z góry uderzyła o powiedzchnię całkiem sporych rozmiarów ryba. Była podłóżna i miała wyłupiaste oczy, ale co ważniejsze była nieruchoma i... i coś chłopakowi przypominała. Dziadek stuknął piętami w brzuch Sou poganiając go w jej kierunku, po czym schwytał ją w siatkę i wrzucił na plecy do koszyka. Zaraz spadła kolejna i zrobili z nią to samo, ale kolejne spadły naraz. Najpierw sześć, następnie drugie tyle i wreszcie spadały wiecznie. Złoty deszcz z Gobbich bił w wodę rybami, a dziadek tylko popędzał Sou by ten galopował przez staw by uzbierać ich jak najwięcej.
Latali albo między rybami, albo od środka stawu do wędzarni by opróżnić kosz. Katorga (z perspektywy blondyna) trwała dobrych dwie godziny po nich "deszcz" wreszcie ustał. Zadowolony Yego nie mógł się doliczyć ile udało mu się złowić, a ledwo żywy Sou zdychał nad brzegiem co chwile masując obolałe żebra i wymiotując do wody.

Młody, spisałeś się. - Powiedział z uznaniem staruszek klepiąc po ramieniu chłopaka. Było popołudnie i siedzieli w kuchni. Dziadek gotował wodę na ryż, a Sou popijał wodę z cytryną. - Mam tak dużo tych Gobii, że nie wiem czy część mi się nie zepsuje. Masz. - Podrzucił misyjny zwój na stół. - Nie mam już potrzeby łapać ich więcej. Starczy na cały rok chyba, możesz wracać do wioski! - Śmiał się widząc chłopaka i zadowolony nucił pod nosem jakąś melodię.

Z zebranym podpisem na zwoju mówiącym o pozytywnym zakończeniu misji, chłopak doczłapał się Konohy późnym popołudniem. Oddał zwój, odebrał nagrodę i udał się w stronę rynku.
Upał panował w wiosce taki sam, jaki był dnia poprzedniego. Wodospad i okolica domu Yego była zbyt łaskawa i teraz gorąc odczuwało się wręcz dwukrotnie. Co prawda dodały się do tego poranne wyczyny i wieczorna impreza. Wychylił zza rogu uliczki i skręcił widząc znajomy szyld lodziarni. Stanął w kolejce za młodą parą w oczekiwaniu na zimny i słodki upominek na zakończenie dnia, w końcu cholera po to się tyle narobił.
... może tym razem zielony poproszę? - Usłyszał z ust kobiety stojącej przed nim i jej kompan zaraz zapłacił za lody dla dwojga. Gdy odeszli chłopak się przybliżył i zapytał - Sprzedajesz Pan różne kolory lodów?
Ano tak! Trzy kolory! Gobii Żółty, Gobii zielony i czerwony! - Zakrzyknął sprzedawca prezentując trzy pojemniki, każdy z nich przykryty wieczkiem na którym narysowane były ryby w trzech różnych pozach.
... zielony to jabłkowy, a czerwony to trusk... - Mówił ochoczo facet, ale Sou już tego nie słyszał. Spojrzał jeszcze raz na szyld lodziarza i zrozumiał wreszcie, że ten dziwny obrazek przedstawiał spadającą płasko rybę z wodospadu.
Sou machnął tylko ręką i poszedł do domu.
 
Posty: 68
Dołączył(a): 8 lut 2018, o 14:51
Ranga: Genin

Re: #1 [D] Ryby z konia

Postprzez Hyūga Eijiro » 17 sie 2020, o 01:13

Akcept

Gracz Kusabana Sou otrzymuje:
+ 1 Misja D
+ 1 PD
+ 5 PN
+ 200 Ryō
Inne wynagrodzenie:


Pamiętaj o dodaniu równowartości Twojego wynagrodzenia do skarbca Twojej wioski.
Obrazek


Mogę poprowadzić misje D-A i sędziować walki.
Akceptuję samodzielki - w razie czego proszę o kontakt na gg :D
 
Posty: 758
Dołączył(a): 2 sty 2018, o 03:25
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu


Powrót do Samodzielne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników