Dziewicza misja #1 [D]

Na potrzeby Misji Samodzielnych rangi D.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Dziewicza misja #1 [D]

Postprzez Yoji » 13 sty 2021, o 22:23

Jeszcze w akademii uprzedzono go żeby nie oczekiwał zbyt wiele po swoich pierwszych misjach, właściwie mu tu nie przeszkadzało, przecież nie od razu Konohę zbudowano. Mimo tego chłopak odczuwał lekki stres kiedy czekał na swój przydział, a i na samym początku za wiele się nie dowiedział, po prostu miał się udać on pod wskazany adres. Nazwa niestety nic mu nie mówiła i musiał on dopytywać przechodniów gdzie znajduje się dane miejsce, okazało się, że czekała go trochę dłuższa wędrówka poza miasto, ale przynajmniej mniej więcej wiedział czego się spodziewać skoro miał udać się on w okolicę pól ryżowych. Całe szczęście pogoda sprzyjała małemu spacerowi, słońce całkiem mocno prażyło, ale do tego wiał lekki i przyjemny wietrzyk. Yoji wstąpił jeszcze po drugie śniadanie do domu, nie miał kompletnie pojęcia czy na miejscu będzie miał zagwarantowany jakikolwiek posiłek, a wręcz w to nie wierzył. Babcia pożegnała go z zaintrygowaną miną i życzyła powodzenia na co odpowiedział jej jednym z tych "totalnie szczerych" uśmiechów, których w zasadzie miał cały wachlarz i cicho pogwizdując ruszył do celu.

Podróż nie zajęła mu zbyt wiele czasu, ale po dotarciu w okolicę pół ryżowych pochwalił siebie za to, że postanowił wyruszyć trochę szybciej. Wszystko niemal wyglądało tu tak samo, a ludzie niezbyt chętnie chcieli pomóc mu w trafieniu na to jedne konkretne poletko. Na początku przyglądał się ich pracy z zainteresowaniem, ale potem stwierdził, że robić to samo dzień w dzień musi być straszliwie nudne i dziękował sobie, że nie wychował się w rodzinie jednego z tych Ryżowych Książąt albo po prostu miał wybór robić zupełnie coś innego w życiu. Pytał robotników o wskazany adres, ale Ci będąc odrywani od pracy odpowiadali bardzo opryskliwie i odprawiali go z kwitkiem. Dosłownie, ale to dosłownie nikt nie chciał mu pomóc, będąc jednak dobrze wychowanym dzieckiem chłopak wcale się nie zrażał i cały czas zachowywał przyjazny stosunek do pracujących do ludzi, wręcz zaczynał im współczuć, był bowiem zdania, że Ci wszyscy tutaj zebrani muszą mieć strasznie nudne i smutne życie skoro wszyscy reagowali na niego jak jeden mąż w ten sam dramatyczny sposób. W końcu przy jednym z pól zaczepił robotnika, ten gwałtownie podniósł się z klęczek i z miną srającego psa przez dłuższą chwilę przyglądał się dwunastolatkowi.
- Hę? - z nieudawanym zakłopotaniem podrapał się w czubek głowy - A czego taki szczeniak jak Ty może chcieć od Yanagiego? - słysząc słowo "szczeniak" w szarowłosym wezbrała złość, ale nie dał on po sobie tego poznać, a jedynie cicho westchnął - A może przyszedłeś w odwiedziny do tatusia co? Pracuje on gdzieś tutaj na polach? - dopytywał się parobek, ale chłopak postanowił milczeć i powstrzymać się od jakichkolwiek złośliwości chociaż ochota na dogadanie robolowi coraz bardziej brała nad nim górę - Dobra, nieważne... Tak czy siak trafiłeś pod dobry adres. - facet w końcu się poddał, udzielił mu zadowalającej go odpowiedzi i nie czekając co zrobi młody Asakura wrócił do pracy. W pierwszej chwili genin miał ochotę obrazić go w myślach jak każdego innego gburowatego gościa, ale szybko się zreflektował, przecież w końcu mu pomógł.
- Dziękuje panu i życzę miłego dnia. - Yoji miał wrażenie, że robotnik nieznacznie dygnął słysząc podziękowania, może ludzie w takiej pracy mieli głęboko gdzieś dobre wychowanie albo byli brzydko traktowani przez tych z zewnątrz, a może i swoich pracodawców? Kierując się już do niewielkiego budynku tak sobie właśnie myślał, że przewidział trochę ten scenariusz, że prędzej w końcu trafi w odpowiednie miejsce niż ktoś go na nie naprowadzi. Budowla raczej prezentowała się odpychająco, była mniejsza niż połowa typowej akademickiej sali i zbudowana została z desek różnorakiego koloru, już z daleka było widać, że lata świetności mają za sobą, można by rzecz, że były z jakiegoś odzysku, a całość sprawiała wrażenie jakby miała się za chwilę rozlecieć. To chyba jakieś baraki... Jak ja mam się w tym wszystkim odnaleźć? Szarowłosy szybko jednak przypomniał jakiego imienia użył tamten robotnik i zaczął wypytywać o niejakiego "Yanagiego", po kilku chwilach został odesłany do jegomościa w podeszłym wieku, a ten przywitał go nieciekawą i naburmuszoną miną, ale kiedy tylko zobaczył opaskę Otogakure to rozchmurzył się.
- Ah, jesteś już! Nie traćmy czasu, mam dla Ciebie sporo małych zadanek...- wygrzmiał tubalnym głosem i gestem nakazał podążać za sobą. Było po nim widać, że to człowiek pracy, przebywający sporo czasu na słońcu na co wskazywała jego opalona skóra no i po zerknięciu na jego dłonie dało się dostrzec rany i brud. Zaprowadził go do wnętrza budynku gdzie stało jedynie kilka łóżek i coś w rodzaju magazynku, który zajmował niemal połowę dostępnej powierzchni, jego zawartość ciężko było ogarnąć, w skład wchodziły różnorakie narzędzia, jedzenie, zapasy wody, ubrania... W skrócie chyba wszystko co było potrzebne do prawidłowego funkcjonowania całej "fabryki ryżu" jak to sobie ją nazwał w myślach Asakura. Dostał on do rąk kartkę papieru gdzie w kilku podpunktach były wypisane czynności które miał wykonać. Nie było to nic specjalnego, typowe zadania "chłopca na posyłki": roznieś wodę wszystkim robotnikom, roznieś narzędzia, pozbieraj kosze z ryżem... Nudy jak cholera, ale przecież zawsze mogło być gorzej, mogło dla przykładu mu się trafić sprzątanie stajni. Błędnym myśleniem było, że po skończeniu wszystkiego co było wypisane na liście będzie on mógł iść do domu, szarowłosy postanowił narzucić sobie szybkie tempo pracy i kiedy w końcu przyszedł zameldować się Yanagiemu, ten szczerze zdziwił się.
- Tak szybko Ci poszło? O rety, gdyby każdy z moich pracowników się tak uwijał... - i zabrał go ze sobą aby pomógł mu przy kolejnych niezbyt ciekawych zadaniach, no ale przynajmniej genin dowiedział się trochę o uprawie ryżu...


Słońce powoli kończyło swoją wędrówkę po niebie kiedy właściciel "fabryki ryżowej" w końcu oznajmił mu, że to już koniec. Podziękował mu za pracę i wręczył mały skórzany mieszek, którego zawartością była zapewne zapłata za wszystkie wykonane czynności. Żegnając się z nim zapytał go co sądzi o dzisiejszym dniu, Yoji krótką chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Skłamałbym mówiąc, że było to interesujące... - zaczął powoli - Ale babcia zawsze mi powtarzała, że praca uszlachetnia. - staruszek roześmiał się dobrodusznie słysząc odpowiedź i życzył mu powodzenia, chłopiec zaś pożegnał się machnięciem dłonią i ruszył do domu. Czuł się naprawdę zmęczony i kiedy już wrócił do domu to nie marzył o niczym innym jak o udaniu się do krainy Morfeusza. Babcia czekała na niego z kolacją, ale szarowłosy tylko ją przeprosił tłumacząc się zmęczeniem, oczywiście uspokajając ją, że o wszystkim opowie jej jutro rano przy śniadaniu.
 
Posty: 9
Dołączył(a): 12 sty 2021, o 04:45
Ranga: Genin

Re: Dziewicza misja #1 [D]

Postprzez Yamanaka Aiko » 14 sty 2021, o 03:23

AKCEPT
Gracz Yoji otrzymuje:
+ 1 Misja D
+ 1 PD
+ 5 PN
+ 200 Ryō
Inne wynagrodzenie:

Bank wioskowy do którego idzie też ryō.

Bardzo ładna samodzielka, witamy na forku <3
"It's the most heroic thing we can do now
look the truth in the face."

Obrazek
x ; x ; voice

Spoiler:

MK: Yōgan Shion
 
Posty: 708
Dołączył(a): 7 gru 2014, o 20:46
Ranga: Tokubetsu Jōnin
Specjalna Ranga: Lider Klanu


Powrót do Samodzielne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników