Las nieopodal Stacji Nagród

Archiwum tematów.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 26 lis 2016, o 19:03

[Poprzedni temat]

Klon pozostawiony przez Zitsu wewnątrz budynku wciąż obserwował to, co miało miejsce w stacji nagród - choć tak naprawdę, bezwłosy mężczyzna nie zrobił nic ponad zamknięcie szuflady z nowym nabytkiem, oraz zamknięciem się w swoim pomieszczeniu. Wtedy też, wyciągnął on z jednej z szafek jakiś brązowy trunek, którym napełnił swoją szklankę i najzwyczajniej w świecie rozsiadł się na fotelu - nie było kolejnej rozmowy, ani też kolejnych poszlak związanych z tą sprawą.


W tym samym czasie natomiast oryginał shokubutsu poruszał się pod ziemią śledząc przy tym dwójkę swoich zleceniodawców, ani myśląc ich ostrzec, czy im pomagać. Miał swój własny plan, który zamierzał zrealizować. Nie trzeba było również wiele czasu na to, by zarówno Aya, jak i Junzo zboczyli ze swej ścieżki, prosto ku otaczającemu piaszczystą drogę oraz stację, lasowi. Las ten był charakterystyczny dla tegoż kraju, przedwieczny, o wysokich na wiele metrów drzewach i gałęziach wystarczająco szerokich i solidnych, by każdy shinobi mógł po nich bez większych problemów skakać. Tak też robili ci, których zielonowłosy obserwował, nie spodziewając się w żaden sposób tego, co znajdowało się kilka kilometrów dalej, a co sam Zitsu ujrzał na długo przed nimi. A była to obiecana przez długowłosego zasadzka złożona z, jak mógł się prędko doliczyć, dwunastu osób. Cała dwunastka ubrana była na czarno, wszyscy byli zamaskowani. A także, nie wiedzieć czemu, przygotowani na to, że ich ofiary będą podążać właśnie w tym kierunku. I choć shokubutsu starannie szukał osoby, która najbardziej go interesowała, to nie mógł jej jednak nigdzie dostrzec. Kolejne minuty mijały, podczas których dobrze ukryci przeciwnicy nie ruszali się ze swoich miejsc, wszyscy ukryci w konarach, za pniami, czy w krzakach - tak, że nikt bez wyczulonych zmysłów nie mógłby ich dostrzec. No ale przecież Zitsu widział ich doskonale. Tworzyli szeroką pętlę, którą mieli nadzieję ścisnąć wokół swych celów.


Kilkanaście metrów przed ustaloną zasadzką, Junzo raptownie zatrzymał się na gałęzi, a za nim zrobiła to Aya, rozglądając się po otoczeniu, zaalarmowana reakcją towarzysza. Nie wiedzieć kiedy, z dłoni muskularnego shinobi wyrzucony został opatrzony notką kunai - wycelowany prosto w stronę krzaka, w którym, jak sam zielonowłosy widział, ukrywał się wróg. Pocisk nie dotarł do celu. Został natychmiast odbity innym kunai, który zmienił jego tor lotu. Walka się rozpoczęła. Oboje zrzucili z siebie swoje płaszcze, a Junzo już pojawił się, nie wiedząc kiedy, na przeciwnej gałęzi, miażdżąc gardło jednego z przeciwników, unosząc go przy tym do góry podczas gdy tamten uporczywie, bezradnie machał w powietrzu nogami. Aya natomiast stawała w szranki, jak równa z równym, z przewyższającym ją o głowę przeciwnikiem, zwinnie, niczym akrobatka, unikając jego bezradnych ataków kataną. Wszelka zwierzyna, która dotąd przebywała w okolicy uciekała właśnie w popłochu od potencjalnego zagrożenia. A Zitsu w końcu dostrzegł to, czego szukał. A raczej tego. Mężczyzna ten, o długich, jasnych włosach w pełni odpowiadał swymi rysami hologramowi, który wcześniej został przez niego dostrzeżony. Był bardzo przystojny, oraz miał dosyć egzotyczną, ciemną karnację skóry. Był ubrany w biały pancerz, z czarnymi elementami pod nim. Siedział za to na gałęzi, oparty o pień drzewa jakiś kilometr od całej walki - obok niego stała ciemna butelka granatowego alkoholu, który był zawarty w kieliszku z którego popijał, w pełni wyluzowany, z podciągniętym do siebie, prawym kolanem. Wpatrywał się z lekkim uśmieszkiem w odbicie odbywającej się nieopodal walki, w której brali udział jego ludzie. Zdawało się, że dobrze się przy tym bawił.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Zitsu » 27 lis 2016, o 20:14


Inwazja kappa


Będąć w dalszym ciągu niezauważonym Zitsu mógł zacząć działać. Zgodnie z planem Aya oraz Junzo wpadli w zaplanowaną przez nieznajomego pułapkę. Walka się rozpoczęła, lecz Shokubutsu doskonale zdawał sobie sprawę, że to jedynie wierzchołek góry lodowej... prawdziwe zagrożenie spoczywała znacznie dalej. Zitsu chcąc nie chcąc musiał podjąć kroki, które w jego przeczuciu były niezwykle niebezpieczne choćby ze względu na fakt, że nie wiedział co takiego może się stać. Jego obecny cel siedzący sobie na jednej z gałęzi drzew był dla naszego bohatera nie lada zagadką... nie znał jego możliwości, technik czy stylu walki. Jednakże lata doświadczenia jako shinobi nauczyły naszego Tokubestu Jounin'a, że nie mógł wahać się w takich sytuacjach. Tuż przed właściwymi działaniami przypomniało mu się to co wpajano mu od momentu awansowania na chuunin'a - bez względu na okoliczności shinobi nie mógł zrezygnować z zadania nieważne jak niebezpieczne było - był to fundament dla zielonowłosego którego plan był prosty, ale i przemyślany jednocześnie.

Mając na uwadze fakt, że nie mógł zabić wrogiego osobnika Zitsu postanowił zrealizować mniej radykalny plan. W końcu nie mógł sobie pozwolić na tak oczywisty błąd... nie wiedział co to za jeden, co zamierza, ani dla kogo pracuję... a może to on sam był szefem? Wszystko to wpływało na to, że człowiek o długich włosach i rozbawionej minie był prawdziwą zagadką, którą tak zawzięcie pragnął rozpracować. Dziwny mundur mógł świadczyć o jego przeszłości choć białoskóry nigdy wcześniej go nie widział... możliwe, że należał do jakieś wioski shinobi, lecz to w ciągu dalszym pozostawało wielką niewiadomą. Nie zmieniało to jednak faktu, że musiał posiadać informację, które mogły się przydać naszemu shokubutsu.

Nie zastanawiając się zbyt nad możliwymi konsekwencjami Zitsu postanowił działać... wyłonił się najszybciej jak potrafił tuż za plecami dziwnego kolesia, by w następnym ruchy przywalić mu z całej siły prosto w twarz prawą ręką robiąc przy tym szeroki zamach. Shinobi doskonale zdawał sobie sprawę, że takie działanie nie mogło zakończyć pojedynku, lecz nie taki był cel tego zamierzenia. Zgodnie z swoim rozumowaniem Zitsu pragnął korzystając z elementu zaskoczenia zwalić przeciwnika z gałęzi drzew tak by spadł na dół, gdzie miał czekać już mały oddział podległych shokubutsu(10) o słabych możliwościach. Ich zadaniem było natychmiastowe zmuszenie do walki wręcz nieznajomego tym samym dając mu szanse nieco rozjaśnienia swojego poziomu naszemu bohaterowi, który po udanym ataku wyłania się w całości z drzewa i staję na gałęzi gdzie jeszcze sekundę wcześniej siedział nieznajomy.

Cała akcja miała być przeprowadzona w odpowiedniej synchronizacji techniki klonującej i ruchu shokubutsu. Jeśli mu się uda niezwykłym zimnym tonem przemawia do swojego wroga(?). Wszak doskonale zdawał sobie sprawę, że klony nie miały szans z kimś tego kalibru i raczej nie stanowił dla niego sporego wyzwania... tak się przynajmniej wydawało naszemu bohaterowi.
-Nie spodziewałeś się takiego obrotu sprawy, prawda człowieku? Gadaj kim jesteś i czemu pragniesz śmierci tej dwójki... - odpowiedział stojąc na gałęzi czekając na reakcję długowłosego... pojawienia się Zitsu musiało być dla niego nieprzewidzianą niespodzianką... w przeciwnym wypadku byłby znacznie ważniejszą figurą niż mógł się spodziewać Shokubutsu, a wtedy zasadne byłoby pytanie kto kogo wpakował w pułapkę, lecz to miało się już za chwilę okazać...


Spoiler:
 
Posty: 199
Dołączył(a): 2 cze 2016, o 18:53
Ranga: Nukenin

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 28 lis 2016, o 01:51

Owszem, długowłosy wcale nie spodziewał się wyprowadzonego w niego ataku. Można by powiedzieć, że stracił czujność, gdyby nie to, że był całkowicie świadomy swego otoczenia. Bo kto by się spodziewał tego, że jakaś roślinka wyłoni się niespodziewanie obok niego i da mu w twarz? Cóż, zapewne ktoś ze zdrową paranoją. Lecz cel tego ataku taki nie był - on od zawsze w pełni cieszył się życiem, z którego starał się w pełni korzystać. Z każdego jego aspektu. Toteż gdy tylko Zitsu pojawił się obok niego, wyprowadzając cios prosto w jego twarzy, ciemnoskóry nie zdołał się przed tym uchylić, nawet on nie potrafił tego zrobić. Mógł jedynie nieznacznie zredukować siłę ataku, przechylając wraz z skierowaną w jego stronę pięścią, swą głowę, co w żaden sposób nie powstrzymało upadku. Szklana kula, w którą niespełna kilka sekund wcześniej się wpatrywał, wystrzeliła w powietrze, opadając kilka metrów dalej na ziemię, podobny los spotkał trzymany przez niego kieliszek, który rozbił się o pień pobliskiego drzewa. Jedynie butelka z granatowym trunkiem zdołała się szczęśliwym trafem uchować.


Mężczyzna opadł na ziemię, prosto ku przyszykowanej na niego grupce klonów. Nie zrobił tego jednak bezwładnie, nie stracił kontroli na swoim ciałem. Opadł na równe nogi, hamując przy tym nimi swój ślizg i bezbłędnie oceniając sytuację, natychmiast formując pieczęci, by oczyścić swe bezpośrednie otoczenie. Zrobił to bardzo szybko, bez wahania, co świadczyło jedynie o jego opanowaniu oraz doświadczeniu, pomimo tego, iż nie mógł mieć jeszcze nawet trzydziestu lat - o ile sam Zitsu potrafił to ocenić. Wokół niego, raptownie zaczęła formować się czarna, najeżona błękitnymi błyskawicami chmura, czemu towarzyszyły głośne skrzeki błyskawic, które natychmiast powędrowały ku tym shokubutsu, które miały to nieszczęście, by znaleźć się blisko niego. Ich wyjątkowo mała wytrzymałość sprawiła, że te niemal natychmiast się rozpadły, wręcz rozpłynęły. Gdy tylko dym się rozproszył, długowłosy spojrzał, nie kryjąc swego zainteresowania, ku stojącemu na gałęzi zielonowłosemu.
- Rozlałeś mi wino - odpowiedział mu z wyrzutem, tak jakby w tej chwili najważniejszym faktem było to, że stracił swój trunek, a nie to, że znikąd zmaterializował się obok niego przeciwnik. Wskazał na niego palcem - Zielone włosy, biała skóra, oczy jak u żaby. Jesteś z tego klanu z Amegakure - dodał, stwierdzając kolejny fakt - Ale dobrze, udało ci się mnie dotknąć - pomasował się lewą dłonią po obolałej szczęce - Jestem Genpaku, jestem Jōninem z Kumogakure no sato i dobrze się bawiłem patrząc, jak moi ludzie umierają w walce z twoimi towarzyszami. Czemu im nie pomagasz? Postanowiłeś zająć się mózgiem operacji, czy masz jakiś inny powód? - zakończył, stosunkowo beztroskim tonem. Chyba rzeczywiście nie przejmował się życiem swoich podwładnych. Jego wzrok wciąż pozostawał czujny.


Technika:
Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Zitsu » 28 lis 2016, o 02:57

Szybka akcja została przeprowadzona z wyjątkową starannością to też zdziwiony człowiek został sprowadzony na ziemię - tam gdzie jego miejsce. Zitsu dzięki temu doskonale zdał sobie sprawę z kim ma do czynienia. Łatwość z jaką wylądował oraz fakt, że marne klony zostały pokonane praktycznie w sekundę świadczył o tym, że stoi na przeciwko Shokubutsu ktoś niezwykle pewny siebie i co gorsza - doświadczony. Dodatkowo technika, której użył była jakaś inna... jakby elektryczność, ale nie taka normalna. Zdziwiło to nieco naszego bohatera, lecz faktem również było, że takie uczucia nie pojawiały się na twarzy zimnookiego. Teraz to co podejrzewał stało się rzeczywistością... znajdował się w sytuacji sam na sam z przeciwnikiem być może jego poziomu - nie można było pozwolić sobie na najmniejszy błąd to też zielonowłosy przeszedł do najważniejszej części tejże rozgrywki - rozmowy, która źle poprowadzona mogła doprowadzić do wyniszczającej walki, lecz nie musiało tak być... wszak Zitsu chciał poznać jedynie motywy tak śmiertelnych działań długowłosego mężczyzny, choć prawdą również było, że takie rozwiązanie w obecnej sytuacji było czymś niezwykle nieprawdopodobnym...
-Jakby to miało większe znaczenie. Możesz mi mówić Zitsu jeśli znajomość naszych imion ma na coś wpłynąć. - skwitował zimnym, lodowatym wręcz tonem zaczepkę związaną z winem - ludzie i ich przywiązanie do tak bezużytecznych przedmiotów. Jednakże to co odpowiedział mu dalej nieco zaskoczyło naszego bohatera. Wiedział o Shokubutsu... kolejny człowiek, który wtykał nos w nie swoje sprawy.
-Cóż to za niedorzeczne pytanie? Dlaczego im nie pomagam? Kto wie... może nie są moim przyjaciółmi... może nie potrzebują mojej pomocy... a może pragnę sprawdzić ich możliwości. Nie zważając jednak na to co z nimi przybyłem rozprawić się z tobą. W końcu jesteś jak to nazwałeś "mózgiem operacji"... jednakże nim przejdziemy do czegoś bardziej kształtującego może zdradzisz mi dlaczego ktoś z upadłej wioski pragnie śmierci tej dwójki? Czyżby miało to coś wspólnego z ludźmi Żelaza, a może Megane Shokushu? - kontynuował po chwili Zitsu i choć wiedział, ze motywy długowłosego mogły jeszcze długo pozostać mu nieznane trzeba było choć spróbować wydobyć je na zewnątrz nawet jeśli szansa była wręcz matematyczna. Mimo wszystkich tych przemyśleń i działań shokubutsu pozostawał w pełnej gotowości bojowej. Nie miał najmniejszego zamiaru opuszczać gardy choćby na moment... wszak stał teraz na przeciwko swojego przeciwnika, choć nie do końca rozumiał po co on to wszystko robił. Co mogło stać za tymi poczynaniami? Zazdrość? Lęk przed demaskacją działań? Tyle możliwości... trzeba było nieco to uporządkować.
 
Posty: 199
Dołączył(a): 2 cze 2016, o 18:53
Ranga: Nukenin

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 29 lis 2016, o 01:30

Po tym, jak Zitsu wyjawił swe imię nieznajomemu, mógł dopatrzyć się u niego dosyć niespodziewanej reakcji. Reakcji, która przejawiała się jako swoista aprobata wymalowana na twarzy ciemnoskórego, tak jakby rad był z faktu, że poznał tożsamość swojego potencjalnego wroga - bo jak inaczej można było nazwać osobę, której postępowanie właśnie na to wskazywało? Potem zaś, gdy zielonowłosy kontynuował swą wypowiedź, miast aprobaty można było dopatrzyć się u niego rozbawienia. Nie przerywał mu, choć kątem oka spoglądał na pozostawioną przez siebie na gałęzi flaszkę, która wciąż skrywała przed nim swoje sekrety. I być może odpowiedziałby na zadane mu pytanie, może wyprowadziłby swojego rozmówcę z błędu, albo też utwierdził w jego przekonaniach, gdyby nie zafundowane mu zakończenie. Nie to o ludziach Żelaza, ta część była mu całkowicie obojętna... A wspomnienie o Megane Shokushu. Jego początkowo, można by powiedzieć, neutralne nastawienie raptownie się wtedy zmieniło, a jego twarz wykrzywił grymas wściekłości i pogardy. Jego dotąd rozluźnione mięśnie napięły się, a prawa pięść ścisnęła, jakby przygotowana do ciosu.
- Nie wymawiaj przy mnie tego imienia - warknął, by po chwili w pełni się uspokoić, oraz rozluźnić. Ewidentnie, z jakiegoś powodu co najmniej nie przepadał za naukowcem - Dopóki istnieją shinobi wierni Kumogakure, dopóty wioska nie upadła - spojrzał z lekkim uśmieszkiem na opaskę na lewym ramieniu Zitsu - Ale widzę, że ty już zdążyłeś zerwać te więzi - wystawił dłonie w zapraszającym geście. Na jego prawym ramieniu wciąż była zawieszona blaszka z symbolem chmur - Jeśli chcesz się mną zająć, proszę bardzo. Wszyscy wspólnicy shōgunatu zasługują na ten sam los - zakończył, wyciągając z zawieszonej przy pasie pochwy na miecz katanę, którą wystawił w stronę shokubutsu w zapraszającym do walki geście. Jego wzrok na powrót stał się chłodny, kalkulujący, zupełnie tak, jak prezentował się on podczas rozmowy z tamtym łysym handlarzem ciał. Był również pewny swych umiejętności, widać to było po jego postawie, po jego ruchach. Bez wątpienia miał za sobą wiele misji, być może był jedną z tych znamienitych jednostek.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Zitsu » 30 lis 2016, o 01:52

Zitsu szybko przekonał się, że jego początkowe założenia odnoście długowłosego mężczyzny były nieco mylące. Nie pracował dla ludzi Żelaza, ani tym bardziej dla Megane Shokushu co jasno pokazywała jego niezwykle agresywna postawa względem wymienionego naukowca. Wątpliwe więc było czy Genpaku jest w stanie wnieść coś do sprawy. Oznaczało to również, że prócz sprawy związanej z shokubutsu Junzo oraz Aya mieli również inne problemy - a raczej wyrok śmierci od ludzi nieznanemu Zitsu pochodzenia. Czy więc osoba z kataną była wrogiem naszego bohatera? Być może nim by nie była gdyby nie fakt, że brak odpowiedzi na najważniejsze pytanie przechylił szalę na bardziej twierdzącą odpowiedzieć - tak. Mężczyzna nie chciał zdradzić czemu tak w ogóle pragnie śmierci tej dwójki. Być może był szalony, być może dla kogoś pracował, być może tamta dwójka coś mu zabrała. Nie miało to większego znaczenia biorąc pod uwagę fakt iż Genpaku wziął sobie na cel zleceniodawców wioskowej misji, a to bynajmniej nie należało do jej interesów, a ich już musiał bronić zielonowłosy. Ta dwójka musiała przeżyć wystarczająco długo, by misja została zakończona powodzeniem... ich dalszy los nie był istotny. Wszystko to sprawiło, że Zitsu chcąc nie chcąc musiał tak postąpić...

Obrazek
-Więc to tak. Jesteś tylko reliktem starego porządku, który ku mojemu rozczarowaniu na nic mi się nie przyda. Miałem nadzieję, że jednak się czegoś od ciebie dowiem o tym całym Megane... - w tym momencie Zitsu zachował najmocniejszą koncentrację i możliwość wykonania planu poniżej. Związane jest to z próbą sprowokowania przeciwnika do ataku pod wpływem emocji i wplątanie go w niezłe tarapaty.
-...Shokushu i miejscu jego pobyty, ale widzę, że to daremne. Nie zmienia to jednak faktu, że nie podoba mi się twoja postawa względem Junzo oraz Ayi. Należy cię unicestwić byś nie sprawiał więcej problemów w trakcie wykonywania mojej misji... - zachowując absolutnie lodowany spokój i ton Zitsu zaczął wyłaniać ogromne pokłady korzeni z swojego ciała, a konkretnie z obu wystawionych błyskawicznie przed siebie rąk. Miały uformować się w dwie zwarte grupki poprzeplatanych konarów pędzących na Genpaku'ego stajać się go poprzebijać ze wszystkich możliwych stron. Technika miała rozprzestrzeniać się coraz bardziej i bardziej w kierunkach obranych przez rywala starając zamknąć go w okrążeniu po przez uwalniania kolejnych sporych i ostrych konarów. "Roślinki" w przypadku uderzenia o ziemię miały znacznie mocniej napierać torując sobie przejście do dalszego ataku z powierzchni ziemi. Co ciekawe Shokubutsu kierował je wszystkie tak by przebiły przeciwnika, co miało również zmuszać go do unikania oraz ciągłego zwiększania dystansu. Korzenie miały również odgradzać strategiczne przestrzenie przez które zbliżyć się mógł w normalnych okoliczność były mieszkaniec Kumogakurę. Sam białoskóry pozostawał cały czas na gałęzi drzewa kontrolując swoje korzonki. Chwilę po ataku z tyłu Zitsu miał się uformować dodatkowy spory konar mający pełnić funkcję defensywną przez drobnymi technikami oraz broniami miotanymi, które miały być w ten sposób zablokowane. W trakcie całego ruchu Zitsu zachowuję stoicki spokój bacznie obserwując poczynania wroga próbując rozszyfrować jego sposób poruszania się. Miało mu w tym pomóc chwilowe spowalnianie czasu co jakiś czas starając się wyłapać jakiś nawyk przeciwnika lub też pomóc w wykonaniu trudnego korzennego manewru. Technika Shokubutsu była niezwykle szybka oraz destrukcyjna co miała ukazać właściwy poziom Genpaku'ego - przeciwnika, którego nie można było zlekceważyć zbyt słabym uderzeniem. Zitsu musiał pokazać na co go było stać wszak jego przeciwnikiem był Jounin z byłej wioski Chmur, a po takich wszystkiego można było się spodziewać...

Spoiler:
 
Posty: 199
Dołączył(a): 2 cze 2016, o 18:53
Ranga: Nukenin

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 30 lis 2016, o 20:38

Stojący naprzeciwko Zitsu mężczyzna, mimo swojej początkowej, można by powiedzieć gwałtownej, reakcji, nie dał się sprowokować wypowiedzianymi przez niego słowami. Nie wpłynęło na to również wspomnienie imienia osoby, którą, jak się zdawało, szczerze gardził. Nie był wszak amatorem, czy młodzikiem, który pod wpływem emocji pobiegły na łeb, na szyję, przy byle marnej prowokacji.
- Może i jestem reliktem przeszłości, ale nie porzuciłem tchórzliwie moich kamratów, by być pieskiem na usługach shōgunatu. Nie jestem jak ty i twoi przyjaciele, Junzo i Aya, którzy polują na shinobi z wiosek, żeby tylko przysłużyć się wiewióraskom - odpowiedział mu chłodno, nawet jeśli jego słowa nie mogły wpłynąć na osąd białoskórego. W końcu służył Otogakure, wiosce która podporządkowała się nowym porządkom. Jakikolwiek dialog nie miał tutaj sensu.


Gdy więc Zitsu przeszedł do ofensywy, Genpaku był już gotowy do jej odparcia - widząc wynurzające się z dłoni Zitsu w niewyobrażalnym wręcz tempie gałęzie, natychmiast zwiększył dzielący ich dystans, wyciągając przed siebie ostrze trzymanej przez siebie katany, którą w następnej chwili, momentalnie, omiotły błyszczące i iskrzące błyskawice, błyskawice które niemal oślepiały pośredniego obserwatora swym blaskiem i które wprawiały trzymaną przez mężczyznę dłoń w wibracje. Trzymając rękojeść oburącz, zdołał jednak ustabilizować swój miecz. Nie miał najmniejszego zamiaru uciekać - gdy tylko korzenie znalazły się nieopodal niego, wyprowadził on cięcie o kształcie półksiężyca, które natychmiastowo przecięło początkowe zagrożenie, choć nie wyeliminowało jego problemu. Zitsu widział w swym własnym tempie, jak kolana ciemnoskórego wojownika uginają się, a stopy, na których pojawiła się niebieska poświata odklejają się od twardego gruntu, gdy shinobi z Kumogakure postanowił wskoczyć na jedną z gałęzi, przyczepiając się do jej powierzchni i wbijając ostrze katany prosto w gałąź. Lecz nie po to, by ustabilizować jego pozycję - dzięki swemu własnemu postrzeganiu czasu, shokubutsu widział bowiem, jak z ostrza tego wydobywają się błyskawice, które kierowały się poprzez pnącza prosto ku niemu, ku twórcy techniki. Widział również, jak mężczyzna obserwuje przy tym bacznie swoje otoczenie, wciąż pozostając na chwiejnej gałęzi.


Techniki:

  • Odległość Zitsu - przeciwnik: +/- 15 metrów
  • Zitsu musi utworzyć nowe gałęzie do ewentualnego kontrataku, dodatkowo musi sobie jakoś poradzić z porażoną gałęzią, by prąd do niego nie dotarł.
  • Otoczenie: Wysokie drzewa tego typu - środek lasu, wróg (?) znajduje się na niedużej połaci zieleni, o średnicy 20 metrów.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Zitsu » 1 gru 2016, o 00:13

Walka błyskawicznie się rozpoczęła. Zitsu nie zdołał sprowokować przeciwnika, ale po prawdzie tylko skończony kretyn dałby się nabrać na tak tani trik(naruto?). Czasem, aby wygrać trzeba było chwytać się najniższych sposobów - zwycięzców nikt przecież nie osądza. Nie zmieniało to jednak faktu, że korzenny atak okazał się być mniej skuteczny niż Shokubutsu tego by pragnął. Bez wątpienia przyczynił się do tego zaawansowany poziom przeciwnika oraz natura jego chakry - elektryczność, która w ułamku sekundy przełamała korzenną zawieruchę. Białoskóry doskonale zdawał sobie sprawę jak niszczycielski potrafił być to żywioł w walce z jego klanową specjalnością. Najwidoczniej los okazał się być i tym razem niezłym skubańcem skoro trafił mu się taki przeciwnik. Czasem już tak bywa, że wybiera się najkrótszy los, lecz mimo to wzrok naszego bohatera nie zmienił się ani na chwilę tak jak i jego podejście. Miał kłopotliwą sytuacją, ale czy aby na pewno źle to dla niego wróżyło? Już za chwilę mieliśmy się o tym przekonać...

Długowłosy mężczyzna diametralnie zdobył przewagę i zbliżył się do uprzykrzenia życia Shokubutsu. Sytuacja była zła, a na pewno tak się wydawało biorąc pod uwagę fakt, iż błyskawice wydobywające się z katany Genpaku zaczęły podążać po korzeniach wprost w stronę zielonowłosego. Nie było czasu do stracenia, gdyż shinobi Otogakurę doskonalę zdawał sobie sprawę jak przykre mogą być konsekwencje w chwili, gdy niebieskawa wiązka dotarłaby do niego. Błyskawicznie oderwał się od swoich tworów(nie wiem która to ręką prawa/lewa) by stracić bezpośredni kontakt z drewnianym tworem powodując tym samym jego upadek. Natychmiast po tym oderwaną część miała zastąpić nowa wydobywająca się z ciała shokubutsu. Jednakże nie była taka sama jak ta poprzednio. Nowa gałąź była znacznie grubsza od ostrych poprzedniczek i rozchodziła się na wszystkie możliwe strony odgradzając przejście swoimi monstrualnymi rozmiarami. To samo uczynił spory korzenień z drugiej ręki oraz ten znajdujący się z tyłu shokubutsu. Dwa nowe powstały na górnej części klatki piersiowej oraz plecach. Chwilowa wersja technika stawiała przede wszystkim na ilość, a nie jakoś wykonania to też kontakt wzrokowy z przeciwnikiem powinien być dość szybko przerwany... choćby tylko na parę sekund. Była to bowiem nowa strategia zielonowłosego, który natychmiast w chwili gdy uda mu się osiągnąć cel( czyli przysłonięcie go przez wzrokiem przeciwnika za sprawą sporej ilości korzeni) z gałęzi na której stał wyłonił się jeden drobny shokubutsu o większej części chakry. Miał on natychmiastowo złapać za dowolną część ciała oryginalnego Zitsu kopiując jego( czyli swój ) układ ciała oraz chakry( ja to ja? ). Zaraz po tym Shokubutsu wchłania się w ziemię za pomocą techniki Kagero( oczywiście przerywa działanie techniki korzeni w ostatnim możliwym momencie powodując udapek sporego konstruktu?) by dokonać swoistej podmiany.

Plan miał na celu uzyskanie kilku ważnych dla przebiegu walki rzeczy. Po pierwsze miał stworzyć przewagę w postaci ukrycia swojej własnej osoby zastępując się klonem dając złudzenia, że on sam dalej stał tak jak na samym początku. Po drugie zakrojona na szeroką skalę korzenna zawierucha( robię tyle korzeni ile się tylko da - innymi słowy to spam całej okolicy między dwoma postaciami ) ma dać przeciwnikowi przeczucie, że jest na dobrej drodze do zwycięstwa za sprawą przewagi żywiołowej i zmuszenie go do pozbycia się swoistego problemu co dla użytkownika Raiton'u nie powinno stanowić większego problemu - chyba, że Zitsu go zdecydowanie przecenia. Dodatku ma wprowadzić przeciwnika w błąd odnoście własnych zamiarów - dywersja ukryta pod zakrojonymi działaniami ofensywno-defensywnymi świadczącymi o tym, że Zitsu ma zamiar kontynuować ten rodzaj walki.

Jeśli tylko plan się powiedzie dalsze działania były już bardzo proste. Klon miał zaszarżować na przeciwnika zaraz po odzyskania kontaktu wzrokowego symulując atak taijutsu podczas, którego celowo odsłania trudno dostępną część ciała tak by zauważył to przeciwnik i pragnął wykorzystań w celu zakończenia pojedynku bezpośrednim cięciem. Nie było to trudne zadanie, gdyż były mieszkaniec Kumogakurę wyglądał na takiego co całkiem nieźle machał swoim żelastwem. Klon po doznaniu takich obrażeń raczej nie będzie już zbyt żywy( choć liczę, że trochę będzie konał czy coś, ale to zależy od przeciwnika ) co da przeświadczenia Genpaku, że zwycięstwo jest już jego... w momencie jego naturalnego chwilowego rozluźniania Zitsu wyłania się kilka metrów za jego plecami i natychmiastowo aktywuję technikę Doton'u wysokiej rangi, aby spróbować wchłonąć i zmiażdżyć przeciwnika łamiąc mu wszystkie kości. Tylko czy tak zakrojona dywersja mogła się sprawdzić? Wszak białoskóry nie zdawał sobie sprawy z tego ile mógł wiedzieć kumojczyk o jego zdolnościach.


Chakra i takie tam:
Spoiler:


Użyte techniki:
Spoiler:
 
Posty: 199
Dołączył(a): 2 cze 2016, o 18:53
Ranga: Nukenin

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 1 gru 2016, o 15:16

Można by powiedzieć, że utrata kontaktu wzrokowego działa tylko w jedną stronę, gdyż choć można było założyć, że ciemnoskóry przeciwnik Zitsu go nie widział, to on sam, tworząc przed sobą las korzeni który miał przysłonić pole widzenia mężczyzny, dzięki swemu wspaniałemu wzrokowi widział wszystko doskonale. Bowiem gdy tylko jedno z pnączy zostało odczepione od lewej dłoni shokubutsu, Genpaku natychmiastowo wyciągnął z bezwładnego kawałka drewna swój miecz, odskakując przy tym do tyłu by jeszcze bardziej zwiększyć dystans pomiędzy nim, a korzeniami. Tak bardzo, że był już praktycznie na skraju polany. W tym samym czasie, tworzone przez zielonowłosego korzenie przysłaniały rozgrywaną za swymi kotarami scenę, podczas której wyłowiwszy się z powierzchni gałęzi klon skopiował chakrę pierwowzoru, chcąc zająć jego miejsce.


Stojący naprzeciwko shinobi zareagował natomiast według początkowego planu Zitsu - jego opatrzona w błyskawice broń przecięła z łatwością pierwsze skierowane ku niemu pnącza, gdy sam shokubutsu korzystał z okazji, by skryć się pod powierzchnią ziemi. Kumojczyk rzecz jasna tego nie zauważył, nie mógł tego zauważyć przez ilość korzeni, którymi został uraczony. Korzeni, które niespodziewanie, zanim zdążył się z nimi uporać, opadły bezwładnie na twardy grunt, odsłaniając przy tym szarżującego na niego białoskórego. Ukrywający się Zitsu mógł jednak zauważyć, że wzrok jego przeciwnika, choć nieustannie wracający ku jego celowi, błądził po otoczeniu, jakby ten czegoś szukał. Jego brwi i czoło zmarszczyły się, świadcząc o tym, że nad czymś się zastanawiał. Choć można by uznać, że również i w tej chwili, ciemnoskóry postąpił według początkowego zamysłu zielonowłosego. Wszak gdy tylko klon zbliżył się do niego, gdy tylko odsłonił się przed atakiem, ten nie zawahał się nawet na moment, ciął swym ostrzem w poprzek, z lewego ramienia na prawą nogą, przecinając bezpośrednio ciało kopii i rozlewając na trawę białą, kleistą ciecz będącą częścią fizjologii shokubutsu. Klon nie miał najmniejszych szans.


Pora była wcielić dalszą część planu w życie, choć właśnie w tym momencie Zitsu mógł stwierdzić, że zachowanie Genpaku nie odpowiadało jego przewidywaniom - ten bowiem w żadnym razie się nie rozluźnił, nie przestał się rozglądać, pozostawał nad wyraz czujny - tak czujny, że po 'zabiciu' swego przeciwnika, wskoczył od razu na znajdujące się za nim drzewo, nasłuchując, ślęcząc wzrokiem po swoim otoczeniu, trzymając w prawej dłoni pozbawiony już swej błyskawicowej osłony oręż.
- Wyłaź! - krzyknął, choć jego wzrok nie był skierowany w jego stronę. Nie mógł być, gdyż ten nawet nie wiedział, gdzie shokubutsu się ukrywał - Przecież to oczywiste, że nie dałbyś się tak łatwo pokonać - dodał, nieco kpiącym głosem - Nie odpowiedziałem ci do końca na jedno z twoich pytań, prawda? - jego głos toczył się echem po opustoszałym z powodu odgłosów walki lesie - Tak, należę do, jak ty to nazwałeś, Ludzi Żelaza. Jestem Powiernikiem Żelaza - dodał, unosząc rękaw pod swoją białą kamizelką. Na jego ramieniu widniał niebieski znak. Napis identyczny do tego, który wcześniej został rzucony przez Ayę na ziemię. Choć wtedy był to jedynie skrawek ubrania - a to, wyglądało na coś w rodzaju tatuażu. Napis "鉄". Żelazo.
- Byłem z tobą szczery, teraz oczekuję od ciebie tego samego - dodał, wciąż rozglądając się po otoczeniu. Wyglądało na to, że rzeczywiście był ciekawy motywów shokubutsu. Tak bardzo ciekawy, że był skory przerwać walkę z wrogiem - Cholera... A może faktycznie go zabiłem? - mruknął do siebie. W tej chwili tylko od Zitsu zależało to, czy zechce wcielić dalszą część swego planu w życie. Gdzieś w oddali rozległ się głośny wybuch. Wybuch, który miał miejsce w miejscu, w którym jak wiedział Zitsu, miała miejsce walka jego zleceniodawców z grupą shinobi. Teraz dostrzegał tam jedynie gęste kłęby dymu, oraz ciała martwych, zamaskowanych przeciwników. Jedną ze skrytych w kłębach dymu sylwetek zielonowłosy rozpoznał od razu - potężne kontury mogły należeć tylko i wyłącznie do Junzo, który najwyraźniej rozprawił się już z większością wrogów. Nie było śladu po Ayi, lecz niewykluczone, że Zitsu mógł ją po prostu przeoczyć.


Techniki:
Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Zitsu » 4 gru 2016, o 16:55

Plan opracowany przez sprytnego Shokubutsu zdawał się iść w jak najlepszym kierunku. Zasłona podziałała bez większych problemów, a co za tym idzie Zitsu mógł się swobodnie podmienić tak, że nie spostrzegł tego przeciwnik. Udało się dzięki temu połączyć się z roślinnością i przygotować do ostatecznego działania, które miało za zadanie zakończyć tenże pojedynek. Jednakże nie wszystko było takie kolorowe... po pierwsze przeciwnik nie wierzył w bardzo łatwą śmierć naszego bohatera to też jego czujność nie zmalała nawet na moment mimo wszelkim poszlak świadczących o jego wygranej. Po drugie wspomniał, że należy do ludzi Żelaza. Były to dwa powody dla których zielonowłosy postanowił zrezygnować z pierwotnego planu. Jego stopień zaciekawienia tą sytuacją znacząco wzrósł. W końcu z informacji które posiadał wynikało, że poszukiwany naukowiec był raczej wspólnikiem dziwnego ugrupowania, a naglę od jednego z ich członków dowiaduję się, że współpraca nie była zbyt udana. Pytanie tylko co mogło pójść w niej nie tak? Dziwne eksperymenty, a może kwestia finansowa lub moralna? Dodatkowo, gdy shokubutsu siedział tak schowany w ziemi zastanawiał się, aż do momentu w którym usłyszał głośną eksplozje... szybkie spojrzenie na sytuację dwójki zleceniodawców utwierdziło go, że teraz karty sprzyjają jego "drużynie". Wyłonił się zaraz po tym w odległości 30 metrów od przeciwnika. Wiedział, że nie będzie zaskoczony takim obrotem sprawy choć dowody przeczyły temu jednoznacznie. Zitsu był przecież martwy - a tak przynajmniej miało to wyglądać. Nie mniej jednak powinna nastąpić swoista demaskacja i kto wie... może ciekawa rozmowa.
-Tego można było się spodziewać po Jounin'ie z Kumogakurę. Zaimponowałeś mi człowieku, jednakże jestem niezmiernie ciekaw jak ktoś należący do ludzi Żelaza, nie stoi po stronie naukowca? Wydawało mi się, że jesteście wspólnikami, co się zmieniło? Wychodzi również na to, że dwójka, którą pragniesz dopaść wygrała swoją walkę, a to oznacza, że jest nasz trzech na jednego. Dalsza walka z twojej strony byłaby głupotą. Nie mylę się człowieku? - odpowiedział typowym dla siebie pustym tonem. Nie zamierzał dawać forów przeciwnikowi i natychmiastowo rozstawił swoje żelazne pokerowe karty na stół. Wszak wiedział, że mają przewagę, a jego przeciwnik jest zbyt doświadczony, by łudzić się, że wygra z nimi wszystkimi. Oznaczało to, że starcie do którego doszło nie zakończy się w tym dniu, a na pewno nie w tej konkretnej chwili... tylko co na to wszystko Genpaku? Jaki był z niego Shinobi? Wydawał się na rozsądną osobą, ale jak to często bywa : pozory potrafią być niezwykle mylące.

Chakra:
Spoiler:

 
Posty: 199
Dołączył(a): 2 cze 2016, o 18:53
Ranga: Nukenin

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 4 gru 2016, o 22:50

W obliczu następujących po jego pierwszej części planu wydarzeń, Zitsu postanowił nie realizować jej finalnej fazy, wciąż wiedziony swym zaciekawieniem. Genpaku bowiem, jak się zdawało, albo też z tego jak sam siebie przedstawiał, wydawał się być bardzo cennym źródłem informacji, kimś kto choć trochę mógłby rozjaśnić nawet niewielką dozę nieścisłości, czy przybliżyć całą grupę do ich celu, jakim był Megane Shokushu. O ile rzecz jasna ten zechciałby kooperować. Wszak zamierzał zabić zarówno Junzo, jak i Ayę. Gdy więc zorientował się, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na jego przewagę, shokubutsu wyłonił się spod ziemi w odległości około 100 stóp od swojego przeciwnika, na którego twarzy pojawił się pełen satysfakcji uśmiech.
- Ty również, roślinko - odpowiedział mu drwiącym tonem w odpowiedzi na odizolowywanie się zielonowłosego od "jego gatunku" - I masz rację, dalsza walka nie ma sensu - odpowiedział mu spokojnym tonem, choć sam Zitsu mógł zauważyć, że jego rozmówcy nawet na chwilę nie tracił czujności. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego oponent mógłby próbować uśpić jego czujność, by niepostrzeżenie zaatakować. Było to tak oczywiste, że tylko głupiec by o tym zapomniał - Ale mylisz się, że robiłoby to dla mnie różnicę. Jestem pewien, że tamtą dwójkę pokonałbym bez większych problemów. Jedynym problemem jesteś ty - wskazał na niego palcem - Posiadam jedynie informacje o twoim... gatunku. Poza tym, w przeciwieństwie do pozostałych sługusów shōguna, nie jesteś skończonym kretynem - wzruszył ramionami. Wciąż zdawał się być bardzo pewien siebie i po jego zachowaniu oraz postawie można było wywnioskować, że faktycznie jego jedynym zmartwieniem był brak informacji. Był pewien swoich umiejętności. Ale czy arogancki? Nie zdawał się też być ani trochę poruszony śmiercią swoich podwładnych.
- Zresztą, mieliśmy tutaj rozmawiać o tobie. Miałeś powiedzieć mi, czemu im pomagasz i jakie jest wasze ewentualne zadanie - wspomniał, wciąż trzymając w gotowości swój miecz, którego ostrzem wskazał bezpośrednio w kierunku shokubutsu - Również dlatego przerwaliśmy naszą walkę - westchnął ze zrezygnowaniem - Ale dobrze. Na zachętę, zanim dowiem się czegoś o tobie, powiem coś jeszcze. Jesteś dobrze poinformowany, choć nie aż tak dobrze jak ci się zdaje. Wiesz kim byli tamci shinobi których wymordowali twoi towarzysze? Służyli właśnie temu skurwielowi - ostatnie słowo wypowiedział ze szczerą nienawiścią - Byłem ich kapitanem, ale niestety... - odparł z udawanym, teatralnym żalem - Zginęli, gdyż okazało się, że nasi przeciwnicy byli zbyt silni. Próbowałem ich uratować, ale cóż... - uniósł bezradnie ręce - Nie zdążyłem, zostałem odcięty. Cóż za szkoda, cóż za strata - wytarł nieistniejącą łzę spod oka. Zitsu widział zaś, jak dwójka jego pracodawców opuszczała już pole bitwy. Wszystkie ciała zostały sprawnie zapakowane przez Junzo, który najwyraźniej pasjonował się ich kolekcjonowaniem (albo sprzedawaniem). Kierowali się właśnie prosto w ich kierunku, tak jakby doskonale wiedzieli, że ktoś jeszcze pozostawał w okolicy. Ale skąd?
- Teraz twoja kolej.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Zitsu » 5 gru 2016, o 18:28

Zitsu z niezwykłą uwagą przysłuchiwał się temu co chciał mu przekazać Genpaku choć niewiele tego po prawdzie było. Można by rzec, że zaciekawienie przemieniło się w lekką irytację. Za kogo ten gość się uważał? Myślał, że to zabawa? A może jego pewność siebie przerodziła się w morderczą arogancje? Co prawda tak jak i Shokubutsu pozostawał w ciągłej gotowości do dalszej walki na całego, ale czy był to powód by się tak zachowywać? Z drugiej strony jakie to ludzkie myśleć, że pozjadało się wszystkie rozumy. Człowiek który stał przed zielonowłosym miał czelność oceniać go jako shinobi'ego, który po prawdzie jedynie wykonywał powierzoną mu misję. Cholerny hipokryta, który miał czelność wysłać swoich ludzi do brudnej roboty, wiedząc, że i tak umrą. On miał ich ocalić? Dobre sobie... pełnym zrezygnowania tonem odpowiedział, więc mu szybko na swoją zaczepkę...
-Rozumiem. Jesteś więc głupcem skoro twierdzisz, że to mnie się powinieneś obawiać. Z całą pewnością nie doceniasz tamtej dwójki, a nawet jeśli nie... dopóki ja będę z nimi włos z ich głów nie spadnie. - zakończył zdanie robiąć swoistą pauzę, by ostatnie słowa zapadły głębokim echem w czasie i przestrzeni. Wszak musiał dać tego gościowi do zrozumienia, że nie uda mu się zrealizować swych planów jaki by nie były. Chwile później kontynuował swą myśl...
-Ale dlaczego im pomagam? Bo to leży w interesie Otogakurę, a to już moja sprawa. Jaki mamy cel? Całkiem prosty... dopaść Megane Shokushu na którego wioska dźwięku przyjęła zlecenie od Ayi oraz Junzo oraz dokonanie zemsty za jego obrzydliwe eksperymenty na moim gatunku. Nikt kto się dopuścił takiego czynu nie pozostanie bezkarny. To tyle... nie podoba mi się również twoje kłamstwa. To nie przypadek, że zjawiłem się tu tak niespodziewanie. Słyszałem o czym rozmawiałeś z tym przebrzydłym handlarzyną. Od samego początku planowałeś śmierć swoich ludzi, więc nie wciskaj mi kitu... w końcu mieliśmy być ze sobą szczerzy, nieprawdaż? A skoro karty zostały wyłożone na stół zachodzi pytanie co dalej? Ty pragniesz śmierci moich zleceniodawców na co ja nie mogę pozwolić. Dodatkowo skoro ci ludzie służyli Shokushu ty również to robisz, choć za nim z jakiegoś powodu nie przepadasz, mylę się? - zamilknął czekając na reakcję Genpaku. Shokubutsu również zdawał sobie sprawę, że zarówno Aya oraz Junzo zmierzają w tym kierunku, choć zastanawiające było skąd widzieli w którą stronę iść. Nie miało to jednak większego znaczenia, gdyż Zitsu nie miał zamiaru rozpraszać się w tej konkretnej chwili takimi drobnostki. Kumojczyk był nie lada orzechem do zgryzienia, a co gorsza - bardzo niebezpiecznym shinobi'm uważającym się za tego prawdziwego - lojalnego staremu systemowi. Cóż za głupiec musiał być z niego skoro wierzył, że Kumogakurę jeszcze kiedyś powstanie... naturalna katastrofa zrujnowała już dawno jego marzenia, a co się stanie to się tak łatwo nie odstanie.
 
Posty: 199
Dołączył(a): 2 cze 2016, o 18:53
Ranga: Nukenin

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 6 gru 2016, o 14:02

Usłyszawszy odpowiedź Zitsu, Genpaku przekręcił z zaciekawieniem głowę, jakby patrzył na wyjątkowo ciekawy okaz rośliny doniczkowej. Przedstawiane zarzuty, według jego własnej wiedzy zresztą całkowicie bezpodstawne, zdawały się nie robić na nim żadnego wrażenia. Ot kolejna osoba, która niezbyt wiele wiedziała, a lubiła mądrze gadać.
- Inteligentni ludzie nie oceniają pośpiesznie motywów innych. Jeśli chcesz uchodzić za taką… osobę, powinieneś o tym pamiętać – odpowiedział mu, drapiąc się po brodzie – I nie, nie mów mi, że nie jesteś pierdzielonym człowiekiem. Masz dwie nogi, dwie ręce i jesteś shinobi. To czy robisz kupę, czy nie, nie robi żadnej różnicy – uśmiechnął się złośliwie, zarazem dziwnie rozbawiony ze swojego „żartu”. Po tych słowach jednak odzyskał pełnię powagi, by wysłuchać dalszej wypowiedzi swojego rozmówcy. I wtedy też, po raz pierwszy, na twarzy ciemnoskórego pojawiło się rzeczywiste, nieudawane zdziwienie. A potem zażenowanie, które prędko ukazał poprzez przyłożenie dłoni do twarzy i pokręcił jedynie głową, podkreślając jedynie swoją reakcję.


- Seriooo? – spytał, zrezygnowany – Przecież to oczywiste, że chciałem ich śmierci. Im mniej ludzi posiada, tym bardziej jest osłabiony. Im bardziej jest osłabiony, tym bliżej jestem swojego celu – następne słowa wypowiedział tak, jakby mówił do dziecka – To-była-wersja-którą-jemu-przedstawię – westchnął – Ale nic się nie stało, nic się nie stało… Wiedza, którą posiadłeś nie robi mi żadnej różnicy. Bo od tego momentu ty i ja… Nie… Ty, twoi towarzysze i ja będziemy tymczasowo współpracować. Z tego co rozumiem, twoja misja stała się czymś osobistym, prawda? – nie dał mu czasu na odpowiedź – W takim razie jest to kolejna rzecz, która nas łączy. Jeśli wy pomożecie mi, ja pomogę wam. Beze mnie nie dacie rady, a z pewnością wasza misja będzie dłużyć się miesiącami. Do tego będzie potrzebna twoja pomoc – wskazał przy tym na Zitsu – Wkradniesz się do pewnego miejsca. Odnajdziesz cenne informacje i razem uwolnimy wszystkich tych, których Megane Shokushu przetrzymuje, wszystkich tych, którym grozi śmierć w przypadku mojego braku posłuszeństwa, a także w przypadku braku posłuszeństwa innych. Wtedy i tylko wtedy, pomogę wam, nawet jeśli gardzę tamtą dwójką – po tych słowach na moment zamilknął, by dać Zitsu się namyślić. Dziwnym mogło być to, że tak łatwo postanowił shokubutsu zaufać, że powiedział mu tak wiele mimo faktu, że wcześniej nie chciał wyjawić praktycznie nic.


Chwilę po jego wypowiedzi, na skraju polany pojawili się zarówno Junzo, jak i Aya, oboje niosący na sobie nieliczne ślady walki, oboje bez nałożonych na siebie płaszczy. On miał zawieszoną wokół szyi niespotykaną liczbę grubych łańcuchów, oraz ubrany był w skórzaną, opatrzoną rozmaitymi kieszeniami kurtkę, oraz ciemne, materiałowe, wygodne spodnie. Ona zaś, miała na sobie kamizelkę oplatającą jedynie jej klatkę piersiową, kończącą się przed brzuchem, która odsłaniała częściowo jej biust pokryty dodatkowo siatką ochronną. Na nogach miała jasne spodnie, opatrzone w owiniętą wokół lewej nogi horūsutę. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze kilka lat wcześniej, gdy spotkał ją zupełnie inny shokubutsu, skrzętnie ukrywała swoje ciało. Dwójka przybyszów nie zdawała się być ani trochę zaskoczona obecnością Zitsu, tak jakby zdawała sobie sprawę z tego, że tutaj przebywał. Ich oczy natychmiastowo skierowały się ku ciemnoskóremu shinobi, a ich dłonie szykowały się do natychmiastowego ataku. Genpaku zaś już był w pełni przygotowany do obrony. Prawdopodobnie jedynie od Zitsu zależało to, jak rozwinie się ta sytuacja.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Zitsu » 6 gru 2016, o 22:48

Zitsu powoli zaczął żałować, że nie dokończył pojedynku tylko wszedł w pyskówkę z Genpaku. Koleś miał coś nie tak z głową co nie wątpliwie irytowało naszego bohatera - a przynajmniej intrygował go ten koleś do tego stopnia, że Shokubutsu za cholerę nie mógł zrozumieć jego sposobu myślenia - dziwni są ci ludzi. Mimo to postanowił puścić mimo uszu żartobliwy i dziecinny ton nieznajomego o którym praktycznie nic nie wiedział. Być może zgrywał twardziela i cwaniaka pełnego arogancji, a może krył się w nim zabójca gotowy karmić czułymi słówkami swego rozmówcę, by znienacka zaatakować. Nie ulegało bowiem wątpliwością, że zielonowłosy nie zamierzał poddawać wierzę każdego jego słowa... jednakże ostatnie słowa przyrównujące go do człowieka lekko go poddenerwowały sprawiając, że chakra w powietrzu zaczęła wibrować na skutek sporej akumulacji wewnątrz samego Zitsu. Co ciekawe twarz "młodzieńca" pozostawała niewzruszona...

Obrazek
-Ja mam być człowiekiem? Nie wrzucaj mnie do jednego worka waszego przebrzydłego gatunku... jestem kimś o wiele lepszym i silniejszym, a kres moich zdolności nigdy nie nastąpi. Zapamiętaj te słowa człowieku... nazwij mnie tak jeszcze raz, a już nigdy nie wypowiesz żadnego słowa. - wypowiadając to Zitsu ze swoich nóg wytworzył kilka małych korzeni, które miały wejść w ziemie i podnieść ku górze wszelkie ogromne konary z pokazując Genpaku nieograniczone możliwości wspaniałej techniki Shokubutsu... rzecz jasna nie miał zamierzał nimi go zaatakować, gdyż chwilę po tym wszystkie twory opadły bezwładnie na ziemię... miało to być swoiste ostrzeżenie, żeby lepiej nieznajomy Jounin z Kumogakurę z nim nie pogrywał w tym drażliwym temacie - Shokubutsu bowiem nie znosił jak ktoś porównywał go do ludzi czy też nazywał jednym z nich. Był kimś zupełnie innym i za kogoś takiego się też uważam - tak przynajmniej było do tej pory...
-I ja mam niby w to uwierzyć? Wygląda to zbyt pięknie, nie uważasz? Mówisz, że chciałeś się pozbyć ludzi człowieka, którego pragniesz dopaść, a może nie miałeś wcale takiego zamiaru? Może dalej mu służysz łudząc się, że wpadniemy wprost w twoją pułapkę co wydaję się niezwykle cwanym planem. Poświęcić pionki, by zbić o wiele ważniejszą figurę, ale mimo to muszę ci jedno przyznać... masz tupet i wiesz jak trafić w czuły punkt co sprawia, że chcąc nie chcąc muszę ci zaufam tym razem, lecz wiec, że jeden zły ruch i nie będzie litości... - chwilę po tym na polance zjawili się Junzo oraz Aya. Zitsu ruchem ręki dał im znać, że nie muszę wpadać w wir walki... po chwili z grubsza, w kilku zdaniach wytłumaczył im co to za jeden i jaką ma względem naszej "drużyny" propozycję. Sam Zitsu rzecz jasna był za ofertą Genpaku, która mimo sporego ryzyka dawała szanse na szybkie rozwiązanie sprawy. Kumojczyk miał rację, że wytropienie naukowca bez jego pomocy może zająć kilka miesięcy, a shokubutsu wiedział, że jego lud( o ile jeszcze ktoś żyję ) nie ma tyle czasu... nie zmieniało to jednak faktu, że na propozycję musieli zgodzić się mocodawcy... wszak bez ich aprobaty nie ma to większego sensu... teoretycznie? W końcu dla Zitsu była to teraz sprawa mocno... osobista.
-To jak będzie Junzo, Aya? Zaryzykujemy?


Spoiler:
 
Posty: 199
Dołączył(a): 2 cze 2016, o 18:53
Ranga: Nukenin

Re: [ME] Las nieopodal Stacji Nagród

Postprzez Nieaktywny MG » 7 gru 2016, o 18:51

Słysząc początkową część odpowiedzi Zitsu, ciemnoskóry mężczyzna natychmiast uniósł do góry dłonie, jakby w obronnym geście, chcąc w ten sposób przeprosić za swoje zachowanie. Zaraz po tym jednak, te same dłonie sięgnęły natychmiast ku jego wbitej uprzednie w ziemię katanie, przygotowany do obrony. Widząc zaś, jak spod ziemi wyłaniają się ogromne ilości przysłaniających widok, górujących nad nim korzeni, cofnął się odruchowo, przytłoczony ich ilością. Nie wystraszył się - a przynajmniej nie wskazywała na to jego mina, a bardziej chciał się bronić przed nadchodzącym atakiem. Atakiem, który w rzeczywistości nie nadszedł, gdy pozostałości po tej niezwykłej technice opadły na ziemię. Nie odezwał się po raz kolejny, nawet jeśli wyraz jego twarzy wskazywał na to, że bardzo by tego chciał - wyraz który wskazywał bardziej na zażenowanie, politowanie. Na jego czole pojawiły się pojedyncze kropelki potu.
- Mam tak samo mało powodów, by tobie zaufać. Równie dobrze mogę oczekiwać, że to ty mnie zdradzisz - odpowiedział mu chłodnym tonem Genpaku - Nie musisz mi wierzyć, ale jeśli nasze cele rzeczywiście są podobne, to warto jest zaryzykować. Chociażby dla dobra mojej rodziny, albo twoich pobratymców, których gdzieś pewnie teraz kroi chory doktorek - dodał, chwilę po tym, ujrzawszy nowych, wyraźnie wrogo nastawionych do niego przybyszów, stosownie na to zareagować.


Gdy próbujący zapanować nad sytuacją Zitsu przystąpił do wyjaśnień, Junzo zmarszczył czoło, patrząc spod byka na ciemnoskórego, a Aya nerwowo zaczęła gładzić swój kucyk. Kiedy skończył, to właśnie bezwłosy shinobi postanowił mu odpowiedzieć i jego mina wskazywała na to, że nie był zadowolony z aktualnego obrotu spraw.
- Czyli murzynek nasłał na nas swoich ludzi, żebyśmy ich ukatrupili, chciał nas zmęczyć a potem się nami zająć. A teraz gadasz mi, że ten sam murzynek chce nam pomóc? - zagrzmiał, na co ciemnoskóry, gardzący przecież tą dwójką, wzruszył jedynie ramionami i mrugnął zawadiacko do jasnowłosej, na której twarzy pojawił się rumieniec. Pogarda najwyraźniej przejawiała się w różnej postaci.
- Niech cię szlag - wskazał na Zitsu - Wytłumaczysz mi po drodze skąd tu się wziąłeś, a teraz zwiewamy. Aya wyczuła, że shōgunat już tutaj idzie.
- A to wy im nie służycie? - spytał wyraźnie zaskoczony Genpaku.
- miłego dnia życzę - usłyszał odpowiedź, na którą zdziwiony mężczyzna skierował wzrok dziewczynę, która starała się na niego nie patrzeć.
- Czy to propozycja? - spytał, choć nie uzyskał odpowiedzi. Junzo i Aya już skoczyli na gałęzie, co też sprawiło, że Genpaku ruszył za nimi. Zanim jednak to zrobił, zabezpieczył swoją katanę, oraz zabrał szklaną kulę trzymając ją od tej pory pod pachą, w drugiej dłoni trzymając butelkę z winem, popijając z gwinta.
Shokubutsu natomiast, ponieważ wcześniej nie zwracał na to większej uwagi, mógł dostrzec dzięki swym wspaniałym oczom, że patrol złożony z ośmiu osób faktycznie zmierza w kierunku miejsca bitwy, niosącego po sobie ślady krwi i walki, choć w którym nie było już żadnych ciał. Osiem osób, z których pięć ubranych było w szare zbroje samurajów, a trójka bez wątpienia była shinobi.

Obrazek
 
Posty: 726
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Następna strona

Powrót do Zapomniane Wątki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników