Akademia

Obrazek
W tym miejscu zwykłe dzieciaki szkolone są na przyszłych obrońców swojej wioski. Uzyskują tu podstawową wiedzę na temat zasad panujących wśród shinobi, zdolności wykorzystywania chakry czy walki wręcz. Wiedza ta pozwala im w przyszłości na dalszy rozwój, szkolenie zaś kończy się awansem na Genina - najniższy poziom shinobi.

Akademia na tym forum jest samodzielna. Wystarczy napisać post w odpowiednim temacie, wg poniższych zasad, by awansować na rangę Genina.
•W temacie można napisać maksymalnie jeden post.
•Wymagane minimum, by ukończyć akademię należy wybrać co najmniej trzy techniki ninjutsu rangi E.


Uwaga! Za opanowane techniki dla zachowania zgodności w temacie PN gracz otrzymuje wymaganą do opanowania jutsu ilość punktów nauki, automatycznie wydaną na szkolenie jakie opisał gracz w tym dziale. Gracz musi w swoim temacie PN opisać przychód punktów nauki a następnie oznaczyć ich wydanie na opanowaną zdolność. Analogicznie postępujemy w przypadku PD - gracz po otwarciu dziedziny w dōjō musi w swoim temacie punktów doświadczenia napisać ich przychód a następnie wydać je na otwarcie określonej dziedziny.


Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Akademia

Postprzez Jashin » 19 mar 2018, o 00:12


Akademia
Obrazek


Aby zaliczyć akademię i zostać geninem, każdy ze studentów musi napisać opowiadanie na co najmniej 5000 znaków ze spacjami (to mniej więcej strona A4 pełna tekstu) opisujące jego przygody w akademii w tym temacie. To forma historii postaci pisanej już po zaakceptowaniu Karty Postaci (gracz unika tym samym pisania kilku historii w zależności od zmian założeń postaci podczas tworzenia karty). Przy pisaniu tej opowieści warto sugerować się tym tematem. Historia musi być bezpośrednio związania z okresem naszej postaci, podczas którego pobierała nauki w placówce treningowej shinobi, ale nie musi skupiać się tylko i wyłącznie na ćwiczeniach ninjutsu i treningach siłowych. Każdy shinobi w nagrodę za zdanie akademii ma do wyboru 15 pozycji z poniższych:
  • Kakuremino no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kai (Ninjutsu)
  • Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
  • Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
  • Bunshin no Jutsu (Ninjutsu)
  • Nawanuke no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
  • Henge no Jutsu (Ninjutsu)
  • Kihon Iryō no Kenmei (Iryojutsu)
  • Sakki (Taijutsu)
  • Sennen Goroshi (Taijutsu)
  • Manji no Jin (Shurikenjutsu)
  • Kanningu no Jutsu (Shurikenjutsu)

  • Siła na D (Atrybut)
  • Wytrzymałość na D (Atrybut)
  • Szybkość na D (Atrybut)
  • Kontrola Chakry na D (Atrybut)
  • Siła Chakry na D (Atrybut)

  • Pierwsza wiedza
  • Druga wiedza
  • Trzecia wiedza

W ramach wiedzy możemy pozyskać jedną z poniższych na poziomie pierwszych:
  • Geografia ośmiu krain: Wybierz krainę (jedną z ośmiu głównych) o której geografii chcesz dowiedzieć się więcej.
  • Krainy podległe: Wiedza ta pozwala na przeniesienie poziomu wiedzy ogólnych krain na wiedzę krain im podległych pod warunkiem, że dany poziom występuje w przypadku tej wiedzy. Tą dziedzinę wystarczy rozwijać raz.
  • Historia: Wielcy shinobi: Bohaterowie wybranej krainy. Wiedza o wielkich historycznych postaciach. Dziedzina wielokrotnego wyboru (za każdym razem dla innej krainy).
  • Historia krainy: Wybierz jedną z ośmiu głównych krain.
  • Wielkie wojny
  • Dziedziny shinobi (wybierz wybraną dziedzinę)
  • Uzbrojenie shinobi
  • Bijū (jeden wybrany)
  • Pakty
Na koniec gracz musi wypisać krótką listę danych

Kod: Zaznacz cały
[b]Opanowane techniki:[/b]
[b]Rozwinięte atrybuty:[/b]
[b]Zdobyta wiedza:[/b]
[b]Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami:[/b]
[b]Ilość opanowanych technik bez predyspozycji:[/b]
[b]Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji:[/b]
[b]Potrzebne PN:[/b] (techniki zgodnie z predyspozycjami kosztują 1PN, bez predyspozycji 2PN a zgodnie z wadą 3PN)
[b]Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD:[/b] Atrybut na D rozwija się za 1PD, ilość atrybutów na D jest więc równa kosztowi PD.



Tak stworzony post staje się pierwszymi zdobytymi punktami PD i PN oraz pierwszym treningiem (link do postu należy umieścić zarówno w przychodach punktów jak i jako trening).
Obrazek

Własność - Shotaro
Administrator
 
Posty: 86
Dołączył(a): 5 sty 2018, o 00:22
Ranga: Brak

Re: Akademia

Postprzez Uemura Yui » 24 mar 2018, o 22:55

Jak ustrzec się Akademii, gdy jest ona początkiem i obowiązkiem każdego shinobi i każdej kunoichi? Powiedzieć, że Yui miała do tego miejsca od początku nastawienie raczej mieszane, to jak nie powiedzieć nic. Zdarzały jej się dni, w których na myśl, że po wyjściu z łóżka i zjedzenia względnie odpowiedniej ilości jedzenia na śniadanie, będzie musiała powłóczyć nóżkami w stronę dobrze znanego budynku, chciało jej się płakać, w ogóle nie wychodzić spod pierzyny albo i jedno, i drugie. Bywało też tak, że z ekscytacji sama wstawała trochę szybciej, nie mogąc powstrzymać rosnącego entuzjazmu. Zazwyczaj jednak poranki przed, a także emocje w ciągu dnia, były wypadkową obu tych stanów. Znosiły się w pokorne wyczekiwanie, brak wyobrażeń o ideale, cieszenie się chwilą i równie chwilowe spadki nastroju. Jak to u dzieci bywa.
Ciepła dłoń mamy na jej ramieniu jakoś zawsze dodawała jej otuchy, zupełnie tak samo jak teraz, gdy obserwowała dobrze sobie znany placyk przed Akademią, jej budynek, starała się z odległości zajrzeć w okna, przypomnieć sobie wszystko, co tam się wydarzyło. To miał być ostatni dzień, gdy pani Uemura położyła córce dłoń na ramieniu, przy samej bramie wejściowej.
- Yui-chan, bądź grzeczna - powiedziała jak zwykle, tym swoim miękkim, delikatnym tonem. Koił on wszystkie nerwy w rodzinnym domu, rozluźniał spięte z ekscytacji mięśnie. Yui uniosła głowę wyżej, chcąc zajrzeć w oczy swej rodzicielki. Gdy ich spojrzenia się spotkały, dziewczynka jedynie kiwnęła lekko głową, chcąc zapewnić mamę, że wszystko będzie w porządku.

"W porządku" - mówiła, gdy ktoś posyłał jej zmartwione spojrzenie, bo znowu przysnęła w trakcie lekcji, a nauczyciel, przyzwyczajony do jej ekscesów, już machinalnie posłał jej pstryczka w czoło wzmacnianego chakrą, który palił niemiłosiernie, ale był na tyle efektywny, że mogła przebudzić się w mgnieniu oka, z łzami stojącymi w czerwonych oczach. Nigdy nie miała tego za złe. Myślała przecież, ze kiedyś może przyjdzie jej pracować z podobnymi dziećmi i ją samą bardzo by denerwowało takie przysypianie w trakcie zajęć.
"W porządku" - mówiła też, gdy był czas na pracę w grupie i jej koleżanki próbowały wciągnąć ją do swojej. Zawsze wolała współpracować z tymi, których już znała. Dawali jej poczucie bezpieczeństwa. "Ueyu!", krzyczały zgodnie Sayaka i Nozomi. Ona zaś, zawsze trzecia, najmłodsza, najsłabsza, potrzebowała gwiazd towarzystwa w postaci tej dwójki. Czuła się w końcu spokojnie, w końcu mogła nawet się zaśmiać. Raz nawet zrobiła to na tyle głośno, że zwróciła uwagę dość sporej ilości innych uczniów, a także sensei, którzy niezwykli byli do wysokiego chichotu, wydostającego się zza białej dłoni, przytkniętej do ust.

- Uemura Yui. Spróbujesz pierwsza.
- W porządku - tym razem towarzyszyło temu trochę niezgrabne, nieodpowiednie raczej do sytuacji, wzruszenie ramion. Yui nie lubiła dyskutować z nauczycielami, jednak jej ulubiona albo raczej najczęściej wypowiadana w Akademii fraza sprawiała wrażenie, że była nieco pewna siebie, może wraz z raczej wycofanym sposobem bycia, wydawała się jeszcze bardziej nieprzystępna.

Starała się nadrabiać ciężką pracą. Oczywiście, w dziedzinie Taijutsu musiała polegać raczej na szybkości i precyzji, niż na sile. W tym wieku jednak siła jest znacznie ważniejsza, dlatego wszystkie ewentualne pojedynki przegrywała z kretesem. To, w połączeniu z częstym widokiem siniaków na białej skórze sprawiło, że nie przepadała szczególnie za treningami w parach.
Zajęcia z zakresu ninjutsu to już zupełnie inna sprawa. Przykładała się do nich szczególnie, jakby próbując sobie wynagrodzić raczej słabe przygotowanie fizyczne. Chociaż i tutaj efektów nie widziano od razu - zliczyć ilość jej upadków z drzewa czy ściany, gdy w stopach znajdowało się zbyt mało lub zbyt dużo chakry... Nawet, gdy nie miała w siebie wiary, gdy była święcie przekonana, że kolejna próba zakończy się taką samą klęską, wstawała z ziemi, otrzepywała się z wszechobecnego kurzu i próbowała jeszcze raz. Do skutku. Aż w końcu mogła odwrócić się w kierunku obserwujących - czy to sensei, czy koleżanek i znów wypowiedzieć te dwa słowa.
- W porządku?

Najwyraźniej tak, najwyraźniej wszystko było w porządku. Spojrzenie sensei z każdym dniem zdawało jej się być jakieś łagodniejsze w wyrazie, bardziej spokojne. O nią, ale także o inne dzieciaki, które były z nią w klasie. Czy tak wyglądała duma? Jej rodzice spoglądali na nią w podobny sposób, mama częściej od ojca, który w domu bywał rzadko, mając inne zajęcia. Uczucie dumy, z samej siebie, ale też dlatego, że była w stanie zrobić coś takiego, przezwyciężyć swoje własne słabości, rozpierało ją z każdym dniem coraz bardziej, malując przyszłość w jaśniejszych barwach. W końcu zachciało jej się być w Akademii, wplątać się w grupy przyszłych ninja tej krainy. Z których każdy, podświadomie, miał to samo marzenie - znaleźć się w przyszłości w panteonie najwybitniejszych absolwentów. By usłyszeli o nim nie tylko ci z Otogakure no Sato, by sława prześcigała ich ciała, ich obecność.
W Yui również kiełkowało to marzenie.

- Sayaka-chan, Nozomi-chan - zaczęła cichym głosem, chwytając obie przyjaciółki za dłonie - Nigdy nie przestaniemy być przyjaciółkami, prawda?
- Ueyu-chan, ty głuptasku - śmieje się starsza blondynka, machając lekko loczkami na boki. Yui czuła jej dłoń na swojej głowie. Mówiła jej kiedyś, by tak nie robiła, bo przestanie rosnąć. Na razie rezultat był widoczny, jak na dłoni. - Oczywiście, że nie. Cokolwiek by się działo, jesteśmy tu dla siebie.
Uemura kiwnęła głową, a lekki, wiosenny wietrzyk rozwiał jej ciemne włosy, spychając jednocześnie parę łez w dół policzków. Dziewczynka chwyciła przyjaciółki pod ręce, sama będąc w środku i we trzy wymaszerowały z terenu Akademii, każda wystawiając dumnie swą nowo zdobytą opaskę ku słońcu.
"W porządku..."



Opanowane techniki: Kihon Iryō no Kenmei, Bunshin no Jutsu, Genjutsu Kai, Kan'ningu no Jutsu, Ki Nobori no Shugyō, Kawarimi no Jutsu
Rozwinięte atrybuty: Siła, Szybkość, Wytrzymałość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Uzbrojenie, Pakty, Dziedziny shinobi - Genjutsu
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 5
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 11
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 9
Dołączył(a): 22 mar 2018, o 21:49
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hōzuki Natsume » 29 mar 2018, o 18:12

Pogodny, wiosenny poranek. Jak co dzień swą wędrówkę po widnokręgu rozpoczęło słońce, barwiąc niebo na czerwony kolor. Jego ciepłe promienie odbijały się tysiącem barw od pokrytej kroplami rosy trawie. Ukryte wśród zielonych konarów drzew ptaki swym ćwierkaniem obwieściły nastanie kolejnego dnia. Niesiony przez zimny wiatr śpiew rozbrzmiewał cicho nad powoli budzącą się ze swego snu wioską. Na pustych dotąd ulicach ukazały się pojedyncze ludzkie sylwetki. Pierwsi sprzedawcy otwierali swe sklepy, cicho krzątając się przy ich szklanych witrynach. Udający się do pracy mieszkańcy powoli zapełniali ulice tworząc liczne, barwne grupy. Panującej na dworze krzątaninie przyglądał się białowłosy chłopiec. Ze swego miejsca przy oknie obserwował jak poszczególne ludzkie grupy łączą, rozpadają, bądź mieszają się między sobą w przypominającym jakiś dziwny taniec widowisku. Po kilku chwilach Natsume oderwał się od okna. Szybkim ruchem zamknął je, odcinając się tym samym od panujących na ulicy odgłosów. Powoli oddalił się od okna kierując swój wzrok na wiszący na przeciwległej ścianie zegar.
- Już czas – stwierdził opuszczając mieszkanie. Szybkim krokiem ruszył w kierunku akademii. Po drodze przyłączył się do idących w tym samym kierunku rówieśniku. Z każdą kolejną pokonaną ulicą uczniowska grupka powiększała się o kolejne nowe twarze, aż w końcu ich oczom ukazał się znajomy budynek akademii. U swego celu głośna zbieranina rozpadłą się na liczne, mniejsze grupki kierujące się w stronę poszczególnych klas. Na korytarzach rozbrzmiewały dźwięki zabaw i rozmów. Z czasem panujący na korytarzu harmider zmniejszył się, by wraz z pojawieniem się nauczycieli ostatecznie ucichnąć. Po sprawdzeniu listy obecności rozpoczęły się zajęcia.
Za oknami sali słońce kontynuowało swą codzienną wędrówkę, powoli przemieszczając się po pokrytym licznymi, białymi obłokami niebie. Wydające się ciągnąc w nieskończoność zajęcia zbliżały się ku wyczekiwanemu przez uczniów końcowi. Nim jednak dzieci mogły opuścić swe miejsca, w sali zapanowało zamieszanie. Jego źródłem były wypowiedziane przez nauczyciela słowa.
- Za tydzień egzamin – powtarzali w drodze powrotnej uradowani chłopcy, ganiając się po ulicy. Każdy z nich wyobrażał sobie siebie jako potężnego ninja przeżywającego liczne, niebezpieczne przygody. Od tego marzenia dzielił ich tylko przyszłotygodniowy egzamin. Wśród nich, wsłuchując się w żywe głosy przyjaciół spokojnie kroczył Natsume. Jego myśli wędrowały swobodnie gdzieś w oddali, koncentrując się na pozostawionej w domu, niedokończonej książce. Bardziej niż przyszłym egzaminem zainteresowany był zakończeniem przerwanej wcześniej opowieści. Szybko pożegnał się z przyjaciółmi i żwawym krokiem powrócił do domu. Po zjedzeniu szybkiego obiadu zagłębił się w swej lekturze.
Gdy nareszcie oderwał się od książki, za oknem słońce kończyło swą wędrówkę. Przeczytaną książkę młodzieniec odłożył na jednej z półek, po czym zabrał się za szykowanie trochę późnej kolacji. Po jej spożyciu usiadł na swym ulubionym miejscu przy oknie. Spoglądając na zachodzące słońce rozmyślał nad wydarzeniami minionego dnia. - Za tydzień egzamin - westchnął spoglądając na opustoszałe o tej godzinie ulice. Gdzieniegdzie między cieniami przemykał jakiś zagubiony cień. Gdy słońce na dobre zniknęło za widnokręgiem przerwał swe przemyślenia i poszedł spać. Następny tydzień przeminął raczej zwyczajnie, chłopiec uczęszczał na zajęcia w akademii, wspólne trenował z kolegami oraz w wolnym czasie czytał kolejną książkę. Wreszcie nadszedł oczekiwany przez wszystkich dzień próby.
Jak co dzień Natsume obudził się wczesnym rankiem. Pijąc herbatę obserwował budzące się do życia miasto.- Chyba przyda się dziś parasol - stwierdził spoglądając na pochmurne niebo. Powolnym krokiem ruszył w kierunku drzwi. Tuż przed ich otwarciem zatrzymał się, kierując swój wzrok w stronę lustra. Szybko przejrzał się w nim szukając jakiś zagnieceń bądź plam. Po udanej inspekcji ubrania otworzył drzwi. Zabrał też stojącą obok drzwi parasolkę. Powolnym krokiem ruszył przed siebie. Po chwili dołączyło do niego kilku przyjaciół. - Też się tak denerwowaliście, że nie mogliście spać? - spytał najwyższy z nich. - Trochę - odpowiedział ktoś innu. Reszta grupy przytaknęła skinieniem głowy. Rozmawiając o możliwym przebiegu egzaminu szybko dotarli pod bramy akademii. Wyczytywani po kolei udawali się do wyznaczonej wcześniej sali. Po dłuższym czekaniu nadeszła wreszcie pora Natsume. Powoli, zamykając za sobą drzwi wkroczył do sali. Spokojnie stanął na środku, kierują swe spojrzenie na siedzącego za biurkiem nauczyciela. - Możesz zaczynać - powiedział zapisując coś w notesie. Młodzieniec głęboko odetchnął po cym rozluźnił się. Powoli rozpoczął staranne formownie potrzebnych mu do tej techniki pieczęci. Równocześnie opróżnił myśli koncentrując się jedynie na spoczywających w jego wnętrzu pokładach energii. Po chwili aktywował utworzoną dołączeniu pieczęci oraz energii technikę. W pomieszczeniu zamiast jednego, stało trzech identycznych białowłosych chłopców. Zza swojego biurka nauczyciel dokładnie przyglądał się utworzonym przez Natsume replikom. - Bardzo dobrze, zdałeś - stwierdził zapisując coś szybko w notatniku. Następnie wstał i obszedł biurko - Gratuluję ukończenia akademii - pogratulował wręczając jedną z leżących na biurku opasek.


Opanowane techniki: Bunshin no Jutsu, Kai, Henge no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Ki Nobori no Shugyō, Nawanuke no Jutsu, Suimen Hokō no Gyō ,Sakki
Rozwinięte atrybuty:Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Pakty, Dziedziny shinobi: Ninjutsu
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 15
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 13
Dołączył(a): 24 mar 2018, o 17:21
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Kurogane Akiko » 1 kwi 2018, o 02:07

Akiko nauki w akademii nie znosiła – co wieczór przeżywała katusze na samą myśl jutrzejszych zajęciach, a każde przekroczenie progu okazałego gmachu przyprawiało ją o zimne dreszcze. Siedząc przy kuchennym stole oglądała właśnie swoje odbicie w podręcznym lusterku, chłodnymi palcami obmacując sińce pod oczami - pamiątkę po właśnie nieprzespanej z nerwów nocy – które zdobiły jej niezdrowo blade lico. Nie spała ostatnio zbyt dobrze. Każda oderwana od kalendarza kartka przypominała jej, że egzamin na genina zbliża się wielkimi krokami; na szkolnych korytarzach już od miesięcy praktycznie nikt nie rozmawiał o niczym innym – wszyscy uczniowie wymieniali między sobą historie zasłyszane od starszych kolegów lub rodzeństwa, snuli domysły, jakie wymagania należy spełnić, by zdobyć ten wymarzony tytuł i kto ze szkolnych prymusów osiągnie najlepsze noty. Aki niestety nie należała do tych ostatnich, ba, nadużyciem byłoby zaliczenie jej nawet do grona tych średnich. Jej pamięć była dziurawa jak druciane sito, a każda informacja, tak pieczołowicie wbijana jej do tego zakutego łba przez idealistycznie nastawione kadry akademii, ulatywała z jej umysłu wraz z momentem, gdy tylko dziarskim krokiem opuszczała lekcyjne sale. Nic więc dziwnego, że na każdym teście zazwyczaj wypadała najwyżej miernie – to, czego przyswojenie jej równolatkom zajmowało najwyżej jedno, dwa popołudnia, w jej przypadku było tygodniowym procesem intensywnego próbowania nauczenia się na pamięć formułek, które tak czy siak parę dni później stawały się dla niej zazwyczaj zagadnieniem bardzo odległym.
- Muszę dzisiaj zostać dłużej w sklepie, więc w lodówce czeka na ciebie makaron. Słyszałam już jak ci poszedł ostatni test z geografii krain. – szorstki ton głosu matki oderwał nastolatkę od pasjonującego zajęcia, jakim było analizowanie tego, jak bardzo opuchnięte było jej lico. Kobieta wycierała dłonie ściereczką, z zatroskaniem spoglądając na skwaszoną jedynaczkę, która na samą wzmiankę o swoich ocenach zaczęła pospiesznie zbierać swoje rzeczy, chcąc jak najszybciej opuścić dom – Natsumi przyjdzie do ciebie wieczorem, powtórzycie materiał.
- Mhm. Okej. Dobra, dobra. Dobra. Cześć. – Aki przewiesiła sobie przez grzbiet torbę z materiałami i w podskokach zaczęła wciągać na nogi buty, by, chcąc uniknąć matczynego monologu pełnego wyrzutów, praktycznie wylecieć z domu, kierując dość ślimaczo kroki w kierunku gmachu akademii. Kobieta tylko pokręciła głową na gburowate odburkiwanie córki, wzdychając ciężko.
Nieszczęsna pani Kurogane, samotnie wychowująca uczennicę właścicielka sklepu z tkaninami, regularnie wydawała sporą część swojego biednego przychodu na to, by ściągać do ukochanej pierworodnej korepetytorów w postaci co zdolniejszych chuuninów. Ci, niezadowoleni ze swoich kiepskich wynagrodzeń za odbyte misje, ambitnie podejmowali wyzwanie teoretycznego edukowania wybitnie opornej uczennicy. Było to dla dumnej dziewczyny dość upokarzające. Przez pierwsze lata nauki Akiko, dziecko ciekawe świata i zawsze na każdym kroku zasypujące matkę gradem pytań, pracowała ciężko, starając się nadążać za resztą grupy, i otrzymywała całkiem przyzwoite noty. Z każdym kolejnym rokiem ta sytuacja stała się coraz bardziej frustrująca dla dziewczyny - zaczęła dostrzegać przeszkody, które, w przeciwieństwie do reszty równolatków, ona musiała codziennie pokonywać. Niesprawiedliwość tego świata zaczęła jej tak doskwierać, że, zgodnie z należnym dla nastolatki idiotycznym uporem i potrzebą okazywania światu swojego buntu wobec rzeczywistości, zredukowała czas spędzany na ślęczeniu nad książkami do niezbędnego minimum. Wynagradzała sobie te braki, przykładając się do innych zajęć w Akademii – chcąc udowodnić, że nie odstaje od reszty, szybko zapragnęła być szybsza, silniejsza i sprawniejsza niż jej równolatki. Chociaż daleko było jej od pilnego ucznia, a tajniki ninjutsu przyswajała z przeciętnym entuzjazmem, to podczas wszelkich fizycznych zajęć zaczynała wręcz błyszczeć, w mig łapiąc podstawy walki wręcz. To jednak, z przyczyn zupełnie niezrozumiałych dla młodej Kurogane, zupełnie nie wystarczało jej do rozpoczęcia kariery jako kunoichi i ktoś bez sensu wpisał w kanony nauczania jakieś bzdury o życiorysach, datach i innych bzdurkach, które zupełnie nie przydadzą jej się w życiu codziennym! Na samą tą myśl kopnęła dość gwałtownie walający się na chodniku kamyk, marszcząc brwi w narastającym rozdrażnieniu.
Kontynuując coraz bardziej dłużącą się drogę na zajęcia i kontemplując inne życiowe ścieżki, które nie wymagałyby od niej wkuwania durnych cyferek, kątem oka wychwyciła jasną plamę białych kudłów powiewających na wietrze. Dziewczyna, na oko w podobnym wieku co Aki, maszerowała pośpiesznie w kierunku, który mógł prowadzić wszędzie, ale nie do Akademii. Jakby ten dzień nie mógł być gorszy! Krew w żyłach Aki wręcz się zagotowała, gdy w dzieciaku rozpoznała Yōgan Miyū – swoją koleżankę z klasy i równocześnie największego wroga. Nie była do końca pewna, czy ta w ogóle wiedziała o tym, jakie mniemanie a o niej Akiko; Miyū bowiem nie za często pojawiała się na zajęciach, najwyraźniej mając jakieś ciekawsze zajęcia. O zgrozo, jakimś magicznym sposobem, przy tak niskiej frekwencji albinoska jakimś cudem należała do ścisłej czołówki klasy, z bezczelną łatwością zbierając doskonałe stopnie. Aki, gdy tylko dostrzegła, jak ta cholerna jędza zamiast ponieść odpowiedzialność za swoje wieczne wagary, znowu wyłgała się od spotkania z dyrektorem swoją świetną średnią, od razu zapałała do Miyū gorącą nienawiścią i uznała ją, mimo braku więcej niż jednej czy dwóch interakcji, za swoją największą rywalkę. Było to w pewien sposób wręcz wyróżnienie – zazwyczaj Aki nie miała nawet na tyle dużo chęci i cierpliwości, by się na kogoś choć denerwować.
- Hej, ty! Yōgan! – Akiko wrzasnęła w stronę oddalającej się albinoski, wciskając zaciśnięte w pięści w kieszenie spodni. Durny babsztyl! Jakim prawem tak po prostu radośnie zwiewała z zajęć, gdy ona sama miała wrażenie, że osiwieje z nerwów przed nadchodzącym egzaminem? – Kierunki ci się pomyliły?!
Nie była do końca pewna, czy zmierzająca gdzieś hen stąd Miyū nie usłyszała jej ryku, czy tylko udała, że nie słyszy – później jednak skarżyła się, że dziewczyna na jej okrzyk lekceważąco wzruszyła ramionami, ale równocześnie mogło się jej to tylko wydawać. Wściekła Aki ruszyła dziarskim krokiem we właściwą stronę, nawet nie oglądając się na wagarowiczkę. Podjęła decyzję – zda ten cholerny test, zostanie kunoichi, a potem nastuka tej nadętej Yōgan.

Opanowane techniki: Kai, Kawarimi no Jutsu, Suimen Hoko no Gyo, Ki Nobori no Shugyo, Nawanuke no Jutsu, Henge no Jutsu, Bunshin no Jutsu, Kihon Iryo no Kenmei, Sakki
Rozwinięte atrybuty: Siła na D, Wytrzymałość na D, Szybkość na D, Kontrola Chakry na D, Siła Chakry na D
Zdobyta wiedza: Dziedziny shinobi: taijutsu
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 1
Potrzebne PN: 18
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 22
Dołączył(a): 20 lis 2017, o 03:29
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hoshiyaku Haibane » 1 kwi 2018, o 02:12

Któreś zajęcia z kolei po tym jak zakończył swoją kilkuletnią przerwę od edukacji, która była spowodowana nazwijmy to... problemami zdrowotnymi, do których doprowadzili rodzice z przerostem ambicji. Niestety władze akademii nie pozwoliły na to by ominął cały proces szkolenia i od razu przystąpił do egzaminu, chociaż w czasie swojej rehabilitacji ćwiczył to, czego nauczył się wcześniej, a więc raczej podstawy miał opanowanie i nie tylko wiekiem oraz wzrostem wyróżniał się na tle swojej klasy. Na wielu zajęciach praktycznych nudził się niemiłosiernie, bo przecież to już potrafi! Nawet często był wyciągany przed szereg przez nauczyciela, który kazał mu demonstrować poniektóre techniki, robił to chętnie, a przynajmniej takie sprawiał pozory, gdyż w głębi ducha przysypiał.

-Ha! Znowu ten półgłówek! Jak można być takim idiotą by tyle być w akademii? - No cóż. Pomimo swoich chęci i bardziej lub mniej szczerego zapału do ponownej nauki często spotykał się z takimi uwagami klasowych błaznów i cwaniaczków, którzy przeważnie byli w okolicy dwunastego i trzynastego roku życia. Czy pozostawało to bez odpowiedzi ze strony Haibane? Cóż, posyłał tylko głupitki uśmieszek, drapał się niezręcznie w tył głowy i odchodził do swojej ławki. Jako młodszy miał całkiem niezłe powodzenie wśród koleżanek z klasy, tak teraz wszystkie były zdecydowanie nie w jego kategorii wiekowej, to też w miarę możliwości każdy go unikał, a więc siedział sam, bali się zarazić głupotą lub obawiali się go z innych powodów - pewnego dnia, delikatnie mówiąc, skrzywdził któregoś ze śmieszków łamiąc mu rękę, acz stało się to wszystko po zajęciach, to też uszło mu to płazem - nikt nie widział, nikt nie słyszał, a skończyło się na słowie przeciwko słowu. Może ta sytuacja była przyczyną tego, że "koledzy i koleżanki" go unikali? Acz odzywki dalej się przytrafiały dalej, a nasz główny bohater reagował mniej brutalnie – obawiał się wydalenia z akademii.

Jednak po nużących ćwiczeniach technik ninjutsu nadszedł czas na... zajęcia z historii! Ach, te uwielbiał. Sam nie ma pewności w jakim stanie był kiedy kilka lat temu nie mógł ukończyć akademii, ale wszelkie smaczki i anegdotki, o których opowiadał ówczesny sensei pamięta po dziś dzień, to też często jest aktywny i pomimo tego, że słucha tego samego już któryś raz - słucha z zaciekawieniem. Zajęcia dotyczyły początków Otogakure oraz swoistego przemianowania Kraju Pól Ryżowych na Kraj Dźwięku. Opowieści o Orochimaru, który był Saninem, bo taki tytuł otrzymał, z Konohagakure no Sato. Opinie o tym człowieku były przeróżne, jedni uważali go za potwora inni za wspaniałego człowieka, który podniósł ten biedny, nic nieznaczący kraj z kolan i pozwolił mu się zrównać z największymi wioskami ninja. Acz Hai zbyt wielkiej wiedzy nie posiadał

-Orochimaru był założycielem Otogakure no Sato, a także posiadał tytuł Sannina nadany mu przez Konohagakure no Sato. Nawet w tamtych stronach krążą o nim legendy, acz niech was one nie zwiodą, nie był on człowiekiem godnym bycia wzorem do naśladowania - Jak można było usłyszeć, sensei należał do grupy, która uważa Orochimaru za wielkiego zbrodniarza. Co natomiast o nim uważał Haibane? Ach. Był założycielem wioski, więc musiał być wspaniałym człowiekiem, poprawił warunki życia wielu ludzi, chronił ich przed bandytami. Jak było faktycznie, tego nie wiedział, chociaż zapewne kiedyś się dowie znając jego pragnienie zapoznania się z historią świata i bohaterów, nie tylko jego krainy. Hai nie zgadzał się po części ze słowami nauczyciela, nawet pomimo pewnego rodzaju braków w wiedzy, których podstawa programowa nie pozwalała uzupełnić.
-Gdyby nie on, sensei mógłby nigdy senseiem nie zostać, nie wspomnę już o byciu shinobim. Orochimaru-Sama dokonał rzeczy, które należy pamiętać, a wiedzę o nich pielęgnować oraz nie umniejszać ich znaczenia. To kim był, pozwoliło mu tyle osiągnąć!

Dyskusja miała dalszy ciąg, którego nie przytoczę ze względu na pewnego rodzaju niecenzuralność, przynajmniej ze strony naszego bohatera, acz dodam tylko, że zakończyło się to tak, iż Haibane został wyproszony z sali za sprzeczanie się z senseiem, oczywiście dalsze słowa przez niego wypowiedziane również miały na to wpływ, śmiałbym rzec, że wpływ znaczący, a także ukarany poprzez przymus wykonywania prac porządkowych na rzecz akademii, acz obyło się bez bardziej odczuwalnych konsekwencji. Efekt tego był też taki, że jeżeli nie zgadzał się z sensei co do różnych historycznych faktów i niedomówień (tudzież pomówień) raczej zachowywał to dla siebie, czasem tez pomagał w prowadzeniu zajęć, jeżeli sensei wyrażał potrzebę uzyskania takowej. Z czasem cała ta sytuacja poszła w niepamięć, a Haibane wkradł się w łaski nauczyciela, a nawet był swego rodzaju pupilkiem, w czym znacząco pomogła mu wiedza zaczerpnięta lata wcześniej. Dlaczego tak się zachowywał? No cóż, nie chciał ryzykować wydaleniem z akademii, chciał też w pewien sposób zakpić ze nieżyjących już rodziców, którzy zginęli w roku 54. Dlaczego zakpić? Otóż uważali, że nigdy nie zostanie z niego shinobi, że jest zbyt słaby by ukończyć akademię oraz cokolwiek osiągnąć po tym jak nie spełnił pokładanych w nim nadziei – czyli nie zniósł za dobrze treningów z chakrą meteorytu przez co został przed laty zmuszony do zakończenia nauki w akademii na kilka dni przed ostatnim egzaminem. Powrócił, czy silniejszy? Uważa, że tak, a jak będzie naprawdę to będziemy mogli się przekonać w najbliższym, lub nieco dalszym, czasie.


Opanowane techniki: Bunshin no Jutsu, Kai, Henge no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Ki Nobori no Shugyō, Suimen Hokō no Gyō, Nawanuke no Jutsu
Rozwinięte atrybuty: Kontrola Chakry D, Siła Chakry D, Szybkość D, Wytrzymałość D, Siła D
Zdobyta wiedza: Historia: Wielcy shinobi: Oto no Kuni I, Historia krainy: Oto no Kuni I, Wielkie Wojny I
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 14
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 17
Dołączył(a): 29 mar 2018, o 22:46
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Kusabana Sou » 3 kwi 2018, o 02:27

Streszczenie, ala 5000 znaków z życia Sou w Akademii.

Sou był za dzieciaka człowiekiem dość chłonnym, mimo że nie chodzi o pobieranie nauk, to łatwo zmieniał się jego charakter przez różne wydarzenia. „Akademia” właśnie była jednym z większych takich przeżyć.
Chłopak trafił do klasy, w której było dość równomiernie klanowiczów do bezklanowiczów, taka widocznie polityka mieszania. Dwóch braci bliźniaków z klanu Huyga, którzy pobierali nauki ninja już od maleńkiego i zdecydowanie przewyższali umiejętnościami innych uczniów. Jedna dziewczyna z klanu Uchiha, jeden z Yamanaka i Aburame. Sou pochodząc z klanu Kusabana, trochę się odznaczał na tym tle, ponieważ jak wiadomo wśród klanów, właściwie nie jest to pełnoprawny klan. Charakteryzują się tym, że do zwyczajnych technik ninjutsu, czy genjutsu, wykorzystują kwiaty z mieszanką czakry Hi-jutsu, co nie bardzo można nazwać oryginalnością. Reszta klasy, to tyle samo ludzi bez przynależności do klanu. Początkowo nie miało to znaczenia, jednak z czasem różnice można było „wyczuć”, a pod koniec akademii gołym okiem ją widziano.

Akademia według Sou
Poniżej zawarte, na pierwszy rzut oka niezwiązane ze sobą przypowiastki prowadzą krętą ścieżką do zjednoczenia w postaci pewnej całości, którą jest geneza Sou jako Sou. Zapraszam do lektury.

Dzień na akademii był właściwie taki sam co większość semestru, nudne wykłady i rzadkie ćwiczenia dodatkowo zwiększały poziom znudzenia w klasie. Na koniec dnia właściwie nie zapowiadało się być cokolwiek innego, a jednak uczniowie zostali pozytywnie zaskoczeni. Zaprowadzono ich do parku, gdzie już był przygotowany tor przeszkód po którym biegali młodzi ninja, pobudzając park wesołym gwarem. Ludziska! Dziś totalne odmóżdżenie, macie się wybiegać i wyszaleć. Berek, chowany, diabeł, co wam tylko przyjdzie do głowy, macie 2 godziny, potem do domów! Sou nie mając przyjaciół, jedynie kolegów i znajomych, nie miał specjalnych preferencji z kim spędzi ten czas. Padło na grupę zebraną i jawnie konspirującą pod drzewem. Ta banda, jak chwilę później się dowiedział miała zamiar ścigać się wokoło całego toru. Wyścigi jeden na jeden, ze zmienną niezależną w postaci biegających wokół innych dzieci. Bawili się przednio, bo czasem tak prosty wysiłek może być także najprzyjemniejszy.


Dzień jak każdy inny, szczególnie na Akademii. Dzieciaki przyzwyczajają się dość szybko. Niewiele mają za sobą lat i każdy dzień wydaje się przeżyciem a miesiąc to właściwie wieki, niezmienne towarzystwo klasowe właściwie to pogłębia. Mało ludzi sobie z tego zdaje sprawę, ale dzieciaki też mogą popaść w monotonię. Rutyna daje się we znaki i szukają jakichkolwiek innych zajęć, czy to na przerwach czy to na lekcjach. Dzieciaki muszą się wyszaleć, albo dzieciaki szybko się nudzą, a to nie do końca prawda, porównanie czasu który spędzili będąc świadomi tego do tego który przeżywają w szkołach jest względnie długi, dlatego też szybciej (teraz względnie, dla obserwatorów dorosłych) popadają w te „nudę”.
Na całe szczęście, dziś (tego dnia) mistrz postanowił zrobić przerwę od zajęć teoretycznych
-Dziś idziemy trochę pobiegać.- Ogłosił i zaraz został okrzyknięty najlepszym mistrzem Akademii. Miana tego nie zmieniono mu do momentu, gdy gawiedź dowiedziała się co będzie robić. Bieg do utraty sił, albowiem shinobi musi być w stanie spełnić swoje zadanie niezależnie od tego czy jego kondycja i psychika mu na to pozwoli. Lekki nawet trucht jest w stanie zmienić określający go przymiotnik na morderczy, w myśl zasady kropla wody drąży skałę, nieintensywny wysiłek jest najtrudniejszy. Kończąc tym zdaniem tą dywagacje, szybko cała klasa się o tym przekonała.

Minęło od tego momentu kilka miesięcy i było to wystarczająco dużo czasu by zrehabilitować ciało

Siła jest atrybutem wręcz legendarnym, najczęściej to właśnie nią cechują się znani bohaterowie. Niepowstrzymana siła, niezwyciężona, niewyobrażalna i jak często przy epitetach tego atrybutu pojawia się „nie”, tak właściwie nie działa ta „rzecz”. Siła jako określenie tężyzny fizycznej jest ciekawym zastosowaniem słowa, choć to wcale nie tak prosta rzecz określić czyjąś w ten sposób postrzeganą siłę. Dużo siedzi w głowie i czasem ktoś niepozorny z wyglądu może okazać się wcale wtedy zaskoczeniem.
Ech... Choć dziś (tego dnia) na akademii przyszedł czas wyciskania sztangi, by określić po prostu siłę uczniów, jak to powiedział nauczyciel. Proste ćwiczenie w ramach wychowania fizycznego, podnieść przednimi przegubami jak najwięcej się tylko da. Sou wspominał pół roku wcześniejsze wymyślane testy sprawnościowe nauczyciela, nie spodziewał się że ten tak nisko i bez polotu spojrzy na nich i na tę jakże intrygującą cechę ludzką. Ku swojemu niezadowoleniu ale dobrych swoich chęci, wypadł mizernie.

Ciao maldini, pierwsze kroki w „magii”

Są dni gdy człowiek patrzy na siebie w lustro i myśli, że to w zasadzie tyle, więcej już ze mnie nie będzie, zaakceptuje to albo mogę się rzucać z mostu. Z wbitą w głowę swoją mizernością, czy raczej w tym momencie i punkcie widzenia, dostatecznością, egzystujemy. Sou właśnie w takim nastroju był i nie wyglądało żeby za szybko z niego się wygrzebał. Młody członek klanu, który właściwie zna pokątne właściwości hi-jutsu i dzięki nim wykorzystuje kwiaty w różnych, znanych sobie celach, jest prędzej pochodną właściwego kanonu klanu jaki się ukształtował w Konosze. Tak postrzegał siebie i swój klan Sou, podobnie patrzyła na „to” jego klasa. Właściwie to tak patrzyli ci co akurat mieli głos, a byli to inni klanowicze. Były to pierwsze zajęcia, gdy koncepcja chakry miała zostać im przedstawiona w sposób inny niż teoretyczny. Lekkie skupienie i próba przyklejenia kartki do dłoni. Wyszło jedynie tym z klanów, oprócz Sou…

Czyżby pierwsze oznaki rozłamu? Hm. W każdym razie minęło trochę czasu do później

-Dzień dobry, jestem Daiki Ito. Będę asystował wam w dzisiejszym ćwiczeniu.- Powiedział dorosły mężczyzna, którego dzieciaki widziały po raz pierwszy na oczy. -Jestem tutaj po to, żeby asystować waszemu mistrzowi, w razie jakichś kłopotów. Jestem medykiem. - Dodał po głębszym wdechu. Zaraz po jego ostatnich słowach, rozszedł się szum w klasie, zupełnie jakby ktoś wpuścił do środka całkiem sporych rozmiarów rój pszczół. Co? Jak to medyk, a po co? Co my dzisiaj będziemy robić?! Nakładały się na siebie tego typu pytania.
Ależ nic strasznego! Spokój, proszę!- Przerwał donośnie nauczyciel. -Poprosiłem, by pan Ito toważyszył mi w zajęciach, ponieważ czas byście nauczyli się o tym, czym jest czakra na prawdę… i jak jej zacząć wreszcie używać.- Zrobił pauzę i zszedł z podium by podejść do swojego kolegi, gdy w międzyczasie dzieciaki „żyły ostatnią nowiną”. Niektóre z nich były podekscytowane, trochę więcej było zdenerwowanych, a pozostali przyjeli to neutralnie. Ci najspokojniejsi byli dzieciakami pochodzącymi z klanowych rodów, ci byli już szkoleni od miesięcy jeśli nie od lat. Sou, jako że był klanowiczem, wiedział co właściwie będzie się działo i należał do tych neutralnych. Problem polegał na tym, że w różnych klasach był różny stopień wymieszanych bezklanowych dzieciaków z tymi z rodów i nie był on stały. Sou był w klasie, gdzie był jednym z trzech chłopaków z klanu. Pozostali dwaj byli z tego samego i była to dumna rodzina Uchiha, czego o Kusabana powiedzieć specjalnie nie można. Bezklanowcy traktowali go jak klanowego, a ci drudzy nie bardzo patrzeć na niego mogli „prosto”. Problem kogoś z Kusabana w tej klasie był taki, że kwiatki nie są bardzo męskie, ktoś kto uczy się technik kwiatów, uczy się właściwie normalnych technik ninjutsu – tyle że wykonanych na kwiatach. Kwesita „niemęska” była zwyczajnie wychwytywana przez chłopaków i w tym przeszkadzali Sou. -Zapraszam wszystkich na zewnątrz! - Krzyknął do dzieciaków nauczyciel i przodując z Ito’em, ruszyli na przedzie zgromadzenia przez główne drzwi.
W parku było dużo miejsca, było całkiem ciepło i wszystko wydawało się być już dla nich przyszykowane. Dziś wydawało się, że będą walczyć! Wszyscy rozeszli się po obozowisku, to znaczy parku, na którym został przyszykowany teren pod widownię i mini arenę. Nie było to długo przed końcem akademii, jakieś pół roku może maksymalnie. Nauczyciel usadowił się na ławce pod drzewem, gdzie mieli oczekiwać walczący i on udzielał im instrukcji, szefował i sendziował Daiki Ito tuż przy wydepkanej ziemi. Zadaniem było walka między sobą, w pojedynkach 1v1, by pokazać swoje dotychczasowe wykształcenie w walce przy pomocy chakry. Oczywiście nikt nie oczekiwał nic specjalnego od kadetów akademii, ale miało to w pewien sposób wzbudzić samorealizację na ścieżce ninja i pokazanie jakichś różnic między poszczególnymi uczniami, by lenie się zaczęły uczyć do egzaminu na genina a najlepszych wyłapać i zareportować. Przyszli shinobi nie byli wybierani z losowania, a pielęgnowano tych którzy przejawiali talent w młodym wieku. Walki przebiegały dość sprawnie i poszkodowany nie został nikt, jedynie chyba na dziecięcej dumie. Problem polegał na tym, że wyraźnie zaznaczyła się przewaga tych którzy reprezentowali klany, nad tymi z mieszanek rodzinnych. Sou był na nieszczęście w tej drugiej kategorii, jako że był dosyć leniwy i właściwie to nie trenował pod niczyim okiem dostał całkiem ta jak ci najgorsi. Jednak nikt nie chciał się z nim solidaryzować, bo reprezentował poniekąd właśnie klan. Sou zdecydowanie przez ostatnie pół roku akademii czuł się jak odgraniczony od społeczeństwa.

Ta część jeszcze do edycji
Opanowane techniki: Bunshin no Jutsu, Kai, Henge no Jutsu, Kawarimi no Jutsu
Rozwinięte atrybuty: Kontrola Chakry D, Siła Chakry D, Szybkość D, Wytrzymałość D, Siła D
Zdobyta wiedza: X
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: X
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: X
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: X
Potrzebne PN: X
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: X
 
Posty: 3
Dołączył(a): 8 lut 2018, o 14:51
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Aishi » 4 kwi 2018, o 16:00

Bip. Bip. Bip. Bip.
Budzik.
Otworzył oczy. Kolejny dzień. Kolejny raz trzeba iść do Akademii.
Podniósł się na łokciach i przerzucił kołdrę na bok. Obrócił szybko i włożył stopy do kapci. Wstał i przeszedł z małego pokoju do kuchni. Spojrzał przez okno. Słońce. Będzie ciepło.
Nalał mleka do szklanki i zjadł na szybko kanapki. Poszedł wziąć prysznic, a później się ubrał. Był gotowy. Wypił szklankę mleka i wyszedł z mieszkania.
Idąc powoli przez wioskę spoglądał na biegnące do Akademii dzieci, rodziców ich odprowadzających. Był ciekawy jak to jest posiadać mamę i tatę, nie być samemu. Tylko pogłębiał swoją samotność tym myśleniem, ale zazdrościł innym, że mogli spędzać czas ze swoimi rodzicami, że Ci ich nie porzucili, że nie są sami.

~~~~

-Dobrze. Dzisiaj porozmawiamy o Trójce Legendarnych Sanninów Konoha Gakure no Sato. Wszyscy ucichli. Spojrzeli się na swoją nauczycielkę, która stała przy tablicy i bacznie ich obserwowała. Poprawiła okulary i kiedy już miała przejść dalej, ktoś krzyknął: -A kim są Legendarni Sannini? Wszyscy kiwali głowami, pierwszy raz o tym słyszeli i w końcu od bardzo dawna, widziała, że są czymś zaciekawieni. Aishi poprawił się na krześle i czekał na dalszy ciąg.
-Sannin, to elitarna pozycja w świecie ninja. Siła Sannina porównywalna jest z tą, którą posiadają Kage, a nawet czasami jest większa. Leg…
Whooooou! Ktoś kto nie jest Tsuchikage może być tak samo silny? Whoooou! Reszta klasy weszła ze sobą w dyskusję, tylko kruczowłosy siedział i przyglądał się nauczycielce. Było mu jej trochę przykro, ciągle jej tylko przerywano, jako jedyny siedział cicho. Nie był zbyt otwarty dla swoich rówieśników, a na pewno nie wtedy, kiedy coś go zaciekawiło.
Nauczycielka tupnęła noga i wszystkie hałasy zamilkły.
-Ostatni raz mi przerwaliście. Następnym razem, karzę Wam przepisywać jedno zdanie do zakończenia dzisiejszych zajęć. Przełknięcie śliny przez uczniów. -A teraz wracając. Legendarni Sannini pochodzili z Konoha Gakure Sato. Niezapominajcie, że uważa się, że to stamtąd pochodzą jedni z najwybitniejszych ninja na świecie. Więc ich Hokage też są zawsze wybitnymi jednostkami, a zapewne Hiruzen Sarutobi, uczeń Hashiramy i Tobiramy Senju, dwóch pierwszych Hokage, który zaraz po nich piastował tytuł Sandaime Hokage. To On był Mistrzem Legendarnej Trójki. Spojrzała po klasie. W końcu ją wszyscy, co do jednego słuchali.
-Zacznijmy od Orochimaru. W dzieciństwie stracił rodziców, podczas jednej z misji. Był nazywany geniuszem swojej ery. Wybitny, silny, potężny, tajemniczy, ale również po pewnym czasie, kiedy Hiruzen wybrał Minato Namikaze, na kolejnego Cienia, złowrogi, agresywny, przepełniała go rządza władzy, chęci bycia tym najpotężniejszym. Zaczął interesować się sztukami KinJutsu, wiele z nich opanował. Prowadził zakazane badania na ludziach, zawsze interesowała go nieśmiertelność…. Zabijanie dla niego, było niczym innym, jak zwykłą zabawą. To On założył Oto Gakure no Sato, sprzymierzył się z Suna Gakure i zaatakował Konohę, zabijając Sandaime Hokage. Był również osoba, która przekazała swoją wiedzę Sannina znanego do tej pory Sasuke Uchicha.
Po plecach dzieciaków przeszedł dreszcz.
-Tsunade Senju. Wnuczka Shodaime Hokage. Piękna, inteligentna, była uważana za najpotężniejszego medyka na świecie. Stworzyła odtrutki na wszystkie trucizny Chiyo z Piasku, wyszkoliła wielu wybitnych medyków, ale nie dajcie się zwieść. Nie tylko to doprowadziło ją do swojej sławy. Była również agresywna, brutalna, wybuchowa. Jej drugą sławą była potęga, o której można marzyć. Posiadała ogromną siłę fizyczną. Jedno uderzenie i możecie się pożegnać z życiem. Była również okropną hazardzistką, jedyne czego nigdy nie przegrała, to postawionego na szali swojego życia. Była również Godaime Hokage, mistrzynią Shizune i Sakury Haruno. Tej drugiej przekazała swoją pełną wiedzę i swoje tajne techniki medyczne.
Dziewczynką błyszczały oczy słuchając o tej postaci. Uśmiechnęła się.
-Będąc szczerą, jest moją idolką… Westchnęła. -A teraz, czas na ostatniego. Jiraya. Uznany za prawdziwą Legendę wśród Sanninów. Pisarz, kobieciarz. Uśmiechnięty, szczęśliwy. Władał potężnymi technikami, wiedzą. W dzieciństwie uznawany za głupka. Ale pokazał, że nawet głupek może wiele osiągnąć i zyskać. Był mistrzem Czwarteo Hokage, a także Naruto Uzumakiego. Był zdolny poświęcić swoje życie dla pokoju, o który walczył… Cudowna postać, wierna swoim przekonaniom i ideą do końca Powierzył całe swoje dziedzictwo Naruto, Siódmemu Cieniowi Liścia.
Teraz to chłopcom błyszczały oczy. Wiedziała, ze usłyszeli o kimś, kim chcieliby się kiedyś stać. Spojrzała się na Aishiego. Mu również w końcu zaświeciły się oczy.
-Warto też dodać… Że każdy z nich był powiernikiem specjalnego paktu ze zwierzętami. Orochimaru władał Wężami i potężnym Mandą. Tsunade, była nazywana Ślimaczą Księżniczką, panując nad Katsuyu, ślimakiem z legendarnego lasu. No i Jiraya, przywoływał żaby, a jego głównym kompanem był Szef Żab, Gamabunta… Ale to tak tylko na zaznaczeniu o paktach, które poruszymy na późniejszej lekcji. Możecie zrobić sobie krótką przerwę. Nie zapominajcie. Za tydzień, Wasz egzamin na ukończenie Akademii!

~~~~

Siedząc przy stole dziobiąc ramen, myślał o Legendarnych Sanninach. Każdy z nich miał coś w sobie, co go zaciekawiło. Nawet Orochimaru, który przerażał i władał wężami, których ten nienawidził. Każdy z nich miał swój cel, dążył do niego, osiągał go i parł dalej. Władza, wiedza i pokój.
Władza, wiedza i pokój.
Władza.
Wiedza.
Pokój.

Opanowane techniki: Kakuremino no Jutsu, Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Kihon Iryō no Kenmei
Rozwinięte atrybuty: siła, wytrzymałość, szybkość, siła chakry, kontrola chakry
Zdobyta wiedza: Historia: Wielcy Shinobi: Konoha Gakure , Pakty, Geografia Iwa Gakure
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 8
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 1
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 10
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Ostatnio edytowano 5 kwi 2018, o 11:58 przez Aishi, łącznie edytowano 1 raz
 
Posty: 224
Dołączył(a): 2 kwi 2018, o 12:39
Ranga: Chūnin

Re: Akademia

Postprzez Sabataya Goemon » 5 kwi 2018, o 00:48

Głos nauczyciela dobiegła do Go, jakby z oddali. Niby go słyszał, niby nie słyszał, sam już w sumie nie wiedział. Zapewne gdyby skupił się nieco bardziej, rozróżnił by słowa dobiegajaće z jego ust, pytanie brzmiało jednak – po co? Rodzina uparła sie, by w tym roku jednak zdał tą akademię. Naciski z ich strony zrobiły się zbyt upierdliwe, więc musiał jednak coś sobą zareprezentować w tym roku. Obecnie jednak jego spojrzenie błąkało się po czubkach głów innych dzieci. Młodszych, w większości. Jednocześnie jego myśli powędrowały ku Kyo, którą poznał nie tak dawno...
Szturchnięcie jakiegoś gówniaka bez klanu wyrwalo go z głębokiego zamyślenia.
-Kolejna lekcja Goemon-Powiedział zapewne 9 letni chłopak o mysich włosach którego egzystencja nie mogła obchodzić Goemona mniej. Tak też, nie odpowiedział mu. Więc, o czym to on myślał wcześniej? A tak, Kyo. Kyo, to była dziewczyna... I ponownie został wyrway z głębokiego zamyślenia. Tym razem uczyniła to kreda rzucona z precyzyjną celnością przez nauczyciela. Biały kwarat rozbił się na twarzoczasce Goemona, sprawiając że ten skrzywił się i spojrzał na starszego mentora z nutką niezadowolenia. Ale lekką, taką o. Nie było opcji by sobie dalej posiedzieć i się poopierdalać. Wstał więc, strącając przy tym jakiegoś gówniaka po lewej na ziemię. Obrzucił go lekko nieprzychylnym spojrzeniem, a następnie bez słowa skierował się na lekcje rzucania kawałkiem metalu powszechnie znanymi jako shurikeny. Starał się trzymać z tylu, dlatego stanął sobie spokojnie za wszystkimi i patrzył jak dzieciaki w pocie czoła ponoszą te śmieszne gwiazdki i rzucają nimi z taką werwą i takim zapałem, jak by zależało od tego ich życie. Prychnął pogardliwie i złapał za własną gwiazdkę. Wzrok nauczyciela przewiercał jego plecy aż samotna kropla potu spłynęła po jego czole, nigdy nie był dobry w tym całym rzucaniu. Po części dlatego że się nawet nie starał. Ale sądzil, że zwyczajnie nie jest dobry w te klocki. Ciężko zdecydować czy jest się w czymś dobrym czy nie, jeśli nie wykazuje się nawet grama zaangażowania w wykonywane czynnosci. W każdym razie, spojrzenie mężczyzny wwiercało się w plecy Goemona coraz bardziej, tak też uniósł dłoń i rzucił, by patrzeć jak gwiazdka upada 3m dalej, odbija się od ziemi i toczy pod nogi jakiejś dziewczynki. Wszystkie dzieci wybuchnęły śmiechem, a ze strony nauczyciela wydobyło się jedynie ciche westchnięcie.-Jesteś z klanu Sabataya a nie potrafisz nawet rzucać shurikenami. Masz 15 lat, nadal nie skończyłeś akademii. Chcesz w ogóle być ninja?-Zapytał nauczyciel, nie wiedząc już co zrobić, z tym niesfornym dzieciakiem, jakim Goemon był.-Hmh. No-Odparł niepewnie, zbyt niepewnie. Mentor bezradnie rozłożył ramiona i wskazał palcem na jednego ze starszych dzieciaków, trzynasoletniego... hmm... jak miał na imię? Nie ważne.-Sparing. Pokaż Goemon że masz nieco zaangażowania. Walcz z Heiem-Więc tak nazywał się ten dzieciak. Hei podszedł i ukłonił się gotów walczyć. Czyli będzie musiał walczyć? Nie chciał... Chłopiec po szybkim przywitaniu ruszył od razu do ataku. Początek walki nie był specjalnie angażujący, młodszy atakował szybko i mocno, ale Goemon z łatwością unikał wszystkich ataków przeciwnika, samemu jednak nie wykonując żadnego ataku. Walka trwała i trwała i trwała. Z każdą kolejną sekundą Hei tracił coraz więcej energii, był coraz bardziej zmęczony i coraz więcej ataków nie trafiało, aż w sumie Goemonowi zaczęło go być szkoda. Dlatego też, wzdychając ciężko, potknął się nagle i dał musnąć pięści chłopaka, żeby za bardzo nie bolało, no i specjalnie upadł.-Ała. Poddaję się-Rzucił nieporuszonym i pozbawionym emocji głosem, patrząc z niechęcią na otaczający go świat. Nauczyciel rzecz jasna wiedział jak się sprawy mają, rzecz w tym że to miało pokazać zaangażowanie Goemona, a go nie pokazało. Był silniejszy i niewątliwie wygrał by tą walkę, ale przez swój brak zaangażowania wpierw ośmieszył przeciwnika, a potem upokorzył go, dając się pokonać. To rozwiązanie do niczego nie prowadziło. Goemon nie mógł tak postępować, chociaż tak właśnie robił. I mentor domyślał się że raczej tego w chłopaku nie zmieni.-30 okrążeń dookoła akademii-Powiedział przejeżdżając dłonią po twarzy. Goemon spojrzał na niego jak na idiotę.-30?-Dopytał dla pewności. Widząc reakcję podopiecznego, mentor trochę się podirytował.-40-Dokładnie tak, dlatego nie pyskuje się nauczycielom. A Goemon biegał tego dnia, przez jeszcze bardzo długi czas.

Wielu zadawało sobie jak Goemon zdał akademię. Nawet sam Goemon się nad tym trochę zastanawiał. Trochę, bo w sumie zawsze wiedział że jest geniuszem. Nawet jak się niestarał, to musiał sobie z tym poradzić. W końcu. Zwłaszcza że ojciec zagroził batorzeniem. Nawet Goemon nie był na tyle głupi, by ryzykować uderzenia bata. Nie bał się ojca – ale nie lubił bólu. Dlatego też, Goemon wziął i ten egzamin zdał. Nawet gwiazdką dorzucił do celu! Co prawda ledwo trafił i ocena była okropnie niska, ale koniec końców zdał. Tylko to się liczyło w tym bezwzględnym świecie.

Opanowane techniki: Kakuremino no Jutsu, Kai, Suimen Hoko no Gyo, Ki Nobori no Shugyo, Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kihon Iryo no Kenmei, Sakki, Sennen Goroshi
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Pakty
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 2
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 16
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 53
Dołączył(a): 4 kwi 2018, o 23:18
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Satoru » 5 kwi 2018, o 02:24

Życie Satoru było ciężkie, takie było jego osobiste zdanie. Chłopak siedział w tym momencie z tyłu klasy w akademii, i słuchał jednym uchem tego co mówił nauczyciel. W normalnych warunkach poświęciłby mu pełnię swojej uwagi i dość często się udzielał. Niestety, nie był w stanie teraz tego robić. Z dość prostego powodu. Jego sensei powtarzał tą samą lekcję 8 raz. Właśnie z tego powodu życie młodego studenta było takie ciężkie. Kitsune był w stanie zrozumieć, że lubi on ten temat. Wręcz uwielbiał im mówić o podstawach shinobi. Przez to jak często ta lekcja była powtarzana, chłopak zaczął coraz mniej ją pamiętać. W końcu jednak opracował taktykę, zwaną niesłuchaniem nauczyciela. Dzięki temu był w stanie oszczędzić sobie zbędnych informacji. W tym czasie rozmyślał o innych członkach jego klasy, którzy mieli z nim jedno powiązanie.

Wiek.

Kitsune nie był nawet pewien, ilu piętnastolatków znajduje się w jego klasie. A normalnie, zdaje się ją mając trzynaście lat. Lub nawet mniej, w przypadku geniuszy. Tymczasem, chłopak słyszał o co najmniej 3 osobach, zatytułowanych mianem "nieudaczników". Przynajmniej, Kitsune tak słyszał o sobie, a powodem tego był jego wiek. Czasami spotykał ich na korytarzach mijając się z nimi lub w trakcie wykładów. Sam chłopak, pomimo swojej natury, czuł się osamotniony w klasie. Niby różnica 2 lat to nie wiele, ale jednak inni studenci zmieniali podejście do niego z tego powodu. Pewnie dlatego, najbardziej był zaciekawiony swoimi rówieśnikami. W końcu miło byłoby być z takimi w drużynie. Nie miał jednak jeszcze okazji, by z nimi porozmawiać. Głównie dlatego, że chłopak w najmłodszych latach był dość nieśmiały i resztki tego charakteru pozostały. Chłopak wybudzony został ze swojego rozmyślania słysząc jak ktoś chrząka nad jego uchem. Powoli obrócił głowę w bok i ujrzał nauczyciela tupiącego nogą ze zirytowania.
-Satoru, znowu nie skupiałeś się na lekcji. Jak zamierzasz zdać, skoro masz takie podejście do nauki? - powiedział, a część klasy za jego plecami wzruszyła rękoma. Wszyscy dobrze wiedzieli, że sensei kolejny raz powtarzał ten sam temat. Część spała sobie na ławkach, ale byli to młodsi i uzdolnieni uczniowie. Kitsune co prawda był w miarę uzdolniony, ale jego wiek był minusem w tej sytuacji.
-Tym razem jestem pewien że zdam! - podskoczył z krzesełka energicznie Satoru i patrzył zdeterminowanie w oczy osoby, od której częściowo zależało czy zda. Prawdopodobnie, widząc jego determinację, sensei tylko westchnął i wrócił na środek sali, by kontynuować swój wykład na ten sam temat. Tym razem, młody postarał się lepiej udawać że słucha, a myślami pokierował w stronę swojego dotychczasowego życia w akademii, jak i poza nią.

Satoru Kitsune był dość uzdolnionym dzieckiem, co pewnie odziedziczył po swoich rodzicach. Oboje byli joninami należącymi do Wioski Dźwięku, chociaż swoje umiejętności zawdzięczali ciężkiemu treningowi. Znajomi rodziny często mówili, że chłopiec odziedziczył po nich swoją wytrwałość w dążeniu do rzeczy, których bardzo pragnął. Rodzina Kitsune była szczęśliwa. Niestety, na jednej z misji jego rodzice zginęli. Stało się to kiedy chłopak miał 6 lat, i od tego momentu mieszkał sam. Odizolował się od społeczeństwa, a znajomi rodziny nagle się rozpłynęli. Głównie dlatego, że część zginęła razem z jego rodzicami. A reszta go zignorowała. I w ten sposób Satoru kontynuował swoje życie w odosobnieniu. Mimo tego, był on szczęśliwy i nie dawał się zdołować brakiem bliskich osób, chociaż bardzo ich pragnął. Z czasem, zaczął uczęszczać do akademii. Stało się to kiedy miał on 10 lat, czyli trochę później niż reszta. Nie poddawał się jednak i wytrwale próbował nadrobić materiał wymagany by zdać do kolejnych klas. Niestety, dwa razy mu się nie powiodło. Głównie z wredności nauczycieli, którzy byli zirytowanie jego determinacją. Pewnie sami jej nie znali. Przez to, grupka znajomych z którymi się zadawał odsunęła się od niego, tylko po to by im też się nie oberwało. Nie żeby Kitsune ich nie rozumiał. Mniej więcej tak wyglądało jego życie do tego momentu.

W końcu nauczyciel skończył swój wykład i pozwolił uczniom opuścić swoją salę. Prawie wszyscy z niej wybiegli, szczęśliwi że mieli jutro wolne od szkoły. No, i zakończyły się tortury zwane "wykładami senseia Jo". Szczerze, Satoru podzielał ich zdanie i entuzjazm, ale nie biegł. I tak większość klas kończyła o tej godzinie zajęcia, przez co na holu był niezły tłok. A miły Kitsune nie chciał innych poturbować przez przypadek.
- Satoru. - usłyszał za sobą i obracając się dojrzał nauczyciela, który patrzył na niego pasywnym wzrokiem. Białowłosy zrozumiał to jako komendę by zaczekać, tak więc stanął w miejscu i patrzył na niego pytająco. Dopiero kiedy resztka osób wyszła z sali, ten się odezwał.
- Znam twoje okoliczności. Rozumiem, że musi być Ci ciężko dopasować się do rówieśników. Niby niewielka różnica w waszym wieku, jednak i tak istotna. Niewątpliwie musi to być dołujące, gdy jesteś uważany za nieudacznika przez innych. Chcę żebyś wiedział, że wierze w Ciebie, dlatego tak często zwracam Ci uwagę. W końcu jesteś jednym z Kitsune. Znałem Twoich rodziców i ich dokonania, dlatego wiem że ty będziesz w stanie ich przewyższyć. W końcu masz po swojej mamie upartość i wytrwałość, a po ojcu... przyjazność i energiczność. Oczekuję od Ciebie wielkich rzeczy, następco Kitsu. - dokończył i wyszedł z sali. Tymczasem, pietnastolatek został poruszony tymi niezbyt wzruszającymi słowami. Nigdy nikt nie powiedział do niego takich słów. Przynajmniej nie odkąd jego rodzice zginęli. Niewiele osób to wiedziało, ale na jego ojca mówili "Kitsu". Białowłosy pociągnął nosem i wytarł oczy, w których zebrały się łzy. Po czym wybiegł z klasy w stronę domu, by opanować jak najwięcej rzeczy. Ktoś teraz miał nadzieję, że dokona on wielkich rzeczy. Niczego więcej nie było mu potrzeba!

Ostatecznie nadszedł czas egzaminów na genina, i chłopak zaskoczył wszystkich którzy w niego nie wierzyli, zdobywając prawie perfekcyjne wyniki w dziedzinach, które były testowane. Na szczęście Iryojutsu i Genjutsu nie było czymś wymaganym od uczniów. To bardzo dobrze, bo w tych rzeczach to Satoru kulał.

Spoiler:
 
Posty: 91
Dołączył(a): 4 kwi 2018, o 22:25
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hoshiyaku Nemu » 5 kwi 2018, o 17:41

Nemu jak zwykle ukrywała się pośród gałęzi, leżąc na jednym z obszerniejszych konarów. Nieszczególnie interesowały ją zajęcia praktyczne, większość zdawała praktycznie bez problemu. Nauczyciele przyzwyczaili się już do tego, że dziewczyna wiecznie bujała w obłokach.
Młoda Hoshiyaku nie miała nigdy problemów z rówieśnikami. Dla każdego starała się być serdeczna, bo wiedziała, że kiedyś może potrzebować z ich strony pomocy. Życie nie raz ją już doświadczyło.
Nemu wychowała się bez rodziców. Bliskich zastępował jej klan, ale z nikim nie zdołała zawiązać prawdziwie mocnej więzi. Nigdy nie czuła też obowiązku czy potrzeby, by znaleźć przyjaciela. Wszelkie dobre uczynki, które w życiu miała okazję spełnić, robiła ze świadomością, że w przyszłości może jej się to opłacić. Było kilka osób, które darzyła szczególną sympatią, ale to tylko dlatego, że akurat dobrze się z nimi dogadywała.
Niemniej, lubiła towarzystwo innych ludzi. Być może dlatego, że często nie musiała borykać się z problemami sama, a być może dlatego, że samotność sprzyjała rozmyślaniom, które często przywoływały bolesne wspomnienia.

Wracając jednak do aktualnego dnia...
Dzisiaj był szczególny dzień dla wszystkich studentów akademii. Ostatni dzień w akademii, ostatnie zajęcia, lekcje. Niektórzy cieszyli się, że już niedługo otrzymają opaskę shinobi, niektórzy bali się, że nie sprostają nowym zadaniom.
Nemu należała do tej pierwszej grupy. Dla dziewczyny liczyło się tylko zyskiwanie siły... By być samowystarczalną, by nigdy więcej nie polegać na czyjeś dobroci, by nigdy więcej nie żerować na czyjeś sile. By zawsze móc polegać na własnych umiejętnościach.
Dzwonek oznajmiał koniec zajęć. Dziewczyna zeskoczyła lekko na ziemię i ruszyła w stronę budynku. Przygładziła ubranie i wkroczyła do środka.
Uczniowie z innych klas dopiero zaczęli wylewać się z sal. Szybko przemknęła na drugi koniec akademii, w miejscu, gdzie znajdowało się wyjście na plac ćwiczeń, gdzie jeszcze chwilę temu jej klasa uczestniczyła w ostatnich zajęciach.
Przez drzwi przechodził właśnie jej nauczyciel. Nemu natychmiast przybrała na twarz zakłopotany wyraz i czekała na burę.
-Nemu... Znowu nie pojawiłaś się na zajęciach... Jutro egzaminy na Genina, chyba nie chcesz być jedyna, która zostanie na kolejny rok, hmm?-
Dziewczyna spuściła wzrok i wpatrywała się w czubki swoich stóp. Doskonale wiedziała, jak wpływać na ludzi swoją niewinną osobowością...
-Przepraszam, Iro-sensei... Znowu zgubiłam plan i nie miałam zielonego pojęcia gdzie Was szukać... Błąkałam się od godziny po akademii i nawet nie pomyślałam, żeby spojrzeć na plac. Wie sensei jaka ze mnie gapa...- Nemu uniosła wzrok i spojrzała na Iro-sensei'a. A oczy miała pełne łez... -Naprawdę myśli Sensei, że tutaj zostanę?-
Mina nauczyciela momentalnie zmieniła się z nieugiętej, na pełną współczucia i empatii... Odchrząknął i spróbował pozbyć się zakłopotania...
-To znaczy, miałem na myśli, że na pewno dasz z siebie wszystko... Prawda? Dasz radę, pamiętaj, że masz mnóstwo przyjaciół, którzy zawsze Ci pomogą... A teraz już leć, koniec zajęć. I nie zapomnij o jutrzejszym dniu. Punkt dziewiąta chcę Cię widzieć na placu egzaminacyjnym-
Sensei odetchnął głęboko, widząc jak twarz Nemu się rozpromienia. Dziewczyna chwyciła nauczyciela za ręce, w radosnym uniesieniu podskoczyła kilka razy i uśmiechnęła się
-Dziękuję, Sensei... Pan to zawsze wie jak unieść na duchu!-
Hoshiyaku puściła nauczyciela i odwróciła się, by ruszyć w kierunku, z którego chwilę temu przyszła. Kiedy Iro-sensei zniknął z pola widzenia, na twarzy dziewczyny znowu widniał ten sam, wypracowany przez lata, neutralny wyraz.
Odgarnęła włosy z twarzy. "Jak zwykle... Sensei zawsze się rozkleja, gdy tylko okazać trochę skruchy... typowe..." - pomyślała Nemu, rozmyślając nad kierunkiem, który obierze, gdy tylko opuści szkolne mury...
Nic jednak nie przychodziło jej do głowy. Nie umówiła się z nikim, nie była też szczególnie głodna... Póki nie było nic do załatwienia, żadnych dodatkowych obowiązków, nie chciało jej się na siłę obierać kierunków. Niewiele się zastanawiając, po prostu ruszyła do domu... Na jutrzejszy dzień dobrze było być wypoczętym... Dlatego dzisiaj podarowała sobie dodatkowe rozrywki.

Kolejnego dnia, tak jak oznajmił nauczyciel, punkt dziewiąta, na placu rozpoczęły się egzaminy. Jak nigdy, Nemu postanowiła się nie spóźnić. Ten konkretny dzień był po prostu zbyt ważny. Ten dzień otwierał nowe ścieżki, dzięki którym każdego kolejnego będzie rosła w siłę. Patrzyła na wzloty i upadki kolegów i koleżanek z klasy. Niemniej, każdy z nich przechodził bez problemu. Tak jak przewidywał nauczyciel, wszyscy dal radę. Niedługo później przyszła kolej egzaminu Nemu.
I tak, jak się spodziewała, wszystko przeszło bez problemu. Być może miała talent, być może wszystko łapała w lot, dlatego kilka technik, których egzaminatorzy wymagali, wykonała z pstryknięciem palców... Jedyne co teraz dzieliło ją od zostania najlepszą Kunoichi w wiosce, to odebranie ochraniacza...

A reszta już jakoś sama się ułoży.

Opanowane techniki:
  • Suimen Hokō no Gyō,
  • Kai,
  • Ki Nobori no Shugyō,
  • Bunshin no Jutsu,
  • Kawarimi no Jutsu,
  • Henge no Jutsu,
  • Kihon Iryō no Kenmei
Rozwinięte atrybuty:
  • Siła na D (Atrybut)
  • Wytrzymałość na D (Atrybut)
  • Szybkość na D (Atrybut)
  • Kontrola Chakry na D (Atrybut)
  • Siła Chakry na D (Atrybut)
Zdobyta wiedza:
  • Bijū (Nibi),
  • Uzbrojenie shinobi,
  • Dziedzina shinobi (Ninjutsu)
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 14
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 41
Dołączył(a): 5 kwi 2018, o 00:26
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hoshiyaku Kyo » 5 kwi 2018, o 19:36

To był kolejny wspaniały dzień. Dzień, który wypełniony od rana do nocy był marzeniami o zostaniu królem piratów. Może było to całkiem dziwne marzenie dla kogoś kto chodził do szkoły dla shinobi i szczerze mówiąc jej znajomi i członkowie jej własnej rodziny bardzo często jej to wypominali, lecz ona sama miała to gdzieś. Nigdy do końca nie czuła się osobą odpowiednią do bycia kunoichi. W gruncie rzeczy , to długo dziwiła się, że jeszcze nie sprzeciwiła się swoim rodzicom i nie rzuciła wszystkiego w cholerę, ale jednego dnia, gdy była bardzo niezadowolona ze swojego losu i tego jak to się toczyło, uświadomiła sobie, że przecież niektóre z umiejętności, których się uczy w ramach nauki w Akademii mogą się jej przydać na morzach i oceanach całego świata. Poza tym, pirat-ninja? Czy to nie brzmiało zaskakująco nietypowo i jednocześnie całkiem zabawnie? Ba, zamiast walczyć ze swoim „przeznaczeniem” (jak to określali rodzice), powinna była po prostu łączyć przyjemne (bycie piratem) z pożytecznym. Co z tego, że bardzo często zdarzało się, że nauczyciele bili ją po rękach za to, że zamiast skupić się na zajęciach wolała zastanawiać się nad tym jak będzie wyglądała jej piracka bandera? Co z tego, że w wyobraźni widziała siebie biegającą po swojej łajbie, gdy tak naprawdę biegła, zgodnie z poleceniem swojego trenera, w maratonie na kilka kilometrów? Gdy ostatkiem sił dobiegała do mety i padala na ziemię, wyobrażała sobie, że to tak naprawdę na koję upadała po kolejnym, ciężkim abordażu.

Ba, między kolejnymi zajęciami w akademii zdarzało się jej nawet poszukiwać skarbów. Całkowicie poważnie. Gdy tylko miała okazję wyciągała swoich przyjaciół, zarówno tych pochodzących z jej wioski, jak i tych, których sama odwiedzała w wioskach sąsiednich – tych bliższych i tych dalszych – na poszukiwania skarbu. Ubierała zawsze na głowę zrobiony z papieru kapelusz, pofarbowany oczywiście farbkami akwarelowymi na czarno i z wymalowaną na jego środku czaszką i niczym typowy szczur lądowy przemierzała lasy i pola w poszukiwaniu zakopanego skarbu. Każdego dnia prosiła innego dorosłego o przygotowanie dla niej nowej mapy, ktora doprowadzić miała do skarbu – rzecz jasna była to zabawa i dorośli często zabawiali ją swoją uwaga, mapkę rysując ot choćby na kawałku papieru, który leżał gdzieś w pobliżu. Potem już wyobraźnia Kyo wystarczała na to, by z kilka nabazgranych szybciutko kształtów stworzyć faktyczną mapę, która doprowadzić miała jej grupę do ostatecznego skarbu, tego który uczynić miał ich wszystkich bogatymi, a ją królem, rzecz jasna, piratów.

Świat jednak szedł naprzód, a ona sama, choć niechętnie zaczynała rozumieć, że do realizacji jej własnych marzeń nie wystarczy tylko odwalanie fuszerki w akademii i spędzanie całych nocek i dni na marzeniach. Co to to nie, należało jednak dać coś więcej od siebie, zacząć pracować nad realizacją swoich celów. Z kieszonkowego od rodziców nie stać było jej na zakupienie łajby, dlatego musiała zacząć pieniądze odkładać. Irytowało ją jednak to, że nie widziała widocznych postępów w tej kwestii i postępy nie zależały w żadnym wypadku od niej. Może dlatego w końcu zaczęła przykładać się do nauki w akademii. Nauczyciele byli zdziwieni, gdy nagle ta dziewczyna, która zapowiadała się na zakałę rodu i dodatkowo dziwaczkę zaczęła wpierw osiągać całkiem satysfakcjonujące wyniki, a następnie wraz z czasem i kolejnymi uwagami i radami wykładowców przeobraziłą się w kogoś kogo można było z dumą prezentować innym uczniom jako przykład do naśladowania. No... może nie tak zupełnie. Kyo ostatecznie w dalszym ciągu poświęcała najwięcej uwagi swoim marzeniom i mimo tego, że zaczęła być dobra w szkole, to i tak wciąż głosiła herezje o zostaniu królem piratów. Ogólnie jednak ten etap jej edukacji uznać można było za całkiem udany, mimo jakże nieudanych początków i jej totalnego olewnictwa w pierwszych latach. Nawet rodzice byli z niej zadowoleni i postanowili przestać dziwić się jej marzeniom. Ostatecznie każdy szedł własną ścieżką, a jej byłą trochę pokraczna. Może nawet bardziej niż trochę.

Gdy przyszedł czas pożegnania z uczelnią i egzaminów Kyo była w pełni zdeterminowana by osiągnąć jak najwyższe oceny. W pewien sposób chciała sobie udowodnić, że jak tylko do czegoś się przyłoży to jest w stanie zrealizować założone przez siebie cele. Egzaminy były trudne, ale Kyo całkiem pewnie do nich podeszla i ostatecznie udało się jej uzyskać bardzo wysokie oceny, choć musiała przyznać, że najlepsza w Akademii nie była. Nie dziwiła się jednak temu, choć jej duma zostało lekko urażona – do tego jednak dziewczyna przyznać się kompletnie nie chciała. Sama siebie usprawiedliwiała tym, że skoro poszło jej tak dobrze tutaj, a nie była przecież w pełni zaangażowana w naukę od samego początku pobytu w Akademii to w kwestii piractwa pójdzie jej sto razy lepiej bo temu odda całe swoje serce. A taka już była dziewczyna – czuła, że to czego chce powinna po prostu otrzymać. Tak jak gwiazdy były jej, tak cały świat był jej, bo ostatecznie i świat był gwiazdą. Dziewczyna wiedziała, że może wszystko – może nadszedł czas na kompletowanie załogi? Miała w głowie pomysły na kilku członków tejże.


Opanowane techniki: Kihon Iryō no Kenmei, Nawanuke no Jutsu, Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Sakki,
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Pakty, Dziedzina: Iryōjutsu
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 1
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 15
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 16
Dołączył(a): 4 kwi 2018, o 23:15
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Abumi Rie » 5 kwi 2018, o 20:49

Niewątpliwie uczęszczanie do Akademii, do tego do Akademii Ninja, mogło być czymś fajnym, niezwykłą przygodą, czy czymś takim. Jednym słowem - pasjonujące przeżycie. Zwłaszcza dla osób, które chciały podążać ścieżką shinobi i stać się chlubą własnego kraju. Wszystko to sprawiało, że co rano Rie zadawała sobie jedno, zasadnicze pytanie:
Co ona tam właściwie robi?
Na tym jej całe rozważania się kończyły przyjmując, że najwidoczniej skoro jest w takim miejscu to ma zostać kunoichi, a z braku lepszego pomysłu na życie mogła tylko zaakceptować ten fakt. Czy jednak jej to wszystko przeszkadzało? Właściwie, to nie. Może nawet sprawiałoby jej to niejaką frajdę. W końcu który dzieciak nie chciałby miotać kunaiami, robić jakieś czary mary, klony i inne cuda? Kto nie chciałby poczuć dreszczyku emocji? No właśnie... Cena za to wszystko zdawała jej się zbyt wygórowana. Ceną było uczęszczanie do tak mało przyjaznego jej miejsca. Krótko mówiąc, nie czuła się w niej najlepiej. Ale w domu też nie, więc z dwojga złego mogła być i w Akademii.

Przede wszystkim to, jak ją witano, zdecydowanie nie przypadało jej do gustu. Tak. Miała te -naście lat. Tak, miała problem z obsługą umywalki. Tak... Potrzebowała stołeczka. Nic z tego nie zdawało się jednak nikogo uprawniać do nadawania jej tak ambitnych przezwisk jak "krasnoludek" czy "karzeł". Dość złą sławą zdobyło też robienie sobie z jej głowy podpórki pod łokieć - co prawda potrafiła ignorować całkiem długo ciężar czyjejś ręki jednak była tylko człowiekiem. Jej wzrost sam w sobie jej nie bolał w żaden sposób nawet, jeśli utrudniał sięgnięcie po słoik z wyższej półki. Ale zachowania innych - już tak. Ej, to nie jej wina, że się taka urodziła!

Na domiar złego - dorośli. Nie tylko w Akademii, ale też w domu. Posiadanie starszego brata zapewne miało swoje mocne jak i słabe strony, jak wszystko z reszta. Iriya nie był złym człowiekiem. Nie był też złym bratem sam w sobie. W ogóle nie był jako tako problemem. Problemem było to, jak postrzegali go inni. Oczywiście był starszy o jakieś 5 lat. Skończył szybciej akademię, szybciej awansował w hierarchii. Innymi słowy - chodzący talent. A ponieważ on był świetnym ninja, to tego samego oczekiwano i od Rie. Ba - oczekiwano, że go przewyższy, nie wiadomo z jakiego powodu. Ta, jakby sam fakt, ze nie dorasta do blatu był niewystarczającym dowodem, że jest nieco wybrakowanym modelem. Ale starała się. Starała się być najlepsza. Starała się mieć najlepsze wyniki. Wszystko to w imieniu spełnienia wymagań starszych. Ale to nie starczyło. Ciągle słyszała jedno: jej brat jest lepszy. Skoro więc cokolwiek robiła było za mało, to zaczęła robić tyle, ile sama uważała, ze jej wystarczy. Nawet, jeśli innym się to nie podobało.

To nie oznacza, że się nie starała wcale. Był poziom, którego chciała się trzymać. Mimo wszystko zależało jej na tym, by wyjść z Akademii z jakimiś sensownymi zdolnościami, skoro już miała zostać ninja. Czy decyzja o tym leżała w ułożeniu gwiazd, kaprysie starszych czy w rękach RNG systemu urodzeń - nie wiedziała i wiedzieć w zasadzie nie chciała. Nie było jej to do niczego potrzebne. W każdym razie postanowiła być przeciętna nawet, jeśli bycie przeciętną w jej sytuacji było samo w sobie utrudnione nastawieniem wszystkich wokół.

Nie lubiła ninjutsu. Było... Dziwne. Nijak pasowało jej do bycia ninja, co widziała jako rzucanie kunaiami, chodzeniem po ścianach i robieniem akrobacji. To raczej przypominało jakiś rodzaj kosmicznej magii, które nieco się gryzło z tym, jak sobie wszystko wyobrażała. Inna sprawa, że w genjutsu okazała się być okropna, a taijutsu szło jej tak sobie głównie przez wzgląd na jej ciało. Brak jej było jakiejś konkretnej siły czy mięśni, czy czegokolwiek, co sprawiłoby, że nie byłaby na poziomie zbliżonym do pięciolatki. No więc zostało uczenie się głównie ninjutsu, a skoro uczyła się głównie ninjutsu to i zaczęła być w nim dobra. Jak łatwo się domyślić - dalej gorsza od Iriyi, który to jako jedyny był zdolny do pochwalenia jej, patnięcia po głowie i zachowania się jak człowiek względem niej nawet, jeśli patrzył na nią nieco z góry. Ale w porządku - jakby nie było był starszy i nawet uznawała fakt, że jest zwyczajnie lepszy, bez jakiejkolwiek zazdrości czy zawiści. Poniekąd nawet czuła się bezpieczniejsza wiedząc, że ma wsparcie kogoś, kogo szanują nawet, jeśli nie specjalnie szanowali ją samą. Z czasem nawet zaczęła ignorować wszelakie docinki typu "Jesteś za młoda na akademię", czy "Młodsi mają zajęcia gdzie indziej" nawet, jeśli wiekiem wszystko się w jej przypadku zgadzało, a tylko jej wzrost sugerował, że coś może być nie tak. Jednak w większości wszystko to było robieniem jej na złość. Można by rzec, że Akademia wyszlifowała w niej pewien niebezpieczny rodzaj cierpliwości, która jak się skończy, to może to się skończyć na prawdę różnie. A sama w sobie nigdy Rie agresywna nie była. Ba! Walka nie specjalnie była jej w smak, jednak porządny foch z przytupem to było zawsze coś, na co stać kogoś takiego jak ją. Chociaż "niebezpieczny" to nieco za dużo powiedziane. Na pewno wyglądało uroczo.

Opanowane techniki: 1. Bunshin no Jutsu | 2. Kai | 3. Henge no Jutsu | 4. Kawarimi no Jutsu | 5. Ki Nobori no Shugyō | 6. Nawanuke no Jutsu | 7. Suimen Hokō no Gyō | 8. Kan'ningu no Jutsu | 9. Sakki | 10. Kihon Iryō no Kenmei
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry - z E na D
Zdobyta wiedza: ---
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 7
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 3
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 2*3 + 1*7 - 6 + 7 = 13PN
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5PD
Obrazek
 
Posty: 19
Dołączył(a): 5 kwi 2018, o 10:50
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yōgan Miyū » 6 kwi 2018, o 02:06

Otworzyła delikatnie wyraźnie opuchnięte po kolejnej nieprzespanej nocy powieki. Blask światła momentalnie oślepił jej przekrwione ślepia. Zamknęła je. Po chwili zacisnęła jeszcze mocniej, łudząc się, że może jak nie będzie tego widzieć, to nie będzie musiała wyłazić z łóżka. Niestety jej nadal zaspany umysł stawał się coraz bardziej świadomy, więc negacja faktu, że właśnie oto nastał poranek, a słońce postanowiło zamanifestować to agresywnym wystrzeleniem promieni prosto na wykrzywioną w zdegustowanym grymasie facjatę kunoichi, była już po prostu niemożliwa. Głębokim westchnięciem zaakceptowała aktualny stan rzeczy i wygramoliła się niezgrabnie z wymiętej pościeli, starając się ułożyć odstające na wszystkie strony kudły. Po kilku nieudanych próbach warknęła z wyraźną bezsilnością i osunęła się dramatycznie na łoże, dociskając otwarte dłonie do twarzy. Przetarła podkrążone oczy kilkakrotnie, sprawiając, że stały się jeszcze bardziej czerwone niż wcześniej, po czym ziewnęła przeciągle w zaciśniętą w pięść dłoń.


- Miyū? Śpisz? – kobiecy, lekko zadyszany głos dobiegał gdzieś zza zamkniętych drzwi, a wraz z nim dźwięki krzątania się po pozostałych pomieszczeniach domu. – Masz zamiar tym razem w ogóle tam dojść? Cholera jasna, gdzie są klucze-… - do wszelkich szmerów oraz pośpiesznego stukania obcasami dołączyły również mamrotane pod nosem przekleństwa oraz całkiem donośny odgłos wyrzucania całej zwartości torebki na kuchenny blat.


- W przedpokoju. – wybełkotała pod nosem, całkowicie ignorując właśnie wygłoszone wątpliwości matki co do tego, czy w ogóle będzie kwalifikowana do końcowego egzaminu w akademii. Dość słuszne zresztą – albinoska bowiem od tygodnia nie wybrała się do szkoły; nie oznacza to jednak, ten cały czas przespała w domu. Po prostu nogi ponosiły ją wszędzie, tylko nie tam, gdzie aktualnie powinna się znaleźć.


Matka nie miała zbyt łatwego życia – całe dnie spędzała w szpitalu, gdzie zresztą pracowała, oddając się temu bez reszty. Wracała do domu w zasadzie tylko po to, by sprawdzić, czy jej mąż w końcu wrócił z kolejnej misji, mężczyzna był dość szanowanym shinobi z rodu Yōgan, zazwyczaj więc nie miał możliwości spędzać w domu zbyt wiele czasu. Gdy już miał okazję zostać tu na dłuższy moment, często starał się pomóc córce nadrabiać zaległości z akademii; matka dziewczyny, nie chcąc tracić jedynego dziecka i nauczona doświadczeniem, od początku była przeciwna posłaniu pierworodnej do Akademii. Ostatecznie zaakceptowała to - chciała, by Miyu sama zadecydowała o swojej drodze życiowej. Ta jednak zdecydowała się na rozpoczęcie nauki właściwie tylko dlatego, że jej ojciec zawsze był wydawał się bardzo podekscytowany tym, że jego córka odziedziczyła po nim zdolności przynależne tylko dla członków rodziny Yōgan i chciał, by kontynuowała klanowe dziedzictwo.
Dziewczyna wychowywała się bez bliższego kontaktu z większością swojej dalszej rodziny - dziadkowie ze strony ojca już nie żyją, zaś ze strony matki pozostał tylko jeden dziadek, do którego z jakiegoś powodu nie chodzili zbyt często. Miyu nie wiedziała dlaczego i nigdy nie odważyła się zapytać, bo matka wydawała się zawsze bardzo tym przejęta; pewnego dnia jednak, zafascynowana tym, co robi dziadek, sama się do niego wymknęła i od tego momentu jej wizyty stały się coraz częstsze. Jedyne, co pamięta z tego okresu to to, że dziadek zawsze wyglądał zaskakującomłodo jak na swój wiek. W powietrzu jego domu zazwyczaj unosił się przyjemny zapach ziół, a nieraz wręcz przeciwnie – podejrzany odór, który sprawiał, że jednak w tym dniu darowała sobie odwiedziny. Dziadek konsekwentnie nie pozwalał się jej zapuszczać do innych niż salon pomieszczeń, ale zawsze był bardzo miły; coraz częściej jednak zaczynała słyszeć plotki, że dopuszcza się dość nieetycznych rzeczy. Nie zwracała na to jednak uwagi i raźnym krokiem co jakiś czas wpadała do niego w odwiedziny. To właśnie tam nauczyła się podstaw anatomii, początkowo nie z książek – poznawała od wewnątrz budowę zwierząt, gdy dziadek precyzyjnie kroił skalpelem myszy, które jeszcze przed chwilą pływały w formalinie. Niedługo potem zdarzały się nieco większe zwierzątka - sama Miyū nie odczuwała nic specjalnego, gdy obserwowała pracę dziadka; dopiero potem nauczyła się odczuwać trochę współczucia względem obiektów badań. W niedługim czasie współczucie zmieniło się w dyskomfort, więc zaprzestała wagarków do dziadka i sama dokończyła naukę anatomii – tym razem człowieka. NA SZCZĘŚCIE JUŻ Z KSIĄŻKI.
W ten sposób jednak nauczyła się, że medycyna może mieć dwie strony medalu – tą altruistyczną, niosącą pomoc niczym jej matka, która zarywała noce na dyżurach w szpitalu i taką, jaką prezentował jej dziadek – egoistyczną i zdecydowanie mniej moralną, być może nawet szkodliwą. Mimo tego, że już więcej od tego czasu nie postawiła nogi w domu dziadka, zawsze już czuła lekką fascynację jego poczynaniami.


Dzisiaj jednak był ten dzień, gdy udało jej się postawić kroki w miejscu docelowym swojej codziennej wyprawy z domu – tak oto w końcu udało jej się dojść do akademii! Przepełniona podziwem dla swojej własnej osoby i zarazem lekkiego niedowierzania wkroczyła do sali, obrzucając nieco niepewnym spojrzeniem pozostałą resztę klasy. Nie rozpoznała zbyt wielu twarzy, bo w sumie nie miała jak i kiedy – te jej krótkie pobyty raz na kilka tygodni bynajmniej nie sprawiały, że miała zbyt wielu znajomych. Wypuściła powoli powietrze z lekko rozchylonych warg i przywdziała na twarz wyraźnie niezadowolony grymas, wymijając gaworzące między sobą grupki, ostatecznie zasiadając przy ławce. Podparła przyciężkawy łeb o opartą o blat rękę, wyglądając z wyraźnym znużeniem za okno.


- Yōgan Miyū? – z głębokich rozważań na temat sensu życia oraz tego, co dzisiaj będzie jeść na obiad, wyrwał ją donośny głos sensei sprawdzającej obecność domorosłych zabójców.


- O-obecna. – wyburkotała z zająknięciem, rozglądając się ze zdezorientowaniem po sali. Wzrok Yogan zatrzymał się przez dłuższą chwilę na właścicielce mysio szarych włosów, która najwyraźniej od dłuższego czasu wpatrywała się w nią spode łba. Kim ona, do cholery, jest? O co jej chodzi? Dziwne.


- No proszę, proszę! Kto zawitał na lekcji! – nauczycielka uśmiechnęła się z cieniem złośliwości, unosząc brwi, na co sama zainteresowana zareagowała jeszcze bardziej chmurnym wyrazem twarzy. - Chyba nie musisz się uczyć Sakki, bo już teraz świetnie ci to wychodzi, co?


- W takim razie chyba nie mam aż takich zaległości, sensei. –wysyczała przez zaciśnięte zęby, po czym przygryzła lekko wargę, nie będąc w sumie pewnym, czy tego typu pyskówki nie będą dla nich tylko kolejnym argumentem, by w końcu ją stąd wyrzucić. No cóż, jakimś cudem jednak trzymała się swojego stołka w akademii, a sama sensei raczej nie miała chęci jej dyskwalifikować - może dlatego, że była taka uzdolniona, a może dlatego, że po prostu nie chciała się już z nią użerać kolejny rok.


Zajęcia tym razem nie były zbyt fascynujące – przez jakieś kilka godzin była zmuszona wysłuchiwać pogadanki na te bardziej historyczne tematy, które nigdy jakoś szczególnie nie były w stanie zainteresować dziewczynę na tyle, by ta zechciała ich wreszcie wysłuchać. Wraz z ostatnim dzwonkiem wcisnęła niezapisany zeszyt do nieco podniszczonej już torby, po czym przewiesiła ją niedbale przez ramię i wolnym krokiem opuściła akadamię, nabierając głęboki wdech świeżego powietrza. Słońce powoli zachodziło, sprawiając, że na niebie zagrała dość przyjemna dla oka feeria barw, rzucając lekko różowy blask na kocie łby, na których dane było jej stąpać. Wieczorne cykady coraz gwarniej zaczynały szemrzeć wśród otaczającej ją zieleni, a wszystko coraz bardziej pachniało zbliżającymi się wakacjami. Uśmiechnęła się delikatnie do siebie, gratulując sobie w duchu, że ciepło łóżeczka dzisiaj nie pokusiło jej na tyle, by w nim została.


- Hej, ty! Yōgan! – dziki wrzask wybudził ją z tego całkiem przyjemnego stanu zen, jednak nawet to nie było w stanie jej zepsuć dnia na tyle, by zmusiła się do jakiekolwiek konfrontacji z nieznajomą. Przyspieszyła kroku nawet nie oglądając się za siebie, chcąc po prostu jak najszybciej zniknąć z pola widzenia upierdliwej koleżanki.


Nauczyciele nie darzyli jej szczególną sympatią, a mobilizować się zaczęła pod koniec akademii, gdy już poważnie zaczęli jej grozić brakiem klasyfikacji. Poprzez swoje ciągłe nieobecności często wpadała w błędne koło, gdy, omijając lekcje, na których zazwyczaj już uczyli się kolejnych jutsu, pozostawała ze swoim ojcem, by z nim to wszystko nadrobić. Nie sprawiało jej to szczególnej trudności, a wręcz na egzaminach zdawała z całkiem niezłą oceną, co nie zmienia jednak faktu, że często po prostu nie wyrabiała się ze swoimi zaległościami. Pomimo krzywych spojrzeń ze strony senseiów oraz szmerów roznoszących się wśród swoich rówieśników na temat tego, czy ta dziwna albinoska w ogóle chodzi z nimi do klasy, nauczyciele musieli przyznać, że jej poziom kontroli nad swoją chakrą jest ponadprzeciętny, a zdolności sensoryczne, które zaczęły się u niej przejawiać mniej więcej kilka lat wcześniej sprawiają, że sama Miyū rokuje na całkiem przyzwoitą kunoichi, toteż ostatecznie postanowili jej łaskawie nie skreślać, ba – pozwolili jej zdawać egzamin z całą resztą!


Zdała. Rodzice byli w siódmym niebie.



Spoiler:
 
Posty: 20
Dołączył(a): 3 sty 2018, o 18:48
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Sabataya Kazu » 8 kwi 2018, o 03:03

Obudził go pukający w okno pokoju deszcz. Otworzył oczy i spojrzał na znajdujący się obok jego łóżka zegarek. Dochodziła siódma. A więc pora wstawać… Usiadł i przetarł twarz dłonią. Czekał go kolejny dzień w akademii ninja. Westchnął. Niby uczyli się tam ciekawych rzeczy, ale… musiał przez cały czas pilnować swojego brata. A ten był strasznie leniwy i nie chciało mu się uczyć, przez co tkwił w akademii już kilka lat. Kazu mógłby już dawno ukończyć ten etap edukacji, zostać geninem i ruszyć dalej, ale chciał zostawiać swojego brata bez opieki. Za bardzo się o niego troszczył. Wstał i poszedł do umywalki rozczesać włosy, po czym ubrał się i zszedł na dół, aby zjeść śniadanie. Rodzice jeszcze spali, tak samo zresztą jak jego brat, więc to Kazu zajął się przygotowaniem posiłku. Szybko zjadł, zostawił porcje dla Goemona i wyszedł z domu, zakładając uprzednio swój czarny płaszcz z kapturem. Wiatr siekł drobnymi kroplami deszczu po twarzy młodego człowieka, kiedy ten szedł powoli w stronę akademii. Chociaż pogoda nie dopisywała, Kazu szedł powoli, cieszą się ze spokoju i ciszy, jaką panowała o tej godzinie w mieście. Po ulicach kręciło się bardzo mało ludzi, głównie patrolujący okolicę shinobi, oraz tragarze, którzy musieli dostarczyć towary do sklepów przed otwarciem. Westchnął. Był w połowie drogi, kiedy w oddali zobaczył znajomą sylwetkę. Zwolnił kroku. Rozpoznałby tą osobę z daleka… To była jego sensei- Kururu. Była kobietą w średnim wieku, miała długie czarne włosy, oraz zielone oczy. Specjalizowała się w ninjutsu i żywiole Raiton, po za tym świetnie rzucała shurikenami i kunaiami. Kiedyś zabrała ich klasę na małą prezentację swoich umiejętności - okazało się, że walczy na dystans, ciskając z oddali włóczniami nasyconymi żywiołem błyskawicy. Kazu spodobał się ten styl walki i od razu stwierdził, że będzie tak walczył. Chociaż kobieta podobała mu się fizycznie i często o niej myślał, nie chciał z nią rozmawiać. Dlatego odbił w boczną uliczkę, wydłużając sobie nieco drogę do akademii. Wolał bardziej zmoknąć, niż słuchać kolejnego wykładu, jak to nie powinien oglądać się na brata i ukończyć akademię. Westchnął. Czasami miał ochotę posłuchać kobiety, ale… No nie mógł. Nagle tuż przed nim zamajaczyła jakaś sylwetka i odbił w prawo, cudem unikając zderzenia z… Uniósł głowę i tuż przed sobą, zobaczył nie kto innego, jak Kururu. Stała podparta pod boki i patrzyła na niego karcąco.
-Ładnie to tak? Unikać swojej sensei?-zapytała, patrząc Kazu prosto w oczy. Chłopak westchnął. Czy ona musiała taka być? Nie mogła dać mu spokoju? Z jednej strony cieszył się na jej towarzystwo, bo będzie mógł się jej dobrze przypatrzeć, ale… Z drugiej wolał ciszę i spokój.
-... Dzień dobry Kururu-san.-odpowiedział, siląc się na uśmiech.
-Oh, no dobra, dzisiaj podaruje Ci wykład o tym, że powinieneś skończyć akademię. Chodź. Zrobimy sobie małe wagary.-powiedziała, puszczając mu oko i uśmiechając się zawadiacko.
-A-ale…-zaczął Kazu, ale ta już złapała go za rękę i pociągnęła za sobą. Udali się w kierunku pobliskiego lasu, gdzie znajdowało się ukryte wśród gęstwin pole treningowe. Chłopak często przesiadywał tam do późnego wieczora, ćwicząc rzucanie do celu. Kururu zatrzymała się przy drewnianym stoliku, na którym ktoś zostawił bronie treningowe i cmoknęła.
-Znowu ktoś po sobie nie posprzątał. Popatrz tylko… W takim tempie wszystkie kunaie z korodują i trzeba będzie wymienić je na nowę…-mruknęła, podając chłopakowi kilka z nich.-Pokaż mi co potrafisz. Wiem, że trenowałeś.-dodała, sama zaś usiadła na pobliskiej ławce i założyła nogę na nogę. Kazu przez chwile podziwiał jej zgrabnę nogi, zaraz jednak otrząsnął się i spojrzał na znajdujące się w oddali tablicę. Robił to już tyle razy… Wyważył w dłoniach shurikeny, poczekał, aż wiatr straci na sile i rzucił. Cztery. Uh. Słabo.-skarcił sam siebie w myślach. Rzucił następnym, uwzględniając przy tym fakt, ze padał deszcz. Osiem.Lepiej, lepiej. Ale stać się na więcej. Kururu patrzy.-pomyślał. Tym razem rzucił dwoma shurikenami jeden po drugim. Pierwszy trafił w piątkę, drugi zaś… w dziewiątkę. Kururu zaśmiała się krótko.-Ładnie Kazu, ładnie.-powiedziała, po czym wstała i podeszła do niego.-Ale wiem, że stać się na więcej. Spróbuj z kunaiami.-podała mu do ręki kilka tego rodzaju broni. Kazu zaczerwienił się lekko, kiedy dotknął jej miękkiej dłoni. Ah… Ale nie było na to czasu. Z kunaiami poszło mu lepiej. Od razu trafił w siódemkę, zaraz po tym w ósemkę i dziesiątkę. Widząc to, Kururu zaklaskała, widocznie zadowolona z postępów swojego ucznia. Chłopak westchnął. Zbliżała się godzina rozpoczęcia zajęć, a on musiał przecież pilnować brata.
-Nie martw się, nic mu się nie stanie jak chwile pobędzie sam.-pocieszyła go kobieta, od razu odgadując o czym myślał.-Ale skoro tak się niecierpliwisz… Wracajmy, ale droga przez las. Chcę zobaczyć twoje postępy w technice chodzenia po drzewach.-oznajmiła i poprowadziłą go w stronę akademii. Po twarzy Sabataya przeszedł grymaz. Kururu dobrze wiedziała, że źle szło mu z Ki Nobori no Shugyo, więc zmusiła go kiedyś do trenowania przez całe popołudnie. Teraz szło mu to już o wiele lepiej, ale wciąż miał braki. Po krótkim czasie, Kazu stał przed akademią, rozcierając obolały bark.
-No, dobrze Ci poszło. Ale następnym razem bardziej uważaj.- powiedziała Kururu, klepiąc go po głowie.-Do zobaczenia później.-dodała, po czym udała się w środka budynku akademii i zniknęła mu z oczu. Chłopak udał się zaś na lekcję, aby tam nieco odpocząć. Nie musiał słuchać, bo znał te tematy aż za dobrze, więc po krótkiej chwili znużył go sen i po prostu zasnął na ławcę.
-Kazu! Kazu! Obudź się!-obudził go podekscytowany krzyk, jakiegoś człowieka-Obudź się! Goemon zdał akademie!
Chłopak zerwał się na równe nogi. Co? Jak to? Jego brat w końcu wziął się do roboty? Udało mu się?! A więc to oznaczało… Koniec akademii! Nareszcie mógł zostać geninem i ruszyć na jakieś misje. Oh, wprost nie mógł się doczekać. Nie patrząc nawet na osobę, która oznajmiła mu tą radosną wieść, Kazu wybiegł z sali, kierując swoje kroki do gabinetu Kururu-sensei. Wpadł tam, nawet nie pukając. Zastał swoją nauczycielkę w trakcie rozwiązywania jakiegoś skomplikowanie wyglądającego równania.
-Kazu?-zapytała zdziwiona. Nigdy wcześniej nie widziała tak podekscytowanego Sabatayi.-Wszystko dobrze?
-Goemon skończył akademie!-wykrzyknął, unosząc ręcę do góry.-Chce przystąpić do egzaminu. Jak najszybciej.-powiedział, podchodząc bliżej jej biurka. Kururu roześmiała się i przytuliła go do piersi.
-Oh, nie musisz go zdawać. Już dawno temu wypełniłam twoje papiery i możesz w każdej chwili zostać geninem. Tylko zaniosę ten dokument w odpowiednie miejsce.-wyjaśniła, mierzwiąc mu włosy.-Gratuluje Kazu. Ukończyłeś akademie.-powiedziała i jeszcze raz go uścisnęła. Sabataya nigdy wcześniej nie był tak szczęśliwy jak tego dnia.
Spoiler:
 
Posty: 36
Dołączył(a): 5 kwi 2018, o 00:55
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hibiki Makoto » 8 kwi 2018, o 14:38

Ciche tykanie zegara. Ów miarowy dźwięk zdawał się skutecznie usypiać zielonowłosej nastolatka. Nie przepadał on z pewnością za porannymi zajęciami, które zwykle stanowiły idealny materiał na drzemkę dla jego osoby. W końcu - jakby nie spojrzeć - jego klan wyróżniał się na tle innych zamieszkujących ów wioskę. Zapewne też właśnie z rodzinnych powodów nastolatek postanowił dopiero teraz przystąpić do edukacji w Akademii, aby to pozwolono mu na oswojenie własnego nietoperza. Powoli miał już dość zajmowania się chmarą nocnych zwierząt, która nawet nie należała do niego. Przynajmniej nie w bezpośredni sposób. Co jednak oznaczało to dla niego? Oficjalnie mógł je sobie przywłaszczyć dopiero wtedy, kiedy zarówno jego rodzice, czy ważniejsi członkowie klanu uznają jego siłę. Jak więc najlepiej to osiągnąć? Oczywiście, że zostając hokage! Nie. Ta historia byłaby zupełnie inną bajką, gdyby nastolatek miał takie inspiracje. Na chwilę obecną wystarczyło mu zdać zwyczajnie egzaminy na genina, a następnie liczyć na to, że przespane zajęcia względem genjutsu i tak do niczego by mu się nie przydały. Dlatego też z niecierpliwością wyczekiwał dnia swojego egzaminu. Dnia ostatniego zaliczenia, w którym mógłby osiągnąć wszystko tego, co na chwilę obecną potrzebował. Dnia, w którym to pozwolono by mu na zgłębianie rodzinnych technik i wszelkich tajników ich klanu. Niemniej jednak, pozostało mu przemęczyć się w tych szkolnych chwilach, podczas których wolne chwile spędzał ze swoimi przyjaciółmi. Zarówno tymi ludzkimi, którzy często grywali z nim w baseball, czy czasem za jego namową w mniej popularny curling, jak i tymi, którzy należeli do zupełnie innego gatunku ssaków - nietoperzami ściśle związanymi z jego własną rodziną. W końcu trzeba było je też nakarmić, zadbać o to, aby egzystowały sobie w sterylnych warunkach i czasem nawet przypilnować ich schronienia, aby to niepotrzebne drapieżniki nie zaatakowały ich. Co więcej, znajdował nawet chwilkę na to, aby przyjrzeć się treningom innych, czy potencjalnym sparingom, bo jakby nie patrzeć - te były znacznie ciekawsze, aniżeli różnego rodzaju zajęcia, które miały na celu omówienie struktury broni, czy metody uwolnienia się z iluzji.

Nadszedł w końcu ten dzień. Dzień, w którym na dobre miał opuścić mury akademii. Dzień, w którym to nastolatek miał podjąć się odpowiedniej serii prób. Dzień egzaminu i sądu ostatecznego. Zważywszy na jego przynależność do klanu, czy wszelkie sprawy z tym związane, zielonowłosy musiał zacząć się tym wszystkim stresować. Mamrocząc pod nosem bliżej nieznane światu słowa, które równie dobrze mogły okazać się równie pokręcone, co mantry jashinistów, młody Hibiki bazgrał coś w zeszycie swoim nie do końca czytelnym dla innych pismem. Ziewnięcie dobyło się z jego ust, a przez głowę przeszła niepokojąca myśl, że może niepotrzebnie siedział wczorajszego wieczoru do późna wśród nietoperzych towarzyszy. Mimo wszystko, nie mógł ich ot tak zostawić. W końcu niedługo jeden z nich mógł być tym jego własnym, jedynym, pierwszym kompanem!
- Hibiki, Makoto Hibiki - rozległo się w korytarzu tych ledwie kilka zgłosek, a zapatrzony w swój notes nastolatek poderwał się nieco jak oparzony. Czy się stresował? Może troszkę. W końcu nie na co dzień podchodzi się do takiego egzaminu. Ponadto jeśli mu się nie powiedzie, przyniesie tym hańbę na własną rodzinę, zważywszy na wiek pozostałych egzaminowanych osób.
- H-Hai! - wydusił z siebie, zostawiając na krzesełku zeszyt z jakimiś bliżej nieokreślonymi notkami względem różnych pieczęci, czy gryzmołami, które miały najpewniej przypominać jakieś manewry, czy plany przebiegu walk. Później wszystko leżało już w gestii egzaminatorów, a sam nastolatek mógł zdać się jedynie na ich łaskę. Ostatnie, ciut nerwowe przełknięcie śliny i mógł z udawaną pewnością siebie przekroczyć progi sali egzaminacyjnej, pozostawiając już wszystko w rękach nadludzkich sił natury.

Ciemnozielona opaska zdobiła czoło nastolatka. Chociaż nie wszystko poszło tak idealnie, jak mógłby sobie to zaplanować, udało mu się zdać ów egzamin bez jakiejś konieczności wielokrotnego powtarzania. Może rzeczywiście jego Henge no Jutsu nie było nazbyt dokładne, a rzucając shurikenami dało się spostrzec odrobinę stresu lub niedostateczną wprawę, jednak wszelkie wymagania, aby oficjalnie zostać shinobi miał spełnione. Tak też zostało mu jedynie wrócić do domu i pochwalić się innym, a zarazem czekać na to, aż przyjdzie mu opanować odpowiednie techniki jego klanu. Tak też odetchnąwszy z ulgą, niewysoki nastolatek mógł udać się w sobie znanym kierunku, rozważając jeden, jakże istotny dla niego dylemat. Co powinien zrobić w pierwszej kolejności? Pochwalić się znajomym, a może jednak czym prędzej pognać do domu, oczekując tego, że jego skrzydlaty, nocny kompan już na niego czekał, co mogło być nie tak bardzo prawdopodobne, zważywszy na fakt, że popołudniowe słońce jakimś cudem przebijało się przez okoliczne chmury, a pogoda do najcieplejszych też nie należała. Mimo wszystko, póki tego sam nie sprawdzi, to się tego nie dowie, prawda?

Spoiler:
Ostatnio edytowano 10 kwi 2018, o 16:18 przez Hibiki Makoto, łącznie edytowano 1 raz
 
Posty: 20
Dołączył(a): 4 kwi 2018, o 22:58
Ranga: Genin

Następna strona

Powrót do Akademia Shinobi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron