Akademia

Obrazek
W tym miejscu zwykłe dzieciaki szkolone są na przyszłych obrońców swojej wioski. Uzyskują tu podstawową wiedzę na temat zasad panujących wśród shinobi, zdolności wykorzystywania chakry czy walki wręcz. Wiedza ta pozwala im w przyszłości na dalszy rozwój, szkolenie zaś kończy się awansem na Genina - najniższy poziom shinobi.

Akademia na tym forum jest samodzielna. Wystarczy napisać post w odpowiednim temacie, wg poniższych zasad, by awansować na rangę Genina.
•W temacie można napisać maksymalnie jeden post.
•Wymagane minimum, by ukończyć akademię należy wybrać co najmniej trzy techniki ninjutsu rangi E.


Uwaga! Za opanowane techniki dla zachowania zgodności w temacie PN gracz otrzymuje wymaganą do opanowania jutsu ilość punktów nauki, automatycznie wydaną na szkolenie jakie opisał gracz w tym dziale. Gracz musi w swoim temacie PN opisać przychód punktów nauki a następnie oznaczyć ich wydanie na opanowaną zdolność. Analogicznie postępujemy w przypadku PD - gracz po otwarciu dziedziny w dōjō musi w swoim temacie punktów doświadczenia napisać ich przychód a następnie wydać je na otwarcie określonej dziedziny.


Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Akademia

Postprzez Kōseki Luesi » 8 kwi 2018, o 14:39

Kolejny ciepły poranek. Wyciągnięta ze snów dziewczyna, powoli przewróciła się na drugi bok. Przenikliwe promyki czule ogrzały jej niewielki pokoik, sięgając aż do samego łóżka, umieszczonego w rogu pokoju. Statyczność sytuacji przerwał ruch zakładanych, puchatych kapci. Lekki zarys postaci zmierzał już tylko w kierunku wpuszczającego oświetlenie okna. Wyjrzawszy przez nie, na otaczające wokół sąsiedztwo, Lu powiedziała sobie w duchu tylko jedno… - Obym dała radę… - Ze zgromadzoną na zapas energią i pozytywnym nastawieniem, zajęła się przygotowaniami do wyjścia. Gdy stwierdziła, że wszystko zostało zrobione, pomachała rodzince a następnie ruszyła w stronę swojej powinności. Istnieje taki stereotyp, że najtrudniej zrobić pierwszy krok. Najwidoczniej nie dla naszej bohaterki, która nawet nie zauważyła, kiedy wtopiła się w nowe grono. A sama akademia dostała miano nowego domu, gdyż to tu będzie przez najbliższy czas, rozwijał się potencjał przyszłej kunoichi. Z takim startem, pierwsze progresy stanowiły już tylko kwestię czasu.

Z każdym porankiem, po raz kolejny nogi przekraczały próg akademii. I nadal towarzyszyło temu niezmienne uczucie ciekawości i skumulowanej energii. Scenariusz każdego dnia jakby przez kogoś innego pisany. Nawet najprostszy trening zapewniał masę niezapomnianej zabawy. - Dzisiejszego dnia poćwiczymy mały element, potrzebny do osiągnięcia współpracy. - Z entuzjazmem oznajmił sensei, próbując choć trochę ożywić przygnębiająca aurę, owego deszczowego dnia. - Wspaniale… - sarkastycznie mruknęła pod nosem nieliczna część klasy. Luesi z reguły emanująca niewyobrażalną ilością sympatii i witalności, jakby przygasła gdzieś w tłumie. Powodem tego nie była ciężka aura pogody, tylko dziwne przeczucie wiszącej nad znajomymi burzowej chmury. Rozpoczęto zajęcia. Obecne ćwiczenia polegały na działaniach w parach. Jedna z osób, miała za zadanie wcielić się w rolę supportu dla partnera, będącego w charakterze ofensywnym. I oczywiście po wykonanej poprawnie, pierwszej turze uzgodniona zamiennością. Jakże banalne zadanie, nieproste jednak dla wszystkich. Nie potrzeba było wiele czasu, aby usłyszeć kąśliwe hasła, zarzucanych sobie w jednej z grup osób: - Ha! Myślisz, że jestem ślepy? Od razu widać, że specjalnie podajesz mi wszystko na odwal… - Wypowiedział Dorian, klasowy indywidualista, o jasnych brązowych włosach i piwnych oczach. Wzbudzając tym samym, zainteresowanie pozostałych uczestników zajęć. - Jakbyś choć trochę był uzdolniony, bez żadnego problemu złapałbyś to. - Od razu odparł Kisute, z wyczuwalną w głosie wyższością. Drugi klasowy odludek, liczący tylko na własne umiejętności. Już chyba nie było osoby, która nie śledziła całej rozgrywanej akcji. Wymiana zdań nabierała tempa. Wyczekiwano już tylko punktu kulminacyjnego w formie rękoczynów. - Eh… - westchnęła Lu, przewracając oczami. Dziewczyna z opuszczoną głową ruszyła w stronę sporu. Nie zawaha wszy się, zatrzymała się w samym epicentrum nienawiści, rozdzielając tym samym dwa wrogie obozy. Podniosła głowę delikatnie ku górze, równocześnie wyciągając w bok swoje, dość chude ręce. Przed oczami chłopców mignęły już tylko dwa, bolesne pstryczki w nos. Oczywiście kimże czułaby się nasza postać, gdyby nie skorzystała z pierwszej, lepszej sposobności zostania mediatorem klasy. A że do uroczych koleżanek aż wstyd jakąkolwiek nienawiścią pałać, nieporozumienie obyło się bez ingerencji ze strony nauczyciela.
Warto też spojrzeć na bardziej techniczną stronę owej placówki. Wyznaczony plan treningowy obejmował poszczególne dni oraz godziny, uwzględniając także czas na przerwy. Młodzi uczniowie z niesamowitą precyzją przestrzegali swoich luźnych chwil. Jak to w każdej szkole, zaraza lenistwa zawsze gdzieś się rozprzestrzeniła. Choć nie zdążyła dotrzeć do Lu. Nieliczni wiedzieli jak wykorzystywała wolny czas. W zacisznym zakątku zaraz za budynkiem znajdował się niewielki, porośnięty młodą trawą placyk. Za sprawą otaczających go pojedynczych, liściastych drzew, pełnił rolę pewnego rodzaju samotni. Miejsca, które idealnie nadawało się do treningu wewnętrznego, jak i również ćwiczeń wymagających sporej koncentracji. - Jeszcze raz! - powtarzały się cały czas na nowo słowa, wypowiedziane w duchu przez jasną istotkę. W końcu to tylko jej obecność, wypełniała całe to samotne miejsce. Luesi wykombinowała swój własny sposób na trenowanie, skupiający się na umiejętnym gromadzeniu chakry w stopach. Stanowiło to przygotowanie do techniki, na której dziewczynie najbardziej zależało. Trik miał zostać przedstawiony na przyszykowanej wcześniej misce z wodą. A taki obszar zapewniał już, wystarczające warunki do prób Suimen Hokō no Gyō. Ściągnięte buty symbolizowały jeszcze długą drogę do osiągnięcia perfekcji. Chwila skupienia, naprężenie wszystkich mięśni i bezszelestny ruch drobnej stopki. Lu wykonywała kolejną próbę. Przeniosła natężenie siły do czubków palców, w międzyczasie ostrożnie opuszczając piętę ku błękitnej powłoce wody. Satysfakcjonujący impuls przebiegł całe jej ciało. W całkowitym skupieniu wyprostowała kolano, powoli dokładając w ten sam sposób drugą nogę. Analogicznie począwszy od przedniej części, kończąc na drugiej. - Tak blisko! - westchnęła, trzymając już pierwszą nogę w wodzie.

Stojąc już w cieniu, poprzedzającego akademię drzewa, Lu wymownie spojrzała na swoją wewnętrzna część dłoni. Jej przemyślenia przerwał przyjacielski uścisk ręki, obejmujący wokół szyję. - Już wszystkiego zdołaliśmy się tutaj nauczyć - wypowiedział Dorian, po czym pstryknął palcami w metalową tabliczkę na opasce dziewczyny, rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości. Luesi opuściła powieki i wróciła wspomnieniami ostatnich wydarzeń. Ogarnęło ją miłe uczucie. Przypomniała sobie na nowo fakt: poznania i zaprzyjaźnienia się z obcymi wcześniej osobami. Przebytymi z nimi śmiesznymi i niespodziewanymi akcjami. Wyrozumiałego nauczyciela, pod którego okiem dzielnie walczyła o nową wiedzę i umiejętności. Niezliczonych emocji towarzyszących jej i odpowiednio budujących lub nie. Na jej twarzy rozpromienił szeroki uśmiech i pewnie przytaknęła - Yop!

Opanowane techniki: Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Sakki, Manji no Jin, Kihon Iryō no Kenmei
Rozwinięte atrybuty: Siła na D, Wytrzymałość na D, Szybkość na D, Kontrola Chakry na D, Siła Chakry na D
Zdobyta wiedza: Geografia ośmiu krain - Geografia Tsuchi no Kuni, Bijū - Nibino Matatabi
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 8
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 16
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
 
Posty: 4
Dołączył(a): 24 mar 2018, o 23:38
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hyūga Aya » 15 kwi 2018, o 11:11

- *Yawn*
Dokładnie taki to ruch z pokemonów wykonała właśnie leżąca sobie pod drzewem świeżo upieczona nastolatka, odpoczywając po treningu wytrzymałościowym. Od razu było po niej widać, iż dała z siebie wszystko, cała cuchnęła potem, była zdyszana a mięśnie odmawiały jej jakiejkolwiek współpracy. Zdecydowanie nie był to widok, który wytworzył by się w czyjejś głowie po usłyszeniu o jakiejś młodej panience z rodu Hyūga. Co też takiego robiła właśnie Aya? To samo co przez większość wolnego czasu - trenowała. Wysiłek - to jedyny sposób by takie beztalencie jak ta dziewczyna mogła nadążyć na rówieśnikami. W akademii wszyscy uznawali ją za jakiegoś geniusza, albo gorzej - panienkę jeżdżącą na pieniądzach i sławie rodzinki. Nikt z nich nie wiedział, nikt nie widział codziennego wysiłku jaki młoda wkłada Hyūga aby ten tytuł geniusza, pomimo wszelkich przeciwności uzyskała.
- *Yawn*
Ziewnęła po raz drugi, wreszcie podnosząc tyłek z ziemi i rozpoczynając drobną gimnastykę by rozluźnić mięśnie. Już za dwa dni w akademii miał odbyć się drobny międzyklasowy turniej, związany z sparingami i Aya nie mogła sobie pozwolić na ośmieszenie swego szlachetnego nazwiska, dlatego dzisiejszego wieczora, pomimo sporego zmęczenia zamierzała jeszcze poprosić ojca o wspólny trening Jūken. Ah, właśnie - Jūken, specjalny styl walki, klanu Hyūga, dla postronnego, niewyedukowanego widza ów sposób walki mógłby wydawać się czymś łatwym, wszak to co głównie widać to stosunkowo delikatne i zdawałoby się losowe ruchy, nic bardziej mylnego. Dziewczyna zaczęła trenować ten styl walki gdy miała zaledwie pięć, czy sześć lat, a teraz mając dwanaście dalej nie mogła powiedzieć by opanowała go w znaczącym stopniu. Tu nawet nie chodziło jedynie o jej brak talentu a samo skomplikowanie ów sztuki. Treningi ojczulka nie należały do lekkich, mężczyzna był dość szorstki w obyciu i szczególnie wiele wymagał od swej córki - nie żeby Aya miała mu to za złe, wiedziała, że jej ojciec na swój sposób o nią dba, ba mało tego - czasem nawet zdawało jej się, że przy sparingach z nią jest nieco mniej brutalny niż w innych przypadkach. Przez cały wieczór, na podwórzu można było usłyszeć tylko jedno słowo a między nimi istniały tylko dźwięki powodowane przez wymianę ciosów. Raz za razem odstęp przed powtórzeniem ów słowa stawał się krótszy.
- Wstawaj.
Wstawaj, wstawaj, wstawaj - to było to jedyne słyszalne słowo, po każdym upadku dziewczyny ojczulek wypowiadał to właśnie słowo. Tej nocy, gdy Aya wreszcie wgramoliła się do łóżka zasnęła niemal od razu, nawet pomimo tych wszystkich obić i siniaków.

Dwa dni minęły niezwykle szybko, obecnie młoda Hyūga siedziała wraz z resztą dzieciaków w jednej linii, turniej miał zaraz się zacząć, wiele spojrzenie było skierowanych właśnie na nią, wszak była jedną z najpewniejszych kandydatów, pozostałą dwójką była dwójka chłopaków, jeden wyższy niż ktokolwiek inny w ich klasie, miał prawdziwą smykałkę do taijutsu, jednak Aya się go nie obawiała - przyglądała się jego schematom walki już niejednokrotnie, wiedziała czego ma się spodziewać. Zawodnicy do poszczególnych sparingów dobierani byli losowo, jedna porażka oznaczała odpadnięcie z turnieju, a same walki miały się odbywać, aż nie wyłoniony zostanie jeden zwycięzca. Pierwszą przeciwniczką Ayi była dość nie wyróżniająca się dziewuszka - ich walka nie trwała zbyt długo, nawet nie perfekcyjny styl Jūken, stanowił wystarczającą broń by poradzić sobie z sporą częścią uczniów akademi. Podczas drugiej potyczki, Hyūga doznała pierwszych obrażeń, jej przeciwnik nie grał zbyt czysto, jednak cóż… była to potyczka shinobi więc dziewczyna nie bardzo mogła narzekać a ostatecznie, dzięki swemu naturalnemu uporowi i tą potyczkę udało jej się wygrać. Dwie następne walki były stosunkowo łatwe - większość uczniów miało problem z staminą, wytrwałością a tak wiele sparingów jeden po drugim, były najprostszym testem wytrzymałościowym - czymś co Aya ćwiczyła niemal codziennie. W końcu, przy swej piątej walce, gdy w “grze” zostały ledwie cztery osoby, dziewczyna natrafiła na wspomnianego specjalistę od taijutsu. Walka była zażarta. Unik, Cios, Unik, Unik Cios, Unik, Cios, Cios - i powtórka. Sparing zmienił się w pojedynek na wytrzymałość, za każdy udany cios sama również obrywała. Gdzie większość pojedynków trwała maksymalnie kilka minut, tak ten trwał z dwadzieścia. Aya ledwo trzymała się na nogach, zmęczenie również i jej zaczęło doskwierać, nie sądziła by miała szansę wygrać i w ten ...jej przeciwnik padł na plecy - sparing dobiegł końca Tłum oszalał, posypały się różne typowe komentarze.. Został już tylko finał, jednak dziewczyna widziała, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo - drugi finalista, miał jeszcze sporo energii, przez wszystkie swoje walki przebiegł niezwykle szybko - cziterski Uchiha…

- *Yawn*
Ziewneła, siedziała w kuchni wysłuchując monologu ojca jak to powinna postarać się bardziej, jak to powinna zająć pierwsze miejsce oraz, że zaraz po kolacji wybierają się na czterogodzinny trening. Aya nie bardzo się tym przejmowała - było to coś czego się spodziewała, toteż nic nie mówiąc a jedynie przytakując, siorbała sobie kawę z majonezem...

Spoiler:
Multi: Fuka Afuro
 
Posty: 18
Dołączył(a): 10 kwi 2018, o 00:11
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Gashi Honki » 22 kwi 2018, o 13:35

Spoiler:

Czy można odczuwać strach przez całe swoje życie? Czy podczas robienia kroku w stronę drzwi, odbijania się o próg, czy chociażby spotkania nikomu nic winnego kota można tak potwornie krzyczeć? Do dwunastego roku życia, a raczej prawie tego roku (brakowało zaledwie dwóch miesięcy) była spokojnym, niesprawiającym kłopotów dzieckiem. Posłusznie uczęszczała do Akademii, przynosząc raz pozytywne, a raz negatywne stopnie. Zawsze uchodziła za przeciętniaka, który większość swojego czasu trwonił nad zwojami. Po powrocie ze szkoły wracała, siadała w kącie swojego pokoju i rysowała. Zgrabnie prowadziła pędzel, by jej kunszt mógł być później uwieczniony na ścianie. Tak zbierała miliony małych obrazków: Tu z góry patrzył na Ciebie tygrys, gdzieś koło okna zbijał się do lotu niewielki koliber, stado koni biegło przez całą długość pokoju, uciekając przed nieznanym. To tylko pojedyncze przykłady. Tego było mnóstwo, a żeby móc sobie to wyobrazić to dodam, iż każda ściana w jej pokoju nie była naga. Ubierała się postaciami, zwierzętami, a nawet bujną roślinnością. Czemu o tym wspominam? Powód jest tylko jeden - młoda Gashi zabrała swoją pasję do murów Akademii. Odtąd na jej ławkach pojawiały się niewielkie rysunki, na testach dodawała jakiś charakterystyczny dla siebie symbol, często też zamiast być na lekcji błądziła gdzieś dalej, tak oto zdobywała słabe stopnie. Pomimo, że uchodziła za inteligentną oraz mądrą, to brak odpoczynku i niewyspanie dawało po sobie znać niemal codziennie.
- Musisz przestać, to robi się chore - rzekł kiedyś jej ojciec, gdy z tostem w buzi wychodziła na zajęcia. Dziś był wielki dzień, zaczynała treningi technik ze względu na to, iż jakimś cudem zaliczyła całą teorię. Poszła spokojnym krokiem, powoli śledząc swoich rówieśników. Jak zwykle szła za nimi, nawet zwalniała kroku, byleby móc ich poobserwować. Dostrzegała w ten sposób drobne szczegóły, których zwykle nie da się wyłapać poprzez pierwszy rzut oka. Dopiero później, gdy zobaczyła swoich ukochanych chłopaków, nagle przyspieszała, by móc później ich cmokać w policzki.
- Afeeeee, przestań! To wcale nie jest zabawne - krzyczał jeden, czochrając ją po czuprynie - Hon, Hon! Mi też daj! - śmiał się drugi.
Niektóre dni wyglądały właśnie jak te, a wszystko dlatego, że kunoichi była również romantyczką, która wolała sparingi z facetami. Dzięki temu mogła próbować im dać całusa, a nawet wykorzystać ich brak koncentracji, by móc powalić na ziemię. -
- Ej, ej! Oszukałaś mnie! - patrzył na nią ze złością - [b]Nie, nie, to ty się nie skoncentrowałeś. Jeszcze raz[/b] - uśmiechnęła się do niego i kontynuowała.
Bywały dni, kiedy nic nie mówiła. Czasami tylko pojękiwała, gdy dane jutsu jej nie wychodziło. Ciągle pamięta dzień, kiedy ostrożnie stąpała po wodzie, powoli przelewając czakrę do swoich stóp, aż nagle klapa. Pierwsza lepsza fala ją zmyła, a biedna Gashi cała mokra wracała na kolejne lekcje. Z drugiej strony, zdecydowanie lepiej jej szło z chodzeniem po ścianie. Nawet przemoczona do suchej nitki, potrafiła wbiec i po prostu stać, patrząc jak inni cały czas spadają w dół. W chwilach przygnębienia przystawała na wielkiej ściance, obserwując z jej szczytu inne dzieciaki. Zatracała się przez to w swoich myślach, przypominając sobie swoich rodziców.
Teraz, Karai nie widziała. Powtarzała każdą czynność w dzień w dzień, a mimo to czuła jakby zaraz miała się spotkać z wielką ścianą. Chodziła od tej pory ze swoim ulubionym kolegą. Odprowadzał ją co dzień na zajęcia i tak samo z nich odprowadzał.
- Wszystko w porządku? - pytał, co ranka, widząc przygnębienie i smutek na jej buzi - Wszystko się ułoży, to... nie było nic wielkiego. Sama wiesz, nie? Wielu ma gorzej, nie ma tak ślicznej buzi jak ty.
- Kłamiesz... - wyszeptała, schylając niżej głowę. Ręce poczęły jej drżeć, zaś stopy powoli przesuwały się w to w jedną, w to drugą.
- Tak właściwie, to nie, mówię poważnie, zależy mi na Tobie mimo Twojego młodego wieku. W sumie to naszego – poczochrał się po głowie, po czym westchnął – Słuchaj, nie możesz tak żyć. Potrzebujesz się wziąć za siebie, bo inaczej po co miałabyś zostać kunoichi?
- Kunoichi… - wyszeptała, powoli ubierając japonki. Najpierw jeden, później drugi, a wszystko jakby w zwolnionym tempie. Ruszyła, o mało przy tym nie taranując innych osób. Złapała go pod rękę i tak później na nowo poznawała świat.
Dni w Akademii upływały coraz wolniej. Słyszała każdy szmer - szuranie krzeseł, trzaskanie gałęzi, a nawet ruch stóp na piaszczystym podłożu. Starała się powoli wychwytywać, z którego kierunku dochodzą do niej różne dźwięki. To znajduje się na lewo, to na prawo, zaś ten i ten znajduje się tu i tu. Z każdym dniem ta rutyna stawała się coraz bardziej prosta. Trzymanie kija już nie doprowadzało do konwulsji, ale nowe rzeczy wciąż wywoływały w niej panikę. Również była bardziej nieufna, ostrożnie dobierała osoby, którymi się otaczała. W wyniku tego paringowała się tylko ze znajomymi. Z pomocą Kai uwalniała ludzi, których wielkość czakry nie przekraczała dla niej przysłowiowej normy.
Tak też, z lekką obawą, ale i determinacją przystąpiła do egzaminu na Genina. Chcąc udowodnić sobie, że bycie ślepym nie zamyka jej dróg, które sobie… Otworzyła.
Spoiler:
 
Posty: 20
Dołączył(a): 14 kwi 2018, o 17:20
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yonohara » 22 kwi 2018, o 20:07

Deszcz dudnił, uderzając kroplami o szklane okna domu. Młodzian nieprzytomnie nasunął kołdrę na swoją twarz, jakby chciał uchronić się przed tym, monotonnym dźwiękiem. Nic jednak nie pomagało. Wciąż nie był całkowicie rozbudzony, gdy to nagle rozbrzmiał głośny dźwięk budzika. Yono miał szczerą chęć zignorować alarm, który zwiastował tylko kolejny dzień w akademii, w końcu jednak przemógł się i sięgnął leniwie ręką, aby wyłączyć dzwoniącą maszynkę, prawie zrzucając ją przy okazji z szafki. Wyczołgał się z pod kołdry i rzucił okiem na zegarek. Siódma rano. Po chwili opadł ponownie na miękką pościel, zerkając na drewnianą kukłę, która oparta była o szafkę.
-Co się tak na mnie patrzysz? Dobra, dobra, już wstaję. - Mruknął lekko naburmuszony, zwracając się do nieżyjącej lalki, po czym podniósł się na dobre.

To nie tak, że nie lubił zajęć w akademii, były dosyć ciekawe, jeśli w grę wchodziła nauka technik. Nigdy nie miał też dojść tamtejszego towarzystwa, z którym całkiem nieźle się dogadywał... powiedzmy. Yono po prostu nie był zbyt dobry w porannym wstawaniu i dałby wszystko, aby tylko te lekcje odbywały się choćby godzinę później. Ale nie. Życie nie jest takie cudne.
-Do zobaczenia - Szczerze uśmiechnięty pożegnał się ze swoją matką, która jak zwykle życzyła mu powodzenia.
Narzucił na siebie płaszczyk, który powinien ochronić go przed deszczem, a szyję przewiązał puchatym szaliczkiem, który ubrałby niezależnie od sytuacji. Wiedział, że jest ogromna szansa, że znowu złapie przeziębienie przez taką pogodę, więc do szkoły podążał bardzo szybkim krokiem, jakby to miało czemuś zapobiec. Po dotarciu na miejsce natychmiast zrzucił z siebie przemoczony strój, odwieszając w odpowiednie miejsce, aby zaraz dołączyć do swoich rówieśników. Atmosfera nie była zbyt żywa, co prawdopodobnie spowodowane było przez tą ulewę, szalejącą na zewnątrz. W takie dni moralne idą u większości osób w dół. Młodzieniec nie zdążył nawet rozpocząć jakiejkolwiek konwersacji, gdyż zaraz rozpoczęły się lekcje. Tak to jest, gdy przybywasz na styk.
Mina natychmiast naszemu bohaterowi zrzedła, gdy tylko usłyszał, że dziś sparing, który miał przetestować ich umiejętności w walce wręcz. Nie bez przyczyny młodzian był uważany za worek treningowy. Był słaby... najsłabszy w klasie. Z jednej strony była to wina jego chorobliwego ciała, a z drugiej prawdopodobnie niedostatku odpowiedniego treningu. Na szczęście swoją słabość fizyczną nadrabiał zwinnością, dlatego, aby go pokonać, trzeba było go najpierw dostać, a to było trudne zadanie. Wygrywał tylko, gdy udawało mu się wykończyć wszelkie siły przeciwnika, po czym zaczynał atakować... a to zdarzało się to bardzo rzadko. Musiał trafić na ucznia o słabszej kondycji. Ale to lepsza taktyka niż żadna.
Gdy tylko przydzielili im przeciwników, młodzian spojrzał przed siebie, aby tam ujrzeć czarnowłosego młodziana. Toki Rokunin nie był specjalnie bliskim znajomym Yono, wciąż znany był na całą klasę ze swojej siły. Perfekcyjnie.... Wzrok ciemnowłosego mówił tylko jedno - całkowitą pewność swojej wygranej. Nie dziwne jednak było to założenie. Walka rozpoczęła się i wyglądała tak, jak każdy prawdopodobnie zakładał. Z jednej strony Toki próbował różnego rodzaju ataków, aby dosięgnąć białowłosego młodzieńca, który przez długi czas wymykał się z jego zasięgu. Trzeba przyznać, że troszkę go to bawiło. Wtedy wpadł na "genialny" pomysł i, omijając uderzenie, złapał rękę przeciwnika i próbował go przerzucić, jednakże... no nie wyszło. Okazało się, że jego siła nie była wystarczająca i Yono przez to upadł boleśnie na ziemię, praktycznie ciągnąć ze sobą swojego przeciwnika. Ten szybko zdołał wykorzystać sytuację i walka skończyła się krótko potem przegraną bohatera. Młodzian był jednak usatysfakcjonowany dzisiejszym wynikiem. Zawsze warto spróbować czegoś nowego.

-Niedługo egzaminy, prawda? - Blond-włosa dziewczyna o imieniu Rima oparła się zrezygnowana o ławkę, wzdychając cicho. Ten temat coraz częściej poruszany był wśród uczniów, podczas przerw między lekcjami.
-A co, denerwujesz się? - Spytał rozbawiony Yono, który siedział obok, włączając się do konwersacji grona znajomych. -Nie martw się, nie martw się, oblanie ich to nie jest koniec świata.
-Nie pomagasz. - Mruknęła zdenerwowana blondynka, na co młodzian zaśmiał się cicho. Sam również nie miał aż na tyle pewności siebie, aby zupełnie nie przejmować się egzaminem, jednakże nie miał zamiaru pokazywać tego po sobie. Po chwili rozmowa oddaliła się od tego tematu i przeszła na ulubione techniki, o których kiedyś słyszeli, jakby wszyscy chcieli jak najszybciej odwrócić swoją uwagę od wcześniejszych zagadnień.

Następna lekcja była poświęcona czystej teorii. Yono miał tendencję do przysypiania na tych zajęciach, wiedział jednak, że nauczyciel jest naprawdę straszny, gdy przyłapie jakiegokolwiek ucznia na tego typu zachowaniach. A przekonał się o tym na własnej skórze. Nie miał zamiaru powtarzać więc swojego błędu. Pod koniec lekcji zaczynał już lekko pokasływać. Doskonale wiedział, że to oznacza wspaniały wpływ chłodnej pogody i deszczu na jego ciało. No trudno. Nie żeby był nieprzyzwyczajony.
Następna powtórka technik dała się zaprezentować młodzianowi zdecydowanie lepiej, niźli podczas sparingu, albowiem udało mu się wykonać zadane Ninjutsu już za trzecim podejściem (I po bardzo ostrych komentarzach nauczyciela, który jak zwykle uważał, że wszyscy za mało się starają). Minęło trochę czasu, nim w końcu puścili ich wszystkich do domu. Yono nie był zbyt szczęśliwy na myśl o wracaniu przez deszcz, który wciąż nie miał zamiaru się zatrzymać, nawet po tym całym czasie spędzonym w akademii. No trudno. Narzucił na siebie ponownie swój płaszczyk, pożegnał się z przyjaciółmi i jak najszybciej wrócił do domu. A tam cisza. Gdy padał deszcz to zawsze łapała go nuda. Nienawidził tego. Nie miał jednak zamiaru siedzieć bezczynnie i zaraz wciął się do szukania dziwnych zajęć w domu....

Opanowane techniki: Ki Nobori no Shugyō, Suimen Hokō no Gyō, Sakki, Kihon Iryō no Kenmei, Kai, Kawarimi no Jutsu, Nawanuke no Jutsu
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Kontrola Chakry, Siła Chakry
Zdobyta wiedza: Dziedziny shinobi: Ninjutsu, Uzbrojenie shinobi, Pakty
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 7
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 14
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
Obrazek
Obrazek
Obrazek
 
Posty: 8
Dołączył(a): 20 kwi 2018, o 16:17
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Yamanaka Ryouji » 27 kwi 2018, o 00:25

Obudziwszy się późną nocą pośród grubych warstw literatury oraz zwojów w jednym z pokojów domostwa klanu, Ryouji zastanawiał się nad nieuchronnie nadciągającym wschodem słońca, który bez wątpienia miał otworzyć nowy rozdział w jego księdze życia. W tamtym momencie miotały tą młodą istotą niesamowicie mieszane uczucia – od przeraźliwego strachu na zachłannej ekscytacji kończąc. Odosobniony młokos pośród kołatających się myśli próbował rozwikłać najważniejsze punkty, na które należy zwrócić uwagę podczas pierwszego dnia pobytu w Akademii. Nie odczuwał dotychczasowych ambicji oraz pewności siebie, gdy te nie tak dawno temu bardzo silnie razem z nim maszerowały przez każde trudności codziennego żywota. - Wielki Smok? O co tutaj chodzi?... – zapytał sam siebie przyciszonym głosem, przeglądając w międzyczasie jeden z wybranych tomów bestiariusza, a wtedy do pokoju zawitała jego matka Omatsu, niewątpliwie zaniepokojona zaburzeniami snu swego potomka. - Kładź się spać, młody człowieku. Jutro przed tobą niezwykle męczący dzień. - spojrzał na nią wybałuszonymi oczami, jakoby doświadczył obrazu jednego z legendarnych demonów. - Nie dam sobie rady, jeżeli nie będę przygotowany do wstępnego testu. – nastoletni Yamanaka zaznaczył tę wypowiedź niebywale twardo, lecz nie wywarło to wrażenia na jego rodzicielce. - Udowodnisz jeszcze potęgę naszej rodziny, zaręczam ci. Musisz jednak wypoczywać. Niech bóstwa ześlą na ciebie całe swe błogosławieństwo. – z takim oto oznajmieniem, starsza kobieta opuściła izbę, a przygaszając światło w pomieszczeniu jeszcze puściła oczko w kierunku potomka. Wyczerpany nieustanną nauką, miedzianowłosy podlotek powtórnie pogrążył się w krainie snów.

Prędko też nastał poranek, chłodnym powietrzem bijąc w okiennice przestronnych czterech ścian. Na szczęście było jeszcze bardzo widno, a do uroczystego rozpoczęcia nauki pozostało bez wątpienia około kilka godzin. Nasz aspirujący shinobi jednakże zerwał się nader prędko, ruszając z zaspanymi oczętami w kierunku pobliskiej rzeki, ażeby dodatkowo orzeźwić własne ciało, ale tym samym również roztargniony umysł. W ten sposób zainicjował klasyczny trening wytrzymałościowy, co też przeżył z wielkim szokiem z powodu zdradliwej temperatury otoczenia. Po jakimś odstępie minutowym liczonym w stopniu dziesiętnym od pobudki, powrócił do swej „jaskini”, ażeby dalej przestudiować pozostawione przez niego na podłodze materiały naukowe. Tutaj chwila przerodziła się w niekończące spektrum bitwy z własnymi słabościami. Najcięższe miało co dopiero nadejść, a zjawiło się nagle z piekielną prędkością. Jeden z najmłodszych członków klanu zdał sobie sprawę, że już musi ruszać, co też uczynił bez nawet pojedynczego stęknięcia. Załadował podstawowy prowiant łącznie z niezbędnym odzieniem zamiennym, toteż zaraz po tej czynności pożegnał się z rodzicami oraz kuzynostwem, nie konsumując zbyt wielkiej ilości pierwszego posiłku.

Ryouji nie biegł do bram szkoły, aczkolwiek bardziej żwawym krokiem pokonywał kolejne metry, aż w końcu stanął przed pokaźną bramą przed którą stało wielu innych rówieśników. Kontynuował obserwację tłumu, a zarazem szerokiego stołu za którym znajdował się jeden ze starszych rangą ninja w zielonej kamizelce. Wywoływał kolejno nowe nazwiska, aż w pewnym momencie padło na naszego bohatera. - Ryouji Yamanaka! – wyrwał się do przodu chłoptaś z czerwonymi włosami, które były co najmniej roztrzepane. - Jestem tutaj! – odkrzyknął, aby następnie otrzymać swój numer rejestracyjny wraz z opaską. Wtedy się zaczął okres przeklętej mordęgi, przez co student zmienił całkowicie światopogląd oraz pewne osobiste, subiektywne spojrzenie na przeróżne tematy dotyczące postrzegania rzeczywistości. Trening dawał mu w kość, a zdołał poznać bariery swych możliwości, jak i techniki których nie potrafił wykorzystać w pełni poprawnie. Poświęcał dnie oraz noce na szlifowaniu przyszłego rzemiosła do takiego stopnia, że jego ojciec chciał go zwolnić z zajęć prowadzonych przez doświadczonych joninów w obawie o zdrowie syna. Opanowanie niektórych technik na poziomie wystarczającym do ich wykorzystania zajęło mu tygodnie (jak chociażby te ze ścieżki Iryojutsu), ale w dalszym ciągu się nie poddawał. Uczęszczał na każde zajęcia, poznając przy okazji mnóstwo wspaniałych dzieciaków, a w tym swoją pierwszą miłość. Zaabsorbowany samodoskonaleniem się, dotarł bez większych przeszkód do końca edukacji jako 13-letni maniak treningowy. Otrzymawszy swój dyplom wyszedł ze łzami w oczach, których nie sposób było ukryć przed widokiem przechodniów. Osiągnął swój cel. Klęknął na nierównej ścieżce przy dziedzińcu, składając pokłon w kierunku statuy. Nie powiedział nic. Milczał jak zawsze, choć teraz dziękował wszystkim, którzy jego wspierali. - Podnieś się, bo to dopiero początek. – przyuważył Yamanakę instruktor, podnosząc jego za rękę. - Wiesz co masz z tym zrobić. – a potem pozostawił ucznia w dziwnej stagnacji tak ucieszonego, choć zamarłego z przyczyny szoku. Lis nie wrócił do domu, a wręcz udał się pod wielki dąb, tuż zaraz za wschodnią częścią wioski. Musiał pobyć sam ze sobą, aby odgadnąć zagadki przyszłości.

Spoiler:
 
Posty: 10
Dołączył(a): 7 gru 2017, o 00:34
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Kaguya Kaito » 25 maja 2018, o 09:44

Kaito przyszedł pierwszego dnia do akademii na pierwsze zajęcia. Nie czuł się wyjątkowo dobrze wśród tłumu małych dzieci. O tyle o ile on kiedyś nie czuł się gdzieś dobrze. Zawsze pozostawało mu udawać, przybrać kolejną maskę. Tak postanowił zrobić. Nie za często pokazywał swoje prawdziwe oblicze. Jakby jego osobowość była czymś szczególnym... Frajdę czerpał z udawania.
- Dzień dobry wszystkim. Miło mi was poznać. Jestem Eiji - powiedział z uśmiechem na twarzy. Nie przedstawił się swoim prawdziwym imieniem, a jakimś wymyślonym. Krzywda się nikomu nie stała, a on nie musiał się chwalić swoim nazwiskiem. W takiej sytuacji nawet pomimo swojego przeciętnego wyglądu wyróżniał się na tle samych kilkunastolatków. Znalazł jednak też kilku znajomych w swoim wieku. Nie każdy był tak inteligenty, żeby zdać za pierwszym razem egzaminy. Kaito wiedział, że dobrze będzie mu w gronie takich osób. Ci nigdy nie zadawali niewygodnych pytań. Od razu zajął miejsce obok kogoś jego wzrostu. Inni studenci wypytywali go, czemu tak nagle wzięło go akademię. Opowiedział im o tym, jak zmarli jego rodzice i musiał jakoś zarobić pieniądze. Zyskał tym samym szacunek bachorów. Niektórzy się jednak z niego wyśmiewali. Ale tak było zawsze. Żeby wszystko było jasne, jego rodzice spokojnie sobie żyli po drugiej stronie wioski, ale rzadko się tym chwalił. Nawet kiedy już mówił o rodzicach, to nie odnosił się do nich. Wszystko robił, żeby pasowało do jego ogólnej opowieści. W oku kręciły mu się nawet łezki, kiedy opowiadał o śmiertelnym wypadku. Nauczyciele wiedzieli o nim więcej, niż pozostali studenci, ale nie demontowali plotek na jego temat. Wiedzieli, jak ważny był dla wioski. A przynajmniej miał być, gdy już się trochę podszkoli. Na razie był dobrze rokującym ninją. W trakcie roku szkolnego nie rozmawiał zbyt dużo z innymi dziećmi. Trzymał się bardziej tych wyrośniętych, co nie zdali już kilka razy. Sam udawał przygłupa i z czasem wszyscy przestali go zauważać. W takiej sytuacji czuł się jak ryba w wodzie.
Pewnego razu cała klasa udała się na wycieczkę na ścianę wspinaczkową. Była to część ich treningu siłowego i wytrzymałościowego. Kaito był zachwycony. Uwielbiał treningi siłowe. Nigdy w życiu nie zaznał ich tak wielu, jak podczas tego roku. Wiadomo, aktor musi być wysportowany i w stanie odebrać kilka razy całą sztukę w ciągu dnia, ale to nijak się miało do tego, jaki wycisk im dawali w akademii. Kaito wspinał się pod górę i dawał z siebie wszystko. Pot spływał mu z czoła, ale nie chciał się poddawać. I wtedy jeden z jego kolegów zleciał w dół. Kaito spróbował go złapać, żeby złagodzić jego upadek, ale nie miał wystarczająco dużej siły, żeby przytrzymać się do ścianki, co poskutkowało tym, że obaj upadli na ziemię. Siniaki pojawiły się momentalnie na ich ciałach i zostali opatrzeni przez personel medyczny.
- Nie musiałeś mnie ratować. Czemu to zrobiłeś? - zapytał grubasek. Najgorze było to, że Kaito nie znał odpowiedzi na to pytanie. Życie studenta nawet nie było zagrożone. Coś się w nim uaktywiło, z czego nie zdawał sobie wcześniej sprawy. Nie czuł się z tą myślą zbyt komfortowo.
- Nie wiem - odpowiedział krótko i odetchnął z ulgą, gdy medyk przyłożył coś zimnego do jego obolałej miednicy. No i pogadane. Tego dnia Kaguya już nie wrócił na ściankę wspinaczkową i minęło długo czasu zanim doszedł do siebie. Ale pamięć o tym wydarzeniu zapadła mu w pamięci. Wyglądało na to, że był zdolny do niesienia dobra. Nie przyznał się nigdy do tego. Nie żeby zbyt dużo mówił o swoim prawdziwym życiu. Nawet wśród znajomych nie przedstawiał się swoim prawdziwym imieniem, jakby miało to coś zmienić. Tak więc rozmawianie o uczuciach było daleko poza limetem naszego bohatera. Potrafił mówić o uczuciach, jakie odczuwała postać, którą aktualnie odgrywał, ale prawdy tam zbyt wiele nie było.
Pewnego razu przyszedł etap na naukę techniki Sakki. Kaito był bardzo zmotywowany, ale za nic mu nie wychodziło. Przybierał różne dziwne miny, ale nigdy nie przestraszył nikogo. Wyobrażał sobie jakim to strasznym przeciwnikiem jest i jak inni się go boją. Robił wszystko, czego nauczył się podczas lekcji teatralnych. Niektóre dzieci nawet już zaczęły się go bać, ale wciąż czegoś brakowało w jego przedstawieniu. Realizmu. Tak to było to. Całe życie odgrywał różne role, tak teraz nie mógł się zebrać w sobie, żeby rzeczywiście życzyć sobie czyjeś śmierci. Tego jednego testu nie zdał - nie nauczył się tej techniki. Próbował, ile tylko miał sił, ale nie był w stanie się tego nauczyć.
Kiedy przyszedł dzień egzaminu, Kaito trochę się zestresował. Cały rok odgrywał leniwego studenta, więc obawiał się, że nauczyciele tak go zapamiętali i nie pozwolą mu teraz awansować. Ludzie lubili szufladkować kogoś, kogo znali już od dłuższego czasu. Na szczęście tym razem się to nie sprawdziło i wszyscy byli pod wrażeniem, jakiego przełomu dokonał ich najgorszy uczeń. Prawda była taka, że każdego dnia ostro ćwiczył, żeby teraz pochwalić się takimi wynikami, ale o tym to już nie każdy wiedział. Nic nie jest takim, jakim się wydaje. Opuścił tego dnia akademię, szczęśliwy ze swojego rozwoju, jaki tam zdobył. Mógł teraz spokojnie udać się na zasłużony odpoczynek. Kto wie? Może już jakaś misja czekała w jego skrzynce.

Opanowane techniki:
Kai (Ninjutsu)
Suimen Hokō no Gyō (Ninjutsu)
Ki Nobori no Shugyō (Ninjutsu)
Kawarimi no Jutsu (Ninjutsu)
Henge no Jutsu (Ninjutsu)
Kihon Iryō no Kenmei (Iryojutsu)
Kanningu no Jutsu (Shurikenjutsu)
Rozwinięte atrybuty:
Siła na D (Atrybut)
Wytrzymałość na D (Atrybut)
Szybkość na D (Atrybut)
Kontrola Chakry na D (Atrybut)
Siła Chakry na D (Atrybut)
Zdobyta wiedza:
Pierwsza wiedza - Geografia Hi no Kuni
Druga wiedza - Bijū Kyuubi
Trzecia wiedza - Historia krainy Hi no Kuni
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 6
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 1
Potrzebne PN: 15 PN
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5 PD
 
Posty: 6
Dołączył(a): 23 maja 2018, o 00:28
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hijame » 25 maja 2018, o 18:10

Akademia ahh... miejsce w którym uczy się dzieciaki by kiedyś mogli zostać shinobi. Tak, również Hijame tu uczęszczał choć nie wspomina jej jakoś specjalnie. Ot, kolejny przystanek na jego drodze życia. Wróćmy jednak do tamtych czasów...

Płaszcz Hijame powiewał na wietrze gdy znalazł się przed budynkiem. Dzień nie zapowiadał się ciekawie, wstał i po ogarnięciu się na tyle by móc pokazać się na zewnątrz i pożegnaniu z rodzicami wyszedł z domu. Kilka dni temu może się nawet ekscytował ale teraz? Czuł niepewność, wszyscy już weszli do środka, on był ostatni.
Nie okazywuj uczuć, nie pokazuj im niczego co będą mogli przeciw tobie wykorzystać
Powtarzał sobie to w głowie jak jakąś mantrę. Głowa w górę, pięści zaciśnięte a chwilę później rozluźnione, dumny wyraz na twarzy niczym maska. Pchnął drzwi wejściowe a chwilę później był już ze swoimi "nowymi kolegami". Niektórzy próbowali do niego zagadać jednak on gasił ich zapał spojrzeniem swoich oczu. Na dzień dobry urządzili im lekcję zapoznawczą i omówienie tego, czego przyjdzie im się tu nauczyć. Nauczyciel przypomniał także obowiązki jakie spadną na barki uczniów po zakończeniu akademii.

Był to już kolejny dzień nauki w Akademii, Hijame robił spore postępy w lekcjach ale ze stosunkami z rówieśnikami było... znacznie gorzej. Ale jemu to nie przeszkadzało, zabawnie się czasem nawet oglądało gdy rozgadane klasowe młotki milkły gdy przechodził. Ostatnio nauczyciel pokazywał im Ki Nobori no Shugyō, czyli innymi słowy jak chodzić po drzewach bez używania rąk i łamania karku. Niestety tylko dwie osoby załapały tą technikę po kilku podejściach, klasowy "kujon" Daiki i Hijame właśnie. O ile do tego drugiego co silniejsi woleli nie podchodzić to Daiki miał z nimi... nieprzyjemne sytuacje. W końcu jak inaczej nazwać fakt gdy ktoś prześladuje cię za to, że jesteś od niego lepszy? Jeśli chodziło o walkę kolega Hijame był... na nieco wyższym poziomie niż zero, dlatego Yōgan postanowił włączyć się do zabawy. Pojawił się za napastnikami niczym cień i złapał ich za szyje po czym obrócił do siebie po czym obdarzył takim spojrzeniem, że prawie zeszli na zawał. Odrzucił ich za siebie co wymagało od niego sporo siły jednak nie dał po sobie tego pokazać.
-Precz
Ukucnął i pomógł koledze pozbierać rzeczy po czym podniósł się i kiwnął w stronę Daikiego głową by zniknąć na korytarzu. Podobne sytuacje miały jeszcze miejsce ale ten dzieciak miał już z nimi spokój... a i w innych Yōgan często reagował. Jedni się go przez to bali, inni mogli podziwiać. Dla niego się to nie liczyło, postępował zgodnie ze swoim sumieniem.

Poza lekcjami w Akademii Hijame często ćwiczył, zarówno swoją kondycję jak i techniki które opanował co dawało mu przewagę nad rówieśnikami, przynajmniej nad częścią. Musiał się rozwijać i doskonalić, choć robił niewielkie kroki, to jak na młodzika były one spore. Właśnie kończyła się lekcja o broni której używali shinobi. Hijame, bardzo zainteresowany lekcją zadawał nauczycielowi różne pytania odnośnie uzbrojenia, odpowiedzi mogły okazać się pomocne gdy już opuści mury tego miejsca. Pytał o zasięg, siłę i celność broni, szukając czegoś co mogłoby zainteresować, porównywał i eliminował kolejne pozycje ze spisu. Wreszcie miał, to czego chciał. Broń która powinna mu przypaść do gustu.

Jak już mówiłem Hijame rozwijał się szybko, jednak pilnował by nie przesadzić. Nie chciał przedwcześnie zdać Akademi, dopóki mógł się tutaj czegoś nauczyć. Wreszcie nadszedł czas egzaminu który miał podsumować to czego się nauczył. Jak by to podsumować jednym zdaniem by nie przedłużać... Wszedł bez opaski a wyszedł z symbolem swojej wioski na czole i pochwałą egzaminującego. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech gdy dowiedział się, że dwóch pajaców których dawno temu przegnał nie zdało... A Daiki dał sobie radę z testem.


Opanowane techniki: Bunshin no Jutsu, Kai, Henge no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Ki Nobori no Shugyo, Suimen Hoko no Gyo, Manji no Jin
Rozwinięte atrybuty: Siła na D,Wytrzymałość na D,Szybkość na D,Kontrola Chakry na D, Siła Chakry na D
Zdobyta wiedza: Uzbrojenie shinobi, Pakty
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 5
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 3
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 11
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 15
 
Posty: 3
Dołączył(a): 20 maja 2018, o 13:39
Ranga: Uczeń

Re: Akademia

Postprzez Makvesh » 11 cze 2018, o 00:32

Dojadała śniadanie w ciszy, sama, żując kolejne kęsy bez większego entuzjazmu. Jej rodzice krzątali się po mieszkaniu. Ojciec szukał czerwonej teczki z dokumentami, a matka pomagała mu w przegrzebywaniu się przez sterty papierów ułożonych na jego biurku. Wołali coś do siebie, ale ona nie specjalnie zwracała na nich uwagi. Podnosząc głowę znad miski, kątem oka, uchwyciła czerwony róg teczki wystającej spod kupki ubrań. Gapiąc się na ubrania i ukrytą pod nimi zgubę zastanawiała się co ją dzisiaj czeka w akademii.
- I czemu nic nie mówisz? - warknęła matka - Przecież wiesz, że ojciec się spieszy do pracy.
Jej matka, przysadzista, śniada kobieta wyrwała spod ubrań dokumenty i podała je ojcu, który w biegu pocałował ją w policzek i wybiegł z mieszkania. Na odchodne rzucił dziewczynie smutne spojrzenie, którego ona tak starała się uniknąć.
- Wiesz, że twój ojciec bardzo się stara, a ty go tak traktujesz. Po tym, co się stało jemu również jest trudno...
- Jest zwykłym tchórzem - mruknęła dziewczyna przeczesując swoje ciemne włosy i spinając je w koński ogon.
- Mahashii! - ryknęła matka. Jej twarz zrobiła się czerwona, ale po chwili odetchnęła i ze spojrzeniem pełnym troski usiadła na krześle tuż przy córce. Powoli wyciągnęła do niej rękę, ale Makashii podniosła się energicznie, dokończyła wiązanie włosów, po czym ruszyła żwawo w stronę wyjścia.
- Muszę iść, bo spóźnię się do akademii.
- Makashii...wiesz, że nie musisz tego robić. Nie musisz być shinobii. Możemy opuścić wioskę i zająć się czymś innym.
Makashii zatrzymała się na progu. Przez dłuższą chwilę stała tam, nabierając powietrza. Nie mówiąc nic wyszła z mieszkania zmierzając ku Akademii.
-----------------------------------------------------

Akademia jak zwykle wyglądała niepozornie. Budynek absolutnie niczym nie wyróżniał się na tle innych w całej architekturze wioski. Również jej wnętrze było zwyczajne, wręcz przytłaczająco mdłe.
Kiedy Makashii weszła do klasy, kilku jej rówieśników wygłupiało się i ganiało między ławkami, próbują wyrwać sobie jakiś przedmiot. Dziewczyna, zażenowania zachowaniem klasy, usiadła w swojej ławce, wyciągnęła podręcznik i zaczęła czytać ostatnio omawiane zagadnienie. Nikt nie zwracał na nią większej uwagi, dopóki jeden z chłopców nie wpadł na nią, wywracając ją z krzesła i zrzucając książki na podłogę. Zanim zdążył się podnieść Makashii stała już nad nim wrzeszcząc i tłukąc go pięściami po głowie.
- Idioto! - ryknęła biorąc kolejny zamach.
- Przestań, Makashii! - krzyknęła jedna z dziewczyn ruszając na pomoc.
Przepychanka trwała chwilę, ale klasie udało się rozdzielić dwójkę. Zlana potem, czerwona ze złości Makashii rwała jeszcze jeszcze przez chwilę, lecz czując opór ustąpiła. Jej ciało rozluźniło się.
- Nie wiecie gdzie jesteście? - zapytała w końcu poważnie. W jej oczach pojawiły się pierwsze, powstrzymywane łzy - Myślicie, że to zabawa? Już za chwilę mamy zostać geninami. Będziemy shinobi!
Znów lekko poczerwieniała, ale nie ruszyła się z miejsca. Teraz już wszyscy patrzyli tylko na nią. Chłopak, który przed chwilą na nią wpadł miał otwarte usta i był blady jak ściana.
- Myślicie, że jak wyślą was na misję to dalej będziecie robić sobie żarty? Za niedługo każdy z nas będzie mógł zginąć, wtedy nadal będziecie się wygłupiać i śmiać?!
- Makashii... - wycedziła dziewczyna, próbując ją powstrzymać, ale sama nie potrafiła odnaleźć odpowiednich słów.
Makvesh chciała kontynuować, ale do sali wszedł nauczyciel i ktoś wysokim głosem oznajmił im, że pora stanąć na baczność i powitać belfra.
Klasa wróciła na swoje miejsca, ale Makashii nadal stała, z zaciśniętymi pięściami, wpatrzona w swój podręcznik, który rozmazywał jej przez łzy w oczach.


Nauczyciel był starszym shinobi o dokładnie przystrzyżonym zaroście i okularach na nosie o cienkich, drucianych oprawkach. Klasa nie wiedziała o nim zbyt wiele, oprócz tego, że odznaczył się w wojnie i był bardzo poważany wśród innych shinobii. Wprawdzie nie należał do żadnej elitarnej jednostki, ale był przykładem tego jak dokładnie wypełnione rozkazy mogą przynieść korzyści dla całej wioski. Teraz, wolny od zadań w terenie, dzielił się swoimi doświadczeniami, wiedzą i przykładem by uczyć innych. Choć surowy, zawsze był sprawiedliwy i cierpliwy wobec uczniów, za co wszyscy go szanowali.
Pan Mitsuki dzisiaj wydawał się wyjątkowo ponury. Jego zachowanie rzadko zdradzało emocje, lecz tego dnia wszyscy wyczuwali w nim jakąś nerwowość, która zresztą szybko udzieliła się klasie.
- Uwaga wszyscy - odezwał się nagle, przerywając wykonywanie zadań matematycznych - w dniu dzisiejszym rozpoczynamy pierwsze testy na genina.
W klasie zawrzało. Uczniowie zaczęli rozmawiać między sobą, wymieniać zdziwione spojrzenia. Część z nich była podekscytowana, część zmieszana lub zwyczajnie przestraszona. Zazwyczaj testy na genina były ogłaszane wcześniej, był czas by się na nie przygotować i już dawno nikt nie organizował wieloetapowej ewaluacji tego typu.
Dla Makashii była to pierwsza dobra informacja tego dnia. Czekała na to od dawna.

Pan Mitsuki wysunął przygotowaną wcześniej tablicę. Gdy tylko ją obrócił uczniowie zobaczyli swoje nazwiska wypisane w dwóch kolumnach oznaczonych literami A i B.
- Uwaga wszyscy! Zostaliście podzieleni na grupy. W pierwszym teście grupa A będzie walczyła z grupą B o przejęcie zwoju.
- Zwoju...? - ktoś zamruczał w ostatniej ławce.
- Walczyć z innymi? - wymamrotał ktoś nieco bliżej tablicy.
Klasa znów zawrzała.
- Podzielcie się na grupy według powyższej rozpiski. Za dziesięć minut ruszamy do sali sparingowej.
______
Została ich już tylko trójka. Makvesh, choć posiadająca niezwykły dar szybkiej regeneracji chakry, nie była w stanie wykonać już więcej technik. Była zbyt zmęczona, zbyt spięta by odpowiednio się zregenerować. Zwój był w zasięgu ich wzroku, ale dobrze wiedziała, że przeciwnik, zdecydowanie bardziej liczny obserwuje cel i gdy tylko spróbują go zdobyć, natychmiast zostaną schwytani w pułapkę.
- Co robimy, Makashii? - zapytał jej kolega z klasy, zaciskając dłoń na kunaiu.
- Zwój jest tam, widać go już. Jeśli ruszymy w trójkę, na pewno uda nam się go przejąć.
Makvesh oceniła odległość. Zwój leżał na cokole niecałe pięćdziesiąt metrów od nich.
- Macie rację - w końcu się odezwała, zwracając uwagę obydwu towarzyszy - mamy szansę. Na komendę ruszamy wszyscy, na pewno nam się uda!
Widząc jej zaangażowanie obydwoje uczniów poczuło przypływ motywacji i wiary w siebie. Przygotowali się do biegu. Makvesh spojrzała na obydwu. Byli gotowi.
Dała znak.
Ruszyli natychmiast. Po pokonaniu niecałych dziesięciu metrów ktoś wpadł na chłopaka, przewrócił go i obezwładnił w chmurze kurzu. Dziewczyna spojrzała za siebie, nie zwalniając biegu. Ku jej zaskoczeniu...Makvesh nie było obok. Jeszcze przed chwilą ruszyła wraz z nią, a teraz ona została sama, na środku placu prowadzącego do zwoju. Zwolniła nieco, ale trzy shurikeny lądujące tuż przy jej nogach zmusiły ją do pełnego biegu. Cała czwórka przeciwników ruszyła w jej stronę. Wiedzieli, że został jeszcze ktoś, ale w końcu mieli przewagę i nie było sensu ryzykować. Dziewczyna zawahała się, rzuciła bez pewności kunai i zmieniła kierunek biegu. Trzech uczniów z grupy A ruszyło za nim, a ostatni z nich zatrzymał się przy cokole by pilnować zwoju. Kiedy jego towarzysze dorwali dziewczynę i powalili ją na ziemię, pełen euforii niemal podskoczył w miejscu... I właśnie w tym momencie pięść Makvesh trzasnęła go w policzek, posyłając na ziemię. Skołowany, nim zdążył się obejrzeć, Makvesh stała ze zwojem w dłoni, dumna ze swojego sukcesu.
- KONIEC! - ryknął pan Mitsuki oznajmiając zakończone ćwiczenie.

Część grupy B zaczęła świętować, ale znaczna większość pobiegła na pomoc chłopakowi i dziewczynie, obrzucając Makvesh wrogimi spojrzeniami. Ktoś poklepał ją po plecach gratulując wygranej, lecz nim zdążyła nawiązać z tym kimś kontakt, już wmieszał się w tłum. Stała tam sama, ściskając zwój. Jedyną osobą, która pojawiła się bok był pan Mitsuki.
- Gratulacje Makashii - mruknął - świetnie ci poszło.
- Dziękuję, sensei - wybełkotała, cały czas wpatrzona w zdobyte trofeum - Ale dlaczego oni...?
- Świetnie ci poszło, ale żeby wygrać poświęciłaś swoją drużynę.
- Ale przecież...taki był cel, prawda? Żeby zdobyć zwój? - próbowała się wytłumaczyć, choć z jakiegoś powodu, sama nie wiedząc dlaczego, odczuwała wstyd.
- Tak, to prawda. Ale oni uważali cię za liderkę. Wykonywali twoje rozkazy bo byłaś najlepsza, podejmowałaś trudne, ale właściwe decyzje. Ale nikt nie spodziewał się, że po prostu ich poświęcisz.
- Ja...
Pan Mitsuki położył dłoń na jej ramieniu, spojrzał na nią krótko i z wyrazem współczucia. Nie powiedział już nic więcej. Spokojnym krokiem ruszył w stronę większej grupy, powoli notując punktację w zeszycie.
____________
Spoiler:
 
Posty: 3
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 15:28
Ranga: Genin

Re: Akademia

Postprzez Hotaru Yoshiko » 18 lip 2018, o 21:41

Pierwszego dnia Yoshiko przekroczyła progi konoszańskiej Akademii pełna obaw. Nie wiedziała, jak zostanie przyjęta w klasie, w której nie znała kompletnie nikogo, nie była również pewna, czy podoła ciężkim treningom. Co prawda rodzice powtarzali jej, że na pewno wszystko będzie dobrze, jednak dziewczynkę wciąż dręczyły wątpliwości. Była bardzo nieśmiałym dzieckiem, niełatwo przychodziło jej nawiązywanie kontaktu z rówieśnikami, zwłaszcza od czasu niedawnej przeprowadzki klanu Hotaru do Konohy. Yoshiko bardzo przeżywała zniszczenie rodzinnej wioski, tęskniła za utraconym domem i koleżankami z sąsiedztwa. Najchętniej wróciłaby bohatersko rzucić się do odbudowy zrujnowanych budynków, wiedziała jednak, że była zbyt słaba, by cokolwiek zdziałać, zbyt mała, by mieć jakiekolwiek znaczenie. Czuła się jak drobinka piasku, wiatrem zmian przygnana w zupełnie obce, niebezpieczne miejsce, przed którym nie była w stanie się obronić.
Na szczęście już pierwszego dnia pobytu w Akademii okazało się, że Yoshiko niepotrzebnie się martwiła. Koledzy z klasy okazali się całkiem sympatyczni, a choć wielu z nich przyjaźniło się na długo przed wstąpieniem w szkolne mury, żaden z nich nie okazywał wrogości wobec nowych towarzyszy. Wszystkie lekcje przebiegły w miłej atmosferze, dzięki czemu Yoshiko, chociaż przybyła do Akademii z duszą na ramieniu, po pierwszym dniu zajęć wracała do domu uspokojona, z nadzieją w oczach i lekkim uśmiechem na twarzy.

Nauka w Akademii Shinobi upływała dziewczynie dość spokojnie, bez większych kłopotów czy spektakularnych osiągnięć. Yoshiko była przeciętną uczennicą – z teorią radziła sobie całkiem dobrze, jednak praktyka stanowiła dla niej duże wyzwanie. Do ulubionych lekcji młodej Hotaru należały zajęcia, na których nauczyciel pokazywał im najpopularniejsze bronie shinobi, a także omawiał ich właściwości i zastosowanie. Yoshiko z wielkim zainteresowaniem czytała w podręczniku na temat uzbrojenia ninja, starannie wynotowując najważniejsze informacje w zeszycie, który potem krążył po klasie jako solidny materiał powtórkowy do testu. Dziewczynie nie przeszkadzało, że inni mieli korzystać z efektów jej pracy; była wręcz zadowolona, iż mogła w ten sposób pomóc kolegom w nauce na sprawdzian. Za każdym razem, gdy radziła sobie z nowym tematem lepiej niż pozostali, czuła się zobowiązana udzielić słabszym uczniom wszelkiego możliwego wsparcia: pożyczyć notatki, objaśnić wzory, wskazać najistotniejsze fragmenty w podręczniku, omówić na przerwie między lekcjami co trudniejsze zagadnienia. Z kolei kiedy ona miała kłopoty na zajęciach, głównie podczas treningów fizycznych oraz ćwiczeń ninjutsu, starała się nie zwracać na siebie uwagi i nikomu swym brakiem umiejętności nie przeszkadzać. Niestety czasem okazywało się to po prostu niewykonalne.
Yoshiko, odsuń się trochę! – krzyczał zdenerwowany kolega, którego próba chodzenia po powierzchni wody po raz kolejny zakończyła się w chłodnym nurcie rzeki. – Muszę się skupić, a ty ciągle pryskasz mi wodą na twarz!
Już mnie tu nie ma – odpowiedziała dziewczyna, oddalając się jak najbardziej od innych uczniów ćwiczących technikę. Nie dziwiła ją złość kolegi, w końcu z całej grupy w chodzeniu po wodzie to ona radziła sobie najgorzej. Nieczęsto w życiu miała okazję przebywać nad wodą, nie mówiąc już o trenowaniu technik shinobi na środku rzeki. Każda próba postawienia stopy na falującej powierzchni kończyła się dla Yoshiko natychmiastowym i nader spektakularnym wpadnięciem do rzeki, a dla najbliżej stojących uczniów – nieoczekiwanym prysznicem. Niektórzy z nich w takim momencie tracili koncentrację i również z głośnym pluskiem lądowali w wodzie. Nic dziwnego, że nie podobało im się takie towarzystwo.
Młoda Hotaru stanęła nad brzegiem rzeki w miejscu, w którym żadna z jej nieudanych prób nie miałaby już prawa przeszkodzić kolegom z klasy. Muszę się skupić – pomyślała Yoshiko, niepewnie stawiając stopę na powierzchni wody. Teraz trochę więcej chakry, o, tyle powinno wystarczyć... Dziewczyna spojrzała niepewnie na drugą stopę, wciąż bezpiecznie postawioną na brzegu. Aby opanować technikę chodzenia po wodzie, należało najpierw poradzić sobie ze zwykłym staniem na jej powierzchni, a to mimo licznych prób ciągle okazywało się bardzo trudne. Nie uda mi się, nie ma mowy – przemknęło Yoshiko przez głowę. Ale co tam, najwyżej znowu się wykąpię. Trudno. Kunoichi przymknęła oczy i ostrożnie postawiła obie stopy na wodzie...
Spodziewała się głośnego plusku i uderzenia chłodnej fali na twarzy, jednak nic takiego nie nastąpiło. Kiedy otworzyła oczy, dotarło do niej, że wreszcie zdołała poprawnie wykonać pierwszą część zadania. Dziewczyna spojrzała uradowana na falującą pod jej stopami wodę, kiedy nagle straciła kontrolę nad poziomem chakry i z głośnym pluskiem wylądowała w samym środku rzeki. Po chwili wyszła na brzeg, przemoczona do suchej nitki, lecz mimo to szczęśliwa, ponieważ dowiedziała się, dlaczego wszystkie jej poprzednie próby spaliły na panewce. Yoshiko zbytnio skupiała się na samej wodzie oraz perspektywie nieuchronnej kąpieli, a zbyt mało uwagi poświęciła poziomowi chakry, przez co w decydującym momencie stawał się zbyt niski i nie pozwalał utrzymać stóp na powierzchni. Odtąd każde kolejne podejście dziewczyna wykonywała z zamkniętymi oczami, by lepiej skoncentrować się na chakrze. W ten sposób szło jej znacznie lepiej, a pod koniec przewidzianego zajęciami treningu była już w stanie swobodnie przechadzać się po powierzchni rzeki. Kiedy nauczyciel wpisywał oceny za ćwiczenia, Yoshiko ze zdumieniem zauważyła, że ze swoim wynikiem znalazła mniej więcej w połowie grupy, wyprzedzając wielu jej zdaniem zdolniejszych uczniów.
Nieźle ci poszło, Yoshiko – zwrócił się do niej sensei, podnosząc wzrok znad wypełnianej skrupulatnie listy ocen. Na widok zdziwionej miny młodej kunoichi uśmiechnął się szeroko. – Ale pamiętaj, że musisz umieć wykonać tę technikę również z otwartymi oczami.
Nie zapomnę o tym, Koji-sensei – odpowiedziała radośnie Yoshiko.

Dzień egzaminów końcowych nadszedł znacznie szybciej, niż spodziewała się tego młoda Hotaru. Tak bardzo skupiała się na doskonaleniu technik shinobi, że nawet nie zauważyła, kiedy minął ostatni, czwarty rok nauki. Tego dnia wraz z całą klasą miała pojawić się w szkolnych murach po raz ostatni i podejść do końcowego testu, którego wynik miał zadecydować, kto spośród uczniów nadaje się na genina. Kiedy Yoshiko pojawiła się pod salą egzaminacyjną, ujrzała niewielką grupkę zestresowanych uczniów, powtarzających w ostatniej chwili zasady wykonywania rozmaitych technik ninjutsu. Reszta klasy zgromadziła się po drugiej stronie korytarza, czekając cierpliwie na swoją kolej. Nie chcąc mącić niczyjego spokoju, Yoshiko stanęła na uboczu, przypatrując się obu grupom z oddali. Nagle usłyszała głos nauczyciela:
Następna osoba, Hotaru Yoshiko! Zapraszam do sali.
Dziewczyna weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Na przeciwko drzwi zasiadała komisja egzaminacyjna, zaś po prawej stronie sali ktoś ustawił wypełniony wodą zbiornik, zajmujący niemal połowę sali. W tym momencie Yoshiko wiedziała już, co ją czeka.
Po przetestowaniu umiejętności tworzenia niematerialnych klonów i przemiany w jednego z nauczycieli nadszedł czas na ostatnią technikę, którą miało być chodzenie po wodzie. Kiedy dziewczyna podchodziła do zbiornika, zauważyła, że zasiadający w komisji Koji-sensei bacznie ją obserwuje. Młoda kunoichi wiedziała, iż nie może zawieść w takiej chwili. Niektórych uczniów pojawienie się tej techniki na egzaminie z pewnością wytrąciło z równowagi, jednak Yoshiko dobrze pamiętała tamten trudny trening nad rzeką. Dziewczyna spokojnie stanęła na powierzchni wody i przespacerowała się kilka razy w obie strony, nie odrywając wzroku od jednego z egzaminatorów.
Pamiętałaś – powiedział obserwowany nauczyciel, wręczając szczęśliwej kunoichi świadectwo ukończenia Akademii i opaskę shinobi Konohy, symbol awansu na genina. – Dobra robota, Yoshiko.
Dziękuję, Koji-sensei – odpowiedziała, czując jednocześnie wielką radość ze zdania egzaminu i odrobinę smutku, że oto dobiegł końca pewien niezwykły etap jej życia. Oby kolejne były równie piękne – pomyślała, opuszczając ostatecznie mury Akademii Shinobi.


Opanowane techniki: Kakuremino no Jutsu, Kai, Suimen Hokō no Gyō, Ki Nobori no Shugyō, Bunshin no Jutsu, Nawanuke no Jutsu, Kawarimi no Jutsu, Henge no Jutsu, Manji no Jin
Rozwinięte atrybuty: Siła, Wytrzymałość, Szybkość, Siła Chakry, Kontrola Chakry
Zdobyta wiedza: Uzbrojenie shinobi
Ilość opanowanych technik zgodnych z predyspozycjami: 0
Ilość opanowanych technik bez predyspozycji: 9
Ilość opanowanych technik wg wady do predyspozycji: 0
Potrzebne PN: 18
Ilość rozwiniętych atrybutów/Potrzebne PD: 5
 
Posty: 15
Dołączył(a): 15 lip 2018, o 12:44
Ranga: Genin

Poprzednia strona

Powrót do Akademia Shinobi

cron