[D] Koza domowo-ogrodowa

Na potrzeby Misji Samodzielnych rangi D i C.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

[D] Koza domowo-ogrodowa

Postprzez Hotaru Yoshiko » 25 lip 2018, o 01:50

Tego dnia Yoshiko wyruszyła na swoją kolejną misję nieco później, gdy słońce było już dość wysoko nad horyzontem, a na ulice Konohy wylegli już tłumnie mieszkańcy, którzy tłoczyli się przy stoiskach z owocami albo spokojnie przechadzali się po wiosce, ciesząc oczy piękną pogodą. Dziewczyna również nie musiała się spieszyć, bowiem jej zleceniodawca zastrzegł sobie, że nie życzy sobie widzieć nikogo, dopóki nie spożyje w spokoju śniadania i nie wróci z porannej przechadzki po ogrodzie. Taki relaks pana domu mógł potrwać bardzo krótko albo naprawdę długo, w zależności od nastroju oraz pogody. Yoshiko cieszyła się, że tym razem nie musiała wychodzić z domu jeszcze przed świtem, z drugiej strony miała jednak nadzieję, że nie urazi gospodarza trochę zbyt wczesnym przybyciem. W razie czego poczekam przed bramą – pomyślała, kierując się w niepozorną, wąską uliczkę, dzięki której mogła oddalić się nieco od centrum. Oby tylko bardzo się nie zdenerwował...


Yoshiko dotarła na miejsce trochę wcześniej, niż zamierzała, o dziwo ani razu nie gubiąc się po drodze. Posiadłość zleceniodawcy, pana Takayamy, znajdowała się na obrzeżach wioski i wyglądała całkiem imponująco. Duży dom oraz rozległy, starannie zaprojektowany ogród pełen rozmaitych drzewek i krzewów ozdobnych – taki widok nawet z daleka robił na młodej Hotaru ogromne wrażenie. Dziewczyna stanęła cierpliwie przed bramą, zastanawiając się, czy pan domu zechce ją widzieć o tak wczesnej porze. Na szczęście już po kilku minutach została wpuszczona na posesję, a następnie zaprowadzona przed oblicze gospodarza, okrągłe niczym księżyc w pełni i intensywnie czerwone ze złości. Właściciel posiadłości – starszy, bogato przyodziany mężczyzna o wyraźnie widocznej nadwadze – siedział właśnie w altance między domem a ogrodem, wykrzykując coś wściekle do służących, którzy chwilę wcześniej przynieśli mu wiązkę jakichś badyli. Czemu jest taki zdenerwowany? – zastanawiała się Yoshiko, pochodząc bliżej. Kiedy pan domu skończył wyładowywać złość na służących, przeniósł wzrok na młodą kunoichi. Dziewczyna uprzejmie przedstawiła się i wyjaśniła, że została tu przysłana w ramach misji schwytania jakiegoś zwierzęcia.
Chodzi o kozę – doprecyzował natychmiast pan Takayama, wskazując na oddalających się chyłkiem służących z badylami. – Popatrz tylko, co zrobiła z moimi drzewkami! Świeżo zasadzone, a już połamane i obgryzione! Już pal licho krzewy – zawsze można kupić nowe – ale to były bardzo rzadkie sadzonki, specjalnie wyselekcjonowane! W całym Kraju Ognia drugich takich nie dostanę!
Głos mężczyzny załamał się nagle z nadmiaru emocji, a oczy zaszły łzami. Yoshiko wykorzystała ten moment przerwy, by przyjrzeć się rosnącym nieopodal forsycjom. Wcześniej, patrząc z daleka, dziewczyna uznała je za niedawno posadzone, młode krzaczki, które jeszcze nie zdążyły odpowiednio się rozrosnąć; teraz jednak widać było wyraźnie, że spora część gałązek została oderwana i zjedzona, w wielu miejscach brakowało również liści.
To wszystko przez moją wnuczkę – odezwał się ponownie zleceniodawca. W dalszym ciągu wyglądał, jakby za chwilę zamierzał jednocześnie się rozpłakać i w furii zdemolować altankę, jednak w jego głosie nie było już słychać takich emocji. – Przyjechała do mnie trzy miesiące temu i jak większość dzieci koniecznie chciała mieć zwierzątko. Proponowałem jej wszystko: bajecznie kolorowe rybki do akwarium, śmieszne papużki, jakiegoś uroczego kotka albo pieska... Ale ona uparła się na kozę. Chodziła za mną tak długo, aż się zgodziłem. Kupiłem młodą kózkę od zaprzyjaźnionego hodowcy, wydzieliłem jej zagrodę i kazałem przygotować najmniejszy z budynków gospodarczych, by miała gdzie spać. Myślałem, że wszystko jest w porządku...
Z dalszej części opowieści Yoshiko dowiedziała się, iż wnuczka pana Takayamy pod jego nieobecność zabierała kozę do domu i bawiła się z nią w swoim pokoju. Wszelkie pozostałości takich zabaw nakazywała później sprzątać służącym, którzy dostawali również polecenie, by pod żadnym pozorem nie mówić o tym dziadkowi. Któregoś dnia jednak znista była tak wielka, że nie dało się już ukryć częstej obecności kozy w domu. Pan domu nakazał czym prędzej odnaleźć zwierzę, zaprowadzić do zagrody i zamknąć, by wnuczka nie mogła już wprowadzać swej towarzyszki zabaw do mieszkania. Niestety wszystkie wysiłki służby okazały się nieskuteczne – koza była nieuchwytna. Żadne zamki nie były w stanie utrudnić jej przemieszczania się po domu, bez trudu wynajdywała najbardziej niedostępne zakamarki mieszkania, do których mogła uciec w razie zagrożenia. Co jakiś czas koza wychodziła zażyć świeżego powietrza, co najchętniej czyniła w ogrodzie, doprowadzając większość krzewów i drzewek do opłakanego stanu. Pan Takayama podejrzewał, że jego wnuczka cały czas pomaga kozie uniknąć schwytania, jednak dziewczynka wypierała się w żywe oczy. Zadaniem Yoshiko było schwytanie grasującego na posesji zwierzęcia, ale w taki sposób, by nie stała mu się żadna krzywda.
Nie wolno ci zanadto spłoszyć tej kozy, bo będzie nieufna, a to sprawi mojej wnuczce wielką przykrość – przestrzegł dziewczynę zleceniodawca. – Jesteś ninja, więc powinnaś umieć sobie poradzić bez użycia siły.
Proszę się nie martwić, panie Takayama, kózce z pewnością nic się nie stanie – odpowiedziała z uśmiechem Yoshiko. A przynajmniej taką mam nadzieję – dodała w myślach.


Na początek kunoichi postanowiła przejść się po domu w poszukiwaniu ewentualnych kryjówek kozy. Okoliczności były nadzwyczaj sprzyjające, jako że wnuczka właściciela przez cały dzień miała przebywać u kuzynostwa, a on sam na czas inspekcji mieszkania postanowił zostać w altance. W tym czasie służba miała asystować panu Takayamie i trzymać się z dala od domu, oprócz jednej osoby wyznaczonej do pomocy młodej Hotaru. Jeżeli więc koza przebywała wewnątrz budynku, nie byłoby nikogo, kto mógłby ją z niego wypuścić.
Yoshiko i towarzysząca jej młoda służąca przeszukały wszystkie miejsca, gdzie ich zdaniem zwierzę mogło się ukrywać. W niektórych zaułkach zostały odnalezione kozie bobki, jednak nie sprawiały wrażenia zbyt świeżych. Dziewczyny zaglądały do wszystkich pokoi, lecz w żadnym z nich nie zauważyły niczego podejrzanego. Chyba rzeczywiście jej tu nie ma – pomyślała Yoshiko, rozglądając się po ostatnim z odwiedzanych pomieszczeń. Tu również nie było ani śladu obecności zwierzęcia. Tymczasem służąca dostrzegła za oknem swoich współpracowników, którzy czekali niedaleko budynków gospodarczych na wynik poszukiwań. Czekało ich dużo pracy, chcieli więc jak najszybciej wracać do swoich zadań.
Mogę ich już zawołać, skoro tej kozy nigdzie nie ma?
Jasne – Yoshiko odwróciła wzrok, wyraźnie niezadowolona z rezultatu poszukiwań. Zmarnowałam tylko ich czas – zarzucała sobie w myślach. Jak tak dalej pójdzie, to nie uda mi się ukończyć misji.
Dziewczyna wyszła z domu i ruszyła w stronę ogrodu, by tam kontynuować poszukiwania, jednak zauważyła, że pan Takayama właśnie krążył tam w towarzystwie całej swojej świty, oglądając zniszczenia i głośno złorzecząc. O nie, tam nie mogę iść – pomyślała Yoshiko, skręcając nagle w stronę budynków gospodarczych. Nie miała odwagi pokazać się zleceniodawcy z pustymi rękami, poza tym nie podejrzewała, że zwierzę siedziałoby spokojnie w ukryciu przy takim hałasie. Jeżeli nawet koza była tego dnia w ogrodzie, to przybycie właściciela musiało ją stamtąd wypłoszyć. Tylko dokąd?
Kunoichi przystanęła pod rozłożystym drzewem za budynkami gospodarczymi, gdzie służba raczej nie mogła jej przeszkadzać. Dziewczyna usiadła w cieniu i zaczęła się zastanawiać, gdzie należałoby teraz wznowić poszukiwania, by jeszcze przed zachodem słońca zdążyć namierzyć kozę. Po chwili kątem oka zobaczyła jakiś ruch za pobliskim drzewem. Kiedy odwróciła głowę w tamtą stronę, zobaczyła wystające zza pnia tylne nogi kózki. Znalazłam ją! – pomyślała uradowana Yoshiko. Tymczasem nogi zniknęły, a zza drzewa powoli wychyliła się kozia głowa. Zwierzę było wyraźnie zainteresowane nieznajomą osobą, lecz najwyraźniej nie miało śmiałości podejść bliżej. Niestety kiedy kunoichi podnosiła się z trawy, kózka wystraszyła się i ponownie schowała głowę za pniem. Myśli, że jej nie widzę – Yoshiko z lekkim uśmiechem przyjrzała się doskonale widocznym kozim nogom. Dziewczyna jak najciszej wycofała się za swoje drzewo, aby nie spłoszyć stojącego dość blisko zwierzęcia jakimś nieopatrznym ruchem. Zerwała najładniejsze źdźbło trawy, jakie miała pod ręką, po czym ostrożnie wychyliła głowę zza pnia. Za sąsiednim drzewem nie było widać już ani kozich nóg, ani głowy, a na domiar złego do kunoichi dotarło nagle, że zachowuje się dokładnie tak, jak przed chwilą kózka. Co za głupota mnie ogarnęła – skarciła w myślach samą siebie, chowając się z powrotem za drzewem. Nie daruję sobie, jeżeli ona właśnie uciekła. Yoshiko musiała się jednak upewnić, wyjrzała więc ponownie zza pnia. Jakież było jej zdziwienie, kiedy z drugiej strony drzewa dziewczyna zobaczyła kózkę, podkradającą się ciekawie w jej kierunku. Na widok ludzkiej twarzy zwierzę skryło się po przeciwnej stronie pnia, następnie wystawiło głowę i szybko ją schowało. Nie wygląda na wystraszoną – zauważyła kunoichi, cały czas bacznie obserwując kózkę. Dla niej to chyba taka zabawa.
Młoda Hotaru czuła się bardzo głupio, kiedy jednocześnie z kozą wyglądała co chwilę zza pnia, widziała jednak, że dzięki temu zwierzę nabierało większej śmiałości. Po paru seriach koza odważyła się już podejść do Yoshiko i skubnąć trzymaną przez nią trawkę, najpierw długą, potem coraz krótszą. Wreszcie zwierzę czuło się już na tyle pewnie, by polizać dziewczynę po palcach. Yoshiko uznała, że ten moment będzie odpowiedni. Ostrożnie pogłaskała kózkę, a kiedy ta podeszła jeszcze bliżej, kunoichi delikatnie wzięła ją na ręce. Zwierzę nie spodziewało się najwyraźniej oderwania od ziemi i początkowo trochę się przestraszyło, ale zanim dziewczyna dotarła z nim do zagrody, było już niemal całkiem spokojne. Cel został osiągnięty.


Jestem ci bardzo wdzięczny za pomoc – oświadczył młodej Hotaru zleceniodawca, gdy zobaczył umieszczoną w zagrodzie niszczycielkę jego cennych drzewek. – Nerwów mi napsuła ta koza, ale nie miałbym serca kazać komuś ją skrzywdzić. Dobrze, że znalazłaś sposób, by ją schwytać bez użycia siły. Wy, ninja, macie na to jakieś specjalne techniki...
Zaiste, wyjrzyj-zza-drzewa no Jutsu – pomyślała Yoshiko, oblewając się intensywnym rumieńcem. Nie takich metod wykonywania misji spodziewaliby się zapewne jej nauczyciele z Akademii. W głębi duszy dziewczyna była jednak zadowolona, że mimo początkowych trudności zdołała poradzić sobie z kozą i, chociaż nie chciała się do tego przyznać, całkiem polubiła to niezwykłe zwierzę. Tej misji z pewnością długo nie zapomnę – stwierdziła kunoichi jakiś czas później, kiedy zamykała się za nią brama posiadłości pana Takayamy. Z oddali dobiegało głośne meczenie.

 
Posty: 15
Dołączył(a): 15 lip 2018, o 12:44
Ranga: Genin

Re: [D] Koza domowo-ogrodowa

Postprzez Zeref » 25 lip 2018, o 04:07

Akcept.
Senju Shiro.
Kontakt przez PW (bez wysyłania nagich zdjęć kappa )
Administrator
 
Posty: 138
Dołączył(a): 16 sie 2017, o 07:29
Ranga: Uczeń


Powrót do Samodzielne

cron