Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Kraj Dźwięku zwany dawniej Krajem Ryżu. Charakteryzuje się dosyć ciepłym, łagodnym klimatem. Można tu ujrzeć piękne widoki pełne ryżowych pól. Mają spory wpływ na działanie gospodarki tej krainy. Od lat to średniej wielkości państwo stara się o uzyskanie politycznych i militarnych wpływów porównywalnych z pięcioma wielkimi krainami. Tutejsi liderzy od lat starali się o znanie ich jako Kage. Tutejsza ukryta wioska to Otogakure no Sato. Choć przez wiele lat wioska ta była niedoceniana, dzięki eksperymentom Orochimaru shinobi tutejsi opanowali wiele interesujących zdolności.

Moderatorzy: Mistrz Gry, Mistrz Fabularny

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Hokori Eri » 6 cze 2016, o 00:18

No cóż, plan jak na razie działał. Chłopcy zajmowali się sobą, a Eri ruszała się w kierunku przeciwnika. Była pod ziemią wraz ze swoim klonem, a dwa klony na powierzchni z mieczami w dłoniach szarżowały na samotnego samuraja. Plan działania nie był zbytnio skomplikowany. Pierwsze co to dwa klony miały dopaść mieczy shoguniastego i związać go walką, w tym czasie, kiedy będzie on zajęty, za jego plecami wyjdzie prawdziwa Eri wraz z klonem i spróbuje uziemić naszego samuraja Będzie miała mocną przewagę liczebną, do tego użyje jednej ze swoich technik, żeby ograniczyć mobilność swojego przeciwnika. Z ziemi mają wyrosnąć dwa wielkie skalne bloki i zacisnąć wojownika tak, żeby nie mógł w ogóle się ruszać. Na sam koniec prosto w samuraja, który nie ma gdzie uciekać poleci strumień ognia, który skutecznie powinien go wyłączyć z walki. Tylko ciekawe czy jej się to w ogóle uda...

Spoiler:
 
Posty: 451
Dołączył(a): 6 sty 2016, o 20:36
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Shinigami » 7 cze 2016, o 12:45

Tasogare mógł już zacząć odczuwać ciepło nadciągających pocisków ognia. Zatrzymał się w miejscu i postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Chwycił ręką shuriken, następnie wykonał zamach i posłał go w miejsce, które było wolne od ognia. W tym też momencie chciał złożyć pieczęci i wykonać technikę podmiany, nie wszystko jednak poszło po jego myśli. W momencie złożenia drugiej pieczęci mógł poczuć uderzenie, które wręcz wyrwało go z butów. Pocisk o kształcie głowy diabła trafił prosto w prawy bark chłopaka. Siła uderzenia była duża, sprawiła bowiem, że chłopak upadł na ziemię. W tym samym czasie inne pociski wysłane przez Hidariego poważnie zniekształciły teren w okół chłopaka. Ból, jaki przeżywał nasz bohater był olbrzymi, jego ramię zostało naprawdę zdrowo przypieczone, nawet adrenalina niewiele pomagała w zmniejszeniu bólu. Ubranie przyległo do ciała i częściowo się w nie wtopiło, smród spalenizny był okropny. Mało tego, w okół Tasogare pojawiła się masa dymu. Jego prawa ręka jest teraz kompletnie pozbawiona sprawności. Obrażenia byłyby dużo gorsze, Tasogare uratował fakt, że stał bokiem do pocisków, dzięki czemu tylko jeden zdołał go dosięgnąć. Hidari mógł wszystko zaobserwować, teraz znajdował się jakieś pięć metrów od leżącego członka rodziny. Jak to wszystko potoczy się dalej?

Dwa klony należące do Eri znajdowały się coraz bliżej samuraja. W momencie, gdy odległość między nimi skrócona została do czterech metrów, Ray skrzyżował swoje miecze, a moment później ponownie je rozdzielił. Manewr ten sprawił, że dwie niebieskie poświaty wystrzeliły z miecza i z brutalną prędkością ruszyły w kierunku dwóch klonów. Minimalna odległość i fakt, że oba klony były rozpędzone, sprawiła, że niebieska poświata bezlitośnie trafiła ich w tym samym momencie - oba klony zostały przecięte w pasie i upadły na ziemię, chwilę później pozostała już po nich jedynie kupka kamieni. Prawdziwa Eri wraz z jeszcze jednym klonem w tym czasie zdołała wydostać się z ziemi, 2 odległości pięciu metrów od samuraja. Sam samuraj nie dał się zaskoczyć. Jego katany spowite niebieską aurą odwróciły się wraz z nim w kierunku naszej bohaterki. Ray ponownie przyjął postawę defensywą. Dwa metry po jego prawej znajdować się posąg. Nie zaatakował, czekał.


Kolejność: Dowolna.
Obrazek
 
Posty: 1771
Dołączył(a): 14 kwi 2015, o 01:29

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Hokori Eri » 30 cze 2016, o 03:41

Robiło się jeszcze niebezpieczniej niż mogło się wydawać, otóż młoda, radosna Eri bardzo szybko straciła swoje dwie podobizny, a jej potencjalna ofensywa zniknęła po jednym ruchu samuraja. Widać, że do słabych nie należy, jednak i ona słaba nie była, w końcu otrzymała niedawno awans, którym jeszcze nie zdążyła pochwalić się w domu. A pewnie rodzina czeka z tortem i bonem zakupowym...
Zrobiła krok do tyłu i przeniosła swój środek ciężkości trochę w tył, stabilizując swoją postawę, po czym dla wyrównania wyciągnęła ostrze w kierunku samuraja. W tym czasie drugą ręką zaczęła formować pieczęcie. Cały czas pilnowała wzrokiem swojego przeciwnika, oczekując jego ruchu. Nie śpieszyła się, wiedziała, że musi działać spokojnie, a miała plan działania. Otóż, kiedy już skończy przygotowywać wielką, ognistą kulę, jej klon złoży jedną pieczęć, po czym z ziemi wysuną się dwa skalne bloki, uniemożłiwiające mu ucieczkę na boki w tym czasie wielka ognista kula poleci prosto na niego. Z racji tego, że jedyną drogą ucieczki będzie niebo, Eri jest na to gotowa. Od razu po ognistej kuli, składa jedną pieczęć i wypuści wielki płomienny strumień prosto w wyskakującego do góry przeciwnika, no chyba, że zdecyduje się na przysmażenie w płomiennym jajeczku...

Spoiler:
 
Posty: 451
Dołączył(a): 6 sty 2016, o 20:36
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Nieaktywny MG » 7 lip 2016, o 21:28

W związku z nieobecnością Chimu oraz dwóch uczestników ME, jak i prośbą gracza, interweniuję w celu wyciągnięcia go z tego wątku.

Chaos wywołany zagorzałą walką pomiędzy czwórką wojowników trwał w najlepsze, żadna z obecnych w tym miejscu osób nie zamierzała również odpuścić, choć co najmniej dwie z nich od początku nieszczególnie rwały się do walki. Jedną z tych osób była nasza młoda kunoichi, Eri, której przyszło się zmierzyć z samurajem, który wyjątkowo odbiegał od stereotypu swojej klasy, który to uwzględniał śmierć po pierwszym zadanym mu ciosie. Otóż nie, Ray był jednym z tych popleczników shōguna, którzy potrafili walczyć z shinobi jak równy z równym, pomimo nieposiadania żadnych efektownych zdolności. I bez tego potrafił być efektywny.


Podczas gdy Tasogare oraz Hidari mierzyli się w bezwzględnym boju o rewanż po pojedynku na egzaminie na chūnina, Eri właśnie została zmuszona do zatrzymania się, oraz ponownego przemyślenia własnych ruchów. Oba jej ziemne klony zostały zniszczone i pozostały z nich jedynie kupki kamieni. Kunoichi cofnęła się, wyciągając w obronnej postawie kunai, już gotowa do formowania wolną ręką pieczęci, by wystrzelić w kierunku przeciwnika technikę. Ray nie pozostawał jej dłużny, był czujny, gotowy do stosownej reakcji. A potem wydarzyło się coś jeszcze...


Dosłownie pomiędzy dziewczyną, jak i samurajem wylądował kunai. Kunai z przyczepioną do niego notką. Syk oraz skrzenie zaalarmowały obojga walczących, by stosownie zareagowali. Oboje odskoczyli do tyłu, zanim nie wstrząsnęła nimi eksplozja, którą bez wątpienia mogli również w pewnym stopniu odczuć pozostali walczący. Kurz wciąż wzbijał się w powietrze, a Eri wciąż była zdezorientowana takim obrotem wydarzeń nie mogąc przy tym zlokalizować pochodzenia ataku, gdy nastąpił kolejny wybuch, tym razem bliżej poplecznika shōguna. Właściwie, to była to seria kilku wybuchów. No i głośny krzyk należący do tamtego mężczyzny. A przynajmniej to mogła usłyszeć Hokori, zanim nie została pochłonięta przez ciemnoszare kłęby dymu. Była to bombka dymna. A ona znajdowała się w samym centrum jej wybuchu, kaszląc i próbując się stamtąd wydostać. Dym szczypał ją w oczy oraz nozdrza, a ona zasłaniała dłonią usta starając się wybiec z epicentrum wybuchu. A potem poczuła ostry ból gdzieś z tyłu czaszki. I straciła przytomność... Ostatnim co widziała był ciemny, pokraczny kształt niskiej, wykrzywionej, sapiącej głośno postaci.

Obrazek
 
Posty: 765
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Hokori Eri » 7 lip 2016, o 21:54

Eri miała plan, w jaki sposób pokonać swojego przeciwnika. Wiedziała, że jej towarzysz może potrzebować jej pomocy, tak więc musiała dać z siebie wszystko. Z kataną w ręce zaczęła formować pieczęcie aby wykonać to co zaplanowała, jednak nie było jej to dane... W pewnej chwili, pomiędzy walczącymi pojawił się kunai z notką. Nie wiedziała skąd spadła, jednak trzeba było wykonać jakiś unik. Postanowiła, że schowa się w ziemi, tam jest zawsze bezpiecznie. Powoli niknęła w glebie, otoczona przez różne wybuchy. Chwilę później pojawił się jakiś dziwny dym. Widziała, że nie powinna nim oddychać, jednak było już za późno. Wzięła kilka wdechów zanim zorientowała się o co chodzi. Zasłoniła dłoń, zaczęła niknąć jeszcze szybciej, jednak i to nie wystarczyło... W końcu poczuła jakieś dziwne ukłucie w tył głowy i upadła bezwładnie na ziemię. Świat zaczął się rozmywać, robić coraz dziwniejszy. W uszach jej strasznie piszczało... aż w końcu cisza... Ostatnie na co zwróciła uwagę to sylwetka.. dziwna, powykrzywiana sylwetka sapiącego człowieka... dalej już tylko czerń jej zamkniętych powiek...
 
Posty: 451
Dołączył(a): 6 sty 2016, o 20:36
Ranga: Tokubetsu Jōnin

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Nieaktywny MG » 7 lip 2016, o 22:15


z/t Hokori Eri: KLIK
Obrazek
 
Posty: 765
Dołączył(a): 4 maja 2015, o 14:31
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Specjalna Ranga: ANBU
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Ex Adm » 22 lip 2016, o 19:18

Na prośbę Tasogare oraz przez nieobecność Prowadzącego wyprowadzam bohatera z tej przygody :(


Walka pomiędzy Uchihami przebiegała w najlepsze, kiedy to nagle kilka metrów obok, tam gdzie walczyła Eri z samurajem, wylądowała notka, która wybuchła, później krzyk samuraja, sporo dymu w różnych kolorach, które wyglądały na truciznę. Nim nasi chłopcy się spostrzegli ich teren do walki także ucierpiał, spora kolorowa chmura przemieściła się prosto na nich. Ci nawet jeśli próbowali uciekać było już za późno. Po kilku wdechach obaj padli na ziemię, jedyne co mogli zaobserwować na koniec to jakiś dziwny cień, który w kombinezonie wynosi dziewczynę na ramieniu. Dalej był tylko koniec.... ciemność....
Tasogare ocknął się kiedy był już wieczór. Księżyc w pełni świecił na pustym niebie, rozświetlając pustą polanę. Powoli dochodziły do niego kolejne informacje. Pierwsze co, to zrozumiał, że obudził się na tej samej polanie na której wcześniej odbywała się walka. Później zrozumiał, że nie może się zbytnio ruszać. Leżał przysypany sporą ilością ziemi, prawdopodobnie został przysypany podczas kolejnego wybuchu. Niestety nie było tutaj nikogo, kto mógł by mu powiedzieć co się stało. Nie było żadnego śladu po towarzyszce, po samuraju, przeciwniku, ani nawet posągu... Był totalnie sam, nie wiedział ile czasu upłynęło. Jednak nie było w koło żadnego zagrożenia, więc mógł powoli wracać do domu, chyba, że planuje zrobić coś innego...



KONIEC ME DLA TASOGARE
Wynagrodzenie dla Tasogare : 3PD 15 PN
[] <- Kim jestem ?? -> []
|
\/
Nim<3:
Administrator
 
Posty: 586
Dołączył(a): 28 lut 2016, o 23:01
Ranga: Brak
Specjalna Ranga: Shogun
Specjalna Ranga: Generał
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Uchiha Tasogare » 22 lip 2016, o 20:16

Walka nie przebiegała po myśli Taso, a dodatkowo był on już poobijany do tego stopnia, że nie wiedział czy przeżyje. Każda chwila sprawiała, że te myśli stawały się coraz bardziej realne. Hidari trenował - a Taso nie znał żadnych nowych technik przez co przepaść ich mocy i umiejętności coraz bardziej się powiększała. Wtem na pole walki zawitały różnokolorowe chmury dymu. Wpierw pojawiły się obok Eri i samuraja, a później przenosiły się w kierunku czerwonookich. Młody pomyślał, że jeśli wbiegnie w chmurę, będzie mógł ujść z życiem z pola walki. To jednak był zły pomysł, ponieważ gdy tylko to zrobił poczuł się senny. Padł na ziemię. Stracił przytomność. Gdy się ocknął przysypany był grubą warstwą ziemi. Ciężko mu się było ruszać.... gdzieniegdzie czuł paraliż, ale mimo wszystko po dłuższej chwili się wygrzebał. Zobaczył, że pole walki jest puste. Wszyscy jakby się rozpłynęli. Nie ma posągu, nie ma wypełnionej misji. Zostało jedynie wrócić do wioski i trenować do kolejnego spotkania z Hidarim - sojusznikiem Shoguna...
Obrazek
 
Posty: 239
Dołączył(a): 27 sty 2016, o 02:13
Ranga: Genin

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Hebi Oroshi » 10 kwi 2017, o 18:03

Kilka godzin później, gdy świat był już przysłonięty nocnym całunem. Hebi odwołał Aodę, znajdując bezpieczne schronienie na dzisiejszą noc... Niewielki ruczaj, otoczony niskimi krzakami osłaniającymi wędrowców przed wścibskim wzrokiem.
Z obliczeń Oroshiego wynikało że od osady dzielił ich krótki dystans który bez problemu mogli pokonać w kilka godzin. Nie chciał jednak ryzykować nocnego powrotu do niemal kipiącej wioski, co zmusiło go do rozpalenia niewielkiego ogniska za pomocą prostego katonu, by po kilku minutach podziwiać już skrzące się iskry.
Hebi dodatkowo przywołał ścianę dotonu za plecami by osłonić się przed zimnym wiatrem, po czym bez słowa siedział skulony przez dobrą godzinę, nim wreszcie odezwał się do swego towarzysza którego prawie nieznał.

- Wiesz że wioska za jakiś czas pewnie wstawi Cię do Bingo?...

Chłopak zadał pytanie, jednak po chwili zrozumiał że Seitaro może nie wiedzieć czym była ta magiczną książka.

- Wszyscy nukenini znajdują się tam wraz z opisem zbrodni i nagrodą za schwytanie... Niezbędnik łowcy nagród a do niedawna nawet Samurajów...

Oroshi pamiętał czas gdy pozostawał sam z tym co gotował dla niego świat... Gdy bez precedensu umykał przed prawem starającym się z niego zrobić kogoś kim nie był... Zaskakujące, jednak nie dla niego że dopiero gdy dawny ustrój przestał funkcjonować chyląc się ku upadkowi, dopiero wtedy przyznano mu rację przyznając dawne prawa obywatela Otogakure... Jeśli Orochimaru patrzył na niego, a na pewno to robił, to musiał konać ze śmiechu widząc jak zagmatwane życie prowadzi jego dziedzic... Przeklęty dziad miał rację, Oroshi nigdy nie będzie mógł cieszyć się spokojnym egzystowaniem.
Obrazek
 
Posty: 1292
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Maji Seitaro » 10 kwi 2017, o 18:24

Dwaj shinobi przez cały okres podróży raczej niewiele ze sobą rozmawiali, ale nie ze względu na brak tematów do omówienia. Warunki do spokojnej rozmowy nie były zbyt dogodne. Aoda pędziła z wielką szybkością, dlatego też jedyne co słyszał to świst wiatru. Dopiero po dłuższym czasie, kiedy nastał zmierzch Oroshi zdecydował się na postój. Seitaro nie oponował, sam chętnie by odpoczął. Wbrew pozorom taka podróż i do tego w takiej formie, może człowieka zmęczyć, szczególnie za pierwszym razem.
Seitaro był odpowiedzialny za zebranie drwa na ognisko. Widział jak Hebi włada dwoma żywiołami... jednak czy dysponuje jeszcze trzecim jak Seitaro? Wszakże niewielu shinobi jest w stanie otworzyć więcej niż dwa żywioły, nie wspominając o wszystkich pięciu. Chyba tylko najpotężniejsi to potrafią, a do tych Maji jeszcze nie należał. Przynajmniej do czasu. Miał po prostu ku temu predyspozycję...
Spojrzał na konfratra, który po niespełna godzinie zdecydował się przemówić. Seitaro spuścił wzrok na ognisko.
- Tak. To oczywiste, że uciekinierzy są ścigani. Jednak mój przypadek jest o tyle inny, że minie trochę czasu nim się zorientują i podejmą jakieś działania. Do tego czasu będę poza ich zasięgiem. Wybrałem tę drogę i teraz muszę zmagać się z jej trudnościami. - odparł takim tonem, jakby zupełnie nie przejmował się tym że zostanie nukeninem. Szkoda mu było tylko znajomych, których pozostawił. Z czasem jednak i od nich będzie musiał się odzwyczaić, może nawet i zapomnieć.
Przypomniał sobie, że nie zdjął nawet opasek, przez które mógłby zostać szybko namierzony. Sięgnął pod płaszcz i zerwał szarfo-ochraniacz z symbolem Iwy. Chwilę popatrzył na emblemat, po czym bezceremonialnie rzucił go w palenisko. Zaraz po tym odwiązał opaskę Suny z uda. Tutaj jednak całkiem się zawahał. Stara, popękana i pordzewiała opaska ojca Seitaro, który dał mu ją na krótko przed swą śmiercią. Nie. Nie mógł się zmusić do zniszczenia jedynej namacalnej pamiątki po rodzinie i Sunagakure. Zdecydował się zapieczętować ją w małym zwoju.
W trakcie tego procesu kontynuował wymianę zdań z Oroshim.
- Jeśli mogę wiedzieć, co zamierzasz po tym, kiedy otrzymasz żądane wsparcie od Kyokukage?

[youtube][/youtube]Obrazek
Seitaro Theme

Zawsze pomogę.
NIE OTWIERAĆ, BO PRAWDA WYJDZIE NA JAW!
Spoiler:
 
Posty: 1676
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Hai Jōnin

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Hebi Oroshi » 11 kwi 2017, o 00:25

Hebi uśmiechnął się słysząc słowa nowego kompana... Właściwie od kiedy tylko pamiętał, zawsze ktoś był z nim w drodze. Hidari Uchiha, Dai Uchiha, Hyuga Natari, Yamanaka Isu, młody Jashin, Hiroshi... Oni wszyscy po części znali Hebiego, można było rzec że każdy posiadł cząstkę wiedzy o dziwnym dziedzicu z klanu węży. Genetycznego klona który powstał z wizji szalonego naukowca... Co chciał sprawdzić Orochimaru sprowadzając go na świat... Czy była to na prawdę tylko pomyłka w zabiegach jak twierdził, czy chciał jednak sprawdzić czy jego klan jest silny bez względu na to kto włada genami.
Hebi spojrzał na Seitaro przez ogień paleniska, po czym odpowiedział mu szczerze z prawdą... Prawie zapomniał jak to się robiło.

- Będę miał dla was pierwsze zadanie... Chce żebyś razem z innymi udał się w pewne miejsca gdzie moim zdaniem znajdziesz kilku uciekinierów z wiosek podległych... Chce odbudować naszą siłę, jednak nie mogę być tu i tam... Jeszcze nie.

Zakończył przegryzając usta przez narastającą złość... Dopiero gdy poczuł słodki smak własnej krwi, nieco się opanował. Przypomniał sobie o zwoju z jaskini, o tej przeklętej technice pozwalającej na błyskawiczne przeniesienie... Kiedy opanuje już Hiraishina, Oto na zawsze pozostanie bezpieczne... Jednak wciąż to nie był ten czas...

- Ci ludzie za odpowiednią opłatą zajmą się bezpieczeństwem naszych granic... W tym czasie klany odzyskają siły, a my zwerbujemy nowych studentów... W nowym Anbu które zakładam, będzie tylko osiem osób włącznie z tobą...

Oroshi spojrzał na młodzieńca, widząc jak wielkie jest to poświęcenie by przystać na ten plan... Całe jego życie miało się zmienić.

- Naucze cię pewnej techniki gdy lepiej opanujesz ninjutsu... Przyda się podczas podróży.

Zmienił na chwilę temat przyglądając się jego twarzy... Tak zdecydowanie będzie bezpieczniej jak chłopak zmieni tożsamość na czas wypraw i zadań... Po co ma się męczyć z łowcami nukeninów.

- Wracając jednak do tematu... Ze swojej wioski wybiorę resztę z klanów cieszących się najlepszą sławą... Tych, które pozostały wierne po tym co się stało.

Oroshi zdał sobie sprawę że chłopak z którym podróżował, praktycznie wcale nie zdawał sobie sprawy z jak dziwnym człowiekiem przyszło mu podróżować... Hebi w swej wiosce cieszył się zmienną renomą, jedno go wielbili za dziedzictwo przodka, inni nienawidzili za to że zabił tyle niewinnych osób podczas ucieczki, inni wręcz się bali... Jednak pewnym było że znał go każdy człowiek w osadzie. Ten który umarł pod bramami Konohy, a jednak wciąż stąpał ulicami jak jeden z nich... Jak straszne dziedzictwo tkwiło na jego barkach... Tylko on wiedział z czym przyszło mu się borykać.

- Pogadamy jutro jak ustale wszystko z Kyokukage...

Przemówił na koniec, po czym przeszedł powoli w stan letargu który wbił do swych zwyczajów podczas treningów trybu mędrca... Mimo że odpoczywał, to wciąż czuwał i obserwował świat.
Obrazek
 
Posty: 1292
Dołączył(a): 28 kwi 2015, o 15:09
Ranga: Nukenin
Specjalna Ranga: Akatsuki
Dodatkowa Ranga: S-Rank

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Maji Seitaro » 11 kwi 2017, o 00:53

Słowa Oroshiego odnośnie zadania dla Seitaro, wprawiły osiemnastolatka w zaciekawienie i chęć do działania. A więc miał odnaleźć innych wyjętych spod prawa shinobi, którzy w jakiś sposób mieliby przyczynić się do sukcesu całej operacji? Na to wyglądało. Maji tylko kiwnął głową na znak, że rozumie swoje zadanie. Oroshi jednak będzie musiał je jeszcze doprecyzować, bo nie powiedział ,,gdzie", ale to rozmowa na późniejszy czas. Nie poruszał już tego tematu, a zamiast tego trawił kolejne słowa.
Nauka techniki? Zmarszczył brwi i uśmiechnął się w dogłębnym zaintrygowaniu, ale i tym razem nie skomentował. Mógł dopytać cóż to za technika, ale stwierdził, że Hebi prędzej czy później sam mu o niej powie. Nie ma co pośpieszać.
Dalej - ANBU. Węzooki najwyraźniej dążył do utworzenia elitarnej organizacji zrzeszającej najsilniejsze jednostki. Ambitny cel ambitnego człowieka... o ile Hebi w ogóle był człowiekiem...
- Podołam wszystkiemu. - odpowiedział pewnie, mając świadomość tego, że cokolwiek by się stało, los się odeń nie odwróci. Jeszcze nie.
Po chwili Oroshi oznajmił, że uda się na spoczynek, a rozmowę dokończą jutro. Maji kiwnął głową, dochodząc do wniosku, że i on sam mógłby odpocząć. Przymknął oczy, ale nie zasypiał, choć na to się zapowiadało prędzej czy później.

[youtube][/youtube]Obrazek
Seitaro Theme

Zawsze pomogę.
NIE OTWIERAĆ, BO PRAWDA WYJDZIE NA JAW!
Spoiler:
 
Posty: 1676
Dołączył(a): 2 wrz 2016, o 20:50
Ranga: Jōnin
Specjalna Ranga: Hai Jōnin

Re: Gdzieś na szlaku transportowym Oto-Konoha

Postprzez Nara Rin » 2 sty 2019, o 06:30

Na prośbę Hidariego przejmuję ten me
nagroda za walkę 3 PD, 15 PN


ME DLA UCHIHA HIDARIEGO
NA PRZEBUDZENIE DRUGIEGO POZIOMU SHARINGANA


Twoja walka z członkiem twojego klanu trwała w najlepsze chociaż nie przynosiła żadnych rezultatów, a przynajmniej jeszcze nie przyniosła, a niestety wygląda na to, że wasz spór nie zostanie rozwiązany, no a przynajmniej nie w taki sposób w jaki sobie to wymarzyłeś. Odpowiedzialną za taki obrót spraw była nieznana ci, a i prawdopodobnie nieznana też innym uczestnikom walki osoba, która rzuciła twojego sojusznika, a kunoichi z którą walczył kunai z notką. Niestety nim zdążyłeś zareagować notka się zdetonowała i nastąpił wybuch. Niestety obrażenia jakie otrzymał samuraj nie były jedynymi efektami działania twojego nieznanego przeciwnika, kolejnym efektem była trucizna, która sprawiła, że ty i drugi członek klanu Uchiha padliście na ziemie tracąc przytomość
Przechodzimy tutaj
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 29 sie 2017, o 22:26
Ranga: Nukenin

Poprzednia strona

Powrót do Oto no Kuni - Kraj Dźwięku

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników